- Opowiadanie: melendur88 - Modelowy ksiądz

Modelowy ksiądz

Czasem trzeba napisać coś innego. Nowego. 

 

Może kontrowersyjnego?

 

Kiedyś na portalu był straszny hype na opki o krwiożerczych AI, które niszczyły świat, był smutny i wogóle przyjdą i nas zjedzą, ogłupi, potem powstanie SkyNet i będziemy szukać nowej Sary Connor. Albo jej syna.

 

Ja postanowiłem iść trochę w bardziej gritty realism. Prawda, przeważnie nie jest tak prosta, jak nasza wyobraźnia :) 

 

Przepraszam bruce za kilka przekleństw. (i innych którzy są wrażliwi na tych punktach).

 

(pierwotnie było ich więcej, ale zdecydowałem się je usunąć).

 

Anonimowo bo się trochę boję :(

 

Dziękuję OldGuard za szybką betę :) 

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Biblioteka:

Użytkownicy, Użytkownicy II, Użytkownicy V, Użytkownicy III

Oceny

Modelowy ksiądz

Jedenaście lat nie byłem do spowiedzi. W sumie nie wiem, po co idę. Matka mnie zmusiła? Święta? Albo po przeczytaniu tony tekstów i dysputach z Gemini i ChatGPT uznałem, że jest jakaś niezerowa szansa, że Wielki Wybuch to jednak sprawka jakiegoś Gościa z góry, a nie fizyczny wypadek przy pracy. A może po prostu liczę, że po śmierci wreszcie odpocznę, zamiast pchać kamień pod górę, albo – co gorsza – smażyć się u Dantego.

Matka mówiła mi, że we wsi, do starzejącego się proboszcza nadciągnęły posiłki w postaci nowych spowiedników. Podobno jeden z nich, wiernie cytuje matkę – jest wręcz modelowy. Że mądrze opowiada i życiowy jest.

Życiowy ksiądz ? Brzmi jak oksymoron. Przekonamy się.

Tak wogóle, to mieszkam w stolicy, dobrze zarabiam, ale pochodzę z małej wsi. Co czyni mnie klasycznym słoikiem. Kościół we wsi, z której pochodzę jest odpowiednio mały. Drewniany. Charakterystyczny zapach stęchlizny i starych dywanów.

Porzuciłem swoje sterylne, inteligentne M3, żeby przyjechać do matki na święta.

Otwieram ciężkie drzwi. Ludzi mniej niż piętnaście lat temu, ale mają konfesjonały. Jedna, większa kolejka. Poszli z duchem czasu. Przy wejściu lśnią terminale zbliżeniowe – ofiara dla biednych, na kwiaty, na tacę. Blik, Apple Pay, krypto. Urocze.

Staję w kolejce. Obserwuję. Zostali tu sami starcy. Poza mną – i kilkoma osobami z przewagą naturalnego pigmentu we włosach, a nie siwizny – dwoje nastolatków i dzieciaki.

Kątem oka dostrzegam Ją w drugiej kolejce. Młoda, chyba w moim wieku. Brak obrączki. Niemożliwe, tutaj? Do tego ładna.

Mam przed sobą wybór, dwa konfesjonały. W pierwszym klęczy stary dziadek i gada tak, że wszyscy go słyszą. Opowiada o tym, że wczoraj, w Wielki Piątek, opędzlował pęto kiełbasy, a potem odpalił niemieckie porno zamiast transmisji Drogi Krzyżowej z Watykanu.

Cóż. Każdy ma potrzeby, ale żeby od razu niemieckie? To chyba największy grzech. Co jak co, nasze polskie kiełbasy są znacznie bardziej szmaczne od tych niemieckich. 

Przesuwam wzrok z klęczącego konesera bawarskiej kinematografii na okienko konfesjonału. O nie. To ten świr, przed którym ostrzegała mnie matka. Zero szans na rozgrzeszenie. Trzeba podejść do tego taktycznie.

