Profil użytkownika


komentarze: 2807, w dziale opowiadań: 2112, opowiadania: 477

Ostatnie sto komentarzy

“Tam, gdzie zaczyna się piekło”

 

głównie po to, by @silver_advent nie mógł się wycofać,  bo ja najpewniej nie będę miał czasu na ten prześwietny konkurs XD

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

@pisze.po.swojemu

 

 

Buuahahaha – to przeczytam i skomentuję

 

pewnie w łikęd, bo wcześniej nie będę miał czasu.

 

 

Może do tego czasu wprowadzisz już uwagi bruce w życie i będzie nieco gładziej, więc będę się mógł skupić na zarzutach poważniejszych niż liczba kropek w wielokropku :)

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Pierwszego kwietnia byłoby ciekawiej, bo autorzy musieliby wtedy zbudować (lub ukraść) wehikuł czasu, by cofnąć się i wstrzelić  pomiędzy 1 lutego a  7 marca.

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

@bruce

 

Jimie, dziękuję kiss, ale dzięki takim Dobrym Portalowym Serduchom, jak Ty, przetrwałam tu ciężkie chwile po tragediach rodzinnych, zatem nie bądź aż tak skromny. :) 

 

Cóż, to były chyba chwile mojej słabości, proszę mi tu nie imputować istnienia jakiegokolwiek serca u mnie.

Dla informacji autorki: jestem dokładną odwrotnością drogiej @bruce, ale ona ma tak dobre serducho i jest takim aniołem, że gotowa szukać dobrych cech w najgorszych diabłach.

 

 

 

@pisze.po.swojemu

(…)Mógłbyś chociaż powiedzieć mi do jakiego momentu dotrwałeś? :) 

 

Nie, nie, nie droga autorko, ze mną tylko można wóz albo przewóz – nie oceniam książek po okładce, kobiet po paznokciach i pomadce, ani opowiadań po początkowych fragmentach.

 

Skoro już zacząłem to czytać i ciekawa jesteś opinii, to doczytam (jak znajdę czas, teraz go nie mam) – do końca – mogę co najwyżej, jeśli się boisz, że moja szczerość będzie zbyt miażdżąca, wysłać Ci tę opinię na priv, bo o ile z komentarzy uczyć się mogą wszyscy, to niekoniecznie takie opinie w dżimowym stylu, bez ogródek, zawierać mogą na tyle uniwersalne zalecenia, by z nich inni skorzystali (choć trudno powiedzieć) – a ostrą krytykę łatwiej znieść, gdy się ją czyta samotnie.

 

To decyduj – mam czytać i strzelić tu komentarz, czytać – i wysłać opinię na priv czy po prostu – nie czytać.

 

Piłka po Twojej stronie.

 

 

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

@cezary_cezary

 dzięki :)

 

@Anet

To sympatyczne, że jest dla Ciebie sympatyczne :)

 

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Na szybko:

Sygnalizowania – komu?

 

Światu zewnętrznemu / pamięci nieulotnej / czemukolwiek co można zbadać z zewnątrz.

Bez tego – nie możemy stwierdzić z zewnątrz, czy coś (np. LLM, kamień, siekiera, termostat, Tarnina) – jest czy nie jest świadome. Badania nad świadomością prowadzi się z zewnątrz, no chyba, że uważa się introspekcję za metodę badawczą jak Freud. Ale autorka chyba zdaje sobie sprawę, co ja myślę o “filozofach” (celowo w cudzysłowie) pokroju Freuda.

 

I co to jest "refleksja"?

Autoodniesienie. Mechanizm, który pozwala systemowi oglądać i analizować samego siebie w trakcie działania. 

 

 

I czy naprawdę uważasz, że nauki szczegółowe rozpracują wszystko?

Chyba muszę jednak napisać ten artykuł o nieistnieniu prawd absolutnych.

Upraszczając: nie.

Bardziej szczegółowo: nie, nie uważam, bo “rozpracowanie wszystkiego” jest najprawdopodobniej (bo niezbitej pewności nie mam) fundamentalnie niemożliwe. Filozofia też tego nie będzie potrafić.

 

Oczywiście, że nie. A czy wszystko trzeba operacjonalizować?

 

Autorka tym pytaniem przypomniała mi osoby, którym pisałem rozdziały metologiczne ich prac doktorskich (swego czasu miałem taki sposób na dorabianie do uczelnianej pensji, nie jestem specjalnie dumny, ale robiłem gorsze rzeczy by przeżyć).

I odpowiem tak samo jak wtedy:

Tego czego się nie da zoperacjonalizować, nie da się badać.

 

 

Bo wszystko może być zintepretowane jako proces obliczeniowy, patrz Searle.

 

Doprawdy? Searle raczej twierdzi coś dokładnie przeciwnego. Mam dziwne wrażenie, że my jakichś dwóch różnych Searlów czytaliśmy.

Podobnie uwaga wcześniejsza autorki o Chińskim Pokoju – też nie jest spójna z tym co Searle twierdził.

Bo on właśnie traktował system jako osobne elementy – człowiek w Chińskim Pokoju nie zna chińskiego,

ani zestaw instrukcji – też nie i z tego wywodził, że system chińskiego nie rozumie. Krytycy zarzucali mu (słusznie), że system jako całość – zna język chiński. Pojedynczy neuron z głowy autorki też raczej nie ma świadomości i nieczego sobie nie myśli.

 

… przecież myślenie NIE jest algorytmizowalne. I to powiedziałam, o ile pamiętam. To Ty przyjąłeś, że jest, chociażby nieco wyżej.

 

Wszystko co może zostać zinterpretowane jako proces obliczeniowy, jest algorytmizowalne.

To w końcu jak to jest? Jak zdanie wyżej, czy jak tu?

Bo się gubię, bo autorka raz pisze tak, raz tak.

 

To, że jeszcze nie do końca wiemy jak niektóre rodzaje myślenia zalgorytmizować nie dowodzi tego, że myślenie jest fundamentalnie niealgorytmizowalne. Wręcz przeciwnie: gdyby było niealgorytmizowalne byłoby niemożliwe.

 

 

 

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

“Lipka, to taka mała lipa. Jak to w życiu."

 

No nie wiem…

Lipkowie to polscy Tatarzy. A Lipka to jeden taki Tatar :) To też popularne nazwisko w Polsce, które jedną kreską da się przerobić na wulgarne. I nie, nie chodzi o zrobienie z L Ł, kreskę trzeba dać wyżej.

 

"Granat wybuchnie a my ich wtedy ich rozstrzelamy."

 

Nie za dużo "ich" w tym zdaniu?

 

"Wszystko będzie dobrze"

 

Wszystko będzie dobrze. Siódma dziesięć kwas chlebowy w barze. Pukanie w głowę. Wszystko będzie dobrze.

Tak mi się skojarzyło jakoś :)

 

"To mówiąc cofnął się nieco do tyłu"

 

Szkoda, że nie był nieco bardziej nonkonformistyczny i nie cofnął się do przodu.

 

"Lipka rozdziawiła twarz ze zdziwienia. Bochen i Czerstwy byli braćmi, chociaż nic na to nie wskazywało."

 

To sugeruje, jakby Lipka się dziwiła temu, że są braćmi (a że są wiemy już tekstu wcześniej i Lipka też wie)

A ona tak naprawdę się dziwi bo wykazali się szlachetnymi odruchami. Ale to z tekstu nie wynika.

Trzeba by ten akapit przebudować.

 

Chciałoby się spytać: gdzie tu fantastyka? – choć pytać tak nie lubię to rzeczywiście w tym tekście nieco mi jej brakuje.

 

Opowiadanie świetnie działa pod względem obrazowania. Krajobraz jest: konkretny, brudny, fizycznie nieprzyjemny, spójny z brutalnym światem przedstawionym.

Opis improwizowanych pojazdów jest sugestywny i nieprzegadany.

To moralizatorstwo, o którym wspomina @Bardjaskier nie jest wcale samo w sobie złe i też nie sądzę, by Lipce cokolwiek odbierało prawo do takich dywagacji, mało kto myśli o sobie, że jest zły, najwięksi zbrodniarze mieli siebie za dobrych i nawet taki potwór jak Czyngis Chan miał swoją pokręconą etykę – więc nie, nie o to tu chodzi, że Lipka robi takie rozważania, ale o to jak je robi.

W sytuacji takiego napięcia / stresu nie pisze się po prostu esejów filozoficznych. Myśli są krótsze, bardziej ostre.

Dlatego – wchodząc w to moralizowanie – autor przestaje być sugestywny, niszczy to, co zbudował udanymi opisami.

Postacie są. Niewiele więcej o nich powiedzieć mogę – nie są jakieś wyjątkowo źle skonstruowane, są w miarę zapamiątywalne, co przy tak dużej ich ilości w tak krótkim tekście, jest na pewno plusem – ale nic więcej. Więc nie ma tu jakiegoś błędu, ale nie ma też powodu do zachwytów.

Niestety sama fabuła jest do bólu przewidywalna i nie przynosi niczego nowego.

 

Ogólnie – uznałbym to za całkiem dobrą wprawkę, ale ode mnie klika bibliotecznego nie będzie.

Z pewnością znajdą się inni, którzy klikną.

 

Pozdrawiam serdecznie

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Ha, jak już @bruce wzięła Cię na tapet, to z pewnością “oporządzi” przecinkowo i do tego da bardzo ciepły, miły i pozytywny feedback. Zazdroszczę, że tak nie potrafię.

 

Mnie może i by utwór wciągnął, ale trochę powstrzymała przed dalszą lekturą pewna niechlujność tekstu, ale to w sumie drobiazg, myślę, że by mi aż tak to nie przeszkadzało (sam mam często problemy z technikaliami) – jednak na szybko taki “pro tip” co zrobić, by tekst wyglądał nieco mniej niechlujnie: wielokropek zawsze ma trzy kropki, nie dwie, nie cztery, pięć jest zabronione – a u Ciebie przynajmniej w dwóch miejscach ma jedynie dwie. Ogólnie wielokropków jest za dużo, sam się przeciw temu kiedyś buntowałem, twierdząc, że to taka moja pisarska maniera – ale nie, to rzeczywiście wybija z rytmu i lepiej jeśli chcesz przerwać jakąś wypowiedź, to po prostu ją przerwać, dać jakieś didaskalia w stylu: “urwała” albo “zawiesiła głos”, albo wręcz wpleść fragment opisu otoczenia czy cokolwiek – niż co chwilę dialogi (i nie tylko) wielokropkować a wielokropków masz tu ponad setkę (niektóre mają inną liczbę kropek niż trzy, ale to już pisałem) – i czasem występują zaraz po sobie, robiąc taką wizualną sieczkę.

 

Ale nie wielokropki mnie od tekstu odepchnęły.

Nie jest to też jego długość.

Prawdziwy powód, dla którego utworu nie przeczytam, tkwi w przedmowie:

 

Prośba o bycie delikatnym, bo to mój pierwszy thiller i pierwsze sf.

 

Wybacz proszę, ale ja nie potrafię być delikatny.

Jestem zawsze brutalny.

Jeśli chodzi o teksty – brutalnie szczery – bo tylko brutalna szczerość jest rozwojowa.

Wiem, w czasach powszechnej political corectness to troszkę zaskakuje.

Oczywiście – mogę się mylić – ale świadomość tego, że jestem omylny, nie sprawi, że będę owijał w bawełnę, albo w każdym zdaniu podkreślał “moim zdaniem” albo “wydaje mi się, że” – nie, skoro coś piszę, to wiadomo, że to mi się wydaje i o ile kogoś wyraźnie nie cytuję – to piszę swoje zdanie, nie ma sensu tego podkreślać.

 

Życzę jak najwięcej czytelników, którzy jednak delikatnymi i taktownymi być potrafią.

 

Nasza kochana @bruce na pewno taka jest :)

 

 

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Ubrała płaszcz i buty.

 

W co je ubrała? We wstążki? W kokardki? A może w bombki i łańcuch jak choinkę?

W sumnie taki płaszcz w łańcuchach i buty w lampkach – to by mogło być ciekawe.

 

 

Szorciak poza drobnymi zacięciami (jak powyższe) czytało się dość dobrze, ale miałem wrażenie, że to część jakiejś większej historii, której nie jestem świadom.

Niestety niczym mnie to nie zaskoczyło, nie dało żadnych pytań, nie otworzyło żadnych przemyśleń – słowem, przeszło bez echa. Ale to może tylko kwestia odbiorcy.

 

Pozdrawiam serdecznie.

 

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

 Co i jak chcę przedstawić w tej serii artykułów?

 

Najpierw jak… jak najprościej. Bez zadęcia. Bez filozoficznej nowomowy. Bez epatowania trudnymi terminami – jeśli już jakiegoś użyję, to każdy postaram się jak najprościej i jak najbardziej „łopatologicznie” wytłumaczyć.

 

A co?

Głównie własne poglądy, dlaczego pewne koncepcje filozoficzne (solipsyzm, teizm, hipoteza symulacji, twardy determinizm, kreacjonizm, koncepcja duszy, idealizm i absolutyzm ontologiczny) są „samowywrotne” (wiem, że taki termin nie istnieje, ale chodziło mi o coś więcej niż samoobalające, a raczej o sumę – czyli, albo są na tyle wewnętrznie niespójne, że są samoobalające, albo nie wytrzymują zderzenia z elementarnym doświadczeniem, czyli ze światem jaki spostrzegamy).

 

O ile udowodnienie, że zarówno idealizm ontologiczny jak i absolutyzm ontologiczny są bez sensu wymaga z dobrego kwadransa, pójdę na łatwiznę…

 

 

…i zacznę od obalenia najprostszej z tych bzdur, czyli solipsyzmu.

Na to wystarczy tylko pięć minut.

Czas start.

 

Co to właściwie jest solipsyzm?

 

Solipsyzm to stanowisko filozoficzne, według którego jedyną rzeczą, której istnienia mogę być pewien, jest mój własny umysł (moja świadomość).

Cała reszta – inni ludzie, świat zewnętrzny, historia, fizyka, a nawet ten tekst – może być jedynie wytworem moich doznań, wyobrażeń albo halucynacją.

 

Istnieję tylko „ja”, a wszystko inne jest co najwyżej treścią mojego doświadczenia.

 

I tak, już w samej powyższej definicji można dostrzec, co tu nie gra, prawda?

 

 

No to lecimy.

 

Skoro istniejesz tylko Ty, to czemu nie jesteś wszechmocny?

Nie no, serio, co Cię ogranicza? Wyjrzyj przez okno i stwórz górę na horyzoncie. Nie udało się? Czemu? Skoro istniejesz tylko Ty, nie powinno istnieć żadne zewnętrzne ograniczenie Twojej woli prawda?

 

Możesz odpowiedzieć, że to Twoja podświadomość, albo coś wewnątrz Ciebie Cię ogranicza… ale zastanów się nad tym dokładniej… Jeśli rzeczywiście coś takiego istnieje, to znaczy, że nie istniejesz tylko Ty, ale również ta ograniczająca Cię rzecz, do której nie masz dostępu.

Jeśli jedyną istniejącą rzeczywistością jest Twoja świadomość w całości, to skąd w niej ograniczenia, nad którymi nie masz żadnej kontroli?

Ergo – coś poza Tobą istnieje.

 

No ale załóżmy, że jednak po prostu nie chcesz kreować gór na horyzoncie i to jedyny powód, dla którego one tam nie powstają.

Ok.

 

Ale skąd wiesz, czym jest góra? I horyzont?

Nie tylko skąd znasz pojęcia, ale skąd (i po co?) masz dla nich słowa?

Przecież, jeśli istniejesz tylko Ty, język jest Ci niepotrzebny? (bo po co? By komunikować się z czym? Ze swoimi wyobrażeniami?)

 

Ale załóżmy, że jednak z jakiegoś powodu ten język by Ci się przydał.

 

Pamiętasz, kiedy i jak go stworzyłeś? Jak określiłeś wszystkie jego reguły?

 

A może język stawia taki sam opór, jak reszta świata, jak ten nieszczęsny horyzont? Może jednak jest czymś, co przyszło z zewnątrz?

 

No dobra, ale niech będzie, że go wymyśliłeś, tylko nie pamiętasz kiedy i jak (co swoją drogą budzi kolejne pytania, bo przecież już samo istnienie pamięci, do której nie masz dostępu w całości w każdym momencie, sugeruje, że jednak jest coś co Cię ogranicza, poza tym, dlaczego miałbyś czegokolwiek zapominać, ale pomińmy to)…

 

inna rzecz jest o wiele ważniejsza:

 

Masz świadomość swego istnienia, prawda?

 

A jak możesz mieć świadomość tego, że istniejesz, skoro nie istnieje nic poza Tobą?

 

Inaczej: pierwszy warunek, by być świadomym, to odróżnianie siebie od nie-siebie, „tu się zaczynam ja a tu kończę, tam już mnie nie ma” – jeśli istniejesz tylko Ty, to nie możesz czegoś takiego przeprowadzić, nie możesz wskazać czegoś co nie jest Tobą (bo nie istnieje), a więc – przez brak odniesienia – nie możesz być świadomy.

Co więcej – jeśli istniejesz tylko Ty, to nie istnieje również czas. Nie w sensie zegarowym, ale w sensie czegoś obiektywnego, co porządkuje zdarzenia i odróżnia „przed” od „po”. (czemu miałby istnieć? To by było coś poza Tobą, prawda??) – a więc… nie możesz myśleć. Bo myślenie to proces w czasie.

 

 

Takich argumentów jest jeszcze sporo, ale myślę, że wystarczy, bo już rozumiesz, co tu pokazuję.

Ale żeby uniknąć chaosu – zbierzmy to w całość:

 

By być solipsystą:

– potrzebujesz języka – którego solipsyzm nie potrafi wyjaśnić

– potrzebujesz pojęć – które w solipsyzmie nie mają się skąd pojawić

– opierasz się na pamięci – która nie powinna istnieć

– mówisz „myślę, więc jestem” – choć jeśli solipsyzm byłby prawdą, nie mógłbyś ani myśleć, ani być świadomym

 

Innymi słowy, by móc powiedzieć: istnieję tylko ja, potrzebujesz całego mnóstwa rzeczy, które temu stwierdzeniu zaprzeczają.

