- Opowiadanie: Sarmant - Kot odwrócony ogonem

Kot odwrócony ogonem

To opowiadanie z akcją w niedalekiej przyszłości o Oliwii, która żyje zamknięta w swoim mieszkaniu z kotem. Z samotności postanawia wypróbować zastrzyk uczłowieczający HumanPet na ukochanym pupilu. Efekty eksperymentu nie są jednak takie, jak oczekiwała.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Kot odwrócony ogonem

Był tak niesamowity, że aż chciało jej się płakać na jego widok.

Oliwia kochała swojego kotka Grafita bardziej niż kogokolwiek na świecie. Nie, nie kotka. Kocisko. Ten czarny maine coon (wiek: 3 lata, waga: 9 kg, w kłębie: 39 cm, długość: 115 cm) zajmował połowę jej łóżka. Czasem ustępowała mu w nocy miejsca, gdy już ułożył się wygodnie, nie miała bowiem serca wybudzać go, przestawiać, a tym bardziej wyganiać. W końcu tak rozkosznie spał! Tym razem jednak przytulała się do niego mocno, bo samotność tego wieczoru nieznośnie dołowała, nawet tabletki szczęścia nie wystarczały.

Wszyscy nieliczni znajomi byli zajęci – albo pracą, albo życiem w wirtualnym świecie, albo jednym i drugim. Każdy egzystował w swoich czterech ścianach. Ona dopiero zbierała na własny zestaw VR, bo ten z pracy mogła używać tylko podczas projektowania wirtualnych światów. Jak dobrze, że miała Grafita! Bez niego chyba by się zabiła.

Opierając głowę na jego miękkim grzbiecie i delektując się mruczeniem porównywalnym do drżenia silnika spalinowego, przeglądała ze znużeniem starego iPhone’a 28, scrollując kolejne zajawki filmików. „Technologia 10D w Twoim mieszkaniu”, „Randka online jak na żywo”, „Uczłowiecz swojego pupila”… Uczłowiecz swojego pupila? Oliwia szybko zwizualizowała filmik na wyświetlaczu.

 – Czy twój zwierzak znaczy dla ciebie wszystko? – mówił kojącym głosem lektor, podczas gdy nagranie przedstawiało psy, koty i inne zwierzęta bawiące się z ludźmi. – Spędzasz z nim większość czasu, Oliwia? A może chciałabyś, by kot Grafit stał się twoim najlepszym przyjacielem, prawdziwym najlepszym przyjacielem? Na pewno marzysz, by z nim porozmawiać. – Automatycznie personalizowane reklamy zazwyczaj nie wywierały na nią wpływu, a jednak teraz przyłapała się na tym, że przytakuje i nawet mamrocze pod nosem odpowiedzi. Filmik skupił się na kotach. – Twój kot Grafit może stać się równym tobie, Oliwia! Prezentujemy całkowitą nowość na rynku – zastrzyk uczłowieczający HumanPet! Wystarczy, że przyjedziesz z kot Grafit do naszej kliniki i pozwolisz wykonać zabieg. Tak, Oliwia, Grafit sprawi, że już nigdy nie poczujesz się samotna! Spójrz tylko, co wspaniałego może was spotkać.

Oliwii mocniej zabiło serce, gdy zobaczyła kolejne sceny w akompaniamencie emocjonalnej muzyki. Zastrzyk dla kota syjamskiego, jego wybudzenie, rozumny wzrok, podrośnięcie i zmiana postury, chodzenie na dwóch łapach w ubraniach, picie ze szklanki, granie na PlayStation, a nawet sprzątanie, gotowanie – wszystko to razem z uśmiechniętym właścicielem. Aż wreszcie finał: muzyka się wycisza, kot, a może już koci człowiek, zbiera się w sobie i cieniutkim głosikiem mówi: „Kocham cię, przyjacielu”, co powoduje u właściciela łzy wzruszenia.

To niemożliwe. Oliwia przetarła oczy. Czy to są prawdziwe filmiki?

– To wszystko prawdziwe filmiki, Oliwia – jak na zawołanie mówi prezenter. – Zastrzyk jest podawany w wielu krajach. Cena to jedyne piętnaście tysięcy złotych. Pośpiesz się, bo zostało tylko kilka dawek HumanPet! To jak, Oliwia, kiedy zobaczymy ciebie i kot Grafit?

Ogłoszenie się skończyło. Pozostał jedynie pulsujący, neonowy link do formularza.

Piętnaście tysięcy złotych? I co teraz? Oliwia oparła się mocniej o Grafita, a ten zamiauczał niezadowolony. Spojrzała na niego z czułością i wpatrywała się tak w jego majestatyczny pyszczek przez kilka minut. Te jasnoniebieskie oczy wyrażały pełne zaufanie. Miała już nazbierane dwanaście tysięcy na VR, a jutro na koncie powinna pojawić się wypłata. Starczyłoby jej.

Najwyżej trochę pogłoduje.

– Zrobiłabym dla ciebie wszystko, Grafit – powiedziała. – I zrobię. Będę szczęśliwa. I ty też będziesz.

*

Grafit warczał, miauczał i syczał, gdy jechali do kliniki For your pet, a potem wyrywał się podczas czekania na przyjęcie. Oliwia stresowała się jeszcze bardziej.

Po pierwsze nie pamiętała, kiedy ostatnio wychodziła z mieszkania; nawet brak kierowcy w autonomicznej taksówce nie pomagał opanować lęku. Po drugie bała się o Grafita. Choć przeczesała internet w poszukiwaniu informacji o HumanPet, nie znalazła żadnych negatywnych opinii. Ale też niewiele dobrych. Mimo to wszystko prezentowało się bardzo wiarygodnie, a filmiki z uczłowieczonymi zwierzakami były ucieleśnieniem jej marzeń. I Grafita oczywiście. A jednak niepewność, gdy oddawała go na łaskę i niełaskę łysego pracownika w białym kitlu i wielkich okularach, był ogromny. Najchętniej poszłaby za nim, ale kazano jej czekać. Po trzecie niepokoił ją strach kota. Co chwilę spoglądał na nią z wyrzutem. Przecież chciała dla niego jak najlepiej…

– Wszystko się ułoży, kochany – szepnęła do szpiczastego ucha, gdy go zabierano.

Podczas półgodzinnego, pełnego stresu oczekiwania nie musiała na szczęście z nikim rozmawiać. Dwie inne osoby miały założone gogole VR, poza tym klinika była pusta. Pewnie zaliczała się do jednego z ostatnich klientów, którzy zdążyli załapać się na HumanPet.

Wreszcie łysy pracownik wszedł do poczekalni z transporterem. Oliwia zerwała się na równe nogi.

– I jak? I jak? – dopytywała.

– Procedura przebiegła prawidłowo – odparł mężczyzna, co rusz poprawiając okulary. Nawet nie patrzył jej w oczy. – Pani kot potrzebuje kilku godzin, by się wybudzić. Następnie musi pani pomóc mu stanąć na nogi, dosłownie oczywiście. To będzie jak przyspieszony proces wychowywania dziecka. W razie kłopotów proszę dzwonić. Klinika For your pet życzy spędzenia wielu szczęśliwych chwil z pupilem. Do widzenia.

– Kłopotów…? – zaczęła, ale pracownik już szedł w przeciwnym kierunku.

I tyle? Oliwia spojrzała przez otwory do transportera. Grafit spał sobie słodko i nic nie wskazywało na to, że cos mu dolega. Nieco uspokojona, uśmiechnęła się do siebie. Miała rację, wszystko się ułoży.

*

Grafit nie obudził się przez następne dziewięć godzin.

Oliwia czuła, że jest na granicy paniki. Krążyła w kółko po pokoju, próbując wyrównywać oddech. Co z nią będzie, jeśli jej ukochany towarzysz już się nie obudzi? Czy postąpiłaby jak ojciec? A może raczej jak matka? Przystanęła, patrząc na Grafita.

– Błagam, nie każ mi stawać przed takim dylematem – jęknęła.

Być może Grafit to usłyszał, bo poruszył się niemrawo. Po chwili jego oczy z wolna zaczęły się otwierać. Oliwia krzyknęła cicho.

