- Opowiadanie: Melancholia... - Poker

Poker

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Poker

Pozostało mało czasu. To jest mój wielki dzień. Przygotowywałam się do tego od dawna. Racja, nie od zawsze robiłam to dla siebie. Miałam z początku dziecinne marzenia o czytaniu, zdobywaniu wiedzy, nauce. Kiedyś nawet próbowałam czytać znalezioną gdzieś na strychu starą książkę o zwyczajach wróbli szlachetnych. Oczywiście tak, żeby rodzina nie widziała, że poświęcam czas na bzdury. Dlatego czytałam już po pójściu spać, w lecie, gdy wieczorami jeszcze długo nie robiło się zupełnie ciemno. Obracałam się w stronę okna i próbowałam dojrzeć coś w resztkach światła. Marzyłam w swoim czasie o dostaniu się do szkoły. Ale rodzina pokładała we mnie wielkie nadzieje. Ani matka, ani ojciec nie osiągnęli nigdy w pokerze sukcesu wystarczającego, żeby zapewnić dostatnie życie. Starszy brat okazał się wyjątkową niezdarą. Krystalicznie uczciwy, wiecznie zalękniony, nigdy nie umiał wykorzystać mocy magii. A więc to we mnie tkwiły wszystkie nadzieje rodziców. Nie mogłam im tego zrobić. Nie zapomnę miny ojca, gdy kiedyś w końcu dojrzał wystający spod poduszki fragment okładki książki. Nie zapomnę łez mamy i jej pełnych zawodu słów. Nie, nie robiła awantur, nie krzyczała, ale… Nie, trudno to opisać, ale chyba każdy wie, że zawód bliskiej osoby może zaboleć dużo bardziej, niż gniewne słowa. Już wtedy zadecydowałam, że nie mogę zawieść rodziców. Nie mogę poświęcić przyszłości rodziny dla naiwnych mrzonek o nauce. Potrzebujemy stabilności, pieniędzy. Nauka to droga donikąd i marnowanie czasu. Po tym nie ma przyszłości. Od kiedy wszelkie prace fizyczne i administracyjne wykonują sprowadzani spoza granic miasta niewolnicy, stabilnej przyszłości nie zapewnia ani zdobywanie wiedzy, ani nawet żadnych praktycznych umiejętności. Liczy się tylko poker. I magia. Zrozumiałam to na szczęście bardzo szybko. Od tamtego momentu wiele czasu poświęciłam na przygotowania i nauki u mistrzów. To nie było łatwe. Rodzina nieraz rezygnowała z co wykwintniejszych potraw czy porządniejszych ubrań, byle tylko umożliwić mi jak najlepsze przygotowanie. Muszę, muszę odnieść sukcesy w pokerze, muszę, to dla rodziny. Tyle dla mnie zrobili, jestem im coś za to winna.

Z początku przygotowania były trudne i co jakiś czas powracały myśli o książkach i nauce. Magia to niełatwa sztuka. Nawet nie zliczę, ile razy płakałam z bólu, gdy poparzyłam sobie palce czy przecięłam się wyostrzonym brzegiem karty. Nie zliczę też, ile razy karali mnie udzielający mi nauk mistrzowie. Pamiętam zwłaszcza jednego, który gdy wyjątkowo mi nie szło, nie pozwalał mi wrócić na noc do domu, a zamykał w całkowicie ciemnej komorze. Siedząc tam, regularnie słyszałam popiskiwania, chroboty, a czasem nawet miałam wrażenie, że coś ociera mi się o nogę. Do dziś nie wiem, czy były tam prawdziwe szczury, czy to tylko tworzona przez mistrza iluzja.

Ale z czasem zupełnie zapomniałam o swoich dziecinnych marzeniach, a nauki tajników magicznej gry w karty zaczęły pochłaniać mnie bez reszty. Szybko stawałam się coraz lepsza, a nauczyciele kiwali głowami z uznaniem. Widziałam dumę w oczach matki i aprobatę w oczach ojca. Nie musieli mnie w żaden sposób namawiać do przygotowań. Poświęcałam na to praktycznie cały swój czas. Miałam jasny cel i dążyłam do niego ze wszystkich sił. Poświęciłam wiele lat ciężkiej pracy. Z początku dla rodziny, potem w zasadzie głównie dla siebie. I dzisiaj, dzisiaj jest ten dzień.

