Profil użytkownika


komentarze: 1119, w dziale opowiadań: 960, opowiadania: 511

Ostatnie sto komentarzy

Cześć, OldGuard

Dzięki za odwiedziny i pozytywny odbiór.

Pozdrawiam

Cześć

Piękne opowiadanie, zawierające mnóstwo emocji, które przekazuje nam bohaterka. Widać, że się stara z całych sił, żeby Tyfce i Pulkowi było jak najlepiej. Jest tutaj tęsknota do macierzyństwa i jednocześnie ogromne pokłady miłości, która musi znaleźć odbiorcę, bo bez niego/niej, sama w sobie nie może istnieć. 

Technicznie nic mi nie przeszkadzało. 

Klik!

Pozdrawiam

Cześć, cezary_cezary

Nie wiem, dlaczego stosujesz zamiennie i to bardzo często: Robert, mężyczna, Robert, mężczyzna, odbieram to jako zbędne powtórzenia, ponieważ w domyśle wiadomo, że chodzi o Roberta, nie trzeba co rusz przypominać czytelnikowi o tym ;-) 

Przyznam, że niewiele się tu dzieje – bohater trafia do klasztoru i nieustannie mota się w ciemnościach, dotyka różnych przedmiotów, ucieka i nie do końca wiem, dlaczego? Budowanie grozy poprzez opis, to bardzo trudne zadanie, w ogóle horror nie jest łatwym gatunkiem. Do mnie strach dociera poprzez całość, nie tyle sama akcja, co ogólny klimat, a tutaj tego zabrakło. Wprowadzenie jest krótkie, następnie powtarzalność scen, czyli ucieczka, ciemność, ucieczka, ciemność, zaczęło mnie nudzić. Dostrzegam tutaj pomysł, lecz niestety nie wiem, co chciałeś przekazać. Nie zrozumiałem przesłania. 

Powodzenia w konkursie.

Pozdrawiam

No, tak. Z tą setą to indywidualna sprawa, ale te nogi opięte czarnymi pończochami, ciemne loki, błyszczące oczy… ech, mimo wszystko seta to za mało :-)

Pozdrawiam

Cześć, Fasoletti 

Dobry drabble. Pomyślałem o czymś podobnym: 

– O czym myślisz? – pyta żona. 

– O niczym – mówi mąż.

 Takie wrota przydałyby się, jako wentyl bezpieczeństwa. Przechodzę przez nie, znikam na jakiś czas i nie muszę się nikomu tłumaczyć – coś wspaniałego!

 Pozdrawiam 

Cześć, Drake6 

 Ciekawa historia. Odebrałem to jako wszechwidzące oko boga, obserwującego ludzkie poczynania. Bohater sprzeciwia się mu, nie chce być inwigilowany, rzuca włócznią w boże oko. 

Szort mi się podobał. 

Klik 

Pozdrawiam 

Cześć, Outta Sewer

 Temat trudny, wojenny, ale napisałeś to w sposób tak rzetelny, że czytanie było dla mnie przyjemnością. Dopatrzyłem się kilku literówek, ale nie punktuję. Masz lekkość w pisaniu i widzę, że warsztatowo wysoki poziom. 

Bardzo dobre opowiadanie. Zalecam wyjustować tekst. 

Życzę powodzenia w konkursie.

Klik

Pozdrawiam

Widok błyszczących oczu, ciemnych loków i opiętych czarnymi pończochami, długich nóg uderzył mu do głowy jak setka wódki. – tylko setka? To mało, żeby uderzyło do głowy, chyba że Tomeczek dopiero zaczyna :-) 

 

=– Nie, ale wiesz co zrobimy. Spróbuję uciec do nich! ---> A co to na początku się podziało?

 

Przyjedziesz po mnie? – spytała nieśmiało a Tomek, słysząc ten ton, poczuł, jak jeżą mu się włosy na grzbiecie. ---> to grzbiecie, słabo wygląda. Na plecach… na plecach :-) 

 

– Po co mnie tu szukacie?

– Potrzeba mi pomocy!

– Nie lepiej do szpitala – cmoknęła tamta. – wrzuciłbym pytajnik. 

 

Czasem wymykały się do ogrodu, albo do lasu i wracały z koszykami pełnymi rozmaitcyh ziół. ---> literówka.

 

– Nie wiem, czy się w niej zmieszczę. Przybyło mnie… – chyba – w nią, ale nie mam pewności.

– Jak to po porodzie, ale wybrałam większą? ---> bez pytajnika.

 

Kwadrans potem wystrojona w niezbyt dopasowaną suknię suknie dama podeszła do dziury w ogrodzie.

 

Pod ziemią coś zaburczało niskim basowym głosem, a drzewa w ogrodzie zaczął porywisty szarpać wiatr. ---> To tak poetycko miało wyglądać, czy tylko przypadek?

 

– Co teraz?! Co teraz ?! ---> zbędna spacja.

 

Tomeczek, to rzeczywiście baba nie chłop :-) Lękliwy, zmienny, płaczliwy i radosny, pomieszanie z poplątaniem, ale niech taki będzie. 

