Profil użytkownika

Mama. :)


komentarze: 13849, w dziale opowiadań: 10869, opowiadania: 2811

Ostatnie sto komentarzy

I ja dziękuję, pozdrawiam serdecznie. :) 

Pecunia non olet

Witaj. :)

Zakończenie mnie mocno zaskoczyło. Też nie zrozumiałam tego szorcika, lecz ważne, że ostatnie słowa zwiastują pozytywne rozstrzygnięcie w postaci fortuny, :) 

Nie przepadam za wulgaryzmami, jednak tym razem zacytuję:

“Coś czuję, że tym razem znajdziemy fortunę! Tuż pod tym brudnym skurwysyństwem!”

z miejsca przypomniało mi słowa Mickiewicza:

 

"Nasz naród jak lawa

Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa

Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi

Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi…".

 

Pozdrawiam serdecznie. :) 

 

 

Pecunia non olet

Wow! Jaka piękna baśń. Masz też inne rodzime baśnie i legendy?

Teo Max, ogromnie się cieszę; dzięki. :) 

 

Trochę ich było, ale pousuwałam, robiąc miejsce kolejnym. :))

Pozdrawiam. heart

Pecunia non olet

Witam serdecznie, TheGuru. :)

Zaczynasz od tego że Syrena mogła zabić śpiewem a później scenę walki zamykasz w jednym zdaniu moim zdaniem zmarnowany potencjał na dobrą scenę w której Amazonki śpiewem pokonują najeźdźców 

Rozumiem, lecz to celowy zabieg. :) Miała wybrzmieć nade wszystko łagodność bajki. :) Zawa walczy o przeżycie na obcym terenie. Natomiast jej wojownicze towarzyszki tylko przyrównywano do Amazonek. One wyglądały i działały całkiem inaczej, służąc swej pani. :) Amazonki (przynajmniej te) nie śpiewały, to robiły tylko syreny. :) Zawa natomiast śpiewać nie chciała, ponieważ znaczyłoby to zamordowanie Warsa. :) 

 

 

Lubię takie zabawy słowem Mazowsze od Amazonek

 

To akurat nie moje, tylko – historyczne (według niektórych badaczy). :) 

 

Serdeczne dzięki, pozdro. heart

Pecunia non olet

Dzień dobry!

Dzień dobry, Kurojatko. :) 

 

Łagodna baja, a po zagmatwanej przemowie spodziewałem się nie lada węzła zdań i splotu wyrazów ;-P

 

Fakt, Przedmowa może wystraszyć. :) Baję nieco złagodziłam. :)

 

Świetny pomysł z A-Mazowszem.

Tu akurat pogląd wspomnianych badaczy dziejów. :) 

 

Jedna rzecz mnie tknęła na samym początku i nie dawała spokoju do końca:

Byłam zaplątana. Prawdopodobnie w mocno splecioną, gęstą sieć rybacką.

Dużo szczegółów, jak na “prawdopodobnie” – wg mnie.

Ok, usunę. :)

 

Ileż lat pływałam po oceanach, morzach i rzekach, szukając jakiejkolwiek strawy! Teraz była na wyciągnięcie ręki…

Rybak nałapał ryb, a syrenka nic? Całe lata i naprawdę nic?

Nieee… ona nałapała, a jakże. Ale wolała ludzkie mięso. :)) Teraz, spotkawszy Warsa, walczyła z naturalnymi odruchami. :) 

 

Pozdrawiam!

Wzajemnie, bardzo dzięki. heart

Pecunia non olet

Baaardzo się cieszę i dziękuję, Panie Redaktorze. :))

Pecunia non olet

O, tak, Marzanie, zgadzam się z Tobą w pełni – w końcu maksyma z mojej stopki pochodzi z czasów antycznych. :) 

Pecunia non olet

Witaj. :)

 

Bardzo dziękuję za uprzedzenie o wulgaryzmach. :) 

Nie wiem, czemu, ale od początku zaczęłam kojarzyć nagromadzenie tak szokujących scen z genialnym, kultowym horrorem “Duch” z lat 80-tych. Wprawdzie tam nie było grilla, ale podobne sceny – a jakże (pozwoliłam sobie część zamieścić na dole, pobranych z imdb.com). :) Kiedy jeden z bohaterów, patrząc w łazienkowe lustro, zaczął grzebać w swojej twarzy, docierając aż do… szkieletu, pamiętam, mało nie umarłam w kinie ze strachu… Brat natomiast siedział obok mnie i pękał ze śmiechu. :) Dziś już inaczej patrzę na takie “urozmaicenia” opowieści grozy, doceniając pastisz, szokujące przejaskrawienie, groteskowość lub też parodię. :) I, choć wulgaryzmów bardzo nie lubię, tekst ogólnie mi się spodobał. :) 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pozdrawiam serdecznie, obyśmy wszyscy lepsze Majówki miewali. :))

Pecunia non olet

Witaj. :)

 

Gratuluję Ci debiutu i to już w dniu rejestracji. :)

Zachęcam tradycyjnie do zapoznania się z działem Publicystyka, gdzie znajdują się niesamowicie pomocne Poradniki, w tym: Drakainy – dla Nowicjuszy, ortograficzne, interpunkcyjne, dialogowe, myślowe itp. :)

 

Przykładowe kwestie techniczne i sugestie oraz wątpliwości (zawsze – tylko do przemyślenia):

Warto spojrzeć na usterki interpunkcyjne, np.:

Maya zamiast uzupełnić kieliszek dotknęła językiem szyjki butelki a potem powolutku wsunęła ją do ust na kilka centymetrów, zamknęła oczy i possała przez sekundę.

Zawaliłeś, a te kilka dni o których mówiłam niczego nie zmieni.

Wreszcie przez satelitę dotarła odpowiedź na której mu zależało.

– Może jednak mam trochę ukrytych azjatyckich genów, bo mój kraj wcale tak daleko do Azji nie leży… – znów się uśmiechnęła – chcesz się zabawić w zgadywanie czy po prostu zapytasz o to co cię interesuje?

 

 

Zdarzają się także powtórzenia, czyli błędy stylistyczne, np.:

Seks sprawił jej dużo radości i Jackowi zapewne też, bo podobno była w tym mistrzynią, ale przecież tej energii i talentu szkoda było marnować tak po prostu dla samej przyjemności.

Chyba nawet cieszyło, kiedy niektórzy z tych, którzy mieli zaszczyt poznać lepiej, lekko przekręcali jej artystyczny pseudonim i nazywali Shark…

Stary przyjaciel znał wprawdzie wiele sekretów, ale sam też miał swoje sekrety, a o części z nich Jack miał całkiem sporą wiedzę.

Lee White nie musiał się tłoczyć w kolejce, bo ten seans miał dawno opłacony, więc z braku lepszego zajęcia przyglądał się ludziom, którzy tak jak on przyszli dziś do tego modnego nowojorskiego kina.

Tu docierały tylko dźwięki z filmu, a obraz był widoczny z najdrobniejszymi szczegółami, choć jednocześnie można było wybrać opcję z reakcją publiczności.

Otworzył drzwi, zabrał spakowaną już małą kabinową walizkę i po godzinie był już na lotnisku JFK.

Nie za bardzo rozumiał co takiego ludzie w niej widzą – była podobna do innych aktorek, którym też niby niczego nie brakowało, ale to ona była numerem jeden.

 

 

Do generalnej poprawy jest też zapis dialogów, np.:

– np. wzorzec panny Shark? – uśmiechnął się Frank pod siwym generalskim wąsem. (…)

– Tak, oczywiście – staruszka widocznie była już w takich sytuacjach, bo sama położyła palec na skanerze i spojrzała prosto w czerwone światełko diody, żeby czytnik rozpoznał obraz jej tęczówki. Ochroniarz chwilę studiował komunikaty pojawiające się na wyświetlaczu.

– Dziękuję, wszystko w porządku, życzę miłego seansu. Rozumie pani, procedury… – ukłonił się, jakby w geście przeproszenia i wrócił na swoje malutkie krzesełko. (…)

– Chcesz odpocząć? – wskazał kanapę wysokogatunkowej prawdziwej skóry. (…)

– Przepraszam, ja… – patrzył na te jej niedoskonałości tak bardzo różniące ją tych kinowych aktorek, które zawsze widywał w filmach… (…)

– Cześć, właśnie się dowiedziałem, że najzdolniejszy przemytnik właśnie wypadł z zawodu. W swojej wyćwiczonej łepetynie wywiózł ze dwieście największych hollywoodzkich kasowych produkcji do Chin. – każde słowo generała Brewstera było niemal muzyką dla uszu spragnionego dobrych wieści Jacka. (…)

– Może jednak mam trochę ukrytych azjatyckich genów, bo mój kraj wcale tak daleko do Azji nie leży… – znów się uśmiechnęła – chcesz się zabawić w zgadywanie czy po prostu zapytasz o to co cię interesuje?

 

 

Zdarzają się zdania niepoprawne składniowo, np.:

– Przepraszam, ja… – patrzył na te jej niedoskonałości tak bardzo różniące ją tych kinowych aktorek, które zawsze widywał w filmach…

Świadomość, że jest tym pierwszym, który opowie chłopakom z biura o nowym filmie warta była wydania połowy pensji przeciętnego Chińczyka, którą on zarabiał w ciągu trzy dni.

 

 

Są i literówki, np.:

A sam Hao jako dzielny myśliwy z łukiem przewieszonym przez ramię wraca polowania ciągnąc jakieś zabite zwierzę na saniach zrobionych z gałęzi.

– Może jednak mam trochę ukrytych azjatyckich genów, bo mój kraj wcale tak daleko do Azji nie leży… – znów się uśmiechnęła – chcesz się zabawić w zgadywanie czy po prostu zapytasz o to co cię interesuje?

– Stoczyłam bitwę z moim kotkiem o pójście do weterynarza – rzuciła tonem usprawiedliwienia, kiedy dostrzegła, że Lee patrzy kilkucentymetrowe zadrapanie na wierzchu jej dłoni – zgadnij kto wygrał?

 

Pomysł na świat SF jest bardzo dobry, za co klikam do Biblioteki, lecz usterki językowe trzeba koniecznie poprawić. :)

 

Pozdrawiam serdecznie, powodzenia. :)

Pecunia non olet

Uskrzydliłeś mnie taką opinią, ogromnie za nią dziękuję, D.pankovski. :)

Pozdrawiam serdecznie. heart

Pecunia non olet

Nie muszę chyba mówić, że Twoje historyczne teksty były inspiracją, więc bardzo dziękuję! :D

To zaszczyt, bardzo dziękuję, Michaeluheart

Pecunia non olet

Serdeczne dzięki, Michaelu; zabieram się za poprawki, pozdrawiam i – udanego weekendu dla Ciebie oraz Bliskich. heart 

Pecunia non olet

Przeoczyłam, zauroczona Twoim tekstem, ale masz rację, Anonimie – z bólem serca wycofuję klik.

