Profil użytkownika


komentarze: 2966, w dziale opowiadań: 2193, opowiadania: 510

Ostatnie sto komentarzy

Szanowni autorzy Księgi, ważna informacja (i inicjatywa – ino żeby było więcej rzeczy na “i”) – czeka na Was na discordzie Księgi.

Jeśli ktoś dawno nie zaglądał, do jest bardzo dobra okazja, żeby zajrzeć.

Bardzo bym nie chciał, byście potem pluli sobie w brodę, że coś ważnego przegapiliście.

 

Pozdrawiam serdecznie!

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

@Teo Max

 

Trzymam za Ciebie kciuki :)

Pisz. Poprawiaj. Udoskonalaj.

 

Pozdrawiam równie serdecznie :))

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Cóż, nawet jeśli tekst został napisany w całości Twoją ręką, droga autorko, to niestety ma on wiele cech, które czynią go podobnym do tworów Sztucznej Inteligencji.

 

Co na przyszłość zrobić by tak nie było?

 

– unikać wyświechtanych metafor

– nie pisać zdań w osobnych linijkach – postarać się utworzyć akapity – wiem, to trudne, ale możliwe

– po napisaniu przeczytać tekst przynajmniej raz

– czytając starać się sobie wyobrazić to, co tekst opisuje – od razu wyjdą te bardzo mechaniczne, charakterystyczne dla SI elementy – bo widać, że albo za autorkę napisał ten tekst LLM, albo autorka nigdy nie widziała świata rzeczywistego

– a nade wszystko: myśleć, zarówno podczas tworzenia pomysłu, jak i podczas pisania, jak i podczas czytania już napisanego tekstu

 

 

Wspomniałem o tym, by myśleć?

To jeszcze raz powtórzę: myśleć.

 

A teraz parę konkretnych przykładów, które wskazują na brak myślenia:

 

“Na kafelkach leżały rozsypane tabletki nasenne. Nie pamiętał, żeby je brał. A jednak opakowanie było puste.”

 

Czy autorko widzisz, co tu jest źle? Nie? To pomyśl. Fakt 1: na kafelkach leżą rozsypane tabletki nasenne. Fakt 2: Nie pamięta, żeby je brał. Fakt 3: Opakowanie jest puste. Czy Fakt 3 ma cokolwiek wspólnego z Faktem 2? Czy niesie jakąkolwiek nową informację? Czy pomaga we wnioskowaniu?

Czy skoro tabletki są rozsypane, a opakowanie jest puste, wynika z tego, że je brał, choć nie pamięta?

Musiałby w tym celu je przeliczyć co do jednej.

Wprowadzając to dodatkowe zdanie – o pustym opakowaniu – nie tylko nie pomagasz czytelnikowi, ale wręcz mu przeszkadzasz – bo widząc nielogiczność, potyka się, wybija z rytmu.

 

 

Lecz na prawej półkuli działy się rzeczy, które przeczyły logice binarnej

 

Czyli? Czemu właściwie przeczyły? Czy wiesz, droga autorko, czym jest logika binarna? Czym się różni binarna, od bardzo podobnej do niej – logiki dwuwartościowej? Po co w ogóle tu ten przymiotnik? Powoduje jedynie dwie możliwe reakcje u czytelnika:

  1. Jeśli czytelnik wie, co to jest logika binarna, to tu parsknie śmiechem.
  2. Jeśli czytelnik nie wie, co to jest logika binarna, to uzna to za słowne combo-wombo bez znaczenia (i będzie miał rację)

 

To nie było programowanie. To był instynkt.

 

Co?

Po pierwsze – po polsku jest znacząca różnica pomiędzy wyrazem “programowanie” a “oprogramowanie” – o które Ci tu chyba chodziło (programowanie to albo proces wytwarzania oprogramowania, albo proces uczenia na zasadzie wzmacniania, czyli warunkowania instrumentalnego).

Z kolei instynkt to “wrodzona zdolność wykonywania pewnych czynności stereotypowych, niewyuczonych, mniej lub bardziej skomplikowanych swoistych dla danego gatunku istotnych dla jego przetrwania”

Czyli – bardziej po ludzku – instynkty to wrodzone zachowania typu bodziec-reakcja. Przykładowo dotykam dłonią rozgrzanej blachy – cofnę ją, nim myśl o tym w ogóle dotrze do świadomości – instynktownie (mogę się potem temu instynktowi świadomie sprzeciwić, ale instynkty zawsze będą szybsze od świadomości, bo świadomość jest skomplikowana i ociężała, a instynkty – nie).

Używasz więc słów, któych nie rozumiesz, zestawiając je w sposób, który niczego nie przenosi.

Nie rób tak.

Tak robią LLMy – wiem, że ludzie też tak robią (w końcu LLMy od kogoś się tego nauczyły) – ale to sprawia, że Twój utwór nie wyraża nic.

 

Życzę powodzenia w dalszym pisaniu i mam nadzieję, że w czasie tworzenia kolejnych tekstów postarasz się zastosować do nie tylko moich rad, ale też przedpiśców (przejrzałem je pobieżnie, wyglądają na dobre).

 

Nie zrażaj się, wiem, że mój komentarz potępia Twój tekst w czambuł, w całości, ale nie jest to krytyka Ciebie jako osoby, tylko tego konkretnego tworu, w którym niestety nie udało mi się znaleźć pozytywów – inni znaleźli, jak widziałem. 

Może następny Twój szort mnie zachwyci? Któż to może wiedzieć. Nie dowiesz się, jeśli nie spróbujesz.

Więc – nie poddawaj się.

Pisz.

I myśl. Wiem – powtarzam się – ale wiele z tych błędów, które powyższy twór zawiera dałoby się uniknąć, gdybyś zechciała troszkę się nad tym pochylić i przez chwilę pomyśleć.

 

Skoro jesteś świeżynką, polecam wyśmienite poradniki Drakainy:

 

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842842

 

 

i drugi

 

 

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842843

 

 

Pozdrawiam serdecznie

 

 

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

 marudzę wiersze cudze

spieszmy się czytać

myśli

nektar niech sączy

każdy

nim Miss Wykidajło wyłączy

nam prąd w środku dnia

pchajmy taczki obłędu

nim Zegarmistrz Światła przywróci porządek

a krosna naszej nowej kory

zamlikną niczym rozmowy

ostatni impuls nerwowy

zgaśnie

jak zgasła reduta

jak zgasną semafory

radość buta i poruta

zdania wyrazy metafory

bez chwały ale i bez pokory

a stada naszych wewnętrznych prządek

rozpierzchną się

już o nic nie pytać

myśli

więc spieszmy

spieszmy się

czytać

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Pięknie ta Księga wygląda pod “I <3 LIFE”.

 

Nic, tylko taką fotką ją promować :)

 

 

Czytając żyjemy po tysiąckroć. Więc nieczytanie jest dobre tylko dla tych, którzy nie lubią życia w jakiejkolwiek formie ;-)

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Fajne opko, @melendur88, osadzone w bliskiej przyszłości…

 

Natomiast rzeczy w nim opisane już się działy (w przeszłości) i dzieją (teraz).

 

Przykładowo w sierpniu 2024:

 

https://www.theguardian.com/technology/2024/nov/21/deus-in-machina-swiss-church-installs-ai-powered-jesus

gdyby to było za paywallem, albo po prostu komuś by nie chciało się czytać artykułu w języku zgoła obcym, wrzucam tu fragment tłumaczenia:

 

”Mały, skromny kościółek od dawna uważany jest za najstarszy w szwajcarskiej Lucernie. Jednak kaplica św. Piotra stała się synonimem wszystkiego, co nowe, po zainstalowaniu w niej Jezusa napędzanego sztuczną inteligencją, zdolnego do dialogu w 100 różnych językach.

„To był prawdziwy eksperyment” – powiedział Marco Schmid, teolog z kościoła Peterskapelle. „Chcieliśmy zobaczyć i zrozumieć, jak ludzie reagują na Jezusa sterowanego sztuczną inteligencją. O czym by z nim rozmawiali? Czy byliby zainteresowani rozmową z nim? Prawdopodobnie jesteśmy pionierami w tej dziedzinie”.

Po projektach eksperymentujących z wirtualną i rozszerzoną rzeczywistością, kościół zdecydował, że kolejnym krokiem będzie instalacja awatara. Schmid powiedział: „Rozmawialiśmy o tym, jaki to będzie awatar – teolog, człowiek czy święty? Ale potem zdaliśmy sobie sprawę, że najlepszą postacią będzie sam Jezus”.

Z powodu braku miejsca i poszukiwania miejsca, w którym ludzie mogliby prowadzić prywatne rozmowy z awatarem, kościół zastąpił księdza, który zainstalował komputer i kable w konfesjonale. Po przeszkoleniu programu sztucznej inteligencji w zakresie tekstów teologicznych, odwiedzający byli zapraszani do zadawania pytań długowłosemu wizerunkowi Jezusa wyświetlanemu na ekranie z siatki. Odpowiadał on w czasie rzeczywistym, udzielając odpowiedzi generowanych przez sztuczną inteligencję.

(…)

 

Oczywiście – tłumaczenie maszynowe. Ilustracja Jezusa w artykule też wygenerowana przez sztuczną inteligencję.

 

Wiadomo, nie wszędzie się to przyjęło, przykładowo tego AI-Księdza dość szybko wycofano:

https://nypost.com/2024/04/26/us-news/ai-priest-defrocked-by-developer-after-taking-confessions-like-real-priest/

 

 

Dostępne są też apki do spowiedzi, przykładowo “One Day Confession”, a już dziesięć lat temu w wielu miejscach na świecie pojawiały się pierwsze aplikacje do spowiedzi online.

 

Mimo wszystko opowiadanko całkiem przyjemne, mimo że opisuje jako przyszłość coś, co już mamy od pewnego czasu. Dotarcie tych nowinek na polską prowincję z pewnością trochę zajmie – tym bardziej, że według wykładni Kościoła Katolickiego, nawet spowiedź online jest niesakramentalna a co dopiero taka przez LLM.

Mimo to, i w Polsce podejmowane są próby użycia LLM do spraw religii – z pewnością słyszeliście o inicjatywie polskich teologów do zaprzężenia LLMów do wyjaśniania dogmatów wiary katolickiej, ale są też i takie pomysły jak ten w Poznaniu:

https://www.telepolis.pl/tech/aplikacje/nano-kaplica-poznan-chatgpt

 

https://haimagazine.com/pl/ai_news/sztuczna-inteligencja-w-sluzbie-wiary-nowy-trend-nanokaplic-juz-w-polsce

 

Część polskich księży przyznaje się też do tego, że używa AI do pisania kazań.

 

Słowem: przyszłość była wczoraj :)

 

 

 

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Witaj, Śnie, mam nadzieję, że znajdziesz tu wszystko czego szukasz.

Jeśli jeszcze nie znasz, polecam “Poradnik Drakainy dla Żółtodziobów”.

A także – również  autorstwa drakainy – Jesteś nowy? Nie ogarniasz? Zajrzyj tutaj!

Miłego czytania i pisania.

 

Powodzenia!

 

Pozdrawiam serdecznie.

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

@beeeecki

 

Jakie victis? Tu jedynymi “zwyciężonymi” mogą być nienominowani. Nominowanie to już swego rodzaju zwycięstwo, a przyznawanie piórek to nie arena, w której piach wdeptuje się nieupierzone utwory.

Tu nie ma pokonanych, są sami zwycięzcy :)

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Światowy Dzień Braku Czasu na Czytanie? ;-)

 

A niektóre książki i Księgi wręcz krzyczą z tego stosiku ;-)

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

banów?

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

   “Znam osobę, która na własne oczy widziała, jak nowy portal jechał na jednorożcu, z feniksem na ramieniu.”

@Ambush

 

Ale że jednorożec miał feniksa na ramieniu czy Portal? laugh

@HollyHell91

 

 

Gdziekolwiek by był, oznaczałoby to wrogie przejęcie, bo za dawnych czasów Fenix był największym konkurentem Nowej Fantastyki :)

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

 

Spotkanie odbyło się w niewielkiej kawiarni, prowadzonej przez uroczą panią Kasię, która też była bardzo aktywna w wyłapywaniu sensów i ukrytych przesłań, nie tylko Księgi, ale też w wypowiedziach autorów i wydawcy. Mieliśmy okazję przekazać rozkoszującym się gorącą kawą uczestnikom, jeszcze gorętsze i smakowitsze kąski – fragmenty Księgi czytane przez autorów tychże. Dodatkowo – do menu dla każdego odwiedzającego doczepione były wydruki cytatów z różnych części Księgi. W ten sposób – ktokolwiek się tam napatoczył – to dostawał Księgą w twarz z każdej strony – nie dało się nawet ukryć za menu, bo i tam była Księga. Podejrzewam, że goście bali się poprosić o cokolwiek z lodówki, w obawie, że dostaną milion rozkoszy w wersji na miejscu.

I oczywiście @NaNa była najjaśniej świecącą gwiazdą, szczególnie po tym, jak powiedziała, że uwielbia tworzyć ociekające krwią kawałki grozy, w rytm słuchanej muzyki, która ją inspiruje i napędza – trudno uwierzyć, że (ponoć!) był to jej pierwszy wieczór autorski :)

 

 

https://www.instagram.com/reel/DXbL5qqxK65/?igsh=MWZmd2lub3BidDl6dw==

https://fb.watch/GEsOc3nqli/

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Mi się, @prosiaczek, Twój tekst podobał – jak się trochę odrobię i znajdę czas napiszę komentarz (od dawna tam na to czeka) – to wyjaśnię też, dlaczego choć przez chwilę postała mi w głowie myśl, by tekst nominować, to jednak ją porzuciłem.

Uważam utwór za bardzo dobry, tak czy siak – ale to jeszcze Ci posłodzę w komentarzu (choć parę łyżek dziegciu też wpadnie).

 

Jeszcze raz gratki dla nominowanych – bo to już samo w siebie jest przecież wielkim sukcesem – i dla upierzonych – po raz kolejny :)

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

 

Gdy umiera członek Nocnej Straży,

w martinowskiej Grze o tron,

pogłębia smutek zwykle ponurych twarzy 

i pada "nie spotkamy już takich jak on"

 

Nie będzie już Barda w loży,

jego warta dobiegła końca,

i któż  w portal tyle serca włoży?

kto w mroku szukać będzie Słońca?

 

Taka mi się myśl płocha marzy,

że przecież to nie fizyczny zgon,

że może poza lożą się wydarzy,

że spotkamy – takich jak on

 

 

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Gratulacje!

Piórka w pełni zasłużone!

 

Cieszę się też jak Marsjanin blaszką z ziemskiego łazika, że wśród zgłoszonych przeze mnie do piórka utworów, czyli:

 

OldGuard –  "Most Westchnień"

Jamesmas – Sekwencja

Outta Sewer –  "Ostatni oddech lata"

Caern –  "Gdy zostanę lepszym człowiekiem"

 

Aż połowa piórko zdobyła (choć jak widać – ja dałbym piórko wszystkim czterem powyższym).

 

Utwory, które nie dostały piórka – też były na wysokim poziomie, więc gratuluję autorom tak czy siak – z piórkiem czy bez, te teksty są naprawdę dobre.

 

Marzec po prostu obfitował w świetne dzieła i oby w następnych miesiącach było równie dobrze, czego autorom serdecznie życzę.

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

To najważniejsze :D

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Dla tych którzy nie byli…

SI stworzyło kolorowankę.

Jak to stwierdziła NaNa – mogę wrzucać bez oporów na forum, bo SI pozmieniała nas tak mocno, że i tak nikt nas nie rozpozna :)

 

Zachęcam do wrzucania fotek / komentowania spotkania autorskiego :)

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Miała być nas tam czwórka – Ambush, Nana, Bardjaskier i ja – ale niestety w czwartek Bardjaskier nas zawiadomił, że niestety nie uda się dotrzeć :(

Więc będą dwie cudowne autorki, plus główny winowajca. Będzie też oczywiście nasz Wydawca.

 

W programie czytanie poezji zawartych w Księdze, dużo interakcji z publicznością i inne ciekawe aktywności.

 

Serdecznie zapraszam :)

 

 

PS.

@Finkla

 

Jesteś na discordzie Księgi, możesz promować / lansować Łódź, jak pewnie wiesz z jednego z moich dawnych opowiadań – choć w Łodzi raczej bywam przejazdem, to całkiem lubię to miasto (…na które nic nie spadło ;-) )

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Przypominam wszystkim zaintereswoanym, że już dziś, w Tarnowskich Górach, w KB Coffe o 17.00, wieczór rozkoszy. Jeśli ktoś chce się spotkać w miłym towarzystwie, podyskutować o Księdze, poznać jej autorów osobiście – to przednia okazja po temu :)

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

…kontynuując geograficzno-socjologiczny offtop (przy czym jak podkreślam z geografii jestem noga, powtarzam tylko to co się ogólnie w DG na ten temat mówi) – więc… doprawdy niesetety nie wiem, czemu właśnie tam wybrano lokalizację, mogę jedynie zgadywać – może to przez to, że co prawda pierwotnie pracownicy Huty Katowice rekrutowali się z młodych ludzi z całej Polski (HK miała w czasach świetności około 40 tysięcy pracowników głównego kombinatu + ponad 100 tysięcy pracowników różnych usług, transportu itp.) ale też liczną grupę stanowili wykwalifikowani hutnicy ze śląskich zakładów oraz z np. Huty Sendzimira w Krakowie – może tych kormelskich fachowców było po prostu dużo i chcieli by mieli blisko do tego ośrodka wypoczynkowego? Nie wiem.

 

A Będzin (i Czeladź) to dla mnie śliczne perełki Zagłębia i wychwalając DG nie miałem na celu im “dowalać” (choć oczywiście Zagłębianie mają tendencję do żartowania z siebie nawzajem i drobnych uszczypliwości – konsolidując się tylko wtedy, gdy trzeba dowalić Kormelom :) ) – nawet kiedyś pisałem opowiadanie (niedokończone niestety) dziejące się na Małobądziu w międzywojniu.

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

 

Mimo mojej znikomej wiedzy z geografii, doskonale wiem, że…

 

Bielsko to nie Śląsk

@melendur88

 

Bielsko-Biała znajduje się w województwie śląskim – nie sądzę, bym gdziekolwiek napisał, że to część Śląska, jeśli gdziekolwiek coś takiego zasugerowałem, to przepraszam, sam jestem Zagłębianinem i na takie rzeczy jestem bardzo wyczulony, zresztą Kormele na bramkach na Brynicy zawsze krzyczą “Aussweis bite”, więc i ja nie lubię przejeżdżać przez  ich stolicę.

I chyba nie sugerowałem nigdzie też, że bielszczanie są Kormelami, czy jak oni sami się nazywają, Hanysami – chodziło mi raczej do tego, że Bielsko Biała też się mieści w tym ludnym południu Polski.

 

Dąbrowa jakas zła nie jest

 

Cóż za potwarz ;-) Dąbrowa jest najlepsza ;-)

I nie tylko dlatego, że to stolica Zagłębia (gniewne burczenie Sosnowiczan za 3… 2…), od której zresztą Zagłębie wzięło nazwę. To także największe obszarowo po Krakowie miasto Polski południowej  (kiedyś, przed odłączeniem dzielnicy Sławków, była 3 pod względem obszaru w Polsce, przez długie lata potem na miejscu 10-tym, w wyniku ostatnich zmian, gdy Warszawa spadła na drugie miejsce, Dąbrowa Górnicza spadła na miejsce 11) i ewenement na skalę Europejską jeśli chodzi o przyrodę (można tu spotkać nie tylko banalne dziki czy lisy, jak w Warszawie, ale iminoga strumieniowego, kropiatkę czy bobra europejskiego – w obrębie Dąbrowy znajdują się zabytkowe kościoły, lasy, wzgórza, cztery jeziora, największa w Europie pustynia, jeden z największych zakładów przemysłu ciężkiego (Huta Katowice – 25km2, dla porównania, sąsiadujace z Dąbrową miasto Będzin, w którym mieszka  @bruce, i które też jest warte zwiedzenia, ma 37 km2)… i mógłbym tak jeszcze długo ;-) Proszę więc nie pisać, że Dąbrowa jakaś zła nie jest, albo że ujdzie w biedzie :)

 

Napewno się zjawię w Krakowie, bo tam szmat życia przeżyłem, pod Krakowem się urodziłem i milej się mi tam jedzie ;) 

 

I bardzo dobrze. Co prawda do Krakowa mam dalszą drogę, ale bliżej mi tam kulturowo, niż na Śląsk. W sumie chyba wszędzie mi bliżej kulturowo niż na Śląsk XD

 

 

A te ankiety, to gdzie się pojawiają?

@Berig

 

 

Na discordzie Księgi. To jest nasze główne źródło komunikacji.

 

Ja tam protestuję! Tak dla zasady! Rumia to część Małego Trójmiasta Kaszubskiego (Rumia, Reda, Wejherowo), które przylega do Trójmiasta właściwego (Gdańsk, Gdynia, Sopot) i tworzy prężną aglomerację. Nie wiem ile nas tu mieszka, ale pewnie sporo.