Miałem wrażenie, że fabuła jest porwana. Super się zaczęło, tak sielankowo, romantycznie, ale od razu nie polubiłem Helenki, widać, że to nieczuła langusta. Tomeczek biedny, jakby nie było zbyt wrażliwy i siłą rzeczy, skończy się to dla niego źle, ale czasami tak bywa. 

Poza tym opowiadanie mi się podobało. 

Powodzenia w konkursie. 

Klik 

Pozdrawiam 

Cześć, Bardzie

Lubię takie klimaty. Dopatrzyłem się literówki, ale biorąc pod uwagę obszerność tekstu, jest to ziarenko na plaży :-) 

Bardzo ciekawy motyw z Celebem. Podziwiam za łatwość balansowania w tematyce, jesteś wszechstronnie utalentowany pod tym względem. Osadziłeś bohaterów na prerii, są Indianie, blade twarze, jest ładnie – różnicujesz swoje opowiadania, choć na jednej gałęzi, bo często piszesz horrory. 

Nie jestem specem w sprawach religii, ale jest jakaś różnica między określeniem Jehowa, a Jahwe, prawda? Bo z tego, co pamiętam, jakiś spór w tej kwestii jest. 

Klik 

Pozdrawiam 

Cześć, Galicyjski Zakapiorze

Dziękuję za odwiedziny.

Pozdrawiam

Smutna opowieść o cieniu i przemijaniu. Sprawnie napisany szort. Nic nie utrudniało mi czytania.

Wiem, że niewiele jest podobieństwa do bajki Andersena pt. Bałwan ze śniegu, ale jakoś tak mi się przypomniał. 

Bardzo ładnie

Klik 

Pozdrawiam 

Ufff

To trzeba mieć przy sobie kompana w postaci przystojnego, wysokiego bruneta, który poratuje popcornem i chipsami, gdy się skończą, tudzież obudzi trąceniem w boczek i ostatecznie przypomni, co działo się dziesięć minut wcześniej. 

 

No, cześć :-)

Dziękuję i zapraszam ponownie.

Pozdrawiam

– Mów mi Syrdaria – uśmiechnęła się – nie chcesz zostać żoną naszego chna? ---> literówka.

 

Wydało jej się, że góry urosły, a kolory zintensywniały. ---> Troszkę rzuciło mi się to w oczy, może zamiast zintensywniały, stały się bardziej wyraziste, soczyste… 

 

Chciała odpędzić to dziwne uczucie, więc wyciągnęła rękę, żeby sprawdzić, czy na pewno wszystko to jest namalowane i znów poczuła, jak świat wiruje wokół niej. ---> zrezygnowałbym z obu zaimków.

 

Była zgrabna, bardzo kobieca i była przywiązana za kostkę złotym łańcuszkiem do drewnianego słupa na środku jurty. ---> powtórzenie.

 

Po trosze dlatego, że ojciec na pewno przehandlował ją za stada koni i baranów, a po trosze dlatego, że w tym stepie i w tych górach nie mogła uciec od swego losu. ---> czyli, krótko: sprzedał za… 

 

W górze szybował orzeł. Czy na tym polega wolność? Na nieskrępowanym życiu wśród niebieskich przestworzy? – Dokładnie tak widzę wolność. 

To była tylko kwestia czasu, zanim je odnajdą.

Znaleźli je w wiosce po południowej stronie jeziora Songkul.

 

Najpierw Kazimierzowską, która nie chciała się skończyć, później skręcił w Legionów, na Placu Halickim ludzie wysiadali, a następnie wsiadali, jakby było im wszystko jedno. Kiedy wysiadła na Kochanowskiego była prawie w rozpaczy. ---> Myślę, że to w całości można wyciąć. To nie jest informacja znacząca dla całości opowiadania. 

 

Timur stał przy koksowniku, w którym wesoło buzował ogień. ---> Sprawdź znaczenie słowa buzować. 

 

Zawsze chciałam wyjechać ze Lwowa – pomyślała nieustraszenie – to miasto jest dusznebrak tu przestrzeni. I nie ma tu perspektyw. ---> Zmieniłbym konstrukcję, np. Zawsze chciałam wyjechać ze Lwowa – pomyślała. – To miasto jest duszne, brak w nim przestrzeni i nie ma perspektyw. 

 

 Ładne opowiadanie. Myślę, że wzbudzi w niejednym czytelniku wachlarz emocji. Końcówka sprawia wrażenie urwanej, jakbyś chciała nagle zakończyć. 

Powodzenia w konkursie. 

Klik

Pozdrawiam

 

Cześć, Nova

 Wiesz, że nie zadawałem sobie podobnego pytania? 

Dziękuję, że zajrzałaś do mnie i przeczytałaś :-) 

Pozdrawiam 

 

Cześć, MichaelBullfinch

No tak, skojarzenia z Czesiem uzasadnione. Dziękuję za czytanie i klik. 