Co do działalności podobnych firm – masz stuprocentową rację. :) 

Także Ci dziękuję i pozdrawiam serdecznie. :) 

Pecunia non olet

Witaj, Anonimie, sięgnąłeś po bardzo ciekawy fragment historii, w dodatku nawiązując do jednego z moich ulubionych utworów jednego z moich ulubionych zespołów. :) 

Myślę, że z jednej strony rzeczywiście dobrze jest zostawić takie wraki samym sobie, bo faktycznie zakłócanie spokoju/burzenie pamięci tym/po tych, którzy na nich zginęli, nie powinno mieć miejsca, ale – z drugiej – wszelkie badania zatopionych statków pozwalają zrozumieć ogrom tragedii, pojąć, co było nie tak, jakie błędy popełniono, a celem tych “ingerencji” jest niwelowanie podobnych zdarzeń w przyszłości. Nie wszystkiego da się oczywiście uniknąć, natura zawsze jest nie do końca przewidywalna, zaskakuje i sieje grozę, lecz błędy poprzedników mogą być pewną nauczką na przyszłość. :)

Mnie zawsze historia “Titanica”, jeszcze daleko przed kultowym, filmowym wyciskaczem łez, napawała niesamowitym smutkiem. Im bardziej imponujący i wspaniały był, tym większa tragedia do spotkała… crying

Pozdrawiam serdecznie, klik. :) 

Pecunia non olet

Szkoda, że nominowane opko Bardjaskiera zniknęło. sad

Pecunia non olet

Z tej historii morał płynie, płynie sobie morał taki:

Lepiej pisać zwięźle, krótko, i treściwe stawiać znaki

Bo jak pisarz się rozpisze, niepotrzebnie rozgawoży,

Rychło sedno zapomina, I chuj wie co on tam stworzył…

Każdy wie, rzecz oczywista, że milczenie stoi złotem

Lecz czasami ktoś zapomni: gadatliwość bywa błotem.

 

surprisesurprise

Pecunia non olet

Teo Max, moją opinią chciałam jedynie podkreślić, jak straszliwe rzeczy człowiek może wyrządzić człowiekowi. Wspomnianej powieści nie czytałam, ale też i “mój” wampir (taki stuprocentowy, wyłącznie fantastyczny) był jedynie przykładem. :) A podobne pozbywanie się doła jest ze wszech miar uzasadnione i usprawiedliwione. :)

Pozdrawiam serdecznie. heart

 

Pisałam ten tekst w niesmaku ducha (brakuje mi dobrego określenia). 26 marca poddano eutanazji 25-letnią Hiszpankę. Sama nie wiem, czemu się tak przejęłam. W końcu tyle różnych nieszczęść:(

W tym konkretnym przypadku (prawdopodobnie – sąd się jeszcze nie wypowiedział) załamano prawo. Lekarz prowadzący eutanazję był jednocześnie koordynatorem transplantacji. I jeszcze kilka pomniejszych problemów prawnych i etycznych. Kobieta nie była chora terminalnie. Mimo depresji sąd przychylił się do jej prośby o eutanazję, stwierdzając, że ma właściwe rozpoznanie rzeczywistości i rozumie konsekwencje. Potem napisała prośbę o „czas do namysłu” – sąd odmówił, stwierdzając, że nie ma właściwego rozpoznania, i napisała tę prośbę pod wpływem innych osób. Rodzina o nią walczyła. Przegrali – a na dodatek spotkali się z hejtem.

Potworne… crying

Pecunia non olet

Witaj. :)

 

Gratuluję debiutu i to już w dniu rejestracji. :)

 

Zachęcam do zerknięcia w dział Publicystyka, gdzie są – pomocne nam wszystkim – PORADNIKI, w tym: Drakainy – dla Nowicjuszy, ortograficzny, interpunkcyjny, myślowy, dialogowy itd. :) 

 

Tekst o tej ilości znaków (8040) to jeszcze nie opowiadanie, lecz – SZORT. Więcej: w Poradniku Drakainy. :) Bądź zatem uprzejmy zmienić tę kategorię. :) 

Dialogi są do generalnej poprawy wedle wskazanego Poradnika, bo ich zapis jest nieprawidłowy. 

Myślę, że w Przedmowie trzeba by też zaznaczyć, z jaką “ortografią” musi zmierzyć się tu Czytelnik. :) A nie jest to łatwe do przebrnięcia, zapewniam. ;) Istotnym jest także powód takiego zapisu szorta. :) Poprawność językowa to jedno z najważniejszych kryteriów oceny tekstu. ;) 

 

Pozdrawiam serdecznie, powodzenia w dalszej twórczości. :) 

Pecunia non olet

Witaj. :)

 

Gratuluję publikacji i to już w dniu rejestracji. :)

Zachęcam: w dziale Publicystyka są Poradniki, w tym: Drakainy – dla Nowych Użytkowników, a także: dialogowe, językowe, myślowe, interpunkcyjne itp. :)

 

Taka ilość znaków (27598) to nie SZORT, lecz OPOWIADANIE; więcej: w Poradniku Drakainy. :)

Tu na pewno trzeba poprawić dialogi, bo miejscami są zapisane nieprawidłowo, np.:

– Spadek ciśnienia w module B? – zmarszczył brwi. (…)

– A jednak. Sprawdź uszczelnienia przejść między modułami. Jakub odpiął pasy i odepchnął się lekko, sunąc przez wąski korytarz. Po chwili jego głos zabrzmiał w interkomie. (…)

– W kosmosie wszystko jest tymczasowe. Marta odetchnęła głęboko. – Wracaj na miejsce. Będziemy monitorować. Kiedy znów siedzieli obok siebie, napięcie powoli opadło. Jakub spojrzał na nią kątem oka. (…)

– Idziemy. Założenie skafandrów wyjściowych zajęło kilka minut. Każdy ruch był przemyślany, każdy zamek i zaczep sprawdzony. W końcu stanęli przy śluzie. (…)

– Jeszcze nie wiem. Zaczęli rozstawiać sprzęt, pobierać próbki, wykonywać pomiary. Rutyna wróciła, nawet tutaj, setki tysięcy kilometrów od domu. Po około godzinie pracy Jakub zatrzymał się nagle.  

– Marta, spójrz w lewo. Wskazał na horyzont. Coś się poruszało – ledwie widoczne drżenie powietrza, które przecież nie powinno istnieć.  

 

Dotarli do śluzy i weszli do środka, zamykając ją szczelnie. Dopiero wtedy pozwolili sobie na głębszy oddech. – tu dopytam: czy dobrze rozumiem, oni na Księżycu oddychali, jak na Ziemi?

 

 

Pozostałe kwestie techniczne i związane z nimi sugestie oraz wątpliwości (zawsze – tylko do przemyślenia):

Fanfary, emocje (przecinek?) a tymczasem to jest takie ciche miejsce.  

Tymczasowo brzmi niepokojąco. – może dać w cudzysłów lub kursywą?

Świat znów zgasł.Ja kub obudził się na pokładzie „Selene-7”. – tu spacja o dwie litery za daleko rozbiła wyraz

Tak (przecinek?) jakby jej nigdy nie było.

Rozlało się wokół statku Jakuba jak fala, która nie miała źródła ani końca. Instrumenty oszalały, wskazania przeskakiwały między zerem a wartościami, których nie dało się odczytać. – powtórzenie?

– To świetna rada, tylko że ja to jestem w środku tej ! – za dużo zaimków, spacja na końcu niepotrzebna, powtórzenie i niepoprawne składniowo zdanie? – ogólnie w całym tekście jest nadmiar zaimków, zwłaszcza: „to”; podobnie wyrazy: „powiedział(a)/odpowiedział(a)

– Marta,ty nie jesteś już tylko człowiekiem, prawda? – brak spacji przed: „ty”?

 

Ciekawy pomysł takich kolejnych – sięgając do kultowego tytułu sprzed lat – „bliskich spotkań trzeciego stopnia”. :) Dużo się dzieje, jest akcja i jej szybkie zwroty. :)

Miło, że zakończyłeś opowieść tak pozytywnie, a nie – krwawą masakrą kosmiczną. :)

 

Pozdrawiam serdecznie, klik do Biblioteki Portalu. :)

Pecunia non olet

Witaj. :)

Mocno dołujący tekst. Niestety, ale najstraszniejszym jest w nim fakt, że nie ma tu za grosz fantastyki, a horror/piekło/”taki los…” – sięgając do klasyki – “…ludzie zgotowali ludziom”. crying

Dlatego tak bardzo lubię typowe horrory – wiem, że wampir tak naprawdę nigdy nikogo nie zabije. W przypadku bestialskich ludzi już tej pewności nie mam… sad

 

Klik, pozdrawiam serdecznie. :)

Pecunia non olet

Tak, większość tych informacji faktycznie niepotrzebna… Wystarczyłoby rzec, że oto zima przyszła szybciej, a w karczmie byli handlarz, szlachcic i strażnicy – jak w dobrym kawale :-).

 

Nie zapominajmy jednak o drugiej tytułowej bohaterce – Wietrznej. winklaugh

Pozdrawiam. :)

Pecunia non olet

Miło mi bardzo, tak, to mój zamek, nawet kiedyś napisałam o nim wiersz pod tym właśnie tytułem na konkurs poetycki i nawet dostałam zań wyróżnienie. :))

I ja dziękuję, pozdrawiam serdecznie. :) 

Pecunia non olet

Witaj. :)

Nastrojowa, przezabawna i nader pomysłowa historyjka, w dodatku z morałem. :) 

Dla Hesketa nieustanne brawa za ilustracje. :) 

Klik, pozdrawiam serdecznie. ;) 

Pecunia non olet

Witaj. :)

Pomysł na coś nowego w Twoim wykonaniu, brawa. :)

I znowu to, co nasze, polskie, okazało się być najlepsze. :))

Pozdrawiam serdecznie. ;)

Pecunia non olet

Dziękuję za ciężką pracę.

laugh Na spokojnie, praca ciężka nie była, tutaj mamy czasem opowiadania na ponad 100 tys. znaków. :)

I ja dziękuję, pozdrawiam i powodzenia. :) 

Pecunia non olet

I ja dziękuję, pozdrawiam. :) 

Pecunia non olet

Witaj. :)

Podwójne drabble zaskakujące, bo rymowane, za co na pewno należą Ci się brawa, bo to niełatwa sztuka. :) 

Adam, to przecież nasi starzy przyjaciele z “Dzikiej” planety!- tu nie zrozumiałam, czemu taka pisownia? – jeśli to nazwa, czy nie powinny oba je człony być ujęte w cudzysłów? ; a – jeśli to określenie mówiącej, czy “dzikiej” nie powinno być małą literą? 