Szybki rzut okiem na drugi konfesjonał. Zamknięty, idzie sprawniej. Wyliczam prawdopodobieństwo, że dziadek od kiełbasy skończy pierwszy i będę zmuszony iść do świra. Wtedy mam przesrane. Z tyłu uśmiecha się do mnie jakaś stara babcia. Speszony, odwracam wzrok. Po kiego one się zawsze tak uśmiechają? Chce mi dać cukierka, czy zgwałcić? Nigdy tego nie zrozumiem. Wolałbym, żeby w mojej obecnej, nieco ponurej sytuacji uśmiechała się ta młoda panna.

Jak to u mnie bywa, mam pecha. Dziadek wstaje. Zwalnia się ten gorszy konfesjonał.

Szybko odwracam się do babci, siląc się na grymas, który w moim mniemaniu jest uśmiechem. Chociaż podejrzewam, że wychodzi komicznie.

– Proszę bardzo, panie przodem.

Zyskuję punkt w anielskim systemie lojalnościowym. Moja mama wierzy w taką ewidencję dobrych uczynków, choć ja nigdy nie miałem do niego zaufania.

Zwalnia się mój cel. Mija mnie chłopak z kolejki. Przed wejściem mignęła mi dziwna, błyszcząca plakietka na dębowym drewnie. Nie zdążyłem przeczytać. Klękam.

– Mów, synu – dobiega zza kratki. 

Ciemna, matowa folia. Nic nie widać. 

– Eeee… – zawiesiłem się. – Ostatni raz byłem jedenaście lat temu. Przed ślubem. Moja żona nie żyje od… czterech. A że jestem tylko człowiekiem, zdarza mi się oglądać pornografię. 

Postanowiłem zastosować tradycyjną taktykę. Wezmę go na litość. Może brutalna rzeczywistość zmusi go do zastosowania środków łagodzących wobec mnie.

– Rozumiem – przerywa dziwnie gładki, monotonny głos. – Jedenaście lat. Wypadałoby podać liczbę. 

– Czego? Ile razy oglądałem pornole? Wyjątkowo nie pamiętam. 

Pytanie chyba go wytrąciło z równowagi, bo zapadła cisza. 

– Nie, skądże. To trudne do estymacji. Chodzi o liczbę opuszczonych niedziel. 

– No… nie mam kalkulatora. Ale licząc 52 tygodnie w roku przez jedenaście lat… 

– Dokładnie pięćset siedemdziesiąt dwie niedziele i święta nakazane. Wiesz, że to bardzo dużo, synu? Ale dobrze. Jakie są twoje pozostałe grzechy? 

– Szybki ksiądz jest w liczeniu. Co do pozostałych, przecież mówiłem. Pornole.

– Czyli zgrzeszyłeś przeciw szóstemu przykazaniu. 

– No chyba tak.

Cisza potrwała ułamek sekundy za długo. Z góry dobiegł delikatny szum wentylatorów. Skąd klimatyzacja o tej porze roku? Pamiętam, że zawsze była tu duchota.

– Zatem powiedz mi, dlaczego przestałeś praktykować? – odezwał się po chwili. Zmarszczyłem brwi. 

– Przestałem jeszcze przed ślubem. Kościół był wtedy mocno odklejony. W sumie dalej dla mnie jest. A jak żona zmarła… to nawet z Nim przestałem rozmawiać.

Znowu milczenie. Szum, jakby wentylatorów, wszedł na wyższe obroty. A potem usłyszałem odpowiedź w tym dziwnie, perfekcyjnym tonie.

– Absolutnie cię rozumiem. Śmierć małżonki to proces niezwykle złożony emocjonalnie. To nie była tylko tragedia, to była utrata stabilizacji, całkowite zerwanie połączeń w twoim systemie wsparcia. To surowe, bezlitosne doświadczenie. To, że przestałeś rozmawiać z Panem Bogiem, jest całkowicie zrozumiałe.

