komentarze: 1367, w dziale opowiadań: 1143, opowiadania: 466
komentarze: 1367, w dziale opowiadań: 1143, opowiadania: 466
Drodzy, ja też z przykrością i też rezygnuję. Niestety miałem ostatnio po prostu za mało czasu przez sprawy rodzinne i zawodowe.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Za każdym razem kiedy próbowałem od niego wyciągnąć [przecinek] co tak bardzo ciągnęło go na drugą stronę Wrót, zamykał się w sobie.
coś solidnie druzgocącego emocjonalnie.
Ja bym to uznał za zbędne, jak coś druzgocze, to nie ma po co wzmacniać.
Czasem miałem wrażenie, że jestem jedynym [przecinek] co dzieli go od przespania całego dnia.
– Ktoś musi dbać o Pałac [chyba przecinek] kiedy tak leżysz i gnijesz. Może ta przygoda wybije ci w końcu z głowy przechodzenie przez Wrota, co?
Dalej już się nie czepiam, ale błędów interpunkcyjnych trochę jest.
– Eh, Ryszardzie.
Ech.
Uważam, że zarówno pałac, jak i krainę złą można było staranniej opisać, budując klimat, budując je wrażeniami, estetyką.
Zabawne, przewrotne, choć początek trochę tonie w szczegółach.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Był środek dnia dwunastego stycznia 1888 roku. Ranek, stosunkowo ciepły i pogodny, nie zapowiadał tego, co miało nastąpić później.
Nie potrafię nic zaproponować, ale to zdanie w tym miejscu to musztarda po obiedzie, a psuje dynamikę (akcja – reakcja).
ziewiętnastoletnia [może: młoda? Szczegół rozmywający] nauczycielka Minnie Freeman krzyknęła przestraszona i upuściła trzymaną [to się rozumie samo przez się] książkę. Na widok śnieżnej bestii trzynaścioro dzieci skurczyło [nie lepiej: skuliło?] się w ławkach.
I dokonała rzeczy – zdawałoby się – niemożliwej. Przeszedłszy w skrajnie wyczerpujących warunkach milę, dotarła z uczniami do najbliższego domu. Byli uratowani! Żadnych odmrożeń, żadnych ran.
Zwracam uwagę na szczegółową narracją w budynku i skrótową aż do przesady poza nim.
Ładne, zgrabne, “imaginative”, warto było.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Tekst ciekawy, pomysłowy, z dużym ładunkiem emocjonalnym, ale w wielu miejscach też dość szkicowy. Brakuje mi większego wyszukania w opisie miejsc czy emocji, ogólnie przeważają proste zdania, a zbyt wiele informacji jest przekazywanych w blokach dialogu albo w leciutkich infodumpach.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Zabawna, pomysłowa i solidnie napisana historia, przeczytałem z zadowoleniem.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Nawet, jeśli korekta językowa czasem jest przesadzona, to i tak jest na wysokim poziomie i za darmo, więc warto korzystać.
Nie warto przychodzić na portal z nastawieniem, że znajdzie się tu fanów i stepping stone do bycia wydanym (chyba, że np. wynika z konkursu, jak np. Wilkowe). To pierwsze gdzie indziej, to drugie jest niezależne od portalu.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Pamiętaj, że to moje subiektywne komentarze, nie jestem żadnym znawcą hard sci fi ani żadną wyrocznią. Uważam, że to bardzo ciekawy debiut.
Poza tym to można czytelnikowi łatwo sprzedać, np. że oni lecą na misję szkoleniową, a rozbłysk jest spodziewany, ale okazuje się dużo mocniejszy. W sensie moje uwagi fabularne możnaby opykać paroma zdaniami, które by opko trochę umocowały fabularnie bez istotnej zmiany klimatu czy akcji.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Soren sięgnął za siebie
Się – się i cztery słowa na “s”. Może się czepiam, ale mi w otwierającym zdaniu jakoś zgrzytnęło.
i namacał zatrzaski pierścienia kołnierzowego na karku.
Może się czepiam, ale to się niejako rozumie, a rozwadnia zdanie.
Zakłócenia były zbyt silne.
Na sygnałach radiowych znam się jak świnia na gwiazdach, ale jakość sygnału tak szybko i wyczuwalnie by malała, jak sugeruje rozmowa przez interkom? To jak szybko oni lecieli i/lub co tak potężnie zakłócało?
Mam mały problem z fabułą, bo dzieją się rzeczy, na które astronauci w ogóle nie są przygotowani, i które nie odpalają żadnych procedur korekcyjnych/ochronnych, nawet połączenia z centralą. Rozbłyski słoneczne można do pewnego stopnia przewidzieć.
„Misja OPAL-3 – poufne” – przeczytał.
W krótkim opku trudno lepiej coś takiego zasygnalizować, ale przecież nikt nie zostawia w publicznym rejestrze odnośnika “to tajne”, chyba, że się mylę. To nie gra potem żadnej roli w historii.
Żuł powoli, czując rozchodzący się w ustach słodkawy smak i myślał.
Konstrukcja zdania jest lekko niezgrabna przez konstrukcję współrzędną z jednym czasownikiem na początku i drugim na końcu, choć zasadniczo jest zrozumiała.
Niedostatek paliwa – też jak dla mnie nieco wątpliwe. Może warto dać jedno zdanie wytłumaczenia, dlaczego. To jakaś misja szkoleniowa? Jak kogoś stać na fruwanie rakietami i szkolenie astronautów, to raczej stać na paliwo do rakiet.
Leki przeciwbólowe przestawały już działać, a pulsowanie w skroniach stawało się coraz silniejsze.
Zastanowiłbym się nad krótszą formą typu “wzgamało”, bo tu atmosfera gęstnieje, więc nie ma co rozwadniać.
Wcisnąwszy przycisk aktywacji, poruszył ostrożnie joystickiem, obserwując efekt przez okno wziernikowe.
Dwa imiesłowy – widzę potencjał do uproszczenia:)
„Póki, co nieźle”
Uno, przecinki do przeglądu, duo: https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/poki-co;8475.html
Mechanizm ani drgnął. Zaklął pod nosem i, mrużąc zmęczone oczy, sprawdził kod błędu w instrukcji.
Lekki zgrzyt z podmiotem domyślnym, sam mam tu wątpliwości – brzmi, jakby mechanizm zaklął.
Odepchnął się i poszybował naprzód. Wyciągnął dłoń w stronę ściennego uchwytu, lecz ta zadrżała niespodziewanie i minęła metal o centymetry.
Rozumiem, że on jest oszołomiony, ale to jednak wyszkolony astronauta, a to brzmi strasznie pierdołowato. Potem pojawia się “nagła słabość” – może warto to wcześniej zamarkować?
Następujący potem fragment jest bardzo dobry i czyta się jednym tchem.
Świecący punkt pędził naprzód w aureoli pulsujących barw, i ciągnąc za sobą długi warkocz zjonizowanego gazu, kreślił łuk wzdłuż krzywizny planety. Mniejsze ogony wyrastały, wiły się i znikały wokół niego, w miarę, jak bryła kadłuba rozpadała się, a jej fragmenty płonęły i parowały w niewyobrażalnym żarze.
Także powyższe dla mnie bardzo udane.
Wyprostował się w fotelu, próbując odegnać narastającą senność [tu chyba przecinek po wtręcie] i rozprostował zdrętwiałe plecy.
Niezgrabne palce musnęły metal, lecz ześlizgnęły się po gładkiej powierzchni i skafander trzasnął z impetem w bok rakiety.
J.w. On przed chwilą sprawiał wrażenie w pełni ogarniętego.
Na minus – takie krótkie i intensywne opko powinno mieć finał, to już powiedziano lepiej przede mną.
Na plus – opisy planety i przestrzeni kosmicznej.
Ogólnie czyta się jak wiarygodne hard sci fi, to jest mam wrażenie, że czujesz klimat i potrafisz czytelnika w niego wciągnąć i w nim utrzymać.
Zostaję z wątpliwościami co do fabuły (paru oficerów powinno polecieć za taką organizację misji) i co do braku spójności działań bohatera, które nie są dość mocno wytłumaczone jego stanem albo są tłumaczone po fakcie. On raz jest geniuszem, raz ofermą – jeśli ma objawy choroby popromiennej, to z liczeniem też by mu ciężej szło.
Ogólnie ciekawe i obiecujące, chętnie przeczytam więcej.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Miło mi, że smoczy klan się rozrasta! Bardzo ładne.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Z ojcem nie dało się normalnie pogadać, inne tematy niż praca i wieczne doskonalenie występów go nie interesowały.
To zdanie wybiło mnie potocznością, w moim odczuciu nie przystaje językowo i tonalnie do opka.
Zgrabnie napisane opowiadanie, przesycone atmosferą tęsknoty i melancholii.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
GS, tekst jest nie moją bajką. Przepraszam. Chyba kierujesz go do mniej dorosłych odbiorców.
Może tak wyszło, w zamierzeniu był lżejszy i przygodowy.
Dziękuję za opinię i uwagi, wezmę sobie do serca. Poprawiłem na razie nieco, ale też zastanawiam się nad początkiem.
Dziwny zabieg: jest bohater, a historia toczy się obok niego. Jakby był rekwizytem.
Z założenia jest to bohater, który musi się nieco przełamać, ale przecież też kombinuje i szuka rozwiązań. Ale spróbuję to wygładzić.
Fabuła w normie. Ogólnie czytało się nieźle.
O, to się cieszę!
(opłata świetlna, sporo neologizmów i takie tam).
Zerknę na tekst pod tym kątem i spróbuję poprawić.
Dziękuję serdecznie!
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Ogień przygasał, a noc powoli kończyła się i pierwsze ptaki budziły szary świt, który ciężko podnosił się znad dalekich łąk.
Mam zagwozdkę, bo z jednej strony to bardzo poetyckie i nastrojowe, z drugiej mam wrażenie ślizgania się po granicy naciągnięcia metafory. Może się czepiam. Ogólnie stylistycznie opko robi duże wrażenie i ledwo mam o co się przyczepić.
który towarzyszył im codziennie błękitną, daleką kreską.
Towarzyszenie kreską wywołało lekki zgrzyt. Może “jakby namalowane”?
Przyłożył dłuto, aby wyrzeźbić kowczeg.
Czy tylko ja przełączyłem się na wyszukiwarkę? Myślę, że dopowiedzenie mogłoby być miłe.
ikona stała się tak piękna, że Hannie zabrakło tchu.
Opko rozbudziło we mnie wysokie oczekiwania co do stylu i doboru słów i to zdanie nieco mnie przez to rozczarowało. Szczególnie, że następny akapit to mały orgazm literacki.
Ależ to jest pięknie napisane, ale w taki elegancki i wrażliwy sposób, bez cienia kiczu czy pretensji. Postać Ikonografa także jest przedstawiona z ogromną wrażliwością – człowiek zarazem głęboki i poczciwie nieporadny.
Edycja: duch klatki schodowej podpowiada mi, że co prawda nie muszę znać biografii Hanny ani jej traum, ale jednak decyzja o porzuceniu dzieci i bezpiecznego życia wydaje mi się nie do końca wyjaśniona.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
No to wyrzucam wungiel z wieży, choć gdzie indziej też jest wspomniany. Pytanie, czy woda w jaskini jest w stanie przyjąć na tyle dużo dwutlenku węgla, żeby uzasadnić używanie pochodni czy pieców bez duszenia się. Zapewnie nie :)
Pięknie dziękuję za klika!
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Tekst jest gęsty, duszny, zagadkowy, z ciekawym twistem – ulgą syna, że dług został spłacony. Po w kilku miejscach drodze wyczuwalnie uderza, na przykład racjonalizacją matki, że bezdomny sam jest sobie winien. Aż nawet bym powiedział, że tekstowi dobrze by mu zrobiło nieco oddechu tu i tam – po przeczytaniu miałem poczucie styrania emocjonalnego.
Mam duży problem ze stylem. Jest oszczędny, ale precyzyjny, mocno uderzający, brutalnie obrazowy. Ale gdzieś po frazie "Nie wziął? Nie dbał?” robi się bałagan na kilka akapitów. Zmiana czasów i przechodzenie na podmiot domyślny, równoważniki zdań, bezokoliczniki, trochę przesadzonych czy naciąganych metafor.
Pcham ciężkie szklano-żelazne drzwi, uderza mnie mróz i ciemnica miejscami rozgoniana cytrynowymi trójkątami spod latarni.
Zaznaczone mnie wybiło.
Światła mrugały dziwnie, jakby latarnie słabo odbierały nadawany obraz tego, co ma się pod nimi pojawić. Ale ciemność ursynowska była dobra. Martwy świat, nawet, jakby gdzieś na peryferiach mojej sfery bytności pojawił się człowiek, to nawet go nie zobaczę. Dobrze, niech świat nie żyje. Dobrze mu tak.
Całość wydaje mi się słabsza, niż to, co ją poprzedza – mówi się dużo ważkich rzeczy, a niewiele z tego wynika, do tego zaznaczone – jak dla mnie nieco dęte.
Kroki stawiałam nieufnie. Powoli. Miałam czas, tak jak mi kazano. Mieć tyle wolnego czasu, na ile pensji męża wystarczy. Ewentualnie pieniędzy podsyłanych od rodziców. Cichaczem wciskanej na niedzielnym obiedzie pomocy ze strony dziadków. Uczyłam się szukać pozytywów. Ja i mąż byliśmy dwiema osobami, każde z nas miało dwoje rodziców, każde z rodziców dwoje rodziców. Dwanaście osób. Dużo wolnego czasu.