Została mi ostatnia godzina. Dzisiaj, dzisiaj. To dzisiaj wszyscy mieszkańcy miasta, którzy w tym roku osiągają wiek pełnoletni, zmierzą się w Wielkim Turnieju Pokera. To jest ten dzień, w którym okaże się, czy moje wysiłki odniosły skutek. To od wyników tego turnieju zależy moja pozycja w skomplikowanej sieci rozgrywek miejskich. To tutaj okaże się, czy będę mogła wywalczyć mojej rodzinie dobrobyt. Czy naprawdę jestem dobra, czy mam talent.

Poprawiłam nerwowo czerwoną kokardę we włosach. Wszyscy uczestnicy przystępujący do turnieju mieli obowiązek włożyć ciemnoczerwoną kokardę lub krawat. Podobno jeśli ktoś złamie zasady rozgrywki lub zacznie używać zakazanej czarnej magii zamiast zwykłej czerwonej, to właśnie te kokardy lub krawaty powstrzymają czy ukarzą sprawcę. Jak dokładnie działają, nie wiadomo. Czarna magia to dawno zapomniana sztuka. Jej użycie podczas gry nie zdarzyło się jeszcze nigdy od czasu Wielkiej Rewolucji Społecznej, czyli od kiedy funkcjonuje turniej. Zaś za drobne złamanie zasad kokardy czy krawaty co najwyżej zaczynają lśnić lub zmieniać odcień. To akurat się czasem zdarza. Ale różne są teorie, jaka byłaby reakcja w przypadku użycia czarnej magii – jedni uważają, że kokarda i krawat zaczęłyby się rozrastać, oplatać i unieruchamiać kandydata, inni, że w jakiś sposób unieruchomiłyby zawodnika, jeszcze inni, że zaczęłyby płonąć śmiertelnym ogniem. Jaka jest prawda, chyba się nie dowiemy.

Spostrzegłam idącego w moją stronę brata. Podszedł bardzo blisko. Minę miał ponurą.

– Powiedzieli ci? – spytał.

Nie zrozumiałam.

– Rodzice – doprecyzował.

– Co?

– Mama jest w ciąży.

Zamurowało mnie. To nie może być prawda.

– Ale…

Brat wzruszył ramionami.

– Tak tak, nawet bez kolejnego dziecka trudno nam się utrzymać. Tak, też nie mogłem w to uwierzyć. Dowiedziałem się rano. Matka chyba jest przerażona. Taką przynajmniej miała minę, gdy mi mówiła, a potem gdzieś wyszła i nie widziałem jej od tamtej pory. Chyba nie muszę ci mówić, co ta ciąża oznacza dla ciebie.

– Tak… – powiedziałam powoli. – Teraz od tego, jak mi pójdzie, zależy jeszcze więcej. Jeśli nie okażę się dobrym zawodnikiem, rodzina zostanie na lodzie.

– Przez cały okres ciąży i połogu mama nie będzie mogła w ogóle brać udziału w magicznych rozgrywkach – westchnął mój brat. – Wprawdzie i tak była kiepskim zawodnikiem, ale nawet ten drobny zysk…

W tym momencie usłyszałam, jak ktoś podenerwowanym głosem woła moje imię. Pobiegłam w tamtym kierunku.

– Czy ty w ogóle panujesz nad czasem? – syknął jeden z moich byłych nauczycieli. Po wyhaftowanych czerwonych i czarnych symbolach karcianych na białej koszuli zorientowałam się, że jest jednym ze stróżów rozgrywek. Nie wiedziałam, czego ode mnie chce. Nauki u niego pobierałam dawno temu. Mistrzowie rzadko przywiązują się do uczniów. Ci, gdy osiągną odpowiednio wysoki poziom, dystansują się od nich, zwykle na zawsze.

– Przecież zostało jeszcze pół godziny do rozpoczęcia rozgrywek, prawda? – spytałam.

Po wyrazie jego twarzy zorientowałam się, że coś tu nie gra.

– Czy nie pamiętasz już nic, czego uczyłem cię o Iluzyjnej Mgle?

Spojrzałam na swój zegarek. Mrugnęłam kilka razy i spojrzałam ponownie. Cholera. Faktycznie, ktoś musiał za pomocą Mgły dotrzeć pod tarczę mojego zegarka. Gdy wytężyłam wzrok, dojrzałam prawdziwą godzinę. Moja rozgrywka miała się zacząć za dwie minuty.

