komentarze: 1003, w dziale opowiadań: 804, opowiadania: 323
komentarze: 1003, w dziale opowiadań: 804, opowiadania: 323
Czołem! Piszę z telefonu więc krótko. Bardzo klimatyczny tekst i dobrze napisany, brawo. Fajnie popracowałaś nad detalami Pomysł również niezgorszy. Klikam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czołem! Krótko, bo z telefonu. Przykry tekst, ale dobrze poprowadzony. Chłodnia to idealna scena dla takiego spektaklu. Cóż "w przyszłości nie będziemy się starzeć!" *meanwhile przyszłość*. Zastanawia mnie tylko "wzrok silnej kobiety" w reklamie, bo o ile linia oczodołów to element twarzy, o tyle same oczy chyba nie (?). W sensie bardziej zrozumiałem, że to sprzedaż takiej maski, jeśli razem z oczami i wszystkim to robi się makabrycznie… Tak, czy inaczej, pomysł zacny ;)
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Gratuluję! OldGuard – zmiotłaś głosowanie z planszy! Wow! Michaelu – cóż ja mam zrobić byś nie dostał piórka? Ja tylko chcę Cię chronić przed sławą. Oczywiście ogromnie Ci gratuluję, jesteś debeściak. Nominowanym również gratki, to były naprawdę dobre teksty.
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czołem Tarnino!
Miło, że wpadłaś, tym milej, że, jak zawsze (co milusińskości nie umniejsza), zamieściłaś tak obszerny komentarz, na który odpowiem bardziej szczegółowo, gdy czas nadejdzie (powołuję się tu na prawo braku TARDIS!).
Niemniej
… co ja właśnie (wczoraj, tylko nie zdążyłam wkleić komentarza) przeczytałam? XD
Miałaś się uhahać podczas czytania. A sądząc po komentarzu, mimo mej nieudolności językowej i Twej krzywdy z nią związanej, się uhahałaś, więc my job here is done (maybe not good enough, but still done).
Już teraz podziękuję za wizytę, a co 
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czołem RR-rze! Proste w formie, głębokie w przesłaniu. Plus jak na taki drabbelik to dobrze podbudowany klimat tego OIOMu. Choć ostatecznie wydźwięk dla mnie jednak smutny, bo nadzieja choć ostatnia, to jednak umiera…
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Reg ❤️
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czołem Zakapiorze!
Prowadzisz narrację w chyba moim ulubionym stylu – z nutą ironii i drwiny (jak dla mnie mogłoby być tego śmiało więcej), tak nieco przebijając czwartą ścianę, ale na tyle, by przez “lufcik” nie uleciał klimat.
– Słuchamy się Samo, bo jest szefem. Kropka. Bez niego my umarlibyśmy z głodu, a wy byście skończyły w burdelu
Szef mi bardzo nie pasuje do klimatu. Herszt? Przywódca? Albo po prostu opiekun? Zresztą później użyłeś herszt.
– … jeśli już się obracasz, powinieneś najpierw zablokować przeciwnikowi uzbrojoną rękę – odezwał się głos za ich plecami.
Tzn. ogólnie obracanie się w pojedynku w 90% przypadków będzie głupie.
Klimat, jak zawsze u Ciebie, znakomity. Postaci wyraziste, z krwi i kości i prawdziwymi dylematami. Troszeczkę mam wątpliwości co do światotwórstwa, bo ostatecznie nie wyjaśniłeś do końca, czym i dlaczego są “demony”, na czym polega podział świata na dwa lub choćby zarysu doktryny, która kryje się za Jasnym Bogiem (i czy to właśnie to generuje konflikt). Nie pogardziłbym mieć 5k znaków więcej, ale się tego dowiedzieć, umiejętnie wplatasz informacje w akcję i dialogi, więc na pewno dałbyś radę. A tak to mam jednak wrażenie wielu białych plam w świecie i przez to też trochę w fabule/postaciach.
Niemniej, imponującym jest to, jak kolejny raz serwujesz przyjemną lekturę. Z ciekawości, te światy na potrzeby opowiadań mają jakąś wspólną genezę, jakoś się łączą, czy za każdym razem siadasz od nowa i wymyślasz nazwy, konflikty itp.?
Klamra kompozycyjna satysfakcjonująca i gorzka (takie lubię, są w mojej ocenie wiarygodniejsze), sposób opowieści w dwóch czasach i narracjach też dobry.
Klikam bibliotecznie, zobaczymy czy coś więcej mnie najdzie, bo nie ukrywam, że mam słabość do takich tekstów i stylu fantasy/dark (ach, nieodżałowany Feliks Kres – westchnięcie mimowolne).
Pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Było warto, ogromne brawa dla betweenthelines za taką akcję i dla Michaela (że dał się wrobić). Powodzenia Wam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czołem ponownie Maćku!
Tak wypadło, że skomentowałem ten tekst już wcześniej, a w trakcie okazało się, że będę go musiał ocenić piórkowo.
Stąd krócej, ponieważ podpisuję się pod tym, co napisałem uprzednio – tekst zainwestował w klimat, podarował sobie miejscami fabułę. Momentami przez to zaciera się przesłanie, choć, jak się zdaje, pozostawiasz je w pełni nam, poza tym aspektem, gdzie tekst naturalnie jest osobisty.
Ale klimat pozostał… :)
Natomiast w ocenie piórkowej będę na NIE.
(tabela w 100% nie oddaje oceny takiego tekstu, gdy po prostu niektórych atrybutów nie sposób mi ocenić, ale myślę, że trochę porządkuje, a tam gdzie nie do końca pojąłem, daję uczciwe, neutralne 0)

Pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Jestem!
No to już odpowiedziałem na tekst, dziękuję, do widzenia.
Jak na niecały czterotysięcznik, trzymałem go nieprzyzwoicie długo zakolejkowanego i pewnie trzymałbym dalej, gdyby nie wyszło głosowanie piórkowe, a zdarzyło się ono. Hańba mi.
Bardzo plastycznie przedstawiasz emocje (nie tylko tutaj, ale dość szczególnie wypadło to w takiej formie). Obrazy (nomen omen), które serwujesz są poruszające, a co najciekawsze, nie potrzebujesz do tego wielu słów.
Moje wrażenie jest troszkę, jakbyś ułożyła puzzle, bo słowa umieściłaś obok siebie w satysfakcjonującym układzie i przyjemnie jest oglądać cały obrazek. Niegodna metafora, ale cóż.
Efekt w każdym razie jest świetny, bo emocje odczuwamy, nie zawsze potrzebują wielu słów.
Choć mam wrażenie, że tylko o emocjach, i może o relacji, jest ten tekst. Na filozoficzne dno chyba trochę za mało. Chociaż… jak to Vacter zatytułował raz felieton “Filozofia nie jest nauką. Nie jest nawet niczym.” 
Przy okazji zrobiłaś mi kuku, bo moja tabelka do oceny tekstów piórkowych średnio nadaje się do oceny czterotysięcznika. Próbowałem, mogę się rezultatem podzielić, ale nie jest on dla mnie satysfakcjonujący.
Zresztą na ten moment nie potrafię jeszcze powiedzieć jak zagłosuję. Przemyślę to, bo nie chcę robić prostego “NIE, bo za krótkie”. Zbyt wiele razy (raczej zawodowo niż hobbystycznie) spędziłem dużo więcej czasu próbując napisać coś zwięźlej.
Pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czołem Kronosie!
Arthur nie odpowiedział, tylko się rozłączył. Srinivas skrzywił się z niesmakiem. Jak zawsze po kontakcie z Hemmerem, zbierało mu się na wymioty. Wszedł do łazienki i długo mył ręce.
„Żuk przewrócony do góry nogami”. Miquel liczył na przegrzanie robota. Oleg nie miał pojęcia o obsłudze tego typu sond i przez chwilę wydawało się, że sabotaż Miquela ma szansę na powodzenie.
To jakoś niezgrabnie napisane + powtórzenie.
Od razu mówię, że na razie przedstawiam opinię “na czysto”, bez lektury komentarzy powyżej.
Zacznę od plusów, bo jest ich dużo więcej.
Punktem wyjścia – nie umiem w sci-fi, nie jest to moja literatura i słabo doceniam rozwiązania techniczne, technologiczne i ich sens. Niewiele też czytam sci-fi, więc niewielkie mam doświadczenie do oceny. Stąd patrzę też przez pryzmat, czy tekst mnie zaciekawił, a fabuła się spinała mimo tych subiektywnych problemów z własnym niedokształceniem literackim (taki efekt wywiera na mnie m.in. Diuna, za każdym razem, gdy ją czytam – po prostu całość dogrywa się w kapitalny i klimatyczny sposób, mimo że nie jestem fanem szerokich opisów działania filtraka).
Pod tym kątem Twój tekst oceniam bardzo pozytywnie. Fabuła jest wartka, technologia zdaje się mieć swoje uzasadnienia i sens, a do tego nie jest wprowadzana sztuka dla sztuki, tylko zgrabnie wtłoczona w wydarzenia.
Do tego dodałeś wyrazistych, mięsistych bohaterów i aurą klimatu wokół nich. No lejtenant jest kapitalny! Daje mi lekko klimat komisarzy (komisarów) z Warhammera 40k, nie wiem, dlaczego (nie tylko przez wschodniość pomysłu
). Ale jest świetny.
Język również mi się podobał, narracja jest płynna, czyta się to szybko i przyjemnie, a każdy bohater ma swój styl mówienia – zdecydowanie na plus.
Podobają mi się również śródtytuły i sensownie poprowadzone przejścia narracyjne, w których dobrze dodałeś światotwórstwo – u każdego bohatera pokazując inny wycinek.
Do tego zakończenie – słodko-gorzkie, choć sądziłem, że lejtenant przez przypadek natrafi na wyrzucony artefakt i będzie jeszcze bardziej gorzko. Masz w sobie więcej sprawiedliwości niż ja :)
No i wszystko pięknie, tylko ten artefakt nieszczęsny…
Dlaczegóż oś całego tekstu nie została nam ujawniona? Rozumiem, być może wola kontynuacji w innym tekście, ale to psuje efekt końcowy (za który, jak zobaczysz poniżej, i tak daję Ci punkt). Czy nie mogło być “sceny po napisach”, gdzie wierchuszka korporacyjna zbiera się na zarządzie z naukowcami i analizują konsekwencje nieznalezienia artefaktu, zdradzając, choćby odrobinkę, czym on jest i do czego służy? Pasowałaby mi taka scena, a nadałaby całości dodatkowej stawki (więc może też prolog spełniłby tę funkcję?). Dlatego dostaniesz aż -1 w tabeli poniżej za pomysł, bo przy “zwyczajnie” rozwiniętym światotwórstwie (być może tu kłania się moje niedocenianie rozwiązań natury inżyniersko-naukowej – kajam się, jeśli tak jest, ale nic nie poradzę) uczynienie tytułowego przedmiotu absolutnym anonimem to rozwiązanie rozczarowujące. Nie chcę wnikać w Twoją wizję, bo się cholera sprawdziła zacnie, ale moim zdaniem ta “scena po napisach” rozwiązałaby 75% problemu, który z tym mam, a Ciebie nie kosztowałaby wiele. Ale ponownie, Tyś autor i Twoje jest prawo do decydowania – tak żebyś nie odebrał tego jako moje narzucanie się
.
Natomiast, aby nie wrzucić do jednego wora całego światotwórstwa przez jeden nieszczęsny artefakt, doceniam spójność świata i pomysłów na wykorzystanie technologii – jest tego dużo, nie jest może ogromnie pomysłowe, ale za to “trzyma się”.
Niemniej, urzekłeś mnie i przez całe czytanie myślałem sobie “jestem na TAK”. Abstrahując od wyżej wskazanych przeze mnie plusów, ma to też ten swój subiektywny aspekt oceny. Po prostu mi się to opko bardzo podobało, tak Muza zadecydowała.
Stąd jestem na TAK.
(co jest tym bardziej imponujące, że bezczelnie dałem Ci -1 przy fabule)

Dzięki za lekturę i pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czy mógłbym coś więcej zrobić z tymi postaciami, wątkami i światem?
Nad światem, to myślę, że jest dobrze, ponieważ ma wiele ciekawych elementów, acz zgodzę się z Twoją intuicją, być może zbyt wiele zostało w głowie. Na pewno jest to obfity tekst, gdzie trzeba zachowywać skupienie.
Jeśli chodzi o przeskoki tempa, to właśnie ta szybkość niektórych opisów. Długo mówią o zasadzce, czy o granatach, ich ostateczne wykorzystanie jest krótkie. I jasne, można zostawiać część spraw dla wyobraźni czytelnika, ale myślę, że jest tego nieco za dużo. Ja np. zacząłem się cofać do poprzednich kwestii i zastanawiać, a to przeszkodziło mi w czytaniu jednym tchem, co chciałem robić ze względu na akcję.
Bohaterowie wypadli dla mnie względnie wiarygodni psychicznie, ich burzliwa relacja to bardzo mocna strona tekstu.
Ale to tylko moja opinia, czy sugestia. Zwłaszcza, że całość wypadła naprawdę nieźle, po prostu dla mnie nie-piórkowo.
tak sobie kreślę prowizorycznie – więcej o geografii, polityce i doktorze G. (powinienem zmienić nazwisko “Goldo” na mniej kłopotliwe), który wiedziałby coś o Arghorze i jego świecie
O to, to.
Twoje stwierdzenie, że wyszłoby świetnie, jest na wyrost. Ale dzięki za wiarę we mnie i pokrzepiające słowa.
E tam, no widać przecież, że masz duuużo pomysłów tutaj i z sensem je przedstawiłeś. Spokojnie pociągnąłbyś dalej :)
Grafika z tablicą super :)
Dzięki!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Robercie, myślałem, ale wydaje mi się, że w odbiorze byłoby to bardziej skomplikowane, choć masz rację, ostateczny wynik byłby logiczny. Za to suma wag daje szczęśliwą trzynastkę, a odbiór literatury bywa nielogiczny. :)
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Mega ładna tabelka i pomysłowa, dość uczciwa punktacja. O ile ja jestem wielkim przeciwnikiem oceniania wedle punktów i sztywnych ram, to muszę przyznać, że całkiem fajnie to obmyśliłeś. Wizualnie też idealnie pasuje, szacun.
Dzięki. Ot takie narzędzie pomocnicze, ale przyznam, że ułatwia ocenianie. Zobaczymy, czy wytrwam w jej stosowaniu.
No cóż. Zemsta dopięta. Ale spokojnie haha. Jeszcze nie powiedziałem ostatniego słowa XD
Kto powiedział, że ja powiedziałem? 
A zawsze jest jeszcze Finkla. I po cóż Ci był ten konkurs…
A patrząc tylko na ten rok – zaliczasz nominację (czasem więcej), co miesiąc. Więc nie raz się jeszcze spotkamy w głosowaniu, ponieważ trzymasz bardzo wysoki poziom i utrzymujesz ciekawy kierunek w każdym tekście.
Więc może ja to wszystko z zazdrości czynię? 
Trzymam kciuki i pozdrowionka!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Też mi się tak wydaje, tym bardziej, że to luźne kryteria, mają tylko pomagać mi i Wam.
Ale humor nie wyklucza przesłania, ba przecież nawet często je podbija, tym bardziej czarny humor.
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Ooo marzanie, aleś do dobrze wymyślił z tym białym Nazgulem, królem katów!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czołem jerohu!
Nie mieliśmy przyjemności, zatem miło mi 
Na szczęście nie jestem włoskim dzieckiem :)
Z początku miałem wrażenie, że jest sporo zaimków i różnorodnych zamienników dla nazywania bohaterów, ale po przeanalizowaniu – było to moje błędne wrażenie. Językowo nie zatrzymało mnie nigdzie w sumie.
– Jasne, proszę pani – wycedził. – Granaty. Tydzień.
Zgrzyt dialogowy, bo wcześniej mówił do niej per ty – ale zakładam, że to grzeczna złośliwość.
Marek wzruszył ramionami. Rozsądne podejrzenie. W końcu to z inicjatywy tego niepozornego potentata
Zastanawiam się, czy niepozorny potentat to nie oksymoron. Z drugiej strony stosujesz to parokrotnie, więc zakładam, że to taka celowa zabawa. Całkiem fajne.
Jednak czytelnik, jeśli przekonują go wizje Wery, powinien uznać, że akurat głównych bohaterów bóg gigantów do siebie ściągnął. Miałem nadzieję, że pokazałem tę możliwość wystarczająco wyraźnie. Ale cóż.
To moim zdaniem jest okay, pojąłem za pierwszym razem, była “podbudówka” pod taki wniosek.
Ehhh…
Jeśli chodzi piórkowo, to trudne się wylosowało 
Na pewno dobrze, że tekst dostał nominację, bo inaczej pewnie bym go przeoczył, a szkoda.
Zrobiłeś na mnie bardzo dobre wrażenie światotwórstwem, a to “parametr”, który naprawdę cenię. Mnóstwo elementów tu upchałeś, bardzo kreatywnie, choć mam wrażenie, że wymagałoby powieści, by opisać je spójnie. Stąd trudno ocenić akurat spójność – po prostu nie wiadomo, jak to wszystko się spina w całość. Natomiast opisy są wiarygodne technicznie, widać, że masz pojęcie o czym piszesz (jak dla laika).
Mam wrażenie, że niektóre sceny dzieją się bardzo długo, jak dialogi i przemyślenia, a z kolei akcja, którą planują streszcza się do dwóch zdań. Ma to swój urok, bo podkreśla, w mojej ocenie, że to opowieść o bohaterach (oraz ich burzliwej relacji), którzy psychologicznie wypadają bardzo ciekawie. Natomiast przez to wydaje mi się, że tempo jest nierówne, miałem wrażenie w paru scenach “O, to już? Tak po prostu?”. Długo planują, a potem coś dzieje się tak szybko. Sensowe w przypadku emocji i nagłych porywów namiętności, ale przy planowaniu strategicznym, procesach? Hm…
Do tego sporo jest wątków: kompania, intryga potentata, narkotyk leczniczy, bóstwo, giganci, bohaterowie, a w tle jeszcze rewolucje. Ponownie, nie wiem czy ilość nie nadaje się bardziej na powieść niż 40 tys. znaków. Nie chodzi o to, że zrobiłeś to źle, ale raczej, że chętnie dowiedziałbym się więcej :).
Spodobały mi się śródtytuły, przejścia narracyjne i myśli bohaterów. Nadały tekstowi głębi ponad opowiadanie wyłącznie militarne.
Piórkowo jednak będę na NIE.