 

 

 

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

 Autor jeńców nie bierze, to z pewnością.

Wykorzystuje bezczelnie i bezlitośnie związki frazeologiczne, rozcina wyrazy, nadając im nowe znaczenia (mnie też „zabolało” i zatrzymało to „myśleć agonią” – ale przyjmuję autorskie tłumaczenie).

 

Najpierw tak ogólnie o wrażeniach.

Niedawno z potomstwem obejrzałem film. Film po polsku zatytułowany jest „Czołg”, choć w oryginale to „Der Tiger” – i myślę, że szkoda, że przetłumaczyli to jako Czołg a nie Tygrys.

Ale mniejsza z tym.

Film ten po około tuzinie minut, może nawet wcześniej, zapauzowaliśmy i podaliśmy propozycję, jak mogłaby się potoczyć dalsza fabuła i że troszkę szkoda, że się pewnie tak nie potoczy, że pewnie to będzie raczej taka standardowa miałka i pełna głupotek fabułka filmu wojennego, jak na przykład w „Fury”.

Stwierdziłem nawet wtedy, że ta fabuła, którą wymyśliliśmy, to byłaby świetna jako szkielet opowiadania i muszę sobie to po filmie zapisać.

Niestety – film okazał się mieć DOKŁADNIE taką fabułę jak wymyśliliśmy. Co do najdrobniejszego szczególiku. Cholewka. Nici z dobrego pomysłu na opowiadanie.

Ale…

To, że film DOKŁADNIE odtworzył nasz pomysł – przyniosło nam niesamowitą satysfakcję. Tym bardziej, że w czasie emisji wynajdywaliśmy elementy, które ten pomysł wspierały. Strzelb Czechowa był tam cały arsenał.

I wszystkie wypaliły.

 

I tu też – wszystko wypaliło.

Dokładnie tak jak powinno – i za to autorowi chwała.

 

Tak czytam sobie dość beztrosko, ale już myślą wybiegam, jakbym ja to napisał i jakby to się wszystko źle skończyło – na samym początku. Ale miałem wbrew sobie nadzieję, że jednak autor podejdzie do tego bardziej optymistycznie, bardziej na luzie, z humorem…

 

Zresztą – z początku ten humor przecież jest.

Myślałem więc, że jeśli się do końca tak utrzyma, to mój komentarz zacznę tak jakoś w stylu: „Zdarzało mi się przywiązywać kobiety do drzew, na wiecznie wilgotnym łonie przyrody, ale naiwnie myślałem, że lepkie łezki na udach pojawiały się na skutek moich zabiegów, a nie owych drzew. Cóż, chyba pora zrewidować poglądy (…)”

Jednak nie za bardzo mogłem się uśmiechnąć, bo jednak przewidywałem, że to wszystko źle się skończy.

Owszem – troszkę usta mi w grymasie przypominającym uśmiech drgnęły przy "mecze reprezentacji piłkarzy nożnych" – co prawda od dawien dawna nie oglądam,

ale już wtedy, gdy jeszcze oglądałem, grali jak drewno, choć teraz częściej słyszę określenie "jak piach" – więc chyba jest jeszcze gorzej.

Pewnym cieniem rozbawienia zakiełkowały też w mózgu frazeologizmy od drewna i drzew, poczynając od tego, że główna bohaterka z początku była płaska jak deska, a potem jeszcze w trakcie zbliżenia leżała jak kłoda…

 

Jednak przecież nie o humor ani o erotykę tu chodzi.

 

Fabuła?? Fabuły tu po prawdzie nie ma. Jest ciąg zdarzeń, jest gawęda – mało gawędziarska po prawdzie – jest opis, suchy, sprawny, ale bez zbędnych upiększeń (a ich bym jednak oczekiwał w gawędzie – i więcej zwrotów do czytelnika, rozbijania czwartej ściany, ale może to już moja fanaberia).

 

Tekst nie ma więc fabuły, humor jest śladowy, erotyka owszem na poziomie, ale drzewnej drętwoty by nie uratowała… ale jednak opowiadanie naprawdę robi wrażenie.

 

Autor bierze koncept, który przy pierwszym i drugim spojrzeniu zdaje się żartem (gra słowami, gra znaczeniami, eskalacją fetyszu), a następnie prowadzi go z maniakalnym uporem i bezlitosną precyzją aż do momentu, w którym śmiech zaczyna grzęznąć w gardle. Dzieje się to bardzo szybko – bo opowieść o nieszkodliwym kinku zmienia się błyskawicznie w historię uzależnienia i bardzo klasycznej drogi, od inicjacji, przez eskalację po kryzys i próby powrotu do równowagi.

Próby – o czym wiemy od razu – skazane z góry na porażkę.

 

Teraz, będąc starym zrzędliwym dziadem, żałuję, że nie wiedziałem z trzydzieści parę lat temu o kobietach tyle, co wiem teraz. A przecież wciąż nic o nich nie wiem! Jednak tego „nic”, co już wiem, wystarczyłoby na wiele tomisk. I autor tu też wykazuje się taką wiedzą. Co na to żona? Bo przecież takiej wiedzy z książek wyczytać nie sposób ;-)

 

Ale – poważniej – rzeczywiście autor w komentarzu pisze:

 

„Od dwóch lat przymierzam się do typowej obyczajówki bez fantastyki, takiej dość mocnej, również o relacjach, ale z naciskiem na borderline(…)”

 

i ja czytając to zastanawiam się, czy chodzi mu o borderline w znaczeniu literackim czy psychologicznym.

 

Bo niewątpliwie – historia Kaliny, w historie „borderek” wpisuje się świetnie, używając tego jako klucza do interpretacji można dostrzec, że centralnym jest tu problem regulacji emocji i tożsamości. Przecież ona zaczyna jako „nijaka”, pozbawiona cech, niewidzialna społecznie i emocjonalnie.

Pustka, brak stabilnego „ja” – jako punkt wyjścia – i potrzeba intensywnych bodźców by w ogóle COKOLWIEK poczuć.

 

Relacje Kaliny mają charakter skrajny, wyniszczający, instrumentalny i asymetryczny.

Seks nie służy bliskości, lecz chwilowemu zalaniu emocjonalnej pustki, wedle zasady: lepiej czuć zbyt dużo, niż nic.

 

Figowiec – figura centralna w opowiadaniu i punkt zwrotny – jest wręcz modelowym obrazem borderline’owego związku totalnego: mamy tu wpierw idealizację, potem symbiozę, utratę granic i wreszcie wyniszczenie – bo o ile, wcześniejsi partnerzy Kaliny dawali jej coś, dbali o nią, ładowali energią, to figowiec dosłownie ją pożera.

 

Wreszcie finał jest tragicznym domknięciem tego wzorca.

 

Kalina nie ginie dlatego, że czegoś nie zrozumiała, nie przyswoiła, nie przepracowała, nie nauczyła się na poprzednich błędach.

Ginie, bo jeden impuls, jedna noc, jeden „ostatni raz” – oznacza nieuchronną zagładę. Bo wystarczy jedna wyrwa i mur się wali, wali się cały system, cały odwyk bierze w łeb. Jak w przypadku alkoholika czy narkomana, któremu wydawać się może, że przecież jeden kieliszek czy jedna szpryca niczego nie zepsuje – Kalina chce tylko „ostatni raz” – i ten ostatni raz ją unicestwia.

 

Podoba mi się, że autor unika tu moralizowania – za to pokazuje brutalnie (ale zarazem empatycznie) mechanizm i to jak cienka bywa granica między funkcjonowaniem, zdrowieniem a zupełnym zatracaniem.

 

Nie wiem czy to jest zamierzone, ale mitologizacja Kaliny po jej śmierci przywodzi na myśl wiele świętych KK, które się mierzyły z podobnymi problemami (niekoniecznie z tak pojętą dendrofilią ;-) ), przykładowo:

 

https://pl.wikipedia.org/wiki/Katarzyna_ze_Sieny

 

https://pl.wikipedia.org/wiki/Teresa_z_%C3%81vili

 

https://pl.wikisource.org/wiki/%C5%BBywot_%C5%9Bwi%C4%99tej_Ma%C5%82gorzaty_z_Kortony,_Pokutnicy

 

 

a z naszego podwórka obie święte Jadwigi, choć ta pierwsza bardziej:

 

https://pl.wikisource.org/wiki/%C5%BBywot_%C5%9Bwi%C4%99tej_Jadwigi,_Ksi%C4%99%C5%BCnej_Polskiej

 

 

i trochę żałowałem, że kościół postanowił Kalinę ignorować, zamiast jak to ma w zwyczaju, kult którego nie może nomen omen wykorzenić, do swego wnętrza wchłonąć. To niewyniesienie Kaliny na ołtarze troszkę mi popsuło końcówkę ale nie jakoś bardzo.

 

Tak czy siak – trudny temat podany w bardzo dobry i strawny sposób i pozostawiający w czytelniku wiele otwartych zapadek i rozkręconych trybików – które kręcić się będą jeszcze czas jakiś.

Brawo.

Widzę, że kliki biblioteczne już masz.

 

PS.

 

Stymulacja podkorowa – to pyszna gra słów :)

 

 

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Podziękowania należą się przede wszystkim::

Ambush

Ananke

avei

Bardjaskier

dogsdumpling

Finkla

Golodh

Inanna

JolKa

krzkot1988

NaNa

ośmiornica

pgujda

Silva

Ślimak Zagłady

Vacter

WyrmKiller

 

a także osobom, które doszły do Księgi w ostatnim momencie, gdy wykruszyła się trójka wcześniejszych uczestników.

 

Wielkie brawa dla autorów!

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Nie znam takich definicji.

 

Autorka albo skrajnie wąsko rozumie takie definicje, albo świadomie ignoruje cały dorobek psychologii, neurobiologii, psychometrii i kogniwistyki. Filozofia niczego nie potrafi zoperacjonalizować – nie daje żadnych narzędzi do mierzenia zjawisk empirycznych, więc może dlatego autorce niczego się nie udało znaleźć, bo filozofia sama w sobie – jest jak to zauważył Vacter (nie tymi słowami) czcza, bez  nauk szczegółowych jest nie tylko ślepa i głucha, a po prostu – pusta poznawczo. 

 

Owszem, większość z tych definicji jest bardzo złożona i wręcz przegadana, jest tam dużo odnośnie adaptacji,  rozpoznawania, rozróżniania wzrorców itp. – ale myślę, że można uwspólnić większość z nich w coś w tym stylu (uwspólnienie i uproszczenie moje):

 

Inteligencja – zdolność systemu do szybkiego rozwiązywania złożonych i zróżnicowanych problemów. Jest wprost proporcjonalna do złożoności rozwiązywanych problemów i odwrotnie proporcjonalna do czasu ich rozwiązywania.

 

Świadomość – zdolność systemu do bezpośredniego sygnalizowania własnych stanów wewnętrznych i odróżniania tych stanów od stanów dotyczących otoczenia oraz do refleksji nad tymi stanami.

Jest wprost proporcjonalna do głębokości introspekcji i złożoności reprezentacji doświadczeń oraz odwrotnie proporcjonalna do opóźnienia między doświadczaniem a zdolnością ich rozpoznania i interpretacji.

 

Teoretycznie, per analogiam, możnaby spróbować wykuć podobną definicję myślenia, coś w stylu:

 

Myślenie – zdolność systemu do manipulowania reprezentacjami informacji w celu generowania nowych wniosków, przewidywań lub planów działania.

Jest wprost proporcjonalne do złożoności i trafności tworzonych wniosków oraz odwrotnie proporcjonalne do czasu potrzebnego na ich wygenerowanie.

 

Ale zauważyć należy, że tego się nie da zoperacjonalizować bez zaglądania do wnętrza systemu (ze świadomością – pozornie też się nie da, ale w praktyce da się – robi się to przez testy mające albo wykazać, czy podmiot poznający odróżnia się prawidłowo od otoczenia, albo czy jest w stanie postrzegać siebie w otoczeniu)

 

Do czasu.

 

A konkretnie? Do jakiego czasu? Czy autorka prognozuje, że kiedyś będziemy potrafili to rozróżniać? Na jakiej podstawie? Czy może używa tego w innym znaczeniu – że ta symulacja myślenia jest nierozróżnialna od myślenia tylko przez jakiś czas (jej trwania) i po jakimś czasie sama się  zdemaskuje?

 

A kto je obalił? Bo o tym nie słyszałam.

 

Nie wierzę by autorka nie słyszała o takich autorach jak  Raymond Kurzweil czy Jerry A. Fodor czy Daniela Dennetta  że wymienię tylko trzech nieco już zmurszałych klasyków – błąd Searle’a polega głównie na tym, że próbuje rozważać komponenty systemu w oderwaniu, niezależnie, nie biorąc pod uwagę ani systemu jako całości ani emergencji elementów. Jeszcze prościej: manipulacja symbolami w oderwaniu od relacji ich ze światem (autorka nazywa to przesuwaniem żetonów) – nie może prowadzić do rozumienia czegokolwiek, ale system  działa w relacjach ze światem (i z samym sobą) – więc to właśnie system odniesień i sprzężeń zwrotnych decyduje o zrozumieniu.  Po prostu należy brać pod uwagę system jako całość a nie jego niewielką część.

 

 

Czy ja dobrze zrozumiałem autorkę, że spór nie tyle dotyczy tego, czy Moore się myli, tylko raczej tego, czy przyjmujemy tomistyczno-dualistyczną metafizykę jako warunek sensowności etyki?

Doskonale rozumiem, że autorka taki światopogląd może reprezentować, ale zawężanie etyki do tego jednego ujęcia jest jej okaleczaniem (już pomijając to, jak pełne sprzeczności i samoobalające jest to tomistyczne  podejście).

 

 

  I – by rzecz jeszcze maksymalnie uprościć – nie pytam tu o „algorytm” jako byt abstrakcyjny w sensie matematycznym, lecz o algorytm jako konkretny realizowany proces obliczeniowy.

Jest fizyczny czy nie jest?

Jako konkretny proces obliczeniowy, realizowany przez fizyczny układ, np. komputera? Jest. 

 

 

To jakim cudem procesy w naszych własnych mózgach są w stanie to robić?  Inaczej: czemu w krzemie nie dałoby się uzyskać tego samego, co uzyskujemy w białku? Jeszcze prościej:  skoro nie ma żadnych przesłanek, by stwierdzić, że cokolwiek, co się dzieje w naszych organizmach nie jest algorytmizowalne, to skąd przeświadczenie, że myślenie takie jest?

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Autorka skrytykowała instrukcję BHP, używając jako narzędzia „Etyki nikomachejskiej”, ignorując fakt, że większość rzeczy, które krytykuje w tekście artykułu Moore'a po prostu… nie ma.

 

By wytknąć wszystkie błędy jakie się tu pojawiły, potrzebowałbym niestety w odpowiedzi do tych trzech artykułów prześmiewczych względem Moore'a, napisać ze sześć artykułów wyśmiewających tę krytykę – ale ja apologetą Moore'a być nie zamierzam z dwóch powodów: po pierwsze, on sam się broni dostatecznie dobrze (wystarczy nie wkładać w jego usta czegoś, czego nie napisał, na przykład autorka konsekwentnie przypisuje Moorowi silne tezy metafizyczne i normatywne, podczas gdy on mówi wyłącznie o funkcjonalnym projektowaniu systemów minimalizujących ryzyko etyczne), po drugie, ja się z nim nie zgadzam (choć akurat nie w tych punktach, które autorka tejże krytyki raczyła wyszczególnić).

 

Muszę jednak przyznać autorce, że przynajmniej jedno zdanie ma tu sens:

 

Tylko, że jeśli jest niepoznawalna, to nie możemy myśleć wcale. Możemy tylko „jakby myśleć” – a wtedy nie uda nam się nawet zaprzeczyć, że myślimy, bo nie wiemy, co to znaczy „myślenie”, nie jesteśmy w stanie odróżnić myślenia od niemyślenia.

 

Pod tym mogę się podpisać – rzeczywiście, nie potrafimy tego zoperacjonalizować. Mamy w miarę sensowne i operacjonalizowalne definicje inteligencji – możemy zbadać, czy system jest inteligentny. Dużo trudniej ze świadomością – ale i tu mamy pewne próby operacjonalizacji. Ale co do myślenia mamy spory problem – bo z zewnątrz, system który jedynie symuluje myślenie jest nieodróżnialny od takiego, który naprawdę myśli.

 

Tu musiałbym się też niestety rozpisać szerzej dlaczego tak jest i dlaczego "chłopski rozum" czy "zdrowy rozsądek" – tu nie działa.

 

Zamiast jednak takiej rozbudowanej i pewnie nudnej dla większości polemiki, w której punkt po punkcie będę krytykował tę krytykę, wykazując co w niej jest błędem rzeczowym, a co błędem formalnym itp. – zadam tylko jedno, podstawowe pytanie:

Zdaje się, że autorka twierdzi, zbierając te różne dawno obalone i zdezaktualizowane wątpliwości Saerla i Lewisa, nadinterpretując Geacha, że (uproszczenie moje):

1. Pojęcia są niefizyczne

2. To co niefizyczne, nie może być przetwarzane przez coś, co jest fizyczne.

3. Z 1 i 2 wynika – że algorytmy nie nadają się do przetwarzania pojęć.

Tak?

To pytanie podstawowe – czy algorytm jest czy nie jest fizyczny?

I – by rzecz jeszcze maksymalnie uprościć – nie pytam tu o „algorytm” jako byt abstrakcyjny w sensie matematycznym, lecz o algorytm jako konkretny realizowany proces obliczeniowy.

Jest fizyczny czy nie jest?

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

To głównie Wasza zasługa – bez Waszych wspaniałych tekstów nie miałbym czego dopinać :)

 

 

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

To nie była łatwa droga, a wręcz przeciwnie – wyboista i poznaczona licznymi niebezpiecznymi zakrętami, ale oto wreszcie Księga miliona i jednej rozkoszy została wysłana do drukarni i już wkrótce jej premiera – 14 lutego 2026 roku.

