Profil użytkownika


komentarze: 306, w dziale opowiadań: 306, opowiadania: 114

Ostatnie sto komentarzy

Pozwolę sobie na pozostanie przy swoim zdaniu. Ale rozumiem Twoje przesłanie. Tak, prawda i przyzwoitość są bezcenne:)

Noc w ośrodku wczasowym „Domki na Plaży” w Jastarni pachniała sosnowym igliwiem i wilgocią. W lipcu nawet nie dało się zamknąć okien – powietrze było za ciężkie. Za domkami łagodnie szumiała zatoka, a księżyc blado oświetlał całą okolicę.

Wieczory miały tu swój ustalony porządek.

Najpierw dzieciom kazano iść spać. Potem gasły rozmowy i światła w domkach. Jeszcze przez chwilę słychać było szczęk naczyń, zamykanie drzwi i pojedyncze śmiechy.

O dwudziestej drugiej zaczynała się cisza nocna.

Tylko mieszkańcy domku stojącego w centrum mieli regulamin za nic i bawili się głośno i radośnie do późnej nocy. 

Pierwszej nocy myślałam, że to jednorazowy wybryk. Może ktoś świętował swoje urodziny. Może spotykali się raz w roku podczas urlopu – starzy znajomi, którzy mieli sobie dużo do opowiedzienia.

Drugiej nocy irytacja zaczęła jednak krążyć po całym ośrodku. Ktoś kilka razy chrząknął znacząco. Ktoś zamknął okno z przesadnym stuknięciem. Jakaś kobieta powiedziała głośno, że to skandal. Nic to nie dało.

Trzeciej nocy byliśmy już tak zmęczeni, że nawet nie próbowaliśmy zasnąć. Graliśmy w naszym domku w jakąś grę karcianą. Chyba w Makao.

Przez cienką ścianę i otwarte okno dobiegała radosna rozmowa okraszona głośnym śmiechem. Dowiedzieliśmy się z niej, co sądzić o politykach. Poznaliśmy imiona dzieci i wnuków oraz okoliczności ich przyjścia na świat. Wysłuchaliśmy analizy meczów podczas Mundialu, historii o szefie, jego kochance i miłosnych perypetiach.

Zrobiliśmy sobie ziołowe herbatki.

Nagle na kilka sekund ucichło. Spojrzałam na zegarek – 23:30. Już mieliśmy nadzieję, że to koniec imprezy. Że wreszcie dotarło do nich, że ludzie na urlopie chcą się czasem wyspać.

Wtedy rozległo się pukanie. Takie dostojne pukanie. Trzy głośne uderzenia, przerwa i znowu trzy.

W tamtym domku ktoś parsknął śmiechem. Rozbawiony głos zapytał:

– Kto tam?

Przez chwilę nie było odpowiedzi. Potem usłyszeliśmy chłodny, głęboki bas.

– Seryjny Morderca.

Zapadła cisza. Taka, powiedziałabym, teatralna cisza. Nawet wiatr zamiast szeleścić liśćmi zaczął nasłuchiwać. Gdzieś zaszczekał pies. Krótko, ostrzegawczo.

Zamarliśmy w bezruchu.

W imprezowym domku wreszcie ktoś zebrał się na odwagę i odpowiedział, cicho i bez przekonania.

– Dobra, dobra… bardzo śmieszne.

W tej ciszy usłyszeliśmy szczęk zamka u drzwi.

 

Od tego wydarzenia cisza nocna nie była już zakłócana.

 

Marzan, jestem kosmicznie wdzięczna za miłe słowa :) Obiecuję dbać o amulet kliku :)) Mam właśnie nową opowieść na Wyzwanie, ale coś mi się wydaje, że mocno odstaje klimatem, takim landrynkowym. Jeszcze ostatnie szlify. Może chociaż uniknę błędów “tych, co zwykle”.

Z kosmicznym pozdrowieniem :)

Teo

 

Świetny tekst. Super ???? jedynie z puentą się nie zgadzam. Prawda i przyzwoitość są bardzo kosztowne. Pozdrawiam serdecznie:)

Dzięki za miłe słowa :)

Tak, antygrawitatory zawiodły, Xterrianie zabrali swój grawilot (tak twierdzi Koala, może to prawda), a muszę się tłuc starym sześcianem czasoprzestrzennym pożyczanym od Darian (F. Braun “Mąż opatrznościowy”). 

 

Pozdrawiam serdecznie :)

 

P.S. 

Wzruszająca jest ta troska Marzana o Lożę, prawda?

Nieczęsto zaglądam z tagami erotyka+wulgaryzmy, ale chciałam zobaczyć, jaki jest tutaj poziom. OK., każdy ma swoje poczucie humoru :) 

Już w trakcie czytania pamięć nasunęła mi obraz starego dowcipu – tego “a w tym pokoju (w piekle) Stalin trzyma na kolanach panienki” :))

W sumie żal mi tej matki. Jedyna z innego kółka. Być może z kółka różańcowego. Ale zawsze mi było żal odmieńców.