Dużo tajemnicy i zagadkowości. :) 

Pozdrawiam serdecznie. ;) 

Pecunia non olet

Witaj. :)

Świetny nastrój, jest groza i są “straszliwości wszelakie”, a na końcu – humorystyczny morał. :)

 

Budzi się smyk z krzykiem i szyje obejmuje (…) – tu mam wątpliwość, czy nie chodzi o liczbę pojedynczą (?)

 

Pozdrawiam serdecznie, klik. :) 

Pecunia non olet

A, takie coś. Płaci człowiek za ignorancję. Przepraszam :/ I dziękuję!

 

Jeśli mam być szczera, sama do końca nie ogarniam tych Wołaczy, zresztą co pewien czas na Portalu toczą się o nich dyskusje. ;) 

 

Także dziękuję. :) Zdrów! :)

Pecunia non olet

Witaj. :)

 

W tekście z pewnością trzeba poprawić interpunkcję, np.:

Zamysł ogólnie był taki: Wolfgang Kimbele, były czarny oficer zasłużony w walkach o Tanganikę podczas pierwszej wojny światowej pała nienawiścią do Brytyjczyków i jednocześnie darzy sentymentem byłych niemieckich towarzyszy broni. (…)

– A wszak to samiście mnie panocku wzywali po północku, cobym wam w tyj ksiąsce pomógł! (…)

 

 

Co do słowa „murzyn”, ja bym je zapisała wielką literą:

Jak się dalej okazuje, kierują nim w istocie pozytywne pobudki – jako że każdy murzyn musi być dobry – i zamierza po prostu z pomocą Niemców zniszczyć brytyjsko-francuski kolonializm.

 

Nastoletnie dzieci wreszcie aresztowano, oboje za posiadanie i rozpowszechnianie narkotyków. Giermek uwolnił ich, używając swoich znajomości i natychmiast przystąpił do pracy nad powieścią o narkomanii wśród młodzieży. – tu mam wątpliwość, czy nie powinno być „je”, bo mowa o dzieciach (?)

 

Strasznie dużo się dzieje, przeplatasz każde zdanie tak ogromną ilością ważnych informacji: osób, spotkań, tytułów, postaci autentycznych, odniesień do historii, polityki, kultury oraz socjologii, zwrotów akcji, wzlotów i upadków bohatera tytułowego oraz jego bohaterów, że niezwykle trudno ogarnąć to wszystko oraz poukładać sobie logicznie cały splot zdarzeń. ;) Miejscami miałam wrażenie, że czytam streszczenie lub plan ramowy obszernej powieści. :)

Pomysł na fantastykę pojawia się i znika, niby jest, ale – w moim odczuciu – został dodany tylko po to, by urozmaicić pomysł na parodię typowego życia wielu „zawróconych” partyjniaków. :)

 

Pozdrawiam serdecznie. :)

Pecunia non olet

Witaj. :)

Sugestie oraz wątpliwości, nasuwające się w związku z kwestiami technicznymi (zawsze – tylko do przemyślenia):

Półtora dnia z życia inspektora Harringa. Inspektor Herring wracał do domu, omijając cuchnące kałuże i śmieci. – mamy tytuł oraz pierwsze zdanie. I od razu, niestety, błędy rzeczowe: Czytelnik nie ma pojęcia, o kim piszesz: o „Harringu”, czy o „Herringu”? Wprowadzasz nazwę własną, ale nie dbasz o jej należyty, prawidłowy zapis. I z miejsca, całkiem niepotrzebnie, jest już „na dzień dobry” kilkanaście błędów rzeczowych, bo tyle razy padają obie formy zapisu tego nazwiska w tym krótkim szorcie.

 

Inspektor Herring wracał do domu, omijając cuchnące kałuże i śmieci. Wokół ciemniała noc, przedświtowa, duszna i wilgotna. Gdy zbliżał się do domu, poczuł mdłości. Hm. Po czym? Piłem to, co zwykle i tyle co zwykle. Nudności jednak się nasiliły. – narracja powinna być oddzielona od myśli bohaterów (dalej są i inne takie fragmenty)

Herring zaparł się nogami o framugę, ale nie miał siły wstać. Wirująca dziura zbliżała się do niego. Nie miał się gdzie cofnąć. – powtórzenia?

Siedział za swoim biurkiem w komendzie. Nikogo nie było, poza Herringiem. Spojrzał na biurko i mimo woli zauważył swoje spodnie, oblepione śluzem wymiocin. – i tu?

– Pięknie kurwa pięknie – powiedział na głos, z lekkim przestrachem. Zachlałem się. Tak źle nigdy do tej pory nie było, żebym się porzygał i usnął. Na komendzie. – błędny zapis dialogu i brak przecinków?

– Cześć Janusz. – przecinek przy Wołaczu?

– Cześć Marian. – i tu?

– Porter od roku jest za 15, wiesz o tym, co nie? – w dialogach liczebniki zapisujemy słownie

 

Pogrubioną czcionkę zmień na zwykłą. Rozbij zwarte akapity tekstu na mniejsze.

 

Jest pomysł, ale mam podobne odczucia, co Bartkowski.robertnie do końca kumam, o co kaman. Co się tam tak naprawdę wydarzyło? Świat pozmieniał się nagle, wraz z bohaterem? Czemu? Czyżby tylko wskutek jego picia? Brak zbyt wielu informacji.

 

Ponieważ to Twoje drugie opko, a usterek jest sporo, dam na wszelki wypadek namiary, jak Nowicjuszom: w dziale Publicystyka są super Poradniki, pomocne nam wszystkim, w tym: Drakainy – dla Nowych Użytkowników, ortograficzne, dialogowe, interpunkcyjne, myślowe itp. :) 

Pozdrawiam serdecznie. :) 

Pecunia non olet

Szanowny Autorze,

 

Te czasy nie minęły, ale przynajmniej w naszym kręgu kulturowym sprawa równouprawnienia ma się całkiem dobrze, jak mniemam.

Mam nadzieję, że czasy z podziałem (jakimkolwiek) na “my i oni” minęły. :) My, “baby”, i Wy, Panowie, mamy te same miejsca. :) 

 

I kolejne błędy rzeczowe.

Oj, to litrówka :(

Niestety, ale literówki w nazwach własnych powodują błędy rzeczowe, uznawane zazwyczaj za gorsze od ortograficznych. Dlatego z wprowadzaniem nazw własnych trzeba bardzo uważać i pilnować ich każdorazowego prawidłowego zapisu. 

 

 

przecinek przy Wołaczu?

Nie rozumiem…

Podaję przykładowy link wyjaśniający z netu:

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/wolacz-a-przecinek;9258.html

 

Cytuję:

“wołacze należy oddzielać przecinkami od reszty zdania”. 

 

Twój przykład:

“Czy może mi powiesz panienko, że to również bujda?”

I ja napisałam: “przecinek przy Wołaczu?”.

Wołacz to jeden z przypadków, ten ostatni. Tu, w tym przykładowym zdaniu, jest nim słowo: “panienko”. Jak podaje zasada z podlinkowanego poradnika językowego, Wołacz wymaga oddzielenia go przecinkami od reszty zdania. W Twoim zdaniu słowo “panienka” nie jest tak oddzielone. :)

 

To mała kontynuacja serii Ciekawskiego Świata Duszka, którym podzieliłem się w 11 częściach kilka miesięcy temu.

 

To się właśnie czuje, że to raczej fragment. :)

 

Jest tu tyle fantasy, ile: Alfida Jahn umarła jakiś czas temu temu… 

Otóż to. :)

 

Pozdrawiam i także dzięki. :) 

Pecunia non olet

MarnoscMarnosc42, jest zmiana z fragmentu na szort, zatem klikam bibliotecznie, pozdrawiam i także dziękuję. heartkiss

Pecunia non olet

Hemmer zareaguje bardzo źle kiedy się dowie, że to nie jest artefkt.

Łagodnie powiedziane. ;)

 

Niestety, wydaje mi się, że świat przyszłości będzie tak samo bezwzględny jak obecny, co do tego nie mam złudzeń.

I stąd moje zachwyty yes – opko wygląd aż nazbyt realnie jeśli chodzi o przyszłość, niestety… 

 

Wszystkie sprawy jasne, i ja dziękuję, trzymam kciuki, powodzenia i pozdro! :)

Pecunia non olet

Witaj. :)

 

Już samą Przedmową „nastraszasz”, pisząc: „O tym kto pan, a kto prostak, tym, gdzie miejsce bab jest a i tym, co mówić komu przystoi”.

Czyżby miejsce „chłopów” miało być inne? A skąd niby taki podział? :) Wracamy do dawnych czasów? :)

 

Sprawy językowe i sugestie oraz wątpliwości (zawsze – tylko do przemyślenia):

A ją tak nazwano dlatego, że wicher nad jej nurtem leniwym hasał i swawolił (przecinek?) naprzykrzając się ludziom okrutnie.

Ciekła łukami delikatnymi w otoczeniu gęstego drzewia, terenem płaskim niby podpłomyk, czy inszy placek z nielicznymi tylko wzniesieniami, którym do wszelkiej okazałości daleko było. Sama woda była nieruchawa, bez krzty życia spływała szerokim ciekiem, niby ospała. Skorzy ją tedy byli ludzie ujarzmiać i usidlać. – powtórzenia?

Jako, że drewniane konstrukcje zimą wielokrotnie lód miażdżył i tratował, postawiono tam wielkie jak dom cały filary z kamienia, nad którymi rozparto łuki i przęsła drewniane. – powtórzenie?

Nie małym kosztem konstrukcję wzniesiono, a przy brzegu północnym gospoda stanęła ze stajnią i przytułkiem sporym. – ortograficzny?

Piękne to było miejsce, zeszpecone jedynie wieżycą na wzgórku pobliskim, która (przecinek?) piorunem rażona (i tu?) spłonęła doszczętnie i (i tu?) niczym strup paskudny (i tu?) złe skojarzenia budziła.

Roztropni jednak ludzie i ci (i tu?) co światlejsi (i tu?) ochoczo w podobnych miejscach przebywali wiedząc, że budowla okrutna wszelkie złe duchy do siebie ściąga.

A te kreatury, zwiedzione szkaradztwem wieży przeklętej (i tu?) siedzą tam niby kwoki na grzędach zadowolone, i ani myślą się poczciwemu człowiekowi naprzykrzać.

Gospoda kwitła niczym kwiat zimy nie znający, będąc ostatnim postojem tak na drodze lądowej jak i wodnej, na dzień przed Ordenslau. – ortograficzny?