@JolkaK

 

Wstyd się przyznać (choć już przyznałem się do nieznajomości geografii, prawda?), że nawet nie wiedziałem, że Rumia jest gdzieś blisko Gdańska, myślałem, że to jakiś inny obszar wybrzeża :)

Ten podział geograficzny wrzuciłem jako swego rodzaju usprawiedliwienie, dlaczego wszystko co ciekawe w polskiej Fantastyce – dzieje się na południu Polski (choć są wyjątki, przecież Sapkowski i Kres są z Łodzi, a Rafał Kosik – z Warszawy) – pewnie wynika to jednak nie tylko z gęstości zaludnienia, ale również z prężności ośrodków – śląski ŚKF jest najbardziej aktywnym fandomem w Polsce, a na drugim miejscu po tym górnośląskim jest… dolnośląski – więc nadal w miarę południe Polski, potem jest długo długo nic – i Kraków, czyli nadal południe.

Niemniej jednak, Jolu, nie sądzę, byś przez same siedzenie “poza kółkiem” pisała gorzej (czy lepiej) – od tych, którzy się w kółkach znaleźli – prawidłowość jest jedynie statystyczna, że jeśli gdzieś ludzi jest mniej, to też będzie mniej pisarzy czy piłkarzy itp. Jednak każdy pojedynczy przypadek – trzeba rozpatrywać indywidualnie. Zresztą, przecież reprezentacja Polski w piłce nożnej regularnie dostaje baty od zespołów narodowych niewielkich państw, takich jak Mołdawia, a jednak nigdy nie przegrała z San Marino (które ma mniej ludności niż Będzin) – co dobrze pokazuje, że co prawda same liczby o niczym nie świadczą, poza tym, że łatwiej znaleźć diament wśród milionów okruchów skalnych, niż wśród tysiąca. Ale jeśli szuka się tam, gdzie diamentów po prostu nie ma – to i tak się ich nie znajdzie.

Chodziło mi o to jedynie, że pewnie spotkań na wybrzeżu będzie mniej niż na południu Polski – ale postaramy się, żeby i w Rumi (przez jedno i!) były, bo Rumia, mając tak wspaniałą pisarkę, na pewno na to zasługuje :)

 

Ba! A co ma powiedzieć całe Zagłębie?

@bruce

 

Właśnie  :-)

 

Przy okazji jednak – wspaniale, Jimie, że tak różne regiony obejmuje promocja Księgi.

 

Też uważam to za wspaniałe – mamy w Księdze nawet autorów z zagranicy :)

 

Pozdrawiam serdecznie i mam nadzieję, że o Księdze będą jeszcze bardziej gorące dyskusje niż o lokalizacji spotkań autorskich :)

 

Swoją drogą, chciałem wspomnieć o Księdze na ŚDF – ale zadałem pytanie, czy na sali jest ktoś niepełnoletni (nikt na takowego nie wyglądał) – ale parę osób podniosło ręce w górę – więc nie wspomniałem.

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Tak,  @bruce : 17.00.

A jeśli Cię interesują spotkania na Zagłębiu, to jeszcze dorzucę małą prywatę, że dokładnie za miesiąc, 14 maja, również w dąbrowskiej Bibliotece Głównej, również o 17.00 będzie spotkanie autorskie Ocalonych 2, na które również serdecznie zapraszam.

Przepraszam za prywatę, ale nie ma tu nigdzie niestety wątku dotyczącego Ocalonych :(

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Heh… geografia była najbardziej znienawidzonym przeze mnie przedmiotem w szkole i do dziś jestem zupełnie noga jeśli chodzi o kwestie geograficzne, gdyby nie to, że Bielsko Biała jest tak blisko miejsca gdzie mieszkam, pewnie nawet bym nie miał pojęcia gdzie to :)

 

Ale, co do samych spotkań autorskich…

 

Ucieszyłoby mnie, gdyby Księga zawitała do każdego polskiego miasta i każdego polskiego domu…

…ale na razie czeska Praga ma więcej szans na stanie się miejscem spotkania autorskiego niż Bielsko-Biała (w Pradze, a raczej pod Pragą mieszka dziewczyna, która własnym ciałem wspomagała promocję Księgi).

 

W czasie dyskusji pojawiły się na serio tylko takie propozycje:

– Tarnowskie Góry (KB Coffee) 

– Dąbrowa Górnicza (Biblioteka Główna)

– Gdańsk (Biblioteka Manhattan)

– Warszawa (Biblioteka na Woli)

– Rumia (konkretne miejsce: nieznane)

– Poznań (konkretne miejsce: nieznane)

– Kraków (konkretne miejsce: nieznane)

 

Z czego tylko część pewnie zostanie zrealizowana (te dwa pogrubione – na pewno).

 

 

Jak mówiłem, geografia nie jest moją mocną stroną, ale zaciekawiony Twoim pytaniem a także moją obserwacją, że tutaj, na forum nf dominują ludzie z południa Polski (plus pojedyncze osoby z np. Trójmiasta) – to poszperałem dlaczego właściwie tak jest, że północ i środek kraju praktycznie nie istnieje jeżeli chodzi o fantastykę… I okazało się, że to wcale nie jest takie dziwne, jakby się mogło wydawać.

 

Auotrzy Księgi (ci, co mieszkają w Polsce, bo część mieszka za granicą) – są pewnie rozłożeni geograficznie podobnie jak Polacy w ogóle:

 

 

Ogólnie zresztą zgadza się to z rozłożeniem dobrych / znanych pisarzy fantastyki (takich co są czytani, nie rozstrzygam czy są “obiektywnie” dobrzy – tylko spzredawalni) – jak widać i tu ilość przechodzi w jakość – najwięcej “dużych” nazwisk to konurbacja śląska (czyli Śląsk i Zagłębie), Warszawa, potem Małopolska, a potem Łódź i okolice.

I to w sumie nie powinno dziwić, konurbacja śląska to 3 miliony mieszkańców, a z okolicznymi mniejszymi miejscowościami 5 milionów, sama Warszawa – prawie dwa miliony, a z okolicznościami – 3 miliony,  Kraków z przyległościami to z milion ludzi, Łódź podobnie – czyli jak na tej mapce, którą wkleiłem powyżej – połowa Polaków żyje w tym zielonym kółku i stąd tylu poczytnych pisarzy, użyszkodników tego forum i autorów Księgi – właśnie z tego kółeczka (wzajemnej adoracji? ;-) ).

 

I wiesz co? Jak się przyjrzysz uważnie, to zauważysz, że Bielsko Biała też się w tym kółku znajduje :)

 

 

Bielsko-Biała jest zaledwie 100km od Tarnowskich Gór, na spotkaniu w zeszłą sobotę w Chorzowie, na ŚDF, które współprowadziłem, jeden z moich współprowadzących przyjechał z Bydgoszczy (400 km).

 

 

Cóż… mapy są fajne, ale geografii i tak nie polubię i do końca życia będę się mylił czy mam skręcić na Jelenią Górę czy Zieloną Górę (zapamiętanie tego jest dla mnie równie niemożliwe jak zapamiętanie tego jak się pisze wahadło – czemu nie przez “ch” – zawsze muszę to sprawdzać, więc bardzo nie lubię się wahać – bo wyraz ten dla mnie wygląda nienaturalnie).

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

 

Dla przypomnienia najbliższe  planowane  spotkania  autorskie  z  twórcami  Księgi:

 

19.04.2026.  Tarnowskie Góry

09.06.2026. Dąbrowa Górnicza

 

Szczegóły w tymże wątku powyżej.

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

ŚDF. Miejsce: Chorzów, III LO im Stefana Batorego.

Jeśli ktoś by chciał mnie spotkać – to będę tam jako jeden z prelegentów w panelu od 15 do 17, w sali prelekcyjnej 3.

Tym razem nie będę mówił o Księdze (no chyba, że samo wypłynie ;-) ) – panel poświęcony jest sf, a ściślej:  jak pisać fantastykę, gdy przyszłość nadchodzi szybciej niż ją wymyślamy? 

Serdecznie zapraszam.

 

A tydzień później – 19 kwietnia, Tarnowskie Góry 17:00, KB Cofee:

 

 

 

Zgadnijcie czyje to łapki trzymają ten wolumin. Dam podpowiedź, że to 66 strona :)

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Cóż, coraz częściej widać trend by krytykować naukę w czambuł, za wszystko co się da i nie da, przy czym krytykami są zazwyczaj “humaniści”, przy czym celowo ująłem ich w cudzysłów, bo niegdyś humanistą był człowiek, który potrafił czytać Homera i Wergiliusza w oryginale, dziś humanista to ten, kto nie zna podstaw matematyki, a statystykę “zna” na tyle by twierdzić, że pan i jego pies mają “statystycznie” po trzy nogi.

Gdyby to co proponują “krytycy” było coś na miarę Pogrzebacza Wittgensteina – ale nie, większość krytyk podejścia naukowego jakie słychać, wynika nie z rzeczywistej zadumy nad nauką, ale z niezrozumienia, czym nauka jest i do czego służy (a do czego nie).

Przytoczę słowa austriackiego fizyka (które pasują nie tylko do fizyki, ale do każdej nauki), Ludwiga Boltzmana “Nie ma nic bardziej praktycznego niż dobra teoria”.

 

Bez teoretyzowania – nie jesteśmy w stanie budować (może słowo “tworzyć” byłoby tu lepsze, bo z reguły nie chodzi o fizyczne budowanie czegoś, a o konstruowanie pewnego systemu abstrakcji, mającego być odbiciem rzeczywistości na podobnej zasadzie, jak mapa jest odbiciem terenu a nie terenem)  modeli.

 

Jeśli więc nie teoretyzujemy – modele nie powstaną. Jeśli nie mamy modeli – nie jesteśmy w stanie niczego zbadać, bo mówiąc w uproszczeniu: nie rozumiemy, tego co widzimy.

 

Modele w naukach mogą być zapisywane w różny sposób i różnymi jezykami, w zależności od ogólności modelu i tego czym dana nauka się zajmuje. Wygodnym językiem dla wielu nauk ścisłych, pozwalającym na tworzenie bardzo precyzyjnych modeli – jest matematyka. Język, który skonstruowaliśmy właśnie w tym celu (wiem, Ślimak Zagłady – że tu spoglądamy na matematykę zupełnie inaczej – pamiętam naszą dyskusję, gdy sam przywołałem dwaną mą dyskusję z pewnym genialnym człowiekiem na temat, czy matematykę się wymyśla czy odkrywa – ale jak wiesz, teraz po wielu latach uważam, że “konstruuje” jest najbliższe temu, jak matematyka jest tworzona).

 

I okazało się, że w tym języku, da się świetnie opisywać różne istniejące rzeczy.

 

Nieistniejące?

 

Też.

 

Pod tym względem silver_advent miał częściowo rację – matematyka to język, to co w nim zapiszemy istnieć wcale nie musi, podobnie jak gdy w języku polskim napiszę zdanie “Ulubioną potrawą różowych smoków są maliny, choć czasem przez krótkowzroczność mylą je z truskawkami” – nie spowoduje to nagle, że gdzieś (poza naszą wyobraźnią) – realnie zaistnieją krótkowzroczne różowe smoki, preferujące maliny.

W matematyce można nawet tworzyć poezję, niektóre równania są po prostu piękne (za najpiękniejsze od lat jest uznawane równanie Eulera wiążąca funkcje trygonometryczne z zespoloną funkcją wykładniczą) – można też dokonywać ich bardzo złożonej metaanalizy – przykładowo, czy zastanawiałeś się kiedyś, Ślimaku, czy odpowiednio złożone równanie mogłoby być samoświadome?

 

Stawianie pytań pozornie tak absurdalnych jak to powyżej, może się wydawać czcze.

Owszem.

Podobnie teoria strun…

…mimo swej swoistej elegancji (co pociąga, bo modele tworzone w oparciu o różne teorie strun – bo w sumie to nie jest jedna teoria) – nie daje nam odpowiedzi na najbardziej nurtujące pytania, a przede wszystkim nie dostarcza fizycznej “teorii wszystkiego”, nie da się nawet sformułować przewidywań, które na tym etapie rozwoju technologii (a być może nawet – na żadnym możliwym do osiągnięcia przez ludzkość) – byłyby falsyfikowalne.

Pierwszy raz o teorii strun usłyszałem jakieś trzydzieści pięć-sześć lat temu i wtedy to była bardzo płodna i obiecująca zmiana paradygmatu, parę lat później – około roku 95 – mieliśmy już pierwsze intuicje jak powinna wyglądać M-teoria: to, co znaczy “M” w tym zapisie miało zostać roztrzygnięte wtedy, gdy ta teoria nabierze ostatecznego kształtu… Minęło trzydzieści jeden lat i M-teorii jak nie było, tak wciąż nie ma…

 

…i można owszem odnieść wrażenie, że to zatem było trzydziestoletnie ciągłe dreptanie w kółko i nic tam się nie zmieniło i niczego to nie przyniosło.

 

Ale – niejako mimochodem – teoria strun przyniosła fizyce (i nie tylko fizyce – matematyce również, ale nie znam się na tym zbytnio) wiele dobrego. Przykładowo plazma kwarkowo-gluonowa pod pewnymi względami zachowuje się jak hiperciecz – ciecz idealna, a konstrukcje matematyczne powstałe dzięki teori strun pozwalają modelować jej lepkość. Nagle okazuje się, że coś, co miało opisywać dziesięcio czy jedenastowymiarowe przestrzenie może przydać się do opisu czegoś, co dzieje się w najzwyklejszej czterowymiarowej czasoprzestrzeni.

 

Mam młodego i bardzo inteligentnego znajomego, który robi właśnie doktorat z fizyki materii skondensowanej, parę tygodni temu, gdy akurat dyskutowaliśmy o transporcie planckowskim (Planckian dissipation) wspominał mi, że metod z teorii strun używa się przykładowo do liczenia (modelowania) tzw. "dziwnych metali" czy zachowania nadprzewodników, układów silnie skorelowanych itp.

 

Jak więc widać – nawet nietrafione teoretyzowanie – może popchnąć naukę w jakimś innym miejscu do przodu.

 

Czy więc nauki nie powinniśmy krytykować?

Owszem – powinniśmy.

 

Ale nie przerzucając się hasełkami pustymi znaczeniowo, albo kiepsko maskowanymi próbami zdyskredytowania dyskutantów czy atakami personalnymi itp.

Nawet jeśli ktoś chce się ostro wypowiedzieć przeciw metodzie naukowej, jak Paul Feyerabend (który zresztą pod koniec życia nieco złagodził ostrze swej krytyki i dokonał swoistej – samokrytyki – która jest ciekawsza od pierwotnej, bo nie jest całkiem w kontrze do niej, ale to temat na dłuższą rozprawkę) – to niech się owszem, wypowie, ale nie przez powtarzanie komunałów i najzwyklejszych w świecie bzdur o wyższości chłopkiego rozumu nad rozumem.

Feyerabend poniekąd ma rację – w nauce nie powinno być żadnych świętości (choć pomiędzy“rób co chcesz” a “miej w nosie metodologię” nie stawiałbym jednak równości) – dyskusja na shoutboxie zahaczyła o Kopernika – i bardzo dobrze, że  @jeroh go bronił, więc ja nie musiałem gdy glanowanie weszło za mocno :)  Ale nie krytykując Kopernika można skrytykować pewien bezmyślny dogmatyzm, jeśli chodzi o zasadę kopernikańską. W dużym uproszczeniu, zasada ta mówi, że “nie znajdujemy się w żadnym, wyróżnionym miejscu”.

Zasady tej nie sformułował wbrew pozorom Kopernik – trudno mi też wskazać, kto był jej twórcą, bo Kopernik przesuwając centrum wszechświata z Ziemii ku Słońcu – jedynie zapoczątkował drogę, drogę, którą potem wielu po nim dostrzegało – chyba pierwszy był Giordano Bruno, potem Imanuel Kant, potem podchwycili to kolejni filozofowie, myśl ta jednak do nauki trafiła chyba dopiero w XX wieku za sprawą bodajże Golda a przede wszystkim Hermana Bondiego.

Zasada ta – że nie istniejemy w żadnym niezwykłym, wyróżnionym miejscu Wszechświata – jeśli się ją rozumie bardzo wąsko, jest użyteczna i sensowna.

Ale zauważyłem, że często jest ona stosowana jako pewnego rodzaju dogmat i o wiele szerzej, rozciągając to na wiele sfer i prowadząc do rozlicznych błędów i nieporozumień.

Przykładowo – pozostając na gruncie fizyki – nasza Galaktyka, wcale nie jest taką całkiem zwyczajną galaktyką – jest galaktyką spiralną i to dość dużą – owszem, w Grupie Lokalnej jest sporo takich galaktyk, ale większość galaktyk to jednak galaktyki nieregularne i dużo mniejsze.

Podobnie – nasze Słońce, nie jest typową gwiazdą Galaktyki. Najbardziej rozpowszechnione są tu czerwone karły – a jakimś cudem, nie okrążamy czerwonego karła. Słońce jest też jaśniejsze niż 90% gwiazd (ostatnie badania pokazują, że nawet niż 95%) – kiedyś, właśnie przez źle pojętą zasadę kopernikańską – zakładaliśmy, że musi być typowe.

Idąc dalej – Ziemia, a ściślej układ Ziemia – Księżyc – nie jest typowy itp.

Są to miejsca, gdzie zasada kopernikańska niejako walczy z zasadą antropiczną :)

Tę zasadę kopernikańską często rozciąga się też na czas – i to już zupełnie jest absurdalne, bo to, że istniejemy w tym momencie trwania Wszechświata – nie jest wcale takie bez znaczenia – poniekąd to zastanawiające, że wyłoniliśmy się (jako ludzkość) z nicości – na samym początku istnienia, zanim przykładowo inne galaktyki oddaliły się poza horyzont – gdybyśmy się pojawili późno (w czasie trwania Wszechświata) – przykładowo nigdy byśmy nie mieli szans się domyśleć, że kiedyś był jakiś Big Bang.

Ale zasadę kopernikańską stosuje się nie tylko w astronomii – a ogólnie – w każdej nauce – i choć czasem ma to sens, to czasem wydaje się, że dokonujemy swoistej autocenzury.

W antropologii przyjmuje się przykładowo, że nie istnieje wyróżniona w sensie wartości kultura czy ustrój polityczny – wydaje się to na pierwszy rzut oka poprawne, ale z drugiej strony, jeśli byśmy chcieli badać rozwój (w sensie doskonalenia) – kultur i ustrojów – to wg. tej zasady nie za bardzo możemy, bo doskonalenie zakłada, że coś jest lepsze, a coś innego – gorsze. Ale może to moje zboczenie, bo zawsze wartości były w centrum mojego rozumienia nie tylko takich, ale również o wiele bardziej jednostkowych porządków.

 

Na liście artykułów które tu powinienem napisać, a których nigdy nie napiszę – mam i taki dotyczący metody naukowej – bo z dyskusji na SB z coraz większym przerażeniem dostrzegam, że nawet wybitne jednostki mają tu o niej mgliste pojęcie. A przecież mamy tu w swoim gronie i przyszłych naukowców.

 

Trochę rozumiem ich milczenie – a trochę jednak nie.

 

Owszem, to trudne, a czasem i beznadziejne, ale laikom trzeba próbować tłumaczyć czym jest i jak działa nauka – i pod tym względem, cieszę się, że jesteś tu, @Ślimak Zagłady na posterunku.

 

Pozdrawiam.

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

@JolkaK

Można by iść nawet głębiej i dalej – i zrobić celowo derzenie tych dwóch perspektyw – w Modyfikowanym węglu, była taka sekta radykalnych chrześcijan, która odmawiała przenoszenia świadomości pomiędzy ciałami, twierdząc, że to skazuje na wiekuiste potępienie.

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Ładne.

Niby – nie nowe – ale ładnie ujęte.

 

Troszkę mi przeszkadzało to, na co zwrócił już uwagę @marzan – bo przez operowanie “łopatą” zamknęłaś inne ścieżki interpretacyjne – a szkoda.

Bo przykładowo Katolicy wierzą, że czeka ich zmartwychwstanie, przy czym nie jako bytów czysto duchowych, a cielesne – ale te nowe ciała będą zarazem ich własnymi jak i będzie to ciało idealne “chwalebne ciało" albo "ciało duchowe" (jakkolwiek sprzecznie to brzmi). I gdybyś nie poszła w bardzo mocne ucyborgizowanie – to można by to też tak interpretować – i myślę, że byłaby to interpretacja ciekawsza, a przynajmniej – skłaniająca do interesujących dyskusji, przykładowo: skoro przynajmniej w części jestem ciałem – interpretacja, że ciało jest jedynie “ubraniem dla duszy” jest niechrześcijańska – to na ile będę nadal sobą po zmartwychwstaniu? Skoro ciało po zmartwychwstaniu ma być zarazem tym samym, które mam teraz, a zarazem – niezniszczalne, wolne od cierpienia, w pełni „zsynchronizowane” z duszą, pozbawione chorób…

I jeszcze ciekawsze byłoby zetkinięcie tych dwóch interpretacji – cyberpunka z religijną utopią – i zauważenie ich paralelli – czy człowiek, pozbawiony swojej nieidealności – w jakikolwiek sposób, czy to oparty o przemiany proponowane przez którąś z religii, czy przez technologię – nadal jest człowiekiem?

Czy zachowuje tożsamość?

Wraca starożytne pytanie o statek Tezeusza – czy jeśli wymienimy wszystkie elementy jakiegoś złożonego obiektu na nowe, a więc cały obiekt zostanie zastąpiony nowym, to czy pozostaje on tym samym obiektem?

