Profil użytkownika

Tu kiedyś była zapisana naprawdę mądra treść, ale strzeliła focha i znikła.


komentarze: 3028, w dziale opowiadań: 2230, opowiadania: 787

Ostatnie sto komentarzy

Opowiadanie było po prostu bardzo słabe i źle napisane, ot cała historia.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

OldGuard

 

Tak, zostało opublikowane, a następnie usunięte. 

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Skoro termin został przedłużony, to ja rezygnuję z obrazu “ostatnie światło”, może komuś innemu uda się na jego podstawie napisać wartościowy tekst.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Czyli za duży kontrast?

Dość duży, ale czy za duży? To pewnie kwestia osobistych preferencji. Podejrzewam też, że na większej ilości znaków można by zrobić nieco łagodniejszy przeskok ciężkości.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Cześć, Bardzie!

 

Mam lekki rozjazd z tym tekstem. Wydarzenia w akademii sugerują zdecydowanie luźniejsze tony, niż późniejsze opisy misji. Zaczynasz klimatem w stylu “Top Gun” czy “Do Gwiazd” Sandersona, a potem (podobnie jak Ty posłużę się analogią do gry komputerowej, a co!) serwujesz taki trochę Total War w kosmosie. 

 

Jak już “pomarudziłem”, to przejdę do pozytywów. W normalnych warunkach raczej nie trawię militariów i opisów działań wojennych, ale Tobie udało się to opisać w sposób, który mnie realnie zaciekawił. Czapki z głów!

 

Jak zobaczyłem obraz, który wybrałeś, to za Chiny Ludowe nie byłem w stanie sobie wyobrazić, jak go wykorzystasz w swoim SF, ale wybrnąłeś z zadania bardzo dobrze.

 

O niesamowitym postępie językowym, jaki zrobiłeś, wiesz sam, więc nie będę pisał oczywistości.

 

Naprawdę udany tekst, życzę powodzenia w konkursie!

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Ave, Bliźniaczko!

 

Intrygujący tekst. Pod względem klimatu i języka wyszła Ci taka poetycko-oniryczna wariacja na temat Solaris mistrza Lema. Napisane jest bardzo ładnie i podczas lektury nie opuszczał mnie przyjemny nastrój (no może poza samą końcówką, która dość mocno zaburza konwencję pozostałej części tekstu).

 

Czytałem z zaciekawieniem i satysfakcją, ale przyznam Ci bez bicia, że jestem jednak większym fanem absurdów w Twoim wydaniu. Tutaj zabrakło mi trochę pierwiastka szaleństwa (aczkolwiek mam pełną świadomość, że pasowałby do opowiadania jak grzyb do ściany).

 

Życzę powodzenia w konkursie!

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Cześć, Heskecie! 

 

Szkoda, że tekst Ci nie siadł, ale rozumiem to i szanuję. Tym bardziej dziękuję, że pozostawiłeś po sobie komentarz.

 

EDIT:

 

Po Twoim komentarzu przyjrzałem się ilości “Robertów” i “mężczyzn” w tekście i rzeczywiście stanowczo tego zbyt dużo. Odchudziłem bez litości.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Cześć, Ambush!

 

Przyjemny tekst, podszyty lekkim humorem. Zapamiętam na przyszłość, żeby przypadkiem nie pomagać staruszkom w gęstym, ciemnym lesie.

 

Tomek wypada trochę na ofiarę losu, ale pasuje to do historii, więc zastrzeżeń nie zgłaszam.

 

Pod względem językowym tekst jest bardzo “ambushowy”, czyli ładnie napisany i w charakterystycznym dla Ciebie stylu.

 

Diabeł-transwestyta zrobił mi dzień.

 

Polecam do biblioteki i życzę powodzenia w konkursie.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Bardzie, dziękuję!

 

A gdzie tag horror?

Był w rodzaju tekstu, ale dodałem też tag “survival horror”, chyba pasuje.

 

Akcja, akcja i dużo ciemności. Trochę miałem wrażenie jakbym oglądał scenę z gry. Krótkie wprowadzenie, a dalej rozgrywka w świecie gdzie noc przynosi straszydła.

Nie myślałem o tym w tych kategoriach, ale w sumie… 

 

P.S Obudziłem się dość wcześnie i by nikogo nie budzić postanowiłem przeczytać opowiadanie. Jak skończyłem zaczęło świtać :) 

I to jest właściwe podejście do tematu immersji!

 

Bruce, naprawione.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Gratuluję! 

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Ave, Prosiaczku!

 

Dwukrotnie podchodziłem do lektury Twojego tekstu, by mieć pewność, że zrozumiem należycie fabułę. No i chyba coś mi nie kliknęło. Znaczy, dostrzegam “sztuczne” dzieci i swoisty “eksperyment” ojca, samobójstwa, rosnącą świadomość bohaterów i ciekawe introspekcje. Niemniej całość sprawia dla mnie wrażenie pociętych scenek, które jedynie luźno się ze sobą łączą. Trochę jakbyś skupił się nie na tym CO chcesz pokazać, ale JAK.

 

Doceniam niejednoznaczność tekstu i naprawdę kawał solidnej pracy językowej, ale najwyraźniej nie jestem docelowym odbiorcą, ponieważ lektura okropnie mnie wymęczyła. Z tego względu będę na NIE.

 

 

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Ave, Bardzie!

 

Fajny tekst o tragikomicznym wydźwięku, ale traktuję go bardziej jak wprawkę, niż pełnoprawną historię. Ot sympatyczna scenka w (nie-tak-odległej) przyszłości z udziałem AI i wszelkiej maści robotów domowych (i rozrywkowych!) doprawiona do smaku absurdem. 

 

Czytało się dobrze, biblioteka w pełni zasłużona, ale na piórko to jednak zbyt mało.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Ave, Ramshiri!

 

Nie odkryję koła na nowo. Tekst czytało się bardzo dobrze, językowo jest naprawdę solidnie (widać, że nanosiłeś skrupulatnie sugestie czytelników odnośnie poprawek). Opowiedziana historia jest w sumie prosta i dość przewidywalna, ale nie mogę napisać, że mnie zawiodła. Ostatecznie, nie w każdej opowieści musi znaleźć się karkołomny twist fabularny i miliard wątków. Niby nabrałem podejrzeń co do prawdziwej tożsamości Sergio, ale do ostatnich akapitów nie miałem całkowitej pewności, że okaże się potworem.

 

Dość duży problem mam natomiast z głównym bohaterem, Daxem. Jest tak jednoznacznie i wprost zły, że choćbym nie wiem jak się starał, to nie ma szansy żebym przejął się jego losem. Dobrze, że spotkała go kara (w dodatku konkretnie okrutna), ale to w zasadzie tyle. Myślę, że porządna zła postać powinna mieć jakieś głębsze tło, odrobinę dobra, albo cynizmu niezbędnego do funkcjonowania świata przedstawionego. Tutaj tego zabrakło, więc realnie mnie nie obchodziło, co się z nim stanie. 

