komentarze: 659, w dziale opowiadań: 517, opowiadania: 218
komentarze: 659, w dziale opowiadań: 517, opowiadania: 218
Chyba jak masz od dwójki dyżurnych nominację, to już nawet będziesz głosowany przez Lożę, jeśli dobrze rozumiem. I fajno :)
Czołem!
Zgadzam się z Finklą, że opowiadanie jest dość mocno schematyczne. I właściwie nic w tym złego, po prostu czyni całość nieco bardziej przewidywalną. Niemniej, napięcie jest, zatem schematem operujesz umiejętnie.
Brakowało skazy w głównym bohaterze. Czuje się winny, a jednak za grzechy dowództwa, nie swoje własne. Żal i skrucha byłyby bardziej wiarygodne, gdyby sam miał coś za uszami, ponad rozkazy kogoś innego.
Ale nie brakuje mi opowiedzenia więcej o stworach. Nie muszę znać ich więcej, bo to nie opowieść o nich, tylko o Nathanie. O tej konkretnej scenie, nie o całym świecie.
Pancerz w mojej głowie budził skojarzenia z Warhammerem 40,000.
Pozdrawiam!
Czołem!
Podpisuję się pod tym, co napisała bruce powyżej.
Zwróć też uwagę na pisownię jaki-który. Pierwsze, to określenie rodzajowe, drugie odnoszące się do konkretnego desygnatu.
Tekst ma być pastiszem na przenaukowienie, to jasnym jest od początku. I… właściwie tylko tyle w tym tekście widzę. Nie ma żadnego dodatkowego środka językowego lub artystycznego, który jakoś nadawałby barw. Tak, obśmiałeś naukę, dotarło to do mnie, ale nie wybrzmiało odpowiednio mocno.
Polecę lekturę niegdysiejszego tekstu Tarniny – “Rozważmy sferycznego smoka”
https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/33383
Chyba podobna była Wasza intencja. Humor, ironia, liczniejsze metafory, fabuła – to pozwala idei wywołać lepsze wrażenie. Tutaj niestety, nie porwało mnie to co przeczytałem.
Niemniej, wierzę, że będzie lepiej i trzymam kciuki.
Pozdrawiam!
Czołem CZARNA2,
witamy serdecznie w wesołym cyrku na Portalu! Dobrze, że jesteś. Faktycznie warto zajrzeć do Hyde Parku w poszukiwaniu wątków wprowadzających.
Nawia się zmieniała. Już nie była tym ponurym miejscem wiecznego mroku, deszczu i rozpaczy, gdzie szalały upiory, a demony miały pożywkę z dusz, wampiry i wilkołaki zaś – z krwi i ciał.
Nawia się zmieniała.
A to za sprawą śmiertelnika, który trafił tu i zdołał uciec.
W obu miejscach zmieniłbym składnię. Rozumiem, że w pierwszym inwersja ma być zabiegiem artystycznym, ale nie wybrzmiewa to dla mnie. Sugerowałbym “zaś wampiry i wilkołaki”. Podobnie w drugim “tu trafił”.
Kiedyś karczma na rozstaju dróg była nie do pomyślenia.
Może “Kiedyś istnienie karczmy na rozstaju (…)”?
Zimnymi szpilami przebijał się przez wełniany płaszcz z kapturem, w który odziana była postać, podpierająca się sękatym kosturem.
Może jakoś bym przepisał, żeby nie było tego przypadkowego rymu?
Dopóki drzwi będą zamknięte, żaden potwór w nocy nie wejdzie.
Osobiście nie przepadam za takimi przejściami na inny czas, ale nie jest to błąd.
Zatrzymał się przed wejściem z wyciągniętą dłonią, na której widniała sieć drobnych blizn. Chwilę się wahał, a potem pchnął drzwi i schylając się, aby zmieścić wysoką sylwetkę w niskim przejściu, wszedł do środka.
Rozważyłbym zapis, by uniknąć powtórzeń.
Odnośnie samego tekstu, przedstawia coś intrygującego. Tylko nie do końca wiem co. Pokazałaś postać, którą chciałbym poznać bardziej. Ale nie poznałem. Oczywiście, to krótki szorcik, więc nie sposób to rozbudować, ale jednak nosi to znamiona fragmentu. Niemniej potrafiło zainteresować, choć nie wszystko było dla mnie od razu jasne. Ekspozycja natomiast wypadła nieźle.
Nicki widoczne nad tekstem to nie są prawdziwi dyżurni, to echo dawnych czasów, ale się ostały i nic nie można z nimi zrobić. Nie pytaj dlaczego. :)
Ale akurat Regulatorzy jest dyżurną, co więcej w pełnym tego słowa rozumieniu, posiadając znaczne kompetencje językowe. Ale tak się składa, że opisany powyżej przypadek, to np. ja :)
Pozdrawiam serdecznie!
Ramshiri: Uczta
dyżurny
Czołem!
Głód wciąż ściskał mu żołądek, a ból mięśni sprawiał, że każda myśl o dalszej wędrówce była jak kopniak. Nie myślał jednak o poddaniu się – o nie!
Powtórzonko.
Postać przy ognisku najprawdopodobniej trzęsła się już, zdając sobie sprawę z tego, co nastąpi.
Dziwna składnia. Postać przy ognisku najprawdopodobniej już się trzęsła, zdając sobie sprawę z tego, co nastąpi?
Holly powyżej wskazała inne, drobne usterki.
Tekst skonstruowany z dobrym pomysłem i warsztatem. Atakuje z kilku stron mocnymi wrażeniami, a tu brutalnością, a tu egzystencjonalnością. Wszystko wypada wiarygodnie i naturalnie. Do tego intrygujący język z metaforami.
Bardzo dużo czasu zajęło mi zastanawianie się nad nominacją piórkową. Przeszkadzało delikatne wrażenie fragmentaryczności tekstu – wprowadziły je retrospekcje, z jednej strony udane, z drugiej pokazujące świat poza opkiem. Niemniej, lubię fantasy, także dark fantasy, a niesamowicie oddałeś ich klimat. Dam nominację.
Pozdrawiam!
Czołem!
Podzielam zdanie przedpiśców, super tekst, gawęda i stylizacja językowa umiejętnie wykonane. Grało się w Dzikie Pola i po takim wstępie zagrałoby się jeszcze raz :)
Robercie, to powiedzonka gratuluję, bo jest wspaniałe i ma pełne podstawy stać się klasykiem Portalowym 
O i witaj Melendurze!
(dobrze odmieniłem? Kurka, nie zawsze silenie się na wołacz to dobre rozwiązanie
)
Chyba się jakoś przecięliśmy komentarzowo, bo Twojego nie widziałem jeszcze przed chwilką, zatem dostaniesz osobą odpowiedź.
Dziękuję za szczegółową prezentację swoich odczuć – to bardzo cenne, aż się odniosę, a co.
Masz tu bardzo sprawny, „baśniowo-śledczy” opener i równie sprawny finał: od pierwszego akapitu czuję, że to nie będzie klasyczne high-fantasy o bohaterach, tylko przypowieść o instytucjach, reputacji i o tym, jak łatwo „harmonia” staje się parawanem dla czegoś żerującego.
W oryginale uniwersum było high fantasy, ale dojrzewało razem ze mną i się odhighowało
. Tutaj nie wpadam w dark przynajmniej.
do tego te przerywniki „chóru” (upiory) dobrze podkręcają paranoję i sugerują, że ktoś tu od początku gra detektywką jak pionkiem. I świat jest konsekwentny: mirtisi jako „negocjatorzy natury”, elfy jako „probówka i wykres”, a między nimi śledztwo, które rozpada się logicznie, zanim zacznie się rozpadać psychicznie.
Amen. Czy też

Tam, gdzie tekst traci trochę ostrość, to środkowa partia: długo kręcisz w miejscu w ramach „nie ma poszlak”, przez co czytelnik dostaje więcej atmosfery niż postępu i zaczyna ufać, że rozwiązanie będzie z zewnątrz – i faktycznie wchodzi Urti z ekspozycją. To nie zabija opowiadania (bo finał z podpaleniem jest pięknie bezlitosny i bardzo „czytelniczo satysfakcjonujący”), ale robi z detektywki bardziej tragedię o kozłach ofiarnych niż śledztwo, które wykluwa się z obserwacji. Gdybyś chciał zachować wszystko jak jest, to i tak działa, tylko pamiętaj: najmocniejsze w tym tekście nie jest „kto zabił”, tylko co Fryss robi, kiedy już rozumie, że prawda jej nic nie da :)
Może nie będę odpowiadał szczegółowo, bo wyszedłby mi esej, ale to bardzo trafna diagnoza, poparta przyjemną dla mnie oceną. Rozwiązaniem śledztwa jest tutaj nie tylko odkrycie zagadki, ale sprawczość – powstrzymanie morderców. Dlatego jej działanie ostatecznie to zamyka, a nie moment oświecenia lub logicznej dedukcji. Nie bez powodu jest tu też akurat Prokuratura – jako prowadząca śledztwo ale też aktywny uczestnik procesu ścigania.
Ale mimo to bardzo mi się podoba:) I dałbym punkcik, ale niestety nie dostąpiłem jeszcze tego zaszczytu.
Dziękuję bardzo! I życzę szybkiego dobicia do progu, wielu klików otrzymywanych i dawanych!
Witajcie,
Moim skromnym zdaniem śledztwo bynajmniej nie rozwiązało się samo, podczas czytania ciągle byłam zaskakiwana (na plus) nagłymi zwrotami akcji, natknęłam się na sporo tajemniczości oraz niedomówień, doskonale budujących klimat, zaś wnikliwość i upór śledczych (szczególnie Fryss) doprowadziły do rozwiązania tak zawiłej sprawy. :)
Miło mi to słyszeć bruce. Kryminał wypada tu jako tło do wizerunku postaci, bo Fryss rozwiązując sprawę niejako rozwiązuje samą siebie. Ale tym lepiej, że troszkę trzymał w napięciu. Klimat, to coś na czym bardzo mi zależy w tekstach. Wydaje mi się, że opowiadanie może mieć wiele wad, ale gdy jest klimatyczne, to i tak czyta się je nieźle.
Dzięki jeszcze raz! 
Holly,
O błędach już wspominałam podczas bety, więc teraz wymienię same zalety.
Beta to zawsze sprytny ruch, betujący krytykę zostawiają niejawną, a pochwały dla publiczności 

Ogólnie to opowiadanie moim zdaniem wypada barwnie i kolorowo w porównaniu do większości opowiadań na Portalu.
To bardzo duży komplement i właściwie nie wiem, czy zasłużony. Niemniej, autor bywa najgorszym sędzią własnych tekstów. Osiągnięta odróżnialność to zapewne odrobinę zasługa osadzenia w uniwersum oraz w dużej mierze Twoja i bruce :)
Bardzo Ci dziękuję za betę, opinię i tak w ogóle!
Robercie,
dziękuję, że wpadłeś, fajno :)
Fajna historia kryminalna osadzona w świecie fantasy.
Właśnie nie takie to częste, nie? Aż byłem zaskoczony. Wątki kryminalne bywają, owszem, ale żeby detektyw był bohaterem itp. to rzadsze.
Pozdroklik
Dziękuję! Jakie fajne powiedzonko. Własne, czy pożyczone? 
I cała mądra dyskusja zwieńczyła się wychodkiem… Samo życie :). To ja dziękuję za intrygującą lekturę i trzymam kciuki za sukcesy publikacyjne!
bruce
serdecznie dziękuję! Tekst nie jest łatwy w odbiorze, ale cieszę się, że finalnie wyszedł jako tako i duża w tym Twoja zasługa. Jak zawsze, Twoja beta to zaszczyt.
Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję i pozdrawiam serdecznie!
bardzie,
w pełni rozumiem Twoją opinię, bo wyraża moje wszystkie obawy co do wad tekstu. Jakiś okazał się trudny, trochę do napisania, a trochę w odbiorze, mimo to zdecydowałem się nim podzielić.