Żarty żartami, a co – jeśli w piekle/w czyśćcu czeka na mnie każde niewypowiedziane słowo, niewykonany dobry uczynek? Na wszelki wypadek może postaram się być uprzejma, czy coś takiego?…

Czyli – warto było czytać :)

 

Pozdrawiam serdecznie :)

Dzięki za miłe słowa :)

Czytałam Twoje ostatnie opowiadanie. Mam ostatnio trochę mało czasu, ale obiecuję Ci napisać pod nim komentarz. Już go prawie ułożyłam w głowie :)

 

Pozdrawiam serdecznie :)

Dzięki za miłe słowa :)

Czytałam Twoje ostatnie opowiadanie. Mam ostatnio trochę mało czasu, ale obiecuję Ci napisać pod nim komentarz. Już go prawie ułożyłam w głowie :)

 

Pozdrawiam serdecznie :)

 

Tarnina – dzięki za wyjaśnienia. Kiedyś nie zgadzałam się z twerdzeniem, że język polski jest trudny :)

 

Sprawdźmy, czy zrozumiałam: 

“Powoli oderwał się od ziemi, bezszelestnie wznosząc się w nocne niebo.” :(

“Bezszelestnie wznosząc się w nocne niebo, powoli oderwał się od ziemi,” :)

 

Nie chodzi mi o to, czy zdanie jest mądre :)) tylko o zasadę. No i czy przecinek jest konieczny?

Pozdrawiam :)

Dzięki za miłe słowa :)

Akurat tuż przed pisaniem “Mirandy” doczytałam, że Ciołkowski był głuchy (lub niedosłyszący). Wysnułam z tego wniosek (być może fałszywy), że gdyby nie miał tej niepełnosprawności, to zrobiłby karierę na uczelni, chodził na koncerty, przyjęcia, słuchałby plotek… i nie miałby czasu na projektowanie rakiet (ponoć wielokrotnego użytku) czy tuneli dla wielkich prędkości.

A poza tym – jego myśl techniczna okazała się pożyteczna 50 lat później, 100 lat później…

Plus historie ludzi (moich znajomych), których życie rozjechało, a oni i tak się poskładali :)

 

Pozdrawiam serdecznie :)

 

Ja się podpinam pod pytanie o uprawnienia do latania grawilotem. I czy obejmują wysztkie galaktyki, czy tylko naszą?

Podoba mi się coraz bardziej :)

 

Pozdrawiam serdecznie :)

Bywam tam. Służbowo. Xterra jest bardziej rozwinięta magicznie niż Ziemia, to fakt. Za to nigdzie w Galaktyce nie ma tylu absurdów i paradoksów. Bliźniaczki będą się dobrze bawić jako terenowe pracowniczki. No, chyba że kontrakt będzie długi :(

Grawilotem bliżej :)

 

Bardzo mi sie spodobał szorcik :)

Pozdrawiam serdecznie :)

 

Tarniana 

“Powoli oderwał się od ziemi, bezszelestnie wznosząc się w nocne niebo.” gorsze niż “Powoli oderwał się od ziemi i bezszelestnie wzniósł się w gwiazdy”? Może i tak. Ale w takim razie kiedy stosować imiesłów?..

 

Pozdrawiam :)

OneTwo - widziałam, jak ktoś nazwał 200 słów podwójnym drabdlem, myślałam, że nazwanie 50 słów pół-drabdlem mi ujdzie… dzięki za zwrócenie uwagi :)

 

Hesket -to faktycznie może być JADES-GS-z14-0. Nauczyli podróżować tiachionami i nie potrafią pojąć ograniczeń, np. prędkości :))

Dzięki za pomysł, to oryginalna galaktyka :) 

I może wrócę do tekstów o całkiem obcych kosmitach, o siarkoidach, którzy niechcący przyczynili się do wymarcia życia na Ziemi, bo trudno im przyjąć, że życie może być oparte na węglu. No i kolonizują nas nie bronią, ale smrodem :)) durna taka historia :))

 

Pozdrawiam serdecznie :)

Tego się obawiam:( mogą być :( i w warzywniaku, i wśród kierowców… Z niedawnych obserwacji, wśród kierowców są :)) Pozdrawiam serdecznie:))

Dzięki za miłe słowa :)

 

Eh, kosmici chyba się nie obrażają :))

 

Pozdrawiam serdecznie :)

:))

Jak czytałam to pierwszy raz (w poprzednim tysiącleciu), to umknęły mi takie smaczki :)) 

a wybrany fragment – uroczy :) każdy pisarz i krytyk powinien przeczytać “Kaczkę” :))

 

Zrobiłeś mi dzień :))

Pozdrawiam :) 

 

Oooo… jesteś WIELKI :)

 

Co prawda, cyrylicą czyta mi się dość powoli, ale (cytując klasyka z pamięci) czy w życiu chodzi o to, żeby było szybciej?

