Profil użytkownika

:) 


komentarze: 587, w dziale opowiadań: 468, opowiadania: 232

Ostatnie sto komentarzy

Hej ho! 

 

Bardzo udane opowiadanie! Przeczytałam z przyjemnością. :) 

Szczególnie spodobał mi się początek i ten jesienny wieczór, który zabiera się za swoje obrządki. To był bardzo klimatyczny wstęp. 

Sama historia też ciekawa i opowiedziana trochę z innej strony. Można się kłócić jak oni te ciała pakowali w wilcze wnętrzności, ale skoro to baśń, chyba mozna przymknac na to oko. 

 

Zgarbiona sylwetka wsparta na powyginanym kosturze i włosy niestarannie rozsypane wokół obwisłej twarzy powodowały, że sprawiała wrażenie znacznie starzej

starszej

 

Symboliczny klik! Pozdrawiam :)

Podążaj za białym królikiem.

Hej, 

to w zasadzie taka klasyczna baśniowa opowieść z motywem wędrówki, poszukiwaniami ukochanego, magią i jakąś zagadką, co sprawia, że “baza” Twojego opowiadania jest całkiem ciekawa. 

Jeśli chodzi o wykonanie, to mogłoby być lepiej… Zdania są bardzo proste i sprawozdaniowe. Brakuje większego zróżnicowania składni oraz bardziej plastycznego języka. Dodatkowo pojawia się zbyt wiele opisów, które często tłumaczą to, co już wynika z dialogów lub sytuacji. Z kolei emocje, często są zwyczajnie opisane, zamiast podane w jakiś ciekawszy sposób. 

 

Przykładowo: 

Mija miesiąc. Śnieżynka dalej nie wie, co się stało z jej ukochanym. Jest bardzo smutna, bo tęskni za nim.

Może zamiast pisać, że jest smutna lepiej pokazać jak płacze? 

 

Trzymam kciuki za Twoje dalsze pisanie. 

Pozdrawiam :) 

 

Podążaj za białym królikiem.

Hej ho! 

Przepraszam za późny komentarz! 

 

To był jeden z trudniejszych, ale zarazem bardziej intrygujących tekstów, które pojawiły się w konkursie. Nie cackałeś się z punktem regulaminowym dotyczącym wykorzystania obrazu i wycisnąłeś z tej biednej kobity ile się tylko dało! :D 

Świetnie zbudowałeś wokół niej całą opowieść, a motyw niemożności zobaczenia jej twarzy jest bardzo pomysłowy!

Początkowo nie wiedziałam dokąd ta historia ma zmierzać. Wraz z kolejnymi fragmentami i coraz większym rozchwianiem bohatera zaczęło robić się… dziwnie, obsesyjnie, momentami wręcz abstrakcyjnie. Niepokojące, że nasz Romeo tak naprawdę nie zna tej kobiety i zakochuje się nie w niej, tylko w tym, co sam sobie o niej dopowiada. 

 

 

Jeśli chodzi o wykonanie czasem gubiłam się w potoku myśli, a forma w niektórych momentach zaczynała dominować nad treścią. Pojawiło się nieco powtórzeń i nadprogramowych zaimków. Język jest obrazowy, oniryczny, co osobiście bardzo lubię, choć może w nieco mniejszych dawkach. :D 

 

Pozdrawiam serdecznie

 

Podążaj za białym królikiem.

Hej ho! 

 

Przepraszam za późny komentarz. 

Świetne opowiadanie! Od razu zaznaczę, że w moim rankingu zamknęło top 5. :) 

 

Bardzo dobrze oddałaś klimat pesymizmu i beznadziei carskiej Rosji, gdzie o wartości człowieka decydują przede wszystkim ruble i „dobre” stanowisko. Ze smutkiem czytałam jak bohater krok po kroku, z każdym kolejnym rublem w kieszeni, zapomina o rodzinie i przechodzi na ciemną stronę mocy…

 

 

Nie wiem, czy to nie jest nadinterpretacja, ale już w tym “upadku” dostrzegam nawiązanie do obrazu. Wydaje mi się, że moment, w którym bohater pracuje jeszcze jako duchowny w cerkwi, można odczytać jako przebywanie pod pewnego rodzaju “kopułą ochronną”. Kiedy jednak ją opuszcza, niemal natychmiast wpada w sidła zła, które uosabia Leonid. 

Podobało mi się także ukazanie na koniec policjantów i urzędników pracujących w przestrzeni świątyni, czyli to przenikanie się sacrum i profanum. Podkreśla to upadek wartości i pokazuje, że system zajrzał nawet do miejsc, które powinny pozostać wolne. 

 

Przyznam, że początkowo patrząc na obraz miałam skojarzenie z Aladynem! :D Jednak po przeczytaniu Twojego opowiadania zdecydowanie bardziej przekonuje mnie interpretacja związana z cerkwią, która nadaje lepszy klimat! 

 

A napisane tak, że absolutnie nie miałam do czego się przyczepić! Przeczytałam z przyjemnością.

Pozdrawiam serdecznie!

Podążaj za białym królikiem.

Hej ho! 

 

Przepraszam za późny komentarz. Byłam na urlopie, a potrzebowałam chwili spokoju, żeby zebrać wszystkie swoje zapiski oraz nieuczesane myśli w jakąś bardziej uporządkowaną całość. :D

Świetny pomysł! Zarówno jeśli chodzi o wątek science fiction, jak i o losy głównego bohatera, który jednocześnie ma olbrzymie szczęście by trafić na “listę wybrańców”, a chwilę później wielkiego pecha by wpaść pod pędzący samochód. To świetnie pokazuje jak życie potrafi być przewrotne. 

Na duży plus zasługuje również zakończenie. Spodobało mi się jak dosłownie wykorzystujesz tytuł obrazu, opisując ostatnie promienie słońca. Właściwie już od samego początku wiemy, że sytuacja Ziemi jest w pewnym sensie przesądzona i nie ma dla większej części ludzkości ratunku, a i tak końcówka zaskakuje swoją… ostatecznością. 

 

Ładnie Ci to wyszło!

 

Jeśli mogę coś podpowiedzieć, to osobiście skróciłabym scenę “dostarczenia” Piotra na posterunek policji. Nieco mi się dłużyła. 

 

Z pozostałych drobnostek: 

Wziął czytnik i szybkim krokiem zszedł z podwyższenia.

Leżący na ławie czytnik Piotra wygasił ekran

– Wziął pan udział w wypadku – zaczął. – Pamięta pan to?

Chyba naturalniej byłoby: Miał pan wypadek. 

 

Niestety, w wyniku wypadku musieliśmy…

To trochę niefortunnie brzmi

 

Pozdrawiam serdecznie! 

Podążaj za białym królikiem.

 

Przepraszam za późny komentarz. Byłam na urlopie, a potrzebowałam chwili spokoju, żeby zebrać wszystkie swoje zapiski oraz nieuczesane myśli w jakąś bardziej uporządkowaną całość. :D

 

Przeczytałam z ciekawością, ale zakończenie sprawiło, że nagle w mojej głowie pojawiło się więcej pytań niż odpowiedzi. Główny motyw, czyli zemsta po śmierci ukochanej oraz matki jest mocny, ale kiedy ginie Boguś, a ofiarami stają się także niewinne dzieci, to mi się nie klei…

Kaznodzieja jest przedstawiony jako postać nieco na granicy obłędu, więc jego decyzje można jeszcze próbować interpretować jako jakąś psychozę. Natomiast w przypadku Bogusia pojawia się większy problem wiarygodności motywacji. Trudno przyjąć, że po trzydziestu latach wraca z Ameryki wyłącznie po to, by dokonać masakry w miasteczku i samemu zginąć. 

 

W Twoim opowiadaniu jest kilka elementów, które zwróciły moją uwagę i które można by jeszcze dopracować.

Przede wszystkim kwestia „Wandy”. Na początku zupełnie nie było jasne, czym ona właściwie jest. Najpierw odniosłam wrażenie, że chodzi o jakąś kobietę, potem zaczęłam podejrzewać zakład lub instytucję, później nawet kopalnię, a dopiero na końcu okazało się, że to willa. Mogłaś odsłonić to nieco wcześniej. 

Nie do końca przekonuje mnie też moment, w którym Kaznodzieja od razu rozpoznaje Bogusia. Skąd ta pewność? Przecież nie widzieli się wiele lat, a Boguś jest już dorosłym mężczyzną. 

Na końcu pozostajemy właściwie jedynie z pytaniami zadanymi przez dziennikarkę, bez satysfakcjonujących odpowiedzi czy domknięcia najważniejszych wątków. 

Pozostaje także pytanie o to, co właściwie stało się z Krysią? 

 

Trzymam kciuki za kolejne opowiadania!

Pozdrawiam serdecznie!

Podążaj za białym królikiem.

Hej ho!

Przepraszam za późny komentarz. Byłam na urlopie, a potrzebowałam chwili spokoju, żeby zebrać wszystkie swoje zapiski oraz nieuczesane myśli w jakąś bardziej uporządkowaną całość. :D

 

Lubię opowiadania z wojną w tle. Potrafią jednocześnie wzruszyć, przerazić i skłonić do refleksji, pokazując, jak błahe są nasze codzienne problemy w zestawieniu z doświadczeniami ludzi żyjących w czasach okupacji. Takie historie są klimatyczne, niepokojące, a niepewność i poczucie zagrożenia, które towarzyszy rzeczywistości wojennej sprawia, że jakoś… intensywniej śledzę losy bohaterów i boję się czy dotrwają do kolejnych rozdziałów.

 

I właśnie to wszystko znalazłam także w Twoim opowiadaniu.

 

 

Historia Witka i Miriam nie jest szczególnie skomplikowana fabularnie i przyznam, że dość szybko zaczęłam domyślać się, iż staruszka z płonącego budynku może okazać się dziewczyną z getta. Jednak atmosfera, klimat, wiarygodni bohaterowie i ciekawość jak się skończy ta historia, sprawiały, że czytałam z przyjemnością. 

Finał jest trochę niepozorny ale za to bardzo emocjonalny i symboliczny. Motyw fotografii oraz powracającej opaski spina całość. Jednocześnie pozostawia nas z refleksją, że życie w czasach pokoju jest ogromnym przywilejem, o czym łatwo zapomnieć. 

Świetnie zinterpretowałaś obraz. Nie patrzyłam na niego wcześniej w ten sposób, ale idealnie pasuje do piekła jakie działo się w tamtych czasach w Warszawie.

 

Gratuluję udane opowiadania. Znalazło się w moim Top 8! :D 

Pozdrawiam serdecznie

 

Podążaj za białym królikiem.

Hej ho!

 

Przepraszam za późny komentarz. Byłam na urlopie, a potrzebowałam chwili spokoju, żeby zebrać wszystkie swoje zapiski oraz nieuczesane myśli w jakąś bardziej uporządkowaną całość. :D 

 

Mam nadzieję, że szanowne grono organizatorskie wybaczy mi taką interpretację – wena nie sługa, no czasem tak wychodzi, no.

 

Jesteś dla siebie zbyt surowy. Napisałeś bardzo porządne opowiadanie, które już od samego początku przyciąga uwagę intrygującym tytułem i przeplatającą się w tekście tajemnicą. W krótkiej formie i bez zbędnego gadulstwa udało Ci się zmieścić ciekawą historię, która nie sprawia wrażenia skróconej czy niedopracowanej. Ba! Nawet udało Ci się mnie na koniec oszukać!

 

 

Ha! Czarownica! Przyznaję, że ta interpretacja obrazu mnie zaskoczyła. Choć jak tak teraz patrzę…, to może faktycznie coś jest w tej kobiecie z wiedźmy-kusicielki? Nie wiem. Ale spodobało mi się takie podejście. 

Całość czytało się świetnie i trzymało w napięciu do ostatniego zdania. Wyszło klimatycznie, ale się nie przestraszyłam. :D 

 

Pozdrawiam serdecznie! 

Podążaj za białym królikiem.

Hej ho,

 

Wczoraj odebrałem wyniki alergii z krwi i przy standardzie 0,15 [czegoś] przy kocie mam 48 punktów, co sprawia, że kontakt z nim jest dla mnie niemal niebezpieczny. Mam nadzieję, że Twój okaże się łagodniejszy:P 

Całe szczęście, że to tylko sierściuch wirtualny! :D 

 

 

Przepraszam za późny komentarz. Byłam na urlopie, a potrzebowałam chwili spokoju, żeby zebrać wszystkie swoje zapiski oraz nieuczesane myśli w jakąś bardziej uporządkowaną całość. :D 

Zawarłeś w opowiadaniu mnóstwo ciekawych pomysłów, ubranych w wyraziste, nieco filmowe scenki.

