Profil użytkownika


komentarze: 80, w dziale opowiadań: 75, opowiadania: 43

Ostatnie sto komentarzy

Hej, opowiadanie zabawne, czytało się przyjemnie. Wulgaryzm mi osobiście nie przeszkadzał, wręcz był nie tyle na miejscu, co konieczny w takiej sytuacji :D

Hej

Finkla, dziękuję za podzielenie się uwagami i TAKA :)

zygfryd89 cieszę się, że tekst ostatecznie Cię przekonał. Dzięki za odwiedziny i TAKA :)

 

 

regulatorzy dziękuję za nominację, ale jak dobrze liczę, to piórka nie dostanę :D Co też i mnie nie dziwi ^^

PS. trochę się podliżę i napiszę wprost, że bardziej cieszą mnie Twoje łapanki ^.^

HollyHell91

Cześć i dzięki za tabelkę. Lubię tabelki ^^

spojrzenie zamkniętych powiek

Chciałem zaznaczyć, że Dama dalej widzi, mimo, że oczy ma zamknięte. Na tamten moment wydawało mi się to najbardziej logicznym rozwiązaniem :)

Antenka zadrżała gniewnie, gdy wysuszony i pomarszczony palec wystrzelił w kierunku obrazu.

Ten taki dzyndzel na bereciku – uparcie kojarzy mi się z antenką odbierającą częstotliwość 88,9 MHz :D

Pod ciężkim aksamitem dalej kotłowało się poranne życzenie ochroniarza.

Pierwotnie w tekście wyjaśniłem, że ochroniarz miał mały problem, który miał nadzieję, że stanie się większy. Niestety dużo jest “pałek” w tekście i zostawiłem na koniec dopowiedzenie o co chodzi:

Najbardziej jednak pragnęła obstawy z pałkami, które trzeszczały mocą i nie wymagały „powiększenia”.

Hahhahahhahahah, leżę :P Jejku, genialne.

Cieszę się, że suchar przypadł do gustu :D

Nie rozumiem, co tu jest na opak. Pieniądze to pieniądze, kto by nie chciał ich dostać w spadku? Jakbyś napisał: długi otrzymane w spadku, to wtedy jest to jak najbardziej na opak.

Chodziło o to, że ktoś życzy sobie bogactwa, a następnego dnia umiera ukochana babcia, zostawiając spadek. Dama mimo wszystko życzenie musi spełnić.

Dziękuję za wszystkie uwagi i szeroki komentarz :). Przeanalizuję je na spokojnie i wyciągnę naukę (a przynajmniej mam taką nadzieję :D). Dalej jednak najbardziej podoba mi się tabelka ^^

 

 

 

 

 

Ślimaku rozumiem wątpliwości i z większością się zgadzam. Jeżeli to nie problem, to też nie będę się do nich ponownie odnosić – tekst sam powinien to wyjaśniać. Dzięki za wskazanie konkretnego fragmentu jako monotonii rytmu :)

Ambush dziękuję za odwiedziny i podzielenie się uwagami :)

Jolu 

Wyobraźni Ci nie brakuje!

Ale bata, który ją poskromi już tak :D Dziękuję za podzielenie się uwagami i docenienie kreacji postaci. Absurdalnie mam większy problem z kreacją męskich postaci dlatego też Łukasz mógł się zdawać nijaki. Nad imiesłowami i logiką zdań cały czas pracuję.

Podsumowując – jest dobry potencjał, jest dobry pomysł, a wykonanie będzie się tylko poprawiać!

Dziękuję! :D

 

GalicyjskiZakapiorze przepraszam, że odpisuję z takim opóźnieniem, ale tak jak wyżej jestem osobą roztrzepaną :D Byłem pewien, że odpisałem, a tutaj taka niespodzianka. 

Język też mi bardzo odpowiadał – jakieś tam drobnostki mi się może rzuciły w oczy, ale zasadniczo mocno czuć, że autor wie, co robi z piórem i ogółem w takim długim tekście przecież nie sposób uniknąć potknięć.

Dzięki za pochwałę! Cały czas pracuję nad tym, żeby nie było zaimkozy i przymiotnikozy oraz żeby zdania były zróżnicowane. Jeszcze długa droga przede mną, ale niezmiernie cieszę się, że jest to już poziom „ok” :D

To jest pomysł na szorta (no, może takiego szorta plus size) rozciągnięty do rozmiaru 17 stron.

Z tym się nie zgodzę. Dopisując dodatkowe scenki, chciałem pokazać psychologię postaci. Oczywiście mógłbym to skrócić – niektóre sceny są przeciągnięte lub powtórzone – ale dalej byłby to długi tekst jak na opowiadanie.

Co gorsza, ta najmniej ciekawa i najnudniejsza część jest na samym początku (stawkę akcji poznajemy po 13k znaków) – bezpardonowo napiszę, że gdybym trafił na ten tekst losowo w poczekalni, to bym go olał, przeczytawszy kilka pierwszych stron, bo nie wiedziałbym nawet, że on zmierza do czegoś więcej niż żarty o moherowych beretach. Nie wykluczam wcale, że zanim opko dostało nominację, właśnie tak zrobiłem i teraz nie pamiętam. A szkoda by było ten tekst olać, bo po przeczytaniu całości zostawia niezłe wrażenie. Tak że nie warto zostawiać najlepszego na koniec.

Dzięki za zwrócenie na to uwagi. Z humoru i żartów raczej nigdy nie zrezygnuję, ale w przyszłości będę zwracać większą uwagę na szybsze wprowadzenie stawki.

Jeszcze raz dziękuję i za odwiedziny, i za celne uwagi :)

Cześć, 

Twoje opowiadanie przeczytałem na początku marca, ale zwlekałem z komentarzem. Wolałem poczekać, aż inni cię wychwalą – na co twój tekst jak najbardziej zasługuje.

Zastanawiałem się również czy ten komentarz publikować. Dlatego, że tekst średnio przypadł mi do gustu. I nie zrozum mnie źle: jest on napisany pięknie, jest bardzo nastrojowy i plastyczny. Widziałem Twoich bohaterów, ich dialogi były dla mnie mega naturalne, ale nie potrafiłem się z nimi zżyć. Nie lubię tematyki wojennej, a jeszcze mniej lubię sci-fi – i to jest powód dla którego tekst średnio mi siadł.

Do momentu nalotu i ucieczki w las czytało mi się bardzo przyjemnie. Czułem sielankę, śmiałem się z Franka i widziałem Kasię zanurzającą nogi w wodzie – i jeżeli poszłoby to dalej w tym kierunku, byłoby to dla mnie jedno z lepszych opowiadań konkursowych. Ale to jest tylko moja opinia i moje upodobania :)

Potem jest panika, ucieczka. I znowu – jest to doskonale poprowadzone, ale przez to, że nie zżyłem się z bohaterem nie byłem w stanie tego poczuć.

Potem mamy topienie chłopca – rozumiem zamysł, ale dla mnie jest to troszeczkę naciągane. Ma to pociągnąć przemianę bohatera, ale ja tego osobiście nie kupuje – Franek zbiera się do krzyku w momencie, gdy słyszą łamane gałązki. Dlaczego nie krzyknął wcześniej na huk wystrzału, dlaczego nie krzyknął na widok martwej siostry – przecież musiał usłyszeć szept Kazika, a co za tym idzie odwróciłby głowę.

To co mi rzeczywiście bardzo przeszkadzało, wręcz irytowało to: „w głowie miał trociny”. Średnio rozumiem to porównanie.

