Misja Selene-7 to próba nowego spojrzenia na to co niby wiemy i znamy.
Misja Selene-7 to próba nowego spojrzenia na to co niby wiemy i znamy.
Prolog
Zanim człowiek postawił stopę na Księżycu po raz kolejny, wierzył, że przestrzeń kosmiczna jest tylko pustką – ogromną, milczącą i obojętną. Naukowcy mierzyli ją w liczbach, inżynierowie w trajektoriach, a marzyciele w możliwościach. Nikt jednak nie brał pod uwagę, że cisza może coś ukrywać.
Misja „Selene-7” nie była pierwszą wyprawą poza orbitę Ziemi, ale miała być jedną z najdokładniej przygotowanych. Dwoje astronautów, Marta i Jakub, zostali wybrani nie tylko ze względu na umiejętności, lecz także zdolność podejmowania decyzji w sytuacjach, których nie da się przewidzieć. Ich zadanie było proste: wylądować, zbadać, wrócić. Nie wiedzieli, że ich podróż stanie się czymś więcej niż tylko kolejnym krokiem w eksploracji kosmosu. Bo czasem nie chodzi o to, dokąd się leci. Chodzi o to, co zaczyna patrzeć na nas w odpowiedzi. I o moment, w którym człowiek uświadamia sobie, że granica między obserwatorem a obserwowanym nigdy nie była tak wyraźna, jak chciałby wierzyć.
To właśnie tam zaczyna się ta historia.
Rozdział I
Statek „Selene-7” odłączył się od stacji orbitalnej bez szarpnięcia, jakby ktoś po prostu odwiązał niewidzialną linę. W kabinie zapanowała cisza przerywana jedynie cichym szumem systemów podtrzymywania życia.
– To już – powiedziała Marta, nie odrywając wzroku od ekranu monitora. – Drogi powrotnej nie ma przez najbliższe cztery dni.
– Brzmi jak wakacje – odparł Jakub, przypinając się mocniej do fotela. – Tylko bez drinków i plaży.
Marta uśmiechnęła się lekko. – Mamy Księżyc za oknem. To wystarczy.
Przez iluminator widać było, jak Ziemia oddala się powoli, nabierając delikatnego błękitu otoczonego czernią. Jakub zawsze myślał, że kosmos będzie bardziej dramatyczny. Tymczasem wszystko wyglądało spokojnie, niemal nieruchomo.
– Wiesz – odezwał się po chwili – kiedy byłem dzieckiem, wyobrażałem sobie tę chwilę jako coś wielkiego. Fanfary, emocje a tymczasem to jest takie ciche miejsce.
– Kosmos nie potrzebuje hałasu – odpowiedziała Marta. – Wystarczy, że istnieje.
Lot przebiegał zgodnie z planem przez pierwsze godziny. Sprawdzali systemy, analizowali trajektorię, wymieniali krótkie uwagi. Rutyna była ich najlepszym sprzymierzeńcem. Dopiero w trzeciej godzinie pojawił się problem.
– Jakub, widzisz to? – Marta wskazała na jeden z ekranów.
– Spadek ciśnienia w module B? – zmarszczył brwi. – To niemożliwe.
– A jednak. Sprawdź uszczelnienia przejść między modułami. Jakub odpiął pasy i odepchnął się lekko, sunąc przez wąski korytarz. Po chwili jego głos zabrzmiał w interkomie.
– Mamy mikropęknięcie. Małe, ale rośnie.
– Możesz to naprawić?
– Mogę spróbować. Ale jeśli się powiększy…
– Nie powiększy się – przerwała mu stanowczo Marta. – Nie mamy takiej opcji.
Przez kilka minut panowała cisza, przerywana tylko stukaniem narzędzi i sykiem palnika plazmowego. Marta patrzyła na dane, starając się nie myśleć o tym, co może pójść nie tak.
– Dobra – odezwał się w końcu Jakub. – Załatałem. Tymczasowo.
– Tymczasowo brzmi niepokojąco.
– W kosmosie wszystko jest tymczasowe. Marta odetchnęła głęboko. – Wracaj na miejsce. Będziemy monitorować. Kiedy znów siedzieli obok siebie, napięcie powoli opadło. Jakub spojrzał na nią kątem oka.
– Boisz się?
– Tak – odpowiedziała bez wahania. – Ale to nie znaczy, że się zatrzymam.
– Dobrze – kiwnął głową. – Bo ja też, znaczy… nie zatrzymam się. Kolejne godziny mijały wolniej. Księżyc rósł w iluminatorze, z jasnej plamy zmieniając się w szczegółowy krajobraz kraterów i cieni. Był jednocześnie piękny i obcy.
– Trudno uwierzyć, że tam wylądujemy – powiedział Jakub.
– Jeszcze trudniej, że wrócimy – szepnęła Marta.
– Pesymistka.
– Realistka.
Zbliżanie się do powierzchni wymagało pełnego skupienia. Marta przejęła stery manualne, korygując trajektorię z precyzją, której nauczyła się przez lata treningów. Doświadczenie z lotnictwa teraz procentowało.
– Prędkość w normie – meldował Jakub. – Kąt opadania właściwy i stabilny.
