- Opowiadanie: HollyHell91 - Rodzinny obiad (21+)

Rodzinny obiad (21+)

Przed czy­ta­niem za­po­znaj się z tre­ścią ostrze­że­nia za­łą­czo­ne­go do opo­wia­da­nia bądź skon­sul­tuj się z be­ta­re­ade­rem lub au­tor­ką, gdyż każde słowo nie­wła­ści­wie ode­bra­ne za­gra­ża Two­je­mu wy­czu­ciu smaku i klasy.

 

Ostrze­że­nie: tekst z pew­no­ścią nie przy­pad­nie do gustu oso­bom za­cho­waw­czym i kon­ser­wa­tyw­nym w te­ma­tach płcio­wo-spół­ko­wych, tu­dzież oso­bom słabo zno­szą­cym więk­szą niż prze­cięt­nie ilość wul­ga­ry­zmów.

 

Mam spe­cy­ficz­ne po­czu­cie hu­mo­ru. Za­zwy­czaj wy­cho­dzą ze mnie smut­ne tre­ści, więc tym razem po­sta­no­wi­łam w końcu się po­śmiać. Pi­sa­nie tego szor­ci­ka przy­spo­rzy­ło mi dużo śmie­chu! Choć zdaję sobie spra­wę, że nie każ­de­mu się spodo­ba i nie­któ­rzy mogą się po­czuć zde­gu­sto­wa­ni, a nawet za­że­no­wa­ni. Oso­bom z obozu mo­je­go po­krę­co­ne­go hu­mo­ru życzę przy­jem­no­ści z lek­tu­ry!

P.S. Szcze­gól­ne po­dzię­ko­wa­nia za betę Mi­cha­elo­wi, który zde­cy­do­wa­nie na­le­ży do tego obozu!

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Biblioteka:

marzan, MichaelBullfinch

Oceny

Rodzinny obiad (21+)

– Jesz­cze ser­nicz­ka?

Wy­rwa­na z za­my­śle­nia pod­no­szę głowę i pra­wie ude­rzam czo­łem o ta­lerz z cia­stem, który upar­cie pod­su­wa mi mama.

– Nie, dzię­ku­ję. Muszę dbać o linię.

Wszy­scy wy­bu­cha­ją śmie­chem, oprócz ojca, bo ten jest wiecz­nie za­my­ślo­ny.

Wiecz­nie. Hm. Tak, ro­dzin­ny obiad za każ­dym razem trwa wiecz­ność.

Od­wra­cam głowę do okna i sta­ram się igno­ro­wać ab­sur­dal­nie gło­śne dźwię­ki sior­ba­nia wy­do­by­wa­ją­ce się z po­marsz­czo­nych ust babci. Myślą je­stem na tej wiel­kiej, nie­skoń­czo­nej łące chry­zan­tem, od któ­rej dzie­li mnie tylko szyba. A przy­naj­mniej lubię my­śleć, że dzie­li nas tylko szyba. Wy­obra­żam sobie, że ska­czę po łące, zry­wam kwia­ty, wy­rzu­cam je do góry, kładę się na ziemi, robię anioł­ka na ro­śli­nach… O ile da się takie zro­bić. Pod­no­szę się i wpa­tru­ję w ho­ry­zont, tę ma­gicz­ną linię mię­dzy nie­skoń­czo­ną łąką a nie­bem. Gdy słoń­ce za­cho­dzi, na­bie­ra ono nie­sa­mo­wi­tych barw, in­nych niż na ziemi; coś mię­dzy nie­bie­skim a zie­le­nią. Chyba ten kolor na­zy­wa się se­le­dy­no­wy… Ech. Dla­cze­go nie ro­bi­łam tego wszyst­kie­go za życia? Nie wy­cho­dzi­łam sobie ot tak, na łąkę, na­cie­szyć się kwia­ta­mi i za­cho­dem słoń­ca…

– Jak tam w pracy? – Z nagła wy­brzmie­wa py­ta­nie matki, bru­tal­nie wy­ma­zu­jąc wizję łąki i za­cho­du słoń­ca.

Wra­cam du­chem do ja­dal­ni. Matka pa­trzy na mnie.

– Co? – Nie­mal wy­plu­wam z sie­bie to słowo, zdzi­wio­na tym kre­tyń­skim py­ta­niem.

– No, pytam, jak w pracy.