(0 naturalnie nie jest parametrem negatywnym, nie oznacza, że coś wybijało mnie z rytmu, ale po prostu oceniam daną kwestię jako niepiórkową – zresztą tabelka jest tylko pomocniczym narzędziem)
Paradoksalnie, gdyby tekst miał 70 tys. znaków, być może byłbym na tak, bo stawiam, że świetnie byś to rozwinął. A tutaj, każdy element jest niezły, niektóre nawet bardzo (zwłaszcza to światotwórstwo, to bardzo cenię – powtarzam się
), ale całość nie wybrzmiała dla mnie piórkowo.
Powodzonka życzę w dalszych tekstach, Portal zdecydowanie potrzebuje ciekawych, kreatywnych światów :)
Pozdrawiam i dzięki za lekturę!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Ale za to mój następca vel poprzednik może opisać bitwę!
Całość przypomina na razie książkę, którą bawił się szczeniak i losowo wyrywał kartki – bo kota z Cheshire o takie zabawy nie podejrzewam ;)
A to trochę prawda ;). Można potem zrobić wyzwanie z uzupełnianiem luk w tej historii 
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Wtrącę się ze swoją oceną.
Michaelu,
byłem betującym, czytającym, a po drodze wyszło, że zostałem też oceniającym.
I to okazało się baaardzo trudne.
Swoją ocenę już poniekąd wyraziłem na becie, także w zakresie tego, co mi się mniej podoba.
Z drugiej strony, nieuczciwym byłoby podejście wyłącznie z perspektywy porównawczej do Twoich poprzednich tekstów.
Będę na NIE
Przeważa chyba jednak mocno moralizatorski wydźwięk i nie nawet całego tekstu, ale końcówki. Ona jest dla mnie jakaś taka zbyt “cukierkowa”, zbyt mało w niej głębi, by uznać ją za wybitną, a z kolei nawet nie wiem, czy nie ujmuje mi ona głębi, która powstała wcześniej – przy rozmowie cesarza z Chrysaimem. Tam są wątpliwości i dialog mimo wszystko na argumenty.
Ta końcówka już bardziej manicheistycznie wskazuje dobro i zło. Ślimak Zagłady nazwał to lepiej niż ja potrafię, a bardzo trafnie:
Pewnym zarzutem będzie natomiast to, jak ta scena rzutuje na drugi wiodący wątek, czyli spór między prorokiem a cesarzem. Otóż niesprawiedliwa śmierć Chrysaima i nadnaturalna kara spadająca na mieszkańców wioski, w połączeniu z przypowieściową konwencją, moim zdaniem bardzo silnie skłaniają do tego, by przyjąć jego i Sery rację również w tym sporze za rację autorską i ważne przesłanie całości. Tymczasem mniemam, że chciałeś raczej skłonić czytelnika do samodzielnych przemyśleń i że w obrębie naszych standardów cywilizacyjnych trudno przyjąć takie stanowisko bez zastrzeżeń. W istocie jeżeli nie zgadzamy się na przeszczepianie od dobrowolnych dawców niezbędnych im do życia narządów, to również cud wywołujący zbliżone skutki powinniśmy uznać za nieakceptowalny, a udostępniającą lub afirmującą go religię – za demoniczną.
Mam wrażenie, że w tym jednym miejscu niezupełnie mnie zrozumiałeś, może będziesz chciał zerknąć jeszcze raz na poprzedni komentarz. Pisałem, iż domyślam się, że pragnąłeś osiągnąć właśnie taki efekt, jaki tu opisujesz, starałem się jednak pokazać, dlaczego w mojej opinii Ci ten efekt nie wyszedł i tekst nakierowuje czytelnika na interpretację inną niż zaplanowana przez autora.
Pod tym drugim się zwłaszcza podpiszę – końcówka o wydźwięku mocno nazywającym dobro i zło, trochę osłabia refleksję ze wcześniejszej rozmowy o rządzie dusz, niejednoznaczną z argumentami po obu stronach.
Powiedzenie, że “zepsuło” mi to efekt końcowy byłoby nieuczciwe, ponieważ odpowiada to również za spójność tekstu, ale chyba po prostu go osłabiło.
Nie zmienia to faktu, że przypowieścią posługujesz się bardzo sprawnie pod kątem języka, stylu i tempa narracji. Tabelka oczywiście robocza :)

No i sprawdziło się, że moja obecność w Loży to żadna dobra informacja dla Ciebie 
Ale myślę, że jeszcze niejedno, nawet w tym roku, dostaniesz, bo poziom tekstów jest imponujący.
Pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
OldGuard
Już śpieszę z wyjaśnieniami.
Gratulacje!
No zobaczymy, czy to ku Waszej korzyści, ale dziękuję :)
tabelki lubię bardzo, bardzo ^^ fajnie, że pojawia się kolejna :) I wydaje mi się, że zdobycie z nią “TAKa” będzie jeszcze trudniejsze niż u HH91, bo więcej zmiennych.
Oj ja tylko wyglądam na takiego poważnego zza tego fryderykowego awatarka, chętnie bym wszystkim dawał TAKi, stąd to sobie lekko ujednoliciłem, by wyróżniać te teksty, które naprawdę mi zaimponują w paru elementach. Ale pozostaje to mocno subiektywne i jak zechcę kogoś wyróżnić, to sobie poradzę i z tabelką ;). Po prostu łatwiej tak przekazywać werdykt.
Jako że widzę tę tabelkę pierwszy raz, to dopytam o szczegóły (niekoniecznie w kontekście mojego tekstu, ale ogólnie). Całość wydaje się dość jasna, zastanawia mnie tylko kwestia struktury tekstu, bo w tej trzystopniowej skali ocen, co różni tekst dobry od bardzo dobrego?
Strukturę rozumiem jako ułożenie tekstu, chronologię i sposób prezentowania historii. Wiele razy spotkałem się z ciekawymi zabiegami w tym zakresie, intrygująco rozłożonymi akapitami, klimatycznymi śródtytułami albo bardzo porządnie zastosowaną zmianą narracji lub chronologii. Nawet proste rozwiązania, jak np. powtórzenie zdania na początku każdego akapitu – tak jest w “Echo” MordercyBezSerca, spodobał mi się ten zabieg (tak sobie przypomniałem). Uważam, że taki element nie tylko wynikający z treści, ale też formy, wpływa na odbiór, stąd chciałem go wyłowić z worka “Klimat”.
Może pokrętnie, ale tak sobie wymyśliłem.
a może po prostu opowiadań w ten deseń wydaje się być dużo na Portalu ostatnio.
tzn jakich? :)
Bardzo emocjonalnych :)
Ale to żaden zarzut ani klasyfikowanie, tym bardziej, że Ty akurat piszesz bardzo zróżnicowanie.
bruce
dziękuję za docenienie, zobaczymy, czy w niej wytrwam ;)
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Biały królik popatrzył z niesmakiem na rozlewającą się po kamieniach krew. Z natury był pacyfistą, ale Jaśnie Oświecony Sauron Kier wybrał go do tak morderczej misji, w której, swoją drogą, sam zleceniodawca chyba poważnie się pogubił. Królik odczuwał dyskomfort, lecz nie zamierzał oceniać – zwłaszcza skorego do autodestrukcji stwórcy – choć może powinien?
Podniósł wzrok i poprawił rozbite w bitwie okulary. Niestety nie pomogło, skutek walki nadal był widoczny – stały przed nim dwie uzbrojone we wszystkie moce wyobraźni Alicje.
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
A to się włączę i może jeszcze zagmatwam, a może wyprostuję ;)
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Tak się w międzyczasie stało, że przypadł mi obowiązek oddania głosu.
Wypowiedziałem się już powyżej.
Nie jest to w 100% mój tekst, a może po prostu opowiadań w ten deseń wydaje się być dużo na Portalu ostatnio. Dlatego zakończenie nie zrobiło na mnie efektu wow.
Nic mi nie przeszkadzało (bez -1), sporo było po prostu dobre (0), ale przeważyły elementy naprawdę porządne (1).
Trudno mi nie być na TAK :)

Pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Ave Cezarze!
Lange nich gesehen!
Z zadumą przyglądałem się fotografiom, które opowiadały o rzeczach, o których najlepiej zapomnieć.
Celowo powtarzasz które-których w pierwszym zdaniu?
Starość pachnie źle, a mi to zwyczajnie przeszkadza. Czy z tego powodu jestem z automatu złym człowiekiem? Możliwe, że zwyczajnie otacza mnie zbyt wielu ludzi młodych albo takich, którzy chcieliby być młodzi.
Powtórzonko?
Bardzo ciekawy tekst, trochę skojarzył się z Raportem Mniejszości, jeśli chodzi o refleksję na temat nieuniknioności.
Końcówka niepokojąca…
Ale czy znowu dziwnie? Hmm…
Odnośnie ukrytej tajemnicy – zastanawia mnie zacytowany przez Ciebie powyżej fragment oraz wspomniane “szumy”. Wskazują jednak na jakieś zautomatyzowanie bohatera albo jego działalności. Tym bardziej, że na końcu jest ów niewidoczny prompter. Ale przyznam, że nie potrafię tego rozgryźć do końca. Ale też ostatnio średnio mi w ogóle wychodzi rozgryzanie :)
No ciekawe, ciekawe, a przy okazji wierne Twojemu stylowi, że tak pozwolę sobie powiedzieć.
Fajnie, że napisałeś, pozostań chociaż na orbicie Portalu, bo któż będzie teksty opakowywał takimi pięknymi tytułami? 
Pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
melendurze, a masz licencję od Anet? 
Koala się zawsze powołuje, że ma, stąd pytam 
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Michaelu,
Fajny masz ten cykl tekstów :)
Mają swój niepowtarzalny klimat, taki zbiór podkręconych fantastycznie baśni i legend.
Zastanawiam się tylko, czy nie wypadłoby jeszcze równiej, gdyby jednak wśród opisanych historii był też ktoś “niewinny” albo chociaż biedny. Bo tak to jest dość moralizatorsko (żeby nie było, to nie przeszkadza w takiej historii, morał jest ok), a równo przecież nie oznacza zawsze sprawiedliwie. A u Ciebie wyszło właśnie sprawiedliwie. I może dobrze, taką tylko refleksję zostawiam.
Pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czołem!
W sumie nieźle wypadło, pod kątem horroru nie mam uwag, napięcie, opisy, klimat, wszystko gra. Trochę brak mi mocniejszej klamry, by to była historia, a nie scenka, więc zgodzę się z przedpiścami – tak otwarte zakończenie sugeruje, jakby to miał być wstęp do kontynuacji.
Pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czołem!
Przybrał ton starego znajomego, choć widzieli się w życiu może ze trzy razy, i to zazwyczaj przelotem, przy jedynym we wsi sklepie.
Nie wiem, czy można się widywać “zazwyczaj” przy “ze trzech razach” :). Bo to wskazuje na kilka razy, a tu trudno o zasadę, od której ma być wyjątek.
Przybrał ton starego znajomego, choć widzieli się w życiu może ze trzy razy, i to zazwyczaj przelotem, przy jedynym we wsi sklepie. Agnieszka zacisnęła dłoń na krawędzi koszyka. Miała potworną ochotę trzasnąć go w tę nalaną, czerwoną mordę albo przynajmniej rozmazać na niej kolejnego zbuka. Niestety, zapas „pocisków” malał w zastraszającym tempie. Czuła, że niedługo będzie musiała sięgnąć po środki perswazji o zupełnie innym kalibrze. Mężczyzna nie opuszczał kryjówki. Wyczuwał niebezpieczeństwo, instynktownie kuląc się za okazałym pniem sosny. Co jakiś czas wychylał tylko spoconą gębę, by kontynuować „negocjacje”, które zaledwie godzinę temu zlecił mu telefonicznie dyrektor. Rola rozjemcy wyjątkowo mu nie leżała. Wolałby teraz siedzieć z pilarzami na zwalonym pniu i raczyć się bimbrem Walenciaka, jak to miał w zwyczaju robić niemal codziennie.
Dla mnie nieintuicyjne jest w tym akapicie przejście narracyjne. Tzn. zmieniasz perspektywę między leśniczym, a Agnieszką i to troszkę gubi, utrudnia wyklarować jasne spojrzenie jednej z postaci ba sytuację.
Szczerze mówiąc, to jest to kawał dobrego wstępu. Jakby to był prolog jakiejś dłuższej opowieści, to świetnie spełniałby swoją funkcję. Krótko, ale zbudowałaś bohaterów i stronnictwa o jasnych celach, z dużą nutą grozy i tzw. “klimatem”. Szkoda, że takie urwane.
Ale jeśli to miała być próbna scena, to jest to próba dobra.
Pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Ale zgrabny pomysł! I taka fajna ta Śmierć, jak u Prachetta (tylko tam był “ten Śmierć”).
W ogóle to bardzo ładne, że Śmierć się wstrzymywała ze względu na zachwyt sir Davidem z powodu jego miłości do świata natury. Naprawdę ładne.
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Eeee… czy jest na sali fizyk? :D
Powinna być rubryka przy rejestracji profilu “zawód wyuczony”, tak jak w sądzie do świadka jest pytanie. I wtedy każdy by wiedział z czym do kogo.
Może mam zespół Sandersona (nieumiejętność pisania krótko) a może nie mam za grosz talentu. You decide.
A to jest bardzo ciekawe spostrzeżenie. U kogoś w komentarzu pisałem kiedyś, że mi Sanderson nie siadł właśnie przez to, że jest zbyt dobrze napisany XD. Tzn. zbyt dokładnie facet wszystko przemyślał w swoich książkach i strasznie przeciążony wstawałem od nich, nie kwestionując jego kunsztu pisarskiego, zwłaszcza w kontekście światotwórstwa, po prostu takie przeładowanie odczuwałem, jakby mi wolną wolę odbierał. Ale może z kolei ja jestem za głupi.
You decide.
(teraz możemy wzajemnie zadecydować na swoją korzyść i barterkiem się rozliczymy yay)
https://klasyfikacje.gofin.pl/pkd/15,2,1469,malowanie-i-szklenie.html
43.34.Z Malowanie i szklenie Ulubiona_emotka_Baila. Ponadto ( https://psz.praca.gov.pl/rynek-pracy/bazy-danych/klasyfikacja-zawodow-i-specjalnosci/wyszukiwarka-opisow-zawodow ) kody 713102 i 713101 ^^
No ale nie osobne, bo ich ze szklarzami dali. A są tacy co mają swoje osobne :)
TARDIS pilnie kupię lub wydzierżawię.
W sumie, dlaczego ja tego nie dałem do bingo. A to co ten facet powiedział, to mądre całkiem jest i takie trochę aktualne.
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
betweenthelines
późnej odpowiedzi nie mogę wybaczyć, bo i nie ma czego. Zwłaszcza, gdy miałem tekst zakolejkowany przez długi czas…
Jeśli chodzi o “uwagi” (sugestie, bo bruce to bardzo słusznie podkreśla zawsze) – to moja opinia. Dlatego też dałem poziom piórkowy w “spójności”, bo to, co zaproponowałaś ma sens w takim kształcie. Po prostu do mnie nie trafiło aż tak bardzo. Dla kogoś innego ten walor oniryczny będzie znakomity, dla mnie jest po prostu “okay”. Ale bynajmniej żaden to błąd, do mnie nawet oniryzm Schulza nie trafia.
Ale naprawdę doceniam komentarz, bo nawet tam, gdzie się nie zgadzam, fajnie zobaczyć, które elementy działają na czytelnika inaczej, niż zakładałam.
No i właśnie 
A ja doceniam, że doceniasz.
Pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czołem Krzysztofie!
Rozumiem, że nie wciągnęło, bo i nie bardzo ma co tu wciągać. Coś “większego” będzie w “większych” tekstach, jeśli kiedy Wena da je napisać :)
Mimo wszystko, fajnie, że odebrałeś tekst pozytywnie.
Dzięki za wizytę i pozdrawiam!
Tarnino!
Może jakiś dungeonpunkowy mech? XD
Kurna, gdyby tylko teksty powstawały tak łatwo jak pomysły no…
Tzn. powstałaby niezła hiperinflacja tekstów…
Spoko, ja niepaląca :P
XD. Są jeszcze niepalący, praktykujący 
A to w Twoim zamyśle znaczy coś konkretnego, czy po prostu fajnie brzmi? XD "Stabilizowanie" to powstrzymywanie rozkładu, termicznego w tym przypadku, np. skrobia stabilizuje termicznie witaminę C. Czy spowalnianie stygnięcia jest w ogóle możliwe? Hmm, nie wiem. Kombinowałabym z pojemnością cieplną, ale właśnie z fizyki miałam regularnie same pały :)
Pewnie też bym miał, gdyby się ona nie skończyła na gimnazjum (na przekór tego, że ¾ moich babć i dziadków było fizykami) 
Raczej miałem na myśli jakąś izolację, która spowalnia utratę ciepła. Tzn. w sumie przyczynia się to do zwiększenia pojemności cieplnej układu… czy jakoś tak.
Ale obecnie nie piszę nic… znaczy, próbuję, tylko nie wychodzi… znaczy, no…