To świetny prezent :) Wielkie dzięki :))

 

 

 

Tekst inspirowany rysunkiem – ilustracją tego Wyzwania i opowiadaniem “Kaczka w śmietanie” Ilji Warszawskiego w “Krokach w nieznane”, rok wydania: 1970. 

Nie mogłam tego napisać w Przedmowie, zepsułoby efekt :)

Dzięki :)

Rozumiem. Miałam kiedyś nieprzyjemność pracować w pokoju pomalowanym na kolor liliowy. Pierwsze wejście – zachwyt. Po godzinie – ból głowy :(

 

Poćwiczę siekanie potworów :))

 

Pozdrawiam :)

Marzan

“Z liryką jest trudno, bo łatwo jest wjechać w purpurę.” – myślę, myślę, aż zwoje mózgowe mi się prostują. Co masz na myśli w tym zdaniu?

Pozdrawiam :)

Dzięki za miłe słowa :)

 

To miała być literatura STEM:

– Science (nauki przyrodnicze)

T – Technology (technologia)

E – Engineering (inżynieria)

M – Mathematics (matematyka)

lub STEAM

S – Science

T – Technology

E – Engineering

A – Arts (sztuka, humanistyka, kreatywność)

M – Mathematics

STEAM dodaje do STEM element twórczy: sztukę, projektowanie, literaturę, filozofię, muzykę.

 

Mam wielkich mistrzów, mam się na kim wzorować:) kiedyś wyjdzie dobrze :)

 

Pozdrawiam serdecznie:)

 

 

Musiałam zorganizować sobie czas, żeby poczytać wcześniejsze odsłony tego Uniwersum. No, żeby uczynić z Charona głównego bohatera, a Styks główną areną wydarzeń, to trzeba było mieć naprawdę dobry oryginalny pomysł. 

Przy okazji – masz tak (brakuje mi odpowiednich słów, a te są najbliżej :)) liryczny styl w tych opowiadaniach, że muszę pogratulować. OK., nie muszę, chcę :)

 

Pozdrawiam serdecznie :)

 

 

Tak mnie naszła refleksja. Jak nobliwa jest polska fantasy:) i jaką ręką niegdyś pisana:)

O, kurczę, usypywanie kopców może mieć za cel kalibrację rzymską :)) oczywiście, cel steganograficzny :))

Całą dobę układałam wiernopoddańczy wierszyk, na cześć kotów, rzecz jasna.

 

Oryginał:

Człowiek jest urzędnikiem wysokiego stanu,

Cały świat służy jemu, a tylko on Panu.

 

Wersja moja:

Człek, istota rozumna i wysokich lotów,

Cały świat służy jemu, a on – swemu kotu.

 

To szczyt moich uiejętności wierszokleckich :))

 

Pozdrawiam serdecznie :)

 

 

 

Regulatorzy,

Dopiero wprowadziłam Twoje sugestie, więc jeszcze raz dziękuję. Zawsze lepiej mieć tekst bez baboli, niż z babolami. Zastanawiałam się nad “swoim” i wydawało mi się, że tak być powinno, ale po wykasowaniu słowa sens zdania się nie zmienił. Precyzyjnie – obydwu zdań. Czyli – jest zbędne. Czyli – masz rację. 

Widziałam, jak “tną” teksty poeci: jeśli jakiś wyraz jest zbędny, nie ma prawa być w tekście. Wygląda na to, że w prozie jest tak samo albo co najmniej podobnie.

Cieszę się, że tekst się podobał. Żaden ze mnie znawca literatury dla dzieci i młodzieży, ale wyobrażam sobie, że fabuła powinna chwycić za serce, a dopiero potem poruszyć rozum. 

Mam całą serię (poszczególne tomy w różnym stadium rozwoju), ale dopiero w połowie zorientowałam się, że właściwie brakuje mi przedstawienia, jak powstał Układ Słoneczny. Więc napisałam, ale już nie miałam pomysłu na fabułę i w zasadzie nic się nie dzieje. Może jak skończę :)) poprawki, to dam go na forum. OK., jeśli wyjątkowo kiepskie to najwyżej ktoś mnie obsobaczy :( 

Mam nadzieję, że jeśli to opowiadanie pojawi się, to znajdziesz czas i ochotę na czytanie. Może trzeba przestać poprawiać i po prostu napisać od nowa. 

 

Dzięki raz jeszcze :) Pozdrawiam serdecznie

Bardzo poetyckie. Jeśli to zaprawka, to ciekawa jestem rozwinięcia. Pozdrawiam serdecznie

Dzięki, regulatorzy, za łapankę.