Mam wrażenie lekkiego zamętu. Jak wyżej – seria krótkich zdań, gramatycznie all over the place. Do tego nie wiem, czy nurkowanie tak głęboko w rodzinną codzienność jest potrzebne.
miał dłonie, jakie mają mężczyźni,
Miałoza.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Marszawa: Bardzo dziękuję za miłą mi opinię i za korektę, biorę się za nanoszenie!
Gratuluję wyobraźni – stworzony świat nadaje się na podstawę scenariusza znakomitego filmu fantastycznego. :)
Dzięki! Do przemyślenia :)
marzan: Dziękuję, to jest bardzo ciekawe z tym luminoforem. Z drugiej strony z tekstu nie wynika tak dobitnie, że uran był też źródłem szczurzego światła (tylko żabiego, z bioluminolem jako luminoforem – to pewnie naciągane). Cały czas nad tym dumam, na razie dodałem kłęby dymu wokół wieży – zapewne pod ziemią najłatwiej o energię ze spalania węgla albo z geotermii. Poruszam się trochę po omacku.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
marzan: Bardzo dziękuję, zabiłeś mi ćwieka, będa kilka rzeczy pod tym kątem przerabiał. Cieszę się, że lista pozytywów jest dłuższa, niż negatywów. O speleologii mam pojęcie jak świnia o gwiazdach.
tomolew: Dzięki, dla takiego komentarza warto było pisać i szlifować.
bruce: dzięki serdeczne, naniosę uwagi językowe, chylę czoła wobec uważności. Klik zawsze miły!
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Dziura w ścianie to na ogół nic nadzwyczajnego, można sądzić, że powstała w sposób zupełnie naturalny i widać przez nią to, co dzieje się po drugiej stronie, ale potem William stworzył otwór w jabłku, a gdy zajrzałem do środka, znów dostrzegłem łąkę.
Rozważyłym rozbicie tego zdania.
Jedyne, co przychodziło mi do głowy [przecinek po wtręcie chyba] to miniaturowy ekran umieszczony wewnątrz napakowanego elektroniką sztucznego owocu, który działałby podobnie jak kinetoskop, ale prędko odrzuciłem tę myśl, gdy zademonstrował mi to samo z moją kanapką.
Tutaj także sugeruję rozbicie.
Kierowała nim równie wielka ciekawość zetknięcia z nieznanym jak mną,
Ten fragment się nie parsuje.
– Na przykład po to, żeby nie tylko tam zajrzeć, ale przedostać się na drugą stronę.
– Z pozycji podglądacza chcesz przejść do roli uczestnika? Mógłbym tutaj przytoczyć pewne znane przysłowie: dać człowiekowi palec, a będzie chciał całą rękę.
– Przecież to niesamowite.
– Czy to, co do tej pory ci pokazałem nie wystarczy?
– To świetna rzecz, ale interesuje mnie dalsze zgłębianie tajemnic tamtego świata.
Blok dialogowy bez didaskaliów, tak zwracam uwagę, to niekoniecznie błąd.
Jak się okazało [chyba przecinek] wyjechał w nieznanym kierunku i przez kilka miesięcy nie dawał znaku życia.
Przyjemnie dziwny tekst, w którym nie warto nawet się zastanawiać, co autor zaraz wymyśli, bo i tak nie odgadniemy.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Zanim dostał ksywę Razer, był po prostu „młodym z kanałów” – dzieciakiem z szarej dziury między szybami ewakuacyjnymi a windą serwisową numer cztery, która i tak częściej stała niż jeździła. To miejsce było dla niego zarówno domem, jak i więzieniem – labiryntem betonowych korytarzy, które znał lepiej niż własne palce u rąk. Jego świat to było szumienie rur, echo kropli wody spadających z przeciekających zaworów, świst zimnego powietrza przedzierającego się przez zatkane kratki wentylacyjne.
Ciekawe, obrazowe, z klimatem.
Jego stary
Mnie to wybiło. Nie pasuje mi tonalnie, ale ja byłem w gimnazjum, może dlatego.
Ojciec był zmęczony, lecz twardy – człowiek z betonu, jak mówili inni.
Nieco mi zgrzyta zestawienie zmęczenia z cechami charakteru. Wręcz narzuca mi się coś na modłę “ojciec był twardym jak beton mężczyzną, który mężnie znosił trudy / zmęczenie”. To Twój tekst, więc nie narzucam się.
w którym walka była jedyną pewną walutą.
Ta waluta jakoś mi nie pasuje.
Było żywe. Oddychało. Płakało kondensatem. Krwawiło rdzą.
Nieco egzaltowane jak dla mnie.
Ściany, włazy, drabiny – wszystko miało swój rytm, swoją pamięć. A on ją znał. Miał swoje trasy, swoje kryjówki, nawet swoje małe enklawy snów, gdzie mógł na chwilę wyłączyć alarm w głowie i pomarzyć.
Opis przestrzeni jest z całą pewnością mocnym punktem opka, ale co konkretnego to znaczy dla fabuły i świata?
Tu jest sporo ciekawych pomysłów, ale wszystko się dzieje za szybko, za dużo cięć. Twoje rozdziały to ledwie akapity.
Po akcji z lekarstwem – szybkim, desperackim wypadem dla lokalnej bandy zwaną Szramy – coś się zmieniło.
Ależ proszę o tym napisać.
– Stara centrala w szybie C7. Nikt tam nie chodzi. Nikt przy zdrowych zmysłach. Ale jeśli plotki są prawdziwe… można ją odpalić. Zasilanie, komunikacja, może nawet dostęp do starych terminali sieciowych. Dane sprzed Upadku.
Hmm. Skoro takie plotki, to dlaczego nikt tam nie chodzi?
Szpadel splunął w kąt. – Brzmi jak śmierć w puszce. Ale lepsze to niż siedzieć tu i czekać, aż mutanty z Dziurawego Kręgu nas znajdą.
Przydałoby się wytłumaczyć, ogólnie czytelnik dostaje dużo nazw bez kontekstu.
Zaczęła się walka. Mika pierwsza zareagowała – błysk karabinka, czysty strzał. Szpadel – jak taran wpadł między przeciwników, wrzeszcząc i wymachując swoim kluczem jak toporem. Razer – cichy, precyzyjny. Nóż pod żebra, łom w kolano, szybkie ciosy. Walka była brutalna, szybka, pełna błędów – ale to oni zostali na nogach.
Coś za łatwo, sorry gregory. Nawet się nie spocili, o zagrożeniu nie mówiąc. A te zbiry brzmiały na dobrze przygotowanych.
Zacne, ale jednak tę opowieść warto wydłużyć i pogłębić. Dwie postacie poznajemy głównie przez ich gadżety, historia Razera jest opowiadana infodumpem, zero konfliktu w drużynie. Podróż nie nastręcza trudności, podobnie walka.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Postaram się wpaść, ale na pewno po 19.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Cóż, trudno mi się szerzej odnieść, bo jest to bardzo osobisty twór, jednocześnie z przesłaniem programowym, które nie jest mi specjalnie bliskie, choć faktycznie doceniam swoistą grą na niejednoznacznościach. Językowo nie było złe, może z wyjątkiem nadużywanego szyku przestawnego, jako satyra społeczna ma swój urok, ale samo tłumaczenie zasad rządzących światem jakoś bardziej do mnie przemawia niż fabuła, w którą trudno się wgryźć.
<poniżej rant polityczny>
Ostrze satyry wydaje mi się nieco spóźnione w dobie fali wznoszącej alt-rightu – największe odpały alt-leftu typu neutralne płciowo imiona dla zwierząt domowych wspominam z rozrzewnieniem w czasie, gdy prezydent największego globalnego mocarstwa wprost mówi, że habeas corpus i konstytucja nie są dla niego interesujące, a jego kumple, przeważnie dziedzice fortun, obstawiają na giełdzie pozycje odpowiednie do tego, co zaraz ten sam prezydent powie. Wychodzi na to, że to “tolerancyjne państwo policyjne”, o którym tyle pisano w prawicowej prasie, ale też w polskiej fantastyce, było tylko masywną projekcją prawicowych fantazji na przeciwnika.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Postanowiłem napisać ten list, na samym końcu wyjaśnię [tu chyba przecinek] dlaczego to zrobiłem.
Cóż, Władzia nie wiedziała [tu też aby nie?] co to wstyd.
Nie chcę się czepiać interpunkcji dalej, ale uczulam.
Oby więcej takich przybyszy.
Dyżurny z tej planety, niestety.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Wdzięcznie napisany szort ze zręcznym odwróceniem na końcu. Wcale zacne, kwii chrum.
Wytarzany dyżurny.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Bardzo udane opowiadanie, oryginalne, sprawnie napisane i grające na emocjach bez kiczu.
gęsta jak grochówka jego babci.
Pierwszy akapit jest świetny, ale to mnie wybiło.
Nieśmiało i na drżących nogach ruszył przed siebie.
Będę wścibski, ale dla mnie zdanie bez tego “nieśmiało” brzmi mocniej.
Nadstawiał płochliwie uszu, jak dzikie zwierzę, gotowe w każdej chwili do ucieczki. Ale gdzie tu uciekać? Jedyna droga wiodła na wprost.
Podwójne wścibstwo, ale dla mnie aż się prosi o “zaszczute”.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Bies żyjący w lasach opodal osad ludzkich, w których zwykł budować niechlujne szałasy z gałęzi, mchu i liści wszelkiej maści i gatunku.
Tego typu stylizacja powinna jakkolwiek wisieć na haczyku gawędziarskim, a zaznaczone fragmenty brzmią pokracznie, gdy je wymawiać na głos.
gdy gospodarze senną marą ogarnięci jeszcze śpią,
Trochę masło maślane.
regenerując siły na kolejny ciężki dzień w polu.
To jednak nie pasuje do konwencji językowej jak dla mnie.
Nie będę się dalej czepiał, to powyżej jako przykład, czemu mam lekki problem z tekstem.
Pomysł ciekawy, klimat ciekawy, dużo smaczków, a jednak czyta się nieco wyboiście. Mam wrażenie, że stylizacja gmatwa tekst, praktycznie w każdym zdaniu pojawia się element, który idzie za daleko. Szyk odwrócony wydaje się być stosowany niemal mechanicznie.
Sugerowałbym czytanie takiego tekstu na głos, bo to po prostu musi się czuć jako gawędę.
Uważam, że ta postać zasługuje na tekst z fabułą, a i owszem.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
I wtedy to ujrzał.
Hmm, nieco efekciarskie jak dla mnie.
Ani jeden foton nie wpadał do wnętrza.
Może jednak “ani błysk” albo cuś.
Pojawiła się idea – dzika, irracjonalna, obłędna.
Lekko egzaltowane. Nie do końca lubię narrację podzieloną na linijki.
Myśli już nie tylko zderzały się w locie, ale dziobały nawzajem – krwawo, bez litości. Ciało stało się polem bitwy.
J.w.
Ciekawe, niebanalne i niepokojące.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Miejska farma żywnościowa numer pięć, największy i najbardziej zaawansowany technologicznie kompleks w Nova Pradze, zawsze budziła podziw swoim ogromem.
To wścibstwo i widzimisię, ale moim zdaniem otwarcie by mocniej wybrzmiało bez tego wtrętu.
która zdobyła już reputację dzięki wcześniejszym sukcesom
Aż się prosi o jakiś konkret :)
C.d.n.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
więc im bardziej było się przydatnym [tu chyba przecinek] tym dłużej można było przeżyć.
Jeśliby zapomnieć [tu aby nie przecinek] co to za miejsce [tu też] można by nawet uznać, że jest tu dość przyjemnie.
Wielu więźniów wykonywało swoje pracę też tam
Powyższe jak dla mnie brzmi niezgrabnie.
Panowała ogólnie przyjęta zasada, że każdy robił to [tu chyba przecinek] co musiał
Więcej nie będę wypisaywał, ale uczulam.
Zderzenie z rzeczywistością jakiego tutaj doświadczyłem sprawiło, że niemal panikowałem przedstawiając swoje umiejętności tak, żeby okazać się przydatnym.
Powyższa konstrukcja zdania wydaje mi się nieco zagmatwana.
Mroczne, wrażliwe psychologicznie, ale jednak brakuje choć ze dwóch zdań ekspozycji, o co chodzi z konfliktem i dysydentami.
D-du-dyżurny
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Kolejny deszczowy wakacyjny dzień
Otwierasz trzema przymionikami, notty notty.
stojąc we trzech przed przesłoniętym brudną firanką okienkiem.
Błąd czy nie błąd, jeden rabin, itp.
nic nierozumiejącym wzrokiem.
Przyczajony Sokrates :)
dyskretnie szczerząc zęby.
Mi to się kłóci.
Jakaś jego część, będąca połączeniem dziecięcej naiwności z wrażliwością na wszystko, co niesamowite,
To nie jest tak, że jest złe, ale dość złożone zdanie jak na moment, kiedy napięcie powoli wzrasta.
Dowód na nieistnienie, żeby Ciebie Tarnina nie dorwała :) (żart)
Każdy krok Szymka rozlegał się echem w przepastnym szybkie klatki czteropiętrowego bloku,
Chyba ortograf.
powoli do drzwi prowadzących do piwnicy.
pddpdp. Kwestia gustu, to niekoniecznie błąd.
To nie mogło się dziać naprawdę – a jednak krata była tam, zimna, bezlitosna i więżąca go w pułapce.
Kwestia gustu, ten imiesłów wydaje mi się nienaturalny.
Ależ dobre, jakbym tam był.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Przerażają mnie przewody wentylacyjne.
Powyżej to małostkowe czepialstwo.
żeby przypadkiem rodzice nie słyszeli tych bezeceństw,
Raczej odnosi się do spraw majtkowych.
Moi koledzy wydawali się kompletnie niezaniepokojeni sytuacją,
Sugeruję zmienić.