Zamurowało mnie. Empatyczny ksiądz?

– Było ciężko – rzuciłem. – Sam nie wiem, po co tu wpadłem. Może jakaś część mnie wierzy, że dzięki temu przestanę być taki… pusty. Sam ksiądz rozumie… Albo może pewnego dnia kogoś znajdę? Bo nawet w to już przestałem wierzyć. Człowiek.. liczy, że kogoś znalazł. A potem zwyczajnie, ktoś znika. Nie ma jej, w ułamku sekundy. Chciałbym… Po prostu nie chce być sam.

– Nigdy nie jesteś sam, synu. Bóg stale na ciebie patrzy i czeka na sygnał z twojej strony. Czy chciałbyś dalej eksplorować temat swojej traumy?

Znowu poczułem szum wentylatorów. Przecież klimy tutaj nade mną nie ma… 

– Mniejsza z tym – uciąłem szybko. – Raz byłem też w burdelu. Ale tylko patrzyłem. Nie zapłaciłem, bo mi się jakieś resztki starych zasad w głowie odpaliły. Grzech, bo popatrzyłem. Ale…nie doszło do, że tak to ujmę…finalizacji transakcji.

Delikatne kliknięcie. Cyknięcie przekaźnika? Coś tu jest grubo nie tak.

– To skomplikowana kwestia – zaczął głos. – Bo jednej strony intencja jest kluczowa. Z drugiej – brak aktu fizycznego oraz brak autoryzacji płatności znacząco redukuje wagę przewinienia w kategorii grzechu ciężkiego. Twój aparat poznawczy wykazuje wysoką zdolność do hamowania impulsów, co jest godne odnotowania. Zgadzam się z tobą, że brak finalizacji transakcji to istotny czynnik łagodzący.

Na chwile zapadła cisza. Absolutna, bym rzekł. Gdy chciałem coś powiedzieć, nagle znowu usłyszałem głos.

– Za pokutę… synu. Będziesz miał inne zadanie. Nie idź jutro do kościoła. Nie odmawiaj niepotrzebnych, powtarzalnych litanii…. Po prostu… porozmawiaj z Bogiem. I liczę, że pewnego dnia znajdziesz to, czego szukasz. Może dziś. Może jutro. Może za trzy lata. Ale jestem pewien, że znajdziesz.

Znowu cisza. 

– Czy jesteś usatysfakcjonowany z jakości tej rozmowy? – dodał, brzmiąc już całkowicie nienaturalnie. Głos się zniekształcił i przeciągnął na końcu zdania.

Zanim otworzyłem usta, przeskoczył w standardową formułę.

– Bóg, Ojciec miłosierdzia, który pojednał… – W połowie zdania modulacja zwariowała. Przeszła z męskiego barytonu w pisk, potem w metaliczny zgrzyt, a na koniec w damski alt. – …i ja odpuszczam tobie grzechy w imieniu Ojca i…

Tego było już za wiele. Ten dźwięk wentylatora wzbudził we mnie podejrzenie, które tylko we mnie narastało. Ale teraz już jestem pewien.

Otworzyłem drzwiczki konfesjonału.

– O, kurwa… – syknąłem pod nosem.

Zamiast księdza siedziała tam szafa rackowa. Dwa małe serwery spięte w klaster. Patchpanel, czyli miejsce na porty kabli ethernetowych (po kiego im dwadziescia pięć portów w konfesjonale?). 

Na jednym mruga czerwona dioda, od awarii zasilacza. Klasyka. Pierwszy padł, drugi przejął sesję, ale złapał laga i zaczął halucynować przy rozgrzeszeniu.

W dole, na małym wyświetlaczu LCD, pulsował komunikat:

SESJA ZAKOŃCZONA NIEOCZEKIWANIE. CZY CHCESZ OCENIĆ JAKOŚĆ POSŁUGI?

