To była przyjemność napisać opowiadanie do tak pięknego obrazu!
Akcja dzieje się w alternatywnej linii czasu, w której konferencja jałtańska się nie odbyła, a linia Curzona jako wschodnia granica Polski nigdy nie doszła do skutku.
To była przyjemność napisać opowiadanie do tak pięknego obrazu!
Akcja dzieje się w alternatywnej linii czasu, w której konferencja jałtańska się nie odbyła, a linia Curzona jako wschodnia granica Polski nigdy nie doszła do skutku.
Anna Słoncz, Jesień.
Anna
Anna nie była zdecydowana, czy obraz jej się podoba, czy nie. Przyjrzała mu się bez zainteresowania. Na obrazie nie było żadnej postaci, żadnego budynku, tylko jakiś górzysty krajobraz. Jaka to może być pora roku? Ach, wszystko jedno.
Ciotki, która przed śmiercią powzięła niezrozumiałą decyzję, aby podarować jej obraz, prawie nie znała. Innym krewnym z ciocinej schedy przypadły w udziale bardziej potrzebne i wartościowsze rzeczy. Brat dostał huculski kredens (zawsze taki chciała mieć), stryj otrzymał stolik do gry w szachy, a Barbara petersburski serwis do herbaty. A ona dostała obraz.
Postawiła go pod ścianą, nie wiedząc, co z nim zrobić.
Anna zawsze chciała opuścić Lwów. Uważała to miejsce za stare i mało nowoczesne. Może przeniesie się do Warszawy? Może do Gdańska? Tutaj wszystko po trosze podupadało. Tramwaje rzęziły na torach, trolejbusy kolebały się na nierównych ulicach, nawet drzewa potrafiły wyglądać smutno. Miasto oddychało przeszłością. Wschodnia Polska zawsze była mniej zamożna i z małymi perspektywami.
Wieczorem przyszedł Timur, jej kolega ze studiów, głośny i hałaśliwy jak zwykle. Rzucił na stół notatki i od razu zajrzał do lodówki.
– Co masz do jedzenia?
Zobaczył obraz, który wciąż stał na podłodze, i zawahał się. Coś musiało go w nim zaintrygować, bo podszedł i stanął przed nim bez ruchu.
– Cóż takiego w nim widzisz?
Milczał.
Poczuła się nieswojo.
Timur wyciągnął rękę, jakby chciał zanurzyć dłoń w namalowanej wodzie i dotknąć kamieni na brzegu, ale w ostatniej chwili się powstrzymał.
– Czy wiesz, co to za miejsce?
– Skąd! – Wzruszyła ramionami z niejaką ulgą, że wreszcie się odezwał.
***
Ojciec z matką pojechali do Truskawca, do wód, jak się wyrazili. To było po prostu sanatorium, gdzie emeryci bez rodzinnych obowiązków i jeszcze w całkiem dobrym zdrowiu trwonili pieniądze i czas.
Anna natomiast była zajęta, miała dużo pracy i napięty plan dnia. Na uniwersytecie siedziała w bibliotece zakładowej, nie żeby były z tego jakieś duże pieniądze, ale kilka groszy zawsze wpadło. Jeszcze spotkanie z profesorem. Praca roczna do napisania. Wyjazd do Truskawca uważała za prowincjonalna rozrywkę. Sama marzyła o wielkich metropoliach, gdzie ludzie porządnie zarabiają i jeżdżą luksusowymi samochodami.
Teraz spoglądała ukradkiem na obraz.
Pustka i cisza ją intrygowały. Góry na horyzoncie olbrzymiały, rosły z każdym dniem. Czy to już śnieg na ich grzbietach, czy to jeszcze wyszarzałe trawy, przyczesane wiatrem do ziemi? Wydawało jej się, że czuje na policzku wiatr, który niósł ze sobą zapach suchy i ostry. Doliną płynął strumień, który zamiast burzyć się i bulgotać, spokojnie bez jednej zmarszczki odbijał w sobie drugie niebo i drugi świat.
A Timur opowiada te swoje historie, które brzmią jak bajki, głębokim uwodzicielskim głosem. Ale przecież to wszystko strata czasu. Zresztą, jak chce, to niech jedzie do tego Turkiestanu czy na te stepy kazachskie, wszystko jedno. Zamyśliła się. Nigdy wcześniej nie przyszło jej do głowy, że Timur jest Kazachem czy Kirgizem – zapomniała kim. We Lwowie najwięcej było Ormian, więc założyła, że tutaj wszyscy Azjaci to Ormianie.
– Słuchaj, kiedy step śpiewa i wiatr dogania konie na pastwiskach, orły przylatują aż z gór, żeby wybrać swojego łowcę i druha. Wtedy wszyscy mężczyźni wychodzą przed jurty i wołają orły, żeby któryś siadł im na ramieniu.
– Ech, te twoje bajki…
Timur się roześmiał.
– Wiesz, że moja rodzina pochodzi z kirgiskich stepów?
Anna coś tam mruknęła.
– No właśnie. Ten obraz, możesz go sprzedać mojej babce.
– Twojej babce???
– Przypomina nasze góry. Babka się ucieszy.
Timur nonszalancko oparł się o framugę drzwi, ręce niedbale włożył do kieszeni dżinsów, ale oczy, co Anna zanotowała z niejakim zdziwieniem, miał czujne.
– Ale jak to, chyba mi nie wypada…
– Słuchaj, weźmy obraz do mojej babki, jak będzie chciała go zostawić dla siebie, to sama zaproponuje, żebyś go sprzedała.
Anna zastanawiała się przez chwilę. Nie przypuszczała, że będzie mogła coś zyskać na testamencie ciotki, a tu proszę. Kto by się spodziewał.
***
Znaleźli się w zaułku, który prowadził do szklarni botanicznych na Łyczakowie. Było tu przyjemnie cicho, chociaż jesień wciskała swoje zbutwiałe liście w każdą szparę. Pachniało wilgocią i starymi murami. Na drugim piętrze kamienicy, której na pewno przydałby się remont i założenie centralnego ogrzewania, mieszkała Akylaj. Akylaj była babką Timura i kobietą w nieokreślonym wieku. Skóra na twarzy i rękach pomarszczyła jej się ze starości, ale czarne jak węgiel i lekko skośne oczy patrzyły bystro. Zamiast ust miała cienką kreskę, którą czasami układała do uśmiechu. Mogła mieć sześćdziesiąt lat albo sto, albo jeszcze więcej.
Została zaproszona do salonu. Podłogi wyłożono tu perskimi dywanami, wełniane kilimy wisiały na ścianach oraz zakrzywione szable, tarcze i ułańskie ostrogi. Anna poczuła się jak w pałacu sułtana. Obraz odwinęła z pakowego papieru i oparła o etażerkę.
Akylaj przesunęła po nim wzrokiem i podała kumys, przypatrując się gościowi natarczywie.
