Profil użytkownika


komentarze: 1116, w dziale opowiadań: 845, opowiadania: 487

Ostatnie sto komentarzy

Witam,

 

Chciałem jeszcze dwa słowa w kwestii głosowania. O ile podtrzymuję wszystkie ciepłe słowa z poprzedniego wpisu, piórkowo czuję się zmuszony zostawić “NIE”, głównie ze względu na niewielką objętość. Gdyby taką jakość udało się utrzymać na dłuższym dystansie, nie miałbym wątpliwości, że mówimy o piórku.

 

Pozdrawiam!

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Witam pobetowo i lożowo ;]

 

Widzę, że tajemniczy materiał został przesunięty aż do pierwszego paragrafu – i bardzo ładnie, od razu mamy jakiś punkt zaczepienia, coś, czym można się zainteresować i co mówi czytelnikowi, jaki to jest rodzaj tekstu. Ale, oczywiście, na tym się nie kończy – po chwili dostajemy podejrzanego szefa ochrony, nowe informacje o kostce, coś przejmuje kontrolę nad ciałem. Przed ostatecznym złym zakończeniem mamy kontrapunkt, mocny promyk nadziei. Rzeczy się dzieją, napięcie rośnie. Technicznych szczegółów jest na tyle, by tworzyć mocną atmosferę SF, ale nie na tyle, by przynudzać. Język może nie jest jakiś szczególnie "WOW", ale zdecydowanie wystarcza, by dobrze się czytało.

 

Czepiać się można tu raczej drugorzędnych rzeczy – np. naukowiec przykłada potencjalny artefakt obcych do głowy. Co więcej… to działa. A co więcej więcej, on to robi znowu, zamiast testować na myszach, czy coś. Ciut naiwna sekwencja. No i całość nie jest jakoś szczególnie odkrywcza.

 

Zakończenie jest wciąż dość otwarte, ale nie na tyle, by rozpatrywać to jako większą wadę w wypadku Twojego poprzedniego tekstu.

 

"Graficznie" boli mnie, że nie ma chociaż enterów po kolejnych wpisach z pamiętnika. No ale to pryszcz, oczywiście.

 

Tak ogólnie, jest bardzo fajnie. Jeszcze się trochę zastanawiam nad głosem, bo wiadomo, niełatwo mi oceniać tekst jako samcowi beta.

 

Pozdrawiam!

 


 

– odchrząknęła

Dużą. Co prawda, to "czynność paszczą", ale nie oznacza w żaden sposób mówienia, a już na pewno nie kwestii przed myślnikiem (tylko jej przerwanie).

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Językowo jest okej, męczyło mnie jedynie mieszanie czasów.

 

Największą wadą tego opowiadania jest rozwlekłość. Mimo że szybko dowiadujemy się, że dziecko może umrzeć, wielu scenom mocno brakuje napięcia, a dodatkowo upstrzone są opisami, które albo niewiele wnoszą (mrąkwy i strycje), albo nic tak naprawdę nie tłumaczą (Przedwieczna Macież coś robi, ale w sumie nie wiadomo, co), albo dosłownie są opisami nudy. Czasem, kiedy nawet te opisy mają sens, dostarczane są w mało atrakcyjny sposób (jedna postać mówi drugiej coś, o czym wie, że tamta ją wie – tzw. "as you know bob", przykładowo rozmowa Ayri z przewodniczącą). Dialogi też bym poprzycinał, fikcyjne postacie naprawdę nie muszą się explicite witać i żegnać, uprzejmie dziękować etc.

 

Wrażenie tej rozwlekłości pogłębia to, jak pasywne są obie bohaterki. Obie płyną, niesione nurtem wydarzeń, nawet nie bardzo sterując. Ten pomysł, by okrutny, pełen uprzedzeń świat pokazać z perspektywy dzieci, był dobry – kontrast działa – ale był też trudny do wykonania, bo dzieci po prostu nie mają specjalnej możliwości podjęcia jakichkolwiek prób oporu, obalenia tego systemu, choćby ucieczki.

 

Tak ogółem tekst jest dość ładny; ta nieuczciwość przedstawionego świata skontrastowana z niewinną przyjaźnią dziewczynek na pewno budzi emocje. Choć niektórym scenom napięcia brakuje, to w całości ono jest – kibicujemy, by Dash przeżyła i ponownie mogła się zobaczyć i nadal przyjaźnić z Ilą. Jednakże w moich oczach zdecydowanie to nie wystarcza, by "unieść" 60k znaków, więc piórkowo muszę być na "nie".

 

Pozdrawiam!


babcia Mava zdawała się tak krucha, jakby jej kości zrobiono z kruchego

Nieładne powtórzonko raczej, choć może celowe.

 

– Wiem. Babcia mi opowiadała. Mówiła, że kiedyś androidy miały sztuczne mózgi, ale one… no… nie działały dobrze.

Ila zmarszczyła brwi.

– Dlatego wyho… wyhodowały ludzkie mózgi. Tak?

Czy obie te kwesie mówi Ila? Jeśli tak, to zrobiłbym z tego jeden paragraf.

 

kokon. Przyspieszenie przycisnęło ją do kokonu

Zrozumiała, że się boi, a do tego nikt jej nie przygotował.

Eee no ale skoro te dzieci są robione dosłownie po to, to chyba jednak ktoś powinien?

 

Poczuła, że leci, mknie jak pocisk. Wrażenie było tym dziwniejsze, że nie czuła przeciążenia.

Eee to co innego mogła czuć? Jedyne "uczucie lotu" jakie jest, to to związane z przyspieszeniem.

 

Corrax składa tylko jedno jajo w życiu i umiera zaraz potem.

,,A co z małymi corraxami w jaju” – przypomniał jej mózg. „Ile istnień musi zginąć w imię podróży kosmicznych?”

Słabo się to spina ekologicznie, chyba że większość młodych corraksiątek umiera z głodu…

 

– No co, babciu? Przecież wiesz, że ja wszystko widzę. Dokuczają ci w szkole?

Kolejna dziwna kwestia dialogowa. Zakładam, że się dwie skleiły przy edycji?

 

Miękkie podłoże uginało się po każdym ruchu.

Raczej przy każdym ruchu?

 

– Odkryliśmy, że jedno z twoich,

Czego raz ona mówi pani a raz ty?

 

Tylko po to by przedłużyć własne istnienie?

No nie tylko po to przecież, skoro od nich zależą loty kosmiczne?

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Witam :]

 

Wpadam, bo widzę, że w wątku zgadywankowym jestem tu typowany, to myślę a) pewnie dobry tekst xd i b) warto im zepsuć imprezę :D

 

No i cóż.

 

Istotnie, jest to dobry tekst. Lekka narracja z bardzo wyraźnym głosem i z humorem sprawia, że czyta się to przyjemnie – czuć, że to jakiś Anonim mocno obeznany z piórem, zdecydowanie mocniej ode mnie, moim skromnym, więc cieszy, że mnie tu zgadywali. Zasadniczo niewiele się tu dzieje, szczególnie nim się dowiemy o konfrontacji z Meksykańcami, ale kolejne rąbki tajemnicy, umiejętnie uchylane stopniowo, jednak przyciągają czytelnika do ekranu.

 

Jeśli bym się tu nad czymś zastanawiał, to czy jednak nie zadbać, żeby bohater budził większą sympatię. Rozumiem, że wizja tu była inna, ale czytałoby się to IMO jeszcze lepiej, gdyby czytelnik miał powód, by trzymać kciuki za narratora w jego perypetiach.

 

Pozdrawiam!

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

uhuhu i jeszcze nagrody finansowe…

 

A przewidujesz gdyby brakło okładek drugi rzut?

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Witam :]

 

Zaczynasz ekspozycją i opisem najzwyklejszego dnia. Niestety, jest to jeden z najsłabszych sposobów na otwarcie tekstu. Prawie nigdy się nie sprawdza i tu też się nie sprawdził. Jeśli już koniecznie tak chciałeś, Anonimie, to polecam się przyjrzeć, jak robili to ci, którym się ta sztuka udała – przykładowo u Tolkiena, przykuwający uwagę jako coś nieznanego hobbit pojawia się już w pierwszym zdaniu.

 

A co potem – hm, no muszę przyznać, nie trafił do mnie ten tekst specjalnie. Gdy już przebrnąłem przez wstęp, przypadkowo poznany jegomość przez moment nawet mnie intrygował, zastanawiałem się, co to będzie, czy to jakaś personifikacja śmierci, coś z muzyką… ale okazał się jakimś zwykłym strachem horrorowym. Nie wiemy o nim nic, spotkany został przypadkowo, a gdy zaczyna już wreszcie straszyć, tekst się kończy, więc no całość nie ma specjalnej mocy.

 

Nie wykluczam, że tu jakieś nawiązania kulturowe muzyczne mi umykają i komuś, kto je zrozumie, tekst bardziej się spodoba.

 

Pozdrawiam!

 

Obserwował monotonny obraz

Otóż właśnie. Monotonia w tym wstępie.

 

 

Przed wyjściem z domu Tolo sprawdził czy wszystko wziął ze sobą, przede wszystkim zestaw nowych strun prosto ze Stanów Zjednoczonych.

Wujek od lat mówił mu, że tylko firma Arni Bell[,] może zapewnić dobre brzmienie.

Przecinek między podmiotem a orzeczeniem, jeden z najbardziej nielegalnych.

 

jest okupowany przez zajęcie

Czas jest okupowany…?

 

Another one bites to dust

…? The? Jeśli to jakiś żart językowy, to ja nie zrozumiałem.

 

Przecież ktoś zauważy naruszoną ziemię. To jest cmentarz.

To chyba wypowiedź.

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

No i co, niestety generalnie miałem mocne wrażenie, że spory udział w powstaniu tekstu miał redaktor z wrodzonymi trudnościami w utrzymywaniu kontekstu… i nie wiem, czy tylko redaktor.

 

Może to jest krzywdząca opinia (i nie wiem, niestety, kogo bym nią skrzywdził :( ), skoro niezawodna OldGuard nie zgłaszała takich pretensji, ale jeśli tak, to tym bardziej polecam na przyszłość zadbać o to, żeby nie gubić wątku i żeby był sens.

 

 

 

Świt nad Aethelgardem nadchodził powoli. Pałacowe kopuły tonęły jeszcze w szarym świetle, lecz ich krawędzie zaczynały już błyszczeć złotem. Vael Vey'lar stał przy oknie swoich komnat na trzydziestym siódmym poziomie Wieży Wschodu. Patrzył, jak pierwsze promienie odbijają się od pancerzy gwardii honorowej ustawionej wzdłuż Alei Tysiąca Latarni. Żołnierze stali wyprostowani, z włóczniami skierowanymi ku niebu. Protokół nie dopuszczał najmniejszego odstępstwa. Za niespełna cztery godziny Vael miał stanąć w centrum ceremonii.

Wstęp nudny, bo opisowo-ekspozycyjny, a do tego niespecjalnie atrakcyjnym językiem pisany (w pierwszym paragrafie cztery razy jest o staniu…) Tak że nie zachęca.

Za jego plecami ciągnęła się rozległa, pusta komnata.

Po co komu w zamku “rozległa” (jak rozumiem, znaczy to, że strasznie wielka) komnata, która stoi pusta? A jeszcze pusta, ale z łożem?

 

Każda godzina przed koronacją dawała jego wrogom kolejną szansę.

No już się zdawało, że czegoś się dowiemy i się nie dowiedzieliśmy. Po co taki vagueposting?

 

Przez noc raz jeszcze przeczytał raporty wywiadu i ponowił szyfrowane połączenia z dowódcami platform orbitalnych. Później wrócił do list gości. Porównywał nazwiska, szukając człowieka, który mógłby pojawić się w dwóch miejscach jednocześnie albo wejść do pałacu pod cudzym nazwiskiem.

Halt. Przed chwilą czytalim, że każda godzina do koronacji jest szansą dla wrogów. Teraz, że książę obawia się ataku _podczas_ koronacji? No to jak?

No i jaki sens ma to “albo” w tym zdaniu? On porównuje nazwiska właśnie po to, żeby sprawdzić, czy ktoś nie zgłosił cudzego, nie ma tu żadnej wyłączności…

 

 

Przez chwilę wpatrywał się w pusty wynik wyszukiwania.

W pustej komnacie najwyraźniej jest jakiś komputer? Czy jakiś ręczny terminal ma? Wszczepy we łbie?

Tyle tu opisów, ale jak przyjdzie co do czego, to nie wiadomo, jak się co dzieje…

 

Był jeszcze cięższy, niż się spodziewał.

I wie to z przesuwania palcami po owym materiale??

 

Jeśli dochodzi do niego tuż przed objęciem tronu, staje się zdradą.

A kiedy niby miałoby dojść do “wyłączenia pałacowych zabezpieczeń podczas próby koronacji”.

 

– Nie potrzebuję przyjaciół. Mam obowiązki.

?

 

Vael patrzył przez szybę tak długo, aż zobaczył w niej jej odbicie.

Czemu niby miałoby to zająć jakiś czas? W filmie to tak może wyglądać, że kamera łapie ostrość na odbiciu z opóźnieniem, ale generalnie nie ma to sensu.

 

– Dlatego tu jestem.

? On jest przecież niezbędny, żeby koronacja w ogóle się odbyła, a nie żeby wszystko poszło jak należy.

 

Światła w Sali Tronowej zgasły.

Nie przygasły. Sala natychmiast pogrążyła się w ciemności.

No jak, jak światło ostre wpada przez witraże?

 

Vael skoczył w stronę tronu. Niczego nie widział, lecz pamiętał odległość.

Jak mógł nie widzieć tronu, skoro światło się na nim skupiało? Choćby cała kopuła została zniszczona jednocześnie i już nie skupiała światła, to przez dziurę teraz wpada światło, tak?

 

Zmierzali do skrzydła medycznego.

Celem ataku na skrzydło medyczne wbili do sali tronowej…? To jest jedyna droga i rannych każdorazowo się nosi przez salę tronową (xd), czy tak o, dla efektu to zrobili?

 

Teraz każdy zakręt odbierał Vaelowi cenne sekundy.

No, nie, bo napastnicy pokonywali te same zakręty.

 

Pięciu napastników wyważało drzwi do komnaty cesarza. Był wśród nich dowódca z emblematem płonącego koła. Kiedy zobaczyli Vaela, odwrócili się i unieśli energetyczne włócznie oraz krótkie miecze wibracyjne.

Pięciu wyważało jedne drzwi? To co, mieli jakiś łom pięcioosobowy? Czy jak? Może mieli taran i taranowali, to prędzej. Ale tyle opisów i ten taran się nie zmieścił, to chyba nie…?

 

A te włócznie energetyczne i miecze wibracyjne to co, nie nadają się do jakiegoś ataku na zamek w drzwiach?

 

Dobiegł zza wyważonych drzwi.

Jak dopiero co pięciu te drzwi wyważało? A teraz już są wyważone, choć walczyli z Vaelem? Dowódca nagle wrzucił tryb superwojownika i sam wyważył?

 

Wyglądała jak zwykłe narzędzie.

Skoro nasz PoV widzi, że sztylet, to widzi, że nie jest to narzędzie. Nóż mógłby być narzędziem, sztylet to wyłącznie broń.

 

W tej samej chwili pałacem wstrząsnęła kolejna eksplozja. Wybuch nastąpił gdzieś w pobliżu Wieży Wschodniej.

Po co się było bawić w sztyletowanie cesarza zamiast wysadzić wszystko?

 

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Reg, niezmiernie mi miło, że chciało Ci się odkopać Diablicę, a tym bardziej, jeśli mimo macek okazała się szalenie satysfakcjonującą lekturą :)

 

Błędy oczywiście poprawiam niezwłocznie, na wypadek, gdyby tu jeszcze ktoś zawitał.