Tekst jest gęsty od metafor, działa na wysokim rejestrze emocjonalnym i to jest super, ale mi najzwyczajniej nie podszedł i proszę się tym nie przejmować :) Tak jak wyżej: wahałem się czy ten komentarz publikować, ale chciałem się odwdzięczyć. Twój komentarz pod moim opkiem był merytoryczny, zmuszał do zastanowienia, a co za tym idzie jest dla mnie rozwijający. Nie chciałem żebyś pomyślał, że Ciebie olałem ^^

Napisałeś wyżej w odpowiedzi do Bruce, że jak będzie konkurs humorystyczny, to też takie opowiadanie napiszesz. Ja zachęcam żebyś napisał je bez konkursu – z pewnością je przeczytam :)

Marszawo, 

pozwolę sobie wpierw odpowiedzieć na Twój komentarz :)

Przyznam jednak, że w mojej “topce”, gdzie było osiem opowiadań “Dama” się nie znalazła… 

Ok. Możesz mi wierzyć, że moja “Dama” również nie znalazła się we wspomnianej “topce”. Uczestnicząc w konkursie bardziej mi zależało na ćwiczeniu pisania, aniżeli wygranej. Oczywiście chciałem zająć miejsce na podium, ale było dla mnie to równie prawdopodobne, co niemycie okien dla Jezuska. Niby można, ale nie wypada.

Pewnie zaskoczę tutaj wszystkich, ale jestem amatorem. Na chwilę obecną bardziej się skupiam na ładnym składaniu literek, a jak już powstanie z nich słowo, to fajnie, żeby pasowało do tego obok. Tak jak wspomniałem w przedmowie: obraz pani Anny był dla mnie inspirujący, więc dlaczego nie miałbym w tym konkursie uczestniczyć – ćwiczę, eksperymentuję i szukam własnego głosu.

Może i jest “żenujący”, ale jest mój. Z biegiem czasu nauczę się go temperować, ale jego serce pozostanie takie samo. A przynajmniej mam taką nadzieję, bo go lubię.

 

Skoro mamy już wyjaśnioną kwestię “Ja na niego nie głosowałam” przejdę dalej.

Oczywiście, że opowiadanie kojarzyło mi się z “Nocą w muzeum”. :D Ale to bardzo pozytywne skojarzenia! Największym atutem jest sposób, w jaki wykorzystałeś obraz. Pomysł, by „Dama” była boginią obarczoną klątwą, jest naprawdę znakomity!

Moim zdaniem, to dobre, biblioteczne opowiadanie z zabawnymi wstawkami i gratuluję Ci trzeciego miejsca w konkursie.

Z niczym innym skojarzyć się nie mogło :D Dzięki za docenienie pomysłu :)

Dama jest boginią. Potrafi teleportować głównego bohatera, ale nie może go uzdrowić? Jedynym wyjaśnieniem, jakie przychodzi mi do głowy, jest to, że tak wymaga fabuła… :D To trochę mało. Czy zostało to wyjaśnione, a coś przeoczyłam? Ostatecznie go jednak uratowała, skoro Łukasz doczekał się starości? 

Dama nie mogła go uzdrowić, bo już zdrowiał – terapia zaczynała działać. → brak możliwości spełnienia życzenia miał się opierać na błędnie sformułowanym życzeniu. Przyznaję się bez bicia, że zawaliłem. Jest to dla mnie nauczka żeby tekst zawsze odstawić przed publikacją. Na swoją obronę powiem, że nie zauważyłem wydłużonego terminu, a nie chciałem publikować w ostatnim dniu ^.^

 

Kolejna sprawa to motyw kobiety z japońską parasolką, który wydaje mi się wciśnięty na siłę. Mam poczucie, że wprowadza niepotrzebne zamieszanie, wydłuża tekst, a fabularnie niewiele wnosi. Zresztą, gdyby “Dama” była samotna, jej losy byłyby jeszcze bardziej wzruszające. A tak, to trochę miała taką “psiapsi” na boku. :D

Pierwotnie Japonka miała być postacią poboczną, ale w trakcie stwierdziłem, że szkoda marnować jej potencjału. Masz rację jest jej psiapsi i dzięki niej mogłem pokazać rozterki Damy w sposób bardziej dynamiczny. Jej postać miała również pokazać perspektywę innych dzieł sztuki, które są uwięzione, ale starają się czerpać z “życia”.

Gdyby Dama była samotna pewnie jej losy byłyby bardziej wzruszające. I nudne – przynajmniej dla mnie. W pierwszym tekście, który napisałem Dama była samotna. Napisałem tekst na 40 tys. zzs i go usunąłem. Nie lubię stricte smutnych historii – mogę taką napisać na potrzeby ćwiczenia, ale to nie będę ja. A to chyba nie o to chodzi w pisaniu.

 

 

Warstwa emocjonalna, która towarzyszy zakończeniu jest bardzo ładna. Uwolnienie “Damy” od klątwy stanowi piękną klamrę. Mam jednak wątpliwości, czy to właśnie Łukasz powinien ją uwolnić. Dla mnie on umarł kilka linijek wyżej… Może lepszym rozwiązaniem byłoby, gdyby zostawił po sobie list ze wskazówkami, który zostałby odnaleziony po latach? Coś co sprawiłoby, że zakończenie byłoby bardziej spójne, bez nagłego zmartwychwstania…

Dama sama się uwolniła. Życzenie Łukasza jej tylko w tym pomogło – gdyby jedno życzenie mogłoby ją uwolnić z więzienia pewnie już dawno by to zrobiła. Choćby wykorzystując Japonkę i jej taniec lub srebrniki od Judasza :D

Postępujące niszczenie ram, płótna i werniksu miały symbolizować jej przemianę. Na początku jest zgorzkniałe dzieło sztuki, które jest zmęczone ciągłym spełnianiem życzeń, a na końcu jest Śmierć, która kogoś pokochała. Więzienie było zbudowane dla starej bogini.

 

Już na koniec: dzięki :) Tak jak wyżej – publikuję tutaj po to żeby się uczyć, a nie chwalić. Twoje “marudzenie” spowoduje, że w przyszłości będę bardziej uważny i zdecydowanie nie będę wrzucać niczego na szybko :)

Pozdrawiam !

Siema,

czytało mi się to wybornie. Jest to jedno z nielicznych opowiadań opublikowanych tutaj, gdzie naprawdę chciałem czytać dalej i szkoda mi było, że to już koniec. Na pocieszenie mam, że jest tego więcej :D

Bohater jest dobrze poprowadzony → mamy ułomność, są więzi emocjonalne (które choć krótko opisane mówią więcej o nim, aniżeli 2 strony maszynopisu). No i mamy jego rozwój – od melepety do kogoś, kto tworzy nowy styl walki.

Kibicowałem mu przez cały czas czytania, z pewnością przeczytam kolejne części. I chociaż uwielbiam twoje stylizacje, to ten styl w twoim wykonaniu o wiele bardziej mi się podoba.

Kliknąć póki co nie mogę, ale zastanowię się nad nominacją.

Poniżej uwagi:

 

I echo kroków w wilgotnych czeluściach podziemi starej warowni, gdzie stary mistrz Keldar prowadził go ku przeznaczeniu każdego dziecka trenującego na wiedźmina.

błąd składniowy?

 

budziła niepokój, niczym kamień rzucony w gładką taflę jeziora

Ładna metafora jako brzmienie, ale nie pasuje mi do bohatera.

 

Wiadomo było tylko, że zaprosił ją Reyhard, tutejszy mag, człowiek o wielkich ambicjach, który chciał odtworzyć chwałę szkoły. → Wiadomo było tylko, że zaprosił ją Reyhard – tutejszy mag, który chciał odtworzyć chwałę szkoły. ( chęć odtworzenia chwały szkoły wskazuje na ambicje, ale to tylko moje czepialstwo :D).

 

– Podsłuchałam pod drzwiami lazaretu. Starsi mówili szeptem. O wynoszeniu ciał. O tym, że żaden nie wytrzymał pierwszej godziny. Rozumiesz? Oni nie żyją. Ty idziesz trzeci. Musisz przeżyć, Koenrad. Za nas wszystkich. Bo ja… ja będę następna. 

przeszło do kolejnego akapitu

 

– Może śpią? – próbował, choć sam już w to nie wierzył. →

próbował co?

