- Opowiadanie: Bardjaskier - Abonament na szczęście

Abonament na szczęście

Hej, 

 

Już od dawna chodziło mi po głowie moje pierwsze opowiadanie umieszczone na portalu. Wtedy przeczytało je kilka osób, a większość z nich już nie widuje na forum. Więc poprawione, a właściwie napisane od zera wraca po 4 latach w formie szorta. 

 

Miłej lektury :)

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Abonament na szczęście

Filip siedział w fotelu, ukryty przed rzeczywistością. Był bardzo zmęczony i głodny. To były ostatnie potrzeby, które jeszcze rozumiał. Patrzył na pasmo reklam emitowanych w przerwie programu, którego już nie pamiętał.

– O! O tak! Cóż za rozkosz. Tylko kilka pociągnięć do spełnienia! – Lektor miał w głosie coś, co przypominało sposób mówienia telemarketera.

Filip patrzył na biust blondynki w przezroczystym staniku. Dopiero po chwili zorientował się, że dziewczyna myje zęby. Wsadziła szczoteczkę w usta i erotycznymi ruchami przesuwa włosiem po szkliwie.

Filip drżącą dłonią chwycił pilota. Drugą ręką wyciągnął okulary z kieszeni flanelowej koszuli i spojrzał przez szkła na klawisze.

– W górę i w dół! – wrzeszczał lektor. – I szybciej! Patrzcie na tę pianę!

Odnalazł odpowiedni przycisk. Ekran telewizora mrugnął. Starzec przez chwilę patrzył na zdjęcie Miłosza ustawione pod plazmowym telewizorem. Poczuł równocześnie zawód, złość i tęsknotę. Przeniósł wzrok na kolorowy wyświetlacz, jednym gestem ucinając niewygodne emocje.

Czerwony kabriolet jechał pustą ulicą. Za kierownicą siedział wysportowany młody mężczyzna w podkoszulku.

– Audi Czterdzieści Tysięcy Maks Turbo!

Filip przez chwilę pomyślał, że to ten sam lektor.

– Z takim samochodem świat jest twój!

Mężczyzna kierujący audi odwrócił się do kamery – uśmiechał się drwiąco.

– Co za złamas – warknął Filip.

– Masz audi albo jesteś nikim – stwierdził lektor.

Nim starzec zdążył przełączyć kanał, kierowca roześmiał się i wycelował palec w obiektyw.

Zadzwonił telefon. Filip podniósł aparat. Przeciągnął palcem po ekranie.

„Zły wzór. Zostały ci dwie próby”.

Filip spróbował jeszcze raz.

– Co za cholerstwo! – wycedził przez zęby.

„Została ci ostatnia próba”.

Telefon brzęczał:

„Odbierz, odbierz, odbierz, ooooodbierz”.

Filip odblokował ekran. Dzwonek ucichł.

– Skukinsyn! – ryknął do ekranu.

– Coś w życiu ci nie wyszło? – zapytał lektor.

Filip spojrzał w stronę odbiornika.

– Jesteś sam i nikt cię nie potrzebuje? – Nastolatek szedł przez park ze smutną miną. – Psssssytnij!

Z krzaków wyskoczyli ludzie z puszkami w rękach. Ekran zaroił się od tancerzy – policjantów, strażaków i robotników. Filip dostrzegł zakonnice i bezdomnego pląsających z kimś, kto wyglądał jak zboczeniec.

– Pssssssytnij! – Nastolatek napił się z puszki i przeciągle beknął.

Tłum zaczął ryczeć ze śmiechu.

– A już nie będziesz sam…! – Dzwonek telefonu przerwał lektorowi. 

Filip był przygotowany. Odebrał i podniósł aparat.

– Słucham?

– To ja, tato. – Głos Miłosza brzmiał ponuro. – Przecież telefon wyświetla, kto dzwoni. Możesz mi powiedzieć, dlaczego do ciebie zawsze trzeba dzwonić dwa razy? Tak trudno odebrać za pierwszym?

– Ekran…

– Nieważne. Jadę do ciebie. Wiesz, w sprawie, o której rozmawialiśmy.