Napisz jakiegoś szorta, tam się nie można za bardzo zakićkać (nie mogę polecać drabbli, gdy sam ich nie piszę, bo to nieuczciwa reklama by była). Poza tym, piszesz teksty w komentarzach, co chyba każdy docenia lub doceniać powinien (tak wiem, gilotyna Hume’a, czy coś takiego).
No, przecież, że istnieje.
Osobnego PKD nie mają. Ale no, na pewno są dość dystynktywni, by mieć standardy branżowe (jak palenie petów w czyichś mieszkaniach).
Teraz mogę już pomajówkowo pozdrowić – jak ten czas leci w dobrym towarzystwie
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Jest i tabelka! Portal okazuje się nie trawi plików .png, nie wiedziałem.

To pierwszy raz, więc spieszę z wyjaśnieniem:
-1 to sytuacja, gdy dana kategoria przeszkadzała mi w odbiorze, kolidowała z innymi
0 to sytuacja, gdy uważam, że tekst w danej przestrzeni jest dobry, solidny, zapewne biblioteczny, ale nie piórkowy
1 to w mojej ocenie poziom piórkowy w danej kategorii
Pozdrawiam
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Finklo, nie wiem, czy bym się wypłacił :)
Popróbuję wieczorkiem jeszcze, pewnie kwestia rozdzielczości.
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Miała zadebiutować moja tabelka, ale na razie Portal nie chce jej wrzucić :(((((. Postaram się to jakoś naprawić i wrócić z nią za jakiś czas.
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czołem betweenthelines!
Nie do końca pasują mi takie metafory – moim zdaniem po prostu niewiele wnoszą:
Na jednej siedział nieruchomo ptak o czarnych piórach z chłodnym połyskiem, podobnym do światła uwięzionego w nocy.
Ciężka i spokojna, jakby należała do tego miejsca od zawsze.
Gęsty i cichy, prawdziwszy od wszystkiego wokół
To oczywiście moja preferencja, komuś innemu doda to klimatu.
Trasa powtarzała się, choć nigdy nie prowadziła dalej.
“choć” jest spójnikiem wskazującym na brak skutku lub kontrast – tutaj moim zdaniem ich nie ma, z powtarzania się wręcz wynika, że nie prowadziła dalej.
Nie pamiętała, kiedy ostatni raz widziała mamę i gdzie właściwie jest.
Podmiotem dorozumianym tego zdania została droga.
Tego dnia droga znów zaprowadziła na rynek
Nie lepiej “prowadziła”?
– Padał brokatowy deszcz? – pisnęła.
Nie wiem, czy użyłbym akurat “pisnęła”.
Czasami w sposób specyficzny unikasz zaimków, np.:
Tego dnia droga znów zaprowadziła na rynek
Oczom ukazały się pojedyncze drzewa, potem kolejne, aż w końcu dotychczasowe otoczenie zupełnie zmieniło wygląd.
Pióra miały chłodny, mleczny odcień.
Rozumiem, ale tutaj akurat mi ich brakuje. Przez to podmiot jest taki bezosobowy.
który polana doskonale pamiętała.
Osobiście nie lubię tego typu ożywiania.
– Kto mówi, choć nie powinien już mówić, ten tylko powtarza echo własnego odejścia – odpowiedział.
Troszkę przekombinowane.
– Znowu mówisz dziwnie i nic nie rozumiem. – Zmarszczyła brwi.
Okay, to tłumaczy powyższe.
Towarzysz usiadł wygodnie, szukając kierunku, w którym powinni ruszyć.
Towarzysz jest już nacechowany – dlaczego kruk nagle został towarzyszem?
– Kto raz zgubił drogę do kogoś, ten nie znajduje jej, nawet gdy bardzo szuka – zaskrzeczał.
A to ładne.
To teraz do rzeczy.
Jest to tekst ładny. Jeśli chodzi o ocenę emocjonalności, chyba podpisałbym się pod opinią marzana, z nutką większego krytycyzmu. Może na mój gust jest tu za dużo formy, a za mało treści? Trudno mi było wejść w tę emocjonalność cały czas będąc w mocnym oniryzmie. Dlatego też nie każda kwestia poruszała odpowiednie struny, ale to też zapewne związane jest z osobistym bagażem życiowym.
Na końcu pozostało jednak ze mną bardzo mocne pytanie: “o czym był ten tekst?” W mojej ocenie albo to samo dałoby się przekazać krócej, albo dłużej. Osobiście wolałbym dłużej, bo potrafisz dokładniej opisywać świat i tworzyć fabułę, pamiętam to choćby po “Kołysance Strażniczki”.
Natomiast kolejny raz potwierdzasz, że piszesz ładnie. Choć faktycznie musisz czasem uważać na te metafory, bo my Cię tu już znamy i lubimy, wiemy, że to Twoje, zresztą niezłe, środki artystycznego wyrazu, ale na zewnątrz one trochę trącą AI – to nie oskarżenie, masz pecha, że LLM-y podpięły się bardziej pod Twój styl
.
A podsumowując, co do tej emocjonalności, to nie wiem, czy najbardziej nie podobała mi się w “Malarzu Śmierci”. Tam nakręciłaś do mocnej metafory fabułę i splotłaś je udanie ze sobą.
Ale każdy odbierze inaczej.
Będziemy głosować piórkowo, czyż nie? (gratki za nominację!)
Na razie jednak będę na NIE.
Pozdrawiam serdecznie!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Ach, no widzisz OldGuard, ja nie drabblowiec, nie wziąłem pod uwagę, że tak liczymy znaki :)
A tak serio to miesięcznie wystukuję 150-200k zzs albo i więcej, taka praca, więc średnio byłaby książka co kwartał :)
Wiesz co, ja też sporo stukam, ale tym bardziej pisanie własne mnie później męczy. A co gorsza, żargon roboczy wplata się w twórczość… Nie mówiąc, że oczy wysiadają. Ale tą 5:55 mnie nie kupiłaś ;p
A co do publikowania, to tempo będzie spadać zdecydowanie, bo od “powrotu” na forum od zera napisałam tylko “Most Weschnień”. Cała reszta to drugie życie + rozwinięcie czegoś, co siedziało w wirtualnej szufladzie (ślady tego można znaleźć nawet tutaj – w jednym moim opku sprzed paru lat :P). Ale w tej szufladzie widać już dno i za chwilę nie będzie z czego czerpać :P
Poradzisz sobie ;). A fajnie, że jednak szuflada się nam pokazała, bo wiele tam dobra siedziało.
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czołem Stara Gwardio!
Na dźwięk tego imienia, stojąca obok kobiecina trwożnie się przeżegnała.
To zdanie mi trochę nie pasuje na gazetę.
Nie zdradziłam się ani jednym słowem.
Wywaliłbym “jednym”.
Władze milczą, lecz śledczy drżą na widok ran, bo pomimo braku widocznych cięć, w ciele ofiary nie ostała się ani jedna kropla krwi.
Zmieniłbym na “mimo”, ponieważ “bo-po” brzmi niefajnie. Zrezygnowałbym też z “lecz” bo to nie przeciwstawne.
Ciekawa konstrukcja tekstu, wyróżniająca. A lektura przyjemna.
Zazdroszczę częstotliwości publikowania :)
Pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Witaj bruce! To bardzo ciekawe ujęcie, wydaje mi się jedno z kreatywniejszych w Twoim wykonaniu (ostatnim czasem). Przeważnie fantastykę wplatujesz subtelnie, tutaj jest ona pełną parą, dobrze wyszła z perspektywy Zawy. I podpisuję się, że mogłabyś napisać coś dłuższego – czekamy! :)
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Ja też słów nie zliczyłem, ale śmiechłem. Pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Kronosie!
Dzięki za wizytę, cieszy mnie, że się spodobało, ot taki skromny tekścik :). Cóż, los przybyszy… Nie będą musieli myć zębów zapewne do końca życia…
Dzięki, pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Tarnino,
Jakbyś hostował, to by mnie znienacka nie wywalał XD
Chyba, że byłbym uprzedzony…
Czasami niby tak się robi, ale…
Dlatego wciąż myślę, ale skłaniam się do zostawienia “Magistra”. Może w imię “nic nie zmieniajmy, to na pewno będzie lepiej” XD
Magia rozwiąże wszystkie problemy XD
Staram się, by aż tak nie było.
Ale… well… YES
Aż się chce powiedzieć: mega! XD
Megi Mega Maggi Bitewnej… tytuły na opowiadania tworzą się same.
O to chodzi, że ja nie rozumiem :D
Odkryłem. Przez podmiot wątpliwy.
Eeee… jak bardzo masz ochotę na długą rozmowę o filozofii przyrody? ;)
Tzn mogłoby się to obrócić w monolog, ale też zapewne byłabyś lepszą rozmówczynią dla samej siebie w tej materii. Niemniej, jeśli w tym miejscu chcesz dać jakiś statement, to jestem otwarty (tylko nie pal bulli od papieża, bo to już było kiedyś
).
Niemniej, o ile widzę magię jako naturalne wsparcie dla alchemii (patrz: możliwość osiągnięcia lepszego środowiska termicznego lub ciśnieniowego bez rozwiniętego sprzętu ala XIX wiek), o tyle wydaje mi się, że jest różnica między ślęczącym na substancjach chemikiem, a ciskającym fireball’e czarodziejem, choć ten drugi również może uprawiać magię jako naukę, zresztą wyłącznie tak bym to widział. Konkurencję, o której wspomniałem, rozumiałbym bardziej tak, jak rywalizować ze sobą może wydział chemii i wydział fizyki jednej uczelni.
… wtf. Substancję, która ma dużą pojemność cieplną, może, ale i tak – wut?

Sorry 
Nie no, ok. Po prostu zastanawiałem się nad czymś, co stabilizuje termicznie.
W sumie trochę coś takiego napisałam… http://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/20395 (dawno i głupiutkie, ale było, ech…)
Wpadnę :). Przynajmniej głupiutkie pisałaś dawno, a nie obecnie. Nie każdy ma taki przywilej…
Fajne, tylko trzeba umieć je stosować ^^
No i jak to ma GalicyjskiZakapior napisane: “Dlaczemu nasz język jest taki ciężki”
I tę sentencję należy wypisywać złotymi zgłoskami na każdej ścianie :)
Na ścianach na pewno – branży budowlano-wykończeniowej również się przyda. Bazując na moim doświadczeniu ostatnich dni, dla branży malarzy wnętrz (uznając, że ona istnieje) również XD.
To wolnym będziesz, bo kto poległ wolnym już ;D
Tak, a
choćby Portal użytkownikom kazał wstać: już dusza
Użytkownika, tam raz pierwszy, Portalu nie słusza

