- Opowiadanie: melendur88 - Hak na potwory

Hak na potwory

Tekst napisałem wiele lat temu. Trochę go obrobiłem. Stanowił dla moich graczy w “wstawkę” na początek kampani w system gry RPG o nazwie Dzikie Pola. 

Dodałem trochę magii, polskiego a raczej środkowoeuropejskiego brudu i wyszło coś takiego. 

 

Robert Raks – w końcu ci się udało wywiercić mi śrubę w głowie z tym zachęcaniem do szorta, na tyle, by coś krótkiego napisać. Więc dedykuję go tobie :)


Nie jest wiedźmińsko, bo do tej pory to piszę i pisać zamierzam nadal, ale jest około wiedźmińsko. Mam nadzieję, że zebranym przypadnie szorcik do gustu.

 

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Hak na potwory

Widzicie ten hak?

Niech ma Szwed za swoje.

Za te gwałty, za szabry, co po wsiach wszyscy oni robią. Za wdowy i sieroty. Sprawiedliwości stało się zadość, choć sposób to może i mało rycerski, bo żołnierzom to miecz albo kula w łeb się należy. Ale skoro o rzeźni mowa… Opowiem wam historyję o takim haku. Bo, mili moi, to nie pierwszy raz, gdy hak mi towarzyszy.

Jesień Roku Pańskiego tysiąc sześćset pięćdziesiątego siódmego do szczęśliwych nie należała, oj nie. W Polszcze, tej naszej umęczonej macierzy, złota jesień zdechła, nim się na dobre zaczęła, ustępując miejsca słocie, co to duszę z człowieka wyciąga skuteczniej niż cyrulik zęba. Niebo, szare i nabrzmiałe jak wrzód, tygodniami wisiało nad Podlasiem, a deszcz nie padał – on siekł, dziurawił świat jak rzeszoto. Płakały niebiosa, jakoby widziały, co się na dole wyprawia, a widok to był zaprawdę nędzny.

Potop szwedzki, ta nawała z północy, co to ją dwa lata temu diabli nadali, utopiła Rzeczpospolitą we krwi i popiołach. I choć król nasz, Jan Kazimierz – daj mu Boże zdrowie, bo rozumu czasem brakuje – większość ojczyzny odzyskał, to pludracy wciąż krążyli wokół nas niczym sępy nad padliną. Kraj spalony, zrujnowany, folwarki w zgliszczach, a na traktach, gdzie ongiś kupcy z towarem bezpiecznie ciągnęli, teraz zbóje i wilcy prawo dyktują. Księża z ambon grzmią o Jeźdźcach Apokalipsy, a lud prosty żegna się trwożnie, bo Wojna, ten żywioł nienasycony, wciąż żarła wszystko, co na drodze spotkała.

A ja? Ja bym pewnie dalej na jelenie w podlaskich puszczach polował, miast na Szwedów w błocie czatować, gdyby nie ta przeklęta sprawa z Milewskimi.

Tatko, świeć Panie nad jego duszą, mawiali: „Janku, nie łaź ty na Milewszczowa, bo nieszczęście z tego będzie”. Ale kto by tam ojca słuchał, gdy krew gorąca, a u sąsiada córka urodziwa?

Kasienka jej było. Albo Maryśka? Mniejsza z imieniem, ważne, że ciało miała grzeszne, a oczy… No właśnie. Oczy.

A było to pół roku temu. Nów na niebie wisiał, ciemno, a myśmy się w stodole u Milewskich schadzali. Siano pachniało latem i grzechem. Przytuliłem ją, gorąca była, może nawet za bardzo, jakby w febrze jakiej. Całuję szyję, dłonie błądzą gdzie trzeba, aż tu nagle czuję… warkot. Nie westchnienie, mości panowie, a warkot, chrapliwy, zwierzęcy, co z trzewi idzie. Odsuwam się, by w ślepia jej spojrzeć, a tam już nie ma Kasienki.

Oczy jej się zrobiły żółte, ze źrenicą pionową, jak u strzygona albo kota wściekłego. Gęba się wykrzywiła, rozdarła niemal do uszu, a zębiska… Jezu miłosierny, kły jak u wilka wyskoczyły! Rzuciła się na mnie, szponami drąc koszulę, do gardła mi skacząc. Krew chlusnęła, ale nie moja na szczęście, bom się uchylił.