– Ja­kiej pracy? Prze­cież nie ży­je­my, do cho­le­ry. Co jest z tobą?

Matka pod­no­si fi­li­żan­kę do ust i sior­bie her­ba­tę. Od­ru­cho­wo za­ci­skam szczę­kę.

– Daj spo­kój, Ewa. – Nagle od­zy­wa się Ja­siek, mój głupi brat. Miał już dwa­dzie­ścia czte­ry lata, gdy zgi­nął w wy­pad­ku mo­to­cy­klo­wym, ale dla mnie za­wsze bę­dzie Jaś­kiem. – Prze­cież wiesz, że mama nie może się po­go­dzić z tym, że całą wiecz­ność musi spę­dzić na ro­dzin­nym obie­dzie… Po pro­stu idź w to.

Zbli­ża szklan­kę z kom­po­tem do ust. Dźwięk sior­ba­nia wpada mi z im­pe­tem do ucha i za­czy­na wwier­cać się w mózg.

– A jaki to ma, kurwa, sens? – syczę. Kątem oka widzę, jak matka wy­ko­nu­je na sobie znak krzy­ża.

– No, nie wiem, może taki, że bę­dzie nam ła­twiej się tutaj zno­sić wza­jem­nie? – Ja­siek spo­koj­nie od­sta­wia szklan­kę na stół i sięga po pa­łecz­kę kur­cza­ka. Ob­gry­za ją, mla­ska­jąc bez­li­to­śnie. Jak jakiś mały, pie­przo­ny cho­mik.

– Taa, ła­twiej… – Mam wra­że­nie, że zaraz po­kru­szą mi się zęby. Wra­cam spoj­rze­niem na stół i w oczy rzuca mi się bu­tel­ka czer­wo­ne­go wina. Mogę przy­siąc, że świe­ci na nią ja­kieś świa­tło re­flek­to­ra. Nor­mal­nie ob­ja­wie­nie. Się­gam po nią i biorę po­tęż­ny łyk.

– Ewa, kie­li­szek! Jak ty się za­cho­wu­jesz…

Słowa matki prze­szy­wa­ją mnie, jak ostra włócz­nia pre­ten­sji, rzeź­bio­na całe życie. Nigdy nie po­wie­dzia­ła, że jest ze mnie dumna, a oka­zji było mnó­stwo. Na przy­kład, gdy do­sta­łam dobrą ocenę w szko­le czy gdy udało mi się zdo­być pracę jako pro­gra­mist­ka. Za­wsze tylko kry­ty­ko­wa­ła. I robi to nadal, nawet po śmier­ci.

Od­sta­wiam bu­tel­kę z im­pe­tem – aż na se­kun­dę prze­szy­wa mnie obawa, że znisz­czy­łam mebel. Wście­kłość jed­nak szyb­ko przy­po­mi­na o swo­jej obec­no­ści.

Do­brze, skoro chce tego, po­wiem jej, jak było w pracy. Ale nie tej pierw­szej. Tej dru­giej, o któ­rej nie miała po­ję­cia przez całe za­sra­ne, de­wo­ciar­skie życie.

– U mnie w pracy było świet­nie! – Na­chy­lam się przez stół do matki. – Dawno mnie nikt tak po­rząd­nie nie wy­dy­mał!

Jej oczy przy­po­mi­na­ją dwa spodki od her­ba­ty. Sły­szę, jak brat krztu­si się kom­po­tem.

– Jezuu, Ewka! – wy­cie­ra usta. – Ja wiem, że wszy­scy w pew­nym sen­sie by­li­śmy dy­ma­ni…

– Ja­siek! – krzy­czy oj­ciec.

– … ale to już chyba prze­sa­da, co? Nie de­ner­wuj się tak, mama chcia­ła, żeby było miło…

– Ach, tak? To czemu nie chcia­ła, żeby było miło za życia? Czemu mnie nigdy nie po­chwa­li­ła? Czemu nigdy nie przy­tu­la­ła, gdy pła­ka­łam? – Od­wa­żam się spoj­rzeć na matkę. Na jej twa­rzy do­strze­gam smu­tek, ale tak głę­bo­ki, że aż prze­ra­żający.

Jed­nak po chwi­li pa­mięć ożywa – znów wy­kła­da karty w po­sta­ci nie­wy­po­wie­dzia­nych słów i nie­wy­ko­na­nych ge­stów matki, któ­rych tak bar­dzo kie­dyś po­trze­bo­wa­łam.

