komentarze: 1159, w dziale opowiadań: 914, opowiadania: 327
komentarze: 1159, w dziale opowiadań: 914, opowiadania: 327
Hej, Zakapiorze, jestem i czytam! :)
W pewnym sensie właśnie to czyni ją tak przerażającą w porównaniu z innymi opowieściami tego typu
Tutaj pomyślałam: ej, ale przecież jeśli chcemy pisać coś strasznego to nie piszemy, że to jest straszne – to psuje niespodziankę! I jest wtedy mniej straszne!
Poza tym zaczyna się fajnie. Narracja pierwszoosobowa dobrze tu działa – śledzimy poczynania bohatera, kibicujemy mu, bo znamy od razu jego myśli i motywacje.
Co to za archiwum połączone jedynie z podziemnym parkingiem? :D No, ale przyjmuję na wiarę, z całą resztą, że to nie było ważne archiwum…
Szerokość asfaltu zachęciła do zamknięcia licznika – poddałem się tej pokusie.
Tego po prostu nie znam – czy zamknięcie licznika oznacza jakąś dużą prędkość? Nie spotkałam się z tym określeniem…
Dalej już bez uwag, bo czytanie wciągnęło i obawiam się, że nie zwracałam takiej uwagi na sprawy językowe, jak powinnam. :D
Bardzo interesująco się to czyta. Jest ucieczka, która jest niemożliwa – ten schemat horrorów dobrze się sprawdza – jest napięcie, jest nieznana istota/duch, domagająca się czegoś. Wprawdzie w którymś momencie pomyślałam, że przecież mógł jej otworzyć wreszcie i zobaczyć, co się stanie, a nie pozbawiać się oczu, ale rozumiem, że pozostanie w konwencji wymagało takiego zabiegu. Końcówka bardzo sprawna, lecz to, że bohater kończy w zakładzie psychiatrycznym, nieco mnie rozczarowało – znowu mam wrażenie, że tego wymagał schemat.
Bardzo trudno napisać dobry horror, taki, który przeraża. Tobie właściwie się udało – to jest dobry tekst, od którego nie można się oderwać. Chylę czoła przed dobrym warsztatem i wyobraźnią. Mam jednak wrażenie, że już to czytałam, w innych opowiadaniach z innymi rekwizytami.
Piórkowo będę na nie i będę czekać na przełamujące schematy teksty, którymi na pewno nas jeszcze uraczysz. Biorąc pod uwagę, jak piszesz, nie będę czekać długo!
Pozdrawiam cieplutko! :)
Hej, wpadam z komentarzem! :)
Najpierw trochę marudzenia:
Damian zrzucił z ramion plecak, uklęknął i przyjrzał się rozciętej spódnicy, szkarłatnej od krwi sączącej się z rany. Kiedy wyjaśnił, co się stało, Marysia, będąca w szoku, zaczęła rozglądać się po lesie.
Te zdania są słabe. No, sam zobacz. Naprawdę Damian przyglądał się spódnicy? I co takiego wyjaśniał? Przecież Marysia sama weszła we wnyki, a on jej to wyjaśniał? No i on jej wyjaśnia a ona zaczyna się rozglądać. Coś tu, dla mnie, nie działa i denerwuje, jako czytelnika.
Las zdawał się ich obserwować ślepiami ukrytymi w krzakach, przyczajonymi wysoko w koronach. Podsycał napięcie skrzypnięciem drzewa, dźwiękami runicznego języka, na granicy świadomości, bo obydwoje skupieni byli na nodze Marysi.
Tu podobnie. Czytam te zdania i one nie działają. Ślepia ukryte w krzakach ale przyczajone w koronach. To gdzie? Jeśli tu i tu to zabrakło jakiegoś “zarówno” albo czegoś w tym rodzaju. Drugie to przeredagowania, bo masz podmiot “las” i nagle na końcu liczba mnoga – jakby Damian i las byli skupieni. Ale generalnie źle. Te dźwięki runicznego języka tez trochę nie wiadomo skąd. Jaki runiczny język?
Przyjrzawszy się dokładniej ostremu drutowi, Damian uznał, że brzytewki weszły w ciało głęboko, ale na szczęście nie w okolicy tętnicy. Nie powiedział jej, że to zrobi, nie chciał Marysi dodatkowo stresować – po prostu wyszarpnął wnyki z nogi.
Jeśli przyglądał się drutowi, na nie skórze, to skąd wiedział, jak głęboko wszedł? …ale na szczęście nie naruszyły tętnicy. Okolica tętnicy jest przecież spoko, póki nie rozerwie samej tętnicy. W drugim zdaniu zmieniłabym początek – Nie uprzedził Marysi – po prostu wyszarpnął…
Dopiero po chwili zauważyła Jerry’emu.
Jerrego – w ogóle wcześniej odmieniasz to imię po polsku, bez apostrofu, trzeba to ujednolicić.
Skórę miał tak pomarszczone, że przypominał żywe drzewo.
pomarszczoną
Według jednej zostaliśmy oznaczenia w ten sposób, żeby ludzie mogli nas z daleka rozpoznać.
Yyyy
Czasami łączyła się na kamerze, jednak bez względu na formę spotkania, była do ich dyspozycji – N-osób, nienasyconych, zafiksowanych na swoim punkcie czarnych dziur pochłaniających energię.
łączyła się przez kamerę
Nie musisz do końca życia pozostać narcystyczną suką.
pozostawać
Mam ogólne wrażenie, że początek jest najgorzej (językowo) napisaną częścią tekstu, często mieszane są dokonane i niedokonane czasy a zdania toporne. I, jakbyś się rozkręcał, im dalej tym lepiej.
Sama fabuła bardzo ciekawa, choć nie dało się uniknąć miejsc, gdzie logika czytelnika krzyczy: co?!
Podoba mi się pomysł na świat, interesujący porządek społeczny, ciekawe zegarnice, ucieczka bohaterów ładnie wpisana w problemy świata, udało Ci się uniknąć nudnego podawania informacji – są zgrabnie wplecione w myśli bohaterów. Postacie są jakieś, dobrze skonstruowane, przekonujące.
Zupełnie nielogiczne dla mnie są ścieżki ucieczki i pogoni – odwrotne w kolejności, a przecież Bonny dosyć łatwo odszukuje ślady zbiegów.
Końcówka jest interesująca, niesztampowa, jednak, według mnie, potrzebuje nieco wygładzenia, bo powody śmierci Bonny nie wybrzmiały dla mnie szczególnie przekonująco. Również zdziwiło mnie, że zajęła się przesłuchiwaniem Marysi – dla mnie była bardziej postacią akcji w terenie, okrutną i pnącą się wciąż wyżej, a nie kimś, kto miesiącami przesłuchuje bohaterkę. To taka rysa na kreacji tej postaci, która mi nie pasuje.
Są to oczywiście bardzo subiektywne odczucia, inni czytelnicy mogą mieć inne, ale może przydadzą się na przyszłość. :)
W głosowaniu będę tym razem na nie, ale uważam, że niewiele brakuje tu do piórka, jadnak na tyle, by go tym razem nie przyznawać. Czekam na następne Twoje, zawsze ciekawe, opka i pozdrawiam cieplutko! :)
Michaelu, nie wiem co powiedzieć. :D
Dwóch staruchów na tej samej plaży, jeden zmienia się w obcego, drugi wypływa w ostatnią podróż, a to wszystko pod tą samą wieżą/latarnią. Czegóż chcieć więcej? :D Wrócę jeszcze z komentarzem, na razie przeżywam szok turystyczny, bo parawanów nikt nie postawił! :)
Pozdrowionka! :)
Hej, przybywam z komentarzem, po lekturze samotnej walki rodzicielskiej z demonicznymi przeciwnościami! :)
Trochę wrażeń i marudzenia:
W odległym świecie leżała kraina ognia i trzech słońc.
To ciekawy początek dla opowiadania fantastycznego. Chce się czytać dalej.
Mieszkańcami były istoty Ignaris, które nie miały serc, lecz rozżarzone węgielki, nadające moc i sens istnienia.
Istoty Ignaris brzmią interesująco. Lepiej: dające moc. Zastanawiam się też, czy wypowiedziane jednym tchem “moc i sens istnienia” jest logicznym wyrażeniem. Bo o ile moc rozumiem, to sens istnienia już nie…
Czy Rozpłomyki i Ignaris to to samo? Bo nie do końca wybrzmiało…
Stała nieruchomo, choć każdy oddech trawił od środka. Zamknęła oczy, wsłuchana się w głąb siebie, w żar, który ją palił, i pozwoliła prowadzić się instynktowi.
Co oddech trawił od środka? I lepiej: wsłuchana w siebie.
Iskra zaświeciła i przemieniła się w Płomień, który był jeszcze słaby i nieregularny, ale żywy. Rozpoczęła właśnie wędrówkę, jedną z najdłuższych, jakie można odbyć przez całe istnienie. Tak jak Rozpłomyki, które wyruszały daleko ze swymi Płomieniami i wracały, gdy te były gotowe stać się Ignaris. Tak i ona musiała znaleźć miejsce, w którym ich światło nie zgaśnie.
Ten fragment zaczyna się od podmiotu “iskra” (Płomień) i dalszy ciąg sugeruje, że mowa o owej iskrze. Ostatnie zdanie jest niejasne – kto musiał znaleźć miejsce i czyje światło? (Bo tu już liczba mnoga) Trzeba to uprościć, by było czytelne.
Od teraz wszystkie kroki przez dolinę Cindery zostały rytuałem strażniczej troski
Stały się.
Skóra, wcześniej biała, przybrała szary odcień, oczy traciły zielony blask i ciemniały, a jasne jak promienie słońca włosy matowiały.
Tu kłania się logika świata przedstawionego. Pisałaś o trzech słońcach. Warto do nich wrócić i wyjaśnić – jasne jak promienie którego słońca?
Im bardziej słabła, tym jego siła narastała. Coraz wyraźniejszy i straszniejszy. Nie musiał nic mówić, przytłaczał już samą aurą.
tym bardziej jego siła rosła. Drugie zdanie się nie klei, chyba że zamiast kropki postawisz przecinek, wtedy masz orzeczenie.
Gdy stanęła w miejscu, ciężar narastał.
Za dużo tego narastania. Poza tym albo: Gdy przystawała, ciężar narastał, albo, Gdy stanęła, ciężar rósł.
Strażniczki szeptały kołysanki, tworzące coś w rodzaju niewidzialnej tarczy ochronnej, której same nie dostrzegały, ale demony czuły bijącą z niej moc. Próbowały to przerwać i zagłuszyć szept. Jednak każdy powtórzony wers, każde słowo pełne troski osłabiały go coraz bardziej i zmuszały do wycofania. Seraphine zamknęła oczy i uspokoiła oddech, próbując odsunąć strach i zwątpienie.
Mieszają się podmioty w tym fragmencie. Strażniczki i demony. W związku z tym nie wiadomo, kogo dotyczy drugie zdanie. A w trzecim mamy nagle liczbę pojedynczą “go”. Ostatnie zdanie wydzieliłbym akapitem.
Demon naparł na powietrze, próbując przerwać rytm, zagłuszyć słowa.
Trochę niejasne – jak demon naparł na powietrze?
Wiatr zamilkł razem z krzykiem, ciemność zaczęła ustępować, a
naniebo powoli jaśniało.
Literówka. I znowu przyszło mi na myśl, że przy trzech słońcach mogło nie być w ogóle świtu. Ciekawie by było to opisać.
Oswoiła ból spowodowany traumą po obecności demona, choć ten nigdy nie ustępował całkowicie.
Trauma to słowo niekoniecznie pasujące w tym opowiadaniu. Ale Twój wybór, oczywiście. Zdanie jest tak skonstruowane, że nie wiadomo, czy nie ustępował ból, czy demon.
Przybrał taktykę zupełnie odmienną od poprzednika.
Taktyki się nie przybiera. Raczej wybiera. :)
Bezwład ogarnął nogi, a ciało nie słuchało poleceń. Demon wysysał pozostałości energii, wdzierając się w ciało jak trucizna, odbierając siłę mięśniom. Chłodne powietrze wypełnione fetorem utrudniało oddech, a cień skrzydeł oplatał Seraphine niewidzialnymi łańcuchami. Siły, które odzyskała, nagle zaczęły opadać z podwójną intensywnością.
– Widzisz, jaki on słaby? Taki maleńki. Czy naprawdę myślisz, że potrafisz go ochronić? – wysyczał nienaturalnym, przeciągłym głosem.
Nagle potknęła się o wystający kamień i runęła na twardą ziemię.
Przytoczyłam cały fragment, żeby pokazać, co mnie wyrwało z lektury. Pierwsze zdanie mówi o bezwładzie – logicznie to niemożność ruchu. Ostatnie zdanie mówi, że bohaterka się potknęła. Jak to możliwe? Trzeba pilnować logiki.
Rozbijała obozowiska w cieniu skał, pozwalając Płomieniowi chwilę odpocząć, a sobie wsłuchać w odgłosy doliny.
Skoro niosła Płomień, to raczej nie był zmęczony. To ona była zmęczona.
Sześć łap wyrwało w powietrzu, uderzając o ziemię z hukiem.
Zabrakło, co wyrwało.
Płomień figlował uradowany z otaczającego ich krajobrazu.
Źle skonstruowana część zdania. Uradowany kim, czym. No i nie krajobrazem.
Tafla była gładka, nieporuszona, odbijając cienie skał, zlewające się w jedną masę.
Tafla gładka, nieporuszona, odbijała cienie skał…
Wiatr przesunął po powierzchni wody. Nie podniosła głowy, ale wyraźnie poczuła, że nie są sami.
Co przesunął?
Postawny mężczyzna,
Skąd tu się wziął mężczyzna? Mamy w tym świecie istoty Ignaris, Płomienie, Strażniczki, Rozpłomyki i nagle zwykły mężczyzna? Taki ziemski?
Seraphine potknęła się, a Mithar w ostatniej chwili chwycił ją za rękę, wciągając z powrotem do równowagi.
– To jeszcze nie koniec. Będziemy tuż za plecami, wszędzie, gdzie to możliwe. Dopadniemy was prędzej czy później – wychrypiała.
To mówi bohaterka? Do kogo?
No dobrze, zamarudziłam sporo, ale wiesz, to są sugestie, z których możesz skorzystać lub nie. To były miejsca, które mnie zatrzymały, możesz się zastanowić, jak sprawić, by brzmiały lepiej. Nie czytałam wszystkich komentarzy, więc może uwagi się powtarzają.
Fabuła w dużej mierze oparta jest na metaforze. To dobrze i źle. Dobrze, bo to nośna metafora, samotna walka rodzicielska, poświęcenie własnego życia za inne, to piękne i zawsze wzruszające tematy. Ludzkie. Bliskie niemal każdemu z nas. Udało Ci się dobrze to wykorzystać. Brawo!
Źle, bo metafora zdominowała opowiadanie, które miało bardzo ciekawe założenia początkowe. Brak mi tego świata w dalszych częściach, tych różniących się słońc, które przecież w inny sposób oświetlały planetę. Potwory potworami, opisane dość porządnie, lecz gdzie inne strażniczki opiekujące się płomieniami? To oczywiście takie luźne przemyślenia, szanuję Twoją wizję i rozumiem, czemu zdominowała tekst, lecz mam wrażenie, że przez to opowiadanie nieco straciło.
W głosowaniu będę na nie, lecz uważam, że idziesz w bardzo dobrym kierunku, jeśli chodzi o pisanie i będę czekać na następne Twoje opowiadania.
Pozdrawiam Cieplutko! :)
Ave, Cezarze, w trójcy bliźniaczy!
Komentarz przyjęty cieplutko, też lubię swoje absurdy! :D Mam nadzieję, że wrócisz szybko, by rozjaśniać firmament swoim blaskiem i naszą bliźniaczą przyjaźń! :) Dzięki za wszystkie Twoje cenne komentarze, łącznie z tym!
Ave! :)
Serdecznie gratuluję wszystkim nominowanym, bo nominacja już świadczy o poziomie!
No i oczywiście gratuluję nagrodzonym! Piękne teksty! :)
Koala75, dzięki za odwiedziny!
OldGuard, hej, fajnie, że wpadłaś, dzięki za uwagi, zaraz zajmę się tymi miejscami. Bardzo się cieszę, że przypadło Ci do gustu! Nie każdemu leżą takie klimaty, więc doceniam! :)
Pozdrawiam serdecznie!
rolandrolnnd, hej, witaj, przeczytałam, a właściwie przebrnęłam przez tekst.
Naprawdę polecam, jak bruce wcześniej, żeby jednak wcisnąć “edytuj” i tekst poprawić, bo w tej chwili nie wiadomo, co jest dialogiem, co nie, przez co lektura staje się jeszcze trudniejsza.
Trudno nazwać to opowiadaniem, ja bym to określiła jako eksperyment pisarski, widać miejscami coś w stylu strumienia świadomości, chwilami przewija się dialog nad dziwnymi szachami, chwilami mnóstwo odniesień, fantastycznych i rzeczywistych, dygresje. Lektura nie jest łatwa, więc braki w zapisie są tu tym bardziej dokuczliwe.
Myślę, że tekst zyska, gdy będzie bardziej czytelny.
Powodzenia w pisaniu,
pozdrawiam serdecznie! :)
Hej, witaj!
Ciekawy pomysł na opowiadanie, moment przejścia z tego życia do innej formy świadomości zbiorowej, czy też jedności (rozdzielonej na czas życia) jaźni, pokazałeś w interesujący sposób. Podobały mi się sceny latania, jako ucieczka przed bólem codzienności i chorobą. Sam moment śmierci i odnalezienia się w nowej sytuacji też ciekawie poprowadzony.
Najbardziej wg mnie kuleje kompozycja tekstu. Wyraźnie podzielona na dwie części, co samo w sobie nie byłoby złe, ale część druga jest jednym wielkim infodumpem. Wiem, że była tu potrzeba wyjaśnienia całej koncepcji i powracająca jaźń celowo niczego nie rozumie, by była możliwość przedstawienia koniecznych informacji, ale ponieważ zmienia się to w wykład tłumaczący zasady działania zaświatów, robi się męczący. Jasny i klarowny, ale męczący.
Kiedyś często pisano mi w komentarzach tutaj na portalu: better show than tell – lepiej pokaż niż opisuj. Może gdyby w ten sposób potraktować tę część, jako przeżycia samej bohaterki odkrywającej te zasady… – ale można sobie gdybać. :)
Opko jest Twoje, a to są tylko moje odczucia. :)
Jakim prawem ktoś się w pokoju medytacyjnym?
Czegoś tu zabrakło…
Językowo całkiem spoko. :)
Powodzenia w pisaniu! :)
Pozdrawiam serdecznie i czekam na następne opowiadania! :)
Bardzie, ty to się opędzić od nominacji nie możesz! Niesamowity jesteś! :D To bardzo dobrze napisane, zgrabne opowiadanie, czytałam z przyjemnością, jak zwykle Twoje teksty. Jednak, dla mnie, bez porównania z drugim nominowanym. I, mimo że doceniam pomysł i kompozycję tekstu, to jednak wykonanie nie zawsze doganiało resztę. Dlatego zostanę przy Ciemnym Lesie, bo tam szczerze mnie poruszyłeś. Tu nie. Czekam z niecierpliwością na następne dzieła sztuki! :)
Pozdrawiam mroźnie! :)
Prosiaczku, wracam na szybko, bo obiecałam. W głosowaniu loży będę na TAK. Po przemyśleniach wyszło mi, że tekst wart jest piórka. Wcześniej już pisałam, co mi leży a co nie, ale po lekturze zostałam jednak z wrażeniem, że to po prostu dobry tekst. Niezwykły.
Pozdrawiam mroźnie! :)
Wracam po raz drugi, jako członek loży. Będę na NIE. Jak już wcześniej pisałam, opko ma dobry warsztat, dobrze nakreślonego bohatera, jednak do piórka brakuje mu kilku istotnych elementów – przekonujących postaci drugoplanowych, dobrze wyważonej kompozycji, przemyślanej fabuły z dobrym zakończeniem. Nie ujmuje to opowiadaniu w zasłużonym trafieniu do biblioteki, natomiast na piórko jeszcze nieco brakuje. Niewiele, ale jednak.
Czekam z niecierpliwością na następne teksty i równie interesujące rozwiązania fabularne.
Pozdrawiam mroźnie! :)
dawidiq150, hej, dzięki za wizytę i bardzo ciekawy komentarz! Bardzo się cieszę, że się spodobało! Sprawiłeś mi wielką przyjemność! Dziękuję! :) Adexx, o ,dzięki! Cieszę się bardzo, że opko zasługuje na klika od Ciebie! Super! Również życzę powodzenia! :) Doceniam bardzo Wasz poświęcony na czytanie czas! Pozdrowienia śnieżne! :)
Mam! Będę czytać! :)
Outta, to może naleweczki? Nie poddaję się! :D
Ok, czyli, tak jak wskazałeś i ja przyznałam, zabrakło w tekście danych do wyłapania obcości, tu się zgadzamy, chociaż nie chciałam zbytnio odrywać czytelnika od tego, co ważne – czyli starca i jego historii. Do przypilnowania w przyszłości. :)
Zajrzałam do opka – podobało mi się – ale to zrozumiałe, skoro sama zastosowałam taki zabieg! :) Zresztą tam też wielu osobom się podobało! Nie czytałam wszystkich komentarzy, ale rozumiem, że znalazł się tam ktoś, kto miał takie odczucia, jak Ty teraz? :D
Dzięki za trzykrotność! :D
Hej, Anet, dzięki za wizytę! :)
Outta Sewer, no I dlaczego nie jesteś zadowolony?! Zrobię Ci kakao! :)
No, dobra, nie musiało Ci się podobać, rozumiem też Twoje zarzuty, chociaż kobieta mówi o nich “pokraki” a nie obcy. Ale przecież nie o to Ci chodzi.
Obcość miała mieć tu trochę inny wymiar – nie kogoś obcego, kogo nie znamy, ale coś tak innego i pokracznego, że nawet nie potrafimy sami przed sobą przyznać, że to coś żyjącego i myślącego. Ocean też uważa ich za obcych – kto wie skąd się wzięli. Może za mało to podkreśliłam, że ta niemożność zaakceptowania ich wyglądu i zachowania sprawiała, że nawet nie mieli nazwy. Ale dałeś mi do myślenia, żeby uważać z takimi rzeczami. Dzięki za zwrócenie na to uwagi. Co do oszukiwania czytelnika – to niektórzy dali się oszukać, inni mniej, hm, ale bardzo cenne, że taki odbiór jak Twój też się pojawił – czyli to oburzenie i poczucie bycia oszukanym. Dziękuję, że chciało Ci się czytać tekst ponownie i naprawdę poważnie pomyślę nad tym, co napisałeś.
Marudy są, jak widać, potrzebne!
Pozdrawiam znowu mroźnie!
Nie mogę się doczekać! Gdy brałam udział w konkursie, nie spodziewałam się, że wyląduję w książce! I to takiej, która ma czterysta stron! I to jeszcze fantastyczno-erotycznej! :) Fajnie, że Wilkitrzyikot zgodzili się na wydanie tylu autorów w jednej publikacji! Co ciekawe, nie można nazwać tego antologią, nie można nazwać tego powieścią, to jest tak inne, że sama jestem ciekawa, co to jest! :D
Udostępniajmy informacje o premierze, im więcej ludzi usłyszy tym lepiej! :D
Poprawki, które proponują Ci tu komentujący, to właśnie takie, które można wprowadzić – poprawiać zdania, doprecyzować sens, wprowadzić zmiany, przesuwając gdzieś akcent znaczeniowy itp. Chodzi głównie o to, by nie zmieniać fabuły – np. by nie zmieniać zakończenia, albo nie wprowadzać dodatkowego bohatera. Albo dodatkowego rozdziału, który tłumaczy, że ten zły był dobry. :) Mam wrażenie, że, ponieważ wszyscy o tym wiemy, nikt w komentarzu nie będzie Ci sugerował takich poprawek. Także spokojnie możesz przeglądać sugestie komentujących i jeśli Cię przekonują, to wprowadzać je. A po konkursie można już szaleć na całego!
Pozdrawiam serdecznie! :)
Same dobre słowa! Mniam! :)
Hej, regulatorzy, jak to wspaniale, że Ci się spodobało! :) Bardzo się cieszę! Niezmiennie dziękuję za wyszukanie baboli – niektóre, wstyd się przyznać, są nie do wyleczenia chyba (z tym wskazywaniem nie mogę się nauczyć!). Idę poprawiać! :)
Pozdrawiam mokro ale cieplej! :)
Hej,
no tylko właśnie nigdzie (chyba) nie piszesz, że poruszały się swobodnie. Ona schodzi z piedestału i potem na niego wraca. Bohaterka.
Powstała i wróciła na swój piedestał.
Oczywiście, wszystkie decyzje dotyczące tekstu należą do Ciebie i nie musisz nic zmieniać. JA tylko wypisuje, co mi nie pasuje. :) O, zrymowało się! :)
Pozdrawiam serdecznie! :)
Dzięki, Gryzoku, za wizytę, ten kosmita miał wylądować całkiem, gzie indziej… obcy też się czasem mylą… Zamiatin może i mógłby się wypowiedzieć, ale chyba nie chce… jego strata. :D
Pozdrawiam serdecznie! :)
Też podejrzewam jakiś sabotaż intergalaktyczny… Dzięki ,Gryzoku, za odwiedzin! Wdzięcznam! :)
Hej, przeczytałam z zainteresowaniem, niezwykły pomysł na opowiadanie! :)
Na początek parę luźno zebranych uwag. Było tego więcej, ale już nie wypisywałam wszystkiego.
Gdy staną się całkowicie czarne, mówili Magowie, ich misja się kończyła.
Dwa różne czasy, trzeba to ujednolicić.
I te fragmenty, choć przefiltrowane, pozostały nie szare, ale przygaszone, jak wypłowiałe, ale wciąż rozpoznawalne akwarele.
Będę się czepiać, bo to ważne. Szare to rodzaj koloru, przygaszone to odcień. Generalnie szary jest zgaszony (intensywność kolorów – od czystych, nasyconych, do szarości). Tak samo wypłowiałe, to zbliżające się do szarości. Także z tego opisu kompletnie nic nie wynika – w sensie nie wiem, co mam sobie wyobrazić, bo brakuje informacji.
Na jej plecach, w miejscu gdzie dotknęła Elara,
przecinek po miejscu i lepiej napisać które
Medytacja „oczyszczająca” była serią mantr i energii,
Tu logicznie się nie spina: Medytacja była serią energii?
Wymknęła się z Okrągłej Komnaty, wykorzystując znajomość rytmu patroli i ślepe punkty obserwacyjne.
Tu też logika szwankuje. Bohaterka znała rytm patroli i ślepe punkty? Skąd? Może jakaś wcześniejsza informacja o tych jej zdolnościach… Albo po prostu: Przeszła niezauważona…
Jak już pisałam, jest tego więcej. Polecam przeczytanie opka jeszcze kilka razy. Wszyscy to robimy, a i tak zawsze czytelnicy wyłapują jeszcze błędy. Sama tak mam. :)
Teraz fabuła. Świeża i intrygująca. Pomysł jest wspaniały, bardzo mi się podobał. Mimo nielogiczności w niektórych warstwach tekstu (musiała dotknąć człowieka, ale właściwie nie musiała), jest to dosyć sprawnie poprowadzona historia. Czyta się z zaciekawieniem. Przesłanie piękne, świadczy o dużej wrażliwości i tak działa na czytelnika.
Wykorzystanie obrazu niezwykłe – jak już wspomniałam, pomysł mi się podobał! :)
Gratuluję ciekawego opowiadania! :) Daję klika za pomysł z nadzieją, że poprawisz jeszcze nieco wykonanie.
Pozdrawiam gorąco!
Koalo, dzięki za wizytę, zdanie zaraz poprawię, zastanawiam się tylko, czy uzyskałeś pozwolenie od Anet, czy licencja jest legalna i czy się nie skończył termin ważności… Bo wiesz, komentarze Anet to komentarze Anet, więc żeby nie było problemów potem… Z tą pouczającą formą, to w sensie, że nigdy Ci się narrator nie zbuntował??? :D XD Super, że wpadłeś!
Regulatorzy, Wrzycimłot jeszcze z niejednej beczki piwo wypije, zanim czas go pokona! Dziękuję za znalezienie babola i miłe odwiedziny! :)
Pozdrawiam marznącą mżawką! :)
Bardzie jaskrawy, cieszę się, że zajrzałeś! Niezwykła Twoja interpretacja tekstu sprawiła, że przypomniało mi się, jak ciekawe mogą być odczytania tego samego tekstu przez różne osoby! Chmura z Niezwyciężonego, powiadasz?! Też fajne! :) Potraktowanie planety jako naszej Ziemi, faktycznie odsłania zupełnie inne pola znaczeniowe! Wprawdzie moim pierwotnym zamysłem było osadzenie akcji na obcej planecie, która na początku wydaje się jak nasza, ale Twój pomysł też jest ciekawy i właściwie również pasuje…. Hm. Dzięki za odwiedzin!
marzanie, łopata super! Chyba sobie kiedyś kupię! :)
Grzesiek12, hej, dzięki za odwiedziny i analizę tekstu! Cieszę się, że było ciekawie!
Marszawa, witam serdecznie jurorskiego kota! Wygląda, jakby wiedział, co robi!
Jimie, bardzo się cieszę, że wróciłeś! Zdanie z wyliczeniami faktycznie lepiej brzmi ze spójnikiem! Zaraz poprawię. Sprawdzę też brunera, co by mu tam poprawić, może Twój pomysł będzie dobry… Ciekawe przykłady podałeś, dotyczące oceanów, zwłaszcza, że nie znam Reynoldsa. I znowu dowiaduję się, że w Księdze są jakieś ciekawe rzeczy… Jeszcze trochę i w końcu przeczytam!
Dziękuję Ci za przepiękny komentarz! Wzruszyłam się! Bardzo dobrze zrozumiałeś, co chciałam przekazać i to jest najważniejsze!
maciekzolnowski, hej, dzięki za sugestię, na pewno jeszcze się zastanowię nad tym zdaniem, żeby brzmiało lepiej. Dzięki! :)
Gryzok_Półpospolity, super, że wpadłeś! I że się podobało! Tak, chwila wpatrywania się w obraz wystarczyła, by zacząć pisać, także podziałał jak najbardziej. :) Dziękuję za tak miłą opinię! :)
Storm, hej, zawsze mam problem z tagami, nie wiem, co tam wybrać, więc chyba Cię posłucham i zaraz dodam sf. :) Ależ się cieszę, że się podobało! Jeśli masz artystyczne serducho, to trafił swój na swego, chociaż z drugiej strony, większość z nas, tutaj, ma raczej większą wrażliwość, choćby przez to, że piszemy i musimy wczuć się w swoich bohaterów i wymyślać inne światy… :)
Pozdrawiam wszystkich marznącym deszczem mroźnej nocy! :)
Aż taki krytyczny to nie był… klik poszedł! :)
Hej, Bardzie, przeczytałam z zainteresowaniem! Taka przygodówka z mrocznym zakończeniem. Jak zwykle w Twoim wykonaniu, porządnie napisane, przemyślane, fabuła logiczna. Przypomina mi się “Top Gun” i “Gwiezdne Wojny”. Fajne! :)
Trochę rozczarowała mnie przewidywalność zakończenia. Szkoda, że przez pół opka wiemy, jak się skończy. Ale to nie jest duża wada. :) Za to bohater jest wyrazisty i w dodatku zmienia się. To na plus.
W sumie fabuła, wg mnie rozpisana jest na coś o wiele większego, i brakuje mi zaangażowania w problemy świata, które zarysowałeś. Ale, wiadomo, trzeba by książkę napisać.
Po drugiej stronie
Albo brakuje tu kropki, albo drugiej części zdania…
Pozdrawiam mroźnie!
Ujęło mnie wszystkimi łapkami i trzyma! Pięknie napisane! Z cyklu takich: Chciałabym tak napisać!
Zagęszczenie emocjonalne tego krótkiego tekstu sprawia, że zostaje pod skórą. Moje gratulacje! Udało Ci się zmieścić i poezję i codzienność w krótkim wspomnieniu z dzieciństwa. I dodać magię.
Klik!
Pozdrawiam serdecznie!
maciekzolnowski, o, super, że się podobało, bardzo się cieszę! Zaciekawiłeś mnie tym smyczkiem, i tym, że jesteś muzykiem! Jak w takim razie zapisałbyś to zdanie, żeby nie kłóciło się z Twoją wiedzą? Bo miałam na myśli, że skrzypce, swoimi strunami uginają się pod naciskiem smyczka i wydają pożądany dźwięk, więc jakby dopasowują się do tego, co robi smyczek… A gdyby napisać: dostroił się jak najlepsze skrzypce do woli muzyka? Byłoby lepiej?
Bardzo dziękuję za komentarz i pozdrawiam! :)
P.S. Obraz oczywiście pani Anny Słoncz, jest zadaniem konkursowym :)
beeeecki, te dzieci, co się śmieją, to potem za karę po lekcjach zostają! XD
Nie można zostawiać czytelnika zupełnie bez łopaty! :D
Ale, co racja to racja, że może subtelniej trzeba. Pokombinuję :)
Chalbarczyk, hej, fajnie, że wpadłeś! Cieszę się, że klimat przypasował, Solaris gdzieś mi tam w tle kołatał, trudno się odciąć od tego, co się czytało. Ni i kłopot z tymi niedopowiedzeniami – ile ich zostawić i jakie.. Dzięki za wizytę i ciekawy komentarz! :)
Mroźne pozdrowienia z zamarzniętej krainy.
Widzę, że szanowne jury już przybyło i swą obecnością rozświetliło firmament konkursowego świata! Witam serdecznie!
GalicyjskiZakapiorze, dzięki za miły odwiedzin! Bardzo się cieszę, że podeszło! Wiadomo, że nie każdemu musi odpowiadać taka narracja, tym bardziej doceniam, gdy znajdzie się bratnia dusza!
marzanie, dałeś mi do myślenia, bo Twoje uwagi są bardzo trafne, zaraz przyjrzę się dokładnie tym miejscom, które wskazałeś. Z tym oceanem, to nie chodziło o ocean, który doskonale pochłania światło, a raczej taki, który nie odbija go tak jak woda… Może to trochę przeredaguję..
Czy jeśli napiszę, że mają ujemną przenikalność dielektryczną, to ktoś zrozumie?
Ja nie! :) Nie mów do mnie w ten sposób! :D
Widzę problem w tym, że chityna jest mocniejsza i twardsza niż kość, więc musiała być bardzo cienka, albo bohaterka ma miecz Jedi.
Oczywiście, że miała miecz Jedi! nie napisałam tego???
Trochę faktycznie na koniec łopatą tłumaczyłam, ale, jak widać, beeeckiemu było to potrzebne!
Dzięki za wnikliwy komentarz!
beeeecki, hej, na właśnie, odwieczny problem ile wyjaśnić, ile zostawić, żeby się czytelnik sam domyślał, i czy wyjaśniać wprost, czy naokoło… czy czytelnik to wyłapie…Tego wciąż się jeszcze uczę. Super, że o tym napisałeś, to ważna informacja. W końcu kiedyś wyjdzie. Ale super, że reszta się podobała! To był dla mnie trudny tekst do napisania! :) Dzięki za komentarz!
SNDWLKR, no widzisz, czasem człowiek myśli, że jest cały czas, a tu się okazuje, że go nie ma! :D To temat na opko! Ale faktycznie, może umykałeś mi gdzieś w portalowych korytarzach…
Pozdrawiam wciąż mroźnie! :)
O, Finkla, ty też jesteś szybka z komentarzem! :) Wyjeżdżam potem, to musiałam się sprężyć teraz. Ale trafiłaś! Myślałam o Solaris, jak pisałam. W informacje tekst jest skąpo wyposażony, to prawda, ale nie chciałam psuć zbytnio nastroju.
Cieplutko pozdrawiam!
Jimie, hej, jakie fory?! Jury będzie twarde i bezlitosne! Yyyy, zaraz, czy w jury jest bruce??? :D
Wielkie dzięki za tak miłe słowa! Czekam w takim razie na dokładniejszą analizę z niecierpliwością, ciekawa jestem, co nie siadło. To nie był prosty tekst do napisania.
lugosi, dziękuję ślicznie! Bardzo się cieszę, że się spodobało! Obraz jest melancholijny, to opko też musiało! :)
betweenthelines, hej, super, że wpadłaś! Dzięki za wyszukanie baboli, zaraz poprawię! Cieszę się, że się podobało! Jesteś dość blisko tego, o czym myślałam, gdy pisałam. Wiadomo, że każdy odczyta trochę po swojemu, ale cieszy, jak czytelnik może wyciągnąć z tekstu to, co tam wsadziłam. A nie zawsze się to udaje…
SNDWLKR, o, jak dawno Cię nie było! Czy tylko mi się tak wydaje? Fajnie, że jesteś! No cóż, jakby był sam opis, to byłoby nieco za mało chyba na opowiadanie… ale rozumiem, co masz na myśli. Akcja trochę rozwala nastrój. I tak było ciężko mi utrzymać ton (z natury jestem raczej pogodna), ale dobrze, że chociaż część przypadła Ci do gustu. Dzięki za łapankę. Numerybruner miało być jednym słowem, zapomnianym, odartym ze znaczenia, takim mini żarcikiem w tym całkiem ponurym tekście. Idę poprawiać.
MichaelBullfinch, pierwszy raz jestem pierwsza z tekstem w konkursie! Ha! Witam szanowne jury i cierpliwie czekam na innych zawodników! W sumie fajnie, bo ja już załatwiłam sprawę i teraz tylko przyjemność czytania innych! I jeszcze poezja! To już trzy rodzaje sztuki tu mamy!
Pozdrawiam wszystkich tak ciepło, jak się da, może ten mróz trochę przepędzę!
No, z pewnością niezwykłe opowiadanie. Przejmujące. Wojna, dziecko, rodzina, dramatyczna ucieczka, wszystko tu wzrusza i angażuje.
Co mi się najbardziej podobało? Kreacja świata. Po pierwsze nie jest nachalna. Gdzieś jedno zdanie, gdzieś dwa. Nie czynisz jej pierwszoplanową. Ale czytelnik wyłapuje okruchy, z których tworzy sobie obraz sytuacji. Światotwórstwo jest pomysłowe, zaskakujące – Meksyk, kometa, ucieczka w kosmos, ale wszystko w tle. Miodzio. Odkrywanie, co takiego wydarzyło się na Ziemi, było przyjemnością. I łyknęłam bez problemu.
Co jeszcze było dobre? Narracja prowadzona dwutorowo. Dawała pełniejszy obraz, przeżycia kobiety i mężczyzny były odpowiednio zróżnicowane, było ciekawiej.
Całe opowiadanie właściwie rozgrywa się w biegu – udało Ci się osiągnąć dynamikę w tekście, wrażenie szybkiej akcji, niczym w filmie.
Co nie bardzo? Narracja prowadzona dwutorowo. :) Chwilami opisy były na tyle mylące, że gubiłam się, nie wiedziałam, którą postać opisuje mąż, a którą żona, tą samą czy inną?
Niektóre elementy fabuły były mało przekonujące, na tyle, że zawieszały moją czytelniczą wiarę. Np. wrażenie bardzo nieprzemyślanego wybrania drugiego schronienia przez bohaterów towarzyszyło mi przez całe opowiadanie. Kiepsko wybrane miejsce, a przecież na pewno wybrane nieprzypadkowo, dużo wcześniej. Nieprzekonująco to wypadło.
Pomysł był głupi, ale jedyny. – Sam to napisałeś! :D
Drugie wrażenie, które mi towarzyszyło na końcu: czy naprawdę nie mógł zdjąć tej maski wcześniej? Myślę, że zabrakło tu takiego ostatecznego czynnika, który by mnie przekonał, że faktycznie, kurczę, on nie może zdjąć tej maski! Zwłaszcza, że w końcu ją zdjął!
Widzę, że w komentarzach panuje podział na tych, którym końcowa narracja ze strony dziecka podobała się i na tych, którym się nie podobała. Należę, niestety, do tych drugich. Dla mnie tragizm sytuacji i tak jest już wystarczający, dziecko jest obecne przez całą fabułę, wprawdzie w tle, ale i tak dodaje dramatyzmu samą obecnością. To wystarczy. Nie róbmy z tego większego dramatu, niż już jest.
To oczywiście moje subiektywne podejście, ale myślę, że jako głos kolejnego czytelnika, jakoś Ci się tam przyda. :)
Podsumowując wszystkie za i przeciw: To bardzo dobrze napisany tekst, interesujące, zaskakujące pomysły na świat, w którym dzieje się akcja, nienachalne wprowadzenie w ten świat czytelnika, porywająca fabuła „w biegu” – to wszystko bardzo mi się podobało! Już nieco mniej– logika fabularna, mało zaskakujące zakończenie, w które nie do końca uwierzyłam (że tak musiało się skończyć), zagubienie związane ze zmianą narracji, prowadzące do lekkiego chaosu.
Muszę niedługo podjąć decyzję piórkową do tego opwiadania i zaprawdę powiadam Ci, nie będzie ona łatwa! :)
Pozdrawiam serdecznie! :)

Bunt książek, który przeradza się w bunt bibliotek, które budzą drzewa ze snu, rewolucja, potop i… zaczynamy wszystko od początku. Ciekawie to się przedstawia :)
Hej, Ramshiri, ciekawa lektura, taka, która każe zastanowić się nad piórkiem…
Najpierw parę technicznych spraw.
Ten komentarz zaczęłam pisać jakiś czas temu, a skończyłam dzisiaj, więc jeżeli przez ten czas wprowadziłeś jakieś poprawki, to oczywiście zignoruj te moje…
Lewa dłoń wniknęła w szczelinę
Nie podoba mi się to sformułowanie – czy dłoń może wniknąć? Zapadła się, utknęła?
Przez chwilę myślałam, że wpadł do wody…
czuł go nawet mimo deszczu, który na chwilę ustał.
A tu logicznie się nie spina, skoro czuł go mimo deszczu, to deszcz nie mógł ustać.
Strumienie wody lały się nieprzerwanie z nieba.
Logika. Deszcz lał nie przerwanie, ale wcześniej ustał…
Po niemal godzinnej wspinaczce dotarł wreszcie naprzeciw otworu.
Dotarł do otworu, do wejścia. Naprzeciw można stanąć – stanął naprzeciw otworu.
A niech to – pomyślał, spoglądając w niebo. Czy bogowie postanowili mnie ocalić, czy może wchodzę prosto w paszczę śmierci?
Zapis jest niekonsekwentny – albo z myślnikami po obu stronach, albo przecinek.
A niech to, pomyślał, spoglądając w niebo. Czy bogowie postanowili mnie ocalić, czy może wchodzę prosto w paszczę śmierci? (tak bym zapisała) Gdzieś wcześniej też się to zdarzyło.
Trochę wybiło mnie z rytmu, że bohater nie zabił starca przy ognisku. Zapowiada to narrator w jednym akapicie dosyć sugestywnie (brutalny koniec zabawy, sztylet, kłamstwo). A później bohater siada przy ognisku i suszy ubrania. Hmmm.
zanim z nim skończy.
Troszkę niezręczna zbitka słów.
„Dax nie próżnował, zanim zamknęli go w tej ciemnej, wilgotnej norze zwanej celą. Niewiele wcześniej dostał polecenie zastraszenia bogatego kupca poprzez zabicie dowolnego członka jego rodziny. Dowolnego – to lubił.
Jego oprychy obserwowały ofiarę dzień i noc: Isnela, jego żonę i śliczne dwunastoletnie bliźniaczki. Choć już wtedy Dax stąpał po cienkim lodzie i myślał o zmianie otoczenia, zdecydował się na tę ostatnią przyjemność. Ze względu na dziewczynki.
– Najpierw paznokcie. Potem zęby – powiedział, jakby opisywał przepis, a nie wspomnienie. Spojrzał na Sergio, próbując dojrzeć jakikolwiek ruch nieznajomego świadczący o emocjach: – Później wykonałem jeszcze akcję, którą nazywam odwróceniem. Wyłamałem młodej wszystkie palce do zewnątrz.”
Najpierw myślałam, że to akcja, która działa się wcześniej, tak jak to zrobiłeś w poprzednich akapitach. Jednak w połowie okazuje się, że to opowieść bohatera. Może tak ją właśnie potraktować i „włożyć” w usta Daxa? Jako wypowiedź przy ognisku?
Opowiadanie jest z pewnością dobre – fabuła zaplanowana i przeprowadzona tak, że czyta się z zainteresowaniem. Nie jestem zwolennikiem brutalnych opisów, ale to nie przeszkadza mi w ocenie ich plastyczności. Przekonująco też kreślisz drogę bohatera ku jaskini, a to, co nie wyszło wypisałam już wyżej. Jednym słowem, świat przedstawiony jest dość spójny, historia bohatera trzyma się “kupy”, fabuła trzyma poziom a okrucieństwo wpija szpony w wyobraźnię czytelnika.
Minusy to z pewnością charakterystyka bohatera – zbyt jednoznaczna, zła, aż oczywista. Drugi to przewidywalność zakończenia. Gdy dowiedziałam się, że starzec miesza w głowach, to już wiedziałam, czym to się skończy. Potem już mamy tylko opowieść potwierdzającą „potworność” Daxa i nieuchronny koniec dla złej postaci.
Pytanie, które należałoby tu zadać, czy przewidywalność zakończenia to wada? Czytelnicy czasem lubią przewidzieć, co się stanie i lubią mieć rację (wiedziałem, że tak będzie!), więc mam tu mieszane odczucia. W końcu zło ponosi karę, a my odruchowo lepiej przyjmujemy takie zakończenia. Z drugiej strony, zaskoczenie często sprawia, że opko zostaje w pamięci, a czytelnik częściej do niego wraca.
Trudny orzech do zgryzienia… :)
Odśnieżanie w ogóle jest przyjemne… jeśli nie trwa dłużej niż godzinę i nie częściej niż dwa razy dziennie… :D
Cieszę się, że podoba Wam się to, co piszę! Ale to jest przyjemne!
To idę pisać! :)
Buziaki gorące jak ogień w kominku! :)
regulatorzy, Twoja obecność na portalu i tak jest nie do przecenienia, sama doświadczam dobrodziejstw Twoich odwiedzin, więc czy będziesz pisać, czy nie i tak cieszę się, że jesteś! Cenię bardzo Twoje opinie! Chociaż po cichu podejrzewam, że gdyby Ci się kiedyś zdarzyło coś skrobnąć, to wszyscy byliby zachwyceni!
Czekamy w takim razie na rzepak!
Buziaki maczane w gorącej czekoladzie! :)
Hej, Anet, dzięki za odwiedzin, jak zwykle lakonicznie, krótko i na temat! :)
Pozdrawiam serdecznie z mroźnych krain północnych!
regulatorzy, tak, rzepak, wiosna, temperatura powyżej zera, marzeń nie można odebrać nikomu!
Dzięki za wizytę, może jednak kiedyś skusisz się na ryzyko pisania, takie życie na krawędzi! :D
Idę poprawiać! Nie wiedziałam, że mężczyźni mają jedną! :D
Pozdrawiam mroźnie!
betweenthelines, fajnie, że wpadłaś! To wygląda jak samonapędzająca się karuzela: im żywsze i lepiej napisane postacie, tym większą moc mają i tym bardziej prawdopodobne, że zwrócą się przeciwko autorce. Dzięki za ciekawy komentarz!
Pozdrawiam mroźnie! :)
Hej, Koalo, Masz rację! Trzeba ogrzać atmosferę, bo jak nie my, to kto? : ) Dziękuję za odwiedziny!
Byle do wiosny! :)
I tu dochodzimy do buntu samych drzew, które stają się drapieżnikami i dziesiątkują ludzkość, której dobrze to robi. Natura się odradza, drzewa zaczynają pisać książki na ludzkiej skórze…
Tak! :)
Finkla, sama nie wiem, piszę sobie spokojnie, ale w pośpiechu, a bunt pojawia się nagle i niespodziewanie. Najważniejsze, że da się czytać! :) Dzięki za odwiedzin (przechodzę na liczbę pojedynczą). Zaraz zajmę się ogonem, bo faktycznie coś nie styka.
marzanie, nie odpoczywasz, widzę, że nadrabiasz nieobecność na portalu. Super! Dzięki za komentarz, prośba o dalsze przygody narratora odnotowana, pogadam z nim, zobaczę, co da się zrobić. On jakiś taki fochowaty jest. Z tym ogonem to niełatwa sprawa. :D
Ślimaku, myślisz, że paca? Hm. Pomyślę. Może faktycznie? Twój pomysł z wcześniejszym wtrąceniem, bardzo mi się podoba, zaraz coś tam pogmeram w opku. Lemony Narrator? Ładnie. Mój nie jest ładny… Dzięki za odwiedzin (wprowadzam za Kołaczkowską, “możliw”), cieszę się, że przypadło do gustu! Dlaczego jeszcze nie śpisz?
Pozdrawiam z krainy zamarzniętej do szpiku kości.
Hej, Michael, dzięki za odwiedzin! (za Kołaczkowską, jak “możliw”) Ależ się cieszę, że się podoba! Zwłaszcza, że nie przepadasz… Nic się nie spóźniłeś, każdy klik cenię jednakowo, nawet potencjalny! :D
Dzięki wielkie!
Pozdrawiam, już nie wiem, jak, bo jest tak zimno, że “mroźnie” to za mało powiedziane! Ale pozdrawiam! :)
Hej, prosiaczku, zaserwowałeś nam tutaj ambitną i trudną lekturę. Ten dobrze napisany tekst sprawia jednak problem, bo czytelnik czuje, że dotyka jakiegoś bardzo różniącego się od naszych wyobrażeń świata, ale dostaje zbyt mało przesłanek, by sobie ten świat należycie wyobrazić i poukładać.
Zatrzymało mnie to zdanie:
Słońce tonęło za horyzontem, podobnie górna warga Lucjana, sączącego alkohol w rozciągniętej jak horyzont zdarzeń rozkoszy.
Jest przekombinowane do tego stopnia, że staje się nieczytelne. Warga Lucjana tonie jak słońce, a on sączy w rozkoszy. Trochę karkołomne. I nic ważnego nie mówi. Dlatego niedobrze, że zatrzymuje.
Co innego fabuła. Jest niezwykle ciekawa. To, że dziecko okazuje się ojcem zaskakuje, drzwi w mieszkaniu dobrze spełniają swoją metaforyczną rolę skrywania tajemnic i innych światów. Nieudane eksperymenty, genetyczne modyfikacje, świat, który jest zupełnie inny niż bohater myśli – upchnąłeś bardzo dużo w jednym opowiadaniu. Styl masz specyficzny, ale to tylko sprawia, że jest ciekawiej.
To wartościowy tekst i zaraz doklikam go do biblioteki, a ponieważ masz również głos na piórko, zastanowię się nad tym i oczywiście dam znać. Mam wrażenie, że tekst jest tego wart, jednak podzielam również głosy mówiące o zagubieniu i niejasnościach (wątek ośmiornicy nie wybrzmiewa należycie).
Ingerencja matki/córki wydaje się torturą nie tylko dla bohatera, ale również dla niej samej i dla ojca. (Dlaczego on wciąż płacze?) To jedna z rzeczy, która nie przekonuje – wszyscy się tu męczą.
Dużo tu pytań, nieoczywistych odpowiedzi, dlatego wrócę do tekstu jeszcze raz.
Gratuluję dobrego opowiadania i pozdrawiam! :)
Bo wiesz, wampiry uczą się czytać późno, a pisać jeszcze później, ale takie fauny to chwytają wszystko za dzieciaka!
:D
Krzesimirze, masz rację, to jest niespójność, ale nieco zamierzona, bo te postacie się buntują – przynajmniej Hanna, więc z konieczności muszą przestać być takie, jakimi stworzyła je autorka. Bunt, który posuwa się do morderstwa zmienia Hannę. Jest już niezależnym bytem. Ale masz rację, można by to pociągnąć w inną stronę. Może następnym razem. :)
Cieszę się, że się podobało! Wielkie dzięki za odwiedziny!
Pozdrawiam bardzo mroźnie! :)
Wymądrzanie się, to nasza specjalność! :D Ale, tak, Staruch ma rację, podobało się! :)
A dzieci, no cóż, w tym samym numerze jest opko Douen, które pisze o małym dziecku, które umarło. Ten sam chwyt, i tak samo opko bardzo dobre. Chwyt chwytem, ale trzeba jeszcze umieć to wykorzystać. Tobie się udało!
Pozdrawiam i jeszcze raz gratuluję! :)
Gryzok_Półpospolity, cieszę się, że wpadłeś, naprawdę masz 14 lat? Czy to element fantastyczny? :D
Super, że podeszło! z tym zdaniem, to masz rację, idę tam zaraz zrobić kropkę. Zapraszam serdecznie do innych moich tekstów! :) Wielkie dzięki za klika! :) Wdzięcznam!
Silver, o, widzisz, o tym nie pomyślałam, że postacie udało się przedstawić przekonująco! Cieszę się!Dzięki!
Pozdrawiam bardzo mroźnie! :)
Gryzok_Półpospolity, cieszę się, że wpadłeś, naprawdę masz 14 lat? Czy to element fantastyczny? :D
Super, że podeszło! z tym zdaniem, to masz rację, idę tam zaraz zrobić kropkę. Zapraszam serdecznie do innych moich tekstów! :) Wielkie dzięki za klika! :) Wdzięcznam!
Silver, o, widzisz, o tym nie pomyślałam, że postacie udało się przedstawić przekonująco! Cieszę się!Dzięki!
Pozdrawiam bardzo mroźnie! :)
Dobrze się czytało, ciekawy pomysł, interesująco przedstawiony z pozycji kota. Warsztatowo należałoby opowiadanko przeczytać kilka razy pod kątem przecinków, znaków zapytania, językowym i popoprawiać. Bruce już wyłapała sporo, warto z tego skorzystać. Uwaga na zbytnie nagromadzenie zdrobnień: miseczki, kuleczki i paseczki – to odbiera nieco tekstowi powagi.
Czekam na następne ciekawe teksty i powodzenia w pisaniu! :)
Super! Zerknęłam na pierwszy akapit i jest dużo lepiej!
Powodzenia! :)
Nowy rok – Nowa Fantastyka! :)
Latawiec pana Vargasa ciekawy, tym bardziej, że zahacza o Danikena, który kiedyś rozpalał mą wyobraźnię kosmitami, którzy odwiedzili Ziemię. A pani Klęczar opowiada smakowicie o Odysei, oczekując na filmową premierę.
Wszystkie mutacje… bardzo przypadły mi do gustu. Właśnie oglądamy drugi sezon serialu, a jeszcze mąż kiedyś grał w Fallouta. Artykuł jest bardzo interesujący, porusza historię powstawania różnych odmian gry, oczekiwań fanów, osadzenia świata w konkretnym środowisku zachodniej Ameryki, ale też smaczków wizualnych w stylistyce lat 50, itd. Jest tak wiele ciekawych informacji, że czytałam bez zatrzymania i pędziłam oglądać i doceniać przeczytany artykuł w trakcie seansu.
Retrofuturyzm to też dla mnie słodki kąsek. Podziwiam twórczość Jakuba Różalskiego od dawna, a artykuł otworzył mi oczy na rozległość i pojemność tytułowego terminu. I innych artystów. Polecam wszystkim!
Westeros znów ożyło – po „Grze o tron” i „Rodzie smoka” idzie nowy serial ze świata Martina. I znowu dostałam porcję ciekawych informacji, dotyczących prób kręcenia różnych historii z tego uniwersum, jak i nowego serialu, którego pierwszy odcinek już mam za sobą. Artykuł w samą porę, przeczytany z przyjemnością, do polecenia!
Krótki powitalny tekst pani Sakowskiej pokazuje, że zyskaliście wartościową osobę na właściwym miejscu! Życzę wytrwania w ciężkiej pracy brnięcia przez nasze, początkujących autorów, wypociny i niegasnącego entuzjazmu!
Pan Jemielniak niech nam żyje i pisze, bo to dobre rzeczy są!
Wisienka na torcie, czyli Dzieci Wszechdżungli – pierwsze miejsce w konkursie.
No, przyznam, że oczekiwania były duże, w końcu opowiadanie pokonało ponad tysiąc innych.
Na pewno było niezwykłe.
Pierwsza myśl, po przeczytaniu dwóch stron – trzeba tu przysłać Tarninę! :D Wiem, to dziwne, ale najwyraźniej nawyki portalowe, które każą dbać o warstwę redakcyjną tekstu, odezwały się, nieproszone, wyciągając jakieś niedoskonałości, które nijak się mają do treści. A to przecież treść jest tu najważniejsza.
Wchodzimy w świat obcy, trudny, pełen nowych, nieznanych nam sformułowań (gromowęże, śnicość), który autor litościwie zmiękcza słowami typu: babcia, brat, Ikar. Jednak brutalność sytuacji wyjściowej jest i tak uderzająca. Dzieci, które nie są dziećmi, tylko krzyżówkami genetycznymi, w dodatku nieudanymi, podbijają od razu naszą wrażliwość na wyższy poziom, bo to dzieci. Zabieg jest znany, chcesz wzruszyć, użyj dzieci, ale i skuteczny. Od razu wpadamy w pułapkę współczucia, a autor zgrabnie wykorzystuje to w prowadzeniu fabuły.
Fabuły, która jest najzwyczajniej ciekawa. Osadzona w niezwykłym świecie, prowadzona z perspektywy małych bohaterów osamotnionych wśród obcych, tak obcych, że bariera wydaje się nie do przebycia. A jednak udaje się autorowi wydobyć bardzo ludzkie zachowania z tych odmiennych stworzeń. Ludzkość nie wypada tu jakoś szczególnie dobrze, za to bardzo… ludzko. Tacy jesteśmy. Tak mogłoby być. Ponura perspektywa.
Dobre opowiadanie. Widzę, dlaczego wygrało. Jest dobrze napisane, ujęte z niecodziennej perspektywy, osadzone w ciekawym świecie. Pomysłowe. Gratulacje dla Rafała Łobody!
Wojna nr 785 – o, to dopiero było dziwne! Wojny bez wojen, bez strat w ludziach, marionetki bijące się ku uciesze rządów, wrodzy generałowie mający się ku sobie, fabuła rozgrywająca się w samochodzie (przepraszam, pojazdem autonomicznym). Końcówka też niezwykła, ale też taka ludzka. Opowiadanie, jakże inne od „Dzieci…”, ale, zaskakująco, przekazujące podobne treści – zobaczcie, tacy jesteśmy, to my, ludzie.
Czytało się bardzo dobrze, treść wciągała, świat był ciekawy i zaskakujący. Podobało mi się!
Zdmuchnij świeczki i wypowiedz życzenie – Tu miałam problem. Nie bardzo do mnie przemówiło. O czym to właściwie jest? No, nie.
Ogrzej mnie – Brrr. Zaczyna się tak niewinnie. Romansidło, powiedziałabym. Ale potem rozkręca się i wzbudza emocje. Dobre.
Margery z Quether – mam mieszane uczucia. To była ciekawa historia, bohaterowie nie byli czarnobiali, ale rozwleczone niemiłosiernie. Wiem, że dawno pisane, doceniam też oddanie charakteru bohatera poprzez jego gawędziarski styl, ale czułam chwilami zmęczenie i czekałam tylko na koniec.
Douen – ooo, to mi się podobało! Dobre! Po prostu dobre! Pierwsze zdania na wkręcenie się w trudną stylizację, ale potem już leci. Pięknie przedstawiony świat z punktu widzenia ducha/zjawy/douena, jego przemiana, chyłkiem, boczkiem zaznaczona, nie łopatą.
Gdynia z lamusa – ciekawe dla mnie, jestem z Rumi (to widać…) zaraz obok, w tym roku Gdynia obchodzi stulecie, dobrze umieszczony w czasie tekst o dawnych marzeniach, jak będzie wyglądał 2005… He, he.
Kosik – niezmiennie uwielbiam.
Pozdrowienia ślę!
Hej, wpadłam poczytać o wyjątkowych bohaterkach!
Ciekawy pomysł na opowiadanie, ciągnący się przez pokolenia.
Na początek trochę się poczepiam.
W lodzie rozległ się głęboki dudniący dźwięk. Czuło się go całym ciałem, dotykając lodowca jedynie stopami. W lodzie można było wyczuć wszystko. To drgnięcie to nie tylko zew Gabriana – najstarszego z Przodków jednoczącego się z lodem, to również dokładna informacja o przestrzeni, o szczelinach w lodzie pomiędzy odbiorcą a nadawcą i obecności innych. Jednocząc się z lodem, Przodkowie pozostawali w stałej łączności na wielkich lodowych pustyniach starego świata, zwanego Epoką Lodową. Budowali też schronienia. Dopasowując temperaturę swojego ciała, jednoczyli się z lodem doskonale – potrafili w nim zniknąć, zapaść się, jak również unieść, otoczyć i wyłapać go ze złowrogiego żywiołu zwanego powietrzem. Lodu nigdy nie niszczyli, jedynie przekształcali i wpływali na siebie z nim wzajemnie.
Bardzo dużo powtórzeń. Trzeba trochę wywalić, zastąpić innymi wyrazami/synonimami lub opisami.
wpływali na siebie z nim wzajemnie.
To sformułowanie jest na tyle niejasne, że zatrzymało mnie na chwilę. Nie wiem, czy jest do końca zrozumiałe. Może „jedynie przekształcali tak, by wpływał też na nich.” Choć dalej nie wiadomo, jak miał wpływać. Hmmm.
Tym razem jednak, żywioły nie były tak przyjazne. Zgromadzeni na posiłku poczuli zbliżającą się śnieżną zamieć – złowrogi żywioł, jeden z nielicznych, który niósł jedynie chaos i cierpienie.
Powtórzenie.
Procedura była standardowa, a Przodkowie powtarzali ją od stuleci.
Kilkusetletnie procedury jednak czasem nie odpowiadają potrzebom współczesności. W szczelinie pojawiła się woda. Wszyscy Przodkowie zjednoczyli się z wodą, by ich ominęła. Wody było jednak zbyt dużo. Napływała coraz większymi strumieniami, a Przodkom groziło zatonięcie w ich własnym domu. Przodkowienie mogli tego wiedzieć, lecz wydarzenie to oznaczało początek roztopów, jak również symboliczny koniec Epoki Lodowej.
Liczne powtórzenia powodują, ze tekst jest mało atrakcyjny.
Morgan
pozostawionazostała w ciemności z otwartą Świętą Księgą Przodków.
Wywaliłabym.
Przeklęła w myślach jednocześnie to, że świeczka nie pozwoliła jej doczytać jej ulubionego fragmentu Księgi oraz to, że zarwała więcej nocy, niż myślała.
To nie świeczka nie pozwoliła jej doczytać, tylko jej brak.
Położona w wysokich górach nie miała przestrzeni wolnych.
Szyk. Wolnych przestrzeni.
wbudowane zostały w litą skałę ośmiotysięczników.
Rozumiem, że chciałaś tu podkreślić ogrom gór, lecz słowo jest bardzo współczesne, odnoszące się do skali metrycznej. Ponieważ opowieść jest na razie nieokreślona w czasie, użyłabym czegoś bardziej opisowego zamiast tych ośmiotysięczników. Typu: niebosiężnych gór, albo: stromych zboczy.
Chodniki między nimi były tak naprawdę pułkami skalnymi lub gdzieniegdzie drewnianymi mostami wiszącymi nad przepaścią. Chodniki te były wąskie, zwężane jeszcze miejscami wystawianymi przez handlarzy towarami.
Powtórzenie i „półkami”
Pociągnęła za sobą niewielką grupę poszukujących nowości, młodych Przodków.
Zmieniłabym, bo brzmi nieco jak w sklepie… Może poszukujących zmian?
Na całodniowych wypasach Morgan poznała przyjaciół, często uważał ich nawet za bliższych niż jacykolwiek rówieśnicy z Wioski.
Literki zabrakło.
– chrzanić Morgan! – Kayah rzuciła książką w świeży śnieg.
Z dużej litery.
kochająca starszą siostrą.
Literówka
Dziesięciolatka spojrzała na nią swoim dziecięcym, ale zdecydowanie dojrzalszym jak na swój wiek, wzrokiem.
Jak wywalimy niepotrzebne, to wychodzi, że spojrzała wzrokiem. Lepiej unikać takich zlepków. Może spojrzała na nią całkiem dojrzale jak na swój wiek. Lub coś w tym rodzaju.
Na pewno trzeba przeczytać cały tekst pod kątem wszelkich powtórzeń, bo jest ich sporo.
Czasem zwrócić uwagę, czy coś nie brzmiało by lepiej, gdyby inaczej to zapisać.
Sama fabuła jest ciekawa – zaczynasz od legendy, bardzo dawnych czasów, by potem przejść przez pokolenia aż do współczesności. To dobry zabieg, bo daje perspektywę czytelnikowi. Ładne nawiązanie, poprzez wieki, do potrzeby wyjątkowości. Trochę rozjeżdżają się proporcje poszczególnych części, bo niektóre są bardzo rozpisane, inne krótkie i lakoniczne.
Jednak najważniejszy jest pomysł, który uważam za bardzo dobry. Dobre pomysły to dobre opka, trzeba tylko dużo pisać, reszta sama przyjdzie.
Wszystkie moje uwagi są oczywiście tylko wskazówkami/propozycjami, z których możesz skorzystać lub nie.
Fajnie, że zawitałaś tu z opowiadaniem, cieszę się, sama wiem, jak ciężko czasem jest coś dobrze napisać, wciąż walczę sama ze sobą i moim warsztatem. Powtórzę to, co mi też tu pisali: dużo publikować, dużo poprawiać, komentować inne opka, bo to też forma nauki. Nie zniechęcać się. To forum jest najprzyjaźniejsze jakie spotkałam, mam nadzieję, że poczujesz się tu dobrze! Jest też opcja betowania – gdzie pomogą Ci podszlifować tekst przed publikacją.
Dobrej zabawy na portalu i powodzenia w pisaniu!
Pozdrawiam śnieżnie! :)
Hej, Krzesimir I, fajny nick, może zostaniesz kiedyś królem?! :) Bardzo się cieszę, że tekst Ci się spodobał, bardzo ważny jest dla mnie odbiór czytelnika, szczególnie portalowego. W takim potraktowaniu narratora kwestia ilości bohaterów faktycznie jest płynna! Dzięki za podzielenie się opinią!
d.pankowski, jako czytelnik, masz pełne prawo odmawiać, a nawet nie odmawiać! Cieszę się, że rozbawiło!
Pozdrawiam śnieżnie!
Hej, bardzo poetyckie, piękny język, a gdy w czasie czytania zadałam sobie pytanie, gdzie tu fantastyka – pojawiła się, na samym końcu, jasna niczym księżyc o poranku! :)
Jedno, jedyne miejsce, które mi zazgrzytało: “fizis”. Jakoś to słowo w tym miękkim, lekkim opisie wydaje się ciężkie i kanciaste – ale to może być tylko moje subiektywne wrażenie – jak wszystko, co tu napisałam! :D
Nie widać tej przerwy! Klik.
Pozdrawiam mroźnie!
cezaryx2, biorąc pod uwagę, że mamy bliźniacze gusta… też lubię tą dodatkową ścianę i wiem, że ona tam jest i korci mnie zawsze, żeby ją tknąć, to tutaj sobie zaszalałam :D Dzięki za komentarz i cieszę się, że się podobało! Dzięki za klika!
Robercie, jak miło, że wpadłeś i przeczytałeś! Cieszę się, że eksperyment się udał, zawsze mnie korci, żeby tego narratora też wciągnąć do historii, on taki zaniedbany zwykle jest… :D Super, że jest kliczek! Dziękuję!
Beeeecki, no, tak, to właściwie fabuły wiele nie ma! :D Ze szkoły mi zostało w głowie, że narrator to nie autor a podmiot liryczny… no takie głupoty. :) Wielkie dzięki za klika! Super, że podeszło! Doceniam! :)
Pozdrawiam zimowo (ale nie zimno)!
Adimetra, super, że wpadłaś i bardzo się cieszę, że Ci się spodobało. Rzepak miał być takim żółtym ozdobnikiem, który wprowadza trochę świata zewnętrznego to opowiadania, dobrze, że się udało! Dzięki za miły komentarz!
L.Keller, witam serdecznie! Jak ja się cieszę, jak się czytelnikom podoba! Od razu chce mi się pisać! Choć każda uwaga jest cenne, to takie, jak Twoja, podbijają energię do pracy! Bardzo dziękuję!
Pozdrawiam śnieżnie (znowu sypie).
Poszukam! :)
Grzesiek12, dziękuję za wyjaśnienie i w takim razie cieszę się z Twojego komentarza! Ja też nie przepadam za AI! Przepraszam za to posądzenie! :)
Grzesiek12, opowiadanko postaram się znaleźć, oczywiście i przeczytać! Ciekawa jestem czy opowiadanie Ci się podobało? Nad zdaniem wskazanym przez Ciebie, zastanowię się.
prosiaczek, ja uwielbiałam całą serię. Dlatego od razu mi się skojarzyło!
Pozdrowienia! :)
Zakapiorze z Galicji, super, że wpadłeś! Rzepak był takim odpowiednikiem efektów dźwiękowych, tylko w kolorze! Podkręcał. Mam nadzieję, że to wyszło. Bruce fajnie to odebrała!
Anet, hej, jak zwykle lakonicznie i w punkt! :)
Grzesiek, mam wrażenie, że pisało Ci to AI? Mam rację? Jeśli nie, to przepraszam, a jeśli tak, to wolę Twoje własne odczucia. :)
Pozdrawiam gołoledziowo! :)
Poproszę “czuwanie”
Żadne faworyzowanie! Jakbyśmy mieli namalować obraz na podstawie opka, no, to wtedy tak. Ale tu?! Trzeba się dopasować do czyjeś twórczości! Trudne, równo dla wszystkich! Postaram się, choć nie obiecuję! :) A konkurs wydaje się ciekawy! :) Pozdrowienia dla mamy! :)
Kurojatka, hej, dzięki, że wpadłaś! Przyjrzę się dialogom, może coś tam dodam, super, że się podobało!
prosiaczek, miło, że wpadłeś! Czy Twój nick jest z O.S. Carda? Czy z Kubusia Puchatka? :)
Autorzy nie mają lekkiego życia, ale zjawy postaci to już w ogóle! :) Cieszę się, że się podobało!
Bolly, dzięki za wizytę, przyjrzę się powtórzeniom, chociaż one miały swoje zadanie – czasami trzeba podkreślić czyjąś determinację i desperację. :) Może da się coś tam wyrzucić, sprawdzę.
Pozdrawiam mroźnie i chmurnie! :)
No, i od razu cieplej! Też kominek już grzeje u mnie!
Dzięki za wierszyk! Taki prawdziwy! Tęsknota jest prawdziwsza niż sama wiosna! :)
Coś w tym jest! To jak z zakupami – w domu już tak nie cieszą…
Finkla, no, faktycznie, słabo by było.
Hesket, widzę, że wszedłeś głębiej w tekst, a pomysł, że gdzieś istnieją odpowiednicy wykreowanych w książkach postaci, wydaje się zarówno fascynujący jak i przerażający. Bardzo fajnie przenosisz ciężar pytania z tekstu (czy można robić z bohaterami, co nam się żywnie podoba) na odbiór czytelnika i jego negatywne czy pozytywne z tekstem interakcje. Nie pomyślałam o tym.
Wszechmoc autora wydaje się oczywista, a jego boskość i szafowanie losami bohaterów bardzo ładnie można przenieść na nasze, ludzi, wyobrażenia religijne – jakie naiwne się wtedy wydają! Pisarz jest bogiem i nie bardzo się przejmuje swoimi bohaterami… No, może gdyby się do niego modlili… :D :D :D
Dzięki za ciekawy komentarz i nieco ciekawych aspektów do przemyślenia. I za klika! :)
Pozdrowienia nadal mroźne! :)
Hej, Finkla, dzięki za komentarz, rozumiem, że jeśli zaskoczyło to na plus? :)
Bohaterowie, jak tak pomyśleć, to naprawdę mają ciężko z takim autorem… a tu jeszcze się okazuje, że to zawód niebezpieczny (czy też podwyższonego ryzyka) :D Dziękuję za klika!
Pusiu, bardzo mi miło, że wpadłaś, a jeszcze bardziej, że Ci się podobało! Super! Rzepak jest taki intensywny, kiedy kwitnie, prawda?
Pozdrawiam mroźnie! (wciąż)
Hej, wpadłam na miłą lekturę i się nie zawiodłam! Piękna i bestia w nowym wykonaniu.
Pierwsze spostrzeżenia: druga połowa tekstu jest o wiele lepsza od pierwszej – bardziej poetycka, językowo lepsza.
Poniżej parę uwag do przemyślenia:
Choć jego sylwetka zdradzała młodość, czas obchodził się z nim inaczej niż z ludźmi – trwał w tym miejscu dłużej, niż niejeden z nich zdążył przeżyć całe swoje życie.
Trwał dłużej niż niejeden zdążył przeżyć życie… hmmm, coś tu nie gra, to nie jest poprawnie sformułowane. Do przeredagowania.
Wkrótce odkrył, że jeżyny nie tylko przynoszą ulgę chorym ciałom, lecz także mogą zostać wymienione na dziwne, ludzkie pieniądze, za które zdobywał rzeczy niezbędne do życia.
Potwór zdobywał za pieniądze rzeczy niezbędne? Nieeee! Przecież żył długo i obywał się wcześniej bez nich. Co jest niezbędne dla potwora? Może bardziej zdobywał przedmioty, których pragnął… (bo chodzi o książki, prawda?)
Kupiec podszedł bliżej, kładąc ciężki woreczek z pieniędzmi.
Uwaga na imiesłowy – nie mógł jednocześnie podchodzić i kłaść woreczek – podszedł bliżej i położył woreczek, albo podszedłszy bliżej położył….
Tak wyglądał dzień Luny, niewidomej dziewczyny.
Wcześniej masz dwa zdania o tym, że wraca z pracy i ktoś nazywa ją ślepą – tak więc to nie jest jej cały dzień tylko jeden moment wieczoru, a informacja o tym, że jest niewidoma, jest niepotrzebna.
Wstał i podszedł do stosu książek, zaczynając je przeglądać.
Znowu imiesłów – to nie jest czynność jednoczesna, najpierw podszedł, potem zaczął przeglądać. Mógłby je przeglądać, gdyby już trzymał je w ręku w trakcie podchodzenia. Rozumiesz, o co mi chodzi? :)
Pogrążony w wyobraźni, z zamkniętymi oczami, odgrywał sceny miłosne pośród kolczastych krzewów i stert książek, doświadczając uczuć, których dotąd nie znał.
Troszkę (ale tylko troszkę) tu nielogiczności. Wcześniej narrator mówi, że potwór nie rozumiał uczuć całującej się pary, teraz doświadcza uczuć, których nie znał, bo odgrywa sceny miłosne – jak on ich doświadcza? Jak je rozpoznał, skoro ich nie rozumie? Trochę mi tu zazgrzytało…
To był pierwszy raz, gdy człowiek nie zareagował na Diabła strachem ani obrzydzeniem.
To nieprawda, bo kupiec jeżyn darzył go życzliwością. Błąd logiczny.
I po raz pierwszy cisza między nimi nie była samotnością.
Dużo tych pierwszych razów, które nie są pierwsze. Między nimi cisza nie była samotnością nigdy. A tutaj można by raczej napisać, że dla potwora cisza nie była samotnością.
I po raz pierwszy od bardzo dawna nie czuł się samotny.
Przecież spotykają się codziennie, więc to nie mógł być pierwszy raz.
Dni mijały im na pracy i tańcu. W miękkiej glebie splatały się ich dłonie, a w ruchu ciał odnajdywali rytm wspólnego oddechu. Gdy słońce chyliło się ku ziemi, wracali do tańca, stawiając kroki ostrożnie, jakby bali się spłoszyć samą chwilę. Luna wydawała się szczęśliwa – spokojna, zanurzona w prostocie tych dni, jakby odnalazła miejsce, które od dawna na nią czekało.
Ładne. Poetyckie i dobrze napisane.
nie rozumiała, dlaczego odtrąciła kogoś, kto był jej tak bliski w odrzuceniu.
Trochę źle skonstruowane zdanie.
W jego oczach drgały refleksy księżycowego światła, jakby same nie mogły zdecydować, czy są łzami, czy blaskiem obłędu. W sercu rodziła się osobliwa mieszanina ulgi i grozy. Las wokół zdawał się wstrzymać oddech, przysłuchując się tej pieśni samotności i obsesji. Gałęzie i ciernie drżały w rytmie jego tańca, jakby natura sama stała się niemym świadkiem – a może wspólnikiem – tego mrocznego widowiska.
To też ładne! :)
Zdecydowanie w drugiej połowie opka się rozkręciłeś. Pilnuj logiki w tekście, to ważne, by wszystko się w miarę spinało, by czytelnik mógł uwierzyć w i tak bajkowy świat.
Tekst jest całkiem dobry, mimo, że wtórny, jeśli chodzi o pomysł. Jeżyny mnie przekonały, aż miałam ochotę na takie soczyste, gorące od słońca… a tu mróz za oknem. Blaszany, zepsuty świat miasta skontrastowany jest z leśną, czystą zielenią troszkę zbyt mocno, ale rozumiem, że było to potrzebne, do właściwego ukazania przeżyć bohaterów, więc przyjmuję.
Mam nadzieję, że nieco pomogłam, czekam na następne teksty i tą poetyckość, którą tak umiejętnie rozwijasz w tekście. Dzięki niej bohaterowie faktycznie stają się bajkowi, dramatyczni i… bardziej prawdziwi.
Pozdrawiam mroźnie! :)
bruce, witaj, dziękuję bardzo za łapankę, człowiek sam nie zauważy, mimo kilkukrotnego czytania. Zaraz zabiorę się do poprawek. Dziękuję też za dobre słowo, bo czasami sama nie wiem, czy to się składa w całość… :D Wdzięcznam za kliki!
Adexx, super, że wpadłeś i cieszę się, że podeszło w czytaniu – to najważniejsze! Bardzo dziękuję za klika! :)
Pozdrawiam mroźnie! (kiedy to się skończy? )
Hej, przeczytałam z przyjemnością! Lekka, prowadzona w konwencji baśni, opowieść o kwiatowych duszkach, napisana jest porządnie, fabuła jest klarowna, informacje podane na początku przydatne. Wyobrażam już sobie księgę pełną takich opowieści do poczytania dzieciom przed snem. :)
Podobało mi się, więc idę klikać, również dlatego, że mam wrażenie, że wiesz, co robisz! :)
Pozdrawiam mroźnie! :)
Sympatyczny pomysł opowiadania o tkaczkach – czytało się przyjemnie, choć nie pasowało mi bardzo sformułowanie “mlaśnięcie oczu”. Trochę błędów się po drodze napatoczyło, regulatorzy już dużo wynalazła, ale nie przeszkadzało mi to w odbiorze tekstu. Kot dobrze się spisał! :)
Pozdrawiam mroźnie! :)
Właśnie! Ambush też się napracowała! Dziękuję! Gratulacje dla wszystkich! :)
Bez Jima nie byłoby księgi. Dzięki, że Ci się chciało! :)
Tekst bardzo przyjemny w odbiorze, choć trzeba przyjąć faktycznie umowne ramy mitu i nie zwracać uwagi na niektóre nielogiczności. Całkiem fajnie językowo i warsztatowo. Czekam na następne teksty! :)
Pozdrawiam mroźnie! :)
Tylko nie “Pani”! :)
Może nie kopa… :) ale tak, przydaje się – jak usiadłam rano to dwa miesięczniki obskoczyłam. Jeszcze teraz styczeń doczytam… :)
Czas na grudniowy numer i nadrabianie zaległości.
Pan Vargas ciekawie napisał, że ludziom zawsze bardziej będzie chodziło o koronę niż o węża a pani Klęczar ponuro o drzewach. :)
Wywiad z Terrym Gilliamem – niezwykle ciekawy człowiek, a może niezwykle ciekawy dorobek literacki… nie wszystko czytałam, czy oglądałam, ale z przyjemnością przeczytałam. Podobnie z wywiadem z Nickiem Groomem – może po prostu lubię wywiady i dobrze mi się je czyta.
Refleksje Oli Klęczar o konkursie przeczytałam z wielkim zainteresowaniem, jako, że sama wysłałam tam jakiś tekst, ale też potem kibicowałam konkursowi z entuzjazmem, jaki tylko na portalu się znajdzie. Nie wyobrażam sobie czytania tylu tekstów i wybierania czołówki, tytaniczna praca, trudne wybory, nie zazdroszczę! I czekam na kolejny konkurs! :D
Pan Jemielniak – nie obniża lotów – pisząc o nanotechnologii ciekawie i z polotem. Wspaniale i krótko!
Największe marzenie artysty – Ale długie! Po szortach w poprzedniej Fantastyce, to prawie powieść! Zaczyna się niewinnie od opętania koleżanki i próbie uwolnienia jej z okowów zjawy, po czym przechodzi do świata, który się rozpada, demonów z piekielnych wymiarów i tym podobnych rzeczy. Ciekawie się czytało, choć napakowane różnościami opowiadanie chwilami sprawiało, że gubiłam wątek. Mimo to, podobało mi się – nie wpadło w szablon tekstów o złych duchach, było inne.
Demon pod murami Jerozolimy – Jazda bez trzymanki. Malarz, zabójca, demon, nanity, Betlejem, w tle historia upakowania ludzkości na serwery. Napisane w taki sposób, że ciężko się było oderwać. Urzekł mnie pomysł, ale też wykonanie, ładna klamra, dobre tempo. Super.
Gałąź za gałęzią – zupełnie inny klimat i temat. Perspektywa dziecka i niemal dorosłej odpowiedzialności za brata. Taka historia o dorastaniu, przezwyciężaniu własnej słabości i strachu. Symbolicznie. Pluszak, wspinanie się, wiatr, wszystko to są metafory. Nawet obcy chłopiec, wróg, który przestaje być straszny. Lubię takie opowiadania, za to, że są pojemne, choć może niezbyt odkrywcze. Przyjemna lektura.
Dzień, w którym nadszedł deszcz – opowiadanie drogi. Świat, który zapomniał. Pamięć o dawnych przodkach, która nakazuje poruszać się bez ustanku, przez całe życie. Nie wiemy, dlaczego tak robią. Tak im kazano. I, jak zwykle w historii ludzkości, przychodzi pokolenie, które chce zmiany. Kojarzyło mi się to silnie z sytuacją, którą opisał Harari w „Od zwierząt do bogów” – moment w historii ludzkości, gdy ludy koczowniczo-zbieracze zdecydowały się zostać w jednym miejscu i przejść w osiadły tryb życia. Wg Harariego był to moment, który zadecydował o wszystkim, co się potem wydarzyło i o tym jak wygląda nasza cywilizacja dzisiaj. Ta jedna decyzja zmieniła nasze życie bezpowrotnie i nie zawsze na lepsze. A raczej wcale nie na lepsze. W tym opowiadaniu to też wybrzmiewa – nadchodzi zmiana, koniec wędrówki, zostanie ostatni wędrowiec, który wierzy w celowość takiego życia. Dawne nakazy, których znaczenia już nikt nie rozumie, odejdą w zapomnienie, choć być może miały głębokie uzasadnienie.
Taxi bez wezwania – Zima, Rosja, Związek Radziecki, naiwni młodzi ludzie, z arogancją niewiedzy i tym typowym podejściem: nasz – nie nasz. Jesteś z nami albo przeciw nam. To mnie poruszyło. Niezmienna od pokoleń głupota takiego nastawienia. Pamiętacie „Mury” Kaczmarskiego? Śpiewak zawsze był sam, bo nie był ani nasz, ani nie nasz. Dlatego nie potrafiłam przejąć się śmiercią bohaterów, nie przekonał mnie też ukazany w drugiej części opka świat – bo był właściwie cały czas taki sam – czy w teraźniejszości bohaterów, czy w przeszłości – wkurzająco ograniczony. Bardzo podobał mi się za to pomysł z taksówkarzem.
Rafał Kosik – miodzio. Poproszę więcej, najlepiej do końca świata.
Dziękuję Staruchowi za lekkie popchnięcie mnie do pisania. Proszę w przyszłości o jeszcze,
Mocno spóźniona wizyta, ale też zaległości w czytaniu ogromne.
Króciutko zatem.
Interesujący wywiad z Michaelem Moorcockiem data urodzenia uświadomiła mi, że autor już całkiem wiekowy, żyjemy jednak dłużej i to całkiem przytomnie…
Wyniki konkursu – o, to było ciekawe! Jako użytkowniczka portalu próbowałam przypisać nazwiska do nicków portalowych i z zachwytem odnalazłam sporo „naszych”! Gratulacje dla wszystkich, czekam na opowiadania!
Śledzia pominęłam, bo to komiksowy świat, nie orientuję się.
Dariusz Jemielniak, jak zwykle, uwielbiam. No, daleko mamy wszędzie, ale globalizacja już niemal za nami, to i galaktyzacja jakoś nam pójdzie. Kiedyś. Może.
Dusza pokryta bliznami – fragment – i to chyba jego największy minus. Tym razem, dla mnie, kawałek powieści się nie obronił, bo ledwo wciągnęłam się i ogarnęłam zasady, to już się skończyło. Zdenerwowałam się.
Twarzowość – no, zaczęło się dobrze. Interesująco. A potem poszło w przesadę. No nie kupiłam tego, że bohater posuwa się do tak drastycznych rozwiązań. Pachnie choroba psychiczną a nie fantastyką. Taki mój subiektywny odbiór. Nie przekonało.
O przewadze safianowych trzewiczków – Zabawna odsłona bajkowego schematu. Kopciuszek, pokazany od kuchni, wywrócony do góry dnem. Lekka, miła lektura, a że lubię humor, to podeszło.
Karuzela nocą lśni – o, to mi się podobało! Klimat, głębia, wieloznaczność. Pani Karnicka pięknie pisze. Z lekkością przechodzi od dziecięcych wspomnień spacerów z ojcem od baru, do gęstej tajemniczości uliczek, zakamarków, tytułowej karuzeli, mrocznej pracy po godzinach. Fajnie, że jest dużo niedopowiedzeń, wyobraźnia pracuje. Aż dziwne, że w tak krótkim tekście pomieściło się tak wiele. „Tutaj też był u siebie, ale był u siebie wszędzie, gdzie tylko można było się pogubić i wpaść prosto w przeszłość.” Mniam.
Nazywam się Róża – Planety, wszechświaty, tysiąclecia. Zupełnie inna perspektywa. Ludzkość wymazana, będąca nic nieznaczącym epizodem. Dobre do uświadomienia sobie, jak maleńkim ziarenkiem jesteśmy, zwłaszcza jeśli, jak w opowiadaniu, jesteśmy sami. Podobało mi się, z wyjątkiem końcówki, taka trochę na wyrost, przesadzona, no bo czy ktokolwiek, nawet robot, może powiedzieć o sobie „Zgasłam na zawsze”? Pachnie zombie…
Nekromantka – Hm, nie wiem co myśleć o tym opowiadanku. Przyjemnie świeże, żartobliwe. Może nie „wow”, ale lektura była odświeżająca.
W ogóle podobało mi się w tym numerze nagromadzenie krótkich opowiadań. Czytam zwykle wieczorem, przed snem i idealnie, gdy mogę przeczytać całość na jeden raz. Pewnie, że trudno zaprzyjaźnić się z bohaterem, czy coś w tym rodzaju, ale od tego są powieści. A tu, takie migawki fantastyki, raz poważnej, raz humorystycznej, no wspaniale!
Igła w stogu czasu – zakręcone, pokiereszowane manipulowanie czasem. Co by było gdyby… Relacje międzyludzkie nie są oczywiste, czasem nasi wrogowie okazują się przyjaciółmi… Mówiłam, że pokręcone? Dobrze się czytało, ale lekko zmęczyło. Sama się zdziwiłam.
Kalijuga. Taniec – Druga część opka, które, o dziwo zapamiętałam. Pierwsza mi się podobała i ta też. Obie części tworzą zgrabną całość. Bardzo podoba mi się pomysł, współczesna wojna przepleciona z mitologią. I wszystko trzyma się „kupy” i przekonuje. Dobre.
Pięć wędrownych kamienic – Bardzo lubię takie tematy. I takie wykonanie. Dla mnie czołówka tego numeru razem z karuzelą. Piękne, lekko bajkowe, zgrabnie połączone z rzeczywistością.
Ciekawe kalendarium z lamusa – czego też ludzie nie wymyślą!
Rafał Kosik – bardzo ciekawie o zjeździe w Chinach. Nieustająco uwielbiam jego teksty. Może założę jakiś fanclub.
Wywiad i komiks o Geraldzie – hmmm.
Orbitowski o horrorach – ciekawie, jednak wciąż nie moje bajka.
Miało być krótko… :D
Staruch, hej, nadrabiam, trzy zaległe numery mi się zrobiły… ale postaram się, postaram. :) Wpadnę niedługo! :)
Hej, Tarnino, w zimowej szacie! Super, że wpadłaś (po uszy w śnieg)!
Z tego głowia?
– No, łzy kapały z głowia, no, a z czego miały kapać?
Wut. Moment? Przesilenie się nie toczy, to konkretna chwila
No, masz rację i poprawiłam, ale przecież w potocznym rozumieniu to jest cały dzień, czy cała noc – magiczne godziny, szukanie paproci i te sprawy… :D
krople kwasu siarkowego, które wypaliły dziury w tkance ziemi
E, bez przesady. Jak stężony, to pewnie zwęglił materię organiczną, ale tak w ogóle, to chyba nie.
Ta tkanka ziemi to miała być grzybnia, zaraz pod powierzchnią. Czyżby wyrażenie nie było precyzyjne?
Resztę bez gadania starałam się poprawić, choć zawsze o palpitacje przyprawiają mnie Twoje “hmmm” albo “?”, bo często nie wiem o co chodzi! :D :D :D
Pozdrawiam bardzo mroźnie! Tak gdzieś minus dziesięć w tej chwili.
regulatorzy, o nie, nie chciałam Ci zepsuć konsumpcji pomidorowej! Muszę napisać coś pomidorowo-optymistycznego! Dzięki za wizytę, komentarz i nieocenione uwagi. Zaraz poprawię!
Koalo, już jest po konkursie, ale dzięki i tak, przede wszystkim za odwiedziny! “Przypaćkał” wystawię na aukcję i zobaczymy, co się zadzieje :D
Pozdrawiam odwilżowo! :)
No i wiedziałam, że wykombinujesz! :)
A gdzie nominuje loża? Nowa jestem, wiesz…
Pozdrówka!
Wprawdzie dzieci kocha się bezwarunkowo, nawet po pijaku, ale fakt, zdarzają się osobnicy nieczuli na takie emocje. W takim razie podkreśliłabym jakimś jednym zdaniem tą jego niemożność kochania własnego dziecka gdzieś w tekście. Ale to ja. Ty możesz mieć inne spojrzenie, jak i inni czytelnicy.
Pozdrawiam cieplutko! :)
Niezwykły tekst stworzyłeś, Jasny Bardzie, nie czytałam poprzednich, ale ten w zupełności wystarczył. Podoba mi się, w jaki sposób tworzysz nastrój, jak stopniujesz napięcie. Podoba mi się też otwarta formuła zakończenia, myślę, że dodaje a nie ujmuje, każe zastanowić się, co też czeka bohaterów, jednocześnie zawracając czytelnika do wcześniejszych opisów zmieniającego się świata – przecież wszelkie życie na zewnątrz ustało…
Nie jestem zwolenniczką używania dzieci, jako karty do grania na uczuciach, ale tutaj myślę, że to się obroniło, bo główny ciężar spoczywa jednak na głównym bohaterze, jego wcześniejszej relacji z żoną, Kevin dopełnia swoją obecnością fabułę i ubogaca.
Mam wrażenie, Bardzie, że zbudowałeś horror, którego można się bać, choć nie jestem ekspertem, bo nie czytam ich dużo, ale ten wciągnął mnie w swoje mroczne objęcia.
Naprzeciwko miał tylko jednego sąsiada, blisko na zewnątrz i piwnicy.
Zatrzymało mnie to zdanie. Coś z nim jest nie tak… Może: było blisko na zewnątrz i do piwnicy? Nie wiem. Ale daję znać, że nie działa.
Wycie, płacz, przekleństwa i krzyki – niektóre wściekłe, inne błagalne – wypełniły ulicę, tych, którzy w ciemnościach zgubili drogę.
Tutaj podobnie. W połowie zdania się pogubiłam i musiałam wrócić do początku. Przestawiłabym szyk.
Wycie, płacz, przekleństwa i krzyki – niektóre wściekłe, inne błagalne – tych, którzy w ciemnościach zgubili drogę – wypełniły ulicę.
Albo zrobiłabym dwa zdania z tego. Albo jeszcze coś innego. Ty, Bardzie, będziesz wiedział najlepiej.
Pozdrawiam serdecznie i gratuluję bardzo dobrego opowiadania! :) Dla mnie piórkowego. :)
Cieszę się! :)
Hej, opowiadanie zaczyna się bardzo ciekawie, umiejętnie budujesz atmosferę. Natomiast wykonanie jest w tej chwili na tyle niestaranne, że psuje lekturę i nie pozwala dobrnąć do końca. To oczywiście moje subiektywne odczucie.
Trochę marudzenia:
Ujrzał sylwetkę kilkunastoletniej dziewczy.
Brakuje czegoś w ostatnim zdaniu.
Szare prześcieradło powinno nie było prane już od dwóch tygodni.
To zdanie po prostu źle brzmi – powinno czy nie było?
– W osadzie mówią, że nie poradziłeś sobie z odejściem mamy – ciągnęła dziewczynka konsekwentnie – Nie wiem, co to znaczy.
Po konsekwentnie powinna być kropka. Zapis dialogu.
– Cześć Celin. Mogę się przysiąść? – zapytał Greg blondynkę. Kobieta nie odpowiedziała.
Po zdaniu dialogowym “kobieta” powinna być od nowego akapitu. Zapis dialogów.
Audytor spojrzał znacząco na rudą i zagrał pauzą.
– Co się wtrącasz, Jeny? Nie twoja córka! – syknął – Już wszystkim rozpowiedziała?
Co to znaczy “zagrał pauzą”? I czy na pewno zagrał, skoro zaraz syknął? Po syknął powinna być kropka.
– To mała osada – roześmiała się rudowłosa. Spojrzała raz na Grega i raz na Celin.
Zdanie “spojrzała…” powinno być od nowego akapitu.
Dobrze wiedział, że robi to z innego powodu, ale lubił Hanę. Często wyrzucał sobie, że nie jest dobrym ojcem. W końcu zrozumiał, że jeśli nie pogodzi się ze sobą, będzie znacznie gorszym.
Lubił Hanę? Przecież to jego córka! Powinien ją kochać! Zwłaszcza, że przejmuje się byciem ojcem. I co ma do rzeczy pogodzenie się ze sobą – to nie wiąże się z poprzednimi zdaniami – trochę z czapy… Do przemyślenia te zdania.
– Kameleon! – krzyknął ponownie. Echo brzmiało już trochę jak w sali koncertowej.
Echo od nowego akapitu. Zdanie trochę kulawe. Echo rozległo się niczym w sali koncertowej. Lub coś w tym rodzaju…
Greg ruszył w kierunku kopalni
Brak kropki.
Zbijały się w większe, a raz mniejsze skupiska.
raz w większe, a raz w mniejsze
Szedł dalej starając się nie dotknąć znaleziska. Najwyraźniej wygląd zwierzaka, którego zabił ostrzegał go przed kontaktem z tym płynem.
Przecinek po dalej. Następne zdanie nie jest logiczne ze względu na to, że wypowiada je narrator. Narrator jest wszechwiedzący i nie powinien przypuszczać, czy domyślać się. “wygląd zwierzaka, którego zabił ostrzegł go przed kontaktem z płynem”.
“Jane, znalazłem dla ciebie najlepszą wodę w okolicy.” – Pomyślał.
Zapisałabym:
Jane, znalazłem dla ciebie najlepszą wodę w okolicy, pomyślał.
Ten błąd powtarza się w całym opowiadaniu. Wypisałam tylko jeden przykład, ale trzeba poprawić wszędzie. Zapis myśli – trzeba się na coś zdecydować. Albo kursywą i po przecinku “pomyślał”, albo w cudzysłowiu i po przecinku “pomyślał”. Raczej bez półpauzy. Znajdziesz tu na portalu poradnik, tam powinno to być.
Owada zaczął machać głową coraz szybciej i syczeć coraz głośniej.
Chyba nie tak miało to wyglądać.
Tom obudził się drugi raz na skutek pukania do drzwi.
Niefortunnie skonstruowane zdanie. Może: Tomowi nie dane było się wyspać. Tym razem obudziło go pukanie do drzwi… To oczywiście tylko propozycja.
To Twoje opoko i zawsze do Ciebie należy decyzja, co w nim zmienić. Jednak w tej chwili wymaga, według mnie, jeszcze sporej korekty, by było zdatne do czytania. Niewątpliwie pomysł jest dobry. Jest ciekawie. Pisz dużo i poprawiaj, to daje efekty, sama przez to przeszłam i dalej idę. :)
Pozdrawiam serdecznie i powodzenia w pisaniu! :)
Dzięki zygfryd89! Miało być zabawnie, więc cel osiągnięty!
Pozdrawiam! :)
Z pewnością interesująca lektura, która wciągnęła mnie w całości. Dobry warsztat. :)
Najsłabiej wypadł Gierke, córka gdzieś zaraz za nim, ale główny bohater jest wspaniale napisany – przekonujący, pełen wewnętrznych spięć, narracja pierwszoosobowa z pewnością mu pomogła. Wyobraziłam go sobie i wydał się prawdziwy. Ludzki.
Jest ponuro, ale nie strasznie. :) Jest też mały problem z końcówką. Zastanawiam się, gdyby usunąć ostatnią część po gwiazdkach, czy nie byłoby mocniej. Ale to bardzo subiektywne.
Fabularnie jest ciekawie, to, co napisałam, to jedynie małe uwagi, bo opko jest dobre.
Pozdrawiam serdecznie! :)
Wpadłam z polecenia i przeczytałam. Ogromnie wciąga, pięknie napisane! :) Gratuluję!
Pozdrawiam! :)
Hej, Darcon, witam serdecznie, dziękuję na tak miły komentarz, skrzydeł mi dodajesz! Polecajki jak najbardziej sprawdzę, dzięki wielkie! Będzie co czytać w niedzielę! :)
Pozdrawiam mroźnie! :)
To powinno być w konkursie fanthomasa. Pasuje konwencją, stylem pisania, doborem słów, nie zawsze mile widzianych. Trzeba odwagi, żeby tak pisać, zdając sobie sprawę z różnego odbioru czytelników.
W sumie, podobało mi się.
Pozdrawiam serdecznie i mroźnie!
Gratulacje!!! Dziwność nad dziwnościami i wszystko. dziwność! Super się czytało a i pisało z przyjemnością. Kiedyś trafię w gatunek, obiecuję! :)
Melduję, że przesyłka odebrana, nagroda super, liścik też. Pamiątka na zawsze! Dziękuję! :)
Niech żyje wena! I niech się nie przemęcza, bo inaczej kiepsko z nami będzie! :)
Podobało mi się! :)
Pozdrawiam mroźnie!
Czeke, witaj pod opkiem i od razu dzięki za tak miły komentarz! :) Tak, to weirdzarro mi nie wychodzi już któryś raz, ale co tam, warto próbować! :) Puenta smakowita! Bardzo się cieszę, że język fajny, bo to podstawa pisania, trzeba tylko jeszcze dobrych pomysłów i dalej jakoś poleci! :)
Śniadanie od razu smaczniejsze, przy takim komentarzu! :)
Pozdrawiam mroźnie!
Spokojnie, pierwsza połowa tego grubego tomiska jest grzeczna, może chłopak nie czyta za szybko i dorośnie zanim dojdzie do końca…. :D Tak czy siak, zostaniesz tym wujkiem, co fajne książki daje… :D