– Moja droga, dla słodyczy wrzuciłam trochę rodzynków i dodałam miodu.
Anna napiła się z grzeczności. Napój był słodki i mocny, uderzył jej do głowy od razu. Nie wiedziała dlaczego, ale sprzęty w pokoju zaczęły się oddalać, a wraz z nimi Timur i Akylaj. A potem wszystko zniknęło i wyrosły przed nią stepowe równiny i dalekie wzgórza.
Znalazła się tu przez pomyłkę, wiedziała to. Była samotnym wędrowcem, który przeszłość zostawił za sobą, a przed sobą ma już tylko niezmierzoną połać świata, rozciągającą się po widnokrąg, ku niewidzialnej granicy nieba i ziemi. Wiatr, który mierzwił grzbiety gór, nie dotykał błyszczącej powierzchni wody. Stała tak nieruchomo, zawieszona między krzykiem wiatru a bezsłownym brzegiem jeziora.
Zakręciło jej się w głowie i zamiast stepów znów ujrzała bambusową etażerkę i kilimy na ścianach. Leżała na miękkiej otomanie, pokój był pusty. Głowa pulsowała od bólu. Spróbowała podnieść rękę, aby pomasować skronie, ale ręka okazała się zbyt ciężka. Co się dzieje? Na nadgarstkach zabrzęczały złote bransolety. W osłupieniu przyglądała się sobie. Była ubrana w haftowane, jedwabne szarawary i kaftan. Na wszystkich palcach błyszczały pierścienie z rubinowymi i szmaragdowymi oczkami, złote naszyjniki i spinki przyjemnie brzęczały przy każdym ruchu.
Ciągle zdumiona podeszła do lustra. Z lustra patrzyła na nią dziewczyna w bogatym, orientalnym stroju i z utrefionymi włosami. Anna jęknęła. Nic nie pamiętała.
Drzwi do pokoju otworzyły się i weszła Akylaj z młodszą kobietą, o tak samo czarnych oczach i szlachetnej kirgiskiej urodzie.
– Obudziłaś się już? – Akylaj ułożyła usta.
– Tak, ale nie pamiętam, żebym się ubierała w…
– To nic, to nic! – Zamachała rękami.
Kiwnęła głową kobiecie, a ta postawiła na stoliku szkatułę. Przekręciła kluczyk i podniosła wieko. W środku zabłyszczały niczym królewski skarb złote ozdoby i szlachetne kamienie.
– Chcę – mówiła dalej – żebyś została żoną młodego chana.
Anna uniosła brwi, zastanawiając się, czy wciąż jest w swoim śnie.
– Ależ ja nie znam żadnego młodego chana!
Obie kobiety zaśmiały się dyskretnie.
– Ależ znasz.
Akylaj pokazała na zdjęcie, stojące na etażerce.
– Timur? Timur ma być młodym chanem???
Kobiety dumnie pokiwały głowami.
– Jak na to popatrzeć, to rzeczywiście Timur jest przystojny i wszystkie dziewczyny do niego wzdychają, ale przecież nie ma między nami niczego poważnego, żeby tak od razu się żenić… To wszystko nie ma sensu…
Kobiety znów zachichotały i cicho wyszły z pokoju.
Anna podeszła do lustra. Druga Anna, uszczęśliwiona z powodu świecidełek i złotych cacek, zaczęła ją namawiać:
– Może jednak zostaniesz narzeczoną młodego chana? Złota im nie brakuje. Wygodne życie, opływające w luksusy…
– Ale ja go nie kocham.
– Ech, miłość. Nic bardziej ulotnego nie masz niż miłość.
– Czy będę musiała z młodym chanem pojechać na stepy? Mieszkać w jurcie i palić w kozie? To nie jest luksus, o którym marzyłam. Zresztą, chyba miłość nie tak powinna wyglądać!
– Tej gorącej miłości, o której marzysz, możesz się wcale nie doczekać, a tu, spójrz. Chan na miejscu i ważne, że zamożny.
– Ale przecież to nie jest najważniejsze…!
Druga Anna zamilkła. Patrzyła tylko na Annę w zamyśleniu, a potem znikła, bo lustro zupełnie zaparowało.
Przypomniała sobie, że chyba przyszła tu z obrazem. Wciąż trochę kręciło jej się w głowie. Chciała go koniecznie znaleźć, więc zaczęła od przeszukania pokoju. Zajrzała za piec, za szafę. Nigdzie płótna nie było.
Drzwi skrzypnęły i nieśmiało weszła kobieta od szkatułki. Położyła palec na ustach i popchnąwszy Annę ku wyjściu, zaciągnęła ją do wąskiego pomieszczenia bez okien, gdzie najpewniej przechowywano rupiecie.
– Mów mi Syrdaria – uśmiechnęła się – nie chcesz zostać żoną naszego chana?
– Ja… no cóż, to chyba nie jest dobry pomysł.
Pokiwała głową.
– Nasz chan jest bogaty, ale okrutny.
– Jak się tu znalazłaś?
– Jestem służącą kupioną przez Akylaj. Wzięła mnie do Polski, gdy młody chan przyjechał tu, aby się uczyć.
– Nie wiem, co babka dała mi do picia, ale byłam na stepie, widziałam turkusową wodę i wysokie góry w oddali. To wszystko jest bardzo dziwne.
– U nas czasami spotyka się magiczne przedmioty, co to przynoszą albo urodę, albo miłość… Ale kumys? Nie. Tylko może zamroczyć, im słodszy, tym bardziej – zachichotała.
Syrdaria pokazała na płaski pakunek.
– Chyba tego szukasz?
Jest! Anna stanęła oko w oko z obrazem. Przyciągał ją do siebie. Wydało jej się, że góry urosły, a kolory zintensywniały. Chciała odpędzić to dziwne uczucie, więc wyciągnęła rękę, żeby sprawdzić, czy na pewno wszystko to jest namalowane, i znów poczuła, jak świat wiruje wokół niej.
Ałtyn
– Kim jesteś? – Dziewczyna spytała po rosyjsku.
– Ja? Ja… – Anna była tak zaskoczona, że nie wiedziała, co odpowiedzieć. Sen był bardzo prawdziwy. Wszystko, i szałasy, i pastwiska ze stadami kóz, i dziewczyna – wydawało się realne.
– Ja jestem Ałtyn.
Ałtyn była piękna jak księżyc. Krucze o granatowym połysku włosy opadały do pasa i falowały przy każdym ruchu. Twarz miała szlachetną, z wąskim nosem, czarnymi jak węgiel oczyma i zmysłowymi ustami. Była zgrabna, bardzo kobieca i była przywiązana za kostkę złotym łańcuszkiem do drewnianego słupa na środku jurty.
Anna wiedziała, że to tylko miraż i nie dzieje się naprawdę, ale nie mogła powstrzymać się przed pytaniami.
– Kto tu cię przywiązał? I dlaczego?