Pozdrawiam 

Pewnej dziewczynce wypadł srajfon z dłoni i się rozbił, przestał działać. Bardzo płakała, bo nie wiedziała, jak dalej żyć.

Nie wymyśliłem tego, byłem świadkiem, pomyślałem, że młodzieży jest trudno żyć. 

Bardzo dobry drabble.

Pozdrawiam

 

Cześć, Berig

Podobało mi się do miejsca, w którym pojawia się obraz, później nic z tego nie rozumiałem, te całe Pervity itd. 

Czy możesz mi wytłumaczyć o co chodzi w zwrocie Stałom się gotowe?

Pozdrawiam

No tak, ale w tym przypadku wierzę bohaterowi. Chętnie przeczytałbym rozwinięcie opowiadania. Najlepiej, gdyby akcja działa się w psychiatryku.

To zbieg okoliczności, ale akurat mam na warsztacie opowiadanie, które rozpoczyna się sceną w szpitalu psychiatrycznym, z tym że bohaterem głównym jest sanitariusz.

Pozdrawiam

Cześć, GalicyjskiZakapiorze!

Tego mi było trzeba. Często gęsto zaglądam do horrorów i tu miałem straszka, co jest zjawiskiem u mnie rzadkim. Najlepsze wrażenie było za pierwszym razem. No i świetny motyw w motelu z tej szufladki, gdy patyko odnóżo palec wyłaził. Przypomniał mi się też Palec, S. Kinga. 

Troszkę zepsułeś to końcówką, bo chłop wylądował w psychiatryku, dlatego możesz mieć zażalenia w postaci pt. gdzie tu fantastyka, jeśli pacjent był chory, ale wydaje mi się, że opowiadanie nie traci zbyt wiele mocy z tego tytułu.

Super horrorek. 

Klik 

Pozdrawiam

Cześć, Maciej!

Bardzo nastrojowy szort, leniwy, powolny i przesycony emocjami. To magiczne coś czuję w Bieszczadach i za każdym razem, gdy wracam, pozostaje ze mną przez kilka kolejnych dni, nie potrafię tego nazwać. 

Klik

Pozdrawiam

Cześć

To powiek tak: 

Praca przy ścince drzew dzisiaj przy -11 i tak wspaniały tekst, aż ogrzał mi serce, dając nadzieję, że kiedyś dostąpię wniebowzlecenia prosto ze sceny, i nikt nie będzie mi zawracał gitary, że ceny zboża były tak strasznie niskie, zbiory ziemniaka tak małe… boshe, jak tu żyć, i jeszcze ta żona, która chce złapać mnie za nogę, gdy wzbijam się ku przestworzom. 

Bardzo dobry szort. Dziękuję, pozdrawiam, dobranoc.

Klik

Dzięki za wyjaśnienia.

Oczywiście chodziło mi o Wodny Świat, przekręciłem tytuł :-)

Pozdrawiam

Cześć, Adexx

Interesujące to Universum, ale mam kilka pytań. 

Czytając, wyobrażałem sobie unoszenie się bohaterki w bańce, w powietrzu. Nadmienia w tym fragmencie, że nie wiedziała, gdzie jest góra, gdzie dół, czy to znaczy, że bańka była nieprzezroczysta? Bo dalej jest mowa o tym, że unosiła się do sklepienia, to czyli widziała co znajduje się na zewnątrz – jedno przeczy drugiemu. 

Kolejne pytanie odnośnie zanurzania się w otchłanie wodne w bańce :-) Fajny pomysł, ale równie karkołomny. Rozumiem, że to bańka magiczna, bo im głębiej tym większe ciśnienie. Tutaj przypomniał mi się Podwodny świat, który oglądałem jeszcze na VHS, gdzie bogater chciał pokazać kobiecie, co znajduje się pod wodą :-) 

Co do stworzonek… bardzo ciekawe są, dobrze, obrazowo opisane, ale mam wątpliwość co do odnóży zakończonych płetwami, bo jeśli woda nie była ich naturalnym środowiskiem, tzn. nie przebywały w nim większości czasu, to ich płetwy bardziej utrudniałyby funkcjonowanie niż ułatwiały. Chyba że wychodziły z wody na krótko, np. zapalić papieroska i siup! Wracałyby pływać :-)

Klik

Pozdrawiam

Cześć, OldGuard

Gdy widzę oznaczenie: horror, to muszę zajrzeć, no jakoś tak wychodzi :-)

Wątpliwość i pytanie: bohaterka usłyszała dźwięk, znajdując się poza wodą, a jak dobrze rozumiem, wydawała go istota znajdująca się pod wodą. Czy to jest możliwe? Obawiam się, że nie :-) Ale na potrzeby tekstu jestem w stanie przyjąć założenie, że tak. Lubię oniryczne klimaty, w których występują stworki potworki. Widzę tutaj również melancholię, bezradność bohaterki, bezbrzeżny smutek i rozpacz. Jednocześnie jej współczuję, choć to szort, stała się dla mnie na moment bliska. Koniec nie musi być wiekiem trumny, a czymś nowym, bo nadzieja jest dla mnie jak płomień i żaden wodnik jej nie zgasi.