 

Niestety powyższe wątpliwości powodują, że tym razem zagłosuję na NIE.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Dzięki za wizytę, Zygfrydzie! W zasadzie Twoje wątpliwości pokrywają się z opiniami części innych użytkowników – odnosiłem się już do tego, więc w zasadzie wypada tylko dodać, że ewidentnie poległem w kwestii wiarygodności/tożsamości Krzysztofa.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Póki co muszę zrezygnować z dyżurowania, mimo najszczerszych chęci nie wyrabiam się na zakrętach.

 

Wrócę w przyszłości.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Ave, Vycherpiousie!

 

Po pierwsze, gratuluję debiutu! W Twoim pisaniu zdecydowanie jest potencjał, więc pisz, publikuj i dalej się rozwijaj.

 

Sama fabuła, podobnie jak przesłanie (arogancja nie popłaca, jak rozumiem?) nie są może przesadnie odkrywcze, ale czytało się całość lekko i przyjemnie, więc przymykam na to oko. W trakcie lektury nie mogłem się pozbyć skojarzeń do twórczości Pratchetta, co potraktuj jako komplement.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Ave, Tilio!

 

To chyba pierwszy Twój tekst, jaki miałem okazję przeczytać (ale dopuszczam myśl, że coś pokręciłem) i była to całkiem udana lektura. Doceniam delikatny absurd oraz wykorzystanie Tkaczek w nieco mniej oklepany sposób, niż to zazwyczaj w literaturze bywa. Nawiązanie do Muminków całkiem zabawne.

 

W zasadzie niezbyt siadła mi tylko sama końcówka i ten pękający szczur. Jakoś to mało pasowało do pozostałej części króciaka, który raczej wydawał mi się dość lekki. 

 

Pozdrawiam serdecznie!

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Ave, Adexxie!

 

Mam już serdecznie dość zimy, ale Twój króciak o śniegu (pojedynczym płatku śniegu?) przeczytałem z przyjemnością. Ładnie napisane.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Ave, d.pankovski!

 

Podobało mi się, naprawdę obrazowo przedstawiona scena. Emocje bohatera towarzyszące… rzucaniu czaru/przeprowadzaniu rytuału (nie mam tutaj pewności) pokazałeś naprawdę umiejętnie.

 

W zasadzie pozostał tylko lekki niedosyt, że nie skusiłeś się na pełnoprawną historię, bo materiał ewidentnie jest.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

betweenthelines

 

Dziękuję za odwiedziny i komentarz!

 

Te propozycje, które stawia, nie są przypadkowe

Dokładnie tak.

 

Świetnie zbudowany klimat. 

Bardzo mi miło, dziękuję!

 

Dzieliush

 

Tobie również dziękuję za wizytę. Cieszy mnie, że opowiadanie Ci się podobało.

 

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Tarnino, jak już wspominałem wcześniej – ewidentnie przekombinowałem i moje założenia rozjechały się z treścią opowiadania.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Robercie

 

Dziękuję! 

 

Zasadniczo moja wizja była następująca: Krzysztof testuje moralność “ofiar” i stawia pytanie: czy są w stanie posunąć się do ostateczności, by uratować własną skórę? Aż trafia na człowieka złego do szpiku kości, co pokazuje, że nie musimy szukać zła na zewnątrz, bo najgorsze tkwi w człowieku. Jednocześnie, wraz ze “śmiercią” Krzysztofa wraca światło, co miało (w zamyśle) podkreślić symbolikę dobra i zła.

 

Jednocześnie chciałem, żeby tekst był na tyle otwarty, by pobudzić Czytelników do własnych interpretacji, co częściowo się udało.

 

Reg

 

Dziękuję, że przeczytałaś mój skromny tekst. Dobrze, że chociaż wykonanie okazało się porządne.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Bardzie

Robercie

Beeeecki

 

Dziękuję za Wasze komentarze! Cóż mogę napisać? Możliwe, że przekombinowałem, pewnie też za dużo fabuły zostało w głowie. Niemniej, mam kilka pomysłów na rozwinięcie tego "uniwersum", ale tym razem postaram się lepiej ubrać to w słowa.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Ostatnie światło

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

A mi się ten Twój eksperyment bardzo spodobał, Bliźniaczko.

 

Scenka sama w sobie przyjemnie absurdalna, w dodatku okraszona osobliwymi bohaterami. Niemniej, osią króciaka jest garść nieporozumień pomiędzy narratorem i autorem (Autorką, przepraszam!).

 

A to jest zwyczajnie złoto:

Wrzycimłot nie wiedział, co powiedzieć. Ja bym wiedział, (jako narrator), ale autor się po prostu nie wysilił. 

Cóż więcej mogę napisać? Lubię burzenie czwartej ściany, eksperymenty i absurd. A przede wszystkim zawsze chętnie sięgam po Twoje teksty i tym razem również się nie zawiodłem.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Tarnino, dzięki za wizytę, garść uwag i wskazanie usterek. Zajmę się tematem, ale dopiero w przyszłym tygodniu, bo pierwszy raz od wielu lat nie zabrałem laptopa na urlop, a telefonem to lipa, nie poprawki wychodzi.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Bruce

 

Dziękuję za wizytę i dobre słowa!

 

nieopisane wręcz i bezgraniczne zło wzięło górę nad tym, co dotąd postrzegaliśmy jako straszliwe zło. W gruncie rzeczy natura człowieka pokazała tu swoje prawdziwe oblicze. Nie wiem, czy dobrze to interpretuję. :)

Bardzo podoba mi się Twoja interpretacja!

 

Co do samego pojęcia prawnego – AI mi podaje, że tzw. “prawo należności” to “gwarantowane prawem (głównie cywilnym) uprawnienie wierzyciela do otrzymania od dłużnika określonego świadczenia pieniężnego lub rzeczowego w wyznaczonym terminie

AI lubi tworzyć definicje z kapelusza. Czasami mam ochotę pójść na skróty i skorzystać, ale ten badziew potrafi tworzyć "cytaty" z orzeczeń, które są wzięte z kosmosu. W nazwie "prawo należności nocy" nie ma żadnego odniesienia do rzeczywistości, nazwa powstała na potrzeby tekstu.

Cała fabuła w moim odczuciu to taki specyficzny rachunek sumienia człowieka przy każdym, nagłym umieraniu – na ile może sobie pozwolić autentyczna natura ludzka w obliczu bezgranicznego cierpienia? Ile może poświęcić? Ile zła może dokonać? Gdzie jest dla niej nieprzekraczalna granica? :)

Bezbłędnie trafiłaś w mój zamysł. Czapki z głów!

 

Finklo

 

Ja to zinterpretowałam, że Niosący Światło trochę zmienił modus operandi. Ale wymiękł po napotkaniu prawdziwego psychopaty

Też ciekawe rozumienie, podoba mi się.

 

Trochę dziwne, że przybrał imię Krzysztof, bo to imię napakowane chrześcijańskimi odniesieniami po ostatnią kreseczkę w f.