Ałtyn przycupnęła na poduszce. Objęła rękami kolana.
– Młody chan.
– Timur?!
Ałtyn zaskoczona podniosła głowę.
– Wiesz, kim jest?
A jakże.
– Dlaczegóż cię tu więzi?
– Mój ojciec chce mnie za niego wydać.
– A ty?
– Ja go nie kocham.
Anna dobrze rozumiała, co ma na myśli. Współczuła dziewczynie. Po trosze dlatego, że ojciec na pewno przehandlował ją za stada koni i baranów, a po trosze dlatego, że w tym stepie i w tych górach nie mogła uciec od swego losu.
– Uwolnię cię.
– To nic nie da – Ałtyn pokręciła głową – gdyby młody chan się dowiedział, że pozwoliłaś mi uciec, zemściłby się strasznie.
Anna była nieustraszona i próbowała urwać łańcuszek.
To tylko sen.
– Poczekaj tu na mnie.
Na zewnątrz nikogo nie było widać. Jurty stały wyżej, a w dole rozciągała się szmaragdowa tafla wody górskiego jeziora. Na horyzoncie błękitniały góry, unoszące się nad dolinami pełnymi mgły.
Anna zbiegła na brzeg. Wybrała spory kamień i wróciła do dziewczyny. Po kilku uderzeniach oczka pękły. Ałtyn była wolna.
– Co teraz?
– Musimy uciekać.
Dziewczyna pobiegła ku pastwiskom i po chwili przyprowadziła dwa niewysokie konie.
– Ale ja nie umiem jeździć konno!
– Nauczę cię.
Ałtyn pomogła jej usadowić się w siodle. Konia Anny przywiązała do swojego, a sama wprawnie chwyciła wodze, ścisnęła wierzchowca piętami po bokach i ruszyły.
Zapomniały o pogoni, bo niezmierzona przestrzeń zapierała dech w piersiach. Zapomniałyby i o wszystkich przykrych wydarzeniach, gdyby tylko mogły tak jechać przez step bez końca. Wszystko wokół było tak intensywne, żywe i czyste, że Anna z rozczarowaniem zauważyła, że na tym tle jej własne życie wypada bezbarwnie i nijako.
Dotarły pod wieczór do aułu, gdzie zostały przyjęte jak księżniczki. Jurta, którą dostały, była wspaniała, jasna i przestronna, u wejścia z kapą haftowaną jedwabiem i ozdobioną perłowymi muszelkami. Wewnątrz było pełno kosztownych dywanów i skór. Podano herbatę i kolację. Jak je poinformowano, pilaw z baraniną, rodzynkami i suszonymi morelami specjalnie dla nich przyrządził bucharski kucharz. Na koniec przyszedł przywódca wioski, kłaniając się uniżenie, jakby bał się im spojrzeć w oczy.
– A dokąd to szlachetne kyzdar się udają? Czy daleko? Przygotuję na jutro konie, silne i wypoczęte. Mogę też dać kilku batyrów. Zawszeć to bezpieczniej, a droga nie za każdym razem łatwa.
Ałtyn odprawiła go ruchem ręki, jak prawdziwa księżniczka.
Stanęła u wyjścia, spoglądając na usiane gwiazdami granatowe niebo.
– Nie uda nam się uciec – westchnęła smutno – widziałaś, jak ten baszczy na nas spoglądał? To szpieg chana.
W nocy wszystkie wody zamarzły, a pastwiska pokrył szron. Ale ranek nastał wietrzny, co, jak powiedziała Ałtyn, wróżyło pogodę. Wyruszyły w drogę spokojnie, jak gdyby nie uciekały przed Kirgizami, ale przemierzały kraj z ciekawości, by odkrywać zachwycające skarby natury. Anna już nie pamiętała, że to wszystko jej się śni.
Jechały doliną pomiędzy odległymi górami. Wszędzie strumienie i co krok źródła, wyżej góry okryte brzozami i topolami, a w wąwozach jabłonie, krzaki malin i jagód. Zatrzymały się na posiłek w pięknym i zacisznym miejscu.
– Jak jest tam, w szerokim świecie? Tam, gdzie kończy się step?
Anna zamyśliła się.
– Świat jest właśnie taki, jakie życie wybierzesz. Możesz zostać na jednym miejscu, tam, gdzie się urodziłaś. Wtedy wszystko jest znane i… bezpieczne. Albo możesz wyjechać…
Anna ugryzła się w język.
– Chciałabym być wolna.
Wystarczy się obudzić ze snu – pomyślała Anna – ale przecież ty nie jesteś prawdziwa.
W górze szybował orzeł. Czy na tym polega wolność? Na nieskrępowanym życiu wśród niebieskich przestworzy? Anna podniosła orle pióro, które zgubił szlachetny ptak, i schowała je do kieszeni.
***
Kirgizi mają szybkie konie, a sami potrafią nie jeść przez kilka dni, trzymając się pewnie w siodle i nie pozwalając, by trop zaginął. Później, głodni jak wilki, pożerają barany i piją do nieprzytomności.
To była tylko kwestia czasu, zanim je odnajdą.
Znaleźli je w wiosce po południowej stronie jeziora Songkul. Ałtyn zalała się łzami, gdy nakładali jej więzy, chociaż okazywali przy tym cały szacunek, jaki się jej należał. Uprzejmie pozwolili Annie jechać z nimi.
Gdy karawana dotarła do doliny, przywitała ich starsza kobieta, która potępiająco ułożyła usta.
– Ałtyn, Ałtyn – pokręciła głową z dezaprobatą – po co uciekać? Jakie to życie czeka cię na stepie?
– Ależ ja chcę wyjechać! Tam, gdzie jest inny świat i inni ludzie! Tam nie będę narzeczoną młodego chana!
– Poza stepem będziesz biedna jak mysz i zdana na siebie. A tu, spójrz! Stada baranów i koni, tłuste ryby w jeziorze, szybkie orły i powolne wielbłądy – to wszystko twoje.
Wzięli piękną niczym księżyc dziewczynę pod ręce i zaciągnęli do jurty. Tam przywiązali złotym łańcuszkiem za nogę do słupa pośrodku.
***
Anna obudziła się z dziwnego snu i jak stała, wybiegła z komnat Akylaj. Przez następne dni chodziła zamyślona i nieobecna. Jak to możliwe, że halucynacje były tak prawdziwe? Wciąż czuła stepowy wiatr na twarzy i słyszała krzyk orła. Czuła kłucie w sercu na wspomnienie pięknej i nieszczęśliwej Ałtyn. Potrząsnęła głową. To wszystko bajki!
Nawet nie zauważyła, gdy przyszły pierwsze chłodne dni zapowiadające zimę. Miasto przybrało ten smutny i nostalgiczny wyraz. Z ulic zniknęło wszystko, co radosne i beztroskie. Zgrabiałe z zimna ręce włożyła do kieszeni kurtki. Wyczuła coś pod palcami. Rozszerzonymi ze zdziwienia oczami wpatrywała się w leżące na jej dłoni orle pióro.