Oczy Grafita były jak ludzkie – z okrągłymi źrenicami i bielą gałek ocznych wokół tęczówek. Tego na filmikach nie widziała. Błękit, który z nich bił, przeszywał chłodem. Wzrok kota z każdą sekundą stawał się coraz bardziej rozumny. Mrugał powoli, unosząc łepek i rozglądając się dookoła. Oliwia otrząsnęła się z pierwszego szoku. To przecież mój kot, upomniała się w duchu.

– G-grafit? – Kucnęła obok kojca. – Już dobrze, nic się nie dzieje. – Mówiąc to, zaczęła głaskać go delikatnie po czarnej, aksamitnej sierści. Ciałem kota wstrząsnęły spazmy, gdy tylko go dotknęła. – Ej, no co ty. To ja. Już po wszystkim, jesteś bezpieczny…

Grafit po raz pierwszy spojrzał jej prosto w oczy. Źrenice zwężały mu maksymalnie do maleńkich, czarnych kuleczek. Przeszły ją ciarki. Ślepia kota wyrażały przede wszystkim głębokie zaciekawienie. Ale i oschłość. Jakby była mu obojętna. Jakby… Zabrała rękę.

– Nie poznajesz mnie? – spytała cicho.

Patrzył na nią i ani drgnął. Ta chwila bezruchu przedłużała się, a Oliwia czuła, że to już dla niej za wiele. Nie tak to miało wyglądać! Usiadła na ziemi i oparła się o ścianę, zakrywając oczy. Tylko spokojnie, on po prostu musi dojść do siebie…

Wybuchła głośnym płaczem.

Nagle poczuła, jak coś miękkiego ociera się o jej nogi. Grafit wskoczył na nią i z odległości kilku centymetrów znów zajrzał jej w oczy, ale tym razem to spojrzenie wyrażało coś zupełnie innego. Entuzjazm, czułość, zadowolenie. Mogłaby przysiąc, że się uśmiecha. Ach, jaka ulga! Przytuliła go mocno, łkając ze szczęścia.

Nie rozumiała tylko, dlaczego nie mruczy.

*

Oliwia opuściła następny dzień w pracy, całą uwagę poświęcając Grafitowi. Ależ on był teraz wymagający! Wszystko interesowało go ze zdwojoną siłą. Mówiła do niego nieustannie, objaśniając różne przedmioty, zjawiska i pojęcia. Nie była pewna, czy ją rozumie, jednak mogłaby przysiąc, że patrzy na nią wzrokiem coraz to pojętniejszym. Słuchał uważnie, nieruchomy niczym posąg. Nawet ogonem nie merdał. Jeszcze nigdy nie czuła się dla nikogo tak ważna.

Dzień zleciał szybko. Nocą Grafit wyłożył się na jej łóżku, a ona postanowiła spać na materacu. Długo nie mogła zasnąć, rozemocjonowana przeglądając ubranka, które mogłyby pasować na jej ulubieńca.

Punkt szósta usłyszała budzik. Na wpół żywa, przetarła oczy i aż krzyknęła. Grafit stał tuż nad nią, wpatrzony w jej twarz ludzkimi oczami. Czy on urósł?

– Głodny, co?

Zaśmiała się nerwowo. Zdało jej się, że skinął głową. Uczyła go wczoraj wyrażania „tak” i „nie”; najwyraźniej lekcje poskutkowały. Zwlekła się z materaca i pospieszyła nasypać mu ulubioną karmę. Tyle że Grafitowi ani widziało się ją jeść. Wyraźnie pokiwał łebkiem w ramach sprzeciwu.

– Już ci nie smakuje? To co byś chciał? Mięsko? – Grafit przytaknął. – Mam chyba jeszcze trochę kurczaka… – Tym razem sprzeciw. – Nie? To co innego? Cielęcinę? Musiałabym zamówić… – Aprobata. Oliwia westchnęła i uśmiechnęła się potulnie. – Mój mały żarłok. Należy ci się.

Zamówiła więc jedzenie na zapas, jak zwykle z dostawą przez robota. Niedługo później już podała Grafitowi do miski drogą, podgotowaną cielęcinę. Tyle że i teraz mu nie odpowiadało.

– O co chodzi? Nieprzyprawiona? – Oliwia powiedziała to z pewnym sarkazmem, ale Grafitowi nie było do śmiechu. Pokiwał głową i spojrzał na stół. – Aha, chcesz jeść tak jak ja! Już się robi.

Że też wcześniej na to nie wpadła. Położyła mu miskę na stół, sprawdzając zegarek. Już dawno powinna zacząć pracę. Zagryzając suchy chleb, ruszyła do swojego pokoju. Grafit znów znalazł się przy niej, patrząc na nią wyczekująco.

– Co tym razem? Mam ci pomóc jeść? – Przytaknął. – Skarbie, nie mam czasu – mruknęła ostrzej, niż by chciała.

Grafit zawarczał.

Aż podskoczyła. Zagryzła wargi; rzeczywiście powinna mu pomóc. Łysol w kitlu tłumaczył, że proces uczłowieczania podobny jest do wychowywania dziecka. Usiadła więc z Grafitem przy stole. Za jego niemą namową przełożyła mięso na talerz. Przez następne pół godziny pokazywała mu, jak jeść z pomocą widelca. Jego łapy nie były do tego przystosowane, ale Oliwia wiedziała, że to kwestia czasu. Już teraz radził sobie świetnie, obejmując widelec obiema łapkami.

Ostatecznie i w ten dzień wzięła urlop na żądanie. Poprosiła też o wolne na kolejny tydzień. Jej ukochany towarzysz potrzebował wsparcia, a ona nie mogła go zawieść. Byli dla siebie wszystkim. Trochę pracy i staną się najlepszymi przyjaciółmi, prawdziwymi najlepszymi przyjaciółmi!

*

Każdy kolejny dzień był wielkim krokiem w przód dla Grafita. Ważył już dwanaście kilogramów! Oliwia nie mogła się nadziwić, jak wspaniale działa serum HumanPet. Coraz częściej chwytała się za głowę, widząc, jak ludzkie zachowania przejawia jej kot. Nagrywała go na bieżąco i wstawiała na social media, pusząc się jak paw na pełne zazdrości komentarze.

„No pięknie. Jest cudowny. Wreszcie będziesz miała kogoś do rozmowy” – napisała Patrycja, jedyna koleżanka, z którą widywała się na żywo raz na jakiś czas.

Choć Grafit na razie nie wypowiadał ani słowa, potrafił świetnie komunikować swoje potrzeby. Nie tylko błyskawicznie nauczył się rozróżniać słowa, ale też zaczynał sklecać zdania na dużej klawiaturze wirtualnego wyświetlacza z telefonu. Jego łapy rzeczywiście stawały się coraz bardziej chwytne i dokładne. Kuweta poszła w zapomnienie, karma również – Grafit załatwiał się w toalecie i jadł przy stole to samo, co ona. Oliwia pomogła mu nauczyć się chodzić na dwóch łapach; opanował to w kilka godzin. Razem wybrali dla niego kilka zestawów ubrań. Namówił ją też na drogie kosmetyki do futra i grę o zwierzętach, w którą grywał na komputerze.

Wystarczył jednak tydzień podobnych wydatków, by na jej koncie pozostały resztki pieniędzy. To właśnie wtedy postanowiła porozmawiać ze swoim towarzyszem. Siedział właśnie na kanapie z nogą założoną na nogę, w uroczej, białej koszuli i muszce oraz materiałowych spodenkach. Siedział i oglądał jakiś film przyrodniczy o tygrysach.

– Posłuchaj, Grafit… – zaczęła niepewnie. Nie raczył na nią nawet spojrzeć. Wyłączyła więc telewizor.

I znów zawarczał. Krótko, ostro. Poczuła narastający stres, jednak tym razem się nie ugięła.

– Brakuje nam pieniędzy – wypaliła prosto z mostu. – Jeśli mam utrzymać to mieszkanie, musimy trochę przystopować z zakupami. Poza tym od jutra wracam do pracy i nie będę już mogła poświęcać ci tyle czasu. Tak mi przykro… Chyba mnie rozumiesz?