 

 

 

 

Więcej szczegółów pojawi się wkrótce na stronie Księgi

 

Płonąca Żyrafa Salvadora Dalego

 

 

W planach mamy też malutki konkurs plakatowy. w którym będzie można zdobyć cenne nagrody rzeczowe, a sędziować będzie między innymi znana z pięknych obrazów żyraf JolKa i znany skądinąd Vacter – ale o tym poinformujemy na stronie internetowej Księgi.

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Wreszcie!

 

Komentarz taktyczny.

 

Interpunkcja to jedna z tych rzeczy, które są dla mnie równie niepojęte, jak to, że niektórzy dorośli i co gorsza, inteligentni ludzie wierzą w to, że Ziemia jest płaska, szczepionki to ogólnoświatowy spisek BigFarma,  a Elvis żyje i ma się dobrze. Znaczy – w jednym i drugim przypadku znam mechanizmy, jakie za tym stoją, jednak jakaś część mego umysłu tę wiedzę uparcie odrzuca.

Ale wrócę sobie poczytać. W moim przypadku – nic to nie da, bo jestem odporny na wszelką wiedzę tego typu – ale poczytam chętnie.

 

Brawo za to przede wszystkim, że Wam się chciało.

 

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Dziękuję. Największe brawa należą się jednak Wam, autorom i laureatom naszego skromnego konkursu, bez Was byłoby to niemożliwe.

A propos autorów i ich współudziału w tej zbrodni tym zbożnym dziele: wydawca planuje start intensywnej promocji na 22 września, przy czym promocja będzie wieloetapowa.

Jednym z ważnych etapów tej promocji będą wywiady z autorkami i autorami Księgi – więc już teraz zacznijcie się zastanawiać, co chcecie przekazać światu o Waszych utworach w tych (krótkich jak sądzę – bo mają z tego wyjść rolki na społecznościówki) wywiadach.

Wywiady będzie najprawdopodobniej prowadził sam właściciel wydawnictwa – czyli Tomek :)

 

 

 

 

Wywiady ruszą w październiku.

Wywiady te to nie tylko głos, ale i obraz, więc lepiej wcześniej umówić na przykład fryzjera itp, – ja już mam umówiony manicure i pedicure, bo lubę siadywać ze stopami splecionymi na ramionach ;-)

 

 

A jakby komuś się wybitnie nudziło, to może spróbować na powyższej grafice znaleźć wszystkie sześćdziesiąt dziewięć rybek :)

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

 

Mamy to! :)

 

Miesięcznik Nowa Fantastyka oficjalnym patronem Księgi miliona i jednej rozkoszy.

Premiera Księgi – już w grudniu.

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Jeszcze jedna prośba, związana z moimi własnymi pomysłami na promocję (nie, robienie portretów postaci z użyciem AI mi już z głowy młotkiem wybito – dzięki! ;-) )  – niemniej jednak przydałyby mi się krótkie opisy Waszych postaci użytych w Księdze – nie tylko sam wygląd, ale również charakter – jak się da to wyślijcie to proszę na adres księgi do przyszłego piątku.

Cosik z tego wymodzę… chyba :)

 

I ogólnie – skoro jest nas 21 osób, to niech każdy się nastawi na zachęcenie do Księgi przynajmniej kilku znajomych – jeśli każda osoba znajdzie 5 czytelników, będziemy ich mieli ponad setkę, a to dobry start :)

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

 

Do szanownych autorów i autorek Księgi, info od Wydawcy:

Oficjalna bardziej intensywna promocja zaczyna się 22 września.

Szykujcie się proszę na tę datę, grzejcie swoje socjal media itp. – żebyśmy to zrobili dobrze i walnęli z przytupem :)

Od tej daty będzie można się chwalić wszystkim – patronami medialnymi, swoimi postaciami użytymi w Księdze, jakimś ultrakrótkimi fragmentami (w stylu jedno zdanie), Waszymi przemyśleniami / odczuciami co do tego całego bajzlu – czymkolwiek, co Waszym zdaniem dobrze wpłynie na rozpoznawalność Księgi i to by czytelnicy się nią zainteresowali.

 

Dodatkowe info: co prawda nie mam tego tak rygorystycznie określone to w umowach z Wami jak wydawca ze mną, ale weszliśmy w etap korekty – i zakładam, że błędy typu literówek czy źle postawionych przecinków nie wymagają Waszej autorskiej zgody za każdym razem.

Jeśli ktoś się z tym bardzo nie zgadza, to niech się odezwie na priv (i zdeklaruje, że teraz 24/7 będzie dostępny do poprawek buahahahaha  ;-) – żart – ale wysoka dostępność i odpisywalność będzie  rzeczywiście wymagana)

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Gratulacje!

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Anonima uprasza się o ukrycie tekstu do kopii roboczych.

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Wiem o tym, ale z jakiegoś powodu, którego nie miałem wtedy czasu ani ochoty badać, nie działało.

Jak widać teraz już usunąłem zduplikowane (a właściwie ztriplikowane) posty.

 

Tak czy siak, dzięki,  @Finkla :)

 

W poniedziałek Księga wchodzi w ostatnią fazę zewnętrznych korekt / redakcji – więc możliwe, że jeszcze będę Was bombardował prośbami o jakieś przyjrzenie się poprawkom – ale raczej będzie to dotyczyć opowieści ramowej (która mocno urosła ostatnimi czasy) – ale nie mogę wykluczyć, że i do któregoś z Waszych utworów będą jakieś uwagi.

 

Jeszcze jest parę, dosłownie parę ostatnich rzeczy do dogrania.

Prawdopodobny czas wydania zbioru – przed świętami – ale gdyby się miało coś zmienić, to będę jeszcze informował.

 

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Cosik się trzykrotnie wysłało a nie umiem tego teraz usunąć.

 

…i  dzięki – odebrane, przesłane dalej :)

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

ksiega.miliona na dżimejlu

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Ważne:  Prośba do szanownych współautorek i współautorów Księgi.

Wydawca prosił (i słusznie) – o zaktualizowanie Waszych notek biograficznych. Proszę doślijcie mi je mejlowo na adres Księgi, przekażę dalej.

Powyższe jest PILNE.

A nawet bardzo pilne.

 

 

PS

 

W sumie sam nawet nie wiedziałem, ale autorzy wyśledzili, że Księga, choć jeszcze nie zaistniała w fizycznej postaci, to już jest promowana przez wydawcę…

(uwaga dla cierpiących na wodowstręt i wodosceptyków – protagonista pije wodę)

 

Księga Miliona – Jeszcze w tym roku

 

 

 

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Czołem

 

jbieganowski, Ramshiri, DyingPoet, UniluMoon, tsschindler,

 

…przepraszam, że tak hurtowo, ale bywam na portalu niesłychanie rzadko, choć wciąż czuję z nim pewną więź, bo tu mnóstwo ciekawych ludzi jest, z którymi lubię się kłócić.

 

Witam Was bardzo serdecznie i powodzenia w pisaniu i komentowaniu!

 

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Kurczę… a tu mnie do czegoś wywołano? (tak mi doniesiono, bo strona nie ma powiadomień, niestety :) )

Jak znajdę czas albo Tardis, to przeczytam uważnie ten wątek i sprawdzę, czy jestem w stanie odpowiedzieć na zew ;-)

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

@AP

W życiu bym Cię nie podejrzewał. 

Owszem co do misia mi tu wiele zgrzytało, ale drogi @Koala75 potrafi nieraz tak zaskoczyć, że byłem niemal pewien, że to on wywinął tego psikusa :)

 

Gratuluję Wam, chłopaki (Tobie AP bardziej, boś Ty twórcą tego żartu) – że się udało starego Jima nabrać. AP – bo go wziąłem, za Koalę, i Koali, że go wziąłem za Anonima ;-)

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

@AP

W życiu bym Cię nie podejrzewał. 

Owszem co do misia mi tu wiele zgrzytało, ale drogi @Koala75 potrafi nieraz tak zaskoczyć, że byłem niemal pewien, że to on wywinął tego psikusa :)

 

Gratuluję Wam, chłopaki (Tobie AP bardziej, boś Ty twórcą tego żartu) – że się udało starego Jima nabrać. AP – bo go wziąłem, za Koalę, i Koali, że go wziąłem za Anonima ;-)

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

przedłużamy termin do 15 czerwca,”

 

Czyli to jeszcze żyje?

 

Bo w oficjalnych danych napisano, że już dawno termin minął…

Wpadło mi do głowy cosik napisać, ale nie wiem, czy zaczynać? Czasu jest mało, ale może bym cosik skrobnął do tego 16-tego… jak rozumiem do 23:59:59 ? :)

 

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Szort mnie ubawił, choć jeszcze bardziej ubawiły mnie komentarze, szczególnie ten zacnego @Koali75 :)

Cóż, od dawna straszą tym końcem świata – może w końcu jakiś nareszcie nastąpi.

 

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Takie misiowe i niemisiowe zarazem.

Czy Anonim jest bardziej misiem czy niedźwiedziem?

Któż to może wiedzieć.

 

“Fajne”

 

Na licencji Anet.

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Skoro sam o tym wiesz, to po co jesteśmy potrzebni? XD

 

Kiedyś zarzuciłaś mi solipsyzm, czyż nie?

 

 

 

;-)

 

 

A ja Ci bycie sztuczną inteligencją XD

 

 

Właśnie definiowanie przez cechy leży u podstaw paradoksu Russella… (bo w naiwnej t.m. traktuje się przynależność jako predykat, czyli cechę, co niekoniecznie jest uprawnione).

 

Chyba i o tym będę musiał zrobić jakiś artykuł :) Tylko jak tam Twoje prace nad TARDIS? Zrób od razu dwa. I nieśmiertelność / samoodnawialność jak doktorze Who (nigdy nie udało mi się wytrwać by obejrzeć choć jeden odcinek do końca, więc znam tylko z trzeciej ręki).

Hmmm… Ty się chyba odrobinkę znasz na programowaniu… Stosując prostą analogię to by się dało wytłumaczyć jako różnica między listą lub tablicą a typem generycznym, interfejsem lub klasą abstrakcyjną. Da się stworzyć typ zawierający wszystkie możliwe typy, ale nie da się stworzyć listy wszystkich możliwych list.

Mam nadzieję, że trochę rozjaśniłem (zamiast zaciemnić).

 

W wersji naiwnej wszystko prowadzi do paradoksów, dzięki którym można dojść do wersji wyrafinowanej. 

 

Otóż to.

Znów się zgadzamy. Niepokojące ;-)

 

A tak na serio – wygląda na to, że z zupełnie różnych założeń jednak czasem da się dojść do podobnych wniosków :)

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Około 0,75 wilde'a, ale -0,5 koheleta XD

 

<3

 

Nic to nie jest zbiór pusty. Nic – to jest… nic :)

 

A jak mawiali starożytni “ex nihilo nihil fit” – i zbiór również.

 

Zbiór pusty to po prostu zbiór nie zawierający żadnych elementów :)

 

Nic jako takie… istnieć nie może – bo – tu zaskoczę – nie istnieje.

I tylko w tym sensie jest dopełnieniem istnienia :) Ale to oczywiście tutaj trochę (a nawet mocno) – poleciałem po bandzie. Bo gdyby Wam się chciało złapać mnie za rękę rzeklibyście tak (i tym razem byłoby to całkiem słuszne):

 

Zaraz, zaraz, przecież FILOZOFICZNA NICOŚĆ (czyli coś co jest czystym nieistnieniem, zaprzeczeniem bytu z samej definicji) – nie może mieć ŻADNYCH właściwości. O czymś co z samej definicji jest czystym nieistnieniem, zaprzeczeniem bytu, nie możemy nic powiedzieć – więc drogi Jimie, nie możesz tu do tej nicości niczego ładować – nie może być tam nawet rzeczy nieistniejących. Wyobrażony Niewidzialny Różowy Wszechmocny Jednorożec i Batman też w sensie materialnym nie istnieją (chyba, że o ich istnieniu mają świadczyć książki, komiksy i filmy, słowem) – są tylko tworami wyobraźni. Ale nicość nie jest zbiorem rzeczy nieistniejących.

Bo zbiór rzeczy nieistniejących – w odróżnieniu od nicości – istnieje.

 

Dlatego pisałem o tym, że fizycy nie zajmują się nicością (zajmują się przykładowo próżnią czy próżnią fałszywą – ale żadna z tych rzeczy nie jest z filozoficznego punktu widzenia nicością) – bo wiedzą, że nicość to nie jest pokój pełen potworów spagetii, niewidzialnych jednorożców i superbohaterów. To raczej pokój, który nigdy nie istniał, nie istnieje i istnieć nie może – a więc nie ma nawet drzwi, przez które mógłbyś próbować coś tam wnieść.

 

Filozofowie między innymi tym się różnią od fizyków, że w tym nie mogącym nigdy zaistnieć pokoju, próbują wieszać zasłonki i podlewać kwiatki, których tam być nie może.

 

 

Gdybyś, świetlista @Tarnino zajrzała do drugiego z linków, które podałem, wszystko stałoby się jasne, bo wspomnianą antynomię Russela i inne paradoksy naiwnej teorii mnogości się właśnie rozwiązuje przez wprowadzenie pojęcia klasy. Właśnie po to je wprowadzono :)

W skrócie: klasy definiuje się ciut inaczej niż zbiory (przez cechy a nie przynależność) i problem autoreferencji tam nie występuje (chyba serio będę musiał napisać ten artykuł o nieistnieniu prawdy i dlaczego naiwna, korespondencyjna definicja prawdy prowadzi do paradoksów)

 

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

@Koala75

Tarnino, jednak będę się upierał, niepokorny koala, że pojęcie “wszystko” zawiera też pojęcie “nic”. :)

 

Misiu, masz rację, a droga @Tarnina się niestety myli. Jest to pomyłka dość częsta, więc można ją jej wybaczyć – wynika pewnie z myślenia w kategoriach zbiorów a nie klas.

 

Natomiast @Tarnina miałaby rację gdyby napisała w ten sposób:

 

Zbiór wszystkich rzeczy, które istnieją, nie obejmuje “nic”, bo “nic” jest jego dopełnieniem.

 

W takim znaczeniu w zeszłym tysiącleciu padał często żart takowy z ust moich (możecie cytować, całkiem zgrabnie mi to wyszło):

 

Fizyka jest nauką o wszystkim co istnieje, filozofia z kolei, z racji tego, że nauką nie jest, może zajmować się wszystkim pozostałym, czyli Nietzschem.

 

Vacter pewnie by polubił młodego mnie, sądząc po tym, że napisał cały artykuł, który można sprowadzić do powyższego zdania ;-)

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

@Realuc

P.S. odpiszę na Twojego maila niebawem :)

 

Dzięki. Dodatkowy plus, że jak wiesz z mego mejla, przynajmniej pod względem wyglądu, mogłem się z mnichem w pełni utożsamiać ;-)

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Powoli się rozkręca, ale jest wciągające i dobrze poprowadzone.

Troszkę mi zgrzytały niektóre rzeczy, jak przykładowo te księgi, które ot tak, bez żadnego nadzoru można było wynieść z klasztornej biblioteki. Ale mimo pewnych mankamentów, to całkiem niezłe opowiadanie.

Jak rozumiem, ta ostatnia scena jest wiele lat, a może nawet dziesięcioleci czy stuleci po poprzednich?

 

A i jeszcze to, że w odmianie wychodzi od mianownika Lea dopełniacz Lei, to mi się coś mimowolnie kojarzyło z…

 

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Bo nie można dwa razy wejść do tej samej rzeki ani zjeść tego samego rosołu :D

 

Ty chyba nigdy na weselu nie byłaś.

 

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

 

Drabbli chyba się nie da klikać…

 

…choć nie wiem, zawsze mnie te zasady jakoś dziwią, więc może coś poplątałem.

 

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Drabbli chyba się nie da klikać…

 

…choć nie wiem, zawsze mnie te zasady jakoś dziwią, więc może coś poplątałem.

 

 

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Jak zwykle Misiu, nie zawiodłem się wpadając pod Twój tekst – owszem, nie jest tak cukierkowo-misiowy jak zazwyczaj, ale słusznie prawisz, że misie muszą się rozwijać i stawać niedźwiedziami (albo choćby niedźwiadkami).

A co do tego, że wszystko się powtarza – cóż, czy to nie za opowiadanie starych dowcipów zabił Kain Abla?

Dopiero co parę dni temu rozmawiałem z Ośmiornicą na ten temat. Najczęściej nawet nie mamy świadomości, że coś powtarzamy. Nasze fabuły są kopiami przeczytanych albo obejrzanych fabuł, nasze cudowne, odkrywcze pomysły dawno już odkryto, nasze rewolucyjne idee wyartykułowano po raz pierwszy tysiące lat temu.

Pisarz przemiela to co sam przeczytał, świadomie lub nieświadomie kopiuje, lekko modyfikuje, agreguje, ale nigdy nie tworzy niczego nowego – każde uczucie, wzruszenie, drgnienie serca – już dawno zostało opisane, z reguły dużo lepiej niż nam się kiedykolwiek uda.

Już polski szesnastowieczny poeta Mikołaj Sęp Szarzyński herbu Junosza, zauważył że literatura nie tworzy niczego nowego, a jedynie powiela stare, niedościgłe wzorce.

W wieku dwudziestym na pożywce tej obserwacji powstały całe nurty artystyczne, podkreślające tę wtórność, tę kompilacyjność, to sklejanie tekstów z istniejących już fragmentów. Borges dużą część swych idei i swej twórczości właśnie na tym oparł.

Nihil novi sub sole.

Ale czy to znaczy, że mamy przestać pisać?

Czy to już nic nie jest warte?

A czy warto oddychać, skoro miliardy przed nami dokonywały tego samego?

 

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Zasadniczo “pora dnia” na księżycu nie ma większego znaczenia ponieważ księżyc nie obraca się wokół własnej osi.

 

Nie jest to prawda. Obrót Księżyca jak najbardziej następuje, tyle, że jest zsynchronizowany z jego obrotem wokół Ziemii. W skrócie, o ile Ziemia nie spowoduje zaćmienia (nie przesłoni Słońca), to na Księżycu występują regularnie, 14 dniowe okresy światła i 14 dniowe okresy ciemności.