Pozdrowionka na majóweczkę!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Zgadza się, że to był znakomity konkurs! Intertekstualność i przenikanie się słowa (pisanego i śpiewanego) i obrazu są dla mnie znakomitą inspiracją do tworzenia, a tym bardziej takie obrazy – pełne symboliki i emocji.
Dzięki za podzielenie się z nami i taką otwartość. Wyszło z tego wspaniałe święto sztuki w każdej formie 
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Ja się jeszcze wtrącę odnośnie cesarza. Ale się wtrącający zrobiłem.
Dodam, że w dobie AI , nie wiemy co jest pracą twórczą, czy nie. Też warto moim zdaniem w tej kwestii zaostrzyć pewne rzeczy, żeby ludzie się bardziej postarali.
Sam uważam, że piórka to zaszczyt i sama nominacja jest już nobilitacją.
O tym już rozmawialiśmy. W mojej ocenie w dalszym ciągu, przy naszej skali, lepiej dać piórko utworowi mocno ejajizowanemu niż nie dać świetnemu ludzkiemu. Nie ma właściwie żadnego ryzyka w realiach portalu związanego z AI, poza naruszeniem dobrego smaku – a jak ktoś jest burak i przypisuje sobie autorstwo generacjom AI, no to jego problem.
Ja to zrozumiałem inaczej – bo odnośnie wiarygodności takiego rex ambulans to pełna zgoda z melendurem, dla mnie też by to zgrzytało.
Tylko ja zinterpretowałem tę scenę inaczej – przyjechała osoba tytułująca się “cesarzem”, ale właściwie nie wiemy jakim imperium rządząca. W historii przypadków “cesarzy”, którzy rządzili niewielkimi państwami było sporo (końcówka Bizancjum, jeszcze bardziej Komneński Trapezunt, wielokrotne przypadki w Chinach, Haiti, Bułgaria). Więc tu dla mnie cesarz był właśnie kimś takim – tytuł ma, ale niekoniecznie imperium na cały kontynent. A w skali jego państwa mała osada z prorokiem uzdrowicielem to jednak sensacja godna władcy “Cesarza zachodniego skrawka pustyni”.
A na to nałożona kalka z przypowieści, gdzie rozmiar państw nie ma aż takiego znaczenia, bo liczy się symbol.
Ale to tak w ramach dyskusji, nawet nie “niezgadzania się”.
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Dzięki Reg 
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Fajne, fajne. Przeczytałem wszystkie.
marzan urzekł mnie najbardziej, bo wszystko ze świata gumisiów się pojawiło. Ale chyba jednak odebrałem pesymistycznie zakończenie.
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Reg,
osobno, żeby nie zniknęło.
Cieszę się, że wpadłaś, dziękuję za korekty.
Historyjka tyleż zabawna, co absurdalna.
Takaż i miała być :)
Czytało się nieźle choć muszę zauważyć, że to z pewnością nie jest szczyt Twoich możliwości.
Zdecydowanie, nie chciałbym, żeby ten tekst uznać za mój szczyt, bo i już o wiele lepsze teksty pisałem tutaj i mam nadzieję napisać.
Poczekam na tekst, który wzbudzi we mnie prawdziwy entuzjazm, a przypuszczam, że to nie będzie długie czekanie. ;)
Ehh, zobaczymy z tym czekaniem, bo o ile pierwsza połowa jest napisana, to druga czeka. A tu zaraz mogą dojść obowiązki administracyjne na Portalu no i zobaczymy… Ale postaram się, skoro czekasz 
Dziękuję!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Tarnino,
ciąg dalszy:
BHP! XD
Czy byłabyś zatem usatysfakcjonowana, gdyby puentą był incydent BHP? Bo w takim razie powinien kiedyś taki tekst powstać (może Twój?
).
Chcę wiedzieć, na czym polega magia osobowa? :D
W zamyśle – dotyczy ingerencji w organizmy, przede wszystkim myślące i mogące wpływać na ich tok myślenia (niekoniecznie substancje, bardziej wpływ magią na chemię i fizykę organizmu oraz ich przełożenie na proces myślowy i wolicjonalny). Tak to sobie wymyśliłem, ale trochę na gruncie tego, że w tym świecie prowadzę autorskie RPG, gdzie potrzebna była klasyfikacja zaklęć.
Imiesłowy! Wdzierając się do środka, zgasiły; albo wdarłszy się do środka, zgasiły.
Ale mnie inni biją za imiesłowy. Że ponoć niefajne one.
Bardziej doświadczalny, ale chodzi tu o przestraszenie profana, więc.
A tak! Profan, fajne słowo. Profan bufan hyhy
Magister zdawał się zupełnie zapomnieć o wszystkim, co miało miejsce w zakładzie, skupiony jedynie na dziele, wpatrzony w każde, nawet minimalne drgnięcie formy, otoczonej dymem parującego lodu. (… czemu ta forma drga?)
Troszku zmieniłem, bo byłaby aliteracja. Drżenie to może nieodpowiednie słowo na zaciskanie się formy, ale nie wiem, czy ruch brzmi lepiej.
To on jest zaintrygowany, nie jego spojrzenie, a tempo chłodzenia trudno zwiększać, bo prawa fizyki. Chociaż mamy tu magię…
Magia to moim zdaniem dobry katalizator. Oczywiście nie na rympał i nie wszędzie.
Dziewczyna bez zęba na przedzie? XD
Finally! Kolejny tekst z tą bohaterką i mamy wyłapane skromne nawiązanie! Brawo!
??? Dzięki liczbie foteli komplety pozostaną na miejscu? O to chodzi?
Że dzięki fotelom komplety zębów zostaną na miejscu, bo można nośniki tychże, czyli dwóch nieboraków, skutecznie zatrzymać. O to.
Okeeej, dziwne to jest :D Ale całkiem do śmiechu. Jeśli ktoś lubi szalonych alchemików, a ja lubię ;)
Striggerowałem Cię tym tagiem “alchemia”? Cieszę się :)
… nie? Dlaczego nie lejemy wody do kwasu? Bo pryska nie ta ciecz, którą lejemy, ale ta, do której lejemy. Proste. Zwłaszcza, że wiele kwasów miesza się z wodą egzotermicznie i może nawet zawrzeć, co zwiększa pryskanie.
No właśnie tyle to pamiętałem :)
Ludzie, przestańcie chwalić, jak się nie znacie, bo będę niemiła :P
Nie bądź! Złość piękności szkodzi! Ja mogę się kajać, jeśli trzeba (już trochę się pokajałem).
jest namawianie niedoświadczonych, żeby nalali wody do łaźni olejowej. NIGDY TEGO NIE RÓBCIE, TO GROZI POPARZENIAMI! (Wybacz głośność, ale komunikat ważny).
PODBIJAM WAŻNY KOMUNIKAT!
To było spytać :D
Aleśmy się jeszcze nie spisali pod moimi tekstami akurat. Teraz żebyśmy to zrobili, to Cię kiedyś poproszę o betę. Zresztą tu niebetowałem i akurat złośliwie przyszłaś no… 
Na polibudzie mówiło się "z laborek" :)
Orek et laborek XD
… sklepy? Pamiętam firmę budującą planety i retrofrenologa (bardzo mi się podoba ^^), ale sklepu międzygalaktycznego nijak :D
Kurczę, postaram się znaleźć, ale teraz mam książki w pudłach remontowych. Było coś takiego.
Okej, tylko jak to ma działać? Skoro się przesypał, to już się nie sypie, czyli nic się nie rusza… może klepsydra się kiwa na ośce i trąca dzwoneczek? Ale to nie zapiszczy… chyba zostaje Ci magiczna mysz :D
A na razie mi się odechciało kombinować nad taką pierdółką, ale może wrócę.
Eeeech… ale grunt, żeby napisać…
No właśnie Tarnino… Wiesz, że jak napiszesz tekst o tytule TARDIS, będziesz wtedy miała TARDIS?
Ale wytworzyć go w świecie fantasy też nie tak łatwo. Produkcja suchego lodu wymaga zrozumienia pewnych elementarnych praw fizyki, które odkryto jakoś w XVII czy XVIII wieku. Ciekły azot otrzymali Wróblewski z Olszewskim pod koniec XIX. Nie wystarczy Ci zwykły lód z solą?
To akurat wiem (brawo dla mnie). Dlatego ciekłego azotu nie chciałem angażować. Ale suchy lód –
Ale najpierw trzeba było dwutlenek węgla skroplić, a do tego potrzeba ciśnienia 5 atmosfer https://en.wikipedia.org/wiki/Dry_ice#History (ciekawostki ^^)
No właśnie. Ale to nie jest niemożliwe przy magii pozwalającej operować na ciśnieniu i temperaturze (a zatem także aparaturze lepiej wytworzonej) bardziej współczesnych niż wskazywałyby czasy ala średniowiecza.
Bo chodzi o trwałą cechę? Ale może być tak i tak, bo narracja jest w sumie w czasie przeszłym.
A takżem myślał właśnie :)
No i fajnie, przeżyłem!
Dzięki Tarnino, bardzo mnie cieszy Twoja wizyta!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Ahhhhhh Tarnino

Bardzo się cieszę, mogąc Cię wreszcie gościć u siebie (nie, nie hostuję serwera).
Generalnie mógłbym za Bohdanem Chmielnicki powiedzieć po prostu tak:
Dobre. Bardzo dobre. Ale my napiszemy tak:
Hmmmmm… imanie z uściskiem jakoś nie tenteges…
I już w pierwszym zdaniu padło słynne hmmmm. Legenda 
Klasa. Ale raczej dym kadzidełek, nie dam też głowy za to oplatanie.
Jak o tym pomyślę, to sufit, choćby i kasetonowy, trudno jest opleść. Zmusiłaś mnie do krytycznego myślenia, niefajnie ;p
A "magister" to tytuł zawodowy lub naukowy, ale nie imię ("dla przyjaciół – Megi" XD) i ma być małą literą.
To oczywiście wiem. Jeśli w tym momencie założyłaś, że tytułuję się “Magistrem” (Megi to faktycznie XD) całe życie, to uspokajam – nie. Tutaj chciałem to zastosować jako swego rodzaju nazwę własną, czy też “imię” – pewnie znasz na to lepszą nazwę. Być może mogłem w związku z tym nie wprowadzać imienia i nazwiska i wtedy wielka litera przeszłaby łagodniej. Zastanowię się.
Źle się parsuje, nie tylko dlatego, że aparatura nijak nie przypomina żadnej, którą widziałam (zob. tu: https://commons.wikimedia.org/wiki/Category:Distillation_apparatus normalnie "Mały bimbrownik") :P fiolka to taka mała buteleczka, a kolba to ta taka duża i dziwnokształtna. Najlepsze, co mogę zrobić (zakładając, że szkło borokrzemianowe zostało wynalezione, bo magia – i żadnych wymówek, że Conan Doyle budował lovecraftowskie aparatury ;D):
Ja się przyznam, że być może niewiele widziałem, a fakt, nie chciałbym swoich braków wiedzy zawsze tłumaczyć magią. Twoja propozycja ma sens, a przy procesach, w których potrzebne jest odpowiednie środowisko termiczne lub ciśnienie, widzę działającą magię, która pozwala kształtować materię nieco sprawniej niż czyniono to w odpowiednich czasach w naszej rzeczywistości. Zresztą żaden to nowy pomysł, bo fantasy tego typu jest dość :).
i żadnych wymówek, że Conan Doyle budował lovecraftowskie aparatury ;D):
A bo miał tytuł szlachecki, to mu od razu wolno.
Stół laboratoryjny już się nie zmieścił? XD (Elfy też podlegają BHP!) A swoją drogą, na czym on tę kolbę podgrzewa? Bo lampka spirytusowa daje bogate możliwości skopania czegoś, nie, żebym podpowiadała ;)
Że Bezpieczeństwo Hamuje Pracę? Poza tym prywatny zakład na przedmieściach, zapewne JDG, któż się przejmie, jak chłop się zabije? A jak zabije pacjenta… cóż, kto się przejmie? XD
A czym podgrzewa, zakładam, że ogniem z paliwem na bazie żywicy i pewnie alkoholu. W formie palnika z knotem i otworami powietrznymi? Tak to sobie widziałem, może i miałoby to zdolność podgrzania o jakie mi chodzi.
Niemal zwierzęcy ryk podziałał na elfie uszy Magistra jak witriol.
Zacna sugestia, kradnę. Choć z tą wodą do kwasu to miał być taki trochę śmieszek no…
Szyk sugeruje, że najważniejszy jest tu fotel: Tymczasem intruz zdążył położyć na fotelu coś.
Bo fotel jest najlepszym przyjacielem człowieka. Przynajmniej pracującego w biurze :).
Muszę pisać za każdym razem, że masz rację? Przecież i tak to wiesz 
XD To może maggi bitewnej? XD
Kurna, sprawiałaś, że pomyślałem o memie, którego nie mogę znaleźć. To jest dopiero zbrodnia.
Mogę tylko powiedzieć:
*gdy twoi komentujący nie przestają opowiadać dowcipów*:

I nawiązując ww., można by wtedy zrobić Megi Maggi Bitewnej! 
??? W sumie tylko osłabiałoby efekt żartu, nawet, gdyby było poprawne.
A tu nie rozumiem. Poza tym, że szyk jest kopnięty, a podmiot wątpliwy, to zgoda.
Ciąg dalszy też mi pasuje, choć rozumiem, że może być nieprecyzyjny. Natomiast zważywszy, że chemia operuje na substancjach, wydaje się uzasadnionym, że magia, która, już nie wnikając w taki, czy inny system, który mam w głowie, operuje bardziej na energii, więc o ile mogą się uzupełniać, to mogą też konkurować jako formy uprawiania nauki. Powiedzmy.
Mącisz. „Klient” zaczął chwytać narzędzia leżące na otwartym sekretarzyku. Jakby obmacywał żonę Magistra! A imię jej Alchemia.
Tu się nie do końca zgodzę. Bardziej pasuje mi moja wersja, choć ją lekko zmieniłem.
I wszystko pękło i oblało cały warsztat, koniec :P
Amen
. Ale przy odpowiednim zahartowaniu nie musiałoby pęknąć. Ale woda już nie wrze, nie wrzyj i Ty, Tarnino :)
? Gdzie fiolka (mała szklana buteleczka) ma regulator? Chodzi Ci o pipetę? Naczynie z kranikiem? I kilka kropel czego?
Bardziej chodziło mi o substancję, która spowolni stygnięcie, np. parafinę.
… w ustach. Wyjątkowo surrealistycznie jest słyszeć, jak (mniemany) naoczny świadek zabójstwa dokonanego być może w obronie koniecznej opowiada o "buzi" ofiary, jakby był osiemdziesięcioletnią babcią, a ofiara jego wnusiem, i podobne wrażenie mam tutaj. Jasne, humor tekstu jak na razie opiera się na kontrastach, ale bez przesady.
Zgoda. Myślałem o tym, ale “usta” kojarzyłem z wargami. No cóż.
? jaka wajcha i od kiedy wajcha jest taka uczynna?
Nigdy nie spotkałaś uczynnej wajchy? 