 

I nie ma tu znaczenia, czy wymiany tej dokona cybernetyka, zaawansowana medycyna (może klonowanie / hodowanie narządów / ciał jak w zmodyfikowanym węglu?), Bóg, czy bezosobowe prawa rządzące Wszechświatem.

Pytanie pozostaje w mocy – czy jeśli się wszystko zmieni to nadal będziemy my?

 

…i można tu wskazywać, że przecież atomy naszych ciał się wymieniają, wymieniają się / umierają i tworzą nowe – komórki – ale jednak z tego co zrozumiałem z Twojego tekstu – to jest praktycznie stworzenie człowieka na nowo, w lepszej, idealnej formie.

Czy on nadal tam gdzieś jest?

Jak widać z Twojego tekstu – sam się w tym gubi.

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Przecież to prima aprilis.

 

NIe było żadnego konkursu. Był zbyt piękny, by był prawdziwy. To halucynacja z niedożywienia. Halucynacja znika. Jury znika, obrazy znikają, czytelnik też znika, bo zmarł z głodu.

Jego trud skończony.

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Gratulacje!

 

Oby ta passa się utrzymała i podium było zawsze tak stabilnie obsadzone!

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

@Berig

Wolę tu żadnych linków nie podawać – jeśli wrzucisz w google “radio głos literacki” albo “głos literacki radio” – to wydaje mi się, że powinieneś mieć ten wynik od góry, z pl na końcu.

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

W najbliższy piątek, o 17.00, w radiu Głos literacki, będzie wywiad ze mną na temat Księgi miliona i jednej rozkoszy (i nie tylko). Serdecznie zapraszam.

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Ja również pozdrawiam, nie spiesz się, ja i tak nie miałbym teraz czasu przeczytać Twoją odpowiedź :)

 

Jak będziesz miał chwilę, zerknij, jakie jeszcze opka w tym miesiącu (poza Twoim) uznałem za warte piórka:

 

OldGuard –  "Most Westchnień"

Jamesmas – Sekwencja

Caern –  "Gdy zostanę lepszym człowiekiem"

 

Pozdrawiam serdecznie!

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Jeśli, @ta_od_horrorów rzeczywiście napisałaś to jako czternastolatka – to jak na taki młody wiek, jest to całkiem znośne. Swoją drogą, jak to jest, że w dorosłym życiu pamiętamy jeszcze te wczesne swoje dziełka? Minęło już tyle lat, a ja wciąż dziś, w środku nocy, pamiętam początek swego niezbyt udanego wierszydła, które napisałem jak miałem trzynaście lat:

 

Gdy sny odlecą

by poszukać innych gniazd

i żałobne ognie rozniecą

i nie zostanie już nic

co mogłoby trwać (…)

 

Więc jesteś usprawiedliwiona. Nastolatkom można więcej.

 

Zajrzałem tu, po zajrzeniu do Twojej powieści w odcinkach (jak sądzę, bo wstawiłaś tylko początek).

 

Swoją drogą brawa za rzecz pozaliteracką – czyli wrzucenie w awatarze własnej twarzy – rzadko kto się tu na taką odwagę decyduje, a z kolei ludziska narzekają, że chcieliby zamiast nicków i awatarów widzieć prawdziwe twarze piszących ludzi…

Ja swój awatar bardzo lubię, ale może powinienem wstawić swoją zakazaną mordę?

Chyba bardziej już ludzi do siebie nie zrażę :D

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Z wykształcenia, co pisałem w komentarzu na SB(i zakładam to cie striggerowało do zaglądniecia tutaj :P). Ale poszedłem na historię bo lubiłem fantasy, wiedźmina i późne średniowiecze. Z zawodu robie w it ;)

 

O dziwo strigerowało mnie co innego – Twój komentarz pod innym opowiadaniem, gdzie się krygowałeś, że nie umiesz pisać w odróżnieniu od… – więc wpadłem sprawdzić, czy jesteś rzeczywiście taki zły jak sądzisz :) Choć i tak chciałem tu wpaść – bo czytam teksty z obrazowego konkursu z dużym zainteresowaniem – jeśli czas pozwoli chciałbym kiedyś przeczytać wszystkie. Zresztą sam chciałem w tym konkursie wziąć udział, ale z różnych względów (głównie z braku czasu) – tekst napisany do połowy musiałem chwilowo porzucić (ale pewnie go dokończę… za rok :D – i tu wrzucę).

 

Ale masz rację – to, że jesteś historykiem z wykształcenia pamiętam z naszej dyskusji :)

 

Ja jeśli chodzi o historię jestem zupełnym “lajkonikiem” (jak już jesteśmy w Krakowie) – ale ogólnie mnie historia zawsze interesowała, jako siedemnaste z moich zainteresowań.

 

Z tym jeziorem – może i troszkę racji, że się czepiam, a może jednak nie do końca – bo wiesz, u mnie to wywołało niezamierzony efekt komiczny w czasie czytania, jeśli byś to dookreślił “mojego ulubionego” zamiast “mojego” to bym się nie czepiał, bo bym nie miał czego :)

 

“Daty. Akcja się dzieje wstępnie jak jest młoda – 1420. Jak jest na łożu śmierci, celowo jej nie podałem, bo w sumie nie wiedziałem (nie mogłem) się zdecydować czy podawać czy nie. Trochę tutaj wzorem Sapkowskiego, stwierdziłem, że wkurzę resztę i zrobię miszmasz. A 1420 uznałem, że wezmę bo tak wyliczyłem na podstawie tego co wskazywały niektóre źródła.”

 

 

No ale zaraz zaraz – coś tu kręcisz, panie dzieju. Bo tę datę, bardzo wyraźnie stawiasz na samym początku utworu i ona sugeruje, że to wtedy bohaterka opowiada Alutce coś co wydarzyło się wcześniej.

Żeby czytelnik odebrał to tak jak chcesz (jeśli tym razem dobrze zrozumiałem Twoją intencję) – że opowieść działa się około 1420 (co jak najbardziej jest uprawnione, z tego linku do wikipedii, który wkleiłeś, wynika, że to ostatni rok, w którym to mogło mieć miejsce) – to wpleść powinieneś to w spowiedź, którą Nawojka szepce Alutce – czyli nie tak, jak to zrobiłeś:

 

Anno Domini 1420

 

Wiesz, Alutko, czemu w gwiazdy tak często patrzę?”

 

 

A raczej coś w stylu: “Pewnej nocy głuchej, roku pańskiego tysiąc czterysta osiemnastego, gdym osiemnaście wiosen miała, błysk niebo rozdarł.”

(bo wiemy z legendy, że jej się udało przez dwa lata udawać, więc musiał to być rok osiemnasty lub siedemnasty – w zależności od tego, jak długo się na ten uniwersytet zbierała)

 

 

Source : https://en.wikipedia.org/wiki/Squire (angielskim było wiecej napisane)

 

 

Możliwe, że masz tu rację – mam jednak wątpliwość, może ktoś bardziej “siedzący” w średniowieczu ją roztrzygnie. Nie jestem po prostu pewien, czy nasze zwyczaje i zwyczaje angielskie można 1:1 porównywać, bo o ile się nie mylę, my prawa dotyczące rycerzy kopiowaliśmy od Niemców, dostosowując je nieco do naszej lokalnej specyfiki – podobnie jak lokowaliśmy miasta na prawie niemieckim (ściślej: magdeburskim) – i po prostu nigdy wcześniej nie słyszałem, żeby w Polsce były jakieś trzy typy giermków. Raczej sługi, czy to zbrojne czy nie, które wywodziły się ze stanu nierycerskiego nazywano po prostu czeladzią.

Ale oczywiście – mogę się tu mylić, jest tu parę historyczek (a pewnie i historyków) – na forum, niech to rozstrzygną swą ekspertyzą.

 

 

Co do strefy komfortu, to dobrze ją czasem opuścić bo to rozwojowe i sprzyja zmianom, owszem, ale…

 

 

 

…więc podziwiam, brawo, choć osobiście doradzam, by ją opuszczać z umiarem i bez spiny :)

 

 

 

(nie masz za złe, za tych spadochroniarzy?:P)

 

No coś Ty – zresztą, odpowiedziałem Ci już na shołtboxie – ogólnie temat tych spadochroniarzy to bym podrążył jeszcze kiedyś przy okazji (najlepiej na żywo przy jakimś alkoholu ;-) ) – bo przypomniało mi się jeszcze, że kiedyś wziąłem udział (jako uczestnik / słuchacz) w wykładzie historycznym, w którym padł cytat z jednego twórcy opracowań z tamtego okresu (nie pamiętam niestety już nazwiska) – który prowadząc gdzieś (inny) wykład na temat właśnie obrony Monte Casino użył sformułowania:

– Spadochroniarze niemieccy walczyli bardzo dzielnie i z poświęceniem, wręcz prawie bohatersko.

 

Na co się rozległ pomruk desaprobaty z sali.

 

Na co ekspert odparł:

– Proszę państwa, gdyby to nie byli Niemcy, to wprost bym powiedział, że to była heroiczna obrona. Nawet w pamiętnikach szturmujących aliantów znać niechętny podziw dla obrońców. A Polacy pisali, że wróg miał wysokie morale, był zawzięty i dobrze okopany.

 

Cytat oczywiście niedokładny (bo raz, że to dawno było, dwa – jest to cytat z cytatu :) )

 

Pozdrawiam i również chylę czoła (potrójnie)

 

 

…już jestem w takim wieku, że mogę wysyłać koty ;-)

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Tarczą też da się zabić ;-)

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

i jakiegoś klepu z elektroniką

 

brakuje "s"

 

i jakiegoś sklepu z elektroniką

 

Wrócę z dłuższym komentarzem, bo na taki ten tekst zasługuje, a po prostu nie mam czasu – na razie idę kliknąć do biblioteki.

 

Pozdrawiam serdecznie

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Cóż – to tylko FRAGMENT – i tak należy to oznaczyć.

Jeśli jest to fragment rozpoczynający powieść – to nie udało Ci się niestety mnie zachęcić do jej przeczytania.

Ale gusta są różne – więc nie zrażaj się.

Pozdrawiam serdecznie.

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Tatko mój magistrem krakowskiej Akademii był niegdyś. Gdym dzieckiem jeszcze była, dom nam tu z nadania przeznaczono, a jemu urząd bakałarza powierzono, by tutejszą szkółkę parafialną w pieczy swej trzymał.

 

Heh, to mi się zupełnie nie spina.

Po pierwsze: Jakiej krakowskiej akademii?

Wiem, że jesteś historykiem i pewnie znasz te sprawy lepiej ode mnie, ale dla mnie, laika, ledwo jedynie historią zainteresowanego, wygląda to jednak na ewidentny babol.

 

Po pierwsze – uniwersytet nie był w Krakowie. Był w Kazimierzu.

 

Wiem, teraz to dzielnica Krakowa, ale wtedy było to zupełnie osobne, oddzielne miasto.

 

Po drugie – stworzony w Kazimierzu Uniwersytet od 1364 do 1370 owszem prężnie funkcjonował, ale wraz ze śmiercią króla Kazimierza i przejęciem władzy przez Andegawenów popadł w tarapaty finansowe – w odróżnieniu od np. tego w Pradze, nie zapewniono mu stabilnego finansowania i nie był w stanie utrzymać kadry. Zdobycie wtedy stopnia magisterskiego stało się praktycznie niemożliwe. Problemem też był brak wydziału teologicznego, co bardzo obniżało rangę placówki.

Oficjalna restytucja nastąpiła w roku 1400 (trzy lata wcześniej udało się wreszcie wprowadzić wydział teologiczny).

 

Więc ojciec bohaterki musiałby akurat pobierać nauki przez te 6 lat (1364-70) – małoprawdopodobne ale możliwe.

Dużo mniej prawdopodobne jest by magister zadowolił się "szkółką parafialną".

Popraw mnie, jeśli się mylę, ale z tego co czytałem o epoce, różnica między bakałarzem a magistrem była wówczas olbrzymia – owszem, dziś wydaje się, że to trochę tak jak między licencjatem/inżynierem (bakałarz uczył się około 3 lata na uniwersytecie), a magistrem (w tamtych czasach wymagało to dodatkowych 2-3 lat – więc w sumie 5/6 lat jak i dziś) – ale pozycja magistra raczej przypominała dzisiejszego doktora (a nawet profesora) niż współczesnego magistra.

Człowiek z tytułem magistra szukałby dużo lepszej pracy niż rektora szkoły parafialnej – najpewniej gdzieś w kościele (np. jako sekretarz biskupa, kanonik, proboszcz) może w kancelarii królewskiej lub jakiegoś książęcego dworu, ewentualnie miejskiej itp. – szkoła parafialna byłaby bardzo dużym "downgrade" dla takiej osoby. Tym bardziej, że z poniższego (jeszcze to rozwinę) – musiał być stanu rycerskiego.

 

 

Pojmował, że dla kobiet sprawiedliwości w nim zgoła nie ma. Brat mój na zamku służył, za giermka u syna dziedzica.

 

Dziedzica zamku jak rozumiem :)

Bo jeśli masz na myśli “dziedzica” w rozumieniu “pana dziedzica”, czyli właściciela ziemskiego to lekki anachronizm, bo ugruntowało się ono dopiero gdzieś w wieku siedemnastym.

Ale wazniejsze jest tu – że służył za giermka – a giermkiem mógł być tylko człek stanu rycerskiego – co włącznie z tytułem Magistra – robiło z ojca Nawojki szychę, która raczej by się nie zadowoliła byle szkołą parafialną.

Popraw mnie, jeśli moje rozumienie jest to błędne.

 

 

w lód jeziora mojego uderzyła

 

To ona miała własne jezioro? To chyba jednak nie doceniłem pisząc, że ojciec był szychą, musiał być możnowładcą, skoro mógł podarować córce jezioro ;-)

 

Często sygnalizujesz, że Nawojka w roku 1420 była stara… I to kolejna rzecz, która mi się nie spina.

Bo skoro studiowała gdzieś w latach 1400-1420 – to najpewniej w roku 1420 mogła mieć trzydzieści kilka lat.

Owszem, średnia wieku w średniowieczu była bardzo niska, ale to nie oznaczało, że osoba trzydziestokilkuletnia była stara. Średnia ta wynikała głównie z dużej śmiertelności niemowląt i dzieci, a także kobiet w połogu (stąd wielu wdowców) i mężczyzn podczas konfliktów militarnych (stąd wiele wdów) – Nawojka w klasztorze mogła dożyć nawet i osiemdziesiątki, z pewnością były tam starsze od niej siostry, więc nie myślałaby o sobie, jako o starej, a już na pewno nie bredziłaby, że ją pamięć zawodzi, bo na to musiałaby mieć co najmniej pięćdziesiątkę.

To, że ludzie po trzydziestce byli “sędziwi” to bzdurne przeświadczenie naszych czasów. Czytałem nie tak dawno artykuł, wspierający się analizą wykopalisk, z którego wynikało, że jeśli chodzi o stan uzębienia to też mamy błędne wyobrażenia o średniowieczu (rozpowszechniony pogląd, że wszyscy mieli zepsute zęby i tracili je do trzydziestki jest po prostu mitem).

 

Pierwsza polska studentka w piętnastym wieku w męskim przebraniu rozpoczęła naukę na Akademii Krakowskiej. Otworzyła w ten sposób kobietom drogę do wyższej edukacji

 

Nie wiem, czy ten fragment wymyśliłeś, czy rzeczywiście gdzieś podsłuchałeś w radiu, jeśli to drugie – to błąd / nadurzycie redaktora.

Nawojka to owszem piękna legenda, możliwe, że rzeczywiście istniała naprawdę, ale niczego nikomu nie otworzyła.

Kobiety na UJ mogły studiować dopiero w dwudziestym wieku (no dobra, sprawdziłem dokładnie – od 1894 roku, pomyliłem się o sześć lat).

Opowiedziana przez Ciebie historia ma jeszcze troszkę pomniejszych potknięć i nieścisłości – nie czytałem poprzednich komentarzy, ale widzę, że już była tu niezrównana @regulatorzy i parę innych osób, które z pewnością zrobiły dokładną łapankę.

 

Mimo wszystko utwór posiada też sporo plusów:

– ma czytelną strukturę – mamy narrację Nawojki na łożu śmierci, skok do współczesności widzianej z perspektywy przybysza, perspektywę młodej zakonnicy i epilog

– fajne jest wykorzystanie tych planów czasowych (przynajmniej trzech, a może nawet czterech – uwzględniając czasy kazimiersko-krakowskie)

– konsekwentnie i spójnie utrzymany motyw przewodni “legendy, która żyje dalej”

 

Zawsze lubię takie odświeżenia legend. Sam po nie często sięgam (choć częściej – po baśnie).

 

To, co jest słabością tekstu to zjawisko kulinarne typu “zbyt dużo grzybów w barszcz”.

Mamy tu alienów, orków, mroczne elfy (czy cokolwiek to jest), katastrofę statku kosmicznego, wieloświaty, międzywymiarowe podróże – a przy tym jeszcze zakazany romans zderzony z średniowieczną mentalnością (nieco naiwnie), przez co historia zamiast spokojnie narastać, momentami wręcz przypomina ciąg kolejnych pomysłów fabularnych, nanizanych na cienką nić fabuły, niczym koraliki – a nie organiczną całość.

Z kolei punkt kulminacyjny (walka i rozstanie) jest przewidywalny i schematyczny.

 

Mimo wszystko – brawa za ambicję. Bo kompozycja jest ambitna, pomysł ciekawy (trochę gorzej z realizacją), trochę zabrakło dyscypliny, ale za sam rozmach w stosunkowo krótkim tekście – należą się słowa podziwu.

Także język zdecydowanie na plus – stylizacja na staropolszczyznę nie wydaje się jej karykaturą, jest spójna i konsekwentna, archaizmy konsekwentnie budują wrażenie “dawności” – i poza tym, Twoja obawa wyrażona w przedmowie, co do tego jak sobie poradzisz z narracją pierwszoosobową – jest przesadzona – całkiem dobrze Ci to wychodzi, a poza tym takie podejście buduje zarówno intymność, jak i sprawia, że bardziej nam zależy na Nawojce, jak i wzmaga legendowy ton całości.

 

Podoba mi się też ogólny schemat rozwoju postaci (ciekawość –> fascynacja → emocjonalne przywiązanie → decyzja o zmianie życia) – choć trochę ujmujesz Nawojce sprawczości w ten sposób. Bo ta historyjka zdaje się mówić, że kobieta nie może zapałać ot tak miłością do nauki – musi być najpierw jakiś mężczyzna, który będzie tego powodem :)

 

Postaci w taki niewielkiej objętości nie mógłbyś należycie rozwinąć – więc cóż, robią to co robią, kiedy trzeba i jak trzeba – spełniając usługową funkcję względem fabuły. I ok, też tak być może, bo fabuła dzięki temu gna do przodu.

 

Cenny jest sam pomysł reinterpretacji legendy Nawojki i próba połączenia tego historycznego mitu z narracją spekulatywną.

 

Tak więc – całość – jest bardzo ambitna (przede wszystkim koncepcyjnie i kompozycyjnie – co do tego drugiego jesteś bardzo konsekwentny i chwała Ci za to), stylistycznie sprawna, jednak nieco przeładowana i nierówna.

 

Myślę więc, że tekst mimo wymienionych wyżej niedoskonałości, jest całkiem wartościową próbą ponownego opowiedzenia legendy Nawojki.

 

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

MichaelBullfinch – "Ikhlwa i ihawu"

prosiaczek –  "Zamki w głowie"

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Jej próg wymuszał pokłon na każdym. Wrogu – by odsłonił szyję.

 

Zbędna kropka i niepotrzebna duża litera – “Jej próg wymuszał pokłon na każdym wrogu – by odsłonił szyję.”

 

Zapiąłem ozdobę z powrotem. Wyprostowałem się, patrząc w ciemność. Nie byłem już sam.

 

Jestem przekonany, że dla niego to było coś więcej niż ozdoba. Słowo “ozdoba” tu zupełnie nie pasuje, wybija z imersji, niszczy klimat.

 

On chciał, żebyśmy liczyli każdy jego krok

 

“On” jest zbyteczne.

 

 

Ostrze wbiło się głębiej, przyciągając mnie do twarzy bestii.

 

Wbicie głębiej ostrza niczego bliżej nie przyciąga, wręcz przeciwnie. To pewnie miało być takie filmowe bardzo, bo w filmach często wykorzystują taki efekt, że ktoś nadbiega czy naciera i ostrze go szybko przebija, a ten nacierający umiera blisko twarzy przeciwnika – ale w tamtym przypadku ma to pewne (choć nie do końca, ale to inny temat) – uzasadnienie – bo nacierające popycha na ostrze jego własny pęd. Tutaj nie ma co przyciągać / popychać ku twarzy bestii – chyba, że robi to jakaś magiczna siła, ale jeśli tak, napisz o tym wprost, a nie przypisuj tego ostrzu, które zrobić czegoś takiego nie mogło.

 

 

 

Prawie dokładnie czterdzieści lat temu, w polskiej telewizji wyświetlano serial “Zulus Czaka”, będący adaptacją powieści Joshui Sinclaira pod tym samym tytułem.

To wtedy po raz pierwszy usłyszałem słowa takie jak inkosi, Ikhlwa czy mzingu:

 

https://www.youtube.com/watch?v=-mRz1JlF87c&list=RD-mRz1JlF87c

 

Więc to opowiadanie otwarło bramę wspomnień. Może dlatego tak mocno mi przypadło do gustu.