Klik

Pozdrawiam

Przybywam po przeczytaniu pierwszej i drugiej części. 

Bardzo bogaty świat zbudowałeś w niewielkiej objętości tekstu i trochę się gubiłem, bo nie nadążałem fabularnie, nie do końca rozumiejąc wszystkich zależności, ale pomimo to, opowieść sprawia wrażenie spójnej i dobrze przemyślanej. 

Nie dostrzegłem większych błędów, nic nie wybijało mnie z rytmu. Czytało mi się przyjemnie.

Szkoda, że podzieliłeś na fragmenty, bo nie można oddać klika.

Pozdrawiam

Cześć

Zobaczyłem, że zamieściłeś drugą część, a że nie znałem pierwszej, to najpierw pojawiłem się tutaj.

Bardzo dobry fragment i ciekawi mnie, co będzie dalej, dlatego teleportuję się do drugiej części.

 

Cześć, Bolly

Bardzo ładny szort, wzruszający i przemawiający do mnie, ponieważ jest w nim nadzieja, że miłość przetrwa nawet próbę ognia.

Klik dlatego, że w niewielkiej ilości znaków zawarłeś piękną historię oraz wstęp, rozwinięcie i zakończenie.

Pozdrawiam

Cześć

Początkowo bardzo mi się podobało, ale z czasem ekscytacja traciła na mocy. Zastanawiam się, jaka była tego przyczyna. Wydaje mi się, że zbyt dużo opisu, i pomimo że sam w sobie nie jest nudny, to dlatego, że objętościowo przekroczył mój limit. Ciekawe zestawienia słowne, niecodzienne i widać lekkość warsztatową, za co plus. To byłoby dobre wprowadzenie do czegoś większego. Pomysł z nakładającymi się na siebie światami – super.

Klik

Pozdrawiam

Cześć, MichaelBullfinch

Bardzo ładny drabble. 

Biedny kleszcz. Ktoś wypalił go papierosem.

Pozdrawiam

Ale tym futrem to mnie zmyliłeś. To teraz już nie wiem :-)

Cześć, CZARNA2

 Nastawiłem się na bardzo mroczny, krwawy horror, ale się troszkę zawiodłem – nie było tak strasznie :-) 

Teraz pora na wątpliwości ;-) 

 Sanie, które się zatrzymały, ciężko było poruszyć. Miałam wrażenie, że momentalnie przymarzły do lodu. Tata ponaglał mnie z przodu, a ja nie mogłam ruszyć. ---> powtórzenie?

 

Wypełzłam z namiotu, cały czas zastanawiając się nad losem wilka. Po cichu zasunęłam zamek namiotu i ruszyłam w stronę miejsca, gdzie znaleźliśmy basiora.

 

– Niezły kąsek nam się trafił – powiedział, odsuwając się ode mnie i szczerząc w uśmiechu. ---> nie mam pewności czy mam rację, ale to dla mnie masło maślane. Określenie szczerzyć się oznacza uśmiechać. 

 

Drobna postać podeszła i przez chwilę przyglądała mi się uważnie. ---> tutaj zmieniłbym konstrukcję zdania na:

Podeszła do mnie drobna postać i przez chwilę przyglądał się uważnie. 

 

Byłam sparaliżowana strachem i jedyne, co zrozumiałam, to że z jakiegoś powodu czarny wilk przerażał ich. --->  a nie lepiej: czarny wilk ich przerażał? W szyku, który masz brzmi to sztucznie. 

 

Krew osiadła na pniach, spływając powoli niczym żywica. ---> w jaki sposób krew może osiąść? Mgła może osiąść, ale nie krew :-) Domyślam się, że tak pięknie chlusnęła na śnieg.

 

 Podobało mi się to opowiadanie. Rozumiem, że w dziesięciu tysiącach znaków jest bardzo trudno zbudować napięcie, dlatego widziałbym ten tekst bardziej rozbudowany :-) Ale to tylko moja zachcianka. Powodzenia w konkursie. 

Pozdrawiam 

Cześć, HollyHell91

Bohaterka wypuściła powietrze z ust? A nie wypuszcza się powietrza z płuc? No bo kto łapie powietrze do jamy ustnej? I kolejna sprawa… trudno mi sobie wyobrazić aby słoma dotkliwie podrapała. Możliwe, że inaczej wyobrażam sobie dotkliwe podrapanie. Ze słomą miałem do czynienia, nawet biegałem po ściernisku, dlatego jakoś mnie to zatrzymało. 

Szort udany. Ciekawy twist, zaskakujący. Biedna, teraz będzie musiała siedzieć w tej wieży i czekać na księcia. 

Zabawne, że jeszcze wczoraj pisałem w komentarzu o księciu i dzisiaj znowu…

Czy odpowiedzialność należy zrzucić na barki świętego Walentego, który przybędzie lada dzień?

