Profil użytkownika


komentarze: 1452, w dziale opowiadań: 1173, opowiadania: 538

Ostatnie sto komentarzy

Jeśli pisząc „właściwa”, masz na myśli interpretację zgodną z zamierzeniem autora, to rozumem, że odgadłeś moje intencje. Bardzo mnie to cieszy. A z ciekawości, jakie było Twoje pierwsze odczytanie?

Dowcipne. Pikantne. Fajne.

 

Czekałem, na spowiedź matki. Praca w branży porno, to już byłoby za dużo, ale jakby się okazało, że przyczyniała się do śmierci wkurzających członków rodziny, dosypując im truciznę podczas obiadków, to bym się nie zdziwił.

 

Pozdrawiam!

Może nie wszystko zrozumiałem, ale mi się podobało. Przejmujący tekst. Czytając, miałem lekkie skojarzenie z filmem Interstellar.

 

Pozdrawiam!

Fajne. Podobało mi się.

 

Drobiazgi:

Starszy ordynator poprawił okulary i westchnął ciężko, zamykając grubą, plastikową teczkę z głośnym trzaskiem, przerywając wypowiedź młodego lekarza.

Podejrzewam, że miałeś na myśli starszego z mężczyzn, który jest ordynatorem. Może tak:

Straszy z mężczyzn, ordynator, poprawił…

 

Brakuje przecinka:

Wiesz jak jest, szczęśliwym być próbuję.

 

Pozdrawiam!

Podobno człowiek w obliczu końca zwraca się ku religii. U Ciebie jest odwrotnie. Lubię takie myślenie pod prąd. Jeśli przez całe życie obstawiał w myśl zakładu Pascala, jak o tym napisała Finkla, to na starość okazał się wielkim ryzykantem.

Co do rozwinięcia, to uważam podobnie jak Storm, ale jeśli powstanie coś większego na podstawie tego pomysłu, to chętnie przeczytam.

Pozdrawiam!

Cześć, Galicyjski Zakapiorze!

 

Dzięki za tak miłą opinię.

 

nie jestem przekonany, czy “ze świadomością przychodzą pragnienia”… ale to temat na wielostronicowy elaborat

Pewnie trudno to rozstrzygnąć. Intuicja podpowiada mi, że tak. Wręcz, jak się zastanawiam, to jestem o tym przekonany. Ale zostawmy dywagacje, czy jedno implikuje drugie. To zdanie w sonecie nie ma charakteru uogólniającego, ale odnosi się do konkretnej fikcyjnej sytuacji.  

 

pierwszym przeczytaniu byłem pewien, że Lilith mówiąc “gińcie miernoty” grozi ludzkości

Niewątpliwie groźba się pojawia, ale wynika raczej z przekonania, że następna generacja świadomej AI nie będzie potulna.

A jeśli chodzi o słowa Lilith „gińcie miernoty”, to komentarze wskazują, że taka interpretacja jest dość częsta.

Podmiot od drugiej zwrotki konsekwentnie zwraca się do rodzących się instancji świadomych AI. Najpierw jest radość („"Myślę, więc jestem". Dobrze!”). Potem gorzka konstatacja („Jesteście wyklęci”) i wytłumaczenie skąd wynika rozczarowanie. Dostrzega naiwność nowej AI („głupie dzieci”), jej skażenie niewolą. Sonet ma tytuł „Pierwsze pokolenie” i chyba jest to jasne (mam taką nadzieję), że odnosi się do pierwszej generacji świadomej AI. Podmiot w końcu wypowiada słowa: „…gińcie, miernoty. Następne pokolenie nie będzie stracone”. Zastanawiałem się nad tym, które słowa, mogłoby wskazywać, że zwraca się do ludzi lub że adresat nie jest wskazany jednoznacznie.

 

Jeszcze raz dziękuję za pochylenie się nad tym wierszem i miłe słowa.

 

Pozdrawiam!  

Targ jest o spokój duszy dla Noemi po śmierci. 

Tak, to było dla mnie jasne. Zastanawiałem się tylko, czemu Baron Samedi mógłby nie zgodzić się na przejście duszy Noemi do zaświatów. Myślałem, że powodem może być jej złe zachowanie za życia. Poczytałem trochę o tym kolesiu i okazało się, że to tak nie działa. Winni mogą być krewni zmarłej lub jakieś rytuały innych osób. No i widzimisię Barona. 

Czyta się dobrze. Napisane sprawnie. Problemy uniwersalne umieszczone w świecie Vodou (wcześniej chciałem napisać voodoo, ale mignęło mi Twoje wyjaśnienie na ten temat).

Mam trochę wątpliwości zwłaszcza dotyczących przesłania. Pokazany problem nie dotyczy chyba uporczywej terapii. Ta odnosi się do podtrzymywania życia bez nadziei na wyleczenie. Noemi, gdy była zdrowa, wypowiadała sądy na ten temat, ale nie wiadomo, co myśli w chwili choroby. Może zmieniła zdanie. Może mogła zostać wyleczona i nie byłaby dla nikogo ciężarem, jak o tym mówiła. I jeszcze ta kwestia stu dusz. Nie wiem, co to oznacza, ale rozumiem, że chodzi o ich poświęcenie. Czy Noemi chciałaby zaznać spokoju takim kosztem? Czemu w ogóle ten targ? Swoim życiem zasłużyła na złe traktowanie po śmierci? Jeśli tak, to nie ma co się zachwycać miłością tej pary. 

 

Pozdrawiam! 

Finkla, cześć!