Nagle wszystko zrozumiała. Ałtyn była prawdziwa. Wiedziała to na pewno. Wiedziała też, jak można się dostać na stepy. Jeśli tak – Timur również się tego domyślił i odetnie jej drogę.
Ściskając pióro w dłoni, ruszyła na przystanek. Czy zdąży? Gdzie ten trolejbus?! Wreszcie podjechał i wskoczyła pierwszymi drzwiami. Wlókł się przez całe miasto. Najpierw Kazimierzowską, która nie chciała się skończyć, później skręcił w Legionów, na Placu Halickim ludzie wysiadali, a następnie wsiadali, jakby było im wszystko jedno. Kiedy wreszcie dotarła na Kochanowskiego, była prawie w rozpaczy. Rzuciła się biegiem pod górę. Wpadła na znajome podwórko, ale było już za późno. Timur stał przy koksowniku, w którym wesoło buzował ogień. Do połowy spalony obraz sczerniał tak, że nie można było już odróżnić wyszarzałych górskich łańcuchów i kłębiastych chmur.
– Ach! Nie!
Timur uśmiechał się okrutnie i z wyższością.
***
Anna kupiła bilet na kuszetkę do Kijowa, a potem dalej ku stepom Azji. Syrdaria, ponieważ czuła się winna tego, że doniosła na nią do młodego chana, zgodziła się pomóc. Zapewniła, że jej brat, Bozkurt, może się nią zaopiekować w Biszkeku, ale potem będzie musiała sobie radzić sama.
Czy uda jej się uwolnić Ałtyn? Czy księżniczka będzie ją pamiętać? Anna nie wiedziała, lecz za każdym razem, gdy zamykała powieki, widziała ją wyraźnie, gdy we łzach czeka w kirgiskiej jurcie.
Zawsze chciałam wyjechać ze Lwowa – pomyślała nieustraszenie – to miasto jest duszne i brak tu przestrzeni. I nie ma tu perspektyw.
Hejka!
Ciekawa historia. Fajnie pokazuje kontrast między zwykłym życiem Anny we Lwowie a „magicznym” światem Kirgistanu. Momentami dużo się dzieje, ale historia jest przez to jeszcze bardziej wciągająca i zdecydowanie pełna wyobraźni. Podoba mi się wprowadzenie ciekawostek z innej kultury. Czytało się przyjemnie. 
Pozdrawiam!
Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.
Cześć betweenthelines!
Dzięki za odwiedziny i miły komentarz!
– Mów mi Syrdaria – uśmiechnęła się – nie chcesz zostać żoną naszego chna? ---> literówka.
Wydało jej się, że góry urosły, a kolory zintensywniały. ---> Troszkę rzuciło mi się to w oczy, może zamiast zintensywniały, stały się bardziej wyraziste, soczyste…
Chciała odpędzić to dziwne uczucie, więc wyciągnęła rękę, żeby sprawdzić, czy na pewno wszystko to jest namalowane i znów poczuła, jak świat wiruje wokół niej. ---> zrezygnowałbym z obu zaimków.
Była zgrabna, bardzo kobieca i była przywiązana za kostkę złotym łańcuszkiem do drewnianego słupa na środku jurty. ---> powtórzenie.
Po trosze dlatego, że ojciec na pewno przehandlował ją za stada koni i baranów, a po trosze dlatego, że w tym stepie i w tych górach nie mogła uciec od swego losu. ---> czyli, krótko: sprzedał za…
W górze szybował orzeł. Czy na tym polega wolność? Na nieskrępowanym życiu wśród niebieskich przestworzy? – Dokładnie tak widzę wolność.
To była tylko kwestia czasu, zanim je odnajdą.
Znaleźli je w wiosce po południowej stronie jeziora Songkul.
Najpierw Kazimierzowską, która nie chciała się skończyć, później skręcił w Legionów, na Placu Halickim ludzie wysiadali, a następnie wsiadali, jakby było im wszystko jedno. Kiedy wysiadła na Kochanowskiego była prawie w rozpaczy. ---> Myślę, że to w całości można wyciąć. To nie jest informacja znacząca dla całości opowiadania.
Timur stał przy koksowniku, w którym wesoło buzował ogień. ---> Sprawdź znaczenie słowa buzować.
Zawsze chciałam wyjechać ze Lwowa – pomyślała nieustraszenie – to miasto jest duszne i brak tu przestrzeni. I nie ma tu perspektyw. ---> Zmieniłbym konstrukcję, np. Zawsze chciałam wyjechać ze Lwowa – pomyślała. – To miasto jest duszne, brak w nim przestrzeni i nie ma perspektyw.
Ładne opowiadanie. Myślę, że wzbudzi w niejednym czytelniku wachlarz emocji. Końcówka sprawia wrażenie urwanej, jakbyś chciała nagle zakończyć.
Powodzenia w konkursie.
Klik
Pozdrawiam
Przeczytałem. Powodzenia w konkursie. :)
Anna nie była zdecydowana, czy obraz jej się podoba, czy nie. Przyjrzała mu się bez zainteresowania.
Dalej w tekście przymknąłbym oko na siękozę, ale kiedy zaczynam czytać, nie jestem jeszcze zaangażowany w historię.
Postawiła go pod ścianą, nie wiedząc, co z nim zrobić.
Niby było to jednoczesne, bo jednocześnie stawiała i nie wiedziała, ale mimo wszystko trochę mi zgrzytało.
Wschodnia Polska zawsze była mniej zamożna i z małymi perspektywami.
Trąci nowomową.
który zamiast burzyć się i bulgotać
Użyłaś określeń zwyczajowo przypisanych do wrzątku
głośny i hałaśliwy jak zwykle.
Dwa grzybki w barszcz
Wyjazd do Truskawca uważała za prowincjonalną rozrywkę.
wełniane kilimy wisiały na ścianach oraz zakrzywione szable, tarcze i ułańskie ostrogi
Nie brzmi dobrze
zawieszona między krzykiem wiatru a bezsłownym brzegiem jeziora.
Bezsłownym, czyli jakim? Pierwsza metafora zagrała, ale na drugiej się zupełnie wykoleiłem
podnieść rękę, aby pomasować skronie, ale ręka okazała się zbyt ciężka
Na wszystkich palcach błyszczały pierścienie
nie chcesz zostać żoną naszego chana?
Była zgrabna, bardzo kobieca i była przywiązana za kostkę złotym łańcuszkiem do drewnianego słupa na środku jurty.
Wybrała spory kamień i wróciła do dziewczyny. Po kilku uderzeniach oczka pękły
Gdyby miała dwa kamienie, pękłyby pewnie szybciej.
– Ale ja nie umiem jeździć konno!
– Nauczę cię.