I tak i nie. To nie jest zła postać, ale dobra też niekoniecznie. Poza tym Krzysztof pełni w moich opowiadaniach rolę Hoida z powieści Sandersona. Jest obecny i miesza wszędzie po trochu.

 

Dziękuję, że wpadłaś i zostawiłaś komentarz.

 

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Gratulacje! W grudniu obsypało rewelacyjnymi tekstami.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Ave, Michaelu!

 

Dzięki za wizytę i garść dobrych słów!

 

mam rozumieć, że to pierwszy człowiek, który przyjął propozycję?

Tak!

 

No i te beczki…

Nawiązanie celowe.

 

Co nie zmienia faktu, że mocno tajemnicze opowiadanie, wielu kwestii jestem dalej ciekaw i zgodzę się z komentującymi, że napisanie kolejnej części może jest dobrym pomysłem.

Jakiś tam pomysł nawet mam… Pomyślimy.

 

Dzięki raz jeszcze!

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Ave, Maćku!

 

Serdeczne dzięki za dobre słowa!

 

Dodatkowo przypomnieł mi się jeden, jak ja to mówię, nocny film – horror, którego akcja dzieje się właśnie w lesie. I jest ta istota. Jak jej tam było, hm? Siewca zla? Coś takiego.

Niestety nie kojarzę, z horrorów oglądam tylko takie, w których występują zombie.

 

PS. Brawa za tytuł “w Twoim stylu”. 

Dzięki! Chociaż tym razem wyjątkowo nie miałem weny do jego tworzenia i jest taki trochę “na siłę”.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Hej, Holly!

 

Dzięki serdeczne za solidną porcję łapanki i rozbudowany komentarz! Większość babolków poprawiłem, a co do reszty:

 

Hm, a jak to się robi po przyjacielsku? Bo on go spoliczkował, to raczej nie jest możliwe, żeby zrobić to po przyjacielsku.

Naoglądałem się sporo Rodziny Soprano i wydaje mi się, że można kogoś plasnąć po przyjacielsku, z serdecznością (i groźbą).

 

Narracja jest prowadzona co prawda w trzeciej osobie, ale nadal oczami bohatera. Więc pierwsza wzmianka imienia tajemniczego pana w garniturze występująca dopiero w didaskaliach wypada mało naturalnie i wprowadza lekki zamęt.

Słusznie, dodałem fragment, w którym się przedstawił.

 

Nie jest? ;p

No właśnie nie jest… Chyba zabrakło mi warsztatu, żeby to należycie pokazać. Krzysztof uprawia grę pozorów, ale w gruncie rzeczy wcale nie jest zły.

 

A jak się śmieje chochoł?

Wiemy jak tańczy, pewnie śmieje się analogicznie.

 

Bo trudno krzyczeć z odciętą głową.

Ale w trakcie ucinania można.

 

Nie widzi przez szybę, że ktoś tam jest?

Panuje ciemność.

 

 

Hm. Chyba nie zrozumiałam ;p

Biorę to na klatę i przyznaję się do porażki. Chciałem pokazać różnicę między złem pozornym, a prawdziwym, co dodatkowo miała podkreślać “zabawa” zasadami światła i ubiór Krzysztofa. Najwyraźniej poległem na całej linii.

 

Dlaczego tu musiało być zawsze prawo należności nocy (czy tam pierwszej nocy, już nie pamiętam, jak się ta barbarzyńska reguła nazywała)? Tego nie rozumiem.

Element gry Krzysztofa.

 

choć zachęcam Cię do stworzenia dłuższego tekstu w tym uniwersum

Do przemyślenia.

 

Dziękuję raz jeszcze!

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Ujmę to następująco: zarówno wypowiedzi Krzysztofa, jak i opisy jego zachowań były przeze mnie dość mocno przemyślane i nie mają charakteru przypadkowego. Do rozważenia jeszcze jedna kwestia: czy on do czegoś faktycznie nakłania? Zależało mi na tym, żeby po wnikliwym przeczytaniu nie było to takie pewne.

 

Ale oczywiście, najwyraźniej (jak to mi się zdarza regularnie) dość mocno przekombinowałem i wyszło bez sensu i nieczytelnie. Tak to niestety bywa z eksperymentami ze słowem.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Ave, Zakapiorze!

 

Dzięki za wizytę, rzeczowy komentarz oraz mini-łapankę (usterki naprawione)!

 

Natomiast samo zakończenie, w którym Krzysztof siada i umiera odebrałem jako wyraźniej bardziej komediowe, niż reszta tekstu – i to jest właśnie ten dysonans. Dlaczego siewca wyjątkowo ohydnego zła miałby umrzeć skonfrontowany ze złem? Może czegoś nie zrozumiałem.

Cóż, komediowy wydźwięk nie był zamierzony, to bardziej kwestia mojego stylu pisania (chyba). Odnośnie zakończenia, nie chcę go zbyt mocno tłumaczyć, chciałem żeby miało pewien wymiar uniwersalny. Niemniej, poza oczywistą kwestią nieudzielenia pomocy, czy mamy dowody na to, że Krzysztof rzeczywiście popełnił jakiekolwiek złe uczynki?

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

To była jedynie moja subiektywna opinia, która nie oznacza, że tekst jest zły. Najgorsze jest bowiem nie kilka uwag, lecz sytuacja, w której nikt tekstu nie zauważa, to znacznie gorsze niż jakakolwiek drobna krytyka.

Pójdę krok dalej, osobiście zdecydowanie wolę komentarze krytyczne, bo dzięki nim mam realną informację zwrotną na przyszłość, które aspekty tekstu wymagają większej uwagi.

 

Także ucinając nasze małe nieporozumienie, raz jeszcze dziękuję Ci serdecznie za komentarz.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Heskecie

 

Dziękuję za odwiedziny!

 

Przez las nie jechał w zupełnych ciemnościach, dopiero zachodziło słońce. Światła samochodu, jak i jakiekolwiek inne formy sztucznego oświetlenia, nie działają. Starałem się to wprost przekazać tutaj:

 

Tomek wrócił myślami do czasów, gdy jeszcze działały sztuczne źródła światła.

Natomiast po zmroku, jest już całkiem ciemno.

 

d.pankovski

 

Nic z tych rzeczy, przyjmuję wszelką krytykę z pokorą. Natomiast konstrukcja Twojego posta i wykorzystane słownictwo jest bardzo podobne do recenzji generowanych przez AI (nawet sprawdziłem to, przed skomentowaniem), stąd moja uwaga. Jeżeli się pomyliłem, a Ty poczułeś się dotknięty, to oczywiście przepraszam, bo nie taką miałem intencję.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Shreka? XD

Ano, Shreka. O, tutaj:

 

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

d.pankovski

 

Dziękuję za wizytę. Doceniam wszelkie uwagi, także te wygenerowane przy pomocy AI.