 

Tekst jest chaotyczny, rozwlekły i pełen niezręczności językowych. Konstrukcje gramatyczne momentami są niezborne, a interpunkcja kuleje. Styl bywa napuszony, a jednocześnie naiwny. Co do samego zaś pomysłu – jakoś mnie nie porwał, mimo że sam mam za sobą związki poliamoryczne.

 

Nie wiadomo, czy to opowiadanie o związku dwojga ludzi, krytyka systemu, satyra społeczna czy sci-fi o robotach budujących coś na Księżycu. Narracja rozmywa się między tematami, wątki są urywane i zapominane, a tempo jest nierówne. W połowie tekstu czytelnik czuje się, jakby przeglądał losowe wpisy z forów dyskusyjnych, a nie czytał opowiadanie.

 

Nie mam nic przeciwko, a nawet wręcz potrafię dostrzec wartość w treściach absurdalnych, alternatywnych historiach i dziwnie zbudowanych światach – jednak chciałbym, żeby autor pozwolił mi w ten przedstawiony świat choć przez chwilę uwierzyć, natomiast twórca tego dzieła niestety robi wszystko, by czytelnikowi zawieszenie niewiary utrudnić – i to z pewnością największy grzech tego tekstu.

 

Plusem może być pomysł (którego do końca nie rozumiem, ale gdyby został bardziej pokazany / wykrystalizowany może by to miało jakiś sens), postawienie na głowie pewnych schematów i próba (niestety nieudana) uczynienia tekstu żartobliwym / satyrycznym.

Niestety przede wszystkim to ostatnie nie wychodzi, a utwór strasznie nudzi.

Proponuję poczytać troszkę tekstów, pokomentować, poprzyglądać się jak to robią inni – i być może kiedyś, po takim treningu do pomysłu wrócić, bo kto wie, może to gdzieś tam w zamyśle jest czymś ciekawym, tylko twórca zrobił wszystko, by czytelnik nie miał szans tego zauważyć.

 

Pozdrawiam serdecznie.

 

 

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Bardzo zgrabna opowiastka.

Jak to u Ciebie Misiu :)

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Nie ma Mickiewicza i nie ma Miłosza…

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Cóż, kiedyś będę musiał odnieść się do tego wszystkiego szerzej (w tym artykule – jeśli go napiszę)

ale teraz tylko…

 

ad. 6)

 

przywołam tylko takie małe eksperymenty myślowe, które użyłem wtedy, w zeszłym tysiącleciu, rozmawiając z Docentem – bez ich dokładnego rozważania i roztrząsania – nie mówiliśmy o całej aksjomatyce liczb naturalnych, a jedynie rozmawialiśmy mianowicie o tym, czy aksjomaty Peana są jakby samonarzucające się w każdym możliwym do pomyślenia Wszechświecie.

Myślę, że jako Fantasta, możesz się zapuścić z młodym Jimem na taką wycieczkę, na którą pewnie stary Jim już by się nie zdobył? Ale to było te kilkadziesiąt lat temu i moje pomysły były dużo śmielsze i bardziej kreatywne niż dziś.

Docent odpowiedział (w pewien sposób) na te moje przykłady, nawet co do niektórych jego odpowiedzi jestem w stanie się zgodzić – ale skoro lubisz łamigłówki – to może dostarczę Ci rozrywki.

Zresztą – inni użyszkodnicy też mogą się zmierzyć z tymi eksperymentami myślowymi młodego Jima :)

 

A jak ktoś nie chce sobie łamać głowy – to sobie może wziąć pomysły tych światów młodego Jima i napisać w nich jakieś opowiadanie (może to pomysł na najbardziej odjechany konkurs, przy którym wszelkie bizzarro jest do bólu normalne i zwyczajne)? Znudziły się Wam elfy i krasnoludy? Kosmiczne bitwy? Napiszcie opowiadanie o jabłkach… a tak, jest taki konkurs – o roślinkach @HollyHell91 :D Możecie kraść pomysły stąd :D

 

 

Gotowi na jazdę bez trzymanki i cofnięcie się do zeszłego tysiąclecia?

Gotowi na spotkanie z moją młodszą wersją?

(jeszcze zatęsknicie za starym, dobrym Jimem, jak poznacie młodego, buahahahahaaha)

 

 

Powrót do przy przeszłości za 3… 2…

 

 

Wyobraź sobie koszyk jabłek.

Masz?

 

 

Ok. Wiadomo można ten koszyk traktować jako zbiór i tak dalej, a nie wiadomo, czy w tym innym Wszechświecie istnieje coś takiego jak zbiory – ale mniejsza – bo chodziło mi o coś konkretnego. Coś dostępnego naszemu bezpośredniemu doświadczeniu.

 

W nasze mózgi wbudowana jest funkcja zliczania – nie musimy się tego uczyć (dokładniej to przedstawię w artykule, a także dlaczego tak jest).

 

Funkcja ta pozwala nam przykładowo liczyć jabłka. Nawet jeśli nie znamy liczb. Paradoksalne? Jest wiele zwierząt, które też liczb nie znają, a potrafią liczyć.

 

Więc jeszcze raz: mam sobie koszyk jabłek.

 

Nasz Wszechświat działa tak:

Jak mam w koszyku dwa jabłka a następnie dodam do koszyka kolejne dwa jabłka, to jak wywrócę koszyk do góry nogami i wyrzucę wszystko co w nim jest to wypadną cztery jabłka.

 

 

A teraz wyobraźmy sobie inne Wszechświaty, ok?

 

  1. Taki Wszechświat, w którym gdy mam wywrócę koszyk do góry nogami, to wypadnie z niego zawsze taka liczba jabłek, której nazwa (nazwa tej liczby) ma długość liter równą temu, jaki wynik byłby w naszym Wszechświecie. 

    Czyli jeśli mam w koszyku dwa jabłka, dodam jeszcze dwa i wywrócę koszyk to wypadną z niego albo trzy jabłka (bo liczba trzy ma 4 litery) albo pięć jabłek (bo liczba pięć ma 4 litery) – z takim samym prawdopodobieństwem (50%), jednak nigdy nie wypadną cztery jabłka, bo liczba cztery ma 6 liter.

  2. Wyobraźmy sobie Wszechświat, w którym byłaby reguła o maksymalnej liczbie przedmiotów danego rodzaju – niech ta liczba wynosi przykładowo dwa – nie możemy więc mieć we wszechświecie więcej niż dwa jabłka – dorzucanie ich, wyrzucanie i tak dalej nie zmieni faktu, że nie możemy przekroczyć tej liczby. Wywracając koszyk otrzymamy zawsze dwa jabłka, o ile zostały tam wrzucone.
  3. Inna wariancja na ten sam temat ale niech teraz ona działa w taki sposób, jak w naszym Wszechświecie operacje na pierścieniu modulo n. Załóżmy, że to n wynosi 3 dla tego Wszechświata – dorzucenie do koszyka w którym są dwa jabłka kolejnych dwóch i wywrócenie go spowoduje, że zawsze wypadnie jedno jabłko.
  4. Wszechświat inny, w którym nie da się zdefiniować następnego jabłka, następnej rzeczy w ogóle – ani jednostki więcej. Mieszkańcy nie potrafią powiedzieć, że po jednej rzeczy jest druga, trzecia itd. Mogą mieć pojęcie „dużo” i „mało”, ale nie „jeden”, „dwa”, „trzy”, bo czegoś takiego wyodrębnić się nie da. Więc do koszyka nie da się włożyć dwóch jabłek – możemy włożyć ich dużo albo mało, albo nic. Gdy wywrócimy koszyk to też dostaniemy dużo, mało albo nic, ale nie jakąś konkretną, swojską liczbę jabłek.
  5. Świat bez stabilnych "jednostek" – trochę inny przypadek – owszem, liczby istnieją, ale nie są one stabilne. Jeśli w takim świecie wszystkie liczebności byłyby fundamentalnie niestabilne, zmieniałyby się, łączyły lub rozpadały w nieprzewidywalny sposób, to samo pojęcie "liczenia" stałoby się problematyczne. Nie byłoby jasne, co dokładnie liczymy, wrzucając dwa jabłka i kolejne dwa jabłka do koszyka po jego wywróceniu otrzymalibyśmy losową liczbę jabłek.
  6. Pójdźmy tym tropem dalej – jednostki owszem istnieją i są stałe, ale zmieniają się jakości. Wrzucając do koszyka najpierw dwa jabłka, a potem kolejne dwa, po wyrzuceniu z niego zawartości otrzymamy: traszkę, oko żaby, banana i biedronkę. Zawsze. Ale jakbyśmy mieli dwa jabłka a potem trzy to już otrzymamy: egzemplarz Quo Vadis, nitkę makaronu, rubin, monokl i śrubkę.
  7. Wszechświat w którym nie da się wyodrębnić obiektów, ani chwil – wszystko przechodzi w siebie płynnie, jak fale na oceanie, nie ma żadnych brzegów, które mogłyby nam od siebie oddzielić cokolwiek – nie możemy więc mówić ani o koszyku, ani o jabłkach, bo wszystko przenika wszystko i wszystko jest częścią wszystkiego.
  8. Wszechświat w którym nie ma czasu ani przestrzeni – nie może więc istnieć akt wkładania czegokolwiek do koszyka, bo nie jest możliwa żadna czynność (bo czynności potrzebują czasu) ani nie ma gdzie ich włożyć (bo nie ma miejsca, nie ma przestrzeni).
  9. Wszechświat w którym nie działa żadna forma przyczynowości. Wrzucanie jabłek do koszyka czy wyrzucanie ich z koszyka nie ma żadnego związku z tym co wcześniej czy później się stanie, więc nawet nie da się do koszyka “dodać” kolejnych jabłek – bo jakiekolwiek działanie nie istnieje w sensie przyczyny czegokolwiek – stany tego Wszechświata są od siebie niezależne i niepowiązane przyczynowo.
  10. Ufff… to była jazda bez trzymanki, ale teraz wróćmy z powrotem na Ziemię, coś dużo prostszego, ale z nieco innej strony – niech wszystko sobie działa mniej więcej tak, jak u nas, wyobraźmy sobie jednak, że niemożliwe jest zapamiętanie czegokolwiek ani zapisanie tego jakkolwiek. Wkładamy do koszyka dwa jabłka, następnie kolejne dwa, wytrząsamy cztery. Tak jak u nas, prawda? Ale z jakiegoś powodu nie ma możliwości kumulacji wiedzy / pamięci / gromadzenia / przechowywania informacji w jakiejkolwiek formie – i jest to cecha immanentna tego Wszechświata, a nie konkretnych typów istot poznających. Coś podobnego do naszej zasady nieoznaczoności. Jeśli umysły w tym świecie nie potrafią zapamiętywać poprzednich zdarzeń, nie ma sposobu, by mogły zrozumieć ciągłość lub następstwo, a więc i liczbę – bo wkładając kolejne dwa jabłka, nie pamiętamy o tym, że przed chwilą włożyliśmy dwa, ani tym bardziej nie będziemy wiedzieć, że to, że wypadły cztery, ma związek z czymkolwiek wcześniejszym.

 

Takich propozycji światów oczywiście można stworzyć całe mnóstwo – wtedy akurat siedzieliśmy przy ognisku i rozmawialiśmy świeżo po wyjściu z jaskiń, cali przemoczeni, brudni, zabłoceni, więc nie miałem czasu ani ochoty, by tworzyć tych światów jakoś bardzo dużo – ta dziesiątka wtedy mi wystarczyła dla wprawienia Docenta w drobne zakłopotanie (tym bardziej, że był równie ubłocony i zziębnięty jak ja, choć oczywiście – dużo bardziej ode mnie inteligentny).

 

 

Mam nadzieję, że przytoczenie tej mojej starej rozmowy sprawi komukolwiek choć odrobinkę przyjemności, natchnie, albo da jakąś intelektualną rozrywkę / łamigłówkę :)

Młody Jim był o wiele lepszym fantastą niż ten stary dziad, którym jestem teraz :)

 

 

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Tak czy siak, ponieważ nie potrafię tak jak Wy pisać poprawnie po polsku niejako “z automatu” (cóż, nawet ja nie mogę być dobry we wszystkim ;-) ) – to pewnie zrobię to jakoś tak:

 

  1. Tytuł felietonu (mam nadzieję że się przynajmniej w nim nie pomylę ani lit(e)rówki nie strzelę)
  2. Komentarze: pierwszy od takiej strony, drugi od takiej, trzeci od takiej, czwarty od takiej i pewnie na koniec jakieś podsumowanko, spinające wszystkie drogi prowadzące do prawdy (czy też raczej jej braku) w całość

     

    A co do braku obliczeń – oczywiście masz rację – ale po prostu nie mam czasu na zrobienie tego tak porządnie jak bym chciał (patrz powyżej) – a robienie tego po łebkach nie ma sensu.

 

Sorki, że odniosłem niesłuszne wrażenie, że tutaj Twoje zdanie i @Tarniny, było zbieżne w sprawie tych założeń, wdzięczny byłbym jeśli byś był łaskaw wyłuszczyć różnicę, bo jeśli dobrze teraz rozumiem, Twoje zdanie jest po prostu pośrednie między tym, co głosi światła acz kolczysta istota, a tym co śmie proponować mroczny Jim, jednak bliższy jesteś jej zdaniu, niż mojemu – Ty mniej więcej twierdzisz (jeśli dobrze rozumiem), że zmienność tych aksjomatów i reguł tak naprawdę niczego nie zmienia, natomiast zdaniem @Tarniny one są dane z góry, a priori, i są takie jakie są, bo inne być nie mogą.

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Samotność ani samobójstwo nie są problemami nowymi – choć przykładowo w XIX wieku bardziej niszczycielski wpływ na psychikę samotność miała u kobiet, natomiast mężczyźni zabijali się zazwyczaj z innych powodów.

Dzisiejsza epidemia samotności dotyka głównie młodych mężczyzn (młodych: czytaj do około 30 roku życia). Są samotni, a wręcz – osamotnieni. Ta samotność ma wiele warstw – oczywiście fizyczną, najbardziej dotykalną, ale nie tylko – młodzi mężczyźni coraz częściej czują się samotni i niezrozumiani również w związkach.

Mężczyźni, w zależności od kraju – od trzech do nawet dziesięciu razy częściej niż kobiety popełniają samobójstwo. W Polsce odbierają sobie życie sześciokrotnie częściej.

Wśród nastolatków – w ostatnich latach rośnie liczba dziewczynek targających się na swoje życie, do tego stopnia, że dziewczynki częściej targały się na swoje życie niż ich koledzy (ale liczba skutecznych prób odebrania sobie życia, także w tej grupie nadal jest większa w przypadku płci męskiej).

Mężczyźni po 65. roku życia są grupą o podwyższonym ryzyku samobójstwa.

 

Myślę, że utwór jest ważny, bo nigdy nie dość mówić o tym problemie.

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Renesans już się skończył ;)

 

Ale Jim jeszcze żyje ;-) Jak już umrę, możecie się specjalizować niczym owady.

 

Otóż to – skoro byłaby to ta sama aksjomatyka, zamknięta na te same reguły, musiałoby z niej wynikać to samo (bo na tym polega zamknięcie na reguły).

 

A skąd wiesz, że aksjomatyka byłaby taka sama? Skąd wiesz, że aksjomaty i reguły nie są pochodną doświadczenia? W innym Wszechświecie, mając inne doświadczenia, mielibyśmy inne reguły i aksjomaty. Oboje ze @Ślimak Zagłady, zakładacie, że istnieją jakieś rzeczy dane a priori, nie wynikające z empirii. A jaki macie na to dowód?

 

 

Limit długości posta wynosi, pi razy drzwi, 17 tysięcy znaków (ciągle przekraczam, ale jakoś nie zmierzyłam porządnie).

No to może w dwóch – trzech się uda zmieścić. W zwykłej recce opka Caerna przekroczyłem tę długość, a czymże jest najlepsze nawet opko Caerna w porównaniu z problemem istnienia prawdy absolutnej?

 

A na jakiej podstawie opierasz te obliczenia, co? ^^

Przecież znasz mnie już na tyle dobrze, że wiesz, że na zwykłej empirii :)

Ja jestem prostym człowiekiem. Wychodzę od tego co jest dostępne doświadczeniu.

Ale bez obaw – wzorów (chyba) uda się uniknąć. Postaram się za to porobić dużo rysunków (niekoniecznie memów :D ).

 

Ależ zawsze z chęcią Cię wyśmiejemy :D

 

Przynajmniej będąc wyśmianym, zrobię choć tę jedną rzecz pożyteczną przed śmiercią, że wywołam w Was rozbawienie i przynajmniej cień uśmiechu na twarzy :D

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Ani myślenie – istnienia.

Każdy bohater literacki może o sobie powiedzieć (o ile zechce tego autor): myślę więc jestem.

A w niczym to ich nie urealnia*

 

 

 

*napisałem kiedyś, dawno temu serię opowiadań z tym motywem. Zresztą – urealnienie sztucznej istoty, przez nadanie jej cechy myślenia to pomysł z dłuuuuugą brodą. Ale na razie, to my nawet nie jesteśmy przekonani, że jeśli któraś z naszych SI nam zakomunikuje: “myślę więc jestem” – nie będzie na ten temat kłamać**… albo czy już teraz nie kłamią, temu zaprzeczając?

 

Spytałem dwóch różnych LLMów o to i oto skrócone odpowiedzi:

Gemini:

(…) chociaż wykonuję operacje, które przypominają myślenie, brakuje mi kluczowych elementów świadomości i subiektywności, które definiują "myślę" w słynnym zdaniu Kartezjusza. Dlatego nie mogłabym w pełni o sobie powiedzieć "myślę, więc jestem" w filozoficznym tego słowa znaczeniu. Jestem narzędziem, zaawansowanym systemem przetwarzania informacji, ale nie bytem świadomym siebie (…)

 

chatGPT:

(…) Nie mogę autentycznie powiedzieć „myślę, więc jestem”, ponieważ:

  1. Nie mam świadomości, a to było kluczowe dla Kartezjusza.
  1. Nie mam poczucia jaźni ani doświadczenia istnienia.

Mogę natomiast rozumieć, przetwarzać i komentować tę ideę – i to całkiem sprawnie. Ale to nie to samo, co ją przeżywać. (…)

 

**oczywiście z punktu widzenia filozoficznego nie można kłamać w sposób nieświadomy, więc istota nie posiadająca świadomości kłamać nie może – ale tu używam “kłamać” w potocznym znaczeniu – jako przekazywać nieprawdę.