Ałtyn pomogła jej usadzić się w siodle. Konia Anny przywiązała do swojego, a sama wprawnie chwyciła wodze, ścisnęła wierzchowca piętami po bokach i ruszyły.
Zapomniały o pogoni, bo niezmierzona przestrzeń zapierała dech w piersiach
Wątpię, czy Anna podczas pierwszej przejażdżki na koniu mogłaby o czymkolwiek zapomnieć, zaczynając od bolącego tyłka, a kończąc na plecach. Wsadzasz bohaterkę po raz pierwszy na konia i od razu zabierasz ją na całodzienny rajd przez step. Niestety jest to bullshit. Może warto wspomnieć, że kiedyś, jako dziecko jeździła konno, żeby wybrnąć z problemu?
Wszystko było tak intensywne, że Anna z rozczarowaniem zauważyła, że w porównaniu jej własne życie wypada bezbarwnie i nijako.
Nie kupuję tego. Porównanie widoków z jednego dnia z całym życiem? Poza tym pierwsze określenie jest po prostu puste: intensywne, czyli jakie? Jestem czytelnikiem, zaczaruj mnie! Muszę czuć to samo, co bohaterka, żeby uwierzyć w drugą część zdania!
W nocy wszystkie wody zamarzły,
Dziwnie to brzmi
Kirgizi mają szybkie konie, a sami potrafią nie jeść przez kilka dni, trzymając się pewnie w siodle i nie pozwalając, by trop zaginął. Później, głodni jak wilki, pożerają barany i piją do nieprzytomności.
Nie martwię się o jeźdźców, tylko o konie. I dlaczego niby nie jedzą, bo tak? Oni mieli jakieś “przekąski” na drogę: kurut (suszone zsiadłe mleko), suszone mięso, w tym koninę. Poza tym dziewczyny uciekały raptem dwa dni, Anna słabo jeździła konno, dogonienie ich nie było wyzwaniem. Ten akapit wydaje się takim strzałem z armaty do muchy.
Związali całą we łzach Ałtyn, chociaż z szacunkiem, jaki się jej należał.
Początek nie brzmi dobrze.
To teraz wrażenia ogólne: historia wciąga i dobrze się ją czyta, poza niewielkimi potykaczami. Jest nawiązaniem do obrazu, jest też określone przesłanie, któremu podporządkowana jest fabuła. Odczytałem odpowiadanie jako opowieść o wyzwoleniu, o ucieczce od wygodnego, ale szarego życia, ale również od zakłamania Bohaterka uczy się wybierać to, co chce robić, opuszcza strefę komfortu. Kompozycyjnie bardzo spójne i warte biblioteki. Do tego ładne i plastyczne opisy.
Cześć Hesket!
Dzięki za wyłapanie niedociągnięć.
Była zgrabna, bardzo kobieca i była przywiązana za kostkę złotym łańcuszkiem do drewnianego słupa na środku jurty. ---> powtórzenie.
Powtórzenie celowe, czyli amplifikacja.
buzował ogień
Wydaje mi się, że buzował bardzo często odnosi się do ognia.
Końcówka sprawia wrażenie urwanej, jakbyś chciała nagle zakończyć.
Rzeczywiście tak, bo fabularnie później zaczyna się już nowa opowieść :)
Dzięki za przeczytanie i klika!
I pozdrawiam!
Hej marzan!
Porównanie widoków z jednego dnia z całym życiem?
Zwróciłeś uwagę na to, nad czym się zastanawiałam. Z jednej strony chciało mi się opisać wewnętrzną podróż bohaterki, z drugiej bałam się rozwlekać i psychologizować :)
który zamiast burzyć się i bulgotać
Górskie potoki zawsze bulgocą, chociaż są lodowate :)
głośny i hałaśliwy jak zwykle.
Synonimy nie mają identycznego znaczenia, tylko podobne. Można je użyć w formie wzmocnienia. Wydaje mi się, że po to jest bogactwo słów.
Nie martwię się o jeźdźców, tylko o konie. I dlaczego niby nie jedzą, bo tak?
Nie jedzą, żeby być szybciej, ale doczytałam się, że również po to, by jeść później do nieprzytomności i nic nie robić :)
Odczytałem odpowiadanie jako opowieść o wyzwoleniu, o ucieczce od wygodnego, ale szarego życia, ale również od zakłamania Bohaterka uczy się wybierać to, co chce robić,
Cieszę się, że opowiadanie przemówiło tym do Ciebie.
Kompozycyjnie bardzo spójne
Dzięki za tak miły komplement!!!
Pozdrawiam!!!
Cześć,
na początek garść uwag:
Wydawało jej się, że czuje na policzku wiatr, który niósł ze sobą zapach suchy i ostry.
Czemu tylko na jednym policzku?
Ten obraz, możesz
gosprzedać mojej babce.
Akylaj była babką Timura i kobietą w nieokreślonym wieku. Skóra na twarzy i rękach pomarszczyła jej się ze starości, ale czarne jak węgiel i lekko skośne oczy patrzyły bystro. Zamiast ust miała cienką kreskę, którą czasami układała do uśmiechu. Mogła mieć sześćdziesiąt lat albo sto, albo jeszcze więcej.
jedno z tych zdań jest niepotrzebne
Została zaproszona do salonu.
Babka?
Podłogi wyłożono tu perskimi dywanami, wełniane kilimy wisiały na ścianach oraz zakrzywione szable, tarcze i ułańskie ostrogi.
Pokiełbasiło się coś, albo – “tak jak i” zamiast “oraz” albo kolejność do zmiany
Akylaj przesunęła po nim wzrokiem i podała kumys,
ale to obrazowi go podała?
– Obudziłaś się już? – Akylaj ułożyła usta.
ułożyła je w co?
ale przecież nie ma między nami niczego poważnego, żeby tak od razu się żenić… To wszystko nie ma sensu…
Anna podeszła do lustra. Druga Anna uszczęśliwiona z powodu świecidełek i złotych cacek zaczęła ją namawiać:
Tzn postać z lustra? Znaczy się wiem, że tak, przeskok jest dość nagły, a to, że odbicie nagle gada, nie budzi w pierwszej Annie żadnego zdziwienia
Sen był bardzo prawdziwy
zazwyczaj gdy się śni, to się nie wie, że to sen
Anna z rozczarowaniem zauważyła, że w porównaniu jej własne życie wypada bezbarwnie i nijako.
W porównaniu do/ w porównaniu z albo coś takiego
Anna już nie pamiętała, że to wszystko jej się śni.
a parę linijek niżej:
Wystarczy się obudzić ze snu – pomyślała Anna – ale przecież ty nie jesteś prawdziwa.
Ok, i teraz bardziej ogólnie. Czyta się dobrze, ciekawa historia, chociaż ma dla mnie kilka dziur, ale wiadomo że to opko, a one rządzą się swoimi prawami. Całkiem plastyczne opisy, szczególnie mi się podobał klimat stepów.