 

Tarnino

 

Oczywiście! Uparłem się, że opublikuję tekst od razu i mi wskoczył chochlik w tytule (plus kilka innych, które wyłapałem w treści, ale to już przeszłość…)

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Cześć, Marszawo!

 

Z góry muszę Cię przeprosić, ale niestety warstwa, nazwijmy to, światopoglądowa opowiadania zbyt mocno rozjechała się z moim spojrzeniem na świat, bym mógł obiektywnie podejść do oceny. Chyba perfekcyjnie problem nakreśliła Tarnina, więc posłużę się cytatem:

 

Ci niewinni fantastyczni imigranci, i ci ludzie, tak doskonale podli i tak dokładnie tych imigrantów wykorzystujący, że zaraz zaczną robić zapalniczki z ich stawów (poza, oczywiście, nawracającą się główną bohaterką), i takie to wszystko proste i jasne…

Sytuacji nie ratują nawet pewne skojarzenia z pierwszą częścią Shreka, gdzie na bagnie zorganizowano mu tymczasowy obóz dla magicznych stworzeń…

 

Natomiast bardzo na plus muszę zaliczyć pierwszoosobową narrację. Naprawdę dobrze to się czytało, można było się wczuć w emocje pani narrator. Niemniej, z przebiegu fabuły raz sprawiała wrażenie wytrawnego detektywa, by za chwilę jawić się raczej jako dość zagubiona istota.

 

Absolutnie złego słowa nie powiem na temat języka. Jest po prostu bardzo ładnie i chyba stało się to Twoją wizytówką.

 

Serdecznie gratuluję Ci wygranej w konkursie, ale piórkowo niestety zagłosuję na NIE.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Cześć, AP!

 

W momencie, gdy w żołądku narratora pojawił się kredensik, nabrałem przekonania, że ostatecznie sam sobie wlezie do środka i będzie zamknięty (narrator, nie kredensik). Introwertyk, chciałoby się napisać, kompletny z tego jegomościa. Także końcówka mnie nie zaskoczyła, ale nie mogę napisać, że jestem rozczarowany.

 

Bardzo podobała mi się narracja, to chyba najmocniejszy element opowiadania. Bo tak, stopniowo rozbudowujesz stężenie absurdu, aż zaczyna ono zupełnie przekraczać skalę, a narrator relacjonuje to, jak gdyby nigdy nic. Krytyczne uwagi odnośnie innych ludzi robią dodatkową, bardzo dobrą, robotę.

 

Półotwarte zakończenie wypadło bardzo dobrze. Nie wiemy, kto ostatecznie “wygra” próbę sił, ale takie rozwiązanie bardzo pasuje do całości.

 

Językowo bardzo wysoka półka, lektura była przyjemnością.

 

Z kronikarskiego obowiązku wskazuje, że oddam głos na TAK.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Cześć, Betweenthelines!

 

Dzięki za wizytę i komentarz!

 

Kiedy myślę, że coś takiego mogłoby naprawdę mieć miejsce, ogarnia mnie lęk. Ta wizja jest tak niepokojąca, że trudno się od niej uwolnić nawet po skończeniu lektury.

Ano niestety. Najgorsze, że wcale nie jest nieprawdopodobna.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Ave, Sajmonie!

 

Kobieta spojrzała na wyrastającego spomiędzy pokrywającej olchowy pień grzybni, okazałego sromotnika bezwstydnego o białym trzonku i ciemnej główce.

Okej, jest dziwnie!

 

W pierwszej reakcji chciałem skrytykować zakończenie. Bo jak to? Znowu wysyłają Iwana na front, przecież mają innych żołnierzy, potencjalnie roboty czy inne cuda… Ale gdy zabrałem się za komentarz, to uderzyło mnie, że właściwie to bardzo takie rozwiązanie pasuje do całego tekstu. Skoro wysyłali go dalej, mimo stopniowej utraty kończyn, to dlaczego nie po utracie (prawie) całego ciała i jego swoistej “rekonstrukcji” w… warhammerowego dreadnoughta…?

 

Bardzo podobało mi się, jak zagrałeś emocjami Natalii. A także jak te emocje ukazałeś. Pod tym względem opowiadanie to naprawdę mocna rzecz. Kobieta przeżyła chyba wszystkie możliwe stany w trakcie wizyt w Azylu.

 

Językowo jest naprawdę solidnie. Nic mi nie zgrzytało, a lektura w zasadzie minęła niepostrzeżenie.

 

Piórkowo będę na TAK.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Ave, Maćku!

 

Generalnie jest tak, że tekst o objętości 4k znaków musi na mnie zrobić ogromne wrażenie, żebym w głosowaniu piórkowym był na TAK. Cóż mogę napisać, Twój takie właśnie zrobił.

 

Po pierwsze, język. Króciak jest napisany zwyczajnie pięknie, trochę jakby w zamyśle miał być poezją, a nie prozą. Na niczym się nie potykałem, za to zdarzyły mi się fragmenty, które mnie zachwyciły. Jak chociażby tutaj:

Struny były nowe. Ciepłe. Jedna uniosła się leniwie i owinęła wokół mojego nadgarstka. Delikatnie – bardzo delikatnie.

Po drugie, klimat. Trochę melancholijny, trochę niepokojący (ostatecznie skrzypaczka okazała się duchem), ale chwytający za serce.

 

Siłą rzeczy okrojona została fabuła, na takiej ilości znaków nie byłoby możliwe jej rozbudowanie. Nie mogę jednak napisać, że mi to przeszkadza, skoro lektura, chociaż bardzo krótka, była fantastycznym doznaniem.

 

Gratuluję znakomitego tekstu!

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Cześć, Reg! Jak zawsze, dziękuję Ci serdecznie za wyłapanie usterek.

 

szkopuł w tym, że, niestety, nie zdołałam pojąć, co tam się wydarzyło.

 

Tekst jest specyficzny i nastawiony na lekkie “oszukanie” czytelnika, więc spodziewałem się podobnych reakcji. Grunt, że chociaż czytało się dobrze.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Hej, Godzilla! 

 

Dziękuję za potrójną wizytę! Bardzo mi miło, że pozytywnie oceniasz cykl, jako całość.

 

Z chęcią poznam dalsze (a może wcześniejsze) losy Kramera i Bronsona. Jeszcze kilka rozdziałów i byłaby z tego całkiem fajna książka 

Aktualnie nie mam w planach powrotu do cyklu, ale w przyszłości… kto wie?

 

Pozdrawiam serdecznie!

 

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Ave, Maćku!

 

Cóż, o taką creepy pastę walczyłem. Czy może bardziej – walczyłbym, gdybym musiał. Przyjemnie mroczny, klimatyczny króciak. Chyba przez jakiś czas będę unikał wycieczek do lasu. Szczególnie, jeżeli znajdę ostrzeżenie o grasujących w nim diabłach.

 

Sprawnie napisane.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Cześć, Maćku!

 

Problem z alkoholem mnie zupełnie nie dotyczy, ale i tak dostrzegam mocny wydźwięk Twojego tekstu. Napisany sprawnie i chociaż krótki – mam wrażenie, że zostanie mi w głowie na dłużej.