– Pędź natychmiast i ciesz się, że miałem w sobie na tyle litości, żeby cię ostrzec. Większość stróżów by tego nie zrobiła. Jak ty chcesz cokolwiek osiągnąć w rozgrywce, jeśli jesteś tak nieuważna?

Ostatnie słowa ledwo usłyszałam. Biegłam na miejsce mojej rozgrywki. Wokół dębowego stołu rozstawione było osiem krzeseł, z czego wszystkie poza moim były zajęte. Patrzyłam w dół, żeby nie widzieć pełnego politowania wzroku stróżów i innych uczestników. Zajęłam miejsce. Parę sekund później rozległy się dźwięki dzwonów. Sygnał rozpoczęcia turnieju dla wszystkich stołów.

Z jakiegoś powodu czułam dziwne mrowienie w lewej ręce. Nie umiałam się skoncentrować.

– Witamy was na siedemdziesiątej siódmej edycji Wielkiego Turnieju Pokera – przemówił jeden ze stróży głosem bez wyrazu. – Chyba nikomu z was nie muszę tłumaczyć wagi tego wydarzenia. W tej partii niektórzy odpadną, a tylko najlepszy przejdzie do dalszych etapów. Przegrani rozegrają kolejne potyczki między sobą, być może niektórzy ostatecznie również przejdą dalej.

Wszyscy to wiedzieliśmy. Każdy tutaj zna na pamięć zasady turnieju. Rozejrzałam się dyskretnie wokół. Większość uczestników patrzyła na siebie z lepiej lub gorzej skrywaną wrogością. Jedna z dziewczyn wykonywała dyskretne ruchy palcami. Znałam tę sztuczkę. Manipulowała Mgłą Iluzji. Czy to ona odpowiada za sytuację z moim zegarkiem? Być może. Inny chłopak siedział bez ruchu, ale gdy przyjrzałam się uważnie, zauważyłam, że koncentruje wzrok na jednym punkcie – a punktem tym był haft na koszuli jednego ze stróżów. Co on kombinuje?

Prawie nie słuchałam, co mówi stróż. I tak znałam zasady na pamięć. Ale w końcu dotarła do mnie komenda „start!”

Niewolnicy przynieśli karty i żetony. Turniej to jedyne miejsce, gdzie stawką w grze nie są pieniądze.

Miałam wrażenie, że jestem w jakimś śnie. Ruchy wykonywałam niemal automatycznie. Prawie nie docierało do mnie, co mówią inni gracze. Nie odczuwałam żadnych emocji. Nie tak wyobrażałam sobie ten moment.

Uczestnicy nie próżnowali. Kątem oka zakodowałam, że czarne wzory na jednej z kart zamieniają się w mrówki. Mrówki zeszły z karty i ruszyły po stole w kierunku dziewczyny w dużych okularach. Chwilę później chłopakowi gapiącemu się wcześniej w haft stróża wypadły z ręki karty, spadając na stół tak, że wszyscy je mogli zobaczyć. Ale jedyną osobą, która zdążyła to zrobić, zanim chłopak szybko je podniósł, była dziewczyna z jego prawej strony. Inny chłopak, korzystając z chwili zamieszania, zamienił swoją kartę z jedną z leżących w talii. Nikt tego nie zauważył, więc nikt nic nie powiedział. Ja zauważyłam. Dlaczego nic nie powiedziałam? Zanim zdążyłam się nad tym zastanowić, był mój ruch. Skup się, skup się, powtarzałam sobie. Czemu nie pamiętasz, czego uczyli cię mistrzowie?

Wciągnęłam powietrze nosem w taki sposób, jakiego uczyła mnie jedna z moich pierwszych mistrzyni. Pomogło, umysł rozjaśnił się na chwilę. Kto na mnie wpływa w taki sposób? Dmuchnęłam lekko w kartę z dwójką. Lekko zalśniła i gdy położyłam ją na stół, nikt się chyba nie zorientował, że widoczny tam as nie jest prawdziwy. Znowu czułam, że trudno mi myśleć. Jedna z kart spłonęła nagle. Wszyscy uczestnicy pracowali ciężko. Nad stołem unosiły się lekkie podmuchy wiatru, tańczyły iskierki, ktoś sennie przecierał oczy, ktoś… czy ja dobrze widzę? Ktoś przytykał sąsiadowi platynową małą figurkę do skroni? Część sztuczek znałam, reszty nie. Mimo problemów z koncentracją ja również walczyłam. Zamieniałam karty miejscami, tworzyłam iluzje, wypuszczałam powietrzne myszy pod stół.