W tym miejscu czyniona jest kropka. Wrócę z dalszą częścią odpowiedzi, natenczas Morfeusz wzywa.
Ale już teraz – tradycyjne, polskie dziękuję :)
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Kurojatka: Gospoda nad Wietrzną
https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/34784
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Tośmy się spisali równolegle :)
Ten fragment to małe przedstawienie świata.
To moim zdaniem średnio wyszło – jeśli oceniamy samodzielny tekst. W powieści siadłoby bardziej, bo doszłyby następne puzzelki.
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czołem!
Wpadłem ze względu na osobę Autora :)
Jestem trochę w rozkroku jeśli chodzi o ten tekst. Przede wszystkim mi się podobał. I jako rozdział w powieści, gdzie zaraz zaczyna się mocna akcja, wypadłoby świetnie.
Nie powiem, że jest to tekst przegadany, bo w mojej ocenie dobrze piszesz dialogi. Płyną ładnie, dobrze się splatają, humor w nich jest naturalny, niesztuczny.
Ale poza nadzianiem się na – nomen omen – nadziak, niewiele się tu wydarzyło. Szkoda, bo dialog był świetną podbudówką i nakręcił duszny klimat. Ale zakończenie było rozczarowujące. Stąd mam jakieś wrażenie, że mimo, iż mi się podobał, to nie powinien. No i co tu poradzić!
A pamiętałem, że Alfida nie żyje.
Więc trochę zabrakło takiego worldbuildingu i akcji. Ale ten świat wydaje się ciekawy, taki “brudny”, z krwi i kości – i wiem, że jest cała seria na ten temat i wiem, że jej jeszcze nie przeczytałem, choć chcę. No 
Dobrze prowadzisz narrację, opisy, dialogi, humor, wszystko się spina. W mojej ocenie trzeba tylko troszkę lepiej Czytelnikowi sprzedać świat, może więcej pokazać i połączyć, przemycić zgrabnie informacje (w dialogach wypada nieźle, ale niewystarczająco), zwłaszcza o postaciach.
Ale no, dobrze się to czyta, kliknę Bibliotekę, bo też napisałeś całkiem spory fragment stylizacją i wyszło to nieźle.
Pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czołem, witam w naszej Społeczności!
Trudno mi ocenić tekst, bo nie wiem, gdzie coś było Twoim zamysłem, a gdzie jest jednak błędem. Trudno to zrozumieć, ale zapewne lepiej taki eksperyment stosować do scenki niż czegoś dłuższego. Jak próbować, to w takiej formie.
Przebrnąłem, ale pod opinią Adama powyżej się podpiszę.
Natomiast plus za twist na końcu, to akurat nieźle wyszło.
Pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czołem!
Zastrzegę, że sci-fi to nie moja bajka, może nie wszystko docenię albo wyłapię nieścisłość techniczną.
A wszystko co poniżej to moje sugestie i opinie – bynajmniej nie prawda objawiona, bo żaden ze mnie ekspert. Tak sobie rzucam, co moim zdaniem mogłoby ulepszyć tekst :)
Przybywam z komentarzem na żywo!
Sandra i Michael w ciężkich kombinezonach próżniowych z dużymi butlami tlenowymi na plecach penetrowali księżycową jaskinię, powstałą w lawowym tunelu starożytnego wulkanu.
Pierwsze zdanko, więc szczególnie na warsztat. Bardzo dużo tu przymiotników. Moim zdaniem troszkę za dużo.
Uwidaczniało kamienne ściany, zwaliska kamieni i ciasny korytarz, w którym z trudem mieściło się dwoje odkrywców. W jaskini powstało wiele tajemniczych cieni.
Powtórzonko. Również dużo przymiotników. Zaczynam podejrzewać, że coś może być na rzeczy ;)
Toporkami para odłupywała kawałki księżycowych skał do badań. Geologowie szukali ciekawych znalezisk, rudy i minerałów. W niskiej grawitacji księżycowej kruszenie twardych skał wymagało więcej siły, ale były one też mniej spoiste niż na Ziemi. Oprócz toporka, młoteczka mieli też wiertarkę i inne narzędzia.
Powtórzonko. Jak również tzw. “infodump”
– Musimy wracać. Kończy nam się tlen – Michael położył rękę na ramieniu Sandry. Wskazał migającą na żółto kontrolkę na jej kombinezonie.
Zasady zapisów dialogów sobie sprawdź. Gdy nie ma odgłosu paszczowego to dajemy kropkę na końcu wypowiedzi.
Na zewnątrz stał ich księżycowy pojazd o dużych, grubych kołach, przystosowanych do trudnego terenu, z wzmocnioną konstrukcją.
Znów przymiotniki.
Wsiedli do niego, przypięli się pasami do foteli i pojechali w stronę bazy na Morzu Spokoju, odległej o trzy kilometry od jaskini. Tam będą mogli odpocząć, a potem dokładnie obejrzeć cenne znaleziska. Koła grzęzły w pyle, podskakiwały na nierównościach. Zostawiały ślady w pyle. Amortyzatory pojazdu łagodziły wstrząsy.
To jest dość słaby akapit. Nagle wchodzi czas teraźniejszy, nie wiem dlaczego.
Nie dam rady jechać z takim skanerem przez cały tekst, więc uwagi możesz też śmiało stosować w dalszych częściach ;)
Tylko oni dwoje mieszkali w tej bazie. Kolejna placówka naukowa była oddalona o wiele kilometrów. Mogli się z nią kontaktować jedynie nadajnikiem radiowym, najwyżej raz dziennie. Antena znajdowała się na dachu kompleksu. Ich baza nazwała się Orfeusz – 4. Poza nimi znajdowały się wewnątrz budowli, składającej się z kilku modułów mieszkalnych, naukowych, magazynów wyposażenia, narzędzi i chłodni z zapasami żywności, tylko komputery i roboty. Energii dostarczały im głównie panele słoneczne, które trzeba było często odkurzać z pyłu. Mieszkanie naukowców zostało wyposażone w systemy wytwarzania tlenu i wody, oczyszczania powietrza. Na betonowej płycie obok kompleksu stał na metalowych podporach lądownik, który mógł ich zabrać na statek kosmiczny, krążący po orbicie Księżyca. Silnik lądownika pozwalał na łatwe oderwanie się od powierzchni naturalnego satelity Ziemi.
Znów bardzo brutalny infodump. W części drugiej stosujesz też sporo krótkich zdań do przekazywania informacji lub opisów – w tych wypadkach raczej sprawdzają się dłuższe, krótsze są do akcji.
Długi pobyt poza Ziemią odbija się na ludzkim zdrowiu, ale już za trzy ziemskie miesiące mieli ich zastąpić nowi naukowcy. Dostaną urlopy, odpoczną, wrócą do formy. Zamieszkają znowu wśród ludzi, w wielkim mieście.
Przykro będzie się rozstawać ze sobą. Na Księżycu zakochali się w sobie, mimo że na Ziemi zostawili innych partnerów. Będą się na pewno kontaktowali Internetowo i wspominali pobyt na srebrnym globie.
Ponownie przerzut na czasów.
Po skromnym posiłku, składającym się z gotowanej fasoli z puszek, zagryzanej ciemnym pieczywem z chłodni i z kawy pitej w kubkach z logo ich bazy, w laboratorium geologicznym pochylili się nad kryształem znalezionym dziś w jaskini.
Wszystko, co w części drugiej jest do tego fragmentu, właściwie nie wnosiło nic do fabuły – trzeba te fakty jakoś przemycać zręczniej, bo to był taki klasyczny przykład nienaturalnie brzmiącego informowania Czytelników. Być może w powieści jeszcze by to się broniło, ale na 10k znaków to bardzo obciążające dla skąpej fabuły.
Michael czuwał trwożnie przy przyjaciółce. Na razie nie alarmował Centrum Kontroli misji na Ziemi. To nic nie da.
Znów te czasy.
– Zobaczyłam dziwne miasto. Znajdowało się na planecie krążącej wokół wielkiego, czerwonego słońca, setki lat świetlnych stąd. Jego budowle przypominały gigantyczne, piętrowe kopce termitów w różnych kolorach, o wysokości setek metrów, z wieloma małymi otworami wejściowymi lub wentylacyjnymi. Zostały zbudowane z jakiejś syntetycznej, bardzo twardej substancji o chropowatej strukturze. Między budynkami rosły dziwne rośliny, podobne do kryształów. Być może kwarcowych. Odbijały światło półprzezroczystymi wypustkami o różnych kształtach i barwach, rozszczepiały go tęczowo.
Oj nie brzmi to jak naturalna wypowiedź.
– Nie wiem, co mogło być przyczyną zagłady istot z tego miasta. Jakaś straszliwa choroba zakaźna? Może dobrowolnie albo przymusowo opuściły swój świat na statkach kosmicznych i przeniosły się gdzieś indziej, do jeszcze bardziej odległego układu gwiezdnego lub nawet do innej galaktyki? Albo wymarły, bo osiągnęły kres możliwości swojego rozwoju?
W każdym razie ich miasto pozostanie na zawsze opuszczone. Jest już tylko martwym reliktem przeszłości. Świadectwem istnienia wspaniałej cywilizacji.
Jest to trochę dziwne, że z przebłysku wizji zaczynają nagle wysnuwać takie wnioski. Tutaj przydałby się właśnie większy worldbuilding i zgrabne przemycanie faktów.
Kurczę, nie wiem o czym był ten tekst. Za mało się w nim działo. Zaczątek fabuły jest, ale jeśli masz ciąg dalszy, to znacznie lepiej – w mojej ocenie – byłoby to spiąć w jeden tekst, ten przyciąć i zrobić z niego wstęp. Po prostu mało fabuły, a dane fakty życia na Księżycu nie były aż tak ciekawie zaserwowane lub wyjątkowo kreatywne, by mnie samodzielnie przekonać.
Na plus – zdaje się, że dość poprawnie napisane, błędy są raczej wynikające z taktyki narracyjnej niż z istotnych wad w posługiwaniu się językiem.
Chyba chcesz nam opowiedzieć ciekawą opowieść kosmiczną sci-fi. Po przedmowie sądząc, może mieć taki klimat “klasyka”, eksploracja, inne światy, inne cywilizacje. I fajnie! Trzymam kciuki! To może się dobrze czytać! Ale zachęcam, abyś dawał nam więcej fabuły, akcji. Nawet jeśli zrobisz to gorzej, bo nie czujesz się w tym pewnie, to dalej będzie wciągało.
I zachęcam do betowania! Jeśli nikt się nie zgłasza, to ślij zaproszenia do bety, do mnie możesz.
Pozdrawiam i powodzenia życzę!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Michaelu, Melendurze,
jeśli się mogę wtrącić w Waszą rozmowę, to choć nikt nie pytał, powiem, co myślę.
Jako użytkownik, stwierdziłbym, że model jedna nominacja na miesiąc jest dobry i sensowny.
Dla dyżurnego, powiedziałbym, że nie, bo funkcją dyżurnego jest wyłapywać opowiadania, które dobrze, aby Loża oceniła. Moim zdaniem dobrą robotę tu robi bruce, która często pisze, że nominuje po to, by Loża popatrzyła i przeczytała. Dzięki niej sporo autorów dostało nominację i dodatkowe komentarze.
Też tak jest, że teksty nie raz dostają nominacje kaskadowo – patrzymy w wątek nominacyjny i czytamy to, co nominowali inni. Przez to czasami perełki albo po prostu dobre teksty przepadają. Więc stąd, moje zdanie, dyżurny śmiało może i warto, aby nominował więcej niż jeden tekst. Nie z założeniem, że jest najlepszy, ale z założeniem, aby zwrócić uwagę na coś niezłego.
Acz sam biję się w pierś, że nominacji dyżurnych nie daję tak wiele, a w ogóle bardzo rzadko jestem pierwszym, który nominuje dany tekst.
Ale to subiektywne, więc nie krytykuję podejścia, zwłaszcza, że z dyżurnymi nie jest już tak krytycznie, fajnie zresztą, że się pozgłaszaliście ostatnio.
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Ja to chciałem żartować, że jesteście jedną osobą, co tak dobrze prowadzi dwa konta, że nikt się nie połapał dotychczas, ale dwie głowy powiadasz… No jest to zdecydowanie bardziej przekonujące i wiarygodne, zwłaszcza argument z bierkami mnie kupił.
To teraz czekam aż zagracie (same) ze sobą w wątku szachowym 
A tak ogólnie to śmiechłem bardzo, więc dziękuję 
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Teraz to się zastanawiam, czy opisywanie mojego pokazywania jest dopuszczalne w formie słownej, czy mam nagrać film…
Ale skoro uderzyłaś w uniwersum Gumisiów, to może coś w ten deseń wypadałoby pociągnąć ;)
I’ll be back. Probably…
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Dybry dybry Holly (może powinienem odpowiadać: “czołym”?)
dziękuję za wizytę.
Po tytule od razu zgadłam, że chodzi o kontynuację Płomiennej harmonii :)
Dokładnie takich ludzi nam trzeba :)
Ale kto miałby się tego spodziewać? Kasetony? Chyba trochę przesadzona ta personifikacja.
Raczej był podmiot nieokreślony, ale zmienię.
poinformował z taką egzaltacją, jakby wygłaszał trzystustronicowy traktat o właściwościach zdrowotnych spożywania szyszek jodłowych.
Za długie i w ogóle…
Nigdy nie jadłaś szyszek? Jakoś to zmienię, żeby nie wyszło na tanie silenie się na humor.
Nie potrafię połączyć w głowie wściekłego zatrwożenia.
z wściekłym zatrwożeniem spojrzał
No nie potrafię sobie tego wyobrazić – dla mnie albo zatrwożony albo wściekły. Ale może mam kiepską wyobraźnię. :D
Jolka, czy to Ty? 
Ale skoro Was są już dwie, to jednak coś należy zrobić.
I czemu nagle czas teraźniejszy?
Tu zgoda.
Dlaczego raz mówi w drugiej osobie liczby pojedynczej, a raz w mnogiej?
A tu nie :) – wydaje mi się, że może tak mówić, bo zwraca się do jednej osoby, ale opisuje czynność, w której ta osoba brała udział z kimś innym. Natomiast “wybacz” jest już wtrętem do rozmowy z tą konkretną osobą. Dla mnie to ma ręce i nogi.
nie musi tu być zaimek się?