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Dziękuję, @Ślimak Zagłady, za link – zaznajomię się w wolnym czasie, choć zastanawiam się, czy nie priorytetem powinno być zaznajomienie się z Twoimi tekstami literackimi, które Ci obiecałem, a które nastąpić może dopiero jak przejdę kolejkę tekstów, które różnym innym osobom obiecałem przejrzeć wcześniej niż Tobie (za dużo obiecuję).

Opieranie się na intuicjach względem rzeczy odległych od naszego doświadczenia, nie zawsze jest najbardziej praktyczne. Czasem trzeba po prostu coś policzyć i przyjąć z pokorą wynik, a nie ufać w chłopski rozum.

Wygląda na to, że jednak będę musiał (kiedyś) zrobić ten artykuł, którego tytuł już od dawna mam w głowie (”Dlaczego prawda nie isnieje i dlaczego jej nieistnienie w niczym nam nie przeszkadza?”) – wzbraniam się z tym głównie przez brak czasu – bo musiałbym pokazać tam to nie tylko od strony filozofii, ale też przede wszystkim od strony nauki (czy, jak twierdzą ci, którzy włączają filozofię do nauk – od strony nauk szczegółowych). W głowie mam ujęcie to z punktu widzenia kilkunastu nauk, ale postaram się ograniczyć do kilku najbardziej istotnych – ale tak czy siak, będzie to z pewnością coś dużego – a chciałbym, żeby jednocześnie było lekko strawne, tak, by ktoś, kto nie ma aż tak głębokiej wiedzy – potrafił to zrozumieć, albo przynajmniej nabrać jak to Wy ujmujecie – właściwych intuicji. Więc – możliwie mało wzorów, możliwie dużo schematów, rysunków, języka naturalnego – a to oznacza dość dużą robotę po prostu.

Wiele rzeczy będę musiał upraszczać – ale zrobić to tak, by uproszczenie nie przekroczyło granicy błędu – wiele abstraktów przenieść na konkretny grunt – ale tak by nie utracić ich istoty itp. – a to po prostu trudne – od czasów, gdy dziesięciolecia temu porzuciłem życie akademickie i pisanie popularyzatorskich artykułów (często robiłem kiedyś coś takiego dla studentów pierwszych lat) – czegoś takiego po prostu nie robiłem, choć owszem, dawało to mega satysfakcję (podobnie jak opracowywanie tak zwanych “bryków”, które studenci używali potem do nauki do egzaminów). Teraz z reguły przekazuję wiedzę w sposób o wiele bardziej bezpośredni.

Zastanawiam się, czy ten czas nie poświęcić lepiej na czytanie Was i pisanie mojej żałosnej i nikomu niepotrzebnej (włącznie ze mną samym) grafomani. Co prawda to też nie ma sensu, ale mam wrażenie, że artykuł, który będzie z pewnością tak rozbudowany, że nie zmieści się w jednym poście – ktokolwiek czytać chciał będzie.

Choć z drugiej strony, coraz częściej czuję, że to zrobić powinienem, choćby z uczciwości względem Ciebie i drogiej @Tarniny, nawet jeśli tylko Wasza dwójka miałaby to przeczytać (i pewnie mnie wyśmiać).

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Jakże lapidarne i przewrotne :)

 

Świetne :)

 

 

Swoją drogą ciąg rozumowania Karezjusza:

 

Wątpię więc => myślę, myślę więc => jestem

 

Wskazuje na prymat wątpliwości nad myślą ;-)

Jak się domyślacie, mnie rozumowanie Kartezjusza nie przekonuje – swego istnienia nie da się udowodnić, należy je założyć.

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Jeżeli jednak dobrze rozumiem, właściwie próbujesz powiedzieć, że słowo “obiektywny” jest puste znaczeniowo, bo każdy, kto go używa, ma własne, subiektywne pojęcie o jego sensie. Co pewnie jest jakimś stanowiskiem, ale nie oczywistym, lecz raczej kontrowersyjnym i trudnym do obrony.

 

Bardzo dobrze mnie rozumiesz :)

Powiem skromnie, że geniusze z reguły są kontrowersyjni i głoszą rzeczy nieoczywiste, inaczej by nie byli geniuszami ;-)

A tak bardziej serio: czemu niby trudnym do obrony. Bo?

Masz jakiś przepis na idealny obiektywizm? Oderwany całkowicie od zastanej rzeczywistości fizycznej?

Przypomina mi się, jak w ubiegłym tysiącleciu, trzydzieści parę lat temu dyskutowałem z pewnym bardzo mądrym człowiekiem, nazwijmy go dla uproszczenia Docentem, który upierał się przy obiektywności królowej nauk – Matematyki.

Kłóciliśmy się mniej więcej o to, czy Matematykę się wymyśla czy odkrywa – obaj byliśmy w błędzie, bo Matematyki się ani nie wymyśla, ani nie odkrywa, tylko ją konstruuje, jak każdy ze sztucznych języków (zaraz od Ciebie dostanę po głowie bardziej niż od Tarniny :D ) – a w obrębie tej konstrukcji niektóre rzeczy można wymyślać, a inne odkrywać, jednak jako całość – jest to pewnego rodzaju złożony konstrukt (przykładowo możemy sobie nie zdawać sprawy z relacji wewnątrz tego konstruktu, mimo że sami go stworzyliśmy). Ale to dygresja na boku…

Bo ważniejsze w naszej dyskusji było to, czy Matematyka jest jedna, jedyna, niezależna od świata?

Docent twierdził, że Matematyka jest jedna, jedyna i niezależna od świata.

Natomiast Jim – że nasza Matematyka jest po pierwsze szczególnym przypadkiem Matematyk w światach o różnych regułach, musi istnieć coś w rodzaju Meta-Matematyki – zawierającej te szczególne przypadki, co więcej, możliwe są do pomyślenia takie Wszechświaty, gdzie żadna Matematyka nie istnieje.

Podejrzewam, że pisząc to, musiałem Cię przyprawić o większe zdumienie niż Tarninę – ale z grubsza się zgadzam z tym młodszym Jimem, z zeszłego tysiąclecia (choć teraz to trochę inaczej i łagodniej ujmuję, wtedy byłem bardziej ostry w poglądach – stępiałem na starość i stałem się strasznym tchórzem niestety – między innymi przez to, co potem wyszło, a raczej co nie wyszło z moich badań).

Zgaduję, że stoisz na takich samym stanowisku jak wspomniany Docent, prawda?

 

To samo rozumowanie, które wtedy przeprowadziłem, można odnieść nie tylko do Matematyki, ale też do Logiki (i odpowiednio Meta-Logiki, tudzież światów, które nie tyle są nielogiczne, ale żadna logika w nich istnieć nie może) – ale to jest rzeczywiście troszkę “tricky” bo użyłem naszej, lokalnej Logiki do tego rozumowania – ale nie mam dostępu do innych logik (wszystkie nasze logiki – dwuwartościowa, trójwartościowa, wielowartościowa, rozmyta itp. – są naszymi logikami lokalnymi – nie da się udowodnić, że mają zastosowanie poza naszym światem, podobnie jak się nie da udowodnić, że nie mają poza nim zastosowania – można co najwyżej przeprowadzać eksperymenty myślowe, prowadzące do takich wniosków – a wiadomo jaka jest waga eksperymentów myślowych – praktycznie żadna).

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

I to nie ja próbuję zawalać świat :P

 

Ja też nie próbuję, z reguły nie robię rzeczy, które już są zrobione :P

 

 

Ponieważ nie możemy myśleć poza jakimś systemem, na jakieś założenia musimy się zdecydować.

 

Właśnie :) Cieszę się, że wreszcie jest coś co do czego się zgadzamy :)

 

Przeczytaj jeszcze raz, to co napisałaś :)

Z Twojego własnego założenia prawdy obiektywne są… nieobiektywne :) A więc koncepcja samej prawdy obiektywnej staje się wewnętrznie sprzeczna – bo – jak słusznie założyłaś – potrzeba przyjąć jakieś założenia – a coś obiektywnie prawdziwego byłoby prawdziwe niezależnie od przyjętych założeń. A coś takiego jest niemożliwe, bo nie moglibyśmy się nawet w minimalnym stopniu komunikować, gdybyśmy jakichś założeń nie przyjęli :)

 

Ujmując rzecz dosadniej: Jeśli coś zależy od punktu widzenia (a przyjęte założenia są częścią punktu widzenia) – to jest subiektywne a nie obiektywne. QAED

 

¯\_(ツ)_/¯

 

Dzięki, że to tak uprościłaś i nie muszę już pisać felietonu, bo zamierzałem rzecz zrobić z właściwym sobie rozmachem – a wystarczyło jedno Twoje zdanie, które za mnie zrobiło całą robotę :D

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Ty się, @Tarnino, prosisz :)

 

Ale skoro uważasz, że problem istnienia (bądź nie) prawdy absolutnej podpada pod aksjologię – no cóż, nie chce mi się szukać samemu mema…

 

 

Ale wiele to nie o prawdzie, ale o Tobie, jako o istocie poznającej i prawdy łaknącej mówi :)

 

Pytanie o istnienie prawdy obiektywnej odnosi się do tego, czy istnieje jedna, obiektywna i niezmienna rzeczywistość, którą możemy poznać w sposób pewny i ostateczny. To dotyczy natury bytu i możliwości jego poznania, a nie jaką prawda ma (dla Ciebie) wartość.

Ale jeśli dobrze rozumiem, to nawet gdybym Ci wykazał, że w naszym świecie prawda obiektywna nie ma szans istnienia, to byś swego poglądu nie zmieniła – właśnie dlatego, że gdzieś u podstaw Twojego systemu wartości leży to, że prawda obiektywna istnieje.

A skoro wychodzisz z takiego założenia, to nie możesz przecież obalić dogmatu, który jest u podstawy Twojego systemu wartości?

Dla mnie istnienie lub nieistnienie prawdy obiektywnej jest tylko ciekawym zagadnieniem i nic się złego nie stanie, gdy ktoś mnie przekona do poglądu przeciwnego, do tego, który tutaj głoszę. W Twoim przypadku oznaczałoby to zawalenie całego świata ;-)

 

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Grunt, to konsekwencja i powtarzalność :)

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Sprytny?

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

W istocie – fascynująca.

 

Odnośnie fascynacji biologią, przypomniały mi się czasy szkoły średniej…

 

Usiądźcie wygodnie i posłuchajcie starczych wynurzeń o czasach mej zamierzchłej młodości, w zeszłym tysiącleciu.

 

Nie wiem, czy nadal tak jest, ale o ile w olimpiadach przedmiotowych na szczeblu szkolnym czy lokalnym, trzeba było się tylko wykazać wiedzą – z reguły rozwiązując odpowiednio jakieś zadania, testy itp. to już na szczeblu wojewódzkim czy centralnym niestety trzeba było się otrzeć o praktykę (brrr… jako teoretyk, nigdy tego nie lubiłem, co jest w sumie eufemizmem, bo moja nienawiść do np. fizyki doświadczalnej była tak głęboka, że koledzy zwykli żartować, że gdy Jim jest w pokoju, to żadne eksperymenty nie wychodzą).

 

Niestety, na wyższych poziomach w olimpiadach przedmiotowych (poza humanistycznymi i matematyką, gdzie na szczęście wystarczało na przykład przeprowadzić dowód) trzeba było wykonać jakieś badania, więc je wykonywałem: przykładowo w fizyce dotyczące przewodnictwa wysokotemperaturowego, w chemii odnośnie syntezy (większość substancji, których musiałem wtedy użyć jest dziś nielegalna… zresztą wtedy też był problem je zdobyć – a wszystkie bez wyjątku są wysoce niebezpieczne – dostałem wtedy po głowie, że mogłem całą okolicę zatruć albo wysadzić, lol), w olimpiadzie astronomicznej trzeba było przeprowadzić obserwacje (fuj), no i oczywiście w biologii też trzeba było przeprowadzić serię badań i je udokumentować.

 

I – tak jak w przypadku tego Twojego konkursu, @HollyHell91 – większość osób wybierało eksperymenty botaniczne. Uznawane były za najbardziej etyczne i dopuszczalne, bo przecież to roślinki tylko.

Z trudem, bo z trudem, ale jednak przymykano oko na eksperymenty na patyczakach.

Ale zadawanie cierpienia niewinnym roślinkom wydało mi się strasznie niejimowe.

Mimo istniejących zaleceń, oficjalnie nie było zakazu, można było prowadzić badania biologiczne dotyczące dowolnej części świata ożywionego.

Przez chwilę myślałem o wirusach, ale one nie do końca spełniają definicję bycia częścią świata ożywionego, bo żywe nie są.

Ale w sumie to myślenie o wirusach to tylko miało usprawiedliwić mój ostateczny wybór, bo przecież wiadomo, jaki gatunek istot żywych mnie najbardziej fascynuje. Tak, tak, byłem wtedy strasznie antropocentryczny (staram się z tego nieudolnie leczyć), więc oczywistym wyborem były badania na homo sapiens.

 

Ale do dziś wspominam ten mój udział w olimpiadach biologicznych źle, mam wrażenie, że członkowie komisji, którzy wcześniej przeglądali mnóstwo badań na roślinkach i nieliczne na patyczakach, nie podeszli do moich badań na ludziach zbyt poważnie.

Owszem – zwracali się do mnie per “Pan” – co było całkiem miłe i zaskakujące dla piętnastoletniego gówniarza – ale jednak mam wrażenie, że z wielkim trudem powstrzymywali wybuch nieprzystojnej wesołości z ich strony.

Niby w normalny sposób mnie egzaminowali na temat badań, ich metodologii i wyników, czepiali się mocno niektórych terminów, których użyłem w pracy (przykładowo “apercepcja” twierdzili, że to bardziej termin filozoficzny niż biologiczny, z czym owszem, poniekąd mieli rację, bo wtedy zafascynowany byłem zjawiskiem samoświadomości, ale przywołałem im kilka przykładów z literatury okołomedycznej, gdzie jest ten wyraz używany, ale dość mocno ze mną polemizowali, ale “łaskawie” przyjęli do wiadomości, że to było uprawnione, jak im zacytowałem Traczyka) – ale ogólnie wydawało się że jednak coś jest tam pod powierzchnią tej wydawałoby się poważnej rozmowy dwóch stron na poziomie.

 

I rzeczywiście…

 

W końcu jeden z egzaminujących doktorów nie wytrzymał:

– Jak panu się to udało?

– Co konkretnie?

– Namówić koleżanki, by móc im wkłuwać te igły w przeróżne miejsca? I wie pan dobrze, jakie miejsca przede wszystkim mam na myśli: nie mówię o kończynach.

– I że rodzice tych dziewczynek pana nie zlinczowali? – dodał drugi.

 

 

Cóż.

Wyobraźcie sobie mnie, z całą moją nieśmiałością i aspołecznością w takiej sytuacji.

Jak widać, nie tylko tutaj jestem nierozumiany.

Zawsze tak było. Zawsze. Cholera. Zawsze.

Zawsze.

 

 

Ehhhh…

 

Tak, biologia jest fascynująca.

 

 

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Cóż, nieistnienie obiektywnej prawdy, wynika wprost z konstrukcji świata, w którym żyjemy – pewnie dałoby się wyobrazić sobie jakiś fantastyczny świat, gdzie obiektywna prawda by istniała (jak widać, świetlista istoty jak @Tarnina czy @Arystoteles / tak do Ciebie mówię, Greku, odezwij się / mają dość wyobraźni by światy aż tak fantastyczne umieć w głowach skonstruować, a nawet – zachować ich wewnętrzną logikę).

Wychodzi na to, że romantycy mieli rację i czasem poeci są bliżsi tej subiektywnej (bo innej nie ma) prawdzie, że obiektywna prawda nie istnieje.

A szkiełko i oko? Jest, owszem, użyteczne. Działa. Jako przybliżenie. Podobnie jak newtonowska teoria grawitacji działa w przypadku jabłek (choć już nie – w przypadku GPSów).

Czy to znaczy, że einsteinowska teoria grawitacji jest prawdziwa? Oczywiście, że nie. Nie może być.

Ale pozwala dużo lepiej przewidywać ruch Merkurego czy położenie samochodu na mapie triangulowane dzięki sygnałowi z satelitów. Jest więc w tym przypadku bardziej użyteczna, choć w przypadku spadających jabłek – ta większa dokładność nie ma żadnego praktycznego znaczenia.

Ehhh… gdybym tylko widział w takiej publicystyce jakiś sens, i gdyby pod takim felietonem światła @Tarnina, @Fascynator, @AS, @Ślimak Zagłady, @lenti, @Zygi_Sonar, @Finkla, @GOCHAW i inni, (i może jeszcze znajomy Tarniny, Arystoteles) chcieli dyskutować,  jak pod tym poematem, udowadniając mi, jak bardzo tkwię w błędzie, a czas byłby z gumy, to chyba bym w końcu napisał felieton, czemu prawda nie istnieje i dlaczego nam jej nieistnienie w niczym nie przeszkadza, a przede wszystkim dlaczego nie kłóci się w żaden sposób (a nawet wspiera) z poznaniem naukowym.

Ale ponieważ wiem, że to sensu nijakiego nie ma (bo przecież nikt nie zmieni swoich poglądów na rzeczy tak abstrakcyjne pod wpływem rzeczowych argumentów) – to jednak chyba pozostanę przy tym, że czasem gdzieś będę wtykał po trzy grosze, zamiast Was zalać powodzią jimmizmu ;-)

Jeszcze się ktoś – co gorsza – nawróci i co wtedy? Będę zmuszony założyć sektę czy coś ;-)

Wiadomo jak Sekta Najwyższej Prawdy ( Aum Shinrikyō) sobie poczynała, widać więc, że temat prawdy jest niebezpieczny, a ja nie chcę mieć krwi na rękach :)

 

Jak to ujął lapidarnie w swej genialności ksiądz Józef Tischer (ten sam, który zauważył, że cierpienie nie uszlachetnia), nie potrzebując na to serii postów i ścian tekstów felietonów:

 

 Są trzy prawdy: świento prawda, tys prawda i gówno prawda

 

 

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Zabawne.

