Profil użytkownika


komentarze: 12565, w dziale opowiadań: 9972, opowiadania: 5656

Ostatnie sto komentarzy

Z wielką niechęcią piszę takie komentarze, bo przyjemniej chwalić za coś ciekawego, wciągającego, niż przyznawać, że szczątkowa obecność odhumanizowujących człowieka technologii to za mało w porównaniu z dawką alkoholizmu, nałogiem i wizytą w domu publicznym, aby naprawdę zaciekawić.

Przykro mi, naprawdę.

Nie dość tego, że prawdziwe historycznie, to okraszone humorystycznymi komentarzami i opisami. Oby tak dalej, szanowny Autorze.

Pozdrawiam.

 

List wyschnął na tyle, […]. ---> to nie błąd, ale wysechł brzmi jakoś lepiej, sądzę.

 

Znowu stworzyłeś niesamowite ponuractwo. Co gorsza, brzmiące tak jakoś prawdopodobnie, że nie przeszkadzają te wszystkie przeskoki narracyjne i sytuacyjne, wyraźne niespójności przyczyn i skutków, no i brak choćby cienia wyjaśnienia kwestii nieboszczyków, wyławianych z wody, którzy wracają do świata żywych – ale czy do prawdziwego świata? Koncepcja Pozszywanego bardzo interesująca i lekko przerażająca też… Ale ani temu, ani niczemu innemu nie dziwiłem się, wszak wiem, kto to pisał…

Pozdrawiam i lecę na górę…

To jest tak, jak z piekłem i niebem. Pierwsze cierpi na przeludnienie, drugie – na braki kadrowe. :-)

Nad każdym politykiem winien czuwać Duch Sprawiedliwości i nad gigantami biznesu też.

Epilog faktycznie żdziebko za ..suchy’’. Ale rozumiem, bo znam ból główkowania nad finałem.

Kliknę. Pozdrawiam!

Jeszcze jeden genialny superhiperultramegahaker, jednocześnie przestępca. Do kompletu wszczepy, kamery, hologramy, całe instrumentarium, czyniące z człowieka coś bliższego cyborgowi niż człowiekowi, którym był. No i samo miasto, w którym mieszkają i żyją sami dziwacy, przestępcy i narkomani… Mnie to nie rusza, bo w barszczu same grzyby, bez przypraw…

Co, rzecz jasna, nie wyklucza, że innych czytelników zachwyci.

Dobre! Z jednym, jak dla mnie, wyjątkiem. Motyl za duży, wydaje mi się. Ale bądź wola Twoja, Autorze. :-)

Pozdrawiam.

Moim błędem jest to, że najbardziej pochłania mnie w pisaniu pomysł i to co piszę. Dlatego nie skupiam się nad formą.

Szanowny Autorze, zapewniam Ciebie, że nie jest żadną sekretną ani też wielką sztuką jednoczesne z pisaniem nadawanie odpowiedniej formy tekstowi. Jasne, za pierwszym razem może to być trudne, za drugim też, ale te trudności znikają, w miarę nabywania wprawy.

 

Zwabił mnie tytuł. Coś o Lemie? Muszę przeczytać… Zrobiłem to i przyznaję, że pomysł na uczynienie z Mistrza agenta obcej cywilizacji podobał mi się. Zdekonspirowanie majora jako też agenta nie było złe… Wracając do Lema: wyciągał daleko idące wnioski z postępów nauki i technologii. Szkoda, że nie ma godnych siebie następców.

Pozdrawiam.

Na pewno zauważa to spora liczba osób, ale mimo tej ,,sporości’’ po pierwsze za mała, by wywierać realny wpływ, a po drugie nie zajmujących wysokich, dostatecznie wysokich, pozycji, aby ten wpływ wyhamował skretyniałych oraz leniwych tłumaczy, nie wykraczających poza pierwszą pozycję w słowniku. ,,Manage’’ oznacza radzenie sobie z czymś, w danej sytuacji, ale jak się przyczepili do managera i managementu, to o tym zapomnieli.

Należy, moim skromnym, ale niezmiennym od pewnego czasu zdaniem, albo zlikwidować Radę Języka Polskiego, albo ją zreformować, nakładając na nią obowiązek zdecydowanego reagowania na negatywne zjawiska w polszczyźnie. Reagowania wprost, bez lukru, dyplomatycznego dawania do zrozumienia, wyrażania nadziei na poprawę. Bo nic się nie poprawi, jeśli nie nazwie się zjawiska po imieniu i nie wytknie winnych paluchem.

Albo postawić na straży poprawności odpowiednio zaprogramowaną tak zwaną Sztuczną Inteligencję. Może Bałtyckie, w koncie pokoju, brak znaków diakrytycznych? Kierunek daleki kosmos, bez prawa do odwołania.

,,Zaangielszczanie’’ naszego języka przybrało rozmiary klęski żywiołowej. Takie jest moje – wiem, że jednak trochę panikarskie, ale poczekajcie jeszcze parę lat… – zdanie. I żeby chociaż z sensem tłumaczono, kopiowano… Jeden jedyny przykład, już gdzieś kiedyś podawany. Tytuł uchwały czy może rozporządzenia, tego nie pamiętam…  ,,Zarządzanie skutkami powodzi i innych klęsk żywiołowych’’.  Pożar strawił magazyn, ale przychodzi pan burmistrz i zarządza: odbuduj się!

chyba trochę inaczej kategoryzujemy świat niż Anglosasi

Żeby tylko trochę…

I bardzo słusznie postępujesz, bardzo szanowna Autorko, odrzucając myśl o serii. Dlaczego? Byłem fanem Wędrowycza aż do bodajże siódmego odcinka, bo ile można przejmować się starym ochlapusem i jego – tu nie wiem, przygodami, problemami? Harry’ego Pottera nie znam, bajkę dla dzieci zamknąłem po dwóch rozdziałach. Czary i czarodzieje? Proszę bardzo, ale jeśli, to lekko i na wesoło.

Co innego serie typu opowieści o pilocie Pirxie. Stara rzecz, która teraz poraża trafnością wizji. Automaty nie zbuntowane, ale uszkodzone. Komputery modyfikujące swoje oprogramowanie pod wpływem fiksacji trenera-weryfikatora. Ostateczne fiasko kontaktu, bo Obcy są aż tak obcy, że nie można ich zidentyfikować jako rozumnych i zamiast Kontaktu mamy konflikt.

Tylko kto to jeszcze czyta? Przecież fajniejsze i łatwiejsze w odbiorze są różne bajędy, podawane na serio…

Pozdrawiam.

Dołączam do zadowolonych z lektury.