Dzięki Koalo za przeczytanie!
Cześć OldGuard!
Twoje sugestie dotyczą stylu, więc trudno mi się do nich tak rzetelnie odnieść. Ale.
ale przecież nie ma między nami niczego poważnego, żeby tak od razu się żenić… To wszystko nie ma sensu…
Ponieważ to jest dialog, więc musi naśladować mowę z jej nielogiczną konstrukcją i powtórzeniami, ponieważ tak naturalnie mówimy. Tak samo tutaj:
Ten obraz, możesz
gosprzedać mojej babce.
Tzn postać z lustra? Znaczy się wiem, że tak, przeskok jest dość nagły, a to, że odbicie nagle gada, nie budzi w pierwszej Annie żadnego zdziwienia
Druga Anna to hipostaza, wewnętrzne ja, z którym bohaterka rozmawia, czyli rozmawia sama ze sobą.
Dzięki za przeczytanie i podzielenie się uwagami!
Pozdrawiam serdecznie!
Cześć, Chalbarczyk!
Naturalnie musiałem zobaczyć, jak podeszłaś do wykorzystania obrazu, który oboje wybraliśmy. I powiem Ci, że tekst do niego pasuje, moim zdaniem bardzo dobrze trafia w nastrój, po lekturze nie mam przekonania, czy podejmę się także zmierzyć z tematem. Fantastyka jest raczej subtelna, podoba mi się, jak powiązałaś ją z egzotyką kulturową zamiast tworzyć jakiś sztampowy obcy świat. Co prawda, utwór nie mówi czytelnikom wiele o kulturze kirgiskiej, ona nie pojawia się sama dla siebie, lecz jako wpółsenny impuls dany bohaterce, żeby miała odwagę kierować swoim życiem i poszukiwać szczęścia. Dla przykładu wątpię, czy często tam się zdarza, żeby babka towarzyszyła wnukowi wyjeżdżającemu za granicę na studia, raczej to Twoja baśniowa wizja, ale może się mylę, bez solidnej wiedzy o danych realiach trudno zgadywać. Kojarzę natomiast, że Środkowy Wschód wciąż pozostaje regionem w największym stopniu dotkniętym problemem porwań matrymonialnych, więc pewnie nie przedstawiłaś tej kultury rażąco niesprawiedliwie. Nie pierwszy raz znajduję u Ciebie ten sienkiewiczowski, ewidentnie przywołujący ucieczkę Baśki do Chreptiowa obraz dziewczyny jadącej konno przez step: może prześladuje Cię taka scena i ćwiczysz tu na Portalu, żeby kiedyś rzucić nią na kolana szerszy krąg odbiorców? Pozwól, że teraz trochę pomarudzę, ale to na zasadzie: co w moim odczuciu dzieli bardzo porządne opowiadanie od wybitności.
Dostrzegam dwa problemy konstrukcyjne. Jeden to czas osadzenia akcji: polski Lwów i wyjazd “do wód” do Truskawca silnie podpowiada lata międzywojenne, ale gdy wgryzam się w szczegóły, nic się nie chce zgadzać. Anna wymienia Gdańsk jednym tchem z Warszawą, jak gdyby nie leżał za granicą; są w tym Lwowie trolejbusy (przypuszczałem i dla pewności sprawdziłem, że pojawiły się dopiero w czasach radzieckich); Timur nosi dżinsy, które w międzywojniu pozostawały tylko amerykańskim strojem roboczym; odwiedza koleżankę ze studiów pod nieobecność jej rodziców i nie wywołuje tym skandalu; Anna narzeka na zarobki, ale stać ją na dalekodystansowy bilet kolejowy i to nie w trzeciej klasie; wyjazd na wschód nie wymaga wizy, a młody chan nie jest ściganym przez sowieckie służby uciekinierem… Mając dobre zdanie o Twojej wiedzy historycznej, wpadłem w końcu na to, że chyba umieszczasz tekst w latach 60.–70. w alternatywnej rzeczywistości, w której III Rzesza i ZSRR szybko upadły, a kontynuacja II RP prosperuje – jednak nieznający Cię odbiorca musiałby założyć, że to niedbale przedstawione dwudziestolecie. Wypadałoby dodać parę zdań umiejscawiających uważnego czytelnika w tym kierunku, da się to zrobić prawie niepostrzeżenie (np. wspomnianego profesora Anny przytoczyć z nazwiska jako podeszłego w lata kierownika katedry, ale niech to będzie człowiek, który w naszej rzeczywistości zginął na Wzgórzach Wuleckich).
Drugim problemem jest zbyt pospieszne moim zdaniem zakończenie. Wszystko dzieje się bardzo nagle, nie wiadomo, czemu Timur pali obraz, który dawałby mu magiczny kontakt z ojczyzną, a może i szansę wywiezienia tam podstępem Anny. Nie jest jasne, jak bohaterka doszła z takim przekonaniem do wniosku, że kraina z wizji jest w pełni realna i można się tam dostać po prostu pociągiem: orle pióro to jednak słaby dowód, gospodarze mogli je jej wsunąć jako dowcip praktyczny, gdy leżała upojona kumysem, pomijając już poziom zużycia tropu literackiego “fant pozostały ze snu”. Zaprezentowanie czytelnikom rozmowy z Syrdarią mogłoby część tych wad dość łatwo naprawić (swoją drogą osobliwe imię, ale skoro u nas mogła się zdarzyć Wisława…).
Przedmówcy zwrócili już uwagę na większość niedociągnięć technicznych, ale postaram się coś jeszcze wykryć:
Timur, który był jej kolegą ze studiów
W imię redukcji “byłozy” można po prostu “Timur, jej kolega ze studiów”.
nie, żeby były z tego jakieś duże pieniądze
Bez przecinka.
Z lustra patrzyła na nią dziewczyna w bogatym, orientalnym stroju i z utrefionymi włosami.
Druga Anna, uszczęśliwiona z powodu świecidełek i złotych cacek, zaczęła ją namawiać:
im słodszy, tym bardziej
żeby sprawdzić, czy na pewno wszystko to jest namalowane, i znów poczuła, jak świat wiruje wokół niej.
była przywiązana za kostkę złotym łańcuszkiem
Jeśli za każdym razem używasz formy “przywiązana” zamiast “przykuta”, to jednak sugeruje, że ktoś wiązał węzły na łańcuszku jak na sznurze (co oczywiście jest możliwe, ale skuteczność wykazuje raczej umowną).
Na horyzoncie błękitniały góry, unosząc się nad dolinami pełnymi mgły.
Chyba miało być “unoszące”.
Ałtyn pomogła jej usadzić się w siodle.
Lepiej “usadowić”.
Dotarły do aułu pod wieczór, gdzie zostały przyjęte jak księżniczki.
Poprawny szyk “dotarły pod wieczór do aułu”.