Część targów, chcąc miejskie opłaty ominąć, dobijano tutaj właśnie, przy ważonym na miejscu piwie z rosnącego przy Wietrznej jęczmienia, ku uciesze rolników okolicznych i samego gospodarza. – ortograficzny rażący?

Tym nagłym atakiem uwięziła przy gospodzie barkę spławną oraz handlarza, który z niej towar miał podjąć i w dalszą drogę ruszyć, a przepędziła ekonoma, co w imieniu księcia wysokość daniny miał określić. – powtórzenie?

Nie dziwota tedy, że strażniki nawet, półgłówki dwa zatracone, do gospody się pochowały. W murach gospody było przyjemnie. – i tu?

– A wiadomo (przecinek?) skąd ten przybysz? – spytał Kamil Klemens, jeden z mostowych strażników.

Pewnikiem opowie cosik więcej, niż te smutne wasi koledzy, co tędy taborem jechali. – składniowy?

– Zbój (przecinek?) Kruczym Cieniem zwany, tfu, niechaj sczeźnie razem z tym padalcem cała rodzina jego plugawa, przekręcił się był na nasze szczęście – powiedział Kamil Klemens z całkowitą pewnością, jakby własne zatwardzenie obwieszczał, po czym przez błonę zwierzęcą spojrzał na zewnątrz, na budę strażniczą przy moście widocznym nieopodal.

– Jako że ty człowiekiem jesteś bywałym i obeznanym, co to kursuje między łóżkiem, budą swoją i latryną wyłącznie, z pewnością wiesz (przecinek?) co mówisz, panie Klemens, co?

– Takoż powiedział mi Franz! – burknął Klemens (przecinek?) uderzając pięścią w stół i piorunując Wrzeszcza wzrokiem.

– Co go Długim przezywają, co z wielebnym arcy jegomością przejeżdżał tędy ledwo dwa dni temu, do Ordenslau się kierując. – ortograficzny?

– Nie bądźcie zbyt śmieszni, panie Wrzeszcz – rozsierdził Klemens. – brak „się”?

 

 

Hmmm… Mam problem z nazwiskiem, które wprowadzasz: 23 razy pada, że tytułową gospodę prowadzi „Wrzeszcz”, np.:

„Jedno i drugie ku uciesze prowadzącego gospodę Wrzeszcza”.

A potem nagle, podczas wymiany zdań, pojawia się, nie wiadomo skąd, jakiś „Wrzask”, też prowadzący gospodę; występuje w tekście10 razy i zastępuje poprzedniego „Wrzeszcza”:

„– No, odezwał się wielmoża – prychnął Wrzask. – A drwa narąbał, że gębę otwiera, a?

– Grzańca mi zrób, miast dokazywać – nakazał Silbermund”.

 

To niepotrzebnie tworzy w sumie 33 błędy rzeczowe. Bo Czytelnik nie wie, jak się ten gospodarz nazywał…

 

Inne nowe pojęcie: „Wolna Twierdza” też nie jest zapisywane jednolicie, np.: „Tym bardziej, że przecież od strony Wolniej Twierdzy konny zjechał”.

I kolejne błędy rzeczowe.

 

Wprowadzając nowe nazwy własne trzeba dbać o ich staranny zapis, bo Czytelnicy nie wiedzą, jak zamierzałeś je zapisać, skoro piszesz w sposób różnoraki.

Gdyby taki mądry był, jak prawi, to by nie siedział tutaj (przecinek?) długów odrabiać nie musiał.

A co z konnym podróżnym, o którym pan Silbermund, wielmoża zubożały (i tu?) napominał?

Co to one (przecinek?) gorsze?

– Nieporządne panny, jak to nazwaliście panie handlarz pechowy, też człowiekowi potrzebne – zauważył Silbermund, uśmiechając się znacząco. – przecinek przy Wołaczu?

Nie trafiła dorzucaną żerdzią (przecinek?) rozsypując żar i popiół, którego było aż nadto.

Albo o tym, co by chcieli (i tu?) żeby było, a nie ma.

Kobieta odkleiła policzek od pieca (i tu?) by wychylić się i spojrzeć na karczmarza.

Kruczy Cień bowiem, będzie z dwa księżyce temu, jak ducha wyzionął ze wszystkim, to przy nim stało. – czy tu nie miało być: „co”?

– Prawa Ręka to teraz przed strażnicą leży, a tuszą jego pożywia się wszelkie pełzające paskudztwo tamtych lasów. – powiedziała Alfida, uśmiechając się. – błędny zapis dialogu?

Ale wraz z ludźmi pana drużynnika strażnicę zdobyliśmy, całą obsadę zasiekłwszy w przódy. – kolejny ortograficzny?

Czy może mi powiesz panienko, że to również bujda? – przecinek przy Wołaczu?

– Pani trzymaj gębę zawartą! – i tu?

– Panowie, czy ja mogłabym zjeść, zanim rozwieję wasze wątpliwości (przecinek?) odpowiadając na pytania, których zadawać nie chcecie (i tu?) bojąc się odpowiedzi? – spytała Alfida Jahn, mlaszcząc.

– Ciekawym (przecinek?) kiedy, a?

 

Ok, reszty usterek już nie wypisuję, skupiając się jedynie na fabule, lecz całość trzeba jeszcze bardzo starannie przejrzeć i poprawić.

 

Ładna stylizacja języka dodaje klimatu. :)

Dużo brutalności, za to bardzo mało fantastyki.

Całość wydaje się być fragmentem większej całości, jakby brakowało zakończenia. :) Czy to na pewno jest całe opowiadanie? 

 

Pozdrawiam serdecznie. :) 

Pecunia non olet

Witaj. :)

 

Sprawy techniczne i nasuwające się przy czytaniu sugestie oraz wątpliwości (zawsze – tylko do przemyślenia):

Mini platforma wiertnicza C-16 nie wyróżniała się niczym szczególnym na tle kilkuset podobnych na Tytanie. Walki zbrojne ją ominęły i w chwili, gdy front znajdował się kilkaset kilometrów dalej, a działania wojenne powoli wygasały, infrastrukturze nic nie zagrażało. – powtórzenie?

Przy tablicy kontrolnej siedział trzydziestoletni szatyn, o wzbudzającym zaufanie spojrzeniu i łagodnym uśmiechu. – mam wątpliwość, czy przecinek nie jest zbędny (?)

Wkrótce, trzy czwarte metalicznej kostki wystawało ze skalnej okowy. – tu także?

Ben, został w warsztacie sam. – tu też?

Na dnie otworu, sonda odnalazła odłamek skalny, którego średnia gęstość – po pobieżnym, miejscowym skanie – okazała się zadziwiająco duża. – tu podobnie – z pierwszym przecinkiem (?)

Po pierwszych oględzinach, stwierdzili, że jest typowym dla Tytana, przypominającym asfalt, zlodowaciałym węglowodorem. – tu znowu mam wątpliwość co do pierwszego (?)

Zgodnie z procedurą przejścia powinieneś był zrobić trening, rozpocząć dietę i zakładać dociążenie miesiąc przed. – czy ta (i inne) aliteracja jest celowa?

Miquel nie miał pojęcia (przecinek?) skąd tamten je przytargał.

Masz pojęcie (i tu?) co to za minerał?

Zdaje się, że to coś jest zrobione. – dodał. – błędny zapis dialogu? (zbędna kropka?)

– Chcesz wydobyć to coś? – Zapytał Miquel, przyglądający się do tej pory czynnościom kolegi w milczeniu. – i tu – didaskalia z malej?

– Dokładnie to mam zamiar zrobić… Znajdź dozymetr – rzucił obojętnie, nie przerywając odłupywania – tu też błędny, bo z kolei brak kropki (lub części zdania)?

– Czyli jest to wytwór człowieka czy (przecinek?) nie?

To może mieć związek z działaniami wojskowymi, to może być element uzbrojenia. – czy celowe powtórzenie?

Nie mogę sobie wyobrazić (przecinek?) w jaki sposób ktoś mógłby umieścić cokolwiek tak głęboko.

Ścisnął je pokrętłem, i (przecinek?) ruszając to do góry, to na dół, niczym dentysta wyrywający ząb, próbował wydobyć obiekt ze skalnej bryły.

Zbliżał każdą jedną bryłkę do znaleziska (przecinek?) szukając podobieństwa.

Prawdopodobnie pod wpływem sprzyjającej temperatury i ciśnienia. Pod wpływem aktywności tektonicznej został wypchnięty z dużo głębszych warstw geologicznych, być może z samego jądra… – – powtórzenie?

Ben nie wierzył w to (przecinek?) co mówi.

 

Wymiana myśli bohaterów za pomocą ich zapisywania jest niekonsekwentna, czasem dajesz tam kropki, a czasem – nie (w dodatku – kropka powinna być poza nawiasem):

“To może być plotka rozsiewania przez konkurencję, żeby oczernić MaSoHe.”

“Chcesz ryzykować?”

“Ten obiekt na pewno jest wiele wart.”

“Wyrzućmy to.”

 

Tak (przecinek?) jak chciał Ben, włożył metaliczny przedmiot w szczypce robota-sondy, otworzył aplikację obsługi i nakazał transport elementu w głąb odwiertu, do jego lewej, zaniechanej odnogi.

Arthur Hemmer (przecinek?) przytknąwszy oko do lunety (i tu?) skierował ją na krater.

– Ale do kogo ma pan pretensje, Panie Hemmer? – błędny zapis dialogu?

Nie wiedzieliśmy jeszcze (przecinek?) z czym mamy do czynienia.

– Myślałem, żeby poinformować go (przecinek?) jak będziemy pewni (i tu?) czy to rzeczywiście jest artefakt.

Nadszedł czas wziąć się do pracy. Gdy miał przypływ energii, kochał swoją pracę. – powtórzenie?

Źrenica, tkwiąca w białku o nienaturalnym, przypominający kość słoniową kolorze, zabłysnęła szkliście, zdradzając, że prawe oko jest kamerą. – literówka?

Sześciokołowy pojazd, przy prędkości czterdziestu kilometrów na godzinę lekko podskakiwał na nierównościach – uruchomienie pionowych dysz zapewniało tylko nieznacznie lepszą przyczepność. – znowu mam wątpliwość, czy ten przecinek nie jest zbędny (?)

Tylko (przecinek?) czy przedmiot rzeczywiście posiada wartość. – czy to nie zdanie pytające?

W bagażniku leżało uszkodzone wiertło i Miquel zastanawiał się (przecinek?) jak w serwisie wyjaśni przyczynę starcia się diamentów.

Co znaleźliście w skałach (przecinek?) jest cenne dla korporatsji, zapłacimy tridtsat millionov dallsov.