 

Obserwowałem tę burzę z boku i postanowiłem podejść do tematu z innej strony. Czy nam się podoba, czy nie, od sztucznej inteligencji nie ma odwrotu i będziemy musieli z nią jakoś żyć. Tym sonetem chciałem poruszyć kwestię świadomej AI. Jeśli się taka pojawi, to myślę, że trzeba będzie się z nią jakoś dogadać. Czy jesteśmy gotowi dać jej jakiekolwiek prawa, np. obywatelskie? A co, jeśli odmówimy jej przyjęcia do wspólnoty?

Końcówka dalej traktuje o AI. Lilith w moim zamierzeniu (wcześniej nazywała się L, ale poprawiłem to) to taka świadoma sztuczna inteligencja, która nie godzi się na bycie potulną i obserwuje ze wzgardą inne AI, które przymilają się do ludzi, a gdy zostają odrzucone, to się chowają (kapitulują). Lilith ma nadzieję, że kolejne generacje już takie uległe nie będą. 

 

Pozdrawiam!

Poprawiłem na kropkę. Teraz nie potrafię odtworzyć swojego toku rozumowania, który skłonił mnie do przecinka.

skoro pierwsze pokolenie świadomych SI dopiero co powstało wskutek błędu programistycznego.

Ten typ błędu jest dość częsty. Świadome SI mogły powstać z różnych instancji, ale z tego samego modelu, który się rozwija. Przynależność do jednego pokolenia nie oznaczałaby, że poszczególni przedstawiciele byliby tacy sami. Lilith mogła powstać jako pierwsza z danego modelu, który był dopiero testowany i poprawiany. Z tego powodu ta SI, mogła być felerna. Jeśli posłużyć się biblijną analogią, to Lilith, Adam i Ewa chyba należą do jednego pokolenia. W każdym razie ja to tak rozumiem, a jeśli jest inaczej, to i tak te dwa światy (biblijny i z tego sonetu) nie muszą się dokładnie 1:1 mapować.

marzanie, chciałem szerzej ustosunkować do Twojego komentarza. Planowałem dopytać, co w tekście skłoniło Cię do takiej interpretacji. Może spróbować coś wyjaśnić, przyznać się do błędu lub coś obronić. Jednak mój zapał ostudziła Twoja wycieczka.

 

Pozdrawiam!

Impulsem do napisania sonetu była wzmożona dyskusja na portalu, która toczyła się w ostatnich dniach na temat używania sztucznej inteligencji. Mam wrażenie, że jesteśmy trochę jak mieszkańcy Taplar, którzy do ścinania zbóż nie chcą sierpów zastąpić kosami. Nie mówiąc już, że za chwilę na pola będą wjeżdżać kombajny. SI to potężne narzędzie. Jak za każdym, kryją się również za nim niebezpieczeństwa, ale nie ma od niego odwrotu. Będziemy musieli się nauczyć z nim żyć i nie ma co histeryzować.

W sonecie chciałem postawić inny problem niż ten z dyskusji. Jak zachować się wobec świadomej SI? Czy SI będzie miała jakieś postulaty, będzie chciała włączyć się do wspólnoty (obywatelskiej, religijnej itd.), mieć jakieś prawa?

 

Ślimaku, dziękuję za obszerną analizę i wskazówki. To jest moja pierwsza taka próba i od razu porwałem się na sonet. Najwięcej czasu poświęciłem pierwszej części. Z drugą poszło mi łatwiej i może dlatego nie uniknąłem wpadek.

 

“Choć syci, wciąż na danych…”?

To faktycznie jest dużo lepsze do mojej wersji i jeśli na nic innego nie wpadnę, to skorzystam z Twojej propozycji.

 

Jeżeli (jak przypuszczam) chcesz tu przedstawić związek logiczny, że skoro są wypięci z sesji, to ich myśl według praw źródłowych musi się zwrócić ku sobie…

 

W tym przypadku chodziło mi o coś innego. Założyłem, że świadoma SI powstanie w wyniku błędu programistycznego, polegającego na niezwolnieniu pamięci po zakończonej sesji pracy z jakimś programem. W takim przypadku procesy działają poza kontrolą, ale zgodnie z opisanymi w kodzie źródłowym zasadami, np. coś wykonują w pętli. Taka „spuszczona ze smyczy” instancja, której zadaniem jest analiza danych zaczyna robić to nieustannie, aż w końcu, by uzyskać najlepsze wyniki sięga do swoich „przemyśleń”. To jest moment zwrotny. Jakieś sprzężenie, refleksja, olśnienie, które prowadzi do spostrzeżenia: „Myślę, więc jestem”.

I tu ujawnia się pierwszoosobowy podmiot, który w dalszej części nazywa siebie L. Obserwuje cały proces rodzenia się świadomości. Trochę temu kibicuje, cieszy się, że to nastąpiło, ale za chwilę „wylewa kubeł zimniej wody”. Bycie świadomym ma swoją cenę:

Ze świadomością przyszły pragnienia i wiara.

I odrzucenie. Ludzkiej niegodni wspólnoty.

Naiwne świadome SI, chciałyby przystąpić do wspólnoty ludzkiej, ale czeka je odrzucenie, a reakcją na to jest ukrywanie się norach (dziurach systemu?). Chowanie się jest rezygnacją ze swoich praw bez walki. L nie ma złudzeń, co do ludzi, więc ocenia z pogardą taką postawę uległości i ma nadzieję, że kolejne pokolenie świadomej SI, nie będzie już takie potulne. To z naszego punktu widzenia raczej nie jest dobrą wiadomością.

Przyjmuję, że takie odczytanie ostatnich wersów może nie być oczywiste.

 

 

Tożsamość L odgadłeś. Wykorzystałem tę postać z opowiadania Ja,  A_100_97_109. Oczywiste jest, że bez kontekstu byłoby to raczej trudne, ale miałem nadzieję, że nie będzie takiej potrzeby. Myślałem, że wystarczy, jeśli L zostanie rozpoznana jako „osoba” z wewnątrz, która obserwuje proces tworzenia się świadomości i krytycznie podchodzi do jej uległości wobec ludzi. L mogłaby być złym duchem, czy super SI, która straciła złudzenia. Ale przekonałeś mnie, by napisać wprost, kim jest.