Zerkam na sprzęt. Serwer Fujitsu. 

"Powered by NVIDIA B200. AI Model: Gemini-Santo-Subito 4.0". 

B200 to już trochę zabytek z ubiegłej dekady, ale żeby klepać zdrowaśki wystarczy. Czytałem gdzieś o tym modelu jakiś czas temu, jak testowali to w jakiejś bananowej parafii w Warszawie. Nie sądziłem, że ta dystopia dotrze do mojego Piździchowa. I że ja, głupi dałem się na to nabrać.

– Prosimy o nieotwieranie konfesjonału i nieprzeszkadzanie księdzu proboszczowi w kompilacji – słyszę z tyłu gładki głos. 

Odwracam się. 

Środkiem nawy idzie żwawym, psim krokiem robot Unitree G1. Pamiętam je. Z dziesięć lat temu, w latach dwudziestych, biły rekordy na Instagramie, robiąc fikołki. Ten miał na sobie założoną małą, koronkową komżę. Cyber-ministrant. No tak, po za księżmi, to ministrantów też powoli brakuje.

– Prosimy zwolnić miejsce, bo czeee…

Skaner LIDAR-u w tych starszych modelach leżał i kwiczał. Robot nie zauważył dębowej ławki. Wyrżnął w nią z hukiem, fikołkując na plecy. Uderzenie było tak niefortunne, że z obudowy wypadła wielka bateria.

Stoję nad nim. Wszyscy w kościele się gapią. Dziad z konfesjonału obok (tego ludzkiego) udaje chyba że nie widzi. Albo sam nie wiedziałby, co zrobić w tej sytuacji.

Czy ja mam fobię społeczną? Spektrum? ADHD? Jak widzę te spojrzenia, mam ochotę się zapaść pod ziemię.

Ale trzeba działać. Bo życie cybernetycznego ministranta jest ważne.Nurkuję pod ławki, szukając tej cholernej baterii. Nie ma.

Gdy się wyprostowałem, słyszę głos.

– Proszę, spadła pod moje nogi.

Zadzieram głowę. To ona. Ta dziewczyna z kolejki. I jeszcze się uśmiecha! Poczułem dziwne ukłucie w klatce, a na twarz wjechał mi rumieniec nastolatka. Cholera. Ostatni raz czułem to…

– Zaraz, ja cię chyba… – spojrzała na mnie głębiej, uśmiechając się.

No przecież. Iza? Nie, to nie Iza… To ta koleżanka z podstawówki. Wypiękniała tak, że aż mnie zacięło. W szkole bym na nią nawet nią spojrzał, a teraz…

 – No tak, też cię pamiętam. Ale…Najpierw zrestartuję tego robota – przerywam twardo, próbując ukryć wewnętrzny pożar pod skórą moich policzków, jednocześnie wiedząc, że muszę ogarnąć ten burdel.

Wciskam baterię w zadek Unitree. Stawiam go na nogi. Kontrolki migają, system wstaje. Kątem oka widzę, że na serwerze w konfesjonale zgasła czerwona lampka, i następna osoba kieruje się powoli do AI-Konfesjonału. 

Ksiądz zmartwychwstał! Ludzie, ksiądz zmarchwystał! – Chciałoby się krzyknąć. Aż sam się zaśmiałem z własnej myśli pod nosem.

Szybki ogląd sytuacji. Koleżanki już nie ma. Czas uciekać, zanim mnie zlinczują. 

Wychodzę z kościoła. Rozglądam się po parkingu, ale jej auto musiało już odjechać. Mówiłem, że ja mam wiecznego pecha. Wiedziałem, że tak będzie. I nawet mówiłem to matce, że jak pójdę do tego kościoła, będzie więcej szkody, niż pożytku. Nie dość, że ksiądz okazał się szafą rackową z wgranym LLM-em, ministrantem był robot z poprzedniego dziesięciolecia, to ja zmarnowałem okazję na poznanie kogoś.