Musi.
Czyli Fryss już nie będzie seplenić? :O
Tak wyszło. Niech ma dziewczyna coś dobrego z życia.
Zacny szorcik, milordzie.
Dziękuję, milady :)
Doceniam jak zwykle u Ciebie odczuwalny humor i kwiecisty język (choć czasem było zbyt kwieciście). Wirtualny klik leci.
Teraz taki kwitnący okres mamy, to i kwiaty są.
Dzięki!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
A, nie dodałem, że duży plus za tytuł i “Gemini-Santo-Subito 4.0” 
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czołem melendurze!
Parę kwestii, co rzuciły mi się w oczy. Mogą być nietrafione, bom trochę zmęczon.
Matka mówiła mi, że we wsi, do starzejącego się proboszcza nadciągnęły posiłki w postaci nowych spowiedników.
We wsi nadciągnęły posiłki? Do wsi lub ze wsi raczej.
Matka mówiła mi, że we wsi, do starzejącego się proboszcza nadciągnęły posiłki w postaci nowych spowiedników. Podobno jeden z nich, wiernie cytuje matkę – jest wręcz modelowy. Że mądrze opowiada i życiowy jest.
Życiowy ksiądz ?
Nadmierna spacja przez pytajnikiem.
Tak wogóle
Celowo?
Wolałbym, żeby w mojej obecnej, nieco ponurej sytuacji ( przecinek?) uśmiechała się ta młoda panna.
Moja mama wierzy w taką ewidencję dobrych uczynków, choć ja nigdy nie miałem do niego zaufania.
Podmiotem jest ewidencja, więc raczej “do niej”. Tylko wtedy wyjdzie, że do matki, więc rozważyłbym przemodelowanie zdania.
– No… nie mam kalkulatora. Ale licząc 52 tygodnie w roku przez jedenaście lat…
Raczej liczebniki słownie, wszystkie.
Po prostu nie chce być sam.
Chcę?
Ale…nie doszło do, że tak to ujmę…finalizacji transakcji.
Spacje po wielokropkach?
Tego było już za wiele. Ten dźwięk wentylatora wzbudził we mnie podejrzenie, które tylko we mnie narastało.
Nie zaczynałbym dwóch zdań z rzędu od “tego” i “ten”.
Czytałem gdzieś o tym modelu jakiś czas temu, jak testowali to w jakiejś bananowej parafii w Warszawie
Wiem, że to styl narracji, ale mi jednak przeszkadza.
No tak, po za księżmi, to ministrantów też powoli brakuje.
poza?
ważne.Nurkuję pod ławki, szukając tej cholernej baterii. Nie ma.
Spacja po kropce.
Ale…Najpierw zrestartuję tego robota
Spacja po wielokropku.
Przepraszam. Modelowy ksiądz. I moja własna matka się na to nabrała.
Wibruje mój smartfon.
Gdybym miał oceniać tylko pomysł, to jest to super. Tzn. spójność + idea + przesłanie.
Natomiast do mnie osobiście nie do końca trafił styl. Nie czytało mi się płynnie, tempo troszkę skakało. Ta narracja pierwszoosobowa była tu konieczna, ale jakoś mi nie “siadła”. Zaimków się napatoczyło bardzo dużo, choć to pewnie też celowo.
Klimat w porządku, oddałeś taką małą społeczność i jej mentalność. Dało się wyobrazić ten kościół.
No i sakramentalne pytanie – gdzie tu fantastyka? Nie no, jest. Subtelna, ale jest.
Na pewno nieoczywisty tekst, miałeś rację, że “coś innego”.
Doklikam, zastanów się tylko nad tymi kwestiami powyżej.
Chyba, że klika Ci nie trzeba, to cóż…
Pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
No i ja się pytam, gdzie jest mój dzień ustawowo wolny od pracy w takie święto? Przeznaczyłbym na świętowanie…
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Powiem tak, jak na to, że suchy lód znany był już w naszym XIX wieku, to mi pasuje. Jakkolwiek mój świat ma w sobie elementy stricte średniowieczne, tak jednak alchemia i nauka, zwłaszcza elficka, ma sens być trochę do przodu, tym bardziej w zakresie fizyki substancji. Na tyle, na ile się w tym orientuję, suchy lód wymaga sprężania i rozprężania CO2, a taki proces można wesprzeć magią o dokładnie takim działaniu :)
Zapewne obrażam teraz elementarną fizykę gazów, ale poruszamy się w okolicach moich maksymalnych zdolności w tym zakresie ;p.
No i dymi zacnie… 
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czołem Zygfrydzie,
Opowiadania o aniołach nie należą, według mnie, do zbyt ekscytujących czy kreatywnych, ale Twój tekst na tle gatunku naprawdę wyróżnia się na plus.
Zgodzę się z pierwszą częścią, ale już chyba każdy miał swoje anielskie opowiadanie, też chciałem mieć :). A druga część bardzo mnie cieszy, bo też niekoniecznie aż tak łatwo tym motywem się przebić.
Oceniam bardzo pozytywnie, choć do piórka brakło mi bardziej angażującej historii, szczególnie w pierwszej połowie opowiadania.
Rozumiem, ten zarzut ma podstawy, by być “dealbreakerem”. Trochę brak przez to takiego efektu opadniętej szczęki po przeczytaniu, ale też nie zawsze byłby on taki naturalny.
Niemniej, dzięki za opinię i lekturę!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Jimie, naturalnie masz rację, tak sobie tylko bezczelnie zażartowałem! Sam byłem nominowany pierwszy raz i jest to bardzo przyjemne wyróżnienie, pełna zgoda!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
bruce
cóż, dlatego jesteś Królową Przecinków!
Jolu,
niezbadane są ścieżki Czytelników, ale grunt to sprowadzić ich do swojego tekstu, choćby przypadkiem!
Finklo,
no może nie masz “delulu management” w stopce, ale wiesz…
Lód. No, ciekły azot słabo pasuje do fantasy. Może skroplone powietrze wygląda mniej współcześnie? Albo jakiś termin z mitologii, gdzie w piekle jest bardzo zimno. W nordyckiej mieli sporo lodu.
Marzan się zna na mitologiach! Ale suchy lód (napisałem najpierw “suchy lud” XD) może dałby rady, ciepłe to to nie jest, a jak fajnie dymi.
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Proszę mnie tu jeszcze do Loży nie wciskać, bo potem nie dostanę takiego fajnego oficjalnego ogłoszenia i będzie, że jaki Dymitr Samozwaniec. Poczekajmy na ogłoszenia parafialne a potem będzie robiona czystka.
“Cienias, zhejtowanie, jednorożec z feniksem”
. A gdzie oznaczenie wulgaryzmów?
bruce, to jest bardzo mocny kandydat na zdanie, z którego najbardziej się zaśmiałem w tym tygodniu!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Gloria victis et gloria victores. I brawa dla Loży, bo sporo pracy było!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Reg, oczywiście o to mi chodziło, choć jeszcze jest kwestia nowej wersji Portalu ewentualnie. Na pewno nie chodziło mi o "widły i pochodnie" ;)
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Bardzie, zmartwiłeś mnie tą informacją. Jeśli nie Ty się nadawałeś na Lożanina, to nie wiem… Mam jednak nadzieję, że szybko wszystkie wizje się zgrają, a Ty wrócisz do lożowania.
Pocieszające, że zostaniesz w komentarzach i tekstach, bo myślę, że wszyscy potrzebujemy takiego Wirtuoza Horrorów i Nie Tylko. Dzięki Tobie między innymi Portal jest tak fajnym miejscem, przynajmniej w mojej ocenie.
Dzięki za dotychczasową pracę w Loży (choć, nie wnikając w powody rezygnacji, liczę, że wrócisz jak najszybciej)!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Z pewnym poślizgiem, ale jestem.
Maćku,
dziękuję za bardzo miłe słowa! Faktycznie, w fantasy czuję się raczej najlepiej, a skoro napisałeś “groteskowo-mroczny”, to już w ogóle miód na moje uszy!
Michaelu,
Piszczenie mechanizmu? Nie lepiej skrzypienie, czy coś?
Raczej widziałem to jako informację, że piasek się przesypał. Coś, jak czajnik z kurkiem, tylko może nie wyjaśniłem jak to działa.
Bardzo zabawny, wciągający tekst. Miałem przez chwilę wizję doktora Dundersztyca XD
Ten to dopiero był Magister 
Dziobaka jeszcze nie było, ale nigdy nie wiadomo, gdzie się chowa.
Nienawidzę dentystów, czytając czułem ten specyficzny zapach, a dyskomfort towarzyszył mi, mimo że się uśmiałem i zainteresowałem. Czyli klimat na plus.
Amen. Tzn ja akurat “nie nienawidzę”, bo doświadczenia mam, mimo że spore, to pozytywne, ale no specyficzność takich osób jest niewątpliwa.
Ale najbardziej to jestem ciekaw tego, co dopiero ma się wydarzyć, skoro mówisz, że szort jest zapowiedzią kolejnej części. W takim razie czekam :D
Zaczynam się skłaniać do zmiany priorytetów z “po pierwsze zapowiedź, po drugie motywacja dla mnie, by to w końcu napisać”, na “po pierwsze motywacja dla mnie, by to w końcu napisać, po drugie zapowiedź” :). Ale tak. Będzie ciąg dalszy.
Dzięki śliczne za wizytę i kliczek!
Finklo,
Fajna, bo nietypowa, tematyka. A przy tym bliska każdemu…
A dokładnie tak, taki był zamysł. Zęby jednakowoż ma prawie każdy.
Rzeczywiście, w tym może być coś z Pratchetta. Nie przesadnie dużo, ale jednak.
Czytało się przyjemnie.
Też nie uważam, że bardzo dużo, może czasem pewien sposób ironizowania. Absurdu raczej mniej.
Ale ważyć czy warzyć?
Ooooo ale wyłapała… Że tak powiem, “teraz już rozumiem, dlaczego to Pani jest szefem” 
schładzać napełnioną formę w przygotowanym uprzednio lodzie o temperaturze.
To zdanie wydaje się urwane. O jakiej temperaturze – ciekłego azotu?
Kurczę no miałem ten ciekły azot z tyłu głowy, ale nie wiem, czy on tak pasuje do fantasy. Ale Jolka, też zwróciła na to uwagę, więc coś być musi. Myślałem o suchym lodzie, który może nie schłodzi tak od razu, ale też ma tak do -80 jeśli dobrze pamiętam.
Jolu (vel “Jolku” ;) ),
dzięki za wizytę, cieszę się, że podeszło!
z wściekłym zatrwożeniem spojrzał
No nie potrafię sobie tego wyobrazić – dla mnie albo zatrwożony albo wściekły. Ale może mam kiepską wyobraźnię. :D
Widziałem to tak, że, o ile wcześniej gościa raczej ignorował, o tyle tutaj po przejął się jego działaniem, co spowodowało gniew. Zresztą, gniew i strach chodzą w parze, często gniewem zasłaniamy swój strach. Chyba… :)
Czegoś tu chyba zabrakło.
A no tak, prawda. Lekko zmieniłem :)
Dzięki wielkie!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Nie jestem pewien, czy na razie miałbym siły na kolejną wierszowaną partię, ale nie wątpię, że my dwaj też prędzej czy później znajdziemy okazję do gry.
Och, tym byłbym bardzo zadowolony, choć nie spodziewałbym się długiej partii – zarówno ze względu na moje zdolności szachowe jak i rymowane :)
Jeszcze jedna myśl mnie naszła na temat wyboru Caro-Kann i ataku w wariancie “advance” (jeśli dobrze kojarzę) – że taki dobór, względnie stabilnego, czasami długiego debiutu (życia?) jest intrygujący przy takim przeciwniku i stanowi ciekawą kontrę dla klasycznych przymiotów Śmierci. Co też skądinąd tłumaczy jej formę ataku na strukturę Caro-Kann.
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Właśnie wiem, zbieram się do tych wyzwań, bo są kuszące wielce i się nie mogę dozbierać. Jednak dla mnie optymalniejsze byłyby wyzwania dwutygodniowe, bo na razie nadążam jeno ze śledzeniem Waszych wpisów :(
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czekam zatem na resztę, którą jak piszesz: „niedługo mam w planach wrzucić” – zapowiada się obiecująco.
Ugh, poczułem tą presję… Ale dziękuję za wiarę! 
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Ambush
Może mi się anielsko-diabelskie zmagania przejadły, a może mam jakiś marudny czas i mało co mi się podoba, ale mimo solidności tekstu, nic mnie nie uniosło.
Rzeczą autorów jest wstrzelać się w każdy humor, może tego temu tekstowi po prostu zabrakło.
A że już każdy miał swoje aniołki i diabełki, to ja też chciałem swoje :)
Cóż nie tym razem, kiedyś się wstrzelę w nastrój jak należy!
Dzięki za wizytę!
Ślimaku,
ehhh postmodernizm, wszystko już wymyślili. Zachowam resztki stłamszonej dumy w kieszeni, odwiedzając Twój tekst, bo o szachach czytać można zawsze :)
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Ślimaku,
z polecajki “nie wpadałoby nie wpaść”.
To już był śmiech carycy pędzącej swego faworyta pod batogiem dookoła Kremla:
Hyhy – STÓJ, Katarzyno!
Szybko połapałem się, że chodzi o śmierć, chyba w momencie, gdy zaczęła chwalić beztroskość Polaków w podejściu do własnego życia.
Ale za to pod zgrabnym dialogiem przykryłeś jej dwuznaczne imię, to wyszło zgrabnie.
Chociaż faktycznie zastanawiam się, na ile taki a nie inny dobór postaci był tutaj istotny. Bo na główną bohaterkę wychodzi jednak partia. Ale, czy to źle? Raczej nie.
Faktycznie opko fajne dla kumatych szachowo, dobrze oddaje ducha gry i to, że partia to znacznie więcej niż algorytm ustawień.
Choć nie wiem, czy jeszcze lepiej tego nie oddaliście wierszami z DyingPoet ostatnią partyjką :)
Cieszę się, że tu trafiłem.
Pozdrowionka!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czołem Robercie!
Serwus, beeeecki, przez nie trzy ani pięć, ani tym bardziej przez dwa, tylko cztery „e”.
– Księga Pseudonimów Użytkowników, rozdział B, werset od siedem do dziewięć