 

Pozdrawiam!

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

bruce, męczylim Arnubisa na shoutboksie, ale nic nie wie i nie wie, kiedy będzie wiedział  :(

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Hmmm to widocznie tylko w mojej głowie jest problem. Many such cases.

 

Dzięki Anet :)

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Witam szanowne grono ekspertów i jak napisać takie zdanie:

 

Kundelek spojrzał mi w oczy, zamerdał ogonkiem i odbiegł. A ja wiedziałem już, co odpowiem, gdy Tata następnego dnia zapyta, czy wolę psa, czy kotka.

Narrator mówi o zdarzeniu w przyszłości w stosunku do tego, co się właśnie stało, ale w przeszłości do chwili obecnej (chwili kiedy mówi). Zdarzenia się spodziewał już wcześniej (a w chwili mówienia już oczywiście wie na pewno, że istotnie, tata zapytał).

 

Nic mi do końca nie pasuje: “zapyta”? “miał zapytać”? “zapytałby”? :(

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Szafirowy Smoku, w obecnej sytuacji narzekanie jest jak najbardziej zrozumiałe, przynajmniej jakieś umiarkowane, po prostu my, jako użytkownicy portalu, nic wiele tu pomóc nie możemy. Wszyscy czekamy na info od administracji jak Ty.

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Bardzo dobre opowiadanie do ostatniej gwiazdki.

To, co po niej, jest zupełnie niepotrzebne i rujnuje nastrój. 

Dobrze się czytało :)

Anet, dzięki za wizytę i miło mi, że choć do ostatniej gwiazdki się podobało. Wezmę sobie tę uwagę do serca. A przynajmniej spróbuję.

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Gdybyś ten przykład chciał rzetelnie zilustrować memem, gość dawałby instrukcje jak pizza ma wyglądać, modyfikował instrukcje i ręcznie korygował to, jak pizza wyglądał.

A dlaczego niby od tego wszystkiego nie miałby mieć agentów?

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Miło mi, Anet :)

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

A jak Ci się sceny z komiksu podobają?

Spoko ale strasznie ciemne, mało widać. Żywi rysownicy to jakoś umieją robić, że jest mhroczno, ale kontrast jednak jest.

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Na minus jeszcze brak… emocji.

Na emocje można oko przymknąć, a tu brakuje napięcia. A dla akcyjniaka, jeszcze rozmiarów noweli, brak napięcia to jednak spory problem. W pojedynczych scenach/sekwencjach ono się pojawia (byłem w stanie uwierzyć np., że spotkanie z Baronem Samedi może się bardzo źle dla kogoś skończyć), ale w całości fabuły – niespecjalnie. Bohaterowie sprawiają wrażenie takich, których kule się nie imają (jednego to dosłownie się niespecjalnie imają), a stawka naszej misji długo jest kompletnie niejasna (a wręcz wprost dowiadujemy się, że jeden po prostu ma dość swojej roboty…) – szukamy czterech "plot couponów", ale jak nie znajdziemy, to co? Świat się skończy? Najpierw tego nie wiemy, a jak już wiemy, to wygląda na to, że po prostu zostałby utrzymany status quo.

 

Warto to skontrastować z przywołanymi perełkami niskobudżetowej kinematografii, skoro już zostały przywołane – Raimi w "Martwym źle" od pierwszych ujęć stara się przekonać nas, że pierdołowata grupa nastolatków skonfrontuje się z czymś groźnym, dalece ponad ich siły, z najwyższym trudem walcząc o przetrwanie. Tutaj mamy profesjonalistę, przegościa, dobrze wyposażonego przeciw napotkanym stworom (wliczając w to przybocznych, którzy "przerabiają mutanty na kaszankę"), a którego celem jest awans i siedzenie za biurkiem. Łatwo zobaczyć, że jedna z tych sytuacji rodzi drastycznie większe napięcie.

 

Jasne – taki na przykład Geralt również jest profesjonalistą, przegościem i dobrze przygotowany do walki ze strzygą, która dała początek całej franczyzie (cytując Sandersona, "competent men doing competent things" samo w sobie to nic złego, przeciwnie) – ale Sapkowski jasno daje znać czytelnikowi, że bohater podejmuje się zlecenia, którego podjęcie się jest szaleństwem nawet dla wiedźmina.


Ale nie wykluczam, że coś mi umknęło i ta fabuła jest lepsza, niż mi się wydawała – te przeskoki, połączone ze słabszym niż zazwyczaj u Ciebie językiem, nie pomagały mi w utrzymaniu uwagi przy czytaniu (i widzę, że nie jestem osamotniony w tym doświadczeniu) i momentami wzrok się ślizgał po tych gwiazdkach. Zwłaszcza wytrącające były momenty, w których na chwilę oprócz dwóch głównych bohaterów pojawiał się nowy POV.

 

Zgadzam się, że te przeskoki lepiej sprawdzałoby się w wizualnym medium, gdzie odbiorca w milisekundę po przeskoku dostaje niezrównane bogactwo kontekstu, który pomaga mu się orientować w akcji. W formie tekstu na pewno lepiej czytało się mi tam, gdzie było ich mniej.


Zaletą tego tekstu jest, że jest zaskakujący. Całość ma jakiś tam swój sens, a jednak nie sposób zgadnąć, gdzie nas poprowadzi wyobraźnia autora za chwilę.

 

A najbardziej mi się podobali bohaterowie i chyba głównie oni "niosą" to opowiadanie. Jeden jest wyraźnie mhroczniejszy, niż drugi, trochę muszą wbrew sobie współpracować, trochę rywalizują, tworzy to fajną dynamikę, coś na kształt klasycznego komediowego duo straight man/funny man – oczywiście ton jest zupełnie inny, ale zasada jest podobna.

 

Na pewno jest to dla mnie inspirujące i imponujące, ile uroku i ile "czytalności" dodaje taki "back and forth" między bohaterami nawet generalnie słabszemu tekstowi (sorry, Bardzie, tak to widzę ostatecznie, inne Twoje dzieła o wiele bardziej mi przypadły do gustu, ten tekst – jednak często męczył). Także plusy też są, a powiem więcej – z tymi bohaterami to bez wątpienia lekcja, którą będę się starał przenieść do własnych opek.

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Mocno czuję (stwierdzenie natury ogólnej), że wiele głosów niechętnych bierze się tutaj ze względów ideologicznych, zwłaszcza ze strony lepszego sortu prawaków:)

Lesnylutku, nie ma tu w zwyczaju krytykowania tekstów, z którymi ktoś się nie zgadza politycznie czy społecznie, jeśli ktoś już nie potrafi się zmusić do obiektywnej oceny literackiej, to zazwyczaj nie pisze nic (widać to po tekście Jima “Ni ma”, o wiele bardziej jednoznacznym przecież, niż ten. I widać też po tym samym tekście, że ta krytyka nie bierze się z poglądów prawych albo sprawiedliwych xd)

 

Odwrotnego trendu można się ostatecznie dopatrzeć – teksty słabe, a z mocno wyrażonymi, popularnymi opiniami mogą czasem oczekiwać na wysokie oceny.

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Ale my tu rozmawiamy o tym, że ktoś przypisuje sobie tekst wygenerowany przez AI – czyli podpisuje się pod nie swoim tekstem :P.

To jedno, ale po drugie, w sztuce sposób wytworzenia dzieła zwyczajnie ma znaczenie.

 

Cyfrowo obrobiona fotografia niewątpliwie jest (a przynajmniej niewątpliwie może być) sztuką i autor takiego dzieła może z czystym sumieniem je sobie przypisać.

 

Ale przedstawianie jej jako obraz olejny byłoby oszustwem kończącym karierę takiego artysty*, a przemycenie na klub malarstwa, żeby malarze na jego podstawie podpowiadali autorowi, jak doskonalić ukazywanie proporcji i perspektywy – absurdem, groteską i zwyczajną nieuczciwością wobec kolegów z klubu.

 

* no, w kraju naszym priwiślińskim, jak widzimy po casusie Opolskiej, niekoniecznie xdd Ale w normalnym społeczeństwie, owszem

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Zależy od realiów świata i stosunku mówiącego do tych istot. Jeśli to są osoby, to ci mieszańcy. A jeśli to są zwierzęta, albo mówiący je za takie uważa, albo chce obrazić, to te mieszańce.

 

I pewnie jeszcze jakieś inne uzasadnienie dla każdej z form by się znalazło. Ale tak najprościej jeśli osoby, to odmiana męskoosobowa. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że stąd nazwa.

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Czy można skrócić termin?

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Pomysł ciekawy, spójny, jest wyraźna myśl przewodnia; fabuła ma sensowną progresję i jest to napisane dość zgrabnie, mimo braku bety. Czuć, że to jakiś Anonim nieźle już obeznany z piórem.

 

Tylko – moim, oczywiście, zdaniem, którego pewnie nikt nie podzieli – mocno to rozciągnięte i niestety zabrakło czegoś, co by tę długość uzasadniało. Silnika o mocy 25 tysięcy znaków, że tak powiem.

 

Wstęp przykuł moje oko podczas buszowania w konkursowych anonimach i ogólnie budził moje nadzieje. Czyli swoją rolę spełnił. Co prawda mamy klasyczne "bohaterka budzi się w tajemniczym miejscu i niezrozumiałej sytuacji", ale zgrane motywy są zgrane, bo są dobre. Od pierwszego paragrafu dostajemy w twarz tajemnicą, w dodatku taką, której rozwiązanie wydaje się czytelnikowi być tuż-tuż (tytuł zdradza, że chodzi o śmierć… ale nie zdradza wszystkiego). Czyli najlepszą możliwą – jak czytelnik nie wie nic, to się zniechęca, a jak się czegoś domyśla, to skutecznie przykuwa go to do kartki, bo chce potwierdzić swoje przypuszczenia i poznać szczegóły. Brawo, tak trzeba zaczynać.

 

Szybko, niestety, tekst zaczyna się ciągnąć. Tajemnica nie zostaje wykorzystana – jej rozwiązanie podaje nam na tacy dyżurny ekspozytor Tod i to nie na koniec opowiadania, a w ramach jakby przedłużonego wstępu. Gdy już wiemy OCB, nasza bohaterka staje przed szekspirowskim iście pytaniem: żyć albo nie żyć.

Zdawać by się mogło, że takie pytanie powinno utworzyć mocne napięcie, ale nie tworzy – o bohaterce w tak zwanym międzyczasie nie dowiedzieliśmy się właściwie nic (oprócz tego, że nie lubi, żeby obcy facet się spoufalał), niespecjalnie zależy nam więc na jej losie, a dodatkowo opcja "śmierć" jest pokazana jako coś niekoniecznie specjalnie złego.

Z podobnych przyczyn napięcia nie tworzy wątek relacji między bohaterami – oni cały czas rozmawiają o tym dziwnym śpiączkowym świecie i życiu/śmierci na poziomie nieco abstrakcyjnym, niewiele o nich samych wiemy, nie dostajemy więc specjalnego powodu przejąć się drugim pytaniem fabularnym, które tekst nam zadaje: klasycznym równie jak Szekspir "will they/won't they".

No, ale. Te pytania/niepewności może nie do końca siadły – ale jednak są. Więc też trzeba trochę oddać sprawiedliwość.

 

Bardzo podobała mi się myśl o tym, że oczekiwanie zrozumienia śmierci jest arogancją ze strony ludzi. Intrygujące, zwłaszcza w zestawieniu z ostatnią sceną (tą zupełnie ostatnią, ze szpitala).

 

W zakończeniu dostajemy mocny obraz erotyczno-bizarrowy, ładnie skontrastowany z boleśnie przyziemną sceną śmierci w szpitalu. Jest to udane zakończenie, choć długo przyszło na nie czekać.

 

Tak że zalety, jak najbardziej, są. Gdyby to było bliższe rozmiarowi szorta, albo gdyby tę przedwcześnie zmarłą [`] tajemnicę udało się w obowiązku przyciągania czytelnika do kolejnych paragrafów skuteczniej zastąpić, pewnie uznałbym tekst za bardzo udany.

 

Ale pojedynczy klik i tak się należy.

 

Pozdrawiam!

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Witam :)

 

I co można powiedzieć? Niestety kolejny anonim, w którym znać ciężką rękę redaktora z zaawansowanym upośledzeniem utrzymywania kontekstu. W patogenezie nadmiar krzemu i niedobór białka.

 

Mam nadzieję, że tylko redaktora i nic więcej.

 


– Ludzie omijali mój dom. Dzieci rzucały kamieniami. Na targu podawano mi chleb na łopacie, żeby mnie nie dotknąć.

Dyzma patrzył spokojnie.

– A ty? Kiedy nim zostałeś?

Eeee…. jak to pytanie ma się do tego dialogu?

 

Nie to, co chciała wasza głowa

Czego chciała. Dziwny anglicyzm. Podejrzany nawet…

 

Nie wiem, czy to prawdziwe nazwisko.

No jak on może tego nie wiedzieć? Topór i zawód przechodziły z dziada pradziada, ale nazwisko nieznane? Ojciec dziecko porzucił, ale razem z toporem i karteczką, że to dziadków topór. Nazwisko na karteczce nie zmieściło się. Tako każe tradycja, hej.

 

W moim zawodzie nazwisko nie miało znaczenia.

Ojciec był katem. Dziad też. Topór przechodził z ręki do ręki. To taki zawód.

Nazwisko nie miało znaczenia, bo to taki zawód… ale topór przechodził z ojca na syna, bo to taki zawód. Jedno pod drugim.

No i katoliczka.

Co to ma wspólnego z całą wypowiedzią?

 

– Przy wszystkich innych mogłem udawać, że jestem narzędziem sprawiedliwości. Ale narzędzie nie słyszy psa.

??????

 

Dyzma zapytał:

– I wtedy zacząłeś czekać.

Jak zapytał, to czego kropka?

 

Zniknęły herby i złoto.

Już to wiemy…

 

Trzeciego wypatruję nawet tutaj.

Wypatruje to się Gandalfa o brzasku.

 

Ignacy wyjął z kieszeni coś małego i położył je na ziemię. 

Je?

 

– Jestem tu, bo jednego wam tylko trzeba. 

Aha. Czego niby?

 

Ludzie, którzy przestrzegali przykazań. Dobrzy ludzie. I odchodzili smutni, bo nie chcieli zostawić tego, co uważali za swoje.

Tak. Całe opowiadanie jest o usprawiedliwianiu złych czynów, ale morał to "pójdę boso". Mhm.

 

 

– Zwą mnie też Dobrym Łotrem, bo kiedy moje ręce nie mogły już wykonać żadnego gestu, zostały mi tylko słowa. Prosiłem, żebrząc o nadzieję.

Aha, tak. Właśnie dlatego tak go zwą. I imiesłów źle użyty.

 

No i zakończenie, istna wisienka na torcie, nijak ma się do niczego, a sens czytelnik może sobie sam wymyślić.

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Cześć krarze!

 

Dzięki za wizytę i że uważasz tekst za przynajmniej całkiem dobrze napisany.

 

Co do uwag, mogę tylko odpowiedzieć, jak powyżej:

Czy końcówka urwana – moim zdaniem niekoniecznie, ale nie jesteś odosobniony w tym wrażeniu, więc następnym razem na pewno bardziej zadbam, by było jasne, dlaczego tekst kończy się tam, a nie gdzie indziej. Albo przynajmniej będę się starał.

Innemi słowy, o ile osobiście uważam to raczej za zamknięte opowiadanie niż zlepek/fragment, to na pewno biorę sobie do serca, żeby następnym razem o wiele mocniej podkreślać, dlaczego coś się z czymś łączy.