Za­ci­skam zęby.

– Tak, ma­mu­siu – mówię po­wo­li, czer­piąc sa­tys­fak­cję z każ­de­go słowa. – Ja do­słow­nie byłam dy­ma­na. Nie w taki spo­sób, jak myśli mój durny bra­ci­szek. Byłam ak­tor­ką porno.

Cisza jak na cmen­ta­rzu. Wszy­scy wle­pia­ją we mnie oczy.

– Chcesz usły­szeć, jak wy­glą­dał mój dzień? Pro­szę bar­dzo. – Wysuwam rękę i od­li­czam na pal­cach. – Naj­pierw ma­ki­jaż, wia­do­mo, mu­sia­łam ład­nie wy­glą­dać. Ka­me­ra sku­pia się prze­cież na ko­biet­kach, zwłasz­cza w tego typu fil­mach, to po­wszech­na wie­dza. Potem przy­miar­ka ciu­chów. Muszą być sek­sow­ne i łatwe do ścią­gnię­cia. A potem… to już za­le­ży od tego, jaki film bę­dzie krę­co­ny. Cza­sa­mi trze­ba zro­bić le­wa­ty­wę…

– Za­mknij się! – ryczy matka, czer­wo­na jak burak. Smu­tek znik­nął bez­pow­rot­nie, teraz jej twarz wy­krzy­wia żądza zro­bie­nia krzyw­dy.

– Coo, jakie chore gówno! – mówi Ja­siek, za­fa­scy­no­wa­ny z tylko sobie zna­nych po­wo­dów. – Moja sio­stra grała w porno? A jaki mia­łaś pseu­do­nim?

– Ja­siek! Co ty wy­pra­wiasz?

– Eva Brown – uśmie­cham się sze­ro­ko. – I nie, nikt nie po­trą­cił mnie na pa­sach. Zgi­nę­łam na pla­nie filmu. Dziki Ricky tak mnie przy­gwoź­dził do belki w sto­do­le, że znisz­czył całą kon­struk­cję i wszyst­ko z da­chem zwa­li­ło się… hehe, tak zwa­li­ło się na nas.

Mój wywód prze­rwał śmiech babci. Wszy­scy jed­no­cze­śnie od­wró­ci­li głowę w jej stro­nę. Śmia­ła się szcze­rze, w ogóle się nie ha­mu­jąc.

– Co w tym za­baw­ne­go? – syczy matka. – Twoja wnucz­ka pusz­cza­ła się przez pół życia, a ty się śmie­jesz?

– Widzę, wnu­siu, że mamy ze sobą wię­cej wspól­ne­go niż my­śla­łam – mówi w końcu bab­cia, wy­rów­nu­jąc od­dech. – Bo ja też zgi­nę­łam na pla­nie filmu porno! Tyle że na zawał… My­śla­łam, że jak się ze­sta­rze­ję, to dadzą mi już spo­kój. Ale gdzie tam! Ko­bie­ta nigdy nie wy­pa­da z sek­su­al­ne­go obie­gu. Że­gnaj, MILF, witaj, GILF!

Za­pa­da nie­zręcz­na cisza. Sły­szę płyt­ki od­dech matki.

– Ale prze­cież… ten pan, twój są­siad z dział­ki obok, po­wie­dział, że do­sta­łaś za­wa­łu, na dział­ce wła­śnie… pie­lę­gnu­jąc po­mi­do­ry…

– Po­pro­si­łam są­sia­da, czyli tak na­praw­dę mo­je­go me­na­dże­ra, żeby taką in­for­ma­cję wam prze­ka­zał w przy­pad­ku mojej śmier­ci. Ale jedno się zga­dza – fak­tycz­nie pie­lę­gno­wa­łam po­mi­do­ry. No, może nie takie, jak my­śle­li­ście.

– Ku­uur­wa mać! – wy­ry­wa się ojcu, choć za życia nie prze­kli­nał.

– A tak, tak – kon­ty­nu­uje bab­cia nie­zra­żo­na. – Wy­stę­po­wa­łam w wielu fil­mach! Gra­łam w Sy­ren­ce Gar­dziel, Stu jeden Por­tu­gal­czy­ków, co tam jesz­cze było… Dobry, zły i na­pa­lo­ny, Ska­za­ni na gang­bang, Lot nad roz­pust­nym gniaz­dem

– Prze­stań, za­milcz! – krzy­czy mama, która przy­po­mi­na ga­ze­lę osa­czo­ną przez ty­gry­sy.