– Skąd pewność, że jestem w domu?

– A gdzie masz być? – zapytał syn. – Do zobaczenia za pięć minut.

Starzec odłożył telefon.

– Co się stało? – Filip był pewny, że to ten sam głos co w poprzednich reklamach. – Nikt cię nie rozumie? 

Azjatka o długich nogach w bikini rozłożyła bezradnie ręce i zrobiła smutną minę.

– SpeedSpeak! I możesz nawiązać relację w każdym języku! Teraz również w formie aplikacji!

Azjatka wystawiła głowę spod kołdry. Leżała między facetem z reklamy audi, a murzynem. Wyglądała na spełnioną.

– Wystarczy – warknął Filip. – Wystarczy!

Głos zadrżał, gdy szyja zaczęła chować się między ramiona. Zacisnął dłonie na podłokietnikach. Otworzył usta najszerzej, jak potrafił. Chrupnęło – dolna szczęka zawisła na wyłamanych stawach żuchwowych.

Oczy zaczęły swędzieć. Podniósł dłonie, by je przetrzeć. Zobaczył, jak skóra schodzi z palców, które przypominały segmentowane odnóża porośnięte ostrym włosiem. Gałki piekły, więc wydłubał je haczykowatymi pazurami. Rozlały się po twarzy i spadły na flanelową koszulę razem ze skórą odchodzącą od kości policzkowych.

Patrzył na setki małych fragmentów pomieszczenia mozaikowymi oczami wypełnionymi setkami ommatidiów. Kręgosłup pękł pod naporem chitynowego pancerza rozdzierającego mięśnie. Z rogowatych wypustek zwisały resztki flaneli. Długie, jak u szarańczy nogi oderwały ciało od fotela – skoczył i przylgnął do sufitu. Poczuł dławienie. Nie walczył z nim. Pozwolił obłemu jęzorowi wystrzelić z gardła. Wił się i skręcał, gdy z policzków wyrosły szczękoczułki. Żuchwa starego Filipa przez chwilę zwisała na fragmencie skóry, po czym upadła na dywan.

Zabrzęczał domofon. Filip czuł dźwięk całym ciałem, przez ostre włoski porastające głowotułów. Ruszył do ciemnej sypialni i schował się za nadprożem. Czekał.

Drzwi uchylił się, w progu stał facet w garniturze. W prawej ręce ściskał teczkę.

– Cześć, tato! – zawołał.

Nie zdejmując butów, przeszedł przez przedpokój do salonu.

– Tato?! Przyniosłem dokumenty!

Filip po przeobrażeniu był głodny. Bardzo głodny. Ale czekał cierpliwie i obserwował z ciemności, jak krawaciarz kręci się po mieszkaniu. Otwiera teczkę i wyciąga dokument na stolik. Zerka na telewizor i telefon. Podnosi strzępy koszuli, spodni oraz rozerwaną skarpetkę, po czym rzuca je na fotel.

– Tato! Wszystko w porządku?!

 

 

*

 

 

Miłosz podszedł do sypialni, coś zwisało z sufitu. Długi, podłużny kształt, po którym spływała lepka maź na podłogę.

Obły, przypominający tłustą larwę organ drgnął, skręcił się i zwinął.

Miłosz zamarł i patrzył jak rulon znika w czymś pod sufitem.

W mroku usłyszał dźwięk przypominający cykady. W jednej chwili przypomniał sobie słoneczny dzień – jak szedł przez łąkę. Owady brzęczały w źdźbłach, motyle siadały na polnych kwiatach. W oddali szumiały drzewa. A on ściskał dłoń ojca.

W mroku błysnęły wielkie owadzie oczy.

Miłosz pędem ruszył do salonu. Teczką zawadził o framugę. Stracił na chwilę równowagę i potrącił stojak z gazetami, ale nie upadł.

Coś wybiegło z sypialni po suficie, chrobocząc pazurami o tynk.

Miłosz skoczył w stronę kuchni. W korytarzu chwycił klamkę od drzwi łazienki. Wpadł do środka i przekręcił zamek.