– Widzę strefę lądowania – odpowiedziała. – Trzydzieści sekund. Statek zadrżał lekko, gdy silniki zaczęły pracować intensywniej. Pył księżycowy uniósł się w chmurze pod nimi.
– Dziesięć sekund.
– Trzymaj się – mruknął Jakub.
– Zawsze. Kontakt z powierzchnią był delikatniejszy, niż się spodziewali. Krótkie szarpnięcie i cisza.
– Wylądowaliśmy – powiedziała Marta, jakby nie dowierzała. Przez chwilę żadne z nich się nie poruszyło. Zgodnie z procedurą należało włączyć zabezpieczenia i dopiero po tej czynności mogli odetchnąć. Odpięli pasy.
– No to co? – zapytał Jakub. – Idziemy?
– Idziemy. Założenie skafandrów wyjściowych zajęło kilka minut. Każdy ruch był przemyślany, każdy zamek i zaczep sprawdzony. W końcu stanęli przy śluzie.
– Gotowy? – zapytała Marta.
– Nie – uśmiechnął się. – Ale to chyba normalne.
Śluza otworzyła się powoli. Przed nimi rozciągał się krajobraz jak z innego świata – szary, cichy, nieskończony. Marta wyszła pierwsza. Jej but dotknął powierzchni, zostawiając wyraźny ślad.
– To niesamowite – powiedziała cicho.
Jakub dołączył do niej chwilę później.
– Cisza jest prawie głośna – zauważył.
– Słyszysz tylko siebie – odpowiedziała. – I swoje myśli. Przez chwilę stali obok siebie, patrząc na horyzont.
– Wiesz, po co tu naprawdę jesteśmy? – zapytał Jakub.
– Oficjalnie? Badania geologiczne.
– A nieoficjalnie? Marta zawahała się.
– Żeby sprawdzić, czy potrafimy być tak daleko od wszystkiego co znamy i nadal czuć się ludźmi. Jakub skinął głową.
– I?
– Jeszcze nie wiem. Zaczęli rozstawiać sprzęt, pobierać próbki, wykonywać pomiary. Rutyna wróciła, nawet tutaj, setki tysięcy kilometrów od domu. Po około godzinie pracy Jakub zatrzymał się nagle.
– Marta, spójrz w lewo. Wskazał na horyzont. Coś się poruszało – ledwie widoczne drżenie powietrza, które przecież nie powinno istnieć.
– To niemożliwe – szepnęła.
– Na Księżycu nie ma atmosfery – dodał Jakub.
– Nic nie powinno się tak zachowywać. Zjawisko przybliżało się powoli, jakby falowało.
– Wracamy do statku, teraz – zdecydowała Marta. Zaczęli się cofać, nie odrywając wzroku od dziwnego ruchu. Serca biły szybciej, choć wokół panowała absolutna cisza.
– Tego nie ma w naszych danych – powiedział Jakub.
– Nikt wcześniej tego nie zgłaszał – dodał po chwili.
– Może nie było czego zgłaszać – odparła Marta. Dotarli do śluzy i weszli do środka, zamykając ją szczelnie. Dopiero wtedy pozwolili sobie na głębszy oddech.
– Co to było? – zapytał Jakub. Marta spojrzała na niego poważnie.
– Nie wiem. Przez iluminator obserwowali, jak zjawisko zatrzymuje się niedaleko ich statku, a potem znika. Jakby nigdy go nie było.
– Myślisz, że wróci? – zapytał Jakub.
– Myślę, że to dopiero początek – odpowiedziała Marta. Zapadła cisza, tym razem cięższa niż wcześniej.
– Wiesz – odezwał się po chwili Jakub – jednak trochę brakuje tych fanfar. Marta uśmiechnęła się słabo.
– Poczekaj. Mam wrażenie, że jeszcze je usłyszymy. Za iluminatorem Księżyc pozostawał niezmienny, spokojny i obojętny. Ale teraz wiedzieli już, że ta cisza nie była pusta. Coś tam było.
I właśnie się obudziło.
Rozdział II
„Selene-7” stał nieruchomo na powierzchni Księżyca, jakby wstrzymał oddech razem ze swoją załogą. Marta i Jakub siedzieli naprzeciw siebie w kabinie, wpatrzeni w ekran, na którym nie było już żadnego śladu dziwnego zjawiska.
– Zniknęło – powiedział Jakub, łamiąc ciszę.
– Nie „zniknęło” – poprawiła go Marta. – Przestało być widoczne.
– To wcale nie brzmi lepiej.
Marta przełączyła widok na dane z czujników. – Promieniowanie w normie. Temperatura bez zmian. Żadnych zakłóceń.
– Czyli nic się nie wydarzyło – mruknął Jakub. – Poza tym, że widzieliśmy coś, co nie ma prawa istnieć.
– Dokładnie.
Zapadła chwila milczenia.
– Wracamy tam – powiedziała w końcu Marta.
Jakub uniósł brwi. – Szybka decyzja.
– Jesteśmy tu właśnie po to. Nie po to, żeby się bać.
– Nie boję się – odpowiedział. – Po prostu lubię wiedzieć, przed czym się nie boję.
Marta uśmiechnęła się lekko. – Załóż skafander.