– … Slut Fic­tion, Wład­ca Po­ście­li

– Zaraz! – Oj­ciec jej prze­ry­wa. – To ty byłaś… Cre­am­pie Grand­ma?

– Marek! O czym ty ga­dasz, na wszyst­kich świę­tych… – Matka się trzę­sie jak w fe­brze.

– We wła­snej oso­bie – mówi z dumą bab­cia.

– Mamo! I ty się jesz­cze tym szczy­cisz?! Boże… – Matka od­dy­cha cięż­ko. – Czy można do­stać za­wa­łu po śmier­ci…?

Oj­ciec bled­nie, choć jesz­cze przed chwi­lą my­śla­łam, że u du­chów jest to nie­moż­li­we.

– Dla­cze­go… – jego głos drży, jakby zaraz miał się roz­pła­kać. – Dla­cze­go nie mó­wi­łaś… Prze­cież…

– Tak, wiem. “ja­po­dy­macz_ma­rek” zo­sta­wiał mi naj­wię­cej ko­men­ta­rzy. Od razu cię roz­po­zna­łam po tych błę­dach or­to­gra­ficz­nych. Nawet pisać nigdy po­rząd­nie się nie na­uczy­łeś.

Oj­ciec za­styga, nawet nie mruga, wy­glą­da jak ala­ba­stro­wa rzeź­ba. Nagle od­wra­ca się i za­czy­na gwał­tow­nie wy­mio­to­wać na pod­ło­gę.

Matka drży, stroi różne miny. Przy­po­mi­na zglit­cho­wa­ną po­stać w grze kom­pu­te­ro­wej. Zaraz znowu do­sta­nie udaru, o ile to w ogóle moż­li­we.

Nie wie­dzieć, czemu, bar­dzo bawi mnie ta sy­tu­acja. Może dla­te­go, że już wszyst­ko mam gdzieś i nic już się nie liczy.

Ojcu w końcu udaje się okieł­znać tor­sje i wy­cie­ra twarz ser­we­tą.

– Co tu się od… – Chwy­ta czu­bek nosa i mocno za­ci­ska po­wie­ki. Bie­rze głę­bo­ki wdech. – Czy jest tu ktoś, kto nie pra­co­wał w bran­ży porno?

– Ja nie pra­co­wa­łem! – Ja­siek pod­no­si rękę jak uczeń w kla­sie. – Prze­cież wie­cie, co ro­bi­łem! Byłem naj­lep­szym fry­zje­rem na war­szaw­skiej Pra­dze…

– Ta! – syk­nął oj­ciec. – Jak jakiś pedał.

Za­pa­da gro­bo­wa cisza. Oj­ciec otwie­ra oczy i wier­ci spoj­rze­niem Jaśka. Na twa­rzy brata roz­kwi­ta­ją po­dob­ne do pąków róż czer­wo­ne plamy.

– Nie no, kurwa! – Oj­ciec od­ry­wa rękę od twa­rzy i ude­rza nią o stół, aż na­czy­nia pod­ska­ku­ją. – Przez cały ten czas bra­łeś… mię­dzy po­śla­dy?!

Furia udzie­la się Jaś­ko­wi. Hardo od­po­wia­da:

– Ale ja przy­naj­mniej tego nie na­gry­wa­łem… – Pa­trzy naj­pierw na bab­cię, potem na mnie oskar­ży­ciel­sko, a ja w ra­mach re­wan­żu osten­ta­cyj­nie pro­stu­ję środ­ko­wy palec i przy­bli­żam do jego twa­rzy. Ja­siek pluje na moją rękę.

– No po­patrz, stare na­wy­ki nawet po śmier­ci nie zni­ka­ją… – chi­cho­czę, jed­no­cze­śnie wy­cie­ra­jąc dłoń o obrus. Mało rze­czy mnie brzy­dzi, ale ślina brata? Ohyda.

– Za­mknij dupę! – krzy­czy Ja­siek, już nie czer­wo­ny, a fio­le­to­wy ze zło­ści.

– I kto to mówi! – ryczę ze śmie­chu.

Na ob­ru­sie lą­du­je długi, roz­bry­zga­ny pas kawy. Milk­nę i pa­trzę na bab­cię, która chi­cho­cząc, wy­cie­ra usta. Nasze oczy się spo­ty­ka­ją i rów­no­cze­śnie znowu wy­bu­cha­my śmie­chem, za­ra­ża­jąc się nim wza­jem­nie.

– Prze­stań­cie! – Brat już przy­po­mi­na wrzesz­czą­ce­go ba­kła­ża­na.

Śmiech mój i babci mie­sza się z krzy­ka­mi brata, wrza­ska­mi ojca i szlo­chem matki.

Nagle otwie­ra­ją się drzwi na końcu ja­dal­ni, któ­rych nigdy wcze­śniej nie za­uwa­ży­łam.

Cisza prze­ry­wa har­mi­der jak ostrze mie­cza.

W progu po­ja­wia się… Dzia­dek?

– Chodź­cie, chce się z wami wi­dzieć – mówi ła­god­nie.

Pa­trzy­my po sobie, jakby któ­reś z nas znało od­po­wiedź na py­ta­nie, co tu się wy­da­rzy­ło.

– Ale kto…? – prze­ła­mu­je się matka.

Dzia­dek się uśmie­cha.

– No jak to kto? Bóg.

Wy­cho­dzi z po­miesz­cze­nia, zo­sta­wia otwar­te drzwi.

Za nimi roz­ta­cza się nie­skoń­czo­na łąka chry­zan­tem, nad nią gó­ru­je se­le­dy­no­we niebo.

Koniec

Komentarze

Cześć, Holly

Zapachniało mi Sokiem z żuka, ale to bardzo dobrze. Wszyscy uwikłani i ten seledynowy… jakiż to piękny kolor, i te chryzantemy :-)

No dobra… Seledynowy to taki szpitalny w weselszym wydaniu. Ale za chryzantemy masz plus. 

Pozdrawiam

Po zapowiedziach spodziewałem się nie wiadomo czego, a tutaj, hm, trochę ostrzej niż zwykle, ale nie jest obrazoburczo ani perwersyjnie.

Dobrze opisałaś postaci – szybko je sobie wyobraziłem, co później pomagało w odbiorze. Dialog dynamiczny, czyta się gładko, pojawiają się emocje. Od początku wpleciony czarny humor, ale było też miejsce na zastanowienie – taki śmieszno-straszny klimat okraszony psychologią mi się spodobał.

Każdy bohater jest inny i ma specyficzne zachowania. Można było bardziej zróżnicować język i wpleść naleciałości, ale i tak jest nieźle.

Bardzo teatralny tekst, łatwo to wystawić na scenie bez większych przeróbek.

Kliknąć do biblioteki też łatwo – choć wolę klikać debiutantów niż takie wygi jak Ty :P

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Osoby z kółka różańcowego pewnie by to uraziło, osoby, które z niejednego pieca jadły, niekoniecznie. Jakieś może drobne usterki tu i tam (czytaj: ja bym inaczej napisał), ale ogólnie znośnie, znośnie. Tylko trochę szkoda, że nie trafiło na konkurs “jak wyobrażamy sobie życie po śmierci” (o innej nazwie, ale trwa prawie do końca lipca).

PS. Klikać jeszcze nie mogę.

Witaj. :)

 

“Łąka chryzantem” od razu mi jakoś nie pasowała i skojarzyła się z grobami oraz zmarłymi. :) Przez mnóstwo szokujących treści przemycasz ogromny żal i ból niedocenionej latami córki. A to problem bardzo złożony i dotyczący niestety mnóstwa dzieci. Wydźwięk szorta, umiejętnie zakamuflowany, wydaje mi się być mocno dobijający i przeraźliwie smutny.

Za czarny humor i pomysł – klik. :)

Dziękuję za oznaczenie wulgaryzmów oraz erotyki. heartkiss

Pozdrawiam serdecznie. :) 

Pecunia non olet

Hm, no, powiem szczerze, że nie spodziewałam się tak pozytywnego odbioru, raczej nastawiałam się na 90% krytyki, 10% pochwał, a tu proszę :)

 


 

Heskecie,

 

dziękuję za piąteczkę! 

 

Zapachniało mi Sokiem z żuka, ale to bardzo dobrze.