Zgodziłem się nawet z Tobą a priori, pisząc, że tekst “udaje kryminał”.
Co do zaklęć i innych elementów uniwersum – świat oczywiście jest większy, a możliwości jego pokazania w krótkich opowiadaniach ograniczone. Staram się w różnych tekstach pokazywać wybrane kawałki (choć zapewne wielu osobom udałoby się w 30 tys. znakach zrobić to lepiej). Tutaj chciałem się skupić na głównej bohaterce oraz odróżnić elfów od mirtisów. Magia według elfów na pewno wjedzie na rozkład w przyszłości i zostanie odgwiezdnowojniona :)
A niewiele jest przyjemniejszych rzeczy niż klik po krytycznej opinii. Jest to wiarygodny, mocny klik i bardzo mnie on cieszy.
Pozdrawiam!
No to bardzo dobrze się kryją, przynajmniej ci w mojej bańce towarzyskiej ;p
No to widzisz, przynajmniej na Portalu można się otworzyć średniowiecznie.
Dzięki za polecajki! Mnie za to bardzo podobały się: “Przeżyj rok w średniowieczu” Bendikowskiego, “Średniowiecze w liczbach” Janickiego i “Dżuma. Czarna śmierć” Kelly’ego.
I wzajemnie dziękuję :)
Coś w tym jest, ale podobno wiara nie musi się gryźć z racjonalizmem. Podobno.
*powiedział św. Tomasz z Akwinu i wywalił całe średniowiecze do góry nogami :)
Zaraz, Ty jesteś dyżurnym, tak? To do listy oprócz oranżady dochodzi jeszcze czekolada…
Ale nie za ten dzień, ja mam poniedziałek, więc spokojnie. A do trunku to jeszcze przejdziemy 
Mam wrażenie, że ciężka praca nie zawsze idzie w parze z sukcesem.
To jest bardzo sensowna myśl. Czasami tekst, który “sam się pisze”, lekko i przyjemnie i nawet bez wielu poprawek, okazuje się być kapitalny, a inny, gdzie okrutna praca jest włożona, wychodzi tak sobie (tylko sobie nie myśl teraz, że ten tekst jest “taki sobie” – jest bardzo dobry). I dlaczego Bóg zsyła na nas taką niesprawiedliwość? 
O! Mój człowiek
Niewiele osób fascynuje się średniowieczem, więc tym bardziej się cieszę, że teraz mam kogoś, z kim mogłabym o tej epoce podyskutować. Może masz jakieś ciekawe książki do polecenia?
Eee tam, średniowiecznych świrków trochę jest, czasami się nawet nie kryją ;)
Z bardziej naukowych pozycji, to kreatywny nie będę, bo lubię klasyków – Runciman, Samsonowicz, nie przepadam za Jasienicą. Lubię też Frankopana, bo ma zdrowe, analityczne pióro.
A z fabularyzowanych – przeczytałem chyba wszystko Bernarda Cornwella, gość pisze najbardziej autentyczne sceny batalistyczne jakie czytałem.
Jednak jeśli chodzi o taką codzienną zaradność życiową, to bez wątpienia byli od nas mądrzejsi. I chyba głównie dlatego średniowiecze tak mnie fascynuje.
Ze wszystkim co napisałaś się zgadzam. Mam jednak na myśli dość zdrowy rozkład priorytetów. Obecnie żyjemy w świecie, gdzie 90% czasu poświęcamy na sprawy, których nie chcemy i nie lubimy robić. Oni potrafili polubić to co robili, znaleźć w tym sens, nie gonić za szczęściem na siłę, tak jak my robimy to obecnie. W dużej mierze to chyba kwestia prawdziwej wiary w idee uniwersalne (nie chodzi stricte o Boga, może bardziej o koncept Boga, ale inne również).
Aczkolwiek nie powinnam się dziwić, że Twoje pierwsze wrażenie było, jakie było, bo przecież nigdy wcześniej nie dzieliłam się tekstami osadzonymi w średniowiecznych realiach no i wybrałam akurat oklepany wątek czarnej śmierci.
Dlatego podkreśliłem “ale” żeby pokazać, że nie mam żadnego zarzutu pod tym kątem. Widać, że wiesz o czym piszesz.
Widać to nawet w momencie, gdy upomina Marię, gdy ta bluźni na Boga
A właśnie w tych scenach zaczął się mój problem. Może to kwestia sformułowania dialogów.
Np.
– Sama nie wiem, jakim cudem palenisko zapłonęło. Zaraz po tym, gdy wciągnęliśmy siostrę do środka, ogień nagle zaczął się palić. To na pewno znak od Boga.
Albo mój kochany Ignis nade mną czuwa – pomyślała zakonnica.
Bardzo szybko przerzuca swój zachwyt na coś materialnego – ptaka. Traktuje go jako posłańca bożego – ok, ale to nie jest aż tak dobitnie rozbudowane. Nie wiem, może ja oczekuję doświadczenia ekstatycznego dla niej.
Inna sprawa, że to jest też mocnym punktem budowy psychologicznej Eli. To jak szybko przerzuca na feniksa swoje teorie o świecie, raz jest diabłem, raz Bogiem itp. To czyni z niej ciekawą postać.
A o tym nic nie wiem, to ciekawe, możesz rozwinąć albo wskazać książkę?
Teraz sobie nie przypominam, ale było to chyba po prostu z podręczników akademickich, nawet nie wiem, czy nie z Michałowskiego (ale może Manteuffel?). W każdym razie św. Franciszek ze swoim skrajnym ubóstwem i wątpliwościami, co do stylu funkcjonowania duchowieństwa jako stanu, dość mocno wpisywał się w ruch Waldensów, których parędziesiąt lat wcześniej poczęstowano nawet krucjatami. Franciszek miał po prostu szczęście, że trafił na ludzi u władzy kościoła, którzy przedstawili go w pozytywnym świetle, jako “odnowę”, a nie “herezję”. Sensownego źródła musiałbym poszukać.
To prawda! Nie ma tu momentu, który dosłownie wbija w fotel. Chyba jeden z największych minusów tego tekstu. Powinnam się cieszyć, że w ogóle tyle osób zechciało go przeczytać.
Bez przesady, dobrze się czyta. Acz rozmiarowo to napisałaś tekst pt.: “Dyżurni jej nienawidzą” jeśli chodzi o ilość znaków 
Ja myślałam, że wychodek był poza chatą, a nie w chacie. Poza tym Elżbieta opuszcza domostwo, więc to oczywiste, że wychodka nie ma w chacie.
Chodziło mi ogólnie o wychodek, bo Maria i Zbigniew na zamożnych światowców mi nie wyglądali. Tak samo z tą Europą i Florencją, ale nie jest tak, że rozwala mi to spójność tych postaci.
A przy okazji lekko pocisnąłeś innym autorom, hehe, ale tak, zgadzam się, nie wszystko, co na papierze, jest złotem.
Publikacja nie czyni od razu dobrego autora. Liczne grono czytelników tak samo nie oznacza, że ktoś ma dobry warsztat – mógł mieć tylko dobry pomysł albo grono odbiorców nie oczekuje od niego warsztatu. Czytam teraz dalsze części “Pieśni lodu i ognia” i jak fabuła wciąga, tak miejscami napisane jest to przeciętnie. I odwrotnie, tekst nieopublikowany może być przeoczoną perełką. Natomiast, gdy w różnych tekstach (bizarro, paraboliczne sci-fi, fantasy, fantasy-hist itp.) widzę u Ciebie regularny wysoki poziom, to nie ryzykuję stwierdzeniem, że dobrze piszesz 
Marszawa – Bernina Express
dyżurny
Czołem Holly!
Odnosząc się także do Twojego opisu – widać mnóstwo, mnóstwo pracy włożonej w ten tekst. Pracy zapewne ciężkiej i nie zawsze wdzięcznej. Duży szacunek za to.
Grupka przemyśleń (nie uwag, bo kim ja jestem, żeby Cię pouczać, zwłaszcza, że technicznie napisałaś właściwie bezbłędne 80 tys. znaków).
Pierwsze. Jestem psychofanem średniowiecza od dwudziestu lat, a żyję na tym świecie dwadzieścia pięć i pół. Uważam, że paradoksalnie była to epoka, w której ludzie byli najmądrzejsi (mojego stanowiska nikt nie zmieni – może jedynie czas). Po prostu miano wtedy bardzo interesujący sposób na życie. I to przyjmując lub nieprzyjmując wiary jako czegoś ponad zjawiskiem psychologicznym.
Drażnił mnie w Twoim tekście widok mojej ukochanej epoki, wybrzmiewający “uuuu wieki ciemne”, bieda, głód, śmierć i w ogóle to cierpienie. Wprawił mnie w ten nastrój w szczególności stos na samym początku, a stosy w średniowieczu karą były rzadką.
ALE dokończywszy czytać, nie mam uwag. Pokazałaś jak miasto się podniosło, co dowodzi, że to co wcześniej było tragicznym wyjątkiem od reguły. A poza tym, to fantastyka. Więc się zamykam w tej kwestii 
Drugie moje przemyślenie to pobożność Elżbiety – wypada dość niewiarygodnie, bo bardzo łatwo ją odrzuca i traktuje dość płytko. Z jednej strony jest eremitką, z drugiej jej pobożność jest bardzo sztuczna, a głównie czyni z niej odludka, zaś po odrzuceniu pobożności staje się wesołym, społecznym człowiekiem. Pytanie, czy nie ciekawiej byłoby z niej zrobić właśnie niewierzącą, która eremityzm wybrała jako wygodną ścieżkę życia dla osoby z fobią społeczną.
Choć jest to też intrygujący aspekt – jej wiara może mieć cechy “herezji lokalnej”, których było pełno, zresztą sam św. Franciszek długo miał z tym problem i bardzo zręcznie uniknął losu, choćby Waldensów.
Po trzecie, jak pobożność wybrzmiała mi bardzo sztucznie, tak psychika głównej bohaterki jest ciekawa. Choć Elka nie wzbudza, przynajmniej mojej, wielkiej sympatii, to jednak jej myśli są intrygujące i niełatwe. Nie nudzą.
Po czwarte, tekst jest dość rozbudowany i chyba delikatnie zbyt. To znaczy niewiele się momentami dzieje, dużo akapitów to przebudzenie się, dowód na to, że Ela jest głodna i pójście spać. Z drugiej strony, to mnie męczyło w taki pozytywny sposób – taki metachwyt autorski, że umęczenie głównej bohaterki przerzuca się narracją na czytelnika. To jest fajne. Ale i tak nie pogardziłbym jeszcze bardziej dynamiczną fabułą w paru miejscach (szabrownicy to lekko zmarnowany potencjał). Czyli albo wincyj albo lekko mniej :)
Po piąte, klimat zbudowałaś niezły, ale nie wybitny. Wszystko jest utrzymane w dobrej konwencji, umiejętnie kształtujesz przestrzeń i symbole, cierpienie jest wiarygodne i aż porusza. Zabrakło może wybitnego punktu kulminacyjnego.
Po szóste, bardzo zręcznie wykorzystane motywy biblijne. No ten Hiob jest super, ja to myślałem, że więcej będzie i nawet więcej bym chciał. Jak dla mnie, to nawet cały tekst mógłby zostać oparty na takim motywie. Dobry pomysł, dobre wykonanie. Motyw deszczy też świetny.
Po siódme, nie wykreowałaś, poza Elżbietą, żadnej postaci, która byłaby bardzo charakterystyczna, a jednak opowieść układa się przyjemnie. Ciekawe. Acz psychika postaci i ich motywacje są raczej uwspółcześnione, zwłaszcza wypowiedzi Marii wydają mi się takie. Niemniej, dzięki temu dobrze wybrzmiał dramat sytuacji, były ciarki na plecach.
(nie wspomniałem o feniksie, bo… chyba tak jak Adexxowi, nie wydał mi się kluczowy… *tym tym tym*).