Czułem się wtedy wystarczająco zaszczuty
Czy można być niewystarczająco zaszczutym? Może “na tyle”, “w takim stopniu”?
że niedługo po moim odejściu, [przecnek chyba zbędny] przedsiębiorstwo zaczęło podupadać.
Tak, klimat niepokoju, płynna i z wyczuciem prowadzona narracja, wątpliwość na temat własnego pojęcia o rzeczywistiści, to jak zwykle u Ciebie trzyma poziom. Niestety kontekst toaletowy i figura karła nieco mi opko zepsuły.
Ale czekam z nieciepliwością na kolejny tekst :)
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Po prawdzie to moje uwagi dość drugorzędne, czyta się pysznie.
Alicja zasłoniła usta, lecz mimo to wydeklamowała na głos:
Hmm, te dwie czynności gryzą mi się ze sobą.
– dodała, spoglądając na nich krytycznie. Słoneczko świeci jasno, wszystko wyschnie raz, dwa!
Tu chyba zabrakło myślnika.
Chłopak zręcznie wyciągnął wiadro wody.
3 x w
Kolczasta kula w gardle sprawiała, że czuła się, jakby usiłowała połknąć kasztana w łupinie.
Hmm. Dwa razy używasz podobnej figury, ale jeszcze w relacji wynikania między nimi.
ujęła uzdę
Staram się nie czepiać aliteracji, ale ta mi zazgrzytała.
Alek i Mietek wstali zaniepokojeni, doktor z żoną wybieli z kryjówki,
Wybiegli?
– No, ale widzę, że rodzina nie wymrze – mruknął tamten niewyraźnie, z ustami pełnymi jadła. – Szwagier nam się pojawił! – Wskazał na Bolka, który na te słowa zerwał rękę z łydki dziewczyny i niczym dziecko przyłapane na psocie, schował za siebie.
Wawrzek jadł łakomie. Nawet sam dokroił sobie kolejną porcję. Drapał się po brodzie i po głowie, obserwując podróżnych.
Brakuje mi przejścia między tymi zdaniami. najpierw coś mówi, coś się przez to dzieje, w kolejnym ustępie już je – przy czym zdanie otwiera się, jakby o nim wcześniej nie było.
Cios był tak mocny, że Jaworski runął do tyłu i z impetem uderzył w wystający z ziemi pień. Jego głowę zaraz otoczyła ciemna aureola krwi.
– Adam! – krzyknęła Jaworska przeraźliwie, a potem uklękła na ziemi i zbierała rzeczy do walizki.
– Chodź! – powiedział młody Łoboda.
Wstała, ale nie poszła za nim. Ściskając walizkę, wbiegła do jeziora, jakby szukała tam schronienia. Spódnice pociągnęły ją w głąb i po chwili jedynie fale na wodzie wskazywały miejsce, gdzie zniknęła.
Mam problem z zawieszeniem niewiary – najpierw nagła śmierć od uderzenia potylicą o drzewo – możliwe, choć czaszka ludzka swoje wytrzyma. Potem doktorowa wrzeszczy, ale nie ratuje męża – ok, jest straumatyzowana. Potem kobieta ginie w toni jeziora, choć ciało nie wpada jak kamień w wodę – jakoś to wszystko razem nieco za dużo.
Na myśl, że Nowak mógłby jej dotknąć, zalała ją fala takiego obrzydzenia, że aż poczuła w ustach gorycz żółci.
Nie wiem, czy nie nadmiar.
Ależ soczyste. Zakończenie świetne, choć Alicja jak na mój gust coś za łatwo weszła w buty mścicielki – mam wrażenie, jakby jakiegoś przejści brakowało.
Zakończenie można by ew. nieco rozwlec, bo dzieje się dość szybko, a do tego powtarza się wychodzenie postaci z lasu raz po raz.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Jak ceglany pył w piwnicznym schronie sypała się na nią wojna. Dlatego zaraz wynurzała się ze wspomnień, otwierając oczy i gwałtownie łapiąc powietrze.
Doceniam za obrazowość i zręczne wbudowanie wspomnień w narrację.
Wtedy pojawiała się przejmująca potrzeba opuszczenia pociągu.
Dużo “p”. Plus strona bierna wprowadza dystans jak dla mnie, czyni to mniej osobistym.
Miał prosty nos i smutne, piwne oczy. Był przystojny i bezbronny, sama nie wiedziała, co bardziej ją pociągało.
Opis postaci przez “był” i “miał” – po Tobie spodziewam się więcej :)
ale z drugiej strony skrycie liczyła, że mogliby ją obronić w razie jakiegoś zagrożenia.
Li to potrzebne?
obiema rękami kurczowo trzymała męża się męża.
Dublet.
C.d.n.
Ależ to się dobrze czyta, sam etap pociągowy w zasadzie broni się jako samodzielne dzieło, ludzie żywi, straumatyzowani, przy tym w gruncie rzeczy mimo współczucia trudno ich lubić.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Uszanowanko!
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Łopanie, bardzo miło mi to czytać, dziękuję, aż się zarumieniłem :)
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Miło się czytało, do prawdy nieco zbyt blisko jak na mój gust. Doceniam absurd, ale z drugiej strony jest to długi dialog z wyliczaniem kolejnych absurdów. Zacnie byłoby to osadzić w bardziej wyrazistej fabule w kolejnych częściach.
Dyskusja o paliwie nieco mnie zmęczyło, za to śmiechłem przy ołtarzach polowych i wzmiankę o jezuitach i ich stosunku do innych kultur.
– Podejdźcie tu [o tu] Koniecpolski.
W “Księdze Izajasza” jest z przecinkiem :)
Po niemal dwugodzinnym oczekiwaniu na przyjęcie u szefa rządu Koniecpolski, zaszczycony faktem, że zaproszono go na spotkanie, chrząknął.
Zdanie do redakcji. Wtręty, imiesłów, podmiot i orzeczenie daleko od siebie.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Płakała. Łzy spływały ciurkiem po jej nagim ciele. Smuciło ją jedynie to, że zniszczyłem jej torebkę. Wtedy widziałem ją po raz ostatni.
Otwierasz mocno, nieco melodramatycznie, ale mocno. Potem te dwa zdania na mnie nie działają, dwa razy “ją”, aliteracja j, drugię “ją” odruchowo prowadzi do torebki, w dodatku “jedynie” wprowadza kontrapunkt, osłabiając wymowę sceny.
Ten opis Ciuchosława wydaje mi się o zdanie za długi, to nie jest ważna postać.
co jednak nie zadziałało na mnie tym razem w żaden sposób.
Ja bym sugerował wybrać. Samo “Tym razem w żaden sposób” jakoś mi nieładnie zgrzyta.
Z jednej strony doceniam pomysł i nutkę absurdu, z drugiej dla mnie osobiście nieco za bardzo śluzowo-pierdowe. Owszem, dobrze panujesz nad rejestrem szorstko-jurnej obyczajówki, ale bardziej kibicuję Twojemu rejestrowi dziwno-onirycznemu. BTW uważam, że ogólnie idziesz w ciekawe miejsca.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Zniknęła, nie pozostawiając po sobie nic więcej jak tylko wspomnienia.
Zabiło mi to ćwieka. Przecinek przed “jak” czy nie?
Wszyscy się przecież zmieniamy, starzejemy, nabywamy nowe doświadczenia, kształtujemy swój charakter. Nawet biernie uczestnicząc w życiu, podejmujemy pewne decyzje, które sprawiają, że nie jesteśmy tymi samymi osobami, co wcześniej.
Powyższy fragment odbieram jako nieco suchy, dość generycznie psychologiczny i wybijający z nastroju.
Tam właśnie zmierzam, by powspominać wszystkie nasze spotkania i rozstania.
Sprawa gustu, ale mi “by wspominać” bardziej pasuje. “Powspominać” odbieram jako potoczne, kojarzy mi się z rozmową, a nie byciem samemu ze wspomnieniami.
Napisane zgrabnie, nastrojowe, czasem odrobinę ckliwe, być może ze względu na temat, który nie daje się potraktować bez odrobiny ckliwości. Uważam, że piszesz coraz lepiej, choć ten tekst mniej mi siada niż ten o pociągu.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Udana miniaturka, nienachalnie budująca klimat. Czytało się dobrze, bez zastrzeżeń natury chochlikowej.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Ciekawy, klimatyczny tekst, napisany z wyczuciem tempa i klimatem. Gdybym miał się czepiać, to niektóre dialogi brzmią odrobinę nienaturalnie. Druga sprawa to nieco nadmierne opanowanie i niemal hiperkompetencja dzieci.
Opisy trucheł i bestii zostają w pamięci. Świat ma swoją mitologię, przedstawioną dośc nienachalnie.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
W luksusowym apartamencie Melindy Krupniewskiej panowała kameralna, wieczorowa atmosfera.
Kameralna atmosfera kojarzy mi się z restauracją, nie wiem, na ile pasuje do mieszkania, w którym jest jedna osoba.
Bodźcowała się dowodami idealnego życia znajomych i zupełnie przypadkowych osób.
Hmm, można przyjąć jako inwencję autora, szczególnie, że brzmi jak “bolcowała”, ale jednak trochę mi zazgrzytało.
Koszmar bardzo udany.
ponowne zaśnięcie to jedynie płonne nadzieje.
Ta fraza brzmi jakoś nienaturalnie w takim szyku.
Algorytm przedstawił spersonalizowane ciekawostki,
Warto by było coś opisać.
Tego technika z infolinii chyba szybko zwolnią….
Opowiadanie jest sprawnie napisane, rzadko mi się zdarza mieć tak niewiele uwag. Jest też przygnębiająco aktualne, choć jednocześnie nie jest powalająco odkrywcze, raczej sprawnie uwypukla to, co wiemy i słyszymy.
Wykreowałeś bohaterkę, która odhacza chyba aż za dużo ze współczesnych zaburzeń, ale ostatecznie jest to wiarygodna i ludzka postać.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Siedzę sobie w mieszkaniu, słucham muzyki i piję doskonałą kawę. Mam przygotowany pusty zeszyt i długopis. Zamierzam spisać niezwykłą przygodę, którą niedawno przeżyłem, by nie poszła w zapomnienie. Opowieść tą można by spokojnie wziąć za twór jakiegoś doskonałego pisarza science – fiction. Zdarzyła się jednak naprawdę.
Przez te przymiotniki wstęp robi się cokolwiek napuszony.
Gdy rzuciła mnie dziewczyna, z którą byłem prawie rok i dwa miesiące ogarnął mnie żal i popadłem w depresję.
Tarnina już sugerowała poprawę, ja tylko zwrócę uwagę, że po wtrąceniu należy się przecinek.
Po namyśle zdecydowałem, że potrzebuję odpoczynku od wszystkiego. Wyznaczyłem więc zastępcę w mojej firmie zajmującej się budową hoteli i zdecydowałem się na zakup domku w górach, gdzie chciałem pobyć na bliżej nieokreślony czas.
To jest mało istotna informacja, mówiąca o status quo, które bohater porzucił, więc sugeruję załatwić “w mojej firmie budowlanej”.
blisko górskich, turystycznych szlaków, cena nie grała roli, było mnie stać.
Zwracam uwagę na przeciwstawne pola semantyczne: “jestem bogaty” i “uciekam od cywilizacji, by być wolnym”. Dla mnie to trochę nie licuje z klimatem.
Zapakowałem wszystko co potrzebne do samochodu i starając się myśleć pozytywnie ruszyłem.
Używasz dużo wtrąceń w prostych zdaniach. Moim zdaniem to trochę utrudnia odbiór tekstu, poza tym przecinki.
Podróż trwała długo, ale w końcu dotarłem. Zaparkowałem obok mojego nowego mieszkania, otoczenie było malownicze i przepiękne. Chata znajdowała się na wysokim wzgórzu, skąd rozciągał się oszałamiający widok.
Sugeruję więcej opisać. Tu znowu jest dość ogólnie i nieco egzaltowanie.
Poprzenosiłem swoje rzeczy, potem zjadłem kolację, pooglądałem telewizję i poszedłem spać.
Następnego dnia z łóżka wstałem znacznie później niż zwykle do pracy. Po porannej toalecie i zjedzeniu śniadania zapakowałem prowiant do plecaka i opuściłem chatę.
Rozważ, czy potrzebujesz tak dokładnie opisywać jego rutynę – to nie jest istotne dla opowieści. Śmiało można zrobić skrót, krótko podsumować.
Nie będę dalej robił łapanki, bo Tarnina zrobiła znacznie lepszą, niż bym potrafił :)
Ciekawe, tajemnicze i klimatyczne opowiadanie.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Przeglądam fora internetowe w nadziei znalezienia podpowiedzi i w końcu natrafiam na pewien trop.
Można zastanowić się nad wyrzuceniem.
Nagranie krążące po sieci, o którym wspomina jeden z użytkowników [tu przecinek] wydaje się identyczne, jak to, które ja posiadam.
Po drodze obserwuję plakaty, które ktoś porozwieszał na murach i słupach.
Aliteracja, plus ta informacja o rozwieszaniu rozwadnia zdanie, to się rozumie samo przez się.
gdy odkrył prawdziwą naturę Wszechświata. Panicznie boi się, że ktoś go zlikwiduje, bo wie za dużo,
Powyższe wydaje mi się lekko sztampowe i napuszone, to nie wynika z tekstu.
Po wyjściu na ulicę natrafiam na grupę kobiet.
Aliteracja, sugeruję rozważyć “wpadam” jako bardziej dynamiczne i mniej związane z kontrolą nad sytuacją.
Na końcu masz bloki tekstu.
Otwieram drzwi, szykując się na to, że za nimi czekają na mnie potencjalne zabójczynie,
Nieładna zbitka.
