- Opowiadanie: Grzesiek12 - Księżycowy kryształ

Księżycowy kryształ

   Kiedyś swoje teksty i listy do redakcji wysyłało się pocztą: pisało odręcznie adres i naklejało znaczek na kopertę, wrzucało list do skrzynki pocztowej, wiele dni czekając na odpowiedź, o ile w ogóle nadeszła. 

   Teraz, w epoce Internetu niemal natychmiast otrzymujesz komentarze: rady i oceny różnych osób. Czasy się zmieniają! 

   Moje kolejne opowiadanie dzieje się na Księżycu. 

   Właśnie odbyła się misja księżycowa Artemis. Powoli, ale skutecznie podbijamy kosmos. Co tam odkryjemy niezwykłego w przyszłości? Kosmos fascynował mnie od dzieciństwa. Czytywałem Juliusza Verne`a, który napisał aż dwie książki na temat podróży księżycowej: “Z Ziemi na księżyc” i “Wokół księżyca”. Ich bohaterowie lecą w kosmos wewnątrz pocisku armatniego. 

    Księżyc przestał być odległym, romantycznym marzeniem – staje się dla nas tak realny jak Ziemia. Człowiek kroczył po jego powierzchni. Literackie przewidywania Verne`a spełniły się w XX wieku. 

 

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Księżycowy kryształ

1. 

Sandra i Michael w ciężkich kombinezonach próżniowych z dużymi butlami tlenowymi na plecach penetrowali księżycową jaskinię, powstałą w lawowym tunelu starożytnego wulkanu. 

 Podziemną, skalną szczelinę oświetlało silne światło lamp. Uwidaczniało kamienne ściany, zwaliska kamieni i ciasny korytarz, w którym z trudem mieściło się dwoje odkrywców. W jaskini powstało wiele tajemniczych cieni. 

Toporkami para odłupywała kawałki księżycowych skał do badań. Geologowie szukali ciekawych znalezisk, rudy i minerałów. W niskiej grawitacji księżycowej kruszenie twardych skał wymagało więcej siły, ale były one też mniej spoiste niż na Ziemi. Oprócz toporka, młoteczka mieli też wiertarkę i inne narzędzia. 

Zebrane kawałki oglądali uważnie i wkładali do plastikowych pojemników oraz foliowych torebek, oznaczonych flamastrami numerami próbek, nazwą miejsca badań i dokładną datą. 

– Musimy wracać. Kończy nam się tlen – Michael położył rękę na ramieniu Sandry. Wskazał migającą na żółto kontrolkę na jej kombinezonie. 

– Zaczekaj! 

W odłupanym przed chwilą fragmencie ściany coś rozbłysło niebieską barwą. 

– Kryształ! – ucieszyła się dziewczyna. – Jaki piękny! Znaleźliśmy księżycowy skarb! 

 Ostrożnie uwolnili błękitny kryształ o wadze około pół kilograma i schowali go do dużego pojemnika, a potem szybko podążyli korytarzem do wyjścia. Ujrzeli jasne gwiazdy migoczące na księżycowym niebie, daleką Ziemię i Słońce. 

– Musimy wrócić do tej jaskini także jutro. Może jeszcze znajdziemy coś niezwykłego? 

Na zewnątrz stał ich księżycowy pojazd o dużych, grubych kołach, przystosowanych do trudnego terenu, z wzmocnioną konstrukcją. 

Wsiedli do niego, przypięli się pasami do foteli i pojechali w stronę bazy na Morzu Spokoju, odległej o trzy kilometry od jaskini. Tam będą mogli odpocząć, a potem dokładnie obejrzeć cenne znaleziska. Koła grzęzły w pyle, podskakiwały na nierównościach. Zostawiały ślady w pyle. Amortyzatory pojazdu łagodziły wstrząsy. 

 

 

 

 2. 

 Tylko oni dwoje mieszkali w tej bazie. Kolejna placówka naukowa była oddalona o wiele kilometrów. Mogli się z nią kontaktować jedynie nadajnikiem radiowym, najwyżej raz dziennie. Antena znajdowała się na dachu kompleksu. Ich baza nazwała się Orfeusz – 4. Poza nimi znajdowały się wewnątrz budowli, składającej się z kilku modułów mieszkalnych, naukowych, magazynów wyposażenia, narzędzi i chłodni z zapasami żywności, tylko komputery i roboty. Energii dostarczały im głównie panele słoneczne, które trzeba było często odkurzać z pyłu. Mieszkanie naukowców zostało wyposażone w systemy wytwarzania tlenu i wody, oczyszczania powietrza. Na betonowej płycie obok kompleksu stał na metalowych podporach lądownik, który mógł ich zabrać na statek kosmiczny, krążący po orbicie Księżyca. Silnik lądownika pozwalał na łatwe oderwanie się od powierzchni naturalnego satelity Ziemi. 