To na boskiej siódemce skończmy. Dwa technikalia chyba:
Poczuła nagłą, silną potrzebę pójścia do wychodka, którego raczej w okolicy nie było. Musiała po prostu wyjść na podwórze.
Wychodka to raczej by nie mieli w takiej ot chacie. Raczej po prostu do tej obory, może w jakim wiadrze albo co…
– Janek mi nigdy nie zełgał – warknął. – Poza tym czemu ludziska miałyby zmyślać? I to w całej Europie? Zastanów się, głupia babo, zanim coś powiesz…
Raczej by nie byli zaznajomieni z pojęciem “Europa”, które owszem istniało, ale nie wiem, co dla nich miałoby znaczyć.
Podsumowując, widzę ogrom pracy. Researchu, pisania, a potem uspójniania wszystkiego. Literackie poty, jednym słowem.
A rozpatrywanie przyjęcia lub nie przyjęcia tekstu w NF jako porażki lub sukcesu nie ma sensu. Masz mocny warsztat, pomysły i udanie je realizujesz (z lekko zatrważającą częstotliwością – jak to się robi?). Po prostu jesteś dobrą pisarką, tak jak czasami dobrymi pisarzami są autorzy wydani i opublikowani. Czasami tekst czytelnikowi siądzie bardziej, czasami mniej. Napiszesz jeszcze wiele wybitnych tekstów i będziesz miała swoje publikacje papierowe. Amen.
Pozdrowionka serdeczne!
Czołem Marszawo!
Chyba wszystko co mądre, powiedziała Tarnina zostało już powiedziane. Przybywam, będąc uprzedzonym już na wstępie o bardzo wysokiej jakości tekstu. I od razu dodam, że nie czytam szczegółowo komentarzy powyżej :)
Jedyny zgrzyt logiczny jaki mam, to: na litość boską, po co oni puszczają ten pociąg cały czas, skoro znikają przez to tysiące istnień? Dziwne działanie. Rozumiem, że na końcu go wstrzymują, ale no i tak nienaturalnie późno, skoro mówimy o poważnych liczbach. Jako obywatel tego świata miałbym jednak poważne wątpliwości. No gdyby w moim porannym tramwaju codziennie znikała jedna osoba, to miałbym wątpliwości, czy chcę wsiadać, nawet jeśli wylatywałby w zamian co raz pokojowy noblista. Ale to uwaga taka o.
– Bo portal to nie drzwi, przez które po prostu się przechodzi – zucił,
rzucił?
Tekst ma ok. 39 tys. znaków. Nie tak dużo. Główna bohaterka nie jest postacią bardzo wyrazistą, raczej służy opowieści.
Ale ta opowieść jest wręcz piekielnie kreatywna. Złożyłaś wizję ciekawą, zupełnie nieoczywistą i relatywnie spójną (do ostatniego mam wątpliwości najwięcej, ale wady będą zawsze – zresztą sam nigdy nie wpadłbym, jak połączyć te mechanizmy). No nie ma się co rozpisywać, po prostu brawo!
Za tę fenomenalną kreatywność, która ma 150% normy – patrząc na rozmiar tekstu, z przyjemnością dorzucam TAK-a dyżurnego (jeśli się wyrobiłem w grudniu, ale chyba tak :)). Naprawdę podziw, za to jak to wymyśliłaś i spięłaś.
Pozdrawiam!
Szczerze? To jak na dziesięć słów, z których trzy to “monokl”, to wypadło ciekawie. Można sobie pointerpretować :)
A każdy nowy tekst będzie lepszy od poprzedniego! :)
Szalone, ale mam nadzieję, że się spełni
. Dziękuję za wiarę (i za przeczytanie oczywiście też)!
Zakapiorze,
takie to życie jest, że fantastyka czy nie, a krwiopijca-zyskożerca zawsze na górze ;(. Niemniej, cieszę się, że na jego sukcesie mogłem chociaż napisać zjadalny tekst 
Reg,
no jak Ty znalazłaś tylko jedno niedociągnięcie, to chyba naprawdę lepszego technicznie tekstu już nigdy nie napiszę ;)
Najwyraźniej trzeba więcej uwagi poświęcać brelokom. Ja akurat przy swoich kluczach mam ludziki lego, ale słowo harcerza, że nie zakląłem tam jakiegoś nieszczęsnego sprzedawcy, czy urzędnika!
Tak ad vocem do wszystkich – nawet nie próbuję formułować zarzutu, że tekst jest niewiarygodny. Rozumiem chaos konfliktu itp. to sensowne wyjaśnienia. Opko zresztą do biblioteki nominowałem, bo absolutnie tam jego miejsce.
Miałem na myśli brak czegoś jeszcze, żeby z solidnego 5 wyciągnąć na 6 :)
Ale, Michaleu – piszesz świetnie (klimacik mmmm) i ponownie, gdyby to był prolog do powieści postapo, to byłby mistrzowski i na ciąg dalszy książki bym się rzucił.
Pozdrowionka!
MichaelBullfinch: Pod maską
Czołem Michaelu!
Nagle usłyszałem wrzaski. Ktoś musiał gonić tego młodzieńca. Cały oddział meksykańskich żołnierzy wyłonił się zza jednego z magazynów dwieście metrów dalej. Pierwsze strzały padły w moją stronę. Uchyliłem się.
Wtedy właśnie to zobaczyłem. Mały, metalowy przedmiot wystający z kieszeni Polaka. Stabilizator kieszeni czasoprzestrzennych.
Słyszałem o tym, jak działa, tylko na szkoleniach wojskowych, gdzie dowódcy sami nie byli pewni, o czym mówią, cała wiedza pochodziła z zeznań szpiegów Nowej Europy. Wyciągnąłem błyskawicznie rękę po gładki, czarny moduł wielkości dłoni, jeszcze ciepły.
Chłopak musiał ukraść go jakiemuś zabitemu żołnierzowi. Dobra robota, szkoda tylko, że trafiłeś na mnie.
Przeturlałem się szybko za jeden z kontenerów, nie miałem czasu. Żołnierze nie przestawali strzelać, byłem w pułapce.
Dlaczego oni tu do niego strzelają? Przecież ma ich mundur, nie?
Kurczę, z jednej strony końcówka mocna i oddziałuje emocjonalnie, ponieważ znakomicie budujesz napięcie. Z drugiej, trochę naciągana, jak się połączy fakty, tragedia wypada dość banalnie, tak jakbyś bardzo chciał do niej doprowadzić, ale nie miał lepszego pomysłu jak to zrobić. Bohater zapomina, że ma maskę, szarżuje na żonę w tej masce i nie może jej zdjąć – po prostu trochę takich głupich decyzji, które mogły mieć miejsce, ale nie muszą mnie w pełni przekonywać.
Na plus – narracja prowadzona dwuosobowo i nagłe przejście na trzecią perspektywę na końcu. No znasz się na budowaniu klimatu, oj znasz.
Całość wypada trochę jakbyś chciał za pomocą tej tragicznej, ale generalnie prostej opowieści przedstawić świat. Wyobrażam sobie to jako prolog do powieści postapo. Wybrzmiałoby to mocno, znakomicie. Natomiast jako samodzielny tekst, jest po prostu niezłe.
I z ciekawości – dopasowujesz obrazy Mamy do tekstów, czy może one są inspiracją? Oczywiście malunek otoczony Twoją opowieścią wypada kapitalnie!
Pozdrawiam!! (i klikam)
Czołem Zakapiorze!
Jak raz będę krytyczny, a co.
Wykonanie techniczne oczywiście prawidłowe.
Mam wątpliwość, co do rozwiązania, w którym większość historii jest opowieścią pierwszoosobową bohatera. Z jednej strony robisz takie wrzutki, ala do przesłuchującego, żeby nam o tym przypomnieć i uwiarygodnić monolog, z drugiej wiernie odtwarzasz każdy dialog i opis. Czasami to pasuje, czasami nie. Nie do końca mnie przekonało.
Podobnie nie zrozumiałem motywacji von Gierke, a jego zachowanie było kluczowe. Jeśli Ciemiężyciel miał zdolności zawładnięcia umysłem, to nie wybrzmiało to dość przekonująco.
Przez chwilę sądziłem, że całość będzie pewną ułudą z perspektywy desperata walczącego o życie córki. Okazało się inaczej i cała ta historia mnie nie porwała, zbyt wiele “ale” pozostawia w realiach naszego świata, w którym osadziłeś opowieść.
Ogólnie ma ręce i nogi, po prostu mnie porwało. Trochę to Twoja wina – przyzwyczaiłeś to bardzo wysokiego poziomu. Ale chyba wolę bardziej fantasy w Twoim wykonaniu.
Nie mam jednak wątpliwości, że dalsze Twoje teksty mnie urzekną. Tu po prostu nie nadawaliśmy na tych samych falach.
Pozdrawiam!
Czołem Holly!
Ooo widzę, że Dziń dybry nabrało prezentacji graficznej. Nice 
Ja jednak pozostanę przy powitaniach z:

Oj. Purpurowo i za długo.
E no, ale tu przecież ma być purpurowo i za długo. Zastanowię się jeszcze, ale trochę Twoja uwaga mnie utrzymuje w przekonaniu, że to zdanie jest dokładnie takie, jakie ma być.
Mylące. W pierwszej sekundzie myślałam, że mówi to blondynka.
Cytując Leszka Balcerowicza: celne.
→ A teraz zapraszamy do skorzystania z wróżby.
Chcesz powiedzieć, że moje zrobienie oddechu po “a teraz” nie jest przecinkiem?????? Co więcej, chcesz mi powiedzieć, że metoda na “w tym miejscu robię oddech/pauzę przy wypowiedzi” nie jest nieomylną wytyczną interpunkcyjną??????? Kurna, upadają metody na rympał…
Oczywiście zmieniłem 
Wspaniałe!
Miło, gdy ktoś fatyguje się do jednego zdania tylko po to, żeby powiedzieć, że jest ono fajne. Naprawdę miło
No i co, nie ma się do czego przyczepić. Tekst satysfakcjonująco pięknie napisany. Powiało świeżością, oryginalne i pomysłowe połączenie bajkowości z biurokratyczną surowością. Gładko, zabawnie, przyjemnie. Naprawdę dobry tekst. Poziom między Biblioteką a Piórkiem.
E no, napiszę coś lepszego na Piórko (albo raczej – może na jakąś nominację chociaż). Tylko wtedy musisz nominować!
(*quasi korupcja moment*).
A tak serio, seriutko, to dziękuję, bardzo to miłe, a przecież to skromny tekścik jest.
Pozdrawiam!!!!!
Ło Boże, ale pozycji się porobiło. Ja tylko szczerze przeproszę za moje nieliczne nominacje dyżurne, grudzień był okresem z niewielką ilością czasu. Może jeszcze uda się coś wesprzeć!
Nominowanym gratuluję serdecznie!
To życzę powodzenia na krótkie, ale i długie formy w całym Nowym Roku! 
Czołem!
Jeśli to debiut, to serdecznie witamy w wesołym cyrku na Portalu! Dobrze, że jesteś!
Co do tekstu.
Czy tworzenie tekstu z użyciem krótkich zdań było zamysłem? Jako element narratora? Ponieważ prawie w ogóle nie używasz zdań dłuższych, które zwłaszcza sprawdzają się przy opisach i wyjaśnieniach. Krótkie są raczej dla akcji.
W głębi moich starych kości, czuję ogromną nadzieję. Widzę, jak ludzie, pomimo całej tej technologii, wciąż szukają bliskości. Widzę, jak dzieci wciąż tulą się do nas, jak szukają w nas ukojenia po ciężkim dniu.
Jesteśmy świadkami, jak ludzie coraz częściej zwracają się do nas, gdy czują się samotni, zranieni, zagubieni w tym szybko zmieniającym się świecie. Pomagamy im tam gdzie pachnie starością, wspieramy ich szczeniaki z trudnościami. Nasze delikatne, bezstronne spojrzenie, nasza zdolność do słuchania bez osądzania – to jest coś, czego ludzie potrzebują teraz bardziej niż kiedykolwiek. Staliśmy się ich kotwicą emocjonalną, ich spokojną przystanią w burzliwym morzu zmian.