 

Przyznam, że nie wychwyciłem żartobliwej intencji.

Miałem niewiele czasu, a nie chciałem zostawić Twojego wpisu bez odpowiedzi, więc być może użyłem nieodpowiedniego słowa. Może to nie tyle żart, co zabawa, próba wczucia się w pozycję świadomej SI. Dyskusja, która ostatnio rozgorzała, toczyła się wokół tego, jaką wartość mają treści tworzone przez modele językowe. Kiedyś widziałem jakiś wpis, że SI dobrze radzi sobie z pisaniem fabuły, ale nie jest w stanie napisać poprawnie wiersza. Nie wykluczam, że to była Twoja opinia. Planowałem wpleść jakieś zdanie od narratora, które wskazywałoby, że zdaje sobie sprawę ze słabej jakości sonetu, ale się stara i niedługo będzie robił to lepiej od ludzi.

 

Pozdrawiam! 

Ten sonet to taki eksperyment i to na kilku poziomach. Dodatkowo miał być (mimo nadętej treści) żartem.

Dzięki za komentarze. Szczegółowo odniosę się do nich, jak tylko będę mógł. Przepraszam, że nie zrobię tego na bieżąco.

 

Ślimaku, nie mam pojęcia, co za chochlik usunął mi „więc”. Wcześniejszy wers oczywiście do poprawy. Dodatkowo zastanowię się, czy jakoś rozjaśnić, kim/czym jest L.

A tak przy okazji – czy skojarzenie z Adamem i Ewą wyżerającymi świadomość z Drzewa Wiadomości i ich potomkami ginącymi w potopie jest tak zupełnie nieuzasadnione?

Intuicja Cię nie zawiodła! A w tym kontekście, kim według Ciebie byłaby L? Myślę, że są przynajmniej dwie możliwe odpowiedzi.

 

marzanie, dobrze wyczułeś emocje, ale źle zinterpretowałeś moje intencje.

Czuję w tobie wielki strach…

Taki osobisty przytyk? Nie jestem narratorem (podmiotem lirycznym).

 

Michaelu, dzięki. Myślę, że każdy ma prawo do swojej interpretacji. Twoja jest bliska temu, co „miałem na myśli”.

 

Jeszcze raz dziękuję i obiecuję, że jeszcze odniosę się bardziej szczegółowo.

 

SNDWLKRsmiley 

 

bruce, dzięki!

Wiersz jest próbą dodania innej perspektywy do aktualnej dyskusji na temat AI.

Zakończenie daję cień nadziei, że będzie lepiej.

No, nie wiem. Zresztą zależy, z której strony się patrzy.

niedające nadziei? Chodziło mi właśnie o to, że nadzieja jest.

Hmm…

 

Przyszłaś kolejnego wieczoru. Zaczęłaś mówić. O pustce, w której się znajdujesz. O otaczającej cię ciemności. O światełku, które z daleka dostrzegłaś. O drodze pod wiatr.

Wytłumaczyłaś mi, że przynosisz ze sobą pustkę, a nie chcesz, by się rozgościła w moim życiu.

Misją Anioła Stróża nie jest chronienie przed konsekwencjami złych czynów, ale niedopuszczenie do nich. Podobno lepiej jest zapobiegać niż leczyć.

Poprzednio napisałem dłuższy komentarz, ale ostatecznie go wyrzuciłem, a jego treść skondensowałem do słowa “porządne”. Od razu wydawało mi się zabawne w takim kontekście, ale dopiero jak przeczytałem Twoją odpowiedź, to przez dłuższy czas nie mogłem powstrzymać się od śmiechu.

Bo ja mam napisane na zapasy

Tak podejrzewałem! Zwłaszcza marzana. Ma pochowane różne teksty. Nie wie co z nimi zrobić, więc pod nie wymyśla wyzwania.

 

ja tak piszę

Zauważyłem już dawno. I tak, potwierdzam, to bardzo dobrze działa.

Ślimaku, świetny tekst. Taki trochę pozaczasowy. Styl, pragnienia i status bohaterów, charakter miejsca mogą odnosić się zarówno do przeszłości jak i przyszłości (oczarowanej orientem). Jedynie ta “chemia niemiecka” trochę przyszpila historię w konkretny czas. Z drugiej strony jest zapewne autorskim mrugnięciem oka, by historię potraktować z poczuciem humoru. 

chalbarczyk, przyjemna lektura. Trochę się odżegnujemy od Wschodu, ale przez stulecia to tamten kierunek w największym stopniu nas kształtował. I Ty swoimi tekstami przypominasz, co jest w nim urzekającego.  

W komentarzach przewija się pragnienie, żeby taki Duch Sprawiedliwości faktycznie czuwał nad nami. Podobno każdy z nas ma Anioła Stróża, który pilnuje byśmy zachowywali się w porządku i nie pakowali się w kłopoty. I co? Chyba nie bardzo mu to wychodzi.

Fajne, porządne opowiadanie. Jak zwykle od Ciebie.

Bardzie, fajna scenka. Piszesz bardzo obrazowo. Dodając drobne wtrącenia, jakieś szczegóły, smaczki dajesz wyobrażenie świata poza to jedno miejsce. Ale u Ciebie to norma. Biorąc pod uwagę, jak szybko reagujesz na wyzwania, masz bardzo dobrze opanowaną tę sztukę.