 

Wiedźmini, nawet Gryfy, wiedźmini w magii najlepiej szkolone, woleli ryzyko walki niż tę torturę intelektualną. → Nawet Gryfy, wiedźmini w magii najlepiej szkolone, woleli ryzyko walki niż tę torturę intelektualną.

 

Twarz starego wiedźmina, jak zawsze kamienna, skruszała na widok ich nędzy.

Super show, don’t tell

Dzień dobry, bruce. Błędy przejrzę i naniosę poprawki :) Niezmiernie cieszy mnie, że uznałaś żarty za “doskonałe”. Sam długo się zastanawiałem, czy nie są zbyt groteskowe, sprośne, proste. Ostatecznie stwierdziłem, że zostawię tak jak jest – to co tworzymy ma się przede wszystkim podobać nam samym :). Dziękuję za nominację – nie spodziewałem się jej, tak samo jak nie spodziewałem się wygranej :D

Również życzę Wesołych i Pogodnych Świąt, dużo serniczka i mokrego poniedziałku :)

 

Hej, Michael. Tak jak mówiłem rezerwując obraz – on wręcz przemawia. Co prawda moje wykonanie zmierziłoby kustoszy i krytyków, ale jak tylko zobaczyłem “Senne przestworza” skojarzyły mi się z boginią. Co do zakończenia, to pierwotnie Dama miała zabrać Łukasza do sali muzealnej i wciągnąć w ramy obrazu, chroniąc go przed śmiercią, ale 40k zzs nie starczyłoby na rozbudowanie pełnej relacji. Później opowiadanie miało się zakończyć na niszczeniu obrazu Damy, ale lubię Happy Endy :)

Dziękuję za nominację i własne złote piórko. Wrzucając je tutaj w życiu bym nie pomyślał, że zajdzie tak wysoko :)

 

Hej, Bardzie. Ok.

 

Ślimaku

Nie podjąłbym się zgadywać, czy to paryskie lub mediolańskie haute couture za grube tysiące euro, czy giezło wyciągnięte z masy spadkowej po prababce.

To zdanie szczerze mnie rozbawiło :D Ciekawy koncept, fajnie się czytało.

 

Berig

Wcale nie jest za długie, czytało się z przyjemnością. Opis Róży bardzo fajnie oddziałuje na wyobraźnie, w moment stanęła mi przed oczami. Buziaka niestety dać nie chciała :(

Jolu szczerze, to sam nie wiem czemu krzyczały. Miała być scenka z życia wzięta, to wziąłem :P Wydaje mi się, że uciekała właśnie ze względu na pączki, jednak najbardziej w pamięć zapadły mi te przekleństwa, które z ust kogokolwiek nie powinny padać, a już tym bardziej z nastoletnich w kierunku koleżanki. Najbardziej mnie zbulwersowało, że jakieś 20 metrów za nimi szła dorosła kobieta – najprawdopodobniej matka jednej z dziewczyn.

melendur błąd jest celowy :D Cieszę się, że się podobało, a że byś jeszcze zagłosował na starą opkę, to już wgl ^^. Następnym razem postaram się o więcej orków lub innych baśniowych stworów.

marzan dziękuję i dziękuję drugi raz za tak wspaniałe zadanie. Czekam na kolejne !

Wiatr wieje z ukosa. Podnosi grzywkę, muska czoło i zachęca do zamknięcia oczu. Zaciągam się. W nos uderza mnie wiosna: miks mokrej gleby, pyłu i wspomnienia wiecznie zaczerwienionych spojówek z cieknącym nosem.

Słońce w końcu wychyla się zza chmur. Wyciągam głowę do góry, chłonąc ciepło, które na moment rozluźnia napięte mięśnie. Przymykam powieki i nasłuchuję. Pisk dzieciaków goniących gołębie, urwane „kurwy” rzucane w biegu i ten bezimienny stukot obcasów o kocie łby.

Sielankę rozdziera ryk syreny przeciwbombowej. Sztywnieję, serce podchodzi mi do gardła, oczy gorączkowo szukają zagrożenia. Wtedy je dostrzegam. A raczej jego – małego chłopca, któremu właśnie upadła gałka lodów.

Obserwuję, jak matka „pincet plus” klęka z umęczoną twarzą, i odzywa się we mnie bohater. Pasterz, obrońca słabych. Już robię ku niej pierwszy krok, ale się powstrzymuję.

Sześciolatek i tak do okna życia się nie zmieści.

Wyjec w końcu milknie, zmieniając grymas na szczerbaty uśmiech – rodzicielka w końcu skapitulowała, obiecując nowego loda. Gdy idą w stronę Świdnickiej, słyszę jeszcze, jak mały kaszojad próbuje wytargować dodatkową porcję, i parskam śmiechem. Sam sobie przyznaję, że szkoda by go było oddawać.

Poprawiam się na ławce i ponownie zamykam oczy. Minuty rozciągają się leniwie. Nie słyszę wiecznie pikającego telefonu, nie czytam o kolejnej wojnie ogarniającej świat.

– A może byś tak dzisiaj zrobiła schabowe z ziemniaczkami? – dobiega mnie zachrypnięty głos. – Z buraczkami…

Otwieram oczy. Obok przechodzi małżeństwo. Krok mają powolny, ciężki. Kobieta odwraca się do męża i szturcha go pomarszczoną dłonią.

– Nie – odpowiada kategorycznie, a ja mimowolnie odczuwam współczucie do nieznajomego. – Pani doktór mówiła ci…

– Mówiła, mówiła – przedrzeźnia ze złością. – Co ta młódka może wiedzieć o potrzebach prawdziwego chłopa?

– Ty i prawdziwy chłop? – śmieje się staruszka.

– Ja, ja, a kto. Jak dzieci płodziliśmy, to już nie pamiętasz? – rozmarzył się. – A może byśmy tak dzisiaj…

Uśmiecham się. Może sprawiło to szturchnięcie, a może żółte plamki tańczące mi przed oczami, ale przed sobą nie widzę już ludzi na mecie życia. Widzę dwójkę nastolatków cieszących się chwilą.

– No nie wiem – mówi nieśmiało kobieta.

– Pewnie: schabowych nie, seksu nie. Po co mi żyć, skoro… – słyszę jeszcze, nim ciężkie drzwi odetną ich głosy.

Patrzę w to puste wejście i w ustach czuję smak tego schabowego, którego nigdy nie zjem. Prawda jest taka, że moje pokolenie szybciej wymieni partnera niż zepsutą uszczelkę w kranie.

Z tą myślą podnoszę się z ławki i niespiesznym krokiem idę w kierunku ratusza. W powietrzu słychać bicie dzwonów, które nagle przerywa krzyk. Głośny, świdrujący. I znowu. Odwracam się na pięcie i wtedy ją dostrzegam.

Alternatywkę.

Włosy w kolorze malinowym ma ścięte na klasyczny garnek. Zafascynowany patrzę, jak unoszą się w rytmie jej kroków, upodabniając ją do osobliwego grzyba.

Alternativus fungus – przebiega mi przez głowę i krzywię się. Bratanica powiedziałaby, że jestem boomerem.

Dziewczynka biegnie, trzymając w dłoni papierową torebkę. Z daleka już widzę, że w środku ma pączki, i nagle brzuch odzywa się nieproszony. Lubię pączki. Szczególnie te z nadzieniem Kinder Bueno i czekoladową posypką.

Podbiega bliżej, dalej piszcząc jak szalona, a ja przyglądam się jej krytycznie. Z irytacją. W końcu jestem osobą dorosłą, a my, dorośli, tak na młodzież patrzeć musimy – tak przynajmniej sobie powtarzam. Oczywiście nigdy nie przyznamy, że irytacja nie płynie z hałasu, a z faktu, że sami krzyknąć nie możemy.

Twarz ma gęsto obsypaną trądzikiem. Zza kwadratowych oprawek, które nerwowo poprawia, patrzą inteligentne oczy. Wygląda na prymuskę w fazie buntu – w sercu śpiewa jej Sanah, ale w domu puszcza na cały regulator Metallicę, by chwilę później, ze spuszczoną głową, przepraszać sąsiadkę spod dwójki za traumę jej dwóch kotów. Może właśnie tak rodzą się legendy o satanistach i Bogu ducha winnych dachowcach.