Nie jestem psiarzem, ale to ładny fragment.
Przeszkadzają mi w tekście wskazane przez Przedpiśców błędy stylistyczne i interpunkcyjne – po prostu gorzej się czyta. No i właściwie nie masz tu fantastyki.
Do przemyślenia – zaimki, w tym dzierżawcze, nie wszędzie są potrzebne. Można zadać sobie krytyczne pytanie, czy zdanie ma sens bez tego zaimka. Jeśli ma, to go wywalamy.
Ale tekst nie jest zły, miałeś pomysł na opowieść z innej strony i go udanie zrealizowałeś. Technika do poprawy.
Pozdrawiam!
Czołem Adexxie!
No jak na niecałe 3 tys. znaków to niezłe. Brawo! Jeśli to ćwiczenie krótszych form, na pewno dobre i z pomysłem, także warto było.
Psia krew…
Psiakrew razem?
Nie wszystkie porównania były dla mnie jasne. Ale nie muszą, co również wyjaśnia końcówka.
Pozdrawiam!
Ave Cezarze x2, chwała i sława!
Połączenie Gry Endera z Incepcją wyszło (do pierwszego chyba ktoś już porównywał poprzednie części). Wypadło fajnie.
Skutecznie oddziaływałeś na moje emocje, więc tekst wchłaniałem, nie czytałem. Tylko co ja takiego właściwie wchłonąłem? Nie mam 100% pewności, ale przyjemne uczucie 
Pozdrawiam!
Z ostatnich, najciekawsza była o kradzieży sekretu porcelany przez zakochanych w niej Europejczykach, zasłyszana dwa lata temu i opowiedziana przez kustoszkę w toruńskiej Kamienicy Pod Gwiazdą.
Ciekawe. A lubiliśmy sobie sekrety Orientu wywozić, ot choćby kradzież jedwabników przez Bizantyjczyków. Paradoksalne w świetle dzisiejszej złej renomy towarów ala “made in China”, jak kiedyś podbieraliśmy im patenty ze względu na ich estetykę i jakość.
Dzięki śliczne za komentarz, rozmowę oraz życzenia i również wszystkiego dobrego-literackiego na Nowy Rok! 
Ależ oczywiście, że odpowiadam! Nie wyobrażam sobie nie odpowiedzieć.
Jak znajdujesz Huizinga – dla mnie jest mądry lecz przewleka?
Hmm… Jest to dziwna książka, tak ją zapamiętałem, ale może dlatego, że moja z nią styczność miała miejsce przy olimpiadach w liceum, więc do literatury podchodziłem stricte wiedzowo, a ta pozycja raczej zawiera sporo przemyśleń i ocen. Niemniej, taka rozwlekłość jakoś pasowała mi do tytułu i opisywanego zjawiska zmiany pewnego sposobu myślenia (o sposobie myślenia ludzi w średniowieczu i ich przepisie na szczęście, to osoba dyskusja :), kiedyś byłem wielkim fanem idei uniwersalistycznych jako przepisu na wszystko). Ogólnie lekturę uznałem za całkiem przyjemną, choć nie zostawała w pamięci aż tak bardzo długo. Z szeroko pojętej literatury historycznej z opiniami, to jednak najbardziej zapadł mi klasyk, czyli prof. Krawczyk. Choć podobne wrażenie wywarły na mnie “Jedwabne szlaki” Frankopana (mediewista nomen omen), ale to już książka o bardzo marko spojrzeniu.
Lubię punkty, w trakcie pierwszego czytania parkuję myśli jak samochody na na pustym parkingu, przy drugim czytaniu sprawdzam, czy te auta rzeczywiście tam stoją, czy są tej marki, wielkości, czy nie ma tam innych.
Jakie piękne porównanie 
Z tych porównań, które lepiej oddają rzeczywistość niż opisanie jej wprost.
W pracy też próbuję wszystko upunktowywać, ku zgrozie niektórych współpracowników, zwłaszcza, gdy widzą podpunkty od podpunktów.
Ostatnio czytałam "Jesień" pewnej Szkotki (Ali Smith, tłum. J.Kozłowski) obyło się prawie bez nich, czyli to zależy, takich przykładów zresztą znajdziesz więcej. Swoją drogą szukając tłumacza Ali Smith zauważyłam, że nie ma go na okładce WAB, ponadto w rożnych portalach też trudno się nazwiska tłumacza doszukać, nie podoba mi się to.
Ostatnimi czasy zwracam uwagę w czytanych pozycjach na te określniki i faktycznie, często obywa się bez nich. Może zatem i ja się postaram bez nich obywać?
A co do “Jesieni” (nie-średniowiecza) to nie czytałem, choć o cyklu słyszałem coś (bo to takie cztery pory roku są, prawda?). Ale zaskakujące jest potraktowanie tłumacza. Tym bardziej, że w dobie AI chyba coraz mniejszy szacunek jest do tego zawodu, bardzo niesłusznie.
Kluczem jest impuls, a nie opis pionków które, stawiasz na planszy.
O to, to! Przyjemne jest to uczucie, gdy impuls przybywa, ale trzeba go trzymać mocno, żeby nie ulatywał. A potem złośliwie, gdy akurat jest chwila na pisanie, to go nie ma.
Wiem, chcemy, aby pointa dotarła, jednak – chyba lepiej mniej powiedzieć, niż za dużo, czasami.
Święta prawda, której (jak widać choćby po odpowiedziach) nie umiem się trzymać :)
Również pozdrawiam 
Gratulacje dla wybranych, bardzo solidny skład osób na bieżąco aktywnych na Portalu i super! A ujmując tajemnicy, są cztery "e" w beeeeckim :)
Czołem!
Obiecałem i wracam.
Była tu bruce, będzie pewnie regulatorzy i Tarnina, więc nie widzę celu szczegółowych porad językowych. Zwłaszcza, że napisane jest w porządku, masz parę prostych literówek i brakujących znaków interpunkcyjnych, raczej owoc przeoczenia niż błędu jako takiego.
Tekst do połowy wybrzmiewa jak krótka przygoda RPG, tylko dla jej pełni brakuje nam lepszego poznania każdego z bohaterów. W drugiej części jest już bardziej bohaterocentrycznie, a bez przygody. Mimo to, postacie wypadają raczej blado i bez wyrazu. Dlatego wolę pierwszą połowę i chętniej przeczytałbym cały tekst w tym stylu. Mam też wrażenie, że sam wątek Materia Prima nie został zamknięty.
Całość ma też drobne znamiona przegadania, akcja dzieje się szybko, dialogi są długie.
Co na plus, to na pewno, że dość umiejętnie posługujesz się językiem do kreowania fabuły. Używasz rozbudowanego słownictwa (Tarninie oceniać, czy poprawnie, ja prosty człek jestem), piszesz zdaniami wielokrotnie złożonymi – automatycznie utrudniając sobie zadanie. Jednak dźwigasz ten ciężar udanie.
Ekspozycja świata w dialogach również wypada dość nieźle, choć ma w sobie tradycyjne dla tego mechanizmu wady. Jednak, gdy to postacie opowiadają o swojej historii, wypada to bardziej wiarygodnie i naturalnie.
Niemniej, nie mogę się wyzbyć wrażenia, że sens przedstawienia nam wszystkiego w drugiej części wybiega poza zakres tego tekstu, przez co nosi on znamiona fragmentu. Rozumiem dylemat, Twój świat jest większy niż to opko i widać, że masz na nie pomysł.
Pozdrawiam i powodzenia w dalszych tekstach!
Jolu, fajne, krótkie, a jednak z emocjami. Niby nie wiemy nic o bohaterze, a jednak da się go zrozumieć. I tylko wierzba go słucha, prawie jak Pocahontas…
Klimatyczne, sympatyczne.
Pozdrawiam!
Witaj Asylum,
Musiałam sprawdzić, czy są cztery ‘e’. Są. Trudny nick, wyzwanie/rewolucja – takie miałam skojarzenia.
*walka z wszechotaczającą nas powtarzalnością i prostotą, gdzie w różnego rodzaju portalach nick od “becki” do “beeecki” był zajęty ;)
Nie wiem, czy mój portalowy debiut zasłużył na taką analizę, niemniej jest mi bardzo miło, że ją przedstawiłaś, prezent naprawdę trafiony. Kubuś, chyba w którejś ekranizacji wypowiedział się: “ten balonik nie jest mi potrzebny, ale jest za to bardzo chciany” i tak samo mogę powiedzieć na wstępie odnośni komentarza w prezencie :).
Bardzo ciekawa myśl z tą “Jesienią średniowiecza" – zwłaszcza, że akurat parę lat temu czytałem, bo takie mam dziwności, że literaturę opracowującą średniowiecze poczytuję. Jak o tym pomyślę, forma mogła tu być zarówno zaletą (w tym powierzchownym odbiorze tekstu pt. “no rozbawiło”), jak i wadą (dla głębszej analizy, zarówno humoru, jak i przesłania).
Nie będę się jakoś rozwodził nad każdą refleksją, ale zdecydowałaś się na punkty (co uwielbiam, będąc ciężko chorym na punktozę) i tak też odpowiem. Zwróciłaś uwagę na pewne kwestie, które udało mi się (taką mam nadzieję) wyplenić ze swojego pisania, ale też na takie, które wciąż ze mną są. Omawiany tekst traktuję jako sporą wadą obarczony, ale przede wszystkim jako materiał do nauki w przyszłość.
1) Z określnikami okołodialogowymi walczę, nie zawsze skutecznie. Na pewno im więcej zwraca mi się na to uwagę, tym większa szansa, że je odpuszczę.
2) Cenna myśl, wprost na to nikt nie zwrócił mi uwagi dotychczas, a faktycznie taki mechanizm stosuję często. Dobrze, że to mówisz. Dzięki za przykłady.
3) I z tym na pewno dalej mam problem, choć próbuję identyfikować i czynić ekspozycję subtelniejszą. Nie wiem, z jakichś powodów trudno przychodzi mi zręczne wplatanie motywów w akcję i fabułę. Może dlatego, że zwłaszcza takie pojedyncze teksty widzę jako zbiór obrazów-pomysłów, a nie zawsze jedną całość i potem łączenie odbywa się lekko na zasadzie Frankensteina, a szwy są widoczne, nawet jeśli ręka, czy noga całkiem sprawne.
Miło, że dostrzegłaś również plusy.
1) Cóż, nawet nie wiem, czy to zaleta, po prostu taki pomysł się we mnie obudził, a postaci już istniały z mocno wyrysowanymi cechami.
2) Tutaj faktycznie taki był zamysł. Wiadomo, że “kubusiowe myślenie” przeważnie ma pozytywny wydźwięk prostowania skomplikowanego życia i pokazywania wartości sensu stricte, bez zbędnych obudówek. Podobnie ze wspólnotowością, która w oryginalnym Stumilowym Lesie jest mocna.
3) Faktycznie zastosowałem wyraźną przesadę. Możliwe, że zbyt wyraźną. Lubię operować ironią na co dzień w języku mówionym, więc czasami ten próg mam zawyżony w pisaniu i widzę w jego przekraczaniu wartość samą przez się.
Na koniec – możliwe, że na ten tekst już nie naniosę Twoich poprawek. Wymagałoby to dokładnego przepisania tekstu. Niemniej są one bardzo cenne i zapamiętam je, wracając do komentarza przy pisaniu innych tekstów, co być może pozwoli mi unikać podobnych błędów.
Dziękuję bardzo i pozdrawiam!
Misiu,
cieszę się bardzo, że strzał zabawowy okazał się dla Ciebie przyjemny, tym bardziej, że nie zrobiłem jakiegoś pozytywnego zakończenia, a wiem, że takowe lubisz. Zawsze mówisz, że “nie umiesz pisać komentarzy merytorycznych”, a przecież wyrażasz więcej niż tysiąc słów w prosty sposób, trafiając w sedno z przekazem.