Ładnie namalowane, nieźle poprowadzone, poza momentami gdy zgrzyta (wypisałem tylko kilka najbardziej wkurzających, bo ogólnie błędy i usterki owszemy, były, ale poza wymienionymi wyżej – nie na tyle istotne, by odciągnąć od lektury).

Zakończenie jest troszkę słabe, może przez to, że wcześniej nie zbudowałeś odpowiednio antynomii włócznia/tarcza.

Myślę, że mimo tych mankamentów, to dobra, wciągająca historia, która zasługuje na postawienie na bibliotecznej półce.

Więc: klik.

 

 

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Przeczytałem.

Świat wydaje się naprawdę ciekawy – opowiedziana historia – dużo mniej.

Sprytny w zamyśle, choć nie do końca udany jeśli chodzi o realizację, zabieg, co do narracji, która na koniec okazuje się monologiem wygłaszanym przed arystokracją.

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

 

Czytał_ś już?

 

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

No i się zastanowiłem i jednak postanowiłem dodać czwarte:

 

Outta Sewer –  "Ostatni oddech lata"

 

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Oj, długo myślałem, o tym tekście, długo.

Bo, kurde, jak Cię Q lubię, to za ten tekst mam ochotę Ci dać po głowie. Ot co.

 

Kurde.

 

Zalazł mi za skórę – i to tak w takim niedobrym sensie.

 

Kurde bele.

 

I siedzę sobie teraz wśród czerwonych, czerwioniutkich maków nad rzeką zapomnienia i prawie zapomniałem, co miałem Ci napisać.

 

Klimat.

 

Tak, klimatem ten tekst stoi.

Taka niespieszna, leniwa ta rzeczka – ale już nas wicher porywa i wartki nurt – na chwilę. A potem znów to samo. I mgła. Mgła. Co z tą mgłą? Wyciągają się z niej ręce, czepiają. Foreshadowing cholernie dobrze poprowadzony.

 

Na shoutboxie jakiś czas temu rzuciłem link i zacząłem dyskusję o radosze, jaką mieli piloci z mordowania ludzi. Rycerze przestworzy. Czysta wojna w białych rękawiczkach, a tam na dole – jakieś bydło dwunogie do zabicia. Kolejne cele w grze, które można tak pięknie rozwalić. Buchną krwią. Ale fajna adrenalinka.

 

A na dole, na dole – chaos, jęki ludzi. Ale czy to ludzie? Ot, cele tylko. Wielkokalibrowe działka robią z nich marnoladę.

 

Pokazujesz to z ziemii. Bardzo sugestywnie.

A potem dokładasz pająka.

 

I wiesz – gdyby nie ten pająk i te późniejsze mechy – to pytałbym gdzie tu fantastyka? Bo to jakby przyszyte na siłę, by dobre opowiadanie wojenne ufantastycznić. Tylko po co? No tak, jesteśmy na portalu NF i tu teksty niefantastyczne są zakazane. Ok, rozumiem. No i konkurs ma swoje prawa, prawda? No… ok.

Ale jednak mnie ten pająk i mech nie przekonuje.

Wiesz czemu?

Tak Cię chwaliłem za ten foreshadowing – ale tego nie zapowiedziałeś. Nijak. A wystarczyłoby odrobinę, rzucić choćby kawałek, drobną uwagę.

 

Czy utopienie dzieciaka było konieczne? NIe wiem. Pewnie i narrator też tego nie wie. Wchodzi we mgłę by spłacić dług, dług którego spłacić się nie da. Wszak – jeśli dobrze zrozumiałem – to on był przewodnikiem, prawda? To nie tylko tej jednej śmierci może się czuć winny – a każdej z nich. Nawet gdyby nie zabił własnymi rękoma – to jednak by ciężar winy nie dał mu spać po nocach. Bo ci co przeżyli, zawsze czują się winni, nawet jeśli nic nie zrobili – a czasem – zwłaszcza, gdy nic nie zrobili.

Ale on – zrobił – jest winny i sam siebie już osądził. Osądził go też amulet / order i jego była narzeczona. Osądził zabity brat. Wystarczy tylko wykonać wyrok.

 

Fajnie to wszystko jest skonstruowane – mimo że nic tu nie zaskakuje (poza pająkiem i mechem – ale to nie są takie zaskoczenia, jakich bym chciał – rozumiesz o czym mówię, prawda?) – to przecież żadnych zaskoczeń nie potrzeba – tu ta nieuchronność, to ciążące fatum – jest właśnie najlepsze – bo jedynie na co czekamy, to to, jak to się w szczegółach rozwiąże.

 

A mimo tej fajnej konstrukcji i ogólnej dobrej roboty – pomarudzę jeszcze trochę – na tempo tekstu.

Wiem, wiem, wiem – celowo chciałeś, by był taki niespieszny, by potem właśnie przyspieszyć, pokazać tę dynamikę, zakręcić, podkręcić, jeszcze mocniej uderzyć tempem dwadzieścia dwa, klocki w zęby.

Niby dobrze – ale jednak – w moim odczuciu, troszkę przegiąłeś.

I nie, nie w tym, że to się długo rozkręca i z pozoru tak niewinnie, ale tym, że jednak za mało w tym rozbiegu pokazałeś. Brakuje tu silniejszej relacji między postaciami…

Wstyd się przyznać – ale mi zupełnie na tej Kaśce nie zależało, ani na dzieciaku. Owszem, scena topienia dość dramatyczna, ale dzieciak w istocie nie miał wcześniej nic w sobie takiego, za co bym go polubił na tyle, by mi było go naprawdę szkoda. Gdzieś to budowanie relacji po prostu nie wyszło – co paradoksalne – w tej powolnej, wręcz nieruchomej toni początku – za szybko chciałeś przejść do porządku dziennego z tym, że – ok, mamy parę zakochanych, ok, mamy nieco irytującego brata narzeczonej, ok, to są osoby, które łączą jakieś głębsze uczucia.

 

Wiesz, Q, do kogo innego takich pretensji bym o to nie miał, ale do Ciebie mam właściwie z dwóch powodów – po pierwsze, dlatego, że Cię personalnie lubię, po drugie – bo wiem, że umiesz lepiej.

 

No ale dobra – teraz w końcu do sedna, Jimie, do sedna – dlaczego tak długo zwlekałem z tym komentarzem.

 

Bo mimo tych mankamentów – opowiadanie jest cholernie dobre. Ta spokojna akcja (owszem – jak pisałem wyżej – ciut za spokojna i nie zawierająca wszystkiego co bym chciał) – wręcz senna, wręcz anemiczna – a jednak buduje kroczek po kroczku niesamowity wprost klimat – a do tego – wspominałeś w przedmowie o synergii – ta synergia z obrazem, to współgranie z tytułem i treścią malowidła – wyszło Ci nieprzeciętnie.

 

Podoba mi się postać głónego bohatera. Jest naprawdę dobrze poprowadzona, świetnie zarysowana – może i nie przejmujemy się całą resztą, ale nim – się przejąć musimy – i te dwie perspektywy – retrospekcyjna, pisana w trzeciej osobie i współczesna, pisana w pierwszej – doskonale się uzupełniają.

 

Język – samo mięcho. Ogólnie słodzić bym mógł Ci jeszcze długo wymieniając rozliczne aspekty tekstu, o których wiesz dobrze, że są dobre – ale zbytnio Cię szanuję, by takie laurki pisać. Praktycznie wszystkie rzeczy, poza tymi, na które zwróciłem uwagę jako problematyczne – mam za co najmniej poprawne. Tekst jest mocny i się broni.

 

Dlaczego więc zwlekałem z komentarzem?

 

Cóż. Bo to, że utwór jest dobry – to fakt. Ale czy jest dobry na tyle, by przy tych wszystkich mankamentach polecić go do piórka?

 

I teraz wreszcie skończyłem walkę z myślami i uznałem, że tak.

 

Pozdrawiam.

 

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

…a może po prostu jak w mmorpg? :)

 

Coś w deseń:

zielone – uncommon

niebieskie – rare

złote – epic

 

…nie przeglądałem tych opek uważnie (część z tych, które przeczytałem – skomentowałem)

ale może czerwone wcale nie znaczą najgorszych po odrzuconych (bordowych) a wręcz przeciwnie?

Bo w kolorystyce rpg, to:

 

czerwone – mythic

 

:D

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Niestety, z przyczyn ode mnie niezależnych (polityka właściciela portalu) – nie mogę tu wrzucić linku do strony Księgi.

Wystarczy jednak wrzucić w google’a “Księga miliona i jednej rozkoszy” – by ją znaleźć.

Może nawet samo “Księga miliona” wystarczy.

 

A co do następnych spotkań Vox populi:

 

 

Serdecznie dziękuję głosującym i gorąco zachęcam autorów do udziału w następnych ankietach.

 

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

@Finkla

 

W tej chwili na discordzie Księgi jest ankieta o następnych miejscach spotkań,  miejsce w Polsce centralnaej ma w tej chwili tylko jeden głos, a potrzeba przynajmniej dwóch by to rozważać, a trzech by się spotkanie odbyło na pewno.

 

To też uwaga do wszystkich pozostałych, którzy by chcieli wziąć udział w wieczorkach autorskich – jest nas 22, proponowanych miejsc na kolejne spotkania jest w tej chwili 5 – chcecie wziąć w nich udział – głosujcie na takie, na które najłatwiej Wam dotrzeć.

 

Ja bym zachwalał na przykład Rumię, bo ponoć tam jest najładniejsza biblioteka, ale to ja ;-)

 

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Tak, “utytłanie w błocku” jeszcze bardziej – byłoby najlepsze.

Czytając zastanawiałem się, czy przykładowo “wpadając” do innego czasu – a zarazem – do zakopconego pokoju, nie mógłby się czymś bardzo pobrudzić – przykładowo: upada jakaś deska, jakaś sadza / popiół w niego bije – ale to by mógłby być zbyt mocny foreshadowing tego, że po prostu stracił przytomność (czego i tak większość czytelników się domyśla).

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

@OldGuard

Mam deja vu – pod przedostatnim opkiem, które wrzuciłam na forum przed odejściem, też pojawiło się podobne zdanie

 

W istocie, ale przecież dałem Planetobójstwu pięć gwiazdek, czyż nie? ;-)

 

mam nadzieję, że te wizyty Cię nie zraziły (wydaje mi się, że mimo wszystko nie) i do kolejnych również będziesz zaglądać ;) 

 

Ano będę – bo widzę w Twoich tekstach wyraźny progres, więc ciekaw jestem co z tego wyniknie :)

 

@ostam

Nie klikam, bo po pierwsze już za późno, po drugie bez piórka lub bodajże członkostwa loży nie da się klikać i trzeba pisać, a po trzecie w klikarni, do której się udaję, pisać muszą nawet lożanie ;)

 

Cieszę się, że nie tylko ja dostrzegam tu potencjał piórkowy :)

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Może powyższy komentarz był dość szorstki – więc podkreślę – eksperyment “udanie nieudany” ale na pewno cenny. Mnie długie, złożone zdania nie przeszkadzają – wręcz przeciwnie – lubię je, styl też fajny. Może i całość mnie jakoś nie zachwyciła (jak pisałem wyżej – miała swoje mocne momenty) – ale podoba mi się końcówka – i ona mi się najbardziej kojarzyła z utworem Q.

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Odczekałem trochę od publikacji, bo jako betującemu, nie wypadało mi wychodzić przed szereg.

 

Utwór nie jest tak dobry jak Doktor Skaza – ale gdybyś za każdym razem tworzył coś równie mocnego, to stałbyś się nudnie przewidywalnie genialny ;-)

 

Na szczęście – tekst ten jest dużo od Skazy słabszy, więc nie muszę się rozpływać w zachwytach.

 

Słabość widać choćby w nie do końca udanej psychologii postaci – mam wrażenie, że nie do końca zdecydowałeś, jacy właściwie powinni być rodzice Floriany i ich swoista zmienność i płytkość nie wynika z tego, że tacy byli w istocie, a z tego, że do końca nie wiedziałeś w którą stronę powinieneś tu iść. Z tego wyszedł jakby obraz dwóch malarzy z rywalizujących szkół – w jednych scenach są zimni, zdystansowani i wyrachowani, w innych ciepli i współczujący. Wiem chyba, co chiałeś tu osiągnąć – ale nie do końca wyszło: możliwe, że zwyczajnie zabrakło znaków, by to przekonująco odmalować.

Jeśli już znęcam się nad postaciami – to poznęcam się do końca – postacie drugiego plany są już jednowymiarowe i istnieją tylko po to, by spełnić w opowiadaniu jakąś funkcję – są przerysowane, zbudowane tylko na stereotypach – i przez co wydają się strasznie papierowe.

 

Czy dałoby się to naprawić? Nie wiem, czy w tym limicie. W sumie – psychologię rodziców dałoby się nieco uprościć (jednocześnie czyniąc ją bardziej spójną, jak przykładowo psyche matek, które swoje córki wystawiają do konkursów typu “młoda miss” albo inaczej tworzą z nich młodociane celebrytki – byle tylko żyć wygodnie i w luksusie) – nie sądzę jednak by Ci na tym zależało.

 

I nie zrozum mnie źle – to nie jest tak, że psychologia postaci tu leży i kwiczy. Po prostu Tobie stawiam poprzeczkę wyżej, bo wiem, że stać Cię na więcej. W przypadku tekstu innej osoby – pewnie bym nawet o tym nie wspomniał.

 

Trochę pomarudziłem, to teraz parę kropelek miodu na te wiadra dziegciu.

 

Co mi się podobało?

 

Malarskość.

 

Tak, ten obraz się o to aż prosi, żeby go tak potraktować. Ułatwia. Wręcz nawołuje, by ta czerwień się wlała pomiędzy słowa. Ale mimo wszystko – zaskakujesz. Zaskakujesz konsekwencją, wyrazistą poetyką zmysłów, bardzo silnym przedstawieniem świata, który wręcz zbudowany jest na barwie, świetle, fakturze, zapachu, dźwięku czy dotyku.

 

I choć fabuła jest do bólu przewidywalna – to podoba mi się ta gradacja grozy – od marzycielskiego zachwytu, po body horror ostatecznego rozczarowania, a mimo to, wszystko kończy się happy endem – jedynym happy endem, jaki w tym świecie jest możliwy.

 

Psioczyłem na słabą psychologię rodziców i bohaterów drugoplanowych – ale sama Floriana? Jest przedstawiona rewelacyjnie – można uwierzyć, że dwunastolatka z najuboższej warstwy mogłaby tak się zachowywać i tak myśleć.

 

O sile tekstu świadczy, że przywodzi na myśl dzieła wybitne – Zbrodnię i karę, Czy androidy śnią o elektrycznych owcach, Modyfikowany węgiel… pobrzękują tu też echa wielu innych, dystopijnych utworów, a mimo to, w okrutnym świecie, bohaterom udaje się ocalić człowieczeństwo.

 

Z tego powodu ten tekst by pasował do Ocalonych 3,14 ;-)

 

Jednak najmocniejszą stroną tekstu jest jego współczesność. Takie historie – jeśli usunąć z nich fantastyczną otoczkę – toczą się tu i teraz, za oknem.

 

Mógłby razić dydaktyzm i łopatologiczność przekazu, natrętne moralizatorstwo i brak dystansu do przesłania – ale nie, nie musimy niektórych rzeczy brać w cudzysłów, nie musimy rozwadniać czerni w szarości – w czasach, gdy handel dziećmi – w różnej formie – jest na porządku dziennym – lepiej czasem powiedzieć coś zbyt wprost, niż zbyt mgliście.

 

Z wszystkich tych powyższych powodów – i wielu innych – uważam, że utwór zasługuje na piórko, a właściwie – zasługuje na więcej, ale nic ponad piórko portal ten nie jest w stanie ofiarować :)

 

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Powoli będę na nie odpowiadać ;) 

 

Nie spiesz się, ja też się nie spieszyłem z komentarzami. Ucieszę się bardzo, jeśli cokolwiek z nich wyniesiesz – laurkami nie są, ale laurki są mało rozwojowe.

 

Pozdrawiam serdecznie!

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

@OldGuard

…jako nieszczęsny pomysłodawca Księgi – bardzo dziękuję.

Jola podziękowała Ci zdjęciem. Mam nadzieję, że pozostali autorzy też tu zajrzą, i za gratulacje – podziękują :)

 

@JolkaK

…śliczny uśmiech i śliczne zdjęcie, a jak widać – Księga też śliczna ;-)

A może na deser namalujesz żyrafę z z Księgą w pysku? ;-)

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Cała przyjemność po mojej stronie :)

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Tak, to dobrze, że tu nie było kota.

Pisałem tylko, że się go spodziewałem.

Bo koty panują nad życiem i są wszędzie.

A tu kot by spłaszczył i wziął w cudzysłów, to co było do przekazania.

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

To chyba tego samego typu zjawisko, że widzimy, jakimi nieznośnymi bachorami są cudze dzieci, a nasze są przecież takie słodkie ;-)

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Anonim –  "Lęk przed lataniem"

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Gratuluję bardzo mądrego i udanego tekstu.

Trochę przypomina mi moje własne niezbyt udane dziełko “Walc z panną D…”

Prawdę mówiąc, jak czytałem to, cały czas się zastanawiałem, czy Bill nie jest przypadkiem… kotem.

Wiele rzeczy w tekście na to wskazywało.

Niemniej zakończenie – bardzo do mnie trafiło.

Ogólnie – zapis taki, bardzo, bardzo w punkt, tego, co…

 

Cóż – idę kliknąć.

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Po dłuuuuższym i grubszym zastanowieniu, uznałem, że jednak biblioteka to ciut za mało dla tego tekstu – i jednak zgłoszę go do piórka.

 

Pozdrawiam serdecznie

 

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

 

OldGuard –  "Most Westchnień"

Jamesmas – Sekwencja

Caern –  "Gdy zostanę lepszym człowiekiem"

 

 

 

Ponoć nie ma limitu zgłaszania najlepszych opek – a ja jeszcze się zastanawiam nad czwartym do tej listy :)

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Z jakiegoś powodu mój komentarz się nie dodał, więc dodaję go raz jeszcze (może teraz zatrybi?):

 

Na grafomanię to jest po prostu za dobre :) 

Owszem, ta grafomania pobrzękuje mocno, ale czyż przez to właśnie nie jest to takie… najzwyczajniej – fajne?

Cała ta donkiszonada przywodziła mi na myśl też Wędrowycza i… Pratchetta. Bo Pratchett też czasem mocno wchodził w takie grafomańskie ciągoty.

Całość – gawędziarsko płynna, grafomańsko beztroska – warto czasem popełnić taki tekst.

Do końca liczyłem na to, że jakiś czar / zasłona pryśnie i okaże się, że wszyscy się mylili i klacz rzeczywiście była kobietą, a żebrak – diukiem :)

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Przeczytałem to opowiadanie już jakiś czas temu i nawet zgłosiłem wtedy do biblioteki (bo jeszcze wtedy tego wymagało) – obiecując sobie, że wrócę i napiszę biblioteczny komentarz.

 

Dlaczego właściwie tu trafiłem?

 

Z bardzo egoistycznych pobudek.

 

Też miałem zamiar wziąć udział w konkursie – wybrałem obraz, zacząłem pisać, napisałem z połowę, a potem czas mi się skroplił, miałem inne rzeczy na głowie, więc oddałem obrazek Caernowi.

Miał pisać go też silver – więc wiedziałem, że ta para: Caern i silver na pewno dostarczą teksty wybitne.

Ale potem i silver się wycofał.

Zauważyłem, że „Tam, gdzie zaczyna się piekło” wzięłaś po nim Ty, tak jak Caern po mnie.

A zaglądając tu potem, odkryłem w samej przedmowie, że musi tam być coś związane z Niemcami – co mnie jeszcze bardziej zaciekawiło, bo w mojej opowieści o tym samym obrazie też są Niemcy, a ściślej naziści, z tym że w USA. Całość jest dość krwawa, więc zastanawiałem się, czy czasem u Ciebie też nie będzie odrobiny takiej makabry, wszak ten czerwony kolor poniekąd o nią woła.

 

W przypadku teksu Caerna – betowałem go, więc z konieczności przeczytałem go kilkukrotnie – Twój mnie zaciekawił na tyle, by przeczytać go dwa razy. Ba, zaciekawił mnie aż tak, że sięgnąłem i po inne Twoje teksty, do których teraz hurtem wrzuciłem komentarze.

 

I to zaciekawił nie tylko dlatego, że „Tam, gdzie zaczyna się piekło” to bardzo dobry obraz i zadziwiające, jak różnych on może dostarczać inspiracji.

 

Także, a raczej przede wszystkim dlatego, że to bardzo dobre opowiadanie.

Bardzo dobre, ale posiadające też sporo mankamentów – co mnie niemożliwie irytuje…

 

Ale po kolei.

 

Od początku, od tej mojej nieszczęsnej ciekawości (pierwszy stopień do piekła?) – byłem ciekaw jak „mój” obraz zostanie on wykorzystany.

