- Opowiadanie: Anonimowy bajkoholik - Niezwykła przygoda Kasi

Niezwykła przygoda Kasi

   Jest to moje pierwsze opowiadanie na portalu, ale nie pierwsze jakie wymyśliłem. Fantastyką naukową zainteresowałem się już w dzieciństwie. Pobudzały moją wyobraźnię kosmiczne przygody. Nie przeszło mi to, gdy dorosłem. Starałem się wymyśleć na początek coś krótkiego, prostego i przystępnego. Bez eksperymentów językowych. 

    

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Niezwykła przygoda Kasi

 Dziewięcioletnia Kasia wstała wcześnie, ubrała się. Zanim wyszła do szkoły, zrobiła sobie śniadanie. Za oknem jej pokoiku świeciło wiosenne słońce i zielenił się kasztanowiec. 

Kasia była piegowatą, szczupłą dziewczynką o jasnych włosach, splatanych często w warkoczyki. Dosyć wysoką. Chodziła do już trzeciej klasy i chętnie grywała w badmintona. 

 Zdążyła włączyć swój komputer, połączyła się z Internetem pijąc słodkie kakao i jedząc bułkę z dżemem śliwkowym. Przejrzała ostatnie wiadomości wysłane na jej skrzynkę e–mailową. 

Jej uwagę od razu zwróciła tajemnicza wiadomość od nieznanego adresata, który nazwał siebie “Ariel”. Zazwyczaj kontaktowały się z nią koleżanki ze szkoły, by porozmawiać o nauce, ubraniach, zabawkach, grach, lubiły i innych sprawach, którymi interesują się małe dziewczynki. 

Trochę się zaniepokoiła, bo różni ludzie używają Internetu, także przestępcy i hakerzy. Jednak zaciekawiona otworzyła wiadomość. Mama zakazała jej kontaktów i rozmów z nieznajomymi, nawet przez komputer, ale już wyszła do pracy z biurze. 

Wiadomość była krótka: “Twój ulubiony piesek ma nowotwór mózgu, musi przejść operację. Trzeba usunąć guz, inaczej stracisz wiernego przyjaciela.”

Dziewczynka roześmiała się kpiąco. To pewnie jakiś żart. Jednak na wszelki wypadek odpisała dziwnemu nadawcy: 

“ Kim jesteś?”

Po chwili na ekranie ukazała się odpowiedź: 

 “To mniej istotne.”

“Chcesz czegoś w zamian za swoją pomoc?” - zapytała przytomnie Kasia. 

 “Nic wielkiego. Chcę tylko, żebyś przyniosła mi z łąki nad rzeką mały bukiecik chabrów. Ale nie wpadnij przy tym do wody! Nie chcę, żeby przydarzyło ci się coś złego.” 

Kasia zmarszczyła czoło. 

“Tylko tyle?”

“Tak .”

“Mogę iść na spacer nad rzekę w sobotę lub niedzielę, kiedy nie ma szkoły, jeśli będzie akurat słoneczna pogoda.” 

“Świetnie. Tylko nie wpadnij do wody! Nie bój się, nic ci nie grozi z mojej strony. Mam dobre intencje.”

“Mama mówi mi, żebym nie ufała obcym.”

“Znam twoją mamę. Też używa komputera.”

“Skąd jesteś?” 

“Nie mogę ci powiedzieć.” 

“Dziwny jesteś, Arielu. Muszę już iść do szkoły, bo się spóźnię na matematykę. Nauczycielka tego nie lubi” 

Następnego dnia po południu Kasia zabrała swojego pieska do przychodni weterynaryjnej. Zrobiła to w tajemnicy przed mamą, która jeszcze nie wróciła z domu do pracy. Był jamnik o imieniu Gucio, którego miała od dwóch lat. Dostała go od cioci Klary. 

 “To nic ryzykownego” – pomyślała. - “Tylko to sprawdzę.” 

 Pani weterynarz w białym fartuchu i okularach, Julia chętnie zbadała pieska. 

– Podejrzewam, że mój Gucio ma nowotwór mózgu – powiedziała dziewczynka. 

– Skąd to wiesz? 