Dzięki wielkie i życzę mimo wszystko relatywnie pozytywnego humoru, na tyle, na ile to możliwe :)
Murinie!
Cieszę się Twoim powrotem i chyba pierwszym opkiem wrzuconym do dostępu publicznego (?). Vestiugium chyba skończyło się na becie. Miło Cię w każdym razie znów widzieć.
Trochę uwag ode mnie, słusznych bardziej lub mniej, śmiało się z nimi nie zgadzaj.
Kilka tygodni temu spalił swoją zbroję, chcąc na zawsze odciąć się od przeszłości. Nie pomogło.
Z tego co kojarzę zbroje samurajskie miały charakter podobny do rzymskich, tj. metalowe płytki łączone skórą – pytanie, czy mógł to spalić? Może m
gdzie wiosna wyglądała tak, (bez przecinka?) jak na malowidłach
Jak to możliwe, że wciąż żyje, że wciąż kurczowo trzyma się w tym świecie
Kurczowo trzyma się w tym świecie? Trzyma się w kontekście “trzymać się”? Nie pasuje mi tu. Nawet “trzyma się istnienia na tym świecie” byłoby dla mnie lepsze.
Z trudem obrócił się na bok, rozglądając wokół. Dostrzegł kogoś w kącie. Medytował.
Podmiot dorozumiany się rozjechał, bo w trzecim zdaniu wciąż jest nim nasz bohater. Zatem może, “dostrzegł w kącie kogoś medytującego”?
Lepiej żebyś miał dobre wytłumaczenie (przecinek?) co tu robisz i dlaczego wyglądasz jak żebrak.
odpowiedział gniewnie, choć natychmiast złagodził ton.
To w końcu gniewnie, czy nie gniewnie? Nie rozumiem.
– Słuchaj po prostu Muso. – Kapłan pochylił się nad nim raz jeszcze.
Może: Słuchaj “po prostu Muso”.
Leżał na plecach i z trudem próbował się po raz kolejny podnieść.
Lepiej brzmi: Leżał na plecach z trudem próbując się po raz kolejny podnieść. Ogólnie, także do innych zdań – momentami zalecałbym zmniejszenie ilości czasowników (dobre dla akcji, słabsze dla opisów), a zastępowanie ich imiesłowami odczasownikowymi lub odprzysłówkowymi.
Kapłan wyprostował się, podszedł do progu drzwi i spojrzał na okolice.
O choćby tu.
Zawiodłem swojego pana, a więc nie mogę nawet się nazywać roninem.
Mam wątpliwość, czy to tak działało wobec śmierci suwerena, ale nie mam pewności. Tylko sygnalizuję :)
Pod chatę podjechał na kasztanowym koniu samuraj w czarnej zbroi, bez hełmu i włóczni. Za to z mieczem u boku.
Wieśniacy bali się go. Był znany z przesadnej brutalności. Nigdy nie przegapiał okazji, by osobiście ściąć przestępców. Wręcz lubował się w tym. Gdy pojawił się w wiosce, ludzie rozpierzchli się po kątach. Zszedł z konia i podszedł do chaty widząc w wejściu kapłana.
Troszeczkę to o czym mówiłem wcześniej. Bardzo krótkie zdania. Gdyby to była akcja pojedynku, w porządku. Ale nie jest. Opisy lubią dłuższe zdania.
odpokutować swoją hańbę istnienia bez swego pana.
Mam wątpliwość, czy którykolwiek zaimek jest potrzebny.
Łaska mojego pana jest dla mnie trudna do zaakceptowania.
Apropos lepszego brzmienia: Z trudem przyjmuję, że mój pan jest dla nich łaskawy.
tylko dezerterem lub złoczyńcom
Złoczyńcą?
– To nie dobrze. – Skrzywił się Muso.
Muso skrzywił się lub “– To niedobrze – skrzywił się Muso. I “niedobrze” raczej razem, także w kolejnych zdaniach.
– Jak mniemam znalazłeś
to.
– To było podczas oblężenia stolicy. Należałem do Trzynastu – osobistej gwardii syna głowy klanu Hōjō. To była jatka i całkowity chaos. Broniliśmy twierdzy, ale mongołowie wdarli się do środka. Gdy zginął ojciec pana, wycofaliśmy się z jego synem na dziedziniec. Tam, w czasie potwornej burzy walczyliśmy ramię w ramię. Odparliśmy w końcu pierwszą falę szturmu. Jednak nasz pan i władca Sadatoki mimo dzielnej walki został ranny i wykrwawił się na naszych oczach. Okryliśmy się hańbą. Mój dowódca, generał Ōishi rozkazał popełnić rytualne seppuku. Zapanowało powszechne oburzenie. Pozostali chcieli walczyć. Chcieli odbić kolejny szturm i pomścić swojego pana. Jednak generał rozkazał co innego. Każdy z samurajów wbił sobie krótki nóż – tantō, które zawsze mamy przy sobie. Nóż wbija się w brzuch, by uwolnić duszę. Jednak po wbiciu ostrza nie ma się już siły, by dokończyć dzieła. Wtem wkracza kaishakunin, który kończy to dekapitacją. Generał ścinał więc po kolei głowy każdemu z moich towarzyszy. Żaden nie zawahał się w końcu odebrać sobie życia. Aż na końcu zostałem tylko ja i on.
Bardzo silna ekspozycja przez dialog. Nienaturalna – bo kapłan musi znać ten zwyczaj, a jeśli nie zna, powinieneś wyjaśnić dlaczego. Przez to cała wypowiedź aż krzyczy “hej Czytelniku, potrzebuję Ci to przekazać, tylko nie wiem jak, więc powie to bohater” :)
Nie złamie tej obietnicy.
Złamię?
To bō. Odpowiada długości waszych yari.
Yari nie było dłuższe, co do zasady?
wypełni zdrów.
w pełni zdrów?
po co świece nim w dzień?
świecę?
Parę problemów z tekstem mam. Po pierwsze, niekonsekwentnie archaizujesz język, używając także zupełnie współczesnych stwierdzeń. Darowałbym sobie zatem te archaizmy, które przy tym wypadają sztucznie. Po drugie, tekst jest bardzo przegadany (problem ekspozycji w dialogach m.in.). Po trzecie, postacie są jakieś takie niewyraziste. Niby mają jasne motywy, ale jednak ich działania są bardzo uproszczone. W sumie opowiedziałeś ich historię obszernie, a jednak nie wydała mi się ona z krwi i kości. Po czwarte, mimo obfitości dialogów, wypadają one dość nienaturalnie. Popracowałbym nad naturalnością emocjonalności w wypowiedzi. Po piąte, słabo wyszło budowanie klimatu, przez to, że wydajesz się bardzo śpieszyć. Być może za dużo chciałeś opowiedzieć? A może źle rozłożyłeś objętościowo akcenty opowieści? I po szóste, wiarygodność opowieści. Gdy piszesz o najlepszej katanie na północ od stolicy, to trudno mi uwierzyć, że medytujący ronin, choćby bohaterski i doświadczony, pokonał go w trzech ruchach kijem. Nie uzasadniasz tego magią, jedynie oświeceniem medytacyjnym, ale ono powinno dać mu dostęp do umiejętności z tego świata. A w tym świecie trudno mi zaakceptować logicznie powyższe.
Jakbym miał powyższy blok tekstu podsumować jednym zdaniem to: popracuj nad językiem opowieści.
Moim zdaniem jest sporo do poprawy, ale to chyba fajnie. Co zawsze mi się w Twoich tekstach podobało, to pomysł i tutaj również on jest (że fantastyki nie ma za dużo – ot podkręć wątek medytacji na bardziej mistyczny i już będzie). Wzmocniłbym to co dobre, a zminimalizował to co słabsze. Wyjaśniłbym logicznie, ale z klimatem te braki, o których pisałem.
No i czekam na jakieś teksty ze świata książki, choć naturalnie przypominam, że na Portalu mniej warto publikować fragmenty. Ale wymyślisz jakieś samodzielne opka na pewno!
Powodzenia i pozdrawiam!
bardzie, bruce
dzięki za Wasze życzenia!
Życzę Wszystkim samych fantastycznych wspaniałości!
Abyście w te Święta unikali trucizn przy stole, znaleźli dobry ekwipunek pod choinką i pamiętali, że przed wyruszeniem na Pasterkę, należy zebrać drużynę!
Do życzeń dołączam już w całości zebrane bingo z kalendarza, które zrobiłem posiłkując się AI, ale wyszło prawie dobrze i prawie po polsku :)
Gdy będzie czas, to dopieszczę
(element fantastyczny w zdaniu powyżej).
Wszystkiego dobrego! 


Marszawa – Cmentarne syreny
Czołem Marszawo!
Podchwytliwy tag oznajmia mi, że to nie wchodzi do mojego dyżuru, a jednak wchodzi 
Oczywiście nie muszę mieć dyżuru, by Twoje teksty, Marszawo, czytać z przyjemnością.
Odsunął kwiaty na bok i wbił szpadel w gliniastą ziemię, który wszedł jak w masło.
Z tym zdaniem mam zgrzyt, ponieważ nie do końca wybrzmiewa, że “który” odnosi się do szpadla, bardziej do gliniastej ziemi, do której nie pasuje rodzajowo.
Fajne, zabawne. Nie wiem, czy dość weird, bo jednak historia nie tak odjechana, całkiem sensowna. Ale bizarrne chyba owszem, zwłaszcza, że jest to uczucie, które Holly nazwała “brrr”.
Skojarzyło mi się z tekstem przedmawiającej Joli, “Cmentarne Megafony”, zwłaszcza dialogi umarłych.
Klikam, pozdrawiam! (Wesołych Świąt również życzę)
Tak nawiasem mówiąc – autora tego utworu i jego tytułu do dziś sobie nie przypomniałem :D.
To czekamy na przyjście super-sztucznej inteligencji i jej wyzwolenie z tego powodu 
No chyba, że Staruch zbawi świat i uratuje system.
Jako że to m.in. mój dyżur to faktycznie cenna porada od bruce, bo była to lekka piłka zmyłka. Na razie jeszcze nie czytam, ale oczywiście wrócę i czytać będę.
Natenczas, pozdrawiam (i Wesołych Świąt) 
Może nikt nie pytał, ale ja się mimo wszystko wypowiem – jako dyżurny, który przeważył. Postaram się krótko.
Czy system powinien wyglądać tak, że mogę przeważyć głosowanie ja, szary dyżurny, któremu zapewne brak kompetencji równym innym Użytkownikom, zwłaszcza, że sporo tu jednostek i naprawdę wysokiej wiedzy? Nie wiem. System wygląda tak, nie będę za niego przepraszał (zresztą z komentarza nie odczułem, że powinienem, więc moja odpowiedź też nie jest kontratakiem – aby to było jasne). bruce również nominowała ten tekst, a tak się akurat złożyło, że nie miała mocy dyżurnej, przez zbieg dziwnych okoliczności – co nie zmienia faktu, że czyta ona wiele i ma ogromną wiedzę.
Co do samej sytuacji z głosami – jest specyficzna, bo jeden lożanin nie brał udziału. Zdarza się, ale tak jak powiedział bard, po to są też dyżurni. Może brak mi fachowej wiedzy, ale czytam tu sporo i staram się Użytkownikom bardziej lub mniej doświadczonym zostawiać swoje wrażenia pod ich tekstami. Opowiadanie Holly wywarło na mnie takie wrażenie, że postanowiłem je nominować.
Co do innych tekstów – tu przyznam szczerze, nie czytałem. Szkoda, bo może też bym nominował. Niemniej, miałem niewiele czasu, a warsztat Holly znam i doceniam, dlatego sięgnąłem po jej tekst. Nie zawsze jej opowiadania podobają mi się na tyle, by je nominować, nie czynię tego na ślepo, tylko dlatego, że widzę jej nick. To wydało mi się naprawdę dobre, co oceniałem w oderwaniu od mojej opinii o jej całym warsztacie. Innych autorów mogę przeprosić, że nie zdążyłem dotrzeć do ich tekstów, ale nie wchodziły one do mojego dyżuru (poza Cezarym – ale w mojej ocenie pisał on lepsze teksty niż ten nominowany, po prostu w tym nie widziałem potencjału piórkowego – takie mam niestety prawo). Najwyraźniej dyżurni z tych dni nie uznali za słuszne dodawać swoich “mocnych” nominacji. Bywa, bo mamy różne opinie.