Strach mnie obleciał, nie wstydzę się rzec, bo to nie białogłowa była, jeno czart wcielony! Macam ręką w ciemności, a tu hak wisi. Żelazny, solidny hak, na którym Milewscy świniobicie czyniąc, półtusze wieszali. Chwyciłem to żelastwo instynktem samym i gdy ona skoczyła znowu, kłapiąc szczęką, żem trupi fetor poczuł – zdzieliłem. Przez łeb. Z całej siły, co mi strach i wzburzona krew dały.

Chrupnęło. I padła na wznak.

Uciekłem stamtąd, jakby mnie sto diabłów goniło. Myślałem, żem w malignie był, żem przywidzenia miał. Ale rano… Rano przyjechał on. Janusz Milewski. Brat jej. Psubrat, rzec by można.

Awantura była krótka.

– Tyś siostrę moją zhańbił i zamordował! – wrzeszczał. – Psim synem jesteś, Kozubowski!

Tłumaczyć chciałem, że to potwór był, że strzyga, że bronić się musiałem – ale gdzie tam, grochem o ścianę. Nawet na szable do pojedynku rycerskiego nie stanął. Z krócicy do mnie wypalił, psubrat, zanim jeszcze sygnał padł. W udo mnie drasnął, jucha pociekła po cholewie. Ale ja, panowie bracia, łuk miałem przy sobie. Nie guldynkę, nie bandolet, a łuk właśnie, bo prochem gardzę.

Trzeba wam bowiem wiedzieć, że na ojcowim dworze rezydował Selim, stary Lipek, wierny jak pies, choć poganin. A żem nauk tatarskich nie zapomniał i w powiecie rajgrodzkim łucznik ze mnie pierwszy, to i nie myślałem długo. Cięciwa brzdęknęła, krótko, sucho. Strzała weszła w skroń, czysto, aż pióra zadżały.

I tak to się skończyło. Szlachcic zabił szlachcica. Hańba, kryminał, wygnanie. Ojciec mnie z domu wyprawił, bym głowę ocalił i winy odkupił.

– Do wojska idź – rzekł – tam o przeszłość nie pytają, byleś szablą machać umiał.

I tak żem trafił tutaj. Jan Kozubowski, herbu Dąb, porucznik wolentarskiej chorągwi, do usług.

Znam ja te lasy jak własną kieszeń, każdego Szweda wywęszę, co się po krzakach kryje. Żaden mi nie umknie. A że w nocy spać nie mogę, bo mi się te żółte ślepia śnią? To i dobrze, warta czujniejsza.

Jutro, powiadacie, na podjazd idziem? Pod ten szwedzki biwak? To dobrze. Szykujcie waćpanowie szablice, podsypujcie proch na panewki i miejcie odwagę w sercu. Bo my, panowie bracia, jeńców nie bierzemy. A jakby który ze Szwedów miał oczy żółte i kły… to ja już wiem, co z takim robić.

Haka jeno potrzebuję.

 

 

Sporządzono w Piotrkowie, na posiedzeniu zwyczajnym Generalnego Trybunału Koronnego Królestwa Polskiego, w roku Pańskim 1668.

 

 

W sprawie z instygacji Urzędu przeciwko Janowi Kozubowskiemu, herbu Dąb, o morderstwo, gwałt na prawie boskim i ludzkim, infamię oraz grabież w czasie wojennym dokonaną.

Trybunał Koronny, po wysłuchaniu świadków i rozpatrzeniu apelacji obrony, co następuje, orzeka:

Apelacyję oskarżonego, Jana Kozubowskiego herbu Dąb, jako bezzasadną i na kłamstwie ufundowaną, in toto* odrzuca.

Argumenta obrony, jakoby denatka, Katarzyna Milewska, istotą nadprzyrodzoną, wąpierzem lub strzygą będącą, oskarżonego zaatakowała, Sąd za bluźnierstwo poczytuje, mające na celu jeno uniknięcie sprawiedliwości. Fakt nagłej śmierci ojca panny Milewskiej, miesiąc przed zdarzeniem zaszłej, rzekomo od kłów wilczych na szyi zadanej, Sąd uznaje za nihil ad rem* i dowód na nieszczęśliwy afekt natury, nie zaś sił nieczystych interwencję.

Sąd daje wiarę zeznaniu Wielmożnej Pani Milewskiej, matki zabitych, która pod przysięgą zaświadczyła, iż syn jej, śp. Janusz Milewski, w dniu tragedii widział oskarżonego w karczmie „Pod Złamanym Kołem”, w stanie upojenia wielkim i od zmysłów odchodzącego, co tłumaczy przywidzenia o potworach i bestiach, zrodzone w głowie gorzałką i delirium strawionej. Potwierdza się tym samym, iż schadzka w stodole miejsce miała, lecz zakończyła się mordem w afekcie pijackim i bestialstwie dokonanym.