ZGŁOSZENIE ODRZUCONE. LOKALIZACJA POZA STREFĄ ABONAMENTOWĄ PREMIUM. CZAS OCZEKIWANIA PUBLICZNYCH SŁUŻB RATUNKOWYCH: 45 MINUT.

Nowy stary świat przyszłości. Jeśli wolisz, to stary nowy świat.

Pozdrawiam.

Zapomniałaś, szanowna Autorko, o jednym. Skoro Szafirowy Łeb swobodnie posługiwał się efektami kwantowymi, naginał czas i przestrzeń, to i energię mógł bezproblemowo pozyskiwać.

Ale wciry, jakie dostał od Zochy, należały mu się jak psy buda i micha.

Pozdrawiam.

Lekkie w formie, trafne w pomyśle. Chcesz wojny, to sam ją prowadź, własną łepetyną i własnymi czterema literami ryzykując. Ależ by świat wypiękniał!

Pozdrawiam.

Myślę, że ta wizja nie jest tak nieprawdopodobna, jak by się zdawało. Myślę tak dlatego, że nie widzę granicy ludzkiej głupoty i ludzkich okrucieństw.

Pozdrawiam.

Ja też widziałem, czyli czytałem, słabsze debiutanckie (na tym portalu) teksty, ale tak męczącego, to sobie nie przypominam. Długo, zbyt długo nie wiadomo, o co chodzi, a na koniec okazuje się, że Syn umiera za język, w którym można kłamać. I tu wypada powtórzyć, za GalicyjskimZakapiorem, że trzymanie się logiki nie eliminuje możliwości zapisywania i przekazywania zdań fałszywych. Po co więc ta rewolucja językowa?

Sam motyw Syna, umierającego za coś nowego (chociaż tu bez wiedzy Ojca), też nowością nie grzeszy, bo wiadomo, jak się kojarzy. Zbędny nadmiar dramatyzmu nie wstrząsa czytelnikiem, lecz dziwi.

Zapis dialogów, jakiego jeszcze nie widziałem. 

Aha, i Science to w tym tak mało, że pozostaje tylko Fiction…

To powinno znaleźć się w Bibliotece, na najwyższej półce. 

Pozdrawiam.

Nie wątpię, że Autor dobrze się bawił podczas pisania. Zazdroszczę, bo ja jakoś słabiutko… Cóż, dowcipy na siłę nie zawsze działają z pełną siłą i celnością.

Ale doceniam trud Autora.

Oj, żebyś tylko, Autorze, nie wykrakał… Obecny system jest do bani, ale taki jak u Ciebie to dopiero bomba korupcyjna.

A co do Lema – słabo Nim pachnie.

Pozdrawiam.

[…] istota o ciemnym kolorze skóry […] ----> Każdy kolor może występować z różną intensywnością, od niemal bieli do prawie czerni. Dlatego ,,ciemny kolor’’ nic czytelnikom nie mówi. Radziłbym doprecyzować, niebieski, bury, szarozielony, jaki tam sobie, Autorze, życzysz, albo zastąpić ,,ciemny kolor’’ ,,ciemną karnacją’’. Co też nie za wiele mówi, ale jednak mówi.

Pomysł wydaje mi się bynajmniej nie nowym. Tajemniczy artefakt o równie tajemniczych i mocno przez kogoś pożądanych właściwościach. Ale to nie krytyka, jedynie stwierdzenie, że tak to widzę. Zawsze w nowym spojrzeniu na stary temat może kryć się coś nowego, więc próbuj…

Powodzenia.

A jednak zainterweniował w dzieje powszechne… Za co nie winię bohatera w najmniejszym stopniu; wszak wiadomo od niepamiętnych czasów, że kobietom, zwłaszcza pięknym, do tego królowym, opierać się nie warto. A nawet nie można…

Lekkie, zabawne.

Pozdrawiam.

Sugestia, że sami nie potrafimy uporządkować własnego świata, nie jest czymś specjalnie nowym, i to od dość dawna. Lecz to nie krytyka Twojego tekstu, lecz jedynie stwierdzenia faktu.

Czytało się płynnie.

Pozdrawiam.

A miało być coś lżejszego, z optymistycznym wydźwiękiem… Chociaż… Niech będzie, że jest, pomimo tego, że dotyczy jednej osoby.

Temat najaktualniejszy z aktualnych, najgorętszy z gorących. Wchodzimy w zakręt cywilizacyjny i egzystencjalny. Jeszcze można zdążyć wyhamować, wydatnie ograniczyć lub nawet zlikwidować niebezpieczeństwo zapędzenia się w zaułek zbyt ciasny, aby zawrócić i wycofać się – tyle tylko, że nie leży to w interesie inicjatorów i kontynuatorów ukrytej rewolucji. Normalka. Apres nous la deluge. Niech martwią się ci, którzy przyjdą po nas. Drobny, drobniusieńki problemik w tym, że po nas może nie przyjść nikt.

Nie chcę się powtarzać, że już kilkadziesiąt lat temu pojawiły się pytania, do dziś bez odpowiedzi. Skrzecząca rzeczywistość zaczyna potwierdza ich zasadność. Amen.

<><><>

Zawodzić (kogoś) ---> zawieść, nie zawieźć…

<><><>

Bardzo mi się spodobały braki ześlizgów w patos i natrętny romantyzm. Nie pasowałyby do tematu.

Pozdrawiam jak zawsze – serdecznie.

Pozwolę sobie zapytać, kto im ten algorytm zadał. Wroga ludziom śtucna ęteligencja czy zespół programistów mizantropów.

Jeden z modeli LLM już wykoncypował, że ludzkość jest zbędna, jest balastem…

Więcej tego rodzaju tekstów by się przydało… A co do kotów, to zawsze są mile widziane i nie tylko, mam nadzieję, przeze mnie. 

Pozdrawiam.

Spojrzenie na kwestię silentium universi cudzym okiem. Okiem należącym do rasy istot faktycznie mądrych, nie tylko z definicji.

Przestałem czytać po przebrnięciu przez około jedną trzecią tekstu. Forma… Zmogły mnie te SYSTEM, SYSTEM, UŻYTKOWNIK… Potem zapoznałem się z zakończeniem. Maszyny aż tak zdecydowanie broniące środowiska? Mało wiarygodne, jak dla mnie…

Tekst wymaga poprawienia zapisów dialogów. Często brakuje oddzielenia mowy od opisu dalszych wydarzeń.

Z pozoru mało się dzieje, ale domyślne następstwa tego ,,małosiędziania’’ intrygują, niepokoją… Przypomniała mi się w pewnym momencie ,,Pieśń dla Lyanny’’.

Moim zdaniem udany debiut.

Pozdrawiam.