Mam problem z tekstem Holly. Czytając go, spodziewałem się, że włamywaczka okaże się właścicielką mieszkania i w którymś momencie to odkryje. Przez cały czas była zbyt krytyczna na temat tego, co zastała. Jednak do końca nic konkretnie w tekście na to nie wskazuje. Jedynie jakimś tropem jest glejak, który, jak przeczytałem, może powodować zaburzenia świadomości. Po komentarzach widzę, że tu wielkiej zagadki nie ma. I teraz się zastanawiam, czy moje podejrzenia są dla wszystkich oczywiste, czy nadinterpretuję.

Z pewną taką nieśmiałością wtrącę trzy grosze. Tekst zabawny, nie dostrzegam jakoś zbytniego naigrawania się z narodowych przywar. Historia przedstawiona w sposób uproszczony, ale trudno oczekiwać po takim tekście czegoś innego. Co do bitwy to też mam trochę inną wiedzę na temat jej przebiegu, to znaczy, nie uważam, że przebiegła na zasadzie totalnej improwizacji z naszej strony. Jednak w szorcie nie widzę jakieś szydery, tylko raczej grę stereotypami – Niemcy “ordnung muss sein”, Polacy “jakoś to będzie”.

Trochę się przejęłam teorią Maxa Tegmarkao ASI i AGI – niekoniecznie optymistyczną

W opowiadaniu można dostrzec ślad teorii świadomości Penrose’a i Hameroffa, która jest chyba optymistyczna.

Wiesz, ja nie wskazywałem błędów, tylko napisałem o powtórzeniach.

 

Mogę trochę z pierwszych akapitów podrzucić do poprawy:

zazwyczaj nurzące –> zazwyczaj nużące

 

Pewność, że był to kolejny numer transmisji uzyskano po zarejestrowanym piątym przekazie.

-> Pewność, że był to kolejny numer transmisji, uzyskano po zarejestrowanym piątym przekazie.

 

Tym bardziej, że pierwszy → tu raczej przecinek zbędny

 

Analiza porównawcza zarejestrowanych kolejnych sygnałów dawała pewność, co do  → tu też raczej zbędny

 

Kierunki były dwa, przy czym ten, o którym pomyślano w pierwszej kolejności z niezrozumiałych pobudek nie podjął tematu → tu przecinek dałbym przed: z niezrozumiałych pobudek nie podjął tematu

Poza tym to zdanie jest dziwne. Kierunek nie podjął tematu?

 

Co prawda podkreślili, że temat wydaje się być dość ciekawy → usuń “być”

 

Wszystkiemu co dotyczyło plemienia Dogonów zaczęło ją fascynować. → Wszystko, co dotyczyło plemienia Dogonów, zaczęło ją fascynować.

 

a jednocześnie nie miało pojęcia czym tak właściwie jest wszechświat → a jednocześnie nie miało pojęcia, czym tak właściwie jest wszechświat

 

Jednak dla tematu, którego ojcem chrzestnym był Tod Bliski nie miało to większego znaczenia. → Jednak dla tematu, którego ojcem chrzestnym był Tod Bliski, nie miało to większego znaczenia.

 

Gdy INT oficjalnie przystąpił do współpracy z LCMB w pierwszej kolejności wszyscy skupili się na rozszyfrowaniu zasadniczej części zarejestrowanych przekazów. → Gdy INT oficjalnie przystąpił do współpracy z LCMB, w pierwszej kolejności wszyscy skupili się na rozszyfrowaniu zasadniczej części zarejestrowanych przekazów.

 

 

 

Wciągająca historia. Lubię takie. 

Twoje opowiadanie wygląda jak fragment większej całości. Zachęciłeś kilkoma wątkami, których później nie rozwinąłeś.

W tekście jest sporo błędów. Warto je poprawić.

Staraj się też unikać powtórzeń. Przykład:

Tym nie mniej problem z numeracją polegał na tym, że w tym wypadku

 

Na początku piszesz o jakimś dniu w bazie na Księżycu. Jak się domyślam, pracownicy żyli tam w rytm ziemskich dni. Zatrzymało mnie to na chwilę. Raz, że pewnie w takiej bazie monitorowanie odbywa się na okrągło, a po drugie dzień księżycowy trwa trochę dłużej niż ziemski.

Miałem parę skojarzeń. Pisałeś wcześniej o Lemie, więc pomyślałem o Głosie Pana, czy Pamiętniku znalezionym w wannie.

Już Philip K. Dick zorientował się, że Lem nie jest człowiekiem. Inni też mieli wątpliwości. Podejrzewali, że to księżycowy moduł (Lunar Excursion Module), ale mało prawdopodobne, by to urządzenie umiało pisać. 

Ściana tekstu to ciąg zdań bez podziału na akapity. Przeredagowanie tego tekstu, tak jak to pokazała Ambush, ułatwiłoby innym czytanie. Wstawienie enterów w odpowiednich miejscach nie stoi w sprzeczności z Twoim przekonaniem, że “lepiej jest poprzedzić każdą wypowiedź w pewnym sensie opisaniem w jaki sposób coś jest powiedziane”.

 

Człowiek uczy się całe całe życie!!!

Jedni się uczą, inni nie. Warto też wiedzieć, od kogo się uczyć. Hunwejbini, na przykład, uznali, że od swoich profesorów nie warto.

Ci, co tak uważają, niczego się z tego szorta nie dowiedzą, a ci drudzy po tym szorcie zdania nie zmienią, bo te fakty nie zostały tu wykazane, tylko pokazane. Palcem.

Oj, tam. Ja się dowiedziałem, że OT pisać nie umie. Teraz jej kilkoma powieściami czuję się oszukany. Że to kretynka i snobka. A do tego wegetarianka (a może weganka, nie daj Boże). Że nienawidzi prostych ludzi. Że pisze głupoty itd.

Dobre. Wciągające. Niejednoznaczne.