 

Przykro mi, że zawiodłam w kwestii pomysłu na cykl. Pisałam z myślą o 12+, a adopcja i brzydota to są osobne problemy dla nastolatków. W niemal każdym opowiadaniu jest o rodzinie i problemach; choć w serii mam też takie “wojskowe” i opowiadanie o Koperniku (i jego bracie)

W zasadzie nie skupiałam się na różnorodności fabuły każdego tomu/opowiadania, tylko na tym, co mogę opowiedzieć o kosmosie. To pewnie błąd.

Dla formalności: opublikowałam tomy 3 (Miranda) i 5 (Tryton); pozostałe są w autokorekcie. Szczególnie 1 jest kiepski, właściwie sam dialog.

 

Pozdrawiam serdecznie :)

 

 

 

marzan, gdybyś nie dopisał inspiracji, zastanawiałabym się tylko nad tym, czy przeżył. A tak – podziwiam niejednoznaczność :) 

 

Nauka dla mnie: nie wzięłam pod uwagę zdania wielokrotnie złożonego :))

 

 

Dzięki, Bardjaskier

 

Z hukiem zatrzasnęłam drzwi. Czekałam tydzień.

– Idź sobie! – krzyknęłam przez łzy.

Podbiegłam do okna, żeby go zobaczyć po raz ostatni. Tomek spokojnie poprawił kołnierz. Potem odwrócił się w stronę mojego domu. Powoli oderwał się od ziemi, bezszelestnie wznosząc się w nocne niebo. Czułam – szczeka mi opadła. Naprawdę mieli awarię antygrawitatorów?

 

Bez powtórek, ale czy ładniej?..

Z hukiem zatrzasnęłam drzwi. Czekałam tydzień.

– Idź sobie! – krzyknęłam przez łzy.

Podbiegłam do okna, żeby go zobaczyć po raz ostatni. Tomek spokojnie poprawił kołnierz. Potem odwrócił się do okna i spojrzał na mnie. Powoli oderwał się od ziemi, bezszelestnie wznosząc się w nocne niebo. Wytrzeszczyłam oczy. Naprawdę mieli awarię antygrawitatorów?

Bardzo wciągające opowiadanie. Gratuluję. No i nie mogę się powstrzymać i zapytam: to z głową Niemca, to z życia? Bo życie pisze takie niesamowite historie :)

 

Pozdrawiam serdecznie :)

 

Dzięki za miłe słowa :) 

Starałam się pisać tak, jak chciałabym przeczytać kiedyś, kiedy byłam mała. Przynajmniej myślę, że taka bajka przypadłaby mi do gustu.

Cóż, otworzyłam wrota piekieł :(( z tym przyznaniem się do używania AI :( Ale cóż, jest mi potrzebne do poszukiwań, sprawdzania, alternatywnych wersji fragmentu i ewentualnego dopasowania do całości (często piszę w kawałkach). A redakcja? Cóż, zaczęłam pisać (w sensie – napiszę i komuś pokażę) od czerwca zeszłego roku. Potrzebuję redaktora “pod ręką”, bo mam niezliczoną ilość baboli i zwyczajnych usterek. 

Ciekawostka: pisząc ręcznie robię mało błędów. Na komputerze multum.

 

Pozdrawiam serdecznie :)

Silver_advent - wezmę sobie Twoje słowa do serca.

 

Marzan, dzięki za łapankę. Poprawione.

Tak, to część serii. I mam nadzieję, że będę mogła je opublikować na Portalu. Choćby po krytykę. No i dla tych “łapanek”.

 

Pozdrawiam serdecznie :)

Dzięki ,Marzan, AI to narzędzie, którym należy nauczyć się posługiwać. Tak jak jedni lubią TV, a inni twierdzą, że tylko ogłupia :(

 

Silver_advent

A! Nie sądziłam, że w przedmowie muszę podać źródła. Sądziłam, że skoro nie piszę pracy naukowej, a mam zgodę autora, to wystarczy, żeby publikować nienaukowe teksty:(

To nie jest wiedza tajemna, że technicy (itp.) korzystają z AI; dlaczego sądzisz, że “prawdziwa teoria” i “prawdziwe równania” nie są generowane przez AI? oby tylko dobrze promptowane :)) Stąd mój wniosek, że ten, kto wrzucił to (i dziesiątki innych) równanie na X, na pewno użył AI. A także, użył AI do wizualizacji swojej teorii.

 

Pozdrawiam serdecznie :)

 

 

OldGuard

Masz rację, będę zaznaczać :)

 

To równanie jest z platformy X (tam jest wielu dzielących się swoimi teoriami, na FB też) i jest na tyle poprawne, że AI daje rady, jak je falsyfikować. Czyli – jakie są warunki, żeby je obalić. Zapytałam owego użytkownika, czy mogę używać jego teorii i równań w powieści. Wyraził zgodę. 

To nie jest równanie wygenerowane przez AI, ale przez AI sprawdzone. Teoria, że czas jest pierwotny w stosunku do przestrzeni – istnieje. Jest nawet teoria, że pierwotna jest świadomość (z równaniami). 

Zastosowanie równania było moją decyzją, nie AI.