W sumie skojarzenie jest zasadne :)

 

No dobra… Seledynowy to taki szpitalny w weselszym wydaniu. Ale za chryzantemy masz plus. 

laugh

 

Dziękuję i pozdrawiam!

 


 

marzanie,

 

Po zapowiedziach spodziewałem się nie wiadomo czego, a tutaj, hm, trochę ostrzej niż zwykle, ale nie jest obrazoburczo ani perwersyjnie.

Ta wersja jest troszkę złagodzona i bardziej subtelna od oryginalnej, ale myślę, że wyszło na plus.

 

Dobrze opisałaś postaci – szybko je sobie wyobraziłem, co później pomagało w odbiorze. Dialog dynamiczny, czyta się gładko, pojawiają się emocje. Od początku wpleciony czarny humor, ale było też miejsce na zastanowienie – taki śmieszno-straszny klimat okraszony psychologią mi się spodobał.

To chyba nieźle jak na szort?

 

Każdy bohater jest inny i ma specyficzne zachowania. Można było bardziej zróżnicować język i wpleść naleciałości, ale i tak jest nieźle.

Pewnie, ale chciałam się zmieścić w szorcie :)

 

Bardzo teatralny tekst, łatwo to wystawić na scenie bez większych przeróbek.

Uu, porównanie do teatru, odbieram to jako komplement!

 

Kliknąć do biblioteki też łatwo – choć wolę klikać debiutantów niż takie wygi jak Ty :P

O, jestem już wygą, popatrz, jak ten czas szybko mija. A całkiem niedawno przeglądałam swoje stare opowiadania i pod nimi komentarze, gdzie nie ogarniałam Portalu, nie wiedziałam, czym są kliki, haha :) Dołączenie do tej społeczności było jedną z moich najlepszych decyzji :)

 

Dziękuję pięknie za, tym razem, miłe słowa :P i pozdrawiam serdecznie!

 


 

tomaszug!

 

cieszę się, że szort wyszedł znośnie, to chyba lepiej niż średnio!

 

Tylko trochę szkoda, że nie trafiło na konkurs “jak wyobrażamy sobie życie po śmierci” (o innej nazwie, ale trwa prawie do końca lipca).

Też mi przeszła przez głowę taka myśl, że nadawałoby się na konkurs. I trudno byłoby zgadnąć, kto napisał tekst XD

 

Dziękuję i pozdrawiam!

 


 

Witaj, bruce!

 

Twoja obecność szczególnie mnie cieszy, bo byłam pewna, że zniechęcą Cię liczne ostrzeżenia.

 

“Łąka chryzantem” od razu mi jakoś nie pasowała i skojarzyła się z grobami oraz zmarłymi. :)

Zastanawiałam się nad liliami, ale chryzantemy są bardziej kolorowe a jednocześnie również symboliczne.

 

Przez mnóstwo szokujących treści przemycasz ogromny żal i ból niedocenionej latami córki. A to problem bardzo złożony i dotyczący niestety mnóstwa dzieci. Wydźwięk szorta, umiejętnie zakamuflowany, wydaje mi się być mocno dobijający i przeraźliwie smutny.

To prawda, całkowicie nie udało mi się uciec od smutku. Dziękuję za komplement: umiejętnie zakamuflowany heart

 

Za czarny humor i pomysł – klik. :)

O, dziękuję pięknie! Nawet odwiedzin się nie spodziewałam, a tu jeszcze klik…

 

Dziękuję za oznaczenie wulgaryzmów oraz erotyki. heartkiss

Przy takich eksperymentach oznaczenia są niezbędne!

 

Pozdrawiam serdecznie. :) 

Pozdrawiam serdeczniej! heart

 

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Pobetowo:

Cieszę się, że mogłem być częścią tego, że odkrywasz karty swojego humoru przed portalem. Bawiłem się bardzo dobrze betując. 

Powoli zamieniasz się w Netflix, opowiadanie bez geja to nie opowiadanie dla Ciebie haha XD

Fajnie napisała bruce, jest gdzieś z tyłu coś więcej, chociaż umiejętnie przykryte masą czarnego humoru. Rzeczywiście szkoda, że nie dodałaś na konkurs, bo chciałbym widzieć komu by przypisywali to opko XD 

Żarty były lepsze i takie, które mniej do mnie trafiły, ale całościowo oceniam bardzo dobrze, a pomidory to banger! :D 

Ciekawe jak będą wyglądać kolejne rodzinne obiady, matka to już chyba będzie siedzieć cicho. Przynajmniej ojciec spędzi wieczność ze swoją idolką :D

Pozdrawiam, dzięki za zaproszenie mnie do zwariowanej bety, gdzie naprawdę fajnie spędziłem czas dyskutując o rzeczach o których w życiu bym nie podejrzewał, że będę na tym portalu!