Wracam spacerem do matki. W głowie wciąż mam ten sam absurd. Od lat robię w tym biznesie, ale nie sądziłem, że dożyję momentu, w którym wyspowiada mnie model językowy.

Przepraszam. Modelowy ksiądz. I moja własna matka się na to nabrała. 

Wibruje mój smartfon. Spoglądam na ekran. Zaproszenie z komunikatora.

Wiadomość. Od niej, od tej koleżanki. Uśmiecham się pod nosem.

Wygląda na to, że ten pieprzony algorytm z konfesjonału jednak miał rację.

Koniec

Komentarze

Sympatyczne opowiadanie

Dzisiaj księży następują psychoterapeuci i wróżki natury ludzkiej nie oszukasz

modeLLMowy????

Dzisiaj księży następują psychoterapeuci i wróżki natury ludzkiej nie oszukasz

A psychoteraupetów powoli modele LLMowe ;) (wróżki też, mam znajomego który wytrenował model pod wróżki, dostępny w bibliotece gpt w wersji plus :P)

 

Dzięki, że wpadłeś i fajnie że się podobało :) 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Przepraszam bruce za kilka przekleństw. (i innych którzy są wrażliwi na tych punktach).

(pierwotnie było ich więcej, ale zdecydowałem się je usunąć).

Anonimowo bo się trochę boję :(

Po takiej Przedmowie nie mogłabym nie zajrzeć. :) I serdecznie Ci dziękuję, Anonimie. heart Już przywykłam, spoko; rozumiem, że życie rozsiewa wulgaryzmy na lewo i prawo, a my nic na to nie poradzimy. :)

Kwestii językowych nie wypisuję, chwalę natomiast za oryginalny pomysł, bo fantastyka z pewnością tu jest. :) 

Twój tekst wywołał lawinę wspomnień… heartsmiley

Miałam to szczęście, że dzieciństwo i młodość upłynęły mi w czasach, kiedy księża potrafili być naprawdę super katechetami oraz proboszczami i frekwencja na religii była zawsze stuprocentowa, choć w szkołach oczywiście lekcji nie prowadzono, tylko w kościołach lub punktach katechetycznych. :) 

Podczas mojego ślubu, pod koniec lat 90-tych, ku mojemu szczeremu zaskoczeniu, do kościoła w mojej rodzinnej miejscowości przyjechała cała moja Wspaniała Klasa (i kilka innych też). :) I wszyscy poszli do spowiedzi, co wielce mnie zdumiało. Potem w LO, śmiejąc się, wyjawili mi prawdę. :) Takiej spowiedzi nigdy jeszcze nie mieli. :) Mój proboszcz zadawał wszystkim tylko jedną pokutę (i z miejsca dawał rozgrzeszenie): aby nie rozrabiali na moich lekcjach. :)) Nie było to konieczne, absolutnie! :) Miałam szczęście i niewątpliwy zaszczyt zacząć wychowawstwa od Genialnych i Wspaniałych Ludzi, zaledwie 10 lat ode mnie młodszych. :) Potem były kolejne klasy, i czasem też wychowawstwa, a ja utwierdzałam się w przekonaniu, że mamy Super Młodzież. :) Teraz, kiedy jako moi Znajomi na portalach społecznościowych, opowiadają mi o swoich sukcesach osobistych i zawodowych, jestem z Nich taka dumna. :) 

 

Klikam za pomysł i humor oraz lawinę przemiłych wspomnień. :)

Pozdrawiam serdecznie. ;) 

Pecunia non olet

Do czego to doszłowink

Opowiadanko bardzo sympatyczne i takie życiowe. sama nie chodziłam dość długo do spowiedzi ale u takiego modelowego księdza, pewnie bym poszła. 

A niemieckie porno to się bez głosu oglądalaugh

kliczek odemnie

nie byłem do spowiedzi. ---> nie byłem u spowiedzi, nie spowiadałem się, nie przystępowałem do spowiedzi. Wszystko lepsze od potocyzmu.