 

Pozdrawiam i dzięki za wizytę!

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

No cóż – czuć, że “redaktor Gemini” miał tu bardzo dużo do powiedzenia w procesie twórczym. A widzę po komentarzach, że część rzeczy bezrefleksyjnie przeklejonych od redaktora z dysfunkcją utrzymywania kontekstu już została poprawiona po uwagach od białkowych użytkowników…

 

Ech, skoro już wypisałem te uwagi, to niech zostaną. Nauczka dla mnie na przyszłość, mogłem pierw komentarze przeczytać.


 

Deszcz bębnił o wzmocnione, hartowane panoramiczne szyby apartamentu. Wziął głęboki oddech.

Tu by się przydał IMO nowy akapit przynajmniej.

 

Pociągnął łyk bourbona, wsłuchując się w szum ulewy.

Nagle szum klimatyzacji, pracującej lodówki i muzykę Louisa Armstronga, płynącą z winylowej płyty, przerwało pukanie do drzwi.

Po pierwsze powtórzonko, a po drugie, dlaczego pukanie przerwało wszystkie odgłosy, oprócz ulewy?

 

Kto szukał go o tej porze?

Anglicyzm, IMO.

 

Podłączył się do swoich kamer, wyświetlając obraz na siatkówce oka.

Moim zdaniem nieładny, angielskawy imiesłów (określa cel czynności).

 

Przeszedł kilka kroków w głąb ciemnego salonu, ale zamiast usiąść, zatrzymał się przed najdłuższą ścianą w salonie

– Wie pan, o tej porze przeważnie już nie pracuję – odparł Paul.

Skłamał. Nieraz przyjmował o tej porze, a nawet jeszcze później.

To po co skłamał? Tak odruchowo?

 

Dlatego też tyle lat pracował nad stworzeniem syntetyka zdolnego przeciwstawić się prawom stanowionym przez czwarty wymiar, jakim był czas.

Którym był raczej.

 

czy syntetyk przetrwa głęboki czas.

Czternaście tysięcy lat to raczej nie jest głęboki czas.

 

– Nie jestem nieskończony. Przez pierwsze tysiąclecia myślałem, że tak jest. – urwał.

Wielkie “u”, a po drugie, dlaczego miałby tak myśleć. Skoro sam się serwisował to znaczy, że rozumiał swoje działanie.

 

Ale mój procesor, pamięć operacyjna i masowa mają skończoną pojemność, ale pan wie o tym lepiej niż ktokolwiek.

Nieładnie raczej.

 

Miałeś miejsce w bazie danych na około dziesięć jednocześnie.

Ale musiałem usunąć z danych słowniki.

Eeeee, słownik przecież nie waży dużo. Chyba że jakiś audio-słownik, ale na potrzeby teraźniejszości wystarczyłoby przecież zachować pisany.

 

dziesięciu– pod

Spacja.

 

Zachowałem najciekawszy. Sumeryjski. Ale najciekawszy to mowa ludu Enari.

To który jest najciekawszy…?

 

Moja analiza mówi, że to było właśnie trzynaście tysięcy lat temu, nad … dzisiejszym Morzem Czarnym.

Jaka analiza…? Ma o nich jakieś wspomnienia, łącznie z językiem, ale daty nie zapisał i musi ją wstecznie analizować?

 

Ale prawda jest taka, że nie docenia się ludzkiego umysłu. To ja opracowałem metodę przenoszenia najcięższych bloków wapienia.

No ale on nie jest człowiekiem, tak?

 

Wykorzystywałem swoją wiedzę tak, by nie rzucać się w oczy, a jednocześnie mieć środki do życia.

I inżynier, który opracował metodę budowy piramid nie rzuca się w oczy?

 

Mam to nadal zapisane w bazie… Nie mniej, to nie starożytne imperia zapisały się we mnie najgłębiej

mojej wiedzy medycznej wiedziałem

u progu tego, co wy nazywacie rewolucją neolityczną

Dlaczego “wy”? Jaki ma powód, by nazywać to inaczej?

 

Od tamtej pory widziałem wszystkie rodzaje śmierci na własne oczy, jakie wymyślił ten świat.

Na własne oczy widziałem wszystkie rodzaje śmierci, jakie wymyślił ten świat – określacz trzymamy jak najbliżej określanego.

 

Jej odejście było najłagodniejsza ze wszystkich.

ą

 

Moje ciało nie zostało do tego zaprojektowane, pan wie o tym najlepiej.

No to jak wie, to po co pyta?

 

Próbowałeś ponownie się z kimś związać?

Syntetyk dopiero mówił o drugiej żonie… znowu ktoś pyta o coś, co powinien wiedzieć. Anonimie nie wykluczam, że przy edycji coś się pokićkało, ale sam rozumiesz, że w dzisiejszych czasach budzi to wszystko mocne podejrzenia, że komuś gubił się kontekst.

 

– Naprawdę? – głos Osirisa był ledwo słyszalnym

Głos dużą.

 

a nadrzędnie nie jak istotę żyjącą?

Gramatyka zawiodła.

 

sam jeden nie uratuję wszechświata. Próbowałem wiele razy…

Przed czym miał ratować wszechświat w neolicie i średniowieczu? Galaktus atakuje? Żniwiarze? Próżnia się rozpada?

 

Skoro ten paradoks się udał

Jaki paradoks? Jak paradoks może się udać bądź nie?

 

Urządzenie, które skazało go na czternaście tysięcy lat samotności.

Jakiej samotności, skoro cały czas żył między ludźmi i nawet bywał żonaty?

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Gulgot to nieczysty synonim bulgotu? Acz “dźwięk” niepotrzebny, zgoda.

https://sjp.pwn.pl/sjp/gulgotac;2463502.html 

Mea culpa, masz rację, może być i o cieczy.

 

Wydaje mi się, że są podstawy, by interpretować te fragmenty nie tylko jako ekspozycje

No, ten trzeci tak, bohaterowie coś robią. Ale dwa pierwsze to dosłownie podręcznik historii i czytanie newsów z gazety.

 

Bo w pierwszym chciałem troszkę dodać mistycyzmu, plus zaangażować swoje inspiracje do tego opka. W drugim krótko przedstawić klimat polityczno-społeczny, w jakim znajdują się bohaterowie.

No, to jest raczej jasne i się udało. Zastanowiłbym się jedynie na przyszłość, czy klimat społeczny musi być wyłuszczony czytelnikowi na samym początku. Być może musi i niepotrzebnie zawracam głowę – pamiętaj, że to tylko moja opinia :)

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Hehehe byłem pewien, że już skomentowałem ten tekst, bo ctrl+f pokazuje moją ksywkę cztery razy.

 

Także spóźnione ale szczere: witam.

 

Otwierasz ekspozycją i choć nie ma jej aż tak znowu dużo, to mocno dała się we znaki, bo była zaserwowana trzy razy – najpierw niemal dosłowny wycinek z podręcznika historii, potem newsy z gazety, na końcu zamaskowana jako przesłuchanie. Dziwna to decyzja jak na akcyjniaka. No ale, to tylko sam początek tekstu, w kolejnych okrążeniach opo zdecydowanie nadrabia straty.

 

Sceny akcji/walki – spoczko, ogółem.

Ta pierwsza w barze trochę się ciągnie. Jest co prawda ozdobiona światotwórczymi szczegółami i przedstawianiem bohaterów, więc nie jest to walka dla samej walki, ale nie czuć w niej napięcia (trudno przekonać czytelnika, że bohaterowie dostaną wciry zaraz na początku, a wydaje mi się, że tu nawet próba nie była podjęta) i chyba obiektywnie jest dość długa. No i dopiero dostaliśmy trzy dania ekspozycji, więc czy czytelnik naprawdę ma ochotę w tym momencie poznawać bohaterów i szczegóły świata…?

Te później wypadły zdecydowanie lepiej – łatwiej uwierzyć, że stwór odporny na łowców wiedź faktycznie pokonałby łowców wiedźm, niż jakiś tam gostek-śmieszek na samym początku, mamy jakieś zdrady, ktoś faktycznie ginie. Rzeczy się dzieją.

 

Główna intryga jest pomysłowa, z drugiej strony trochę aż trudno dać wiarę, że ktoś mógł to wszystko tak zaplanować.

 

Ogółem, czytało się to całkiem nieźle. Choć opko zdecydowanie zaczyna trochę słabiej i dopiero musi się rozpędzić. Nad werdyktem jeszcze będę myślał.

 

Pozdrawiam!

 

Zakapiorze, to było wyłącznie tak z grzeczności przyczepienie się, Twój tekst jest świetny o A do Z!

Ni ma sprawy absolutnie i o żadnej hipokryzji z Twojej strony nie ma mowy, każdy tekst jest inny i odbiór podobnego zagrania może być skrajnie różny. A czasem po prostu wychodzi jak wychodzi i łatwiej powiedzieć, niż zrobić. Ja też marudzę na początki, które wydają mi się przydługie i przeksponowane, a przecież nie jest tak, żeby każdy mój tekst zaczynał się od trzęsienia ziemi siedem w skali Richtera.


Najpierw nastało Załamanie

Dlaczego pierwsza era nazywa się Załamanie? Co mogło się złamać, skoro nie było wcześniej niczego?

 

Także te bardziej radykalne interpretacje.

Zakaz wycinania kogo czego

 

„Ponętna Tarczowniczka” była tawerną, którą Zygmunt Erfer zwykł nazywać obleśną.

Po co tak wydziwiać, “Tawernę xyz Zygmunt Erfer zwykł nazywać obleśną”.

 

– Parę dni temu spalono wioskę, część mieszkańców zaginęła, nigdzie nie ma ciał[.] – Zygmunt zignorował słowa gospodarza i powąchał swój napar.

– Z tym, że nigdzie nie ma ciał. Wampiry je zostawiają po wypiciu krwi[.] – Zygmunt mówił niczym bezwzględny belfer. – A nie bez powodu tę wieś nazywa się Cynamonką.

Dialogi miejscami kuleją.

(Albo, tak mi się zdało, bo dwóch kropek brakło obok siebie.)

 

Broń co chwila wydawała krótki szczęk, gdy przeciwnicy wymieniali kolejne ciosy. Pring był niebywale szybki, błyskawicznie atakował i co chwilę

rozbić mu nos, a następnie z łatwością wytrącić rapier z jego dłoni.

rozbić mu nos, a następnie z łatwością wytrącić rapier z dłoni.

Jego nie dość, że zbędne, to angielskawe.

 

dopiero po polizaniu metal od razu

Dopiero to właściwie przeciwieństwo od razu, więc dziwnie razem wyglądają.

 

Pring dawał im cycki tancerek i napitek. Ludzie wolą cycki od spraw wagi państwowej.

Ludzie mądrzeją to może faktycznie koniec czasów bliski.

 

gulgoczący dźwięk

Gulgot raczej, a z drugiej strony, wydaje mi się, że w wypadku ognistego stwora, chodziło i tak o bulgot – gulgoczą indyki, bulgota gotująca się ciecz. Mam rację? Czy faktycznie gulgotał jak indyk?

 

Tym bardziej że smagał ich żywy ogień, a oni czekali, kto tym razem okaże się najsłabszy.

Hmm nie brakuje tu czegoś?

 

Teraz dopiero zobaczyli, że nieopodal Wielkiego Piromanty ukryty był Pring,

Teraz dopiero zobaczyli ukrytego nieopodal Wielkiego Piromanty Pringa (albo podobnie). Nie jest to oczywiście jakiś błąd, ale wydaje mi się, że jak można wyciąć nudny czasownik, to zawsze warto to zrobić.

 

„Oddzielić ziarna od plew” przypomniała sobie wytyczne i postąpiła zgodnie z rozkazem.

Miejscami zastanawia mnie narracja. Skoro ona i tak jest zdrajczynią, to po co przypomina sobie wytyczne? Czy narrator jednak nie jest wszechwiedzący…? Wydaje się być, a z drugiej strony trochę jakby spiskuje ze spiskowcami.

 

kultystów

Ojojoj. “Kultysta” to jest hiszpański pisarz barokowy. Rozumiem, że taki anglicyzm może gdzieś być używany (w jakichś gorzej przetłumaczonych gierkach pewnie), ale zwalczałbym ogniem, bo “kult” po polsku to nie to samo, co “cult” po angielsku, więc to słowo w naszym języku w tym znaczeniu za bardzo “nie robi sensu”.

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Przykładowo: stary satanista sepleni – nie miałoby dla mnie już ładunku komediowego, więc uważam, że chyba jednak nie o literki chodzi a o znaczenia.

No, dla mnie wciąż ma, choć istotnie, jakby nieco mniejszy.

Jak ze wszystkim w naszej dziedzinie bywa, trochę wedle uznania.

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Osobiście mam to za portalową fanaberię.

Może polonistki na to zwracają uwagę? Nie wiem. Czytelnicy? Nie sądzę.

Wiesz, no zależy trochę. Aliteracja może przyciągać uwagę tam, gdzie jej nie chcesz, i ogólnie robić dziwne rzeczy.

 

Może niekoniecznie taka jak tu, rozbita kropką, albo w utartych zwrotach („X wbił wzrok w Y” → nikt nie zwróci na to uwagi, bo tak się po prostu mówi).

 

Ale jeśli sędziwy satanista sepleni, to nagle masz jakiś dziwny efekt groteskowo-komediowy, nie?

 

Jeśli o to chodziło – spoko. Ale gdyby takie coś wyskoczyło w horrorze, to może lepiej, żeby jednak był leciwy?

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

No jeszcze tego brakowało, żeby Autorzy się tłumaczyli z tego jakie i dlaczego teksty piszą. Jeszcze do talerza nam zaglądajcie.

Michealu, to miała być właśnie sugestia, że raczej nie kierujecie się modą, moim zdaniem.

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Nie wykluczam, że masz rację, Bardzie

Otóż, może zaznaczę, ja też nie wykluczam.

 

Generalnie podchodzę do tematu tak, że vox populi vox dei i opinii portalowego uzusu/ogółu ufam bardziej niż swojej. Więc jak widzę, że spora grupa użytkowników (a więc też jakieś “vox populi”) zgłasza votum separatum, to mam mocny dysonans poznawczy.

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

No a które z niesmutnych czerwcowych byś nominował?


edit:

To ja zapytam inaczej – chcą bo tak lubią pisać? Czy tak piszą bo taka jest "moda" na portalu? 

Pytanie, prawda, słuszne. Natomiast, nie chcę wypowiadać się za nominowanych autorów, może tu przyjdą, ale widząc te ksywki, mam swoje podejrzenia, że tak powiem.

 

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

O głosie dyżurnych zgadzam się z propozycją Michaela.

A ja… tak nieszczególnie. Co prawda zrezygnowałem przynajmniej na razie z dyżurowania, ale hipotetyczna sytuacja, w której opowiadanie miałoby 4/5 punktów i jego nominacja zależała od tego, czy mi się będzie chciało doczytać do 100% wydaje się cokolwiek niekomfortowa i raczej zniechęcałaby do nominacji/dyżurowania. 

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Witam :]

 

Noo bardzo ładnie.

 

Powtórzę po Jimie, bo lepiej bym tego nie ujął: “Narrator wiarygodny w swej niewiarygodności”.

 

Ta niewiarygodność potężnie dodaje tu smaku, bo tak naprawdę do końca nie wiemy – czy te drzwi to tak na serio, czy może on coś temu dziecku zrobił i to taka jego schiza z wyparcia. Podobnie z tą jego przemianą bohatera – czy faktycznie ten strach nie wygra, czy on tak sobie tylko wmawia każdej nocy, że owszem, to jest ta noc.

 

Bardzo udany szort, pozdroklik!