Mija mnie, wzburzając powietrze zapachem pączków i taniego dezodorantu, po czym kuca za krasnalem stojącym na kamiennej kuli.

– Kurwa! – dziewczęcy głos za moim plecami tnie powietrze.

Odwracam się. W moją stronę biegnie kolejna nastolatka. Jej twarz, która równie dobrze mogłaby należeć do Kazimierza, jak i do Helgi, wykrzywia wściekły grymas. Ciężkie policzki pokrywa purpura, a na wardze radośnie tańczy wąsik – chluba każdego krzepkiego ósmoklasisty. Słońce odbija się od szyby, trafia mnie w oko i nagle świat wiruje: to nie jest już czternastolatka, to szarżujący ork z toporem.

– Szmata! – krzyczy z furią.

Ork bierze potężny zamach i widzę, jak ostrze zbliża się do podstawy tuż pod różowym kapeluszem. Odruchowo zamykam oczy, nie chcąc patrzeć na grzybobójczą kaźń.

– Ej! – słyszę nieśmiałą próbę obrony.

Mrugam kilka razy i świat wraca do normy. Przede mną znów stoją dwie nastolatki. Śmieją się, droczą, jakby nic się nie stało. Jedna jest przyjaciółką, a druga kimś, kto ją świetnie udaje.

Słońce ponownie chowa się za chmurą. Kieruję się na parking, mijam matkę biegnącą za dziewczynkami, a w głowie krąży jedna myśl, która bardziej stara się być życzeniem.

Chciałbym, żeby świat wrócił do normy, gdzie dzieci mówią jak dzieci, a dorośli tych dzieci słuchają.

Myślę, że jeżeli skomentuję wszystkie opowiadania jako “super”, to będzie za mało, tak więc:

Bardzie twój tekst oczywiście czytało mi się bardzo przyjemnie, choć był on niepokojący. W życiu bym nie chciał spotkać takiego “pana” na przystanku. Wystarczy mi już szlachta alkoholowa i stres, że może tym razem bilet nie nabił się na kartę.

marzanie w swoim tekście zawarłeś moje dwa koszmary w jednym, ale z chęcią bym zobaczył tam te wspomniane dzieci :D 

Jolu absurd w twoim opowiadaniu szczerze mnie rozbawił, nie spodziewałem się takiego zakończenia :P

HollyHell91 na początku myślałem, że twoje opowiadanie będzie humorystyczne, ale z każdym kolejnym zdaniem czułem coraz większy niepokój. Tak więc powtórzę się: Super!

CZARNA2 zbudowałaś gęsty klimat. Opisy są bardzo plastyczne, wręcz (niestety) czułem zapach tej starszej pani. Czytając twój tekst skojarzył mi się on z Neilem Gaimanem. 

melendur przy twoim tekście parsknąłem dwukrotnie na głos, a kilka razy było temu blisko. Humor chociaż występuje, to również współgra z grozą, którą stworzyłeś :)

OldGuard twój tekst podobał mi się najbardziej. Już pomijając fakt, że ten sąsiad idealnie opisuje mnie ( z tym, że ja biegnę na samochód, który pojedzie kiedy chce. Tak przynajmniej się tłumaczę z każdego spóźnienia.), to tekst posiada drugie dno. Podkreślasz coś o czym się wie, ale jakoś nigdy nie zwrac się na to uwagi.

Cześć, ciekawy fragment. Jeżeli jest to część Twojej powieści, to poprawnym oznaczeniem powinno być FRAGMENT → wnioskuję również po Twoim opisie na profilu :)

Hej,

opowiadanie podobało mi się ( jak chyba każde spod Twojej klawiatury, które miałem okazję czytać :)). Stylizacja nie męczy, wręcz powoduje, że czyta się przyjemnie i pomaga zagłębić w historię. Fajnie pokazana ewolucja bohaterki: z pasjonatki botaniką sama się nią staje. Zakończenie jest mroczne i przewrotne.

Cześć, 

super short. Napięcie towarzyszyło mi prze prawie całą lekturę, czytało się to niesamowicie sprawnie, a sama historia jest bardzo ciekawa. Fajnie, że wycieczka była inspiracją do napisania tego opowiadania :)

Cześć Jerry, 

przyznam, że z niecierpliwością wyczekiwałem Twojego tekstu. Jak na osobę, która prawie do każdego tekstu ma zarzuty, sam piszesz przeciętnie. Przez bardzo długi czas przeglądając komentarze, zastanawiałem się czy jesteś wybitnym literaturoznawcą, czy też najzwyklejszym trollem internetowym.

Występują powtórzenia, zdania są schematyczne, a sama historia od samego początku nie porywa. Tekst posiada luki logiczne oraz nielogiczne metafory. Osobiście short mnie nie porwał, wręcz czytałem go na siłę, ale się poświeciłem z w/w przyczyny :)

To ja widzę to tak: jest 4 jury, każdy z was może dać 1,2,3,4 pkt na opowiadanie.

Bordowy → dyskwalifikacja

Czerwony → 1 pkt

Zielony → 2 pkt

Granatowy → 3pkt

Złoty → 4pkt 

I jest to oczywiście punktacja od Ciebie :D

Piórka w kałamarzu są mylące, ale myślę, że nie mają większego wpływu ( pojawiają się 3 kolory złoty, srerbeny i brudny srebrny/brązowy? xD) i jest to raczej błąd AI. 

Hej,

pomysł na opowiadanie ciekawy, bardzo przygodowy. Niestety od początku się gubiłem.

W trzecim akapicie opisujesz bohaterów, a dopiero później przedstawiasz ich z imienia. Szczerze mówiąc przy późniejszym czytaniu gubiłem się kto jest kim. Blondynek, wąsacz, czarnowłosy. Opowiadanie zyskałoby na czytelności, gdybyś posługiwała się imionami.

Od pierwszego akapitu miałem wrażenie, że narracja jest trzecioosobowa ograniczona i głównym bohaterem jest Digo. Później następuje headhopping (wymienię poniżej) i osobiście nie byłem się w stanie zżyć z bohaterami. Według mnie opowiadanie wypadłoby o wiele lepiej, gdybyś “siedziała” w głowie jednego bohatera na jedną scenę. 

Dialogi bohaterów, choć są sympatyczni, brzmią bardzo podobnie i brak didaskaliów utrudniał rozpoznanie kto co mówi.

Poniżej sugestie, które są sugestiami. Olej lub zaaplikuj :D

Na czele tej czwórki szedł blondynek, bardzo krótko obcięty, tuż za nim podążał masywny czarnowłosy młodzieniaszek, a trzecim był modnie ostrzyżony chłopaczek z delikatnym jeszcze wąsem ukrywającym zajęczą wargę. Pochód zamykał najstarszy z nich, bliznowaty ze śladami po ospie, Digo. Wszyscy mieli kocie oczy.

Młodzieniaszek/chłopaczek → taki trochę rym częstochowski.

Kilka miesięcy statkiem tylko po to, żeby dostać się do jakiejś dziury zwanej Port Jackson. Po drodze minęli małą wyspę, na której przebywali młodzi chłopcy, tak jak oni, i Port Arthur, który z obozu drwalskiego przeistoczono w największą kolonię karną. Głównym celem było „zmienić łotrów w uczciwych ludzi”.

“Tak jak oni” → nie wiem czy dobrze zrozumiałem, ale Digo jest opiekunem/ nauczycielem, więc jest starszy?

Ruben wzruszył ramionami, mając wrażenie, że kawałek jedzenia nadal tkwi w zębie. Czas było sięgnąć po drastyczniejsze środki.

headhopping

W tak zmiennych warunkach nieumiejętne i lekkomyślne postępowanie może mieć fatalne skutki.

Można usunąć, poprzedni akapit jasno nakreśla zagrożenie.