Kościół ze wsi, ---> we wsi.

Ksiądz opowiada życiowo? ---> Opowiada???

są znacznie bardziej smaczniejsze ---> albo znacznie smaczniejsze, albo bardziej smaczne. Nie dość, że blisko masła maślanego, to jeszcze zgodność przypadka zachwiana.

<><><>

Jeszcze parę kwiatków by się znalazło, ale nie mam czasu na ich wyszukiwanie.

Dobre opowiadanie. Nie tylko rozrywkowe, ale dające do myślenia.

Pozdrawiam.

@bruce

Serce mi urosło jak przeczytałem ten niezwykle miły komentarz no i miło mi, że mój tekst wywołął u tobie wspomnienia z dzieciństwa :)

Ja się nie wypowiem, lecz jedynie nadmienię, że historia inspirowana własnym doświadczeniem :) 

 

No i dziękuję za klika ;)

 

@Czarna2 

 

Ciesze się , że weszło, dziękuje bardzo za klika ;) 

 

@AdamKB

Poprawiłem, dzięki :)

 

Jeżeli nie przeskadzało, to faktycznie się udało, dziękuje za dobre słowa ;)

 

 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Hejka!

Fajne, świeże i z pomysłem, nawet kilka razy się uśmiechnęłam. laugh

Scena spowiedzi mnie zaskoczyła, bo była naprawdę szczera i trochę smutna, bardzo mi się podobała. Sam twist z AI fajnie wybrzmiał, szczegóły techniczne, wentylatory, rozjeżdżający się głos, to robi klimat. Za to końcówka z robotem i dziewczyną jest trochę za szybka i trochę za lekka w stosunku do tego, co było wcześniej . Rzuciło mi się w oczy kilka błędów np. Brak przecinków przed „że”. 

Pozdrawiam i klikam, bo pomysł bardzo fajny. 

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Ja się nie wypowiem, lecz jedynie nadmienię, że historia inspirowana własnym doświadczeniem :) 

Takie są najwspanialsze. :)

Pozdro i dzięki, Anonimie. heart

Pecunia non olet

Surpise ;) Niespodzianka.

 

@betweenthelines

 

Uśmiecham się, czytając twój komentarz i ciesze się że wpadł w oko :) Nic tak nie cieszy, jak wywoływanie uśmiechu w śród ludzi :) To co mogłem już poprawiłem, przeleciałem jeszcze pod kątem błędów na tyle ile mogłem. 

 

Robot Unitree jest nawiązaniem do ostatnio trendu edwardów warchockich, grażynek z bielska, czyli robotów unitree g1 ;) ostatnio bardzo modnych. Sam nawet myślałem, żeby sobie takiego sprawić, ale chyba wolę kupić auto :P

 

Wracając do szybkości… cóż, ostatnio z bardemjaskrem gadałem nawet, że nie da się iść w pełną sensorykę i klimat, jak się wybiera akcję. Ja raczej piszę opowiadania z akcją. I nie da się w pełni zatrzymać ;) Ale fajnie, że mimo wszystko dostrzegłaś w tym smutek. Taki miał być efekt ;)

Fajnie, że mimo wszystko wskazanych blędów klikło :) Dziękuję.

 

Pozdro i dzięki, Anonimie. heart

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Serwus,

 

Bardzo fajny kawałek – zabawny, naprawdę mi się spodobał. Jak dla mnie Idealnie ująłeś rozterki spowiedziowe; od razu przypomniały mi się nastoletnie lata. Ksiądz AI, który na dodatek się zawiesza, to zaskakujący pomysł – nieźle.

 

„Ksiądz zmartwychwstał! Ludzie, ksiądz zmartwychwstał! – chciałoby się krzyknąć.” – dobre!