Nie przebrnąłem. Czym innym wstawki w rodzaju kwestii dialogowych jednej, no, dwóch postaci, czym innym aż taka dawka socjolektu i wyłącznie socjolektu.

Za niszowość naszego najdoskonalszego na Ziemi języka przeczołgałbym Cię pod dywanem :-) :-) :-).

Połowicznie natomiast ukryte żarty i z centaurów, i z ludzi, wręczyłbym trzy pozłacane puchary. 

O czym mySlałeś, pisząc, hę? :-)

Pozdrawiam jak zwykle…

Czytało się dobrze, ale po lekturze pojawiły się pytania o artefakt. Dlaczego nic o nim, ani słowa wyjaśnienia, przypuszczeń, sugestii? To, że piekielnie twardy i że interesuje się nim korporacja, to za mało, jak na oczekiwania czytelnika.

Rozśmieszyło mnie ulegnięcie obecnej atmosferze politycznej. Czy tylko wśród Rosjan można znaleźć zawodowego mordercę?

Bohaterowie w porządku, uważam.

Pozdrawiam.

nie byłem do spowiedzi. ---> nie byłem u spowiedzi, nie spowiadałem się, nie przystępowałem do spowiedzi. Wszystko lepsze od potocyzmu.

Kościół ze wsi, ---> we wsi.

Ksiądz opowiada życiowo? ---> Opowiada???

są znacznie bardziej smaczniejsze ---> albo znacznie smaczniejsze, albo bardziej smaczne. Nie dość, że blisko masła maślanego, to jeszcze zgodność przypadka zachwiana.

<><><>

Jeszcze parę kwiatków by się znalazło, ale nie mam czasu na ich wyszukiwanie.

Dobre opowiadanie. Nie tylko rozrywkowe, ale dające do myślenia.

Pozdrawiam.

Przeczytałem wczoraj, dzisiaj przeskanowałem opowiadanie, i nic się nie zmieniło w odbiorze. Ukłony w stronę klasyków owszem, są, ale, jak dla mnie, nie ratują tekstu, który stanowi kompilację średnio oklepanych chwytów. Poza jednym, bo jako nowość można traktować kwestie wymiany walut i wyliczenie ich wartości.

Ale nie przejmuj się moim marudzeniem. Zamiast tego doskonal warsztat, bo tak zwany potencjał jest widoczny i spory.

Pozdrawiam.

Zamieniłeś, szanowny Autorze, zakończenie tragiczne na zakończenie bajkowe. Co nie wyszło tekstowi na zdrowie.

Wczytaj się uważnie w komentarz P3rshinga.

Szanowny LeopoldzieK, uporządkuj typografię, aby kolumny miały równe marginesy, i przy okazji popraw podziały na akapity, a także uporządkuj dialogi. Widziałem kwestie wyraźnie dialogowe, tkwiące, bez typograficznego wyróżnienia, w środku opisu. To poważny błąd, przeszkoda w czytaniu.

Co do samego opowiadania… Zacząłem, bo zwabiła mnie fiszka ,,Science Fiction’’. Dokończyłem, bo chociaż ,,Science’’ w tym jest umowne, zaciekawił mnie bohater / narrator. Skonstruowałeś całkiem interesującą postać, przechodzącą równie interesującą przemianę. to zrównoważyło moją awersję do postaci potrzaskanych psychicznie – to bowiem nie potrzaskanie, a swoista rewolucja, może nawet ewolucja, gdy wziąć pod uwagę początek Twojego dzieła.

Pozdrawiam.

Klasyczne postapo, więc nie ma co się rozwodzić nad scenografią. Za to można, a nawet trzeba, zastanowić się nad postepowaniem Drapieżcy podczas spotkania z Celem i później. Dlatego, że logika nakazywałaby jednak odnaleźć hełm i podnieść pistolet. Ruszanie w drogę za Celem bez środków obrony własnej i Celu jest błędem nie tylko w przypadku scyborgizowanego byłego żołnierza, ale i w przypadku zwykłego człowieka, świadomego istnienia zagrożeń. To, że Drapieżca nagle się ,,uczłowieczył’’, moim zdaniem nie usprawiedliwia takiego błędu.

Ponure, po prostu ponure to opowiadanie. Kastowość, wszechobecna hierarchia, przemoc. Brrr…

Jak często się zdarza, dziwi mnie ogromna rozbieżność między potencjałem technologicznym danej cywilizacji, zdolnej do budowy Pierścienia, a brakiem wykorzystania tegoż potencjału w celu uwolnienia ludzi od ciężkich i niebezpiecznych, wręcz zabójczych prac.

Hmm… To raczej nie pierwszy opis takiego przypadku… Ale mniejsza o większość, bo taka licytacja z takim finałem zawsze rozbawia. 

Pozdrowienia.

Obawiam się, że nie zrozumiałem, o co dokładnie chodzi w tym opowiadaniu, i że zrozumieć nie zdołam.

Dawniej, bo motyw główny do nowości się nie zalicza, pisano o tym, czyli ,,zatrudnianiu’’ ludzkich mózgów jako pilotów, o wiele jaśniej i prościej, bez rozbuchanych ozdobników.

Gdyby nie kpiny z naszej cywilizacji oraz przede wszystkim ostatnie słowa profesora, nie sięgnąłbym po klawiaturę.

Podobało się, kilka razy rozbawiło.

Pozdrawiam.

Nigdy nie przepadałem za potrzaskanymi psychicznie bohaterami i już ich nie polubię, ale zdarzają się wyjątki, ,,wymuszone’’ przez sposób, styl opisu ich przypadłości i przez scenografię, pod którą rozumiem również inne postacie, otaczające bohatera / bohaterkę. Takim wyjątkiem jest Twoje opowiadanie. Udanie, moim zdaniem, rozmyłaś granice miedzy wirtualem a rzeczywistością i to uważam za główny atut Twojego opowiadania.

Pozdrawiam.

Już wcześniej postaci ze słowiańskiej mitologii coś sugerowały. Imiona też podszeptywały. Teraz staje się, myślę, jasne, gdzie i kiedy opowieść się toczy.

Pozdrawiam.

Lead do szorta mówi o innym, rządzącym się fizyką i matematyką świecie. Dlatego fragment, w którym narratorka porównuje swoje dziecko z takimi, które płaczą, krzyczą, są łapczywe podczas karmienia, wydaje mi się niekonsekwencją. Skąd ona, narratorka, może o tym wiedzieć, skoro świat jest taki, jak w leadzie? I co to za heretyckie broszury? Jakiś ruch oporu?