 

Fantastyki nie dostrzegłem, ale mi to nie przeszkadzało.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Cześć, Agato!

 

Tekst całkiem niezły pod względem narracji i oddania emocji Eli. Szczególnie pasował mi ostatni “akt heroizmu” bohaterki.

 

Jednak fabuła jest jedynie szczątkowa, a element fantastyczny stanowią chyba tylko Zmory, których równie dobrze mogłoby nie być, gdyż i tak nic nie wnoszą do historii. 

 

Także pisz, próbuj dalej, bo ewidentnie drzemie w Tobie potencjał.

 

 

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Czyli bez nagrody za najlepszy wąs…?

 

Gratulacje dla laureatów!

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Satyry nie miałem na myśli, więc jeśli tak to odbierasz, to zawiodłem

Myślę, że troszkę przesadzasz. Czytało się bardzo dobrze, a że wydźwięk był inny od zamierzonego, to już kwestia drugorzędna.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Ave, Pusia!

 

Ciekawy, dość klimatyczny tekst, który mocno stoi dialogami. Może odrobinę zbyt mocno, bo trochę ucierpiał na tym świat przedstawiony. Fabuła gna do przodu z szybkością błyskawicy i aż prosi się o delikatne spowolnienie.

 

W zasadzie mogłaś Pauli nie zabijać, pod względem fabularnym chyba nie było to konieczne.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Ave, Zakapiorze!

 

Czy przypadkiem nie zapomniałeś o tagu “absurd”?

 

Podobała mi się pierwszoosobowa narracja, taka trochę gawędziarska. Pod względem językowym też jest naprawdę dobrze, na niczym się nie zacinałem, płynnie wchłonąłem całość za jednym przysiadem.

 

Ale chyba coś mnie omija, bo horroru tutaj w ogóle nie dostrzegam. Bardziej satyrę na bazie horroru, jeżeli już. Pod tym względem ostatnia scena (choć dość niepokojąca i udana) pasuje do wcześniejszej części tekstu, jak grzyb do ściany, bo nagle zrobiło się mrocznie. 

 

Niektóre wypowiedzi bohaterów są tak rozkosznie teatralne i przerysowane, że nie jestem w stanie uwierzyć, że to miało być na poważnie. Przykładowo:

– Von Gierke, hochsztaplerze, oszukałeś mnie! – krzyczałem. Zerwałem się z kolan i wyrwałem z kabury Berettę. – Zapłacisz za to!

No i ten nieszczęsny Von Gierke właśnie… Ciekawa, wręcz intrygująca, postać, ale nie wiem, co nim kieruje. Zastrzelił Emilię, bo tego wymagała fabuła, ale dlaczego to zrobił – nie umiem odpowiedzieć.

 

Przyjmując, że to jednak była satyra, jestem usatysfakcjonowany lekturą.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Ave, Mi­cha­elu!

 

Kawał do­bre­go tek­stu na­pi­sa­łeś. Kon­cep­cja “znik­nię­cia” wszyst­kich mo­carstw, jako pod­sta­wa świa­ta przed­sta­wio­ne­go wy­pa­dła na­praw­dę ele­ganc­ko. Jest za­gro­że­nie z ko­smo­su, więc bo­ga­ci dają dyla, a resz­ta niech sobie radzi. No i ta resz­ta za­czy­na bru­tal­ną walkę o za­so­by. 

 

Czy na­paść Mek­sy­ku na Pol­skę jest bez­sen­sow­na? Prze­no­sząc do na­szych re­aliów, z pew­no­ścią, ale w Twoim świe­cie nie jest to takie jasne. Nasz kraj przed­sta­wiasz jako naj­więk­szą siłę w Eu­ro­pie (czyli cały Za­chód uciekł?), więc na­paść może mieć zna­cze­nie stra­te­gicz­ne. Tylko, że to jest hi­sto­ria (tra­gicz­na) po­szu­ku­ją­cych się mał­żon­ków i ich dziec­ka, więc kwe­stie tak­tycz­ne mają dla mnie mar­gi­nal­ne zna­cze­nie.

 

Dobrą ro­bo­tę zro­bi­ła pierw­szo­oso­bo­wa nar­ra­cja pro­wa­dzo­na z per­spek­ty­wy każ­de­go z mał­żon­ków. Tutaj ogrom­ne wy­ra­zy uzna­nia dla Cie­bie, bo na­praw­dę umie­jęt­nie od­da­łeś ich emo­cje, tę at­mos­fe­rę pędu, za­szczu­cia. Pod­czas lek­tu­ry mia­łem przed ocza­mi mi­gaw­ki z opi­sy­wa­nych przez Cie­bie wy­da­rzeń, a to wiel­ka sztu­ka.

 

Końcówka mocna i uderzająca w czuły punkt. Przejąłem się losem bohaterów, a to o czymś świadczy.

 

Pod wzglę­dem ję­zy­ko­wym na ni­czym się nie po­ty­ka­łem i ca­łość wy­pa­dła na­praw­dę przy­zwo­icie. 

 

Dzię­ku­ję Ci za na­praw­dę przy­jem­ną lek­tu­rę. Z mojej stro­ny leci no­mi­na­cja do piór­ka.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Czyli jednak nie trafiłem z Autorem… Niemniej, gratki, Czeke! Bardzo dobry tekst.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Ave, Michaelu! 

 

Dziękuję za odwiedziny i garść dobrych słów! Porównania do Lema traktuję jako ogromny komplement.

 

Ale pod koniec czytania jednak czegoś mi brakowało, sam nie wiem czego. To naprawdę dobre opowiadanie, ale jednak z przykrością stwierdzam, że nie zrobiło na mnie tego wrażenia co poprzednia część.

To ma akurat dużo sensu. Zazwyczaj pierwsza część każdego cyklu jest najlepsza, to chyba norma w literaturze i kinematografii. Tutaj zależało mi na domknięciu historii, więc siłą rzeczy musiałem trochę odejść od niepewności na rzecz wyjaśnień. A to z kolei trochę zgrzyta w kontekście konwencji całej serii. Z drugiej strony, po części drugiej pojawiły się głosy niezadowolenia, że za mało tam wyjaśniłem. Tak źle i tak niedobrze.

 

klik widmo się zdecydowanie należy

Dziękuję, to równie ważne, co "prawdziwe" kliknięcie.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Śniąca

 

Dziękuję za komentarz! Absurdy są specyficzne, więc zawsze mnie cieszy, gdy moje przypadną do gustu osobie, która normalnie od nich stroni ;)

 

Tarnino

 

Grunt, że nie wszystko poszło źle. 

 

niewątpliwe i oczywiste, że czynisz tu sobie tak zwane kolokwialnie jajca. Część błędów (jak choćby "dokładnie kilkanaście") podejrzewam o bycie budulcem owych jajec. Nie zawsze się one udają. Tu i ówdzie udaje się tylko skołowanie czytelnika. Wyszedł Ci dowcip tak postmodernistyczny, że jego odbiór też jest postmodernistyczny, i to mnie śmieszy, to znów nie.