 

Pozdrawiam serdecznie :) 

Sliver_advent

Masz rację :)) 

Redaktor AI źle podpowiada, teraz to wiem. A przynajmniej – zwykle źle podpowiada, bo ma swoje schematy. Dlatego napisałam, że po AI poprawiam. A że piszę schematycznie? Cóż, taki styl. Popracuję nad tym :) 

Właśnie korzystam z bety przy innym tekście. Bezcenna pomoc. 

Pani OT przyznała się, że korzysta z AI. Chyba żałuje :))

 

Pozdrawiam serdecznie :)

Tak, ale wcześniej reaserch, no i przyznam się burza mózgów :( Potem redakcja (ale potem znowu muszę poprawić, po ludzku) oraz edycja. 

A! Nie jestem fizykiem, więc moje pomysły weryfikowane są przez AI i dość często muszę zmienić fabułę :) bo wychodzą głupoty. Potem – AI sprawdza, czy nowa wersja (poprawiona część) pasuje do całości. Ale – w tym jest dość kiepskie. 

AI widzi mniej niż mnie się wydawało. Do szlifowania tekstu lepiej nadają się ludzkie oczy innego człowieka.

 

Pozdrawiam serdecznie :)

Silver_advent 

Nie da się ukryć, reaserch przy użyciu AI plus burza mózgów i itracje; fabuła – moja, bez AI :))

 

Pozdrawiam serdecznie :)

Dzięki za miłe słowa:)

Trzymam się faktów astronomicznych. Tam akurat takiej tragedii nie było. Ale ponoć nasz Księżyc powstał w wyniku kosmicznego zderzenia. 

Cieszę się, że dobrze się czytało.

 

Pozdrawiam serdecznie :)

Fajnie, że robisz dłuższą wersję. Niejedna pasja zaczęła się od żartu. Tu widzę potencjał na zainteresowanie historią. 

Oczywiście, historia może być różnie opowiedziana. Czasem to istne fantasy :)) Ale dobrze jest znać fakty historyczne (i daty).

 

Pozdrawiam serdecznie :)

Świetnie napisane. Może za cztery lata wdrapię się na taką półkę?.. a poza tym, chciałabym zobaczyć film lub animację zrealizowaną według Twojego tekstu. Właściwie – wszystko widać przy czytaniu, ale…

 

Pozdrawiam serdecznie :)

tak, już doczytałam :) ja tylko pomyślałam czemuś o SF (mój tekst nie jest SF, więc – cóż :)) a Jerofiejewa dopisałam do listy “przeczytać” :)) 

Ruscy są (może raczej – byli) dobrzy w SF 

Dzięki, AP, aż sprawdziłam cóż to za autor (bo znam kilku piszących SF po rosyjsku :)) 

 

Zbieram intelekt i odwagę, żeby komentować inne opowiadania :) może “od następnego razu” :))

 

Pozdrawiam :)

Dobrze się czytało. 

Mam rozgrzebaną powieść o kolonizacji Marsa, i m.in. problem recyklingu (bezwzględnego) i produkcji tlenu i… co zrobić z ciałem zmarłego? Plus – jak nie zanieczyścić planety. 

Pewnie wrócę do Twojego tekstu. Ciekawie przedstawiasz problem.

 

Pozdrawiam serdecznie :)

“ー Nie było informacji! ー ręce opadają mi z głośnym chrupnięciem. 

ー Władze uznały, że to się rozumie samo przez się.” – po prostu zostanie ze mną :))

Świetnie się czytało. 

 

Pozdrawiam serdecznie :)

Tak, przeprowadzka wszystko wyjaśnia :) Musisz się odnaleźć w nowym miejscu.

 

Pozdrawiam :)

Bardzo plastyczne opisy. Mogłam być wszędzie z Alojzym. Widziałam, słyszałam to, co on. Ale mam takie pytanie – tym razem zapomniał o Agnes?

 

Świetne opowiadanie na dobranoc.

 

Pozdrawiam serdecznie :) 

Świetne:) Gratuluję – zaskakujące zakończenie.

 

Pozdrawiam serdecznie :)

 

 

Ślimaku Zagłady tak, przegięłam – ale kot jest taki uroczy, że cały pchli targ przy nim blednie :) to faktycznie wprawka. Wydaje mi się, że dialog (w tym przypadku monolog) jest trudny do napisania. Trzeba wybierać pomiędzy naturalnością a poprawnością językową. 

 

Moja polonistka w podstawówce, widząc upodobanie do długich wielokrotnie złożonych zdań, kazała dokonać rozbioru logicznego zadania. W krótkim czasie wielu uczniów zaczęło pisać prostszym stylem :))

Dzięki za łąpankę :) 

Nie sądzę, żeby za cara można było trafić do tiurmy, to tylko taka gadka o “niewinnym złodzieju”.