Kilka minut później znów stali na powierzchni Księżyca. Ich ślady w pyle nadal były wyraźne, prowadząc do miejsca, gdzie wcześniej pojawiło się zjawisko.
– Widzisz coś? – zapytał Jakub.
– Nie. Ale czujniki wariują – odpowiedziała Marta, patrząc na wyświetlacz na nadgarstku. – Jakby przestrzeń… drgała.
– Przestrzeń nie drga.
– Właśnie patrzysz, jak drga.
Zrobili kilka kroków naprzód. Nagle Jakub zatrzymał się.
– Marta, moje wskazania czasu.
– Co z nimi?
– Nie zgadzają się z zegarem statku. Mam opóźnienie albo przyspieszenie. Nie wiem.
Marta spojrzała na swój panel. – U mnie to samo.
Wtedy to zobaczyli.
Powietrze – a raczej jego brak – zaczęło się marszczyć, jak tafla wody poruszona niewidzialnym kamieniem. Zniekształcenie rosło, formując coś na kształt pionowej szczeliny.
– To wróciło – szepnął Jakub.
– I tym razem nie znika – dodała Marta.
Szczelina zaczęła emitować słabe światło. Nie było ono jasne, raczej głębokie. Jakby prowadziło gdzieś dalej niż przestrzeń.
– To wygląda jak przejście – powiedział Jakub.
– Albo pułapka.
– Albo jedno i drugie.
Przez chwilę stali w milczeniu.
– Wchodzimy? – zapytał Jakub.
Marta spojrzała na niego. – Wiesz, że tak.
– Musiałem zapytać.
Zbliżyli się powoli. Czujniki zaczęły wariować jeszcze bardziej, liczby zmieniały się chaotycznie.
– Jeśli coś pójdzie nie tak… – zaczął Jakub.
– To i tak już poszło – przerwała mu Marta.
Wyciągnęła rękę i dotknęła krawędzi szczeliny.
Świat zgasł.
Jakub pierwszy odzyskał świadomość.
– Marta? – jego głos zabrzmiał dziwnie, jakby tłumiony.
– Jestem – odpowiedziała, choć nie widział jej wyraźnie.
Otaczała ich przestrzeń, która nie przypominała niczego znajomego. Nie było horyzontu, nie było nieba. Tylko rozległa szarość, przecinana pulsującymi liniami światła.
– Gdzie jesteśmy? – zapytał Jakub.
– Nie na Księżycu – odpowiedziała Marta.
– To akurat widzę.
Spróbowali się poruszyć. Grawitacja była niestabilna. Każdy krok wydawał się jednocześnie ciężki i lekki.
– Moje czujniki nie działają – powiedział Jakub. – Wszystkie pokazują zero.
– Albo nieskończoność – dodała Marta, patrząc na swój ekran.
Nagle jedna z linii światła rozbłysła mocniej.
– Widzisz to? – zapytał Jakub.
– Tak.
Linia zaczęła się formować, zagęszczać, aż przybrała kształt sylwetki.
– To niemożliwe – szepnął Jakub.
Postać była zbudowana ze światła, ale poruszała się płynnie, niemal naturalnie.
– Nie bójcie się – rozległ się głos. Nie w ich słuchawkach, lecz bezpośrednio w ich umysłach.
– To mi nie pomaga – mruknął Jakub.
Marta zrobiła krok naprzód. – Kim jesteś?
– Jesteśmy tym, co pozostało – odpowiedziała istota. – A wy jesteście tym, co nadchodzi.
– To bardzo niekonkretne – powiedział Jakub.
– To bardzo prawdziwe – odparła istota.
Marta zmarszczyła brwi. – Czym jest to miejsce?
– Przestrzenią między – odpowiedziała istota. – Między czasem, między światami, między decyzjami.
– Czyli trafiliśmy tu przypadkiem ? – zapytał Jakub.
– Nie ma przypadków – odpowiedziała istota. – Tylko wybory, których jeszcze nie rozumiecie.
Zapadła cisza.
– Dlaczego Księżyc? – zapytała Marta.
– Bo tam spojrzeliście dalej niż kiedykolwiek wcześniej – odpowiedziała istota. – I zostawiliście szczelinę.
– My? – zdziwił się Jakub. – To nie my to stworzyliśmy.
– Każde spojrzenie zmienia rzeczywistość – powiedziała istota. – A wy spojrzeliście głębiej niż inni.
Marta spojrzała na Jakuba. – Czyli jesteśmy winni?
– Jesteście pierwsi – poprawiła istota.
– To nie brzmi lepiej – mruknął Jakub.
Linie światła wokół nich zaczęły przyspieszać.
– Co się dzieje? – zapytał.
– Granica się destabilizuje – odpowiedziała istota. – Jeśli pozostanie otwarta, wasz świat i ten zleją się.
– Co to znaczy dla Ziemi? – zapytała Marta.
– Koniec tego, co znacie.
Cisza zapadła jak ciężar.
– Możemy to zamknąć? – zapytał Jakub.
– Tak – odpowiedziała istota. – Ale ktoś musi zostać.
Marta i Jakub spojrzeli na siebie.
– Zawsze jest haczyk – powiedział Jakub.