Ruben spętał konie, wrócił szybko do ogienka i przysiadł obok Feta, kuląc się z zimna. Temperatura spadała bardzo szybko i wiedźmin podejrzewał, że w nocy może być nawet zero stopni.

Ogniska?

Siedliście i szepczecie jak para zakochanych gołąbeczek.

Gołąbków

Ruben odczekał, aż Digo zniknie między trawami i szepnął.

Kiedy Digo wstał i poszedł? Można zrobić z tego kolejną scenę.

Nasz przynęta poszła za potrzebą – uśmiechnął się paskudnie blondynek.

Zjadło „a”.

Digo grzmotnął o ziemię jak długi i wił się po niej niczym robak nabity na haczyk, to cząc przy tym pianę z ust.

Spacja

– Trzeba go spalić – powiedział spokojnie i beznamiętnie masywny wiedźmin.

Wystarczy beznamiętnie

Musieli wziąć towarzysza ze sobą, z nadzieją, że szybko znajdą odpowiednie miejsce i warunki, albowiem ciepło nie pozwalały, go wozić.

Pozwalało. Zdanie również jest trochę niezgrabne.

Rubenowi nie trzeba było powtarzać, rozchlastał rękę zmarłego aż do łokcia, co nie było zadaniem łatwym.

Można rozbić → Rubenowi nie trzeba było tego powtarzać dwa razy. Z trudem rozchlastał rękę zmarłego aż do łokcia.

„Wskazówki, które zostawił Digo, doprowadziły ich i z mniejszymi lub większymi problemami, dotarli na zawody.”

Wskazówki, które zostawił Digo, doprowadziły ich z mniejszymi lub większymi problemami, aż w końcu dotarli na zawody.

– Są już chyba wszyscy – mruknął Sken, przyglądając się, w jakiej ilości przybyli Koty.

Przybyły

Cześć!

Zaczynasz tworzyć bardzo fajne uniwersum, do którego chce się wracać. Z chęcią przeczytałbym całość jako powieść. :)

PS Mit o Korze jest jednym z moich ulubionych (przegrywa z Orfeuszem i Eurydyką).

Jak najbardziej masz rację :) Riordan opisywał krwawienie bogów jako złote smugi, płynne złoto etc., ale tak jak napisałeś: czytelnik nie miał czasu na zastanawianie się nad kolorem :) Dodatkowo, tylko ja się przyczepiłem do tej nieścisłości, więc proszę zignorować :P

“wstęga krwi” dalej będzie mi się kojarzyć z czerwonym. Może po prostu wstęgę ichoru? 

Cześć, do Twojego tekstu wcześniej podchodziłem dwa razy i dwa razy się poddawałem, bo ktoś zawracał mi głowę. Nie chciałem go czytać w przerwach, na kolanie – od pierwszego akapitu zapowiada się dobra historia.

Tak jak ktoś wspomniał w pierwszym komentarzu – motyw jest często wykorzystywany, ale Ty ograłeś go na swój sposób. Dziewczynka co prawda podchodzi do śmierci z nadmiernym entuzjazmem, ale w tym tkwi cały jej urok. W żadnym stopniu mi to nie przeszkadzało.

Charon w tekście przywiązuje się bardzo szybko do Nili, ale też jako czytelnicy nie widzimy tego, co jest pomiędzy. Wierzę, że naświetliłeś te najważniejsze momenty, a te mniej dalej gdzieś tam istnieją i kiedyś je poznamy :) W końcu czas przy brzegu Styksu biegnie inaczej.

Sprzeczka o kolor łodzi szczerze mnie rozbawiła i pokusiłem się nawet o cichy chichot. Jedynie co jest dla mnie niejasne, to:

„Ciało nabierało prędkości, zostawiając za sobą krwawą wstęgę”.

Charon jest istotą boską, potomkiem bogów, więc w jego żyłach powinien płynąć ichor, który jest złoty. „Krwawa” kojarzy mi się z czerwonym, chyba że w domyśle i czymś oczywistym miało być, że szlaczek pozostawiany przez jego ciało jest złoty. Jeżeli tak, to z góry przepraszam :)

Tekst czytało się wyśmienicie i z niecierpliwością czekam na kolejne z serii :)

Akurat wszedłem na portal i zobaczyłem Twoje opowiadanie. Kliknąłem, chciałem dodać do kolejki, ale jak zobaczyłem ilość słów, to stwierdziłem, że od razu przeczytam :D

Cześć, 

nie wiem czy taki był zamysł, ale te bloki tekstu mnie zmęczyły. Oznaczyłeś opowiadanie jako uczestniczące w konkursie, a nie ma ani tytułu, ani obrazu, ani wspomnienia o samej szanownej autorce.

Osobiście było mi się ciężko skupić, ale też przedstawiasz portret osoby chorej, ogarniętej obsesją – może taki właśnie był twój zamysł. Początek czytałem z zainteresowaniem, które z każdym kolejnym zdaniem malało.

Dziękuję Outta Sewer, tak też zrobię :D

Ja również nie lubię tematyki wojennej, ale podałaś ją w taki sposób, że chciało się czytać. Na początku lekko się zatrzymałem, jednak później szło gładko jak po maśle :)

Witek jest melepetą życiową. I nie chodzi tutaj o to, że mu się nie powodzi. Po prostu narzeka i to strasznie dużo. Gdy nagle postanawia wbiec w ogień, pojawił się pierwszy zgrzyt, ale bardzo ładnie to ograłaś. Pomimo tego, że narzeka, to postanawia się zmienić i zrobić coś, co nie pasuje do jego charakteru. I tutaj mamy pierwsze złamanie bohatera.

Kolejnym zgrzytem jest Miriam. Dziewczyna spotyka obcego mężczyznę na ulicy i postanawia mu pomóc. I znowu: ładnie to ograłaś. Jest wojna, jest getto. Ludzie sobie pomagają, bo sami mogą tej pomocy potrzebować jutro.

Przechodzimy do sceny, gdzie Witek stoi na mostku z Miriam. Jest tutaj drugie przełamanie bohatera.

Przez całe życie mylił dyskomfort z cierpieniem. Zwolnienie z pracy, kosz od dziewczyny, rodzina, która go nie rozumiała – całe to starannie skatalogowane nieszczęście, które nosił ze sobą jak wór kamieni, było tylko niepokojem człowieka, któremu dużo dano i mało zabrało. Tu, na wysokości kilku metrów, ten wór po prostu zniknął.

W kilku zdaniach podsumowałaś społeczeństwo. W dzisiejszych czasach problemy zawodowe, zdrady, brak wystarczających funduszy na tak bardzo kuszący konsumpcjonizm są dla dużej części ludzi katastrofą. Bo jak to tak? Nie mogę mieć nowego iPhone’a? I Ty pokazujesz, co tak naprawdę tą katastrofą jest lub było. Szczególnie teraz, gdy przyszłość wydaje się niespokojna.

Chociaż jest to opowiadanie o ciężkiej tematyce, to udało Ci się mnie wzruszyć. Pierwszy moment, gdy łezka poczuła bunt i chciała się wydostać, to moment, gdy Miriam, mimo tego, że może uciec z getta, postanawia zostać dla mamy.

Drugiego momentu się nie spodziewałem. Witek zabiera zdjęcie ze spalonego mieszkania i oddaje staruszce. I tutaj znowu zakręciła się łezka.

Super opowiadanie i gratulacje!

regulatorzy jak zawsze chylę czoła :) Cieszę się, że opowiadanie było na tyle interesujące, że nie przerwałaś czytania i podzieliłaś się uwagami, które są dla mnie niezwykle cenne. 

Dziękuję za łapankę !

Outta Sewer Siema! To ja może zacznę od końca :D

Dzięki za podzielenie się tym tekstem. 

To ja dziękuję za tak obszerny komentarz.

Gorzej Ci wyszła postać Łukasza, bo to, że umiera i chce jeszcze pożyć to nieco za mało – w Twoim opowiadaniu, pomimo, że pełni on rolę postaci pierwszoplanowej, przez całą lekturę miałem wrażenie, jakby był postacią tła. 