Szczególnie mocno zapadł mi w pamięć początek przy ognisku, który obiecywał klasyczną przygodę w duchu fantasy. To był naprawdę świetny punkt wejścia w historię. Jednak im dalej, tym ta klasyczna linia trochę się rozmywa i zdarzało mi się gubić w chronologii wydarzeń. 

Motyw wilkołaka był dla mnie sporym zaskoczeniem. Nie był to najbardziej oczywisty wybór, bo akurat mnie suknia damy kojarzy się bardziej z piórami i pewnie przemieniłabym ją w jakiegoś czarnego ptaka. :D Tym bardziej więc wilkołak był interesującym i świeżym twistem.

Od strony językowej tekst stoi na bardzo wysokim poziomie. Czytało mi się go płynnie i bez żadnych zgrzytów! 

 

Pozdrawiam serdecznie

Podążaj za białym królikiem.

Hej ho! 

 

Przepraszam za późny komentarz. Byłam na urlopie, a potrzebowałam chwili spokoju, żeby zebrać wszystkie swoje zapiski oraz nieuczesane myśli w jakąś bardziej uporządkowaną całość. :D 

 

Przyznam, że lubię anielskie klimaty, więc Twoja historia idealnie trafiła w mój gust. Co więcej, zmotywowałeś mnie, żebym dokończyła swój tekst. W moim tempie może w tym roku się uda mi się go opublikować na portalu! xD

Wracając do Twojego opowiadania! Bardzo mi się spodobała opowiedziana przez Ciebie historia. Do końca nie byłam pewna czy potoczy się klasycznie, czy zdecydujesz się na jakąś alternatywną wersję wydarzeń. Odrobinę szkoda, że jednak nie zdecydowałeś się na jakieś wywrotowe zakończenie, ale rozumiem, że Twoim celem było raczej skupienie się na relacji na linii Lucyfer – Michał oraz na wyborach, przed którymi zostali postawieni. Dobrze, że zastąpiłeś Boga tajemniczym „Zamysłem”, to sprawiło, że opowiadanie wyróżniało się na tle innych historii o podobnej tematyce. 

Końcowa scena, w której skarpa wraz z Lucyferem spada w otchłań idealnie nawiązuje do obrazu, a fragmenty napisane kursywą dodają całości klimatu. Przeczytałam z przyjemnością!

 

Gratuluję świetnego opowiadania! Otarło się o podium w moim rankingu. :) 

Pozdrawiam serdecznie

 

 

Podążaj za białym królikiem.

– Wasza Królew… Najjaś… Królu Alergiuszu! – wybrnął i zgiął się w pół, aż piórko kapelusza zamiotło podłogę.

Wyprostował się i zerknął na błazna, który trząsł się w kącie. Najwyraźniej to prawda, że w królestwie Alergiusza lepiej żonglować mieczami niż słowami.

Artysta poprawił kapelusz i przełknął ślinę.

– Na północy! – krzyknął i wyrzucił rękę w górę. – Gdzie zwierzyna w futro obrośnięta, w wodach kryją się potwory, które całe statki połykają, a słońce zapomina wschodzić, pogrążając krainy w mroku. Byłem! – Ukłonił się i przeszedł kilka kroków na środek sali.

Król westchnął i przekrzywił głowę.

– Na południu! – Artysta machnął drugą ręką. – Gdzie ciepło nawet nocą zakrada się do izb, kobiety noszą suknie niewiele pozostawiające wyobraźni, a drzewa uginają się pod owocami, których soki wykrzywiają gębę. Byłem! Na zacho…

– I kogo żeś znalazł, Paplamirze? – przerwał król i zabębnił palcami w podłokietnik tronu.

Artysta zacisnął usta i klasnął.

Drzwi otworzyły się, a służba wniosła do sali trzy sztalugi przykryte tkaniną.

– Nie jedną! – Paplamir ściągnął tkaninę z pierwszej sztalugi. – Nie dwie! – Odsłonił kolejną. – Ale aż trzy kandydatki na żonę dla naszego księcia Miłodziada odnalazłem! – Pokazał ostatni obraz i ukłonił się, mając nadzieję, że namalowane oblicza niewiast będą mówiły więcej niż tysiąc słów.

 

 

Świetne wyzwanie! Przepraszam za małe oszustwo, ale nie mogłam się powstrzymać. :D 

Podążaj za białym królikiem.

Hej, 

to opowiadanie pokazuje jak cienka jest granica między podziwem a nienawiścią.

Styl jest gęsty od metafor. Osobiście bym go pod tym względem nieco odchudziła. 

Wybrana przez Ciebie kompozycja sprawia, że praktycznie od samego początku wiemy jaki będzie finał tej historii. Rozumiem jednak, że Twoim celem było przede wszystkim pokazanie procesu, jak do tego doszło, a śmierć Maurycego nie miała być żadnym twistem. 

Przyznam, że same losy matematyka/naukowca, to nie są klimaty, które jakoś szczególnie mnie poruszają, ale przeczytałam z ciekawością. :) 

 

Kilka drobnostek:

 

Mogę tylko współ­czuć tym, któ­rzy nigdy jej nie za­zna­li. Teraz jed­nak sam zna­la­złem się wśród tych, któ­rym za­wsze współ­czu­łem naj­bar­dziej

To wła­śnie spo­tka­ło mnie. I choć brzmi to ku­rio­zal­nie

Byłem już wów­czas sza­no­wa­nym pro­fe­so­rem, choć, jak na zaj­mo­wa­ne sta­no­wi­sko, sto­sun­ko­wo mło­dym. Zaj­mo­wa­łem się pro­ble­ma­ty­ką liczb uro­jo­nych w kon­tek­ście frak­ta­li

Nie był żad­nym ge­nial­nym ma­te­ma­ty­kiem, jak można by przy­pusz­czać. Był on bo­wiem zwy­kłym cie­ciem.

Myjąc pod­ło­gę za­gad­nął mnie py­ta­niem “czy tu pra­cu­ję”. 

brak przecinka

rysy nie godne za­pa­mię­ta­nia

niegodne

Palce, grube, bez­kształt­ne, przy­po­mi­na­ją­ce pęta kieł­ba­sy, za­koń­czo­ne były pa­znok­cia­mi, spod któ­rych są­czył się brud o bar­wie i kon­sy­sten­cji bu­dzą­cej mi­mo­wol­ne sko­ja­rze­nia z roz­kła­dem.

Hm… chyba bezkształtne niezbyt pasuje, ponieważ dalej opisujesz ich kształt.

Nie po­wo­do­wa­ła mną za­zdrość, to nie byłby powód, by ode­brać komuś życie.

kierowała?

Przy­znam, że nie roz­wo­dzi­łem się nad spo­so­bem do­ko­na­nia sa­me­go czynu. 

dokonania samego czynu brzmi trochę jak masło maślane. Może lepiej: nie rozwodziłem się nad sposobem w jaki pozbawie go życia. 

Podążaj za białym królikiem.

Hej, 

intrygujące, abstrakcyjne. Właściwie to nie wiem, czy je dobrze zrozumiałam, ale zostałam świadkiem małżeńskiej kłótni i była to scenka, którą bardzo łatwo było mi sobie wyobrazić. Zgrabnie mi to pokazałaś. 

 

Powodzenia w dalszym pisaniu! 

Pozdrawiam :) 

 

Podążaj za białym królikiem.

Witaj Anonimie, 

ciekawy szort, który zakończył się szczęśliwie, choć przyznam, że bałam się o główną bohaterkę. Przypuszczałam, że tajemniczy nadawca początkowo tylko chce zdobyć jej zaufanie, by potem nakłonić do czegoś złego. Miło czytać historie, w których jednak nie giną ani dzieci ani jamniki. :) 

 

Przejrzała ostatnie wiadomości wysłane na jej skrzynkę e–mailową. 

Jej uwagę od razu zwróciła tajemnicza wiadomość od nieznanego adresata, który nazwał siebie “Ariel”. 

Powtórzonko.

- Rodzicom brakuje czasu.

Myślnik zamiast półpauzy. 

 

I jeszcze pomyśl nad zapisem myśli bohaterki oraz wiadomości, ponieważ teraz są zapisane w cudzysłowach, a to trochę mylące. 

 

Pozdrawiam 

Podążaj za białym królikiem.

Mokry kurz? :D

PRZEPRASZAM BARDZO, KURZ NIE MOŻE ZMOKNĄĆ? 

Bartkowski.robert, ale czy to wtedy jeszcze kurz czy już błoto? :D 

Co do tych złotookich, to są nimi Aamonianie. W uniwersum wygląda to tak, że każda nacja z wyjątkiem Atów (są w pewnym sensie lepszymi, oryginalnymi ludźmi) ma swój unikalny dany przez boga kolor oczu.

Aaa! Bardzo fajne! Tylko niestety w tym szorcie to nie jest wyjaśnione, stąd nie wiedziałam, który bohater został trafiony.

 

Raz jeszcze dzięki za komentarz i postaram się jak najszybciej co nieco poprawić.

Nie ma za co. Cieszę się, ze mogłam pomóc. :) 

Podążaj za białym królikiem.

Hej ho!

 

Oczywiście, że opowiadanie kojarzyło mi się z “Nocą w muzeum”. :D Ale to bardzo pozytywne skojarzenia! Największym atutem jest sposób, w jaki wykorzystałeś obraz. Pomysł, by „Dama” była boginią obarczoną klątwą, jest naprawdę znakomity!

Moim zdaniem, to dobre, biblioteczne opowiadanie z zabawnymi wstawkami i gratuluję Ci trzeciego miejsca w konkursie. Przyznam jednak, że w mojej “topce”, gdzie było osiem opowiadań “Dama” się nie znalazła… 

 

– Nie mogę ci zwrócić zdrowia – wyszeptała głosem, który nie pobrzmiewał już radosnymi dzwoneczkami, a ciążył bólem istnienia.

Trochę mnie to zirytowało. ;D 

Dama jest boginią. Potrafi teleportować głównego bohatera, ale nie może go uzdrowić? Jedynym wyjaśnieniem, jakie przychodzi mi do głowy, jest to, że tak wymaga fabuła… :D To trochę mało. Czy zostało to wyjaśnione, a coś przeoczyłam? Ostatecznie go jednak uratowała, skoro Łukasz doczekał się starości? 

 

Kolejna sprawa to motyw kobiety z japońską parasolką, który wydaje mi się wciśnięty na siłę. Mam poczucie, że wprowadza niepotrzebne zamieszanie, wydłuża tekst, a fabularnie niewiele wnosi. Zresztą, gdyby “Dama” była samotna, jej losy byłyby jeszcze bardziej wzruszające. A tak, to trochę miała taką “psiapsi” na boku. :D

 

Warstwa emocjonalna, która towarzyszy zakończeniu jest bardzo ładna. Uwolnienie “Damy” od klątwy stanowi piękną klamrę. Mam jednak wątpliwości, czy to właśnie Łukasz powinien ją uwolnić. Dla mnie on umarł kilka linijek wyżej… Może lepszym rozwiązaniem byłoby, gdyby zostawił po sobie list ze wskazówkami, który zostałby odnaleziony po latach? Coś co sprawiłoby, że zakończenie byłoby bardziej spójne, bez nagłego zmartwychwstania… Tak apropo zbliżającej się Wielkanocy. :D 

 

Kończąc to moje marudzenie, chcę podkreślić, że choć opowiadanie nie trafiło w stu procentach w mój gust, to jest pomysłowe i ma wiele plusów! Jeszcze raz gratuluję zasłużonego miejsca podium! heart

 

 

 

 

Podążaj za białym królikiem.

Hej ho! 

 

Bardzo lubię Twój styl pisania i to, jak nawet scenki z życia codziennego potrafisz przedstawić w ciekawy sposób. Twoje opowiadanie jest naszpikowane zabawnymi dialogami, a fabularnie dzieje się tu tak dużo, że momentami trudno nadążyć! Myślę, że mógł mieć na to wpływ fakt, że nie przeczytałam pierwszej części. Wspomniałaś, że jej znajomość nie jest konieczna, ale mam wrażenie, że lepiej odnalazłabym się w tej historii, gdybym zaczęła od początku i czytała wszystko chronologicznie. Tutaj zostałam rzucona trochę w wir wydarzeń bez kapoka, a słabo pływam. :D

Przyznam, że główny bohater mnie irytował. Nie lubię takich fajtłap, ale przynajmniej bywał czasami zabawny. Bardzo podobał mi się natomiast motyw z dziurą w ciele Heleny! Był jednocześnie zaskakujący, jak i nieco absurdalny, zdecydowanie dodał całości oryginalności. 

 

 

Ogółem lekko, ciekawie, ale trzeba przeczytać pierwszą część albo musisz dosypać tutaj trochę okruszków. :D 

 

Pozdrawiam serdecznie!

Podążaj za białym królikiem.