Przypomina mi jakąś scenkę z Pratchetta, (a to już blisko do Pythona) więc tym bardziej było miło.
Faktycznie u Prachetta bywają takie specyficzne zakłady i lokacje służące jakiemuś konkretnemu celowi. Ot choćby sklepy międzygalaktyczne. Wszystkiego nie czytałem, ale nie wątpię, że wątek dentystyczny się gdzieś pojawił.
Trochę brakowało mi jedynie jakiegoś przewrotnego, zaskakującego albo zabawnego zakończenia, przez co szort bardziej przypomina scenkę z czegoś większego. Ale że wspominasz o tym w przedmowie, że to zapowiedź więc jest OK
Tak, dziękuję za wyrozumiałość, nie zamierzałem zmieniać planety tym szortem, grunt to żeby był strawny :)
Dzięki wielkie za wizytę!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Chalbarczyk, która równie okrutnie co Marzan piszesz komentarze w trakcie, kiedy ja piszę moje 
baaaardzo cieszy mnie Twoja wizyta, bo widzę, że wracasz do moich tekstów, a to znaczy, że aż tak nie odpycham!
Zły, przewrotny dentysta!
Przewrotny to znakomite słowo. W dentystach jest coś przewrotnego, tak ogólnie :)
Jego miłość do alchemii całkiem dobrze oddana. Wydaje mi się jednak, że jest za krótkie opowiadanie, aby wygrać wszystkie niuanse, mianowicie, wykształcenie dentysty i jego wysokie mniemanie o sobie, okrucieństwo naukowca, rycerskie ideały – chętnie o tym bym przeczytała więcej.
No wiem, wszystko tu trochę na raz. Ale da się chyba pogrupować, co na pierwszym, co na drugim planie.
Tylko problemy z uzębieniem wiedźmy całkiem zrozumiałe – a to z powodu szerszego kontekstu opowiadanego uniwersum :)
No kto czyta, ten wie! A Ty czytasz, więc wiesz!
Dzięki śliczne za wizytę!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Osz Ty bezczelny Marzanie, piszący komentarz w trakcie, kiedy ja je piszę!
Po tym wyrafinowanym i grzecznym powitaniu – dziękuję Ci za wizytę, cieszę się, że zaglądasz, bo naprawdę dużo ciekawych spostrzeżeń zostawiasz i bardzo chętnie czytam Twoje wpisy.
Trochę niezręczne, bo świece są elementem mało mechanicznym. Podręcznikowo to “zespół świec”, ale to z kolei zbyt techniczne, “kompozycję świec” zbyt artystyczne, “baterię świec” archaiczne – ale tak mówiono jeszcze w XIX wieku. Jednym słowem zadałeś mi ćwieka :)
Przepraszam za ćwieka… Ale bateria świec brzmi nieźle, tylko pewnie zostałaby opacznie zrozumiana przez Czytelnika. Tak mi się wydaje…
Zdanie ma duży ładunek humoru, ale jest trochę przekombinowane. Może rozdzielić na dwa zdania? i drugie na przykład “Dla każdego szanującego się Magistra byłoby (…)
Rozbiłem na dwa zdania, ale w konstrukcji mniej więcej jak obecnie.
Nie lepiej “zakład artystyczny” ?
Sztuka pasuje mi bardziej, bo oddaje coś szerszego niż artyzm (sztuka bardziej kojarzy mi się też z rzemiosłem niż artystyczność, co równocześnie nie wyklucza artystyczności sztuki). Chyba? W tym miejscu, gdzie definicja sztuki odwołuje się do “talentu” jako takiego warsztatu nabytego przez doświadczenie.
Lekcja to również wykład. Może “ze wszystkich wykładów i ćwiczeń”? Teraz to się nazywa laboratoria :)
A zostawiłem wykłady samo. No napisałbym, że uciekał z “labów”, ale brzmiałoby podejrzanie ;)
Metafora pomysłowa i zabawna, ale trudno się to czyta. Jest dla mnie jasne… a może ciemne?… że porównujesz twarz do obrazu, okolonego ramą kaptura. Ilekroć to czytam, potykam się.
Metaforę zostawiam, bo mi się podoba, ale masz rację, zresztą nie można zostawić Cię potykającego się (tutaj następuje nawias, aby “się” nie było na końcu zdania). Stwierdziłem, że po pierwsze, usta to raczej wargi, a nie dziąsła, więc zastąpiłem jamą ustną, co ma sens jako fachowe pojęcie z perspektywy Magistra. Po drugie, sformułowanie “pierwszym planie ust” było jednak uproszczeniem i zmieniłem na “pierwszym planie złożonym z…”. Nie wiem, czy jest lepiej, na pewno jest inaczej, więc teraz może potkniesz się chociaż w inny sposób :)
Ma unikalny styl, dobór słów, także tych rzadziej używanych.
Tego się nie spodziewałem usłyszeć, bo akurat o swoim zasobie słów mam złe zdanie. Tym bardziej cieszy, gdy mówi to osoba, o której zasób słownictwa oceniam baaaardzo wysoko, bo widzę, jak często grzebiesz za źródłosłowami.
Już komuś to pisałem w komentarzu – wolę teksty pisane specyficznym dla autora stylem, nawet jeśli oznacza to szorstkość, niż “przezroczyste”. Maniery pisarskie mi nie przeszkadzają. Biblioteka w pełni zasłużona :)
No i miło mi to słyszeć. A nawet jak nie zawsze wszystko trafi, zostaje przecież humor! Always look on the bright side of life.
Dziękuję ślicznie za Twój wpis i pozdrawiam serdeczniutko!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
OneTwo,
witaj, dziękuję za wizytę :)
Dostaniesz osobny komentarz, bo na końcu poprzedniego wyglądałoby jak doklejone do osobnego wywodu, a każdy wpis jest dla mnie odrębną radością, bo ktoś przeczytał i to jest najważniejsze.
A jeśli się uśmiechnąłeś, to cel spełniony!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Drodzy,
poprawki wdrożyłem – dziękuję za nie. Tekst był wstrząśnięty niebetowany, zawsze to ciekawy eksperyment. Przy okazji próbowałem pamiętać poprzednie uwagi, m.in. walcząc z imiesłowami.
Melendurze once more
Chyba to:
Panie, Pan to wszędy tego wiedźmina dostrzegasz! :)))
Ale za radą MordercyBezSerca zmieniłem ten kawałek. Zresztą tak jak poniżej.
z taką egzaltacją albo może – z takim zapałem. Jakoś entuzjam brzmi zbyt współcześnie :)
Prawda. Zresztą przy każdym tekście w komentarzach mam “mądre słowo moment”, w którym ktoś mi przypomina lub informuje mnie o istnieniu danego słowa. To był ten moment w wersji przypomnienie.
(osobą, która przeważnie daje mi ten moment jest Reg, Finkla chyba również doedukowała mnie parokrotnie. Zresztą, wszyscy mnie edukujecie
).
Muszę siąść do tych poprzednich w wolnym czasie ;)
Nie powiem, że zapraszam, ale zapraszam serdecznie ;)
inaczej bym pewne zdania widział, troszkę nawet w moje klimaty gdzie jest pewna ironia a nawet i absrud.
Wiem, ja z natury operuję ironią, więc lubię też ciętego narratora. Najchętniej jednak odklejam go od bohaterów i wolę by miał dystans, trochę sobie z nich kpił. Ale nie zawsze mam ochotę to bardziej rozwijać. Niemniej takie przełamanie czwartej ściany jest mi najbliższe.
Fajnie że wróciłeś do swoich klimatów, bo moim zdaniem lepiej i naturalniej sie w nich czujesz. Raport z dnia potępienia chociaż masz nominację(betowałem, dobre opko), to uważam, że pisałeś trochę na siłę. A ten tekst i twoje uniwersum to jest twoje naturalne środowisko i w tym powinieneś pisać bo robisz to dobrze. Widać to i czuć już od pierwszego akapitu.
HA! Widzicie, wszyscy, którzy mi mówicie, że jakieś tamte bzdety, co wyskrobałem są lepsze/mojsze niż opka z mojego uniwersum?! Jam po to się zarejestrował i po to przyszedłem na Portal, by dać świadectwo swojego uniwersum! Dziękuję Melendurze, to był komentarz, którego potrzebowałem, przelew przyjdzie w terminie wskazanym na fakturze, tak jak się umówiliśmy. 
A tak naprawdę, to Melendur ma rację, niemniej, a) rozumiem zdania innych, własny świat ma swoje oczywiste wady w prezentacji pozapowieściowej i jest mniej atrakcyjny dla Czytelnika sporadycznego b) trudno w nim unikać fragmentów, nie obrażając Czytelników stałych lub nie ignorując Czytelników jednorazowych.
Ale wszystkie opinie są niezmiernie cenne – wgl okoliczność, że ktoś wypowiada się o moim warsztacie, jakbym faktycznie był jakimś pisarzem jest schlebiająca. A wszystkie, wszystkie opinie są ogromnie wartościowe i je niezmiernie doceniam 
Pisz w nim, nie szukaj kwadratowych jaj, absrudalne fantasty to jest twój klimat.
Napewno siądę do twoich wcześniejszych tekstów, jak znajdę czas ;)
(chociaż wiem, że NF premiuje teksty `głębokie`) .
We mnie czytelnika będziesz miał.
Chłopie, żebyś mnie nie wzruszył, co? Naprawdę, doceniam, jak już pisałem, my, ludzie własnych uniwersów musimy się wspierać :). Choć mój absurd wywodzi się raczej ze zdystansowanego dark fantasy, ale no :)
A co do tekstów “głębokich”, czy klasyczne fantasy z własnych uniwersów nie jest głębokie? Mniej w nim kawy na ławę, to fakt, światotwórstwo przykrywa warstwę emocjonalną, ale da się. A że są mniej piórkowe itp., no są, ale szczerze, jest to dla mnie w pełni zrozumiałe.
Ale ciekawe spojrzenie.
Wielkie dzięki i pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czooołemm Stara Gwardio!
Żeby nie było, że jestem goniącym sensację, tekst dałem “do przeczytania” zanim zrobił aż taki szum. A że “do przeczytania” to nie “przeczytane”, cóż…
Mi się ta asteroida z “Blaskiem fantastycznym” Prachetta skojarzyła, ale nie wiem dlaczego. Chyba tylko przez to, że jest asteroida XD. Nikt nie mówił, że skojarzenia muszą mieć sens. Może też dlatego do samego końca podejrzewałem, że cała ta asteroida to jednak przekręt skorumpowanych korporacji i ktoś to przez przypadek ujawni lub odkręci…
Baaardzo fajne metafory. Np.:
Wyszedł z kościoła przed końcem mszy, bo czuł się jak intruz na cudzym pogrzebie.
Miasto wyglądało, jakby ktoś spuścił z niego powietrze.
Asteroida była już wyraźnie widoczna, nawet przez łunę miejskich latarni. Wyglądała jak oko boga.
Wyglądała młodziej, jakby śmierć, stojąca już w progu, zaczęła ją powoli retuszować, przywracając rysy, które Romain pamiętał z dzieciństwa.
Niby proste, ale użyte w dobrym momencie, łączące nieoczywiste elementy.
Emocjonalny tekst. Poruszający, dlatego, że bardzo obrazowo napisany. Delikatna nutka rozczarowania wynika z tego, że nie zaserwowałaś żadnej emocji, której bym się nie spodziewał po pierwszym akapicie i tytule. Nie zrozum źle, nie zarzucam “tanich emocji”.
Gratuluję, bo naprawdę udanie połączyłaś emocje z obrazami. No mogłem się poczuć jak członek tego wszystkiego i zadać sobie te same pytania co bohater.
Pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Krzysztof Kapibara: Słodycz
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czołem Krzysztofie Kapibaro!!
Pokój zalewały cienie, a jej klatka piersiowa unosiła się rytmicznie, bez najmniejszego udziału woli.
Nie zostanę fanem tego zdania. Jednak bezwolnie brzmiałoby dla mnie lepiej niż udział woli.
Rozejrzała się po pokoju; wszystko porozwalane, gdzie nie spojrzeć, tam ubrania na ziemi. Jej wzrok zdążył się już zaadaptować do wszechobecnej ciemnoty, widziała prawie wszystko, poza jednym rogiem. Cała okoliczna ciemność zdawała się umówić na spotkanie w jednym miejscu – kącie jej pokoju.
Zrezygnowałbym z ciemnoty na rzecz ciemności.
https://sjp.pwn.pl/slowniki/ciemnota.html
Ale pierwszy fragment niezły, napięcie było, zastosowałeś klasyczne elementy dla wywołania niepokoju i strachu, ale skutecznie: bezradność, nieznane, nieruchronność.
Parkiet zadudnił od wibracji.
Nie wiem, czy można dudnić od wibracji?
Pulsowanie przerodziło się w uporczywe łupanie. Anna miała wrażenie, jakby ktoś wbijał jej kilof w potylicę. Wychodzące od sąsiadów pobrzękiwania zaczęły wbijać się w jej uszy jak igły.
Sekundy zaczęły przelatywać jej przez myśli; jeden, dwa, trzy… W jednej chwili presja zaczęła zbierać się w jej przełyku.
Bezradnie wpatrywała się w mały stosik medykamentów. Jej wargi przemokłe i lepiące się od śliny.
Burknięcie wybrzmiało z jej brzucha. W sumie, to nic nie jadła, odkąd się obudziła. Jej ciało zamarło na chwilę. Jaki był dzień? Czemu obudziła się na ziemi? To przeklęte łupanie głowy i cała reszta. Ostatnio gdzie była to… impreza? Tak! Jeśli pamięć nie szwankuje, to ostatnio gdzie była, to na domówce z Marcelą. To wszystko… czy wypiła aż tyle? Może Marcela zrobiła jej jakiegoś schrzanionego drinka? Z jej talentem wszystko jest możliwe.
Przejrzyj cały tekst pod kątem zaimków, szczególnie “jej”, masz tego baaaardzo dużo. Ale zaimkoza to powszechna choroba, ma ją każdy z nas poza wybrańcami :)
Polecić mogę robocze narzędzie stworzone przez Lukena opisane tutaj (chwała!):
http://nowafantastyka.pl/hydepark/pokaz/28903
Jego słodycz była inna, chociaż nie znaczy to oczywiście, że zła.
Niepotrzebny czas teraźniejszy przy “znaczy”.
Całkiem, całkiem.
Co na plus:
– w dobrym momencie zorientowałem się o co chodzi i jaki problem ma Anna. Nie za wcześnie (utrzymana tajemnica) i nie za późno (ogólne zrozumienie fabuły)
– oryginalność – niby o wampirach napisano już wiele i uniwersa ala “World of Darkness” są okrutnie rozbudowane, ale chyba jako choroby natury psychicznej, to nie znam. Ale ja też niewiele takich znam. W świecie Warhammera chyba mówią o tym jako o chorobie, ale nie do końca.
– narastające napięcie – desperacja Anny rośnie i to czuć
Na minus:
– zabrakło chyba jednak akcji. Np. faktycznie jednej napaści. Wstęp jest dość długi, jak do całkiem sporego tekstu, a to paręnaście tysięcy znaków, więc chyba nadmiar wprowadzenia nad treścią,
– dlaczego nie pojawili się łowcy???! – to moja personalna opinia na luźno, bo “Łowcy wiedźm” to jedna z moich ulubionych “grup” ze światów fantasy i fantastyki,
– trochę dużo powtórzeń tych samych informacji – z jednej strony tak zbudowałeś napięcie, ale jednak informacji, że Annę boli głowa było dość dużo,
– ostatnie, również na luźno – dlaczego bohaterki zawsze muszą nazywać się “Anna” :). Mogłaby mieć bardziej swoiste, egzotyczne imię, nawet pasowałoby do odmienności. Albo jakby miała drugie imię dla “swoich”, bo rozumiem, że w Twoim wydaniu zachowywana jest jakaś forma maskarady przed żywymi.
– no i ta zaimkoza w postaci “jej-ozy” :),
Ale ogólnie sporo dobrego w tym tekście, warsztat momentami do podciągnięcia, ale nie “wylogowałeś” mnie z tekstu. Nie widzę przeszkód dla biblioteki.
Ergo – pozdroklik! (lic. Robert Raks)
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czołem!
Trochę wstyd, że jako beta wypowiadam się tak późno, wybacz.
Powtórzę z bety, sprytnie ugryzłeś znaną historię i zacnie to wypadło. Najbardziej podoba mi się liniowo rosnące napięcie, nie widzę tu przestojów i tąpnięć, nie wybijasz mnie z rytmu i dajesz sygnały “oho coś jest nie tak, zaraz coś się wydarzy”. To też pudruje pewien zgrzyt, który mam, tzn. logistykę całego przedsięwzięcia.
Bo całość jest trochę trudna do uwierzenia z tym “śledczy do wilka, wilk do bagna”.
ALE 1) to baśń, więc logika jest na drugim planie, 2) napięcie i klimat to niwelują, po prostu nie mam ochoty podczas czytania o niej myśleć.
Czyli jednym zdaniem, “Panie, kupuję to!”.
Do biblioteki Ci klikać już nie trzeba i dobrze, bo to miejsce tego tekstu. Zresztą dostałeś kliki od ekspertów, to też o czymś świadczy.
Jeszcze raz wybacz opóźnienie me, miałem to cały czas w głowie, ale jakoś mi wylatywało i wracało. I gratuluję publikacji, która mogła być niełatwa, a patrząc po komentarzach powyżej, wszystkich pozytywnie zaskoczyła!
Pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
maciekzolnowski – Ci, którzy pamiętają jutro
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czołem Maćku!
Nie miało jednej historii, tylko warstwy – jakby ktoś budował je, burzył i odbudowywał w tym samym miejscu tak długo, aż przestało pamiętać, czym jest naprawdę.
Tego zdania troszeczkę nie rozumiem, a jest na początku, to zwracam uwagę. Warstwy ok, ale czy to ma bezpośrednie przełożenie na pamięć o tym, czym naprawdę jest, hmm… Może tak? Komuś innemu powiedziałbym, że to bez sensu, ale ty potrafisz nadać takim sformułowaniom ręce i nogi, bo mam wrażenie, że większymi bohaterami czynisz miejsca niż postacie.
Matka poprawia mu kołnierz, jakby to mogło uporządkować świat.
Świetne zdanie.
Ależ Ty potrafisz pisać nieoczywiście! W dobie buszującego postmodernizmu, że “wszystko już napisano”, a jeśli nie napisano, to AI to wygeneruje, Ty wydajesz się stać zupełnie obok, niezależnie. I ten tekst bardzo taki jest.
A dodatkowo ma jeszcze jedną zaletę (jak każdy Twój tekst, ale chyba jeszcze bardziej) – pozwala Czytelnikowi myśleć, myśleć dużo i głęboko. Może też dlatego, że tu niewątpliwe zamknąłeś osobiste doświadczenie.
Zdarza się, że zaciera to pełne zrozumienie. Ale kto powiedział, że wszystko musi być kawa na ławę? :)
Klikam do biblioteki (choć nie wiem, czy trzeba) i pozdrawiam serdecznie!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
betweenthelines
cześć, dzięki za wpadnięcie! Dzięki za docenienie tekstu :)
Magister Harreth to świetna postać, totalny świr, ale konsekwentny i wiarygodny w swoim szaleństwie, a jego traktowanie ludzi jak materiału buduje klimat, którym skutecznie odwiodłeś mnie od pomysłu uczęszczania do tego typu specjalistów haha.
Heh, właśnie sam jestem, choć już jakiś czas, po dość szerokim procesie dentystyczno-ortodontycznym, a o swojej dentystce mogę się wypowiadać tylko w superlatywach. Co nie przeszkadza mi stwierdzić, że ona myśli i funkcjonuje trochę inaczej niż przeciętny człowiek. I ta myśl też mnie zainspirowała do takiej, a nie innej postaci Magistra.
Dodam jeszcze, że czytając to, trafiło u mnie na bardzo życiowy moment. Jestem właśnie na etapie wypadania mleczaków u córki, więc temat zębów mam ostatnio na tapecie non stop, łącznie z wizytami u dentysty. Ja należę do tych osób, które po takiej wizycie najlepiej wynieść na noszach i podłączyć pod tlen, a córka? Na pierwszym wierceniu powiedziała dentystce, żeby przestała, bo ją to łaskocze… A niby mówią, że jaka matka, taka córka.
O właśnie takie historie chciałem usłyszeć pod tym szortem :). Chyba dobrze, że córka to tak znosi, bo to w końcu jej jama ustna. Dzieci to w ogóle odporne stworzenia są, my dorośli przy nich to czasami mięczaki :)
Dzięki za fajny wpis!
bruce
dziękuję za łapankę, Królowo Przecinków, wieczorkiem naniosę wszystko!
Dzięki za klika, cieszę się, że rozbawiło :)
Mordercobezserca (kurczę w wołaczu się nie rymuje, powinno być MordercoBezSerco
)
Dzięki za takie precyzyjne pochylenie się nad tekstem.
Tzw szalejące podmioty. Dla mnie jest ich trochę za dużo w tym jednym konkretnym zdaniu. Zwłaszcza, że jest to otwierający akapit, w którym Czytelnik dopiero zaznajamia się z tekstem. Dałbym tu coś prostszego, ale to subiektywna mojsza opinia :D.
Nie znałem tego określenia, a jest bardzo dobre, jak sama uwaga zresztą.
stanowiący dla elfich uszu Magistra zbrodnię równą wlewaniu wody do kwasu.
He, he – pamiętaj chemiku młody… :D , w tym świecie jest odwrotnie niż u nas?
Wyłapane, elegancko. Działa tak samo, bo wlewanie wody do kwasu byłoby zbrodnią, więc zasada (nomen omen XD) jest odwrotna – zawsze kwas do wody. Generalnie to była trudność tekstu, bo to taki mniej więcej mój poziom wiedzy chemicznej w tej zasadzie jest :)
Pełna zgodna z pozostałymi, naniosę wieczorkiem.
Ok, a z tematów zdecydowanie na plus, to w tak krótkim opku dałeś naprawdę sporo klimatu. Zręcznie poprowadzony opis pracowni, zwłaszcza wiarygodne zasady działania sprzętu laboratoryjnego. Dystyngowany elf alchemik ze swoimi nawykami i natręctwami dobrze wybrzmiał. Rycerz na jego tle trochę mniej, za to ffiedźma pomimo zdawkowego opisu pozwala się bardzo łatwo wyobrazić.
Zwłaszcza ta wiarygodność mnie cieszy. Jest to tylko szort, więc postaci nie muszą wybrzmieć bardzo mocno.
Humor niewymuszony i dobrze wyważony ;]. Nie próbujesz na siłę bawić Czytelnika, tylko puszczasz mimochodem oko i całkiem dobrze to wychodzi.
To się cieszę, że Czytelnik w Twojej osobie mimochodem ogarnia smaczki! 
Może jeszcze przy wdrażaniu poprawek coś dodam.
Natenczas, pozdrawiam!
Czołem melendurze!
Dzięki i czekam na wizytę pełną!
Pozdrowionka dla Wszystkich!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czołem MordercoBezSerca!
Lange nicht gesechen!
Konstrukcja tekstu jest ciekawa, bo z jednej strony postawiłeś na artystyczne opisy i akcję opisaną w taki sposób. Świat przez to jest dość obrazowy.
Zastanawiam się, czy nie lepiej wypadłoby jednak w narracji pierwszoosobowej. Chociaż ten schemat z zaczynaniem od “Drapieżca” każdego akapitu, jest niezły.
Przez ten styl narracji nie jestem też pewien, czy zrozumiałem akcję i czy główny bohater wypadł dla mnie wiarygodnie psychologicznie. Bo w sumie nie widzę jakiegoś przełomu, momentu, w którym się zbuntował i podjął inną drogę.
Nie powiedziałbym, aby było słabe warsztatowo (to tylko opinia, nie próba polemiki), ale nie wiem, czy konieczne każdy środek został dobrze dobrany do wymaganego (nomen omen XD) celu.
Ale widać też, że o cyberpunku coś wiesz, czego o sobie powiedzieć nie mogę, więc też być może nie wszystko doceniam należycie.
Pozdrawiam serdecznie!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czołem OldGuard!
Niespecjalnie lubię opowiadania “dentystyczne”, ale zobaczymy, co przygotowałeś ;)
A kto lubi? XD (poza dentystami)
Na pewno o identyfikację tutaj chodziło, a nie np. o ocenę stanu?
Fakt.
Inspiracja?
W sumie to nie, ale śmiechłem :). U mnie zresztą bohaterka nie wymawiała dotychczas tylko “w”, choć powinna większej ilości literek, ale wtedy nie szłoby już się domyśleć, co mówi.
Lekkie, całkiem przyjemne, ale nie trafi na pewno na podium ulubionych opek Twojego autorstwa ;) Ostatni zjazd czy Zbrodnia Ikara są wyżej ;)
Absolutnie mnie to nie dziwi. Tekst to bardziej motywator dla mnie i taki hmm… mirkoprequel do tego, co piszę właśnie, równocześnie z wyjaśnieniem dla osób, które czytały poprzednie teksty, dlaczego bohaterka już mówi normalnie.
Ale dotychczas nikt nie wspomniał o Furafic Farku, więc jesteś pierwsza!
Dzięki wielkie za wizytę, pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Marszawo,
Przepraszam za późny komentarz. Byłam na urlopie, a potrzebowałam chwili spokoju, żeby zebrać wszystkie swoje zapiski oraz nieuczesane myśli w jakąś bardziej uporządkowaną całość. :D