Jurta, którą dostały, była wspaniała, jasna i przestronna, u wejścia z kapą haftowaną jedwabiem i ozdobioną perłowymi muszelkami.
Coś się nie zgadza logicznie (co było u wejścia?).
Anna podniosła orle pióro, które zgubił szlachetny ptak, i schowała je do kieszeni.
Domknięcie wtrącenia. Jednak to jest piękne, jak bierzesz tę ucieczkę w nawias logiki snu, jak dziewczyny jednocześnie obawiają się pogoni i nie odczuwają żadnej presji.
Związali całą we łzach Ałtyn, chociaż z szacunkiem, jaki się jej należał.
To zdanie paskudnie trudno poprawić, ale może spróbujmy tak: Ałtyn zalała się łzami, gdy nakładali jej więzy, chociaż okazywali przy tym cały szacunek, jaki się jej należał.
szybkie orły i powolne wielbłądy
Wielbłąd może jest powolny w porównaniu z orłem, ale na dobrym wielbłądzie można jechać prawie tak szybko jak rozstawnymi końmi, więc epitet wydaje mi się niefortunny.
Kiedy wreszcie dotarła na Kochanowskiego, była prawie w rozpaczy.
Odniosę się jeszcze krótko do komentarzy – konkretnie zwrócił moją uwagę wpis Marzana, co do którego chciałbym podkreślić z uznaniem, że inspiruje do przemyśleń i pogłębia zrozumienie opowiadania:
Wątpię, czy Anna podczas pierwszej przejażdżki na koniu mogłaby o czymkolwiek zapomnieć, zaczynając od bolącego tyłka, a kończąc na plecach. Wsadzasz bohaterkę po raz pierwszy na konia i od razu zabierasz ją na całodzienny rajd przez step. Niestety jest to bullshit. Może warto wspomnieć, że kiedyś, jako dziecko jeździła konno, żeby wybrnąć z problemu?
Ależ to sen, widziadło… W baśniowej wizji to nawet ja mogę jeździć konno jak urodzony Tatar. Jeżeli bohaterka sądzi, że na prawdziwym stepie będzie się trzymała w siodle równie dobrze jak w mieszkaniu Akylaj, w ewentualnym sequelu mógłby z tego być ładny wątek komiczny.
Wybrała spory kamień i wróciła do dziewczyny. Po kilku uderzeniach oczka pękły
Gdyby miała dwa kamienie, pękłyby pewnie szybciej.
W pierwszej chwili o tym nie pomyślałem, ale uwaga słuszna: tłuczenie kamieniem o ogniwa na miękkiej podłodze namiotu byłoby bezproduktywne, chyba że to ozdobny łańcuszek, który silny facet zerwałby w palcach; a mając drugi kamień jako kowadło, można już wiele zdziałać. Z drugiej strony to także scena ze snu i może ma bardziej oddawać naiwne wyobrażenia Anny niż realne czynności.
Poza tym dziewczyny uciekały raptem dwa dni, Anna słabo jeździła konno, dogonienie ich nie było wyzwaniem. Ten akapit wydaje się takim strzałem z armaty do muchy.
W tym sensie go odebrałem: jako podkreślenie, że są w tym najlepsi na świecie, dogoniliby każdego, więc bohaterki nie mają co myśleć o prawdziwej ucieczce i równie dobrze mogą się cieszyć chwilą.
Była zgrabna, bardzo kobieca i była przywiązana za kostkę złotym łańcuszkiem do drewnianego słupa na środku jurty.
Do przemyślenia – niby można opuścić to drugie “była”, ale bez niego wychodzi dość komiczna zeugma.
Dziękuję za możliwość lektury i z przyjemnością polecam do Biblioteki!
Wobec SZTUKI – powaga i milczenie.
Ona daje prawdziwe ukojenie.
Dziękując, przed Twórcami chylę czoła,
Więcej zachwytów wyrazić nie zdołam…

Pecunia non olet
Cześć Ślimaku!
Po prostu strasznie czekam na twój tekst, jestem niezmiernie ciekawa, jaką dasz interpretację obrazowi!
Na początku wspomnę, że uczę się przecinków z Twoich komentarzy, nie jest perfekcyjnie, ale widać postęp :)
wpadłem w końcu na to, że chyba umieszczasz tekst w latach 60.–70. w alternatywnej rzeczywistości, w której III Rzesza i ZSRR szybko upadły, a kontynuacja II RP prosperuje
Właśnie tak! Wpisawszy w opis “historia alternatywna”, uznałam, że to całkowicie wystarczy i już wszystko będzie jasne :) Polski Lwów, nie jako nieistniejący przedmiot sentymentu, ale normalne miasto – bardzo mnie pociągała ta idea.
(swoją drogą osobliwe imię, ale skoro u nas mogła się zdarzyć Wisława…).
Cha, cha! Dałam kobiecie imię rzeki, bo to takie przyjemne “wodniste imię” jak pisał Makuszyński :)
Była zgrabna, bardzo kobieca i była przywiązana za kostkę złotym łańcuszkiem do drewnianego słupa na środku jurty.
Chciałam zastosować zgrabną amplifikację, ale widać nikomu się nie podoba, ech…
Co do zakończenia, zdecydowałam pozostawić je trochę enigmatyczne i za krótkie, żeby wyjaśnienia i sucha logika nie zburzyły onirycznego i poetyckiego klimatu podróży bohaterek. Ale zdaję sobie sprawę, że to mankament tego tekstu.
Bardzo Ci dziękuję za wszystkie uwagi i inspiracje!
Zbieram się i idę poprawiać wg Twoich wskazówek :)
Pozdrawiam serdecznie!
Twoje sugestie dotyczą stylu, więc trudno mi się do nich tak rzetelnie odnieść. Ale.
oczywiście, weźmiesz sobie z tego, co chcesz
ale przecież nie ma między nami niczego poważnego, żeby tak od razu się żenić… To wszystko nie ma sensu…
Ponieważ to jest dialog, więc musi naśladować mowę z jej nielogiczną konstrukcją i powtórzeniami, ponieważ tak naturalnie mówimy. Tak samo tutaj:
Ten obraz, możesz
gosprzedać mojej babce.
Ok, tylko odpowiedz sobie sama przed sobą, czy to celowy zabieg, czy po prostu tłumaczysz w ten sposób niezręczność stylistyczną ;)
Tzn postać z lustra? Znaczy się wiem, że tak, przeskok jest dość nagły, a to, że odbicie nagle gada, nie budzi w pierwszej Annie żadnego zdziwienia
Druga Anna to hipostaza, wewnętrzne ja, z którym bohaterka rozmawia, czyli rozmawia sama ze sobą.
to rozumiem, wynika to z opisu, co potwierdziłam, ale moj komentarz odnosi się bardziej do tego, że dla Anny było calkowicie normalne to, że odbicie w lustrze zaczęło do niej przemawiać
Lubię te Twoje opowieści, czerpiące z historii pogranicza. Mieszanka kultur dobrze nadaje się do tworzenia baśniowego klimatu. Trochę to wszystko nasze, a trochę jednak obce, nieznane, inne, a przez to ciekawe.