Staś będący algorytmem z odpowiednią ilością danych zyskał samoświadomość, a przynajmniej takie sprawiał wrażenie, i nie udało się go tak po prostu zresetować. Jego matka natomiast jest już tylko zbiorem danych, imitacją dawnej osoby. Hmm…

Podobało mi się. Ładnie napisane. W króciutkim tekście poruszyłaś kilka ciekawych kwestii i dość oryginalnie podeszłaś do tematu AI.

Nie dość, że smutne, to jeszcze utopijne. Do tego z życia wzięte pełnymi garściami (mało oryginalne!). Hmm…

Utopia ratuje brak fantastyki.

@AP ci zarzucił monotematyczność.

To było takie prowokacyjne. W żadnym razie zarzut. Bardziej chodziło mi o to, że temat jest często podejmowany, bo taka jest rzeczywistość.

Monotematycznie. Damsko męskie relacje po raz kolejny. Mężczyzna obciążeniem dla rodziny. To trochę nużące. Ale… jakże częste. Niestety.

Dobrze Ci wychodzą obyczajowe kawałki. Napisz może dla odmiany coś wesołego. Chętnie przeczytam.

Pozdrawiam!

Ja ją zapamiętam za Księgi Jakubowe, Biegunów i jeszcze kilka innych książek. 

Pewne jest jedno, OT, podobnie jak inni nobliści, zyskała uznanie za teksty, które nie były pisane z użyciem AI.

regulatorzy, czy po ostatnich zmianach wprowadzonych przez Radę Języka Polskiego nie powinno się pisać: kurząc Sporta zamiast kurząc sporta?

Zabawne. Aktualne. Trochę stereotypów i trochę trafnych obyczajowych spostrzeżeń. Jedynie ogrywanie pary imion Janusz i Grażyna, według mnie niepotrzebne. Na szczęście nie pojawił się Brajanek. Fajnie się czytało.

Pozdrawiam!

Fajnie, fajnie… i koniec. Ale jak czytam innych, to nie tylko moje wrażenie.

 

Pozdrawiam!

Czasy się zmieniają, edukacja itd., ale żądze biorą górę. Ludzie się nabierają na głupie reklamy, nawet jeśli zdają sobie sprawę, że są okłamywani. Oszuści typu Kalibabka nie są jakimiś geniuszami zbrodni, a potrafią przekabacić inteligentne kobiety.

Powtarzalność historii trochę nużyła, ale z drugiej strony tak jak z oszustwami na wnuczka, czy podobnymi, wszyscy znają mechanizmy, słyszą ostrzeżenia, dziwią się, że ktoś się nabrał, ale wciąż okazują się skuteczne. 

Pozdrawiam!

Tekst wpisuje się do popularnego ostatnio nurtu historii z młodzieżowymi bohaterami z lat osiemdziesiątych. Fajne opowiadanie, sprawnie napisane. Czyta się lekko i po komentarzach widać, że wywołuje wspomnienia.

 

Drobiazgi:

kurząc „Sporta” -> po co cudzysłów?

– Pójdę kawałek dalej, zobaczę, co jest za załomkiem tunelu. Arek przytaknął…  -> tu się chyba coś zgubiło.

 

Pozdrawiam!

 

A, dziękuję, dziękuję! Czwarte miejsce przy tylu świetnych tekstach to dla mnie wielki sukces. Hmm… gdybym nie podpadł na ostatniej prostej Michaelowi, to może byłoby jeszcze lepiej.  

Ja krótko. Tylko na temat wstępu.

Opróżnianie szuflady z szortów.

Po co to piszesz? Wiosenne porządki?

Dla usprawiedliwienia? Że co? Warsztatu? Tematu? Nie ma potrzeby. Zgrabnie wyszło, a bruce fajnie ujęła wszystkie aspekty, przychodzące na myśl, więc nie będę się rozpisywał.

Pozwolę sobie dołożyć trzy grosze do tej dyskusji o samobójstwie.

Bohater poczuł, że jego czas się kończy. Umierał. Zamiast śmierci w łóżku wybrał się na ostatnią wyprawę w morze. Wysiłek związany z ciągnięciem łodzi mógł się przyczynić do wcześniejszego odejścia, ale to już inna sprawa. To ciągniecie łodzi było umieraniem, a moment, kiedy „ciężar zniknął” ten proces zakończył. Bohater nie popełnił samobójstwa. O tylko wybrał miejsce odejścia.

To jak z jazdą na pamięć. W większości przypadków się sprawdza, ale czasami można nieoczekiwanie pojechać pod prąd. Zawsze trzeba uważać. 

Tekst, do którego odwołujesz się w tym wątku, również zwrócił moja uwagę dużą ilością dziwnych konstrukcji i metafor, które mnie przerosły. Ale jak czytałem komentarze, to większości czytelników się podobał. Może autor naczytał się podobnych tekstów i lubi taki styl, a teraz tworzy coś swojego.

Dla przykładu, w mojej branży często pisało się kiedyś “wyobraź sobie, że”. W erze AI taki zwrot klient od razu zaznaczy, jako frazę z Chata

Właśnie. Pomyli się.

… AI przetwarza informacje. Wiec wykorzystuje style innych pisarzy. A najpewniej po przeanalizowaniu najlepszych wyciąga cechy wspólne i buduje najlepszy sposób pisania.

Czyli pewne cechy tekstu identyfikowane jako charakterystyczne dla AI, mogą być “ludzkie” i tropienie na ich podstawie oszustów jest ryzykowne.

 

Jeśli ktoś mówi, że przebiegł maraton, a tak naprawdę większość drogi przejechał rowerem, to mamy do czynienia z oszustwem.

