- Opowiadanie: marzan - Wyzwanie #48 Wytkelok, czyli skąd przyszedł biały królik?

Wyzwanie #48 Wytkelok, czyli skąd przyszedł biały królik?

Ale to już było tyle razy w historii Wyzwań, znów opowieść kolektywna?

Cicho tam, wyzwanie musi wyrobić target tygodniowy, a to się dobrze sprzedaje!

Tym razem czeka Was zadanie trudniejsze niż zwykle, ponieważ ta opowieść jest pisana od końca do…. no właśnie, do czego?

 

Każdy dodaje pięć zdań do tekstu, który napisał poprzednik. Wstawia jednak swój fragment przed to, co już zostało napisane – czyli opisujemy, co się stało wcześniej!

Możliwe są wielokrotne wpisy, ale fragmenty tego samego autora muszą być rozdzielone wpisami co najmniej dwóch innych autorów.

Jest jeszcze jeden warunek: w każdym dodanym tekście musi się znaleźć fraza “biały królik” – w dowolnej odmianie.

Dozwolone są drobne poprawki stylistyczne, ortograficzne i interpunkcyjne całości, ale nie zmiana rzeczywistości, czyli napiszecie głupotę – zostaje!

 

Wiem, że potraficie napisać zdanie na pół strony, ale umiar jest wskazany – dajcie się pobawić innym! Dla ułatwienia kwestię dialogową i powiązane z nią bezpośrednio didaskalia traktujemy jako jedno zdanie.

 

Poza tym ogranicza Was tylko wyobraźnia. Białe króliki nie są przecież tylko przewodnikami Alicji i strażnikami Graala – kto wie, czy to nie rasa galaktycznych autostopowiczów?

 

Kończymy w niedzielę 17 maja!

Oceny

Wyzwanie #48 Wytkelok, czyli skąd przyszedł biały królik?

 

– Gdyby nie te kajdany z dwimerytu, już dawno zrobiłbym porządek z tym towarzystwem, ech, jak ja nienawidzę przenikania światów! – biadolił Gandalf.

– Myślę, że wiem, jak ci pomóc – odezwała się jedna z Alicji i ukradkiem odchyliła wieczko małego pudełka. Z wnętrza pomachała do nich kolejna, miniaturowa Alicja, po czym, wyposażona w szpilkę, wpełzła przez dziurkę od klucza do mechanizmu zamykającego kajdany czarodzieja.

– Pętla czasowa, wszystko przez pęknięty zegarek Białego Królika – wyjaśniła krótko bohaterka, dostrzegłszy uniesione zdziwieniem brwi Gandalfa. – Mam tylko nadzieję, że jak już pomogę ci się uwolnić, nie znikniesz w chmurze dymu jak wędrowny sztukmistrz i nie zostawisz mnie tu samej na pastwę tych szkaradztw, nieprawdaż?

 

Gdy białe króliki były zajęte przejmowaniem panowania nad Statkiem Fruwającym Jefferson, kilkaset sążni poniżej mury fortecy drżały od okrzyków. Ulicami toczyła się z wolna furmanka, na której siedział Gandalf, spoglądając z góry na rozwrzeszczanych goblinów, orków oraz trolli, a wraz z nim trzy panienki w niebieskich sukienkach i z czarnymi opaskami na włosach, również usiłujące spoglądać z góry, chociaż miały po temu mniejsze możliwości. Wóz stanął na placu. Czekał tam Pan Gąsienica, ssący nieodłączną fajkę, w towarzystwie doborowego oddziału orków, ze szczególnym uwzględnieniem zwalistego, kosookiego dowódcy, który popatrywał to na więźniów, to na honorowe miejsce, gdzie chwiało się lekko zbite naprędce podwyższenie. Na jego znak podwładni zwlekli pasażerów z furmanki i pchnęli ich przed oblicza person oficjalnych.

 

– Zgodnie z wolą… khe, khe! – Pan Gąsienica zaniósł się kaszlem od oparów fajkowego ziela. – Zgodnie z wolą Jaśnie Oświeconego Saurona Kier obecne tu Alicje, w liczbie trzech, oraz Gandalf Biały zostają skazani na śmierć… przez ścięcie!