Jednakże, pomimo tych uwag, uważam tekst za interesujący ze względu na generalną koncepcję. Uważam też, że warto by było popracować nad nim, wydłużyć w celu usunięcia powyższych dysonansów.

Bo to jest do zrobienia.

Pozdrawiam.

Nie ukazana, bytująca w tle magini wydała mi się najbardziej interesującą postacią. Pracowita i uparta…

Czterysta lat to dla smoka wiek średni. Kurka wodna, czemu nie jestem smokiem? Buuu… :-(

Pozdrawiam!

“Żegnaj Kasiu!” ---> wołacze oddzielamy przecinkiem.

żart, albo ---> zbędny przecinek.

Następnego dnia po południu Kasia zabrała swojego pieska do przychodni weterynaryjnej. Był jamnik o imieniu Gucio, którego miała od dwóch lat. Dostała go od cioci Klary. Zrobiła to w tajemnicy przed mamą, która jeszcze nie wróciła do domu z pracy. ---> przyjrzyj się temu akapitowi pod katem kolejności zdań. Ciocia Klara podarowała Kasi Gucia, gdy mama była w pracy? Bo tak napisałeś…

e – mailową. ---> bez spacji wokół dywizu.

---> Ujednolić zapisy dialogów. Albo myślniki, albo cudzysłowy. Chociaż te drugie wyglądają, no cóż, pretensjonalnie. I w dodatku jak niedokładna kalka z angielskiego.

<><><>

Sympatyczny szort, a więc udany debiut na portalu.

Pozdrawiam.

Prosiaczek napisał: AdamieKB, miło Cię widzieć! Trudno mi uwierzyć, że minęło aż tyle czasu od naszej ostatniej korespondencji. Od lat piszę niezbyt optymistyczne teksty, ale czuję, że dojrzewa we mnie coś pozytywnego! :-)

 

Imienniku, mnie też miło było zobaczyć – i, oczywiście, przeczytać – Twoje opowiadanie. Pomimo że niewesołe. Ale, jak zawsze, dające do myślenia.

Bardzo dobrze, że dojrzewa w Tobie zamysł na coś pozytywnego!

A co do upływu czasu… Wahadło zdrowia wychyliło się w drugą stronę, ujmując najtreściwiej.

Pozdrawiam serdecznie.

Pęk włosów, wydaje mi się.

Podejrzewałem najpierw, że to wirtual. Oczywiście nośnikiem i generatorem komputer. Po dotarciu do informacji, że wszystko rozgrywa się w mózgu jednego człowieka, zacząłem podejrzewać, że skończy się ten eksperyment(?) tragicznie, co potwierdziło się.

Ciekawa i dosyć wiarygodnie przedstawiona koncepcja.

Kiedy napiszesz coś lekkiego, optymistycznego?

Pozdrawiam serdecznie.

Dzięki Koali również torebka z herbatą znalazła się w zbiorze bohaterek fantastyki.

Spodobały mi się ogólny ton i styl, w jakich utrzymane jest opowiadanie. Sam pomysł specjalnie mocno nie wciąga, świeżością po oczach nie bije, jak handlowcy traktują i nabijają w butelkę klientów sklepów wiemy, nic nowego, ale czas i miejsce akcji pozwalają spojrzeć na to z dystansem i zwyczajnie pouśmiechać się podczas czytania.

Aha – Pilot musi być Polakiem. Dlaczego ani słowa o tym?

Pozdrawiam.

Czytałem ,,Cuiavię’’ 009, przeczytałem teraz 010.

Jeśli krytykuję, to zawsze z przykrością, więc nie bierz mi za złośliwość stwierdzenia, że te dwa fragmenty to niestety nudy na pudy. Rozumiem intencję autorską, ale… Te detaliczne opisy każdego podejmowane działania nie porywają, jedynie rozciągają tekst.

Na deser coś w rodzaju pozytywów. Pierwszy – skojarzenie z progresorami z twórczości Strugackich. Inny poziom przedstawianych światów, lecz jednak paralela dość wyraźna. Drugi – ,,Jankes na dworze króla Artura’’ się przypomina.

Pozdrawiam.

Moim skromnym zdaniem opowiadanie ma zaburzone proporcje tematyczne. Rozpisałeś się, jak 69 rozdziewicza chłopca, a strukturze i funkcjonowaniu świata poświęciłeś o wiele mniej miejsca. Ale, trochę wbrew tej krytyce, spodobało mi się, że podajesz to jako po prostu fakty, bez sztucznego dramatyzowania, i jasno podajesz, że ludzie się po prostu przyzwyczaili do inwigilacji. 

Cały ten twój ruch oporu wypadł blado. Chociaż jedno, no, dwa zdania, przeciw czemu dokładnie jest skierowany… A ,,wydelegowanie’’ 69 na wyprawę kolonizacyjną musi mieć jakiś cel i sens, lecz Ty ani słowa…

Liczby zamiast imion to nic nowego. Nieczęsto stosowane, ale pojawiło się ładnych parę lat temu.

Pozdrawiam.

Ben Akiba. Jeśli wolisz, nihil novi. Historii, jak to nasz gatunek opiera się wszelkim przeciwnościom, było a było…

Pozdrawiam

Pewnie zdziwisz się odrobinę, ale ja nie widzę w historii bohatera / narratora upadku. Dostosowywał się, jak to robią niemal wszyscy.

Nie wiem, dlaczego, bo to zupełnie odmienne bajki, ale ten ,,niezmienny w czasie’’ i zdolny do bilokacji facet skojarzył mi się z naczelnym dyrektorem INBADCZAM-u.

Ale taka doza fantastyki wystarczy, dodaje smaczku.

Pozdrawiam jak zwykle niezwykle serdecznie.

Jak dobrze, że na portalu mamy Koalę. W Jego wykonaniu nawet Pani z Kosą staje się –– chwilowo bo chwilowo, ale jednak – sympatyczna.

Pozdrawiam.

Kosmiczne zoo? W zasadzie nic wstrząsająco nowego, ale temat daje dużo możliwości fabularnych.

Zobaczymy, co wniesie kontynuacja.

Czytałem już wczoraj. Zadziwił mnie lead, przyznanie się wprost, że poprawek byłoby z tak wiele, że Autorka ich nie wprowadziła. Zagłębiłem się w lekturę z ciekawości, czego owe poprawki mogły dotyczyć. Nie znając szczegółów w postaci owych poprawek przyznałem Autorce racje w jednej kwestii: musiałaby napisać opowiadanie od nowa. Ale, ciekaw komentarzy innych osób, nic nie napisałem…

Pozdrawiam przedpiśczynie :-)

Ja tam się byle czego nie boję, ale w pokoju z takim gobelinem na ścianie chyba nie dałbym rady zasnąć… :-) :-)

No, po paru dniach chyba jednak bym się przyzwyczaił…

Koalo, jesteś bardzo dobry, a chwilami niesamowity!