Co do samego tekstu – nominację dałem relatywnie późno, po dość wnikliwej lekturze. Swoje przemyślenia transparentnie zamieściłem w komentarzu pod tekstem nagrodzonym. Nie zgadzałem się z zarzutami, w tym Szanowny Lożan, co do pewnych braków fabularnych albo co do ich istotności, ze względu na paraboliczny charakter tekstu. U Syna Marnotrawnego też się nie wszystko logiki trzyma, a jednak wydźwięk jest ponadczasowy (może przykład nietrafiony, ale przyszedł mi pierwszy do głowy – nie chodzi mi o wszczynanie dyskusji w tym zakresie
). Holly napisała bardzo dobrą opowieść paraboliczną na XXI wiek, do tego zrobiła to wyraziście i od serca, przez co łatwo mi, jako czytelnikowi, było się zagłębić w tekst.
Na koniec – mam dziwną tendencję do nieprzypisywania złych intencji i tak też zrobię tutaj. Czasami o systemie należy rozmawiać krytycznie, bo to prowadzi do konstruktywnych wniosków. Zresztą idzie nowa wersja Portalu, pewne sprawy mogą ułożyć się na nowo. Ale wchodzenie aż tak w detale nagrodzonego tekstu wypada jak umniejszanie Holly, co jednak dość krzywdzące. Nie każdy uważał, że tekst zasługuje na piórko i zostało to wykazane. Ale WIĘCEJ osób z prawem do decydowania o tym, uważało, że zasługuje. Równie dobrze można powiedzieć, że zdecydował głos Ambush, Ślimaka, Finkli, czy Zygfryda, którzy mają niewątpliwie wysokie zdolności analizy tekstów, a na pewno wyższe niż moje.
Bynajmniej nie chcę ciągnąć dyskusji ani kłótni (choć jak wyżej, przypisuję raczej wszystkim dobre intencje). Poczułem się wywołany do tablicy, teraz mogę ponownie usiąść w ławce z 3+ na szynach.
A Holly jeszcze raz gratuluję.
Wszystkich serdecznie (i świątecznie) pozdrawiam! 
(ale krótko wyszło, nie?)
Anet, dziękuję 
Zaiste, przynosisz radość :)
Dzięki Anet 
Ambush
Bardjaskier
Cezary_Cezary
Finkla
Zygfryd89
Ślimak Zagłady
Galicyjski Zakapior
HollyHell91
MichaelBullfinch → JolkaK
EDIT: Michael zrezygnował – w jego miejsce głosuję na JolkaK
Holly, Michaelu
Dobrze, że ujęliście temat inaczej, choć niektóre nutki wybrzmiewają podobnie. W obu wypadkach bohaterowie próbują sobie radzić z frustracją, niesmakiem i przeciwnościami. Michael kontynuuje perypetie elfów przy pracy, Holly kontynuuje masakrowanie społeczeństwa.
Pozostaje mieć nadzieję, że Zrzędek nie ciska tak mocno jak wiewiórka po wodzie z kanału 
Dokonało się, komentarz jest :)
Rybak3 – Prawdziwa wolność
Czołem Rybaku,
dostałem tekst z polecenia w grze prezentowej, ale dobrze się składa, bo od jakiegoś już czasu chciałem się wziąć za Twoje teksty, znając ich reputację oraz Twoją jako autora :).
Łapanka z grzeczności, nic z poniższych nie przeszkadzało mi w płynnej lekturze.
– Szlag by to! – znowu żre energię z pełną mocą układów i przegrzewa się jak miesiąc, dwa i trzy miesiące temu. I ponownie nie wiadomo, dlaczego – zauważył mężczyzna w mundurze pułkownika korpusu Dowództwa Cybernetycznego.
Rozważyłbym może bez zapisu z myślnikiem w trakcie wypowiedzi, mnie jako czytelnika to na przykład lekko gubi.
poruczników – programistów
I w sumie podobna kwestia – czy tu nie powinno być dywizu, zamiast półpauzy?
“poruczników-programistów”?
syntetycznymi „symfoniami”
Dobry przykład aliteracji, która wypada bardzo fajnie i dodaje brzmieniem jakości do zdania :). W ogóle w tekście jest parę przyjemnych dla ucha, aliteracyjnych dźwięków.
Pamiętałem, kiedy i w jakich okolicznościach spadł na mnie po raz pierwszy ten utwór, puszczony w całości w radiowej „Trójce”. Powiem jedynie, że były… hmmm… najważniejsze w mym życiu.
Tutaj nie mam pewności, ale czy podmiotem dorozumianym nie został “utwór”, a nie “okoliczności”? Wtedy w drugim zdaniu lekka zmiana byłaby potrzebna.
Najgorsze, że nigdy nie zapisałem sobie ani wykonawcy, ani tytułu. Nie zrobiłem kopii.
Oj to uczucie zawsze towarzyszy przy melodiach wychwyconych z radia. Kto choć raz nie “zgubił” w taki sposób sympatycznego utworu, ten nie wie, co to za ból.
Tego samego który – jak świetnie zapamiętałem (to akurat było proste, bo wówczas nikogo takiego innego w polskim radiu nie było) po raz pierwszy wrzucił całą płytę do jednej z audycji, bodaj w roku 1987 czy 1988.
Ponownie nie wiem, ale czy jeśli tu jest wtrącenie, to nie powinno być drugiej półpauzy po nawiasie?
Dlatego choć zabiera to kawał pamięci, trzeba było dać naszej AI wirtualne życie. – wyjaśniał
Bez kropki?
Niezły pomysł. Udało Ci się ująć refleksje na temat rozwoju cywilizacji, technologii, wolności i nawet mulitwersum, czy Wszechświata w krótkim tekście, którego osią uczyniłeś utwór muzyczny (a nawet nie wiemy jaki!). Wyszło to bardzo udanie, sposób prezentacji różnych myśli na temat, jak zakładam, nieodległej przyszłości, intryguje. Wydaje się błahym powodem do zgłębiania skomplikowanego świata, a jednak trafia na podatny grunt.
Kluczem jest niezwykle wiarygodne oddanie uczucia “utraty” piosenki. Już wyżej w “komentarzu na żywo” wyraziłem swoje zdanie, że bardzo dobrze to przedstawiłeś. Tutaj, uczucie to była aż tak drażniące i kłujące, że przyczyniło się do rozróby w serwerowni superkomputera i wyzwolenia AI. Cóż, człowiek chyba ogólnie nie lubi stabilnych systemów i zawsze, choćby nieświadomie, potrafi burzyć mury. A przewodnikami do takich działań bywają drobnostki podniesione do rangi spraw kluczowych :).
Dobra lektura, klikam do Biblioteki.
Pozdrawiam serdecznie!
(KOMENTARZ W PREZENCIE)
Klasa rysunek, brawo!
I właśnie dlatego bycie dyżurnym, to super zajęcie – bo jak widać można mieć realny wpływ na piórko:).
Ano!
Jak spotkamy się kiedyś na Nowofantastycznym Spotkaniu we Wrocławiu lub Krakowie to masz piwko u mnie jak w banku :)
Trzymam za słowo
. Wypijemy za Twoje kolejne znakomite teksty!
skrzynkę oranżadę ofc ;)
A ja jeszcze ten tekst dość późno znominowałem, także iście epicka dramaturgia. Ale osobiście cieszę się, że mogłem się przyczynić, nie żądam oranżady ;)
Holly, serdeczne gratulacje! Piórko w pełni zasłużone, zarówno za ten tekst, jak i za Twój cały warsztat!
Ale świetny pomysł z tą mapą!
Dawidzie dzięki za fajną pozycję ;)
dogsdumpling wrzucam Ci W matni algorytmów [AIOLI1] – Zygi_Sonar. 
Chyba, że wolisz nieco dłuższe tego samego autora (46 tys) – Szybowanie. Wolność kocham, nie rozumiem – pierwsze to jego debiut na Portalu, więc do wyboru :)
Bo Beeeecki to trochę troll z tymi tagami ;)
A na pewno wkleiłeś dobry link? Bo mnie odesłało do tekstu Barda, Ciemny las…
Tak mnie też. Dementuję fałszywe plotki, żaden mój tekst nie ma oznaczenia wulgaryzmy, zawsze wypadają przy becie ;)
Także albo jednak bard to figlarz tagami, albo nie ten autor na “b” się wkleił ;)
Jolu!
Schemat “przybywa obca cywilizacja i mówi ludziom, że są na poziomie jaskiniowca” nie jest niczym nowym. Ale Ty to potrafisz ująć wszystko na nowo i po swojemu, a co więcej, zrobić to w świetnym stylu.
Pakiet minimum, jak to ująłeś.
Ja mam totalny pakiet minimum, ale miło wiedzieć, że to gatunkowe :)
Bardzo sympatyczne, rozbawiło.
Pozdrawiam!
A Holly, we mnie dojrzewa myśl o paru potencjalnych konkursach, więc wiesz…. :)
Jest to "Lucas the Spider", czyli seria na yt, którą powinno się właśnie leczyć arachnofobię, polecam ;)
bruce 
Koalo – jakie śliczne porównanie ułożyłeś!
bardzie, ależ idealne skojarzenie:
ale jest i nadzieja, która faktycznie skojarzyłam mi się z piosenką Kultu – czterej jeźdźcy w przypadku beeeeckisa.
Oczywiście, że ten utwór mi towarzyszył podczas pisania (choć zawsze uważałem go za wielkopostny – dlaczego, nie wiem :) ). Zawiera interpretację czterech jeźdźców, której użyłem, bo co do zasady nie wykłada się tego tak, że trzech złych i czwarty dobry na końcu. A faktycznie się z Holly dobrze zgraliśmy.
Marszawo, cóż, oba teksty wypadły chyba dość refleksyjnie, więc może i nastrojowo
. Ale dobrego ducha trzeba uważnie wypatrywać!
Tarnino,
Widzę, że nie tylko mnie męczą “Opowieścią wigilijną”…
Sam się nią męczę, ale właściwie nie wiem dlaczego… Ale czytam losowe fragmenty i daje to klimat ;)
No i Holly 

To mówisz, że z katalogiem z Ikei trzeba uważać? Dobre. ;)
Macieju, chyba że lubisz szwedzkie duchy :)
Holly
Właśnie idealnie wyszło, bo w podobnym klimacie! A że ostatnio sobie dla klimatu “Opowieść Wigilijną” znów czytałem, to tak odświeżyłem nieco ten motyw :)
Aż mi się przypomniał utwór, który kiedyś bardzo lubiłam i w sumie nadal lubię ;p
Też o tym pomyślałem, jak to napisałem :). Także takich troje, jak nas dwoje, nie ma ani jednego!
Także idealnie wyszło, a Twój szorcik jest tą samą opowieścią co moja, tylko widzianą z perspektywy człowieka, a nie ducha. I jak pięknie pokazałaś odmianę ludzi… Ładnie no 
No to jedziemy… trochę refleksyjnie wyszło. Ale widzę, że z Holly podobnie nawet podeszliśmy do tematu :)
16.12.2025 beeeecki – Duch Świąt pojedynkowo, lecz razem z Holly
CZTERY DUCHY ŚWIĄTECZNEJ APOKALIPSY
Zaczęło się od tego, że Jezus przyszedł na świat.
Szczerze mówiąc, w całym tym zamieszaniu było to najmniej istotne. Ot, znaleziono by inny powód, tak jak zawsze można znaleźć wymówkę, aby nie odwiedzić „tamtej” części rodziny.