Ale przegrywałam. Przegrywałam, i to mocno. Dlaczego przegrywałam? Przecież zgłębiłam wiele magicznych tajników! Coś tu było nie tak. Wciągnęłam znowu powietrze w specjalny sposób. Myśl, myśl. Dotarło do mnie, że nie wykorzystałam większości ze swoich najpotężniejszych zdolności. Dlaczego? Dlaczego ograniczałam się do zwykłych rzemieślniczych sztuczek?

Nagle znowu poczułam mrowienie w lewej ręce. Tak jak przed rozgrywką.

Rozejrzałam się. Wiedziałam już, kto próbuje zamroczyć mi umysł.

I nie, wcale nie był to żaden z uczestników.

To była moja matka. Nawet nie wiedziałam, skąd się tu wzięła i kto ją tu wpuścił. Czy była tu od początku rozgrywki? Czemu jej nie widziałam? Ale chyba musiała tu być, skoro już od początku nie mogę się skoncentrować?

I w jaki sposób ona, tak słaba w magicznym pokerze, umie zrobić coś takiego?

I dlaczego to robi, skoro używanie magii w ciąży jest śmiertelnie niebezpieczne dla dziecka?

– Mamo? – krzyknęłam. Wszyscy byli pochłonięci grą. Nikt nie zwracał na mnie uwagi. Czy ich też zamroczyła?

– Pomagam ci, córeczko – jej głos brzmiał dziwnie obco.

– Pomagasz?? Nie umiem myśleć!

– Oni też nie umieją. Choć okazali się dużo odporniejsi na działanie uroku od ciebie. Chyba słaba w tobie wola.

– Co ty wyprawiasz?? – wykrzyknęłam. – Przecież nie możesz! Łamiesz zasady!

Zastanawiałam się, czy moja kokarda lśni.

Matka zachichotała. Od tego dźwięku przeszły mi ciarki po plecach. Przerwałam grę, lecz chyba nikt nie zwrócił na to uwagi.

– Córeczko, jest potężniejsza moc od tej, którą posługują się wszyscy tu obecni.

To nie była ona. To nie mogła być ona. Co się z nią stało?

– Powiem ci, w jaki sposób jej użyć. Wszyscy poza tobą pozostaną zamroczeni. Zwyciężysz.

– O czym ty mówisz? Jaka potężniejsza moc? Nigdy nic takiego nie używałaś!

– Nie używałam i przegrywałam – wycedziła z niespodziewaną złością. – Ale dzisiaj… Po spotkaniu z Ciemnym Mistrzem…

Naszło mnie straszne podejrzenie.

– Czarna magia?

Roześmiała się cicho.

– Nazywaj to jak chcesz, ale…

– Czarna magia to zapomniana sztuka! A zresztą, chyba nie bez powodu jest surowo zabroniona! Jej używanie grozi reakcją kokardy!

– Zabroniona? Zabroniona dla kogo? Czy naprawdę myślisz, że kokarda jest silniejsza od czarnej magii?

– Nie użyję nic takiego!

W jej oczach dostrzegłam nagły błysk rozczarowania. Pogłaskała się po brzuchu. Mówiła coś cichutko.

Wróciłam do gry. Przegrywałam mocno. Tak mocno, że wiedziałam, że już praktycznie nie mam szans. Z tak słabym wynikiem już w pierwszej rozgrywce mogłam równie dobrze dać za wygraną. Nie miałam szans na spełnienie tego, czego oczekiwałam od siebie i na co liczyli inni.

Odwróciłam się znowu do matki. Patrzyła na mnie przenikliwym wzrokiem. Po chwili wymownie spojrzała na swój brzuch.

– Chyba wiesz, jakie będą konsekwencje dla rodziny, gdy ci się nie uda – powiedziała cicho. 

Nie mogłam na to patrzeć.

Mrowienie przybrało na sile. Znowu nie mogłam zebrać myśli. W mojej głowie kołatały się tylko urywki – o rodzinie, o dziecku, o nadziei rodziców…

– Zrobię cokolwiek, byle wygrać – wykrztusiłam.

Odetchnęła z ulgą i uśmiechnęła się nienaturalnie.