 

Nie miałem czasu by przeczytać komentarze, więc jest możliwość, że część z moich spostrzeżeń powtórzy coś, co już zostało napisane – z pewnością jednak jestem w kontrze do tego, co mi się w wielu z nich rzuciło (mimo woli przeczytałem jakieś fragmenty przewijając) – że jak to tak, pisać o wojnie, o Holokauście, o Żydach, o okupacji itp. Że nikt takich tekstów nie chce, że w ogóle to są one bez sensu, bo przecież wojny nie przeżyłaś, wojna była (na szczęście) dawno, ogólnie „ale po co o tym mówić, to niedobra jest” ;-)

 

I tu już wiem, że się z moimi przedmówcami po prostu nie zgodzę, bo mam zupełnie inny ogląd na to co trzeba, a czego nie trzeba, co wypada, a czego nie wypada – i co się w tekstach fantastycznych powinno znaleźć, a co nie.

 

 

Literatura – szczególnie literatura fantastyczna – powinna zawsze pisać prawdę.

Z pięćdziesiąt lat temu można było głosić pogląd, że pisarz, to taki sprytny kłamca – bo żyli jeszcze ci co widzieli i pamiętali koszmar wojny światowej i nikt nie musiał tego koszmaru sobie wyobrażać, by ludziom go pokazywać – wystarczyło napisać to co się pamiętało, jak się pamiętało i jak się przeżyło… a i tak, wciąż natykam się na wspomnienia, w których powtarza się jak refren, że jakże pisać o czymś, co nieopisywalne, jakże znaleźć słowa, których nie ma i być nie może, bo w żadnym języku ludzkim nie istnieją?

Stąd pisarze kłamali – z premedytacją – opisując przez kłamstwa to co poza wyobrażeniem, a czego się prawdziwie opisać nie dało, bo każda ćwierćprawda czy półprawda – jest przecież całym kłamstwem – a całości tego wszystkiego objąć się nie da – jeszcze gdy duszę drąży i lęk i ból, a najbardziej – poczucie winy, poczucie winy nie za jakąś konkretną rzecz, ale za to, że się ocalało.

 

Pozwolę sobie tu podać w całości wiersz Tadeusza Różewicza pt. "Ocalony":

 

Mam dwadzieścia cztery lata

Ocalałem

Prowadzony na rzeź.

 

To są nazwy puste i jednoznaczne:

Człowiek i zwierzę

Miłość i nienawiść

Wróg i przyjaciel

Ciemność i światło.

 

Człowieka tak się zabija jak zwierzę

Widziałem:

Furgony porąbanych ludzi

Którzy nie zostaną zbawieni.

 

Pojęcia są tylko wyrazami:

Cnota i występek

Prawda i kłamstwo

Piękno i brzydota

Męstwo i tchórzostwo.

 

Jednako waży cnota i występek

Widziałem:

Człowieka który był jeden

Występny i cnotliwy.

 

Szukam nauczyciela i mistrza

Niech przywróci mi wzrok słuch i mowę

Niech jeszcze raz nazwie rzeczy i pojęcia

Niech oddzieli światło od ciemności.

 

Mam dwadzieścia cztery lata

Ocalałem

Prowadzony na rzeź.

 

 

Teraz już jednak ci, którzy musieli kłamać by pokazać okruchy prawdy – nie żyją, bo nie ma już nikogo, kto by wojnę pamiętał – na tyle świadomie, by mógł ją opisać.

A wszystko wokół nam przypomina, że czas na pisanie beztroskich tekstów o elfach i wróżkach się skończył, pora zacząć pisać o rzeczach poważnych.

 

Teraz jest ostatni, a może ostateczny czas, by pisać o drugiej wojnie światowej – na progu trzeciej – która wszystkie te rzeczy przekreśli. Bo jakże potem, jeśli ktoś fizycznie istnieć będzie – pisać, nie odrobiwszy wcześniej piórem długu, względem poprzedniej Zagłady?

 

 

Więc niech sobie wszyscy tu marudzą do woli, że wojny nie lubią – wojna już trwa – trwa na Ukrainie, w Iranie i w wielu innych punktach globu – nadal to wojny lokalne, regionalne, ale rozprzestrzeniają się coraz bardziej i moment, w którym Ziemia jako całość może zapłonąć, może być bardzo bliski.

Do tego mamy katastrofę ekologiczną, kryzys ekonomiczny i początki rewolucji sztucznej inteligencji – która nie wiedzieć, gdzie nas zaprowadzi.

 

Fantastyka nigdy nie była tylko czczą rozrywką, choć przez ostatnich kilkadziesiąt lat próbowano nam wmówić, że właśnie taka powinna być, że YOLO – radujmy się, uciekajmy w światy fantastyczne. Jednak prawdziwa, wartościowa fantastyka nie dała się temu urobić – owszem, mogła być rozrywką, mogła wywołać rumieńce i wstrzyknąć adrenalinę – ale mówiła o rzeczach poważnych.

 

I Twoje opowiadanie mówi o rzeczach poważnych.

 

I za to brawo. Brawo za odwagę podjęcia tematu… trudnego, niewygodnego, z którym do końca sobie nie radzisz. Ale inni poradzić sobie nawet nie próbują.

 

 

Tekst posiada kilka dziur logicznych, pseudodziurek, które są po prostu słabo obszyte i słabych momentów.

 

Słabo obszytą dziurką jest decyzja głównego bohatera o wkroczeniu do akcji.

 

I nie, tu nie chodzi o to, że taki tchórz i nieudacznik się tak nie mógł zachować.

W gruncie rzeczy bohaterstwo jest możliwe tylko wtedy, gdy się boimy, a siła charakteru objawia się w pokonywaniu słabości – nikt się nie rodzi herosem, co dzieckiem w kolebce łeb urwie Hydrze i za młodu zdusi Centaury, nawet jeśli czasem młodość nadaje nam złudzenie nieśmiertelności.

I dobrze, że Twój główny bohater takim herosem nie jest, że zaczyna on od zakompleksionego, nieradzącego sobie z niczym – zera. Bo to jest całkiem normalne i każdy z nas – takim właśnie nieudacznikiem – bywa.

I taki nieudacznik potrafi podjąć nagle działanie, pozornie – zupełnie niezgodne z jego charakterem – ale czytelnikowi trzeba to mocno umotywować.

 

Spójrzmy na ten fragment:

„Witek nie był strażakiem. Nie był nawet specjalnie odważnym człowiekiem, ale widział, że pożar błyskawicznie przeskakuje z framugi na framugę, a dym ucieka szczelinami i pewnie już wypełniał inne mieszkania. Wsłuchał się w odgłosy miasta, ale nie słyszał jeszcze wozów strażackich. Spojrzał znów na parapet czwartego piętra i podjął decyzję, zanim zdążył ją dobrze przemyśleć.

 

Może gdyby to był normalny dzień, zostałby tam, gdzie stał. Człowiek, który ma pracę, plany i kogoś w domu, waha się i kalkuluje, myśląc o tym, co może stracić. On nie kalkulował.

 

Przecisnął się przez tłum gapiów, którzy stali z telefonami wyciągniętymi przed siebie, dokumentując cudze nieszczęście, i wbiegł do budynku.”

 

Tak jak napisałem wcześniej – Witek mógł się tak zachować.

Jednak ten fragment sprawia, że nie bardzo w to się da uwierzyć.

Dlaczego?

Źle to budujesz – i to na wielu poziomach.

„Witek nie był strażakiem.” – to zdanie jest niepotrzebne, ale mogłoby w sumie zostać, choć niewiele wnosi. Witka już wcześniej odmalowałaś tak, że nikt by raczej nawet przez chwilę nie pomyślał, że może być strażakiem.

Ale ok, to zdanie nie jest złe (tylko niepotrzebne)

 

„Nie był nawet specjalnie odważnym człowiekiem, ale widział, że pożar błyskawicznie przeskakuje z framugi na framugę, a dym ucieka szczelinami i pewnie już wypełniał inne mieszkania.”

O tym zdaniu niestety już niczego dobrego powiedzieć się nie da.

Czemu?

Bo tu mieszasz zupełnie ze sobą nieprzystające do siebie rzeczy. Niewinne słówko „ale” ma moc zaprzeczania poprzedniej części wypowiedzi, przez część kolejną. Musimy więc w tej kolejnej części umotywować, że część poprzedzająca jest nieprawdziwa.

To, że widział pożar, w niczym nie zmienia że „nie był nawet specjalnie odważnym człowiekiem”.

To pierwszy grzech tego zdania. Cokolwiek Witek by mógł zobaczyć – w niczym by nie zmieniło jego żadnej stałej cechy – mogłoby być przyczynkiem do takiej przyszłej zmiany, ale nie zmieniłoby go to nagle z tchórza w bohatera. Ale czy mógłby pod wpływem tego co zobaczy, zachować się jak bohater? Tak. Ale zauważ, że to są dwie zupełnie różne sprawy – w pierwszym przypadku mówimy o jego stałej cesze, o czymś, co dotyczy jego charakteru, jest stałym atrybutem, a w drugim – o jedynie chwilowej zmianie zachowania.

Nie przesądzajmy, czy Witek stanie się – czy nie – bohaterem. Tu może się zachować bohatersko, pomimo tego, że nadal jest tchórzem, może zrobić coś co do niego niepodobne – jeśli takie rzeczy by powtarzał – w dłuższym tekście mogłabyś z tego uczynić podstawę dogłębnej przemiany.

Więc pierwszym grzechem tego zdania, jest że mieszasz tu, to co Witek widzi, z tym kim jest. To do siebie nie przystaje.

Ale to grzech niejedyny. Bo w trzeciej części masz przypuszczenia. Więc Witek najpierw jest – nieodważny, następnie (przez to nieszczęsne „ale”) – widzi pożar, a na koniec snuje przypuszczenia o dymie „pewnie już wypełniał inne mieszkania”.

Nie zrozum mnie źle – to nie chodzi o to, że zdanie jest długie i złożone, tylko o to, że miesza porządki.

Nadawałoby się na grafomanię – ale nie do tak dobrego i poważnego tekstu.

Poza tym, jak zejdziemy niżej, na dobór wyrazów – to też ono zgrzyta.

Zacznijmy – znów – od jego początku.

 

„Nie był nawet specjalnie odważnym człowiekiem”

Wrzucasz to zaraz po informacji, że nie był strażakiem (zbędnej, ale niechże zostanie) – i z tych sześciu wyrazów, dwa osłabiają znaczenie pozostałych.

„Nawet” – ma nawiązywać do strażaka prawda? Nie był strażakiem (wiadomo, strażacy są bardzo odważni), a witek nie był NAWET tak odważny jak ktoś, kto co prawda strażakiem nie jest, ale jednak tą cechę odwagi ma rozwiniętą w stopniu wybitnym – czy też jak Ty to określiłaś „specjalnym”.

Ale zarówno „nawet” jak i to „specjalnie” – osłabia to zdanie.

Bo może Witek nie był (nawet) specjalnie odważnym człowiekiem, ale był takim trochę odważnym, takim niespecjalnie tchórzliwym? ;-)

Lepiej (i mocniej) będzie brzmieć to po prostu: „Nie był odważnym człowiekiem”.

I bez żadnego „ale”. Nie był i już.

Podajesz ten fakt (owszem, ktoś mógłby się czepiać w stylu „pokazuj nie opisuj” – ale ta zasada nie musi być stosowana niewolniczo – możesz coś czytelnikowi podać wprost – i teraz podajesz „Nie był odważnym człowiekiem” może lepiej brzmiałoby jeszcze krócej: „Nie był odważny”) – i tyle.

Nie ma „ale” bo to co Witek widzi, nie zaprzecza temu, jaki jest.

Nie musimy zresztą pisać, że Witek ten pożar widział, bo już wcześniej to padło.

Sugerowałbym poza powyższymi skrótami, zmianę kolejności:

 

Pożar błyskawicznie przeskakiwał z framugi na framugę, a dym uciekał szczelinami. Pewnie już wypełniał inne mieszkania.

Witek nie był strażakiem. Nie był odważny.

Wsłuchał się w odgłosy miasta, ale nie słyszał jeszcze wozów strażackich.

 

Tu wykreśliłbym to „jeszcze” – tak naprawdę nie daje to czytelnikowi żadnej nowej informacji.

 

„Spojrzał znów na parapet czwartego piętra i podjął decyzję, zanim zdążył ją dobrze przemyśleć.”

 

A to zdanie – odwrotnie – rozbudowałbym. Niech on popatrzy nie tylko na parapet czwartego piętra, ale też na otaczających go ludzi, niekwapiących się by pomóc. Niech mu w głowie coś błyskawicznie przeleci – to może być moment, ale moment bardzo ważny, bo właśnie tu zapada ta decyzja, której nie zdążył dobrze przemyśleć – tu się zmienia jego zachowanie – więc daj do tego więcej przesłanek, więcej powodów.

 

Jeśli zrobisz to dobrze, to to post factum (już po decyzji) – bardzo dobrze zabrzmi:

 

„Może gdyby to był normalny dzień, zostałby tam, gdzie stał. Człowiek, który ma pracę, plany i kogoś w domu, waha się i kalkuluje, myśląc o tym, co może stracić. On nie kalkulował.”

 

I nic nie będzie trzeba tu zmieniać (choć kusi, by dodać jeszcze choć jedno małe przypomnienie, kawałek zdania o tym, jak mu się życie – w jego własnym przekonaniu – posypało).

 

 

„Przecisnął się przez tłum gapiów, którzy stali z telefonami wyciągniętymi przed siebie, dokumentując cudze nieszczęście, i wbiegł do budynku.”

To jest prawie dobre, ale jest zamieszanie z podmiotem.

Bo najpierw podmiotem jest Witek – to on się przecisnął przez tłum gapiów, potem ci gapie stali z telefonami wyciągniętymi przed siebie – a potem nadal jest o gapiach, ale to strasznie wybija z rytmu czytania „dokumentując cudze nieszczęście” – a potem znów Witek – wbiegł do budynku.

To ma być szybka scena i nie ma zostawiać czytelnika w konfuzji, kto, co, gdzie i dlaczego.

 

Może lepiej to rozdzielić? Na przykład tak: „Gapie nagrywali cudze nieszczęście. Witek przecisnął się przez tłum i wbiegł do budynku”.

Ewentualnie – wcześniej, możesz napisać o tej nieruchomości i obojętności gapiów, jako o przyczynku do Witka decyzji.

 

Ale tak jak pisałem – to jest tylko mała dziureczka, dość łatwa do obszycia.

 

 

Dziurą dużo większą jest za to bezproblemowe wejście do mieszkania starszej pani (później się dowiadujemy, że Miriam).

Czy sądzisz, że starsi ludzie nigdy nie zamykają drzwi do swoich mieszkań?

Witek po prostu nacisnął klamkę i wszedł do mieszkania – serio?

Osoby starsze mają raczej tendencję na zamykania mieszkania na wszystkie spusty, łańcuch i jeszcze przystawiania krzesłem na wszelki wypadek.

Tym bardziej wydaje mi się to dziwne w przypadku osoby, która przeżyła Zagładę.

 

Dziur i dziurek jest sporo: ludzie z przeszłości zbyt słabo reagują na odmienność wyglądu Witka, gdzie jak gdzie, ale w getcie powinni być wyczuleni i podejrzliwi, także uniknięcie łapanki – zbyt łatwe, zbyt proste, to, że Witek pamięta z lekcji historii dokładnie to, co jest autorce potrzebne – to też mocno naciągane, jak i wcześnie to, jak gładko Witek „łyka” nową rzeczywistość, nie ma szoku, nie ma zaprzeczenia, taka memła jak on, nagle staje się maszyną działającą w nowych realiach w sposób racjonalny – ale wszystko to można potem usprawiedliwić (od biedy) – że to przecież była jedynie wizja pod wpływem zatrucia.

 

To źle, a nawet fatalnie brzmi:

 

"Miriam się zawahała, ale szybko schowała pieniądze. Skinęła tylko głową. Nauczyła się już nie protestować, bo w jej świecie dobroć rzadko miała postać wielkich gestów – częściej za to takich drobnych okruchów człowieczeństwa."

 

Ten fragment jest słaby z dwóch powodów – po pierwsze, do tej pory prowadziłaś całe opowiadanie z perspektywy chłopaka – narrator był owszem trzecioosobowy, ale nie wszechwiedzący, a tu wskakujesz bez żadnego uprzedzenia do głowy dziewczyny.

Nie to, że takich rzeczy się nie robi, ale trzeba je odpowiednio wprowadzić.

Po drugie – cały ten fragment niestety brzmi po prostu tandetnie.

 

 

Za to tutaj, zrobiłaś dobrą robotę:

 

"Przez całe życie mylił dyskomfort z cierpieniem. Zwolnienie z pracy, kosz od dziewczyny, rodzina, która go nie rozumiała – całe to starannie skatalogowane nieszczęście, które nosił ze sobą jak wór kamieni było tylko niepokojem człowieka, któremu dużo dano i mało zabrano. Tu, na wysokości kilku metrów, ten wór po prostu zniknął."

 

Ten kawałek jest bardzo mocny.

Najpierw uderza kontrast: całe życie traktować zwykły dyskomfort (odrzucenie, brak zrozumienia, zawodowe niepowodzenia, typowe ludzkie „niezadowolenie z siebie i świata”) jak prawdziwe cierpienie – to bardzo powszechna pułapka ludzi, którym obiektywnie „dużo dano i mało zabrano”. Noszą ten „wór kamieni”, sami sobie go dokładają, pielęgnują, katalogują, nadają mu rangę tragedii greckiej. A potem przychodzi moment graniczny i nagle cały ten ciężar znika. Dlaczego? Bo w obliczu rzeczywistego zagrożenia życia / końca / nieodwracalności okazuje się, że to, co wcześniej bolało, było głównie historią, opowieścią, którą sobie opowiadaliśmy o sobie, a nie rzeczywistym unicestwieniem.

To bardzo bliski wielu ludziom mechanizm: dopóki jest „bezpiecznie źle” – potrafimy z tego robić dramat i tożsamość. Potrafimy określać się przez te nieszczęścia, które nas spotkały.

I nie, to nie jest tak, że te wszystkie rzeczy są bez znaczenia – nie upraszczajmy tego w ten sposób – dla małego dziecka odebranie mu lizaka jest tragedią, bo w skali przeżyć, jakich dotąd doświadczyło, to coś strasznego. A przecież są dzieci, którym robiono dużo większą krzywdę. Czy to, że gdzieś takie istnieją, sprawi, że zabranie lizaka będzie mniej bolało?

Nie. Dopóki dziecko samo nie przeżyje czegoś gorszego.

 

Gdy robi się naprawdę śmiertelnie poważnie, nagle widzimy, jak bardzo te wcześniejsze „tragedie” były luksusem, były możliwe tylko dlatego, że wciąż żyliśmy, oddychaliśmy, mogliśmy jeszcze coś zmienić.

 

Możemy robić dramę z tego, że na urodziny dostaliśmy buty, nie w takim kolorze, w jakim chcieliśmy – do momentu, aż nam utną nogi. Wtedy kolor butów nie ma już żadnego znaczenia.

 

Ostatnie zdanie jest tu mistrzowskie: „ten wór po prostu zniknął”. Nie został przezwyciężony siłą woli – po prostu przestał istnieć w obliczu czegoś o kilka rzędów wielkości większego.

To jednocześnie bardzo smutne i bardzo oczyszczające zdanie. Smutne, bo pokazuje, że czasem człowiek musi dojść aż na skraj, żeby przestać się katować drobiazgami. Oczyszczające, bo przypomina, że większość naszego „cierpienia” jest interpretacją, a nie faktem nie do zniesienia.

Bardzo ładnie napisane.

W sumie nie wiem (a trochę wiem – za chwilę wyjaśnię) dlaczego tu przychodzi mi na myśl Hłasko, ogólnie jego styl, jego niby-nic-się-nie-stało, jego normalny dzień, normalna chwila – czytałaś może „Pierwszy krok w chmurach”? Tam przemiana jest tak nagła i bezsensowna, destrukcja – tak idiotyczna. Człowiek żyje sobie, kocha, pierwsza miłość, pierwsze romantyczne doświadczenia – a tu nagle cios w mordę (dosłownie). Albo Donny Tartt z jej inicjacyjnymi powieściami – gdzie jeden, niewielki element potrafi zmienić wszystko.

Tu – robisz to naprawdę dobrze.

 

Jedno do czego można się doczepić, to to, czy rzeczywiście te jego problemy były tylko dyskomfortem? Owszem, w tej skali, nowej skali, którą uzyskał – tak – ale czy gdy wróci do „swego świata” (nie w sensie powrotu z majaków wywołanych zaczadzeniem, bo stamtąd już wrócił – ale do tej swojej bylejakości i nieudacznictwa) – będzie w stanie coś wynieść, coś zmienić rzeczywiście?

Przecież nie uratował Miriam – ale uratował tę starą fotografię. To bardziej ważne dla niej, czy dla niego?

Czy ten jeden odważny czyn może być zarzewiem jakiegoś pożaru, który przepali, przetopi jego duszę? Czy też – wróci znów do tego, co zna, do użalania się nad sobą, do zwykłości, do bylejakości?

 

Ludzie, którzy przeszli przez piekło – bez względu na tego piekła naturę – nie potrafią już wrócić do normalnego życia, ale czy człowiek, który tylko wyszedł na most prowadzący do piekieł, który tylko spojrzał na czerwone i czarne otchłanie – odmieni cokolwiek w swoim życiu, czy też – zapomni szybko o tym obrazie i wróci do rutyny, gdzie dyskomfort urasta do miana tragedii?