Komentujesz świetnie, zawsze miło mi się czyta :)

 

chalbarczyk – powinno być “ Ale ja naprawdę trafiłem tu za to, czego nie wziąłem.” dzięki – już poprawione :)

Jeżeli narrator siedzi w tiurmie, to skąd mają… coś do picia :)) nie, no tam raczej jest niejeden Pietka, przecież “za kota” nie siedziałby w pojedynczej celi :)

Zależało mi, żeby napisać monolog z historią. Kiedyś ludzie potrafili opowiadać historie. Nic dziwnego – nie było TV, nawet radia, to gadali i gadali 

 

Pozdrawiam serdecznie :)

Dzięki, Marzan, mało komentuję, bo tej trudnej sztuki dopiero się uczę :)) dość często po prostu nie wiem, co napisać – a właściwie, jak odpowiednio dobrać słowa :)

Skusił mnie obrazek zamieszczony przez Ciebie – cóż, tak mnie rozbawił podpis na skrzyni pod kotem, że nie mogłam się oprzeć :)) w końcu Najprawdziwsza Prawda jest taka, że kot jest najcenniejszy i najbardziej magiczny. Historia, oczywiście, też nie jest wymyślona, jedynie okoliczności. W końcu – zapewne każdy zna historię kota typu “oszust, kłamca, i do tego prosidełko”. Oryginał chodził nie na pchli targ, ale na Komendę Policji i siadywał przed stołowką. Prawie zatuczyli kota na śmierć :))

Obiecuję, że zwolnię tempo z Pietką. Ja bym już leżała… ale Ruscy są mistrzami w tej konkurencji. 

 

Nie mam nic przeciwko używaniu AI, o ile jest to pomoc, a nie zastępowanie pracy.

 

Pozdrawiam :) bardzo podoba mi sie ta “piaskownica” :))

Tajemnica jest fajna. Problem – ważny. Język, konstrukcja zdań – jeśli Ci ktoś tak doradzi, można poprawić.

Wydaje mi się, że Twój tekst jest bardzo gęsty, nie daje miejsca na oddech. OK., rozumiem, to wstęp do czegoś większego. Ale nie umiem dostatecznie polubić postaci, żeby poczuć ICH problem, żeby poczuć “dlaczego”… 

A problemy, które poruszasz, są godne przeżycia sercem, nie tylko intelektem.

 

Pozdrawiam serdecznie :)

Super przedstawiłaś świat kota. Oczywiście, porządny kot nie reaguje na byle jakie imię :)) I tę pszczoła, co chciała nad poziomy wylatać :)) zapamiętam.

A swoją drogą, zakończenie piękne i prawdopodobne. 

 

Pozdrawiam serdecznie :)

 

Poruszasz bardzo ważne pytania. Właściwie – każdy prędzej czy później musi je sobie (lub komuś) zadać albo odpowiadać. Jednocześnie – jakoś ciężko mi się czyta. Jakby za każdym słowem stała mgła tajemnicy. Taka mgła jak film pod tym tytułem, znasz? W tym filmie trudno mi było polubić kogokolwiek… Każdy jakoś winny, jednocześnie – niewinny osobiście… Tak to czuję mgliście (rym niezamierzony, ale ie znajduję innego słowa :))

 

Pozdrawiam serdecznie :) 

Opowiadanie z zaskakującym zakończeniem. Ale wydaje mi się, że to część czegoś większego, albo za dużo niedopowiedzeń…

 

Pozdrawiam serdecznie :)

Pytasz, Pietka, za co tu siedzę. Bo myślisz, że człowiek tu trafia tylko za to, co ukradł. Polej. No polej.

Ja wiem, wszyscy tu są ‘niewinni”. Ale ja naprawdę trafiłem za to, czego wziąłem.

Było to wiosną. Słońce już grzało, śnieg zszedł, a błoto schło na ulicach. Poszedłem na pchli targ. Wiesz, jak to jest – człowiek nie idzie tam kraść. Idzie patrzeć. To jak teatr, tylko za darmo.

A co tam było, Pietka. Lustra w ramach złoconych, takie, że jak się w nie spojrzysz, to wyglądasz jak hrabia, choć masz dziurę w bucie. Samowary lśniące jak kopuły cerkwi. Stara szabla, podobno turecka. Ikony. Pierścionki – pewnie z naparstków przerobione, ale błyszczały. Jeden chłop sprzedawał zegar, który nie chodził, ale dzwonił, kiedy chciał. Drugi – klatkę z ptakiem, który gwizdał Boże, cara chroń. Cudeńka. Polej, no lej.

I wtedy go zobaczyłem. Cudeńko. Ulubieniec wszystkich – kot. Leżał sobie na beczce, w słońcu. Ale jaki kot, Pietka. Cudeńko, mówię ci. Rudy jak płomień, gruby jak batiuszka po obiedzie. Leżał na grzbiecie, łapy w górze, i chrapał. Tak, chrapał, słowo daję. A na beczce napis kredą: „Nie na sprzedaż.” Zawsze się zastanawiałem – o beczce, czy o kocie ten napis. A obok – jego właścicielka, chuda, wredna baba sprzedająca bubliczki.