You cannot petition the Lord with prayer!

Witam :)

 

No mnie humor nie przekonał. Nie wydaje mi się, żeby winą był tu przesadny konserwatyzm xd – jak słusznie zauważył marzan, nie ma tu nic obrazoburczego. Ale, często mi tu się zdarza, że żarty do mnie nie trafiają, więc tym się raczej nie przejmuj.

 

Bardziej podobało mi się to, o czym pisze bruce, portret psychologiczny córki. 

 

Przyjrzałbym się za to troszkę wykonaniu – szczególnie miszmaszowi czasów (wkradł się czasem odruchowo przeszły, “Wysunęłam rękę”, “powiedziała”), ale serii powtórzonek też się dopatrzyłem.

 

Pozdrawiam!

Słowa matki przeszywają mnie całą, jak ostra włócznia pretensji, rzeźbiona całe życie. Nigdy nie powiedziała, że jest ze mnie dumna, a okazji było mnóstwo. Na przykład, gdy dostałam dobrą ocenę w szkole czy gdy udało mi się zdobyć pracę jako programistka. Zawsze mnie tylko krytykowała.

– Ach, tak? To czemu nie chciała, żeby było miło za życia? Czemu mnie nigdy nie pochwaliła? Czemu mnie nigdy nie przytulała, gdy płakałam? – Odważam się spojrzeć na matkę. Na jej twarzy dostrzegam smutek, ale tak głęboki, że aż mnie przeraża.

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Michaelu,

 

po raz setny dziękuję Ci za betę i że od początku chciałeś mi pomóc w realizacji tego odważnego, jakby nie patrzeć, pomysłu.

 

Cieszę się, że mogłem być częścią tego, że odkrywasz karty swojego humoru przed portalem. Bawiłem się bardzo dobrze betując. 

laugh

 

Powoli zamieniasz się w Netflix, opowiadanie bez geja to nie opowiadanie dla Ciebie haha XD

Ej, bez kitu XD

 

Fajnie napisała bruce, jest gdzieś z tyłu coś więcej, chociaż umiejętnie przykryte masą czarnego humoru. Rzeczywiście szkoda, że nie dodałaś na konkurs, bo chciałbym widzieć komu by przypisywali to opko XD 

Haha, tak, trochę szkoda. Ale może z konkursowym tekstem też nabiorę ochoty, by zaskoczyć i utrudnić zgadywanie?

 

Żarty były lepsze i takie, które mniej do mnie trafiły, ale całościowo oceniam bardzo dobrze, a pomidory to banger! :D 

The tomato with my salad for lunch looks like a butt. That is all. #FridayFunny #tomatoes???? #tomatoesofinstagram #plantsofinstagram #plantbased #plantbaseddiet #plantbasedathlete

 

Już nigdy nie spojrzysz na pomidora tak samo… :P

 

Ciekawe jak będą wyglądać kolejne rodzinne obiady, matka to już chyba będzie siedzieć cicho. Przynajmniej ojciec spędzi wieczność ze swoją idolką :D

Ahaha i już nie będzie musiał pisać komentarzy :P

 

Pozdrawiam, dzięki za zaproszenie mnie do zwariowanej bety, gdzie naprawdę fajnie spędziłem czas dyskutując o rzeczach o których w życiu bym nie podejrzewał, że będę na tym portalu!

Ja również dziękuję, też się świetnie bawiłam przy becie! Pozdrawiam naj(x do nieskończoności)serdeczniej!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Zakapiorze,

 

No mnie humor nie przekonał. Nie wydaje mi się, żeby winą był tu przesadny konserwatyzm xd – jak słusznie zauważył marzan, nie ma tu nic obrazoburczego. Ale, często mi tu się zdarza, że żarty do mnie nie trafiają, więc tym się raczej nie przejmuj.

Tego akurat się spodziewałam, że tekst nie trafi do każdego, ba, nastawiałam się, że nie trafi do większości.

