- Opowiadanie: HollyHell91 - Wyzwanie #46 Pokazuj, nie gadaj

Wyzwanie #46 Pokazuj, nie gadaj

Zapraszam na kolejne wyzwanie! Kończymy 10. maja :)

Oceny

Wyzwanie #46 Pokazuj, nie gadaj

Wygenerowany obraz

 

Za sprawą przeterminowanego soku z gumijagód trafiasz do obcej ci krainy. Długo maszerujesz, gdy w końcu spotykasz tubylca. Jesteś wykończony i potrzebujesz jego pomocy. Niestety, nie jesteście w stanie się porozumieć, mówicie różnymi językami. Jedynym wyjściem jest pokazanie i zwrócenie jego uwagi na tragiczny stan, w którym jesteś, tak, by zrozumiał, czego ci potrzeba i by mógł ci pomóc.

Koniec

Komentarze

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Teraz to się zastanawiam, czy opisywanie mojego pokazywania jest dopuszczalne w formie słownej, czy mam nagrać film…

Ale skoro uderzyłaś w uniwersum Gumisiów, to może coś w ten deseń wypadałoby pociągnąć ;)

 

I’ll be back. Probably…

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Przyznaję, że dosłownie na dniach dołączyłam do projektu “Tygodniowe wyzwania” i nie mam jeszcze wprawy w wymyślaniu ciekawych i przystępnych wyzwań. Ale skoro już takowe wymyśliłam, to czuję obowiązek przytoczenia własnego przykładu.

 


 

Nie wiem, jak się tu znalazłem. Mam wrażenie, że dzika dżungla nie ma końca. Przedzieram się przez nią od kilku dni, choć pewności nie mam, bo wylądowałem tutaj bez osobistych rzeczy, w tym komórki. Przeklęty sok z gumijagód! Zachciało mi się eksperymentów…

Jestem zmęczony odchylaniem zarośli, ciasno rosnących obok siebie. Paprocie, bananowce i bambusy stoją zwarte, strzegąc zielonej świątyni, przez którą mam czelność kroczyć.

Rany na nogach, zadane przez roślinnych strażników, już dawno przestały palić. Albo przyzwyczaiłem się do bólu. Najbardziej mi doskwiera ta nieznośna suchość w gardle. Ostatnią płynną rzeczą, jaką miałem w ustach, był przeklęty sok z gumijagód.

Ku mojemu zaskoczeniu i radości, gęsta zieleń ustępuje wielkiej polanie, zasłanej kępkami niskich krzewów i kwiatów. Dopiero po chwili dostrzegam jakąś postać. Ubrana w brązową tunikę zlewa się z drzewem, pod którym stoi nieruchomo.

Człowiek ten obserwuje mnie badawczo, niemal surowo. Ma o wiele ciemniejszą karnację od mojej, na głowie pióropusz, a pod szyją bogato zdobiony naszyjnik z czerwonych paciorków.

Wybucham śmiechem ulgi i wznoszę dłonie ku niebu, wyrażając wdzięczność losowi. Człowiek z pióropuszem unosi dzidę, której wcześniej nie zauważyłem.

Wyciągam do niego ręce w uspokajającym geście. Próbuję mu wytłumaczyć, że przychodzę w pokoju, chciałabym tylko coś wypić i zjeść. Tubylec nie rozumie mojego języka, a w oczach ciekawość całkowicie ustępuje surowości.

Pozostaje mi więc tylko mowa ciała. Pokazuję na język i słońce jednocześnie. Wystawiam nogi, żeby mógł zobaczyć, jakie są poranione. Imituję czynność jedzenia.

Nagle czuję, że tubylec mnie rozumie. Dostrzega moje spocone włosy i niepokój w oczach. Słyszy mój ciężki oddech, widzi rany na łydkach, z których sączy się krew lub już zdążyła skrzepnąć. Obserwuje koszulę przesiąkniętą potem, może nawet go czuje…?

Tubylec zatrzymuje wzrok na moich popękanych ustach. Wtedy powoli opuszcza dzidę. Gestem nakazuje mi podejść.

Waham się, ale nie mam innego wyjścia, więc spełniam prośbę. Gdy jestem już blisko, tubylec odwraca się i podąża wydeptaną ścieżką, otaczaną przez gęstą dżunglę.

Posłusznie idę za nim. Niczego innego nie pragnę teraz, jak uczucia wilgoci w ustach. Może tubylec poczęstuje mnie kokosem?

A jeśli chce mnie zjeść?

 


 

Przepraszam za przerażająco niską jakość fragmentu, okropnie zardzewiałam. Dobrze, że zaangażowałam się w projekt, może dzięki niemu wrócę na właściwe tory :)

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Nowa Fantastyka