Znałem to bydlę. No babę też, ale ja teraz o kocie. Polej, Pietka. Kot, jakiego nigdzie nie zobaczysz. Wabił się Barin. Spotykałem go nieraz, jak włóczył się po Pchlim Targu i prosił ludzi o jedzenie. Nie, no, nie śmiej się, Pietku, polej. Nie gadał, tylko siadał przed człowiekiem i patrzył. Patrzył i każdy mu coś dał. A to rybkę. A to kostkę. Myślałem sobie: pewnie ta jego baba go głodzi. Skąpa. Więc też dokarmiałem go, ile razy mogłem. Kawałek ryby, skórka od słoniny, co tam miałem.

Polej.

Tego dnia zawołałem cicho: „Barin.” A on otworzył jedno oko. Drugie. Przeciągnął się, jakby robił mi łaskę. Zeskoczył z beczki – ciężko, aż się zakurzyło. I podszedł. Dałem mu rybę, którą miałem zawiniętą w gazetę. Zjadł. Otarł się o moją nogę. Pomruczał.

Ruszyłem do siebie, a on za mną. Krok w krok. Co miałem robić, Pietka? Gnać go? Przepłoszyć? Takiego dostojnika? Ach, wszyscy ludzie na targu zazdrościli mi w tej chwili. Wiem, bo nieraz zazdrościłem, jak Barin szedł koło wybranego człowieka.

Poszliśmy do mnie. Podzieliłem się obiadem. Potem wskoczył mi na kolana, zanim zdążyłem wygodnie usiąść w fotelu przy piecu. Zwinął się. Zaczął mruczeć – tak głęboko, że czułem to w piersi jak drugie serce. I wiesz co? Zasnąłem. Też zasnąłem. Pierwszy raz od dawna – jak człowiek, a nie jak złodziej. Bez nasłuchiwania tego, co na korytarzu. On chrapał, ja chrapałem. Dwóch starych kumpli w cieple pieca. Takie cudeńko. Polej, no.

Obudziło mnie walenie do drzwi. Nie pukanie – walenie.

Otworzyłem. A tam Stójkowy. Wąsy jak wiecha, mina prokuratora na sądzie ostatecznym. A za nim ona. Ta baba. Czerwona na twarzy, palcem we mnie celuje i krzyczy: „On! To on! Ukradł mi kota!”

Spojrzałem na Barina. Barin spojrzał na mnie. I, klnę się na wszystko, ten kocur – przeciągnął się na moim fotelu tak, jakby tu mieszkał od urodzenia. Jakby chciał powiedzieć: „Tak, dobrze nam tu razem, prawda?” 

Tłumaczyłem. Mówiłem, że przyszedł sam. Że go zawołałem, ale nie ciągnąłem. Że karmiłem go z litości, bo myślałem, że go głodzą. To akurat był błąd, Pietka. Bo jego baba na to, ten kot żebrał po całym targu. Do każdego robił te smutne oczy. I że każdy go dokarmiał. Cały bazar tuczył to bydlę, a każdy myślał, że jest jedynym dobroczyńcą. Łotr. Geniusz. Lepszy ode mnie w fachu.

Ale powiedz to Stójkowemu. „Kot przyszedł sam” – mówię. A on na to: „Złodziej zawsze tak mówi.” I tu mnie miał, Pietka. Bo to prawda. Złodziej zawsze tak mówi. Tyle że ja akurat ten jeden, jedyny raz mówiłem prawdę.

I tak za wszystkie kantory, za wszystkie kasy pancerne, za jubilera w Kazaniu – nie wzięli mnie. A za rudego kota, którego nigdy nie tknąłem, który sam przyszedł, sam zasnął i sam mnie wykorzystał – siedzę.

Nie śmiej się, Pietka. Wiem, jak to brzmi.

Całe życie zabierałem ludziom rzeczy. A raz jeden coś przyszło do mnie samo – z własnej woli, z mruczeniem, ufnie – i właśnie za to mnie zamknęli. 

Polej. I powiem ci jedno. Tęsknię nie tylko za wolnością. Najbardziej za tym kocim chrapaniem na kolanach. Za moim cudeńkiem.

Regulatorzy – mam nadzieję, że Koty mi wybaczą :)) Na Betaliście mam szort poważny w temacie i tonie. Zgłosiło się (aż!) trzech betujących, więc jestem dobrej myśli. Ale takie teksty jak Pierwszy Kontakt po prostu kocham pisać :)) 

Dzieki za dobre słowo :)

 

Finkla -

Leśnylutek – To na razie Unia Międzygwiezdna, w naszej galaktyce. Jak obecne przedszkolaki dorosną do wieku studenckiego, na pewno trzeba będzie starać się o Unię Międzygalaktyczną, a może nawet – Międzywszechświatową. A zainteresowanie biologią Ziemian na pewno się nie zmiejszy:))

 

Dzięki za miłe słowa:)

 

Pozdrawiam serdecznie :)

świetne :) tak – mężczyzna w wieku lat dwunastu jest poważnym człowiekiem, nawet jeśli najbliżsi tego nie rozumieją :))

 

 <<„Pan Stanisław – jak to ładnie brzmi” – myślał. Dorosło. » a może lepiej będzie brzmiało “Dorośle”?

