Profil użytkownika

Niepoprawny, neoromantyczny got zrodzony ze złotych, kujawskich pól i wysłany z misją przez pradawne siły. Obecnie szary student. 


komentarze: 352, w dziale opowiadań: 333, opowiadania: 138

Ostatnie sto komentarzy

Moje uszanowanie!

 

Warsztatowo wszystko w porządku, nic nie wyłapałem. Zdania dobrze zbudowane, język poprawny i całkiem bogaty. Ostatnie zdanie (a więc kwestia ważna) jednak nieco mi zgrzyta;

 

a potem jego świat ostatecznie zgasł.

“Ostatecznie” i “zgasł” nie pasują mi tutaj. To pierwsze do wywalenia, drugie do zmiany na “zgasnął”.

 

Jeśli chodzi o treść, to nieźle oddałaś realia prowincjonalnych układów. Postać “wariatki” też ciekawa i pasująca do tego motywu, jednak nie zarysowana prawie w ogóle, a przynajmniej nie tak, jak zasługuje na to taki bohater, w takich okolicznościach. Co do pewnych sił, które bronią natury, owego strażnika lasu, leszego, zwał, jak zwał, to jest to motyw ciekawy, ale na pewno już nie oryginalny. Sama historia zbrodni i kary również dość błaha, choć poprawna. Na pewno pozbyłabyś się tej błahości, gdybyś rozbudowała (i to znacznie) opowiadanie i wprowadzała drzewną bestię stopniowo, w akompaniamencie napięcia i innych, pobocznych gróz i strachów.

Daję cztery gwiazdki z dużym minusem, bo cenię bardziej właśnie treść, niźli formę (z którą tutaj nie ma problemu, abstrahując od lakoniczności). Widzę w tekście potencjał, i widzę go również w Tobie, także mam nadzieję, że coś od Ciebie będę miał jeszcze okazję przeczytać.

 

Pozdrawiam serdecznie!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie! Powitać debiutanta!heart

 

dowiedziałem się, że bardzo prawdopodobnie nawiązaliśmy pierwszy kontakt z obcą cywilizacją.

Trochę zgrzyta, jak by to powiedział mój ojciec – “nie po polsku”. Zmień może na “bardzo prawdopodobnym jest, że(…)” lub po prostu “najprawdopodobniej nawiązaliśmy”.

 

Podobno nasz

Zakrawa to na powtórzenie. Proponuję tutaj “rzekomo”.

 

Bardzo udany szort (chyba?), choć mógłbyś dociągnąć to już do tego całego droublle. Plot twist dla mnie jest w porządku, przesłanie jeszcze bardziej na plus. Krótko, zwięźle i na temat. Dopracuj jeszcze tylko parę spraw.

 

Pozdrawiam serdecznie i życzę sukcesów na NF!!!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Robert Raks Teo Max

 

Dziękuje Wam bardzo za nominacje do bilbioteki!!!heartheartheart

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

War. War never changes… 

 

Podoba mi się jasna łączność między właśnie motywem wojny i późniejszym zamachem, który przypalił “Księcia”. Oddaje ten brak kontroli, o którym czytamy potem w wyjętym cytacie.

Zgrabnie!

 

Pozdrawiam serdecznie!!! 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie!

 

W premium-ach nie ma już autorów. Tylko ich mapy. Resztki po nich. Wzorce napięcia, akcentu, wyboru słów. Zlepki świadomości przemielone na style, potem sprzedane jako komfort.

Straszna wizja…

 

– Za późno? – pytasz.

I słyszysz, jak odpowiadam twoim głosem:

– Właśnie zaczynamy.

Nie do końca spójny finał z dotychczasową akcją, ale to tylko moje odczucie.