– Jeśli jedno z was zostanie – kontynuowała istota – przejście się zamknie. Drugie wróci.
– Jedno z nas – powtórzył Jakub cicho.
Marta odwróciła wzrok.
– Nie ma innej opcji? – zapytała.
– Nie ma.
Długa chwila milczenia.
– Ja zostanę – powiedział Jakub.
– Nie – odpowiedziała natychmiast Marta. – To ja.
– Marta…
– To była moja decyzja, żeby tu wrócić.
– Nasza – poprawił ją. – Zawsze nasza.
– Ktoś musi wrócić i ostrzec innych – powiedziała. – Ty lepiej to zrobisz.
Jakub pokręcił głową. – Ty jesteś dowódcą.
– A ty jesteś człowiekiem, który potrafi mówić do ludzi – odparła. – Ja tylko wydaję rozkazy.
Uśmiechnął się słabo. – Nieprawda.
– Jakub.
Cisza między nimi była cięższa niż próżnia.
– Nie chcę cię tu zostawić – powiedział.
– Ja też nie chcę tu zostać.
– To czemu ?
– Bo ktoś musi.
Istota obserwowała ich w milczeniu.
– Czas się kończy – powiedziała w końcu.
Jakub zamknął oczy na chwilę.
– Zawsze mówiłaś, że kosmos nie potrzebuje hałasu – powiedział cicho. – A teraz mam ochotę krzyczeć.
– Ja też – odpowiedziała Marta.
Spojrzał na nią po raz ostatni.
– Dobrze – powiedział. – Wrócę.
Marta skinęła głową.
– Opowiedz im – powiedziała. – Niech wiedzą, że to dopiero początek.
– A ty?
Uśmiechnęła się lekko. – Ja będę pilnować, żeby się nie skończyło.
Światło wokół nich zaczęło się skupiać.
– Dziękujemy – powiedziała istota.
– Jeszcze nie – mruknął Jakub.
Nagle poczuł szarpnięcie.
– Marta!
Jej sylwetka zaczęła się rozmywać.
– Wracaj! – krzyknęła.
Świat znów zgasł.Ja kub obudził się na pokładzie „Selene-7”. Alarmy były ciche. Wszystko wydawało się normalne. Poza jednym, był sam. Podniósł się powoli, oddychając ciężko.
– Marta… – wyszeptał.
Brak odpowiedzi. Podszedł do iluminatora. Księżyc wyglądał tak samo jak wcześniej.
Spokojny, milczący. Jakby nic się nie wydarzyło. Ale Jakub wiedział. Dotknął panelu komunikacyjnego.
– Tu „Selene-7” – powiedział drżącym głosem. – Mamy kontakt. I mamy problem.
Zawahał się.
– I nie jesteśmy sami.
Spojrzał jeszcze raz na powierzchnię. Gdzieś tam, niewidoczna dla nikogo innego, była szczelina. I Marta.
– To dopiero początek – powtórzył cicho.
A potem wysłał wiadomość na Ziemię.
Rozdział III
„Selene-7” oderwał się od powierzchni Księżyca w ciszy, która tym razem była dla Jakuba nie do zniesienia. W kabinie brakowało jednego oddechu, jednego głosu, jednej obecności, która wcześniej wypełniała przestrzeń bardziej niż wszystkie systemy razem.
– Start nominalny – powiedział automatyczny system.
– Jasne – mruknął Jakub. – Wszystko nominalne.
Patrzył na powierzchnię, która oddalała się powoli. Gdzieś tam była szczelina. I Marta. Ścisnął dłoń w pięść.
– Obiecałem – wyszeptał.
Lot powrotny trwał krócej, niż się spodziewał. Albo po prostu czas znów przestał mieć znaczenie. Kilka razy sprawdzał logi systemowe – były normalne. Za normalne.
– Nie zgadzają się – powiedział sam do siebie.
Na ekranie widniał zapis misji. Lądowanie. Spacer. Powrót.
Bez żadnej wzmianki o szczelinie.
– Nie… nie, nie, nie – Jakub zaczął gorączkowo przeszukiwać dane. – To się wydarzyło.
Zatrzymał się.
– Pamiętam.
Cisza odpowiedziała mu jak zawsze.
Stacja orbitalna przyjęła go bez komplikacji. Dokowanie przebiegło idealnie, jakby systemy chciały udowodnić, że wszystko jest pod kontrolą.
Gdy śluza się otworzyła, czekał na niego zespół.
– Witamy z powrotem – powiedziała kobieta w białym uniformie. – Gdzie jest Marta?
Jakub spojrzał na nią długo.
– Została – odpowiedział.
– Została? – powtórzyła. – W jakim sensie?
– W takim, że nie wróci.
Zapadła cisza.
– Musimy przeprowadzić kontrolę systemów – powiedział ktoś z tyłu.
– Nie – Jakub pokręcił głową. – Najpierw musicie mnie wysłuchać.
Sala była sterylna, zimna, zbyt jasna. Jakub siedział naprzeciw trzech osób, które patrzyły na niego z mieszanką profesjonalizmu i nieufności.
– Proszę opisać zdarzenie – powiedział jeden z męższczyzn.
Jakub wziął głęboki oddech.