Klik

Pozdrawiam

Edit:

Wygląda na to, że tylko ja uwierzyłem w to, że ona siedzi w tej wieży, ale tak na poważnie, że za karę tam jest

:-)

 

Nie wiem, co oznacza bycie content creator. Jam rocznik nie taki młody, a niekoniecznie jest mi po drodze podążać za duchem czasu :-)

 

Cześć, Marszawa

Dzięki za odwiedziny, czytanie i dobre słowa. 

Dlatego, że Maciusia ktoś stworzył, a Maciuś jest twórcą, który ma moc tworzenia. Chciałem przez to pokazać, że istnieje coś w rodzaju światów nie tyle równoległych, co występujących jeden pod drugim, a Stworzyciel jest pierwszą przyczyną, kolejne rzeczywistości są kreowane, już z czynnikiem ludzkim oraz że to się nie kończy.

Ale masz rację, ponieważ w tej chwili gonię własny ogon. Dlatego, albo mam zmęczoną głowę, albo napisałem coś, czego do końca nie rozumiem. Jest to możliwe :-)

Pozdrawiam

Protestuję :-) Przecież ją porwał, Bardzie… i to w sposób niegodny księcia :-)

Wydaje mi się, że rycerz na białym koniu nie potrzebowałby pozbawiać swej wybranki serca przytomności, żeby ją ratować, wszak jeździ na białym koniu :-) 

Czy to koń jeździ na białym rycerzu, jak było w jednej ze znanych pieśni? 

Niech święty Walenty czuwa. Hej, ho! Bo już niedługo czternasty.

Pozdrawiam

Cześć, darek71

Ale, co tu się wydarzyło? :-)

To jest tak absurdalny tekst (ale w pozytywnym sensie), że aż odleciałem razem z Pewnym Apaczem.

Nie mam bladego pojęcia, o co chodzi. Czasami dobrze jest odetchnąć od logiki, że coś wynika z czegoś. 

Dzięki. To było, jak powiew świeżego powietrza. Tutaj poczucie upływu czasu straciło znaczenie. Bardzo dobrze pokazujesz to w momencie, gdy bohater czeka na pociąg. Kobieta mówi, że trzeba czekać piętnaście minut, a bodajże w następnym zdaniu, że pozostało dwie minuty do odjazdu :-) 

Pozdrawiam

Cześć

Może i brutalnie, może i dosadnie, ale widzę tutaj spory potencjał i chciałbym przeczytać więcej o tym gościu, którego oko włożono do słoika… Zresztą… Jak tam można? Żeby bez zgody czyjeś oko włożyć do słoika? Też się z tym nie zgadzam, tak nie można.

Dobry debiut.

Pozdrawiam

Cześć

Bardzo dobre opowiadanie. Jedyne, co rzuciło mi się w oczy to: Siedziała na nim na ławce w naszym parku i patrzyła gdzieś w dal. Autorko, czy chodziło Ci o to, że bohaterka siedziała na zdjęciu, czy bardziej o to, że zdjęcie przedstawiało bohaterkę, która siedziała na ławce – podejrzewam, że to drugie :-)

Opowiadanie, pomimo że nie dzieje się w nim wiele, jest wciągające. Dobrze przewidziałem, że wielbiciel, okaże się patusem, może to dlatego, że w przedmowie napisałaś o obsesji – a to akurat działa na niekorzyść tekstu, dlatego sugeruję przemyśleć uprzedzenie o treści :-) 

Mocne uczucia, bombardowanie miłością jest niemodne, ba, nawet uznawane za szkodliwe, to już nie są czasy heroicznych miłości i wielkich poświęceń. Z jednej strony trochę szkoda, że prowadzi to do wynaturzeń i przybiera formy ekstremalne. Okazywanie zbytniego zaangażowania jest podejrzane, a to smutne, że coraz mniej sobie ufamy.

Romantyzm wydaje się być w tym świetle postrzegany źle, jako coś niemodnego, staroświeckiego, podlegającego dłuższemu przemyśleniu. Mężczyzna zabiegający nad wyraz o względy kobiety, może stać się jednocześnie niegodny jej uwagi, lub jak w opowiadaniu, jest socjopatą, głównym podejrzanym. 

Jak to było? Za dobrze, też niedobrze :-) I trafiają biedacy do friends zone :-)

Klik ode mnie.

Pozdrawiam

Cześć, locussolus

 Bardzo ciekawy pomysł. Nie spodziewałem się, że chłopa ktoś zastrzeli. To byłby dobry motyw na coś dłuższego. Teskt zawiera błędy, ale historia mnie zaciekawiła, to jakoś specjalnie mi nie przeszkadzały. 

Jeśli to szort na dobry start, to całkiem udany.

Pozdrawiam

Cześć, Koalo

Tak się składa, że miałem przez ostatnie dwa lata ogromną przyjemność pracować z niesamowitym fliziarzem, który również był magikiem. Nie było zlecenia niemożliwego do zrealizowania. Później przeskoczyliśmy na tematy kamienne: dzikówka, piaskowiec, granit, murowanie z kamieni. Dobrze nam się razem pracowało, dlatego łezka w mym oku się zakręciła na wspomnienie tych pięknych chwil :-)

Dobry majster to skarb, podobnie jak dobry magik. 