– Ściąć ich! – ryknął entuzjastycznie tłum orków.

– Niedoczekanie wasze! – Gandalf dobył miecza o rękojeści zwieńczonej główką białego królika, lecz kiedy wszyscy zaczęli się na niego gapić, wyzionął z fajki potężny kłąb dymu o duszącym zapachu i już go nie było.

– Khe, khe!… Zaraza… – wydusił starszy sierżant Hubrggog, kiedy oszałamiające działanie fajkowego ziela ustąpiło. – No, na czym żeśmy to stanęli?

 

– Ile jeszcze będziemy czekać na egzekucję, to nieludzkie! – poskarżyły się Alicje.

– Hehe, prawda, nieludzkie! – zarechotał Hubrggog. – Cierpliwości, prawda, przywoływanie Białego Nazgula trochę potrwa, prawda, ale to prawdziwy król katów!

– A właśnie że nie nieprawda, i pewnie żaden z niego król, tylko jakiś biały królik! – przedrzeźniły go Alicje.

Bluźnierstwo było tak okrutne, że najbliższy skazanych Alicji ork zemdlał, a reszcie zwiędły uszy i opadły szczęki, w tym jedna dosłownie.

 

– W ramach, prawda, poprawy morale, prawda! – huknął dowódca orkowego oddziału, Hubrggog. Podwładni, nie śmiejąc mierzyć wzrokiem jego, chwiejnej platformy zbitej z desek (na której wyraźnie było widać klapę do szubienicy, ale rusztowanie świeciło absencją) ani furmanki zaprzężonej w szkieletowo-mechanicznego konia, wlepili spojrzenia zaropiałych oczu w obcego orka, który trzymał się skromnie z boku. Nie miał broni. Taszczył za to sporą skrzynkę wymalowaną w białe króliki, z której wystawały nieznane wojakom Mordoru narzędzia.. Na skinienie dowódcy obcy wbiegł na podwyższenie, postawił swoje pudło i wydobył z niego sękaty patyk oraz kapelusz, który wyciągnął przed siebie jak żebrak miskę.

 

Ork prestidigitator triumfalnym gestem wyciągnął białego królika z bynajmniej nie białego, kiedyś spiczastego, ale zdefasonowanego i pokrytego zaciekami niezidentyfikowanych płynów kapelusza.

– Panie, kto pana uczył sztuki? – zapytał królik, wyraźnie oburzony. – To boli, nie należy łapać za uszy, tylko za skórę na karku!

Zgromadzeni wojacy popatrzyli niepewnie najpierw po sobie, a potem na starszego sierżanta Hubrggoga.

– Jeżeli to rozumny królik – dowódca przeprowadzał proste wnioskowania zupełnie szybko jak na orka – i znaleźliśmy go w kapeluszu czarodzieja, to może znaczyć, że go szukał i teleportował się z namiaru na fant, a to znaczy, że…

 

Alicje stały z boku, gdy niepozorny biały królik tłukł tuzin orków, wywijając mieczem tak zaciekle, jakby zamiast krwi płynęła w nim czysta energia boga Duracella. Wreszcie wymieniły spojrzenia i z okrzykiem na ustach wpadły między cuchnące cielska żołnierzy Saurona, rąbiąc, tnąc i pchając klingami, aż pole bitwy ucichło, a kamienie pod ich stopami spłynęły brunatną posoką.

– Znajdźmy już wreszcie tego Gandalfa, zanim sobie do reszty stępię nożyk na tych zakutych łbach – warknęła pierwsza Alicja i kopnęła truchło orka.

– Uszy całe? – zachichotała druga, spoglądając na przyjaciela.

– Nie potrzebowałem waszej pomocy – mruknął królik i wytarł zakrawione ostrze w futerko.

 

Biały królik popatrzył z niesmakiem na rozlewającą się po kamieniach krew. Z natury był pacyfistą, ale Jaśnie Oświecony Sauron Kier wybrał go do tak morderczej misji, w której, swoją drogą, sam zleceniodawca chyba poważnie się pogubił. Królik odczuwał dyskomfort, lecz nie zamierzał oceniać – zwłaszcza skorego do autodestrukcji stwórcy – choć może powinien?