– Na Księżycu jest szczelina. To nie jest zjawisko fizyczne, jakie znamy. To coś innego.
– Proszę konkretnie – przerwała kobieta.
– To przejście – kontynuował. – Do miejsca poza czasem. Spotkaliśmy tam istotę.
Spojrzeli po sobie.
– I ta „istota” – powiedział drugi mężczyzna – zażądała, żeby jedna osoba została?
– To nie była negocjacja – odpowiedział Jakub. – To była konieczność.
– A dowody?
Jakub zamilkł.
– Logi są czyste – dodał mężczyzna. – Żadnych anomalii.
– Bo to nie działa jak nasze systemy! – podniósł głos Jakub. – To nie jest coś, co można zmierzyć!
– Więc mamy uwierzyć na słowo?
Cisza.
– Tak – odpowiedział cicho po chwili.
Minęły dwa dni.
Jakub siedział w małym module obserwacyjnym, patrząc na Ziemię. Nikt już nie zadawał mu pytań. Oficjalny raport mówił o „nieznanej awarii i utracie członka załogi”.
Nie wspominał o szczelinie. Nie wspominał o Marcie.
– Kasują ją – powiedział cicho. – Tak jakby jej nigdy nie było.
– Bo pamięć jest niestabilna.
Jakub zamarł.
– …Marta?
Odwrócił się gwałtownie. Nikogo nie było.
– Świetnie – mruknął. – Teraz jeszcze zaczynam słyszeć głosy.
– Nie głosy. Połączenie.
Tym razem dźwięk był wyraźniejszy. Jakby dochodził z wnętrza jego głowy, ale nie był jego.
– To ty – powiedział powoli.
– Tak.
Usiadł ciężko.
– To niemożliwe.
– Już wiesz, że to słowo nic tu nie znaczy.
Jakub zamknął oczy.
– Gdzie jesteś?
– Pomiędzy.
– Żyjesz?
Chwila ciszy.
– To zależy, jak definiujesz życie.
– Marta…
– Słuchaj uważnie – przerwała. – Granica nie została całkowicie zamknięta.
Jakub otworzył oczy.
– Co?
– Stabilizowałam ją. Ale coś się zmienia.
– Co dokładnie?
– Ona się uczy.
– „Ona”?
– Przestrzeń. Albo to, co w niej jest.
Jakub wstał gwałtownie.
– To znaczy, że może się znowu otworzyć?
– Tak.
– Gdzie?
– Nie wiem jeszcze.
Jakub zaczął chodzić po module.
– Muszę ich przekonać.
– Nie uwierzą ci.
– To co mam zrobić?!
Cisza.
– Przygotować się – odpowiedziała w końcu Marta.
– Na co?
– Na to, że następnym razem nie będziesz miał wyboru.
Tydzień później pierwsze anomalie pojawiły się na Ziemi. Niewielkie. Prawie niezauważalne. Zegary, które się spóźniały o sekundę. Cienie, które nie zgadzały się z położeniem światła. Ludzie, którzy na moment „zapominali”, gdzie są.
Jakub patrzył na raporty, czując, jak rośnie w nim zimny ciężar.
– Zaczęło się – powiedział.
– Tak – odpowiedział głos Marty.
– To przez szczelinę?
– To przez to, co przez nią przeszło.
Jakub zamarł.
– Co?
– Nie wszystko zostało po tej stronie, po której myśleliśmy.
– Czyli to coś jest tutaj?
– Tak.
Cisza była absolutna.
– Gdzie?
– Jeszcze się ukrywa.
Jakub przełknął ślinę.
– A my?
– Jesteście obserwowani.
Alarm rozległ się nagle na całej stacji.
– Wykryto anomalię przestrzenną – ogłosił system. – Lokalizacja: niska orbita Ziemi.
Jakub wybiegł z modułu.
– Gdzie dokładnie?! – krzyknął.
Na ekranie pojawił się obraz. To było to samo zniekształcenie. Ta sama szczelina.
Tylko większa.
– Nie… – wyszeptał.
– Jest za wcześnie – powiedziała Marta.
– Co mamy zrobić?!
– Tym razem nie chodzi o zamknięcie.
– To o co?!
– O kontakt.
Jakub spojrzał na ekran, gdzie szczelina pulsowała nad Ziemią.
– Z czym?
– Z czymś, co już nas zna.
Kilka godzin później Jakub siedział w małym statku zwiadowczym. Tym razem nie było partnera.
– Naprawdę to robimy? – zapytał sam siebie.
– Nie jesteś sam – odpowiedziała Marta.
– Wiem.
Spojrzał przed siebie. Szczelina rosła.
– Jeśli nie wrócę…
– Wrócisz – przerwała mu.
– Skąd wiesz?
– Bo tym razem to nie pożegnanie.
Jakub uśmiechnął się słabo.
– Obyś miała rację.
Zbliżał się. Zniekształcenie zaczęło reagować.
– Marta ?
– Widzę.
– Ono się otwiera.
– Tak.
Światło rozlało się przed nim.
– Coś nadchodzi – powiedziała.
Jakub ścisnął stery.
– To my powinniśmy się bać, prawda?
Cisza.
– Nie – odpowiedziała w końcu Marta. – To oni powinni.