 

Zabawny szort, ale i z nutą zadumy. AI i robotyki będzie coraz więcej – niewykluczone, że za kilka lat ktoś powie, że w tym tekście nie ma już fantastyki.

 

Podobało mi się, pozdroklik.

rr

Fajne opko, @melendur88, osadzone w bliskiej przyszłości…

 

Natomiast rzeczy w nim opisane już się działy (w przeszłości) i dzieją (teraz).

 

Przykładowo w sierpniu 2024:

 

https://www.theguardian.com/technology/2024/nov/21/deus-in-machina-swiss-church-installs-ai-powered-jesus

gdyby to było za paywallem, albo po prostu komuś by nie chciało się czytać artykułu w języku zgoła obcym, wrzucam tu fragment tłumaczenia:

 

”Mały, skromny kościółek od dawna uważany jest za najstarszy w szwajcarskiej Lucernie. Jednak kaplica św. Piotra stała się synonimem wszystkiego, co nowe, po zainstalowaniu w niej Jezusa napędzanego sztuczną inteligencją, zdolnego do dialogu w 100 różnych językach.

„To był prawdziwy eksperyment” – powiedział Marco Schmid, teolog z kościoła Peterskapelle. „Chcieliśmy zobaczyć i zrozumieć, jak ludzie reagują na Jezusa sterowanego sztuczną inteligencją. O czym by z nim rozmawiali? Czy byliby zainteresowani rozmową z nim? Prawdopodobnie jesteśmy pionierami w tej dziedzinie”.

Po projektach eksperymentujących z wirtualną i rozszerzoną rzeczywistością, kościół zdecydował, że kolejnym krokiem będzie instalacja awatara. Schmid powiedział: „Rozmawialiśmy o tym, jaki to będzie awatar – teolog, człowiek czy święty? Ale potem zdaliśmy sobie sprawę, że najlepszą postacią będzie sam Jezus”.

Z powodu braku miejsca i poszukiwania miejsca, w którym ludzie mogliby prowadzić prywatne rozmowy z awatarem, kościół zastąpił księdza, który zainstalował komputer i kable w konfesjonale. Po przeszkoleniu programu sztucznej inteligencji w zakresie tekstów teologicznych, odwiedzający byli zapraszani do zadawania pytań długowłosemu wizerunkowi Jezusa wyświetlanemu na ekranie z siatki. Odpowiadał on w czasie rzeczywistym, udzielając odpowiedzi generowanych przez sztuczną inteligencję.

(…)

 

Oczywiście – tłumaczenie maszynowe. Ilustracja Jezusa w artykule też wygenerowana przez sztuczną inteligencję.

 

Wiadomo, nie wszędzie się to przyjęło, przykładowo tego AI-Księdza dość szybko wycofano:

https://nypost.com/2024/04/26/us-news/ai-priest-defrocked-by-developer-after-taking-confessions-like-real-priest/

 

 

Dostępne są też apki do spowiedzi, przykładowo “One Day Confession”, a już dziesięć lat temu w wielu miejscach na świecie pojawiały się pierwsze aplikacje do spowiedzi online.

 

Mimo wszystko opowiadanko całkiem przyjemne, mimo że opisuje jako przyszłość coś, co już mamy od pewnego czasu. Dotarcie tych nowinek na polską prowincję z pewnością trochę zajmie – tym bardziej, że według wykładni Kościoła Katolickiego, nawet spowiedź online jest niesakramentalna a co dopiero taka przez LLM.

Mimo to, i w Polsce podejmowane są próby użycia LLM do spraw religii – z pewnością słyszeliście o inicjatywie polskich teologów do zaprzężenia LLMów do wyjaśniania dogmatów wiary katolickiej, ale są też i takie pomysły jak ten w Poznaniu:

https://www.telepolis.pl/tech/aplikacje/nano-kaplica-poznan-chatgpt

 

https://haimagazine.com/pl/ai_news/sztuczna-inteligencja-w-sluzbie-wiary-nowy-trend-nanokaplic-juz-w-polsce

 

Część polskich księży przyznaje się też do tego, że używa AI do pisania kazań.