Zważywszy na powyższe, oraz na udowodnione czyny oskarżonego w latach wojny, to jest: szaber mienia kościelnego i szlacheckiego, gwałty na niewiastach oraz infamię ciążącą na nim od lat dwóch:

Skazuje się Jana Kozubowskiego na damnatio ad uncum*, to jest przez powieszenie na haku za żebro zaczepionym, aż do wyzionięcia ducha.

Prośbę o ścięcie mieczem, jako honorową i stanowi rycerskiemu przynależną, Sąd odrzuca. Infamis i łotr czci nie posiada, przeto śmierć jego hańbiąca być musi.

 

 

* in toto – z łac. “w całości”

* nihil ad rem – z łac. “nic to zmienia”, “nic do dodania” 

damnato ad uncium – z łac. “skazanie na hak”. 

 

Koniec

Komentarze

Witaj. :)

Opowieść dość ciekawie utrzymana w klimacie Rzeczypospolitej szlacheckiej.

Dopytam tylko, bo nieco się pogubiłam, czemu piszesz ciągle o Szwedach i o ich potopie sprzed dwóch lat (”Potop szwedzki, ta nawała z północy, co to ją dwa lata temu diabli nadali, utopiła Rzeczpospolitą we krwi i popiołach”), skoro zaczynasz relację wydarzeń od zdania: “Jesień Roku Pańskiego tysiąc szećset sześdziesiątego szóstego do szczęśliwych nie należała, oj nie” (przy okazji są tu literówki)? 

Potem pada po łacinie:

“Actum Petricoviae, Iudicium Ordinarium Generale Tribunalis Regni, Anno Domini 1668”.

Który jest zatem rok – czas akcji – kiedy to bohater spotkał Kasię-potwora? 

 

Myślę, że określenia łacińskie warto przetłumaczyć, bo nie każdy zna łacinę. :) 

Pozdrawiam serdecznie. :) 

Pecunia non olet

Dopytam tylko, bo nieco się pogubiłam, czemu piszesz ciągle o Szwedach i o ich potopie sprzed dwóch lat (”Potop szwedzki, ta nawała z północy, co to ją dwa lata temu diabli nadali, utopiła Rzeczpospolitą we krwi i popiołach”), skoro zaczynasz relację wydarzeń od zdania: “Jesień Roku Pańskiego tysiąc szećset sześdziesiątego szóstego do szczęśliwych nie należała, oj nie” (przy okazji są tu literówki)? 

Dzięki za wychwycenie. Fixed :) Tak, Potop szwedzki rozpoczął się w 1655. Opowieść Jana trwa w 1667 i historia stała się tego samego roku, co wyrok Trybunału w Piotrkowie – 1658. Doprecyzowałem tam, żeby nie było wątpliwości. 

Myślę, że określenia łacińskie warto przetłumaczyć, bo nie każdy zna łacinę. :) 

Myślę, że masz rację. Zrobione ;) 

 

Opowieść dość ciekawie utrzymana w klimacie Rzeczypospolitej szlacheckiej.

Dziękuję ;) 

 

 

Melendur88

Kasię-potwora? 

 

Kto tutaj jest potworem to jest pojęcie względne, tak btw ;) 

Melendur88

Bardzo interesujące opowiadanie, chociaż spodziewałam się innego zakończenia.

Hej, super szort. Nie znam się na języku z epoki, ale wszystko wygląda dobrze, a do tego łatwo się czyta bo i fabularnie tekst wciąga. Biedny Jasio, mu się powinien ten hak, na który go skazali, śnić się po nocach, a nie ślepia panny :). Swoją drogą, nawet jeśli bohater ściemniał, a taka wersja też by mi pasowała, to całość wygląda jak dobry wstęp do dłuższej historii – ja bym czytał :). Klikam i pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

No taki był plan żeby tak naprawdę nie do końca wiadomo było kto był winny. Zwłaszcza, ze jak zauważyłeś sam Jasio święty nie był ;) Czytelnik musi rozsadzić ;) Dzięki @Bardjaskier za pierwszy punkcik ;) 

Melendur88

Tekst jest dobry, jeśli czytelnicy się pojawią, jestem pewien, że będą też kliki :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

 

Dzięki za wychwycenie. Fixed :) Tak, Potop szwedzki rozpoczął się w 1655. Opowieść Jana trwa w 1667 i historia stała się tego samego roku, co wyrok Trybunału w Piotrkowie – 1658. Doprecyzowałem tam, żeby nie było wątpliwości. 