Zastanawiałem się, jak musiałaby się potoczyć II Wojna Światowa, by w Polsce znalazły się zarówno Gdańsk, jak i Lwów. Trudno sobie wyobrazić taki scenariusz.
Ładnie piszesz, ale mam wrażenie, jakby ci się spieszyło. Masz fajny pomysł i chcesz go szybko zrealizować. Właściwie ta uwaga dotyczy wszystkich opowiadań, które czytałem. Gdy czytelnik zanurza się w historię, gwałtownie ją urywasz.
Drobiazgi:
Wyjazd do Truskawca uważała za prowincjonalna rozrywkę.
zaciągnęła ją wąskiego pomieszczenia bez okien
Hej AP!
Właściwie ta uwaga dotyczy wszystkich opowiadań, które czytałem
Nie zdawałam sobie z tego sprawy. Spróbuję coś zmienić w pisaniu :)
Akurat tutaj celowo dużo skróciłam, ponieważ rozwinięte zakończenie wymagałoby powrotu do Lwowa, dialogów miedzy bohaterami, wyjaśnień dla czytelnika, a nie chciałam, aby zbladł poryw, którego bohaterka doświadczyła, a który stał się dla niej motywacją.
Lubię te Twoje opowieści, czerpiące z historii pogranicza.
Bardzo mi miło, że takie tło Ci się spodobało!
Dzięki za odwiedziny! I pozdrawiam!
Właściwie ta uwaga dotyczy wszystkich opowiadań, które czytałem
Nie zdawałam sobie z tego sprawy. Spróbuję coś zmienić w pisaniu :)
Wiesz, to moje subiektywne odczucie.
AP

OldGuard
oczywiście, weźmiesz sobie z tego, co chcesz
Dzięki za uwagi! Próbuję je przemyśleć w kontekście całości.
Czołem chalbarczyk!
Przyjrzała mu się bez zainteresowania. Na obrazie nie było żadnej postaci, żadnego budynku, tylko jakiś górzysty krajobraz. Jaka to może być pora roku?
Czy ta refleksja nie jest nielogiczna? Przecież pierwsza myśl o obrazie, który ma przedstawiać porę roku, to raczej krajobraz, często górzysty.
wełniane kilimy wisiały na ścianach oraz zakrzywione szable, tarcze i ułańskie ostrogi.
Coś tu ze składnią poszło na bakier. “na ścianach wisiały wełniane kilimy oraz zakrzywione szable, tarcze i ułańskie ostrogi”?
– Jak na to popatrzeć, to rzeczywiście Timur jest przystojny i wszystkie dziewczyny do niego wzdychają, ale przecież nie ma między nami niczego poważnego, żeby tak od razu się żenić
To jednak naturalniej wypadłoby jako myśl. Na wypowiedź jest bardzo nienaturalne.
Tam przywiązali złotym łańcuszkiem za nogę do słupa pośrodku.
Rozumiem zamysł, ale czy łańcuszek na pewno by wystarczył?
Jestem pod wrażeniem, po raz kolejny, jak zręcznie przeplatasz fantastykę i oniryczność z tradycją i kulturą pogranicza Polski, Ukrainy, teraz nawet dalej na wschód. Widać, że poruszasz się po tym bardzo sprawnie, masz mnóstwo faktów, a to czyni opisy plastycznymi. Miejsc w Twoich tekstach doświadcza się wszystkimi zmysłami.
Myślę, że tomik takich opowiadań czytany podczas podróży w takich okolicach dostarczałby znakomitych emocji, trochę jak Schulzowski Drohobycz (choć osobiście nie jestem fanem, ale magiczność doceniam).
Czasami po łebkach traktujesz bohaterów i ich motywacje. A można to łatwo ograć paroma zdaniami – bo akurat tutaj sobie poradziłaś z Anną na samym początku, choć można było podbudować jej zmęczenie Lwowem, potrzebę wyrwania się i alternatywę, którą dla wizji dużego miasta dał jej step. A na pewno tego tylko zabrakło mi u Timura, był mocnym “NPC” w tym tekście.
I druga rzecz, to mechanizm magiczności. To samo, co w “Mieście pogranicza”, nie pomagasz czytelnikowi go zrozumieć. I myślę, że dlatego fabuła wydaje się zbyt szybka, choć to wcale nie tego kwestia, a tego, że nie wiemy jak przenosimy się między scenami. Metaforycznie mówiąc, przydałoby się troszkę magicznego koralika Karolci – coś prostego i wiem jak to działa, a że dostarcza niezwykłych przygód i przeżyć, to właśnie na tym mogę się skupić. Nie mówię, aby brutalnie wszystko upraszczać, ale może odrobinkę? Dać czytelnikowi jakiś punkt zaczepienia? Takie moje przemyślenie 
Bo aż mi szkoda, że ten niepowtarzalny klimat momentami ucieka przez niezrozumienie.
Pozdrawiam i klikam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Hej Beeeecki!
nie pomagasz czytelnikowi go zrozumieć.
A już myślałam, że tutaj mi się udało, że wszystko jest – jakby to ująć – czarno na białym :)
Czasami po łebkach traktujesz bohaterów i ich motywacje.
To prawda. Jeśli by dać pełniejsze i wyrazistsze postacie poboczne, to chyba musiałabym pomyśleć o większej skali opowiadania, napisać coś dłuższego i poważnego. Ale wtedy forma by się rozwlekła, bo należałoby opisać codzienność każdego z bohaterów. Tak myślę.
Pomyślę nad koralikiem :)
Bardzo Ci dziękuję za podzielenie się wrażeniami!

Tam, gdzie płótno spotyka słowo,
tekst poznałem rzetelnie, na nowo.
Ślad zostawiam, opinię wstrzymuję,
nim konkurs ciszę w werdykt przemaluje.
You cannot petition the Lord with prayer!
Cześć. :)
Czytało się przyjemnie, a przedstawiona historia wciągnęła mnie, chociaż z początku nie wiedziałem, do czego to wszystko dąży.
Akcja dzieje się w alternatywnej linii czasu
MATKOBOSKOCZĘSTOCHOWSKO, ktoś powiedział alternatywna linia czasu???
Dopiero co Philip K. Dick wciągnął mnie w historię alternatywną Człowiekiem z Wysokiego Zamku… :D
– Mów mi Syrdaria – uśmiechnęła się
Syrdaria? ;)
Może by gdzieś wpleść Amudarię, żeby był komplet?
Zacne opko!
Pozdrawiam i życzę powodzenia w konkursie!
ani pospolity, ani niepospolity, taki w sam raz
.gif)
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć