- Opowiadanie: Fasoletti - Rodryk

Rodryk

A taki kró­ciut­ki szor­ciak, można się znę­cać do woli. 

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Biblioteka:

Outta Sewer, RogerRedeye

Oceny

Rodryk

Ro­dryk wpa­ro­wał do ja­ski­ni tak pew­nie i gwał­tow­nie, jakby wcho­dził za nagłą po­trze­bą do wła­sne­go wy­chod­ka. Za spra­wą po­ra­sta­ją­cych wil­got­ne ścia­ny fos­fo­ry­zu­ją­cych grzy­bów pa­no­wał tu pół­mrok. Wo­jow­nik, ści­ska­jąc w po­tęż­nych dło­niach bo­ga­to zdo­bio­ny, dwu­ręcz­ny miecz swego ojca, po­stą­pił kilka kro­ków na­przód i za­trzy­mał się. Ob­rzu­cił znie­sma­czo­nym spoj­rze­niem ludz­kie kości wa­la­ją­ce mu się pod no­ga­mi i splu­nął.

– Wy­chodź, kur­wiu! – Jego głos po­wę­dro­wał w głąb ko­ry­ta­rza, od­bi­ja­jąc się echem gdzie po­pa­dło.

Cze­kał. Tak sobie po­sta­no­wił, że teraz chwi­lę po­cze­ka i to wła­śnie czy­nił. Nawet naj­mę­dr­si mę­dr­cy nie wie­dzie­li czym Ro­dryk wy­ka­zy­wał się wcho­dząc tutaj. Głu­po­tą czy też od­wa­gą. Gdyby dało się urzą­dzić gło­so­wa­nie, spora więk­szość ob­sta­wi­ła­by za­pew­ne to pierw­sze, nie­mniej można być de­bi­lem ale mieć jaja. Ro­dryk miał. I to so­lid­ne, czym nie omiesz­ki­wał chwa­lić się każ­dej dziw­ce jaka do­stą­pi­ła wąt­pli­wej przy­jem­no­ści ob­słu­gi­wa­nia go.

Chwi­le mi­ja­ły, Ro­dryk zie­wał. Jego nie­zbyt kształt­ną głowę upstrzo­ną ru­dy­mi wło­sa­mi spię­ty­mi w kucyk na­wie­dza­ły dość pro­ste myśli o tym, co może tu spo­tkać. Bo lu­dzie ga­da­li, że w owej pie­cza­rze miesz­ka Licho. Albo Lich, bo nikt stąd nie wró­cił, by po­wie­dzieć resz­cie ja­kiej płci jest stwo­rze­nie, co to tylu dziel­nych ry­ce­rzy po­zba­wi­ło życia.

Ro­dryk pierd­nął. Smród roz­pro­szył się szyb­ko, po­zo­sta­wia­jąc po sobie nie­mi­łe wspo­mnie­nie. To jed­nak mu­sia­ło jakoś po­bu­dzić czy tam zwa­bić miesz­ka­ją­cą tutaj isto­tę, bo z głębi mroku do­bie­gło wark­nię­cie.

Wo­jow­nik usły­szał to. Na­piął mię­śnie, pusz­cza­jąc przy oka­zji ko­lej­ne­go bąka, tym razem z klek­sem. Nie­ste­ty na prze­bra­nie gaci nie było szans, więc po­cie­szył się fak­tem, że bę­dzie mu cie­pło w rów. Przy­naj­mniej przez chwi­lę.

– No chodź, sucza macio! – krzyk­nął.

Z ciemności coś się wy­ło­ni­ło. Coś prze­wyż­sza­ją­ce­go Ro­dry­ka o przy­naj­mniej dwie głowy i trzy szyje, lub trzy głowy z jedną szyją albo w sumie to o czte­ry głowy bez szyi. W każ­dym razie duże toto było i do mózgu męż­czy­zny do­szedł tłu­mio­ny dotąd przez dumę oraz głu­po­tę im­puls, że w sumie to chyba by na­le­ża­ło spier­da­lać.

Jak po­sta­no­wił, tak zro­bił. Naj­pierw ze­srał się ob­fi­cie, potem uczy­nił w tył zwrot i wsa­dziw­szy nogi za pas, po­tur­lał się w stro­nę wyj­ścia z pie­cza­ry.

Lu­dzie, któ­rzy cze­ka­li na ze­wnątrz, spoj­rze­li na ufaj­da­ne­go gów­nem ucie­ki­nie­ra z mie­sza­ni­ną obrzy­dze­nia i fa­scy­na­cji. Od­rzu­cał ich smród, jed­nak z dru­giej stro­ny Ro­dryk jako je­dy­ny prze­żył spo­tka­nie z be­stią.

Oto­czy­li woja i nie zwa­ża­jąc na fetor jęli wy­py­ty­wać co zo­ba­czył. Nie zdą­żył wy­po­wie­dzieć choć­by jed­ne­go słowa, gdy z ja­ski­ni wy­le­cia­ła czasz­ka i trza­snę­ła go w łeb. Krew wy­mie­sza­na z mó­zgiem chlu­snę­ła na zgro­ma­dzo­nych. Część pierz­chła z wrza­skiem, jed­nak zna­lazł się jeden od­waż­ny, co to pod­niósł wy­da­lo­ny z ja­ski­ni cze­rep. Ja­kież był jego zdzi­wie­nie, kiedy od­czy­tał wy­dra­pa­ny na czole, praw­do­po­dob­nie szpo­nem, a może i nie, bo nie wie­dział, czy Licho lub Lich miało szpo­ny, napis:

 

„Sami se żryj­cie ru­de­go”.

Koniec

Komentarze

Witaj. :)

Znęcać się do woli (jak sugeruje Przedmowa) nie zamierzam, przybywam jako dyżurna i jestem mocno zaskoczona ilością wulgaryzmów w tak krótkim szorcie, zapowiedzianym jako “tekst fantasy”. Myliłby się jednak ten, kto szukałby tu klasycznego fantasy: krasnali, gnomów, mniej lub bardziej sympatycznych smoków, pięknych księżniczek, czy dzielnych rycerzy…:)

Opowieść zdecydowanie humorystyczna, pomysłowa, stuprocentowo fantastyczna, bo wszak jest przecież bestia, jest strach mieszkańców, jest wreszcie i bohater tytułowy, który – że zacytuję – “pierdnął (…); napiął mięśnie, puszczając przy okazji kolejnego bąka, tym razem z kleksem; niestety na przebranie gaci nie było szans, więc pocieszył się faktem, że będzie mu ciepło w rów(…); najpierw zesrał się obficie, potem uczynił w tył zwrot i wsadziwszy nogi za pas, poturlał się w stronę wyjścia z pieczary”. 

Przyznam, ogromnie mi szkoda i tych “wdychających odór ludzi”, i tego biednego stwora… :)

 

Pozdrawiam serdecznie oraz noworocznie, życząc powodzenia w dalszej twórczości. :)

Pecunia non olet

Cześć, Fasoletti,

 

przeczytałem Twojego szorta, co zachęciło mnie do zajrzenia na Twój profil i sięgnięcia po kilka innych, losowo wybranych tekstów („Tatuaże”, „Koniec wszechświata” i „Niespodzianka”).

Widzę, że znalazłeś sobie niszę bizarro i masz w tym temacie ciekawe pomysły.

Zauważyłem jednak, że we wszystkich czterech tekstach (wliczając „Rodryka”) regularnie pojawiają się dosadne, cielesne motywy oraz język, który może być odbierany jako obsceniczny lub wulgarny. Nie jest to zarzut – raczej kwestia osobistej wrażliwości – ale dla mnie to niepotrzebne przekroczeniem granicy dobrego smaku.

„Rodryk” mógłby być bardzo udanym szortem, gdyby nie infantylny opis bąków z kleksem.

Na koniec podkreślę: nie jest to krytyka Twojego stylu ani obranej drogi. To raczej refleksja czytelnika – Szkoda, bo dobre, oryginalne pomysły, ale adresowane nie do mnie.

Pozdrawiam

rr

Robercie Raks, mam dokładnie te same odczucia. yes

Wielka szkoda… sad

Pecunia non olet

Hehe :) O ile sam szort mnie nie porwał, to puenta sprawiła, że parsknąłem śmiechem. Klikam :)

Known some call is air am

Miniatura w typowym dla Fasolettiego stylu, czyli bizarro… I, jak zwykle, sprawnie napisana. Fabuła się nie ciągnie, purnonsesowna akcja z drugiej strony całkowicie sensowna, a koniec niby to oczywisty, ale… Ale zniewalająco zaskakujący. 

Przykład sprawności pisarskiej wysokiej klasy, więc klikam.

Pozdrówka. 

PS. Nie trzeba lubić bizarro, ale trzeba docenić umiejętność budowy fabuły i prowadzenia narracji.

„Nie trzeba lubić bizarro, ale trzeba docenić umiejętność budowy fabuły i prowadzenia narracji.” – jeżeli te słowa są kierowane w moją stronę, to zapewniam, że lubię bizzaro i doceniam teksty Fasolettiego (Te które czytałem).

Szort „Rodryk” (podobnie jak pozostałe, które przeczytałem) uważam za dobry – także pod względem puenty – ale gdyby nie „kleksy”, byłby bardzo dobry.

Podejrzewam, że to słowa kierowane konkretnie do mnie (przy okazji – miło znów Cię widzieć, RogerRedeye; pozdrawiam smiley); tak się składa, że akurat w ostatnim czasie nominowałam do Piórek kilka tekstów na trwający Konkurs bizarro, lubię ten gatunek, lecz moim skromnym zdaniem tutaj wiele fragmentów jest po prostu niestosownych. Niewykorzystany pomysł na dobre fantasy – tak to widzę. :)

Pozdrawiam. :) 

Pecunia non olet

Ha, fajne to bardzo. Zaczęło się odrobinę dark, potem już dziwnie mrok przesłoniła spora ilość sarkazmu, a dalej, za kleksem to już weird, czego generalnie nie lubię. Mimo wszystko, to akurat było to przyjemne, z wisienką na torcie.

Mocno tam przecinki nie grają, ale nie czuję się na siłach punktować tego aspektu. 

 

Pozdrawiam!

Cóż, przeklinać i rzucić kurwą, też trzeba umieć w taki sposób, żeby księżniczka nie czuła się obrażona, a cham zaśmiał.

 

(wymyślone na poczekaniu).

 

Well; dla mnie człowieka bardzo toleracyjnego i oczytanego w brudnych światach fantasy gdzie krew wylewa się z kartek, seks momentami jest hardokorowy i brutalny jak u Martina lub słynny pierwszy rozdział Narrenturm,  to jednak tutaj mam również, mieszany jak przedómówcy stosunek.

 

Z jednej strony – wesoło. Rozumiem potrzebę gadania o problemach gastrycznych i robieniu z tego humoru. Z drugiej – miksowanie to z różnej maści mięsistymi słowami ktore broń boże – sam lubię wykorzystywać to jednak tutaj nagromadzenie, które @bruce wspomina jest problematyczne, zwłaszcza w części alvi deiectio , że tak to ujmę co by dam nie wprowadzać w zarumienienie :) 

 

Sama konwencja, pozostałe słownictwo jest naprawdę ok, lecz jednak problem stanowi to zgromadzenie tych słów :) Ale nie zniechęcaj się i pisz dalej :) Tylko potraktuj tę uwagę jako delikatną uwagę, żeby trochę to stonować. 

Melendur88

Cóż, przeklinać i rzucić kurwą, też trzeba umieć w taki sposób, żeby księżniczka nie czuła się obrażona, a cham zaśmiał.

 

(wymyślone na poczekaniu).

 

Well; dla mnie człowieka bardzo toleracyjnego i oczytanego w brudnych światach fantasy gdzie krew wylewa się z kartek, seks momentami jest hardokorowy i brutalny jak u Martina lub słynny pierwszy rozdział Narrenturm,  to jednak tutaj mam również, mieszany jak przedómówcy stosunek.

 

Z jednej strony – wesoło. Rozumiem potrzebę gadania o problemach gastrycznych i robieniu z tego humoru. Z drugiej – miksowanie to z różnej maści mięsistymi słowami ktore broń boże – sam lubię wykorzystywać to jednak tutaj nagromadzenie, które @bruce wspomina jest problematyczne, zwłaszcza w części alvi deiectio , że tak to ujmę co by dam nie wprowadzać w zarumienienie :) 

 

Sama konwencja, pozostałe słownictwo jest naprawdę ok, lecz jednak problem stanowi to zgromadzenie tych słów :) Ale nie zniechęcaj się i pisz dalej :) Tylko potraktuj tę uwagę jako delikatną uwagę, żeby trochę to stonować. 

Melendur88

Moje uszanowanie!

 

– Wychodź, kurwiu! – Jego głos powędrował w głąb korytarza, odbijając się echem gdzie popadło.

Ta końcówka zbędna. A, jak już ją koniecznie chcesz, to daj przed nią przecinek. 

 

że teraz chwilę poczeka i to właśnie czynił

Coś tu zgrzyta, nie wiem. Może zmień na: “i tak właśnie uczynił”?

 

Wojownik usłyszał to. Napiął mięśnie, puszczając przy okazji kolejnego bąka, tym razem z kleksem.

 

 

Jakież był jego zdziwienie, kiedy odczytał wydrapany na czole, prawdopodobnie szponem, a może i nie, bo nie wiedział, czy Licho lub Lich miało szpony, napis:

 

„Sami se żryjcie rudego”.

BIEDNE LICHO (lub biedny Lich) 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Nowa Fantastyka