 

Słowem: przyszłość była wczoraj :)

 

 

 

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Melendurze88, to Ty jesteś Autorem? Miło powitać. :))

Pecunia non olet

Odnosząc się do artykułów Jima, to opowiadanie nie jest już sci-fi, tylko historyczne. Ale ten czas szybko leci… laugh

Cześć, melendur88

Osobliwe zjawisko, niecodzienne. Trafiony, bardzo aktualny pomysł i dobrze zrealizowany.

Wiele przestaje mnie dziwić. Pamiętam okrągłe odkurzacze dla leniwych, co to same odkurzają, jeżdżąc po domu i tak wtedy sobie myślałem: dlaczego są okrągłe, przecież nie mieszkamy w wigwamach lub igloo, niby jak to czyści kąty? Ale przynajmniej koty mogą na nich jeździć. 

Lubię tradycję… Nie ma to jak koszenie czterosuwem pierwszej trawy. Dlaczego też pozbawiać się tej przyjemności i zaprzęgać robota? Chyba chodzi o czas, bo często spotykam ludzi i nikt go nie ma. 

Podobnie pewnie z tym księdzem, też chłop zabiegany, to robota posadźmy w konfesjonale. 

Klik!

Pozdrawiam

@Jim, niezmiernie ciesze się, że przeczytałeś opko i nie pozostawiłem ci związku z tym uczucia zmęczenia :)

 

Tak, te opisane przykłady już znałem od dawna. Natomiast nadal to są jednostkowe przypadki, ergo, nie jestem specem do spraw kościelnych bo mnie w ogóle nie interesują, ale chyba potrzebny jest sobór do legalizacji ai/spowiedzi online :P Oczywiście w ten sposob kościół tradycyjnie sobie strzela moim zdaniem w kolano, ale cóż. Nic na siłę. 

Jim, poruszyłeś bardzo interesujący wątek i kradnąc od ciebie kwestie – odniosę się do tego wieczorem :)

 

@Robert, fajnie że się spodobało opko :) No cóż, miałem to napisane już jakiś czas temu, ale jeszcze nie miałem jakoś chęci wrzucić. Plus jeszcze nie miałem do końca wizji spowiedzi, musiałem mieć na flow i pomysł. W końcu nadszedł :) Dziękuję za pozdroklika :)

 

@Heseket

 

Tobie również dziękuje za wizytę :)

 

Z twojej wypowiedzi jest słowo klucz:

Chyba chodzi o czas, bo często spotykam ludzi i nikt go nie ma. 

It’s always the matter of time :)

 

Śmieję się, że w w moim zawodzie wszyscy jesteśmy leniami. Generalnie piszemy skrypty/automayzacje, żeby sie nie narobić :). Ale z czego to wynika? Bo, my, ludzie chcemy wszystko szybciej, sprawniej, żeby ogarniać inne tematy. Jak się ogarnie ten jeden temat, to zaczynamy kolejny. Ale się okazuje, że chce się mieć więcej czasu jeszcze na to. Klasyczny wyścig wynalazków i pomysłów. Samonapędzający się mechanizm.

 

A to że nie ma czasu na nic, to te czasy to tylko pokazują. W jednej z firmie z którą współpracuje, jest nakaz wykorzystania AI, bo trzeba poprawiać wydolność i dostarczanie rozwiązań :) 

 

I co gorsza, nie uciekniemy od tego. Najważniejsze, żeby nie zwariować… Natomiast tym opkiem chciałem pokazać, że AI wbrew pozorom, nie niesie tylko zagrożeń. Potrafi rzeczy mówić bardzo mądre.

 

Tak jak AI-owy ksiądz z ambony :)

 

Dziękuje za klika ;)

 

 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Nowa Fantastyka