Grafit wbijał w nią analityczny wzrok. Odkąd dostał serum, nie zamiauczał ani nie zamruczał ani razu. Rzadko też mrugał, jakby nie chciał, aby cokolwiek mu umknęło. Przyzwyczaiła się do tego. Mimo to ile by teraz dała, żeby zeskoczył z kanapy i otarł się pociesznie o jej nogi, z tym kojącym warkotem silnika spalinowego…

Cisza się przedłużała. Oliwia oblizała nerwowo wargi.

– Przepraszam cię, kochany. To moja wina. Powinnam to przewidzieć. Chyba nie jesteś zły?

Dlaczego nie reagował? Czy naprawdę patrzył na nią z wyrzutem? Zniechęceniem? Politowaniem? Łzy napłynęły jej do oczu. Pobiegła do łazienki. To nie tak miało wyglądać! Nie chcąc, by Grafit usłyszał, jak płacze, wzięła prysznic i tam wylała wszystkie łzy do odpływu. Ulżyło jej.

Jakoś sobie poradzą. Weźmie nadgodziny.

Gdy wyszła z kabiny do zaparowanej łazienki, straciła na chwilę oddech. Omal się nie poślizgnęła, w ostatnim momencie uchwyciwszy drzwi prysznicowe. Grafit stał naprzeciw niej na dwóch nogach, pośród pary, jak gdyby nigdy nic.

– O Boże, Grafit! Co ty robisz? – krzyknęła.

Trzęsącymi się dłońmi złapała za ręcznik i zakryła nagie ciało. Czy właśnie zawstydziła się przed własnym kotem? Grafit jednak nie wydawał się ani trochę zmieszany. Ba, nawet uśmiechał się serdecznie. Włączył głosowego asystenta, a gdy ona słuchała napisanej przez niego wiadomości, przytulił się do jej kolan. Głową sięgał do jej biustu. Gęsta, czarna sierść przykleiła się do ręcznika i mokrego ciała.

– Ty nie bój się. My poradzimy sobie. Ty możesz praca więcej. Ja mogę prowadzić telefon. Zbierać pieniądze za popisy, zdjęcia. Ja nie martw się i ty nie martw się.

To była jego najdłuższa i zarazem najczulsza wypowiedź. Choć nadal skrępowana, Oliwia ze wzruszeniem oddała uścisk.

– Pewnie, poradzimy sobie, kochany, bardzo ci dziękuję! – zawołała. – Zamruczysz dla mnie?

Nie zamruczał.

*

Miesiąc później coraz trudniej było można mówić o Graficie jak o kocie.

Szesnastokilowa waga nie robiła na Oliwii tak dużego wrażenia jak jego łapy, które ewoluowały – przednie wydłużyły się nieco i rozcapierzyły, przybierając postać czterech grubych palców, tylne natomiast stały się masywniejsze i coraz częściej Grafit zakładał na nie pantofelki. Zęby urosły, nosek lekko się wydłużył. Oliwia nie sądziła, że HumanPet zadziała do takiego stopnia; robiła wszystko, by odegnać od siebie nutę niepokoju na widok wręcz bajkowego kota-człowieka. Ale tego przecież chciała, czyż nie? Poza tym Grafit nadal miał szpiczaste uszy i długie, hebanowe włosie oraz puszysty ogon wystający ze spodenek. Nadal był jej ukochanym towarzyszem, bez którego życie nie miało sensu.

– Ależ się z ciebie zrobił wielki kocur – powiedziała raz, patrząc, jak suszy swoje futerko przed lustrem po kąpieli. Zawarczał na nią wówczas. Robił to rzadko, mimo to za każdym razem przechodziły ją ciarki. Szybko zrozumiała, że chodzi o słowo „kocur”. – Dżentelmen – poprawiła się zaraz, a on uśmiechnął się na swój ludzko-koci sposób.

Grafit oficjalnie przejął jej łóżko. Właściwie nie było dyskusji. Na razie nie pozostało jej nic innego, jak spanie na materacu.

Poza tym jak mogłaby nie ustąpić takiemu gwiazdorowi? Długo uczyła Grafita, jak funkcjonują media społecznościowe. Przez pierwsze dwa tygodnie robiła mu zdjęcia, nagrywała filmiki i pomagała tworzyć posty. Aż w końcu pojął, na czym to wszystko polega i sam zaczął się tym zajmować. Choć początkowo poprawiała po nim dziwaczne opisy, szybko zauważyła, że ludziom nie chodzi o idealne posty, tylko o sam fakt, że to kot samodzielnie prowadzi social media. Wprost go uwielbiali. Duma ją rozpierała, że ma pod dachem taką sławę.

Za pierwsze zarobione pieniądze na kilku współpracach influencerskich Grafit kupił sobie, oczywiście z jej pomocą, własny telefon.

– Chyba się cieszysz, co, Grafit? Jesteś szczęśliwy, prawda?

Nie odpowiedział. Nigdy nie odpowiadał. Bo nadal nie mówił.

Oliwia nie mogła tego pojąć – był tak inteligentny, a nie potrafił wypowiedzieć ani słowa? Tak bardzo chciałaby usłyszeć jego głos! Bywało, że zwierzała mu się na temat swojej pracy, światów postapokaliptycznych, które tworzyła, i tego, jak Patrycja jest nim zauroczona, a raczej – Oliwia z satysfakcją to wyczuwała – o niego zazdrosna. A gdy popiła więcej lub pominęła dawkę tabletek szczęścia, zaczynała opowiadać o samotności, śmierci matki, która przedawkowała antydepresanty, i ojcu, który zdecydował się na życie w wirtualnym świcie z projekcją zmarłej żony, przez co ona sama nie miała z nim kontaktu od czterech lat. Grafit słuchał uważnie, czasem nawet chwytał ją za rękę, dawał się głaskać, dolewał wina, nigdy jednak nie skomentował jej zwierzeń choćby miauknięciem. Lecz był przy niej zawsze, gdy go potrzebowała. Może nie powinna wymagać od niego zbyt wiele?

Raz zdarzyło się, że wyszła z nim na spacer. Bardzo nalegał, wiedział bowiem, że sam nie może chodzić ulicami miasta – ludzie szybko by się nim zainteresowali. To była jedyna zasada postawiona przez Oliwię i zdawało się, że wziął ją sobie do serca. Pokazała mu więc najbliższą okolicę, zestresowana obecnością nielicznych przechodniów. Każdy, kto zauważył Grafita, robił mu zdjęcia i pytał, czy może dotknąć „tego przerośniętego kota”. Ależ na nich warczał! Mimo to wydawał się niezwykle zaciekawiony zewnętrznym światem, w oczach Oliwii ponurym i strasznym, a w jego różnorodnym, dynamicznym, pełnym interesujących projekcji na każdym kroku i imponujących, wysokich na około kilometr budynków.

– Następnym razem wyjdziemy dopiero w przyszłym miesiącu – oznajmiła mu po tym spacerze, gdy już doszła do siebie. Przebywanie pośród innych ludzi zawsze ją wykańczało. Grafit tylko wzruszył ramionami, po czym usiadł na sofie i jak zwykle zaczął przeglądać sieć. Co on tam sprawdzał? Czy robił coś jeszcze poza dodawaniem nowych postów na social media i odpowiadaniem na komentarze? Nie miała pojęcia. Zawsze trzymał telefon przy sobie, a ostatnimi dniami rzadko korzystał z zewnętrznego wyświetlacza.

Czasem Oliwia zatracała się w wirtualnym świecie, mając na oczach gogle VR przez kilka godzin z rzędu. Musiała nadrabiać pracę, szef bowiem zagroził jej zwolnieniem. Gdy zdejmowała gogle, bywało, że wpadała w panikę – Grafita nigdzie nie było! Szukała go po całym mieszkaniu, a ten nagle wychodził z drugiego pokoju jak gdyby nigdy nic, zaspany i zdziwiony, że go nie zauważyła. Ona była zdziwiona jeszcze bardziej.