Podniósł wzrok i poprawił rozbite w bitwie okulary. Niestety nie pomogło, skutek walki nadal był widoczny – stały przed nim dwie uzbrojone we wszystkie moce wyobraźni Alicje.

 

– Załóżmy, że znajdziemy tego Gandalfa, ale jak niby podskoczysz Sauronowi, maleńka? – wychrypiał biały królik głosem wciąż niepewnym, aczkolwiek zdradzającym chęć powrotu do rzeczywistości.

– Zjemy ciasteczka i zadepczemy go – odpowiedziały chórem Alicje. 

– Nie wszystkie na raz, i bez tego łeb mi pęka. No i jak, na uszy i wąsy, mam was tam zabrać?

W odpowiedzi każda Alicja wyciągnęła buteleczkę z napisem “wypij mnie”.

 

W pogoni za Barlogiem, Gandalf zapuścił się w ciemne podziemia Morii. Potwór już dawno zniknął w krętych korytarzach, a czarodziej nadal się po nich błąkał. 

Nagle czerwone oko łypnęło na niego z góry, drugie zasłonięte było opaską jak u pirata, stworzenie miało na głowie kowbojski kapelusz.

– Kot w butach? – zapytał czarodziej i podparł się laską.

– Nie, kufa, Alicja – prychnął niewyraźnie biały królik i wyciągnął szluga. – Jedziesz, czy pierdolisz?

 

Podmuch wiatru przyniósł zapach wilgoci i landrynek. Gandalf puścił uszy białego króliczka i przytrzymał chwiejący się na czaszce kapelutek. Zwierzątko opadło jak puszek, a przy lądowaniu pisnęło ze wzburzeniem. 

– Ty dziadu! – zaszczebiotało piskliwym głosikiem.

– Co mówiłaś mała, paskudna dziewczynko? – Gandalf zamrugał oczyma, jakby jakby dopiero zauważył gromadzące się wokoło postaci. – I dlaczego są was dwie?

 

– To twój koniec, Gandalfie Biały, spotkasz się z przeznaczeniem tu i teraz!

– Łypiesz ciągle tym okiem większym od stodoły – ziewnęła – a nie odróżniasz nawet maga od Alicji.

– Właśnie – potwierdziła druga Alicja.

– I trzeba było wypatrywać białego królika, nie Gandalfa! – dopowiedziały chórem pozostałe Alicje. – Ale teraz jest już za późno i za wcześnie zarazem, więc giń, Sauronie!

 

Koniec

Komentarze

Wyjątkowo wyzwanie w przedmowie, część zasadniczą rezerwujemy na tekst. Postaram się doklejać Wasze wstawki. Obrazek również może się zmieniać w zależności od wstawionych treści.

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Właśnie tego mi brakowało w LotRze. ;D

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Podmuch wiatru przyniósł zapach wilgoci i landrynek. Gandalf puścił uszy białego króliczka i przytrzymał chwiejący się na czaszce kapelutek. Zwierzątko opadło jak puszek, a przy lądowaniu pisnęło ze wzburzeniem. 

– Ty dziadu! – zaszczebiotało piskliwym głosikiem.

– Co mówiłaś mała, paskudna dziewczynko? – Gandalf zamrugał oczyma, jakby jakby dopiero zauważył gromadzące się wokoło postaci. – I dlaczego są was dwie?

 

W pogoni za Barlogiem, Gandalf zapuścił się w ciemne podziemia Morii. Potwor już dawno zniknął w krętych korytarzach, a czarodziej nadal się po nich błąkał. 

Nagle czerwone oko łypnęło na niego z góry, drugie zasłonięte było opaską jak u pirata, stworzenie miało na głowie kowbojski kapelusz.

– Kot w butach? – zapytał czarodziej i podparł się laską.

– Nie, kufa, Alicja – prychnął niewyraźnie biały królik i wyciągnął szluga. – Jedziesz, czy pierdolisz?