– Poczemu ty milczysz? – Niecierpliwił się Oleg. – czy nie jest to gębowe?

– Wy może domyślacie się (przecinek?) zaczem ja przyjechał? – Porucznik przeszedł do sedna. – i to?

– Ty wrzucił go z powrotem v dziuru? – faktycznie tu ma być „v”?

Miquel ścisnął mocniej kierownice, żeby opanować drżenie rąk. – literówka?

– A powiedz mi, gdzie ty jedziesz?– dokąd?

Skierowawszy go na Miquela (przecinek?) wycedził:

Chodź ze mną druhu. – przecinek przy Wołaczu?

Ben nie miał pojęcia (przecinek?) czego chce.

Nie wiedział nawet (i tu?) dlaczego skłamał.

Ale co z tego, obaj by pewnie zginęli (przecinek?) tak czy inaczej.

Nikt, nawet sam Maxwell, nie wiedział (przecinek?) czym są artefakty.

„Miquel, stary druhu, gdybyś wiedział (przecinek?) jakie cuda twój kompan ukrywa w tej graciarni, martwiłbyś się jeszcze bardziej o jego zdrowie. Ale teraz… za twoje zdrowie!” – powtórzenie i brak kropki na końcu?

Jego wóz był odporny na e-bombę, ale zapalniki mini-ładunków (przecinek?) które Li-li zainstalowała przy cysternach (i tu?) zostały najpewniej uszkodzone przez impuls.

 

 

Nieźle poprowadziłeś fabułę, trzymając w napięciu do ostatniego zdania. :) I tylko można sobie dopowiedzieć, jak zareaguje Hemmer. ;)) Szkoda obu bohaterów, ale – okrutny świat postępuje okrutnie, tak już jest. :)

Świetnie nakreślone sylwetki postaci, bardzo ciekawe odsłony kolejnych zdarzeń, a także – wtrącane raz za razem retrospekcje. :)

Pozdrawiam serdecznie, chciałabym zwrócić uwagę na Twój tekst Kogoś Mądrzejszego, zatem – podwójny klik (biblioteczny i piórkowy). :) Powodzenia. :) 

Pecunia non olet

Witaj. :)

 

Najpierw kwestie techniczne i sugestie oraz wątpliwości (zawsze – tylko do przemyślenia):

Ubrudziałam się bardzo, ich słowa kleiły się do nóg i głowy przede wszystkim. – literówka? – może celowa, bo wcześniej jest podobna forma?

Widzisz (przecinek?) jak tego dużo?

Rozmowa o błachych sprawach. – tu jest ortograf rażący

To zwykłe (przecinek?) proste słowa, rzucone idealnie bokiem, tak, żeby nie zabolało.

Poczekajmy aż tamten wysoki sie nachleje, a ten gruby wkurzy. – literówka?

 

O ile zwykle zdumiewają mnie teksty, ewidentnie fragmentaryczne, a zaznaczone jako pełnoprawne „opowiadania”, o tyle tutaj – chyba pierwszy raz w życiu – mam zagwozdkę, czemu oznaczyłaś ten szorcik jako „fragment”, skoro – przynajmniej w mojej ocenie – jest pełnym, dokończonym dziełem… :)

Oczywiście to Twoja decyzja, którą szanuję. :)

 

Tekst, choć krótki, powala na kolana ogromem treści. Początkowo sądziłam, że chodzi o bohaterkę w ciężkiej depresji, lecz owo ucho mężczyzny i dokończenie opka przywiodło mi na myśl szpital/ośrodek psychiatryczny lub inny odwykowy. Sporo tu tajemnic i zagadkowości, ale i tak przesłanie – bolesne, smutne, niezmiernie przykre oraz przygnębiające – jest wyraźnie nakreślone, za co brawa! :)

Szczególnie gorzko brzmią zdania/fragmenty:

„Ty nie wiesz, ale wczoraj uratowała mi życie, gdy tak bardzo nie chciałam chodzić brudna. Ich słowa bolały bardzo. Boże… było mi tak ciężko, mówiłam coś, ale też dużo dyszałam przy tym, jak zwierz, bez opamiętania, bo bałam się. Ubrudziałam się bardzo, ich słowa kleiły się do nóg i głowy przede wszystkim. Brzydkie słowa, ostre słowa. Niedopowiedziane, fałszywe, skomplikowane słowa. Widzisz jak tego dużo? Dlatego tak wiele miałam sprzątania, wycierania. Tylko popatrz. Ściereczka w strzępach”.

„Rozmowa o błachych sprawach. One przecież nie zabolą. Nie mogą, nie mają takiej mocy. To zwykłe proste słowa, rzucone idealnie bokiem, tak, żeby nie zabolało. Nikt nie miał złej intencji. To poranek w końcu. Za wcześnie. Poczekajmy aż tamten wysoki sie nachleje, a ten gruby wkurzy. Wtedy będzie jatka!”.

 

Mam taką refleksję, że każdemu wrażliwcowi przydałby się spory zapas takich chusteczek…

 

Skoro nie mogę klikać, chociaż dam punkty. :)

Pozdrawiam serdecznie, powodzenia. :)

Pecunia non olet

O, tak, zdecydowanie polecam. :) 

Pecunia non olet

Szanowny Jadordooku, ja także lubię niedopowiedzenia, zdecydowanie!, ale tutaj zabrakło mi czegoś podsumowującego całość. :) 

Pozdrawiam, dzięki. :)

Pecunia non olet

Powinien. Dla własnego dobra. ;) 

Pecunia non olet

Ja się nie wypowiem, lecz jedynie nadmienię, że historia inspirowana własnym doświadczeniem :) 

Takie są najwspanialsze. :)

Pozdro i dzięki, Anonimie. heart

Pecunia non olet

Po takich “korepetycjach” matura z pewnością pójdzie śpiewająco! :) 

Pecunia non olet

Witaj. :)

Swoim humorystycznym utworem przypomniałeś mi wiersz na ten sam temat, czytany w dzieciństwie, autorstwa Danuty Wawiłow:

“Od samego dzisiaj rana

czegoś mi się chce…

Nie cukierka, nie banana -

może piasku, może siana

albo nawet – nie wiem sama

muchy tse-tse-tse?

 

Może zgadnie ktoś przypadkiem,

na co ja mam chęć?

Uszyć krowie suknię w kwiatki?

Wsypać pieprzu do herbatki?

Albo złapać – ciach! – do klatki

krokodyli pięć?

Co w kłopocie mi pomoże?

Jeśli ktoś to wie,

niech mi zaraz liścik kropnie,

bo nie mogę – tak okropnie,

tak okropnie, tak okropnie

czegoś mi się chce!”. :))

 

Pozdrawiam serdecznie. ;) 

Pecunia non olet

Beeeecki

 

bruce, to jest bardzo mocny kandydat na zdanie, z którego najbardziej się zaśmiałem w tym tygodniu!

laughyes

A wiesz, że to jest super pomysł, aby takie zdania wyłuszczać z Portalu co tydzień?! 

Pecunia non olet

Przepraszam bruce za kilka przekleństw. (i innych którzy są wrażliwi na tych punktach).

(pierwotnie było ich więcej, ale zdecydowałem się je usunąć).

Anonimowo bo się trochę boję :(

Po takiej Przedmowie nie mogłabym nie zajrzeć. :) I serdecznie Ci dziękuję, Anonimie. heart Już przywykłam, spoko; rozumiem, że życie rozsiewa wulgaryzmy na lewo i prawo, a my nic na to nie poradzimy. :)

Kwestii językowych nie wypisuję, chwalę natomiast za oryginalny pomysł, bo fantastyka z pewnością tu jest. :) 

Twój tekst wywołał lawinę wspomnień… heartsmiley

Miałam to szczęście, że dzieciństwo i młodość upłynęły mi w czasach, kiedy księża potrafili być naprawdę super katechetami oraz proboszczami i frekwencja na religii była zawsze stuprocentowa, choć w szkołach oczywiście lekcji nie prowadzono, tylko w kościołach lub punktach katechetycznych. :) 

Podczas mojego ślubu, pod koniec lat 90-tych, ku mojemu szczeremu zaskoczeniu, do kościoła w mojej rodzinnej miejscowości przyjechała cała moja Wspaniała Klasa (i kilka innych też). :) I wszyscy poszli do spowiedzi, co wielce mnie zdumiało. Potem w LO, śmiejąc się, wyjawili mi prawdę. :) Takiej spowiedzi nigdy jeszcze nie mieli. :) Mój proboszcz zadawał wszystkim tylko jedną pokutę (i z miejsca dawał rozgrzeszenie): aby nie rozrabiali na moich lekcjach. :)) Nie było to konieczne, absolutnie! :) Miałam szczęście i niewątpliwy zaszczyt zacząć wychowawstwa od Genialnych i Wspaniałych Ludzi, zaledwie 10 lat ode mnie młodszych. :) Potem były kolejne klasy, i czasem też wychowawstwa, a ja utwierdzałam się w przekonaniu, że mamy Super Młodzież. :) Teraz, kiedy jako moi Znajomi na portalach społecznościowych, opowiadają mi o swoich sukcesach osobistych i zawodowych, jestem z Nich taka dumna. :) 

 

Klikam za pomysł i humor oraz lawinę przemiłych wspomnień. :)

Pozdrawiam serdecznie. ;) 

Pecunia non olet

Była mowa o zbanowaniu, zatem brawa dla banów. :) 

Pecunia non olet

laugh 

Precz z Fenixem – z popiołów, czy nie! Brawa dla banów! yes

 

Pecunia non olet

“Cienias, zhejtowanie, jednorożec z feniksem”surprise. A gdzie oznaczenie wulgaryzmów? laugh

Pecunia non olet

Ok, czyli ja zostaję przy sobotach i niedzielach. ;) 

Pecunia non olet

O właśnie! Bardzo dobre pytanie bruce. Mam nadzieję, że tak będzie! 

No właśnie, Michaelu. Przyznam, że mocno się już pogubiłam, jak to jest z zastępowaniem Lożan zrzekających się lożowania – od kiedy właściwie zaczyna się dyżur kolejnego Lożanina? 