Wstrząsnąć to mną ten tekst nie wstrząsnął, ale to żaden powód do krytykowania i marudzenia dla zasady. Nawet przeciwnie, swoista zwyczajność wydarzeń, zwyczajność bohaterów i zachodzących między nimi interakcji godna jest uwagi. Bardzo często, nazbyt nawet często dostajemy, jako czytelnicy, historie i postacie tak skonstruowane, żeby zapadały w pamięć jako niezwyczajne, nadzwyczajne pod chociaż jednym względem, a tu Autor zaprezentował nam facetów, jakich spotykamy na co dzień.

Pozdrawiam

Trzy kroki od łzawości – ale tych kroków nie postawiłaś, został tylko emocjonalny dramatyzm, i bardzo dobrze, bo on przemawia silniej.

Klikam do Biblioteki. Pozdrawiam.

Interesująca idea. Po co zabijać, jeśli istnieje sposób na wymianę osobowości na taką, która umożliwia powrót do normalnego życia z normalnymi interakcjami międzyludzkimi?

Trochę mi to przypomina ,,Mechaniczną pomarańczę’’.

Bardzo spokojny w tonacji, co wzmaga końcowe zaskoczenie, szort. Awarie się zdarzają, udanie zastępując cuda… :-)

Pozdrawiam.

Miś przestrzega: » Panowie, uważajcie, bo urażona kobieta może być czarownicą. « 

Żadne tam ,,może’’ i nie tylko urażona. Wystarczy kiepski humorek, wywołany choćby opadem atmosferycznym. Wpływu na niego nie masz, ale co tam, twoja wina i świat szarzeje…

No, przesadzam, przyznaję – ale czy tak bardzo?

Zgrabna i ładnie, dobrze napisana scenka. Niestety zostawia czytelnika ze samymi domysłami, o co komu tutaj chodzi, kto jest kim i dlaczego. Czyli – jest początek, brak rozwinięcia. 

Zagwozdka Tarniny: » jak bardzo mogę go wytarmosić, żeby bez opatrzenia przeżył i dalej się (nie od razu, ale później) ruszał. «

Klucz zamknięty nawiasami. Żadne ,,później’’, bo zanim ono nastąpi, bohater może udać się na piwo do świętego Piotra. Co zależy od stopnia wytarmoszenia, oczywiście. Wziąć też należy pod uwagę, że podczas tarmoszenia dobytek bohatera może zostać uszkodzonym rozsypany, i to na sporej przestrzeni… toteż, reasumując napisane i pozostające w domyśle, tarmoszenie i co po nim należy porządnie zorganizować czasowo i przestrzennie, żeby i skutki straszyły, i bohater zachował szanse na wyłabudanie się z afery z życiem.

Wzorowania się na skutkach konfliktu człowiek – waran z Komodo nie polecam. Jak nie rozgryzie od razu, to zakazi takim ,,zoo’’ mikrobiologicznym, że marnę szansę.

Pozwolę sobie zacząć od udzielenia (niepełnej) odpowiedzi Finkli. Spytała:

» Czy naprawdę warto pakować inteligencję w każdy kawałek metalu i plastiku? Naprawdę nie potrafimy nic policzyć bez kalkulatora, znaleźć drogi bez telefonu, ogarnąć zakupów bez podpowiedzi lodówki?

Ciekawe, w której przepaści kończy się ta równia pochyła. « 

Nie warto, ale gdyby zaprzestano tej głupoty, zmalałyby czyjeś zyski. I kto by otarł im łzy smutku po stracie?

Nie potrafimy, bo raz zainicjowany proces odmóżdżania jest wściekle trudny do zatrzymania, a co mówić o odwróceniu.

W tej, w którą coraz głębiej i coraz mniej uważnie zaglądamy.

<><><>

Pomysł na szorta świetny, ale realizacja trochę zawiodła. Gdzie te zapowiadane negocjacje? I gdzie ta inteligencja bomby? jeśli świat nie wie, kto zlikwidował Nowy Jork, to i niczego / nikogo nie zapamięta…

Pozdrawiam.

Eleganckie słowotwórstwo. Zabawny pomysł z rozpylaniem kurkumy. W całości, jako opis polowania i towarzyszących mu emocji myśliwego całkiem sympatyczne.

Poważny problem świetnie zilustrowany w krótkiej formie.

Czy Michałek będzie dobrym tatą? Tu należałoby zacząć od zapytania, czy będzie tatą w (jeszcze) dzisiejszym rozumieniu…

,,Skanowałem’’ tekst tak gęsto, że praktycznie przeczytałem.

Wampiry to nie moja działka, więc nic więcej nie napiszę.

 

Drony oraz impas to jedno i w dodatku jest to już ,,dzisiaj’’, nie za lat dwadzieścia. I już mamy anachronizm. Ale pal go licho, z tego można się jakoś ,,usprawiedliwić’’ bez widocznego na pierwszy rzut oka braku logiki. Gorzej z kwestiami zapleczy. Niemal codzienne bombardowania i masowe naloty, trwające przez niemal dwadzieścia lat, oznaczają całkowitą dewastację gospodarek (przemysł, komunikacja, transport, zaopatrzenie ludności, brakujące dopisać…) i bardzo, bardzo wysokie prawdopodobieństwo rozkładu struktur społecznych, buntów, może i formalnych rewolucji, wojen domowych. To w przypadku zawężenia tych kwestii do jedynie dwóch krajów wojujących. Ale one, te kraje, mają swoje dalekie zaplecza, formalnie nie uczestniczące we wojnie. Bronie, amunicje, żywność, brakujące dopisać. Jak długo i z jakim skutkiem można dźwigać ciężary cudzej wojny, przymykając oko na błędy, nieudolności, korupcje, na brak perspektywy zwrotu ponoszonych kosztów? Dlatego, reasumując, mogę zgodzić się na te dwadzieścia lat tylko w przypadku ,,wojny na raty’’; rozejmy formalne i nieformalne, zawieszenia na czas negocjacji, z góry skazanych na fiasko.

Pozdrawiam

Kłaniam się.