 

Ciekawy tekst, porusza niezłe tematy i bije w niepokojące struny. Fragment króciutki, ale napięcie i klimat niewątpliwie powstały. Ze spraw warsztatowych to przyczepię się, że wypowiedzi głosu i bohatera są dziwnie ukierunkowane, czasem mieszało mi się, kto, co mówi, i przede wszystkim, do kogo. Sugerowałbym jeszcze podkręcić warstwę światotwórczą, dodać więcej kontekstu społecznego i wyjaśnić dokładniej mechanikę neurobooka. A tak, to miodzio, choć moim zdaniem, zdecydowanie za krótko, jak na tak potężną materię. Wysyć potencjał! 

 

Pozdrawiam serdecznie!!! 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie!

 

– Bo są ludzie, którzy to jedzą. Spójrz. – Arnak wskazał dwa długie budynki ustawione prostopadle do rzeki, otoczone ogrodzeniem z mocnymi lampami. – Na tamtej fermie żyje w zamknięciu ponad sto tysięcy kurczaków. Nigdy nie widzą nieba.

– To jak się powinno robić?

– Powinno się odławiać, czyli polować. Zwierzę kończy życie niespodziewanie, bez strachu i do końca żyje wolne w naturalnym środowisku.

Bardzo dobry wycinek, w pełni zgodny z moimi poglądami na przemysł zwierzęcy. 

 

Tekst czytało się dobrze, żadnych błędów nie wyłapałem. Co do warstwy fabularnej, urzekły mnie przede wszystkim opisy w pierwszej części, bardzo dobrze oddały górską aurę. Jednak przyznam, iż chyba nie do końca zrozumiałem samą treść. Te ufoki zabijają ludzi, by utrzymać równowagę, czy jak?

 

Pozdrawiam! 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Dziękuje za obszerne wyjaśnienie! Postaram się na przyszłość pilnować. 

 

Myślę, że prawie wszyscy tutaj czujemy się nieco niedorozwinięci literacko, w końcu inaczej o wiele więcej tekstów wysyłalibyśmy do wydawców zamiast przeznaczać na forum.

Masz rację, i to mnie dobija:((

 

Pozdrawiam Cię serdecznie!!! 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Mogę pobetować jak coś ;)

Zgłoszę się w takim razie, jak rozbuduję tekst! 

 

W sumie, była jakaś na szczycie góry, ale z niej wychodziły demony :P

O, u mnie w sumie też wychodzą, ale bardziej duchy:D

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

beetweenthelines

 

Każdy by chciał pisać, ale czytać nie ma komubroken heart

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie!

 

Przyjemny szort, tudzież rzeczywiście drabble, z dobrym, esencjonalnym pomysłem na przedstawienie twórczych cierpień. Co jednak dzieję się dalej? Moja interpretacja jest taka, że wyjście na papierosa w trakcie pisania samo w sobie jest modlitwą, która niepostrzeżenie i bez fanfarów bywa (BOGU DZIĘKI) wysłuchana, a nasz tekst sam rośnie. Czy dobrze kminię?

 

Pozdrawiam!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie!

 

Wiersz (sam wiersz) bez wątpienia z przesłaniem, chyba nawet z przesłaniem całkiem potężnym, jednak na słuch mi on nie zagrał. Nie czuję się porwany słowem i przeniesiony na obłoki wizji. Ale to nic. Doszło tutaj do bowiem do ciekawej sytuacji, a biorąc pod uwagę teksty, które tutaj czytałem, to sytuacja ta nie ma chyba precedensu. Oto autorski opis okazał się lepszy od samego dzieła;

 

KIedyś to, co ludzkie będzie miało wysoką cenę, bez względu na jakość dzieła. Każdy oryginalny wytwór ludzkiego umysłu będzie miał numer identyfikacyjny poświadczający jego autentyczność. Ludzka omylność będzie towarem luksusowym.

W pełni się podpisuję, a co do numeru/certyfikatu, to uważam, że tak rzeczywiście w pewnym momencie zostanie ustanowione. 