Aaaaa…, czyli jednak tam były błędy rzeczowe? To nie za dobrze… Potop to znana wojna, skoro opowiada o nim tak krótki szort, daty powinny zostać podane poprawnie. :)

 

Myślę, że masz rację. Zrobione ;) 

Nadal są wtrącenia po łacinie. :) Wielu Czytelników to zniechęca. :) Można nie tłumaczyć od razu/zastępować polskimi odpowiednikami, tylko dać odnośniki, ważne jednak, aby wyjaśnić, co znaczy dane stwierdzenie. ;) 

 

Kto tutaj jest potworem to jest pojęcie względne, tak btw ;) 

Opieram się wyłącznie na opisie:

“Nie westchnienie, mości panowie, a warkot, chrapliwy, zwierzęcy, co z trzewi idzie. Odsuwam się, by w ślepia jej spojrzeć, a tam już nie ma Kasienki.

Oczy jej się zrobiły żółte, ze źrenicą pionową, jak u strzygona albo kota wściekłego. Gęba się wykrzywiła, rozdarła niemal do uszu, a zębiska… Jezu miłosierny, kły jak u wilka wyskoczyły! Rzuciła się na mnie, szponami drąc koszulę, do gardła mi skacząc. Krew chlusnęła, ale nie moja na szczęście, bom się uchylił.

Strach mnie obleciał, nie wstydzę się rzec, bo to nie białogłowa była, jeno czart wcielony! (…)

Chwyciłem to żelastwo instynktem samym i gdy ona skoczyła znowu, kłapiąc szczęką, żem trupi fetor poczuł – zdzieliłem”. :)

 

Pozdrawiam serdecznie. :) 

Pecunia non olet

Hej,

udana stylizacja językowa choć dla mnie trochę trudne w czytaniu, ale paradoksalnie to język wywołał u mnie zainteresowanie opowieścią. Klisza dobrze ograna plus fajne opisy i detale, które czynią te opowiadanie oryginalnym. “Hak” fajnie wykorzystany jako hook ;)

Gdybym mógł dać klika to bym dał;)

Pzarzycki, ale Ty możesz klikać. Klikać mogą użytkownicy ze stażem dłuższym niż 3 miesiące i 50 skomentowanymi opowiadaniami (nie własnymi).

Klikasz tu:

https://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/17812

 

I wklejasz informację o autorze, tytule, wraz z linkiem.

delulu managment

Aaaaa…, czyli jednak tam były błędy rzeczowe? To nie za dobrze… Potop to znana wojna, skoro opowiada o nim tak krótki szort, daty powinny zostać podane poprawnie. :)

Był, ale drobny. jeden rok przed i wynikający trochę z braku mojego zdecydowania :)

 

Nadal są wtrącenia po łacinie. :) Wielu Czytelników to zniechęca. :) Można nie tłumaczyć od razu/zastępować polskimi odpowiednikami, tylko dać odnośniki, ważne jednak, aby wyjaśnić, co znaczy dane stwierdzenie. ;) 

Mam tego świadomość, ale było ich nie wiele. Po za tym można było moim zdaniem wywnioskować z tekstu. Nie mniej zgodnie z poradą doświadczonej użytkowniczki sypię głowę popiołem i dodaję odnośniki :) Również pozdrawiam bruce ;)

 

Gdybym mógł dać klika to bym dał;)

Dziękuję, jak pisała Ambush dać już mozesz ;) 

 

I dziękuję, że przypadło do gustu. To był krótki tekst i przyznaję, że trochę spędzić trzeba czasu nad tym. Natomiast coś tam pamięam, bo sporo czytałem Jacka Komudy, grałem w Dzikie Pola no i tym okresem kiedyś się interesowałem. Po za tym piszę tą serię wiedźmińską w której co jakiś czas takie teksty mogą występować. Ale nie w takim nagromadzeniu jak tu, bo zwyczajnie to spędza sen z powiek taka stylizacja. Szczęściem było, że to znalazłem w moich starych opowiadaniach i zapiskach z sesji Dzikich Pól jak pisałem wejścia. Więc robotę miałem zrobioną, tylko musiałem poprawić, przejrzeć :)

 

 

Melendur88

Wszystko rozumiem, już nie drążę tych błędów, dziękuję, pozdrawiam. :)

Pecunia non olet

@Ambush ja mam skomentowane 38 opowiadań, chyba że chodzi o liczbę komentarzy.

