Nad Odrą, niedaleko wrocławskiego zoo, dzień gaśnie szybciej niż powinien. Niebo jest ołowiane, nabrzeże prawie puste. Wiatr ciągnie od rzeki i porusza nagimi gałęziami drzew. Miasto wydaje się przyciszone, jakby ktoś odebrał mu część dźwięków.
Wtedy pojawiają się ptaki.
Najpierw kilka ciemnych sylwetek nad wodą, potem dziesiątki. Gawrony, może kruki – trudno odróżnić je w tym świetle. Siadają na barierkach, dachach, latarniach, oblepiają korony drzew. Czarna chmura osiada na nabrzeżu tak gęsto, że przez moment mam wrażenie, iż świat stracił kolory.
Ludzi prawie nie ma. Nieliczni przechodnie przyspieszają kroku i znikają za zakrętem. Jakby instynktownie wiedzieli, że nie powinni tu zostawać po zmroku.
Ptaki zachowują się dziwnie. Żaden nie szuka jedzenia. Żaden nie przegania drugiego. Siedzą nieruchomo, zwrócone w stronę rzeki, jakby na coś czekały.
Z baru nad wodą płynie muzyka, w której ptasie głosy nie są tłem – tylko strukturą rytmu. Niskie tony mieszają się z gardłowymi nawoływaniami, które bardziej przypominają pohukiwanie niż śpiew. Dźwięki niosą się po wodzie i wracają echem spod mostu. Nie brzmi to jak przypadkowa playlista. Raczej jak sygnał.
Stoję nieruchomo i nagle dopada mnie absurdalne, lecz uparte wrażenie, że właśnie tutaj odbywa się coś ukrytego przed ludźmi – nocne zgromadzenie ptaków nad Odrą. Tajne życie miasta zaczynające się dopiero wtedy, gdy ludzie przestają patrzeć.
Jeden z kruków zrywa się z gałęzi i przelatuje tuż nade mną. Słyszę jego głos wyraźniej niż wszystkie pozostałe.
– Kra.
To zwykłe krakanie, mówię sobie.
A jednak brzmi jak słowo wypowiedziane w obcym języku.
Z drzew odpowiada mu cały chór.
– Kra. Kra. Kra.
Echo odbija się od mokrego betonu i wody. Przez krótką chwilę wydaje mi się całkiem możliwe, że to dzieje się każdego wieczoru, tylko zwykle odchodzimy za wcześnie, by to zauważyć.
Ruszam dalej.
Za chwilę przystaję.
Nasłuchuję.
Po kilkudziesięciu metrach odwracam się jeszcze raz.
Drzewa są puste.
Ptaków nie ma.
Za to pod barem stoją ludzie ubrani na czarno. Kilkanaście nieruchomych sylwetek. Nie rozmawiają. Nie piją. Po prostu patrzą w moją stronę.
I mam nagłe, lodowate poczucie, że obserwowali mnie od początku, tylko wcześniej siedzieli na gałęziach.
Świetne:) Gratuluję – zaskakujące zakończenie.
Pozdrawiam serdecznie :)
Witaj, Teo. Dziękuję. Mam teraz wyrzuty sumienia, że nie przeczytałem Twojego ostatniego tekstu. Cierpię na brak czasu. Przeprowadzka. To wiele wyjaśnia. Pozdrawiam. Już z Wałbrzycha! :)
Tak, przeprowadzka wszystko wyjaśnia :) Musisz się odnaleźć w nowym miejscu.
Pozdrawiam :)
Tak, przeprowadzka wszystko wyjaśnia :) Musisz się odnaleźć w nowym miejscu.
Pozdrawiam :)
Bardzo dobry tekst! Chylę czoła :)
Bardzo ciekawe zakończenie :)
A tak poza tym, mam nadzieję, że będzie ci się dobrze mieszkać w Wałbrzychu :) (mam duży sentyment do tego miasta)