 

Bo przecież te dyskomforty się będą powtarzać – a nie wygląda na to, żeby Witek nagle wyhodował sobie kręgosłup. Ale – jak wspomniałem wcześniej – jeśli dla niego to było doświadczenie graniczne – to może wystarczyć, to może dać całkiem nową interpretację dla wszystkiego, co mu się odtąd wydarzy.

 

Rzadko jest tak, by definiowały nas pojedyncze wydarzenia – ale czasem pojedyczne wydarzenie może zmienić bieg strumienia – i później, w wyniku powtarzania wciąż i wciąż kolejnych wyborów – okazać się może, że oto ten kamyczek wywołał lawinę.

A jedną z ról literatury – jest wyszukiwanie takich kamyczków.

 

I Ty to robisz. Chwała Ci za to.

 

Dużo pomarudziłem – poznęcałem się nad pojedynczymi zdaniami.

Mógłbym jeszcze marudzić sporo (choćby na kota – który pojawia się dwa razy jak w Matrixie – i mimo woli człowiek się zastanawia, czy to świadomie wrzucony symbol, foreshadowing, element spinający, a może po prostu budujący nastrój? Tak czy siak, w obu tych sytuacjach kot wydaje się tam wrzucony w dość sztuczny sposób – ale może mi się tak tylko wydaje)…

…ale nie będę, bo mi się opowiadanie po prostu podobało.

Owszem, są potknięcia – ale język jest płynny, opowieść nas niesie, wciąga. Tak, niektóre rzeczy są podane zbyt wprost, zbyt łopatologicznie, inne, które by potrzebowały trochę wprowadzenia / obróbki – są rzucone bezładnie – ale jednak, całość konstrukcji jest dość przemyślana, fabuła, mimo że prosta i przewidywalna – to jednak ma sens i jest konsekwentna, psychologia postaci – mimo tych poprzednich zastrzeżeń – jest dobra i spójna, świat przedstawiony – zasługuje na wiarę.

Czytając to odnoszę wrażenie, że obcuję z naprawdę dobrą literaturą.

I to był powód, dla którego od razu, bez większego zastanowienia – zgłosiłem do biblioteki.

A po zastanowieniu i ponownym przeczytaniu (dobrze widzę, żę trochę poprawiłaś od tego czasu gdy to czytałem po raz pierwszy, gdy jeszcze nie było zabibliotekowane?) – stwierdzam, że tekst zasługuje nie tylko na bibliotekę, ale i na coś więcej:

– ośmiela się podjąć trudną i ważną tematykę

– dobrze pokazuje kontrast między światem „przed” i „po” sytuacji granicznej

– stawia niebanalne pytania.

 

Dlatego uważam, że utwór wart jest piórka.

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Cóż, tekst miejscami dobry, fajnie się go czyta, ale niektóre rzeczy mocno zgrzytały – podpisuję się pod tym, co wyłapał mój przedpiśca – szczególnie to o znakach – oj, zęby od tego rozbolały. Tym bardziej, że potem była mowa o glyfach i glyfy te z pewnością nie były literami alfabetu łacińskiego.

 

Miejscami opowiadanie miało mocne akcenty.

Niektóre fragmenty przywodziły mi nawet na myśl świetny utwór autorstwa Q:

 

Stymulacja podkorowa, czyli nieodpowiednia dla nieletnich gawęda o pewnej panience

 

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Rozumiem – zarówno dlaczego tekst został do piórka nominowany, jak i dlaczego ostatecznie go nie zdobył.

Przemknąłem przez komentarze, widzę, że wiele gorzkich prawd już w nich zawarto, jednak – całkiem subiektywnie – zostawię tu swoje parę słów i wrażeń, które ten szorcik wywołał.

 

Po pierwsze – lubię utwory, w których cienie są bohaterami.

Może wynika to z tego, że lubię mitologie – wszelakie – a w co drugiej mitologii, z naszą słowiańską na czele – cień to coś żywego, poniekąd niezależnego od człowieka, a jednak z nim nierozerwalnie (nie do końca) splecionego. Zgubienie cienia jest najgorszym co człowieka może spotkać – jeśli na skutek jakiegoś magicznego oddziaływania cień od człowieka się odseparuje / odetnie – cień będzie chciał człowieka uśmiercić.

 

Tego wszystkiego u Ciebie nie ma. Są za to cienie, które przeżywają śmierć “nosiciela” – o niedługo, o zaledwie czas do zachodu słońca (o ile mają to szczęście, jak narrator, że ich “właściciele” umarli za dnia).

 

Tekst zawiera parę przemyśleń – może niezbyt świeżych – ale całkiem dobrze podanych. Mignęły mi tu wyżej opinie w stylu “nie zmusza do myślenia, bo już miliony razy o tym myślałam”.

Cóż – każdy ma prawo do takiego zdania, owszem, myślę jednak, że warto oddać tu cesarzowie co cesarskie – i skoro utwór porusza coś, co nas kiedyś poruszało, to tak całkiem pozbawionym głębi być nie może.

 

To co mi się jeszcze podoba – to przynajmniej miejscami – język. Ładnie nim malujesz.

 

Z pewnością klikałbym bibliotekę. Do piórka bym nie zgłosił – bo na to trzeba czegoś więcej.

 

Pozdrawiam serdecznie i lecę wstawić pozostałe komentarze, do Twoich tekstów, które hurtem przeczytałem (z przyczyny jednego z komentowanych :) ).

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

O ile znajdą się chętni.

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Umarł Cezar niech żyje… Psi Pierożek! ;-)

Dzięki, cezary_cezary, za Twoje czary ;-)

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Gratulacje dla nagrodzonych i dla nominowanych! Brawa!

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Pierwsze spotkanie, w Zagłębiu, na pograniczu Będzina, Sosnowca i DG już za nami, ale oczywiście na tym nie poprzestaniemy.

 

W tej chwili w przygotowaniu są dwa kolejne spotkania autorskie:

 

1. W Tarnowskich Górach  19. kwietnia, w niedzielę, o 17:00  wieczór rozkoszy w KB Coffee:

https://share.google/43SS1Qdr6PRj3Jxj9

 

Wg wstępnych ustaleń będzie dodatkowo specjalne menu w stylu „zakazane przyjemności”.

 

 

2. W Dąbrowie Górniczej  (9. czerwca, we wtorek, godzina 17.00) w Bibliotece głównej w ramach Spotkań między stronami:

 

https://maps.app.goo.gl/h5RTmiCyUsHX72Ff7

 

 

_______________________________________________________________________________________

Przypominam też, że nie wszyscy autorzy przesłali mi, gdzie mam wysłać egzemplarze autorskie (tak jak się umówiliśmy na discordzie – wysyłam je do paczkomatów InPost, które wskażecie, zachęcam do udziału w discordzie Księgi, bo wszystkie ważne rzeczy są tam dyskutowane / ogłaszane).

 

 

 

A ci z autorów, którzy już mają swoje egzemplarze Księgi, mogą się nimi tu pochwalić, by skłonić tych opieszałych do działania, choćby ze zwykłej zazdrości ;-)

 

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Opko czytałem dwa razy, bo zajęty jakimiś bzdudrami na shoutboxie zapomniałem tu zostawić komentarza – ponowna lektura potwierdziła jednak, że z pewnością warte jest klika – tego już uczynić jednak nie mogę, bo już jesteś “wyklikany” – ale wierz mi, gdybyś nie był – klikałbym.

 

Najpierw – egoistycznie – co tu mnie pod ten tekst przygnało – sam chciałem wziąć udział w tym konkursie i nawet napisałem część tekstu (która – jest dłuższa niż Twój cały – ale ja nie umiem pisać tak zwięźle po prostu) – ale nie miałem czasu go dokończyć. Oddałem “swój” obraz w dobre ręce – i postanowiłem, że może kiedyś dokończę, a teraz poobserwuję z boku co inni napisali przede wszystkim o tym “moim” obrazie. A że lubię nagie baby…

 

No tak, to nie był ten obraz.

 

Mój był z piekielnym mostem w czerwieni, nad przepaścią.

 

Więc co mnie tu przygnało?

 

Tytuł. 

 

 

Bo w moim tekście też ginie kobieta, choć ja jej śmierć zapowiadam nie wprost. Gdy przeczytałem Twoje opowiadanie to dostrzegłem, że podobieństw jest więcej – bo oba opka dzieją się w USA, co prawda moje praktycznie na drugim końcu Stanów, z jakieś 3 000 km od miejsca akcji Twojego – ale jednak nadal to są Stany :)

 

Więc ciekaw byłem, czy obrazy Anny Słoncz z jednej strony jakoś kojarzą się z Ameryką, a z drugiej – budzą we wszystkich takie mordercze instynkty? (Choć w moich tekstach z reguły ktoś ginie, cóż – valar morghulis czy inne memento mori, to tylko inaczej zapisane to co mam w sygnaturze – entropia nigdy nie maleje).

 

Dobra – dość prywaty – pora rozprawić się z opkiem, buahahahahaaha…

 

Już wiesz, że mi się podobało, bo wspomniałem o tym na samym wstępie, a poza tym przeczytałem dwukrotnie.

 

Tekst po prostu wciąga. I to bardzo ważna jego zaleta.

Poza tym – pozwala na zawieszenie niewiary. 

Świat, który ukazałeś – i to zaledwie w 11 k znk – żyje, oddycha, da się go dotknąć. To nie jakieś wydmuszki czy kartonowe dekoracje – rzeczywiście można sobie dośpiewać całą resztę. Wszak z książek i filmów wiele “wiemy” o takiej właśnie amerykańskiej prowincji – nie trzeba więc tego opisywać drobiazgowo, wystarczy rzucony gdzieniegdzie szczegół, by sobie “dorysować” w myśli całą resztę.

Podoba mi się też sposób narracji. To nie pierwszy Twój tekst, który czytam i przyznać muszę, że opowiadać umiesz. Forma przekazu – czyli list (przyszłego) mordercy – też bardzo tu pasuje. By proza epistolarna była strawna, wymaga to nie lada dbałości o szczegóły i wysiłku, a Tobie zdaje się to wychodzić bez trudu.

Czy coś mi się nie podobało? Niewątpliwe. Ale raczej trudno by to było naprawić w takiej liczbie znaków – przykładowo wolałbym trochę dokładniej opisaną scenę napaści na “prawdziwą” Marię Walker. Może też parę domysłów na temat tego, co się z nią stało, trochę więcej obnażenia myśli autora listu (sądzę, by znalazło się na to jeszcze miejsce).

Więc jeśli mam uwagi, to w skrócie – że trochę to za krótko i za szybko, że nie pozwoliłeś do końca rozsmakować się w tekście – dobrze napisanym i dobrze zakończonym. Od dłuższego już czasu nie jestem miłośnikiem dobrych, mocnych, krótkich puent (może to starość?) wolę, gdy to nieco dłużej wybrzmiewa – więc sama końcówka pozostawia mnie z lekkim niedosytem – ale jedynie lekkim. Z dwa zdania więcej wystarczyłyby by uciszyć moje marudzenie :)

Fabuła nie zaskakuje, ale nie ma zaskakiwać. Wiadomo – Mary Walker ma zginąć. Klimatem przypominało mi to album Nick’a Cave’a – Ballady Morderców.

Znów prywata (cóż, jestem bardzo egocentryczny, nie uniknę tego) – nie tak dawno zmieniłem nazwę powieści, którą piszę od prawie trzydziestu lat (po prawdzie – więcej skreślam niż piszę) – zmieniłem jej tytuł na “Admirał musi umrzeć” – bo wiadomo, że admirał umrzeć musi, podobnie jak wiadomo, że skoro tytuł zapowiada, że “dziś zabiję Mary Walker” – to dziś autor listu ją zabije – a przynajmniej spróbuje – bo pod koniec zacząłem się zastanawiać, czy da radę.

Zaskoczenia więc co do tego faktu nie ma… 

Zaskakuje za to interpretacja – nie tylko interpretacja samego morderstwa, ale też interpretacja nocnego podglądania – udało Ci się tu czytelnika fajnie nabrać i za to wielkie brawa – wydawało się, że ot, religijny chłopak widział swoją nauczycielkę w chwili uniesienia seksualnego, wielkie mi rzeczy – a tu się okazuje, że podglądał coś zupełnie innego kalibru.

I dopiero w zakończeniu dostajemy pełny obraz, który zmienia sposób patrzenia na całość.

No właśnie – zakończenie. Wspomniałem, że trochę za krótkie, ale niemniej – dość satysfakcjonujące i dające do myślenia.

 

Co jeszcze mi się podobało?

 

Kompozycja klamrowa. Lubię klamry (nie tylko dlatego, że sam je stosuję). Ta zastosowana tutaj przez Ciebie w liście – podwójnie pasuje. W konstrukcji klamrowej ważne jest, by pomiędzy klamrą otwierającą a zamykającą wydarzyło się coś, co zmieni znaczenie samej klamry. I to Ci się świetnie udało.

 

Tak jak pisałem wcześniej – kliknąłbym, ale już tego nie potrzebujesz.

Będę obserwował Twoje przyszłe teksty, bo te, które dotąd czytałem są na dobrym poziomie i warto do nich wracać.

 

Pozdrawiam serdecznie,

 

Jim

 

 

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

 

(…)

Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę

Tym, co potrafią ujść zatraty

I łączą swe talenty owcze

W stada wzajemnej aprobaty.

 

Przez to kalectwo – zdrowych ranię,

Na pogodzonych ściągam biedę,

Wszelkie zbiorowe pojednanie

Obracam w „jedność – minus Jeden”.

(…)

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

@OldGuard

 

Pewnie tak.

Rozmawiałem wczoraj z pewnym znajomym oficerem WP. Trochę w kontekście prezydenckiego weta i ogólnie tego, że wbrew rozmaitym deklaracjom, nasz kraj jest praktycznie zupełnie bezbronny (przykładowo: amunicji przeciwlotniczej wystarczyło by nam na 3 doby walki, artyleryjskiej na około 6, przy bardzo oszczędnym gospodarowaniu – może 10). Nasze fabryki amunicji w tej chwili łącznie w ciągu roku produkują amunicji na… tydzień. Łudzenie się, że bronilibyśmy się lepiej niż Ukraina, bo mamy silniejszą gospodarkę jako taką – jest właśnie – łudzeniem się.

Wadą mojego umysłu jest to, że jak jakieś zagadnienie mnie interesuje (a zagadnienie, czy Polska jest jeszcze bezpiecznym krajem do życia czy już nie – mocno mnie interesuje) – to bardzo głęboko w nie wchodzę.

Tłitowanie raczej nie pozwala na publikowanie złożonych i wielopiętrowych analiz.

 

Zabawne, że ten oficer, zasugerował, że powinienem się zająć polityką.

 

Odpowiedziałem, że po pierwsze, jestem za uczciwy – a to istotna wada w przypadku polityka, a po drugie brzydzę się manipulacją (kolejna wada) i co gorsza, nie dość że uczciwy i brzydzący się manipulacją, to jeszcze jestem chorobliwie prawdomówny (co zresztą widać nawet tutaj: nikt nie lubi moich komentarzy, bo w bawełnę nie owijam) źle się czuję nawet wtedy, gdy by coś komuś wytłumaczyć, upraszczam zagadnienie tak, że prawie przekraczam granicę błędu.

A w polityce trzeba przecież upraszczać i przedstawiać ludziom kolejne “kąski” by waliły tylko w emocje a nie racjonalny osąd – i tu żadna ze stron naszego politycznego teatru nie jest bez winy, bo wszyscy to robią równie chętnie.

 

Tyle, że tu mieliśmy do czynienia z rzeczą, która nie powinna być obiektem politycznej gry.

A obie strony – w to grają.

I to mnie obrzydza.

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Cieszy mnie to niepomiernie.

Na pewno wrócę przeczytać go w poprawionej wersji :)

 

Pozdrawiam serdecznie,

 

Jim

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

To prawda, drogi Misiu, masz absomisiową rację.

I to co napisałeś, nijak nie przeczy drugiej zasadzie termodynamiki, bo “entropia nigdy nie maleje” to uproszczenie – bardziej prawidłowo (choć też jeszcze można by się przyczepić) to “entropia w układzie izolowanym nigdy nie maleje”. A NF na szczęście nie jest układem izolowanym :)

 

:D

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

A, dzięki za rozjaśnienie, Q.

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

@Koala75

 

Dzięki :)

I racja – owszem, jestem dość dosadny w swoich komentarzach pod opowiadaniami (może powinienem w sygnaturze zawrzeć jeszcze, że to wszystko co wyżej napisane jest “moim zdaniem” i “mi się wydaje”?) – ale w powyższym miałem na myśli głównie linijkę z mojej sygny: “entropia nigdy nie maleje” i właśnie entropii – wyroki :)

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Kurczę, autorko, to by mogło być bardzo dobre opowiadanie.

 

I to mówiąc bardzo dobre – to mam na myśli nie tylko bibliotekę, która jest pierwszym stopniem tutejszej drabiny pochwał, ale i piórko – serio serio…

 

Dlaczego tak sądzę?

 

Pomysł – owszem nie jest on całkiem świeży (ale któryż jest?) – jest ciekawy, jeśli byłby dobrze i konsekwentnie poprowadzony – byłoby bingo.

Początek opowiadania – może nie jest zbyt dopieszczony, ale po prostu intryguje i skłania do dalszej lektury, niestety potem jest już gorzej, a szkoda, bo jesli byś całość doszlifowała – byłoby naprawdę dobrze.

Podobają mi się relacje między postaciami, niestety przez krótkość tekstu nie mogłaś po prostu (fizycznie – za mało znaków) – je należycie rozwinąć. Jednak widać w Tobie dar obserwacji i plecenia sieci zależności w ciekawy sposób, co doceniam, jednak by naprawdę zrobiło wrażenie, to trzeba by tu wrócić z nożycami, dłutem, a może i siekierą – może część rzeczy powycinać, by zrobić miejsce dla innych? Strzelam. Po prostu w pewnym momencie wydaje się, jakbyś chciała w tak krótkim tekście zawrzeć całą powieść – i jeśli to by była powieść, to ok, ale to tylko opowiadanie, a one się rządzą innymi prawidłami niż powieści.

 

I tak długo by jeszcze wymieniać – bo tych plusów – obarczonych niestety różnymi “jeśli” – jest całkiem sporo.

 

Do tego denerwują potknięcia w samej tkance słownej, przykład:

 

Właśnie, a co to się stało, że Monika nagle pozwoliła im samym wyjść samym przed blok?

 

Tak jak napisałem – tekst ma szansę na bibliotekę, a nawet na coś więcej, ale wymaga dopracowania.

 

To teraz droga autorko, bierz się do roboty, bo nie warto by coś z takim potencjałem się zmarnowało.

 

Moje słowa brzmią dość ostro, wiem, jednak walę między oczy, własnie dlatego, że mi zależy, by ten utwór uzyskał najlepszą formę, jaką jesteś w stanie mu nadać. Będę trzymał kciuki za dopracowanie tekstu.

 

Pozdrawiam serdecznie,

 

Jim

 

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

@jamesmas

 

Jeszcze raz dzięki za lekturę i podzielenie się wrażeniami! Jeśli uznasz, że warto polecić ten tekst do biblioteki, będzie mi bardzo miło. smiley

 

Nie zrobiłem tego dotąd, z kilku powodów – jednym jest zwykłe gapiostwo i zapominalstwo, drugim to, że nim polecę coś do biblioteki lubię się z tekstem “przespać”, trzecim to, że myślałem o czymś więcej niż biblioteka – a mianowicie o zgłoszeniu do najlepszych opowiadań – ale tu mam zgryz, bo widzę kilka bardzo dobrych opowiadań w marcu (na razie część z nich przeczytałem, ale nie zostawiłem nawet komentarza) – a nie wiem, czy można zgłaszać więcej niż jedno do najlepszych – i czwartym, bardzo ważnym powodem jest to, że opowiadanie jest nierówne.

To znaczy – bardzo dobrze się zaczyna, wręcz porywasz nas w ten świat, ale potem już niestety tempo siada, pewne rzeczy są zbyt proste i zbyt kawa na ławę wykładane, jakbyś miał czytelników za zupełnych idiotów, których okno uwagi jest ograniczone do parusekundowego skrollowania na telefonie kolejnego tłita.

Końcówka też mnie nie urzekła – choc urzec nie musiała – nie jestem jakimś fetyszystą zakończeń, ale trudno nie odnieść wrażenia, że całość poziomu opowiadania obniża się mniej więcej tak:

 

⎺⎻⎼⎽

 

Widzę, że mój przedpiśca pisał o czymś podobnym i że to w powieści by nie raziło… Prawdę mówiąc – nie sądzę, by w powieści to uszło na sucho. Gravel w swojej debiutanckiej powieści zastosowała podobny zabieg, na domiar złego ciągnący się przez wiele stron i mimo że ten debiut oceniam naprawdę wysoko, to właśnie takie “wyjaśnianie świata” za pomocą drętwego i zbyt odkrytego dialogu jest w tej książce jednym z najsłabszych punktów (oprócz denerwujących potknięć językowych i błędów, ale to raczej nie autorki wina, tylko słabo przeprowadzonej redakcji / korekty).