Ciekawy klimacik, wciągające. Nie wiem czemu, ale podczas czytania przychodzą mi na myśl stare gierki z klimatem totalitarnym, jak Tekwar, Beneath a Steel Sky czy wreszcie Normality.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Skoro ma nie być łapanki, to nie będzie. Sympatyczne, wdzięczne w swojej zwięzłości, i na koniec dodam jeszcze, że niech żyje matriarchat!
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Bardzo dziękuję za odpowiedzi!
Znalazłem ciekawą zajawkę:
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/24108441/
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
O, ale to dobre!
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Drodzy, jak można by wytłumaczyć oświetlenie podziemnego świata, żeby nie brzmiało na zbyt naciągane?
Czy roje magicznych świetlików to coś, co w lekko absurdalnym tekście nie zazgrzyta za bardzo? Czy takim światłem można wytłumaczyć istnienie choćby szczątkowej roślinności i fauny?
Zależy mi na tym, żeby źródło światło było jednocześnie pewnego rodzaju zasobem, który można potraktować jako dobro ekonomiczne, i tym samym źródło hierarchii społecznej.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Niedawno nie dałem się nabrać ‘na wnuczka’, to ich też spuszczę.
Mały zgrzycik.
Myśleli, że im otworzę i pozwolę się okraść, albo gorzej. Nie trafili na naiwniaka.
Aż się prosi o jakiś kontrapunkt typu “ale” łączący te zdania.
opanowałem go szybciej niż mojego, z przeproszeniem, srajfona (też prezent!).
“Za przeproszeniem” jest jednak chyba bardziej naturalne, kwestia gustu.
Rozmawiam codziennie z Radą, to coś tłumaczy w obie strony.
Musiałem się chwilę podrapać po głowie, lepiej chyba w drugim zdaniu lepiej określić podmiot, bo w pierwszej chwili ma się wrażenie, że “to” odnosi się do rozmowy.
Wiadomo, kto by jakiś drugorzędny grajdół podbijał.
Sympatyczne, choć narrator jakby skupił się na bardziej trywialnych elementach kontaktów z obcymi.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
W Darmness przeważnie nie działo się nic niezwykłego.
3 x n w tym aliteracja.
Było to przemysłowe miasto położone, [przecinek zbędny] gdzieś pomiędzy biedą a żałością, precyzyjniej zaś mówiąc na południu Królestwa Fonoboru.
To zdanie dużo by zyskało na wywaleniu “Było”.
Powszedniość zadomowiła się tu do tego stopnia, że przeciętni mieszkańcy miasta, znędzniali i pozbawieni nadziei, zwykli przerabiać jego nazwę na „Darmno się starasz”. Powiedzenie to nie miało wielkiego sensu, ale, no właśnie… w Darmness niewiele miało sens.
Skoro było przemysłowe, to coś musiało tam działać?
Tym szybciej rozniosła się plotka o pięknym zielonym drzewku, które niespodziewanie wyrosło między dwiema, [przecinek raczej zbędny] krzywo ułożonymi płytami chodnikowymi we wschodniej dzielnicy, nieopodal dwóch manufaktur narzędzi rolniczych.
Handlarka słoniną wątpliwej jakości mówiła, że wyrosło w jedną noc, w miejscu, gdzie poprzedniego dnia strażnicy miejscy skopali prawie na śmierć jakiegoś obdartego chłopaka.
Intuicyjny byłby chyba szyk “wątpliwej jakości słoniną”.
Jednak sugeruję nie używać przypisów, jeno w narrację wplatać.
Jako dzieci jeszcze nie wyzbyły się w pełni marzeń i nadziei, jak dziadek, o którym mawiano, że tak zasuszył się w beznadziei, że nawet śmierci jest szkoda go zabierać.
Dość trudno wchodzące zdanie. Zamiast “jak” łatwiej byłoby chyba np. “jak zrobił to dziadek”.
Z tą beznadzieją jednak naruszasz zasadę “show, don’t tell”. Czemu tam było tak strasznie?
Z racji braku lepszych zajęć Emi i Zavla udały się do dzielnicy wschodniej, aby zobaczyć drzewko.
Sugeruję wywalić.
– Przynajmniej dowiemy się [tu bym dał przecinek] co to – zgodziła się kolejna osoba.
doszło do dwóch odrębnych bitek i zamieszanie odciągnęło uwagę od Emi i Zalvi.
3 x d plus “odrębne bitki” jakoś mi zgrzytają, i strona bierna też nie do końca mi tu pasuje.
Ponure, acz frapujące opowiadanie. Czytało mi się dobrze, choć jednak bardziej namacalna druga część bardziej wciąga, niż pierwsza.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Opuściłem biuro jako jeden z ostatnich, wszyscy wyszli do domów dużo wcześniej.
Aliteracja, do tego “jeden z ostatnich” i “wszyscy wyszli” wprowadza jednak konfuzję. Jak dla mnie drugi człon rozwadnia zdanie.
Jedynie recepcjonista trwał wciąż na posterunku i wydłubywał brud z zębów.
Odwracasz zwyczajowy szyk tego związku.
Blok tekstu się robi.
W środku przebywali już Jack, Nance, Henry i kilka innych osób, których nie znałem z imienia.
Zgrzyta mi to w tym kontekście. Może “Bawili”, “byli”?
Wpatrywali się z wyrazem niedowierzania w oczach w mężczyznę kucającego przy kaloryferze.
Sugeruję uprościć na “z niedowierzaniem”
Ten upadł, trafiony gradem kul
Ja wiem, grad kul to dla mnie bitwa albo ostrzał z broni maszynowej.
“Nie zabijajcie mnie, jestem potomkiem Davida Lyncha” – krzyknął do nadbiegających łotewskich chłopów.
Nie marnujesz żadnej szansy, by udziwnić tekst.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Przez las sunęła nisko, niczym smolna rzeka, czarna mgła z kłębiącymi się w jej wnętrzu niejasnymi, lecz bez wątpienia przykrymi obrazami, konkretną formę i treść mającymi przybrać dopiero w umyśle śpiącej ofiary.
Sugeruję przyjrzeć się temu zdaniu. Niby nie ma tu jasnego błędu, ale podmiot pojawia się nieco późno, metafora smolnej rzeki, jak i jej powiązanie z niskością, są nieco dziwne, zaś człon od “lecz” po pierwsze lepiej by chyba działał jako oddzielne zdanie, a poza tym jest nieco chropawy, szczególnie przez formę “mającymi”.
Skurczyła się jednak i rozwiała w okamgnieniu pod wpływem światła zaczarowanych latarenek, z których jedną każdy przedstawiciel Nocnego Ludku otrzymywał wkrótce po narodzinach od Pani Nocy, wraz z misją chronienia przed złymi snami rozumnych istot, w szczególności ludzkich dzieci.
Tutaj zaczynamy od krótkiego, dynamicznego opisu akcji, by przejść do dość długiego opisu lore. To też mogłyby być dwa zdania.
Zapytany o to, czy kocha Florkę, elfik bez wahania odpowiedziałby twierdząco, jednak w chwilach takich, [tu chyba za o przecinek za dużo] jak ta, powątpiewał w duchu, czy ona czuje do niego to samo.
Odwróciła się gwałtownie. Stał przed nią Florek, lecz również w podobny sposób odmieniony.
“W podobny sposób odmienny” nieco zgrzyta.
Udało im się złapać płytki oddech, zanim znów zostali wciągnięci pod powierzchnię
Nieco mi zgrzyta to złapanie płytkiego oddechu przez dwie osoby.
Bardzo zgrabnie napisany i mający swój urok tekst.
Dyżurny
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
To jeden z tych tekstów, które czyta się po kilka razy, przez cały czas zastanawiając się, czy wszystko zrozumieliśmy i czy nie wyjdziemy na głupka.
Ja wobec tego dwa razy przeczytałem komentarze. Poza tym jestem bezpieczny, bo i tak wyjdę.
Literacką Zabawę Językiem ™ można porównać do poruszania się w wąskim paśmie, gdzie po jednej stronie mamy zamęczenie czytelnika, a po drugiej autozamęczenie pisarza, który nie jest w stanie pociągnąć całego tekstu na tym samym poziomie. Przewinęło się tu trochę szortów, gdzie autor błyskotliwie zaczynał, ale w pewnym momencie wyraźnie tracił paliwo.
Z drugiej strony czasem powstają cudeńka, np. wspominam bardzo dobrze teksty Palaio, niestety “Clair de Lune” zniknęło.
Tutaj zdecydowanie udało się wyrobić, szczególnie, że kolejne chwyty językowe zawierają się w bardzo zwięzłych, ale mocno uderzających frazach. Tekst zaskakuje, czasem z każdym zdaniem, jednocześnie utrzymując gęsty klimat. Pojawiają się tu bardzo mocne obrazy, to przepoczwarzanie się, to niby msza na balkonach.
Tylko jedno mi zazgrzytało:
(Nie rób tego. Jest ci potrzebny jak Jaskier Wiedźminowi. Gdzie byłby Jezus, gdyby nikt nie spisał Ewangelii?)
Dla mnie to odsyła do całej gabloty skojarzeń, które tylko mi mieszają w filiżance mózgu.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Nie było najgorzej, choć na cateringu znacznie trudniej było o alkohol, choć rekompensowało to całkiem dobre jedzenie, które chętnie pakowałem do pudełek na końcu zmiany.
Podwojone “choć” wprowadza moim zdaniem zamieszanie.
Na cateringach rzadko się zdarza [tu chyba przecinek] by goście zjedli wszystko co mamy naszykowane,
i obaj pracowali w tej firmie znacznie dłużnej [tu chyba przecinek] niż ja.
Ortograf.
Adam jako koordynator musiał dbać o to [tu chyba przecinek] byśmy się zanadto nie opieprzali, ale prawdę mówiąc nie przykładał się specjalnie do tej pracy.
Nie będę dalej wytykał błędów – w moim rozumieniu – interpunkcji, ale radziłbym odświeżyć wiadomości na ten temat, bo parę błędów jednak jest.
Być może nie chciał zbyt często zwracać mi uwagi z racji wieku, ale mi to odpowiadało.
“Ale” mi tu nie pasuje. Może “a”?
W związku z muzealną funkcją tego miejsca ruch był mocno ograniczony przez krzesełka i ekspozycje, dlatego musieliśmy rozstawić się po jednej stronie, ustawiając stoliki w trzech wąskich rzędach.
Dwa wyrażenia związane z wynikaniem. Nie jest to wielki zgrzyt, ale dla mnie mała niezgrabność tu jest.
Lada moment miała się tu zacząć jakaś konferencja
Sugeruję usunąć.
wyciągnąłem z kiszenie telefon, ponownie otwierając aplikację z notatnikiem.
Ortograf.
Jest tu bardzo dużo podwórkowej socjologii o trajektorii kariery, którą prawdę mówiąc niewiele dla mnie robi. Także realia życia kelnera zajmują moim zdaniem więcej, niż w tekście fantastycznym powinny – to moje subiektywne odczucie.
Z drugiej strony czyta się bardzo płynnie.
samotny liść kasztanowca, przelatujący mi przed twarzą zwolnił tempo do niewiarygodnego poziomu.
Mi to zgrzyta, i tempo, i poziom są abstrakcyjne, to nie komunikuje odpowiednio soczyście, że czas zwolnił.
Rozległ się głośny klakson.
Może się czepiam, ale dźwięk klaksonu.
W tym momencie gwałtownie wszystko odzyskało swój bieg.
Mi by intuicyjnie “nagle” pasowało, ale nie narzucam.
Moje oczy były świadkiem tego
Też niefortunne, bo oczy widzą, a nie są świadkiem. W tak dynamicznym fragmencie darowałbym sobie zapośredniczenie przez podmiot, po prostu samochód wjechał, wiadomo, że on to widzi.
Na moich oczach przeleciał w powietrzu dobre siedem metrów, a zanim uderzył o chodnik z ciała coś wypadło i wylało się sporo krwi.
Znowu “oczy” i moim zdaniem niepotrzebne rozwleczenie krótkiego i treściwego zdania. “Przeleciał” i tyle. To moja sugestia.
Zupełnie jakby świat był wielką planszą a mistrz gry pozwalał mi strącić z niej niektóre pionki, zachęcając do zajęcia ich miejsca,
Hmm, to w ogóle nie wynika z tekstu jak dotąd.
Odbyłem jeszcze dwie nieudane próby
Wydaje mi się, że to nie pasuje.
strącona z planszy.
Wiele razy się powtarza.
Narracja jest dobrze prowadzona, i w sensie płynności, i w sensie rejestru językowego bohatera, finałowa scena akcji jest bardzo dynamiczna.
Kelner bardzo ciekawie lawiruje między paranoją, megalomanią i cynizmem.
Moim problemem jest niejako wysoka konstrukcja tekstu – przez większą część czytamy albo o cateringu, albo śledzimy dość długi monolog. Tak naprawdę dajesz tylko kilka mignięć z mocy bohatera, o większości trupów wspomina, ale nie pokazuje ich śmierci czy swoich emocji, gdy ich strąca. A jak akcja się zaczyna, to już leci do końca ostro.
Brakuje mi też jednak osadzenia tego w jakiejś szerszej historii. Ani nie wiemy, skąd SBŚ o nim wie i na dobrą sprawę o samej organizacji nic nie wiemy, nie wiemy także o źródle jego mocy.
Ogólnie obiecujący tekst, chętnie przeczytam kolejne.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
korespondencji, która osadziła się w tym okresie płasko i osiągnęła swoje uporządkowane ramy
To nie jest błąd ani przytyk, ale faktycznie czuję się, jakbym Reymonta czytał :)
nie dochodziło w niej już do kryzysów i zdarzeń monumentalnych
Mi ten przymiotnik w odniesieniu do zdarzenia nieco zgrzyta.