– Dobra dziewczynka. Powiem ci, co masz robić – nachyliła się w moją stronę i wyszeptała kilka słów do ucha.

Rozgrywka toczyła się nadal. Czekałam na odpowiedni moment. W końcu nadszedł.

Zaczęłam wypowiadać słowa matki, wytężając umysł i skupiając wzrok na środku stołu. Złożyłam ręce w odpowiedni symbol.

Jednak nie zdążyłam wypowiedzieć nawet tych kilku słów. Dookoła rozległo się głośne wycie. Poczułam, że coś oplata mi twarz. I całe ciało. Szarpałam się. Czułam palący ból w miejscu, gdzie wczepiona była kokarda. Jakby coś mi przepalało skórę. Po chwili palący ból czułam w całym ciele. Nie mogłam się ruszyć i ledwo oddychałam.

Sędziowie ruszyli w moją stronę. Uczestnicy przerwali rozgrywkę i patrzyli się na mnie szeroko otwartymi oczami.

Wtedy moja matka przepchnęła się i weszła na stół. Ona nie miała kokardy. Zanim strażnicy zdążyli ją powstrzymać, wypowiedziała słowa i wykonała kilka szybkich skomplikowanych gestów, równocześnie wydobywając z kieszeni strzykawkę z fioletowym płynem. Dokończyła słowa, wstrzykując sobie płyn do brzucha.

Rozległ się huk. Nagły rozbłysk światła oślepił mnie na moment. Gdy wzrok powrócił, zobaczyłam mamę stojącą na środku stołu, a uczestników i strażników biegających wokół. Zachowywali się jak szaleni. Ktoś udawał osła. Ktoś krzyczał coś o jakichś cebulach. Ktoś próbował podrapać się lewą stopą w prawe ucho. Wszyscy biegali, zderzali się i upadali, aż w końcu złapali się za ręce. Ktoś zaintonował melodię. Po chwili wszyscy tańczyli w kręgu dookoła stołu do melodii dziecinnej piosenki „Mały prosiaczku, nie kąpie się w kubraczku”.

Spojrzałam znowu na matkę. Jej brzuch rósł na oczach.

– Zwycięstwo! – wykrzyknęła. W kącikach jej ust dostrzegłam pianę. – Wasz rozum odstąpił od was i zasila dziecko w moim łonie. Będzie najsilniejsze. Będzie nadczłowiekiem. Nikt nie będzie miał mu równych. Nikt nie zwycięży z nim w pokera! Stanie się najpotężniejszym i najbogatszym obywatelem miasta! A to ja, właśnie ja będę jego matką!

Lecz wtedy kilka rzeczy wydarzyło się naraz. Kokardy i krawaty wszystkich uczestników – poza mną, macki mojej kokardy nadal trzymały mnie mocno – wysunęły się nagle i oderwawszy od graczy, znalazły się na brzuchu mojej matki. Oplotły go szczelnie. Brzuch, rosnący dotąd na oczach, w takim samym tempie zaczął maleć. Paski materiału oplotły całe ciało mojej matki. Tak jak ja, z trudem oddychała i nie mogła się ruszyć ani mówić. W tym samym czasie wszyscy uczestnicy i stróże się poprzewracali. I w tym samym momencie zapanowała straszliwa cisza.

Gdy ciało mojej matki było już szczelnie oplecione materiałem, poprzewracani gracze wstali. W oczach każdej z osób płonął dziwny, czerwony blask. Uczestnicy i stróże weszli na stół i usiedli dookoła matki. Patrzyli na siebie i wyglądali, jakby porozumiewali się bez słów. Wszyscy na raz położyli ręce na materiale oplatającym matkę. Wtedy jednak ktoś chyba przypomniał sobie o mnie, bo unieśli mnie z krzesła i również ustawili na stole. Spojrzeli znowu po sobie. Widać było, że podjęli decyzję. Każdy położył dłoń na materiale. Wszyscy w tym samym momencie potarli o niego palcami.

Ostatnim, co zobaczyłam, był otaczający nas ze wszystkich stron ogień.

Koniec

Komentarze

Też mi się zdarzyło użyć dywizu w całym opowiadaniu zamiast myślnika. [– /–] . Poza tym po dywizie ( a prawidłowo po myślniku) powinna pojawić się pauza. 

Cześć, Melancholia…

Gratuluję debiutu!