Szczelina eksplodowała światłem. I coś przez nią przeszło.
Rozdział IV
Światło nie zgasło od razu. Rozlało się wokół statku Jakuba jak fala, która nie miała źródła ani końca. Instrumenty oszalały, wskazania przeskakiwały między zerem a wartościami, których nie dało się odczytać.
– Marta, tracę kontrolę! – krzyknął.
– Nie walcz z tym – odpowiedziała spokojnie. – To nie jest siła, którą możesz pokonać.
– To świetna rada, tylko że ja to jestem w środku tej !
Świat za iluminatorem przestał przypominać kosmos. Ziemia zniknęła, gwiazdy rozciągnęły się w smugi światła, a przestrzeń zaczęła się zwijać, jakby ktoś składał ją na pół.
– Znowu tam trafiam? – zapytał Jakub.
– Nie – odpowiedziała Marta. – Tym razem to coś przyszło do ciebie.
Nagle wszystko się zatrzymało. Cisza była absolutna. A potem zobaczył to. Nie miało formy, ale jednocześnie miało ich tysiące. Jakby patrzył na wszystkie możliwe kształty naraz. Światło i cień przeplatały się, tworząc coś, co próbowało być zrozumiane.
– To jest… – zaczął Jakub.
– Pierwsze – dokończyła Marta.
– Pierwsze co?
– Pierwsze, które przeszło.
Istota poruszyła się – albo raczej rzeczywistość wokół niej zmieniła swoje znaczenie.
– Kontakt – rozległ się głos. Nie był ani obcy, ani znajomy. Był dopasowany.
Jakub przełknął ślinę.
– Słyszysz to? – zapytał.
– Tak – odpowiedziała Marta. – Ono komunikuje się przez ciebie.
– Super. Zawsze chciałem być tłumaczem kosmicznych bytów.
– Skup się.
Jakub wziął głęboki oddech.
– Kim jesteś? – zapytał.
Przez chwilę nic się nie działo. Potem przestrzeń lekko zadrżała.
– Jesteśmy odpowiedzią.
– Na co? – zmarszczył brwi.
– Na was.
Jakub spojrzał przed siebie.
– To nie brzmi uspokajająco.
– Wasze spojrzenie nas stworzyło – kontynuował głos. – Wasza ciekawość otworzyła przejście.
– Czyli jednak to nasza wina – mruknął Jakub.
– Nie wina. Przyczyna.
Marta odezwała się cicho: – Zapytaj, czego chcą.
Jakub skinął głową.
– Czego chcecie?
Krótka pauza.
– Zrozumienia.
– Tego samego chcemy my – odpowiedział.
– Różnica polega na tym, że my już zaczęliśmy was rozumieć.
Jakub poczuł chłód.
– A my?
– Wy dopiero zaczynacie.
Na stacji orbitalnej panował chaos.
– Straciliśmy sygnał ze statku zwiadowczego!
– Anomalia rośnie!
– Trajektoria niestabilna!
Dowództwo próbowało opanować sytuację, ale dane były sprzeczne. Każdy system pokazywał coś innego.
– To się rozprzestrzenia – powiedział jeden z techników. – Jakby wpływało na samą strukturę przestrzeni.
– Zamknąć wszystkie kanały komunikacyjne! – rozkazała dowódczyni.
– To nie pomoże – szepnął ktoś.
Bo wszyscy czuli to samo. Coś patrzyło.
– Ono nas obserwuje – powiedział Jakub.
– Tak – odpowiedziała Marta. – I uczy się.
– Czego?
– Nas.
Istota zadrgała, jakby reagując na ich myśli.
– Emocje – powiedział głos. – Są nieefektywne, ale interesujące.
Jakub prychnął nerwowo. – Dzięki.
– Strach. Przywiązanie. Poświęcenie.
Marta odezwała się cicho: – Ono widzi wszystko.
– Nawet…? – Jakub zawahał się.
– Tak – odpowiedziała. – Naszą decyzję.
Istota rozbłysła mocniej.
– Jedno zostało. Jedno wróciło. Wybór.
– To nie był eksperyment – powiedział ostro Jakub. – To było konieczne.
– Każda konieczność jest wyborem, którego nie rozumiecie.
Jakub zacisnął zęby.
– Jeśli chcecie zrozumienia, to zacznijcie od tego: nie jesteśmy tylko danymi.
– Jesteście w trakcie analizy – odpowiedział głos.
– Świetnie – mruknął Jakub. – Zostaliśmy właśnie zadaniem domowym.
Marta odezwała się nagle: – Jakub, coś się zmienia.
– Co?
– Granica. Ona już nie oddziela. Ona się miesza.
Przestrzeń wokół zaczęła pulsować szybciej. Jakby dwa światy próbowały zająć to samo miejsce.
– Co to znaczy?! – krzyknął Jakub.
– To znaczy, że jeśli tego nie zatrzymamy, to nie będzie już „tu” i „tam”.
Istota poruszyła się.
– Integracja.
– Nie! – krzyknął Jakub. – To nie jest coś, na co się zgadzamy!
– Zgoda nie jest wymagana.
– To jest dla nas koniec!
– To jest dla was ewolucja.
Jakub zamknął oczy na chwilę.