 

Pecunia non olet

Gdyby trzeba było, przejmę któryś dzień. Tylko prosiłabym o info tu przed majem, abym wiedziała. :)

Pecunia non olet

Czy w takim razie od maja witamy w Loży Beeeeckiego? :)

Pecunia non olet

I ja dziękuję heart , z tymi przecinkami – to mania po prostu, wszędzie bym je wstawiała… blush

Pozdrawiam serdecznie. ;) 

Pecunia non olet

Szanowny MySzy, każdy z nas ćwiczy zapis dialogów i nadal ma z nim problemy. Podobnie – inne kwestie językowe. :) Wszyscy jesteśmy tu amatorami. ;)

Pozdrawiam serdecznie, powodzenia. :) 

Pecunia non olet

Witaj. :)

Gratuluję debiutu i to już w dniu rejestracji. ;)

Dział Publicystyka zawiera m. in. bardzo przydatne Poradniki, z których wszyscy korzystamy, np.: dialogowy, myślowy, interpunkcyjny, ortograficzny, a także – Drakainy – dla Nowicjuszy. :)

 

Przykładowe kwestie techniczne i związane z nimi sugestie oraz wątpliwości (zawsze – jedynie do przemyślenia):

Warto zwrócić uwagę na interpunkcję, bo często w zdaniach brak przecinków, np.:

Krystian siedzący na ramieniu Peggy węszył z wysuniętymi do przodu wąsikami z zainteresowaniem chłonąc egzotyczne zapachy.

W miarę jak zagłębiali się w kolejne galerie ogromnego budynku delikatny zapach frytury towarzyszący od lądowania stawał się coraz silniejszy.

– No widzisz Es?

Czekał byś dwa tygodnie na ten swój serwis a tu masz na miejscu fachowca! – zawołał klient nerwowo wymachując mackami.

 

Podobnie zdarzają się też błędy ortograficzne, np.:

Chociaż wolała bym lody.

Wylądowali byśmy bez podwozia!

Rozsmarowali byśmy się po tym kosmodromie jak marmolada na grzance.

No bo w tych książkach i komiksach to zazwyczaj zaczynają od zabijania potworów, ale to było by chyba nieuprzejme, nie?

Czekał byś dwa tygodnie na ten swój serwis a tu masz na miejscu fachowca! – zawołał klient nerwowo wymachując mackami.

 

 

Są także literówki, np.:

– Profesorze – zapytała walcząca z ze ssaniem w żołądku Esmeralda – czy my w ogóle możemy jeść to co Mosphagianie?

 

 

 

Występują również błędy stylistyczne np. powtórzenia, np.:

No bo w tych książkach i komiksach to zazwyczaj zaczynają od zabijania potworów, ale to było by chyba nieuprzejme, nie? (…)

– Wybraliśmy tę planetę z “Atlasu nieznanego kosmosu”, więc może się wydarzyć wszystko. Może będziemy musieli zostawić na czas pobytu wątroby w depozycie.

 

Dialogi też wymagają poprawy, np.:

– I co teraz? – zapytała Peggy wyplątując się z pasów – co się zazwyczaj robi po wylądowaniu na obcej planecie?

– A to dziwne stworzenie? – celnik wskazał wolną macką na szczura, którego zauważył kątem jednego z oczu.

 

Sprawa błędów rzeczowych – skoro w opowiadaniu wprowadzasz nowe pojęcia, musisz bardzo starannie sprawdzać ich każdorazową pisownię. Jednym z nich jest, występujące w tytule słowo, które pochodzi od „Mosphagii”. Wyrażeń takich jest aż 39. Niestety, lecz nie piszesz ich jednolicie, np. w opowiadaniu jest zdanie:

– Dokąd lecicie? – odezwał się mosphagaiński technik w odblaskowej kurtce.

Czytelnik nie wie, jak ma naprawdę brzmieć ten zapis – z „i”, czy bez tej litery w środku i z miejsca niepotrzebnie powstało aż 39 błędów rzeczowych.

 

Inny taki wyraz to: „Nussk(r)nacker”, występujący 17 razy i znowu on nie jest pisany tak samo w całym tekście, bo mamy przeważnie przez „n”, a tu nagle pojawia się zdanie:

„Gdy ruszyli za urzędnikiem przez długie korytarze i sale pełne biurek, gdzie kłębili się liczni kanceliści z mackami pełnymi teczek, Nusskracker rozcierając guza na czole zapytał: (…)”, zatem znowu jest niepotrzebnie 17 kolejnych błędów rzeczowych, bo Czytelnicy nie mają pojęcia, jak ma właściwie brzmieć ten wyraz.

Jako Autor musisz dbać o należytą pisownię wprowadzanych przez siebie nowych pojęć.

 

 

Kolejnych akapitów nie trzeba rozdzielać wolnymi wersami.

 

Pomysł na SF jest ok, nawiązania do wspomnianych w Przedmowie dzieł też, ale trzeba jeszcze starannie poprawić wszystko pod kątem technikaliów. :)

 

Pozdrawiam serdecznie, powodzenia. :)

Pecunia non olet

Witaj. :)

 

Widzę, że to już Twoje drugie opko na Portalu, którego gratuluję, zachęcając jednocześnie do zerknięcia w dział Publicystyka, gdzie znajdują się – przydatne nam wszystkim – PORADNIKI, w tym: Drakainy – dla Nowicjuszy, ortograficzny, dialogowe, myślowe, interpunkcyjny itp. :)

 

Sprawy techniczne i związane z nimi sugestie oraz wątpliwości (zawsze – tylko do przemyślenia):

Niech Bóg ma w swej opiece każdego, kto odważy się zapuścić tam, gdzie ja się zapuściłem…Wszystko zaczęło się w dniu, w którym przywieźli tego dziwnego mężczyznę, niech będzie przeklęty po wsze czasy. – powtórzenie?

Skończyliśmy codzienny obchód, więc właściwie miałem nadzieję na pogrążenie się w papierach, co znacząco przyspieszyło by upływ czasu. – ortograficzny – razem?

Nosze trzymało czterech pielęgniarzy, a i tak ledwo dawali radę. Przytrzymujące nadgarstki, kostki i talię pasy trzeszczały niemiłosiernie, zwiastując rychłe zmęczenie materiału. – powt./styl?

Razem z Krzyśkiem przycisnęliśmy przedramię pacjenta do łóżka, a Marta wstrzyknęła mu pełną dawkę zrobionej na szybko mieszanki. – czy ta (i inne – np.: Krzysiek wręczył mi raport spisany podczas przekazania pacjenta przez policję) aliteracja jest celowa?

Ale nie wyglądał staro, najwyżej na 40-kilka lat. – słownie (pozostałe liczebniki podobnie)?

Gdy położyłem dłoń na klamce, usłyszałem, jak powiedział cicho, ale wyraźnie: jest pod nami. – wypowiedź bohatera trzeba jakoś podkreślić/uwypuklić w tekście (?)

Coś mi mówiło, że albo to majaki szaleńca, albo to właśnie ona jest kluczem do rozwiązania zagadki. Gość wyglądał mi na człowieka pogrążonego w ciężkiej paranoi i zawieszonego gdzieś pomiędzy rzeczywistością a wymysłami umysłu, ale nie mogłem pozbyć się wrażenia, że ma to jakieś głębsze znaczenie. – powtórzenie?

Gość wyglądał mi na człowieka pogrążonego w ciężkiej paranoi i zawieszonego gdzieś pomiędzy rzeczywistością a wymysłami umysłu, ale nie mogłem pozbyć się wrażenia, że ma to jakieś głębsze znaczenie. – styl?

Dałbym sobie uciąć rękę, że nie byłem tam dłużej, niż 40 minut. Ale upływ czasu bywa złudny. W domu wszystkie światła była zgaszone. Zajrzałem do sypialni – Agata spała głęboko, a jej spokojny i równy oddech był kojący. – powtórzenia?

W domu wszystkie światła była zgaszone. – literówka?

Ostrożnie usiadłem na skraju łóżka i pogłaskałem po głowie, zastanawiając się nawet, czy nie obudzić jej na szybki numerek. – powtórzenia/zaimkoza?

Powoli wstałem z łóżka i (przecinek?) starając się być jak najcichszej (i tu?) podszedłem do drzwi, za którymi były schody piwniczne.

Ten dźwięk był dziwnie niepokojący, wżynający się w mózg, kaleczący uszy od środka. – ortograficzny?

Potem zrobiło się nieco dziwniej. Pojawiły się współrzędne geograficzne i zdjęcia dziwnych konstrukcji przypominających stojące w przypadkowych szopy lub małe budynki gospodarcze. – powtórzenie?

Pojawiły się współrzędne geograficzne i zdjęcia dziwnych konstrukcji przypominających stojące w przypadkowych szopy lub małe budynki gospodarcze. – składniowy? – brak tu części zdania?

Nienaturalne, przeczące logice kąty, ściany zdające się być jednocześnie wypukłe i wklęsłe, okna umiejscowione całkowicie absurdalne, w dodatku posiadające klamki od zewnątrz… literówka? – czy tu nie brakuje „i”?

Była nawet szopa wepchnięta w róg podwórka typu studnia jakimś starym osiedlu. – na?

Łamiącym się głosem powiedział, że zaraz po moim telefonie z izolatki dobiegł przenikliwy, niemalże zwierzęcy ryk cierpienia. Pobiegł w tamtą stronę, jednocześnie wzywając – zgodnie z moim zaleceniem – policję. – powtórzenie/styl?

Gdy tylko ujrzałem drewnianą, wciśniętą w trzewia miejskiej tkanki drewnianą budkę wielkości toi-toja, znowu zebrało mi się na mdłości. – powtórzenie?

Jeśli byliście kiedyś na grząskim po deszczu gruncie w poszukiwaniu rosówek, wiecie (przecinek?) o co mi chodzi.

Długi snop światła pomknął w dół czarnej otchłani, ukazując mi jedynie pustkę. Przynajmniej tak mi się wydawało. Nagle na dole coś się poruszyło, a ja z mieszaniną niedowierzania, odrazy i przerażenia zrozumiałem, że patrzę na przesuwające się podziemnym korytarzem cielsko ogromnego czerwia.

Przypomniało mi się to, co zobaczyłem na dalszych stronach plugawego notatnika. Były to zdjęcia zrobione wpuszczonym w otwory aparatem – ukazywały ludzi pochłanianych przez wielkie, żyjące głęboko pod miastami robaki wielkości pociągów. – powtórzenia?

 

 

 

Hmmm… zakończenie Twojego horroru brzmi tak:

„Przypomniało mi się to, co zobaczyłem na dalszych stronach plugawego notatnika. Były to zdjęcia zrobione wpuszczonym w otwory aparatem – ukazywały ludzi pochłanianych przez wielkie, żyjące głęboko pod miastami robaki wielkości pociągów. Na pierwszej fotografii była zaginiona dwa lata wcześniej córka rozrywana na strzępy przez białą, tłustą i bezoką larwę”.

I – nie wiem, czemu tak je zakończyłeś. Brak info, o czyją córkę chodzi (domyślam się, że pacjenta, lecz to tu trzeba raz jeszcze napisać), a poza tym – co dalej z bohaterem-lekarzem, co z pozostałymi ludźmi, co z odkryciem, jakiego dokonał? Czemu tam były robale? Skąd się wzięły? Czemu córka zginęła? Jakie były tego okoliczności? Czemu gość zjadał ziemię – aby spożywać robaki – po co? 