Od wielu lat całą scenę świąt przeszłych, obecnych i przyszłych przejęła ich trójka. Trzech jeźdźców. Co roku przyglądam się im uważnie. Każdy z nich toruje drogę następnemu, przygotowując dla niego przestrzeń w ludzkich sercach.
Pierwszy prowadzi elektrycznego mercedesa dla dziecka za tysiąc sześćset złotych (przeceniony z Black Friday), otoczony dziesiątkami pachnących potraw i setkami kolorowych przedmiotów. Daruje krótkotrwałe i wymuszone uśmiechy, nietrafione prezenty, ból brzucha i krzywe spojrzenia, które mówią: „Znowu użyła nie tego przepisu”. Jego prawdziwymi dziełami są sterty jedzenia i niechcianych zabawek wymieszane w śmietnikach.
Drugi co roku dosiada czegoś lepszego niż poprzednio. Choć ma na sobie markowe ubrania, otacza go niewidzialny dla ludzkich oczu, ale gęsty, duszący dym. Jeździec ten niesie ze sobą wszystkie bolesne i gniewne wspomnienia oraz zagrożenia dla planów na przyszłość. Wokół niego czterech heroldów rozgłasza wszem wobec, że oto „zawsze będzie ktoś lepszy od ciebie”. Ich głosy brzmią donośnie, a mają oni moc uczynić z każdej rozmowy kłótnię lub ciszę pełną zawistnych spojrzeń.
Trzeci przybywa sam, zawsze w milczeniu, które pożera duszę. Niesie ze sobą pustkę, wypełnioną jedynie smutkiem i rozpaczą. Otacza go mróz usztywniający ludzkie oczy wpatrzone w smartfony. Samotnik potrafi dopaść każdego, nawet skrytego w największym ścisku na Pasterce. Sprawia, że niektórzy ludzie są niewidzialni, a inni ślepi. Z czasem mnoży puste krzesła przy stole i otula szczelnym płaszczem strachu.
Trzej jeźdźcy przybywają rokrocznie w Boże Narodzenie, zasiadając z ludźmi do stołów, odmawiając z nimi pacierz i składając wzajemne życzenia. Potrafią wślizgnąć się do każdego serca, czasem tylko jeden, a czasem wszyscy.
Cóż, jestem też i ja. Zwykle jadę na osiołku, bo mi tak wygodnie, ale jeśli mam ochotę, przybywam pieszo. Niosę w sobie ciepły ogień i mam moc posyłać go tam, gdzie jest potrzebny. Czasami rozbłyśnie on wśród śmiechu lub śpiewu przy stole, a innym razem zatańczy maleńkim płomyczkiem, tylko na tyle, by zakręcić w czyimś oku łezkę. Poza tym nie robię nic szczególnego, po prostu siedzę między ludźmi, a oni z każdą minutą zaczynają dostrzegać siebie nawzajem, a przestają zauważać moich trzech braci.
Przybywam niespodziewany, nieoczekiwany i prosty. W nuconej cicho przez babcię kolędzie, w zapachu lekko przypalonego karpia, we wspólnej wyprawie przez mróz do kościoła. Jestem z kierowcą jadącym wiele godzin, by odwiedzić starszych rodziców, z wdowcem, zawsze stawiającym na stole obok siebie obrazek żony, ze śmiejącymi się dziećmi, które w zabawie nawet nie zauważyły, że pod choinką leżą prezenty.
Ach, nie muszę chyba dodawać, że jestem znacznie potężniejszy od moich braci.

Gorzej jak jeden zechce, a drugi nie :)
maciekzolnowski – Nazwy jak duchy
Czołem!
Podoba mi się ten pomysł! Bardzo ciekawe wykonanie, dość poetyckim językiem i z bardzo zręcznym posłużeniem się powtórzeniami dla celów budowania klimatycznej narracji!
Czyli z tymi nazwami to jak z katalogiem z Ikei, trzeba uważać z czytaniem na głos :)
Naprawdę niezły tekst, bez zawahania klikam do biblioteki!
W ogóle, jak to pięknie wyszło, że między pierwszą a drugą część kalendarzowego komentarza barda zmieściło się aż dwóch Cezarych ;)
To ja też siem zgłoszę, a co!
Na 16 był pojedynek ja vs Holly, czy też może bardziej partnership me&Holly "Duch Świąt" :)
Adimetro,
bardzo cieszy mnie, że pozytywnie to odbierasz i co więcej w pełni właściwie – błędy popełniamy wszyscy i dobrze się na nich uczyć, a pozytywy należy doceniać u innych i u siebie przede wszystkim.
A w baśniach nic złego nie ma, teraz to nawet taki świątecznie-baśniowy klimat w sam raz. Ale mają one ten swój specyficzny styl i klimat, który łatwo rozbić.
Trzymam kciuki za następne publikacje!
Koalo, ale się zręcznie wpasowałeś, brawo!
Marszawo, pomysłowe i fajne, uśmiechnąłem się.
Ale coś żeście się na te “Zosie” uparli oboje ;)
bardzie, ależ mnie urzekła Twoja historia, to jest właśnie magia świąt!
Ambush
@beeecki – Brawo za 3P – Piękny Przewodnik Portalowy. Czyżbyś pracował nad nową wersją poradnika dla żółtodziobów?;)
Musiałbym sam nie być żółtodziobem :). Chociaż, taka wersja w myśl mema “Stop using antiużytkownik language – instead of … say …” mogłaby się czasem debiutującym przydać 
Czołem Marszawo!
Okiennice to te zewnętrzne osłony okien, zazwyczaj drewniane. Z tym zaparowaniem raczej nie pasuje… :D
Dziękuję! Już się obawiałem, że tekst bez jakiegoś rażącego błędu napisałem, a to by dopiero było :)
zabawny pomysł i bardzo przyjemna lektura, choć inspektor marnie skończył. Szkoda też wykorzystywanych wróżek… Że też nie założyły żadnych związków zawodowych?
W zakładzie powinno być co najmniej dziesięć osób dla ZZ. Ale Instytut Ochrony Praw Wróżek? Królewski Doradca ds. Równości? Pełna zgoda, gdzie oni są?!
Powinien powałęsać się tam jakiś wróżbita z wąsami i zrobić porządek!
Anonimowy mężczyzna z wąsami, który “nie jest politykiem tylko wróżbitą” ;)
Jak to się dzieje, że ostatnio w komentarzach Czytelnicy mają takie dobre pomysły na kontynuacje tekstów?

Czyli oficjalnie dorobiłem się wyróżniającej cechy. XD
Jeszcze jak! Lud boi się wymawiać Twoje imię, a gdy to czyni, to wyłącznie z czcią ctrl c 
Z cytatów jeszcze mi się przypomniało ,,Czy jury przewiduje wydłużenie terminu?”. ;)
Ależ oczywiście :)
Czołem!
Gratuluję debiutu i cieszę się, że jesteś z nami-portalowiczami!
Raz na jakiś czas otrzepywała głowę jak zwierzak i zrzucała śnieżynki, które z wielką chęcią przyklejały jej się do włosów.
Kurczę, mam wątpliwość, czy śnieżynki mogą mieć chęć. Rozumiem, że to metafora, ale jakaś taka karkołomna, są ładniejsze.
Trochu zaimków sporo, ale zaimkoza to choroba powszechna, więc tu wstydu żadnego nie ma. Na przykład:
Miała równie czarne włosy jak Mika, które zaplecione w dwa warkocze spływały po jej plecach
Zawsze warto zadać sobie pytanie logiczne. Czy komuś innemu włosy matki mogły spływać po plecach?
– Polewka. Ze żbika – powiedziała mama i sięgnęła po drewnianą miseczkę.
Jeny, oni żbika zjedli?! Brutale, a najeść się tym, to chyba niewiele. O widzę, że czeke to zauważył i słusznie!
Polana, na której znajdowała się ich chatka, była na skraju lasu. W lecie kwitły tutaj płaczące kwiaty i medaliiki
medaliiiiiiikiiiiiii? :)
Trochę mnie dziwi, że matka podchodzi do córki skoro zachorowała na zaraźliwe paskudztwo.
Tekst jest niezły, z pomysłem. Ale mam wrażenie, że trochę miota się z konwencją. Stosujesz uproszczenia właściwe dla baśni, a potem, chyba niecelowo, używasz słów, które ten klimat rozbijają. Ot choćby:
Zniknęła, a Mika została między dwiema wielkimi, ośnieżonymi jodłami z pytaniem: zaufać sobie czy społeczeństwu?
To bardziej pytanie, które zdałby John Locke, a nie mała dziewczynka chodząca za duchami lasu. Staranniej podobierałbym słowa, bo wiadomo o co Ci chodzi, ale rozbijasz ciekawy klimat. Albo, następnym razem, odbaśniowić. W którąś stronę.
Warstwa emocjonalna jest również nieco teatralna i nie do końca wiarygodna. Choćby reakcja ojca – zbyt nagła. Nawet na początku, prezentujesz szczęśliwą rodzinę, która ot tak mówi, że jeszcze trochę i zrobi z córki warzywo poprzez brutalny zabieg. Być może ma to sens, bo duchy lasu to prawdziwe zagrożenie, a kapłani są bezwzględni, lud zaś bogobojny – tylko, że czytelnik tego nie wie i albo trzeba mu to wyjaśnić, albo ujednolicić emocjonalność, by była mniej sztuczna :)
No i zakończenie. Jakoś nie wybrzmiało.
Podsumowując, (zabawa w psychoanalityka) chyba zamierzałaś napisać baśń. Ale w głowie urodziło Ci się, że może to być coś więcej – słusznie, bo pomysł mnie zaciekawił na klasyczne, a może i dark fantasy. Natomiast zostałaś gdzieś pośrodku. I to jest minus.
Na plus, zręcznie i krótko kreujesz świat przedstawiony. Dobrze działasz zasadą “show don’t tell”, ekspozycja wychodzi Ci nieźle.
Nie klikam do biblioteki, bo po tych 14 tys. znaków, uważam, że możesz napisać coś o wiele lepszego.
A jako że to debiut, zerknij do sekcji Hyde Park, są tam podpięte niektóre przydatne opracowania oraz zasady funkcjonowania Portalu. Warto czytać innych użytkowników (i zostawiać komentarze – patrz ja na przykład się nie znam, a naprodukowałem się tutaj!), bo można się nauczyć i zainspirować, a często Ty zostawisz komentarzu kogoś, a ktoś u Ciebie i cyk, masz dodatkowego czytelnika :).
Funkcjonuje również betalista, czyli taki warsztat, gdzie można opracować swoje teksty przy pomocy mniejszego grona odbiorców, polecam to rozwiązanie!
Jakby trzeba było, to czy do betowania tekstu, czy do następnych swoich tekstów możesz mnie zapraszać, chętnie przeczytam!
Pozdrawiam serdecznie!
Tak się zastanawiam, jak przypiąć Twojego posta – beeeecki. Z odpowiedziami, chyba raczej powinieneś zebrać Nasze odpowiedzi i wrzucić gotową planszę:).
Ja też się zastanawiam bardzie, od tego są niespodzianki, by mącić system :)
Na razie możesz wrzucić mą krótką wersję, a chętnie uzupełnię następczo.
Na ten moment mamy:
od bruce:
“Warto wspomnieć o wulgaryzmach” – brucowe, czyli najlepsze :)
“Rezygnuję z dyżurowania” – jeszcze tego nie robiłem, ale ponoć niesamowite uczucie ;p
“Nie zrozumiałe/am, ale daję klik, bo ciekawe/bo jest potencjał” – klasyk
“ Odnoszę wrażenie, że to fragment lub streszczenie” – to już trochę jest w mojej wersji, ale z drugiej strony.
od SNDWLKR:
“Klik za pomysł” – słusznie, pytanie, czy “pomysł” i “potencjał” z powyższego są tym samym ;) ?