Co do wszelkich tworów klasy ArtInt to faktycznie coraz trudniej cokolwiek zakładać z odpowiednio dużym prawdopodobieństwem, bo sami koryfeusze w dziedzinie zmieniają zdania, plączą się w zeznaniach. Od raju do piekieł i z powrotem…

Ewolucja technik i technologii wojennych przedstawia sobą, jak mi się mocno wydaje, dość podobny obraz. Zabawki z kamerkami do popatrzenia z góry przerodziły się z Shahedy i Raptory. Niektóre z opcjami samodzielnego wyboru celu. Drony antydronowe… Błędne koło. Bronie laserowe, mikrofalowe, elektromagnetyczne działa, na razie pod kontrolą ludzi, ale ludzie są omylni, a kanały łączności, jakie by nie były, można co najmniej zakłócić, a stacje przekaźnikowe zlikwidować. Co wtedy? Nowoczesne bronie wysiadka… Stare wymagają obsługi przez ludzi. Ma ktoś naprawdę niewyczerpane rezerwy ludzkie? A co z zapleczem gospodarczym, wobec możliwości niszczenia celów oddalonych o tysiące kilometrów? Przynajmniej w początkowej fazie wojny można atomówkami zlikwidować (przy okazji likwidując perspektywy przetrwania ludzkości) metropolie, ośrodki przemysłowe i co tam jeszcze zaliczyć do strategicznych celów. Masz rację, wojna współczesna to dzikie zwierzę nie do okiełznania, gdy się je wypuści z klatki…

Ta wojna nie trwa od 2014 roku. Byłoby tak, gdyby nie strategiczne podkulenia ogona przez wiadomą stronę. Krym był nie do obrony, skutecznej, minimum długiej – i dziś tak samo, tylko sił do jego zajęcia brakuje. Tak więc ta wojna trwa trzy lata z okładem.

Co do perspektyw i sposobów zakończenia wojny – same znaki zapytania. bo tak doskonałego poligonu doświadczalnego żadna ze stron jeszcze nie miała… O czym co odważniejsi eksperci mówią nie od wczoraj.

Pozdrawiam

Przykro mi to pisać, ale nic mi w tym opowiadaniu nie pasuje, poza grupką głównych bohaterów. Wojna, trwająca dwadzieścia jeden lat bez przerwy? To było możliwe w średniowieczu i jego kalendarzowych okolicach, a nie w czasach, gdy liczą się gospodarcze potencjały zaplecza, a techniczne środki bojowe pozwalają na celne uderzenia wymierzane na niemal dowolną odległość. Sztuczna inteligencja jako taktyk – zgoda, ale to kwestia nie dwudziestolecia, ale, jak sporo na to wskazuje, pojedynczych lat. Do tego kwestia stopniowego, ale wyraźnego rozwoju autonomicznych środków walki… Za dwadzieścia lat raczej nie będzie ani tonących w błocie okopów, ani ludzi z karabinami w nich, tylko pochowane jak najgłębiej centra sztabowe – o ile AI nie sięgnie po decyzyjność na poziomie strategii… Co zapewne nastąpi, bo ludzka durnota jest większa od Wszechświata. Ale to byłby temat na zupełnie inne opowiadanie.

Pozdrawiam.

Jakoś tak wyszło, że dopiero dzisiaj przeczytałem, i od razu nasunęła mi się trochę dziwna refleksja: tekst można uważać albo za niedokończony, bo nie wyczerpuje, nie domyka wszystkich poruszonych w nim wątków, albo za potencjalnie pierwsze opowiadanie z cyklu, kolejno wykorzystującego owe wątki. Supermelatonina eliminuje fazę REM, czyli sny, czyli procesy porządkujące pamięć (to tak w upraszczającym skrócie), roboty mają problemy z buforem pamięci, protagonistka z zespołem niby rozwiązuje ten problem, ale sama tez o czymś ważnym zapomina… – co z tym zrobi pracujący dla medkorpo neurobiolog? Przemilczy, zareaguje? Co zrobi sama firma medyczna w drugim przypadku? A może też, zainteresowany analogiami między kłopotami z buforem a funkcjonowaniem ludzkich pamięci, zechcieć współpracować z teamem Agnieszki… Samo zwięzłe przedstawienie, jak funkcjonuje startup pod wodzą zbyt gadatliwego szefa, samochwały lekceważącego ludzi, ich zdania, ich potrzeby, to za mało, by wciągnąć czytelnika po uszy. Chociaż, spieszę pocieszyć Autora, w obecnej postaci wciąga nie tak wiele płycej, bo mniej więcej po pachy :-) .

Pozdrawiam

Szanowny Autorze, bądź przygotowany na bardzo słaby odzew. Albo nawet jego brak. Główny powód podała regulatorzy. 

<><><>

Przeczytałem parę stron początku. Bohater tajemniczy, na pewno posiada – albo posiądzie – jakieś sekretne moce, umiejętności… Ocean możliwości, zanęta na czytelnika. Nic więcej na razie. No, nic poza dokuczliwą narracją w czasie teraźniejszym…

 

Tekścik przypomniał mi stare hasło: lepsza puszka Pandory niż Paprykarz szczeciński. Tyle o treści, O formie typograficznej nic nie napiszę, bo nie skończyłbym do rana…

Ha, wyjaśniło się! Skoro ,,legalizujesz’’ opcję odstąpienia / przymusowego wyłączenia się, no to ryzyk fizyk doświadczalny… (Fizykowi teoretykowi nic nie grozi, on jest tylko od myślenia  :-) )

Ironia losu. Coś jak dla mnie, a nie mogę gwarantować systematyczności, ciągłości… No nic, przepraszam za zawracanie Wam głowy. Powodzenia.

Pozmieniałeś, Szanowny Autorze, tak wiele, że powstało praktycznie nowe opowiadanie. Nowe i inne, takie, w jakim nie można się było obyć bez podania na tacy, że ratując jednego, skazuje się na śmierć miliony. A w domyśle brzmiało to lepiej…

Strzelba nie wypaliła. Zbędny rekwizyt, bo same postacie to już dość na zaliczenie do fantastyki.

 » Nemerof patrzył w głąb kosmosu. Kolejne statki wychodziły z nadprzestrzeni, ustawiając się w niekończącej kolejce do Bram Raju. « ---> jak dla mnie, całkiem od czapy. Strzelba Czechowa, która nie będzie zdjęta z wieszaka i nie będzie użyta.

Zakończenie łopatologiczne Gdyby pozostawić wszystko domyślności czytelnika, a tropów wystarczy, było by co najmniej siedemnaście razy lepiej. [ :-) ]

Bardzo, hmmm, łagodne wprowadzenie do późniejszego horroru. Od normalności do – no właśnie, do czego? Że dezorganizacji społeczeństwa, to na pewno, ale co tę dezorganizację spowodowało, tylko, jak na razie, diabli – oraz być może Autor też – wiedzą. Za wiele dziwnych, z osobna jak dla mnie logicznych tropów, ale w całość to się one jakoś mi nie składają. Kosmici? Głęboko i skutecznie utajniony bunt grupy sztucznych inteligencji? Cicha, nie wypowiedziana oficjalnie wojna miedzycywilizacyjna?