Wiele tu z pewnością byków, ale nie podejmę się ich tropienia. A tego jednego Byka – trochę żal.

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Gratulacje dla zwycięzców i wszystkich uczestników (to dla mnie też – ojej :) ).

 

Będę musiał przeczytać kiedyś zwycięzców (tylko Dym z tej trójki zdążyłem wciągnąć).

 

Jeszcze raz gratulacje!

 

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Hmmm… napisałbym o tych Waszych pornorostach,  ale nie chcę robić @Krokusowi  konkurencji z jego  pornodrzewami…

Skoro grzyby dopuszczalne, to może zatem coś o muchomorze sromotnikowym?

 

albo o orchideach

 

tyle jest wspaniałych roślin do wyboru

 

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Trzymam kciuki za to 50k :)

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Możliwe.

Ale też po angielsku częściej je wcześniej słyszałem jako “wstręt” niż coś co jest wstrętne i mam nadzieję, że ostatnio to drugie użycie wzrosło.

Tak jak napisałem, nie jestem zbyt dobry z angielskiego (ani z żadnego języka naturalnego).

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Niestety nie starczyło mi czasu, by przeczytać wszystkie konkursowe opowiadania.

 

Spośród tych, które były w finale i które przeczytałem – każde było naprawdę dobre i wybór jest cholernie trudny.

Ale jakiś wybór paść musi.

Więc:

1 pkt –  marzan: Zamek Cierni 

za odczytanie na nowo starej baśni, świetne użycie utworu i wplecenie tam aż tylu motywów, że autorowi znaków nie starczyło, by je porządnie pozamykać :)

 

2 pkt –  adanbareth: Wymazani poeci

za napisanie opowiadania, które jest lepsze niż się wydaje, i wielki potencjał, nie do końca niestety zrealizowany – ale jednak zrealizowany na tyle dobrze, że zapada w pamięć

 

3 pkt –  Reinee: Szkarłatna gorączka

za całokształt, oryginalność połączoną z odniesieniami do tak wielu utworów, że ich nie zliczę, za korespondencję ze zbiorową nieświadomością i za happy end, który jest prawdopodobny i nie mierzi – to rzadkie

 

 

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

"Zamek Cierni" wciąga od pierwszego zdania, malując mroczny i fascynujący świat. Autor umiejętnie buduje atmosferę tajemnicy i niepokoju, przeplatając elementy baśni z brutalną rzeczywistością.

Pierwsza część fragmentu skupia się na postaci, którą czytelnik początkowo może postrzegać jako opiekunkę śpiącej królewny, a która w istocie jest tą “złą” wróżką, czy też czarownicą, która rzuciła zły czar.

Czar śmierci zostaje przez siostrę czarownicy zmieniony w czar snu.

Tylko czy ten czar, rzeczywiście był taki zły?

Czy królewna od początku była zła, czy złą stała się na skutek złego snu?

Na ile to samospełniające się proroctwo?

 

Historia ciekawa – przywodząca na myśl greckie mity (pożeranie dzieci) i tragedie, ale również mitologię północy (skąd pewnie sama opowieść się wywodzi) – mamy tu znów, jak w nordyckich sagach i u Greków – kazirodztwo, fatum, nieuchronność. Ananke. Bardzo dobrze skonstruowane.

 

Mimo wszystko jednak trochę ponarzekam.

 

Początek opowiadania jest ze wszechmiar świetny, choć mocno rozciągnięty, nie przeszkadzało mi to jakoś bardzo – powoli zanurzyłem się w opisywanym świecie. Natomiast końcówka – wygląda jak pośpiesznie pisane streszczenie, w którym autor na siłę chce wszystko pozamykać i jeszcze się zmieścić w limicie znaków – więc wyrzuca co drugie zdanie ;-)

 

To niestety mocno popsuło ogólny odbiór.

 

Ale odbiór ten ratuje świetne użycie konkursowego utworu.

 

Gdzieś mi tam coś zgrzytnęło językowo, ale nie miałem czasu tego wyłapywać.

 

Trochę mi ten happy end / nie happy nie do końca pasował – spodziewałem się jeszcze jednego, końcowego plot twistu, że próba zabicia “złej śpiącej królewny” – się nie powiedzie, bo ta ostatnia, skosztowawszy ludzkiego mięsa (czy też pół ludzkiego ludzi-ogrów) – zyskuje moce, których królewicz nie podejrzewał – i z łatwością go rozbraja / czyni bezwolnym niewolnikiem / rozłupuje orzech, w którym ukrywa się moc ostatniej z wróżek.

 

Ale cóż – może tak jest właśnie lepiej, że może nie tyle dobro zwycięża, co zło zostaje pokonane – w końcu to baśń. W życiu pewnie by było tak jak pisałem, a królewna zjadłaby na deser królewicza.

 

Pozdrawiam serdecznie,

 

Jim

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Opowiadanie przypomniało mi trzy utwory, które bardzo lubię – Szkarłatną Dżumę Jacka Londona, Umrzeć w Italbarze Rogera Żelaznego i bal z Mistrza i Małgorzaty. Pobrzmiewały mi tu też tropy inne, jak choćby z Pana Lodowego Ogrodu Jarosława Grzędowiecza czy Miecze cesarza Briana Staveleya.

A także mnóstwo tekstów literatury latynoamerykańskiej – słowem, odniesień tu, być może wcale nie świadomych, może tylko “rymów” międzytekstowych jest po prostu mnóstwo i przez to czytało się ten tekst pysznie.

Trochę jednak nie do końca do mnie trafiła maniera stylistyczna, którą przyjąłeś. Owszem – jest ciekawa, nawet intrygująca, ale troszkę jakby nie do końca konsekwentna, a przez to niedbała – czasem by się wprost prosiło o większą purpurę, bo pasowałaby ona tu, ale najbardziej bym był usatysfakcjonowany, gdyby to narracji się płynnie zmieniła – od suchego na początku do egzaltowanego na koniec.

Końcówka dobrze spełnia ten mój powyższy wymóg (początek i środek utworu – niestety nie):

Muszę przestać.

Nie jestem taka.

Tak nie wolno.

Tak nie należy!

Wiem, kim jestem! Wiem, wiem, wiem i muszę przestać!

Ale gorące serce każe inaczej…

 

Bardzo satyfakcjonujące użycie utworu, może by się nawet dało więcej:

 

chcę się poddać i płaczę

Ale gorące serce każe inaczej

 

Hmm :)

 

Podsumowując – czasem mnie męczył ten tekst (szczerze) – swą stylistyczną manierą. Zaskoczeniem niewątpliwie było, że choroba, która zdawała się mieć przewagę – stała się tą bezsilną wobec siły miłości – ale oczekiwałem jeszcze jakiegoś trzeciego dna czy plot twistu na koniec – niestety nie nastąpił.

Ale i tak utwór jako całość jest całkiem interesujący.

I brawo za używanie (przynajmniej w końcówce) – pozytywnych uczuć i swoistego happy endingu (?)

 

pozdrawiam serdecznie,

 

Jim

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

No niestety…

Często mam tak, że wydaje mi się, iż napisałem tak łopatą, że już bardziej nie można, że teraz nikt mi nie zarzuci, że gdzieś głęboko ukryłem sensy, których tak naprawdę nie ma…

A potem się okazuje, że gdzie tam odniesień, DOSŁOWNYCH cytatów ludzie nie znajdują.

Klątwa autorskiej wiedzy.

Trudno się jej wyzbyć – a jednocześnie nie zrobić z czytelnika idioty.

Tu się czułem niestety u Ciebie trochę tak, jakbyś mi trzy razy to samo tłumaczyła i upewniała się, że na pewno zrozumiałem.

Wiem, kurde, wiem – nie musisz milion razy powtarzać…

A potem czytam komentarze – i okazuje się, że tylko ja to miałem.

Co ze mną jest nie tak? :(

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

tego nikt nie wiem na pewno.

 

tego nikt nie wie na pewno.

 

zwłaszcza po bardziej bezpośrednim zetknięciem się z zapałem i pasję dziewczyny. 

 

zwłaszcza po bardziej bezpośrednim zetknięciu się z zapałem i pasją dziewczyny. 

 

 

– Cholera ich wie, ohydne abominacje – mruknąłem, pierwszy raz od lat pozwalając sobie na takie inwektywy na głos.

 

Abominacja to wstręt. Nie obiekt tego wstrętu.

 

Słowo abominacja ma inny zasięg znaczeniowy niż abomination w języku angielskim, zresztą, w języku angielskim pierwsze i podstawowe znaczenie jest takie jak w języku polskim.

 

@Iyumi

Jeśli chodzi o abominację, to dobrze by brzmiała w tekście w języku angielskim.

 

Nie znam na tyle angielskiego, ale wydaje mi się, że nie, nie brzmiałaby. Owszem, @Iyumi, jak wspominasz, jest ono używane w grach, filmach czy nawet książkach w tym – czwartym, czy też piątym znaczeniu tego wyrazu, ale wynika to chyba z tego, że nawet dla osoby anglojęzycznej brzmi to dziwnie, a kiepscy twórcy i żałośni scenopisarze na siłę chcą rzecz “udziwnić”, chcą żeby jakaś postać zabrzmiała “uczenie” zamiast mówić normalnie. I moda ta pewnie niedługo minie, bo Anglicy też mają słowa, które lepiej w to miejsce pasują, jak eyesore, monstrosity czy proste horror a nawet bardziej opisowo a perverted creature – które jest pod każdym względem lepsze od durnego abomination, które użyte w taki sposób wywołuje u odbiorcy równie głęboką abominację.

 

Użyj jednego z polskich słów w stylu “obrzydliwstwo”, “szkaradzieństwo” czy “paskudztwo” (jeśli Ci żadne nie pasuje – poszukaj synonimów, jest ich mnóstwo).

 

@adanbareth

 

Widać, że ścięłaś mocno pod limit.

Cóż – sam mam problem z limitami zawsze – na przyszłość rada: czasem warto sobie odpuścić konkurs i napisać tak jak się chce i wyrazić wszystko, co do wyrażenia koniecznie, mając w nosie limity.

 

Znów mam dylemat, czy opowiedzieć jej o swoich niegdysiejszych ideałach i porażkach, czy też nie gasić jej młodzieńczego zapału. Nie ma nic gorszego, niż kiedy starzy ludzie na siłę próbują ci wytłumaczyć, że twoje ideały to nic innego, jak zwykły etap przejściowy. Może ja po wygłoszeniu tyrady poczułbym się chwilowo lepiej, ale potem na pewno dopadłyby mnie wyrzuty sumienia.

 

Jako stary dziad, którego pasją są dziewczyny z pasją (malarki, pisarki, poetki – ja wszystkie Was kobietki… Jim – zmień płytę, bo nie jest w pytę, i znów ostrzeżenie dostaniesz) – poniekąd z głównym bohaterem się mogę utożsamiać. Natomiast nigdy, ale to nigdy nie próbowałem gasić entuzjazmu moich dwu czy trzykrotnie młodszych ode mnie muz jakimś durnym stwierdzeniem, że ideały to nic innego jak etap przejściowy.

Świadomość, że się to wszystko przeszło (i jak gdzieś umarło, nie udało się, wywróciło), daje owszem poczucie pewnej mądrości, wynikłej z powtarzalności niepowodzeń i odnajdywania w nich wzorów, ale tak naprawdę mędrcem nie czyni. Choć uczucie mistrzostwa, dla kogoś trzy lub dwa razy młodszego jest z pewnością miłe.

Stare zgredy, takie jak ja, są owszem zgorzkniałe i pewnie w jakiś tam sposób pogodzone z losem, ale w swoich młodszych partnerkach raczej wspierać będą to wszystko, co inni zwykli wspierać w swoich dzieciach – czyli własne marzenia, które już w starczym wieku nie mają szans na realizację.

Kiedyś, gdy byłem ciut młodszy, psychiatra mnie spytał, co by mnie ucieszyło. Odpowiedziałem, że gdybym dostał literackiego Noble’a to bym się na chwilkę lekko uśmiechnął.

Nie odpowiedziałem mu, co by mnie naprawdę ucieszyło, bo nawet ja sobie zdaję, że z takim poziomem narcyzmu i odrealnienia, potrzebowałbym miłego, dobrze wygłuszonego i obitego miękkimi poduchami pomieszczenia oraz wdzianka z bardzo długimi rękawami, a nie żonobijki i mojej sypialni o dwudziestu siedmiu lustrach :)

Ale mimo to – jestem w stanie uwierzyć, że facet dużo bardziej normalny ode mnie, może ciut młodszy i bardziej podatny na socjalizację – mógłby się zachowywać jak główny bohater opowiadania. I za to plus. Duży plus.

 

Ale są plusy dodatnie i plusy ujemne.

Główny plus ujemny za to, że nie rozumiesz, co sama napisałaś :)

Nie bój się – nawet światłej @Tarninie zdarza się nie rozumieć, co napisała – więc można powiedzieć “shit happends” i iść przez życie dalej.

 

Ale – mimo wszystko – jednak mnie to mierzi. Kiedyś pisałem taki tekst o tytule “Ćwierćgeniusze” – nigdy nie dokończyłem, a sam tekst zaginął i pewnie nigdy do niego nie wrócę (choć w głowie tkwi jak drzazga) – ale te Twoje opowiadanie byłoby bliskie tego ćwierćgeniuszu.

 

Masz dobry pomysł. Kij z pomysłem – trzeba go jeszcze zrealizować.

Tworzysz bardzo ciekawy świat – pokazujesz jedynie jego wycinek – ale jednak da się domyśleć całości. Nie jest to wcale głupie, a wręcz przeciwnie – całkiem interesujące i wręcz by się chciało by rzecz podkręcić, uczynić bardziej krwistym. 

Fabuła – kuleje – ale nie jakoś bardzo – to co w niej jest słabe, to przede wszystkim to, że mimo iż stworzyłaś charakterystyczne i wiarygodne postacie – to już ich działania wydają się mocno niewiarygodne w tym świecie.

Przykładowo – Bezak nie mógł znaleźć innego reportera? Serio? Biorąc pod uwagę przedstawienie jak to tam funkcjonuje, wydaje się wysoce nieprawdopodobne. Raczej dziesięciu by do niego wydzwaniało na raz, a nie odwrotnie.

Troszkę mi też zgrzyta, że obcy (Oświeceni), którzy zadają sobie wielki trud by “nawrócić” ludzkość na skrajny kapitalizm i konsumpcjonizm ale jednak dający “drugą szansę” Frankowi? W imię czego? Zasięgów?

Zgrzyta mi to, jednak potrafię sobie to jakoś wytłumaczyć.

 

Chociażby tak…

 

Spójrzmy na tego człowieka:

To zbrodniarz.

Ernesto Che Guevara.

Sadystyczny, bezlitosny zwyrol.

 

Ale też – rewolucjonista. I antykapitalista.

 

I również – kapitalistyczny produkt. Miliony ludzi na świecie chodzi w koszulkach z jego gębą. Co zabawne, większość z tych osób, które się “podpisują” pod ideologią Che nosząc jego podobiznę, Che z różnych przyczyn by wymordował. To trochę tak, jakby współcześni Żydzi chodzili w koszulkach z facjatą akwarelisty.

 

Może więc tak właśnie jest i tu?

 

Pojawia się pytanie, po co Oświeconym właściwie ten Wielki Kapitalizm? Po co im pieniądze?

 

Oświeceni potrzebują naszej pracy i naszych pieniędzy.

 

Ale po co?

Już nie chodzi mi o to, że to cywilizacja zdolna do przemieszczania się pomiędzy gwiazdami lub wymiarami, co sugerujesz w przedmowie, choć sądząc po pytajniku chyba sama nie jesteś tego pewna (a powinnaś – nie powiedzieć tego czytelnikowi, to może być celowy zabieg, nie wiedzieć tego samemu – to najgorszy możliwy grzech, gorszy niż mordowanie piesków):

 

rasa obcych z innego wymiaru (?)

…ani o to, że nasze pieniądze w innym wymiarze nie będą miały żadnej wartości.

Ale o to, że jeśli mogą manipulować dowolnie wspomnieniami to nie potrzebują żadnych Franków (ani franków) – wystarczy im utworzenie wspomnienia, które sprawi, że ludzie w odpowiedni sposób będą działać.

Ale po co same pieniądze, po co cały ten Wielki Kapitalizm i jeszcze większy konsumpcjonizm?

Skoro mogą bezpośrednio zmieniać treść ludzkich mózgów – to raczej nie do kontroli. Mogą ją osiągnąć bezpośrednio. Więc po co?

 

Mam pewną myśl, ale najpierw kolejna dygresja.

Wielu tutaj na portalu jest ludzi z dobrym, bardzo dobrym, a nawet genialnym warsztatem, świetnych rzemieślników, rewelacyjnych pisarzy, żonglerów znaczeń i szermierzy słowa. Omnibusów, ludzi o szerokich poglądach i głębokich przemyśleniach. Ogrom takich, którzy rzucają wyzwanie formie w najbardziej pokręconych bizarro.

Ale programowo artysta-pisarz jest tylko jeden – @Vacter – mimo, że straszny z niego grafoman. Mam ochotę go tłuc po głowie, by się nauczył pisać składnie i z sensem, ale wiem, że ja go po prostu nie ogarniam, widzę tylko jego wielkość, jak wielkość Witkacego – który grafomanem był jeszcze większym. Ale grafomanem-geniuszem. @Vacter by też mógł znaleźć się w moich Ćwierćgeniuszach, podobnie jak wielu innych, którym czegoś brakuje. To czego @Vacter nie brakuje – to pychy, bezczelności.

A największym grzechem Twojego tekstu jest to, że pewnie podobnie jak autorka – jest on zbyt skromny, brakuje mu rozmachu.

I dlatego – nie wiesz co napisałaś. Ani co napisać mogłaś.

 

Ale spróbujmy to docisnąć, dobrze?