Hej, 

akurat wrzuciłeś cykl “Rzeka” w moje dyżurne wtorki, ale nie chciałam ich komentować przed ogłoszeniem wyników konkursu. :D

Bardzo się cieszę, że rozwijasz tę historię! Jestem ciekawa kolejnego spotkania Charona i Nili.

“Dar” to taka ładna miniaturka, aż nie chce się wierzyć, że kryje w sobie mroczną zapowiedź długich kolejek nad rzeką Styks. 

 

Pozdrawiam! :) 

Podążaj za białym królikiem.

Hej ho! 

 

Wiesz co, w całym tym fabularnym chaosie, językowych potknięciach i nieszczęsnej sarnie, to ja się nawet dobrze bawiłam, czytając Twoje opowiadanie. :D 

 

 

Bardzo mi się spodobał pomysł na podmiankę głównej bohaterki, uwięzienie jej wewnątrz obrazu i malowanie po drugiej stronie płótna. Ma to świetny potencjał na horror! Warsztatu można się nauczyć, ale z kreatywnością jest już trudniej. Wyobraźnię już masz, więc zachęcam do szlifowania umiejętności i pisania. Korzystaj z bety. :) 

 

Kilka moich notatek z lektury: 

 

– Widzę, że dalej nie możesz się nacieszyć tym widokiem. – W progu drzwi stanęła jego żona Eliza. Jej rude kręcone włosy migotały od promieni słonecznych wpadających przez okno.

Usunęłabym “jego żona”. Zresztą wyjaśniasz to dwie linijki dalej.

 

Eliza odłożyła talerz do zmywarki i oparła się o okno. Na parapecie leżała paczka papierosów i zapalniczka.

Oparła sie o okno? Jakos nie moge sobie tego wyobrazic. Pobrudzi szybę ;) 

Może po prostu stanęła przy oknie? 

 

– Zobacz. – Podał ulotkę żonie.

Ulotka była czarna.

Samochód zatelepało, było słychać pisk opon. 

Samochodem zatelepało

 

Nad maską przetoczyła się sarna. Uderzyła w przednią szybę, po czym przetoczyła się dalej i gruchnęła o ziemię. 

 

Eliza była wbita w fotel, ciężko oddychała.

Trochę niezgrabne.. 

To już lepiej “wbiło w fotel”, ale wydaje mi się, że to jest zbyt kolokwialne.

 

Konrad przytaknął i opuścił pojazd. Na dachu pojazdu było widać ślady krwi. 

 

– Żyję? – spytała Eliza, chwytając męża za dłoń.

 

Żyje. 

 

Samochód odpalił i ruszyli w stronę miasteczka.

 

Sarna uderzyła w przednią szybę, nie rozbiła jej? Samochód nadaje się jeszcze do jazdy? 

 

W dłoniach trzymał skrzypce, na których grał tak pięknie, jakby wyciągał ze swego serca najskrytsze sekrety

 

Trochę niefortunne. 

 

Dynamicznie muskał struny, po czym zwalniał i dawał widzom na chwilę odsapnąć, po czym znów przyspieszał i wciągał ich w swoje szaleństwo. 

– Czy to pana wspaniały koncert na rynku? – spytała niepewnie Eliza.

 

Czy to pan dał ten wspaniały koncert na rynku?

 

Właściciel tego o to, przybytku z rzeczami z całego świata z czasów pradawnych i teraźniejszy.

teraźniejszych

 

Z wewnętrznej kieszonki garnitury wyciągnął czarny klucz i umieścił w otworze. 

 

W pomieszczeniu panowała kompletna ciemność. Dorian trzy razy klasnął w dłonie i wielki żyrandol wyglądający jakby kiedyś wisiał w królewskim gotyckim zamku, oświetlił większość pomieszczenia. Szli po pięknie zdobionym w złote wzory czerwonym dywanie. Pomieszczenie przyozdabiały

– Nie krępujcie się – Powiedział Dorian za ich plecami.

Również za nim sięgnie po płachtę, musi bardzo mocno wyobrazić sobie, co ma się pod nią ukazać.

 

zanim

 

Echo rozniosło się po pomieszczeniu. Wszystkie światła zamrugały, wydając metaliczny dźwięk. Z pomieszczenia za czerwoną zasuwaną kotarą wyszła kobieta z założonym na głowę czarnym welonem. 

 

Ale się uparłeś na to pomieszczenie :D 

Nie daleko jest tutaj parking, wszystko sobie zapakujecie.

Oboje porozmawiali o wczorajszej sytuacji w sklepie, która wydawał im się trochę nienaturalna. 

 

Bez mocnej kawy się nie obejdzie.

Zrobił mocną czarną kawę i

Spoglądał na nie ruszony obiad, na którym ucztowały dwie muchy.

– Maluje…, wyjdź 

Wziął pierwszego macha i poczuł, jak drapie go w gardło. Kręciło mu się w głowie, ale poczuł ulgę. Nie pamiętał już, kiedy ostatnio czuł się tak rozluźniony. Przypomniały mu się jego młodzieńcze lata, kiedy czuł, że świat stoi przed nim otworem. 

Czujesz to? :D 

Swoją drogą musiał jechać na stacje? Jakieś papierosy leżały na parapecie :D 

Konrad poczuł na twarzy ciepło promieni słonecznych wpadających przez okno. Poczuł, że coś leży na jego brzuchu. 

Całe łóżko było wymazane. 

?

 

– Wszystko jest w farbie… – Eliza co ty do jasnej cholery wczoraj robiłaś?! – wykrzyczał Konrad.

Tu się coś sknociło.

 

Cały czas rozmawiali na różne tematy, jakby nic się nie wydarzyło. Eliza cały czas się uśmiechała i zaczepiała męża. 

 

Drzwi nie drgnęły.

Ktoś zadzwonił do drzwi.

Podszedł do drzwi wejściowych i zerknął przez wizjer.

Dzieciaki co wam mówiłem dzwonieniu i straszeniu ludzi wieczorem, chyba nie chcielibyście, żebym wszystko powiedział waszemu ojcu?

Hm… szczerze mówiąc ta scena jest taka sobie. Ani specjalnie straszna, ani śmieszna… 

 

Kim ty do choler jesteś! – warknął, próbując wstać.

Nagle z zarośli wyleciała sarna z zakrwawioną nogą i staranowała istotę. Zwierzę tak jak szybko się pojawiło tak samo szybko znikło w zaroślach.

 

 

Wymontuj ten wątek z sarną. To już chyba mniej absurdalne byłoby gdyby potwór nadepnął na grabie. :D Niech się po prostu poślizgnie, potknie… 

 

Serdecznie pozdrawiam! 

Podążaj za białym królikiem.

Hej ho!

Przyznam, że początek bardzo mnie zmęczył, ale to tylko dlatego, że chyba nie jestem odpowiednim odbiorcą opowiadania w takich klimatach. Zawierało mnóstwo technikaliów, o których nie mam pojęcia, więc przez cały czas nieumiejętnie próbowałam sobie wyobrazić tę futurystyczną elektrownię i jak to tam wszystko działa. :D

 

 

Dalej pokazałeś bardzo złożony świat polityki, ale mnogość bohaterów i długie dialogi, też sprawiały, że musiałam się bardzo koncentrować by zrozumieć te wszystkie polityczne gierki i manipulacje. 

Idealnie wstrzeliłeś się w klimat obrazu i pokazałeś świat zdominowany przez technologię, choć jest to tekst raczej dla fanów tego typu SF. 

 

Serdecznie pozdrawiam! 

Podążaj za białym królikiem.

Hej ho! 

 

Bardzo lubię słowiańskie klimaty, dlatego ucieszyłam się, że wybrałaś właśnie taką tematykę.

Początkowo dałam się wciągnąć, zaintrygowały mnie te złote bransolety i byłam ciekawa historii jaka się za nimi kryje. Jednak mniej więcej w połowie opowiadania poczułam się przytłoczona ilością szczegółów dotyczących świata przedstawionego. Mam wrażenie, że fabuła zaczęła schodzić na dalszy plan. Nawiązania do mitologii, słowiańscy bogowie i dawne zwyczaje są fascynujące, ale moim zdaniem powinny być bardziej tłem niż główną częścią historii.

 

Za to zdecydowanie udało Ci się oddać klimat słowiańskiego boru, przedstawić przyjaźń podszytą zazdrością i za dobijam do biblioteki! 

Serdecznie pozdrawiam! :)

Podążaj za białym królikiem.

Hej ho!

 

Opowiadanie przeczytałam z ciekawością i doceniam stylizację języka, która jest wiarygodna (przynajmniej dla mnie, jako kompletnego laika :D), ale jednocześnie zrozumiała. 

Pomysł na przenikanie światów i połączenie historycznej narracji z elementami fantasy i science fiction było fikołkiem, którego się nie spodziewałam. Mimo takiej niecodziennej mieszanki, nie było w tym nic przerysowanego i ładnie tę historię posklejałeś. Właściwie można te elementy traktować trochę jak takie “smaczki”, które mogą nam się kojarzyć z różnymi znanymi motywami. 

 

 

Przyczepię się wątku romantycznego, który wydaje mi się nieco przyspieszony i trudno było mi uwierzyć w silne uczucie między bohaterami. 

I niestety… mało tu obrazu. :D Brakuje mi bardziej plastycznych opisów, więcej detali nawiązujących do wybranego przez ciebie „Zawieszenia”, które na marginesie też bym wybrała. Właściwie tego obrazu w Twoim opowiadaniu mógłoby w ogóle nie być i nawet nikt by nie zauważył. :D

 

Niemniej jednak opowiadanie jest bardzo dobre. Gratuluję!

 

Pozdrawiam serdecznie! 

 

 

Podążaj za białym królikiem.

Hej ho!

 

Marszawa – Niech nie ma litości!

 

Na początek gratuluję debiutu! Doceniam pomysł i Twoją wyobraźnię, bo stworzony przez Ciebie świat jest bardzo intrygujący! Jednocześnie widać, że to pierwsze opowiadanie opublikowane na portalu, bo jest trochę nieokrzesane. :D 

Jeśli chodzi o wykonanie, wydaje mi się, że zabrakło ostatniego szlifu i przeczytania “na spokojnie”. Mógłbyś wtedy uniknąć wielu powtórzeń i innych wpadek. Czasami tak trywialnych jak spacje albo jakieś przypadkowe znaki, jak np: 

– Miałeś nie używać mojego imienia w rozmowach. To tworzy dystans i nie sprzyja \komunikatywności, Libosie

– Proszę, pomocy! On chce-

Drugą również zabiłeś, zabi-

Zobaczy–

 

Bardzo skupiasz się na szczegółach. Osobiście nie przywiązuję uwagi do tego, czy Paramis miał zielone spodnie na czarnych szelkach, czy może jednak żółte, a o szelkach zapomniał. Zwłaszcza w takich króttkich formach. Od czasu do czasu jakiś szczegół dopełnia świat przedstawiony i pozwala lepiej go sobie wyobrazić, ale gdy jest ich za dużo, robi się tłoczno, a akcja zwalnia.

Dialogi wydawały mi się nieco zbyt podniosłe. Wiem, że jeden z bohaterów piastował wyższe stanowisko, ale czy naprawdę rozmawialiby między sobą w taki sposób? Wyszło to sztucznie.

I trochę mało w tym opowiadaniu obrazu. Pojawił się dopiero pod koniec i choć pasuje do śniegowego pustkowia, które zobaczyli główni bohaterowie, to fajnie, gdyby odgrywał większą rolę. 

 

Powodzenia w dalszym pisaniu! :) 

Pozdrawiam serdecznie

Podążaj za białym królikiem.

Hej ho! 

 

Już się szykowałam na wylot rakietą, a tu nastąpiło takie zderzenie z rzeczywistością…

Napisałeś bardzo piękne, mądre opowiadanie o marzeniach, które swoim gorzkim zakończeniem przypomina nam, że jednak życie potrafi być jednym wielkim rozczarowaniem.

Wraz z poznawaniem losów Flory zakończenie przestawało być dla mnie niespodzianką. Spodziewałam się, że niestety w żaden kosmos nie polecimy… Ale nie wyobrażam sobie innego finału. Był to najtrafniejszy wybór! Pełen emocji i refleksji.

Udało ci się sprawić, że rodzice Flory naprawdę działali mi na nerwy! :D Z jednej strony ich zachowanie było nieporadnymi próbami poprawienia sytuacji finansowej rodziny, ale i tak bardzo mnie irytowało. Doceniam jednak, że przedstawiłeś ich jako „szarych” bohaterów, nie jednoznacznie złych, lecz takich, którzy po prostu podejmują złe decyzje. Niemniej jednak bez wahania rzuciłabym ich na pożarcie smokom! :D

Świetnie wplotłeś wątek fantastyczy i bardzo ciekawie wykorzystałeś obraz. Miałam z nim zupełnie inne skojarzenia, ale widzę, że idealnie pasuje do także dystopijnych klimatów Twojego opowiadania.