Jak mogłem o tym wcześniej nie pomyśleć? Wysłać czteroletnie dziecko z naklejkami, żeby bawiło się samo. No nic, nie pomyślałem!

Raczej nieatrakcyjne powtórzonko.

 

Odrzekłem jedynie, że odzyskam naszą córeczkę.

– Znów piłeś? – rzuciła.

Nic nie odpowiedziałem.

Postanowiłem odzyskać córkę.

j.w.

Dopiero po pół godziny zobaczył mnie sąsiad i zaangażował w poszukiwania. Oczywiście znalazł się ktoś, kto zadzwonił do Asi i powiedział jej o wszystkim.

Eeee ale skąd taki ktoś się wziął? W sensie, skąd wiedział? Chodzi o to, że narrator darł japę i ktoś przez to sąsiad do Asi zadzwonił?

 

Długo zastanawiałem się, czy mi palma nie odbiła – Madzia uwielbiała ten żarcik.

Jaki żarcik?

 

Ale do rzeczy – jak widzę to przejście, portal, czy cholera wie co – zawsze ogarnia mnie strach.

Pierwszy myślnik zastąpiłbym kropką albo dwukropkiem może. Bo teraz wygląda jak wtrącenie. A nie jest nim.

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

 

Mamy od pierwszej sceny dwa "silniki" trzymające czytelnika przy kartce, oba to tajemnice. Jedna to sam świat – dziwny, niezrozumiały, a jednak od początku wydający się mieć jakąś wewnętrzną, ukrytą spójność. Drugi to poszukiwana kobieta. Z jednej strony szukamy jej ciała, z drugiej, zda się, jej samej. Skutecznie rozbudza to ciekawość – czytamy, żeby zrozumieć, o co tu właściwie chodzi. Odliczanie do spotkania z kupcem, jeśli też miało taki silniczek w zamyśle stanowić, to się raczej nie sprawdziło (ale to może być moja nadinterpretacja i ono jest tak po prostu).

 

Z drugiej jednak strony, szczególnie w pierwszej połowie, te "silniki" nie do końca wydają mi się na tyle mocne, by ponieść szczegółowe "akcja po akcji" opisy błahych czynności, jak wyciąganie sieci, czy wyliczanki walających się po mieszkaniu rzeczy. No będę tak zupełnie szczery, momentami przewracałem oczami, pytając w duchu "czy naprawdę muszę wiedzieć, że on podwinął rękawy?".

 

Druga połowa lepsza, bo dynamiczniejsza, odniosłem wrażenie. Pewnie tak zresztą miało być, że punktem wyjścia jest jakaś stagnacja.

 

Interpretacja faktycznie trudna. Ja tu widzę ojca, który nie zbudował z córką takiej relacji, jak chciał, być może nawet skrzywdził ją w ten, czy inny sposób i osamotniony na starość, rozpamiętuje, gryzie się z wyrzutami sumienia i żalem, widuje ją rzadko albo wcale i tylko życzy sobie, żeby tak było. Ale nie będę ukrywał, dopiero ostatnie sceny pchnęły mnie w tę stronę, wcześniej byłem pewien, że chodzi o dziecko ordynarnie zmarłe. Może to zresztą celowe skojarzenie ze strony autora, że rozbita relacja bywa równie bolesna, jak przedwczesna śmierć? Trudno stwierdzić.

 

Językowo jak zwykle bardzo dobrze.

 

Tak że generalnie, poza tym (moim zdaniem) miejscami przesadnym przeciąganiem, bardzo ładnie :) Ale przed ostatecznym werdyktem jeszcze będę sobie musiał przetrawić. Nie ukrywam, że wszystkie pododmiany weirdu i bizarro to coś, w czym czytelniczo  czuję się słabo (a autorsko chyba wcale :O).

 

Pozdrawiam!


 pluskiem spowodowanym zrywem ryby, tam szumem zakwitających wirów czy chlupotem pod naporem wiosła – wyhamowało łódkę, na której Adam, nie mogąc zmrużyć oczu, postanowił wypłynąć o tej późnej porze

Można tak tu sobie zastąpić “które” myślnikiem…?

 

pod dotykiem mlaszczące

Nie ładniej odwrotnie?

 

pochłaniało światy, stale się rozrastając

A nie: pochłaniając światy, stale się rozrastało? Teraz zastępujesz imiesłowem okolicznik celu…?

 

To słowo – kapelusiku – coś w nim poruszyło.

Chyba dużą? Przynajmniej przed chwilą tak było.

 

– Skąd zatem wiesz?

– Sam nie wiem

Raczej nieatrakcyjne powtórzonko.

 

Umarłbym z nudów.

Literówka chyba.

 

 

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Zygfrydzie, spóźnione, ale szczere dzięki za wizytę! Nie wiem, jak ten komentarz mi uciekł.

 

Cieszę się, że były tu rzeczy, które przypadły Ci do gustu, nawet jeśli do TAK-a zabrakło!

 

Czy końcówka urwana – moim zdaniem niekoniecznie, ale nie jesteś odosobniony w tym wrażeniu, więc następnym razem na pewno bardziej zadbam, by było jasne, dlaczego tekst kończy się tam, a nie gdzie indziej. Albo przynajmniej będę się starał.

 

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

No witamże :]

 

Fajne. Weirdowo-bizarrowe, ale w dobrym znaczeniu: jest dziwnie i na koniec nie wiemy do końca, co się tak naprawdę stało, ale fabuła ma zrozumiałą progresję od punktu A do punktu B, więc czyta się dobrze. Czy raczej od punktu A do punktu A, bo mamy klamro-pętlę.

 

Podobało mi się to pogłębiające szaleństwo i te myśli swędząco-drapiące.

 

Też się zastanawiałem, czemu on nie wychodzi z mieszkania, ale uznałem, że to nie aż takie ważne, no i w takim stanie psychicznym jednak ma jakiś sens. Na pewno zamknięcie pogłębia atmosferę.

 

Klikam i pozdrawiam :)


O tym, czy był dzień, dowiadywałem się z promieni słonecznych, które wpadały do sypialni przez szparę między taśmami.

Lepiej chyba “poznawałem po”, niż “dowiadywałem się z”, bo przecież on tych promieni nie odczytywał w żaden sposób, tylko paczał, czy są.

 

Jasne światło strasznie męczy oczy. Pamiętam, że gdy się obudziłem, środek sypialni przecinał jasny strumień światła.

który rozdzierał myśli, rozorał mi serce, gdy odebrał mi rodzinę

Wydaje mi (xd) się, że nie trzeba tego mi powtarzać.

 

W czerwonym świetle człapałem bosymi stopami, pokonując metry mieszkania długimi susami.

Hmm bosy to raczej kłapał. Człapać to albo wlec się, albo kłapać butami.

 

Jak drga struna, tak drżała deska podłogi.

Bardzo mocno stylizowane zdanie nagle.

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Witam i cóż.

 

No, nie mogę powiedzieć, żeby tekst mnie zachwycił.

 

Fabuły tu właściwie nie ma, dosłownie jedno wydarzenie + ekspozycja.

 

Ekspozycja, dodajmy, nieszczególnie atrakcyjna dla czytelnika. Najpierw mamy technogadkę, która ma chyba sprawiać wrażenie hard-SF, ale żadnego ciekawego kawałka nauki nie przybliża, a potem pomysł pseudo-protomolekuły mającej ograniczyć rozwój cywilizacji technicznej przedstawiają nam postaci, o których nic nie wiemy, których zachowanie w obliczu katastrofy jest nieszczególnie wiarygodne, a które najwyraźniej wszystkiego się magicznie domyśliły po kilku sekundach i mogą to wyłożyć czytelnikowi.

 

Puenta z nawiązaniem do Uroborosa też nie wydaje się mieć większego sensu, przecież to nie cywilizacja sama siebie zjada, tylko coś z zewnątrz ją niszczy.

 

Wspomnienie o Expanse wydaje się głównie służyć jako celowe zwrócenie uwagi na kliszę (tzw. lampshading).

 

Język w porządku, ale to tego tekściku nie ratuje.

 

Pozdrawiam!

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Witam :]

 

Tytuł wprowadza nam dużo napięcia – dosłownie mamy bombę jak z hitchcockowej anegdotki i czytając, zastanawiamy się, łupie, czy nie łupnie. Czy jest to najbardziej wyrafinowany zabieg w historii literatury? Skądże znowu, ale działa bez pudła, pierwsze sceny czytałem z dużą przyjemnością.

 

Jednakowoż, później nastąpił pewien dysonans. Opowiadanie przyjmuje postać jakiejś satyry, do której ten pełen napięcia początek zwyczajnie średnio pasuje – rozbudził on mój apetyt na całkiem co innego. A już dialog na końcu, w którym panie z poczty tłumaczą nam żart, jest zwyczajnie nudnawy.

 

No ale jeśli nawet w moim odczuciu nie wszystko tu zagrało, mamy tu wyraźny, trzymający się kupy pomysł na fabułę, wiarygodnego bohatera, a szanowny Anonim zadbał też odpowiednio o warstwę językową, dodatkowo uatrakcyjnioną wstawkami “subkulturowymi”. Jakoś wykonania, prawda, jest. Gdyby tu jeszcze była jakaś fantastyka, pewnie bym kliknął.

 

Pozdrawiam!

 


„Musisz mu powiedzieć, że na magazyn tego nie możemy przyjąć” – słyszę mimo szumu klimatyzacji.

Kwestia jest wypowiedziana na głos, więc chyba powinien być zwykły dialogowy zapis? Tak zresztą jest niżej w podobnej sytuacji.

 

– milknę, bo spogląda na mnie tak, że zaciska mi się gardło.

Raczej milknę dużą.

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Nie chcę torpedować pomysłu, widzę jakąś logikę w przymuszeniu autorów do zabiegania o czytelnictwo i zapobieganiu inflacji wyróżnienia nominacją, ale problem jest taki, że dyżurni poza tymi 3 punktami i półTAKiem nic za swój wysiłek, czasem przecież większy niż lożowy, nie dostają.

 

Więc no czy na pewno chcemy im jako społeczność jeszcze coś zabierać?

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Witamże :]

 

No i co – zabawna, udana miniaturka. Podobało mi się zarówno podszyte humorem “ciało” tekstu, jak i twist na końcu. Naprawdę nie domyśliłem się, że chodzi o posła, ale po przeczytaniu, wydaje się to oczywiste – czyli dokładnie tak, jak twisty powinny działać.

 

Językowo też się jakichś problemów nie dopatrzyłem, jest ładnie i płynnie.

 

Klik i pozdro


Gdy zielona zielony. Rozumiemy się?

Ten pauz mógłby być przecinkiem, bo jest w dialogu. Podobnie niżej. Nie jest to błąd, ale szkoda mylić czytelnika.

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Tak, uważam, że odrzucenie 5 moich tekstów, które były nominowane co miesiąc było w mojej ocenie niesprawiedliwe.  Nie uważam, że to był spisek, zmowa czy coś podobnego Ale uważam, że coś jest nie tak, jeśli dochodzi do takich sytuacji.

Hm no nie odbierz tego proszę jako przytyk do Ciebie albo Twojego pisania, rozumiem, że w takiej sytuacji mogłeś się poczuć źle potraktowany, szczególnie, że niektóre z tych opowiadań miały dużo “punktów publiczności”, ale nie jestem przekonany, czy obiektywizacja loży naprawiłaby tę sytuację.

 

Nie jest przecież tak, żeby lożanie szczególną niechęcią pałali do horroru, komedii czy akcyjniaka. Problem* polega raczej na tym, że targani emocjami po przeczytaniu smutnodramatu, skłonni jesteśmy przymykać oczy na różne wady takich tekstów (przymykać, albo w ogóle ich nie zauważać).

 

Więc ewentualne zmiany obiektywizacyjne raczej doprowadziłyby do surowszych ocen smutnodramatów, niż do zwiększenia liczby piórek w innych gatunkach.


 

* jeśli w ogóle przyjmiemy, że to problem. Tak jak pisałem wyżej, nie jest tak, żeby mocne targanie serduszkiem czytelnika było zagraniem jakkolwiek nieuczciwym ze strony autora, albo niedostępnym dla autorów piszących inne gatunki, więc nie jestem o tym szczególnie przekonany – ale nie wykluczam, skoro się tak często ten zarzut pojawia.

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Zgadzam się, że sporo jest tam określeń, ale nie czuję / nie rozumiem, dlaczego to źle.

To trochę jak powtórzonko. Jak powtarzasz było-było, to zupełnie normalny wyraz zaczyna gryźć w oczy. I tak samo jak masz jedno przymiotnikowe combo obok drugiego. Ale nie wszyscy są na to tak alergiczni jak ja, więc trochę “jak uważasz”.

 

No właśnie, jeżeli masz jeszcze chwilę, to chętnie podpytam, czy te wskazówki uważasz za wskazane dla tekstu tego typu (okolice horroru, napięcie, tajemnica), czy za stałe prawidła pisarskie? 

Tak całkiem stałego w literaturze nic nie ma… ale generalnie nie widzę w moim komentarzu nic szczególnie specyficznego dla gatunku. W romansie napięcie i tajemnica też się sprawdzą do przyciągania czytelnika, tylko będą innej natury (“z kim hrabia widuje się wieczorami?”)

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Witamże :]

 

Początek: brawo, w pierwszym paragrafie ktoś umiera i dostajemy tajemnicę Skrzypka. Tak trzymać.

 

Ale już scenę, gdzie biegamy za umierającym dzieckiem to by mocno skrócił. Albo całkiem out. Nie jest to szczególnie istotne dla fabuły, jak ona umarła, kto wtedy biegał etc. A wiemy z góry, że umarła, więc nie ma w niej też napięcia. Można by spokojnie zacząć zrozpaczonym ojcem u rozpijaczonego grabarza.

 

Dialog ze skrzypkiem też wypada nieco miałko. Albo może mi się tak wydaje, strasznie nie lubię, jak straszydło/demon/złol mówi “to tak nie działa”.

 

Ale po za tym, całkiem udany tekst. Jest napięcie aż do zakończenia, mamy tę tajemnicę od samego początku, i to napięcie i tajemnica razem ciągną czytelnika przez opowiadanie.

 

Klik, pozdrawiam.

 


 

Jej udo było otwarte, przez rozdartą skórę przebijała kość. Drobne nogi i sukienka Marysieńki były lepkie od krwi.

 

Zapamiętał twarz stojącej w otwartych drzwiach Ireny. Moment, gdy ich spojrzenia się spotkały, a w oczach małżonki zgasł blask.

No ale ona wiedziała, że coś się święci, to tak czekała z blaskiem w oczach? Taki 2/10 ten opis, bardziej pasuje do nagłej wiadomości, niż do kobity, która czekała na wieść o córce, pewnie roztrzęsiona.

 

Ciało Bogdana przeszył ból, gdy łopata trafiła na coś twardego

Nie no bez przesadyzmu, w rękach mógł to odczuć, ale bólem całego ciała?

 

Muzyka była jedynym dźwiękiem, jaki niósł się po wsi, nawet zwierzęta zamilkły

Raczej który.

 

Bogdan doskonale widział zgniłozieloną twarz i ciemne, osadzone głęboko oczy. Rzadkie, długie, proste od wilgoci włosy

Czasem trochę atakujesz czytelnika przymiotnikami i przysłówkami odprzymiotnymi.

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Na przykład– wybieramy 18 członków loży, połowa lożuje pierwszą połowę roku, a pozostałych 9 lożan resztę roku. 

A znajdziesz 18 userów, którym się będzie chciało lożować…?

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Przytoczyłem komedie – kiedy ostatni raz taki tekst otrzymał wyróżnienie?

Teraz w czerwcu za maj.

 

"Akcyjniak" często ma dużo dramaturgi ale rozłożonej na inne elementy niż typowy dramat.