Szort wyborny, bardzo mi się podobał. No i jeszcze ten smok gagatek. 

Klik 

Pozdrawiam

Cześć, CZARNA2

O, ależ lubię anioły! Sympatyczne, takie bardzo ludzkie są u Ciebie. Niby zwykłe posiedzenie przy stole, jedzonko, ale to w tym momencie zaczęło się robić ciekawie. Dialogi naturalne, wiarygodne i swobodny płynący tekst.

Lubię rysować anioły, każdy jest inny, żyją własnym życiem, a biorąc pod uwagę ilu jest ludzi na świecie, to bytów anielskich musi być mnóstwo… i bardzo dobrze :-)

Trochę układ o zawieszeniu broni między dobrem a złem mi nie pasuje. Dobra ze złem nie można pogodzić. To tak, jakby światło było cieniem i odwrotnie. 

Z przyjemnością udaję się do klikarni

Pozdrawiam

Cześć, Vycherpious

Miło mi, że zaglądnąłeś. Dzięki.

Pozdrawiam

Cześć, MichaelBullfinch

Lubię takie opowiadania. Motyw wędrówki, walki z żywiołem, a tutaj dodatkowo sporo mądrych zdań, przy których musiałbym się dłużej zastanowić. Spoko wplotłeś motyw z palącym papierosa i fragmentem z utworu Lao. Bardzo ciekawy pomysł na gołębia :-) 

Od strony technicznej nie zauważyłem żadnych zgrzytów. 

Świetnie się czytało.

Klik

Pozdrawiam

Jeszcze nie powziąłem :-) 

 Wprowadzę poprawki do drylować 

 

W takim razie, najlepiej będzie, jeśli umieszczę przypis, tylko zastanawiam się, gdzie zamieścić? W przedmowie, czy pod szortem?

Można oceniać walory techniczne, fabularne, ale powiem przekornie: w jaki sposób ocenić dziwność i czym w ogóle jest? Przykładowo jeśli ktoś zakłada skarpetki jedną zieloną a drugą czerwoną, to już jest dziwne zachowanie? :-) 

Kiedyś spotkałem się z określeniem odnoszącym się do mojego tekstu, że stosuję dziwne metafory :-)

I przyznaję otwarcie, że nic mi to nie mówi, a raczej bawi :-)

Pozdrawiam

Eee tam

Konkurs jest konkursem i nie upatrywałbym wartości opowiadania poprzez pryzmat, które znalazło się wcześniej w bibliotece, ponieważ jest wiele czynników, losowości, gustów, to czy ktoś się wyspał, czy był zmęczony, gdy czytał, czy coś go/ją rozpraszało itd.

Pozdrawiam

Cześć, Semrau

No… to grubo poleciałeś z tym męczonym wampirem. Nie będę wskazywał miejsc z błędnym zapisem dialogów, to już wiesz. 

Ciekawy pomysł na książkę. 

Pisz, doskonal warsztat, będziesz coraz lepszy.

Pozdrawiam

Cześć, Asterionella

Opowiadanie jest dobrze napisane. Czyta się lekko, płynnie, ale trochę wieje nudą. Na początku miałem zagwostkę, bo kopalnia, wybuch… a później szpital i szpital, automat z żywnością działający na komendy głosowe.

Wydaje mi się, że w książce przy tej objętości ile ma Twoje opowiadanie, wprowadzenie mogłoby tak wyglądać, ale po długiej ekspozycji, w której niewiele się dzieje, opko traci na mocy. 

Klik za warsztat. 

Pozdrawiam

Cześć, d.pankovski

Świetne opowiadanie. Formalna kwestia: bardzo dobry warsztat, plastyczny i zarazem swobodny język. Pomysł na ludzkie płótna, które przyjmują na siebie cierpienie i radość, uwalniając innych – majstersztyk. 

Gratuluję! 

Klik 

Powodzenia w konkursie!

Pozdrawiam

Cześć, Storm

Bardzo udana scena. Myślę, że w punkt objętościowo dlatego, że gdyby opko było dłuższe i utrzymane w formie relacji z walki, zaczęłoby usypiać. Nordyckie klimaty, zimno, pojedynek z czarownicą – podobało mi się. Tak się zastanawiam nad dialogami podczas pojedynków, bo nawet w przypadku bójki, w sensie w rzeczywistości, mało kto wdaje się w dyskusje, a w literaturze czy filmie, często bohaterowie pogaduszki sobie robią, no ale widocznie taki urok fikcji :-) 

Wyraz futra, zamieniłbym na skóry, ale to moje widzi mi się :-)

Klik

Powodzenia w konkursie.

Pozdrawiam

Biszkopty to stopy, naginać to iść.

Właśnie dlatego, że brzmi fatalnie, a jeszcze bardziej, że nie wyobrażam sobie, żeby mój kumpel podczas naszego marszu powiedział drałować :-) Dla mnie to właśnie zwrot drałować jest obcy :-) 

;-)

Edit: 

Przypomniał mi się inny zwrot: naginamy na biszkoptach :-) ten też jest całkiem spoko. 