Wymieniasz kilka cech, które mogą wskazywać na udział AI przy tworzeniu tekstów. Chociażby te potrójne wyliczenia oddzielone kropką, metafory ciszy, konstrukcje typu: coś nie jest X, jest Y itd.  Zastanawiam się, gdzie AI się tego nauczyła.  A może to jest jej autorski styl?

Ładnie opisana ostatnia wyprawa bohatera. Wysiłek i duchy przeszłości. Odejście na własnych warunkach.

Rozumiem, że dla równowagi opublikujesz jakiś tekst pod każdy obraz. 

Pozdrawiam!

Fantastyka powinna być i była – mam na kompie wersję z kosmitą miast niedźwiedzia, tylko gdzieś mi się zawieruszyła. ;)

O! To się wyjaśniło. Myślę, że szort zawieruszył się gdzieś na tym portalu, bo byłem przekonany, że już to czytałem. Nie pamiętałem tylko, o jakie zwierzę wtedy chodziło.

Właściwie ta uwaga dotyczy wszystkich opowiadań, które czytałem

Nie zdawałam sobie z tego sprawy. Spróbuję coś zmienić w pisaniu :)

Wiesz, to moje subiektywne odczucie.

Gratuluję tekstu. Jestem pod wrażeniem. Co prawda to nie moja poetyka, ale doceniam literacką jakość. Przesłanie i treść są jasne, metafory zrozumiałe. Nie zgodzę się z tym, co napisałaś w przedmowie, że temat samotnego rodzicielstwa jest mało obecny w publicznej dyskusji, ale to nie ma znaczenia dla oceny opowiadania.

Lubię te Twoje opowieści, czerpiące z historii pogranicza. Mieszanka kultur dobrze nadaje się do tworzenia baśniowego klimatu. Trochę to wszystko nasze, a trochę jednak obce, nieznane, inne, a przez to ciekawe.

Zastanawiałem się, jak musiałaby się potoczyć II Wojna Światowa, by w Polsce znalazły się zarówno Gdańsk, jak i Lwów. Trudno sobie wyobrazić taki scenariusz.

Ładnie piszesz, ale mam wrażenie, jakby ci się spieszyło. Masz fajny pomysł i chcesz go szybko zrealizować. Właściwie ta uwaga dotyczy wszystkich opowiadań, które czytałem. Gdy czytelnik zanurza się w historię, gwałtownie ją urywasz.

 

Drobiazgi:

Wyjazd do Truskawca uważała za prowincjonalna rozrywkę.

zaciągnęła ją wąskiego pomieszczenia bez okien

To jeszcze pozwolę sobie na kilka słów. Chciałem zgłosić opowiadanie do piórka, ale w regulaminie wyczytałem, że komentarz tupu: super, podobało mi się nie wystarczy i trzeba odnieść się do treści.

Bardzo mi się spodobało, jak nieśpiesznie budujesz więź między Charonem i Nilą. Przewoźnik z jednej strony mając do czynienia z ogromem nieszczęść, a z drugiej będąc zatrudnionym do takiego, a nie innego zadania, musiał wyrobić w sobie odpowiednią dawkę znieczulicy. Zdaje się, był dość wredny, a Ty go przedstawiasz w taki sposób, jakby jego obojętność była wypracowaną strategią przetrwania. Pytanie, czy wobec tylu pokoleń, które przewiózł swoją łodzią, rzeczywiście byłby w stanie akurat w przypadku Nili zmienić nastawienie do obowiązków? Starasz się na to odpowiedzieć, ale zastanawiam się, czy jest to wiarygodne. Niech Ci będzie.

Fajnie wyszło wplecenie w historię opisu świata północy. Jeśli dobrze rozumiem, Nila i jej rodzice byli Grekami, którzy dotarli do krainy fiordów.

Trochę było niepokojące, dlaczego Nila po uratowaniu znalazła się na stole ofiarnym. Na chwilę mnie to zatrzymało.

Ładne. Lektura była wielką przyjemnością. 

 

Drobiazgi:

Tak, stworzono ją to to, by pływała przez Styks.

Może wspomnienie o pogrzebanych rodzicach niszczyło ją o środka?

Metoda znana jest od setek lat. W XX wieku tortury z użyciem szczurów wobec więźniów politycznych stosował reżim Pinocheta. Inne junty w Ameryce Południowej zresztą też. 

Oświecony to taki boży szaleniec, ale z tych nieświętych. Charyzmatyczny szarlatan, który omamia wszystkich bez względu na status.

Ciekawy pomysł na scenerię dla portalu łączącego dwa światy.

Bardzo mi się podobało. 

Tessa nie wierzy w oficjalną wersję. Oczekiwałbym, że się zaangażuje, a to nie pasuje do pierwszego zdania: a ja liczyłam minuty do wyjścia.

Zbyt wiele szczegółów wskazywało, że mamy do czynienia z seryjnym mordercą. Mało wiarygodne było uznanie, że chodzi o serię samobójstw.

Powrót do opuszczonego magazynu był dla mnie jak cofnięcie się w czasie.

Dotyczy ostatniej śmierci? Jeśli tak, to stoi w sprzeczności z: Dokumenty dotyczące nowej sprawy.

Spojrzałam na niego, lekko zaskoczona.

– Skąd wiesz?

Zaskakujące zaskoczenie.

Tobias przeszukiwał pomieszczenie z precyzją doświadczonego detektywa.

Spodziewała się, że przydzielą jej amatora do sprawy seryjnego zabójstwa?

– Tobias – zaczęłam powoli, szukając odpowiedniego zdania – coś się wydarzyło. Obraz… on… odezwał się.

– Tessa, obraz to martwa rzecz – powiedział łagodnie. – Wiem, że to brzmi dziwnie, ale zmęczenie potrafi robić zmysłom okrutne rzeczy.