Opowiadanie osobliwe, interesujące i pełne fantastycznych motywów. Czym są kokardy i czerwona magia? Dlaczego dziewczyna mówi o pomocy dla rodziny, a następnie w konkursie gra o co? Jest też trochę powtórzeń. Hmm, troszkę jest tutaj niespójności, lecz widzę spore pokłady wyobraźni, a to podoba mi się najbardziej.

Gratuluję jeszcze raz i mam nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej.

Pozdrawiam serdecznie

Melancholio… tu znajdziesz wskazówki jak zapisywać dialogi.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Opowiadanie z zaskakującym zakończeniem. Ale wydaje mi się, że to część czegoś większego, albo za dużo niedopowiedzeń…

 

Pozdrawiam serdecznie :)

Cześć, Melancholio. Niezłe, interesujące opowiadanie. Początek nastrojowy. Zdanie o znalezionej na strychu starej książce o wróblach szlachetnych bardzo ładne, kupiło mnie. Regulatorzy wkleiła link, jak zapisywać dialogi – warto skorzystać.

 

Rodzice wydają się niezbyt odpowiedzialni. Przykra sprawa. Końcówka z matką zaskakująca. 

Opowiadanie na tyle osobliwe, że nie zdołałam się zorientować, co tam się wydarzyło. :(

Wykonanie, a zwłaszcza zapis dialogów, pozostawia wiele do życzenia.

 

przy­szło­ści nie daje ani zdo­by­wa­nie wie­dzy, ani żad­nych kon­kret­nych umie­jęt­no­ści. → Czy tu aby nie miało być: …zdo­by­wa­nie wie­dzy nie zapewnia ani przyszłości, ani żad­nych kon­kret­nych umie­jęt­no­ści.

 

Z po­cząt­ku przy­go­to­wa­nia były cięż­kie… → Z po­cząt­ku przy­go­to­wa­nia były trudne

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Ciezko-a-trudno;19058.html

 

Magia to cięż­ka sztu­ka. → Magia to niełatwa sztu­ka.

 

ile razy ka­ra­li mnie udzie­la­ją­cy mi nauk mi­strzo­wie. → Drugi zaimek jest zbędny.

 

Jej uży­cie pod­czas gry nie zda­rzy­ło jesz­cze nigdy… → Pewnie miało być: Jej uży­cie pod­czas gry nie zda­rzy­ło się jesz­cze nigdy

 

Spo­strze­głam idą­ce­go w moją stro­nę brata. Pod­szedł bar­dzo bli­sko mnie. → W drugim zdaniu wystarczy: Pod­szedł bar­dzo bli­sko.

 

-Po­wie­dzie­li ci? – spy­tał. → Brak spacji po dywizie, zamiast którego powinna być półpauza.

Ten błąd pojawia się w całym opowiadaniu.

 

jest jed­nym ze stró­ży roz­gry­wek. → Raczej: …jest jed­nym ze stró­żów roz­gry­wek.

 

Po jego twa­rzy zo­rien­to­wa­łam się, że coś tu nie gra. → A może: Po wyrazie jego twa­rzy zo­rien­to­wa­łam się, że coś tu nie gra.

 

prze­mó­wił jeden ze stró­ży gło­sem bez wy­ra­zu. → …prze­mó­wił jeden ze stró­żów gło­sem bez wy­ra­zu.

 

haft na ko­szu­li jed­ne­go ze stró­ży. → …haft na ko­szu­li jed­ne­go ze stró­żów.

 

Znowu czu­łam, że cięż­ko mi my­śleć. → Znowu czu­łam, że trudno mi my­śleć.

 

Po chwi­li pa­lą­cy ból czu­łam w cały ciele. → Literówka.

 

Nagły roz­błysk świa­tła ośle­pił mnie na mo­ment. Gdy po­wró­cił mi wzrok… → Drugi zaimek jest zbędny.

 

Lecz wtedy kilka rze­czy wy­da­rzy­ło się na raz. → Lecz wtedy kilka rze­czy wy­da­rzy­ło się naraz.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ciekawy tekst, z zacięciem eschatologicznym (tak przynajmniej go odczytuję). Podobało mi się fiasko użycia czarnej magii, która wiele obiecuje, ale w efekcie przynosi nieszczęście. Ostatecznie uciekająca się do niej osoba ginie w ogniu (wiecznym?). 

Pozdrawiam!

Nowa Fantastyka