Ulubioną rozrywką Sandry i Michaela na Księżycu była wspólna kąpiel. Zmywali z siebie pot i nieprzyjemny zapach. Namydlali się wzajemnie pod prysznicem. Musieli jednak robić to pośpiesznie i sprawnie, żeby oszczędzać wodę. Ale krótka kąpiel i tak dostarczała im przyjemnych wrażeń. Sandra była smukłą blondynką o długich włosach opadających kaskadą na plecy, dużych, kuszących piersiach, opalonej skórze. Jej duże oczy były błękitne jak Ziemia widziana z Księżyca. Członek Michaela podczas wspólnych igraszek cały czas sterczał sztywno. Śmieli się beztrosko, obściskując się i pieszcząc namiętnie swoje ciała. 

Michael był nieco starszy od dziewczyny. Miał kruczoczarne włosy, krótko obcięte. Golił się starannie. Sandra nie lubiła zarostu. Księżycowa grawitacja sprawiała, że jego mięśnie wiotczały, mimo codziennych ćwiczeń na przyrządach w małej siłowni. 

Długi pobyt poza Ziemią odbija się na ludzkim zdrowiu, ale już za trzy ziemskie miesiące mieli ich zastąpić nowi naukowcy. Dostaną urlopy, odpoczną, wrócą do formy. Zamieszkają znowu wśród ludzi, w wielkim mieście. 

Przykro będzie się rozstawać ze sobą. Na Księżycu zakochali się w sobie, mimo że na Ziemi zostawili innych partnerów. Będą się na pewno kontaktowali Internetowo i wspominali pobyt na srebrnym globie. 

Seks w mniejszej grawitacji był osobliwy, spowalniał ich ruchy jak pod wodą. Uprawiali go pod prysznicem i w kabinie sypialnej, nie zapominając wyłączyć kamer, które przesyłały obraz na Ziemię. Ich przełożeni pozwalali im na intymność. Musieli jednak codziennie przesyłać krótkie raporty z misji, informować o swoim stanie zdrowia i dokładnie wykonywać zadania. Reagować na polecenia z Ziemi. Samodzielnie dokonywać napraw. 

Ulubionym miejscem Sandry w bazie była niewielka oranżeria, w której uprawiała rośliny: jadalne warzywa: ogórki, marchew pomidory, dynie, ale też kwiaty. Rośliny dobrze rosły na księżycu. Warzywa były dorodne, szybko dojrzewały. Troszczyła się o nie codziennie: o oświetlenie, podlewanie, nawożenie. Usuwała uschnięte pędy, liście, zgniłe owoce. Robiła staranne notatki. Sprawdzała, jak reagują na słabą grawitację. A nawet przyrządzała z nich smaczne potrawy dla nich obojga. Dobrze się czuła w otoczeniu zielonych roślin, dawały jej dużo radości, podnosiły na duchu na całkowicie martwym księżycu.

W przyszłości podobne uprawy na większą skalę dostarczą pożywienia księżycowym kolonistom, którzy, być może, będą wydobywać tu surowce naturalne. 

 Udało się Sandrze wyhodować także piękną, czerwoną różę, o upajającej woni. Była z niej dumna. 

 Po skromnym posiłku, składającym się z gotowanej fasoli z puszek, zagryzanej ciemnym pieczywem z chłodni i z kawy pitej w kubkach z logo ich bazy, w laboratorium geologicznym pochylili się nad kryształem znalezionym dziś w jaskini. 

– Czuję jakby ten kryształ hipnotyzował mnie swoim światłem. Jakby przenikał wprost do mojej duszy - mówiła z obawą Sandra, patrząc niepewnie na niezwykłe znalezisko. – Może nie powinniśmy go ze sobą zabierać? 

– Z pewnością jest bezpieczny. Nie radioaktywny – uspokajał ją Michael. - To cenne znalezisko, ale istotnie, jest trochę dziwny. Nieziemski. Ma kolor twoich oczu. 

– Nazwę go Księżycowym Sercem – Sandra dotknęła ręką chłodnego kamienia. 

 Chwilę potem pobladła i osunęła się bezwładnie na posadzkę. 

– Kochanie! – krzyknął Michael. – Co ci się stało? 

Przerażony, wziął dziewczynę na ręce i ostrożnie zaniósł do pomieszczenia medycznego. Ułożył na stole zabiegowym. Nie był lekarzem, ale umiał posługiwać się aparaturą medyczną. 

 

3. 

Puls dziewczyny był bardzo powolny, ale żyła. Zapadła w głęboki letarg. Na granicy życia i śmierci. Michael czuwał trwożnie przy przyjaciółce. Na razie nie alarmował Centrum Kontroli misji na Ziemi. To nic nie da. 

 Sandra ocknęła się dopiero po godzinie. Nieprzytomnie otworzyła oczy i rozejrzała się wokoło ze zdziwieniem. 