Dawno nie byłeś u nas, więc być może nie pamiętasz w ogóle jak ta ulica wygląda, ale ja również zapominam często, że obecnie nie przypomina ona sobą w najmniejszym stopniu kształtu, który przybrała już na stałe za sprawą przyzwyczajenia w mojej wyobraźni.
Nie jest to strasznie zagmatwane zdanie, ale zmierza w tym kierunku.
Bluszcze i krzewy bezowe, nadające jej od lat podmiejskiego uroku i przejmującego zapachu, zostały bezpardonowo ścięte przez nowych właścicieli,
Rozumiem stylizację, ale czy krzewy zasługują na tak silne określenia?
Dalej jest aliteracja wy – wy, kwestia gustu.
Ta zagadkowa scena rozgrywała się w całkowitej ciszy, niebędącej jedynie naturalnie występującą ciszą peryferyjnej uliczki – wiesz zresztą dobrze, jak donośna bywa przebiegająca niedaleko ulica Puławska oraz ile gołębi wije gniazda we wnękach pobliskich budynków mieszkalnych, że życie rynsztoka jest bujne i wypełnione przemykającymi od cienia do cienia owadami – w tamtej chwili jednak zaległa tam cisza jak najmniej naturalna, przynosząca być może nawet wrażenie sztuczności, wrażenie rozmyślnego wyciszenia wszystkiego wokół, jakiejś nieznanej obecności, obserwacji.
Serwujesz nam długie zdanie, z potężnym wtrętem, akurat, gdy zaczyna się dziać coś tajemniczego.
Złowrogie wrażenie – ciarki przeszły mi po plecach. Czułem się, [przecinek IMO zbędny] nie na miejscu – jakbym dojrzał coś, czego nie powinienem był zobaczyć, czego nie przeznaczono mi ani jakiemukolwiek człowiekowi do zobaczenia, jakbym był czymś oddzielnym, jakimś drobnym zwierzęciem nocnym, przekraczającym jezdnię, wrzuconym niespodziewanie prosto w lodowate i obce światło. Zacisnęły się na mnie potężne okowy przerażenia, a czas przestał płynąć.
Mam wrażenie nadmiaru w opisie strachu bohatera, choć konkretne składowe są bardzo udane.
Owe zmiany przychodziły i odchodziły pulsem i nie było w nich żadnej struktury – z kolejnym uderzeniem jakiegoś rytmu
To jest ciekawe i oryginalne.
(był to dziwny rytm poza-osobowego serca lub innego narządu mającego podwaliny – tak, podwaliny – u stóp wszystkich rzeczy – całego świata, cały świat pochodził od owego rytmicznego narządu),
Tu poziom wtrętu stał się nieco zbyt wtrętny.
Ta wizja kikutów z psami faktycznie osobliwa.
zrobiła na mnie wrażenie kobiety pod wszelkimi względami porządnej, prostolinijnej, o ogromnym sercu i o przyjemnym charakterze – gdyby tylko nie te okoliczności życiowe oraz ów brud, owo cierpienie. I w tym cierpieniu potrafiła się zająć się mną jak moja własna żona – w to akurat nie uwierzysz – okazało się, że to imienniczka Twojej matki! Cóż za porządna kobieta.
Podwójna aliteracja, do tego zaznaczony fragment jest tak staromodny, że lekko ociera się o komizm.
Moim zdaniem nadmiar myślników nie służy płynności tekstu.
wskaźniki wykazały,
Lekko niefortunna zbitka.
Zastanawiała mnie jednak natura tego zjawiska, którego byłem świadkiem. Zdałem sobie sprawę, że nawet w momencie największego nacierającego zewsząd, z każdego zmysłu, chaosu, istniała we mnie pewna jednostajność – zawieszenie, z niezrozumiałych dla mnie przyczyn o kolorze kojarzącym się z czernią – jakaś nieokreślona pęczniejąca przestrzeń, uczucie szerokości, rozległości, w którym wszystko było nieruchome pozostając w ruchu, a którego byłem świadomy przez cały ten czas, być może nie zdając sobie z tego sprawy. Owa przestrzeń, zjawiająca się w czasie pulsowania i niezrozumiałych transformacji świata przed moimi oczami – wracając do domu od doktora, nie odczuwałem jej słabiej, wręcz przeciwnie – stała mi się w mniejszym natężeniu bytów, tym bardziej oczywista i niezmienna. I teraz pisząc ten list nadal jestem jej świadkiem, chociaż próbuję o niej zapomnieć, wydaje się, że pewna przekładnia została przestawiona w moim umyśle na stałe, i dlatego dostrzegam tę szerokość, jestem jej świadomy o każdej porze dnia i nocy od otwarcia do zamknięcia oczu, a czasem nawet we śnie – i jeśli nawet wydaje mi się (choć zdarza się to raczej rzadko), że na moment znika bądź staje się ukryta, zaraz wraca do mnie ze zdwojoną siłą – nie może, zdaje się, nigdy już mnie opuścić.
Mam mętlik w głowie po tym fragmencie, ale może to ja.
Ciekawy tekst, napisany kwiecistym i nieco staromodnym językiem, który ogólnie nadaje mu klimatu, ale też momentami nieco gmatwa się w sobie.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Sonata – Reszta jest materią
Canulas – Kikuty radości, okruchy uśmiechów
Dyżurny wyrobiony
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Skradała się w zupełnej ciszy, wyczuwałam w niej narastające napięcie oraz gotowość. Przez moje ciało przebiegł dreszcz, gdy skoczyła.
Mrrr.
Oprócz niego nie było na podwórku nic poza kurnikiem i szopą.
Dla mnie to trochę zagmatwane, bo podwórko to plac przy domu. Mało zgrabne zdanie i mało przekazujące.
Moje ręce, co chwilę zmieniające kształt, objęły paczkę.
Zastanawiam się, czy nie lepiej by było, zamiast wprowadzać imiesłów, polecieć z jakimś “falowaniem” czy czymś.
Z zabudowań wyzierała jakaś moc
Mi na ten przykład z mocą kojarzy się “pulsowanie”, “bicie”, wyzieranie jakoś mniej.
– Wiesz, chyba się stąd wyniosę – wymamrotała.
– Dlaczego? – zapytałam, chyba trochę zbyt agresywnie.
Przy ogrodzeniu przystanęłam, jeszcze raz spoglądając na dom.
Nie czułam złości, [chyba bez przecinka[ czy nawet irytacji.
Vide https://primumverbum.pl/przecinek-przed-czy/, ale nie ręczę.
Czułam niezrozumienie.
Czy niezrozumienie się czuje? Nie bardziej zagubie
Czasem powietrze drgało od gwaru. Raz słyszałam przejeżdżający przeze mnie pociąg. Bardzo często czułam zapach niewidzialnego tłumu przechodzącego obok. Nie niepokoiło mnie to, byłam od nich odległa, oddzielona bezpieczną szybą niemożliwego.
Mrrr.
Leżałam wyciągnięta na tylnej kanapie Pantery, a ona kołysała mnie lekko, stąpając po kolana w oceanie. Odnóża się rozciągały, gdy wchodziła coraz głębiej. W końcu dotarła do niewidzialnej granicy. Przez szyberdach ujrzałam, że księżyc jest tuż nad nami.
Mrrr.
Z czarnej karoserii wyrosły długie łapy, które sięgnęły w jego stronę. Gdy objęły srebrną tarczę, wszystkie cztery nogi wynurzyły się z wody. Przez chwilę Pantera huśtała się niczym małpa, a potem nogi wystrzeliły w górę, kurcząc się i znikając w podwoziu. Jednocześnie łapy zaczęły się gwałtownie skracać, wnętrze Pantery ścisnęło mnie tak, że byłam teraz smugą barw. Po chwili już siedziałam na srebrzystej powierzchni księżyca, obserwując majaczącą w oddali ciemną planetę.
Mrrr. Dobra, więcej ne daję, ale ta część tekstu płynie jak ciekłe złoto.
Nagle tuż przed moim nosem przemknął olbrzymi obiekt.
ziarenka srebrnego piasku potoczyły się bezwładnie.
Czy przedmiot nieożywiony w ogóle toczy się władnie?
Kształt zawrócił, a ja zamarłam
Dialog z Mikołajem bardzo sprawnie wplata wątek ontologiczny, unikając przy tym ckliwości.
Zadanie wydawało się proste. Prowadziłam Panterę
Pchałam ją w stronę oczekującej osoby.
że Mikołaj musiał się mylić.
Czepiam się drobnostek, i to dyskusyjnych, ogólnie bardzo udany tekst, z ciekawym pomysłem na świat, bardzo udaną kocią postacią. Opis podróży to klasa sama w sobie.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Gratulacje, uszanowanko!
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Przeczytałem i w zasadzie trudno mi coś więcej powiedzieć. Zabawy językiem zdradzają pewien dryg i mają swój klimat, ale zamyka się to w krótkiej migawce.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Co do tego lastryko, to nawet nie potrafię z głowy wymienić, ale trafiłem na to u kilku współczesnych pisarzy, to nawet nie jest przytyk do Ciebie :)
Jestem nuworyszem redakcyjnym, stąd swoje uwagi podaję zawsze w formie subiektywnej i przypuszczającej. Wymieniałem po prostu momenty, w których się jakoś zatrzymałem z powodu czysto językowego.
Jeszcze wracając, muszę przyznać, że językowo jest to bardzo dojrzały tekst. Podoba mi się to, że poetycki język jest używany bez przesady i jest kontrapunktowany przez ogólny ton przybicia i coś, co odbieram jako nieco ludyczną żyłkę w narracji.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Jego eks psycholog dr Gaira
“Eks-psycholog” chyba?
cumy człowieczeństwa poluźniały więzy.
To ujdzie, ale jednak mam lekkie wrażenie masła maślanego. “Cumy człowieczeństwa rozluźniały się”?
Dochodziło do szarpań i rozdzierania rękawów bawełnianych koszul.
Mam lekki zgrzyt przez nieustalenie, ale też ujdzie.
Kiedyś podczas jednej z takich nocy użył ciężkiego młotka,
W zasadzie powyżej masz trzy określenia czasu. Na ten przykład to “pewnej nocy” by załatwiło sprawę.
– Ludzie, [przecinek nieuzasadniony jak dla mnie] to samo zło.
Niemal codzienny [ja bym tu widział przecinek, ale to trochę przypadek graniczny chyba] porywisty wiatr obłupał resztki białej farby,
Im bliżej wrót agonii, tym czuł się samotniej.
Mi forma “bardziej samotnie” wydaje się bardziej intuicyjna.
choć z tego nieleczonego pomieszania, [jak dla mnie bez przecinka] czasem już nie wiedział, za czym tęskni.
Po jednej wyjątkowo trudnej nocy lepką od potu dłonią napisał ogłoszenie na zatłuszczonej resztce śniadaniowego papieru.
Sporo określeń, to raz, dwa, że “jednej” wydaje mi się zbędne i sztuczne, trąci anglicyzmem.
"Zamienię pełną głowę, [przecinek aby nie zbędny?] na głowę bez snów" – znaczyły koślawe słowa.
Im bliżej grobów, tym trel ptaków stawał się coraz bardziej zachowawczy.
Mi to zazgrzytało.
Edan zawsze przed wejściem przejeżdżał patykiem po lastrico najbliższego grobu,
Polski literat post-1989 nie zaśnie, jeśli tego lastrico gdzieś nie walnie :)
Siadał i opowiadał. Przepraszał za to, że był dłonią, co nie umiała jej złapać. Robił z butelek po alkoholu i ciosanych gałązek świerku półminutowe znicze.
Po jakimś czasie wiatr odłupał datę jej narodzin, a trzon krzyża oblał polewą chwastów. Wnętrza butelek wypełniła gęsta, pajęcza nić.
Tu jest wiele dobrych i mocno uderzających fragmentów, ale ten to cymes.
kiedy jesień już pędziła światem,
Nie wiem, czy to nie przegięcie. W tomiku poezji uznałbym, że głębokie (sprawdzić, czy nie cytat).
Trup gęsto słał się w opadłych liściach, kiedy, wsparty o drzewo, łapał oddech.
Konfundujące zdanie, bo dopiero po przeczytaniu całości uspokajam się, że zmarli nie wstali z grobów :)
Bladosina mgła sunęła niczym kobra
Mmm. “Kobra” odsyła mnie do pola semantycznego blokowiskowych twardzieli, agencji ochrony i filmów akcji, ale może jestem prymitywny.
Widział, jak idzie w odmęty mroku niczym wnętrze cembrowanej studni przynależnej do głębi.
Ta metafora przytłacza zdanie, jak dla mnie. Nie myślę już o duchu/widziadle/etc, tylko zastanawiam się nad cembrowaniem.
I kiedy tylko popatrzył, źrenice przeobraziły się w kształt płomienia świecy.
Taniec na krawędzi banału.
Edan natomiast nawiedzony silnym zawrotem głowy, siadł pod drzewem.
Lekko mi ta zbitka zazgrzytała.
Gwiazdy świeciły śmiercią, tak bardzo bez celu.
Trąci slangiem internetowym. Jeśli to celowe, to akurat do mnie nie przemówiło.
Frapujący i melancholijny tekst, pełen poetyki, wstrzykiwanej w żyły czytelnika ruchem taneczno-wodewilowym. Nie sposób nie docenić wrażliwości emocjonalnej, bogactwa fraz, sprawności w oddawaniu upadającego życia, przytłaczającej tęsknoty. Z drugiej strony w pewnych ustępach charty poezji zdają się nieco rozbiegać, szarpiąc powóz w kilka stron naraz.