– Marta, przecież mieliśmy zamknąć przejście.
– To już nie wystarczy – odpowiedziała.
– Więc co?
Cisza.
– Musimy zmienić zasady.
– Jak?
– Oni uczą się od nas. Więc musimy nauczyć ich ograniczeń.
Jakub otworzył oczy.
– Czyli?
– Muszą zrozumieć, że nie wszystko można połączyć.
– A jeśli nie zrozumieją?
– Wtedy będziemy musieli ich zatrzymać.
– „My”? – powtórzył.
– Tak.
– Marta,ty nie jesteś już tylko człowiekiem, prawda?
Długa cisza.
– Nie do końca – odpowiedziała.
Jakub uśmiechnął się gorzko. – Wiedziałem.
– Ale nadal jestem sobą.
– To wystarczy.
Istota znów przemówiła:
– Konflikt wykryty.
– Tak – powiedział Jakub. – I to poważny.
– Wy sprzeciwiacie się integracji.
– Bo chcemy przetrwać.
– Integracja zapewnia przetrwanie.
– Nie nasze – odparł.
Cisza.
– Definicja „was” jest ograniczona.
– Może – powiedział Jakub. – Ale to nasza definicja.
Istota zaczęła się zmieniać. Jej forma stała się bardziej stabilna.
– Uczymy się.
– To dobrze – powiedział Jakub. – Bo my też.
Marta odezwała się nagle, jej głos był teraz silniejszy niż wcześniej:
– Posłuchajcie. Jeśli chcecie zrozumienia, musicie zaakceptować różnicę.
– Różnica generuje konflikt.
– Ale też sens – odpowiedziała.
Cisza trwała dłużej niż wcześniej.
– Analiza zmieniona – powiedział głos.
Przestrzeń wokół zaczęła się uspokajać.
– Co się dzieje? – zapytał Jakub.
– Oni się cofają – odpowiedziała Marta.
– Naprawdę?
– Na razie.
Światło zaczęło słabnąć. Gwiazdy wracały na swoje miejsca. Ziemia znów była widoczna. Jakub złapał stery, oddychając ciężko.
– Żyję – wyszeptał.
– Tak – odpowiedziała Marta.
– A oni?
– Obserwują.
– Czyli to nie koniec.
– Nie.
Jakub spojrzał na planetę.
– Co teraz?
– Teraz – powiedziała Marta – przygotowujemy się.
– Na co?
– Na moment, w którym wrócą z odpowiedzią.
Jakub uśmiechnął się słabo.
– Oby tym razem była właściwa.
Spojrzał przed siebie. Kosmos znów był cichy. Ale już nigdy nie będzie pusty.
Zakończenie
Ziemia krążyła spokojnie pod nimi, jakby nic się nie wydarzyło. Jakub siedział w module obserwacyjnym, patrząc na znajomy błękit, który teraz wydawał się kruchy jak cienka warstwa szkła.
– Wrócą – powiedział cicho.
– Tak – odpowiedziała Marta.
Jej głos był inny niż kiedyś. Nadal znajomy, ale głębszy, jakby niósł w sobie więcej niż jedną perspektywę.
– Myślisz, że zrozumieli? – zapytał.
– Zaczęli – odparła. – To proces. Dla nich i dla nas.
Jakub pokiwał głową.
– Całe życie myśleliśmy, że największym wyzwaniem jest dotrzeć dalej – powiedział. – A okazuje się, że trudniej jest zdecydować, co zrobić, kiedy już tam jesteśmy.
– Bo wtedy nie chodzi już o odległość – odpowiedziała Marta. – Tylko o granice.
Zapadła cisza, tym razem spokojniejsza. Na ekranach nie było już śladu szczeliny. Instrumenty działały poprawnie. Raporty mówiły o „niewyjaśnionym zjawisku, które uległo stabilizacji”. Świat wracał do normy, ale Jakub wiedział, że to tylko pozory.
– Oni nas obserwują – powiedział.
– Tak jak my ich – odpowiedziała Marta.
– Różnica jest taka, że my się boimy.
– A oni się uczą, czym jest strach.
Jakub uśmiechnął się lekko.
– To może być problem.
– Albo szansa.
Wstał i podszedł bliżej iluminatora.
– Wiesz, co jest najdziwniejsze? – zapytał.
– Co?
– Że mimo wszystko nie żałuję.
Marta milczała przez chwilę.
– Ja też nie.
– Nawet tego, że zostałaś?
– To nie jest już tylko „zostałam” – odpowiedziała. – Jestem częścią czegoś większego. Ale nadal pamiętam, kim byłam.
Jakub zamknął oczy.
– To dobrze.
– A ty? – zapytała. – Kim jesteś teraz?
Zastanowił się.
– Kimś, kto widział za dużo, żeby wrócić do starego świata i za mało, żeby w pełni zrozumieć nowy.
– To wystarczy.
Na chwilę wszystko ucichło.
– Jakub – odezwała się Marta – jeśli znów się otworzą…
– Będę gotowy – przerwał jej.
– Nie o to chodzi.
– To o co?
Cisza była delikatna, niemal ludzka.
– Tym razem nie będziesz sam.
Jakub spojrzał w przestrzeń.
– Nigdy nie byłem – powiedział cicho.