Jest to dla mnie bardzo celna uwaga. :) Mam tendencję do przegadywania i nie potrafię jeszcze w odpowiedni sposób ciąć tekstu. Jak grafomańsko piszę książkę, to mam czas na rozbudowanie postaci, pokazanie świata i wrzucenie wszystkich pomysłów, które mnie bawią. Opowiadanie rządzi się trochę innymi prawami i dalej się tego uczę.

Poświęciłeś też trochę miejsca motywom, które nie popchnęły fabuły do przodu, za to dodały kolorytu przedstawionej opowieści – chodzi mi tutaj o motyw z tańcem Japonki na przykład. Równie dobrze mogłoby go nie być, bo jego brak nie zaszkodziłby opowiadanej historii, a mimo to, nie był zupełnie bezcelowy, bo pozwolił Ci na dopełnienie (nomen omen :)) obrazu Skarbu Narodowego.

I też przechodziło mi przez głowę, żeby go wyciąć, ale najzwyczajniej było mi szkoda :D

Mam nadzieję, że żadna moherowa babcia nie przeczyta tego opowiadania, bo jeśli to zrobi, to za pijusów i zbereźników apostołów ani chybi poprosić Świętą Panienkę o zagrzybienie Ci mieszkania. I oby tylko mieszkania, naaah mean? ;)

Oby! Na grzyba to jeszcze tabletki i maści kupię. Gorzej, jak zadzwoni do Ojca Prezesa – nie obejrzę się, a przyjedzie zgraja w mercedesie od bezdomnego.

Dziękuję za wytknięcie błędów językowych :) 

Jednak jedno – źle to brzmi. Spojrzenie zamkniętych powiek – nie ma czegoś takiego, bo zamknięte powieki nie posyłają spojrzeń. Podkreślone mówi mi coś takiego: jedno spojrzenie zamkniętych powiek sprawiało, że serca najtwardszych mężczyzn galopowały, w czym nie pomagały rzęsy. Wiem, co chcesz powiedzieć, ale w tej formie ten fragment nie ma sensu. 

Gdy pierwszy raz zobaczyłem „Senne przestworza”, to pierwsze, co mi się rzuciło w oczy, to właśnie te zamknięte oczy. Na nich zbudowałem koncept całego opowiadania – po prostu wiedziałem, że muszą być zamknięte. Wiem, że „spojrzenie zamkniętych powiek” jest mylące, ale też nie miałem pomysłu, jak inaczej to określić.

To, co mi się tutaj nie spina to kilka informacji: niemożność usunięcia obrazu, który wgryzł się w ścianę, sprawiłoby, że ów obraz stałby się supersławny.

I obraz jest sławny. Starałem się zasygnalizować to w dialogu Damiana: „To jest ten obraz, co zsyła klątwy na ludzi?”. Dlatego też jest otoczony barierkami i pilnowany przez ochroniarza z „powiększoną pałką”. Jeżeli chodzi o sny, to pojawiały się przebłyski z jego podróży z Damą – takie mini flashbacki, które nie wskazywały jasno gdzie, jak, kiedy oraz z kim dokładnie. Rozumiem, że może być to nieścisłe, dlatego też jest to dla mnie kolejna celna uwaga. :)

Aha, no i nie wzruszyłem się ani przez moment, jak niektórzy komentujący. Ale to nic złego, bo nawet jeśli celowałeś w ten efekt, to przecież pewnie zakładałeś, że znajdą się takie nieczułe dziady jak ja, które pozostaną emocjonalnie obojętne :)

Następnym razem postaram się bardziej :D

Jeszcze raz bardzo dziękuję!

 

 

Koala75 dziękuję! :)

Cześć,

czytało się to niesamowicie – od pierwszego słowa nie można się oderwać. Poruszyłeś tematykę wykorzystywania dzieci, kontroli społeczeństwa oraz jego upadku i pokazałeś, jak świat może wyglądać, jeżeli wszystko runie.

Niesamowicie poruszyła mnie scena, w której Floriana spogląda na Chiarę i wspomina, że jest ona wykorzystywana seksualnie, a co gorsza – traktuje to jako coś normalnego. Relacja z rodzicami jest skomplikowana: z jednej strony chcą lepszego życia dla dziecka, z drugiej są chciwi – o ile można tak nazwać pragnienie wyrwania się z biedy. Niestety wygrywa to drugie i to łamie czytelnika, bo niby rozumiesz ich motywy, ale wcale tego nie chcesz.

Zastanowiła mnie również relacja z robotem. Pokazuje ona, jak AI może zmienić nasze życie: będziemy mu bezgranicznie ufać i oczekiwać pocieszenia, a w zamian otrzymamy manipulację.

 

Nie mogę kliknąć, ale jeżeli dobrze rozumiem, to mogę je nominować do najlepszego opowiadania, co też uczynię :)

PS. Żałuję, że w konkursie jest limit znaków. Z chęcią przeczytałbym więcej.

Bardzo fajna personifikacja :) Tekst w bardzo plastyczny sposób mówi o przemijaniu oraz o marzeniach, które każdy z nas posiada i ich nie realizuje. Dotyka i daje do myślenia.

Mój człowiek nie nauczył mnie sięgać po marzenia. Jasne, miał ich wiele, karmił się przez lata pięknymi wizjami, ale żadna nie ujrzała nigdy światła dziennego. → jest to bardzo głębokie.

Marszawa witam uprzejmie kolejnego członka jury :)

Cześć, bardzo fajne opowiadanie. Początek trochę mi się dłużył, ale wraz z biegiem opowiadania historia stawała się coraz ciekawsza. Bardzo ładnie pokazany dualizm: Michał wybiera miłość do człowieka, nie bacząc na jego niedoskonałości, a Lucyfer wybiera nienawiść w imię ochrony Zamysłu.

Powodzenia w konkursie! :)

regulatorzy dziękuję za komentarz i wskazówki, już je wprowadzam :)

Robert Raks dziękuję :)

OldGuard dzięki za klik!

marzan, dziękuję za wskazanie błędów, których w życiu bym sam nie zauważył – pokazuje to, jak wiele się jeszcze muszę nauczyć :). Co do rubaszności, sam się zastanawiałem, czy jej nie zmniejszyć, ale dla mnie wzruszenie wybrzmiewa lepiej, gdy wcześniej jest śmiech.

 

Trudno jest mi to sobie wyobrazić. Cieni czego? Poza tym w muzeach dzieła zwykle są eksponowane. 

Chciałem podkreślić, że obraz wisiał na uboczu: niepodziwiany, porzucony, zapomniany przez kustoszy.

 

OldGuard, anegdota zacna :D Ja kiedyś czytałem, jak młodzi chłopcy w San Francisco, znudzeni podziwianiem, postanowili przetestować zwiedzających. Położyli okulary na podłodze i obserwowali, jak wokół nich zbiera się grupa ludzi dyskutujących nad „sztuką”. Dziękuję bardzo za klika, a zgłoszenia w życiu bym się nie spodziewał :D Zapis dialogów pieczołowicie przestudiuję.

To nie powinno już zadziałać jako życzenie?

Koncept jest taki, że musi wypowiedzieć “życzę sobie”. Sam to przeoczyłem przy pierwszym życzeniu, dlatego też jest to bardzo mylące.

Czy nie powinien być ostrożniejszy w wymawianiu życzeń? Poza tym nie dostał tego, co chciał – dostał kasyno, nie koncert. Chyba że kluczowe jest “zagram losowi na nosie”, ale moje pierwsze skojarzenie w tym zdaniu to był jakiś festiwal muzyczny, nie hazard

“zagram losowi na nosie” jest kluczowe. Później Dama zabiera go do Muzeum, gdzie jest spełnione życzenie dotyczące muzyki.

 

Jeszcze raz bardzo dziękuję za wskazanie błędów. Jutro na spokojnie przysiądę i wszystko poprawię, teraz niestety muszę robić krokiety na imprezę. 