Tak, cały tekst zasadniczo jest zbiorem żartów. Podczas pisania dość dobrze się bawiłem (co mi się już praktycznie w ogóle nie zdarza), więc mogłem trochę zapomnieć po drodze o Czytelnikach.

 

Ale, podobnie jak ich Autor, niczego się z porażki nie nauczyli. Tak, że ten.

Widzisz, już przy pierwszym podejsciu pisałem, że rozumiem zadanie, ale tekst ułożyłem po swojemu, bo inaczej dopadała mnie blokada i nic nie wychodziło. Tutaj znalazłem się nieco bliżej założeń, ale to tyle.

 

Do trzech razy sztuka?

Nie, z pewnością nie będzie kolejnego podejścia do tematu. Możliwe, że w ogóle do pisania.

 

I co Ty z tym "otaksował"?

Kwestia preferencji językowych.

 

Ambush

 

Dziękuję za wizytę jurorską! 

 

Co prawd nie domyśliłam się, jakie dwie książki ocalały, ale zastanawianie się również było intrygujące

Metro i Wehikuł czasu, ale niekompletne, więc świat był lekko (aczkolwiek celowo) ułomny w strukturach.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

To miłego czytania… ;)

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Ave, B(4xe)cki! ;]

 

Skutecznie oddziaływałeś na moje emocje, więc tekst wchłaniałem, nie czytałem.

Bardzo mi miło :D

 

Tylko co ja takiego właściwie wchłonąłem? Nie mam 100% pewności, ale przyjemne uczucie laugh

Wytwór mojej dziwnej wyobraźni, ot co :P

 

Pozdrówka!

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Gratulacje! ;]

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Hmm, skąd ja kojarzę ten tekst…? ;)

 

Cześć, Bardzie! 

 

W pewnym sensie wpadam pobetowo… ;) Historia Toma, Liu i Kevina zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie za pierwszym razem i teraz nie jest inaczej. Obserwowanie, jak "przypadłość" pochłania Liu samo w sobie jest intrygujące. Ty poszedłeś o krok dalej i dołożyłeś element rodzicielski z wiarygodnymi reakcjami Kevina, który nie rozumie, że z mamą dzieje się coś bardzo złego, a tata jest u progu wyczerpania fizycznego i nerwowego.

 

No i te obleśne żuwaczki… ;)

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Cześć, Finklo! 

 

Dzięki za wizytę i dobicie do biblioteki.

 

Te dwa teksty, do których odsyłasz w przedmowie, czytałam, ale dawno i niewiele pamiętam. Tak że tego…

 

Rozpatrywany praktycznie w oderwaniu, niniejszy wypada na niewielką historyj

 

Ewidentnie za długo się zbierałem do zakończenia historii. Sam też musiałem zaglądać do poprzednich tekstów, bo już mi się zaczęły zacierać niektóre sprawy. 

 

Coś, jakbyśmy pozostawali we władzy reptilian. Może i tak, trudno orzec.

Tak, coś w ten deseń. 

 

Ale napisane w porządku

W mojej obecnej formie, dobre i tyle. Niestety, ale przez wieczny deficyt czasu, mam wrażenie, że literacko zaczynam "cofać się w rozwoju".

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Ave, Bliźniaczko! :D

 

Miło, że wpadłaś ;]

 

Nie pamiętam poprzednich, lub nie czytałam, ale obroniło się samo, w pojedynkę

To dobrze, miałem początkowo obawy, że może być nieczytelne bez szerszego kontekstu ;]

 

Trochę, wg mnie, siadło w końcówce, od momentu, gdzie pojawia się czarna posadzka i dalej, ale to bardzo subiektywne odczucie.

Paradoksalnie to są sceny, które pisałem jako pierwsze, więc z pewnością nie była to kwestia zmęczenia materiału, czy “pogoni” za końcem pisania. Przemyślę to na przyszłość ;]

 

ale Mefisto w końcówce mnie nie przekonał. Może kwestia dialogów? Nie wiem. 

Cóż, był to w pewnym sensie zabieg celowy. Mefisto został “zdemaskowany”, więc chciałem żeby to się należycie odbiło w jego wypowiedziach. 

 

To było zdanie o oku. Oko zawyło? Wprawdzie to koszmar, ale jednak…

Tak, oko zawyło ;]

Czy tutaj nie powinno być gdzieś przeczenia? (sam nie przystąpi do zadania)

Powinno i nawet wcześniej było, tylko w edycji wsiąkło :P Naprawiłem ;]

 

Dzięki serdeczne za klika! ;] Wszystkiego dobrego w Nowym Roku! ;]

 

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Sądząc po Twojej ocenie, nie wypadło to całkiem źle.

Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że wypadło naprawdę dobrze.

 

chociaż nie jestem pewien, co starasz się wyrazić, gdy piszesz, że teraz nie jest ono “z prawdziwego zdarzenia”.

Tutaj mogłem wyrazić się nieco jaśniej. Pisząc o zakończeniu “z prawdziwego zdarzenia” miałem na myśli klasyczne zakończenie, z wyraźną puentą i domknięciem wątków, zamiast mocno otwartej formuły.

 

Oczywiście jest to uwaga z gatunku “przyganiał kocioł garnkowi”, ponieważ sam regularnie korzystam z otwartych zakończeń, albo wręcz zapętlenia wydarzeń… ;]

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Ave, Ślimaku!

 

Byłem ogromnie ciekawy, co tak twardo stąpająca (pełzająca?) po ziemi osoba może stworzyć przy próbie zmierzenia się z gatunkiem, którego podstawowym założeniem jest dziwność. Świat przedstawiony początkowo zdaje się nielogiczny, ale z czasem dochodzi do głosu matematyka i staje się jasne, że pierwsze wrażenie było błędne. Świat jest bardzo logiczny, a do tego mierzalny i jest to jedyna droga do należytego odbycia tej wędrówki.

 

W czasie lektury miałem skojarzenia z Alicją w krainie czarów, trzecią częścią Matrixa (początkowa scena, gdy Neo jest uwięziony na peronie). Z kolei sama Alicja przywodziła na myśl postać Enei z cyklu Hyperion Dana Simmonsa, ponieważ pojawiała się zawsze w odpowiednim miejscu i czasie, by przekazać bohaterom (bohaterowi?) niezbędne informacje i wskazówki. Różnica polega na tym, że Twoja Alicja jest w zasadzie rekwizytem, a Enea stanowiła oś fabuły.

 

I tutaj przechodzimy do jedynego problemu, jaki mam z Twoim tekstem. Fabuła, jak rozumiem, pełni rolę drugorzędną względem samej drogi i poznawania siebie, niemniej tekst mógłby sporo zyskać, gdybyś wyposażył go w zakończenie z prawdziwego zdarzenia i odpowiednio mocną puentę. Z uwagi na Twoje ponadprzeciętne umiejętności w zakresie operowania językiem, przez lekturę dosłownie się płynie. Tylko… dokąd właściwie? 