 

Bardziej podobało mi się to, o czym pisze bruce, portret psychologiczny córki. 

bruce ma zawsze ciekawe spostrzeżenia, często dostrzega w tekście to, co dla innych niewidoczne :)

 

Przyjrzałbym się za to troszkę wykonaniu – szczególnie miszmaszowi czasów (wkradł się czasem odruchowo przeszły, “Wysunęłam rękę”, “powiedziała”), ale serii powtórzonek też się dopatrzyłem.

Ajć, no jakoś czas przeszły przychodzi naturalniej niż teraźniejszy i zdarzają się chochliki czasowe, zaraz znów zeskanuję tekst pod tym kątem.

 

Powtórzenia również usunięte. Dziękuję Ci za odwiedziny i komentarz, pozdrawiam!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Tekst, co nie ulega wątpliwości, kontrowersyjny, ale pomysł bardzo dobry, może czasami ciut za dużo “tell”, ale mimo to mam poczucie, że przysłuchując się rozmowie przy niedzielnej kawusi, osobiście siedzę przy tym stole razem z bohaterami.

Hej,

 

Brakuje mi puenty, która by tłumaczyła rubaszny humor. Na początku masz dobry punkt wyjścia – córkę, której nie wspierała matka. Ale ten wątek przykrywa fala porno i tak już jest do końca. Hmmm dziadek wyskakuje trochę jak hydraulik w filmie xxx, w chwili kiedy jest potrzebny ale nie ratuje sytuacji, jest narzędziem do zakończenia historii.

 

Więc historia opiera się wyłącznie na wątku humorystycznym, a to jest mi trudno ocenić– każdego śmieszy coś innego.

 

Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Witaj, jfrydr!

 

masz rację, tekst to jakieś 80% tell, wynika to pewnie z tego, że dialogi mi pisać łatwiej niż opisy :)

 

mimo to mam poczucie, że przysłuchując się rozmowie przy niedzielnej kawusi, osobiście siedzę przy tym stole razem z bohaterami.

to bardzo dobrze, czyli mimo przaśności wczułeś się w klimat, super!

 

Pozdrawiam bardzo serdecznie!

 


 

O, dzień dobry, Bardzie, fajnie, że jesteś!

 

Brakuje mi puenty, która by tłumaczyła rubaszny humor.

Mi też :P Ale to moje nieśmiałe podrygi w bizarro, jeszcze długa droga przede mną, zanim chociaż częściowo zrozumiem ten gatunek :)

 

Na początku masz dobry punkt wyjścia – córkę, której nie wspierała matka. Ale ten wątek przykrywa fala porno i tak już jest do końca. Hmmm dziadek wyskakuje trochę jak hydraulik w filmie xxx, w chwili kiedy jest potrzebny ale nie ratuje sytuacji, jest narzędziem do zakończenia historii.

Haha, fajne skojarzenie z tym dziadkiem, pasuje :P

 

Więc historia opiera się wyłącznie na wątku humorystycznym, a to jest mi trudno ocenić– każdego śmieszy coś innego.

Dokładnie, dlatego trudniej jest ludzi rozbawić niż przestraszyć :)

 

Serdeczne pozdrowienia!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Zastanawiałam się nad liliami

Też bym skojarzyła z wierszem o zmarłym/zabitym, bo uwielbiam Mickiewicza. wink

 

Twoja obecność szczególnie mnie cieszy, bo byłam pewna, że zniechęcą Cię liczne ostrzeżenia.

Wydoroślałam. laugh

 

bruce ma zawsze ciekawe spostrzeżenia, często dostrzega w tekście to, co dla innych niewidoczne :)

Bo ja się wgryzam w fabułę.

(→ brak emotki: “hy-hy” z ruszającymi się brwiami, zatem zastąpię ją inną, mniej treściwą: wink )

 

Pozdrowionka. kiss

Pecunia non olet

Cześć :)

 

– Przestańcie! – Brat już przypomina wrzeszczącego bakłażana.

Ten bakłażan w kontekście orientacji brata mnie rozbawił :D

 

To takie moje poczucie humoru, więc miałam ubaw. Pod płaszczykiem żartu, czarnego humoru jest jednak prosta prawda: każdy w rodzinie ma swoje tajemnice.

Niekończący się rodzinny obiad brzmi jak prawdziwy Czyściec. Oby bohaterka resztę wieczności spędziła z babcią :D

Nowa Fantastyka