– Gdzie ja jestem? Kim jesteś? 

– To przecież ja, Michael! Jesteśmy na Księżycu! Nie pamiętasz? 

– Jak się tu znalazłam? A gdzie moje rodzinne miasteczko? Mój rodzinny dom, ogród, szkoła? 

– Daleko stąd, na Ziemi. Ale wkrótce tam wrócimy. Przylecą po nas promem, gdy skończy się nasza zmiana. 

Podał jej szklankę wody z musującą tabletką witamin wzmacniających. Drżąc, usiadła na stole. 

Minęło kilka godzin, zanim Sandra odzyskała orientację. Jej kolega długo musiał ją uspakajać i przypominać ich wspólny pobyt na Księżycu. 

– Miałam wizję – wyznała płaczliwie Sandra. - Wiem, że to wpływ kryształu. 

– Co widziałaś? Nie bój się, mi możesz zaufać. Nie jestem przecież kontrolerem z Centrum Badawczego, tylko twoim kochankiem. 

– Zobaczyłam dziwne miasto. Znajdowało się na planecie krążącej wokół wielkiego, czerwonego słońca, setki lat świetlnych stąd. Jego budowle przypominały gigantyczne, piętrowe kopce termitów w różnych kolorach, o wysokości setek metrów, z wieloma małymi otworami wejściowymi lub wentylacyjnymi. Zostały zbudowane z jakiejś syntetycznej, bardzo twardej substancji o chropowatej strukturze. Między budynkami rosły dziwne rośliny, podobne do kryształów. Być może kwarcowych. Odbijały światło półprzezroczystymi wypustkami o różnych kształtach i barwach, rozszczepiały go tęczowo. 

Miasto było puste, jego mieszkańcy wymarli albo go opuścili. Z pewnością zamieszkiwały go istoty myślące, zdolne do używania narzędzi i skomplikowanych urządzeń technicznych, społeczne jak my, ludzie. Wiem, że ta wizja była prawdziwa. Kryształ przesłał ją z głębin kosmosu. To chyba jakieś urządzenie komunikacyjne. Nieznana ludziom, zaawansowana technologia. 

– W jaki sposób kryształ mógł to zrobić? 

– Przekaz był natychmiastowy. Może zadziałał na zasadzie kwantowego splątania odległych o lata świetlne cząstek, uwięzionych w krysztale i bardzo odległym nadajniku, które są wzajemnie zestrojone? 

– To niemożliwe! Jesteś tego pewna? 

- Chyba tak… - z wahaniem pokiwała głową Sandra. – Niezupełnie… 

– Dlaczego miasto obcych było niezamieszkane? 

Sandra wzruszyła ramionami powoli pijąc drinka owocowego z alkoholem, którego podał jej Michael. 

– Nie wiem, co mogło być przyczyną zagłady istot z tego miasta. Jakaś straszliwa choroba zakaźna? Może dobrowolnie albo przymusowo opuściły swój świat na statkach kosmicznych i przeniosły się gdzieś indziej, do jeszcze bardziej odległego układu gwiezdnego lub nawet do innej galaktyki? Albo wymarły, bo osiągnęły kres możliwości swojego rozwoju? 

W każdym razie ich miasto pozostanie na zawsze opuszczone. Jest już tylko martwym reliktem przeszłości. Świadectwem istnienia wspaniałej cywilizacji. 

– Ale skąd kryształ o niezwykłych właściwościach znalazł się na ziemskim Księżycu? 

– Trudno powiedzieć. Może dotarł tu jeszcze przed początkiem ludzkiej rasy na starożytnym statku kosmicznym? Arce z ginącego świata? 

– Ciekawe, w jaki sposób umie oddziaływać na ludzki umysł? 

- Chyba zestraja się z falami mózgowymi, rezonując harmonicznie? Nie jestem pewna – zastanawiała się Sandra. 

- Może działa na kobiety, bo są bardziej wrażliwe, mają w sobie więcej empatii – domyślał się Michael. - Powinniśmy zabrać kryształ na Ziemię, żeby dokładnie zbadali go badacze w instytucie naukowym za pomocą specjalistycznego sprzętu. Ciekawe z jakich minerałów się składa, jak wygląda jego sieć krystaliczna pod mikroskopem? 

Jednak, gdy wrócili do laboratorium geologicznego, na stole już nie było świetlistego kryształu, a jedynie kupka drobnego proszku. 

Koniec

Komentarze

Ostatnio dużo księżycowych opowiadań. Tekst niezły, chociaż te sceny wspólnych kąpieli trochę mnie wybijały z rytmu (można było mniej wprost pokazać ich uczucie). Zagadka kryształu nie jest niezwykła, jednak sprawnie napisana.

Tymczasowy lakoński król

Nowa Fantastyka