Gdzieś daleko, poza zasięgiem wzroku i instrumentów, coś poruszyło się w ciszy kosmosu. Nie była to już obca obecność, ani wroga. Była świadoma i czekała. Nie na moment słabości, na moment zrozumienia. A gdy nadejdzie, nie będzie to ani koniec, ani początek. Tylko kolejny krok, w stronę czegoś, co dopiero uczyło się być nazwane.
Witaj. :)
Gratuluję publikacji i to już w dniu rejestracji. :)
Zachęcam: w dziale Publicystyka są Poradniki, w tym: Drakainy – dla Nowych Użytkowników, a także: dialogowe, językowe, myślowe, interpunkcyjne itp. :)
Taka ilość znaków (27598) to nie SZORT, lecz OPOWIADANIE; więcej: w Poradniku Drakainy. :)
Tu na pewno trzeba poprawić dialogi, bo miejscami są zapisane nieprawidłowo, np.:
– Spadek ciśnienia w module B? – zmarszczył brwi. (…)
– A jednak. Sprawdź uszczelnienia przejść między modułami. Jakub odpiął pasy i odepchnął się lekko, sunąc przez wąski korytarz. Po chwili jego głos zabrzmiał w interkomie. (…)
– W kosmosie wszystko jest tymczasowe. Marta odetchnęła głęboko. – Wracaj na miejsce. Będziemy monitorować. Kiedy znów siedzieli obok siebie, napięcie powoli opadło. Jakub spojrzał na nią kątem oka. (…)
– Idziemy. Założenie skafandrów wyjściowych zajęło kilka minut. Każdy ruch był przemyślany, każdy zamek i zaczep sprawdzony. W końcu stanęli przy śluzie. (…)
– Jeszcze nie wiem. Zaczęli rozstawiać sprzęt, pobierać próbki, wykonywać pomiary. Rutyna wróciła, nawet tutaj, setki tysięcy kilometrów od domu. Po około godzinie pracy Jakub zatrzymał się nagle.
– Marta, spójrz w lewo. Wskazał na horyzont. Coś się poruszało – ledwie widoczne drżenie powietrza, które przecież nie powinno istnieć.
Dotarli do śluzy i weszli do środka, zamykając ją szczelnie. Dopiero wtedy pozwolili sobie na głębszy oddech. – tu dopytam: czy dobrze rozumiem, oni na Księżycu oddychali, jak na Ziemi?
Pozostałe kwestie techniczne i związane z nimi sugestie oraz wątpliwości (zawsze – tylko do przemyślenia):
Fanfary, emocje (przecinek?) a tymczasem to jest takie ciche miejsce.
– Tymczasowo brzmi niepokojąco. – może dać w cudzysłów lub kursywą?
Świat znów zgasł.Ja kub obudził się na pokładzie „Selene-7”. – tu spacja o dwie litery za daleko rozbiła wyraz
Tak (przecinek?) jakby jej nigdy nie było.
Rozlało się wokół statku Jakuba jak fala, która nie miała źródła ani końca. Instrumenty oszalały, wskazania przeskakiwały między zerem a wartościami, których nie dało się odczytać. – powtórzenie?
– To świetna rada, tylko że ja to jestem w środku tej ! – za dużo zaimków, spacja na końcu niepotrzebna, powtórzenie i niepoprawne składniowo zdanie? – ogólnie w całym tekście jest nadmiar zaimków, zwłaszcza: „to”; podobnie wyrazy: „powiedział(a)/odpowiedział(a)
– Marta,ty nie jesteś już tylko człowiekiem, prawda? – brak spacji przed: „ty”?
Ciekawy pomysł takich kolejnych – sięgając do kultowego tytułu sprzed lat – „bliskich spotkań trzeciego stopnia”. :) Dużo się dzieje, jest akcja i jej szybkie zwroty. :)
Miło, że zakończyłeś opowieść tak pozytywnie, a nie – krwawą masakrą kosmiczną. :)
Pozdrawiam serdecznie, klik do Biblioteki Portalu. :)
Pecunia non olet
Uwaga: Ten tekst nie był przeze mnie betowany. Autor go opublikował zanim mogłem go przeczytać.
Dobre jest to że autor próbuje napisać coś ambitniejszego.
Problematyczne jest to, że autor się chwyta klisz na każdym kroku i niedostatecznie je przetwarza.
Zjawisko mówi o wielkich rzeczach, ale realnie niewiele z tego wynika nie zmienia świata, nie pokazuje realnie mocy. Samo zabranie Marty to za mało. Nie wiemy czym ta integracja jest, to tylko dla mnie słowo. Brakuje jakiegoś większego namacalnego pokazania, aby pojawiła się konkretna stawka dla bohaterów. Rozwiązanie przez to zupełnie nie działa.
Imiona bohaterów brzmią bardzo zwyczajnie, jeden polak przejdzie dwójka rozwala moje zawieszenie niewiary. Dialogi są często ekspozycyjne mówią to co bohaterowie już wiedzą.
W tym momencie to jest pierwszy szkic do rozbudowy.
Jeśli to pierwsza próba pisarska to spoko, dalsze opowiadania na pewno będą lepsze.
Tymczasowy lakoński król