W moim osobistym rankingu “Gdy zostanę lepszym człowiekiem” znalazło się na trzecim miejscu. Cieszę się, że jesteś na podium! Nie pozostaje mi nic innego jak pogratulować i nominować do piórka. Trzymam kciuki! :)

 

 

Pozdrawiam serdecznie!

 

Podążaj za białym królikiem.

Hej ho!

Tyle gadasz, że ja się zastanawiam, kiedy oddechy bierzesz…

Gdybym tylko wiedziała, że to zapowiedź tego, co się wydarzy dalej, może bym się jakoś przygotowała. Tymczasem zostałam przeorana emocjonalnie.

 

 

Mimo że opowieści z wojną w tle nie należą do najprostszych, bardzo je lubię. Jest to temat niezwykle poruszający i wciąż aktualny, który można opowiadać na wiele rozmaitych sposobów. Udało ci się stworzyć niepokojący klimat, charakterystycznych bohaterów i opowiedzieć bardzo wciągającą emocjonalną historię, której zakończenia mogłam się spodziewać, a i tak mnie zaskoczyło. 

Do tego wszystkiego świetnie wplotłeś obraz pani Anny! Motyw oddechu przewijał się od początku do końca. Uważam też, że bardzo trafne jest skojarzenie czerwonych maków z żołnierzem. Mnie kojarzą się z „Remembrance poppy”, które upamiętniają żołnierzy poległych w wojnach. Zresztą w Polsce mamy przecież „Czerwone maki na Monte Cassino”. :) Mam wrażenie, że to wszystko ładnie spina się w całość. 

Bo teraz mgła znad rzeki wypełza, snuje się po makach, ich kolory jak krew wypija.

Korci mnie by podsunąć “spija” zamiast “wypija”. :) 

 

Początkowo czytając Twoje opowiadanie automatycznie osadziłam je w czasach drugiej wojny światowej. Miłym zaskoczeniem okazało się wprowadzenie elementów fantastycznych, takich jak bojowe machiny na pajęczych nogach. To dodało opowiadaniu trochę świeżości i unikalności. 

 

Bardzo mocna i poruszająca tematyka oraz świetny warsztat sprawiły, że w moim osobistym rankingu “Ostatni oddech lata” wylądował na pierwszym miejscu.

 

 

Szkoda, że nie udało mi się przekabacić pozostałych jurków i do podium odrobinę zabrakło. Kurczę, teraz myślę, że mogłam się bardziej kłócić! :D Ale hej! Cieszę się, że pani Anna zdecydowała się je wyróżnić. 

Nominuje je do piórka i mam nadzieję, ze Loża też je doceni! :)

 

Pozdrawiam serdecznie

 

 

Podążaj za białym królikiem.

Jeśli wena nie okaże się kapryśna, być może pojawi się większa opowieść w zimowej scenerii. 

Trzymam kciuki! :) 

Podążaj za białym królikiem.

Hej ho!

 

Gratuluję pierwszego miejsca! 

 

Bardzo… malarskie. O, to chyba dobre określenie! Ładnie wykorzystałeś motyw drogi i namalowałeś wokół niego tę plażę, latarnię i morze. Bardzo nastrojowy, choć trudny tekst, bo towarzyszymy bohaterowi w drodze, z której niestety nie wraca. A co najsmutniejsze, wyczuwam, że taka była jego wola. Choć nie wiem… Tak to już jest z poetyckimi tekstami, że w zasadzie każdy może wyczytać coś innego. :D 

– Zawsze prowadziłaś na ląd – szepnął ledwie słyszalnie. – Dziś… dziś wywiedziesz mnie na morze.

A może lepiej “w morze”?

 

Pozdrawiam serdecznie! 

Podążaj za białym królikiem.

Hej ho! 

 

Twoje opowiadanie wyróżnia się klimatem i niecodziennym dla mnie miejscem akcji, bo rzadko czytam historie osadzone w Kirgistanie. Tak barwnie i plastycznie opisałaś tamtejsze krajobrazy, że aż postanowiłam obejrzeć sobie zdjęcia z tego kraju! :D Faktycznie jest piękny i może sprowokować do pisania o nim opowiadań.

Oniryczne elementy podkreślają baśniowy wymiar opowieści, ale nie zabrakło ciekawych zwrotów akcji. Pomysł, żeby obraz był portalem jest świetny! Dzięki temu pełni jakąś większą rolę w opowiadaniu, a nie jest jedynie krajobrazem, który mignie nam gdzieś w tle. Szkoda, że marnie skończył. 

Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, to końcówka trochę pędziła i po prostu dostaliśmy wyjaśnienie historii. 

Ogółem bardzo mi się spodobało i zapamiętałam je szczególnie ze względu na klimat. Gratuluję udanego opowiadania! 

 

Pozdrawiam serdecznie!

Podążaj za białym królikiem.

Gratulacje!

I brawa dla wszystkich uczestników. Czytanie Waszych tekstów to była wielka przyjemność! heart

Podążaj za białym królikiem.

Hej ho! 

 

Ciekawie ujęta historia umierania i tego, co następuje po śmierci. Przyznam, że pierwsza część podobała mi się bardziej. Scena w hospicjum, choć przeplatana wizjami latania jako metafory wolności i ucieczki od cierpienia, była bardzo realistyczna. Bardzo przekonująco pokazałeś ból, zmęczenie, ale także trudne rozmowy o wierze, miłości i świadomości rozłąki z rodziną.

W drugiej części opowiadanie zmieniło charakter. Z realistycznej, emocjonalnej historii przechodzimy do bardziej filozoficznej wizji tego, co dzieje się po śmierci, i zaczyna przypominać wywiad nafaszerowany szczegółami. Miałam wrażenie, że w jak najmniejszej liczbie znaków chcesz nam wyjaśnić ambitną wizję życia po życiu. Trochę było tego dużo… :D 

 

Nie zmienia to jednak faktu, że opowiadanie jest interesujące i skłania do refleksji.

Doceniam także Twój świetny warsztat! 

 

Pozdrawiam serdecznie! 

Podążaj za białym królikiem.

Hej ho!

Początek zapowiadał się naprawdę ciekawie. Był klimat i intrygujący motyw wizji oraz postaci Marii. Wciągnęłam się. Niestety, z czasem fabuła zaczęła się coraz bardziej rozjeżdżać. Druga część tekstu odchodzi od klimatu opowieści na rzecz rozbudowanych przemyśleń, wyraźnie skręca w stronę polityczną i ideologiczną. Nie byłoby w tym nic złego, gdybyś to chociaż jakoś ładnie i ciekawie „opakował”. :D

Polityka może być świetną częścią opowiadania. Wezmę lepszy przykład z brzegu, np. Orwella i 1984. Różnica polega jednak na tym, że tam fabuła wciąga, intryguje, a przekaz jest „opakowany” w angażującą historię.

Tutaj natomiast mam wrażenie, że zabrakło właśnie tego „opakowania”. I chyba ty też miałeś takie wrażenie, skoro postanowiłeś „wyjaśnić” opowiadanie w tekście od autora. ;)

 

Szkoda, bo potencjał był naprawdę duży. Gdyby te idee zostały lepiej wplecione w fabułę i pokazane poprzez działania bohaterów, a nie długie wywody narratora, efekt mógłby być znacznie lepszy.

 

Pozdrawiam serdecznie! 

Podążaj za białym królikiem.

Hej ho! 

 

Jest tu jakiś ciekawy punkt wyjścia, ale wydaje mi się, że fabuła się tutaj pogubiła. Albo to ja się pogubiłam? 

 

Pojawiło się w tym opowiadaniu sporo bohaterów, których właściwie nie miałam okazji bliżej poznać w tak krókim tekście. To z kolei sprawia, że nie przejęłam się zbytnio ich losem, choć nie szczędziłaś im dramatów. Zapis dialogów jest nieco chaotyczny, przez co traciłam orientację, kto aktualnie mówi. 

Chyba próbowałaś pomieścić zbyt wiele wątków naraz naraz, przez co ta historia rozmywa się w natłoku pomysłów. 

A sam pomysł jest bardzo ciekawy! Zachęcam do wzięcia opowiadania “na warsztat”, bo motyw przenikania się światów ma potencjał! 

 

Pozdrawiam serdecznie! 

Podążaj za białym królikiem.

Hej ho! 

 

Piękne opowiadanie, do tego celująco napisane.

 

 

Bardzo lubię motyw wędrówki dusz. Jest w nim coś poruszającego, zmusza do refleksji nad przemijaniem i choć to etap naszej drogi, ma w sobie coś ostatecznego. W moim pierwszym opublikowanym tu opowiadaniu też po to sięgnęłam i również pojawiło się w nim dziecko. Gdy bohaterami opowieści o zaświatach są dzieci, historia niemal automatycznie jest bardziej emocjonalna. 

Ładnie budujesz relację między Nilą a Charonem i uwierzyłam to jak ważni stali się dla siebie w tak krótkim czasie. Podobało mi się połączenie motywów mitologicznych z surowym, północnym krajobrazem, który widzimy na obrazie. 

 

Właściwie nie spodziewałam żadnego nagłego zwrotu akcji. Myślałam, że Nila zostanie majtkiem Charona. :D

Twist mnie zaskoczył. Był trochę słodko-gorzki. Z jednej strony cieszymy się, że dziewczynka żyje i może wrócić do świata ludzi. Z drugiej jednak strony pojawia się smutek, bo wyglądało na to, że Nila znalazła kogoś, kto był jej bliski. I chociaż ostatecznie widzimy scenę pożegnania, pozostaje jeszcze ta symboliczna moneta, która sugeruje, że ich drogi kiedyś jeszcze się przetną. heart

 

Gryzie mi się nieco określenie „syjamskie”. Wydaje mi się zbyt współczesne i nie pasuje do wykreowanego, nieco antycznego świata. Może lepiej „zrośnięte” albo „zroślaki”?

 

Gratuluję zasłużonego pierwszego miejsca i piórka! (Przyznam, że w mojej “Topce” wylądowałeś na miejscu drugim, ale było tam bardzo tłoczno! :D )

 

Pozdrawiam serdecznie! 

Podążaj za białym królikiem.

 

 

Przyznam szczerze, że „Moja dwunożna” oraz „Mapa do szczęścia” to opowiadania, które są zdecydowanie bliższe mojemu gustowi czytelniczemu. Metaforyczny i oniryczny charakter „Odcieni snu” nie do końca do mnie przemówił… Momentami nie byłam też pewna, czy wszystko dobrze rozumiem i czy właściwie odczytuję sens poszczególnych scen. Nie zmienia to jednak faktu, że doceniam Twoją wyobraźnię oraz wrażliwość, widoczne w każdym zdaniu. heart

Bardzo spodobali mi się również nakreśleni przez Ciebie bohaterowie. Nieczęsto trafiam na teksty, w których głównymi postaciami są zwierzęta. To nadaje historii baśniowego charakteru i było w tej lekturze coś nostalgicznego. :) 

 

Kilka moich notatek:

 

Choroba pożerała jej pamięć kawałek po kawałku, kradła imiona, daty, drobne szczegóły codzienności.

Bardzo ładne!

zanim zgaśnie ostatnie tyknięcie zegara

a nie ucichnie? 

 

– Jeśli chcesz, mogę zesłać ci sen – zaproponowała lisica, poruszając ogonami. – Taki, z którego się nie pamięta.

Którego się nie pamięta.

 

– Pobrudzę swój garnitur? – oburzył się kruk.

wykrzyknik zamiast znaku zapytania?

 

– Wiednie! Wiednie! Musimy zasadzić nowego człowieka!

Więdnie

 

– Gdyby był okrutny, zesłałby wam nieśmiertelność – odparł spokojnie Aryp. – To dopiero byłoby przekleństwo.

O fajne!

 

Aparatura, do której była podłączona, wydawała coraz rzadsze, coraz wolniejsze dźwięki – metaliczny rytm końca.

 dlaczego metaliczny? 

 

Ostatnim dźwiękiem, jaki usłyszała, było milczenie po ustaniu własnego serca.

hm… słyszeć milczenie? 

 

Gratuluję poetyckiego opowiadania i pozdrawiam! :) 

 

Podążaj za białym królikiem.

Hej ho!

Byłam bardzo ciekawa jakie opowiadanie powstanie do tego obrazu. Motyw hotelu dla seryjnych morderców pasuje idealnie!

 

Czytałam już kilka Twoich opowiadań i mam wrażenie, że z każdym kolejnym widać rozwój. Coraz lepiej budujesz klimat i potrafisz zainteresować historią, którą chcesz nam opowiedzieć. 