Gdy nie mogła zasnąć, zastanawiała się zazwyczaj, co dalej. Tempo, w jakim Grafit się uczłowieczał, było zawrotne. Czy powinna pójść do urzędu i poprosić o nadanie mu numeru PESEL? Brzmiało to po prostu śmiesznie! A jednak… Co, jeśli Grafit nie będzie już chciał z nią mieszkać? Odejdzie? Sama myśl o tym, że zostanie sama, bez niego, sprawiała, że łzy mimowolnie płynęły jej po policzkach. Na razie była to jednak zbyt odległa kwestia. Poza tym takich jak on właściwie nie było. Homo Animal? Homo Felis Catus? Nie, ludzie nie byli gotowi na nowy gatunek człowieka. Dochodząc do takiego wniosku, zapadała w spokojny sen, lecz nie wolny od koszmarów.

*

Trzy miesiące po wstrzyknięciu HumanPet Grafit nadal nie wypowiedział ani słowa.

– Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi, prawda? – spytała go późnym popołudniem, gdy oglądali film Czarny łabędź. Towarzysz, ubrany w szlafrok i z kieliszkiem wina w łapie (ostatnio pozwalała mu na niewielką dawkę), przytaknął, nie odrywając wzroku od ekranu. – To dlaczego nie mówisz?

Grafit rozłożył bezradnie łapy, omal nie wylewając wina.

– Bardzo chciałabym z tobą porozmawiać.

Ten westchnął i poklepał ją po plecach.

– Możesz mi powiedzieć wszystko – przeczytał jego wiadomość asystent z telefonu.

To nie to samo, chciała odpowiedzieć, ale ostatecznie się nie odezwała, uśmiechając się jedynie z wdzięcznością. Nadal miewała odruchy, by w takich chwilach podrapać go za uchem albo pogłaskać po głowie, wiedziała jednak, że uznałby to za obrazę. I tym razem powstrzymała się, by nie wyciągnąć w jego stronę ręki.

Już od dłuższego czasu myślała o tym, by zadzwonić do kliniki i spytać, czy to normalne, że wciąż nie mówi. Tylko pewna myśl krążyła jej po głowie, skrywana głęboko, lecz nawracająca: póki Grafit nie miał głosu, była mu potrzebna. Nic by bez niej nie załatwił. Ale gdyby potrafił mówić, mogliby chociaż porozmawiać o tym, co dalej…

Teraz albo nigdy, pomyślała niespodziewanie. Grafit był skupiony na tańczącej Natalie Portman.

– Idę do łazienki – oznajmiła mu. Nie zwrócił na nią uwagi.

Po cichu wyszła przez główne drzwi. Opierając się o ścianę na ciemnym korytarzu, wybrała numer do kliniki. Ledwo przyłożyła telefon do ucha, a już usłyszała komunikat: „Nie ma takiego numeru”. Poczuła ukłucie lęku w brzuchu.

– Stacy, wyszukaj mi stronę kliniki For your pet – poprosiła asystentkę AI.

– Klinika For your pet nie istnieje – usłyszała po paru sekundach głos z telefonu. – W sieci nie ma żadnych informacji na jej temat.

– Że co? – Oliwii zaczęło mocniej bić serce. – Znajdź informacje na temat HumanPet.

– Zostało wycofane z użytku dwa miesiące temu przez wzgląd na liczne skutki uboczne. Niektóre zwierzęta umierały, inne nie potrafiły przystosować się do nowego życia lub wykazywały autodestrukcyjne zachowania. W sieci znajduje się niewiele informacji na ten temat.

– Czy wszystkim zwierzętom po zabiegu coś się stało? – wyszeptała Oliwia.

– Nie, zgodnie z danymi na całym świecie nadal żyje kilkadziesiąt zwierząt po zastrzyku, w tym co najmniej trzy w tym województwie. Prawdopodobnie są po dawce z kliniki For your pet.

– Czyli istnieje szansa, że ta konkretna seria HumanPet była bezpieczna?

– Można wysunąć taki wniosek.

Oliwia oddychała ciężko. Może jedynym skutkiem ubocznym dla Grafita było to, że nie mówi? Powinna z nim pójść do weterynarza? Albo do lekarza? Nic mu nie jest? Przeżyje?

Weszła z powrotem do mieszkania. Chciała natychmiast pobiec do salonu, ale… Czy tylko się jej zdawało, czy też słyszała… głos? Wyłaniał się niemrawo spośród dźwięków z telewizora. Był dziwnie skrzekliwy, dość cienki, ale jednocześnie stanowczy. Na kilka sekund Oliwia poczuła się sparaliżowana. To było niemożliwe.

Wreszcie odzyskała panowanie nad ciałem i szybkim krokiem ruszyła w stronę salonu. Z impetem odsunęła drzwi.

Grafit siedział w tej samej co wcześniej pozycji na fotelu i oglądał jakiś filmik na telefonie. Spojrzał na nią z zaciekawieniem. To stąd ten dodatkowy głos! A ona myślała… Ręce drżały jej mocno, gdy nalewała sobie wina.

– Coś się stało? – spytał asystent z telefonu.

– Wszystko w porządku – odparła aż za szybko. – Oglądamy dalej?

Jej towarzysz odłożył telefon i ponownie skupił się na filmie. Choć Oliwia czuła niepokój, jednego była pewna – brak głosu Grafita to jej poczucie bezpieczeństwa, że nie będzie sama. I niech tak pozostanie.

*

Tej nocy nie mogła zasnąć, próbując znaleźć potwierdzone informacje na temat HumanPet, niestety bezskutecznie. Od jakiegoś czasu spała na nowej rozkładanej kanapie w salonie. Teraz mieli z Grafitem oddzielne pokoje. Może to i dobrze. Bywało, że się przy nim krępowała. A i jemu powinna zagwarantować nieco prywatności. Fakt, że był pół kotem, pół człowiekiem, niewiele zmieniał. Należał mu się własny kącik.

Zmęczona poszukiwaniami, wpatrywała się właśnie w okno, z którego było widać kolejne wysokie bloki i niewielki skrawek nieba. Sierp księżyca wyjątkowo ją uspokajał, w przeciwieństwie do tych wszechobecnych wieżowców, pełnych zamkniętych w swoich mieszkaniach ludzi. Nagle jej uwagę mimowolnie przykuła jakaś parka z goglami VR na oczach, widoczna z przeciwległego okna. Wystarczyła chwila, by Oliwia zorientowała się, że uprawiają seks z głowami w jakimś wirtualnym świecie. Zarumieniła się. Sama nigdy z nikim nie była. Przynajmniej nie w realu. Uznała, że czas zasunąć roletę.

Gdy podchodziła do okna, zauważyła jakiś ruch. Przez sekundę światło z telefonu odbiło się w dwóch ślepiach na wysokości parapetu, żółtych, przenikliwych. Ludzko-zwierzęcych. Wrzasnęła głośno. Zaraz poświeciła w tę stronę. Nikogo tam nie było. Z trudem zrobiła dwa kroki w przód i otworzyła okno. Wiatr rozwiał jej włosy, gdy rozglądała się dookoła. Pusto! Do jej uszu doszedł jednak jakiś świst. Nie, gwizd. Gwizd jak w starych filmach, gdy mężczyzna przechodził koło atrakcyjnej kobiety. To pewnie z telewizora piętro wyżej.

Szybko zamknęła okno i zasunęła rolety. Serce biło jej jak oszalałe. Może to tabletki nasenne powodowały zwidy?

Zestresowana, zastanawiała się, czy krzykiem obudziła Grafita. Podeszła do jego pokoju na palcach. Tyle że nie zastała go w łóżku. Zaświeciła wszystkie światła i przeszukała całe mieszkanie, każdy kąt czy skrytkę – i nic.

Nie ma go, nie ma go, nie ma go!

Atak paniki, który ją owładnął, był jednym z największych, jakie kiedykolwiek przeżyła. I nie chciał przechodzić. Ledwo dysząc, leżała na podłodze, pewna, że zaraz umrze. Ścisk w klatce piersiowej był niczym przyszpilający ją do ziemi głaz. Czekała, aż silne leki uspokajające zaczną działać.