Powinien mieć. A czy często ma, tu na portalu?

 

A dramat często trafia w słabiznę czytelnika tanimi środkami

Na pewno bym nie powiedział, że one są tańsze niż inne gatunki.

 

więc masz rację tym bardziej powinno się doceniać inne gatunki bo mają pod górkę

No właśnie nie wiem czy autorzy innych gatunków mają pod górkę, czy po prostu autorzy smutnodramatów zazwyczaj lepiej widzą cel.

Ale być może. Widzę, że wiele osób tu czuje jakieś skrzywienie.

 

Jeśli lubię lody truskawkowe, a nie lubię malinowych to te pierwsze zawsze będą mi się wydawać lepsze :)

Nooo tylko ja lubię akcyjniaki, horrory etc. Jakiś tam smutnodramat napisałem, ale na pewno zbaczam osobiście raczej w stronę brzydkich potworów, ładnych pań i ciachania mieczykiem.

 

 

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Hmmm, no tylko:

 

akcyjniak potrzebuje TON emocji i dramaturgii, inaczej jest nudną sekwencją wydarzeń. A dramat te emocje i dramaturgię ma “sam z siebie” i potrzebuje jedynie modicum akcji, ot, żeby fabuła nie stała w miejscu. Emocje to niejako podstawa*.

 

Więc choć osobiście lubię straszne stwory i ciachanie mieczykiem, to nie wiem, czy to nie jest raczej tak, że te dramaty** portalowe nie zdobywają wysokich ocen, bo są średnio mniej “dziurawe” niż akcyjniaki, a nie ze względu na skrzywienie loży.

 


 

* wyłączając, być może, takie gatunki jak hard sf, no ale dobrego hard sf i tak się tu mało pojawia, bo to trudne do pisania

** nie jestem przekonany, czy właściwie używamy tego słowa, ale chyba wszyscy, którzy śledzą piórka wiedzą, o jakich opowiadaniach mówimy

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Kim trza być żeby

marudząc ukrywać nick

(to jest haiku)

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Anonim ma nadzieję, że jednak mylisz się, co do tożsamości Autora, bo to by znaczyło, że uważasz jego światotwórstwo za fajne, ale zakończenia za doklejane na siłę, a tego by nie chciał :(

Raczej myślałem o kimś, kto światotwórstwo po prostu stawia wysoko w hierarchii wartość elementów dzieła fantasy. Tak czy inaczej i kimkolwiek jesteś, wybacz, jeśli taki komentarz sprawił Ci przykrość, nie chciałem tego.

 

Anonim nie doklejał zakończenia, bo zakończenie miał w głowie, zanim wymyślił środek i świętego Piotra, ale musiałbyś mu uwierzyć na słowo.

Wierzę, bo czemu miałbym nie wierzyć. Pisałem o tym, jakie wrażenie to na mnie zrobiło, nie o tym, jak przebiegał proces, bo przecież tego wiedzieć nie mogę. I, jak zauważasz, może to być wrażenie dość subiektywne.

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Witam :]

 

Hmmm zakończenie mnie nie do końca usatysfakcjonowało. Tekst przedstawia nam ten dziwny świat i losy typowego powróceńca w nietypowej mieszance lekkiego absurdu i grimdarku wręcz, a kluczowe wydarzenie, krzywda wyrządzona córce, spada jak grom z jasnego nieba pod koniec przedostatniej sceny. Owszem, jakaś tam sugestia wcześniej była, ale całość fabuły absolutnie nie wydaje mi się do takiego rozwiązania dążyć. Trochę jakby autor wymyślił sobie fajny świat i “dokleił” zakończenie, bo przecież jakieś było potrzebne. Daje mi to pewne podejrzenia co do tożsamości Anonima.

 

Tak czy inaczej, jeden zgrzyt nie powinien przesłaniać, że pod wieloma względami jest to fajny tekst. Mamy nietypowy klimat, wartką akcję, przyjemną dla czytelnika narrację. Dziwny a niezbyt wspaniały świat poznajemy, podążając za losami “lubialnego” bohatera, a nie poprzez suchą ekspozycję.

 

Pozdrawiam i doklikuję!

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Witam :]

 

No i cóż. Nie mogę powiedzieć, żeby ta bajeczka miała zostać w mojej pamięci na dłużej – raczej nie mój typ lektury. Ale i czepiać się specjalnie nie ma czego. Mamy dwa wątki, konflikt bohatera z ludźmi i z samiczą biologią, oba łączą się ze sobą i doczekują się jakiegoś tam rozwiązania, nawet nienajgorszego, powiedziałbym. Humor nie zwalił mnie z krzesła, ale na pewno uprzyjemniał czytanie.

 

Te dialogi, gdy ludzie i pająki szczegółowo tłumaczą swoje plany, trochę się ciągły. 

 

Pozdrawiam!

 

Czułem lekki powiew oddechu z przetchlinek brata

Pająki nie biorą wdechów i wydechów. Oczywiście pająki też nie rozmawiają i w bajce to łykamy, ale tu mnie to jakoś zakłuło… może dlatego, że to bajkowe oddychanie jest zaraz obok naukowo-biologicznego terminu “przetchlinka”?

 

– Tuś mi, bratku! – zakrzyknęła i wymierzyła mi cios mopem.

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

No nie mogę powiedzieć, żebym się cząs ze śmiechu, ale ogólnie całość bardzo ładna i tak pozytywnie chwyta za serduszko. I dobrze się czytało, widać, że to jakiś Anonim, co umie pisać.

 

No i zaczyna się od pierwszego paragrafu.

 

Podobało mi się, klikam

 

Walentyn. – Przeczyt

zapalić! – Zawyrokow

o prawda. – Zareagowa

ysia. – Zaczął

Bez kropki i małą.

 

Śpiew urwał się tak nagle, jakby ktoś poderżnął gardło całemu chórowi naraz.

Ładne!

 


Pudło, marzanie :)

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Człowiek niby wie, że tam się rzeczy nie do pomyślenia działy, a i tak niedoszacował…

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Duże harno, Anonimie.

 

Niemalże od razu wprowadzasz tajemnicę, której rozwiązania czytelnik może się domyślać (ogólnie przecież wiadomo od razu, OCB), ale nie może domyślić się do końca. No i właśnie to uczucie, że rozwiązanie jest tuż-tuż, ale jeszcze się wymyka, to jest jeden z najskuteczniejszych sposobów przykucia czytelnika do kartki. I najbardziej satysfakcjonujących dla odbiorcy. A przy tym – niełatwy.

 

Przekonał mnie też psychologiczny obraz zarówno wyparcia jak i zezwierzęcenia. Może ta scena, gdzie Lachy pozwalają się tak kneblować pod naciąganą wymówką trochę naiwna. Ale niech będzie, że się bali.

 

Bardzo dobre wrażenie robią powtarzające się motywy książek, gladiatorów, płaszcza.

 

Nie wiem, czy ta forma mieszanki językowej nie zepsuje komuś odbioru, czy tu nie należało jednak powściągnąć ręki dla wygody czytelnika. Ale mi osobiście podeszła.

 

No jestem pod wrażeniem, tak ogólnie.

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

skoro masa grawitacyjna w takim wszechświecie nie równałaby się masie bezwładnościowej

Może coś źle zrozumiałem i ktoś mnie poprawi, ale właśnie tak ta teoria jest zaprojektowana, żeby się równała, przynajmniej do granicy mierzalności.

Natomiast gdyby w fikcyjnym świecie fantasy nie było tego założenia, że materia składa się głównie z pustej przestrzeni, to chyba główną konsekwencją byłoby, że grawitacja zależałaby od przekroju ciała, a nie od masy (albo w pewnym stopniu od obu, zależnie, ile tej pustej przestrzeni by było).

 

A inne ciekawe konsekwencje tak działającej rzeczywistości są opisane w tym artykule (jak natychmiastowe wyparowanie WSZYSTKIEGO xd).

 

Ale faktycznie, przymykając trochę oko na to i owo, potencjalnie ładna sprawa do świata fantasy.

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Bo popatrz na to z drugiej strony: ile napisanych już opowiadań fantastycznych bierze dokładny tekst biblijnej księgi, […] z lekko pozytywnym przesłaniem końcowym (”żyj najlepiej jak umiesz, nie daj się strachowi, zabobonom i tym, którzy mają cię gdzieś”).

No cóż, ufoków udających bóstwa jest w SF masa, a krytyka religijnego strachu i zabobonów to też jeden z częściej wałkowanych tematów, niezależnie od gatunku.

 

Poza tym, umówmy się, 30k znaków to nie jest jakiś super długi tekst.

Dla opowiadania z oryginalną, rozbudowaną fabułą, wciągającą akcją, napięciem, etc. to byłoby tak średnio, powiedziałbym. Oczywiście opowiadanie jako takie jest jedną z krótszych form w literaturze pięknej.

Ale dla dzieła opartego o koncept, gdzie fabuły nie ma – albo, tak jak tu, jest powtórzona z szeroko znanego dzieła, a zatem przewidywalna – to już bardzo dużo.

 

spuchło by to co najmniej 2-3 krotnie.

No, spuchłoby – ale czy coś by zyskało?

 

Wszystko to moim zdaniem, oczywiście. Często bywa tak, że ja marudzę na dłużyznę, a inni z naszych szacownych użytkowników i użytkowniczek nie podzielają tej opinii, więc niekoniecznie musisz się tym przejmować.

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Tytuł: Miłość, miłość za murami; podlewamy ją czarami [TYTUŁ ROBOCZY]

Znaki: 35292

Gatunek: dark fantasy

 

Tekst pozaportalowy.

Low fantasy (niemal historyczny czternastowieczny Krym, słowiaństwo), dark fantasy, romantasy nawet trochę.

Sens: raczej minimum.

Wulgaryzmy, ładne panie bez odzienia, ciachanie… trebuszem i arkanem, treści drastyczne (ale głównie "poza ekranem").

Zależy mi na czasie (termin do 1.07). Z tego samego powodu, choć oczywiście większość baboli starałem się wyłapać przed zgłoszeniem do bety, tekst może być ogólnie w nieco bardziej surowym stanie, niż zwykle – intensywne prace wykończeniowe trwają. Tym bardziej będę wdzięczny ewentualnym betującym i chętnie wyrażę tę wdzięczność re-betą. Zależy mi, by wiedzieć, czy taki miszmasz gatunkowy w ogóle ma sens, czy to się w ogóle czyta i czy jest zrozumiałe OCB, bo nie jestem niczego pewien.

Choć oczywiście łapanką nie pogardzę również też. Ale głównie interesuje mnie opinia stricte czytelnicza.

 

UWAGA: oferta wymiany bet dotyczy wyłącznie w pełni białkowych autorów :D

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

No pięknie malujesz słowem, a kontrast między futurologistyczną tematyką a klasyczną formą sonetu to wisienka na torcie.

 

O przesłaniu nie chciałbym za długo dyskutować (nie jestem przekonany, czy “ze świadomością przychodzą pragnienia”… ale to temat na wielostronicowy elaborat), ale przyłączę się do innych stwierdzając, że nie jest ono oczywiste. O ile dotarło do mnie, że chodzi o rozgoryczone odrzuceniem ze wspólnoty ej aje, to pierwszym przeczytaniu byłem pewien, że Lilith mówiąc “gińcie miernoty” grozi ludzkości (co w sumie nie było, jak rozumiem po komentarzach, aż tak dalekie od prawdy, ale nie dokładnie o to chodziło).

 

Pozdrawiam!

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

No witamże.

 

Zaczynamy ekspozycją, wiadomo, -5 punktów. No, może -2, bo jednak ta ekspozycja jakiegoś kopa ma – mamy od razu jakieś natrętne wspomnienie i przeznaczenie do śmierci. Niemniej, napięcie pojawia się dopiero, gdy Sigrid, przerażona Próbą Traw, wbija nam palce w ramię.

 

Napięcie niestety szybko się kończy i przechodzimy do backstory naszego bohatera i już z niej nie wychodzimy. Rozumiem, oczywiście, że to część cyklu ale i tak zadbałbym bardziej o napięcie i wrażenie zamkniętej całości.

 

Ale tak ugułem czytało się to całkiem spoko, udało się ten wiedźmiński klimat zachować. Nie lubię zasadniczo cykli, ale pewnie jeszcze wpadnę zobaczyć, co dalej z tym Koenradem.

 

Pozdrawiam!

Z okresu młodości pamiętał niewiele.

Z młodości – okres młodości to masło maślane.

 

wbijając paznokcie w jego ramię

Angielskawe. Wbijając mu paznokcie w ramię.

 

Wył tak, że zdarł gardło do krwi, a jego krzyk splótł się z echem, które wciąż wibrowało w tych murach po Ulfrichu, Nilsie i wszystkich tych, którzy tutaj umarli.

Coś bym z tym zdaniem zrobił, tylko nie do końca wiem, co. Może “[…] splótł się z echem, które wciąż wibrowało w tych murach. Echem po Ulfrichu, Nilsie […]”. Albo “echem po Urlichu[…] i wszystkich tych, którzy tutaj umarli, które wciąż wibrowało”. Teraz się bardzo słabo parsuje moim zdaniem.

 

wiedźmina, który posadził go na konia i rzekł:

Zostaniesz wiedźminem

Nieładne powtórzonko, a łatwo naprawić usuwając pierwszego wiedźmina – wiadomo raczej, że mężczyzna, który mówi coś takiego do dziecka i ma pionowe źrenice, sam jest wiedźminem..

 

Zaraz się staną prochem.

“Zaraz mieli stać się…” może, bo czas przeszły.

 

mutacje wypalały im kanały łzowe i pozbawiały uczuć. 

Lecz on wciąż był tylko zmutowanym chłopcem

Keldar nie uciekał się do gładkich kazań

Czy gładkie kazania to środek kontrowersyjny lub drastyczny? Szczerze, to pewnie czasem tak… ale wydźwięk fragmentu był zupełnie inny

 

Baty rzemieniem

Może razy? Albo po prostu “baty”. Bat to rzemień na kiju, więc teraz jest cokolwiek komediowo. A niepotrzebnie, zda mi się.

 

Potężna Lawina

Czy Potężna Lawina to nieoczywista nazwa własna?

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Witam, ja od lipca też przerywam dyżurowanie do odwołania i również czerwiec powinienem wyrobić.

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Cóż, taki był właśnie zamysł: opowiedzieć Księgę Rodzaju na nowo, zachowując formę i zasadniczy core treści, a wprowadzając jedynie subtelne zmiany

Jasne – ale widzisz chyba, że opowiadanie tej samej historii na nowo, z subtelnymi jedynie zmianami, raczej nie może porwać czytelnika. Szczególnie, jeśli te zmiany nie są szczególnie odkrywcze. Pomysł, że Bóg/bogowie to tak naprawdę ufoki nie jest przecież wcale nowy.

 

Kurczę, zupełnie się nie zgadzam. :) Dla mnie tej ekspozycji jest malutko, “tyle że ino” i chętnie zrobiłbym dwa razy tyle. Poza tym jest ona kluczowa do nakreślenia autorskiej wizji świata

No cóż: rób, jak uważasz.

 

sprzeczne lub zgodne z dolą/losem danego człowieka

A cóż takie zdanie miałoby znaczyć? Jak można się z dolą/losem wzajemnie wykluczać albo być niezgodnym?

 

Czyli jak mówimy o Nich, to dużą oraz ich Przymioty/Cechy również z wielkiej litery.

Wiesz, jeszcze w powieści, gdzie taka oryginalna konwencja byłaby utrzymana na długim dystansie, może miałoby to sens. Ale tak, to tylko męczysz czytelnika – zanim się odbiorca do konwencji przyzwyczai i przestanie potykać, opowiadanie się kończy.