Cześć, regulatorzy

Dzięki za odwiedziny.

Tak, dobrze zauważyłaś, drałować, użycie tego określenia wyjaśniłem wcześniej w komentarzu. U nas mówi się drylować i chciałem, żeby tak zostało.

Nogę za nogę poprawię :-)

Pozdrawiam

Cześć, Bardjaskier

Czytało się płynnie, bez większych zgrzytów i choć nie przepadam za tematyką wojskową, to muszę powiedzieć, że teskt wywarł na mnie wrażenie. Dlaczego? Ponieważ porusza ważną kwestię, trochę na czasie, a raczej bardzo na czasie. U nas jest wielki pomnik z napisem: Nigdy więcej wojny! Ale jak widać, pamięć lubi zawodzić, szczególnie pamięć społeczeństwa. A poza tym, jak w opowiadaniu, pewnych wydarzeń nie da się zapomnieć, usunąć z pamięci, i kończy się to wszystko zgaszeniem światła. 

Kolejna sprawa w opko, która również jest istotna, to sposób w jaki ukazujesz propagandę, zryte berety, naiwność i nienawiść i tuż obok, empatię pomiędzy żołnierzami. Fabuła dzieje się w strukturach armii, ale zręcznie przekazujesz sprawy ważne. 

Widzę, że opowiadanie jest biblio – w pełni zasłużenie, gratuluję.

Pozdrawiam

Powodzenia w konkursie

Holly, to jakaś czołóweczka do filmu? Wstawka na wypasie :-)

Ekjuze mła za przyspamowanie :-)

Pozdrawiam miłośników ciepła

Cześć, betweenthelines 

 Bardzo dobre opowiadanie.

Ciężki kaliber, bo wiadomo, morderstwo, śledztwo, duchy, psychopatyczny malarz artysta. Nie wiem dlaczego, ale byłem przekonany, że czytam opko napisane przez mężczyznę, a później dotarło do mnie, że jesteś kobietą. I byłem pewien podziwu, że tak dobrze potrafisz wejść w kobiecą narrację. Romantyczne scenki też spoko – wskazane, coby rozładować napięcie duszności prowadzonego śledztwa. 

Tylko jedno załzawiło mi oko, zwrot kreślił, pędzlem się nie kreśli, pędzlem się maluje :-) Wiem, że to czepialskie trochę, ale musiałem Ci to napisać, ponieważ z zawodu jestem rzeźbiarzem, a wyszło tak, że maluję regularnie, dlatego rzuciło mi się to w oczy :-) 

Ciekawe zwroty akcji, tekst jest dynamiczny fabularnie, polubiłem bohaterkę, tego jej kumpla już mniej, wzbudziłaś we mnie emocje, wielki plus za to. 

Klik ode mnie. 

Aha… wyjustuj tekst

Pozdrawiam i życzę powodzenia w konkursie. 

 

Wrzucę edit, po przeczytaniu komentarzy :-)

Pamiętaj, że każdy wypowiadający się zapodaje swoją opinię. Opinia nie jest wyrokiem, prawdą, jedyną objawioną. Bo widzisz, np. nie znam chłopa, w sensie Jima, ale uważam, że ma sporo racji w tym, co Ci napisał. Twórcy zazwyczaj są wrażliwi, i tylko ci co zahartują się w ogniu krytyki pójdą dalej, będą się rozwijać, czerpiąc dla siebie jak najwięcej z merytorycznej krytyki. Należy rozróżnić krytykanctwo (gdzie nie można dyskutować, ponieważ brak jest merytoryki), przykładowo: jeśli ktoś powie Ci, że napisałaś coś do bani, to tak naprawdę nic nie znaczy, jeśli ten człowiek nie potrafi tego uzasadnić. Warsztat zawsze warto jest doskonalić, słuchać mądrzejszych od siebie, uczyć się, jednocześnie pracując nad własnym stylem, a przede wszystkim więcej czytać, niż pisać. Zauważyłem pewną tendencję, że bardzo dużo osób pisze, ale z czytaniem coraz gorzej. Dla mnie kontakt ze sztuką, nie tylko w słowie, ale i obrazie, to podstawa, karmię się tym. Dlatego proszę, nie zrażaj się, wybieraj dla siebie z krytyki co najlepsze i przede wszystkim nie poddawaj. Zapewniam Cię, że po pewnym czasie osiągniesz pułap, że będziesz czuć się pewniej z tym, co tworzysz, jednocześnie nie szukając dla siebie akceptacji u innych, poklepania po ramieniu. Bo wydaje mi się, że nie o to chodzi, żeby być chwalonym, choć jest to miłe, ale i niebezpieczne, bo można osiąść na laurach, i wracając – ogień hartuje, krytyka również. 

Dlatego pisz i nie trać wiary we własne możliwości. Będziesz coraz lepsza, to tylko kwestia czasu. 