W pierwszej połowie każde zdanie uderza mocno, ale też precyzyjnie pod względem doboru frazy. Z drugiej strony od pojawienia się ducha można odczuć lekki przesyt.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Ten sam :)
Człowiek się tak stara przy becie, a potem przyjdzie taki Greasy i znajdzie tyle błędów :p
Hłe. Hłe. Hłe.
Ale tak na poważnie to nie było dużo i duże też nie były. Faktycznie mam wrażenie, że autor czasem budował złożone zdania i nieco niezgrabne zamiast użyć prostej, pasującej frazy. Poza tym uważam, że językowo jest wcale dobrze.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Cały lot nie mogłem zmrużyć oka. Co zawiniło? Sam nie wiem, opcji było wiele.
Mi opcja w tym kontekście lekko zgrzyta, ale to może ja.
Od razu po wylądowaniu wyjąłem telefon. Zawsze się martwiła, a wystarczającą przykrość sprawiałem jej, wiecznie wyjeżdżając w przeróżne delegacje.
Aliteracja to nie zbrodnia, ale zwracam uwagę.
Eh, szkoda słów.
Ech
Napisałem, że wszystko przebiegło bezproblemowo i za godzinę powinienem być w domu. Chociaż, [przecinek raczej zbędny] zaskoczył mnie brak nowych wiadomości.
Po przebrnięciu przez tłum w strefie przylotów skierowałem się do miejsca postoju taksówek i wsiadłem do pierwszej lepszej.
6 x p w tym aliteracja. Kwestia gustu, nie jest to jakiś problem.
I tak niczym się od siebie nie różniły. Zostałem przywitany monotonicznym głosem “kierowcy”. Podałem adres i ruszyliśmy w drogę.
Kojarzy mi się z funkcją, nie lepiej “monotonny”?
Wyjąłem portfel, prócz kart i dokumentów, [przecinek raczej zbędny] trzymałem w nim dwa zdjęcia paszportowe.
Chociaż na pierwszy rzut oka można zauważyć tylko jedno, a drugie było schowane z tyłu.
Dla mnie “chociaż” jest kontrapunktem, a tutaj nie wiadomo do czego.
Niestety teraz musiałem na nowo zaplanować przewidywaną niespodziankę.
Powiedziałbym jakoś prościej albo coś usunął, nie podoba mi się to zdanie.
Wszystko znajdowało się w prawie dokładnie takim stanie jak trzy dni wcześniej.
“W takim stanie, jak” już komplikuje zdanie, a u jeszcze dochodzi “prawie dokładnie”. Ja bym poszukał prostszego oddania tej myśli
Zupełnie [tu nie przecinek] jakby nikt tu przez ten czas nie mieszkał.
Awaria? Pomyślałem, wywracając oczami.
Zapis myśli bohaterów to trudny temat. Intuicyjnie bym powiedział, że trzeba tu coś dodać, np. przecinek albo myślnik przed “Pomyślałem”.
Ania leżała, [ja bym tu nie dawał przecinka] owinięta kołdrą, a jej ciemne włosy kontrastowały z białą poduszką.
Eve zabijająca Macieja Nowickiego?! Wolne żarty, nigdy by tego nie zrobiła.
Bardzo udane opko, wciągające w tok myślowy i świat emocji bohatera, umiejętnie budujące niepokój już w domu i celnie uderzające pod koniec.
D-du… dyżurny!
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Znów przywieźli śmieci.
Zastanawiam się, czy to zdanie nie brzmiałoby lepiej ze “znowu”.
Ludzie zawsze wyrzucają, co chcą.
Bardzo ogólne zdanie.
przydatne przedmioty
Sympatyczne, podnoszące na duchu, choć jednak końcówka ślizga się na krawędzi banału.
Masz dużo postaci, które nie są specjalnie przedstawione i poza główną bohaterką i jej lubym mogą być traktowane wymiennie.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
“Jak już człowiek się na czymś zna, to lepiej się tego trzymać :)”
To było odniesienie do wtaczania kamienia jbc :)
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Jak już człowiek się na czymś zna, to lepiej się tego trzymać :)
Opowieść o Syzyfie z dźwigiem to jeden z powodów mojej niesłabnącej miłości do tego portalu. Zbrodnia Billa też ładna.
Tylko szkoda, że motyw niesporczaka tak szybko ucięty, bo miał moim zdaniem duży potencjał.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Finkla
Irka_luz
Arnubis
Ślimak zagłady
Golodh
Verus
AdamKB
Ambush
dogsdumpling
PsychoFish
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Moje uwagi są tylko uwagami, to jest sprawami, które zwróciły moją uwagę podczas czytania, ale nie mogę nawet powiedzieć, że to błędy, albo coś, nad czym musisz koniecznie pracować :) Ale dziękuję za szczegółowe odniesienie się.
Co do ostatniego – rozumiem Twoją argumentację na poziomie światotwórczym, ale nie do końca na poziomie psychologicznym. Jednak zabrakło mi jakiegoś elementu typu, że bierze głęboki wdech i mówi sobie, no sama rozumiesz, on musi umrzeć i potem ma wyrzuty sumienia. Jednak to nagłe wbicie tego dłuta uderza mnie jako niespójne z postacią.
Z kolei spodziewałbym się, że po tej sytuacji ona będzie nieco paranoiczna, nawet spotykając kogoś, kogo zna. On kwestionował jej decyzję, więc tym bardziej mógł pomóc zastawić na nią pułapkę.
Ale to może ja, nie jestem zawodowym krytykiem ani redaktorem :)
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Zacne opowiadanie, z ciekawą, ale też niejednoznaczną bohaterką, podziemną intrygą i niebanalnym światotwórstwem. Językowo wymaga szlifów, ale ogólnie czyta się płynnie i przyjemnie. Doceniam smaczki typu “tunel do połowy zasypany”.
Chciałem zwrócić uwagę na:
– Nieco przyciężki ze względu na długość dialog w drugim akapicie
– Nieco uboższy opis świata ludzi, bo czytelnik nie do końca rozumie, czemu lgną do wież, ale nie mają odwagi ich sforsować, choćby nawet wbrew nakazom, żeby je obrabować
– Często miałem wrażenie nadmiaru krótkich zdań, niektóre ustępy wydawały mi się nieco uboższe pod względem słownictwa
– Dość zdawkowy opis wieży, tutaj można było wprowadzić jakiś cwancyk architektoniczny
– Bohaterka dość brutalnie zabija człowieka, za to życzliwie odnosi się do Zixa, którego miała prawo podejrzewać o pomoc w zamachu na jej projekt
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
– Podekscytowany Pisarz
Czepiam się, ale brzmi nieco jak pseudonim. Może “Pisarz, kompletnie podekscytowany / z dziką ekscytacją”.
wertując walające się obok powieści i stukając w klawisze komputera.
Aliteracja.
– Niekoniecznie, Pisarzu! – wtrąciła Wyobraźnia. – Wszędzie m
J.w.
Bardzo sympatyczne i nieco przewrotne.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Ależ czytało się bardzo dobrze.
W ogóle nie wiem, czemu siebie podkopujesz, to “za tępa” jestem, to niepotrzebne jest. Duży postęp zrobiłaś, a już Twoje pierwsze opowiadania tutaj miały klimacik, pamiętam takie o gralni w małym mieście, która miała swojego mistrza, tak na przykład, utkwiło mi w pamięci.
Moje uwagi to sugestie i uznaję Twoje kontrargumenty w wielu przypadkach :) Też się uczę wspierania autorów :)
Reporter wskazał dłonią postać chorego, do którego odszedł psychiatra, po czym kontynuował:
Milcząco założyłem, że miało być “podszedł”. Ale też intuicyjnie: podszedł – do albo odszedł – od. Ja wiem, że tak można napisać, jak u ciebie, ale jednak chyba nie jest to zbyt intuicyjna forma. Jako czytelnik nie mam pewności, czy dobrze zrozumiałem zdanie, ale to może ja. Ew. “w kierunku którego odszedł”? Może to też nadmierne czepialstwo.
Pasażerowie uśmiechnęli się i wyjrzeli przez okna
Mi jednak zawadziło to, że mamy podmiot zbiorowy i czasownik sugerujący działanie natychmiastowe. To brzmi dla mnie lekko sztucznie. Ja bym dał “uśmiechali się i wyglądali”, ale może to w ogóle nie jest problem.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
– Szanowni Państwo, zbliżamy się do punktu docelowego
Zwyczajowo “zbliżamy się do lądowania.”
Pasażerowie uśmiechnęli się i wyjrzeli przez okna.
Brzmi, jakby zrobili to w tym samym momencie.
Wypoczywał akurat w hotelu po kilkunastu godzinach latania,
Nikt by chyba nie dał mu tyle pilotować.
Ktoś wspomniał, że owa zielonooka czarnulka podobno popełniła niedawno samobójstwo, ale nikt nie potrafił tego potwierdzić.
Trochę jednak infodumpu i wyłożenia historii na tacy.
W kabinie pasażerowie podnieśli głosy, dało się słyszeć ich narzekania i złorzeczenia. Obsługa próbowała bezskutecznie uspokoić oburzonych klientów.
W sumie skąd tak szybko się domyślili, że coś jest nie tak?
Wieża kategorycznie zażądała wyjaśnienia tej nieuzgodnionej z nią decyzji o opóźnieniu startu.
Raczej można wyrzucić.
Regina, obsługująca pasażerów jako członek załogi.
Jak dla mnie nadmiernie skomplikowane, to po prosu stewardessa? Plus kobieta-członek zawsze brzmi niefortunnie, sorry gregory.
stojąc z mikrofonem w szpitalu psychiatrycznym.
To “stojąc” trochę psuje dramaturgię zdania.
Za nim w oddali przez wielką szybę nieprzytomnymi oczami spoglądał pokiereszowany, obandażowany kapitan.
Dość konfundujące zdanie. Skąd ta szyba? Plus w psychiatryku się raczej nie filmuje.
– Kontakt z ocalałym jest na razie niemożliwy, gdyż pozostaje on w stanie aberracji psychicznej i całkowitej niepoczytalności, niczego nie pamięta i niczego nie mówi.
Po pierwsze nie kojarzę takiego terminu, poza tym ta “niepoczytalność” wystarczy.
Reporter wskazał dłonią postać chorego, do którego odszedł psychiatra, po czym kontynuował:
Ortograf.
– Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że u kapitana wykryto pokaźną dawkę zakazanych środków odurzających, które również mogły przyczynić się do spowodowania katastrofy. […]
Potok słów, mało ciekawy i przeładowany ozdobnikami. Tego reportera by realizator pięć razy rozłączył.
Motyw obsesji na pewno jest ciekawy. Doceniam rosnącą sprawność pisarską, mi niestety kontekst samolotowy wybitnie nie leży tonalnie. Po prostu ten duch zza szyby kokpitu do mnie osobiście nie przemawia.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Siema, czy opowiadanie “Pasożyt” się łapie, bo ma >80k znaków? :)
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Alla nie powinna się wymykać, ale wciąż to robiła.
Nie wiem, czy nie lepiej napisać ze zgodnością czasów.
Ziemia pachniała przyjemnie, nad ranem spadł niewielki deszczyk. Krople rosy błyszczały. Alla lubiła patrzeć na promienie słoneczne odbijające się w kroplach rosy. Analizowała dokładnie kształt kropel, zmieniający się pod wpływem grawitacji. Patrzyła, jak wiele małych kropelek, łączy się, tworząc jedną.
Ja rozumiem, że powtórzenia są częścią stylizacji, ale tu jest 4x kropel.
utknął w z góry narzuconej roli.
chmury, które zasnuły całe niebo aż po horyzont. Ciemna zasłona wisiała nad ziemią jak całun, zasłaniając gwiazdy.
Dla mnie nieco nadmiar.
Bardzo zgrabnie napisana historia, z wrażliwie przedstawionymi emocjami bohaterów.
Pod koniec fabuła strasznie przyspiesza, ocierając się lekko o infodumpy. Ale nie jest to duży problem.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
W końcu widzą i słyszą mnie za każdym razem, gdy podróżują.
Ja bym intuicyjnie dał “zawsze, gdy”, bo podróż to dłuższa sprawa, a “za każdym razem” kojarzy mi się z wydarzeniami. Ale może nie.
Tymczasem tak pracuję, ktoś mnie zatrudnił i za to płaci mi wynagrodzenie.
Aliteracja, poza tym “tymczasem” i “a przecież” – dwa zdanie po sobie otwierane kontrapunktem.
“Tymczasem tak pracuję” – jakoś mi to ogólnie nie brzmi.
pozostałej [tu nie przecinek?] ciężkiej pracy.
To już zdecydowanie zwróciło moją uwagę, która dotychczas rozproszona była na kilku podróżnych.
Aliteracja.
Uwaga: Może “Podzielona pomiędzy” albo coś takiego?
Drugie zdanie można łatwo zapisać bez “była”.
– Kieruj się traktem wschodnim, a następnie, [przecinek zbędny chyba] skręć na zachód.
Takich sytuacji były setki.
Nu, ale wcześniej mówił, że wysoka jakość.
Jego oschłość w połączeniu z moimi wyrzutami sumienia, [przecinek chyba zbędny] wywołała we mnie złość.
Dziękuję za przedstawienie mi tej opcji –
Ew. można “za propozycję”, bo opcja dość potoczna i współczesna, kwestia gustu.
