Cześć, napisałem mit o narodzinach Młodości, Dojrzałości i Starości. Jest to opowieść o samotności, próbie zrozumienia oraz konflikcie pokoleniowym. Będę wdzięczny za wszelkie sugestie :)
Cześć, napisałem mit o narodzinach Młodości, Dojrzałości i Starości. Jest to opowieść o samotności, próbie zrozumienia oraz konflikcie pokoleniowym. Będę wdzięczny za wszelkie sugestie :)
Ciemność, Blask i narodziny Życia
Gdy czas stawiał pierwsze kroki, po ścieżce bogów stąpała Ciemność. Brodząc wśród pyłu stworzenia, w smukłych palcach tkała mroczny sen, z którego powoli powstawała noc. Dziergając pled otulający wszechświat ciepłą ciszą, poczuła na skraju swojej jaźni drgnienie, które kazało jej sprawdzić sploty.
Na bezkresnym arcydziele pojawiła się skaza – ledwie plamka w skali istnienia. Bogini podpłynęła bliżej, a nowo narodzona gwiazda wydała śmiech, na jaki stać tylko niewinną istność. Urzeczona, wyciągnęła dłoń, a stworzenie się w nią wtuliło.
Światło przebiło skłębione cienie, a Ciemność instynktownie zgęstniała, zalewając mrokiem ufność pod palcami. Gwiazda zakwiliła bezradnie, zabłysła ostatni raz, jakby w obronie, i zgasła. Serce bogini ścisnęło się z żalu, jednak powróciła do kreowania nieistnienia.
Na pledzie wszechświata zamigotała kolejna gwiazda. I kolejna. W mgnieniu, jakim dla bogini były eony, na jej arcydziele zabłysły miliardy małych, radosnych stworzeń. Ciemność ponownie przytuliła gwiazdę, by po chwili zalać ją czarną mgłą. Nim pierwsza zdążyła zgasnąć, wyciągnęła dłoń ku kolejnej, obiecując sobie, że będzie ostrożniejsza. Jednak było już za późno.
Gdy byty cofały się przerażone, poczuła, że coś w niej pęka. Z gardła wydobył się urywany szloch, a po policzkach pociekły łzy, które spadając, zmieniały się w nieskończoną otchłań. Smutek w końcu przestał żłobić tunele na jej twarzy, a ona zaśpiewała. Chrypliwym głosem opowiadała o istnieniu od zarania dziejów oraz o samotności, która – tak jak ona – nie miała końca.
Gwiazdy, słysząc przepełnioną bólem melodię, roniły łzy, z których później miały powstać nowe światy. Wzruszone, szeptały między sobą, gdyż znały kogoś, kto żył w takim samym cierpieniu jak twórczyni nocy. Zamigały delikatnie, próbując dodać jej otuchy, i ustawiły się w szeregu, tworząc drogę na nieboskłonie.
I tak Ciemność na krańcu wszechświata odnalazła kogoś, kto nie musiał obawiać się jej dotyku. Na końcu drogi czekał na nią Blask, ojciec gwiazd. Chociaż darzyli siebie bezgraniczną miłością, to nie potrafili przy sobie współistnieć. Ona nie ustawała w próbach zgaszenia jego sensu bycia, a on chciał rozjaśnić stworzoną noc. Jednak w końcu zrozumieli, że światło nie istnieje bez mroku.
I tak narodziła się bogini o imieniu Życie.
Los bogini Życie
Ciemność, otulona płaszczem utkanym z najcichszych westchnień nocy, kryła się w nieistnieniu. Jej palce bezwiednie się zacisnęły, tworząc krwawe półksiężyce, gdy musnęła wargami czoło spokojnie śpiącej córki. Obserwując Życie, wiedziała, że podzieli ona jej los. Nie wiedziała jednak, że istoty boskie również potrafią się mylić.
Życie nagle otworzyła oczy, a jej matka szczelniej okryła się cieniem. Mała bogini rozejrzała się uważnie, ale dostrzegła jedynie pustkę, w której unosiła się niema obietnica. Powietrze rozdarł niemowlęcy krzyk w błaganiu o ciepłe objęcia matki. Gdy Ciemność trwała w bezruchu, zamienił się on w ciche kwilenie, a rosnąca istota boska zapadła w długi sen.