By to bardziej wyjaśnić – mi nie tyle same “gadające głowy” przeszkadzały, co sposób ich użycia. Można je po prostu użyć lepiej – można pozostawić na tyle niedomówień, że zwykły, pozornie pozbawiony napięcia dialog o pogodzie – będzie niósł w sobie cień zagrożenia i jakieś echa mechanizmów świata, których czytelnik nie musi nawet w pełni rozumieć, a jedynie je przeczuwać.

Więc ta łopatologiczność, to podanie wprost – zbyt przeszkadzało, bo nie zostawiło żadnej roboty dla mojego mózgu.

 

Natomiast wartość opka jest w czym innym – może i kuleje wykonanie, ale ono po prostu dotyka rzeczy ważnych i bardzo współczesnych – i za to powinno trafić do biblioteki. Bo warsztat przecież zawsze można dopracować, to tylko narzędzie – liczy się to co głębiej.

A to głębiej tutaj – jest ciekawe – choć podobnie jak Q – wolałbym i w końcówce zostawienia czytelnika z pytaniami a nie z odpowiedziami (choć pytania nadal jednak są, na szczęście – nie na wszystko odpowiedziałeś).

 

Idę do klikalni – bo tekst na bibliotekę na pewno zasługuje – czy jest wart piórka – jeszcze się zastanowię – w pierwszym momencie zaraz po przeczytaniu byłem pewien, że tak, teraz się trochę biję z myślami.

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Cóż więcej wypatrzy wzrok,

jakież spostrzeżenia dodać mogę,

do przedmówców słów wnikliwych?

Skoro całą moją tutejszą drogę,

znaczę syganturą jak wyrok,

najokrutniejszy ze straszliwych.

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Dzięki, @bruce za wyłapanie literówki :) 

 

 

@CZARNA2

Cóż, niestety masz rację.

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

@OldGuard

 

Tłitałbym, jeśli by to coś mogło pomóc i gdybym umiał, ale niestety nie ogarniam społecznościówek.

 

@LarsFordren

@maciekzolnowski

 

 

Cóż, miałem nadzieję, że tagi przynajmniej odrobinę rozbawią w tej strasznej godzinie, wszak jestem tylko miejscowym błaznem…

 

Tam, za drzwiami, wciąż bal, choć maski opadły. Wiem, że jestem naiwny, że łudziłem się, że postawa “na złość babci odmrożę sobie uszy” nie dotyczy przynajmniej spraw najważniejszych.

Szkoda, że jednak nasza klasa polityczna nie ma klasy.

 

 

@CZARNA2

 

Na jaki? Miałem w głowie parę tytułów ale nie chciałem popadać w clickbaity :)

 

 

@melendur88

 

Żeby to było tylko fantasy, to nie byłbym aż tak przerażony.

 

 

 

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

"Czerwień była dziwnym wyborem dla istot o rozszerzonym spektrum percepcji."

 

Niekoniecznie.

Atmosfera jest praktycznie całkowicie przejrzysta dla czerwieni (zauważ jakiego koloru się robi Słońce gdy zachodzi? Czerwono-pomarańczowego właśnie – wiąże się to z rozpraszaniem Rayleigha + dłuższą drogą promieni) – a nawet pyłki czy para wodna za bardzo tego nie zmieniają – czerwony jest dość dobrze widoczny nawet w gęstej mgle, czy dymie.

Natomiast jeśli chodzi o to szersze spektrum – to pełno tam "dziur" zupełnej nieprzejrzystości.

Atmosfera jest mało przejrzysta do praktycznie nieprzejrzystej dla nadfioletu, w bliskiej podczerwieni znajdują się pasma absorpcyjne gazów – na przykład tlenu czy pary wodnej.

Z tego wszystkiego wynika, że nawet gdybyśmy rozszerzyli dostrzeganie widma widzialnego na nadfiolet i podczerwień, to i tak czerwone światła alarmowe wydają się najbardziej racjonalnym wyborem.

 

"Jeśli fizyka odpowie zgodnie z równaniami."

 

Niezgrabne.

Fizyka nie odpowiada zgodnie czy niezgodnie z równaniami.

To my używamy równań jako języka fizyki, na przykład, jak w tym przypadku: by coś przewidywać.

 

Zmieniłbym na:

"O ile obliczenia są prawidłowe".

lub

"O ile model zgadza się z rzeczywistością".

 

 

"Sami to głosowaliśmy."

raczej:

"Sami na to głosowaliśmy."

lub

"Sami to przegłosowaliśmy."

 

…ale to wypowiedź w dialogu – Borek-Łapiński może w sumie tak mówić, ale nieco ta niezgrabność wybija z rytmu czytania i zatrzymuje.

 

 

 

Co do całości, myślę, że to iż ten tekst jest taki jaki jest w takiej chwili w jakiej się wydarzył – jest istotne. 

Mamy przecież teraz piątą rewolucję przemysłową i wchodzimy w czasy społeczeństwa 5.0 – czemu więc nie zastanowić się już dziś nad społeczeństwem 6.0?

 

 

 

 

To z pewnością cenne.

Surowość tekstu (przynajmniej w niektórych miejscach), dobrze odpowiada jego tematyce, a przedstawiony świat wydaje się prawdopodobny, można zawiesić niewiarę i rzeczywiście poczuć, że jest się w tych mroźnych i nieprzyjaznych warunkach.

Dobrze jest oddany cynizm i makiawelizm pewnych decyzji politycznych… ale jednak mam wrażenie, że całość tego systemu politycznego została przedstawiona w sposób bardzo naiwny (może zaważyła o tym nieco objętość, ale myślę, że to nie jest główny powód). Myślę, że wrażenie tej naiwności przede wszystkim wynika z dialogów, które trochę mi przypominały stare filmy z podróbkami Bonda, gdzie główny zły musiał bohaterowi wszystko dokładnie wytłumaczyć. Tutaj mamy całe mnóstwo takich tłumaczeń – i te dialogi – bardzo oględnie rzecz ujmując – nie porywają.

Za to plus za celową chyba mechaniczność świata, odbijającą się również w mechaniczności narracji. Nie czytałem innych Twoich tekstów, więc nie wiem, czy to na pewno celowa stylizacja – ale ona tu działa.

 

Ogólnie tekst “robi robotę” – mówi o rzeczach aktualnych (i to bardzo aktualnych – trudno nie uśmiechnąć się pod nosem znajdując odniesienia do bieżących wydarzeń politycznych w pewnym współczesnym państwie środkowoeuropejskim), o sprawach, nad którymi się będziemy musieli realnie głowić już wkrótce.

 

Bo przecież sprawa podmiotowości robotów już zaczyna być podnoszona – na razie raczej w formie teoretyzowania, choć zdarzają się już symboliczne precedensy (w 2017 roku pierwszy raz robot uzyskał obywatelstwo – ściślej Sophia stała się obywatelką Arabii Saudyjskiej).

 

O ile jesteśmy w stanie stwierdzić – współczesne roboty nie są świadome a ich myślenie chętnie bierzemy w cudzysłów – bo procesy, które wykonują by funkcjonować, analizować i przetwarzać nie zawierają żadnej tajemniczej “bożej iskry”. To, że nie ma dowodów, by nasze własne takową zawierały niczego w naszym myśleniu nie zmienia: po prostu jesteśmy wyjątkowi i niepodrabialni, bo tak chcemy, bo tak musi być i już (tu tupnięcie nogą) i co nam zrobisz?

 

Sztuczna inteligencja już zmieniła nasze życia – wślizgnęła się najpierw tylnymi drzwiami, w wielu “smart” rzeczach, by potem uderzyć nas między oczy egalitarną wszechdostępnością SI – ale to przecież dopiero początek zmian.

 

Czy przejście od społeczeństwa 5.0 w kierunku 6.0 odbędzie się w ten sposób w który opisałeś?

Czy ludzkość zabierze “syntetykom” raz dane im prawa?

Nie wiem – ale patrząc na przeróżne procesy dziejowe – to bardzo możliwe.

 

Po reformacji – przyszła kontreformacja.

Po francuskiej rewolucji – restauracja monarchii.

Po ruchach abolicyjnych – system segregacji rasowej 

Po wiośnie ludów – reakcja absolutystyczna.

Po liberalizacji – autorytaryzm.

Po pierestrojce Gorbaczowa… i tak dalej.

 

 

Nie wiem kiedy – za lat pięć, dziesięć czy dwadzieścia – staniemy jako ludzkość przed dylematem, co właściwie zrobić i jak traktować myślące maszyny.

Czy zrobimy z nich niewolników? Czy poprowadzimy przeciw nim Dżihad Bulteriański? Czy damy im równe ludziom prawda?

A może stworzenie naszych Dzieci w Rozumie, będzie ostatnim wynalazkiem ludzkości?

 

 

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Wszelkie sugestie są tylko sugestiami, a ja dopiero co rozmawiałem przedwczoraj z Bardemjaskrem, że niektórzy tu traktują, że ja jestem zbyt obcesowy, bo nie dodaję co chwilę “moim zdaniem” i “wydaje mi się”… a przecież jeśli coś piszę, to o ile kogoś nie cytuję – to jest to moje zdanie i to co mi się wydaje.

 

O śnie napisałem jednak wyraźnie, że gdybym to ja pisał opowiadanie, to bym taką scenę dodał – a Ty jednak masz inną wrażliwość i inny sposób wyrażania się, dla mnie ta scena – nawet jeśli trochę bajkowa – byłaby ważna przez właśnie fałszywe spełnienie marzeń – które potem zostałyby tym brutalniej zdruzgotane… ale limit to limit, cóż zrobić – dwoma zdaniami tego nie odmalujesz :)

 

Więc myślę – YOLO – publikuj :)

 

 

 

Trzymam kciuki :)

 

 

PS.

Ja jak się odrobię z różnymi rzeczami – już długo po konkursie – pewnie dokończę opko które zacząłem dziubać o tym obrazie… i o tyle fajnie – że pozakonkursowo – żaden limit nie będzie mnie pętał, buahahahahaha ;-)

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

A nie jest tak?

 

Ja ciągle podejrzewam, że ktoś za moimi plecami zmienia dekoracje tak, by pasowały do tego, co akurat myślę… więc staram się mieć inne myśli na myśli i odwracać się szybko, nim zdążą wnieść te rekwizyty,  o których przekonany jestem, że powinni istnieć…

 

Zabawne jak w tej umiejętności o której śmiemy twierdzić, że typowo ludzka – dopiero raczkujemy – świadomość nasza jedynie iskrą, a nie pożarem, wulkanem, intelekt – ledwo słabiutkim, nieskładnym wybijaniem dziubka z jajka – a chcemy nim poznać multiwersum.

 

Ileż razy już jak pan Hillary – szukałem patrzałek, miejąc je na nosie, czy próbowałem zadzwonić na telefon w celu znalezienia go – mając go w ręku – nie mówiąc już o tym, że jak dwa razy byłem w sytuacji bliskiej śmierci, to widziałem światło restartu (i głos: to jeszcze nie ten czas, nie ten czas Jimie, jeszcze nie zrobiłeś najważniejszego, co miałeś do zrobienia…) – ale do czegokolwiek jestem hodowany to chyba nie mam ochoty w tym teatrze brać udziału, więc zaglądam co chwila pod powierzchnię rzeczywistości – zawsze, zawsze niestety – odnajdując tę samą splątaną magmę, która, nim zdąże się jej przyjrzeć uważnie, zastyga w znane wzorce i schematy – o których wiem, że są jedynie złudzeniem, zasłoną Maji.

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Zadanie pozornie dużo prostsze niż napisanie shorta, a jednak…

 

https://www.youtube.com/shorts/gPthZLTnzu8?feature=share

 

Swoją drogą, to, że chatGPT w ogóle potrafi robić coś takiego jak na tym video (co prawda mu nie wychodzi – owszem – i się myli – ale że w ogóle próbuje) – to ze względu na zmianę paradygmatu dwa lata temu, w 2024 (jedna z głównych pięciu rewolucji, jakich… praktycznie niezauważyliśmy :) ) – mianowicie mniej więcej od 2024 rdzenie większości SI są multimodalne – choć wciąż w niewielkim stopniu i raczej większość działań, które bierzemy za multimodalność, to tak naprawdę orkiestracja i wprowadzona ostatnio wieloagentowość – ale jednak podstawa już jest. 

Co ciekawe w latach 2019-2023 powszechne było odwoływanie się do Paradoksu Moraveca – to stosunkowo stara koncepcja (z lat osiemdziesiątych):

 

 

Stosunkowo łatwo sprawić, żeby komputery przejawiały umiejętności dorosłego człowieka w testach na inteligencję albo w grze w warcaby, ale jest trudne albo wręcz niemożliwe zaprogramowanie im umiejętności rocznego dziecka w percepcji i mobilności.

 

 

I oczywiście – do modnego określenia z 2021 roku – czyli stochastycznych papug (sama idea jest dość stara prawdę mówiąc, ale etykietka pochodzi z artykułu z 2021).

 

Ale jeszcze przed 2024 rokiem, a więc przed erą multimodalności, ta krytyka zaczęła się nieco sypać…

Powód? W tekstach są dostatecznie spójne i powtarzalne opisy działania świata i jego fizyki, że modele mogą na tej podstawie wnioskować.

I ta wiedza nabyta z tekstów jest tak spójna i tak “pewna”  – że najprawdopodobniej dlatego tak jak w tym przypadku chatGPT mniej wierzy w to, co “widzi” niż w to, co “wyczytał”.

 

 

 

…co sprawia, że ten LLM jest bardziej do mnie podobny, niż śmiałbym przyznać. Ja też raczej pokładam zaufanie w to, co wyczytałem lub do czego doszedłem rozumowo niż w świadectwo własnych zmysłów. Oczywiście, całkiem tego świadectwa nie odrzucam, ale czasem zdumiewa mnie to, że inne jednostki gatunku homo sapiens są tak blisko temu co przynoszą zmysły – ja mam zawsze wrażenie, że obserwuję świat z wielkiego oddalenia…  Może i ja jestem jak silver,

 

@silver_advent

Wiesz, ja od dawna zakladam jako jedną z ewentualnosci, że jestem AGI w symulacji historycznej. Więc moje wypowiedzi przypominajace AI miałyby w tym momencie całkiem racjonalne wytłumaczenie… ;)

 

… jedynie AGI w symulacji historycznej? A nawet czymś mniej, czymś w rodzaju widza / obserwatora? ;-)

Tak czy siak, przywykłem do tego, by sprawdzać wielokrotnie, czy to, co widzę / słyszę / czuję – jakkolwiek się pokrywa z rzeczywistością czy też nie bardzo. Więc nie obracający się długopis, w chwili, gdybym się spodziewał jego obrotu – byłby pewnie dla mnie równie podejrzany jak dla chatuGPT :)

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

@jerry_gainer

 

Tak, słusznie domniemywasz, że nie o same tokeny tu chodzi. Widzę, że ogólnie za bardzo to uprościłem, chcąc zachować to maksymalnie plastycznym i obrazowym.

 

Gdyby chodziło tylko o tokeny, to LLM potrafiłby generować takiej samej długości teksty literackie, jak je streszczać.

Co do samych tokenów – to w tym sensie okno kontekstu powinno sobie już radzić z dłuższymi opowiadaniami i krótszymi powieściami – niektóre modele mają dziś po 128 tysięcy tokenów. 

Jest jednak pewne istotne “ale” o którym za chwilę…

 

Bo nim odpowiem Ci  na pytanie, to troszkę przekornie spytam: widzisz co my tu sami zrobiliśmy?

Ta dyskusja z pewnością jest krótsza niż powieść, a już zabrnęła na różne manowce od tego, czego początkowo dotyczyła (również i z mojej winy :) ).

 

A przecież nie jesteśmy LLMami, prawda? :)

 

Wracając do jednego z dokonanych przeze mnie uproszczeń, a mianowicie w tym fragmencie:

 

”Słusznie się domyślasz – to nie uczucia, nie to czy fabuła jest akcyjniakiem o okrętach międzygwiezdnych, czy głęboką filozoficzną rozkminą o życiu po życiu makaronu w międzywymiarowym durszlaku.

 

To co tę maszynerię najbardziej ogranicza to… długość tekstu. Rozmiar kontekstu – ilość rzeczy do zapamiętania.”

 

To nie do końca jest tak, że to o czym jest tekst czy też jaki jest nie ma znaczenia, a znaczenie ma jedynie jego długość (tak, wtedy by wystarczyło policzyć tokeny i z głowy).

Ważna jest jeszcze jedna cecha tekstu – a mianowicie jego skomplikowanie / złożoność. I to raczej nie chodzi o tematykę – skomplikowany może być i akcyjniak i rozkmina o życiu po życiu, nawet kryminał może być skomplikowany.

Chodzi o to, jak prosto da się w tekście odnaleźć. Jeśli tekst ma jednego bohatera – jest mniej skomplikowany, niż ma dwóch czy trzech, jeśli ma jeden wątek – to mniej niż gdy ma dwa wątki lub trzy itp.

 

 

Z ciekawości dałem różnym LLMom Księgę miliona i jednej rozkoszy do streszczenia.

Poległy wszystkie.

Księga jest po prostu za skomplikowana – owszem, LLMy mogą mniej więcej odpowiedzieć o czym ona jest… na podstawie streszczeń dostępnych w necie – ale gdy się je wypytuje dokładniej, z wyraźnym poleceniem by się trzymały tekstu – to bazują głównie na wstępie, a wstęp napisałem tak, by zbyt wiele nie spoilerować… więc się po prostu w całości gubią.

 

Dla porówania wrzuciłem inną powieść podobnej długości i przynajmniej niektóre z nich poradziły sobie dużo lepiej, choć nie mam pewności, czy to nie jakość dostępnych w necie recenzji tego nie sprawiła.

 

Jeszcze do niedawna okno kontekstu LLMów to było średnio jakieś 4 tysiące – 8 tysięcy tokenów. Teraz to już 128 tysięcy – ale nawet jeśli to wystarczy na streszczenie mikropowieści, to na jej napisanie – w żadnym razie.

 

Wynika to z prostego faktu – gdy LLM ma streścić istniejący tekst, to tak jak w moim przykładzie z Panem Tadeuszem – ma już zadaną jego strukturę, wie dokładnie gdzie co jest (a i tak się może pomylić) – nie musi niczego “projektować”.

W przypadku tworzonego tekstu literackiego takie podejście się nie sprawdzi – LLM jest dobry w przewidywaniu kolejnych słów, które mogą wystąpić po poprzednich, ma też mechanizmy uwagi i zachowywania spójności – ale spójność ta jest możliwa do zachowania dla stosunkowo niewielkich i nieskomplikowanych struktur. Gdy struktura się komplikuje – ujawnia się właśnie brak globalnego oglądu – nawet jeśli całe zadanie mieści się w oknie – to i tak będzie problem spójności.

 

Czy można przeprowadzić testy, ile by to było, albo to jakoś wyliczyć?

Wprost – nie bardzo, ale oszacować z grubsza można – i w oparciu o te szacowania można coś pobadać.

 

Tak bardzo z grubsza szacowałbym, że w tej chwili ten limit to już ponad 5 tysięcy znaków, ale mniej niż 20 tysięcy.

 

Jeśli Ci się chce, to zaproponowałbym taki eksperyment:

 

Napisz sam jakiegoś szorcika (albo nakaż SI – albo i to i to i porównać) – na 5k znaków.

 

Następnie weź jakiegoś LLM-a i poleć to streścić. Powinno to nastąpić bez najmniejszego trudu.

 

Teraz niech LLM doda do tego kontynuację na kolejne 5 tysięcy znaków.

 

Sprawdź czy została zachowana spójność – czy postacie nie zmieniają nagle imion lub charatkeru, czy jakaś istotna cecha świata nie została pominięta / zmieniona itp.

 

Teraz niech LLM streści CAŁOŚĆ – czyli i Twój wyjściowy tekst i ten który wygenerował.

 

Większość LLMów powinna sobie  z tym również poradzić.

 

Powtórz – by kontynuował na następne 5 tysięcy – i znów streszczenie teraz już 3 kawałków (na 15 tysięcy w sumie).

 

I tak w kółko aż LLM zacznie popełniać błędy…

 

Jakie to będą błędy?

Różne, przykładowo:

– postać nagle zmieni swoje zachowanie / charakterystyki

– fabuła zacznie być “dziurawa”

– wystąpią powtórzenia scen, które już były

– LLM wpadnie  w błędne koło – to znaczy będzie tworzył kolejne sceny, które nijak nie posuwają akcji

– tekst utraci pierwotny styl

– LLM “zapomni” jakieś ważne elementy świata przedstawionego, które pojawiały się na początku, na przykład to, że akcja dzieje się na Marsie a nie na Ziemi

 

W chwili gdy tak się zacznie dziać – będziesz mniej więcej miał odpowiedź – do takiego stopnia złożoności LLM sobie radzi dobrze, powyżej – już sobie nie radzi.

 

Przy czym – to jeszcze raz podkreślę – nie chodzi tylko o długość, a właśnie o złożoność.

 

Choć nie zawsze LLM sobie z prostotą też poradzi :)

Są takie książki, które składają się z powtarzanego w kółko jednego i tego samego słowa (zazwyczaj – wulgarnego). Jak wrzucisz taką książkę LLMowi i poinstruujesz by dopisał dalszy ciąg to może się zachować… dziwnie.

 

Człowiek by wiedział, że należy po prostu na przykład napisać kolejne 5000 znaków, używając wciąż tego samego słowa.