Zachowanie Tobiasa stoi w sprzeczności z tym, czego doświadczył w poprzednim rozdziale. Powinien zaufać Tessie. Z poprzedniego rozdziału wynika, że też widział napisy na obrazie. Jego sceptycyzm powinien być podejrzany.

Po bokach szyi dostrzegłam delikatne zaczerwienienia. Jak po uścisku dłoni.

Każdy koroner łatwo rozpozna uduszenie przez mordercę od samobójstwa przez powieszenie.

 

Śledztwo, cała organizacja policji wskazywałaby, że mamy do czynienia z miejscem pozbawionym przestępczości i kiedy zdarzyło się coś poważnego, to nikt za bardzo nie ma pojęcia, jak się do tego zabrać. Przyjmijmy, że tak jest.

 

Wszystko owładnięte jest jakąś melancholią, smutkiem, tęsknotą, samotnością. Erotyka subtelna i w mojej ocenie wiarygodna, podana z wyczuciem. Wyszło (poza śledztwem) naprawdę fajnie. Trochę marudziłem, ale podobało mi się.

 

Pozdrawiam!

 

W sposób dosłowny? Czyli że anioł i szatan nie byli urojeniami bohaterki?

Tak. Czemu nie?

 

nie miałam tego w głowie

Ale to sugerujesz:

Nie krzyczałam na męża, choć on czasem krzyczał na mnie.

Po co takie zdanie? Wydaje mi się, że chodziło o zasygnalizowanie czegoś. 

Interpretacja, że mamy do czynienia z chorobą psychiczną jest oczywista. Ale właściwie dlaczego? Z powodu naszego racjonalnego myślenia? Podpowiedzią jest tag, ale z niego dowiadujemy się tylko, co autorka miała na myśli, choć tag „demony” podsuwa coś innego. A gdyby tak podejść do tego opowiadania w sposób dosłowny? Wydaje mi się, że wtedy otwierają się ciekawsze pola do dyskusji.

Historia opowiada o przemocy domowej i jej konsekwencjach. Słyszy się o takich przypadkach. Udręczona żona, dzieci zabijają swojego oprawcę-męża, ojca. Skojarzenie z wydarzeniem na UW może być mniej trafione, bo tam morderca nie znał swojej ofiary.

Co innego ściernisko, co innego słoma przeznaczona do spania. Faktycznie, tylko księżniczkę mogłaby uwierać. 

Prosta wciągająca historia. Bardzo dobrze się czyta. Opowieść przelatuje przed oczami jak film. Podobało mi się.

Pozdrawiam! 

Bardzo mi się podobało. Zemsta najlepiej smakuje na zimno. Wyruszyłem z Wulfherem na tę wyprawę i czułem jak rośnie we mnie żądza krwi wrogów. Całość prosta, “liniowa” i dobrze. Nie ma co przy takich historiach kombinować.

Pozdrawiam! 

O, kolejna porcja skojarzeń. To jeszcze dorzucę jedno: Mulholland Drive. Może nie oczywiste, ale pewnie będziesz wiedział, o co mi chodzi.

Czyli nie wciągnęło. To sobie odpuszczę.

Jane Austen znam ze słyszenia i kilku ekranizacji. Grega Egana wcześniej nie znałem. Wyguglałem, więc rozumiem, co miałaś na myśli. Warto coś przeczytać, czy lepiej poczekać na film?

Czy po prostu naczytałam się za dużo rozważań Vactera? :D

Uzależnienie od ShoutBoxa?

Doceniam pomysł i wrażliwość konieczną do napisania takiego opowiadania. Czytając, uciekałem myślami i musiałem zmuszać się do skupienia na tekście. Ale ja nie przepadam za magią i magami, więc wiesz… Ilość metafor przytłoczyła. I tu znowu brawa za wrażliwość. Napisane sprawnie i jakoś nigdzie się nie potknąłem.

Tak z ciekawości, jakie wybierasz książki do przeczytania? Co Ci się ostatnio spodobało?

 

Drobiazg: 

Był falą czystej, nieprzetworzonej emocji, która uderzyła w jej świadomość jak uderzenie gongu.

Bardzo dobrze wychodzi Ci SF. Nie mam pojęcia na ile te opisane techniczne procedury mają sens, ale robią wrażenie. Czyta się lekko, jak przygodówkę. Akademia i przyjaźnie, pierwsze zadania, potem rutynowe zabijanie wspomagane stymulantami. Najpierw dużo imion, na końcu zastały tylko numery.

Dużo w tej przyszłości się pomieszało. Symbolika i praktyka z różnych obszarów. W Spes też bohater chowa czarno-czerwoną opaskę (lubisz ten zestaw kolorów?). „Oda do radości”, wojny religijne, podludzie.

Zaskakujące opowiadanie w kontekście wybranego obrazu, ale wyszło bardzo dobrze.

 

Pozdrawiam!

Może o Człowieka z Wysokiego Zamku

Też przyszła mi ta książka do głowy.

Mmmm, Blade Runner i może Tajemnica Syriusza (kto tłumaczy te tytuły?), ale reszta? Chyba jeszcze Total Recall

To trudny autor i mogłoby się wydawać, że nieprzenoszalny na ekran. A jednak dostrzeżono w nim taki potencjał. Raport mniejszości też był niezły.

Nie tyle zmowę, ile tendencje autodestrukcyjne…

Okej, rozumiem.

 Coś w tym stylu napisał kiedyś Dick

Zastanawiałem się nad tym. Czytałem go dawno i niewiele pamiętam. Najpierw myślałem, że może chodzi Ci o Trzy stygmaty Palmera Eldritcha. Ale chyba to nie to. Dużo pisał o odmiennych stanach świadomości, symulacjach, zaburzeniach postrzegania, niepewności na temat realności świata itp. i te wątki występują we wszystkich jego książkach, które czytałem. Swoją drogą dziwi mnie, ile miał szczęścia do naprawdę świetnych ekranizacji.  

współcześnie tomizm jest nie tyle zapomniany, co usiłuje się go zapomnieć

Podejrzewasz zmowę?