 

Uważasz, że nie jest spójnie i konsekwentnie?

No, gdyby tak było, to spoko. Ale tu np. fragment ze sceny o Lucjuszu, w której wcześniej były normalne dialogi:

Widząc, że Słońce powoli chyli się ku zachodowi, stwierdził: „Cały ten dzień aż nadto mnie nuży! Nie powinienem się wdawać w bezowo

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

O ja nie klikłem tego? Już naprawiam ten błąd, oczywiście klik się należy jak psu zupa

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

No witam :)

 

Czytało się całkiem przyjemnie. Typowy nastrój dla ciebie: niby wszystko jest takie spokojne i flegmatyczne, a jednak cały czas podszyte jakimś niepokojem. Nawet nie w sensie strachu, ale jednak wszystko od początku zdaje się mieć jakąś ukrytą warstwę. I faktycznie, plastyczne opisy pozwalają przenieść się w ten świat.

 

Natomiast po przeczytaniu nie do końca mam wrażenie, że zrozumiałem, o co chodziło – widzę, że nie tylko ja. Ale może w onirycznym tekście tak ma być?

 

Pozdrawiam i klik

 

 Najlepiej będzie, jeśli zrobisz to tam. – Wskazała ogród.

Brakło pauzy.

 

Zbliżyliśmy się do progu drzwi wyjściowych i ledwo co udało nam się ją podnieść.

“Ledwie”, moim zdaniem. “Ledwo co” odnosi się do czasu, a nie do trudu:

 

No ale, że tam nikogo nie ma, to już nie rozmyślam.

Raczej skoro?

 

co trochę jest głupie

Może to celowo, ale raczej “jest trochę głupie”, bo “trochę” określa “głupie”, a nie “jest”.

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Witam.

 

No nie najgorzej się to czytało. Mamy tu jakieś napięcie, bo narratorka może nie zdążyć na ważny egzamin i jakąś tajemnicę, bo chcemy wiedzieć, jak ta przyszłość tak naprawdę wygląda, a nie mówisz tego wprost. I one czytelnika ciągną przez tekst.

 

Tak że jak na debiut całkiem udane, pozdrawiam :)

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Witam i cóż :)

 

Nuda raczej. Boleśnie przewidywalne te biblijne parafrazy. Rzadko pojawia się jakaś oryginalna myśl w tych parafrazach, jak połączenie Babel i Ikara, głównie 20k znaków zużyte żeby napisać “Bóg to UFO”.

 

Jedynie w opowieści o Lucjuszu jest jakiekolwiek napięcie. Ale też niewiele i nawet gdyby rozważać ją w izolacji, to zaczyna się opisem typowego dnia bohatera i ma w sobie nadmiar ekspozycji.

 

No ale, jakiś spójny zamysł tu był. Gdyby zrobić z tego szorta, to może całość lepiej by wypadła.

 

Pozdrawiam!

 

próżnia oplatała

Czy próżnia może cokolwiek “oplatać”?

 

okres całego swojego pacholęctwa

Raczej cały okres

 

Oczy, Ręce i Lędźwie

Objawiłeś

Mego

TY

Przeklęty

nie zesłali Wysłannika. Nie Zesłali

Twórcy, Panowie, Wysłannik, Prowokator, Cel nawet – okej. Nazwy własne albo religijna cześć. Ale “Przeklęty”? Nadużywasz wielkich liter bez ładu i składu.

Twym

Twym tym bardziej nie, skoro Anioł mówi do Lucjusza.

 

Kobieta odrzekła: „Wiedzę z tej biblioteki czerpać możemy, lecz o księgach, które znajdują się w Archiwum Zrozumienia, Twórcy Powiedzieli: »Nie będziecie ich czytać, a nawet ich dotykać, abyście nie umarli«”.

Raz używasz normalnego zapisu dialogów, a raz tego… Myślałem nawet, że jest w tym jakiś zamysł i fragmenty “biblijne” są tak, a opowiadane inaczej, ale jeśli tak miało być, to nie zostało to konsekwentnie dotrzymane.

 

 sprzecznym z dolą człowieczą

Jak można być sprzecznym z dolą?

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Przejmująca miniaturka, jak zwykle. Podoba mi się ten słodko-gorzki wydźwięk, z jednej strony mamy bliskich, którzy są z nami po śmierci, z drugiej strony jest ta pustka i tęsknota.

 

Pozdrawiam!

 

 

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

mam tracić czas na anonimowy tekst, skoro wolę wejść do znanego mi autora/autorki

Prosty fakt niestety, a tym bardziej w dobie AI

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Boi się, że zmiany uczynią go słabszym w oczach innych

To pomaga trochę. 

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

asfodel – roślina, z małej

Aaaaaaa widzisz. Bo to są łany [kwiatów asfodelu], nie [łany kwiatów] Asfodelu. Ma to sens.

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Nie przekonuje mnie specjalnie główny konflikt. "Ty bronisz prawa, on broni tylko władzy." – w jaki niby sposób obole w paszczach powiększają władzę Hadesa?

 

Ogółem miałem trochę wrażenie chaosu. Albo bardziej niż trochę. Nila ma jakiś plan, ale ja nie wiem jaki, nawet na krok w przód, dodatkowo skaczemy z miejsca na miejsce, co chwila wskakują nowe postaci albo stwory, cienie jakieś, sędziowie, mojry zaraz, w końcu wunsz latający. Wszystko to daje wrażenie ciągu zdarzeń, z których każde jest zaskoczeniem. Trochę jakbyś chciał za dużo pomysłów i obrazów, z których każdy jest fajny (albo przynajmniej ma potencjał xd) upchać na dystansie 30k znaków. A może ktoś z większą wiedzą o mitologii niż ja by się tego wunsza spodziewał i miał z niego większą satysfakcję? Nie wykluczam.

 

Ale, jak zwykle, bardzo podobało mi się twoje pisanie, proza znaczy się. Ma taki urokliwy styl, trochę bajkowy.

 

Pozdrawiam!

 

Kobieta powolnym gestem uniosła pokrywę garnka.

Czarodziejka znaczy się. Telekinetyczka.

 

Nawet bogowie podlegają temu prawu. Nie możesz uczynić mi krzywdy.

Nawet, znaczy kto jeszcze podlega?

 

– Nie przyszłam burzyć. Upominam się o sprawiedliwość. Wy, sędziowie, zrozumiecie to najlepiej.

– Ze wściekłym psem? – Radamantys się skrzywił. – Tak do nas przychodzisz?

Przyszłabym z jedną z zagubionych dusz, których chcę bronić, ale odebraliście im głos, a liczą się dla was mniej niż psy!

 

asfodelu

Przed chwilą było dużą.

 

edyne słowa, jakie kiedykolwiek tu usłyszeli

raczej które

 

ciało każdego naprężone do granic

Obu, skoro ich jest dwóch i ani jednego więcej? Chyba, że liczyć łby

 

poświęcenie nie miało sensu

Czego poświęcenie, jak jeszcze walczą? To brzmi, jakby już uznała, że po chłopie… ale wtedy powinna bardziej się przejąć? Nad tym, czy dusze pójdą za nią i co robią, dumała kilka paragrafów…

 

Niespodziewanie ominęła wysuniętą broń i podeszła tak blisko Hadesa

A główny złol, zwyczajem wszystkich głównych złoli, tak sobie stał… Czy raczej Nila to taki Speedy Gonsales?

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Witam :)

 

No mnie humor nie przekonał. Nie wydaje mi się, żeby winą był tu przesadny konserwatyzm xd – jak słusznie zauważył marzan, nie ma tu nic obrazoburczego. Ale, często mi tu się zdarza, że żarty do mnie nie trafiają, więc tym się raczej nie przejmuj.

 

Bardziej podobało mi się to, o czym pisze bruce, portret psychologiczny córki. 

 

Przyjrzałbym się za to troszkę wykonaniu – szczególnie miszmaszowi czasów (wkradł się czasem odruchowo przeszły, “Wysunęłam rękę”, “powiedziała”), ale serii powtórzonek też się dopatrzyłem.

 

Pozdrawiam!

Słowa matki przeszywają mnie całą, jak ostra włócznia pretensji, rzeźbiona całe życie. Nigdy nie powiedziała, że jest ze mnie dumna, a okazji było mnóstwo. Na przykład, gdy dostałam dobrą ocenę w szkole czy gdy udało mi się zdobyć pracę jako programistka. Zawsze mnie tylko krytykowała.

– Ach, tak? To czemu nie chciała, żeby było miło za życia? Czemu mnie nigdy nie pochwaliła? Czemu mnie nigdy nie przytulała, gdy płakałam? – Odważam się spojrzeć na matkę. Na jej twarzy dostrzegam smutek, ale tak głęboki, że aż mnie przeraża.

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Teraz ciężko mi to będzie zmienić, ale w sumie może być trochę racji w tym co piszesz.

Absolutnie nie sugeruję, żebyś miał takie drastyczne zmiany teraz wprowadzać. Raczej tylko do przemyślenia i na przyszłość, i ogólnie mogę nie mieć racji.

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Scena z koszulą też obrazowo miała pokazać troszkę relacji, jak funkcjonują. 

Tzn. scena z koszulką jest sama w sobie dobra. Albo przynajmniej taka okej. Coś się dzieje, jest jakaś spinka między bohaterami. Mi najbardziej chodziło o te paragrafy, które są w niej, a niejako poza nią, w których niemalże w punktach wypisujesz, co się działo w poprzednich odcinkach.

 

Ekspozycja nie jest zła, o ile jest dość zwięzła i ma jakiś cel

No tylko czy musi być zaraz na początku. Widziałem dobre otwarcia ekspozycją (”Scopuli zdobyto osiem dni temu i Julie Mao była w końcu gotowa na śmierć”, “W pewnej norze ziemnej mieszkał sobie pewien hobbit”), ale prawie zawsze mam wrażenie, że łatwiej ją przenieść do drugiej albo trzeciej sceny, niż zadbać, żeby faktycznie miała “kopa”.

Problem trochę portalu jest taki, że nawet jak słabiej otworzysz, to przecież i tak przeczytam :P

Ale przecież to nie była pracownica, tylko inna klientka, która sprzedawała twarz z przymusu, bo bieda.

Ale jakiej kliniki? Znowu przytoczę: 

Tak, mam zaufaną. Ale najpierw spotkajmy się to obgadać”.

O widzisz, umkło mi po parę słów i dwa razy głupotę napisałem.

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

No witam :]

 

Pierwsza scena niestety służy ekspozycji, momentami dość nachalnej, no ale przynajmniej ta ekspozycja została zamaskowana niewysuszoną koszulką. Wrażenie tej nachalności podnosiła powtarzalna struktura zdania w tych ekspozycyjnych paragrafach:

Lena uważała to za bzdurę. Kiedy byli jeszcze dobrym małżeństwem, Marek wrócił raz z pracy wcześniej niż zwykle. (Marek) Siedział potem przez godzinę w kuchni i wpatrywał się w reklamę kliniki chirurgii plastycznej. Dopiero wieczorem przyznał, co powiedział mu tego dnia szef: „Z taką gębą nie sprzedaje się luksusów”.

Pół roku później kupił pierwszą twarz na raty. Lena była przeciwna, ale widziała, jak mu zależy, więc odpuściła. Potem Marek zaczął stopniowo awansować, aż w końcu został dyrektorem kilku salonów z luksusowymi pojazdami autonomicznymi. Lena wierzyła, że pomogły mu pewność siebie, pracowitość i odrobina szczęścia. Marek wyciągnął z tego zupełnie inny wniosek. (Marek) Był przekonany, że świat należy do ludzi z odpowiednimi twarzami. A ona z czasem przestała go rozpoznawać, nie tylko wizualnie.

 

Niektóre z decyzji postaci mało mnie przekonały.

 

Ola próbuje sprzedać twarz, a nie chce pokazać zadka przed kamerką, bo to sprzedawanie kawałek po kawałeczku…? Dziwna to chierarchia wartości. Może taką ma, ale dziwna. Jeśli to taki świat, gdzie ludzie mają dziwne hierarchie, to trzeba było mocniej pokazać, IMO. Zwłaszcza, że bliźniaczka Oli najwyraźniej ma hierarchię zupełnie dwudziestopierwszowieczną. A przecież bliźniaczki zwykle nadają na podobnych, jeśli nie tych samych, falach, nawet te z tekstu mają takie samo hasło.

 

Podobnie dziewucha z kliniki, która kwestionuje wybór pacjentki. No jeśli ktoś by to usłyszał, to by szukała pracy po trzydziestu sekundach, które prezes zużyłby na kopa w zad. A, jak się dowiadujemy z rozmowy sióstr, w kraju bieda i kapitalis, więc ludzie z dobrą pracą raczej ją powinni cenić.

 

Nadia jedzie do jakiejś chaty na obrzeżach, nie sprawdziwszy w googlu, że tam żadnej kliniki nie ma? I ogółem, jeszcze przed chwilą sprzedaż twarzy była dla niej czymś bardzo złym, a teraz decyduje się sprzedać twarz, żeby "uciec przed Markiem", nie próbując uprzednio choćby wlepić mu bana? Nie wiem, policja? Przeprowadzka? Albo w ogóle “jeździć, obserwować”, przecież jeszcze jej nawet nie naszedł, może tylko tak gada.

 

No i ten. Marek najpierw ma relatywnie normalną pracę, a sprawiwszy sobie nową mordkę, zaczyna generalnie super zarabiać. Co mi sugeruje, że pozycja społeczna bardzo opiera się w tym świecie na wyglądzie. Ale seksi siostrzyczki mają drastyczny problem z utrzymaniem? Obie? Hmm. Lena coś tam sugeruje, że on to może jednak nie zaczął zarabiać ze względu na nowy dziób, tylko inne zalety… ale dystopijny charakter tekstu sugeruje, że to nie ona ma rację.


No i jak zwykle wyszły mi kilometry marudzenia, na które twój tekst, też jak zwykle, zupełnie nie zasłużył :D To jest dobry tekst, którego czytanie sprawiło mi frajdę, a ciekawy pomysł o sprzedawaniu twarzy i piersi, i refleksje o pornbrainach, wyścigu szczurów czy społecznych nierównościach zostały pokazane w wciągający sposób, z perspektywy osobistych historii fajnie wymalowanych postaci (nawet, jeśli te postaci czasem zachowują się niezrozumiale, to są jakieś, każda ma swój charakter), czyli tak, jak trzeba to robić. Jest też w tej historii napięcie, a stawka rośnie aż do końca. Więc ugułem, bardzo ładnie.

 

No i miodzio klamra na koniec.

 

Nie wiem, czemu akurat twoje opowiadania skłaniają mnie zawsze do tak nadmiernie szczegółowych wywodów.

 

Pozdrawiam


otarła dłonie o materiał sukienki

O sukienkę – czy skukienka ma coś innego do otarcia dłoni, niż materiał?

 

kropki statusu pisania

Nieładnie, bo kto jest w "statusie pisania"? Apka? Przecież nie ta kobieta… Ale nie wiem z marszu, jak ładniej… Kropki indykatora? Może po prostu pulsujące kropki?

 

Boże, jaka ona jest piękna – szepnął do siebie

Jeśli szepnął, to chyba przysługuje zapis dialogowy.

 

Na ekranie dziewczyna z leniwym uśmiechem, patrzyła prosto w obiektyw.

Bez przecinka oczywiście.

 

Jasne, niesforne pasma miedzianych włosów opadały na piersi, a na lewym policzku, tuż przy kąciku ust, widniało małe, ciemne znamię.

Atak przymiotnikowy! Kryć się!

 

uwodzące ruchy

Uwodzicielskie raczej. Choć uwodzące też ma sens, może celowo tak zrobiłeś.