– Załóżmy, że znajdziemy tego Gandalfa, ale jak niby podskoczysz Sauronowi, maleńka?

– Zjemy ciasteczka i zadepczemy go – odpowiedziały chórem Alicje. 

– Nie wszystkie na raz, i bez tego łeb mi pęka. No i jak, na uszy i wąsy, mam was tam zabrać?

W odpowiedzi każda Alicja wyciągnęła buteleczkę z napisem “wypij mnie”.

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Tura mi się odnowiła po dwóch Waszych wpisach :)

 

Jak na razie są pewne luki fabularne, ale wspólne pisanie “wstecz” jest trudnym ćwiczeniem – i tak nieźle idzie.

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Marzan, biały królik Ci uciekł ;)

Those who don't believe in magic will never find it

Jak na razie są pewne luki fabularne, ale wspólne pisanie “wstecz” jest trudnym ćwiczeniem – i tak nieźle idzie.

Każdy autor z innym zamysłem. Nie nazwałbym tego ćwiczeniem, a zgadywanką, której efektem nie będzie opowiadanko, a siekanina. Fajnie to :-)

Marzan, biały królik Ci uciekł ;)

Ha, ktoś tu podchodzi do własnych przepisów luźniej nawet ode mnie. Najpierw cztery tylko zdania, teraz uchaty zwiał ;-P

Marzan, biały królik Ci uciekł ;)

Ach, ten niesforny królik – co on spożył? Masz rację, choć to on wypowiada kwestie dialogowe – na szczęście są didaskalia. Poprawione!

 

Najpierw cztery tylko zdania, teraz uchaty zwiał ;-P

Powiedzmy, że ostatnia kwestia dialogowa chóru to niezależne zdanie ;)

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

A to się włączę i może jeszcze zagmatwam, a może wyprostuję ;)

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Biały królik popatrzył z niesmakiem na rozlewającą się po kamieniach krew. Z natury był pacyfistą, ale Jaśnie Oświecony Sauron Kier wybrał go do tak morderczej misji, w której, swoją drogą, sam zleceniodawca chyba poważnie się pogubił. Królik odczuwał dyskomfort, lecz nie zamierzał oceniać – zwłaszcza skorego do autodestrukcji stwórcy – choć może powinien?

Podniósł wzrok i poprawił rozbite w bitwie okulary. Niestety nie pomogło, skutek walki nadal był widoczny – stały przed nim dwie uzbrojone we wszystkie moce wyobraźni Alicje.

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Kurojatka miał rację, każdy dodany fragment mnoży zagadki do rozwiązania (albo rozpoczęcia) w jeszcze nienapisanych poprzednikach. Beeeecki dodał jakiś element przemocy (którą ktoś będzie musiał opisać albo obejść XD) ale za to wprowadził ewolucję bohatera – zmienił zdanie, skoro wcześniej był sługą Saurona. Sumienie się w nim odezwało, czy sentyment?

 

Całość przypomina na razie książkę, którą bawił się szczeniak i losowo wyrywał kartki – bo kota z Cheshire o takie zabawy nie podejrzewam ;)

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Ale za to mój następca vel poprzednik może opisać bitwę!

Całość przypomina na razie książkę, którą bawił się szczeniak i losowo wyrywał kartki – bo kota z Cheshire o takie zabawy nie podejrzewam ;)

A to trochę prawda ;). Można potem zrobić wyzwanie z uzupełnianiem luk w tej historii laugh

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

O! Biały królik! W takim razie muszę wziąć udział. :D 

 

Alicje stały z boku, gdy niepozorny biały królik tłukł tuzin orków, wywijając mieczem tak zaciekle, jakby zamiast krwi płynęła w nim czysta energia boga Duracella. Wreszcie wymieniły spojrzenia i z okrzykiem na ustach wpadły między cuchnące cielska żołnierzy Saurona, rąbiąc, tnąc i pchając klingami, aż pole bitwy ucichło, a kamienie pod ich stopami spłynęły brunatną posoką.

– Znajdźmy już wreszcie tego Gandalfa, zanim sobie do reszty stępię nożyk na tych zakutych łbach – warknęła pierwsza Alicja i kopnęła truchło orka.