Oczywiście rozumiem! Urlopu pozazdrościć, ja to już “byle-do-majówki” ciągnę.
Przyznam, że lubię anielskie klimaty, więc Twoja historia idealnie trafiła w mój gust. Co więcej, zmotywowałeś mnie, żebym dokończyła swój tekst. W moim tempie może w tym roku się uda mi się go opublikować na portalu! xD

Postaram się dalej motywować, choć chyba motywujących person jest i więcej i lepszych ode mnie na Portalu ;p
Dzięki śliczne za tak pozytywną opinię, właściwie w z samego Twojego wpisu mogę stwierdzić, że wszystkie (być może zbyt mało ambitne) cele tego tekstu zostały spełnione.
Gratuluję świetnego opowiadania! Otarło się o podium w moim rankingu. :)
Cóż, gdy kot się o coś ociera, to potem coś dostaje, to może ocierając się o podium kiedyś je dostanę? Kto wie? 
Pozdrawiam również!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
↵
Ślimaku,
cóż, skromność jest również cechą szlachetną :)
Ale naprawdę, nie chwaląc i nie ganiąc, bardzo lubię czytać Twoje wpisy, bo po prostu ciekawie interpretujesz, zagłębiasz się w kolejne warstwy. Zgoda, można dokonać interpretacji jednym zdaniem i zrobić to tak, że wszyscy Czytelnicy spadną z krzeseł. Ale sam, jak właśnie doświadczasz, mam tendencję do rozwlekania wypowiedzi i nie zawsze uważam, że to źle. Jak jest co powiedzieć, to lepiej to powiedzieć, myślę, że każdy Autor potwierdzi wartość Twoich wpisów.
choć może nie ja powinienem to oceniać, bo zdarzało się, że bardziej doświadczeni użytkownicy uznawali moje opowiadania za literaturę młodzieżową, gdy wcale nie miałem takiego zamiaru…
Ale przecież wszyscy jesteśmy młodzi – czyżby zatem każda literatura była młodzieżowa? :))
Teraz domyślam się, że fraza “ostateczny aspekt”, którą punktowałem jako niejasną, miała oznaczać jeden lub kilka z tych puzzli, fragment najpóźniejszy na linii czasu? Jednak pewnie dałoby się to trafniej nazwać lub zawczasu zdefiniować.
Tak, dokładnie. Zrozumienie całości obrazu oraz jego sensu, jak również sensu stworzenia i “pokrojenia” go na takie a nie inne puzzle – tego archaniołowie nie mogli pojąć, nawet, gdyby im pokazano. Nie zmienia to faktu, że mogli mieć “objawiony” ostateczny plan – trochę jak zbudowaną główną część obrazka, ale bez wszystkich jego szczegółów.
Dobrze, że kupiłeś tę metaforę wyjaśniającą, bo nie wiem, czy inaczej byłbym w stanie to wytłumaczyć :)
Za to skorzystałem z okazji i doszlifowałem redakcyjnie powyższy wpis (usunięcie podwójnego “stosunkowo” i uważniejsze przytoczenie jednego z cytatów).
No i jak tu nie szanować… Staranność godna podziwu, dziękuję. Tak jak mówiłem, proszę się nie martwić, wszystko będzie naniesione i wykorzystane, a co ważniejsze, zapamiętane.
“solniczka mi się w kieszeni nie otworzyła”
Ładne!
Byłem z siebie taki dumny po wymyśleniu tego. Cóż, małe, a cieszy!
Dzięki jeszcze raz!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Witaj Ślimaku!
Opowiadanie jest solidnie zrobione, ale muszę przyznać, że zachwytu nie odczułem.
Na wstępie – w pełni to rozumiem. Chyba powinienem się bronić, ale nie taką mam naturę. Ja również nie odczuwałem wewnętrznego zachwytu podczas pisania, stąd pozytywny odbiór i nominacja (moja pierwsza!) były dla mnie bardzo przyjemnym zaskoczeniem. Tak samo odbieram i jestem gotów na werdykt piórkowy – zabrzmi to populistycznie, ale to prawda – cieszę się chyba bardziej z tego, że po prostu będziecie nad tym opowiadaniem głosować oraz wyrażać swoje opinie.
Nie ujmując niczyjej opinii, na Twój komentarz cieszyłem się szczególnie, bo zawsze staram się czytać Twoje wypowiedzi pod piórkowymi tekstami – po prostu bardzo dużo wnoszą.
I tak samo nie chciałbym bynajmniej umniejszać osobom, które mnie nominowały – jestem im wdzięczny, a sądzę też, że miały podstawy, by nominacji dokonać. A i tak “Użytkownicy nominują, a Loża piórka nosi”, więc krzywda się literaturze nie stała
.
Przydługi wstęp w tym miejscu ma swe zakończenie.
Historia jest znana i opowiedziana stosunkowo przewidywalnie. Stosunkowo świeżym i trafnym pomysłem jest wprawdzie to odwrócenie ról, w którym Lucyfer okazuje się niemal biurokratą buntującym się przez to, że chciał trzymać się regulacji ściślej od szefa, a inni archaniołowie potrafią zawierzyć ciepłym uczuciom, mają “serce po właściwej stronie”. Jednak wydaje mi się to za mało, żeby utwór pogłębił moje rozumienie emocji i wyborów i zapadł mi w pamięć na dłużej.
Hmm, rozumiem. Aczkolwiek wydaje mi się, że intertekstualność tutaj robi pewną robotę i pozwala “zaciągnąć” klasyczne rozumienie tej historii (lub jej inne wydania) i poszerzyć interpretację. Co zresztą poniekąd udało się, bo różni Czytelnicy powyżej wskazywali swoje opinie, choćby co do motywacji Lucyfera. Naturalnie, nie zamierzam teraz mówić, że postaci mają niewiarygodną głębię – zapewne ta jest możliwa do obrony jedynie przy Michale. Ale też taki był cel, bardziej portretowe ujęcie, również ze względu na to, co wcześniej wskazali Przedpiścy – Lucyfera przeinterpretowano już na każdą stronę. Gdybym chciał zrobić to też tu, ww. intertekstualność mogłaby pożreć ten tekst, a skojarzenia i interpretacje Czytelników uciekłyby jak rozproszone owieczki, a aż tak bym nie chciał. Niech sobie ganiają swobodnie, ale w szerokiej zagrodzie :).
Nie jest dla mnie jasne, na ile Zamysł był bohaterom ujawniony i dlaczego, bo gdyby znali go dość dobrze, to chyba musieliby rozumieć od początku, że wybór między nim a służbą człowiekowi to fałszywa dychotomia.
Cóż, założenie przyjąłem na zasadzie puzzli. To znaczy, każdy archanioł widział każdy poszczególny puzzel, wiedział o jego istnieniu, znał jego kolory oraz rozumiał, że składa się na pełen obraz (ostateczny Zamysł). Ale nie jest w stanie ogarnąć i pojąć całego obrazka złożonego z tych puzzli, zrozumieć projektu, jaki krył się za takim, a nie innym podziałem obrazu na puzzle, nawet jeśli ten obrazek już widział.
Infantylne tłumaczenie, ale naprawdę tak sam to sobie wyjaśniałem.
Sporo obiecywałem sobie po zdaniu “Obcy jest nam czas, ale i tak zrozumienie nie przychodzi od razu”, ale niestety w dalszej części archaniołowie żyją i rozumują jak inne istoty związane czasem, moim zdaniem nie udało Ci się znaleźć przekonującego pomysłu na naturę osoby będącej obok czy ponad nim. Z tych względów w głosowaniu piórkowym będę na NIE.
Trochę mi przykro, że w tym aspekcie rozczarowałem, ale też nie powiem, bym podjął wielką walkę, abyś takiego doznania nie miał. Czas to złośliwa bestia, trudno sobie wyobrazić niezwiązanie nim, zwłaszcza wobec bohaterów funkcjonujących w określonej przestrzeni. Swego czasu stworzyłem scenę, która dzieje się poza materią i czasem, szczerze byłem z niej zadowolony, ale oparta była ona na dialogu, podobnym jak tutaj Michała z Zamysłem. I tam brak związania czasem i materią się w mojej ocenie broni, chwile i przedmioty są po prostu “zrozumieniem”, panta rhei, więc czas się rozpływa w ogólnej płynności wszystkiego.
Co do reszty, zgoda, to jest akcja związana czasem. Jedyne, czym mogę spróbować to bronić, jest okoliczność, że marsz i konfrontacja mają miejsce już w momencie rozłamu. Zdrada lub nie-zdrada Lucyfera “upadla” kraj anielski i jego mieszkańców do tego stopnia, że wydają się oni podobni ludziom. Odczuwają zmęczenie, przygnębienie, wątpią. A także są podatni na czas – nie uczestniczą w wiecznym balu, tylko działają w reżimie czasowym.
I jak tu się odnieść… Mnie również bardzo miło, acz nie chciałbym stawiać się w jednym rzędzie z Tarniną i Reg, nawet jeżeli czasami trochę lepiej znam literę zasad, to One mają znacznie lepiej opanowane tajniki stylistyki, umiejętność i śmiałość wytykania rozwiązań formalnie poprawnych, ale słabych redakcyjnie, a więc pomagania w rozwoju na tym stopniu, który dzieli wyrobników od artystów języka. Są też inni Użytkownicy wyróżniający się świetną polszczyzną, może mniej się udzielający, wspomnę tylko przykładowo Ninedin i Jeroha. Tutaj warsztat językowy nie wydał mi się “wspaniały”, miejscami wyraźnie się potykałem przy lekturze (piszę o pierwszym wrażeniu, jeszcze sprzed sprawdzenia komentarzy, nie chodzi mi o to, żeby coś Wam koniecznie udowadniać). Na pewno nie wyszukam niedoskonałości tak skutecznie jak Tarnina (która, jestem pewien, wniosłaby tu też wiele cennych uwag natury teologicznej), ale postaram się trochę pomóc…
Dlatego porównywanie nigdy nie wypada dobrze, bo można się bronić umniejszaniem innych :). Myślę, że sprowadzić to mogę do tego, co napisałem we wstępie, po prostu bardzo szanuję Twoje doświadczenie i komentarze, bo w sposób fascynujący odnosisz się do sfery interpretacyjnej, a do tego bardzo rzetelnie wskazujesz kwestie “techniczne”. I cieszy mnie Twój wpis tutaj, właściwie niezależnie od tego, czy napisałeś “TAK” czy “NIE”. No może “TAK” troszkę bardziej by cieszył 
Pozwól, że na ten moment nie naniosę tych poprawek, może nie każdy Lożanin jeszcze czytał. Poprawiałem w trakcie, ale na ten moment zostawię już wady tekstu, niech i one będą ocenione. Potem je wzdrożę.
Myślę, że Holly pisząc “wspaniały”, odnosiła się do stylu, który akurat się jej spodobał, a resztę oceniła tak jak w tabelce piórkowej: “jest w większej mierze poprawne językowo”. Chociaż pisząc to nie chcę sobie tutaj przypisywać, że wiem jak myśli Holly.
W warsztacie mam na pewno sporo do poprawy (zapewne sam ten komentarz jest ich pełen) i takie poprawki jak Twoje bardzo mi pomogą.
Odnosząc się jeszcze do Twojego głosu – jest dla mnie zrozumiały i cieszy mnie, że go uzasadniłeś. Także “solniczka mi się w kieszeni nie otworzyła” :).
Również pozdrawiam serdecznie!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Nowa Fantastyka – Opowiadanie: MichaelBullfinch – Nie poprosicie o więcej
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Michaelu!
A cóż Ci przeszkadzało te nasze prawie 30 komentarzy. Zacząłbyś od razu z wysokiego C, a tekst, który ma więcej komentarzy od razu wydaje się mądrzejszy. Choć Ty akurat na brak komentarzy narzekać nie możesz :)
Oczywiście sobie dworuję, decyzja w pełni zrozumiała.
Krótko, bośmy już pogadali sobie.
Tekst jest poruszający, z morałem, wcale nie przedialogowany. Wypowiedzi bohaterów mają taki głęboki wydźwięk, rezonują w przestrzeni odwiecznych zapytań o rząd dusz, wiarę i podążanie.
Zająłem już stanowisko na becie, że zdecydowanie najciekawszy jest tu cesarz, który, mimo tego, że jest po ciemnej stronie, to jednak ma sporo racji. I pokazuje też, że wiara, czy też podążanie za kimś, musi być na tyle głębokie, by być odpornym na krytyczne pytania. W mojej ocenie cesarz tutaj naprawdę wygrał, choć miał też naturalną przewagę. Jednak jego pytania krytyczne trafiły celnie.
Lud wioski to trochę manipulowane cielęta, choć trzeba przyznać, że nadałeś kilku wyraźne cechy, oczywiście z dominacją Sery.
Morał jest nieco moralizatorski, ale jak już ustaliliśmy – taki ma być i wcale nie wypada przez to źle.
Śmiało mógłbyś być autorem pism oświeconych. Uważaj, bo może i na Portalu założysz jakiś kult :)
Pozdroklik! (lic. Robert Raks)
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Piękna historia, jak zawsze w Twoim wydaniu, barwnie opowiedziana, zaciągając i łącząc różne wątki subtelną fantastyką. W sam raz, by z rana uwierzyć nieco w ludzkość. Dziękuję bruce!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Witaj Jolu!
dziękuję za odwiedziny, widzisz jakie miłe te obowiązki? ;)
Cóż, daleko mi do podobnej poetyckości zdań, jaka przeważnie udaje się Tobie, ale trochę starałem się taki efekt osiągnąć – aby to “płynnie płynęło”.
Dla mnie wystarczająco dużo się działo – nie za wiele, tyle by opowiedzieć historię, ale delektować się też światem przedstawionym.
To fajnie, bo fabuła jest skąpa, ale choćbym ją opowiedział nie wiadomo jak precyzyjnie, to i tak zakończenie już znalibyście. Dlatego może większe skupienie na technice i środkach wyrazu niż na samej akcji, a obraz był do takiego rozwiązania dobrą motywacją. Choć cieszy, że bohaterowie wypadli względnie przekonująco. Na odczarowanie Lucyfera potrzebowałbym zapewne troszkę więcej tej akcji właśnie, a wtedy mogłaby ucierpieć struktura przekazu, stąd takie wybory :)
Dziękuję za ocenę piórkową i również wiosennie pozdrawiam!!!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czołem!
W końcu tu dotarłem :)
Nie wytykam jakiś potknięć, bo jest ich niewiele, a na tym etapie byłoby to czepialstwo z mojej strony. Momentami wybijało mnie z rytmu, ale bez przesady, masz warsztat uznany przez o wiele bardziej znających się ode mnie.
Była tam również ciekawość i wręcz nieludzka dobroć. Wzrok mężczyzny prześwietlił dziecko i odczytał każdą jej myśl. Dziewczyna nie potrafiła znieść myśli, że musiałaby zestawić swoją przeciętność z kimś tak doskonałym, dlatego uciekła.
Powyżej tylko dowód empiryczny, że czytałem uważnie, który na pewno sprawi, że cały mój komentarz wyda się mądrzejszy 
Technicznie zastosowałeś ciekawego narratora, bo przerzucałeś narrację np. w trakcie dialogów, czego normalnie nie lubię. A u Ciebie usprawniało to fabułę.
Konstrukcja opowieści jest oparta na kilku klamrach kompozycyjnych i narastającym poczuciu, że coś zmierza w fatalną stronę. Schemat jest niby prosty, ale naprawdę głęboko poruszający. Rzadko zdarza mi się wzruszyć, a los głównej bohaterki bardzo mnie przejął.
Dziękuję, że zaprezentowałeś nie aż tak gorzką końcówkę. Bez niej chyba byłbym gotów do końca dnia leżeć i martwić się strasznym światem :).
Co pokazuje też, że emocjonalność Twojego opowiadania jest topowa.
Gratuluję wysokiej pozycji w konkursie i mam nadzieję, że przytrafią Ci się kolejne teksty na Portalu, bo chciałbym je przeczytać.
Pozdrawiam serdecznie!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Czołem!
Jest to debiut, więc technicznie nie będę się czepiał – jest dość dużo błędów, parę usterek technicznych i pewne wady narracyjne, ale wszystko da się wyprostować, a nie ma się co czepiać. Może tylko zasugeruję bardziej świadome operowanie długością zdań, do opisów sprawdzają się dłuższe i złożone, do wydarzeń nieco krótsze. Choć zasady nie ma, i metaforą można świetnie pokazać akcję.
Zaprezentowałeś pomysł, trochę zabrakło właśnie tego celnego zamknięcia, o którym pisze Silver powyżej.
Ale świat całkiem oddziałujący na wyobraźnię. Myślę, że następne teksty mogą być fajne :)
Powodzonka i pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...
Wiesz, odstawię go na razie nie półkę :) Zaciąłem się w “Grze o Dominację” i potrzebuję czegoś nowego. Na chwilę się żegnam, ale u mnie żegnam nigdy nie oznacza pożegnania na stałe ;)
Na razie w krótkim czasie napisałeś więcej niż ja przez półtora roku, a przecież przyszedłem tu też pisać serię, więc nie idzie Ci źle ;p
Pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...