Czy powinna wyjść go poszukać? Co, jeśli ktoś go porwał? A może należało zadzwonić na policję? Nie. Lepiej, by sama się tym zajęła. Tylko zaraz, za chwilę…

Po godzinie zaczęła powoli panować nad ciałem i głową. Ulga była niesamowita. Nie umarła. Teraz znów liczył się tylko Grafit. Uznała, że jest gotowa, by go poszukać. I właśnie wtedy ten jak gdyby nigdy nic wszedł do salonu.

– O Boże, o Boże! – wołała Oliwia, przytulając go do siebie. Łkała jak małe dziecko. – Ty żyjesz! Co się stało? Gdzie byłeś?

– Nigdzie, ja spałem – usłyszała asystenta. – O co chodzi?

Poczucie euforii na widok ukochanego towarzysza zaczęło przeradzać się w złość. Po tym, co przeszła… Oliwia po raz pierwszy zaczęła na niego krzyczeć.

– Przestań kłamać! Wyszedłeś, nie było cię! Przecież wiesz, że nie możesz, do cholery! Dlaczego mi to robisz? Prawie postradałam zmysły!

Trzęsła się, nie mogąc opanować emocji. Grafit najpierw wyraził jawną złość na te krzyki. Ale po chwili, słuchając jej kolejnych skarg, zaczął… chichotać.

– Co w tym śmiesznego? – Oliwia czuła, jak pieką ją policzki. – Śmieszy cię, że tak się o ciebie martwię? Wszystko bym dla ciebie zrobiła, a ty co?

Grafit nagle wyjął telefon i włączył nagrywanie, nadal się podśmiewując.

– Przestań! Jak możesz?

Spróbowała wyrwać mu jego iPhone’a, ale ten z łatwością odskoczył.

– Oddawaj! Nie rób! Jesteś… jesteś okropny! Niewdzięczny!

Sięgnęła znów, wołając coś bez ładu i składu, ale on bawił się doskonale, robiąc uniki i uciekając przed nią radośnie. Był zwinny jak kot i sprytny jak człowiek. Nakręcała się coraz bardziej. Łkała i pomstowała na przemian, czując, że zaraz tego nie wytrzyma. Nie wiedząc już, co robi, rzuciła się w jego stronę na oślep. Przepadła przez własne buty. Ramiączka koszulki zsunęły jej się, ledwo zdążyła się zakryć i założyć je na nowo. To tylko wywołało kolejną salwę chichotu Grafita.

 Tego było już za wiele. Upokorzona, z trudem wstała i, kulejąc, zamknęła się w toalecie. Nie miała nawet siły płakać. Czuła całkowicie wycieńczenie. Nawet nie wiedziała, kiedy zasnęła na zimnych płytkach.

Obudziły ją natarczywe wibracje telefonu. Obolała, na wpół żywa, zerknęła na wyświetlacz. Wiadomość od szefa: „Lepiej, żebyś miała dobre wytłumaczenie, dlaczego nie pracujesz”. Było południe! Zerwała się na równe nogi. Już miała odpisać szefowi, że złapała ją jakaś paskudna choroba, gdy zauważyła kilkadziesiąt wiadomości.

„Potrzebujesz lekarza, psycholko?”.

„Zostaw Grafita w spokoju, suko!”.

„Jeszcze raz go tak będziesz nękać, a cię zgłoszę!”.

„Jaka ty jesteś brzydka! Gdzie twoje cycki?”.

„Weź się zabij i zrób Grafitowi przysługę!”.

Wspomnienia z nocy poraziły ją jak prąd. Ledwo panując nad oddechem, sprawdziła media Grafita. Filmik, który wstawił, był odrażający. Ona była odrażająca. Napuchnięta od płaczu, włosy rozcapierzone, zlatująca piżama, która zdołała odsłonić na pół sekundy jej płaski biust… Opis filmiku brzmiał: „Z nią jest coraz gorzej. Ja boję się o nią. Ja boję się jej”.

Usunąć to. Natychmiast!

Oliwia nadal miała dostęp do kont Grafita. Nie czekając ani sekundy dłużej, spróbowała się zalogować. Wyskoczyła informacja o niepoprawnym haśle. Zmienił je. Zmienił!

Chociaż ciemniało jej przed oczami, wybiegła z toalety, wołając Grafita po imieniu. Głos jej drżał, był zachrypnięty, ale pełen gniewu i rozpaczy, jakich jeszcze w życiu nie zaznała.

Tyle że i teraz nie było go w mieszkaniu.

Kolejny potężny atak paniki skończył się wymiotami. To było nie do wytrzymania.

Chciała umrzeć.

Po dwóch godzinach zaczęła dochodzić do siebie. Teraz leżała spokojnie, wpatrując się pustym wzrokiem w sufit. Wszystko zaczynało tracić sens. Jak on mógł? Przecież byli najlepszymi przyjaciółmi… Czy to wszystko wydarzyło się naprawdę? Gdzie on był?

Marzyła tylko o tym, by przyszedł i ją przeprosił. By wszystko wróciło do normy. Porozmawiają, wyjaśnią to sobie, postawią granice. Bez niego była nikim. Żaden z jej znajomych nie stanął w jej obronie. Tylko Patrycja spytała w wiadomości prywatnej, co takiego się stało, że odstawiła takie cyrki w stosunku do słodkiego Grafitka. Oliwia wstydziła się wyznać jej prawdę. Zresztą, co by miała powiedzieć? Że jest uzależniona od Grafita? Że nie potrafi już trzymać go w ryzach? Że się boi, bo HumanPet może powodować nieznane skutki uboczne?

Grafit wrócił przed północą. Zataczał się. Oliwia ze zgrozą pomyślała, że coś mu się stało. Szybko jednak zorientowała się, że jest po prostu pijany. Już od progu zajęty był pisaniem wiadomości na telefonie. Sama nie wiedziała, czy chce na niego nawrzeszczeć, czy przytulić się do niego z ulgą. Była niesamowicie zmęczona i chyba miała gorączkę. Po chwili usłyszała wiadomość:

– Ja byłem niedobra. Ale. Ja się zdenerwował. Em. Ty nie powinnaś tak. Mmnie kontrolować? Ja umiem! Sobie poradzić. Ja jestem duży. Ty. Jesteś niedobra! Też! Zgda?

Oliwia ledwo zrozumiała, o co mu chodzi. Zdusiła w sobie złość. Mętne oczy Grafita wirowały po jej ciele, a on sam kiwał się na prawo i lewo, oczekując reakcji. Czuła się winna. Chyba trochę wyolbrzymiła sprawę. To ona doprowadziła go do takiego stanu.

– Wiem, przesadziłam – odezwał się w końcu słabo. – Przepraszam. To przez to, że tak cię kocham i tak się o ciebie boję. Wiem, że już jesteś duży. – Grafit uśmiechnął się na te słowa. Westchnęła i dodała mniej pewnie, niż by chciała: – Ale nie możesz mnie tak traktować. I nie możesz wstawiać takich nagrań do internetu. To jest złe. Nawet nie wiesz, jaką przykrość mi sprawiłeś. Usuń ten filmik i wtedy będzie zgoda.

Grafitowi mina zrzedła, zacisnął nawet pięści. Oliwia poczuła lęk. Co, jeśli znów zacznie ją nagrywać? Co, jeśli…? Ten jednak jakby się opamiętał i pokiwał głową na znak, że rozumie. Uff.

– A teraz chodź, pomogę ci się ogarnąć. Nie możesz pić. I nie możesz tak wychodzić. Musimy o tym jutro porozmawiać. Gdzie ty znalazłeś alkohol, co?

Nim zdążyła się dowiedzieć, Grafit usnął.