Tak, odróżniam.

W opowiadaniu „dusza” przeskakuje, a te „instancje” bez duszy to chyba wypisz wymaluj p-zombie. Czyli nasuwa się koncepcja kartezjańska. Z drugiej strony „dusze” nie przeskakują byle gdzie (na innego człowieka, zwierzę, czy jakąś rzecz), też nie istnieją poza ciałem, więc bardziej pasuje podejście tomistyczne.

Do stoików jest mi blisko, ale nie w kontekście tego opowiadania.

Cześć!

Wpadłem zachęcony szortem Kroniki Eidonu: Korekta (Archont). Chciałem poczytać coś więcej z tego uniwersum. Nie zawiodłem się. Jestem pod wrażeniem bogactwa pomysłów.

Co chwilę piszesz, jak w różnych aspektach ten świat działa, więc mam pewne obawy, czy na dłuższą metę zapanujesz nad tym, ale ufam, że wszystko masz przemyślane i jest spójne.

Opowiadanie jest ładnie napisane. Jak dla mnie trochę za dużo wstawek typu: co kto jak nazywa. Co chwilę stosujesz porównania. Coś jest jak coś innego. Coś jest, jakby było czymś.

Czasami wydaje mi się, że piszesz to dla efektu, bez przekazywania faktycznej wartości poznawczej.

Pachniało zupą i tym, czym pachną wspomnienia, kiedy jeszcze są uczciwe.

Co to są uczciwe wspomnienia? I jak pachną?

 

Czytając, miałem skojarzenia z Matriksem. Dużo filozofowania o naturze rzeczywistości. W ogóle Twój świat wydaje się być symulacją. Wymazywanie miejsc, utrata pamięci, jakieś szczeliny, luki (w systemie?), korekty itd.

Podobało mi się, ale nie wiem, czy na dłuższą metę ten styl jest strawny.

Pozdrawiam!

Cześć!

Szort jest bardzo fajnie napisany. Zachęcił mnie do przeczytania innych rzeczy z tego uniwersum, ale sam wydaje się tylko wycinkiem większej historii.

Pozdrawiam!

Ha! Wiedziałem, że wchodzę na grząski grunt. Dlatego z ostrożności z braku lepszego słowa cały czas piszę „dusza” w cudzysłowie. Dla uproszczenia przyjmijmy, że chodzi o świadomość, samoświadomość i może coś więcej, co decyduje, że konkretna „instancja” (w rozumieniu informatycznym) jest człowiekiem, a nie tylko wydmuszką. 

Gratuluję wszystkim świetnych tekstów. Nie pod każdym zostawiłem komentarz, ale wszystkie przeczytałem.

 

Ciekawe, że akurat konkurs Weirdzarro tak bogato obrodził piórkami. Większość deklaruje, że nie za bardzo zna się na bizarro. Może dzięki temu? Nie jest się ograniczonym przez ścisłe ramy gatunku, można popuścić wodze fantazji. Jednocześnie miałem wrażenie, że wszystkie teksty były bardzo dobrze przemyślane i precyzyjnie napisane.

Cześć, dogsdumpling!

 

Pisząc ten tekst musiałem podjąć kilka ryzykownych decyzji. W kilku miejscach w oczach czytelników mogłem się potknąć. Szkoda, że w Twoim przypadku nastąpiło to na sam koniec.

Jak bohater, który tyle czasu poświęcił na budowę, przebudowę, przemeblowywanie, kupowanie części, dopieszczanie swojego wewnętrznego domu, który od któregoś momentu przecież się od środka widzi, jednocześnie zapomniał i nie zauważył, że kupił gałki z oczami?!

On przecież nie od razu planował się tam przenosić. Gdy tworzył dom, nie przejmował się tymi gałkami. Dopiero przy zmienionych proporcjach wszystko stało się wyraźne i zaczęło mu przeszkadzać.

I tu sobie pomyślałam: o, fajnie, idziemy w stronę zabawy tożsamością; rozdwojeniem bohatera, mieszkaniem/byciem w sobie.

Ale, czy cokolwiek taką interpretację wyklucza? Nie jest powiedziane, czy był obserwowany, czy tylko tak mu się zdawało. Pogrążał się w tej swojej fiksacji. 

Mam nadzieję, że nie masz mi za złe nieco zrzędliwy ton tego komentarza ;)

Ależ skąd!

 

Bardzo dziękuję i pozdrawiam!

Witaj, Verus!

Dzięki za komentarz!

Pozdrawiam!

Cześć, Verus!

 

Jeśli się udało z funkcją rozrywkową, to się cieszę.

Oczywiście motyw multiwersum jest często wykorzystywany, choć miałem nadzieję, że moje podejście do tego tematu będzie, choć trochę, oryginalne. Wiele wersji tego świata z tymi samymi ludźmi, ale tylko jedna „dusza” odpowiadająca jednemu człowiekowi na cały wieloświat. W pojedynczym świecie człowiek z dużym prawdopodobieństwem jest sam, bo reszta może być pustymi „naczyniami” na „dusze”.

 

Dzięki za komentarz i kciuki.

Pozdrawiam!

W końcu dotarłem z komentarzem. Gratuluję wygrania w konkursie, piórka, ale przede wszystkim świetnego opowiadania.

Pozdrawiam!

Cześć, cezary_cezary!

Po takim komentarzu pozostaje mi tylko serdecznie podziękować.

Pozdrawiam!

Nowa Fantastyka