Przez mozaikową szybę zobaczył zdeformowaną głowę. Obły kształt uderzył w szkło, przywarł do niego i zaczął pełznąć po śliskiej powierzchni.

Nogi Miłosza oparły się o muszlę klozetową. Usiadł na desce. Chwycił oburącz teczkę, położył ją na kolanach i schował za nią głowę.

Gdy znów spojrzał, na szybie został tylko mokry ślad.

Wstał ostrożnie i podszedł do drzwi. Wytarł przepocone dłonie o klapę marynarki i przekręcił zamek.

Korytarz był pusty. Na suficie zostały jedynie drobne zadrapania.

Ostrożnie wyszedł z łazienki i przeszedł do salonu.

Biegiem ruszył do drzwi.

Długi język wystrzelił zza fotela. Owinął się wokół szyi Miłosza. Mięsień ścisnął gardło, a setki ostrych igieł na powierzchni języka przebiły skórę. Biały kołnierzyk i błękitny krawat powoli nasiąkały krwią.

Miłosz jęknął, gdy nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Upadł na lewe udo. Obły kształt mocnym szarpnięciem przewrócił ofiarę i zaczął ciągnąć ją w stronę fotela.

Miłosz spojrzał wzdłuż organu mokrego od parzącej wydzieliny. Wychodził z gardzieli między dwiema szczękami. Nad nimi zobaczył mozaikowate oczy.

Łeb stwora wyrastał z masywnego cielska pokrytego czarnym chitynowym pancerzem. Widział resztki ubrania zwisające z rogowatych wypustek.

– Tato… – wychrypiał przez ściśnięte gardło.

Szczękoczułki niczym imadło zacisnęły się na głowie Miłosza. Czaszka pękła.

Mieszkanie wypełnił dźwięk przypominający siorbanie, gdy Filip powoli pożerał syna. Drgające ciało podskakiwało na dywanie.

Lewa stopa, wciąż tkwiąca w eleganckim bucie, trąciła stolik.

Akt dziedziczenia, podbity przez notariusza i podpisany przez jedną ze stron, powoli sfrunął na podłogę, tuż pod ekran telewizora.

– A ty już nabyłeś swój abonament na szczęście? – zapytał lektor. – Nie czekaj. Zadbaj, by na starość nawet ta ostatnia chwila była tą najlepszą.

 

 

Ciało Filipa zafalowało, gdy wraz z sokami trawiennymi zwrócił ubranie i kości.

Powoli wszedł po ścianie i przylgnął do sufitu. Zapadł w drzemkę, najedzony i zadowolony.

Koniec

Komentarze

Nie lubię horrorów, ale ten ma w sobie coś ciekawego. 

Na początku się wydaje, że mamy do czynienia z opowieścią o zgryźliwym starcu, od którego syn chce chce przejąć majątek. Bo to akurat już czuć na początku ich rozmowy. Później jednak dzieje się coś tak absurdalnego i jednocześnie przerażającego, że nie można przestać czytać. Trzyma w napięciu. 

Świetnie napisane. Nic nie spowalnia. Tekst wciąga bardzo. Tylko nie zrozumiałem przesłania. 

Świetnie napisane. Może za cztery lata wdrapię się na taką półkę?.. a poza tym, chciałabym zobaczyć film lub animację zrealizowaną według Twojego tekstu. Właściwie – wszystko widać przy czytaniu, ale…

 

Pozdrawiam serdecznie :)

Cześć Bardziie! Fajnie, że wróciłeś :)

 

Tekst jest naprawdę fajny. Widać, że miałeś pomysł, tekst ma swoje tempo, czuć obrzydliwość gdzieniegdzie i ma puentę.

 

Jedna rzecz mi trochę kulała językowo, ale piszę to bardziej jako uwagę techniczną niż zarzut. Masz miejscami konstrukcje w stylu „robił coś, gdy robił coś innego” albo podobne prowadzenie zdań przez „gdy/kiedy”. To brzmi momentami trochę jak angielska składnia przeniesiona na polski. Nie rozwala tekstu, ale ja to wyczułem i czasem wybijało mnie z rytmu. Dałoby się to miejscami uprościć albo przepisać bardziej naturalnie po polsku.