Sympatyczna, ładnie spuentowana i kompetentnie napisana opowieść.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Kompetentnie napisana i klimatyczna historia.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Peg nie spuszczała nadzorczyni z oczu. Małe, głęboko osadzone ślepia śledziły każdy ruch Ursy. Grube usta pod świńskim ryjem rozciągały się w uśmiechu. Tarr twierdził, że to przez kły wystające z dolnej szczęki zwierzęcy pysk Peg wykrzywiał wargi w coś na kształt drwiącego grymasu. \
To nie jest jakiś duży zgrzyt, ale na początku wprowadzasz trzy postacie bez przedstawienia (poza tym, że Peg jest świniowata) i trochę nimi żonglujesz.
Peg wolno ruszyła za szczuroskoczkiem, biegnącym w stronę zabudowań. Ursa wstrzymała oddech, gdy potężne cielsko świniowatej niemal otarło się o jej bark. Nigdy wcześniej coś podobnego nie miało miejsca. Tarr powiedziałby, że to Ursa próbuje racjonalizować poczynania Peg, a zachowanie świniowatej jest czysto instynktowne, zwierzęce, i nie ma w nim nic wyzywającego. Tarr jednak leżał w dole, owinięty prześcieradłem.
– Tuk, zasypuj – powiedziała, spoglądając za odchodzącą Peg.
Nozdrza Sha uchyliły się na chwilę, by mogła zaczerpnąć powietrza. Ursa wiedziała, że jej łuski chłonęły promienie, odżywiając Sha.
Powtórzenie.
Tydzień po pierwszej nocy zginął Gas.
Chyba ta placówka nie będzie zbyt popularna wśród badaczy :)
– Wyjdziesz za trzy godziny, gdy już wszyscy powinni spać.
Przepraszam, może zmęczenie, ale kto do kogo to mówi?
Dlatego Tarr nie mógł okiełznać portalu.
Może się czepiam, ale mam wrażenie, że czytam trzeci raz tę informację.
Zamieć szalała w ciemnościach – na szczęście Ursa dostrzegła czerwony punkcik – latarnię zamontowaną nad wejściem do baraku numer dziewięć.
Te dywizy jakoś mi psują zdanie, ale może to ja.
Ciekawa historia, ciekawy klimat, łączący religię i badania naukowe.
Bardzo dynamiczna akcja, bardzo staranne i wiarygodne przedstawienie urazów i płynów ustrojowych, w które wszyscy są ciągle ubabrani.
Intryga niczego sobie, ja płynąłem z narracją, nie starając się zgadywać. Ale też zakończenie nie było jakimś wielkim zaskoczeniem.
To, co mnie uwierało, to że nadmiar postaci, o ile fabularnie robi robotę, bo czujemy to zamieszanie, to w narracji wymusza ciągłe zmiany podmiotu i powtarzanie imion, co mi nieco wadziło.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Hej, ja może uściślę. Tak, on się w pierwszej chwili ledwo trzyma na nogach, ale potem robi się agresywny, wali w stół, niejako przejmuje inicjatywę.
Mi brakuje spójnego przejścia, nawet krótkiego, miedzy dwoma zaznaczonymi zdaniami.
Cezary uderzył pięścią w biurko.
[…]
Elżbieta zamarła.
– Trzęsiesz się – powiedział blondyn. – To efekt alkoholu. Piłaś coś, prawda? Masz rozszerzone źrenice, oddychasz o dziesięć procent szybciej niż zazwyczaj.
– Co się z tobą stało? – wydukała Elżbieta.
– Nie wiem.
Elżbieta wstała.
– Jesteś spięta. Wynika z tego, że twoje zamiary… – zaczął Cezary i nie dokończył.
Rzuciła się na niego. Stracił równowagę, polecieli na podłogę.
– Wracaj do kabiny – wysyczała Elżbieta.
– Nie. Nie wejdę tam z własnej woli – odpowiedział Cezary i spróbował ją zrzucić. Nie dał rady, z całej siły przyciskała go do podłogi.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Bardzo sprawnie prowadzisz dialogi. Słów nie ma za dużo , ale pracują jak trzeba, mowa jest szarpana, potoczna, jak dla mnie dość wiarygodna.
Podoba mi się wgląd w głowę rozchwianej pani genetyk. Motyw charakternej kobiety z uzależnieniami jest dość mocno wyeksploatowany, ale tu nie ma mowy o sztampie, to jest żywa postać.
Odkrycie zamiarów przez Cezarego odbywa się nagle jak cios obuchem. Ot, wychodzi z kabiny, i bez chwili na obejrzenie siebie wygarnia wszystko, w tym wiedzę spoza kadru. Jak dla mnie dużo lepiej by to wybrzmiało, gdyby dostał jakąś nową wskazówkę, albo ona coś palnęła.
Trochę IMO można by podkręcić napięcie związane z operacją, jakieś mdlenie, wołanie o pomoc, paniczne oglądanie swojego ciała.
Walka też jest dość zdawkowo ujęta, nie do końca przejrzysta, bo padają na podłogę, a potem ona go trzyma już w uścisku, a w końcu walka jest dla mnie nie do końca wiarygodna. Ona po dwusetce, zestresowana, on odkrył, że jest ofiarą eksperymentu – przy tym nic nie wskazuje na jego szczególne osłabienie. A starcie kończy się dość szybkim KO.
Także z pewnymi zastrzeżeniami, ale dobrze się czytało.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Dorzuciłem chrustu na stos bilbioteczny. Wrócę wieczorem z bardziej obszernym komentarzem.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
A można dodawać własne propozycje?
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Heh, to się trochę wygłupiłem, ale instynkt czepiania silniejszy ode mnie. Bardzo udany tekst, z klimatem.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Ci, którzy od nas odeszli, nagle gromadnie zbiegli na nieodległe pogranicza, nie są pustynnymi szczurami, nicponiami, pospolitymi leniami i obibokami…
Musiałem dwa razy przeczytać, żeby dojść do tego, o kim jest zdanie.
Podoba mi się klimat i konsekwencja w oddawaniu brutalnego podejścia Rady. Irytują mnie za o te wielokropki, które sugerują raczej zawahanie, a o to bym braci nie podejrzewał.
Dłuuugie wprowadzenie, choć ciekawe, potem intryga zostaje wyłożona kawa na ławę w monologu bohatera. Hmm.
Klimat posiadłości wodza pustynnego bezbłędny.
C.d.n.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Stojący przy otwartym na oścież oknie Juan z satysfakcją skonstatował, że miasto już odpoczywało.
Aliteracja, potem nieładne zbitka. Czy to zdanie by nie brzmiało lepiej po uproszczeniu?
Jak zwykle, wcześnie zapadło w sen, i następnego ranka, prawie o brzasku, zbudzi się do wytężonej pracy.
Dwa czasy i jakieś nieładne zbicie dwóch okreleń czasu.
– Czeka też mój warsztat – mruknął pod nosem. – I ten piękny stół do pokrycia politurą. Cudo!
Dla mnie to mówienie do siebie brzmi nieco kuriozalnie.
Klimat i historia miasta bardzo ciekawe.
Staramy się, żeby żakom dać dostatnie utrzymanie i pespektywę awansu, a ty pozbawiłeś życia ojca rodziny!
Może omija mnie jakaś celowa stylizacja, ale strasznie drewniana i trudna do wymówienia kwestia, szczególnie w takiej sytuacji.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Statkiem nagle mocno zatrzęsło.
Jako, że to pierwsze zdanie, to ja na przykład bym dał “Statkiem gwałtownie zatrzęsło”.
Transportowiec w ładowni miał drapieżne zwierzęta, w liczbie szesnastu osobników.
Bardziej “przewoził”.
Gdy czas ten upłynął, w momencie kiedy znajdowali się już bardzo blisko, dwanaście kilometrów od planety, nagle stało się coś kompletnie niespodziewanego.
Nadmiar określeń czasu jak dla mnie.
Poobijane zwierzęta w klatkach, [przecinek chyba zbędny] z ciekawością patrzyły w zachmurzone błękitne niebo.
Ważne było to, że tak, jak na przykład węże, mogły żyć latami [tu chyba przecinek] wcale nie pobierając pokarmu.
Drakaina by pewnie zwróciła uwagę, że dorożka to rusycyzm z XIX wieku.
Wiesz, mam wrażenie, że masz dużo ciekawych pomysłów, ale warto by się zastanowić nad zbudowaniem dłuższego tekstu, który miałby postacie, z którymi można by się było utożsamić, bardziej rozbudowany świat, fabułę, którą by się z ciekawością śledziło. Tutaj w zasadzie opowiadasz backstory, a potem zderzasz kilka dość anonimowych dla czytelnika postaci z wilkiem, by zakończyć dużo zbyt szybko.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Wszyscy wiedzą, że Baba Jaga była wiedźmą, ale chyba mało kto kojarzy z nią jej drugą osobowość.
Zbitka zaimków :)
Była nieślubną córką królowej motyli, Euremy.
Znowu była.
Pewnego dnia sporządziła napój, będący mieszaniną kilkudziesięciu roztworów, wywarów i naparów.
Zastanowiłbym się nad zamianą.
W podniebnej podróży zakręciło jej się w głowie
Może “w trakcie”? Zgrzyta mi to zdanie, choć nie potrafię tego nakłuć.
Zacne, ładna puenta.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
– Jacek [przecinek[ oderwij się na chwile i przyjdź do dużego pokoju. – zawołała matka.
Tak więc teraz, [przecinek chyba zbędny] księżyc posiadał atmosferę dokładnie taką samą jak ziemska.
Dość potoczna fraza, raczej typowa dla języka mówionego.
Grawitacja została również, przy pomocy nowoczesnej techniki odpowiednio zwiększona.
Tak więc przebywając na księżycu czuło się niemal identycznie jak na Ziemi.
Strona bierna nie wypada zbyt dobrze w tym zdaniu.
Nie będę dalej czepiał się przecinków, ale uczulam na szyk i interpunkcję.
W tym gmachu można obejrzeć wyjątkowo dziwaczne okazy ludzi, które narodziły się od początku powstania człowieka.
Brzmi to dość niezgrabnie, poszukałbym możliwości powiedzenia tego prościej.
Ciekawe i dość starannie opracowane pod kątem przedstawiania “dnia z życią”, ale trochę mało jak na samodzielne opowiadania. Poza tym aż się prosi, żeby to zestawić z innymi rasami albo futurystyczną technologią.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Byłam w lesie.
Są tacy, co za otwarcie od “był” zjedzą :)
a te, które zebrałaś, zgrabnie wykręciłaś z grzybni, nie niszcząc jej.
I to jest fachowiec.
Gdy je zbierzesz, wskażę ci drogę do domu przyjaciół. Powinnaś wracać, bo będzie deszcz, a nie masz peleryny.
W wersji premium zbiera za ciebie.
Ależ sympatyczne.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Oczy dziewczyny wreszcie się uspokoiły i zatrzymały na twarzy Krysi.
Może “rozbiegany wzrok zatrzymał się na…"
Pan Henio roześmiał się rubasznym basem, aż echo odpowiedziało mu z piwnic.
To mocny ten bas :)
Rzucone przez niemowę pytanie o mało nie zwaliło pielęgniarki z nóg.
Może “dotąd milczącą”?
Pan Mareczek rozejrzał się po zakrwawionym wnętrzu wzrokiem równie przerażonym.
Zdanie lekko zgrzyta.
Konserwator Henio nerwowym krokiem wyprzedził recepcjonistę i ruszył w kierunku wyznaczonym czerwonymi plamami.
Dwóch mało bohaterskich i starszych facetów idzie śladem krwi, nawet nie mając nic w rękach?
Coś mało to wszystko na nich działa. Ani bólu z ran, ani strachu.
Drzwi ustąpiły.
Wyszukał na ścianie przełącznik i po chwili pomieszczenie zalała fala światła. Z pełnym przerażenia wzrokiem postąpił kilka kroków naprzód i zamarł w bezruchu. Powieka zdrowego oka zadrżała mu nerwowo, a grdyka zatrzymała się pod samym gardłem, jakby połknął w całości jabłko. Chrząknął i dopiero po chwili, gdy głośno przełknął ślinę, grdyka opadła.
Pan Henio wyprzedził go w międzyczasie i podszedł do lekarskiego biurka. Na blacie, obok otwartej kartoteki i stetoskopu leżały rozrzucone w nieładzie czarne stringi oraz koronkowy biustonosz.
– Ulala… – zanucił, szczerząc niekompletne uzębienie. – To tej dziuni z wózka? – Zainteresował się, usiłując przypomnieć sobie sylwetkę dziewczyny, przywiezionej przez Krystynę. – Niezła babeczka, co nie, Marek?
Ta ciągła wymiana tonu grozy i rubaszności nie robi dobrze opowiadaniu, jak dla mnie. Jeden z bohaterów wchodzi i zamiera ze zgrozy, ale zanim dowiem się, co go przeraziło, to dostaję sprośny monolog.
Tej krwi było już dość dużo.
Za plecami pielęgniarki przemysłowa lampa o zabezpieczonym kratą kloszu zapalała się i gasła, rzucając snop światła na zgrzytającą przeraźliwie maszynerię. Gumowa taśma poruszająca się na skrzypiących rolkach znikała nieustannie w wielkim, stalowym bębnie rozdrabniarki. W zagłębieniach taśmociągu przelewały się strugi świeżej krwi.
To jest bardzo dobre. Szkoda, że trwa dość krótko.
Epilog nic dla mnie nie robi. Do tego dochodzi “undo” na końcu, wszystko wraca do (pozornej) normy – to jakby unieważnia tę grozę, mimo sugestii, że zło przejęło władzę nad ośrodkiem.
Tam, gdzie klimat grozy wybrzmiewa, tam jest duszno i niepokojąco. Te ślady krwi, ciemne korytarze, maszyny, szalejący personel, to wszystko bardzo dobrze działa, ale jak dla mnie zostaje zarysowane i ucięte akurat w najlepszym momencie. Początek jest za wolny i zbyt rubaszny, końcówka przychodzi za szybko jak dla mnie.