 

Mocny wstęp bardzo mi się spodobał. Natychmiast przykuł moją uwagę i zachęcił do dalszego czytania. Pierwsze momenty w hotelu również były ciekawe, bo stopniowo odkrywaliśmy kolejne elementy tego świata. Jednak z każdą kolejną “atrakcją” opowiadanie zaczęło mi się dłużyć… Miałam wrażenie, że fabuła się trochę rozmywa i nie zbliżamy się do żadnego konkretnego celu. 

 

Twist na zakończeniu był zabawny, choć wydaje mi się, że brakowało w nim jakiegoś większego efektu “wow”. Dobrze, że przez przypadek bohaterowie nie cofnęli się w czasie. Byłaby szkoda, gdyby ich licznik ofiar nagle się „wyzerował”. Ups ;D 

 

Gratuluję udanego opowiadania! :) 

 

Pozdrawiam serdecznie! 

Podążaj za białym królikiem.

Hej ho!

 

Twoje opowiadanie sprawiło, że byłam bardzo rozdarta w ocenie. Za pomysłowość i wykorzystanie obrazu należą Ci się wszystkie punkty w skali! Końcowa gra słów: “Była Aktem. Najpełniejszym, najprawdziwszym aktem istnienia: przyjmowania, przekształcania, i oddawania.” jest genialna!

 

Jednak wykonanie było moim zdaniem bardzo nierówne. Na początku mamy sporo “byłozy”. Niektóre zdania bardzo sprawozdaniowe, inne tak metaforyczne i finezyjne, że aż mało zrozumiałe. Czasem trochę pozbawione logiki. Jak na przykład: 

Jego czarna forma zaczęła się rozpraszać, ale tym razem spokojnie, jak dym rozchodzący się w bezruchu.

To jednak się rozprasza, czy jest w bezruchu? 

 

Mimo tych kilku drobnych zgrzytów opowiadanie pozostaje bardzo intrygujące i na długo zapada w pamięć. Gratulacje! :)

 

Pozdrawiam serdecznie!

Podążaj za białym królikiem.

Hej ho!

 

po przeczytaniu ostatniego zdania moją reakcją było: 

 

Świetne, klimatyczne. Po prostu szłam przez te zaspy w śniegu razem z głównym bohaterem i tłukłam wszystkie potwory! Tylko szkoda, że fabuła potoczyła się tak jednostajnie od punktu A do B, bez jakiejś większej niespodzianki. Myślę, że z tej historii można by wycisnąć coś więcej, tak żeby zapadło w pamięci czytelnika na dłużej. 

Zachęcam do napisania czegoś dłuższego w tych klimatach, z pewnością poczytam! :) 

 

Kilka drobnostek: 

Prowadzony wprawną ręką Wulfhere'a topór zaśpiewał pieśń mordu pośród mroźnej zawieruchy.

Bardzo ładne!

Dziękował bogom, że nie wyrżnął głową o jakiś wystający głaz, inaczej tlący się w nim płomień zemsty prędko by zgasł.

Tu się trochę zrymowało. 

Biała niczym otaczający ją śnieg i zupełnie naga.

A nie zimno jej? xD

 

Serdecznie pozdrawiam! 

 

 

Podążaj za białym królikiem.

Hej ho!

 

Zaserwowałaś nam zagadkę kryminalną i w bardzo ciekawy sposób wplotłaś w niego dziewczynę z obrazu. Sam wątek kryminalny może nie był zbyt zawiły i dość szybko Tomasz stał się moim podejrzanym numer jeden. (Nie było wielu innych do wyboru :D). Stylistycznie coś tam czasami zgrzytnęło, ale jak na debiut wyszło całkiem przyzwoicie i przeczytałam Twoje opowiadanie z przyjemnością. :) 

 

 

Co mi wpadło w oko, a może pomoże Ci w kolejnych tekstach: 

 

Porównania ze słowem „jakby”. Opowiadanie jest dość długie, więc pewnie fakt, że użyłaś porównań z „jakby” dwadzieścia pięć razy, może nie wydaje się jakiś istotny. :D Mnie jednak trochę rzuciło się to w oczy, bo narzuciło pewną powtarzalność. Czasami bliżej siebie, czasami dalej. Szczególnie wpadło mi to w oko w tej części:

Stałam sparaliżowana, wpatrzona w krwistoczerwone słowa. Każdy ruch napisu wydawał się odbijać w moim ciele, w moich myślach, jakby opowiadał historię, którą byłam zobowiązana poznać.

Tobias przyjrzał się płótnu i przez moment zmarszczył brwi, odchylając się lekko do tyłu. Jego oczy zwęziły się na kilka sekund, jakby próbował pojąć, co właśnie zobaczył.

Przygotowaliśmy sprzęt i zaczęliśmy fotografować obraz, starając się uchwycić każdy detal. Jednak zdjęcia wychodziły niewyraźne, rozmyte, jakby sam aparat nie mógł uwiecznić obecności napisu.

Możesz trochę pokombinować, żeby było różnorodnie. Np zamiast: Jednak zdjęcia wychodziły niewyraźne, rozmyte, jakby sam aparat nie mógł uwiecznić obecności napisu. Dodaj więcej akcji: Jednak zdjęcia wychodziły niewyraźne i rozmyte. Stuknęłam lekko w aparat, licząc, że to tylko chwilowa złośliwość rzeczy martwych, ale nic to nie dało. Napis uparcie nie chciał się dać uwiecznić. 

 

Niektóre zdania trącą lekką purpurą. Przykładowo:

Nasze kroki niosły w sobie ciężar dopiero co odkrytej tajemnicy.

Las milczy, jakby rozumiał powagę chwili.

Wybrałem to miejsce, bo tylko natura była wystarczająco czysta, by unieść ciężar twojej obecności.

I jeszcze kilka drobnostek: 

 

Byłem u ciebie, ale cię nie było. – powiedział zmartwionym tonem. – Tak myślałem, że tu jesteś. Jest 3:30, Tessa. Nie przesadzasz?

Być albo nie być :D 

 

Jego oczy rozszerzyły się lekko, widać było, że próbuje pojąć, co mówię.

– Odezwał się? – powtórzył, jakby niedowierzał w to, co właśnie usłyszał.

Osobiście zrobiłabym tu ostre cięcie:

Jego oczy rozszerzyły się lekko.

– Odezwał się? – powtórzył. 

 

Serdecznie pozdrawiam! 

 

Podążaj za białym królikiem.

Hej ho! 

 

Ale mnie zaskoczyłeś! Nie spodziewałam się, że wokół tego obrazu powstanie militarne SF! :D

I chociaż czytało się naprawdę świetnie, to zastanawiam się, czy motyw drzewa rzeczywiście tu pasuje. Wydaje się trochę z innej estetyki, jakiejś baśni czy legendy, choć kolorystycznie faktycznie nawiązuje do wojskowych barw. 

Wydaje mi się, że świetnie pasowałby tu obraz„Ostatnie światło” (z tym krwawym niebem). Mogłabym sobie wyobrazić, że Joe widzi je w snach, a kiedy wreszcie wlatuje w nie szturmowcem, odkrywa, że ten czerwony kolor nieba wcale nie pochodzi od zachodzącego słońca. Dobra, sama odleciałam… :D 

To tylko takie moje czepialstwo, bo wiadomo, każdy zinterpretuje obrazy inaczej.

 

Wracając do Twojego opowiadania, kontrast między brutalną technologiczną wojną, a symboliczną wizją mokradeł i starego drzewa, też jest ciekawy. Ta historia ma w sobie coś bardzo „amerykańskiego”, co akurat bardzo lubię. Jest wartka akcja, bohater, który trochę idzie pod prąd ze swoimi przekonaniami, jest wojenny klimat, a jednocześnie wyraźne antywojenne przesłanie i gorzki finał.

Liczyłam, że jednak uda mu się przełamać tę klątwę… I było mi przykro, gdy tak to się wszystko zakończyło.

 

Warsztatowo świetnie! Nic mnie po drodze nie zatrzymywało i mknęłam przez opowiadanie, jakbym też siedziała w jednym ze szturmowców. Nawet nie zrobiłam żadnej łapanki językowej, bo po prostu dałam się wciągnąć w historię. :) 

Gratuluję bardzo udanego tekstu! Miałam swoje “Top 8” i to opowiadanie się w nim znalazło :) 

 

Serdecznie pozdrawiam! 

 

Podążaj za białym królikiem.

Hej ho!

To, że nasz rozpieszczasz poetyckimi zdaniami to już Twój znak rozpoznawczy. Całość była melancholijna, klimatyczna, tajemnicza, a jednocześnie trochę klaustrofobiczna, bo przedstawiony świat skurczył się do jednej latarni i oceanu wokół niej. 

Opowiadanie mogłoby być odrobinę dłuższe, żeby lepiej ukazać świat i fabułę, ale domyślam się, że to nie tę historię chciałaś nam pokazać. Nie próbujesz opowiedzieć co się stało ze światem i ludźmi, lecz skupiasz się na jednym, konkretnym momencie uchwyconym w scenie z obrazu i pokazujesz nam swoją interpretację. I bardzo mi się ta scena podobała! heart

Kiedy już myślałam, że to opowieść o starości i samotności, całkowicie mnie zaskoczyłaś. Zupełnie nie spodziewałam się takiego obrotu wydarzeń ani wprowadzenia wątku sci-fi! 

 

Gratuluje udanego tekstu! Znalazł się w moim “Top 5” :)

 

Kilka drobiazgów:

 

Gdyby oddalił się od wybrzeża, prawdopodobnie by umarł, bo jego ciało straciłoby puls, oddech i chęć istnienia.

 

Trochę można się tu poplątać w tych “by”. 

 

– Myślę, że to ocean. Uznał, że należy zapewnić nam komunikację – odezwał się, a znaczenia i konteksty słów napływały do niego niczym fala sztormu. 

“Zapewnić nam komunikację” brzmi bardzo oficjalnie. Trochę nie pasuje mi to do wypowiedzi. 

 

– On ich niszczy. Sól. 

Tu chyba powinna być “ona”. 

 

Nie ze mną te numerybruner

Nie ze mną te numery, Brunner.

 

 

Pozdrawiam serdecznie! 

Podążaj za białym królikiem.

Hej, świetny pomysł z inscenizacją hologramową! Sama chętnie chciałabym takie coś zobaczyć. :D Nie wszystkie żarty, które padały z ust bohaterów, że tak powiem… siadły. Jednak rozumiem, że miał to być pewien kontrast między tym, co bawi publiczność, a tym, co możemy wyczytać między wierszami.

Jestem ciekawa, czy sama inscenizacja wynikała przede wszystkim z tego, że jego myśli wciąż krążą wokół brata i na siłę próbował stworzyć z tego coś zabawnego, czy też z premedytacją postanowił pokazać właśnie taki skecz.

Bardzo ciekawe! I refleksyjne. 

 

Dobijam do biblioteki i pozdrawiam! :) 

Podążaj za białym królikiem.

Hej, nie wiem, jakimi liniami autobusów jeździsz, ale dzieją się tam niestworzone rzeczy! :D

Twój tekst jest bardzo abstrakcyjny i nie jestem pewna, czy wszystko zrozumiałam… Widzę to tak, że kierowca autobusu zmaga się z nałogiem i dopiero gdy dostrzega w sobie coś na kształt szatana, decyduje się poszukać pomocy.

Wydaje mi się, że gdybyś podzielił ten tekst na więcej akapitów, czytałoby się go nieco łatwiej.

Pozdrawiam!

Podążaj za białym królikiem.

Hej, nie czytałam Twoich poprzednich opowiadań, więc to moje pierwsze spotkanie z tym uniwersum. Z tego co widzę, pojawiają się tam dwie krainy Aamonia i Atwer, a główny bohater to At, co początkowo brałam za jego imię. Trochę to mylące. Zresztą chyba lepiej byłoby, gdyby jedna z tych krain miała nazwę na inną literę alfabetu. Zawsze mam problem z zapamiętywaniem fantastycznych nazw, zwłaszcza w takich krótkich historiach (po dwusetnej stronie już kojarzę). :D

Ogólnie przeczytałam z zainteresowaniem! Fajnie, że wrzuciłeś nas od razu w wir wydarzeń i szkoda, że postanowiłeś jednak uśmiercić Ata, bo skoro już tłukłam wraz z nim wrogów, to zaczęlam mu kibicować. 

 

 

Jeśli chodzi o warsztat, to przyznam, że kilka razy się potknęłam. Czasami używasz niepotrzebnych wstawek. Np. 

 

z każ­dej stro­ny świa­ta do­bie­ga­ły krzy­ki, a pot spły­wał mu do oczu.

Nie mógł wie­dzieć, skąd na­dej­dzie ko­lej­ny atak, jed­nak pew­nym było, że nie bę­dzie mu­siał długo na niego cze­kać.

To zdanie bardzo spowalnia akcje. 

Nie wi­dział nic, ale trze­ba było dzia­łać. 

Gdy At w końcu zo­rien­to­wał się w sy­tu­acji, z jego tar­czy pra­wie nic już nie zo­sta­ło.

Gdy w końcu mu się to udało, szyb­ko i spraw­nie spa­ro­wał atak to­po­ra

dźgnął go w szyję, na któ­rej, jak się oka­za­ło, nie było kol­czu­gi. 

Nagły huk dał mu do zro­zu­mie­nia, że prze­ciw­nik strze­lił. 

Rozległ się huk. Przeciwnik strzelił. 

Ile­kroć Aamo­nia­nin pró­bo­wał ode­przeć jakiś atak, pod­nieść się, dobyć broni, czy jak­kol­wiek się za­sło­nić,

Sam odór mógł­by nie­jed­ne­go zwa­lić z nóg, ale Ato­wie mieli na takie rze­czy pewną od­por­ność, żeby nie po­wie­dzieć, że mieli do nich sła­bość.

I jeszcze kilka drobnostek: 

 

Mokry kurz prze­bił się przez wi­zjer i zle­pił mu po­wie­ki.

Mokry kurz? :D

 

Zbro­ja ro­bi­ła swoje, ale impet i tak był ogrom­ny

Robiła swoje, czyli co? :D To troche zbyt kolokwialne określenie. 

 

wy­krwa­wia­jąc się, do­star­czył ziemi ko­lej­ną dawkę po­so­ki.

Hm… ta dawka mi tutaj nie pasuje. A może coś bardziej obrazowego? 

Np. wykrwawiając się barwił ziemię świeżą posoką. 

 

walka skoń­czy­ła się dla zło­to­okie­go.

Niestety nie wiem kto ma złote oczy. 

 

Gdzieś w od­da­li, na za­cho­dzie, za­ma­ja­cza­ły sztan­da­ry Aamo­nii. 

zamajaczyły

 

De­ka­dy nie­koń­czą­cych się walk, nisz­czą­cych zie­mię i czer­wie­nią­cych do­ty­ka­ją­ce je wody

Tutaj się coś sknociło. 

 

Kie­dyś nie­zdo­by­wal­ne mia­sto mu­sia­ło się teraz znowu bro­nić, a dzwo­ny na jego wy­so­kich, ja­snych wie­żach już nie­raz mu­sia­ły bić na alarm, nie po­zwa­la­jąc po­le­głym nigdy do końca od­po­cząć, ani za­po­mnieć.

 

Jed­nak mimo tego, mia­sto wciąż ku­si­ło i wciąż nę­ci­ło. Wciąż wzy­wa­ło do sie­bie cały świat. 

Tutaj pewnie powtórzenia są celowe, ale usunęłabym “wciąż” przed “nęciło”. 

 

Był pięk­ny, za­dba­ny, jego cera była nie­na­gan­na, a na czole nie było nawet kro­pli potu. 

Nie nosił zbroi, a je­dy­nie lekki czar­ny ubiór, a w dłoni za­miast sie­kie­ry, ki­ście­nia czy ta­sa­ka miał hak. 

Może lepiej strój/tunikę? Nosić ubiór jest trochę niefortunne. 

 

Dym i kurz ustą­pi­ły nie­mal mo­men­tal­nie, a jego bo­lą­ce mię­śnie nagle zdol­ne były do więk­sze­go wy­sił­ku, do uciecz­ki, do sza­leń­cze­go biegu, choć­by i nio­sąc wory z ka­mie­nia­mi, a jed­nak nie mógł się ru­szyć. Pierw­szy raz w swoim życiu chciał uciec, ale nie mógł. Całe ciało spi­na­ło się do skoku, uniku, biegu, ale on po pro­stu stał. 

Właściwie trzy razy czytamy o tym samym…

 

za­czął rzu­cać się we wszyst­kie stro­ny. 

może lepiej miotać na wszystkie strony?

 

 

Mam nadzieję, że coś Ci się z tego przyda. 

Pozdrawiam! :) 

Podążaj za białym królikiem.

Ooo, Finkla! Witaj! heart

Dziękuję za wizytę i cieszę się, że się spodobało. Faktycznie z fabułą trochę poszalałam i nawciskałam tam tyle ile się dało. :D 

Podążaj za białym królikiem.

Hej, 

wszyscy bohaterowie bardzo ładnie się wysławiają, ale brzmi to dość nienaturalnie. Warto czytać swoje teksty na głos, wtedy najlepiej słychać, gdzie coś zgrzyta. 

Samą historię przeczytałam z ciekawością, ale szkoda, że ostatnia scena jest dość suchym opisem wydarzeń. Zabrakło mi tam emocji i właściwie nie przejęłam się skokiem głównego bohatera ze szczytu. 

Wygląda mi to na wstęp do czegoś dłuższego, więc życzę powodzenia w dalszym pisaniu. :) 

 

Pozdrawiam! 

Podążaj za białym królikiem.

Hej, 

jest tu jakiś pomysł, ale wydaje mi się, że nie do końca został on wykorzystany. Zachowanie bohatera, który nie rzuca się na ratunek jak Kapitan Ameryka, oceniam na plus. Fakt, że sam wpadł we wnyki, również był ciekawym twistem. Ale niestety brakuje mi klamry, która spina tę historię w jakąś całość i sprawia, że ją zapamiętam. 

umrę tu. – pomyślał odpływając w nieświadomość. 

To zdanie wydaje mi się niesatysfakcjonującym zakończeniem. To już bym wolała, żeby ta dwójka morderców go jednak usłyszała i się nim “zaopiekowała”. ;)

 

 

Pod względem warsztatu trochę pogrzebałam w tekście i…

 

 

Godzina 3:00

Godzina trzecia. 

 

Rodziny nigdy nie chciał. Zebrał się więc w sobie i ubrał rzeczy sportowe.

O! Ale przeskok myślowy.Chyba lepiej dać motyw ubierania od nowego akapitu. Poza tym zebrałubrał w jednym zdaniu brzmi tochę niefortunnie. Może coś w stylu: Wstał z łóżka i założył sportowy strój. 

 

Wtedy wbiega dalej i gna kolejne metry do wyjścia z drugiej strony.

Wyjście w lesie? Może lepiej i gna kolejne metry by dotrzeć na drugi skraj lasu? 

Zamarł, gdy świnia wyszła na drogę, za nią młode.

 

A co strasznego jest w śwince? :D 

Jeśli to dzik, to lepiej napisać wprost. 

Fala adrenaliny uderzyła niczym pocisk. Spojrzała – rzucił się do ucieczki.

Z tego zapisu wynika, że fala adrenaliny spojrzała. 

Szybko potknął się o korzeń i zarył całą twarzą o ziemię.

Szybko jest zbędne. A zarycie twarzą o ziemię dość teatralne. 

Ten incydent całkiem wyłączył myślenie.

Zbędne zdanie. 

Ocknął się dopiero, gdy ponownie wylądował na ziemi.

Biegł nieprzytomny? 

Znów cisza. Najwyraźniej nie zamierzała go gonić.

A z tego zapisu wynika, że cisza nie zamierzała go gonić. :D 

 

Rozglądał się, nie miał pojęcia.

Czegoś tu brakuje. Może: Rozglądał się, ale wiedział jak odnaleźć ścieżkę/ w którą stronę pójść.

 

Nie biegł za siebie.

Czas mijał, a Leon czuł jak całe jego ciało przemarza. 

A może lepiej pokazać, że mu zimno zamiast to opisywać? 

Np. Chuchał w skostniałe ręce i oklepywał ramiona próbując się rozgrzać.

Leon leżał sztywny.

Od nowego akapitu. I może lepiej nieruchomo? :) 

 

Ale dwa głosy oznaczyły żywych ludzi.

Hm. Może: 

Dziki śmiech wydał mu się nierealny, jakby dobiegał z zaświatów, lecz głosy, które po nim nastąpiły, bez wątpienia należały do ludzi.

 

Ta dziwka waży chyba z tonę – usłyszał swój wewnętrzny głos – może chodzi o lodówkę, kanapę, cokolwiek…w końcu takie sprzęty swoje ważą

brak kropki. I generalnie zapisy dialogów do remontu. 

 

Czuł jak robi mu się niedobrze. Niezidentyfikowane ‘coś’ uderzyło mocno o ziemię.

Błędny cudzysłów. 

 

Bez względu na kim byli, na pewno byli niebezpieczni.

– oh! Było cudownie, jak zawsze. Będziemy napawać się tym jeszcze z miesiąc!

Och.

 

– Przestań! – wrzasnęła kobieta z zazdrością – podła szmata! Takie jak ona tylko na to zasługują! – po tych słowach głośno napluła.

– Przestań! – wrzasnęła kobieta z zazdrością. – Podła szmata! Takie jak ona tylko na to zasługują! – Splunęła. 

 

Niestety, coś głośno jęknęło.

Dlaczego niestety? 

 

Zasypiał gdy dotarło do niego, jak kończą robotę.

Całowanie? Zakopywanie? Jaką robotę? 

 

 

Mam nadzieję, że to trochę Ci pomoże w szlifowaniu warsztatu. Czytało się nieźle, ale może być lepiej! 

Jestem ciekawa Twoich kolejnych tekstów. :) 

Powodzenia i pozdrawiam! 

Podążaj za białym królikiem.

Hej, 

ciekawy pomysł na opowiadanie i zmiany osobowości głównego bohatera. 

Wykonanie mogłoby być bardziej dopracowane… Głównym mankamentem jest to, że mieszasz czasy. Niektóre części napisane są w czasie teraźniejszym, a niektóre w przeszłym.

Dużo czytaj, pisz kolejne opowiadania, a na pewno Twój warsztat będzie coraz lepszy. :) 

 

Tutaj kilka moich notatek. Może pozwolą Ci doszlifować tekst. 

 

Monika o szatynowych włosach ułożonych w pasemka uwija się

Pasemka to sposób koloryzacji włosów. Technicznie rzecz biorąc nie można “ułożyć włosów w pasemka”. Mogą np. opadać pasmami na ramiona

– Jak wrócisz z pracy, to odbierzesz z przedszkola naszą córeczkę – zarządziła. – Ja zrobię zakupy.

Określenie “naszą córeczkę” brzmi nienaturalnie skoro zwraca się do męża. Dałabym po prostu “Kasię”. 

 

– Rozumiem – wypowiedział zwyczajową formułkę, – Skinął głową na pożegnanie.

Hmm… “rozumiem” raczej nie jest formułką i jeszcze zaplątał się tam jakiś przecinek. Może po prostu: 

– Rozumiem – Skinął głową i wyszedł z gabinetu. 

 

– Polecisz z drugim pilotem na stację księżyca Jowisza – Europę i zabierzecie wydobyte metale ziem rzadkich, a także dokonacie wymiany tamtejszej załogi na nowych – wydał polecenie. – Czekają już w hangarze. To wszystko, możesz odejść – wraca do papierkowej roboty.

–Rozumiem – wypowiedział zwyczajową formułkę, – Skinął głową na pożegnanie.

Przeskakujesz między czasami. 

Drugi posiada koszulę z logo gry przedstawiającym anioła walczącego z diabłem, a są to bohaterowie gry , w którą się teraz zaangażował.

Nadprogramowa spacja przed przecinkiem. 

Piloci wolą natomiast rozmowę na żywo.

To zdanie mi nie pasuje. A mają do wyboru rozmowę przez jakiś komunikator zamiast na żywo? 

 

Zmierza w wyznaczone miejsce, wita się ze współpracownikiem Tomkiem, poznaje dwóch pasażerów

Czyli gdzie? Do tego hangaru czy już na pokład samolotu? Chciałabym to widzieć. Fajnie gdybyś to opisał. 

 

– Kiedy zorganizujemy sobie zakrapianą imprezę? – spróbował nakłonić drugi pilot.

– Teraz mam na głowie rodzinę – uśmiechnął się pierwszy.

– Uważam, że w związku powinien rządzić facet – wypalił.

– Łatwo ci mówić, bo jesteś kawalerem – broni się. – Zobaczymy co powiesz, jak sam się ożenisz.

– To mi raczej nie grozi – stwierdził kategorycznie. – Zamierzam spijać miód z różnych kwiatków. Bukiet, dobra gadka, kolacja przy świecach i kobieta jest moja – oznajmił. – Nasi pasażerowie, to już typowi kawalerowie – wybucha śmiechem.

Brakuje mi tu informacji, kiedy wypowiada się Jacek. I znów pojawia się czas przeszły zamiast teraźniejszego.

 

Towarzyska pogawędka i inne niewłaściwe czynności urywają się, bo przestawiają się na wykonywanie swoich obowiązków.

Jakie niewłaściwe czynności? 

 

Wkrótce zasiadają na pokładzie promu, do startu pozostaje godzina, podczas której dokonuje się procedury startowej promu, nie wykrywają żadnych usterek, nareszcie startują w przestrzeń kosmiczną, a po chwili osiągają prędkość światła.

Powtórzonko.

 

Oboje mają włosy szatynowe, ona ułożone w pasemka, a on krótko ścięte.

Znowu to ułożenie w pasemka. :D 

– Nie mogę się doczekać  powrotu na Ziemię – oświadcza mężczyzna. – Ciągle tylko góry i góry.

– Kochanie wreszcie pojedziemy nad morze – zadecydowała. – Ta odmiana będzie dobra dla zdrowia psychicznego. Przepraszam was za nieco prywaty, ale nie mogliśmy powstrzymać naszej radości.

– Nie szkodzi, znamy ten problem – oświadczył gracz komputerowy.  

Znów pomieszane czasy. 

 

Przebywają tutaj przez dwa miesiące tylko w swoim towarzystwie, tak że z ogromną wylewnością witają przybyszy, a szczególnie swoich następców. W skrócie ich praca polega na tym, że przy użyciu specjalnych dronów pobierają ziemię z powierzchni księżyca i przesiewają go w poszukiwaniu metali ziem rzadkich, a potem sprowadzają go na pokład stacji. Na pożegnanie odbywa się kurtuazyjna wymiana grzeczności przy herbatce. Potem obsługa wracająca na Ziemię przenosi cenne surowce zapakowane w specjalne skrzynie w ilości jednej tony, a potem wszyscy sadowią się  wygodnie w swoich fotelach i startują w drogę powrotną. Kiedy stawiają stopy na ziemi Tomek znowu podejmuje rozmowę.

To ciekawy fragment, ale szkoda, że nam go tylko opisałeś, a nie pokazałeś w jakieś scenie. 

– Wracam do domu – nie daje się namówić.

Usunęłabym: “nie daje się namówić”, bo to wynika z jego wypowiedzi. 

 

Nie wiedział nawet jak weszła jego żona, usłyszał ją dopiero wtedy jak znalazła się nad jego głową i zrobiła mu ogromną awanturę pod wpływem niewątpliwej złości.

 

“znalazła się nad jego głową” brzmi trochę niefortunnie. 

“pod wpływem niewątpliwej złości.” wydaje mi się niepotrzebne, bo gdyby nie była zła to nie zrobiłaby awantury 

 

Widząc, że nic nie może wskórać wychodzi z pokoju, idzie do swojego pokoju.

Powtórzenie.

 

– Co się z nim stało? – zaniepokoiła się.  

– Tatuś jest chory na głowę objaśniła.

– Uderzył się w nią? – poważnie zaniepokoiła się.

– Nie chodzi o ból – sprostowała. –  Coś mu się pomieszało w niej. Jak pomieszasz ubranie białe z kolorowym, to w czasie prania białe się zabarwią. Rozumiesz?

– To głowa tatusia jest kolorowa – wypaliła.

We fragmencie kiedy Kasia wchodzi do pokoju Jacka, często pojawia się czas przeszły. Zrezygnowałabym też z paru “zaniepokoiła” i dodała znak zapytania za “Uderzył się w nią”.

– Nie martw się słoneczko – uspokoiła. – Jutro zrobię z tym porządek – postanowiła.

Tymczasem Jacek jest  zdziwiony.

– O co chodzi? – pomyślał. – Dlaczego się go czepia. Powinna być milsza. Najwyraźnie zmieniła się na gorsze. Muszę coś z tym zrobić – postanowił.

To nagłe pojawienie się Jacka wybiło mnie z rytmu. Może warto dodać, że podsłuchał ich rozmowę? I znów czas przeszły się tutaj zaplątał. 

Wprawdzie wie gdzie w danej chwili znajduje się jej mąż , ale szczegóły misji zawsze trzymane są w tajemnicy.

Nadprogramowa spacja przed przecinkiem. 

 

Od słowa do słowa zgadały się, że obie mają problemy ze swoimi mężami

i przyszły z reklamacjami.

“i przyszły z reklamacjami.” niepotrzebnie w nowym akapicie. 

 

Niech pani sobie wyobrazi, że wczoraj wraca ze stacji w pobliżu Jowisza mój mąż ze swoją siostrą

Niech pani sobie wyobrazi, że wczoraj mój mąż i jego siostra wrócili ze stacji w pobliżu Jowisza

 

Łuski całkowicie opadły z moich oczu. On mnie zdradzał i to na moich oczach.

Byłam cała w szoku i aż mnie zamurowało z obrzydzenia. Kiedy opowiadała swoją tragiczną historię, to aż czerwieniała ze złości, a przy tym ręce drgały w nerwowym odruchu. 

Zdanie zaczynające się od “Kiedy” powinno znaleźć się w nowym akapicie. 

 

Mój mąż akurat wyruszył na tamtą stację, a kiedy wrócił również się odmienił

Lepiej pasowałoby “zmienił”. 

–To nasz błąd, na pewno go naprawimy  – zapewnił.

Brak spacji. 

 

Oprócz pilotów znalazła się też tam rodzeństwo, które uważa się za parę.

znalazło

 

Przyjechali na miejsce, Monika zaparkowała w garażu, apotem weszła do kuchni , gdzie córka już na nią czekała i przebierała nogami z głodu.

spacja przed przecinkiem

Po posiłku córka zajęła się swoimi sprawami w pokoju

Swoimi sprawami :D Chyba “bawi się” lepiej by tu pasowało. 

 

zakłada ręce na piersi

krzyżuje

 

Jacek wstaje od stołu i podchodzi do Moniki, która również to robi.

Z tego wynika, że Monika również podeszła do Moniki.

Podążaj za białym królikiem.

Hej,

ciekawa i sympatyczna miniaturka, na dodatek sprawnie napisana. 

Miałam nieprzyjemność pracować na słuchawce, więc osobiście dodałabym tam jeszcze tag “horror”. 

Jestem ciekawa co wyniknie z zakupu zestawu edukacyjnego „Mały podróżnik w czasie”. W ramach ćwiczenia zachęcam do napisania kontynuacji! :D 

 

Pozdrawiam! 

Podążaj za białym królikiem.

Gratulacje!

 

Podążaj za białym królikiem.

Hmmm. Nie widzę obrazka, ale zakładam, że to Judgmental cat.

Już naprawiłam kotmentarz! 

 

Kici, kici, koteczku. Masz tu rybkę:

<*)XOXo<

Judgmental cat jest niepodatny na wszelkie formy przekupstwa! :D 

Podążaj za białym królikiem.

 

Podążaj za białym królikiem.

O rany… Beeeecki. Jak ty ze zwykłego wyjazdu w góry zrobiłeś taką nostalgiczną podróż?

Nigdy nie jeździłam na nartach, ale byłam na tym stoku razem z narratorem i mijałam tych ludzi w kolorowych kurtkach. Choć w mojej głowie miały inne kolory.

Uwielbiam takie teksty, gdzie jakąś zwykłą scenką jesteśmy sprowokowani do przemyśleń o przemijaniu, zmianach w naszym życiu i tym, że nawet jeśli wrócimy w dane miejsce, to już nie będzie to samo.

Były tam jakieś zwroty, które mnie na sekundę zatrzymywały, ale machałam ręką i zjeżdżałam dalej. To akurat jeden z tych tekstów, który wcale nie musi być perfekcyjny, a i tak się go zapamięta. 

 

Ech…

 

Idę sobie puścić Into My Arms Nicka Cave’a i Cię nominować.

Podążaj za białym królikiem.

Hej, 

przyznam, że trochę się bałam… ale i wyśmienicie bawiłam! Podoba mi się jak początkowo narrator jest taki… delikatny (?). Używa zwrotów jak: “dziesiątki igiełek”, “cichutko, na paluszkach”, a potem przeistocza się w biegającego po lesie Rambo, bierze patyk i…

.

 

Też naiwnie pomyślałam, że w lesie jest bezpieczny… Mogłam się spodziewać, że jako autor mu tak łatwo nie odpuścisz. Otwieranie oczu było fajnym twistem. :) 

 

Jednak to nie ostatnia scena według mnie była najstraszniejsza. Najbardziej do wyobraźni przemawia ten fragment: 

Szufladka miała niewielką dziurkę na kluczyk – i właśnie z tego otworu powoli wysunął się czarny, patykowaty kształt. Zakwiliłem jak mała dziewczynka na widok nienaturalnych, przerywanych ruchów. Kształt szybko okazał się o wiele dłuższy, niż ludzki palec – sięgnął podłogi, powoli zbadał ją, stukając w linoleum, po czym zgiął się w niemożliwy sposób i wysondował blat stolika. Na moment zatrzymał się na laptopie.

O, ble! Świetne! 

 

Spóźniłam się na klika, ale z przyjemnością nominuję, bo chociaż horrory zazwyczaj mnie nie wciągają, tutaj szybko się wkręciłam w tę historię. 

 

Pozdrawiam! :) 

Podążaj za białym królikiem.

Hej, ciekawa miniaturka, zwłaszcza te dania z częściami mowy. Rozumiem ją trochę jako pokazanie, że warto celebrować wspólny czas przy stole i ze sobą rozmawiać. :) 

Napisałeś, że jest to tekst raczej dla dzieci. Też było takie moje pierwsze wrażenie, gdy zaczęłam czytać, ale nie wiem na ile ta historia wciągnęłaby małego czytelnika. Nie ma tu charakterystycznego głównego bohatera i brakuje jakiejś wyraźniejszej puenty, a zdania takie jak: “Dla wszystkich znajdujących się w Tulipanowym Kolorze życie, śmierć i cała reszta były tylko następstwami codzienności, a skoro te wszystkie sprawy stanowiły jedynie naturalną kolej rzeczy, to dlaczego oni, istoty niezbyt przejęte trudami każdego dnia, mieliby się czymś tak trywialnym przejmować?” albo “wracać do swoich form, masek, strachów i demonów”, mogłyby być niezrozumiałe. 

 

uderzania rękoma o blaty stółów,

 

Pozdrawiam! :) 

Podążaj za białym królikiem.

Brrr… sama tematyka jest już straszna! Początkowo myślałam, że to opowieść o jakimś paraliżu sennym. Zaskoczyłaś mnie tą śmiercią. I tym, że ostatecznie nie dała się przechytrzyć. :( 

Udało ci się mnie przestraszyć i to w zaledwie dwustu słowach! 

 

Pozdrawiam! 

 

 

Podążaj za białym królikiem.

Hej, 

przeczytałam jakiś czas temu, ale nie wyrobiłam się z komentarzem. Tekst choć krótki, to zdecydowanie zapada w pamięć, bo nadal pamiętam dwugłowego psa. :) 

Plastycznie napisane. Melancholijnie, smutno, kurczę… szkoda, że jednak nie odważył się na coś szalonego w tych ostatnich chwilach…

 

Symboliczny klik! Pozdrawiam :) 

Podążaj za białym królikiem.

– Panie Kaziu, miejmy nadzieję, że smacznie śpi! – Odpowiedział wesoło.

odpowiedział 

 

– No to udanego wypoczynku! – Portier wrócił do oglądania meczu.

Wyszedł przez główne wyjście i trafił na parking.

Ten zapis sugeruje, że to portier opuścił posterunek i sobie poszedł na parking. :) 

 

Otworzył samochód

Chyba lepiej: Otworzył drzwi samochodu

 

Bez przerwy siedział w laboratorium na syntezach, ekstrakcjach i krystalizacjach.

Musiało mu być bardzo niewygodnie. :D

Tu bardziej pasuje “siedzenie nad czymś” .

 

Kiedy żona zapytała, czy ma kochankę, odpowiedział twierdząco: „kolumnę chromatograficzną”.

Bardzo fajne!

 

Pruł przez miasto. O tej porze było mu wyjątkowo przychylne – nie stawiało oporu.

Hm… miasto nie stawiało mu oporu? 

 

Tak jak przypuszczał, żona i córka spały już dawno

Proponuję spały już od dawna lub już dawno spały

 

Były opóźnienia w projekcie i wszystko mogło się wysypać. Szczury w laboratorium już od tygodnia czekają i rosną, z każdym dniem wymagając większych dawek. Ze zgrozą myślał też o zbliżającym się sezonie urlopowym. Na szczęście – zadanie wykonane.

Hm… tutaj pierwsza część przeczy drugiej. Na początku piszesz, że są opóźnienia i jeszcze wszystko mogło się wysypać, a potem, że zadanie zostało wykonane. Jeśli chodzi tylko o etap, który opracowywał główny bohater to warto to zaznaczyć. Na przykład: ” Na szczęście ja swoje zadanie wykonałem, więc mogę im co najwyżej wysłać pocztowkę z wakacji w Budapeszcie.”

 

A Szarik spokojnie dokonywał degustacji.

Ruszył bronić pozostałej zawartości torby. Za szybko.

Ten zapis sugeruje, że to Szarik ruszył. 

 

 

Hej! Na górze wypisałam Ci kilka drobnostek, które rzuciły mi się w oko. Ogółem fajna historyjka, ale od momentu, gdy walizka z tajemniczą bofaniną znalazła się w samochodzie głównego bohatera, wiedziałam, że coś tu zaraz wybuchnie. Zastanawiałam się tylko kiedy. Przykułeś moją uwagę i z ciekawością doczytałam do końca. Bardzo spodobał mi się fragment, gdy naukowiec, widząc zmutowanego psa, zamiast uciekać, analizuje efekty swojej pracy. :D 

 

Klikam, pozdrawiam i gratuluję debiutu na forum!

Rozgość się, pisz, komentuj. Amen.

 

Podążaj za białym królikiem.

 

Podążaj za białym królikiem.

Aaaa! To w takim razie trzymam kciuki, żeby przerodziło się to w jakąś dłuższą formę i doczekało się ukazania na papierze. Na pewno warto w ten pomysł zainwestować. :) 

 

Myślicie, że ktoś to jeszcze przeczyta…?

Uzbroj się w cierpliwość. :) To dość długie opowiadanie, a takie generalnie cieszą się mniejszą popularnością. Jeśli jednak zajrzysz do tekstów innych użytkowników, pozostawisz po sobie jakiś ślad, na pewno zajrzą i do Ciebie. Finkla napisała o tym poradnik: Dekalog Łowcy Komentarzy

Podążaj za białym królikiem.

Hej, początkowo trochę mnie przestraszyła długość tego opowiadania, zwłaszcza, że to debiut… i jeszcze ta stylizacja…

No, ale wyszło Ci! I to bardzo profesjonalnie! Nie zdziwiło by mnie, gdybym przeczytała ten tekst w NF. Dialogi brzmią naturalnie, postaci są charakterstyczne. Połączenie “Rzeczpospolitej szlacheckiej” z elfią zaklinaczką upiorów, stworem i brudną wsią, zdecydowanie zagrało i mnie wciągnęło. 

 

Życzę dużo weny przy pisaniu kolejnych tekstów i serdecznie pozdrawiam. :) 

Podążaj za białym królikiem.

Hej OldGuard, 

my się nie znamy, ale witaj ponownie na portalu! :) 

Naprawdę ładna scenka, choć mroczna i przygnębiająca. Podoba mi się, że jest raczej nastawiona na klimat i nastrój, niż wartką akcję. Nigdy wcześniej nie miałam okazji czytać nic Twojego, ale ta krótka „wizytówka”, w zupełności wystarczyła, by mnie zachęcić do zaglądania do Twoich kolejnych opowiadań. 

 

Szczególnie spodobało mi się to zdanie: 

I wtedy zrozumiałam, że już od miesięcy zbyt długo wpatrywałam się w otchłań beznadziei, więc ta musiała w końcu odwzajemnić spojrzenie.

Życzę dużo weny i pozdrawiam! :D 

Podążaj za białym królikiem.

Hej, trochę się pogubiłam, bo wrzucasz drugi raz ten sam tekst…

 

Wpadł w mój dyżur, więc przybywam z komentarzem. Muszę przyznać, że tekst wydał mi się trudny i mocno abstrakcyjny, a momentami sama nie byłam pewna, co właściwie czytam. Mam wrażenie, że ciekawy apokaliptyczny pomysł, trochę się rozmył w mnogości metafor i opisów. Sam klimat i koncepcja lustra mają potencjał, ale w tej formie trudno było mi się wciągnąć w to opowiadanie… 

 

Pozdrawiam! 

Podążaj za białym królikiem.

 

Podążaj za białym królikiem.

Heh, dobre skojarzenie! Ja tu akurat nawiązałam do Twojego nicku. :D 

dodaję ich dużo. Może zbyt dużo.

E tam, jeśli się dobrze wpasowują w historię i dodają opowiadaniu humoru, to na pewno nie jest ich zbyt dużo! 

 

Jejku, bardzo mi miło!

heart

Podążaj za białym królikiem.

Hej ho! 

cokolwiek teraz zaczynam pisać, nie jest wystarczająco dobre!

Wielkie wyróżnienie, zamieniło się w brzemię. Z czym teraz do ludzi? xD

 

Kiedy zaczęłam czytać Twoje opowiadanie, chciałam już marudzić na wybrany tytuł. Wydawał mi się wielkim spoilerem. Gdy główna bohaterka budzi się i rozgląda po okrągłym pokoju, zastanawiając się, gdzie właściwie jest, miałam ochotę podpowiedzieć, że Jej Wysokość została zamknięta w wieży. :D

Dopiero po dotarciu do finału zrozumiałam, że powinnam była Ci zaufać, bo zrobiłaś na końcówce naprawdę efektowny fikołek! Wydaje mi się, że blokadę pisarską pokonałaś śpiewająco. 

 

Kilka drobnostek, które mi wpadły w oko: 

Między nią a wieżą widzę niemal pusty dziedziniec, na którym stoi jedynie jakiś zdezelowany wóz, a w nim nieco słomy.

A to nie jest taki otwarty wóz? Wtedy chyba “na nim”. 

 

Biegnę pod drzwi.

Jedzenie jest jeszcze ciepłe. Patrzę na klamkę w drzwiach. Chwytam ją odruchowo i szarpię.

Drzwi są jednak zamknięte

Opieram plecy o ścianę i mój wzrok ląduje na oknie, znajdującym się dokładnie na wprost.

Przez nie wpływają ciepłe promienie słońca i lądują na posadzce,

Może wzrok pada na okno? 

To z pewnością od strachu.

Może lepiej “ze strachu”?

 

 

Klikam i pozdrawiam! 

Podążaj za białym królikiem.

Ach, źle się wyraziłam. Chodziło mi tylko dlaczego jest „tak z angielska”, a nie po polsku. Zastanawiało mnie, czy to ma jeszcze jakieś ukryte znaczenie, które mi umknęło. Np. Mody na bycie „content creator” czy coś w tym stylu. :D 

Podążaj za białym królikiem.

Dzieeeeń dobry!

Bardzo przyjemne i trochę szalone opowiadanie. Lubię te Twoje zabwne wstawki, takie jak: Wielki Synoptyk, wysiadywanie pradawnych głazów, uczeń „Czarek-Marek” i pojednawcze natarcie. :D 

Fajnie bawiłeś się też znanymi motywami. Np jeśli jest tęcza, to musi być i złoto. Dla Ciebie kociołek to za mało, więc spuściłeś na miasteczko lawinę. :D 

Przepłynęłam przez ten tekst, nawet nie zastanawiając się czy mogłabym się do czegoś przyczepić! :) 

Pozdrawiam! 

Podążaj za białym królikiem.

Hej ho!

Sprytny twist! Zupełnie nie wiedziałam, dokąd zaprowadzi nas to pole rzepaku, a kiedy wspomniałeś o jakiejś wysokiej postaci, myślałam, że za chwilę główni bohaterowie staną się ofiarami Slendermana. Fajnie, że potoczyło się to w tak oryginalną stronę. :) 

 

Zastanawia mnie wybór tytułu. Dlaczego nie „Twórca”?

 

Serdecznie pozdrawiam!

 

Podążaj za białym królikiem.

A, jeszcze jedno mi się przypomniało – odnosiłam wrażenie, że oni przez kilka dni krążą po własnym mieście. W sensie, że nie idą w określonym kierunku, tylko ciągle napotykają znajome obrazy i miejsca. Tak miało być?

 

O, to, to! Jakby byli zapętleni. Jak we śnie. 

Albo to było baaardzo duże miasto. :D 

Podążaj za białym królikiem.

MichaelBullfinch:  Utopię waszą utopię

dyżurna? (Skoro rozpoczęłam dyżurowanie od lutego, to nawet jeśli wyrobię „normę”, mocą 0,5 punktu będę dysponować dopiero przy opowiadaniach marcowych?)

Podążaj za białym królikiem.

Hej ho! 

 

Znów zaserwowałeś nam tekst, który zdecydowanie nie należy do łatwych, lekkich i przyjemnych. Bardzo emocjonalne opowiadanie, jak na mój gust momentami zbyt ozdobnie napisane, ale może to taka stylistyka uduchowionego klechy, więc pod tym względem Ci to wyszło. Zaintrygowała mnie ta wędrówka i udało Ci się sprawić, że miałam mieszane uczucia wobec głównego bohatera oraz jego ślepej wiary w znaki. Byłam bardzo zaciekawiona, dokąd trafią i czy w ogóle uratują się przed potopem.

Całość była trochę oniryczna. Niby opisywałeś nam zatopione miasto, ale to całe otoczenie było w moim odczuciu nieco rozmyte i skupiałam się jedynie na księdzu i jego owieczkach.

Końcówka trafiona, trochę przerażająca i… dołująca, skoro ludzkość nic nie może poradzić na to, że jakieś istoty wyższe fundują Ziemi co jakiś czas „Wielki Reset”. Celowałeś w nawiązanie do polityki, czy poleciałam z interpretacją jak dzik w żołędzie?

 

Przyczepię się do kliku słówek, a co! :D 

 

Hmmm… czym dla Ciebie jest ten półgłos? Czy głoś można podzielić na pół? A nie lepiej po prostu „przyciszonym głosem”? „Prawie szeptem?” „Cicho”? „Niepewnie”? 

 

– Dokąd idziemy? – zapytał w końcu ktoś z tyłu.

Zatrzymałem się.

To pytanie musiało paść. Każda wspólnota, zanim stanie się czymś więcej niż grupą ludzi idących w jednym kierunku, musi przejść przez moment zawahania.

 

Pytanie „Dokąd idziemy” nie wydaje mi się, żeby dobrze oddawało „moment zawahania”. Przecież to bardzo dobre pytanie podczas takiej wędrówki i wyraża raczej zainteresowanie. Gdyby ów ktoś powiedział coś w stylu „Powinniśmy wrócić” albo „Wszędzie tylko woda. Dokąd nas prowadzisz, klecho?”, wtedy wyczułabym tutaj jakiś rozłam w grupie.

 

Widziałem ich twarze – rozpaczliwe, rozproszone, szukające czegokolwiek, co dałoby poczucie kontroli.

Zamieniłabym „kontrolę” na bezpieczeństwo. Wydaje mi się, że podczas katastrofy, pierwsza ludzka myśl, to właśnie zadbanie o bezpieczeństwo. Przeżycie. 

 

Gołębia niósł jeden z mężczyzn, ostrożnie, jakby bał się, że nieostrożny ruch go obrazi.

 

Nie wiem, czy to była myśl, czy słowa przyszły same.

Trochę masło maślane. Myśl to forma słów, które kotłują się w naszej głowie. Jeśli chciałeś podkreślić, że to znowu Bóg ich kierował, to może coś w stylu:

Nie wiem, czy to była moja myśl. Słowa brzmiały obco, jakby wepchnięte mi w usta przez Pana.

Dorośli przywiązywali je do pleców, bo nie miały szans iść w takiej wodzie.

Może lepiej "sił”? 

Zbliżaliśmy się do strefy, gdzie miasto się kończyło

A może uprościć? Zbliżaliśmy sie do obrzeży miasta.

 

Nurt szarpał nogi, wyrywał równowagę.

A nie lepiej “zaburzał równowagę”? Albo coś w stylu “popychał, aż traciliśmy równowagę”.

 

Zauważyłam też sporo powtórzeń składniowych. Zastanawiam się, czy są one zamierzone, jako sposób na nadanie tekstowi rytmu, czy raczej wynikają ze stylu/nawyku? Nie jest to absolutnie nic złego, po prostu ta regularność przykuła moją uwagę, więc chciałam o tym wspomnieć, bo czasami nie widzimy takich rzeczy we własnych tekstach. Możliwe, że to w pełni świadomy zabieg z Twojej strony. :D

 

To kilka przykladow:

Nie nagle. Nie dramatycznie.

Bez pożegnań. Bez oskarżeń.

Jak obietnica. Jak latarnia.

nie rzucało cieni, nie dawało ciepła.

Nie strach. Nie panika.

Nie wierzył. Nie rozumiał. Nie oczekiwał obietnicy.

Zbyt duża. Zbyt głęboka.

Nie byłem Noem. Nie byłem Mojżeszem.

Jak karaluchy. Jak mity.

O mechanizmie. O manipulacji.

O zbawieniu. O wybranych.

 

O, wyszedł wiersz :D 

 

Skończyłam marudzić. Opowiadanie skłania do refleksji i warto je było przeczytać. Fajnie, że ma szansę na piórko. Dołożę do tego niewielką cegiełkę i też je nominuję. (Może nawet zadziałają jakieś moje półpunktowe supermoce z racji bycia dyżurną, ale jeszcze nie wiem jak to dokładnie działa xD)

 

Pozdrawiam!

 

Podążaj za białym królikiem.

Nowa Fantastyka