Pozdrawiam

Cześć, dawidiq150

Dzięki za wizytę, czytanie i dobre słowa.

Pozdrawiam

Cześć, HollyHell91

Przez C dlatego, że z łaciny.

Dziękuję, że mnie odwiedziłaś.

Pozdrawiam

Cześć, Bolly

Świat był kolorowy, ale nie dlatego, że Maciuś go takim stworzył, szarość weszła w momencie jego ingerencji – rysował ołówkami – o czym nie ma mowy w tekście, ale czytelnik może się domyślać, że skoro wszystko ma kolor, są to kredki. No nie, nie są :-) Wiem, że nie jest to oczywiste, ale wolę tak to zostawić.

Tak, drałować to poprawna forma. Ale u nas w okolicy mówi się drylować :-) Chociaż to określenie oznacza również pestkowanie czereśni. 

Obawiam się, że możesz myśleć w kategoriach dorosłego. Dzieci często posługują się gumką do mazania, wprowadzając zmiany. A może Maciuś lubić mazać i poprawiać rysunki?

Pozdrawiam

Edit

Kreowanie nie jest równoznaczne w tym przypadku ze stwarzaniem. W tym szorcie kreowanie jest ingerencją. Świat już istniał. Choć Creator może być mylne, ponieważ z łaciny oznacza Stworzyciela.

Cześć, beeeecki

Dzięki, że mnie odwiedziłeś.

O, tak! Zima niech odejdzie. Czekam na wiosnę. 

Pozdrawiam

 

Cześć, chalbarczyk

Miło mi, że dreszczowo bezbłędnie :-) 

Dziękuję , że zajrzałaś do mnie.

Pozdrawiam

Cześć, Finkla

Może to dlatego, że silnik diesla mniej na trasie pali, chociaż benzyniaki też nieźle sobie radzą. A poza tym, to już łelektryczne jeżdżą… i bez kierowcy. No, takie dziwności, a rzepak zawsze na topie, żółty, wywołujący pozytywne skojarzenia :-)

Dzięki za nawiedzenie :-)

Pozdrawiam

Siema, Bolly

Ależ mi się to podobało. Na początku moją uwagę przykuły ilustracje i byłem pod wrażeniem, że są wygenerowane, ponieważ efekty pociągnięć pędzla i faktury, wprowadziły mnie w błąd. O, zgrozo! Jednak nie obawiam się, że artyści odłożą pędzle. Ale muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem, ponieważ nie są to wygłaskane rysuneczki, generowane nieudolnie przez AI. Najchętniej te wszystkie generatory wysłałbym w kosmos :-) 

Przejdę do treści. 

Świetne opowiadanie. Przypomniało mi po części opowiadanie Irvinga: Rip Van Winkle. Teoria z wieloświatami jest interesująca i jak widać świetnie to wykorzystałeś. Nie przeszkadza mi zupełnie, że tak naprawdę nic więcej nie wiem na temat rzeczywistości, w którą wpadł bohater… w sensie skąd coś się wzięło i czym jest. Barwny plastyczny język i bardzo dobry warsztat – za to wielki plus. Troszkę też zaleciało Lovecraftem, ale również to mocna strona opowiadania. 

Klik!

Pozdrawiam

Cześć, tomaszg

Ale, że goła baba w ogóle Alfy nie poruszyła? Serio? Jeśli coś takiego się działo na statku, to znaczy, że albo to nie jest mężczyzna, albo jest robotem, bo żeby w zdrowym chłopie nieustannie wystawionym na widok kobiecej nagości, w zamkniętej przestrzeni statku, w kosmosie… nic nie dygnęło, to oznacza, że jest z nim bardzo źle. A poza tym, czemu ma służyć chodzenie nago? Skoro i tak to nie działa? :-)

Zaczęło się bardzo dobrze. Wprowadzenie super, ekspozycja już trochę gorzej, a później to zacząłem się nudzić. Dlaczego? Od momentu, gdy bohater ląduje po rzekomym wypadku w miejscu podobnym do szpitala. I zapętlasz to samo, noga, Magda, starszy mężyczna, zupa, dalej noga, wrzucasz jeszcze rozkminy egzystencjalne, w końcu Magda zabiera go ze szpitala.

Myślałem, że może to kwestia urojeń Alfy, że tak naprawdę w twiście okaże się być pacjentem szpitala psychiatrycznego, no ale nie… 

Do końca to nie wiem, o co chodzi w tym opowiadaniu. 

Aha

Masaż, jako ergoterapia? 

Ergoterapia to pojęcie oznaczające terapię pracą. Innymi słowy: praca sama w sobie ma wydźwięk terapeutyczny.

Pozdrawiam

Siema, Storm

Trochę żartu, szczypta grozy, krótka scenka.

Pomysł na tego szorta wziął się z prawdziwej podróży przez pola rzepaku. Celem wyprawy nie był złoty trunek, a dłuższy spacer do sąsiedniej wioski (trwał trzy godziny), ale było zabawnie.

Pozdrawiam

Nowa Fantastyka