Te rubaszne postacie momentami czyta się jak Walaszka. Ja rozumiem, że na uzdrowiskach bywa grubo, ale to powinno być w tle, a momentami zasłania klimat.
Napisane sprawnie, płynnie się czyta, zgrzytów nie ma dużo.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Z wnętrza, oświetlonego nerwowo migającą jarzeniówką, wyłoniła się szczupła sylwetka siostry
Jednak ta “nerwowa jarzeniówka” zgrzyta.
s – s – s
Park Zdrojowy i oświetlające go nocą latarnie pozostawały ukryte za zasłoną szalejącej śnieżycy, ale ostre rozbłyski kogutów wyraźnie przebijały się przez ciemność niespokojnej nocy.
Dość zgrabnie opisujesz wnętrza, pogodę, ale robi się tego trochę dużo jak dla mnie.
Pan Mareczek w pretensjonalnym garniturze konferansjera, z perfekcyjnie jak co dzień przytrymowanym, czarnym wąsem, wyglądał jakby został wyrwany ze snu. Stary, szafowy zegar, stojący pod wyłożoną szarym marmurem ścianą, zaczął wybijać pełną godzinę i siostra Krysia wzdrygnęła się na jego metaliczny dźwięk. Łapiąc się kurczowo za lewą pierś, odliczyła dwanaście uderzeń. Pod białym fartuchem serce biło o wiele szybciej niż zegar.
Dziwnie się ten paragraf czyta, bo otwierasz nową postacią, po czym wracasz do otoczenia.
Śnieżna zamieć w jednej chwili wraz ze skowytem wichury wdarła się do wnętrza holu. Płatki śniegu, niczym puch z rozdartej poduszki, zawirowały w świetle zwisającego z wysokiego stropu, kryształowego żyrandola, po czym opadły, topiąc się na wyślizganej tysiącami par butów lastrykowej posadzce.
Ponownie, dla mnie ta pogoda i to wnętrze jest już opisane na 120%. To jest dobre samo w sobie, ale chciałbym się już dowiedzieć o postaciach, historii. Wjazd pacjentki wprowadza dużo więcej niepokoju, niż te opisy, naprawdę robi robotę.
Niczym porwane uderzeniem wichury ramię żurawia, ręka leżącej kobiety zatoczywszy w powietrzu łuk z całym, bezwładnym impetem roztrzaskała się na twarzy pana Mareczka.
Zdanie do remontu, i ta roztrzaskana ręka.
Jakoś te ekscesy erotyczno-alkoholowe placówki odwracają uwagę od klimatu niepokoju.
Szponiaste palce z długimi pazurami wczepiły się w jego fizjonomię i nie zamierzały puścić.
Formalnie jest to synonim twarzy, ale ja bym dał “twarz”.
C.d.n.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
vrchamps – Śmierć przychodzi na skrzydłach motyli
Wyrobiony dyżurny
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Jasne, nie chcę nic narzucać, to jest bardzo klimatyczna i niepokojąca historia.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Ja jeszcze dodam od ducha klatki schodowej:
Pani prezydent i scena w bunkrze – tutaj jak dla mnie klimat nieco siada i mam wrażenie, że opowiadanie dzieli się tutaj na dwie części. W bunkrze nie ma jakiejś szczególnej intrygi, nie dowiadujemy się aż tak dużo o świecie i także niczego, co by rzuciło światło na fabułę opka.
Początek to eksplorowanie świata i obcowanie z tajemniczymi, groźnymi, ale też fascynującymi bytami, napisanie miodnie. Druga to proces wpadania w szaleństwo, opisany bardzo sugestywnie.
Mam wrażenie, że te dwie części nie są dość mocno połączone. Chyba, że napotkana na początku para to prawdziwi rodzice córki albo rodzice bohatera?
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
mnie przynajmniej kusić [tu aby nie przecinek?] by eksperymentować ponownie.
Odruchowo bym dał “kusiło”, jak w “żeby nie kusiło”.
– Oni wiedzą o wszystkim [chyba przecinek] Kai – wyszeptał dyżurny. –
Chwilę potem jest podobne zdanie.
– Miarka się przebrała. Ciebie z chęcią zobaczę [chyba przecinek[ jak wpadasz do kwasu – odgrażałem się na głos.
których rozstaw znałem na pamięć, moją uwagę zwrócił niewielki bo [chyba przecinek] półtorametrowy kokon podwieszony do sufitu.
– Chcesz to gdzieś zabrać [przecinek] tatusiu?
Kokon, który niedawno odkryłeś [przecinek chyba] nadaje się idealnie na wznowienie dostaw.
– Gdzie jedziemy [chyba przecinek] tato?
– Nie jestem idealnym tatą, ale nie bój się [chyba przecinek] nie zrobię ci krzywdy – skłamałem
To [chyba przecinek] jak określił mój ładunek, rozbudziło we mnie złość.
Tak się składa, że ty Kai [przecinki po obu stronach raczej] zaczynasz szwankować, nie słuchasz rozkazów i nie chcesz odpocząć [chyba przecinek] kiedy ci to proponujemy.
Nawet nie wiesz, co odkryliśmy [chyba przecinek[ badając motyle. Natrafiliśmy na ślad, który pomoże nam odkryć [chyba przecinek] skąd się wzięły.
Motyle, w akompaniamencie krzyków Kościńskiego wyleciały ze słoika. Pani prezydent (wyraźnie jeszcze w szoku), śmiała się na głos.
Ten nawias strasznie psuje immersję.
To bardzo dobry tekst, pokazujący oryginalny świat post-apo. Świetnie wypada plastyczny opis kokonów z pierwszej części, i szkoda, że potem do tego nie wracasz.
Wracanie do halucynacji córki wbrew rozsądkowi jest bardzo udane. Los bohatera nie był mi obojętny, choć podejrzewałem, że sprowadza na siebie zagładę.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Wydawał się znudzony
Trudno mi to przyjąć. Szczególnie, że zaburza mi to wstęp, który poza tym jest bardzo poetycki i bardzo akuratnie wykorzystuje pole semantyczne motyli.
Spojrzałem na mężczyznę, który nagle pojawił się znikąd.
Jak dla mnie nadmiar, który psuje efekt. Może samo “znikąd” albo “wyrósł jak spod ziemi”?
Wiozę kokon z pana ciałem do utylizacji, raczej możesz porzucić marzenia o reinkarnacji.
Dobry wers rapowy :)
Czytałeś “Żuka w mrowisku” Strugackich? :)
Siedząc w fotelu kierowcy tak długo
Ja bym intuicyjnie zaczął od “gdy siedzisz”.
Czasami są to pierdoły typu, [przecinek aby nie zbędny?] niedopompowane koło na tylnej osi, ale trafiają się też ciężkie myśli, które powoli przejmują nad tobą kontrole.
Kontrolę?
Na szczęście przewoziłem kokony, to dzięki nim, [przecinek chyba zbędny] moja psychika była w całkiem niezłej formie.
Dochodzące światło z hangaru poniżej, [przecinek aby nie zbędny?] rozrzedzało stopniowo ciemność.
IMO szyk byłby lepszy, gdyby zamienić miejscami.
Pomieszczenie było duże i nudne
Być może narrator odczuwa nudę, dla mnie ciekawe.
a raczej obawy wynikały z zaufania do stabilności konstrukcji, na które od czasu, do czasu musiałem się wspinać.
Niezbyt ładne otwarcie zdania podrzędnego.
Drabina w dużej części już dawno odpadła od stalowej ściany,
Jakoś słabo się parsuje.
Z ruin, na wpół zawalonego hangaru, coś wypełzło.
Jak dla mnie to zdanie w ogóle nie wymaga przecinków.
Stadium przejściowe między zarażonym człowiekiem, a poczwarką, pełzło w moją stronę, rozsuwając na boki gruz i oblepiając wszystko gęstą wydzieliną.
Jw.
Byłem zdziwiony [a tu bym dał[ bo bardzo dawno nie zaobserwowałem człowieczej larwy.
Opuściłem pierwszy kokon [tu raczej przecinek] zapakowałem go starannie i
C.d.n.
Klimat świetny, opis stworów obłędny.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Lubię szorty autora za klimat izolacji i melancholii, który jest rysowany dość subtelnie i ramach nieco onirycznej narracji.
Tutaj jednak się odbiłem. Językowo jest poprawnie i nieco nijako, klimat oscyluje między lekko przaśnym absurdem a zgrzytającą codziennością. Niepokój i dziwność przelatują mi przez palce, niczego nie zostawiając. Nie potrafię tekstowi niczego zarzucić, ale też mnie nie wciągnął.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
żałosnego życia.
Niezbyt ładna zbitka.
Na początku szorta czynnikiem charakterystycznym narracji, zdradzającym świat wewnętrzny bohaterki, jest ciągłe popędzanie robota w myślach i w mowie. Pojawia się to jednak na tyle często w krótkim bloku tekstu, że staje się nieco irytujące, jak dla mnie.
Tak wiele razy myślała o tej chwili, a teraz nie wiedziała nawet, co powiedzieć.
Nieco ograne.
Nie doszła nawet do swoich osiemnastych urodzin, gdy wskaźnik zaczął migać na czerwono. Wybiło sto procent.
E, cienka, ja bym ją przebił.
Wyszła, nie oglądając się za siebie. Jeszcze nigdy nie bawiła się tak świetnie na imprezie, bez stale towarzyszącego jej lęku czy stresu. Pełna luzu, żartowała, flirtowała, tańczyła, i to ze szczerą radością.
Ja tak sobie myślę, że opowiadanie by zyskało na rozszerzeniu tego, bo to buduje kontrapunkt, ale w tym wydaniu jest nieco za prosto.
Ze mnie psycholog żaden, ale poziom zaburzenia bohaterki bardziej mi pasuje do jakiegoś ustawicznego pastwienia się przez rodzica, a nie jednorazowej traumy.
Ok, nie będę ukrywał, że samobójstwo robota nie zrobiło na mnie wrażenia. Zrobiło, i to duże.
Ależ to bardzo zacne, i ciekawy zamysł fantastyczny, i ciężar gatunkowy, i lekki element absurdu.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Ludzie szaleją z rozpaczy. W mieszkaniu na przeciwko cała rodzina popełniła samobójstwo.
Ale aż tak, skoro klimatyzatory jednak jakoś dają radę? Nieco dramatyczne.
nie wytrzymała temperatury, wszystko tam się gotuje.
Rozumiem stylizację na język potoczny, ale jednak nagminne mieszanie czasu przeszłego i teraźniejszego trochę mi wadzi.
Przed 250 laty odkryto ten mały, ale ginący świat. Księżyc z własną atmosferą, pełen bujnej tropikalnej roślinności i niewielkich czap polarnych na biegunach wraz z własnym morzem lub oceanem, okrążający swojego gazowego olbrzyma od początku skazany był na zagładę. Czerwony gigant, jego własne słońce już wtedy zadecydowało o jego końcu.
Nieco infodump, warto by było wpleść w narrację.
Kontaktu z hipotecznymi podziemnymi schronami brak, a zresztą to nas też czeka.
Hipotetycznymi?
Jak mówią uczeni za maksymalnie 20 lat nie da się tu żyć na powierzchni i ostatni ludzie w ostatnich godzinach życia księżyca będą wegetowali w schronach podziemnych przez 100 może 150 latnim słońce pochłonie swoje satelity.
Zdanie do radykalnej korekty.
Za co właściwie mego pradziada skazano na tutejszą katorgę? Nie wiem, ale dziadek wspominał, że pluł sobie na koniec życia w brodę. W imperium miał wszystko co niezbędne do życia, Imperator troszczył się o niego, a jemu się zachciało… ech, życie.
Dość nagły wtręt o pradziadku.
Dość ponura opowieść, mniej abstrakcyjna, niż byśmy chcieli. Dobrze oddaje klimat przybicia i beznadziei, ale z drugiej strony wiele wpisów zawiera dość wtórne elementy i gdzieś koło połowy kolejne suche informacje o ofiarach czy poparzeniach nie robią tak dużego wrażenia, jak by mogły. Brakuje jednak jakieś spajającej historii, która by czytelnika porwała.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez
Kilkudniowa, żmudna podróż z karawaną okrutnie go znużyła, lecz z chwilą ujrzenia czerwonawego piasku nawiedzanego przez demony pustkowia, w umyśle mędrca pojawiła się iskra, która ożywiła uśpioną dotychczas psyche.
Nieco długie, skaczące między tematami zdanie.
Zaznaczenie – trochę to samo.
Już miał ponaglić wielbłąda do ruszenia naprzód,
To się w zasadzie rozumie samo przez się.
Musiał odnaleźć to, czego tak bardzo poszukiwał. Liczył na wielkie objawienie. Dokładnie takie, jakiego doświadczył prorok Zaratusztra.
Seria krótkich, patetycznych zdań.
Uparty perski mędrzec przemierzający zamieszkałą przez pradawne zło pustynię liczył na coś równie wspaniałego.
Aż się roi od określeń.
Ja bym bardzo chciał trochę detalu, klimatu pustyni, może odrobiny poezji? Opis scenerii jest tyle patetyczny, co bardzo abstrakcyjny.
Ów pomysł był doskonały.
W tym momencie robi się tak patetycznie, że zastanawiałem się, czy to nie jest szykowanie jakiegoś twistu albo dowcipu.
Aż się dziwię, że bohater nie zmówił jakiejś modlitwy, idąc ku burzy piaskowej…
Ciekawa opowieść, na uwagę zasługuje na pewno zaskakujące rozumowanie króla.
facebook.com/tadzisiejszamlodziez