Czas, zamiast stawiać niepewne kroki, zaczął biec. Życie uczyła się śmiać oraz płakać, a także doświadczać radości z tego, czym była. Niestety każde szczęście jest podszyte smutkiem i tak też było w jej przypadku. Gdy w końcu przeobraziła się w pełnoprawną boginię, rozpoczęła wędrówki. Bose stopy kroczyły po planetach stworzonych z łez jej braci i sióstr, budząc to, co było głęboko ukryte. Tam, gdzie stąpnęła, pojawiało się nowe istnienie, a wraz z nim to, czego nie potrafiła jeszcze nazwać.
Podczas jednej ze swoich wypraw, zmęczona, spoczęła przy brzegu jeziora. Wokół niej wyrosło trawiaste łoże, nad którym rozpościerał się baldachim utkany z kwiatów. Jej wzrok pomknął wzdłuż tafli wody i wtedy pojawiły się myśli. Bogini, mimo że była otoczona rodzicielską troską, czuła się samotna. Matka nie umiała pojąć radości z bycia i gdy Życie opowiadała jej o nowych planetach, tylko prychała z pogardą. Ojciec z kolei nie dostrzegał cierpienia, które spowijało ciernistymi kolcami wszechświat. Gdy mówiła mu o drzewach, które dręczy choroba, kręcił głową z politowaniem.
I tak Życie trwała w zawieszeniu pomiędzy światami.
Świergot ptaków wśród koron drzew nagle ucichł, a kręgi tworzone przez srebrzyste ryby pod taflą wody zamarły w połowie drogi. W powietrzu niczym grzmot poniósł się suchy trzask rozłamywanej ziemi, a Życie odwróciła głowę z zainteresowaniem. Na skraju lasu, tuż przy linii drzew, ziała wielka dziura. Wbrew jej przypuszczeniom ze szczeliny nie wydobył się żaden potwór, przed którym ostrzegała ją matka. Nie pojawiło się również nic, co wskazywałoby na bezkresne zło.
Wpierw rozbrzmiała melodia, która docierała do samego środka jej serca. Każda kolejna nuta rezonowała w niej głęboko, mówiąc o tym, co nieuniknione. Po chwili z ziemi wydobył się gwiezdny pył, który był początkiem i końcem. I w końcu zobaczyła to, o czym cicho marzyła.
Z mgły unoszącej się nad dziurą wyłoniła się pociągła twarz przyozdobiona wąskimi wargami i wyrazistymi kośćmi policzkowymi. Ciemne brwi wydawały się pociągnięte pędzlem malarza, jednak jej uwagę przykuły oczy. Rozświetlone milionem galaktyk, spoglądały z tą niemą ciekawością, gdy rozpoznaje się osobę wcześniej nieznaną. Życie poczuła, jakby odnalazła dawno utraconą cząstkę siebie.
– Kim jesteś? – wydobyła w końcu drżącym głosem.
– Śmiercią – odpowiedział, podchodząc do niej bliżej. – A ty, kim jesteś?
– Życiem.
Śmierć uważniej przyjrzał się bogini i ujrzał słoną wilgoć ulatniającą się w powietrzu. W środku, tam gdzie u innych znajdowało się serce, poczuł dziwne kłucie.
– Dlaczego jesteś smutna?
– Bo nikt nie potrafi mnie zrozumieć. Każdy coś tworzy i niszczy. Dzień wieńczy się nocą, a noc dniem. Wszystko ma początek, który kiedyś dobiega końca. Tylko nie ja. Ja trwam.
Spojrzał na nią po raz drugi i w końcu dostrzegł to, co umknęło mu na początku. Życie była nim, a on był Życiem. Tam, gdzie ona kroczyła, obdarowując świat nowym istnieniem, tam on podążał, kończąc jego cykl. Byli awersem i rewersem tej samej monety. Życie po raz pierwszy w swoim istnieniu poczuła się kompletna, gdy podzielił się z nią swoim spostrzeżeniem. Z sobie tylko właściwą radością chwyciła jego dłoń i razem udali się w nieznane.