 

Niemniej, czas spędzony przy Twoim opowiadaniu, był czasem dobrze spożytkowanym, za co chylę czoła. Powodzenia w konkursie!

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

SPW

 

Dzięki za wizytę!

 

Heskecie

 

Miło mi, że się spodobały opisy kosmitów i iluzji ;] Dzięki za klika!

 

strzelanie na pokładzie statku jest dość ryzykownym zachowaniem :-)

Słusznie, dałem się ponieść wyobraźni :P

 

Bruce

 

heart

 

Bardzie

 

końcówka już coś wyjaśnia – taki Matrix, ale z UFOkami;).

Już coś wyjaśnia? To ja się obawiałem, że wyjaśnia aż za dużo… :D

 

to daje możliwość pociągnięcia historii

Ej, ale planem było definitywne zakończenie historii, a nie wprowadzanie spin-offów… :D

 

Dzięki za odwiedziny i kliknięcie! ;]

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

O cholera, mocna rzecz…

 

Cześć, Ambush!

 

Humor gdzieś tam rzeczywiście się znalazł, aczkolwiek tak czarny, że mógłby zacząć rapować… Nie jestem ogromnym miłośnikiem zwierząt, niezależnie od gatunku, ale wszystkie są żywymi istotami, więc okrucieństwo względem nich należy tępić z całą stanowczością. Niemniej, zamordowanie dziadka (pozostawienie na pewną śmierć), to jednak lekka przesada…

 

Czytało się bardzo dobrze, mimo ciężaru gatunkowego. Odnoszę też wrażenie, że króciak pasowałby do konkursu Fanthomasa. Uważaj, żeby Ci dziwność za bardzo nie weszła w krew! ;)

 

Biblioteka w pełni zasłużona.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Ja również dziękuję za oddane głosy oraz gratuluję pozostałym wybranym ;)

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Ave, Bruce!

 

Serdecznie Ci dziękuję za łapankę! Naprawiłem babole, chyba nawet skutecznie… Jedynie wstyd, że tyle tego się pojawiło :/

 

Dzięki za miłą opinię i kliknięcie ;)

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Twoje łzy lecą mi na koszulę

Z napisem "King Bruce Lee Karate Mistrz"?

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Słowem – jest wybornie!

Bardzo mi miło ;]

 

Czesio się przypomina;DD

^^

 

To może lepiej nie czytaj, bo oszalejesz, tak jak ja i wszędzie będziesz widział do tego aluzje ( CHOLERA JASNA, SAMA ALUZJA JEST TUTAJ ALUZJĄ, BO TAM BYŁ MOTYW KOJARZENIA WROGA POPRZEZ POJAWIANIE SIĘ JEGO SYMBOLI I PODPROGOWYCH PRZEKAZÓW W ŻYCIU CODZIENNYM ). Nie no, żartuję. Sięgnij koniecznie, świetna książka!

W tej sytuacji, z pewnością przeczytam :D

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Ave, Robercie!

 

Cóż za tytuł!

Tym razem miałem trochę trudności w wymyśleniu tytułu, ale jestem całkiem zadowolony z efektu :)

 

Życiowe. Miałem taki sen jakieś piętnaście razy, może więcej.

O tak, u mnie dokładnie to samo. Dlatego postanowiłem przelać go “na papier”, może uda się odczarować i więcej nie wróci? 

 

Kim właściwie jest Mefisto? Diabłem? Zbuntowanym na wzór ronina obcym, który kreuje teraz własną politykę?

Cóż, sam Mefisto wprost informuje Kramera, że nie jest diabłem, a piekła nie ma. Osobiście postrzegam tę postać jako obcego, który wskutek jakichś wydarzeń odłączył się od zbiorowego umysłu (co też wskazał sam zainteresowany). Z drugiej strony, jednym z założeń przy wszystkich trzech “częściach” było kwestionowanie rzeczywistości i próba “oszukania” czytelników, więc może i tutaj prawda jest zupełnie inna…? ;]

 

na dodatek ciąg wizji Kramera do złudzenia przypomina mi finał “Trzech Stygmatów Palmera Eldritcha”. Dla większości to amfetaminowy recital Dicka, a dla mnie, to dotknięcie absolutu. Jeden z głównych bohaterów, Leo Bulero (bo chyba to był właśnie on) w swej walce z wrogiem ludzkości, przegrywa i trafia wreszcie w jego sidła. Poddawany jest ciągowi wizji i zmiennych perspektyw, nie jest w stanie zdefiniować rzeczywistości. W takim anturażu rozmawia z owym wrogiem bardzo podobnie, jak Kramer z postacią w garniturze. Nie ginie, nie wygrywa, ale wie – wie, że już nie można wygrać. Słodko-gorzkie zakończenie, podobnie, jak tutaj. 

Biję się w pierś i przyznaję, że nie czytałem tego. Będę musiał nadrobić. Rzeczywiście pewne podobieństwa można tutaj wyłapać ;]

 

Dziękuję za wizytę i klika! ;]

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Hej, Nova! ;]

 

Osobiście uważam opko za zabawne, przeczytałam, uśmiechnęłam i to mi wystarczy.

Satysfakcja czytelnika najważniejsza ;]

 

Dzięki za wizytę! ;]

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Koniecznie! ;)

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Oj tam, oj tam. Ogłaszacie wyniki, zdejmujemy maski, jeśli ktoś nie przeczytał, to wylatuje, a wszyscy za nim przesuwają się o miejsce w górę w klasyfikacji. Na czym polega problem?

 

proszę polać tej pani! ;)

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Ave, Ambush!

 

Cholera, prawdziwą jazdę bez trzymanki zaserwowałaś… Do momentu rzucenia pierwszej klątwy miałem wrażenie, że trochę zbyt mocno się wstrzymujesz, a całość jest nieco zbyt normalna i grzeczna (mimo oczywistego zgorszenia "pruderyjnej" części miasteczka, z burmistrzem na czele).

 

Potem pojawiła się stosunkowo niewinna plaga dodatkowych palców, ale to, co nastąpiło dalej spiwodowało całkowite odpięcie wrotek. Czy to już jest nowy gatunek? Taka, powiedzmy, brutalna "pornografia" akwarystyczna? ;) Zakończenie mocne i smutne (dla burmistrza).

 

Całościowo bardzo mi się podobało i uważam, że sprytnie postąpiłaś, że pełne szaleństwo nadeszło dopiero w drugiej części.

 

Powodzenia w konkursie!

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Ave, Marszawo! 

 

Niepokojąco przyjemny kawałek! Historia Izabeli okazała się przykra, ale gdzieniegdzie okrasiłaś ją wisielczym humorem, więc pomimo dość ponurego klimatu zdarzyło mi się też uśmiechnąć. 

 

Całość jest naprawdę ładnie napisana, bardzo się rozwinęłaś pod kątem warsztatu, brawo! ;)

 

Pozdrawiam świątecznie!