Ładnie wprowadzona forma: język stylizowany, kwiecisty, treść skacząca z wątku na wątek – a to wszystko wina narratora! Autor jest tylko wiernym skrybą smiley

Nie czułem w tym przesady, dobrze się czytało. Co oznacza, że kiedy Autor mocno weźmie swoich narratorów w karby, efekty będą jeszcze lepsze (niniejsze zdanie nie jest proroctwem w rozumieniu ustawy o proroctwach, ma walory wyłącznie motywacyjne i… eee… kolekcjonerskie laugh ).

 

Miałem wrażenie czegoś pokrewnego do mojego własnego stylu pisania. Może złudzenie. Jeśli nawet, to pomocne – taki “swój” tekst lepiej wchodzi. 

Nawet zwrot akcji “mój” – pomyślałem, jakby ta opowieść wyglądała przed sądem. I proszę, jest, dokładnie tak jak to sobie wyobraziłem smiley

The KOT

Złapałem się na ten hak :)

 

Hej, melendur88

Bardzo fajnie napisane, jest stylizacja – ale dobrze się to czyta. Tekst wciąga.

No i nie wiem w końcu czy ta Kasieńka diablicą była, czy bohater.

 

“Jeden hak mam na potwory, drugi…”

Pozdrawiam, klikam.

Fajny szorcik.

W odróżnieniu od typowego fantasy magii i miecza, historyczno-fantastyczny klimat nadaje temu tekstowi – jakby to ująć ciężaru i konkretności.

Podoba mi się, że zostawiłeś czytelnikowi pole do przemyślenia, kto tak naprawdę był tu potworem, co dodatkowo skłania do zastanowienia się, na kogo w istocie był ten tytułowy hak na potwory.

Klikam i pozdrawiam

rr

Ojoj, jak się smutno zakończyło.

Ale faktycznie, szorcik przyjemny. 

Pzarzycki, masz rację, policzyłam komentarze. 

delulu managment

@Eldil

 

Rzekłbym, że nawet styl pisania komentarzy mamy podobny, bo ironia i wielokrotnie zdarzania złożone również bardzo cenisz ;) 

Co do historii, tak. Przyznaję, szorty nie są moją ulubioną formą pisania, bo lubie tworzyć zaawansowane historie , ze skomplikowana fabuła, która choć rozwija sie powoli; to jednak ma sens :) I Zwroty akcji też bardzo lubię :) 

 

@Ramshiri, dzięki. 

“Jeden hak mam na potwory, drugi…” – A co jeśli oba są na potwory i potworów było dwóch? Już się raczej nie dowiemy, ale za to możemy podywagować :)

 

@Ambush również bardzo dziękuje :)

 

And finally

 

@Robert, dziekuje ci bardzo. Odpisuje dopiero teraz, bo nadal poprawiam beta Koenrada :) Ale w sumie ja w tej historii widziałem sporo…podobnego motywu nie tylko u Sapka, ale w wielu twórczościach. Ale jedyne co mogłem zrobić, co lubie, to cliffhangery i zostawianie czytelnika z pytaniem, co się tu.. :)

Melendur88

Lekki shorcik. Dobrze wykonany technicznie tekst. Fajne opisy i detale – brawo za udaną pracę. Zostawiłbym klika, ale tekst jest już w bibliotece. Czekam na coś dłuższego w Twoim wykonaniu. Pozdrawiam.

Lekki shorcik. Dobrze wykonany technicznie tekst. Fajne opisy i detale – brawo za udaną pracę. Zostawiłbym klika, ale tekst jest już w bibliotece. Czekam na coś dłuższego w Twoim wykonaniu. Pozdrawiam.

 

Ostatni Gryf | Materia Prima

 

:) Dodałem przed świętami, ale też klimat tam inny, bo to spóźniona praca konkursowa :) przygodówka wiedźmińska typu heist. 

 

No i bardzo dziękuję za komentarz!

Melendur88

Hej, bardzo ciekawy szort. Fajnie wpleciona historia. Dobrze napisane. Wciągające. Lubię, gdy daje się czytelnikowi możliwość użycia wyobraźni i zdecydowanie w którą stronę w jego głowie potoczy sie historia. Tu to zagrało. Widzę, że już w bibliotece. Gratuluję, chętnie sam bym kliknął. 

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

Nowa Fantastyka