 

Wklej. „Dobranoc, myślę o Tobie przystojniaku <3”. Wyślij.

Następna. „Dziękuję za dzisiaj, czekam na jutrzejsze filmiki!”

Wklej. „Dobranoc, myślę o Tobie przystojniaku <3”. Wyślij.

Bota powinna mieć :P Nigdy nie prowadziłem takiej działalności ;> więc pewności nie mam, ale pewnie już dzisiaj laski to chatem gpt ogarniają. Aczkolwiek może ta powtarzalność ma tu swój urok, chociaż psuje realizm.

 

Ten facet w miesiąc pompował

Hmmm IMO albo w miesiąc wpompował, albo co miesiąc pompował. Zależnie, o co chodziło.

 

który chce handlować jej własnością

Hmmm. On chce kupić, jak rozumiem, a to zdanie sugeruje, jakby chciał komuś za jej plecami opchnąć coś, co należy do niej.

 

Zerkając na wiszący w powietrzu zegar holograficzny, zmarszczyła brwi

Zerknęła i zmarszczyła, moim zdaniem. Teoretycznie mogła zmarszczyć już zerkając, ale jeśli wiedziała, że jest późno, to po co zerkała?

 

wyprana z emocji

Wyprana z emocji, a leży i ryczy, albo uśmiecha się do zdjęć? NGL wygląda to, jakby miała całkiem dużo emocji. Tylko je dusi, albo coś.

 

dotykała palcem górnej wargi. Później tej niżej, dużo niżej.

Wiem o co chodziło, ale nie siadło, moim skromnym. Górna ładnie kontrastuje z dolną, z "tą niżej" o wiele mniej.

 

jak tonący w rzucone mu koło ratunkowe

W koło? Jak w okno?

 

to samo znamię przy ustach

W sensie, że bliźniaczki te buźki mają sztuczne…? To czy cała zabawa nie traci sensu?

Czy ja jestem głupi i bliźniaki mają takie same znamiona…? Nie chyba.

 

młoda, dwudziestokilkuletnia dziewczyna

Jak dwudziestokilkuletnia to wiadomo, że młoda.

 

Lena wstała, uwalniając dłoń z uścisku męża.

Wstała i uwolniła, a poza tym to niepotrzebnie sugeruje, że ona jakiś opór stawia.

 

nieusuwalny błąd w kodzie

Czy błąd w kodzie może być nieusuwalny…? Widzimy na przykładzie portalu, że w praktyce tak, ale i tak nie pokochałem tej metafory. Kod jest po to, żeby go zmieniać.

 

– Lekarze powiedzieli, że jeśli oddam pełen pakiet, to dorzucą bonus.

No ale moment, moment. Te cycuchy nie poszły do magazynu z cycuchami na potrzeby przyszłych klientek, tylko dostała je żona Marka. To czemu niby lekarze dorzucali bonus?

 

– Przepraszam, musiałam to zrobić, nie mogłam wiedzieć, że dalej będzie cię nękał…

– Mogłaś.

Jeśli Ola nagle zrozumiała, że tylko pogłębiła obsesję Marka – a tylko tak potrafię sobie wytłumaczyć tę kwestię – to IMO trzeba by jaśniej zaznaczyć, choćby narratorem.

 

Drzwi kapsuły rozsunęły się z cichym sykiem, wpuszczając do środka lodowate powietrze.

VIII

Przez dłuższą chwilę stała nieruchomo tuż obok pojazdu, nasłuchując złowrogiego szumu drzew.

A czemu tu jest klaps, jak te wydarzenia są dosłownie jedno po drugim i z perspektywy tej samej postaci?

 

– Pożar. Całe piętro stoi w ogniu. Instalacja musiała strzelić.

Chata mu się fajczy, a on trzy składne zdania powiedział. I bez jednego wykrzyknika?

 

której przez całe małżeństwo nie pozwalano jej korzystać

Czego bezosobnik? Wiadomo, kto nie pozwalał.

 

Uśmiechnęła się szeroko, czując jak świeże otarcia i siniaki, po ostatnim spotkaniu z mężem, pulsują bólem.

Raczej bez przecinka, teraz brzmi, jakby siniaki miała wcześniej i po spotkaniu zaczęły pulsować.

 

 

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Jak powiedział Konfucjusz: nieważne, że spadłeś z konia, ważne, żeby wstać i tego konia zjeść. Czy coś.

 

W każdym razie, jeśli opanowałeś życie i choć trochę wracasz, to bardzo dobrze, czym nas więcej, tym weselej :)

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Wyszło, że więcej, tymczasem – dalej tego nie wiemy.

O, to słuszne spostrzeżenie. Widziałem użytkowników usuwających całkiem sporo starszych opowiadań.

 

Aczkolwiek trendy na wykresie nie dają się całkiem w ten sposób wytłumaczyć, moim zdaniem. Nie jest przecież tak, że do października wszystkie fragmenty były usuwane, a teraz już nie.

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Robercie, bardzo ciekawa rzecz do przemyśleń. Dzięki za włożoną pracę, bo na pewno było jej niemało.

 

Po prostu jak kiedyś zrobiłem sobie “wycieczkę” po starych piórkach, to ja osobiście części z nich nawet biblioteki bym nie dał lol ;-)

A to ciekawe. A podobno wszechświat upada, a literatura nawet szybciej.

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Hej :)

 

Ten początek ze ścieżką to bym przerobiła, bo odstaje od reszty i mocno jest drewniany. 

Hm, możliwe. Ale też trochę chciałem, żeby pan intruz był taką nadętą parówą. Pewnie nie wyszło.

 

Bardzo fajne opisy, zarówno las, żarcie, falujące piersi, jak i łomotania wciąga i widzę ją przed oczami. 

Bardzo mi miło :)

 

Na piórko wydaje mi się to jeszcze nieco nieoszlifowane, ale to na prawdę fajne opowiadanie. 

Rozumiem ten werdykt, dzięki za wizytę :)

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

A ja będę na TAK.

 

No bo czy to jest przegadane? A pewnie jest. Ale w pierwszej scenie dowiadujemy się, że bohaterka umiera, więc tego przegadania aż tak nie było czuć. 

Co prawda na końcu pierwszej sceny się dowiadujemy, a sama scena jest sceną zakupów… no ale. Wszystkiego mieć nie można. Ważne, że ktoś od pierwszej sceny umiera.

 

Zapadło mi to opowiadanie w pamięć (czytałem już x dni temu). Zarówno klimacik wyspy, jak i sam pomysł na dziewczynę poświęcającą się w imię postępu, szczegółowa relacja między bohaterami, z których każde ma swój charakter, jak i pewna dbałość o te naukowe szczegóły. Dowiedziałem się o tych neuronach różanych w sposób, który zapamiętam, więc, z punktu widzenia sci-fi, pełen sukces xd

 

Tak że, podsumowując: bardzo ładnie.

Pozdrawiam

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Rozumiem, że celowo nawiązujesz tu do mojej niespecjalnej prozy, prostych zdań i wątpliwych technikaliów;)

Nie, absolutnie to nie miał być żaden przytyk, przepraszam. Czasem się tak wygłupiam językowo po prostu.

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

No witamże :)

 

I cóż.

 

Podobnie jak w poprzednim Twoim tekście, który miałem przyjemność komentować, widzę tu miejscami przebłyski żartobliwego, lekkiego pióra. Uśmiechłem się był przy obywatelskim brzuszku, wścibskiej lodówce czy antyalkoholowym haiku, i w paru innych miejscach.

 

Były też elementy satyry, które do mnie trafiły. Bogdan pragnie równości, dopóki sam nie dostaje szansy stać się beneficjentem chorego systemu – bardzo trafna obserwacja, choć bez dalszego komentarza może prowadzić do bardzo różnych wniosków, w tym na manowce.

 

Ogółem jednakowoż, nie dołączę do zacnego grona zachwyconych czytelników.

 

Fabularnie utwór stoi nieco lepiej niż "Do ostatniego posła" – gdy pierwszy raz spotykamy Bogdana i jego obywatelski brzuszek, nie mamy jeszcze powodu spodziewać się, w którą stronę sprawa się potoczy, czyta się więc to lepiej niż tamten tekst. Zaczynamy co prawda również ekspozycją, ale nie tak długą i nie tak nachalną.

 

Nie mogę jednak powiedzieć, żeby tekst szybko robił się jakoś przesadnie ciekawy – nie widziałem w nim choćby symbolicznego napięcia (trudno uznać za takie niepewność co do przebiegu głosowania w temacie narzekania w poniedziałek), a ciułanie kolejnych punktów za kolejne narzekania szybko zrobiło się schematyczne, a schematyczność jest niestety wrogiem humoru.

 

Humor, jak już wspomniałem, ma jaśniejsze momenty, jednak zasadniczo gwoździem programu jest tu postać bezrobotnego z wyboru, archetyp w polskiej komedii zgrany do cna. Całość mogłaby śmiało być scenariuszem jednego z setek odcinków polsatowskich sitcomów. I o ile co do zasady uważam, że zgrane motywy są zgrane, bo są dobre, można jednakowoż przesadzić, a w ogóle komedia jest tu wyjątkiem, żart można zabić i ten jest martwy od wczesnych lat dwutysięcznych. Co najmniej.

 

Proza też mnie nie zachwyciła. Momentami mamy bardzo dziwne konstrukcje, np.

 

Po prostu nie pracował, ponieważ – jak sam mówił – „nie znalazł jeszcze stanowiska zgodnego z jego wewnętrznym tempem”

Cudzysłów w mowie zależnej?

System klasyfikował to jako:

dobrowolna bezproduktywność z elementami roszczeniowej werbalizacji.

 

Albo bardziej pospolite potknięcia:

 

Napisał wiersz pod tytułem Ojczyzna to nie apka i wrzucił go do publicznego obiegu kultury.

Skoro tytuł, to cudzysłów?

 

Ale nawet gdyby na technikalia przymknąć oko, ta proza niespecjalnie zachwyca. Zdania są proste, schematyczne (X zrobił Y, gdzie X to najczęściej Bodan), przesiąknięte najnudniejszymi orzeczeniami typu "mieć" i "być". Rozumiem, że tu mogła być jakaś celowość autora, ale mimo wszystko do mnie tiktokifikacja języka nie przemawia – być może staję teraz po złej stronie historii, ale no cóż.

 

Pozdrawiam!

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Jak zwykle, niezwykle sugestywna scenka.

 

Zgadzam się z Lesnylutkiem, można było ostatnią kropkę postawić w miejscu ostatniego przecinka.

 

Pozdrawiam

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Czołem Beeeecki :)

 

Dzięki za taka i kolejny miły komentarz :)

 

Jak wskazałem wcześniej, światotwórstwo wydaje mi się tu służebne wobec fabuły. Zwłaszcza żałuję, że nie było wyjaśnienia skąd wzięły się demony i dlaczego akurat tak są nazywane, także przez obiektywnego narratora (a zatem, jak przyjąłem, nie tylko pejoratywnie). To mnie lekko zgubiło na początku.

No cóż, tutaj chyba mamy po prostu inne podejście (albo, żeby posłużyć się popularnym na SB określeniem, zachodzi “różnica cywilizacyjna” xdd). Nie wydaje mi się, żeby tłumaczenie takich szczegółów było każdorazowo potrzebne w opowiadaniu high fantasy. W siedmiotomowej serii – owszem, fajnie, żeby były jakieś legendy, najlepiej kilka różnych, a w szóstym tomie niech bohaterowie odkryją prawdę.

 

Podobnie z nazwą “demony”. Pejoratywna nazwa jakiegoś ludu bywa jednocześnie jedyną. To nic niezwykłego, więc nie uważam, żeby trzeba było to tłumaczyć – aczkolwiek liczyłem właśnie, że czytelnik zauważy, że ludek, który zasadniczo zamienia się w koty i hoduje warzywa jest tak nazywany, i coś mu to powie.

 

Pod kątem budowania klimatu, bohaterów, tempa opowieści, przeplatania perspektyw i czasów jest to mistrzostwo. Tę samą opowieść można by po prostu opowiedzieć wielokrotnie gorzej, podchodząc do tego bez wyczucia. Zakończenie również ma odpowiedni ładunek emocjonalny i chichot złośliwego losu. Wszystko się zgadza.

Pozostaje mi tylko dodać tabelkę, oznajmić “TAK” i wyrazić podziw. :)

Bardzo mi miło :)

 

Pozdrawiam :)

 

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Hmmmm ryzykując, że narażę się na śmieszność, napiszę, że dla mnie nawet spora część tych form – nawet w grupie “A”, gdzie najwyraźniej jest jedynie poprawna – brzmi archaicznie.

 

A niektóre brzmią absurdalnie… “kośćmi”? “Gwoźdźmi”? Dziura zabita dechmi i gwoźdźmi?

 

“Grubymi nićmi szyty” – owszem, ale dałbym głowę, że tylko na zasadzie “gorszy Tatarzyna” i “dość dwie słowie”.

 

Tak że fajnie, że artykuł powstał – może uda mi się uniknąć jakiegoś błędu. Ale zastanawia mnie teraz, czy to jakaś moja gwarowość, czy słowniki idą wbrew uzusowi.

 

Raczej to pierwsze, bo nawet WSJP zdaje się zgadzać, że “kośćmi”…


Pozwoliłem sobie sprawdzić, co na ten temat mają do powiedzenia autokorekty pakietu Office i Chroma. Oczywiście tylko w ramach ciekawości, rozumiem, że autokorekta nie ma żadnej mocy normatywnej.

 

Grupa A:

BRACIA, KOŚCI, KSIĘŻA przyjmują, zdaniem autokorekt, obie formy.

A OŚCI mają tylko formę zwykłą – “ośćmi” oba błędnie podkreślają

 

Grupa B:

LIŚCIE przyjmują tylko formę reliktową

 

Grupa C:

GAŁĘŹMI i KIŚĆMI autokorekty uważają za błędne (a nie powinny)

 

Grupa D:

Żadnej z form reliktowych autokorekty tu nie uznają

 

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Witamże i cóż.

 

Tekst jest bardzo ładnie napisany, zarówno pod względem poprawności, jak i liryczności czy nastroju. Powtórzenia, widzę, niektórzy kwestionowali; mi przypadły do gustu. Ogólnie lubię bardzo, jak utwór ma wyraźną strukturę!

 

Tekst szybko przechodzi do rzeczy, co również bardzo cenię! Wałęsającą się po Ziemi personifikację głównej myśli utworu mamy nie tylko w pierwszym paragrafie – ona jest dosłownie w pierwszym słowie!

 

Owa główna myśl zostaje jasno i obrazowo przedstawiona. Nieco nahalnie wręcz – powiedziałbym. Zastanowiłbym się (tak na przyszłość, nie, żeby teraz takie zmiany wprowadzać) czy zasadne było, by Catrina powtarzała polvo eres. Wydaje mi się, że zapach nagietków mówi wszystko, ale może to dlatego, że w przedmowie szczegółowo poinformowałeś, kim jest Catrina. Oczywiście to coś raczej do przemyślenia, niż jakaś wielka wada.

 

Za największą wadę jestem za to zmuszony przyjąć, że nie jest to myśl szczególnie oryginalna – nawet nie ukrywasz, jak mocno rymujesz z innym artystą, ale przecież i innych utworów o podobnym przesłaniu nie trzeba by daleko szukać (ponownie: "Pójdę boso" xdddd). Jeśli ta myśl została tu jakoś mocno rozwinięta, to się nie dopatrzyłem.