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Nazwałem go Mefisto.

 

Cześć, Bliźniaczko! ;)

 

Wpadam spóźniony, by kliknąć, ale w samą porę, by wyrazić uznanie! Pod względem stworzonego klimatu tekst sprawia wrażenie lekkiej fuzji "Autostopem przez galaktykę" i Jakuba Wędrowycza (szczególnie wobec odporności pokoleniowej na alkohol). "Naiwność" kosmity rozbawiła mnie do łez. Z drugiej strony, czy można się dziwić, skoro nie miał wykupionego odpowiedniego pakietu? ;)

 

Dziękuję Ci za poprawę humoru na wieczór! ;)

 

Powodzenia w konkursie!

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Misja wykonana! :)

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

KOMENTARZ W PREZENCIE

 

Ave, Michaelu! 

 

Przybywam na polecenie Marszawy i od razu powiem, że bardzo się cieszę, że dostałem takie zadanie, bo tekst mnie wcześniej niestety ominął. 

 

Co my tu mamy? Trochę "Piły", trochę rozważań o moralności i wartościowaniu ludzkiego życia. Dobrą robotę robi tutaj narracja, która stopniowo przechodzi z przerażenia i żalu do zupełnej znieczulicy. Tutaj w zasadzie mam jedną uwagę. Trochę zbyt szybko przechodzisz do taśmowego mordowania kolejnych członków rodziny przez co czytelnik ma trochę zbyt mało czasu na utożsamienie się z narratorem. Jeszcze jedna scena przepełniona rozterkami mogłaby zrobić robotę. Tylko wtedy mężczyzna też musiałby błagać o życie, tak dla równowagi… ;)

 

Napisane sprawnie, na niczym się nie potykałem. Ładnie ubrałeś emocje w słowa, więc klimat gry wyszedł przyjemnie psychodelicznie.

 

Trochę zastanawia, dlaczego w ogóle narrator został uczestnikiem gry, ale rozumiem, że nie jest to najważniejsze w przedstawionej historii. Ostatecznie nawet bez tej wiedzy uważam lekturę za satysfakcjonującą. Dobrze spędzony czas, za który Ci dziękuję (oraz Marszawy, za to, że mnie tu skierowała ;P).

 

Pozdrawiam serdecznie! ;)

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Gratulacje, Holly! ;)

 

I oczywiście dla pozostałych nominowanych również! ;)

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Dzięki za komentarz, Dogs!

 

Tekst nie miał być seksistowski, jeżeli tak wyszło, to w sposób zupełnie niezamierzony. 

 

Zygfrydzie, Tobie również dziękuję!

 

Jakbym sam oceniał piórkowo, to pewnie mój komentarz byłby tożsamy co do treści… ;)

pewnie o tym wiesz :)

Oczywiście! ;)

 

mieszanie realiów wypada nieco dziwacznie

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Kurczę, spojrzałam na tagi, a tam groza, przemoc i wulgaryzmy XD Więc trochę się przestraszyłam, że chcesz biednego Koalę wpuścić w maliny ;)

Bo Beeeecki to trochę troll z tymi tagami ;)

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Ale ten tekst, to nie jest horror xD Tag to chyba dla żartu dodany… 

 

Poszukam później czegoś innego

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Ambush, Finkla, BardJaskier, JolkaK, Zygfryd89, HollyHell91, Ślimak Zagłady, Galicyjski Zakapior, Outta Sewer

 

Edit: z uwagi na rezygnację Outty, mój ostatni głos trafia do Beeeeckiego 

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Coś krótszego i nie horror dla Misia :)

 

Link

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Czyli zgadłem… xD

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Ave, B(4xe)cki Anonimie! :D

 

Tekst przeczytałem już wcześniej, ale podchodzę do tematu komentarza piórkowego, jak pies do jeża. Historia jest w sumie dość prosta, humor bazujący w dużej mierze na ogranych stereotypach, a w kontekście zakończenia całość jawi się, jako pijackie zwidy, a nie przygoda…

 

Ale tak cholernie dobrze się to czytało, że nie mogę wyjść z podziwu. Pomieszanie współczesności i klimatów fantasy jest jednym z moich ulubionych motywów, a tutaj zagrało bardzo dobrze. Humor też mi podszedł do tego stopnia, że momentami sam siebie podejrzewałem o autorstwo… :D

 

Prawdziwym majstersztykiem są ironiczno-humorystyczne dialogi, także bardzo w moim stylu. Podobnie zresztą “zagadka” i cała otoczka wokół niej :D

 

Cóż mogę więcej napisać? Tekst mi się bardzo podobał. Nie jest może jakiś wybitny, ale spędziłem przy lekturze bardzo przyjemne chwile, więc piórkowo zagłosuję na TAK.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Ave, Anonimie!

 

Bardzo fajny pomysł na połączenie koncepcji wieloświatów, gry paragrafowej i historii miłości dwojga ludzi. Początkowo zakładałem, że Ignacy cierpi na urojenia, albo ma demencję, więc na plus zaliczę też nieoczywisty twist fabularny.

 

Przewinął dziesiątki zdjęć, by z Alberobello przenieść się do Polignano a Mare. Wygłupiał się, robiąc stójkę na jednej nodze i śpiewając „Volare oh, oh”. I kolejne: pod pomnikiem Świętego Mikołaja, z profiterolką na talerzu i aperolem w kieliszku i w końcu te z ostatniego dnia, gdy szli promenadą Lungomare

Ech, tutaj zdobyłeś (aś?), Anonimie nieuczciwą przewagę, bo obudziły się moje wspomnienia z wymiany studenckiej do Bari właśnie… :P I jak mam teraz zachować obiektywizm?

 

Ze zrozumieniem zakończenia nie miałem problemów, dość mocno spinało mi się z wcześniejszymi wskazówkami odnośnie podróży między światami/rzeczywistościami w oparciu o “mapę życia”.

 

Pod względem językowym całość wypada solidnie, nic nie zgrzytało podczas lektury.

 

Fabularnie najmniej podobał mi się fragment, w którym Karolina tłumaczyła Ignacemu koncepcję wieloświatów. Troszkę infodumpowo to wypadło, ale z drugiej strony na niewielkiej ilości znaków trudno byłoby inaczej wyjaśnić czytelnikowi, o co tutaj właściwie chodzi, więc przyjmuję takie rozwiązanie ze zrozumieniem.

 

I ogólnie sama fabuła nie jest może pełna zwrotów akcji, dramatycznych scen, czy elementów przygodowych, ale skupia się na relacji (trudnej, bo rozgałęzionej na różne sposoby, nie pomijając śmierci Karoliny w jednej z rzeczywistości) małżonków i robi to dobrze.

 

Opowiadanie nie jest idealne, ale spędziłem przy nim bardzo dobry czas. Do tego “plusów dodatnich” jest więcej niż ujemnych, więc piórkowo będę na TAK.

 

Powodzenia w konkursie!

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Nowa Fantastyka