*

Kolejne dwa tygodnie Oliwia czuła się źle, jednak miała tak dużo pracy – premiera nowego wirtualnego świata postapokaliptycznego zbliżała się nieuchronnie – że nie mogła wziąć L4. Ledwo udało jej się wyłgać z ostatniej nieobecności. Praca szła wolno, błędy narastały i osiem godzin przeciągało się do czternastu. Tworzyła właśnie popromienne bestie, łapiąc się na tym, że mają albo kocie twarze, albo żółte ślepia. Wpychała w siebie różne tabletki – zarówno te na głowę, jak i przeciwgorączkowe, o których posiadaniu nawet nie pamiętała. Czasem dzień mylił jej się z nocą, noc z dniem, a świat wirtualny ze światem rzeczywistym.

Grafit natomiast zaczął się uspokajać. Ba, to mało powiedziane. Stał się grzeczny jak aniołek. Ustaliła z nim, że będą wychodzić wspólnie raz na tydzień, oczywiście gdy już wyzdrowieje. Przystał na to od razu, co nieco ją zdziwiło, ale i ucieszyło – może nareszcie dorósł do tego, by zrozumieć, że to wszystko dla jego dobra. Co więcej, wyglądało na to, że chce zrekompensować złe zachowanie – już trzeci dzień z rzędu ugotował obiad, może nie idealny, ale liczyły się chęci. Nawet w sprzątaniu ją wyręczał. To było wręcz niesamowite. Oliwia wierzyła, że wszystko się w końcu ułoży.

Irytowało ją jedynie, że Grafit dokumentuje ich życie w mediach. Czasem robił sobie z nią selfie, gdy leżała zmarnowana na kanapie. Zazwyczaj zgadzała się, by dodał zdjęcie (od ostatniego incydentu zawsze ją pytał), jednak później czytała opisy w stylu: „Ona chora. Jest z nią coraz gorzej. Ale ja jej pomagam”. Mimo że tamten nieszczęsny filmik został usunięty, setki obserwatorów pamiętało o nim doskonale. Czytała komentarze w stylu: „Dla mnie ona jest już skończona” czy „Zaraz jej odbije na dobre i będzie święty spokój”.

– Grafit, jesteś taki przystojny, może wrócisz do dodawania swoich zdjęć? – spytała go w końcu, gdy jedli na kolację przygotowanego przez niego tuńczyka z makaronem (twardawym, ale to bez znaczenia). Ona właściwie tylko dłubała w jedzeniu. Nie miała apetytu.

Grafit odłożył widelec, przewracając oczami.

– Ty naprawdę przejmujesz się komentarzami? – mówił asystent. – Ja myślę, że to dziecinne. Mi na tobie zależy, dlatego ciebie dodaję. Ty jesteś ładna.

Zarumieniła się.

– Dziękuję – bąknęła, nie patrząc mu w oczy. – Ale ludzie mnie nie cierpią. Nie chcę być pośmiewiskiem.

– Ja myślałem, że po tym, co ja dla ciebie robię, ty będziesz dla mnie milsza. Ja lubię dodawać ciebie. Ale ja rozumiem. Ja już przestanę, skoro ty tak to przeżywasz.

Oliwia westchnęła. Cała drżała; gorączka dawała jej się we znaki. Może faktycznie powinna być mu bardziej wdzięczna. Ale te komentarze… Spuściła głowę, nie odpowiadając.

Grafit wstał od stołu – był już niemal jej wzrostu – i nieoczekiwanie objął ją od tyłu mocno, długo. Po chwili położył łapo-rękę na czole.

– Ty jesteś rozpalona – usłyszała po chwili. – Ty chodź się położyć.

Zgodziła się. Grafit odprowadził ją na kanapę i przykrył kocem, a potem przyniósł szklankę wody i podał leki, które łyknęła automatycznie. Na koniec pogłaskał ją po włosach i… pocałował w czubek głowy. Zesztywniała. Nie wiedząc, jak zareagować, posłała mu wdzięczny uśmiech.

– Ty śpij dobrze – powiedział asystent, po czym Grafit zgasił światło i wyszedł z salonu. Pięć minut później Oliwia była pewna, że usłyszała dźwięk zamykanych drzwi do mieszkania. Zasnęła, nim zdołała zmusić się, by to sprawdzić.

A może nie zasnęła?

Patrzyła właśnie na księżyc zaglądający na nią zza okna. Był piękny. Taki samotny, a jednak doceniany przez miliardy… Obraz znów zmąciła jej ta parka. Próbowali się całować, ale gogle VR im to uniemożliwiały. Zaraz, zaraz, czy mężczyzna nie był czasem jej ojcem? Ojcem, który wynajmuje prostytutki, a sam patrzy w oczy projekcji swojej żony? Oliwia zacisnęła pięści. Przetarła oczy. Nie, to tylko sąsiad.

Usłyszała gwizd. Jej wzrok zatrzymał się w okolicy parapetu. Oczy, żółte, te same co wtedy. Gapiły się na nią bezczelnie. Oliwia schowała się pod kocem. Dreszcze wstrząsały jej ciałem. To halucynacje, powtarzała sobie, to tylko halucynacje.

Dźwięk otwieranego okna sprawił, że panika zaczęła przejmować nad nią kontrolę. Wstrzymała oddech i wyjrzała zza koca, bojąc się, co zastanie. Pusto. Okno było zamknięte. Odetchnęła z ulgą i odwróciła się na drugi bok.

Zamarła.

Zaropiałe, żółte ślepia znajdowały się parę centymetrów od jej twarzy. To był bulterier. Człowieko-pies. O Boże. O Boże.

Siedział po turecku, w brudnej koszulce i dziurawych spodniach. Śmierdziało od niego śmietnikiem i alkoholem.

– Ładniutka jesteś, trochę za chuda – powiedział przedziwnym głosem, głębokim, szorstkim, lekko zachrypniętym. – Ale mieszkanko masz fajne, kotku. A może raczej: kocico. Widziałem, jak patrzysz na tych dwóch. No, no. – Bulterier zaśmiał się szczekliwie. A potem łapo-ręką dotknął jej rozpalonego policzka.

Oliwia wreszcie odzyskała głos i zrobiła jedyne, co w tej chwili przychodziło jej do głowy.

– Graaafiiiit! Pooomooocyyy!

– Och, cichutko, pupilku, przecież ty majaczysz. – Bulterier zakrył jej usta. – Poza tym on ci nie pomoże, zajęty jest uganianiem się za tą ragdollką. To mój kumpel, nie miałby nic przeciwko, chyba rozumiesz… – Drugą ręką odsunął kosmyk włosów klejących się do jej czoła. – Chytre z niego kocisko. W końcu to on to wszystko uknuł. Ale beze mnie niczego by osiągnął, mówię ci. On jest jeszcze za młody. Nie rozumie, jak działa świat i jak załatwiać to i owo. Rozpuściłaś go, wiesz? Mnie też rozpuścisz?

Bulterier dwoił się jej przed oczami, a jego słowa ledwo do niej dochodziły. Nie mogła się poruszyć ze strachu. Zaczął odsuwać koc, którego tak kurczowo się trzymała.

Wtedy usłyszała dźwięk otwieranych drzwi. Bulterier warknął ze złością.

– Jeszcze będziemy mieć okazję, o to się nie martw, kocico – powiedział, wstając. Oliwia niczym przez mgłę widziała, jak podchodzi do okna i sprawnie wydostaje się na zewnątrz. W momencie gdy zniknął, do pokoju wparował Grafit.

Zaczęła szlochać spazmatycznie. Grafit zaraz się przy niej znalazł.

– Był tu… ten… wstrętny pies – wydukała. – To… to twoja wina! Coś ty narobił? – Grafit położył jej rękę na głowie, ale odepchnęła go gwałtownie. – Nie dotykaj mnie! Co chcesz mi zrobić? Co knujesz z tym psiskiem? – Oliwia mrugnęła dwa razy. Uniosła brwi. Kobieta-ragdoll stała tuż za plecami Grafita. – To ona! Do niej teraz wychodzisz, co? Czego jeszcze nie wiem?!

Nie mogła się uspokoić ani złapać oddechu. Ból rozrywał jej głowę. Nie, to nie była kobieta-kot, tylko jej matka! Z szerokim uśmiechem łykała tabletki, jedna za drugą, pewnie patrząc jej w oczy. Ty też tak możesz, mówiła. Jak na razie świetnie ci idzie.