 

Nie mniej to dość czeste u ciebie, ale raczej to element twojej maniery i chyba literatury angielskiej ;] 

 

Mimo to klik, bo nie czytałem tego wcześniej i nawet pomyślę o nominacji na koniec miesiąca ;) 

 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Witajcie :)

 

jfrydr

 

Miło mi, że się podobało i szkoda, że przesłanie uciekło.

 

 

Teo Max

 

Eeee tam, dobrze piszesz, wystarczy szlifować warsztat i tyle. A czy dobrze jest napisane… czuję oddech Tarniny na karku ;). Jak masz możliwość wygenerowania, to proszę bardzo – tylko daj znać gdzie można zobaczyć:)

 

me­len­du­r88

 

Nigdzie nie odchodziłem:). Można powiedzieć, że odpoczywam. Kurcze, nie spodziewałem się, że tak się spodoba, choć pomysł uważam za niezły:)

 

Chodzi Ci na przyklad o:

 

„Miłosz jęknął, gdy nogi odmówiły mu posłuszeństwa"

 

Można– Miłosz jęknął. Nogi odmówiły mu posłuszeństwa. 

 

Można dodać "następnie" albo "w chwili". Ale wtedy tekst jest albo zbyt skrótowy albo zbyt rozwleczony. Ale może też być tak, ze przesadziłem z natłokiem gdy/kiedy… No to też takie opowiadanie gdzie dużo dzieje się w jednej chwili. Po angielsku potrafię zamówić piwo ale to wszystko :D Więc polegam na Tobie w sprawie angielskiej budowy zdań:)

 

Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Po angielsku potrafię zamówić piwo ale to wszystko :D Więc polegam na Tobie w sprawie angielskiej budowy zdań:)

Nie no. Ja anglistą nie jestem, ale umiałem lepiej w small talk z brytolami w Grecji na wczasach niż po polsku o pogodzie :P Czuję, że wzorem AI-a nauczyłem się na Tarninie tekst z anglicyzmami, ale kiedy mi wskazała to, to zacząłem zwracać zwyczajnie na to uwagę. Inna rzecz, że mam styl pisania sam bardziej polską stylizację, więc to mnie wytrąca. 

nie spodziewałem się,

 

Ja też, bo uważam, że fantasy piszesz lepiej, ale masz podobne jak ja podejście do fantasy, w tym sensie, że jesteś człekiem przygody i akcji :] Pewnie temu, chociaż horrory mimo, że tak średnio czytam (za to oglądam namiętnie), to tutaj tą akcje i dialog widziałem, to mi weszło dość gładko.

 

W mroku usłyszał dźwięk przypominający cykady.

Aha i jeszcze – serialu FROM się naoglądał?:P 

 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

 Nie znam :D. Muszę nadrobić seriale ;). 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Hej! Przeczytałem, trochę przypadkiem, bo nie jestem fanem horrorów, a nie zauważyłem kategorii. 

Trochę się zdziwiłem, gdy w środku, ni z gruchy ni z pietruchy nastąpiła przemiana, zakładam, że taki był zamysł, ale autentycznie przeczytałem pierwszą część dwukrotnie, żeby wyłapać gdzie coś mi umknęło. I nadal nie wiem, pewnie nie muszę wiedzieć, jako czytelnik, ale męczy to autystyczną część mojej duszy, hah :D

W każdym razie ciekawy opis transformacji, krótka, zwięzła forma bez zbędnego przedłużania na plus! 

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

Hej 

 

A dziękuję :). Miałem nadzieję, że ta grucha lub pietruch będą widoczne, na ale w szorcie trzeba dużo upychać :).

 

Fajnie, że się podobało I czytajcie horrory bo też są fajne :P

 

 

Pozdrawiam. 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Nie jestem największym fanem horrorów, ale ten mnie zaciekawił, wciągający tekst. Pozdrawiam :)

Hej, 

 

Skoro trzech horrorowych sceptyków doceniło tekst, to chyba jest ok :) – dzięki. To teraz może ktoś, dla odmiany, kto lubi horrory. 

 

Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Nowa Fantastyka