 

Piekielne te małe fasolki! Super opowiadanie – pełne ciepła i humoru. Czytając je, aż miałem ochotę znaleźć wehikuł czasu, wrócić się dziesięć lat wstecz i znowu usłyszeć to słodkie, a po którymś razie irytujące: „A co to?”.

W jaki sposób przychodzą na świat dzieci? Na pewno to dla was jasne, tego nie wiedzą tylko przedszkolaki i prawicowcy.  → kocham

 

Wiecie, w jaki sposób ludzie się w sobie zakochują? Na pewno to dla was jasne, tego nie wiedzą tylko przedszkolaki i zacietrzewione feministki.​ → kocham jeszcze bardziej

 

MichaelBullfinch Dzień dobry :)

melendur88 dzięki za budujący komentarz i cieszę się, że siadło :D Również życzę powodzenia!

Cześć,

na plus pomysł i dialogi :)

Też dam rady od siebie: czytaj tekst na głos, poprawia on rytmikę. Tam gdzie się zacinasz, to znaczy, że coś nie gra. Czytaj dużo, pisz jeszcze więcej. Analizuj teksty swoich ulubionych autorów, zastanawiaj się co Ci się spodobało w danym zdaniu. Patrz na szyk i jak płynie melodia zdania.

Z książek, które mogę Ci polecić na start:

“O pisaniu. Na chłodno” Mroza. Język ma bardzo przystępny i opowiada o tych samych bolączkach, co myślę, że spotykają każdego.

“Magia słów. Jak pisać teksty, które porwą tłumy” Joanny Wrycza-Bekier. Dowiesz się czego unikać w konstrukcji zdań oraz jak je budować, żeby nie nudziły czytelnika.

I najważniejsze: nie poddawaj się!

Siema :D

Stary, powiem ci, że czarujesz mnie tym stylizowaniem języka. Płynie, leci, miło się słucha. Opowiadanie bardzo ciekawe. Czytałem w pracy i wręcz się irytowałem, gdy ktoś wyrywał mnie z immersji. Pierwsza połowa opowiadana przez Nawojkę podobał mi się o wiele bardziej, było tam coś magicznego – czułem się jakbym siedział w kuchni u babci i słuchał jej historii. Oczywiście w nowocześniejszym języku. Z resztą Twoja poprzednia stylizacja budziła we mnie podobne uczucia :D

Czytanie tego było dla mnie czystą rozkoszą.

Pozdrawiam!

Berig, dzięki za odwiedziny :D Przyznam szczerze, że przed publikacją powyższego opowiadania nie czytałem twojego. Nie chciałem zakłócać swojej wizji :D Jeżeli chodzi o motyw opowiadań, to myślę, że sam obraz nas naprowadził. Im dłużej go analizowałem, tym bardziej ciągnęło mnie w tym kierunku. „Senne przestworza” mają w sobie coś takiego, co skłania do rozważania nad śmiercią. Jest bardzo melancholijny, ale też daje pewne ukojenie. Dlatego też w obu opowiadaniach śmierć nie jest końcem, a początkiem nowej drogi :) Dzięki bardzo za wyłapanie literówek. Poprawię je, jak w końcu wrócę do domu :D

Bruce, dzień dobry, kłaniam się nisko :)

CZARNA2, cieszę się, że się pojawiła :D Długo zastanawiałem się, czy historia wybrzmi tak, jak powinna, i czy rubaszność nie przyćmi wrażliwości Damy.

Chalbarczyk, dziękuję za odwiedziny, klik oraz wyłapanie „krzywienia się”. Przejrzę i poprawię, jak tylko będę miał czas. Cieszę się, że historia Ciebie zainteresowała :)

Witam konkursowego brata! :)

Opowiadanie spodobało mi się, nawet bardzo. Pierwsza część, dotycząca umierania, jest napisana bardzo obrazowo – czuje się pogodzenie bohaterki ze śmiercią. Mały zgrzyt: nie rozumiem, dlaczego ksiądz był ważniejszy od „Kubełka” (swoją drogą, bardzo podoba mi się to zdrobnienie).

Bardzo ładnie opisałeś omamy i wolność od bólu. Mniej więcej właśnie tak sam bym to sobie wyobraził.

Przeskok, choć zapowiedziany, jest bardzo nagły. Na chwilę wybiło mnie to z rytmu, ale zaraz znowu zagłębiłem się w historię. Pokazałeś „życie” po śmierci w wyjątkowy sposób, dający do myślenia. Termin „Pervity” nieco mnie wyrzucał, ale tak już jest ze słowotwórstwem. Nawet teraz wyszukałem to słowo w przeglądarce i pojawiła mi się strona z filmami 18+! :D

Spodobał mi się również koncept tego, że dusza nie ma płci. Nie widzę w tym żadnego narzucania ideologii. :)

Opowiadanie zdecydowanie zasługuje na trafienie do biblioteki i kliknąłbym, gdybym mógł.

 

– Ale co ci szkodzi? Przecież jeżeli Bóg nie istnieje, to nie poniesiesz żadnej konsekwencji z powodu przyjęcia sakramentu, a jeżeli istnieje, to dajesz nam szansę spotkać się po tamtej stronie… – Kuba gestykuluje z przekonaniem. Jest pełen uniesienia. → jest to trafne podkreślenie hipokryzji kleru i wiary :)

Cześć, mega przyjemnie się to czytało. Humor pasuje, tempo pasuje, wszystko pasuje :D Również bardzo podobała mi się stylizacja nieszczęsnego Diuka.

Pytanie tylko, co biedna kobyłka zrobi, jak na romanse najdzie go ochota?

Sedno problemu :D Ale… wprowadzasz słowiański klimat, który teraz leci na dużej fali. Rynek polski jest zalewany chłamem zza granicy – wszędzie silne, niepokorne kobiety szukające miłości życia. Najlepiej przystojnej, bogatej i z dzyndzlem, który biologicznie jest niemożliwy. Osobiście się tym przejadłem.

Potrafisz pisać teksty humorystyczne – Belzebub – więc może warto gdzieś to tam połączyć. Nie musi być takie samo jak powyżej, ale trochę szkoda marnować świat :)

 

Siemka,

na wstępie nie zgodzę się z tym, że samotne matki nie są poruszane w opinii publicznej. Żyjemy w coraz bardziej wyizolowanym społeczeństwie, gdzie relacje umierają, zastępowane dopaminą z SM. Zgodzę się jednak, że motyw samotnej matki jest rzadko poruszany w literaturze :)

Co do tekstu jest on bardzo ładny, wzruszający. Melancholia wyziera z każdego zdania. Bardzo spodobała mi się antropomorfizacja lęku samotnej matki – coś z czego niby człowiek zdaje sobie sprawę, ale nie do końca. Twój tekst pozwolił mi na głębsze spojrzenie.

Jeżeli chodzi o zdania i rytm, to chylę czoła :) Bynajmniej nie jest to tekst, który wygląda jak “AI”.

Pozdrawiam

Dzień dobry, pani Bukietowa!

Opowiadanie mnie nie porwało; pod koniec wręcz musiałem czytać kilka razy, żeby zrozumieć, o co chodzi. Tomek przywozi Gośkę, jest kąpiel, ta wskakuje do dołu – dalej nie wiem po co. Fajerwerki, dym, kobiety cofają się przerażone, podczas gdy jedna nadal jest w dole z kompostownika. Myślę, że zdecydowanie lepiej by mi się to czytało, gdybym znał poprzednią część.

Jeżeli chodzi o język, jest on przystępny i zrozumiały. Sceny są spójne i wynikają jedna z drugiej, więc nie miałem problemu z odnalezieniem się w historii, za wyjątkiem końcówki. Zdania piszesz bardzo ładnie, ale pojawiają się literówki, powtórzenia oraz – moim zdaniem – niezgrabne sformułowania. Choćby poniższe:

Kobieta gryzła wnętrze policzka i stukała palcami wskazującymi o siebie. → Skojarzyło mi się to z nastolatką, która robi „UwU”, a nie z dojrzałą, zamyśloną kobietą.