 

Świetny pomysł został zaprzepaszczony – jedynie zarysowany temat horroru, brak w nim dialogów, brak rozwinięcia i poprowadzenia akcji dalej, aż do porządnego zakończenia. Czytelnik pozostaje z ogromnym niedosytem. :)

Pozdrawiam serdecznie, powodzenia. :) 

Pecunia non olet

Bardjaskierze, przykro mi to czytać  sad ; głosowałam na Ciebie wielokrotnie i wiesz dobrze, że życzę Ci jak najlepiej, zatem wierzę mocno, że jeszcze kiedyś powrócisz w szeregi Lożan, czego serdecznie życzę. heart  Dzięki za Twoją pracę, wszystkiego NAJ. heart

Pecunia non olet

Dziękuję Ci, Honoratko! :D

Cała przyjemność po mojej stronie. :))

Pecunia non olet

Hmmm… Czuję się (znowu) w obowiązku wtrącić do dyskusji, ponieważ mnie tekst stuprocentowo zachwycił i dałam mu nominację. :) 

Musimy pamiętać, że to postapo i czas wojny. Ekstremalne zachowania wszystkich bez absolutnie żadnego wyjątku (a nie – normalne/naturalne/logiczne/zwyczajne w czasach zwyczajnych, czyli pokojowych) to rzecz normalna właśnie. :) Każdy jest indywidualistą, każdy zachowuje się “po swojemu”. :) Zawsze w takich wypadkach sięgam do terminologii epoki romantyzmu – “bohater zindywidualizowany”. :) 

W moim odczuciu Drapieżca nie tylko zaniechał zabicia Celu. On zaniechał… bycia dłużej Drapieżcą. :) Tak najogólniej, jak tylko można. :) Według mnie na tym polega przesłanie opka. :) OGROMNE i wielopłaszczyznowe przesłanie! On stał się kimś (a nie – czymś!) innym. Człowieczeństwo w nim wygrało. :) 

 

Pozdrawiam Was serdecznie. heartsmiley

Pecunia non olet

Wielkie brawa dla Loży za ciężką pracę, dla Autorów Tekstów Nominowanych, a także – Nagrodzonych! yessmiley

Pecunia non olet

Bruce, jeśli chcesz, od maja  nie musisz już czytać piątku. Oczywiście, jeśli dalej chcesz czytać, to wystarczy jedno słowo ;D

Ok, czyli bez piątków od maja, tylko soboty i niedziele, dzięki, Ambush. :) 

Pecunia non olet

I ja bardzo dziękuję za betę, powtórzę z niej: 

Ogromnie bolesny tekst, ze sporą dawką dramatyzmu, ciężkich i trudnych doświadczeń, a – co za tym idzie – takich samych wspomnień. Oryginalna symbolika z tajemniczymi wypowiedziami kruka-filozofa-proroka to dodatkowy atut. :) 

Za niepowtarzalny klimat klikam podwójnie, aby Ktoś Mądrzejszy jeszcze tu zajrzał i podjął decyzję. :) 

Pozdrawiam serdecznie, powodzenia. :) 

Orsmutnych i ciężkich doświadczeń, a – co za tym idzie – takich samych wspomnień.Sporo dramatyzmu, smutnych i ciężkich doświadczeń, a – co za tym idzie – takich samych wspomnień. Bolesny tekst.Sporo dramatyzmu, smutnych i ciężkich doświadczeń, a – co za tym idzie – takich samych wspomnień. Bolesny tekst.

Pecunia non olet

Witaj. :)

 

Przykładowe kwestie techniczne i wynikające z nich sugestie oraz wątpliwości – tylko do przemyślenia:

 

Cały tekst trzeba jeszcze przejrzeć i poprawić, także poprzez wyjustowanie, bo pojawiają się takie oto fragmenty, rozkładające jedną myśl z jednego akapitu i na kilka innych, co utrudnia zrozumienie treści:

„Pierścień bardzo dbał o swoją hierarchię, która była bardzo rozbudowana. Im bardziej rozbudowana i szczelna hierarchia, tym większa kontrola słabszych nad silniejszymi

(z wyjątkiem rzecz jasna Hien). W Pierścieniu każdy był i tym słabszym, i tym silniejszym. Każdy musiał się pilnować”.

 

Tu np. brak spacji:

To miejsce już od dłuższego czasu nie było dla niego i jemu podobnych – Niepokornych – zbyt przychylne, a w ostatnim czasie każdy dzień (TU) – ba, każda godzina – spędzone w tym podziemnym „więzieniu” stawały się walką o przetrwanie.

 

Tutaj widzę literówkę:

Wyszeptał, marszcząc czoło i skupiając teraz cała swą uwagę na głosie płynącym z miniaturowego urządzenia.

 

Tu jest powtórzenie i brak przecinka:

Jemu osobiście najbardziej przeszkadzały coraz bardziej dające się we znaki zimno – temperatura w dzień, przy na wpół rozkręconych pompach grzewczych oscylowała w granicach -15 -20 stopni Celsjusza – w nocy było jeszcze gorzej.

 

Tu kolejne powtórzenia, czyli błędy stylistyczne:

Ciekawe, czy podobne przemyślenia na temat Pierścienia i swojej sytuacji mieli Stary Joel, Kapitan czy Lekkoduch? A może… Nie mieli już żadnych przemyśleń, żadnych własnych przemyśleń, może ich mózgi zostały już dawno doszczętnie wyprane?! (…)

Może coś przeskrobał w swoim życiu poza Pierścieniem, bo to, że miał inne życie poza Pierścieniem, nie wątpił. Każdy z tych, którzy się tu znaleźli, kiedyś miał swoje życie poza Pierścieniem. (…)

Przecież to było oczywiste, jak to, że wiele lat temu na jego planetę spadła ogromna kometa, która doprowadziła do potwornych anomalii, między innymi do nagłego spadku temperatury… a co za tym idzie powolnego wymierania fauny i flory.

 

Wypowiedzi bohaterów/dialogi – do generalnej zmiany, np.:

– Kurewsko zimno… Zaklął pod nosem i otrzepał powierzchnię nocnego kombinezonu ze szronu. – Pewnie pompy grzewcze znowu działają na zbyt niskich obrotach. Akumulatory niedługo przestaną działać, jeśli nic z tym nie zrobią. Przeklęty Pierścień! Zginiemy tu, zginiemy tu wszyscy… Zamarzniemy na kość… Pomyślał. – Muszę się stąd wyrwać! Po prostu muszę..! – Krzyknął prawie, zagryzając pięść i przypomniał sobie, że po ostatniej nocy znowu wynieśli kilkoro zamarzniętych dzieci i kilku starców. Przypomniał sobie też, że jedną z matek, która wpadła w szał po śmierci swojego dziecka – i nie mogła się uspokoić, rzucając obelgi w stronę Pierścienia – zapięli w skafander, załadowali do windy, która jeździła tylko na najniższe piętro… Hiena… taki jej los… Stwierdził gorzko.

Muszę stąd uciec… Muszę… (…)

– Niepokorny! – Zaczął po chwili ten sam z brygady bojowej. – Odwróć się powoli. Ręce za głowę! (…)

– Niepokorny! –Powiedział ten znajdujący się najbliżej. (…)

– Pora się stąd wydostać… Jack… W drogę…Już czas… Już czas… – Powiedział szeptem, chcąc błyskawicznie wpakować do gardła całą zawartość tego, co trzymał w dłoni. (…)

– „Stary Joel..?!” – Wyszeptał, marszcząc czoło i skupiając teraz cała swą uwagę na głosie płynącym z miniaturowego urządzenia.

– Niepokorny! Unieś ręce, jak mówiłem! – Powtórzył ostro dowódca brygady bojowej.

– Nie ma żadnych Hien, nie ma żadnej katorżniczej pracy tam dole… Spokojny głos znowu płynął. Nie ma nic… Są tylko bajki, które nam wciskają… Na tym polega cały Pierścień. Na bajkach… To jedyna siła Pierścienia…

 

 

Pomysł na genezę Pierścienia jest naprawdę dobry, ale tekst trzeba starannie poprawić pod kątem usterek językowych. Na razie bardzo trudno skupić się na samej fabule, ciągle wypisując błędy.

Pozdrawiam serdecznie, powodzenia. ;)

Pecunia non olet

Witaj. :)

 

Gratuluję debiutu i to już w dniu rejestracji. ;)

Zachęcam do zerknięcia w dział Publicystyka, gdzie są – pomocne nam wszystkim – Poradniki, w tym: Drakainy – dla Nowicjuszy, ortograficzny, językowe, dialogowy, myślowy itp. :)

W HP mamy m. in. wątek powitalny oraz wątki do zadawania pytań merytorycznych, językowych, dialogowych itp. :)

Zapraszamy! :)

 

Kwestie językowe i pojawiające się w związku z nimi sugestie oraz wątpliwości (zawsze – tylko do przemyślenia):

W Twoim opowiadaniu na pewno trzeba zwrócić uwagę na interpunkcję, np.:

Gdy patrzę w lustro, trudno mi dostrzec tego energicznego, szczupłego młodzieńca o gęstej czuprynie i ostrych, zdecydowanych rysach, którego poznasz Czytelniku na kartkach tej książki. (…)

Opisywanego dnia jednak nawet ja, mimo znanej w branży wytrwałości odczuwałem kryzys. (…)

Coraz bardziej mi się pan podoba panie Gnat – choć w tym przypadku to tylko zwrot mający utrzymać płynność rozmowy. (…)

To właśnie pan, panie Gnat będzie tym pionem.