Wygląda mi to, przy ogólnym oglądzie, na początek dłuższej historii. Cóż, pożyjemy, zobaczymy…

Pozdrawiam

Myślę, że zależnie od kontekstu. W paradę wchodzi prosty fakt: rodzina to zbiór osób, gramatycznie rodzaju żeńskiego, i powstają łamańce rodzajowo-liczbowe.

W pierwszym zdaniu chyba lepiej pasowałby zaimek ,,jej’’, jako zgodny z rodzajem gramatycznym. W drugim – niby też, ale z mniejszym przekonaniem…

Gdybym to ja pisał, sięgnąłbym po stary, dobry myk, często podawany kiedyś w poradach. Napisz to samo, ale inaczej.

» Serce ściskało się w niej na myśl o pożałowania godnym losie rodziny Godfreya, ale co mogła zrobić, aby pomóc tylu jednocześnie krewnym i kuzynom? « 

» Godfrey raz jeszcze wytłumaczył rodzinie, że pożyczka udzielona przez lorda Davis została spłacona w całości i nikogo nie obciąża obowiązek jej spłaty. « 

Tarnina zacytowała i napisała:  

A nie łaska, do k***y nędzy, ząłożyć filtrów, wykorzystując do tego stawianą na piedestałach Śtucnom Ętelegencje?

To nic nie da. Zresztą – rozkład postąpił już za daleko…

<><><>

Muszę, niestety, przyznać Tobie nie mniej od trzech czwartych racji. Nie ma ucieczki z błędnego koła, jakie dzięki ślepocie geniuszy marketingu powstało albo znajduje się na takim etapie powstawania, że domknie się niebawem. Chodzi, oczywiście, o pętlę w procesach nauczania SI. Najpowszechniejsze i najobfitsze źródło ,,wiedzy’’ to Internet, interakcje z użytkownikami też, więc, ponieważ cudów na zawołanie jakoś nie ma, ,,średnia inteligencja SI’’ ma mikroskopijne szanse na już nie to, że rozwój wzwyż, ale nawet na pozostanie na startowym poziomie. Uzus, słowo i pojęcie, których bardzo nie lubię, robi swoje…

To jednak nie znaczy, iżby sprawa była z góry przegrana. Zbudowanie wyspecjalizowanego układu, kontrolującego na przykład poprawność ortograficzną i zamkniętego na zewnętrzne wpływy, jest możliwe i wcale nie takie bardzo trudne. Problemem byłoby w zasadzie jedynie rozpoznawanie kontekstu, kiedy na pewno słynna stróżka, a kiedy jednak strużka. I mielibyśmy ,,wyłapywacz’’ błędów od razu dwóch kategorii…

Arnubis napisał:  Wspaniale widzieć, jak ta sama dyskusja po raz dziesiąty zatacza koło i powraca w nowej iteracji :D

Taki jest los tematów jednocześnie trwale niezmiennych w rdzeniu i dynamicznych w czasie. Niezmienność jest wpisana w samo zapytanie o rolę poprawności językowej w odbiorze literatury, jaką by ona nie była, od bajki dla dzieci do dzieł zmieniających pojmowanie świata. Dynamikę wymusza fakt, że język ewoluuje, słownictwo poszerza się, bo trzeba ponazywać nowe zjawiska, trendy, rzeczy i co tam jeszcze, a inne słowa wypadają z obiegu. Nic nowego, ale czasem trzeba odkryć Amerykę po raz stutysięczny siódmy…

Być może ktoś ze starszych stażem użytkowniczek i użytkowników pamięta, że mam ambiwalentny stosunek do Internetu. Jeżeli nie, to właśnie o tym przypomniałem… Spyta ktoś może, dlaczego. Ano dlatego, że wspaniały technologicznie twór został zmarnowany i z racji zawartości, tej przeważającej, wyrządza więcej szkody, niż daje pożytku. Żeby jeszcze mniej zabawnie było, podam przykład nasilający się od czasu udostępnienia youtuberom AI, i będzie to przykład dotyczący wyłącznie języka.

Poświęciłem się i przesłuchałem, zarazem oglądając, niemało filmików o niezwykłych, wręcz cudownych przypadkach niby to z życia branych. Chyba setkę w sumie. To nie są polskie produkcje. Są owszem spolszczane, ale jak… Widzisz, Panie, a nie grzmisz… Wielkimi, blokowymi i kolorowymi literami tłumaczenie numer jeden, tak je nazwijmy, na tle tych bloków drobnym tekstem automatyczne tłumaczenie numer dwa, bynajmniej nie identyczne z pierwszym, a lektor podaje słuchaczowidzowi swoją, trzecią wersję. O dziurach fabularnych, zapętleniach obrazu i dźwięku litościwie zmilczę, nie ten temat. Ale do jakości translacji wrócić muszę. Że jest katastrofalna, dałem już do zrozumienia. Pozostało wyjawić, dlaczego taki przykład wybrałem i podałem. Otóż dlatego, że masowość tej sieczki przypomniała mi, co powiedział minister propagandy kraju, którego nie wymienię. Z tym, że nie chodzi tutaj o kłamstwa, lecz tysięczne, milionowe może nawet przykłady niechlujstwa językowego. Wryją się w pamięć i przepadło, żegnaj się pupcio w portkami.

Zostało tylko zapytać, wprost, brutalnie, po chamsku nawet: kiedy, z czego mają się bardzo młodzi ludzie uczyć polskiego jako polskiego, nie polskawego? A nie łaska, do k***y nędzy, ząłożyć filtrów, wykorzystując do tego stawianą na piedestałach Śtucnom Ętelegencje?

Ese-sha napisał:  Oryginalny zapis 2.0 jest uzasadniony. […]

A ja mam takie sobie ,,głupie’’ pytanie: czy kropkę między dwójką a zerem słychać w mowie?

Miło poczytać taką klasykę, minispaceoperetke w jednym akcie i kilku odsłonach. Znane na wylot instrumentarium, fabuła po raz enty oparta na prawie niezmiennych schematach, ale to się czyta, bo nikt nie przynudza wzniosłościami. One tam są, ale tylko od woli czytelnika zależy, czy się nad problemem jednym i drugim zatrzyma, czy machnie na nie ręką. Ja, jeśli o to chodzi, machałem ręką, bo nowe to one nie były, więc czasu na repetycje pożałowałem.

A teraz to, co najważniejsze: jako całość to się czyta, bohater niejednoznaczny, więc interesujący, świat, chociaż słabo zarysowany, jest prawdopodobny. Czwórka z plusem według starej skali.