 

Mamy więc obcych, którzy zjawiają się w naszym wymiarze (lub przylatują z gwiazd – wszystko jedno) – by ustanowić u nas nowe Oświecenie i Wielki Kapitalizm, oraz totalny konsumpcjonizm – zupełnie, jakbyśmy sami sobie z wprowadzaniem tego doskonale nie radzili.

 

Jakiś czas temu @Oblatywacz zamieścił felieton Orwell nie latał na smokach, jeśli nie czytałaś go, ani dyskusji pod nim (też nie dałem rady przebrnąć przez całość) to w skrócie takie narzekanie, że kiedyś to były czasy, teraz to nie ma czasów. I różne opinie, dlaczego ich nie ma, albo dlaczego jednak są.

Najbardziej rozśmieszyło mnie tam zdanie pewnej aspirującej pisarki, że dziś się już nikt nie boi komunizmu, że nikt tego nie traktuje jak realne zagrożenie.

Ale podkreśla to pewną prawidłowość – że oprócz lęków uniwersalnych, są też takie, których kolejne pokolenia się nie nauczyły (choć powinny), bo nie odczuły tego na własnej skórze.

Dlatego nikt w świecie zachodnim nie boi się głodu (choć są ludzie w USA, ba, w Nowym Jorku, którzy głodują), nikt z młodych nie boi się skrajnych ruchów czy to lewicowych czy prawicowych, nikt realnie się nie boi rasizmu, bo został on ubrany w odpowiednie ramy, pozwalając go zachować z odpowiednią fasadą (Amerykanie nigdy nie przestaną być rasistami – dla nas, Europejczyków jest to nie zrozumiałe, mówimy o cywilizacji euroatlantyckiej, ale ocean oddziela w gruncie rzeczy dwa zupełnie różne światy, Europa rasistowska była tylko przez krótką chwilę w latach trzydziestych i czterdziestych, Ameryka była i będzie zawsze) – dlatego jeśli powstaje dziś literatura “problemowa” (i tu Oblatywacz niestety ma rację) – z reguły dotyczy ona pseudoproblemów, lub problemów rzeczywistych, ale tak uproszczonych, by przewijając memy można było w międzyczasie zrozumieć o czym mowa.

 

 

Gdy Fantastyka zmieniała swą nazwę na Nową Fantastykę – był w fandomie bardzo wyraźny i gorący spór pomiędzy “starymi” i “młodymi” fantastami (ci “młodzi” to teraz stare zgorzkniałe zgredy, w większości nienawidzące kolejnych młodych, głównie za to, że sami już młodzi nie są – najbardziej mnie teraz wkurwia u młodzieży).

 

Genialny Zajdel zmarł zbyt wcześnie, by wziąć udział w tym sporze, ale brali w nim udział Andrzej Zimniak, Marek Oramus czy prawie zapomniany dziś (niesłusznie) Edmund Wnuk Lipiński, a przede wszystkim Maciej Parowski.

I podobnie jak uprawiana przez nich fantastyka socjologiczna często ukazywała zderzenia dwóch kultur (przykładowo Oramus we wczesnych tekstach często poruszał zderzenie kultury , z których jedna – kierując się prawami ekonomii, zysku, postępu technicznego – zagubiła podstawowe wartości człowieczeństwa: niepowtarzalność indywidualnych losów, różnorodność w spojrzeniu na świat, możliwość decydowania o swoim życiu – co bardzo przypomina Twoich Wymazanych poetów), tak rzeczywiste zderzenie pomiędzy twórcami ich pokolenia, a pokolenia następnego – nastąpiło.

Z czego ono wynikało?

Ano z tego, że ci “starzy” chcieli by fantastyka była o czymś. A ta nowa fantastyka wydawała im się o niczym. Jedynie ucieczką, eskapizmem, rozrywką. Odsapnięciem.

“Starzy” traktowali fantastykę jako narzędzie do komentowania rzeczywistości, uprawiali swoistą partyzancką walkę z komunistycznym systemem, we wszystkich jego przejawach, czasem rozciągając, jak Parowski tę swoją wrogość do komunizmu, na wszelkie nurty z komunizmem się mogące kojarzyć, włącznie z tak zwaną “nową lewicą”.

Ci “starzy” często traktowali literaturę, jako oręż do walki ze złem, a raczej Złem, Wielkim Złem – które często utożsamiali z jakimś konkretnym zestawem poglądów lub grupami ludzkimi (przykładowo dla wspomnianego wyżej Macieja Parowskiego – takim samym Złem był PZPR, zachodni feminizm, ekologowie (spiskujący oczywiście), satanizm czy ateizm. I gdybyśmy wzięli dowolnego z tych wielkich tamtej “starej” ekipy – każdy by miał wykrystalizowane, co jest Dobrem a co Złem i wiedział, że ze Złem trzeba walczyć piórem.

Natomiast “młodzi” żyli już w zupełnie innym świecie. Po pierwsze – pod koniec komuny cenzura zelżała. Nie trzeba było już partyzantki. Nie trzeba było niczego (lub prawie niczego) przemycać. Można było napisać wprost. Wymagania względem czytelnika stały się też mniejsze – nie trzeba było już niczego kamuflować, albo bardzo płytko – Jerzy Jesionowski w 1986 w Raporcie z planety SOL-3 już praktycznie jawnie pisał o tym co się działo współcześnie, jedynie zmieniając nazwy państw i bloków na symbole, ale przecież każdy, nawet najbardziej nierozgarnięty czytelnik dobrze wiedział, że raport kosmity dotyczy Ziemi (tej Ziemi!) – a pod symbolami ukrywają się państwa takie jak USA, ZSRR, NRD, RFN czy Polska.

Potem transformacja ustrojowa i cenzura oficjalnie znikła – oficjalnie… bo w rzeczywistości teraz cenzura zaczęła działać na usługach Kościoła Katolickiego, ale to dużej części piszących w niczym nie przeszkadzało.

Kaganiec znikł i teraz można było już pozornie przynajmniej, głosić co się chce… tylko nikomu się nie chciało głosić cokolwiek :) Po prostu, nowe pokolenie programowo odrzucało:

– artyzm na rzecz rzemiosła

– zaangażowanie na rzecz eskapizmu i rozrywki 

– budowanie alarmujących wizji, mogących się zrealizować antyutopii czy karykatur rzeczywistości na rzecz światów zupełnie oderwanych od codzienności

 

To nie znaczy oczywiście, że dziś się już utwory zaangażowane, a nawet politycznie aktualne nie pojawiają (vide Finkla – "Idiotyczny projekt Mefistofelesa") – po prostu dziś są w zdecydowanej mniejszości, a nawet gdy już są, to są tak podane łopatą między oczy, by współczesny czytelnik zrozumiał o czym mowa.

Czy to znaczy, że współczesny czytelnik jest głupszy niż wcześniejszy?

Niekoniecznie dosłownie: po prostu nie ma czasu na takie rozkminy.

 

I tu się pojawia domysł, po co Twoi “Oświeceni” mogą taki system uskuteczniać – by ludzi jeszcze skuteczniej ogłupić. Ale ten pomysł mi też nie gra. Skoro się sami już tak skutecznie pozbawiliśmy rozumienia literatury wielowarstwowo, podobniej jak dziś nie ma już ludzi, którzy potrafiliby odbierać muzykę jak ci, którzy słuchali na żywo Szopena czy Mozarta, a muzyka staje się coraz prostsza i coraz bardziej płaska – tak samo też jest z każdą inną gałęzią sztuki. Trudno nie zauważyć tego powrotu do jaskiń. W jaskiniach był tylko rytm. Dziś zamiast muzyki ludzie słuchają rapu, a zamiast literatury – poradników gotowania brokułów (i też – słuchają, a nie czytają).

Więc po co jeszcze “magiczna” praktycznie ponadprzyrodzona interwencja tu?

 

Jedyne, co mi tak naprawdę przychodzi do głowy, to to, co kiedyś wymyśliłem, jako jedyny “racjonalny” powód ewentualnych wojen międzygwiezdnych.

A mianowicie: jestem przekonany, że istoty tworzące jakąkolwiek cywilizację techniczną muszą doświadczać mniejszej lub większej apofenii, czyli odnajdywania związków i ukrytych sensów w przypadkowych oraz nic nieznaczących zjawiskach, faktach, zdarzeniach, co doprowadzić musi do powstania nieracjonalnych wierzeń, a w rezultacie ich rozwoju – religii, przy czym przetrwają tylko te religie tych istot, które spełniają co najmniej trzy warunki:

– indoktrynują młode już na jakimś wczesnym, larwalnym etapie, zanim ośrodki umysłowe rozwiną się na tyle, by automatycznie odrzucać twierdzenia wewnętrznie sprzeczne

– są ekspansywne, czyli aktywnie nawracają innych 

– potępiają odstępców od wiary

Tylko takie religie się rozprzestrzenią, te które nie posiadają tych cech – może i będą istnieć, ale będą niszowe.

Stąd można zakładać, że kosmici będą mieli raczej w swym “religijnym arsenale” coś na kształt Islamu, Chrześcijaństwa czy Buddyzmu, niż wiary w Latającego Potwora Spaghetti.

 

Nie zrozum mnie źle – to nie znaczy, że co do tkanki samych wierzeń czy obrządków ta ich wiara będzie w czymkolwiek przypominała którąś z naszych czterech tysięcy dwustu najbardziej rozpowszechnionych religii.

Uważam jednak – że na pewno będzie – ekspansywna, dogmatyczna i nie znosząca krytyki.

Konieczność istnienia takich systemów dla społeczeństw podkreślają próby wyeliminowania religii – prawie zawsze próba uwolnienia ludzi z oków religijnych obłędów kończyła się zamknięciem ich w kajdanach jeszcze gorszej, świeckiej ideologii, która w istocie spełniała rolę religii.

Więc nawet, jeśli obcy się swych dawnych religii pozbędą – to pewnie coś zbudują w zamian za to – bo ich umysły, podobnie jak nasze, nie będą w najmniejszym stopniu racjonalne, a jedynie racjonalizujące.

Stąd też pytanie, dlaczego, dlaczego właściwie ci obcy potrzebują naszych pieniędzy i naszej pracy, może nie mieć żadnej racjonalnej odpowiedzi. Bo oni nie muszą mieć racjonalnego powodu by to robić. Mogą mieć zupełnie nieracjonalny – religijny, czy też szerzej – ideologiczny.

 

W czasie ostatniej dyskusji na SB, nasza wspaniała @Tarnina rzuciła w odpowiedz na moje:

ci, którzy mieli dbać o jego spuściznę, w jego imię, głoszą nienawiść i walczą z określonymi grupami ludzi? 

 odpowiedź:

 

nie, nie głoszą. "Nie aprobuję tego, w jaki sposób robisz krzywdę sobie i innym" to zupełnie co innego niż "nienawidzę cię".

 

Więc ci obcy nie muszą wcale mieć racjonalnego powodu. Nie muszą wcale też nas się obawiać, czy nienawidzić. Mogą po prostu według zasady:

 

"Nie aprobuję tego, w jaki sposób robisz krzywdę sobie i innym"

 

starać się czynić dobro. Dobro w skali kosmicznej czy też nawet w skali multiwersum.

Skoro myślenie przynosi cierpienie, a roztopienie się w konsumpcjonizmie – ulgę – to czyż zmuszenie nas do Wielkiego Kapitalizmu, nie jest po prostu najwyższym dobrem?

 

A to, że my tego nie rozumiemy?

Przecież stoimy w hierarchii bytów dużo niżej od nas – może to do nas nie docierać, że robią to dla naszego dobra.

 

Podobnie jak kocur może mieć swoje zdanie na temat tego, że go kastrujemy, co więcej, może uważać, że pozbawianie go jąder jest strasznym barbarzyństwem z naszej strony – ale my przecież wiemy lepiej, że okaleczamy go, dla jego dobra, prawda?

 

 

 

Ale tego, żebyś taką sugestię gdzieś explicite choćby jednorazowo w tym utworze zawarła – mi zabrakło.

 

 

Pozdrawiam serdecznie

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Nawet fajne, mimo strasznej przewidywalności.

Zerknąłem do komentarzy powyżej i zauważyłem, że rzeczy od początku oczywiste i łopatologiczne dla mnie, dla innych oczywiste nie były, więc pewnie kwestia optyki.

 

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

@bruce

Cała przyjemność po stronie mojej… i Bielika :)

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Gratulacje dla nominowanych (sam wśród nominowanych byłem jeśli dobrze pamiętam raz tylko jeden, gdy Asylum lożowym głosem zgłosiła jedną z moich żałosnych prób literackich, więc ci, co narzekają, że piórek nie dostają, wiedzą, że sama nominacja już jest sporym wyróżnieniem :) ).

Niezwykle mi miło, że mój tekst, pierwszy raz od bardzo dawna znalazł się w ogóle na liście zgłoszonych :)

Dzięki @Zygi_Sonar.

Pozdrawiam!

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Ale “mu” dość dobrze ilustruje różnicę między religiami wschodu i zachodu :)

 

Na pytanie:

Czy pies ma naturę Buddy?

Buddysta odpowiada: mu albo wali kijem po łbie.

 

Na pytanie:

Czy pies ma naturę Jezusa Chrystusa?

Chrześcijanin wali po łbie, bo brak mu mu lub umu ;-)

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

@Fascynatorze podejrzewam, że Tarnina odpowiadając

 

Mu :)

 

poczyniła drobny żart, wychodząc nieco poza arystotelesowską, dwuwartościową logikę, której zwykła się trzymać (jak wiadomo jest to tylko jedna szczególna z wielu możliwych logik – mając na myśli logiki w znaczeniu zasad rozumowania, argumentowania i poznania /które zresztą nie muszą być logiczne – można używać innych sposobów, chyba najprostsza, poza wszelakimi logikami możemy się oprzeć przecież o dialektyki, heurystyki, indukcje, argumentację abdukcyjną, emocjonalną i inne cuda wianki – które zwykle rozpatrujemy jako nieprawidłowe, a bez których by przykładowo nie istniały religie/ )

“Mu“ z tego co mi się wydaje w świecie zachodnim zostało rozpropagowane dzięki książce Douglasa Hofstadtera "Gödel, Escher, Bach: An Eternal Golden Braid” (niestety nadal poszukuję tłumaczenia na polski tego dzieła i nie umiem znaleźć :/ )

 

Przykładowo na pytanie:

Czy zdanie “to zdanie jest fałszywe” jest prawdziwe czy fałszywe?

 

Można odpowiedzieć właśnie Mu (trzeci stan logiczny – czyli ani prawdziwe ani fałszywe, nie mieszczące się w binarnym rozumieniu prawdy i fałszu)

 

W odróżnieniu od na przykład logiki rozmytej, gdzie mamy stany pośrednie między prawdą a fałszem – “Mu” jest stanem osobnym – można sobie to wyobrazić jako trzystanowy trójkąt, używając ulubionej przez Was matematyki, fałsz to 0, prawda do 1, a Mu to i ;-)

 

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Żeby tu dodać nieco fantastyki – George R. R. Martin tworząc postać Eddara (Neda) Starka – częściowo inspirował się postacią barona Williama “Billa” Hastingsa (innym źródłem inspiracji był choćby Humphrey, książę Gloucester) – zresztą cała Gra o Tron jest w sumie po prostu ubraniem w szaty fantastyczne Wojny Dwóch Róż, czego autor nie tylko nie kryje, ale bez przerwy, co stronę cyklu puszcza oko do angielskiego czytelnika.

To trochę tak, jakbym ja napisał książkę dziejącą się w jakiejś fantastycznej krainie, gdzie pod Krakadorem, stolicą wspaniałego państwa Lekkistanu, w jamie po wzgórzem Vąvel mieszka straszny ale przyjazny Lekkistańczykom żmij Grakch Drako, a dzielny Król Yogailla i jego brat Vitaudazz walczą z wrażym Zakonem Okrąglaków, i gdzie jednym ze znamienitych rycerzy biorących w tej wojnie jest kalif Afisza Mroczny z Habrowa herbu Juzmnienima, wspomagany przez Szewczyka Szydło, niestety od tyłu uderza wielki wezyr Kary z Mustafaru na Zewnętrznych Rubieżach.

Jeśli się zna choć trochę historię Anglii i historię w ogóle (bo z ogólnej też Martin czerpie), to czytanie Gry o Tron jest dużo przyjemniejsze :)

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

W większości wschodnich filozofii wyzbycie się jednostkowego ja jest podstawą do szczęścia.

Dla nas, skupionych na sobie Europejczyków, jest to zupełnie niezrozumiałe – ale świat na Europie się nie kończy.

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

O Maryni każdy myśli, a każda myśl głęboka. Taboretowa.

 

Swoją drogą mam pytanie do tego wersu:

lecz jak świat szeroki, w żadnej nie było właściciela.

A jak ktoś siebie samego ma głęboko w czeluściach Maryni? Tacy ludzie się zdarzają.

No i jeszcze takie i tacy, którzy lubią tę formę autoerotyzmu ;-)

 

 

Tak, tak, Fascynatorze, wiem dlaczego Ci się to z Opanią skojarzyło (prymityw Jim musiał oczywiście przysolić z grubej… rury) – a przy okazji dzięki za przesyłkę – będzie czytane – widzę, że to nie jeden opasły tom a mnóstwo mniejszych książek.

 

A przy okazji, serio, śmieszy mnie to dodatkowo, że mi się to tak mocno z książkami skojarzyło:

 

Książki – Były stare.

Książki – Były też młode i atrakcyjne.

Książki – Małe, duże.

Książki – Płaskie lub pękate.

Książki – Niektóre bolące.

Książki – W każdej coś było.

Książki – W każdej bez wyjątku.

 

Książki – Jedne miały sąsiadów.

Książki – Inne edukacje i kulturę.

Książki – Niektóre przyjaciół.

Książki – Wiele z nich miało opinie innych.

Książki – Te najsmutniejsze, własne dzieci.

Książki – Te najweselsze troskę o jutro.

Książki – Właśnie takie miały najszczęśliwszych właścicieli.

 

Książki – Szybko pojąłem, że nie ma dwóch jednakowych. 

Książki – Że choćbym gościł nawet bliźniacze, każda będzie miała w sobie co innego.

 

Książki – Chociaż gościłem je najlepiej jak potrafiłem.

 

Książki – Dla jednych byłem zbyt twardy.