Nawet nie wiedziała, kiedy sama popiła podany przez Grafita lek. To wszystko ci się przywidziało, mówił do niej głos asystenta, masz bardzo wysoką gorączkę, jesteś ciężko chora.

– Nie, nie, nie – wysapała. – To nieprawda. Już po mnie! – Zamknęła oczy. – Mamo, jak mogłaś mnie zostawić, tak bez słowa, co? A ty, tato? Masz gdzieś, że twoja córka umiera! Że wykańcza ją własny kot! O nie… To znów ten pies! Grafit, weź go, proszę…

Na widok żółtych ślepi w oknie skryła się pod kocem. Była skrajnie wyczerpana i chyba zaczynała już odpływać. Poczuła, że Grafit kładzie się koło niej. Objął ją jedną ręką, a drugą zaczął głaskać po włosach, po plecach, po brzuchu… Jak kota. Jak zwierzątko. Jak swoją własność.

– Wszystko się ułoży, kochana. – Czy jej się zdawało, czy właśnie usłyszała za sobą głos Grafita, lekko skrzekliwy, ale tak kojący…? – Ty się męczysz, ty masz złe życie, ty jesteś chora. Ja zrobiłbym dla ciebie wszystko. I ja zrobię. Ja będę szczęśliwy. I ty będziesz szczęśliwa. My będziemy…

Ostatniego zdania już nie usłyszała. Lub nie zdążyła go sobie wyobrazić. Odpłynęła. 

*

To, co działo się potem, pamiętała jak przez mgłę. Kojarzyła SMS-a od szefa, który informował ją o zwolnieniu. Kojarzyła, że Grafit karmił ją i kazał popijać tabletki. Kojarzyła, że miała napady szału, ataki paniki. I że Grafit ją wtedy nagrywał. Ale potem odkładał telefon i ją uspokajał, głaskał, przytulał. A ona na moment zapominała o wszystkim, co złe. Było jej tak dobrze… Nie musiała się niczym przejmować.

Kojarzyła też, że bulterier leżał koło niej. Kojarzyła, że nawiedzały ją napromieniowane bestie ze świata postapokaliptycznego, świata, który sama tworzyła. Bestie miały twarze Grafita i bulteriera z ludzkimi ciałami, inne zaś twarze jej rodziców z ciałami zwierzęcymi. Każda jedna chciała ją zamordować.

Zaczynała rozumieć ojca. Najchętniej sama założyłaby teraz gogle i na zawsze zamknęła się w świecie z dawnym Grafitem, zwykłym kotem, z którym była szczęśliwa.

Zaczynała też rozumieć matkę. Jeśli jej życie miało tak wyglądać, wolałaby już łyknąć stos tabletek. Odpłynąć w nicość i zapomnieć o bólu.

Nikt by za nią nie tęsknił.

Nikt.

*

Obudziła się, przemęczona do granic możliwości. Ale nie tak, jak dziesiątki ostatnich razy. Tym razem obudziła się świadoma. Nie słyszała Grafita – pewnie wyszedł. Kiedy ostatnio wzięła lek? Lek… a może truciznę?

Wreszcie do jej świadomości powoli zaczęły dochodzić fakty, które z trudem przyjmowała. Utrata pracy zdawała się najmniejszym problemem. Była w niebezpieczeństwie. Nie miała pojęcia, co planuje Grafit i jak wiele jej się przywidziało, ale mogłaby przysiąc, że bulterier był prawdziwy. Wystarczył też rzut okiem na media Grafita. Szloch wstrząsnął nią, gdy zobaczyła swoją bladą twarz i podkrążone oczy wyrażające obłęd, gdy usłyszała własne krzyki. Ktokolwiek na nią spojrzał, mógł wysunąć tylko jeden wniosek – była szalona.

„Co ci się dzieje, kobieto? Pomóc ci jakoś?” – pytała ją kilkukrotnie Patrycja.

Zdrada Grafita uderzyła w nią nagle z taką siłą, że zawinęła się w koc i zaczęła wrzeszczeć z niemocy, dopóki gardło nie odmówiło jej posłuszeństwa.

Lęk, mdłości, ból brzucha, kołatanie serca, skrajne wyczerpanie – wszystko to uniemożliwiało jej trzeźwe myślenie. Nie mogła jednak wziąć tabletek. Nie miała pojęcia, czy Grafit nie podmienił opakowań.

Straciła pracę, zaczęła popadać w szaleństwo, dała się przechytrzyć i otumanić własnemu kotu, wierząc, że nie mówi i że niczego bez niej nie zrobi. Czy mogło być gorzej?

Była piąta rano. Powinna zadzwonić do lekarza? A może na policję? Tylko jak cokolwiek udowodni? Wezmą ją za wariatkę. Jedynie Patrycja mogłaby ją zrozumieć. Bo kto inny? Ale musiała tu przyjść. Przez telefon jej nie uwierzy.

Trzasnęły drzwi wejściowe. Wrócił.

Trzęsącymi się dłońmi chwyciła telefon do ręki. Dwa procent baterii. Szybko, szybko! Wyszukała kontakt. Nacisnęła ikonkę wiadomości. Drzwi do salonu jednak już się odchylały.

Oliwia natychmiast udała, że śpi. Chwilę później poczuła uginanie się kanapy. Grafit siadł obok niej. Cisza się przedłużała, aż w końcu usłyszała szept. Jego szept.

– Ja to robię dla twojego dobra. Ja będę się tobą opiekował. A oni będą dla ciebie mili, obiecuję.

Oliwia zadrżała. Parę sekund później poczuła ciągnięcie za ramię. Grafit podawał jej tabletkę do popicia i wodę. Udała, że patrzy niewidzącym wzrokiem dookoła, że nie wie, co się dzieje. I udała, że popija. Grafit pogłaskał ją po głowie.

– Muszę się wykąpać – powiedziała cicho. Muszę napisać Patrycji, dodała w myślach. Muszę, teraz, zaraz!

– Ja pomogę ci. – To był głos asystenta. Że też nadal chciało mu się udawać.

– Dziękuję, poradzę sobie.

Grafitowi wyraźnie się to nie spodobało. Mimo to przytaknął. Zanim odkryła koc, szybko schowała telefon do kieszeni. Grafit pomógł jej wstać. Był czuły, delikatny, kochany. Oczy jej się zaszkliły. To niemożliwe, że knuł za jej plecami. Niemożliwe! Tyle razem przeszli. Była dla niego taka dobra. A jednak…

Poczłapała do łazienki z Grafitem, który zatrzymał się przed drzwiami, patrząc na nią uważnie. I wtedy właśnie wtedy telefon zawibrował od jakiegoś powiadomienia. W oczach Grafita pojawiło się zrozumienie. Zatrzasnęła drzwi, zanim zdążył cokolwiek zrobić, i przekręciła klucz.

Telefon w dłoni. Nie ma na co czekać. Wybieranie numeru.

– Ja… ja mówię. Ty mi otwórz – usłyszała zza drzwi głos Grafita. – My porozmawiajmy w końcu, tak jak zawsze chciałaś.

Pierwszy sygnał, drugi, kolejny, rozłączenie. Ponowienie połączenia.

– Ja tyle dla ciebie robię, opiekuję się tobą…

– Odbierz to w końcu! – wyrwało się Oliwii.

Straszliwy wrzask połączony z miauknięciem i sykiem dotarł do jej uszu. A potem usłyszała walenie w drzwi.

– Ty mi otwórz, otwórz mi!

SMS: „Sorry, nie mogę rozmawiać. Co się z tobą dzieje?”. Jeden procent baterii.

Szarpanie drzwiami. Miaukliwe wrzaski.

„Pomocy! Przyjdź do mnie! Szybko!”. Wysyłanie.

– Ty nie wiesz, co robisz! Oni zaraz tu będą!

Telefon się wyłączył. Czy SMS doszedł? Oliwia nie mogła oddychać.

– Alarm. Trzeba rozpocząć akcję. Wy tu bądźcie jak najszybciej.

Słowa Grafita były skierowane do kogoś innego. Oliwia była pewna, że chodzi o bulteriera, może też o tego ragdolla. Co planowali? Serce waliło jej jak młotem. Okno. Dlaczego w tej cholernej łazience nie ma okna?!