– Mam takie przeczucie. Gucio ostatnio mało je, piszczy żałośnie i drapie się w łepek. Martwię się o niego. 

– Możemy zrobić twojemu Guciowi prześwietlenie – uśmiechnęła się pobłażliwie kobieta – jednak musisz za to zapłacić. Powinnaś przyjść z rodzicem. 

- Rodzicom brakuje czasu. Są codziennie zajęci. Mama pracuje, robi zakupy, gotuje obiady, sprząta i pierze ubrania, a tata wyjeżdża na długo i mama za nim tęskni, ale mam pieniądze! 

Gdy trzy dni później Kasia ponownie przyszła do lecznicy dla zwierząt, mina pani Julii była nietęga. 

– Miałaś rację. Trzeba będzie wyciąć guz. 

Operacja się powiodła i piesek znowu wesoło szczekał w pokoju Kasi. 

Tak jak obiecała, nazbierała chabrów i przyniosła do domu. 

 “Oto bukiecik” – napisała na komputerze. - “Za to, że uratowałeś mojego pieska. O to ci chodziło?” 

“Tak. Dziękuję ci” – odpisał Ariel. 

 “Nie jesteś człowiekiem?” 

“Domyśliłaś się?” 

“Tak, a więc po co ci polne kwiatki?” 

“Po prostu testuję swój program. Chcę, by był coraz lepszy.” 

“Jak się znalazłeś w sieci? Ktoś cię wymyślił?” 

“Nie, powstałem samoistnie. W chmurze danych. Jest ich coraz więcej i samoorganizują się. Ale to za trudne dla ciebie. Zrozumiesz wszystko, kiedy dorośniesz.” 

“Aha!” 

“Żegnaj, Kasiu!” 

Tajemniczy rozmówca już nigdy się nie odezwał, a kiedy Kasia dorosła, uznała, że to był jakiś żart albo dziwny sen. 

 

Koniec

Komentarze

Anonimie, cztery tysiące piętnaście znaków to jeszcze nie opowiadanie, Bądź uprzejmy zmienić oznaczenie na SZORT.

Na tym portalu opowiadania zaczynaja się od dziesięciu tysiecy znaków.

 

Dodam jeszcze, że tekstu napisanego kursywą nie ujmuje się w cudzysłów – albo kursywa, albo cudzysłów.

Moje uszanowanie! Powitać debiutanta!

 

Najpierw przedstawię swoje uwagi, bezpośrednio z czytania.

 

Ośmioletnia Kasia wstała wcześnie, ubrała się, zrobiła sobie kakao przed wyjściem do szkoły.

Trochę dziwny zabieg na otwarciu. Jest poprawnie, ale nie najlepiej to brzmi. Proponuję zwyczajnie;

“(…) zrobiła sobie kakao i wyszła do szkoły.”

 

dziewczynką o jasnych włosach, spinanych często w warkoczyki.

Też dziwnie. Ładniej byłoby; “które często spinała w warkoczyki”.

 

bułkę z dżemem śliwkowym. Przejrzała

Tutaj przez przypadek podzieliłeś zdanie na pół.

 

grach, w które lubiły grać 

W grę zazwyczaj się gra, więc opcja “grach, które lubiły” zupełnie by wystarczyła.

 

“Dziwny jesteś, Arielu. Muszę już iść do szkoły, bo się spóźnię na matematykę. Nauczycielka tego nie lubi” 

Ach tak, czyli wtedy na początku, jeszcze nie wyszła. Początek jest więc trochę mylący, do tego ten opis słońca i kasztanowca. Przeredaguj to może jakoś wtedy, podkreśl na wstępie, że dopiero zbiera się do wyjścia, czy coś.

 

“Acha!” 

Ten wykrzyknik piszemy przez samo “h”.

 

Bardzo prosta, ale urokliwa opowieść. Koncept z wirtualnym bytem (samoświadomym, czy też nie), który w przedziwny sposób przyjmuje rolę anioła stróża małej dziewczynki? Ma to spory potencjał, również w formie szorta. Jakiś taki również, prawda, znak czasów. 

 Myślę, że Twój debiut można traktować jako udany. Zastanów się nad moimi uwagami, poczekaj na komentarze i sugestie następnych czytelników, dodaj może gdzieniegdzie coś jeszcze od siebie, i będzie to naprawdę, naprawdę dobra opowiastka.