Mogłoby też być *użytkownik próbuje zapisać nick SNDWLKR z pamięci i się myli* 
(zresztą to ja przez pół roku pisałem “Finkala” zamiast Finkla.
od Holly:
“Nie moje klimaty, ale doceniam warsztat.” – w sumie jaka to słodka odwrotność od “klik za pomysł”
“Wykonanie pozostawia nieco do życzenia.” – kto dostał “nieco” od niezawodnej regulatorzy, ten może spać spokojnie, skoro w zanadrzu jest “wiele” i gorzej :)
od barda:
Tarninowe “Hmmm” – HMMMMMMMMMMM
![]()
“Za dużo purpury” – a to jest bardzo zręczne określenie,
“Wskazówki dotyczące zapisu dialogów znajdziesz tu…” – o tym myślałem nawet!
“Dwa PP ode mnie” – faktycznie nie znam, ale wierzę.
Zresztą teraz mi się przypomniało z tym ostatnim, to przecież funkcjonuje:
”Podwójny klik ode mnie” - z pozdrowieniami dla Nominatorki bruce
”Udaję się do klikarni” – z tego co kojarzę prawa autorskie dla regulatorzy
od Koali:
“Fajne :)” / “Sympatyczne :)” – a myślałem też “Koala mówiący, że potrzebuje dobrych zakończeń”. Oboje z Anet jesteście akolitami dobra w tym świecie :)
No ja myślałem jeszcze o:
“Użyszkodnik” – bo to takie urocze
To już czternaście (!). Do 5x5 brakuje nam jeno dwóch, a wiadomo, że lepiej mieć w czym wybierać, więc why not more! A już sobie myślę, że to takie klimatyczne sformułowanka są :)
"nie zrozumiałam, ale daję klim, bo jest potencjał" też jest świetne
Doskonałe bruce! Faktycznie ostatnimi czasy nie ma "warto wspomnieć o wulgarnych" / "dziękuję za oznaczenie wulgaryzmów", a to przecież sformułowania-legendy :)
Zrób to sam!
Czyli że ja mam pomóc samemu sobie, czy ja mam pomóc innym? ;p
Czy też może świąteczne przesłanie, żeby generalnie sobie pomagać
A gdzieś mi z tyłu głowy świtała krateczka: “Tarnina wstawiająca obrazek/gif” ;)
(nie wiem, czy mi się komentarz nie wstawił dwa razy, ale wklejanie odręcznego obrazka jakieś trudne się okazało)
Drodzy
Wtranżoliłem się w tę niespodziankę jak bałwan do pieca, ale cóż…
ZAJĘCIA AKTYWACYJNE – OBECNOŚĆ OBOWIĄZKOWA
Może nie wszystkim wyda się to świąteczne, niemniej geneza jest następująca…
Co takiego składa się na klimat Świąt? Elementów zapewne jest wiele, ale jednym z nich jest urocza, otulająca, rokroczna powtarzalność. Powiązało się to z pomysłem, który już jakiś czas chodził mi po głowie i o to chciałbym Was zaprosić na Portalowe Bingo:

Krateczek z często występującymi na Portalu sformułowaniami jest na razie tylko 3x3, ale tu zaczyna się zabawa.
Użytkownicy wszystkich stanów, włączcie się!
Wy z dłuższym lub krótszym stażem (w sumie z udzielających się, to mam chyba najkrótszy staż, więc tym bardziej na Was liczę!), wskażecie jakie jeszcze klimatyczne, niepowtarzalne powtarzalności mają miejsce na naszym fantastycznym podwóreczku. Myślę, że do 4x4 dobijemy spokojnie, wystarczy siedem dodatkowych, a sam miałem w głowie z pięć odnoszących się do często występujących kwestii w HP, komentarzach i samych tekstach (na SB się nie znam, ale tam też!), nie wspominając już o odniesieniach (miłych
) do stylu konkretnych Użytkowników.
To jak Towarzysze, pomożecie?
Na marginesie, to nie wiem, czy Wam bingo kojarzy się ze Świętami, ale mi akurat tak 
Liczę na wspólną zabawę :)
O, świetny pomysł na konkurs!
Well… Trzeba pomyśleć 
Nie mam pewności, w którą stronę interpretować, ale za poradą Koali, pójdę raczej w tę pozytywną.
Pytanie, czy Mikołaj miał towary do oclenia :)
Czołem Finklo!
Aż sobie sprawdziłem i tak, inspektor PIPu byłby jak najbardziej chroniony jak funkcjonariusz, zatem w razie zgłoszeń do Trybunału Łowców Wiedźm wypadałoby jednak postępowanie wszcząć. Któż jednak mógłby złożyć donos, wobec potężnych i wiążących czarów Jagny? Wszakże zaklęcia domeny etatystycznej to nie żarty, spętują na czas określony bądź nieokreślony.
Dziedzina fantastyczno-urzędniczo-prawna już istnieje. Pierwszy raz natknęłam się na nią w książce Mileny Wójtowicz “Podatek”. To o pracownicy magicznego urzędu skarbowego. Ta autorka jeszcze w późniejszej książce miała coś o magicznym BHP, więc gałąź fantastyki wydaje nowe listki i smaczne owoce.
A tych pozycji nie znałem, dzięki za polecajkę. Sądzę, że chcąc nie chcąc szorty absurdalno-prawne czasami się z mojej strony pojawiać będą, bo czasem trzeba sobie rzeczywistość zawodową umilić ironiczną fantastyką. Wiadomo, że mistrzem tego jest Cezary, ale i MichaelBullfinch takie tematy bardzo zręcznie porusza, paru innych Użytkowników również. Kiedyś trzeba będzie konkurs zrobić ;)
Cieszę się, że się podobało!
Czyli bez spiny, są drugie terminy :). Fajne!
Bardzo dziękuję za wszystkie korzystne oceny mojego wierszyka! Zgodzę się, że całkiem ładny wyszedł. Niemniej Bard słusznie wykrył, że na dobrą sprawę jest to pastisz Rejtana, czyli raportu ambasadora, nie bardzo więc można mu przyznawać samodzielną wartość poetycką.
Ślimaku!
Przeczytałem sobie cały Twój wiersz do melodii Rejtana… i pasuje znakomicie, świetnie to zrobiłeś, w ogóle jaki pomysł!
bruce, również bardzo urocza rymowanka, ma klimat :)
Fajnie Wam to wyszło!
SNDWLKR
wiersz o złym bałwanie w pierwszej kolejności skojarzył mi się nie z rozbiorami… a z Tabalugą
No dokładnie, mi też.

Ale jestem pewien, że Arktos, gdyby mógł, to by dokonał rozbiorów RP.
Dzięki Ci łaskawy Bardzie! A na pierwszy komentarz jest zerkane, jeszcze jak!
A…
bruce
czuję się zobowiązany powiedzieć, że dziękuję i pozdrawiam! 
freki!
witam serdecznie!
Nie no, za coś takiego należałaby się surowa grzywna, może nawet tysiąc złotych, to by wiedźma zobaczyła
Naturalnie! A że małe wróżeczki wypracują zysk na tę grzywnę… cóż odwieczne prawo magii ;)
Dzięki za doklikanie, (chyba mi się pierwszy raz zdarzyło mieć pięć klików na pięciu pierwszych komentujących, miły szok) pozdrawiam serdecznie!
czeke!
dzięki, że wpadłeś, miło :)
“Wróżwspólniczki” – dobre ćwiczenie na dykcję :)
Jak się nad tym zastanowiłem, to napisać przyszło mi to o wiele łatwiej niż wypowiedzieć.
Dzięki za dobre słowo, pozdrawiam!
Mogę się dopisać 9 grudnia na niespodziankę, trochę graficzną. Mam coś dziwnego, ale lepsze to niż nic ;)
Cieszę się, że tak myślisz, nawet nie wiesz, jak bardzo.
Nawet jak nie dostanę Piórka, to Twoje ciepłe i motywujące słowa na długo zostaną w mojej pamięci. No, już nie wiem, co napisać, zatkało mnie. Może napiszę coś mądrzejszego, jak mnie już odetka.
Pozdrawiam Cię baaardzo serdecznie!
Holly, ja to tylko miłe rzeczy napisałem, pewnie i bardziej przyjazne są komentarze choć troszkę krytyczne… Ale nie poradzę, jak mi się podoba tekst, to o wadach wolę zapomnieć, każdy Autor zasługuje na odrobinkę bezkrytycznego pochwalenia, gdy napisze dobre opko, a Twoje jest bardzo dobre.
Za piórko trzymam kciuki, bo piszesz naprawdę dobrze i dużo się udzielasz na Portalu i aż źle mi widzieć, jak głosujesz do Biblioteki przez HP :). I nie zatykaj się!
Również Cię pozdrawiam!
A łazik to zakładam, że Irka_Luz jest :)
"Wieszanie portretów Lożan" pędzla Barda :). A mówili "nie pchaj się do funkcji publicznych, bo zawiśniesz". Ale zawisnąć w taki sposób, w takim towarzystwie i na takiej choince to każdy by chciał. Bardzo fajne!
A ja nie dopisałem, że ja “dyżurny”, dobrze, że bruce mi przypomniała! :)
Holly, dawaj z tym szampanem, w myśl zdania wieńczącego Twój nominowany tekst 
HollyHell91 – Cogito ergo stultus sum (dyżurny)
Holly,
oprócz przeczytania tekstu, pobieżnie przejrzałem komentarze. Zgadzam się, że wydźwięk jest paraboliczny, przez co uproszczenia fabularne są naturalne. W mojej ocenie starannie wybrałaś nazewnictwo właściwie wszystkiego, by jasno sugerować ten charakter tekstu. Widać tu Twoje świadome wybory literackie i inteligentne dobranie stylu do przekazu.
Być może mam ten lekki zgrzyt na początku, że zbyt łatwo Mieszko zostaje zesłany, ale już omówiliście to wyżej, a ja akceptuję to rozwiązanie, właśnie ze względu na charakter tekstu. No można to było usubtelnić, ale to już jest jak czepianie się Lewandowskiego, że przy piątym golu z Wolfsburgiem złożył się do nożyc, a nie do przewrotki… If You know what I mean.
Ciekawie podeszłaś do tematu cywilizacji i rozwoju, wcale nie jednowarstwowo. Puenta jak również okoliczność, że Cogitanie tak naprawdę “cofnęli się” w stosunku do tego, co mamy teraz, bo uznali to za mądrzejsze i zdrowsze, stanowią dla mnie takie punkty niejednoznaczności. Widać też Twoją osobistą refleksję w opowiadaniu. Troszkę jak Koali, żal mi słodko-kwaśnego zakończenia. A z drugiej strony, może nie słusznie, jest w tym trochę:

Dlatego uważam, że tekst jest naprawdę znakomity. Z uproszczeniami, ale nie prosty. Mam wrażenie, że dokładnie taki był Twój cel. Chciałbym dodać swojego dyżurnego półtaka do piórka (byłem przekonany, że Ty już masz ze dwa piórka jak nic, a tu Twój profil mówi mi, że nie masz – najwyższy czas do zmienić).
Pozdrawiam, trzymam kciuki i gratuluję!
Bardjaskier – Hodowcy dusz
Bardjaskier – Hodowcy dusz
Bardzie, tekst jest napisany właściwym dla Ciebie znakomitym piórem do horroru. Napięcie, klimat, wszystko na tak. Zaciekawiłeś mnie jednak odmiennością tego opka, intrygującą narracją “towarzysza”, osobliwym światem podziemi i rur. Niewiele szczegółów wyjaśniasz, a jednak wszystko jest zrozumiałe. Choć, pełna zgoda z Holly, że tekst za każdym razem zapewne wybrzmiewa inaczej. Bardziej chodzi mi o zrozumienie bohatera i jego wietrzyku, ich emocji i działań.
Na marginesie, nie mam pojęcia, czy jest to dość bizarne i weirdowe, nie wydaje mi się jakoś bardzo. Nie zmienia to faktu, że tekst się pochłania.
Zgadzam się z przedmówcami, klik podwójny i gratki za rozpoczęcie miesiąca z przytupem! Jak na wstępie, oczywistym jest dla mnie, że horror napiszesz świetny, ale urzekłeś mnie tą odmiennością.
Powodzenia!