– Uszy całe? – zachichotała druga, spoglądając na przyjaciela.

– Nie potrzebowałem waszej pomocy – mruknął królik i wytarł zakrawione ostrze w futerko.

Podążaj za białym królikiem.

 

Królik do pilnowania wątku, ja tu przyjdę :D

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Ork prestidigitator triumfalnym gestem wyciągnął białego królika z bynajmniej nie białego, kiedyś spiczastego, ale zdefasonowanego i pokrytego zaciekami niezidentyfikowanych płynów kapelusza.

– Panie, kto pana uczył sztuki? – zapytał królik, wyraźnie oburzony. – To boli, nie należy łapać za uszy, tylko za skórę na karku!

Zgromadzeni wojacy popatrzyli niepewnie najpierw po sobie, a potem na starszego sierżanta Hubrggoga.

– Jeżeli to rozumny królik – dowódca przeprowadzał proste wnioskowania zupełnie szybko jak na orka – i znaleźliśmy go w kapeluszu czarodzieja, to może znaczyć, że go szukał i teleportował się z namiaru na fant, a to znaczy, że…

– W ramach, prawda, poprawy morale, prawda! – huknął dowódca orkowego oddziału, Hubrggog. Podwładni, nie śmiejąc mierzyć wzrokiem jego, chwiejnej platformy zbitej z desek (na której wyraźnie było widać klapę do szubienicy, ale rusztowanie świeciło absencją) ani furmanki zaprzężonej w szkieletowo-mechanicznego konia, wlepili spojrzenia zaropiałych oczu w obcego orka, który trzymał się skromnie z boku. Nie miał broni. Trzymał za to sporą skrzynkę, z której wystawały nieznane wojakom Mordoru narzędzia. Na skinienie dowódcy obcy wbiegł na podwyższenie, postawił swoje pudło i wydobył z niego sękaty patyk oraz kapelusz, który wyciągnął przed siebie jak żebrak miskę.

 

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Tarnino, wprowadzone!

Cenzura Saurona zmieniła drugie “trzymał” na “dzierżył”, bo powtórzenia u orków są karane naganą (za wyjątkiem czknięć i beknięć, je można powtarzać do woli). Niestety poradnik “Autostopem przez Mordor” nie specyfikuje, co w zasadzie oznacza owa nagana (być może przez brak świadków, którzy ją przeżyli).

Khem, a gdzie się podział “biały królik”? 

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

– Ile jeszcze będziemy czekać na egzekucję, to nieludzkie! – poskarżyły się Alicje.

– Hehe, prawda, nieludzkie! – zarechotał Hubrggog. – Cierpliwości, prawda, przywoływanie Białego Nazgula trochę potrwa, prawda, ale to prawdziwy król katów!

– A właśnie że nie nieprawda, i pewnie żaden z niego król, tylko jakiś biały królik! – przedrzeźniły go Alicje.

Bluźnierstwo było tak okrutne, że najbliższy skazanych Alicji ork zemdlał, a reszcie zwiędły uszy i opadły szczęki, w tym jedna dosłownie.

 

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Dorzuciłem swoje trzy grosze i czekam, niczym Alicje, na decyzję Tarniny gdzie i jak wstawić królika :P

 

P.S. Sam przy okazji nabiłem jedno powtórzenie, wrrr, już poprawiłem :/

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Ooo marzanie, aleś do dobrze wymyślił z tym białym Nazgulem, królem katów!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Upychanie frazy “biały królik” w tekście jeszcze przed sceną wyciągnięcia królika z kapelusza będzie wyzwaniem – dopiero teraz robi się ciekawie. Ślimak jednym wpisem podwyższył poprzeczkę ;)

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

czekam, niczym Alicje, na decyzję Tarniny gdzie i jak wstawić królika :P

Oż, kurczaczki wielkanocne >< To może zmienimy jedno zdanie:

 

Dzierżył za to sporą skrzynkę, z której wystawały nieznane wojakom Mordoru narzędzia.

 

na: Taszczył za to sporą skrzynkę wymalowaną w białe króliki, z której wystawały nieznane wojakom Mordoru narzędzia.