Mam nadzieję, że uwagi będą pomocne, a nie „łamiące pióro”. Widzę talent i bardzo ładny warsztat, ale dzielę się spostrzeżeniami, które przeszkadzały mi w odbiorze tekstu.

Pozdrawiam!

betweenthelines, bardzo dziękuję za odwiedziny :). Niezmiernie cieszę się, że tekst przypadł Ci do gustu i dostrzegłaś różnorodność Damy. Co do akcji, to masz rację – za dużo obrazów pojawiało mi się w głowie i wszystkie chciałem upchnąć w jednym opowiadaniu. Wyszło, jak wyszło – pokazuje mi to, jak wiele się jeszcze muszę nauczyć :D

ostam, dziękuję za komentarz i celne uwagi :). Jeżeli chodzi o moce Damy, starałem się zasygnalizować je wcześniej. Lustro jest portalem, przez który może przechodzić w dowolne miejsce świata. Możliwość zmiany ubioru została zasygnalizowana w momencie poprawy po pierwszym powrocie do muzeum, a jeżeli chodzi o taniec Japonki, to na wstępie było zaznaczone, że Muzeum Narodowe jest jedną wielką imprezą po zmroku. Rozumiem jednak, że nie wybrzmiało to w taki sposób, jaki bym chciał. Jeżeli chodzi o Damiana, to jest to wnuk Łukasza – chłopaka, którego życzenia spełniała Dama. Literówkę już poprawiam.

Hej, super opowiadanie. Humor bardzo mi podszedł, a rozmowa handlowa jest baaaaaardzo naturalna :D Co prawda przez pierwsze akapity myślałem, że użył zestawu do powiększenia czego innego, później, że glonojad miał służyć jako kurtyzana w wersji akwarystycznej, a na końcu taka niespodzianka. Biedna Pusia. 

CZARNA2 zachęcam cieplutko :) Mogłaby nawiązać relację z basiorem – uwięzionym księciem piekieł? – i ratować świat.

Tak już abstrahując od treści opowiadania, to mam wrażenie, że twój warsztat się poprawił :) Jest bardziej zwięzły, angażujący.

bruce, a ja się zgadzam z CZARNA2 – piszesz pięknie, klimatycznie. Jak taka gaduła z Ciebie, to poproszę o to gadulstwo w opowiadaniu devil

Tekst, choć krótki, jest naprawdę inspirujący. 

Hej! W Bieszczadach, wstyd przyznać, nigdy nie byłem. Po Twoim tekście będzie to chyba kolejny kierunek na zbliżające się wakacje.

 

Dzięki za przywołanie lata – tego ciepłego, leniwego, sielankowego i polskiego.

Cześć, kolejny bardzo fajny tekst z potencjałem na dłuższą formę (przy zmianie zakończenia oczywiście). Powiem ci, że z chęcią przeczytałbym książkę w tym uniwersum :) 

Hej, tak jak wyżej, jest za duża liczba bohaterów i człowiek się gubi w tej historii. Brak didaskaliów też robi swoją robotę.

Siemka, bardzo ładne opowiadanie. Miejscami troszeczkę przydługie, ale koncept super. W jednym momencie nawet się troszeczkę wzruszyłem.

To, do czego mogę się przyczepić, to nadmiarowość słowa „jakby”, choćby w zdaniu: „rodzina jakby o niej zapomniała” – to „jakby” jest niepotrzebne. Rodzina o niej zapomniała.

 

Cześć Jolu, piękny, melancholijny tekst:) Najbardziej spodobały mi się te dwa zdania:

Zapomniał, że ludzie słyszą, ale nie słuchają. Rozumieją, ale nie akceptują. 

Takie proste, a zarazem takie głębokie.

Gratuluję.

Cześć, historia ciekawa, chętnie poczytałbym więcej. Jedynie do czego mogę się przyczepić to wielkie bloki tekstu. Rozumiem zamysł, ale osobiście gubiłem się i musiałem wracać. Jak najbardziej jest to tylko moje odczucie, ale pomyślałem, że napiszę :).

Bardzo fajny pomysł. Końcówka niespodziewana, przewrotna i pozostawiająca uśmiech na twarzy. 

Dziękuję bardzo za komentarze :) 

bruce Oko jest wewnętrznym awatarem Budynku, taką jego emanacją, która dostaje ręce i nogi ( w jego przypadku fundamenty i ściany nośne). Belzebub żyje we mnie już od ponad pół roku, tylko w przeciwieństwie do CZARNA2 jest władcą kiełbasy i suchej krakowskiej, a nie piekieł :D Dziękuję bardzo za klik.

melendur88 dziękuję bardzo za klik i ten cudowny komentarz :D Pratchett jest jednym z moich największych idoli i to porównanie jest miodem na moje uszy, czy tam też poszarpane pióro. Gratuluję i bardzo się cieszę, że w końcu możesz klikać :)

MichaelBullfinch masz w 100% rację i dziękuję za celną uwagę. Wrzucałem pod wpływem chwili, bez żadnego pomyślunku i efekt jest jaki jest.

Storm tak jak wyżej i dziękuje za informację zwrotną. We mnie historia żyje, jest częścią czegoś większego nad czym obecnie pracuję i ja ją widzę przed oczami, ale zapominam to “widzenie” przelać na papier. Dziękuję za info zwrotne. 

CZARNA2 najważniejsze, że priorytety ma zachowane, jeszcze biedak by nam zdechł :D

Pierwszy akapit nawiązanie do Mroza? :) Duże nagromadzenie wulgaryzmów. Jak rozumiem, taki był zamysł, niestety mnie wyrzucał z immersji. Tak jak napisałeś – tekst dosyć ciężki, ale ciekawy. Nie rozumiem jednak, dlaczego bohater “miał nadzieję” znaleźć lusterko we własnym plecaku. Co prawda jest przepastny, ale nie dorównuje rangą kobiecej torebce :)

Hej, przyjemnie i szybko się czytało . Zderzenie sacrum z profanum zawsze działa. Taka mała ciekawostka: w jednym z uniwersów, które piszę, również występuje Belzebub, aczkolwiek u mnie jest on słodkim, zmutowanym psiakiem.

Ślepota mnie dopadła i nie wyłapałem. W przypadku Leszka było to celowe, jako kreacja postaci. Co do Sosnowca, to dziękuję za zwrócenie uwagi i jak najbardziej masz rację, co do możliwości wymyślenia innej nazwy. Co do aliteracji, to czysty przypadek. I odpowiadając na pytanie: jestem z Wrocławia :)

Czytając pierwszą część miałem wrażenie, jakbym siedział przy ognisku i słuchał opowieści toczonej przez dziadka ( oczywiście w języku znacznie lżejszym :D ). Cudowny, gawędziarski styl. 

Bardzo dziękuję za merytoryczny i budujący komentarz! Ten pomysł jest i pewnie kiedyś się wyklaruje na “papierze”, ale narazie jest to forma ćwiczenia i chciałem sprawdzić czy humor chwyta oraz nie jest zbyt groteskowy.

Bardzo przyjemny tekst, nie mogłem się oderwać. Chociaż krótki, to bardzo głęboki. Personifikacja chomika jako metafora błędnego cyklu daje naprawdę do myślenia. 

Tak, wiem, że poleciałem tanim romansem :D Dziękuję bardzo za konstruktywną krytykę !

Hej, miło się to czytało. Bardzo fajnie zbudowałaś duszną atmosferę tekstu oraz niechęć “plebsu” do głównego bohatera. Jedyne, czego mi zabrakło, to rozwinięcia sceny wygnania ciemności. Jest ona bardzo skrótowa. Przez większość tekstu dążysz do epickiej walki, a dostajemy kilka zdań.

No i oczywiście wszystkiego jest za mało – poproszę więcej! laugh

Już zmieniam, dziękuję bardzo laugh Jak najbardziej postaram się w odwrotnej kolejności wink

Nowa Fantastyka