Pozdrawiam

Jednym z ujmujących mnie elementów tego szorta jest imię kota. Ambroży. Nietypowe, niedzisiejsze, brzmiące na tyle poważnie, aby samego jego nosiciela poważnie, ale i ze sympatią traktować.

Dzięki za wiele wyjaśniający odzew. To może być, i oby było, ciekawe… Powodzenia w komponowaniu obrazu OR!

Kłaniam się.

Tło klasyczne, można powiedzieć. Światowid, źródłowo tkwiący w ,,Odysei kosmicznej”, ale służący czemu innemu, kolonie, wojna toczona w zaskakujący sposób, ekspansja Syndykatu – i tajemnicze, intrygujące echokryształy. I jeszcze jeden grzybek, dość smakowity, w tym barszczyku – transhumanizm.

Nie wszystko musi się czytelnikowi podobać, nie wszystko musi on natychmiast rozumieć, ale decyduje prosty fakt: tekst wciąga i nie puszcza.

Więcej takich, więcej!

Pozdrawiam i dziękuję.

Zgniły Zachód. Brak relacji z nim. To co, autarkiczna gospodarka, żelazna kurtyna i reszta odgrzanych motywów w domyśle? Republika od morza do morza. Stary, nieaktualny, nie do zrealizowania sen. I ani słowa, dlaczego tak wygląda ta część Starego Świata. Tego brakuje – chyba że właśnie to uznać za fantastykę.

Ale wszystko jest do naprawienia. Za łatwo to się nie uda, ale jest wykonalne.

Do komentarzy poprzedzających mój wpis dodać mógłbym tak niewiele, że nie warto tego robić. Poza jedną uwagą – że tak naprawdę nic nowego, jeśli o konflikty interpersonalne chodzi. ,,Enemy mine”, albo bardzo podobnie, ,,Piloci purpurowego zmierzchu”, prawdopodobnie mało komu znani… Szerzej, dłużej, wnikliwiej.

Pozdrawiam

Scenariusz katastrofy mam za wiarygodny, opis apokalipsy za udany, przemawiający do czytelnika. Ale, niejako dla równowagi lub kontrastu, nie wiem, do czego Jego Imperatorskiej Wysokości taki eksperyment potrzebny. Kłania się, to fakt, przypuszczenie, że do absolutnego zniewolenia populacji poddanych, ale możliwość realizacji na masową skale wydaje mi się wątpliwa. Chyba że eksperyment sięgał krańca możliwości realizacyjnych, a zastosowanie jego wyników miałoby nie być takie ekstremalne.

Powtarzalność schematu ,,o tym miałabym dużo do opowiedzenia’’ w którymś momencie przestaje zaciekawiać, a monotonny i prostacki język w którymś momencie zaczyna nużyc i zniechęcać.

Zaznaczam, że mówię oczywiście tylko o sobie, swoich wrażeniach z lektury, bo być może okażę się pod tym względem wyjątkiem.

Po prostu jestem ciekaw na ile poprawność językowa jest w stanie odstraszyć zapowiadających się autorów z ciekawymi pomysłami(No bo jeślu to takie trudne, i wymaga przyswojenia takiego a takiego zakresu wiedzy, to może dać sobie lepiej z tym spokój).

<><><>

Zamknięta w nawiasach część zapytania pozwala zrozumieć je we właściwy sposób, czyli ,,na ile wymóg zachowania poprawności językowej jest w stanie odwieść od prób realizacji literackich ambicji”.

Nie wiadomo. Może tak, może jednak nie. Ankiet i statystyk brak, przypuszczenia, oparte na doświadczeniach z tego portalu, pozostają bezdowodowymi przypuszczeniami.

Moje przypuszczenie? Nie odwodzi, bo zawsze znajdzie się grupa podobnie nieświadomych własnych niekompetencji czytelników, którzy nie tylko nie skrytykują, ale pochwalą kwiecistość frazy ,,wychodząc z ogrodów woń kwiatów silnie umilkła”.

To cytat!

Otwarcie przyznaję, że nie sprawdzałem, nie szukałem źródeł nomenklaturalnych w dziedzinie chemii, ale też nigdy jeszcze nie obiło mi się o uszy lub oczy, że oficjalnie, urzędowo zmieniono taki na przykład nadmanganian potasu na potasu nadmanganian. W zasadzie to samo, w zasadzie nieistotne dla niechemików, bo w języku codziennym niemal nie występuje – ale to kalkowanie z durnego języka wk…ia… Mamy swoją gramatykę? Mamy. Składnia, przysłówki, przydawki, zgodności i łączliwości, to się ich trzymajmy, bo wypracowywaliśmy te normy przez pokolenia, przez wieki. Zgoda, że ten nielubiany przeze mnie język stał się międzynarodowym, ale czy my musimy umiędzynarodawiać polszczyznę? Do jednego słowa doklejać siedem różnych znaczeń, jeden i ten sam mechanizm nazywać na siedem sposobów w zależności od miejsca zainstalowania, samochód, okręt, statek, lokomotywa?

Na naszych oczach rozwija się niedawno powstały podgatunek ArtInt technofantasy. Zapewne doczeka się całej palety podpodgatunków…

Autor zainspirował się, jak myślę, dość jeszcze świeżym odkryciem, że zespół kilkuset osób udawał, i to dość dobrze, skutecznie, sztuczną inteligencję. Cóż, brawa mimo wszystko się należą, chociażby za samo wynalezienie takiej metody oszukańczego nabijania kabzy…

Co do samego tekstu – za diabła nie pojmuję, dlaczego ludzi pozbawiano rąk i nóg i trzymano ich przypiętych do krzyży. Co to ma do sprawności funkcjonowania jako element sieci neuronalnej?

Osoba Autorki skłoniła mnie do stoczenia pojedynku z jedynym gwarantem zdrowia, wspomaganym przez prawie już wrodzoną niechęć do typowych, klasycznych stworów, zaludniających fantasy. Wygrałem, więc jednak przeczytałem… :-)

Finkla jak to Finkla, znów wynalazła coś nowego. Przynajmniej dla mnie takiego. Wydarzenia sama posumowała w epilogu,, co zwalnia mnie od pisania, że świat jest kiepsko urządzony, bogowie mają klapki na oczach i te de, więc wszystkie ciężary lądują na ludzkich barkach, a samym ludziom sporo brakuje do ideału.

Za ditlenek odejmuję półtora punktu zadowolenia z lektury. Od lat bardzo wielu mamy – tak, nadal mamy – dwutlenek. 

Pozdrawiam jak zwykle niezwykle serdecznie.

Nowa Fantastyka