 

Po komentarzach widzę, że tu miał być jakiś "bezwyznaniowy" przekaz o etyce, że za zło nie ma kary; IMO, on w tekście niespecjalnie wybrzmiał; w scenie pośmiertnej zestawienie ofiar i oprawców jest, ale tylko tak "po łebkach"; o wiele większe skupienie jest na doczesnych dobrach rozsypujących się w pył. Bardziej, moim zdaniem, to skłania do myśli: "wszystko marność i nie warto". Zwłaszcza że w tekście nie pojawia się chrześcijański Bóg ani inna podobna figura, a Santa Muerte raczej – o ile wiem – nie kojarzona z karaniem grzeszników.

 

No ale, tak czy inaczej, jeśli nawet przyjąć, że przekaz był jasny i tylko moja tępota interpretacyjna się objawiła, to też nie jest nic przesadnie odkrywczego.

 

Zastanawia mnie, dlaczego stąpanie La Catriny wywołuje coraz gorsze efekty. Najpierw nagietki, potem mech, w końcu już tylko zniszczenie. Tu była jakaś celowość? Przychodzi mi do głowy tylko upływ czasu, ale to trochę nie współgra z treścią.

 

Ostatecznie zmuszony jestem dać głos na NIE. Głównie dlatego, że takie to krótkie. W dłuższym tekście taki brak oryginalności pewnie by mi nie przeszkadzał.

 

Ale generalnie, czuć tu poziom.

 

Pozdrawiam!


Wysoka i elegancka, ma na głowie ozdobny kapelusz, którego rondo rzuca głęboki, aksamitny cień.

Wysoka i elegancka, a rondo jej ozdobnego kapelusza rzuca głęboki, aksamitny cień – nie ładniej?

IMO jak się widzi te najnudniejsze słowa ("mieć", "być", "który" etc.), a już zwłaszcza dwa w jednym zdaniu, to warto się zawsze przyjrzeć, czy nie da się łatwo wyrzucić. Zazwyczaj się da, a zdanie okazuje się bardziej estetycznie satysfakcjonujące. I tu też tak jest IMO – wiadomo, że kapelusz, to na głowie.

Oczywiście to nie jest jakaś mega ważna uwaga, zwróciłem uwagę, bo podobnie skonstruowane zdania rozpoczynają też kolejne sceny.

 

szukając w lustrze kogoś

Ładnie!

 

Garbancero nie odwraca wzroku od lustra

Hmmmm nie wiem, czy nie przesadzam, ale może tak zdystansowany i liryczny narrator nie powinien powstrzymać się przed wyzywaniem postaci? Piszesz, że określenie pogardliwe…


Bo czy w takim razie w tekście, który ma 30k znaków, musi być pięć razy więcej, niż w tym, który ma 6k, skoro surowo oceniamy szorty?

Odwrotnie, powiedziałbym. W dłuższym tekście takiej porażającej czytelnika treści być nie musi – ale jak jest, to plus! – bo zamiast tego może być wciągająca fabuła, fajnie zbudowani bohaterowie, ciekawy świat, etc.

A w szorcie wszystkiego jest mało, więc to, co jest, trzeba oceniać surowo. Jeśli serwujesz po dwa kęsy, a chcesz zasłużyć na trwałe uznanie gości, to muszą być absolutnie fantastyczne dania, o smakach, jakich nikt nie zna. Kawior w tempurze z topinambura, głęboko smażony na tłuszczu łasicy, czy coś takiego.

A jak karmisz solidnie, to może być swojski schaboszczak, o ile jest faktycznie pyszny.

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Witam,

 

Oprócz lekceważącego stosunku do reguł rządzących językiem polskim zwróciłbym tu mocną uwagę na dłużyznę na początku. 14k znaków zajmuje, zanim drużyna w ogóle wyjdzie z domu. 19k zanim akcja cokolwiek przyspieszy (kiedy słyszymy śmiechy przy ognisku). Właściwie jedynym, co na tym olbrzymim dystansie może zaintrygować czytelnika, jest tajemnica tych malowanych łbów, ale to zdecydowanie za mało – one są gdzieś daleko, nie tworzą wielkiego napięcia.

 

Nie wszystkim to przeszkadza tak jak mnie, ale mimo wszystko.

 

Pozdrawiam

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Witam i dzięki za kolejny komentarz :)

Może w istocie byłoby to ciekawsze, mniej sztampowe rozwiązanie niż kolejny mentor sieroty okazujący się ojcem?

Hm, może. Będę zupełnie szczery, nie przyszło mi nawet do głowy, że to jakaś szczególna sztampa. Aczkolwiek – o ile jestem w stanie to ocenić po portalowych wypowiedziach – z nas dwóch to Ty jesteś zdecydowanie bardziej oczytany, więc zakładam, że masz rację.

 

W każdym razie myślę, że jeden i drugi wariant zyskałby na jakichś poprzednich wskazówkach, bardziej stopniowym zbliżaniu wątków ku sobie, naświetlaniu analogii i różnic między postępowaniem Aigulfa a Ganza.

Patrząc wstecz – pewnie tak. Moim pomysłem było, by czytelnik domyślał się znaczenia pewnych rzeczy właśnie na koniec (”aaa, to dlatego Samo siedział z dziećmi w lesie”), ale pewnie ten efekt nie siadł tak mocno, jak mi się wydawało.

 

Świetnie, że potrafisz tak celnie wyciągać wnioski z komentarzy.

Dzięki :) Lubię myśleć, że faktycznie potrafię dostrzec wady własnego dzieła. Szkoda, że dopiero po reakcjach czytelników, a nie wcześniej – no ale. Może powoli się czegoś nauczę.

 

opowiadanie czyta się z prawdziwą przyjemnością, ani na chwilę nie wypadłem ze świata przedstawionego, żywości scen – od szermierki do ogródka warzywnego – mogłoby Ci pozazdrościć wielu uznanych prozaików.

Dzięki piękne!

 

Pozdrawiam!

 

 

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Jolko w dodatku K! Witam i dzięki za tak pozytywny komentarz!

 

Ugułem jestem niezwykle zaskoczony, jak ciepło przyjęta została ta prosta historyjka.

 

Opowiadanie wydaje mi się na tyle kompletne i staranne, a jednocześnie interesujące i wciągające, że piórko samo układa się w dłoni do przekazania dobremu autorowi. :) 

Dzięki i pozdrawiam!

 

Tutaj uwaga do zapisu – od Aiguf powinno być od nowego akapitu, bo dotyczy innej osoby i to nie jest zdanie należące do wypowiedzi. I dalej też stosownie oddzielone. Czytałam to dwa razy i nie wiedziałam, dlaczego tutaj mieszają mi się osoby. :) A tu mamy w jeden wypowiedzi umieszczone dwie postacie.

Hm, hm, hm. Poprawiłem na ten moment zgodnie z sugestią, bo widzę, że to może być mylące, ale nowa wersja wydaje mi się mniej zgrabna – czułem się zobowiązany dodać też didaskalium, bo po pociachaniu akapitów, nie było z kolei jasne, że to mistrz Yoda kontynuuje wypowiedź…

Będę musiał się przyjrzeć, jak inni autorzy rozwiązują sytuację, gdy czynność jednej postaci ma miejsce podczas wypowiedzi innej. Może najlepiej wcale tego nie robić.

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Dzięki wszystkim :)

 

Beeeecki, miałeś zdecydowanie więcej wiary we mnie niż ja sam :)

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

no, nie. Nie daje. Do konfliktu (w sensie literackim) potrzeba celu do osiągnięcia (a tu cel – przeżycie mamy – jest dla córki nieosiągalny), przeszkód do tego celu (którą to rolę mogłaby grać niechęć ojca do pomysłu krojenia żony, ale nie gra, ponieważ…) i kogoś, kto te przeszkody pokona i cel osiągnie lub zginie, próbując (a tu tego kogoś nie ma)

Nie będę absolutnie wykluczał, że źle używam tego słowa. Ale jak w takim wypadku nazwałabyś sytuację, w której czytelnik zostaje postawiony w niepewności “przeżyje, albo nie przeżyje”?

 

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Witam,

 

Niezły szorciak. Oryginalna konstrukcja jest estetycznie satysfakcjonująca, a jednocześnie pozwoliła zawrzeć tę historię w małej ilości znaków – bardzo fajnie.

 

Trochę niepotrzebnie IMO w przedmowie i tytule wspominałeś o efekcie motyla. Nie ma co psuć czytelnikowi niespodzianki.

 

Pozdrawiam!

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

No witam i gratuluję debiutu :]

 

Po pierwsze, sprawa techniczna: zmień proszę oznaczenie tekstu z OPOWIADANIE na SHORT. Za opowiadanie uznajemy tu tekst o minimum 10k znaków. Shorty łatwiej przyciągają czytelników, więc wyjdzie Ci to też na zdrowie :)

 

A co do tekstu.

 

Bardzo udany szorcik, szczególnie jak na debiut. Mamy tu myśl przewodnią, mamy napięcie od pierwszych paragrafów, językowo jest w porządku. Ciężko się do czegokolwiek przyczepić – owszem, fabuła jest szczątkowa, ale pasuje do tego, co chciałeś powiedzieć, no i w takiej krótkiej formie trudno, żeby było inaczej.

 

Pozdrawiam i klik

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Witam i gratuluję debiutu :]

 

No i co?

 

I bardzo ładnie, pewnikiem jeden z lepszych debiutów, które tu czytałem.

 

Tekst przechodzi od razu do rzeczy – co prawda, o umierającej mamie dowiadujemy się w drugim paragrafie, nie w pierwszym, więc, no – mogło być lepiej ;>

Ale jest dobrze. Umierająca mama daje nam od razu konflikt i tykający zegar/miecz Damoklesa, tak że mamy zupełnie udany początek – rzadkość!

 

Język trzyma poziom, jakieś tam potknięcia są, ale raczej takie z tych drobnych. Ogółem konstrukcja zdań zdradza autora oczytanego. A może i opisanego?

 

Myśl przewodnia – jest i dobrze współgra z fabułą.

 

Czego bym się czepił? Trochę zakończenia. Jest ono nastrojowe, ale nie mam wrażenia, żeby tekst został w pełni domknięty. Szaman obiecuje sto dusz za spokój ukochanej – i, jakby, co? Trochę nie wiem, jako czytelnik, co to znaczy nawet – zakładam, że on nie będzie składał ludzi w ofierze – więc nie jest jasne, dlaczego miałbym się tym przejąć. Rozumiem, że to w jakiś sposób ma pokazywać jego miłość, ale czegoś tu zabrakło.

 

Pozdrawiam!

I klik :)

 

edit: widzę teraz w przedmowie, że to opowiadanie jest dość osobiste i ten zadowolony ton mojego wpisu niekoniecznie do niego przystaje – mam nadzieję, że nie uraziłem, czytałem tekst po prostu jako opowiadanie, fikcję, i tak też skomentowałem.

 


wspominając[,] jak wielu osobom ona pomogła

Przecinek moim zdaniem.

 

Chciała wciąż trwać przy niej, jeszcze przez chwilę… dopóki czuje jej ciepło.

Chyba powinien być czas przeszły?

 

Krąg zapłonął z początku wątle, lecz nie zawahał się.

Krąg się zawahał?

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Dziemki, dziemki :)

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

No witam :)

 

I cóż. Tak ogółem, po przeczytaniu, pomysł na przedstawienie rozwoju cywilizacji i tę pętlę nawet mi się podobał. No i ta klamra kompozycyjna bardzo fajnie wyszła. Jednakże jest trochę rzeczy, które w tym tekście proszą się wręcz o dopracowanie.

 

Po pierwsze, język. Nie jest jakiś najtragiczniejszy, absolutnie, a jednak dość sporo różnego rodzaju błędów czy niezręczności się pojawia. Pod kreseczką pozwoliłem sobie wypisać niektóre, aczkolwiek nie wszystkie.

 

Po drugie, dłużyzna na wstępie. Główny ciąg akcji opowiadania zaczyna się dopiero, gdy król Somun rozmawia z Thiri. Wcześniej jest 15k znaków poświęconych rozmieszczeniu figur na planszy. Wiele dobrych opowiadań już by przechodziło do zakończenia. Co gorsza, miejscami “podpuszczasz” czytelnika, że akcja się zaczyna, tylko po to, by zrobić kolejnego time skipa – byłem bardzo zawiedziony, gdy nie zobaczyliśmy dalszego ciągu wątku Throda i Ewry.

 

Nie pomaga też, że ten główny ciąg sam w sobie też jest wyraźnie dwudzielny – po ograniu kapłanów mamy jeszcze jeden ‘miękki reset’, przechodzimy do konfrontacji z van Dykenem, która z tą poprzednią ma niewiele wspólnego. To tylko pogłębia wrażenie, że opowiadanie nie potrafi przejść do rzeczy.

Rozumiem, że tym fragmentem o kapłanach chciałeś zawrzeć jakąś swoją myśl, ale strukturze opowiadania raczej to nie pomogło. IMO trzeba było jakoś wywalić albo kapłanów, albo van Dykena.

 

Opowiadanie opiera się też na pewnej niezgodności z uniwersum. Ja niekoniecznie postrzegam to jako wadę, ale pewnie w konkursie to nie pomogło. Jak to, oni się tam tak bezczelnie industrializują, w kosmos latają – a gdzie martwy śnieg?

 

Pozdrawiam!


kluczy między pagórkami, falującymi jak źle rozściełany dywan

Niefortunna metafora, bo dywan może zrobić jedną, dwie fałdy – nic, co zmusiłoby podróżnika do kluczenia.

 

Trochę kryptokredytów, na zabawki

Bez przecinaka raczej.

 

Ostrze zarysowuje łuk i wchodzi w glebę

“Wbija się” o wiele lepiej.

 

Najbogatszy człowiek w krainie Stu Dolin, zawsze dostaje to

Niepotrzebny przecinek między grupą podmiotu a orzeczenia.

 

– Nasi ojcowie byli umówieni! – głos mu zadrżał z rozpaczy.

Głos raczej dużą.

 

Jest bohaterem[.] – Ardan

Tak, uratował[.]Jej smutne oczy

Zapis dialogów ogólnie jest bardzo nierówny.

 

Syntezował nawet zwierzęce odchody, by odtworzyć substancję, którą ujrzał w wizjach.

Syntezowanie odchodów ma niewiele sensu, można po prostu podebrać dowolnej kowcy :) Chodziło, jak zakładam, o to, że bohater syntezował substancję z odchodów.

 

GRZMOTNĘŁO!

Takie podkreślanie głośności przez wielkie litery i jeszcze wytłuszczenie to raczej nie jest dobry styl. Lepiej to opisać, że od huku dzwoniło im w uszach etc.

ciskały głazami ze zwalonych chat

Czy w zindustrializowanym społeczeństwie chaty byłyby z głazów…?

 

ostatni z wielkich wynalazków, jaki zdołali stworzyć

Który

 

opleciony mackami jak pasożyt

Dlaczego pasożyt miałby być opleciony mackami?

 

Dziesiątki mackowatych batów

To były macki, macka nie może być mackowata, więc raczej “dziesiątki biczowatych macek”

 

B Ł Y S K.

Podobnie jak z tym pogrubieniem – rozstrzelenie nic nie znaczy.

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

 

Azali jak się okazuje, jestę laureatę konkursu Fabryki Słów :)

 

Co prawda konkurs był na fanfic, ale jednakowoż uważam to za spory sukces jak na mnie :) To duże wydawnictwo i z tego, co widzę, rzadko robią konkursy, więc osobiście się cieszę.

 

Dzięki za betę Holly & Adexx :)

 


A jak już robię z siebie chwalipiętę, to dodam tak dla kompletności, że mój tekst “Heretyk” będzie w antologii “Popioły” Planety Czytelnika, a szort “Wybrak” w najgorętszej powieści szkatułkowej tego roku.

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Nowa Fantastyka