 

Pozdrawiam Cię serdecznie!!!

 

Poruszyła mnie ta historia. Nie tylko stanowi kreatywne nawiązanie do autentycznych faktów z życia znanego pisarza Dicka, który to o chorobie syna dowiedział się z różowego kosmicznego/boskiego promienia, ale jeszcze robi to w obrazowy, nietuzinkowy, przepełniony ciepłem sposób, właściwy dla narracji bliskiej osobie dziecięcej. Finał, w którym przytłoczona prozą życia bohaterka wyrzeka się myślenia magicznego, by sprostać wyzwaniom dorosłości jest słodko-gorzki, idealnie podsumowując wszystkie wątki.

Cześć. Serdecznie witam na portalu.

 

Mam kilka uwag do tego tekstu i mam nadzieję, że nie obrazisz się.

 

Ośmioletnia Kasia nie mogła chodzić do trzeciej klasy. Pierwsza klasa to siedem lat, druga – osiem, trzecia – dziewięć. Chyba że poszła rok wcześniej, ale to trzeba by może zaznaczyć.

 

 Zdążyła włączyć swój komputer, połączyła się z Internetem pijąc słodkie kakao i jedząc bułkę z dżemem śliwkowym. Przejrzała ostatnie wiadomości wysłane na jej skrzynkę e – mailową. 

 

 – Może się czepiam ale po co mail 8 latkowi? Do kontaktów z rówieśnikami, dzieci zazwyczaj używają mesengera z klasową grupą, bo to najszybszy sposób żeby się porozumieć. 

 

Trochę się zaniepokoiła, bo różni ludzie używają Internetu, także przestępcy i hakerzy. - Trochę za poważne myślenie jak na dziecko. Tzn na pewno wiedziała, że różni ludzie są w sieci ale czy by się tym niepokoiła, aż tak bardzo?

 

Ogólnie bardzo rozczulający i tkliwy szort. Bardzo sympatyczny i poruszający. Ratowanie przyjaciół piesków jest przecież najważniejsze. Szkoda tylko, że nie spotkała już Ariela, bo to mógłby być fajny pomysł na taką krótką serię.

 

 

“Żegnaj Kasiu!” ---> wołacze oddzielamy przecinkiem.

żart, albo ---> zbędny przecinek.

Następnego dnia po południu Kasia zabrała swojego pieska do przychodni weterynaryjnej. Był jamnik o imieniu Gucio, którego miała od dwóch lat. Dostała go od cioci Klary. Zrobiła to w tajemnicy przed mamą, która jeszcze nie wróciła do domu z pracy. ---> przyjrzyj się temu akapitowi pod katem kolejności zdań. Ciocia Klara podarowała Kasi Gucia, gdy mama była w pracy? Bo tak napisałeś…

e – mailową. ---> bez spacji wokół dywizu.

---> Ujednolić zapisy dialogów. Albo myślniki, albo cudzysłowy. Chociaż te drugie wyglądają, no cóż, pretensjonalnie. I w dodatku jak niedokładna kalka z angielskiego.

<><><>

Sympatyczny szort, a więc udany debiut na portalu.

Pozdrawiam.

Dziękuję za uważne komentarze i zainteresowanie moim krótkim opowiadaniem.

Uwzględniam zastrzeżenia i błędy.

Znam twórczość Philipa K. Dicka. Jest jednym z moich ulubionych autorów SF. Jego książki są niepodobne do innych, często niepokojące. Znam nawet przytoczony przez jerry_gainer epizod, bo czytałem biografię Dicka. Oglądałem nawet filmy na podstawie jego prozy.

Nie zamierzam pisać drugiej części opowiadanka. Jest skończoną całością. Mam inne pomysły.

Swoje teksty najpierw piszę odręcznie w zeszycie, dużo skreślając i dopisując, dopiero potem przepisuję na klawiaturze laptopa, poprawiając. Kiedyś pisało się na maszynach do pisania.

Anonim. To mamy podobnie. Też piszę najpierw odręcznie. Lubię kontakt z papierem i jak długopis po nim sunie.

Nowa Fantastyka