 

Pozdrawiam serdecznie :) 

Ależ pi ekny tekst :) wieloznaczny :) 

Obyś był tam, gdzie chcesz:) 

 

Pozdrawiam serdecznie :) 

Dzięki za miłe słowa:)

Kot zgadza się z Twoim zdaniem.

 

Pozdrawiam serdecznie:)

Wow! świetnie poprowadzono akcję :) Zaskoczona jestem końcówką. Fajnie.

 

Pozdrawiam serdecznie :)

 

 

Dzięki za mie słowa :)

 

Tak, w tekście Wszechświat to jakby drugie imię Rzeczywistości, w słowniczku – taki zwyczajny :) poza tym – chyba mam słabość do wielkich liter :))

 

Pozdrawiam serdecznie

:)) chętnie się odzwyczaję :)) ale one mnie chyba lubią :))

 

A poważnie – właśnie je zauważyłam, więc mogę nad tym pracować. Pewnie jeszcze zechcą się wcisnąć, ale powalczę :))

 

Pozdrawiam serdecznie :)

Bardzo przyjemny szorcik. I zastanawiający (w sensie – ja się zastanowiłam nad pytaniami, które “wiszą” w tekście)

 

Pozdrawiam serdecznie :)

 

Regulatorzy

Bruce

Bardzo się cieszę, że opowiadanko przypadło Wam do gustu. Niektóre zdania lub wydarzenia są z życia, bo, jak wiadomo, życie ma najlepsze historie do opowiedzenia :)

 

Moje “ulubione” błedy to: WIELKIE LITERY – z chęcią zrzuciłabym winę na SMS, ale w ręcznym pisaniu też tak mam; brak spacji po kropce; “zamnij cudzysłów, potem kropka”; i powtórzenia słów :)) czasem celowe, ale zwykle przez niedostateczną uwagę.

 

Pozdrawiam serdecznie :)

AP – dzięki za miłe słowa :)

 

Regulatorzy

Ależ mi radość sprawiłaś tą łapanką:)) i dobrym słowem :)

Oczywiście, że poprawię – myślę, że jeszcze dziś wieczorem będę czas w jednym ciągu :))

 

Mam kilkanaście takich bajek, w różnym stadium wychodzenia z pomysłu :))

 

Pozdrawiam serdecznie :)

 

 

Tarnina – dzięki :) Z gramatyką nie będę się kłócić :)) Poprawiam.

Ale – czytelnik wie (jeśli inteligentny), a narrator opowiada, przedstawiając TAKŻE swój stan ducha:

Pomyślałem, że gospodarz albo stary, albo głuchy. 

Tak, na to wskazuje trąbka – nie trzeba tego dopowiadać.

Człowiek mający do czynienia z urzędami cara nie powinien mieszkać w takiej norze, pomyślałem.

Człowiek, który ma do czynienia. Hmmm. Człowiek, który mieszka w takiej norze, na pewno woli nie mieć do czynienia z urzędami, ale czy ma jakiś wybór?

Jakby zajmowało pół mieszkania.

Dlaczego "jakby"? I dlaczego z zajmowania dużej przestrzeni wynika ogrom, a nie odwrotnie?

 Jakby właściciel prowadził kłótnię z autorem.” 

 

Chciałam pokazać, że narrator jest rozczarowany, może nawet zniesmaczony faktem, że człowiek, który pracuje (według plotki) dla cara, mieszka tak ubogo. Ogrom biurka ma raczej podkreślić ogrom pracy :)) , gdyby biureczko wyglądało niepozornie, praca przy nim wykonywana wyglądałaby niepozornie. A tak – mam kontrast między biedą a tytaniczną pracą naukowca. 

“Na rozłożonych kartkach rozpoznawałem mapy” – ja widzę mapy na kartkach, a nie w kartkach :)

 

Niesłyszący wpatrują się w ruch warg – z ogromnym natężeniem uwagi. Wyraz „obserwować ” nie oddaje tego wysiłku, moim zdaniem.nie oddaje tego wysiłku, moim zdaniem.

 

Pozostałe – poprawiałam. Z niektórymi uwagami nie zgadzam się, ale mogłam przemyśleć raz jeszcze. Dzięki. 

 

Ciołkowski był tak niesamowity, że też chętnie o nim poczytam. Geniusz, którego wynalazki aż tak wyprzedziły epokę.

 

Pozdrawiam serdecznie :)

Nowa Fantastyka