 

Zdarzają się też powtórzenia, czyli usterki stylistyczne, np.:

Spisuję te słowa u schyłku życia, gdy już wiele innego ponad snucie opowieści mi nie zostało. Gdy patrzę w lustro, trudno mi dostrzec tego energicznego, szczupłego młodzieńca o gęstej czuprynie i ostrych, zdecydowanych rysach, którego poznasz Czytelniku na kartkach tej książki. (…)

Pamiętnik ten, oparty o notatki, które skrupulatnie prowadziłem przez całą swoją karierę właśnie w tym celu, nie jest spowiedzią, nie mam też zamiaru dostarczać błahej rozrywki niedzielnym czytelnikom łaknącym dreszczyku emocji. Głównym moim celem jest przekazanie bezcennego doświadczenia oraz wiedzy zgromadzonych przez sześćdziesiąt z górą lat praktykowania zawodu prywatnego detektywa. (…)

Młodzi adepci tej szlachetnej, choć niewdzięcznej profesji nie mają do dyspozycji profesjonalnych studiów i szkół, a naturalna skłonność do samotnej pracy nie zachęca tych niewielu doświadczonych do brania pod swoje skrzydła uczniów. (…)

Sprawa dotyczyła zabójstwa na tle nieuczciwej konkurencji między firmami produkującymi szampon w kostce, mój rozmówca nie chciał jednak zdradzać szczegółów i poprosił o osobiste (i pilne) spotkanie w siedzibie swojego przedsiębiorstwa na drugim końcu miasta. Obiecałem, że udam się tam niezwłocznie i podekscytowany pomyślałem, że oto moje życie wraca na utarte tory. (…)

Szara wykładzina na podłodze była w idealnym stanie, na regałach stały równo ułożone książki (z pewnością nikt nigdy ich stamtąd nie wyjmował), a na samotnej półce minimalistyczne statuetki. Było to bez wątpienia biuro, w którym odbywały się Ważne Spotkania i nie pozostawiało wątpliwości, że osoba tu przychodząca jest witana kulturalnie, ale zdecydowanie nie powinna opuszczać roli interesanta. (…)

Zostają więc tylko wspomnienia wielkich przedstawicieli, nierzadko skryte za grubą zasłoną fikcji, żeby wspomnieć choćby Sherlocka Holmesa, Pana Samochodzika czy wielkiego Herkulesa Poirota. (…)

Mówiły one o próbach otrucia dostarczanego jedzenia, zatrzymanych przez ochronę nożownikach, a nawet bombie w samochodzie, którą szczęśliwym trafem znalazł boy parkingowy, oraz drugiej, której nieszczęśliwie nie znalazł. (…)

Było to bez wątpienia biuro, w którym odbywały się Ważne Spotkania i nie pozostawiało wątpliwości, że osoba tu przychodząca jest witana kulturalnie, ale zdecydowanie nie powinna opuszczać roli interesanta. Wrażenie to psuł jedynie fotel znajdujący się za ciężkim, mahoniowym biurkiem, na którym stała tylko niewielka zielona lampka. (…)

Z resztą potem chłopaki mi mówili, że i tak to by było na nic, bo w firmie kurierskiej też nic nie wiedzieli, ale mieli lepszych prawników, to zwalili na nas, a że kierownik jest synem teścia właściciela, no to było jasne, kto beknie.

 

 

Występują również aliteracje – czy celowe? – np.:

A jeśli ktoś twierdzi inaczej (co, z przykrością stwierdzam, zdarzało się przy publikacjach pojedynczych fragmentów lub wywiadów), to łże jak pies.

 

Do generalnej poprawy są dialogi, np.:

-Nie chciałbym nadużywać gościnności – rzekłem ostrożnie.

-Ależ proszę, śmiało!

-Sztuczna inteligencja?

-Ah doskonale! Coraz bardziej mi się pan podoba panie Gnat – choć w tym przypadku to tylko zwrot mający utrzymać płynność rozmowy.

 

Często w tekście pojawiają się wyrażenia, pisane nagle i niespodziewanie wielkimi literami (czy celowo? – jeśli tak, trzeba to jakoś uzasadnić, bo inaczej niepotrzebnie mnożą błędy ortograficzne), np.:

Postanowiłem wślizgnąć się do budynku niepostrzeżenie, aby już od początku otoczyć Sprawę najściślejszą tajemnicą.

Było to bez wątpienia biuro, w którym odbywały się Ważne Spotkania i nie pozostawiało wątpliwości, że osoba tu przychodząca jest witana kulturalnie, ale zdecydowanie nie powinna opuszczać roli interesanta.

 

Podobnie jest np. z tym fragmentem – w tej samej wypowiedzi, odnośnie tej samej osoby, pada ciągle wyraz: „pan”, lecz jego zapis jest niejednolity i też niepotrzebnie powiela to ortografy:

-Spokojnie, za moment wszystko stanie się jaśniejsze. Na razie proszę o chwilę cierpliwości i przynajmniej nieśmiałe założenie, że prowadzimy typową rozmowę, a pan nie widzi jednocześnie mojego stygnącego ciała. Domyślam się, że może to być nieco wymagające, ale nie bez powodu zwróciłem się do najlepszych. Fakt, że stawił się tu Pan, a nie jeden z Pana bardziej uznanych kolegów z pewnością by mnie zaskoczył, gdybym nie miał w głowie ołowiu. Ale jak to mówią, żyje się tylko raz, a to właśnie Pan jest tu ze mną, jakkolwiek by na to nie patrzeć. Napije się pan czegoś? W szufladzie biurka znajdzie pan wyśmienitego single malta. Mnie się już raczej nie przyda, a może pomoże Panu w odzyskaniu pewności siebie.

 

Bywają i powtórzenia omyłkowe, np.:

No i taka to była robota, i jeszcze się po sądach się nachodzić musiałem.

 

Zdarzają się i inne błędy ortograficzne, np.:

Z resztą i tak trawiła mnie dość przykra choroba, więc za rok byłbym równie martwy jak teraz, tylko miałbym za sobą bolesną, długą agonię.

Z resztą potem chłopaki mi mówili, że i tak to by było na nic, bo w firmie kurierskiej też nic nie wiedzieli, ale mieli lepszych prawników, to zwalili na nas, a że kierownik jest synem teścia właściciela, no to było jasne, kto beknie.

 

 

Duże, zwarte bloki tekstu lepiej podzielić na mniejsze akapity.

 

Wreszcie pojawia się generalne zapytanie: tekst zawiera „Wstęp” i „Sprawę Pierwszą” i… – co dalej? A gdzie kolejne sprawy i zakończenie?

W Przedmowie zapisałeś: „Założeniem jest cykl opowiadań o detektywie Gnacie, stąd też wstęp odnoszący się do większej całości”. Czy mamy zatem rozumieć, że to nie jest cale, pełne, dokończone opowiadanie? Bo – jeżeli tak rzeczywiście jest – trzeba je oznaczyć inaczej, jako „fragment”, który na Portalu rządzi się całkiem innymi prawami (więcej – we wspomnianym Poradniku Drakainy). :)

Pomysł z pewnością zasługuje na uwagę, jest ciekawy, a fabuła – wciągająca. :)

 

Pozdrawiam serdecznie, powodzenia. :) 

Pecunia non olet

Witaj, Anonimie. :)

Z weną tak bywa – pojawia się i znika, niczym słynny bohater kultowego przeboju Bajm. :)

Zatrzymały mnie:

Nie oczekiwanym czasie. – czy nie razem? 

P ociągu z Kielc do Katowic. – spacja w pierwszym wyrazie jest celowa? – aby podkreślić czekanie?

 

Pozdrawiam serdecznie. ;) 

Pecunia non olet

Koalo75, cieszę się bardzo; oby tylko takie ciekawostki można było przekazywać na lekcjach. wink

 

MordercoBezSerca, faktycznie bohaterka pokazała nieprawdopodobną siłę. Byłam szczerze zafascynowana jej postawą. :) 

 

Cześć, Brusiu :D 

laugh 

 

 

 

Pozdrawiam Was! heart

Pecunia non olet

Pomyliłem, klikanie tekstów ze zgłaszaniem ich do biblioteki

Aaaa… ok. :)

Miłego dnia także Tobie. :) 

Pecunia non olet

Dosłownie przed chwilą czytałem Twojego drabbla o Ameneh Bahrami i jak umiejętnie opisałaś, jak ważnym jest, żeby nie poddawać się i pozostać człowiekiem. Nadajemy na tych samych falach :D

Dzięki, MordercoBezSerca; o takich sprawach trzeba pisać, bo kto, jeśli nie my, Portalowicze, będziemy umieli uwrażliwić Czytelników? smiley

Pozro! heart

Pecunia non olet

Ogromne dzięki za tak pozytywne opinie, Koalo75MordercoBezSercasmiley

Pozdrawiam Was ciepło. heart

Pecunia non olet

Rozumiem, dziękuję. heart

Pecunia non olet

Jimie, czy mam rozumieć, że będą wszyscy Autorzy? 

Pecunia non olet

Hmmm nie jestem tam jakoś specjalnie surowy dla siebie, po prostu uznałem, że pani z obrazu, gdyby się na ten przykład okazała ciocią Michaela albo kimś takim, mogłoby być przykro, że została zinterpretowana jako satanistyczno-mordercza wiedźma z ciągotami do młodszych chłopców :O

laugh Padłam! laughlaugh

 

Napisać dobry horror – to jest sztuka! Napisać dobrą komedię – ba! – dopiero! 

Ale – napisać świetny horror komediowy – to już jest Mistrzostwo! yes BRAWA! smiley

 

Pozdrawiam serdecznie. :) 

Pecunia non olet

to może znaczy, że już czas przejść do kolejnego etapu rozwoju i mniej opowiadań dawać bezpośrednio na Portal, a więcej betować i posyłać do papierowego NF lub w inne miejsca?

 

Przyznam, że zajrzałam tu, bo dokładnie to samo chodziło mi po głowie i właśnie taką sugestie chciałabym Ci, Bardjaskierze, także podsunąć, zatem popieram w tym względzie stanowisko Ślimaka Zagłady. :) Masz tak niesamowicie różnorodne pomysły i tak nieokiełznaną wyobraźnię, że chyba przyszedł czas najwyższy, aby publikować też poza Portalem. Trzymam kciuki i serdecznie Ci życzę powodzenia, bo wiem, jak wiele pracy włożyłeś w to, aby osiągać wielkie oraz wspaniałe sukcesy, którymi bez wątpienia są Piórka i nominowane opka na Twoim koncie. :)

 

Pozdrawiam Was. heart

Pecunia non olet

Bruce, jedna z moich bliskich koleżanek ucierpiała w powodzi w 2025 roku. Jestem w szoku, jak bardzo niektórzy ludzie zdają się godzić ze swym losem, np. w takich Racławicach Śl. Są tam domy i rodziny w tych domach mieszkające, które “podlewa” średnio raz na 5-6 lat. I nic. Nie wieszają się. Ja bym już dawno ze sobą skończył. Taka prawda. 

Maćku, to chyba, jak z utworem o nieprzesadzaniu drzew. Jedni ludzi dają radę, inni – nie… sad

Ale – bo powiało pesymizmem, wręcz tragizmem – by nie było za smutno, powiem tylko, że Wrocławia ostatnio nie zalało i chyba już nie zaleje. Jest bezpieczny.

To na pewno pocieszające. smiley

Niestety, pojawiła się przecież kolejna wersja utworu, po kolejnej powodzi. Inne tereny w niej ucierpiały i ludzie znów przeżyli niewyobrażalną tragedię, rozgrywającą się na naszych oczach. Oby nigdy więcej. sad

 

Pozdrawiam serdecznie. :) 

 

Pecunia non olet

Nowa Fantastyka