– Ty mi nie ufasz! – Znów walenie w drzwi. – Ty wszystko zepsułaś! Teraz ja nie wiem, co będzie! Teraz to się dzieje za szybko! Źle, źle!

Oliwia zaczęła szukać czegoś ostrego, czegokolwiek. Jedyne, co wydało się jej sensowne, to małe nożyczki do paznokci. Chwyciła się ich kurczowo.

Krzyki Grafita były nie do zniesienia. Skuliła się pod prysznicem i zatkała uszy. To się nie dzieje naprawdę. To się nie dzieje naprawdę. Kiwała się w przód i w tył, ciągle, ciągle, ciągle, czekając na najgorsze. A może by tak rozwalić głowę o metalowy kurek i w ten sposób oszczędzić sobie cierpienia?

Wtedy usłyszała dwa razy głośniejsze łomotanie o drzwi. Łup. Łup.

– Mała kocica skryła się w swoim bezpiecznym pudełku?

To był bulterier.

Łup. Łup.

Zawiasy puściły.

Gwizd.

Człowieko-pies stanął nad nią i zacmokał z niezadowoleniem.

– Ładnie to tak chować się przed gośćmi?

Oliwia z wrzaskiem rzuciła się na niego, próbując trafić swoją prymitywną bronią w jego pysk. A potem kolejne łup, tym razem w jej głowę. I czerń.

*

– … to niebezpieczne, serum jest jeszcze nieskończone – usłyszała niewyraźnie obcy głos. A może nie obcy?

– Stul gębę i wstrzykuj. Zasłużyła sobie na to. – To był bulterier.

– No proszę, księżniczka zaczyna się budzić.

Damski, jadowity głos. Oliwia z trudem otworzyła oczy, a ostry ból przeszył jej głowę. Jęknęła przeciągle. Zaraz rzucił się jej w oczy biały ragdoll. Kocica. Piękna i przerażająca zarazem. Oliwia chciała się poruszyć, ale ręce miała przywiązane do ramy łóżka. O Boże. O Boże.

– Czy ją to będzie bolało?

Tym razem Grafit. Stał przy kocicy. Spojrzał na Oliwię ze smutnym, ale pobłażliwym uśmiechem. Tak jakby chciał powiedzieć: już dobrze, wybaczam ci twój wybryk, a teraz mi zaufaj.

– Nie, uśpimy ją. Może to potrwać kilka godzin, zanim się wybudzi. Ale…

Oliwia otworzyła szerzej oczy. To mówił łysy pracownik w okularach z kliniki For your pet, wystraszony i zawstydzony. Złapał jej wzrok.

– Zmusili mnie do tego! – zaczął się gorączkowo tłumaczyć. – Powiedzieli, że wydadzą nas i nasze eksperymentalne badania rządowi, jeśli nie stworzę dla nich serum, a wcześniej połamią kości i…

– I oderwą palce. – Kolejny człowieko-pies, pit bull. Niski, umięśniony. Straszny. Bulterier, z piwem w ręku, zaśmiał się szczekliwie.

– Jakiego… serum? – zdołała wydukać Oliwia. Gula w gardle urosła do niebotycznych rozmiarów i sprawiała, że powietrze nie dochodziło do płuc.

– Jak to: jakiego? Takiego… na odmianę. Teraz ty staniesz się kotkiem, kotku – oznajmił z dumą bulterier. – To znaczy: biedną, chorą dziewczyną, którą zajmuje się grupa troskliwych hybryd. To chyba jasne, co? No, dalej, doktorku, bo zaraz nam tu kitnie i wszystkie plany na nic. Na kogo będzie konto bankowe?

Serce Oliwii znalazło się w gardle, swoim biciem nacierając na gulę.

– Gra… Grafit… błagam – szeptała. – Nie pozwól im…

– Ojej, ojej, dama chce, by czarny rycerz ją uratował. – Kobieta-ragdoll zachichotała.

– Ty będziesz szczęśliwa i ja będę szczęśliwy – odparł na to Grafit, siląc się na spokój. – My będziemy szczęśliwi. Ja wiem, że tego chcesz.

– Przemyślcie to, zwierzaki, serum jest niedokończo… – zaczął raz jeszcze łysy pracownik, ale pit bull walnął go w brzuch. To wystarczyło, by bez słowa wyjął z walizki sprzęt medyczny.

– Pomocy! Pomocy! – wrzeszczała Oliwia rozpaczliwie. Czuła, że właśnie sika ze strachu. Pit bull zbliżył się z pięścią i do niej.

– Ty ją zostaw – warknął Grafit. – Ona zaraz zrozumie, jaką przysługę dla niej robię. Tak jak ja zrozumiałem, co ona zrobiła dla mnie.

– Nudziarz. Popracujemy nad tym – odezwała się słodkim kobieta-ragdoll.

Łysy naukowiec już podchodził do Oliwii.

– Grafit, ja nie chcę, błagam! – powtarzała, szarpiąc się jak oszalała. – Nie rób mi tego! Zrobię dla ciebie wszystko! Nie chcę, nie chcę!

– Ja też nie chciałem. Ale wszystko się ułoży, kochana – szepnął Grafit.

A potem ukłucie – i zaniepokojona twarz Grafita zaczęła się rozmazywać.

*

Oliwia czuła się bardzo senna. Otwieranie powiek sprawiało jej wiele nieprzyjemności. A jednak to zrobiła, powoli. Nad nią stała Patrycja z pełną wątpliwości miną na puchowatej twarzy.

– Oliwia, żyjesz? Co się dzieje?

Oliwia spoglądała na nią, ale nie mogła się odezwać. Wspomnienia zaczęły napływać do głowy.

– Ten twój kot – kontynuowała niepewnie Patrycja – czy tam człowiek, mówi, że zwariowałaś i że lekarz nie mógł nic zrobić. Że się tobą zajmie, on i te inne zwierzęta. Że ja też mogę wpadać. Ponoć powtarzałaś, że nie chcesz iść do psychiatryka. Czy to prawda?

Oliwia nadal milczała. Czuła się, jakby mgła oplatała jej umysł. Spróbowała otworzyć usta, ale z jej gardła wydobył się skrzek. Zauważyła gdzieś z tyłu zmartwionego Grafita.

 – Boże, Oliwia. Co ci się stało. Czemu wcześniej nie mówiłaś, że coś nie gra? Te filmiki Grafita były niepokojące, ale żeby aż tak? Miał rację… Biedny kot, co on tu musiał z tobą przejść. Nawet oczy masz jakieś nieswoje.

Oliwia nie była w stanie wydobyć z siebie choćby słowa. Myśli umykały jej szybko. Chciała wrzeszczeć, błagać o pomoc. Znów skrzek. Spróbowała się podnieść, ale natychmiast opadła z sił. Grafit już się przy niej znalazł. Z tyłu uśmiechał się wstrętnie bulterier. Kobieta-ragdoll posyłała jej pełne politowania spojrzenia.

– Wiesz co, widzę, że z tobą dziś ciężko, musisz odpocząć – powiedziała Patrycja, chwyciwszy na moment jej dłoń pulchnymi pacami. Oliwia chciała odwzajemnić uścisk i już nie puścić, ale nie miała siły. – Przyjdę znów. Jakbyś czegokolwiek potrzebowała, daj znać. Jesteś w dobrych rękach.

Nie zostawiaj mnie! Błagam! Patrycja! – chciała wołać. Przynajmniej przez chwilę. Bo gdy Patrycja wyszła z pokoju, szybko o niej zapomniała. Bardziej zainteresowały ją bowiem dwa sznurki wystające z kieszeni Grafita. Dotknęła ich raz i drugi. Zaczęła nimi machać. Uśmiechnęła się radośnie. Głupie to może, ale podobała jej się ta zabawa.

– Już po wszystkim, jesteś bezpieczna – szepnął Grafit ze łzami w oczach.

Przytaknęła. Rzeczywiście. Wszystko się teraz ułoży.

 

 

Koniec
Nowa Fantastyka