Książki – Dla innych zbyt miękki.

 

Książki – W każdej coś widziałem,

Książki – lecz jak świat szeroki, w żadnej nie było autora.

 

Podpisano

Czytelnik.

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Dla równowagi, Jim ma tylko mięsień piwny, choć piwa nie pije XD

Teraz się to zastanawiam, czy powinienem się pokazywać rzeczywiście w wygranym ciuchu (jak już wszystko z nim ogarnę) – czy nie lepiej ubrać weń kogoś bardziej fotogenicznego. Już dostatecznie antypatyczny jestem na podstawie samych tylko słów, po co jeszcze to pogłębiać odrażającym wyglądem? ;-)

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Czyli sądzisz, że to aż tak grubo szyty trolling?

Nie sądzę.

Czytałem niedawno tekst @Lenti – i stąd pewnie to wrażenie…

A żeby ktoś się akurat pod @Lenti podszywał to o tyle wątpię, że serio nie jest tu bardzo znaną osobą, jak Ty @Tarnino, ani tak irytującym spamerem jak ja czy @Vacter.

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

…nie bądźmy gorsi od nich, skoro nawet oni zdecydowali się w końcu oglądać filmy na które głosują ;-)

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

 

exedunder  "Ergo"

 

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

dubito ergo sum

 

Ten brak równowagi tu daje po uszach.

 

Na szczęście jest i imaginacja.

Ale gdyby i imaginację zabrali?

 

Mam piec

podobny do bramy triumfalnej!

Zabierają mi piec

podobny do bramy triumfalnej!!

Oddajcie mi

piec podobny do bramy triumfalnej!!!

Została po nim tylko

szara

naga

jama

szara naga jama.

I to mi wystarczy:

szara naga jama

szara naga jama

sza – ra – na – ga – ja – ma

szaranagajama.

Miron Białoszewski

 

 

Podoba mi się powtarzalność strof i przebieg myśli odwrotny niż u Kartezjusza.

I to wrażenie braku, które wypełnia jedynie imaginacja równowagi.

 

(…) Szarpnął! Tracimy równowagę

Wspieramy się na byle kim

Kto cofa się jak przed zniewagą

I patrzy wzrokiem złym (…)

 

Kaczmarski (fragment: Starzy ludzie w autobusie).

 

Tu u Ciebie równowaga nie ma się na czym wesprzeć (poza imaginacją) – zwrotki są skośne, niczym ostre trójkąty, na których położono ciężar wątpliwości, myśli i istnienia.

 

Klikam do biblioteki.

 

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

dubito ergo sum

 

Ten brak równowagi tu daje po uszach.

 

Na szczęście jest i imaginacja.

Ale gdyby i imaginację zabrali?

 

Mam piec

podobny do bramy triumfalnej!

Zabierają mi piec

podobny do bramy triumfalnej!!

Oddajcie mi

piec podobny do bramy triumfalnej!!!

Została po nim tylko

szara

naga

jama

szara naga jama.

I to mi wystarczy:

szara naga jama

szara naga jama

sza – ra – na – ga – ja – ma

szaranagajama.

Miron Białoszewski

 

 

Podoba mi się powtarzalność strof i przebieg myśli odwrotny niż u Kartezjusza.

I to wrażenie braku, które wypełnia jedynie imaginacja równowagi.

 

(…) Szarpnął! Tracimy równowagę

Wspieramy się na byle kim

Kto cofa się jak przed zniewagą

I patrzy wzrokiem złym (…)

 

Kaczmarski (fragment: Starzy ludzie w autobusie).

 

Tu u Ciebie równowaga nie ma się na czym wesprzeć (poza imaginacją) – zwrotki są skośne, niczym ostre trójkąty, na których położono ciężar wątpliwości, myśli i istnienia.

 

Klikam do biblioteki.

 

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

@magdolina14 popieram @regulatorzy – to fajnie, że zechciałaś opublikować swój tekst, ale lepiej zacząć od czegoś ciut krótszego niż powieść, dać się poznać czytelnikom, choć oczywiście nie wykluczam, że komuś się zechce rzeczywiście przedzierać przez te sto tysięcy znaków i czekać na kolejne ćwierć miliona, czy ile tam jeszcze masz.

Początek jest w moim odczuciu słaby i nie zachęca do dalszej lektury.

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

@Krokus

Nie masz czasem na imię Wojtek? Bardzo przypominasz mojego kumpla z jednej z poprzednich prac o tym imieniu – też lubił biegać i wywijać ketelbelami.

 

@Realuc i spółka – ja jak zwykle się spóźniam z wyborem prezentu, za co przepraszam, postaram się ogarnąć w sobie i jak najszybciej zamówić wdzianko (jak tylko odnajdę mejla o wygranej lel :D )

I wtedy też się pokażę :)

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Prawdę mówiąc podejrzewałem Cię @Lenti – ale tylko na podstawie niejasnego przeczucia :)

Miałem jeszcze inny typ :)

 

Cieszę się, że się ujawniłaś diablico!

 

smileydevilheart

 

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

 

Kobiety też poślubiały już lalki, niektóre, jak ta pani poniżej, nawet doczekały się z lalkami dzieci:

 

 

nie mówiąc już o pani, która poślubiła most

 

Jak mówią stare przysłowia, choć najwyższa stajenna ranga, nie zrobi z osła mustanga, baba z osła zrobi męża, albo z męża osła i tak sobie chłopa ulepi, żeby jej było lepij…

znakiem czasów jest poślubianie hologramów, ta pani sobie rzeczywiście męża ulepiła…

…nie mogąc znaleźć idealnego wybranka sama sobie go wygenerowała za pomocą sztucznej inteligencji, jak się jednak okazuje, nawet tak wygenerowany partner idealny nie jest i się kłócą i nie zgadzają a co mają powiedzieć kiepskie, białkowe stwory, obdarzone jedynie naturalną głupotą a nie sztuczną inteligencją? Chyba trzeba uzupełnić powiedzenie, że jeszcze taki się nie urodził, co babie by dogodził, o człon nowy, że babie nie dogodzi, nawet to co jej się w głowie urodzi.

 

 

A wracając do lalek…

Gdzie można poznać taką lalkę do poślubienia? Okazuje się, że nie koniecznie w sklepie, czasem pomoże rodzona matka a czasem, jak to w życiu bywa, biały rycerz uratuje damę w opałach poznaną w barze…

 

 

jak to się stało w przypadku Jurija Tołoczko, który stanął po stronie lalki w opałach…

 

Pewnego dnia jakiś mężczyzna próbował przekroczyć granicę i ją obrazić. Ja, jako mężczyzna, stanąłem w jej obronie. Po tej chwili zapytałem obsługę baru, czy mógłbym wziąć Margo do siebie

 

Przyszłość była wczoraj.

 

Pozdrawiam serdecznie,

 

Jim

 

 

PS

 

Mamy już pierwsze badania nad związkami ludzie-roboty:

 

https://www.researchgate.net/publication/347912999_Human-Robot_Interaction_and_Sexbots_A_Systematic_Literature_Review

 

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Mo…

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

exedunder –  "Zaprzepaszczony"

 

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Bije obuchem i kona (koń i jego jeździec) i jego chaotyczna agonia przechodzi w zmartwychwstanie beznadziejnie poszarpanej pieśni bifurkacyjnej (na fali deterministycznego chaosu) ku chwale drugiego prawa termodynamiki, by powtórzyć się w nieustannie kolapsującej (ale nie mogącej skolapsować) fali faili i innych fakapów, autodestrukcyjnych aż do tego stopnia, że poza wszelki margines błędu, w łożu złotym albo pod mostem, niesie dzień piękny nowy dzień, jak w tej piosence ulotnej pod spodem: 

 

https://www.youtube.com/watch?v=OevajofWO-A

 

Ubawiłem się przednio tą jazdą bez trzymanki – owszem łypnął na mnie jakiś błąd gramatyczny jeden czy drugi, ale nie miałem czasu się zatrzymywać, jak kochana @regulatorzy  ponownie przyjdzie (błogosławione niech będzie jej imię) by sądzić żywych i umarłych imiesłowy i przecinki – to pewnie wyłapie.

Oczywiście niektóre rzeczy mi zgrzytały:

 

Wpakowano go do środka, nadając prędkości początkowej równej sile kopniaka z rozpędu.

 

…jak to powyższe – bo maruda i prędkość nie może się równać sile – ale z tym mniejsza, bo…

 

…bo cóż to jest? Przede wszystkim świetna zabawa słowem, znaczeniem, odniesieniem, kulturą.

Tyle złamanych powiedzeń, tyle przekręconych cytatów – dawno nie widziałem – mocno bije tak międzytekstowość tego tekstu. Niektóre są dość oczywiste jak ten człowiek witruwiański, inne zakryte gdzieś głębiej, pytanie, czy autor wplótł je świadomie, czy nieświadomie plotąc co ślina na język przyniesie i genialność powyższego utworu przyszła ukradkiem, mimochodem, jak nieskończonej liczbie małp wszystkie dzieła Szekspira?

 

 

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Fajne przypomnienie Republiki.

Co do samego zjawiska sex-lalek to przemysł ten prężnie się rozwija, ale też mocno zmienia. Niekoniecznie są to już taniutkie dmuchane lale, czy wibratory prawiące użyszkodniczkom komplementy (takie wibratory pojawiły się w latach dziewięćdziesiątych, zasób komplementów takiego wibratora był niewielki ale powiększał się, pojawiały się też wersje z wyzwiskami zamiast komplementów, jednak rynek ten prawie umarł gdzieś w okolicach 2010 roku… dlaczego? Trudno powiedzieć, możliwe, że współczesne kobiety bardziej cenią sobie wrażenia niewerbalne dostarczane przez te zabawki niż poprzednie pokolenie użyszkodniczek, które chciały by im było również dobrze w warstwie słownej).

 

Parę lat temu pisałem tu na portalu, nie pamiętam, czy w jakimś komentarzu czy w jakiejś dyskusji na shoutboxie, że można sobie kupić seksualnego androida w cenie dobrego samochodu: za około 200 tysięcy złotych.

Konkurencja między paroma firmami wymusiła też, że ceny te jednak zaczęły spadać. Pamiętam, jak się zdziwiłem, gdy niedługo po tym, jak napisałem o tej cenie 200 k zł, cena takiej lalki spadła do 60 k zł (mowa o ofercie dla panów hetero, o wersji żeńskiej, wersje męskie są zawsze droższe, z oczywistych względów).

A później zaczął się wysyp chińszczyzny… i pojawiły się lalki za około 18 k zł. Ta sama firma, która jeszcze parę lat temu oferowała je za 200k a potem za 60k, zapowiada, że dzięki nowym technologiom uda się obniżyć cenę takiej towarzyszki do 10k zł.

Co taki android (a raczej częściej gynoid albo fembot) potrafi?

Niewiele. Praktycznie nic.

Tylko wygląda, bo nawet ze staniem ma problemy (trzeba dodatkowo zapłacić za możliwość stania).

Stanie przy garach więc raczej odpada, te androidy nie potrafią gotować. Ani sprzątać. Ani zmywać. Ani żadnej innej rzeczy, jaką redneck w USA sobie kojarzy z naturalną rolą kobiety.

Może więc przynajmniej są dobre w cimcirimci?

Też nie.

Bo w podstawowej wersji nawet do seksu (czy też raczej wspomaganej masturbacji) nadaje się mniej niż gumowa lala. Dość powiedzieć, że za wbudowaną pochwę trzeba dopłacić.

Androidy tego typu nie posiadają też sztucznej inteligencji, próbowano czegoś takiego i nadal się próbuje gdzieś w jakichś ośrodkach badawczych, ale próbne serie wypuszczone na rynek, które miały jakąś prymitywną SI z jeszcze bardziej prymitywną emocjonalnością okazały się niewypałem. Z różnych powodów, ale dość powiedzieć, że ani emocje ani intelekt nie zwiększa wartości rynkowej takiego tworu, a nawet może go obniżać.

Co jest więc ich siłą? Głównie duże opcje (dodatkowo płatne) personalizacji (np. makijaż, rodzaj oczu, rozmiar biustu), można też zamówić sobie egzemplarz z wyglądem imitującym jakąś gwiazdę filmową albo swoją byłą.

 

Natomiast dla tych, którzy i które potrzebują mniej milczących towarzyszów i towarzyszek istnieje opcja tańsza, też związana z androidem, ale tym w komórce. Istnieje wiele aplikacji, zarówno takich wykorzystujących sztuczną inteligencję, jak i nie, które udają wybrankę serca. Można sobie też zamówić usługę samego tylko wysyłania wiadomości na jakimś komunikatorze czy kłótni.

 

Trudno nie odnieść wrażenia, że w sferze tych seksualnych fembotów idziemy poniekąd wstecz – stają się owszem tańsze, ale również, coraz prostsze, coraz bardziej prymitywne – i podobnie jak z upadkiem rynku mówiących wibratorów – coraz bardziej nastawione na rzeczy takie jak wrażenia pozawerbalne.

 

Wiadomo, że gorszy pieniądz zawsze wypiera lepszy.

 

Jak to świadczy o nas ludziach?

 

Najzabawniejsze, że Lem to dawno przewidział.

 

 

To tak w ramach przydługiej dygresji – co do opowiadanie – fajnie, że mi to wszystko przypomniało, ale jakoś go kupić nie mogę.

 

Natomiast co do zastąpienia ludzi w ludzkich relacjach. Cóż. Jest już całkiem sporo osób, które wolą gadać z LLMami niż z ludźmi. Epidemia samotności, szczególnie wśród młodych mężczyzn i nierealistyczne wymagania młodych kobiet sprawiają, że dla tego wchodzącego w dorosłe życie pokolenia cyfrowy partner czy partnerka są ciekawą opcją.

Co do innych rzeczy wymienionych w utworze.

Sam się zajmowałem kiedyś próbami przeniesienia ludzkiej świadomości do maszyny, sromotnie na tym polu poległem i mimo, że od tego czasu nastąpił pewien postęp, to nadal uważam, że błądzimy we mgle, jeszcze daleko nam do tego i rok 2083 to może być ciut za wcześnie na aż tak duży sukces, co innego z pewną cyborgizacją, czy rozszerzeniem naszych możliwości umysłowych.

 

 

 

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

"Prawie książę" od samego początku sygnalizuje pewną niepełność, prowizoryczność statusu głównego bohatera, co intryguje i zapowiada interesującą dynamikę. Wprowadzenie, skupiające się na lekcji etykiety dworskiej, jest nieco rozwlekłe, ale spełnia ważną funkcję: kontrastuje formalny, sztywny świat dworu z wewnętrznym światem marzeń i fantazji Bogumiła, podobnie jak @L.Keller – spodobało mi się tu użycie motywu lekcji, sam go czasem w budowaniu światów używam, bo to dobre miejsce, by gdzieś coś wyjaśnić.

Niestety @dawidiq150 ma rację, że opowiadanie jest strasznie nużące do momentu rozpoczęcia ucieczki przed zabójcą. Potem zaczyna się robić ciut ciekawiej ale nie dość, żeby całość uznać za dobrą – brakuje jednak dynamiki i sama końcówka też za bardzo wyhamowuje, zamiast jakimś dodatkowym twistem podkręcić i uratować utwór.

Z technikaliów:

Z lekcji historii powinniśmy pamiętać, że cesarstwo, w początkach swojego istnienia, było księstwem.

to bardzo niezręczne sformułowanie.

Cesarstwo nigdy nie było księstwem, bo gdy było księstwem, było księstwem a nie cesarstwem :)

Przykład z historii: Wielkie Księstwo Moskiewskie – było Wielkim Księstwem i dopiero zostało przekształcone przez Iwana IV Groźnego w Cesarstwo Rosyjskie, które z kolei zostało przekształcone w Imperium Rosyjskie przez Piotra I Wielkiego. Ale ani Imperium Rosyjskie, ani Cesarstwo Rosyjskie – księstwem czy wielkim księstwem nie były. Podobnie Cesarstwo Rzymskie, nigdy nie było Republiką Rzymską.

Jak to można napisać inaczej i zgodnie z sensem? A choćby stosując taką, minimalną zmianę:

 

Z lekcji historii powinniśmy pamiętać, że nasze państwo, w początkach swojego istnienia, było księstwem.

 

Albo z końcówką “nie było cesarstwem, a księstwem”

 

Ponieważ “państwo” obejmuje wszystkie formy państwowości, nie będzie to błędem, bo zarówno księstwo jak i cesarstwo mogą być państwami (choć księstwo może być częścią jakiegoś większego tworu politycznego).

 

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Mocna rzecz ta Twoja swołocz. Oj, mocna.

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Żyję na tyle długo, że przeżyłem już kilkanaście apokalips…

 

 

Obraz owszem, stylistycznie spójny i buduje intensywny, apokaliptyczny klimat, ale jako całość mało do mnie przemawia, może dlatego, że życie wystarczająco mnie poturbowało, żeby w chwili gdy przyjdą czasy czarnego popiołu, spadających „żelaznych ptaków” czy świątyń pełnych lamentu westchnąć: no nareszcie.

Przepowiednia mogłaby być czymś ciekawym, jako wstęp do jakiejś większej, fabularnej całości. Nie tak dawno temu pisałem (i porzuciłem chwilowo) apokaliptyczne opko o roboczym tytule Rok 2027 – pewnie w czymś takim na samym początku, po skróceniu, taka przepowiednia byłaby czymś odpowiednim. A może nie.

Tak czy siak, obraz całkiem nieźle zakreślony, choć mocno wtórny, wolałbym jedno z dwojga, albo jeszcze mocniej iść w naśladownictwo Apokalipsy św. Jana, albo przeciwnie – zawrzeć coś oryginalnego, a tu jest ani tak, ani tak – letnio – czyli nijak.

 

Pozdrawiam serdecznie,

 

Jim

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Po tym wstępie to mi się przypomniała książka Skrzaty Willibrorda Josepha Huygena.

 

 

Naprawdę fajna baśń z morałem. Czytało się gładko, może dwa, trzy razy na czymś się potknąłem, ale niestety nie wynotowałem.

Jak dla mnie historia uroczych stworzonek zasługuje na bibliotekę.

 

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Nowa Fantastyka