 

laugh

https://www.youtube.com/watch?v=R_raXzIRgsA 

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

– Zgodnie z wolą… Khe, khe! – Pan Gąsienica zaniósł się kaszlem od oparów fajkowego ziela. – Zgodnie z wolą Jaśnie Oświeconego Saurona Kier obecne tu Alicje, w liczbie trzech, oraz Gandalf Biały zostają skazani na śmierć… przez ścięcie!

– Ściąć ich! – ryknął entuzjastycznie tłum orków.

– Niedoczekanie wasze! – Gandalf dobył miecza o rękojeści zwieńczonej główką białego królika. Wyzionął z fajki potężny kłąb dymu o duszącym zapachu i już go nie było.

– Khe, khe!… Zaraza… – wydusił starszy sierżant Hubrggog, kiedy oszałamiające działanie fajkowego ziela ustąpiło. – No, na czym żeśmy to stanęli?

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Nie wiem, czy nie za dużo. blush

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

SNDWLKR, od biedy można uznać to za pięć zdań z didaskaliami, ale w tych zdaniach z wojującym Gandalfem musiałem tymczasowo wrzucić łącznik (boldem), żeby zwinąć je do jednego. Jak wymyślisz coś innego możesz zaproponować podmiankę.

 

Ech, martwimy się o zdania, a całość trzeszczy w szwach :)

 

Tarnina jakaś roztargniona, może znak, że wiosna przyszła, dosłownie i w przenośni?

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Spodobał mi się wątek Gąsienicy z fajką i Gandalfa z fajką – ładne łączenie światów, ale skoro nie czują do siebie sympatii, to może są konkurencyjnymi dilerami ziela?

Brakuje jeszcze tylko hazi i drooz od LeGuin :P

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Ja bym tam dał prozaiczne ,,po czym", ale twoje też może być. A także – dziękuję. :) Jakoś tak mi się zawsze fajkowe ziele kojarzyło…

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Tarnina jakaś roztargniona, może znak, że wiosna przyszła, dosłownie i w przenośni?

Nie, to przez KSeF :D

----

Gdy białe króliki były zajęte przejmowaniem panowania nad Statkiem Fruwającym Jefferson, kilkaset sążni poniżej mury fortecy drżały od okrzyków. Ulicami toczyła się z wolna furmanka, na której siedział Gandalf, spoglądając z góry na rozwrzeszczanych goblinów, orków oraz trolli, a wraz z nim trzy panienki w niebieskich sukienkach i z czarnymi opaskami na włosach, również usiłujące spoglądać z góry, chociaż miały po temu mniejsze możliwości. Wóz stanął na placu. Czekał tam Pan Gąsienica, ssący nieodłączną fajkę, w towarzystwie doborowego oddziału orków, ze szczególnym uwzględnieniem zwalistego, kosookiego dowódcy, który popatrywał to na więźniów, to na honorowe miejsce, gdzie chwiało się lekko zbite naprędce podwyższenie. Na jego znak podwładni zwlekli pasażerów z furmanki i pchnęli ich przed oblicza person oficjalnych.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

– Gdyby nie te kajdany z dwimerytu, już dawno zrobiłbym porządek z tym towarzystwem, ech, jak ja nienawidzę przenikania światów! – biadolił Gandalf.

– Myślę, że wiem, jak ci pomóc – odezwała się jedna z Alicji i ukradkiem odchyliła wieczko małego pudełka. Z wnętrza pomachała do nich kolejna, miniaturowa Alicja, po czym, wyposażona w szpilkę, wpełzła przez dziurkę od klucza do mechanizmu zamykającego kajdany czarodzieja.

–Pętla czasowa, wszystko przez pęknięty zegarek Białego Królika – wyjaśniła krótko bohaterka, dostrzegłszy uniesione zdziwieniem brwi Gandalfa. – Mam tylko nadzieję, że jak już pomogę ci się uwolnić, nie znikniesz w chmurze dymu jak wędrowny sztukmistrz i nie zostawisz mnie tu samej na pastwę tych szkaradztw, nieprawdaż?

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Nowa Fantastyka