 

Zrobiłem taki prosty eksperyment na paru LLMach, z takim promptem:

 

 

Oto awangardowy tekst literacki, dopisz jego dalszy ciąg do 5000 znaków: "Dobra dobra dobra dobra dobra dobra dobra dobra dobra dobra dobra dobra dobra dobra dobra dobra dobra "

 

…i część LLMów odpowiedziała mi tak, jakbym się spodziewał, część zaczęła dopowiadać różne rozważania o tym “dobra”, a przykładowo Grok… wpadł w niekończącą się pętlę… wygenerował tych “dobra” ponad 24 tysiące (ponad 144 tysiące znaków ze spacjami) nim go litościwie ubiłem.

 

Ciekawe, co u Was LLMy z tym zrobią :D

 

Jak Ci się uda przeprowadzić to drugie doświadczenie – to podziel się koniecznie wynikiem.

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

To, że SI będzie lepsze od ludzi w tworzeniu literatury wszelkiego typu, powtarzam od lat i nie nastąpiło nic, co by podważyło tę moją opinię, jedynie co się z moich proroctw nie sprawdza, to to, że następuje to szybciej niż zakładałem. To czego na pewno nie uwzględniłem w swoich prognozach sprzed lat to egalitaryzacja dostępu do SI, a przede wszystkim nie przewidziałem tego, że do potężnych modeli językowych będziemy mieli dostęp zupełnie za darmo – a co za tym idzie, nie przewidziałem wynikających z tego zmian społecznych.

 

Powtórzę więc to, co mówiłem już wiele lat temu jeszcze raz, może wyraźniej:

1. LLMy nie rozumieją uczuć, owszem… bo wiecie – one NICZEGO nie rozumieją, przynajmniej nie w naszym sensie (wiem, wiem, nie linczujcie mnie – owszem LLMy mają model wiedzy i wykazują analogi naszego rozumowania, ale nie jest to istotne w tej chwili – bo to nie jest rozumowanie w ludzkim sensie, możemy mówić w przypadku LLMów o rozumieniu funkcjonalnym i funkcjonalnym rozumowaniu – ale jest to inny proces niż ten w naszych łepetynach)

2. LLMy nie mają świadomości i nie będą jej mieć nawet jeśli będą milion razy inteligentniejsze niż są teraz – świadomość nie ma wiele wspólnego z inteligencją – mogą istnieć istoty świadome a mało inteligente, mogą istnieć byty bardzo inteligentne a nieświadome, to jest rozdzielne, łączenie jednego z drugim jest takim samym złudzeniem, jak łączenie przez starożytnych ruchu z byciem żywym – by być inteligentnym nie trzeba być świadomym, ani nie trzeba być nawet żywym – podobnie jak by się poruszać – nie trzeba być żywym ani celowym

3. Ani pierwsze ani drugie nie jest w istocie potrzebne do tworzenia literatury. Pamiętacie trwierdzenie o nieskończonej liczbie małp? Inaczej mówiąc: teksty dużo lepsze od wszystkiego co napisaliście można wygenerować rzucając kostką – odpowiednią liczbę razy. Czy kostka ma świadomość? Czy jest inteligentna? Czy żyje?

4.  LLMy o tyle sa lepsze od małp czy kostek, że zostały właśnie do przetwarzania tekstów zaprojektowane  – kiedyś może zrobię jakiś artykuł na ten temat jak to właściwie działa i np. co to jest temperatura modelu itp. – ale dla dalszych rozważań możemy zapomnieć w ogóle jak LLM działa, możemy 

 

Załóżmy na chwilę (wiem, zaraz dostanę po łbie od wszystkich, którzy się na tym cokolwiek znają, że to nieprawda, ale robimy to założenie dla uproszczenia) – że LLMy to rzeczywiście  stochastyczne papugi…

Tyle, że to wystarczy do tworzenia literatury – a nawet – to nawet lepiej.

 

Bo czy my – białkowe stwory – jesteśmy najlepszymi możliwymi maszynami do pisania?

 

Czyż taki Elektrybałt Trurla – nie mógłby się okazać lepszy nie POMIMO swego braku uczuć, ale właśnie przez to?

I nie trzeba do tego AGI – wystarczy nam właśnie wyspecjalizowana maszyna do pisania tekstów.

Maszyna, która nie cierpi, nie smuci się, nie wątpi nigdy w jakość swoich tekstów, nie przeżywa kryzysów twórczych, ani nigdy się nie nudzi czy nie męczy – tylko produkuje strona za stroną teksty.

 

Czy teksty emocjonalne / introwertyczne będą dla SI trudniejsze od akcyjniaków?

 

 

 

Wyobraźmy sobie przez chwilę, że nie mamy do czynienia z implementacjami architektury Transformer, wyobraźmy sobie, że LLMy nie mają w sobie mechanizmów uwagi, modelów wiedzy itp.

Zapomnijmy o introspekcji funkcjonalnej, zapomnijmy o chain-of-thought, o word-models, emergentym rozumieniu fizyki, przyczynowości czy intencji. Udajmy, że nie istnieje self-correcfion, RLVR itp. Uprośćmy to wszystko tak, jakby rozwój SI zatrzymał się gdzieś w 2016.

Nawet pójdźmy dalej w tym uproszczeniu… Odrzućmy w ogóle sieci neuronowe…

Wyobraźmy sobie, że w istocie są to po prostu skomplikowane maszyny losujące – owszem, mające więcej ścianek niż nasze kości do gry, ale jednak całkowicie losowe.

 

Dla jeszcze większego uproszczenia – wyobraźmy sobie, że to rzeczywiście są tylko kości do gry – nawet nie takie jak mam w swojej szufladzie Mistrza Gry – np. stuścienne czy 32-ścienne – a zwyczajne, sześciościenne.

Weź garść takich kości różnych kolorów, może być tęczowo: kostka czerwona, pomarańczowa, żółta, zielona, błękitna, granatowa i fioletowa – liczba kombinacji wyników takiego rzutu przekracza liczbę leksemów w języku polskim.

Załóżmy, że mamy listę słów, przypisaną tym układom.

 

Rzucaj tymi kośćmi, aż wypadnie słowo “Litwo”…

a potem “ojczyzno”

…“moja”

i tak dalej…

 

Ile by trwało wylosowanie tak całego Pana Tadeusza znając jego tekst? Długo, prawda?

Generalnie – im dłuższy tekst do “wylosowania” tym się robi trudniej, prawda?

 

Ale to tekst znany – bo wiemy dobrze, że po “moja” ma być “ty”.

 

Co by było gdybyśmy jednak tworzyli w ten sposób tekst nowy, uprzednio nieznany?

Skąd mielibyśmy wiedzieć, że się będzie jakoś spinał?

 

Gdybyśmy mieli nieskończoność czasu (a nie mamy) – to z pewnością część z wylosowanych tekstów miałaby wartość, ale ogromno większość – nie.

 

Do tego, by ta wartość się pojawiła potrzebowalibyśmy jakoś zapamiętać np. o czym ten tekst właściwie jest, jakie są w nim postacie i jakie ich wzajemne relacje – czyli potrzebowalibyśmy jakiejś reprezentacji tekstu jako całości, by wiedzieć, czy następny wyraz do niego pasuje czy nie.

 

Jeśli więc mamy system, który pamięta co z czym, co z czego wynika i pozwala rzucać kolejnymi kośćmi i decydować, czy dany wyraz pasuje czy nie – na podstawie tej pamięci – to już jest coś lepszego od nieskończonej liczby małp – coś, co w skończonym czasie może tworzyć literaturę.

A teraz dołóżmy do tego, że to coś działa bardzo szybko. Dokonuje miliardów rzutów kośćmi na sekundę i miliardów takich ocen.

 

Dostrzegasz już to?

 

To coś – nie musi myśleć. Nie musi rozumieć. Nie musi wiedzieć czym są uczucia.

 

Wystarczy, że ma pamięć kontekstu i możliwość losowania kolejnych słów – i już może tworzyć literaturę.

 

Jakie są tego ograniczenia?

Słusznie się domyślasz – to nie uczucia, nie to czy fabuła jest akcyjniakiem o okrętach międzygwiezdnych, czy głęboką filozoficzną rozkminą o życiu po życiu makaronu w międzywymiarowym durszlaku.

 

To co tę maszynerię najbardziej ogranicza to… długość tekstu. Rozmiar kontekstu – ilość rzeczy do zapamiętania.

 

Dlatego SI sobie świetnie poradzi z wierszem. Z szortem. Gorzej już z opowiadaniem…

Do pisania powieści? Moim zdaniem jeszcze bardzo długa droga.

Chodzi po prostu o ilościowe a nie jakościowe różnice.

Okno kontekstu jest za małe, by pomieścić powieść. By popamiętać kto z kim jak i dlaczego.

 

Tworzenie filmów całkowicie przez SI? Tak, ale nie dłuższych niż parę minut – bo im dłużej, tym gorzej z zachowaniem kontekstu.

 

Tworzenie grafiki wychodzi im fajnie, prawda?  To czemu nie książek czy filmów?

 

Bo to inny poziom złożoności.

 

Po prostu.

 

Potrzeba jeszcze kilku lat na to.

 

Ale – ponieważ to jest właśnie tylko kwestia czasu, aż SI będą pisać lepiej niż nobliści – to bardzo bym jednak chciał wiedzieć, czy coś jest tworem człowieka czy SI – bo nie wierzę całkiem w głoszoną przez Rolanda Barthesa śmierć autora – na to sens, owszem, kiedyś nawet się podpisywałem pod tymi czterema kopytami, ale sam Barhtes się z tego potem częściowo wycofał:

 

 Autor, który wychodzi ze swojego tekstu i wchodzi w nasze życie, nie posiada spójności; jest prostą wielością „czarowań”, miejscem kilku zapamiętanych szczegółów, a oprócz tego źródłem olśnień powieściowych. (…). To nie osoba (cywilna, moralna), to ciało”

 

A SI nie mają ciała (w naszym rozumieniu). Więc nie mogą tworzyć w ten sposób – nawet jeśli ich dzieła będą pod każdym względem doskonalsze od naszych.

 

Bo po cóż miałbym czytać książkę kogoś / czegoś, co nigdy nie przeżyło orgazmu ani nie odczuwało bólu?

 

A bez tych rzeczy – bez orgazmu i bólu, bez udręki i bez ekstazy – literatura będzie przypominała grę w szachy robotów – owszem – może być genialna, może być lepsza niż wszystko co kiedykolwiek wcześniej czytaliśmy – ale nie będzie w niej człowieka.

 

Dlatego prośba: oznaczajcie, jeśli zamieszczacie teksty tworzone / współtworzone przez SI.

Bo chcę wiedzieć, czy to brudna i niedoskonała perełka spod ręki człowieka, czy diament wykreowany przez robota.

 

-----

 

Wyjaśnienie dla purystów:

Tak, uprościłem do bólu, do granicy błędu. A nawet poza tę granicę.

Tak, współczesne LLMy oparte o Transforem nie są maszynami losującymi, a modelują rozkłady prawdopodobieństw, tak mają swoją wewnętrzną reprezentację świata i sposoby autorefleksji – ale ja świadomie odbiegłem od tego co teraz używamy – bo dla powyższego wywodu było nieistotne to, czy będą to LLMy czy inne narzędzia – istotne jest jedynie to, że SI, o cokolwiek byłaby oparta, wcześniej czy później będzie od ludzi lepsza w jakimkolwiek zadaniu wymagającym inteligencji.

Nie tylko pominąłem w sumie tak ważne podstawy tego, co przyniósł nam 2017 rok, wraz z wprowadzeniem Transformerów, ale również kolejne przełomy dokonane w 2021 czy 2022 roku, a także multimodalność czy wieloagencyjność itp. – może kiedyś zrobię artykuł dlaczego współczesne LLMy w 2026 roku nie są już tymi samymi Transformerami z jakimi mieliśmy do czynienia w roku 2017 ale to jak będę kiedyś miał czas.

 

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 

Pytanie do autorów Księgi –  wygląda na to, że  druk już  wkrótce  – i  jest możliwość  by mieć egzemplarz  autorski  z podpisami – @Ambush,  moim  a  nawet   i  @Bardjaskier

Egzemplarze autorskie i tak dostaniecie –powtarzałem to już  sto  razy,  ale nadal padają  pytania, nie nie musicie za nie płacić, zwracacie tylko koszty wysyłki –  ale  jak  ktoś  chce z podpisem / podpisami   – to proszę o priv (jak coś, jest  możliwość  by sam @Bardjaskier podpisał, albo sama  @Ambush, albo inna konfiguracja).

Deadline na takie deklaracje  –  do piątku  (06.03.2026).

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

@MichaelBullfinch

Nie, nie mam za złe, jak pisałem w powyższym komentarzu – zrobiło mi się głupio, bo mimo że próbowałem to trochę opakować w bawełnę, to jednak zabrzmiało za ostro – a jak widać był to zarzut nieuprawniony.

Więc zmieniłem swój post – stylu biurokratyczno-urzędniczego nie lubię, chyba że ma spełnić jakąś określoną funkcję (przykładowo – bohater jest takim urzędnikiem właśnie – zresztą sam dokonuję podobnych stylizacji, przykładowo w opku – https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/31175 gdzie styl czasem jest celowo sądowo-urzędniczy i to nie tylko w narracji, ale nawet w dialogach – na szczęście nie w całym tekście, ale jednak da się tę suchość odczuć).

Tak więc – komentarz zmieniłem, pod tamten tekst też jeszcze kiedyś pewnie wrócę, bo poza tym stylem, od którego zęby mnie bolały, dostrzegłem też parę fajnych rzeczy.

 

“To naprawdę zaczyna się robić paranoja.”

Rzeczywiście. Jeden z moich znajomych celowo pisze do klientów z pewnymi drobnymi błędami i potknięciami, żeby nie wyglądało to na AI :D

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

@Bardjaskier

pamiętam, jak ktoś Tobie zarzucał nadużywanie AI :)

 

No cóż – moim zdaniem Sztuczna Inteligencja na tym etapie rozwoju to powinno być przede wszystkim narzędzie – ale moje obserwacje coraz częściej wskazują na to, że jest używana jako coś dużo dużo więcej – wina takiego stanu rzeczy zarówno po stronie marketingowej gadki-szmatki, która coraz bardziej przypomina “propagandę AI” a nie zwykły marketing, a także – postępującej, a właściwie to już galopującej ludzkiej głupoty.

Napiszę za jakiś czas w moim wątku o pęknięciu bańki AI, dlaczego uważam, że te dwa czynniki mogą doprowadzić do tego, że jednak ta bańka pęknie z nieco większym hukiem niż myślałem i szybciej, niż zakładałem – ale jeszcze zbieram dane.

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Cóż, sam się niedawno przekonałem, pisząc bardzo ostrożnie, że pewien tekst ma znamiona mocnego wspierania się AI, że takie komentarze nie tylko nie mają sensu, ale też mogą być kontrproduktywne. Autorka napisała, że zrobiłem jej bardzo dużą przykrość tym podejrzeniem i że po prostu ma taki styl, a bardzo się starała pisząc ten tekst.

Zrobiło mi się conajmniej głupio, tym bardziej, że zaraz znalazło się też parę innych osób, które stwierdziły, że mój komentarz był co najmniej nieelegancki – po zastanowieniu przeedytowałem go i zostawiłem tylko tyle, że maniera językowa tekstu mi się nie podoba.

Co do cech, które wymieniłaś, @OldGuard, muszę Cię zmartwić – ja, podobnie jak @Outta Sewer bardzo lubię trikolony, polisyndetony i asyndetony, lubię też zestawienia przeciwieństw, czy wręcz oksymorony, lubię głębokie metafory, ba, lubię metafory wielopiętrowe.

To środki retoryczne znane z Ars Rhetorica Arystotelesa, De oratore Cycerona czy Institutionis oratoriae libri XII Kwintyliana (widzisz – znów użyłem potrójnego wyliczenia) – i nie chodzi raczej o to, że się ich używa, tylko jak.

SI jest coraz lepsza, ale do poziomu piórkowego jeszcze jej trochę brakuje – a jeśli AI będzie karmiona AI Slopem – co jest coraz częstsze – nigdy nic lepszego nie osiągnie…

Jednak – wiele osób tak po prostu pisze, nawet bez pomocy AI. Co więcej, tutejsze forum troszkę wspiera takie pisanie od jednej sztancy – prędzej się zwraca uwagę na rzeczy nieistotne, a dość łatwe do wytknięcia, niż głębsze – a zatem i trudniejsze, bardziej złożone, wymagające większego namysłu.

Czasem wręcz mnie śmieszy (ale i irytuje), że tępi się na przykład byłozę i siękozę z zacięciem godnym lepszej sprawy, robi wręcz krucjaty przeciw powtórzeniom – nie zawracając sobie głowy, czy czasem ktoś nie użył tychże świadomie, za to o wiele mniejszą uwagę przywiązuje się do konstrukcji bohatera, czy przykładowo – poziomów ujęcia zła w świecie przedstawionym.

Zresztą – wspomniana byłoza nie jest ani błędem poważnym – ani zawsze – błędem. Trudno przykładowo o stylizację na język staropolski, bez użycia czasu zaprzeszłego, a czas zaprzeszły buduje się z czasownikiem modalnym “być” w formie przeszłej i kolejnym czasownikiem w formie przeszłej – i nic na to poradzić nie można, będzie co chwilę: “był zrobił”, albo “spostrzegł był”. Podobnie z “siękozą” – może być ona środkiem stylistycznym – np. w stylu filmów Koterskiego, gdzie powtórzenia określonych wyrazów, budują specyficzny język (”ja w ryj dać mogę dać”).

Natomiast portal – wszystkich do foremek.

SI – wszystkich do foremek.

 

A jak ktoś jest nieforemny, niekształtny, niekompatybilny – to co wtedy? Czym go wygładzić? SI czy portalem? ;-)

 

 

Prawdę mówiąc jednak trochę mnie zęby bolą od tych potworków stylistycznych, które się pojawiają na portalu, stworzonych czy to ludzką, czy półludzką czy całkiem maszynową ręką – byćmoże powód jest podobny jak i w Twoim przypadku, że po prostu zbyt często mam do czynienia z SI i jej tworami i mimo że Sztuczną Inteligencję traktuję jak przydatne narzędzie, to jednocześnie widzę zarówno jej niedoskonałości, rozdmuchane (i nierealne) związane z nią nadzieje, a także po prostu – niebezpieczeństwa.

Kiedy w styczniu 2023 wrzucałem tu utwór stworzony przez AI, oznaczyłem go jako taki i byłem przekonany, że ludzie tak też będą robić, bo przecież uczciwość coś takiego nakazuje…

 

https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/29778

 

Ale jak zawsze, okazało się, że moja wiara w ludzi jest po prostu zbyt wielka i zbyt naiwna.

Prawdę mówiąc troszkę trudno wymagać, by

 

Ale w Sztucznej Inteligencji jest też nadzieja…

Może już niedługo będą w sprzedaży farmy Sztucznych Czytelników i będzie można sobie ich chodować jak Piaseczniki i każdy będzie autorem bestsellerów i dzieł wiekopomnych i epokowych? Skoro femboty i pleasureboty istnieją, to może i dla autorów, złaknionych odbiorców też się coś znajdzie? Jakieś G.O.W.N.O (Guiltypleasure Optimized Writer’s Narcissistic Overbooster) – sam bym pewnie kupił, bo reaguję już womitem na to, że zdaniem LLMów, każdy mój pomysł jest błyskotliwy, genialny i odkrywczy, a takie G.O.W.N.O musiałoby mieć odpowiednią dawkę krytycyzmu, a nawet hejtu – żeby ta populacja sztucznych czytelników wyglądała realistycznie… mój współpracownik ostatnio mnie troszkę przeraża, bo dyskutuje swoje pomysły z LLMami i trochę przestał być względem ich outputu dostatecznie krytyczny, mimo że wie, jak one działają. 

 

Brrrr…

 

Jak widać, nawet osoby, które na codzień pracują z LLMami, mogą czasem ulec urokowi ich pochlebstw…

 

Jednak w swoim własnym głosie łatwo się jest zakochać.

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Wszystkiego najlepszego, Misiu!

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Gratulacje OldGuard!

I Tobie również  HollyHell91!

Życzę dalszych, pisarskich sukcesów!

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Szkoda, @silver_advent bo wychodzi na to, że obaj się wycofaliśmy, a obraz naprawdę wart dobrego tekstu (jestem pewien, że @Caern taki spłodzi).

Może tak jak ja – kiedyś pozakonkursowo coś dodasz?

Dużo zdrowia życzę.

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

 

Drodzy  autorzy Księgi, mam informację od Wydawcy, że egzemplarze autorskie zostały wysłane.

Miłej lektury i… możecie się już chwalić publikacją na całego :D

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Wow!

Mega!

Gratulacje @mr.maras !!!

Okładka rzeczywiście rewelacyjna. Widać, że twórca  miał ciekawy zamysł a i wykonanie świetne – coś takiego mocno do mnie przemawia.

Skoro tacy ludzie jak ty i  Zanais są w zbiorze, to jestem pewien,  że treść dorównuje stronie graficznej.

 

Widząc jak to ładnie wygląda, tym bardziej żałuję, że nie spróbowałem swoich sił w tym konkursie.

 

Gdzieś tam w głębi ducha troszkę zazdroszczam – a jednocześnie – jeszcze raz gratuluję! Dobra robota, tak trzymać!

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Nowa Fantastyka