Ciemność, kryjąc się wśród cieni drzew, obserwowała nowo rodzącą się miłość. Po jej policzku pociekła łza. Po raz pierwszy była to łza szczęścia. Jej córka nie potrzebowała kogoś, kto ją okiełzna. Potrzebowała kogoś, kto ją zrozumie i dopełni.
Trzy siostry
Związek Śmierci z Życiem zatoczył koło, a bogini urodziła – nie powołała – nowe istnienia. Trzy siostry, którym dyscyplinę narzucał sam Czas: Młodość, Dojrzałość oraz Starość.
Jako pierwsza narodziła się Młodość, prawdziwe tchnienie Życia. Tak jak matka ufała bezgranicznie każdemu, zachwycając się dziecięcym śmiechem. Podróżując wśród światów, spoglądała na niepewne kroki niewinnych, na kiełkujące uczucia oraz pierwsze niechciane doświadczenia.
Jako kolejna na świat przyszła Dojrzałość, idealna symbioza rodziców. Galaktykę przemierzała krokiem pełnym zdecydowania, świadoma celu wędrówki. Czasem zatrzymywała się, by oddać się refleksji. W tych momentach obserwowała pierworodną, która z lekkością czerpała z domeny ich matki. Gdy jednak nużyły ją radosne pląsy siostry, odwracała wzrok w przeciwną stronę – tam, gdzie podążała ta, która narodziła się ostatnia.
Starość, najmłodsze dziecię Życia, była zarazem najbardziej doświadczona. Świat śmiertelników przemierzała powolnym, ociężałym rytmem. Niestety za mądrością szło również cierpienie. I gdy czuła, że jej brzemię staje się zbyt ciężkie, zwracała oblicze ku ojcu. Śmierć chwytał ją wtedy w ramiona i tulił do snu, który dla ludzi stawał się wiecznością.
Siostry, przemierzając świat, deptały sobie po piętach, lecz nie potrafiły dojść do porozumienia. Młodość, zaślepiona blaskiem, nie dostrzegała bólu Starości, a Starość – przytłoczona wiedzą – nie pojmowała naiwnego głodu wrażeń pierworodnej. Dojrzałość próbowała stać się rozjemczynią i wytłumaczyć siostrom, że są jednością, lecz jej słowa trafiały w próżnię. Młodość pragnęła jedynie radości, a Starość łaknęła spokoju. A ona chciała po prostu być.
I wtedy poznały pierwszego człowieka.
Lugosi, niewiele ponad osiem tysięcy znaków to jeszcze nie opowiadanie. Bądź uprzejmy zmienić oznaczenie na SZORT.
Na tym portalu opowiadania zaczynają się od dziesięciu tysięcy znaków.
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Hej,
Po pierwsze, bądź uprzejmy zmienić oznaczenie z opowiadanie, na SZORT. Opowiadanie zaczyna się od 10k znaków, według licznika portalowego.
Jeśli “Życie” nie jest poprzedzone słowem “bogini”, to zastanawiam się, czy nawet jeśli jest to imię, to czy nie powinno się używać rodzaju nijakiego. Ale tu nie jestem pewien, z pewnością ktoś przyjdzie i wyjaśni tę kwestię.
Nie doszukałem się żadnych większych błędów.
Historia ciekawa, bardzo poetycko napisana. Czuje jakbym to wszystko już gdzieś czytał, ale jest to podane w nowej, oryginalnej formie, te motywy przeciwieństw, baśń/mit. Niesie za sobą przesłanie, co bardzo mnie cieszy, bo mocno doceniam tę płaszczyznę. Intrygujące, czytałem z zaciekawieniem. Gratuluje tekstu, szczególnie, że to debiut. I to bardzo udany.
Mam nadzieję, że będziesz nowym aktywnym użytkownikiem – pisz, komentuj, czytaj – najlepiej w odwrotnej kolejności. Z chęcią oddaję głos, żeby opowiadanie trafiło do biblioteki.
Pozdrawiam.
You cannot petition the Lord with prayer!
Aj, ubiegłaś mnie reg. A chciałem raz ukraść kwestię haha! Portal mielił komentarz kilka minut.
Pozdrawiam!
You cannot petition the Lord with prayer!