 

Pisarzu! Nie używaj sztucznej inteligencji. Przejdź przez konieczne męczarnie, by Twoje dzieło nie nosiło śladów cyfrowych macek.

I to jest wezwanie! Niech każdy człowiek weźmie sobie to do serca, nie tylko twórca. Trudno w to wierzyć, wiem, ale znam ludzi, którzy;

 

– zapytali chata gpt, jak nazwać kota

– pytają go codziennie, co zjeść na obiad

– konsultują się z nim w kwestiach relacji międzyludzkich (!) 

– wprost pytają go, czy coś dobre, lub złe, również w sprawach zdrowotnych

 

A o tych, którze całe studia na nim jadą, to już nie wspomnę. Jedną z rzeczy, z których jestem dumny, to to, że tego badziewia użyłem nie wiem, ze dwa razy, i to na samym początku jak wychodził. 

 

Pozdrawiam serdecznie i zachęcam do dalszego bicia w dzwon!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Ślimak Zagłady

 

z nadmiernie celebrowaną powagą, żeby stopniowo czytelnik mógł się przekonywać, że tak naprawdę ma do czynienia ze znudzonym młodym arystokratą, dla którego ta niesamowitość jest obowiązującą pozą czy źródłem doraźnych emocji, ale nie treścią życia.

Gratuluję wyczucia tej oprawy, bo w końcu wprost o tym nie napisałem! Panowałem napisać nawet wers, że romans jest “Z Zachodu”, tudzież właśnie jest ostatnio modny, ale finalnie z tego zrezygnowałem. Natomiast twoja interpretacja bohatera jest jak najbardziej aktualna, bo właśnie to przy nim miałem (i nadal mam) na myśli. 

 

trzeba tej średniówki dopilnować, żeby utwór nie sprawiał wrażenia nieporadnego. Tutaj starałeś się trzymać klasycznego 7+6, ale są też wersy typu 5+8 (“Wzrok chłonie słowa, a słowa jakże straszliwe”), 8+5 (“Czyżby ktoś zimny i zaschły rozwarł swe oczy?”), 6+7 (“Jakby na posadzkę z trumny runęło wieko”) i może jeszcze coś. Myślę, że dzięki upilnowaniu średniówki przekonałbyś się też, iż nie trzeba już tak zajadle sprawdzać, czy każdy wers ma trzynaście sylab, rytm przychodzi wtedy bardziej naturalnie.

Średniówka to jest ten wers sensu stricto że tak powiem? W ujęciu graficznym? Bo kiedyś robiłem research pod tym kątem, ale przyznam, że już wtedy nieco się pogubiłem. Muszę się jeszcze sporo douczyć. 

 

Technika rymów także wymaga poprawy – wprawdzie domyślam się jakiejś koncepcji artystycznej w tym, że na początku przeważają rymy niedokładne, a znów w ostatniej strofie są wyłącznie gramatyczne, ale jedne i drugie powinny być smaczkiem wśród dobrych par rymowych, a nie głównym budulcem tekstu. (Jeżeli już, sam pewnie próbowałbym odwrotnie – dać ze dwa rymy gramatyczne na początku, gdy traktujemy młodego arystokratę serio, nawiązując do poetyki Mickiewicza, w której bywały one dopuszczalne, a parę asonansów pod koniec, żeby lepiej ujawnić ironiczny dystans, wypowiedź z perspektywy epoki, w której używa się rymów niedokładnych).

Masz rację, już przed publikacją, zauważyłem niekonsekwencję w rymach. Ah, mogłem wybrać jakiś jeden model, i się go trzymać, a wiersz przebudować. No nic. Swoją drogą bardzo ciekawa idea, by rodzajem rymów modelować/prowadzić klimat i narrację już wewnątrz wiersza. Na pewno kiedyś tej techniki użyję.

 

Co robi ten przecinek między orzeczeniem a dopełnieniem bliższym?

Ręka chuda, szkielecia, dłuży się

Już poprawiam!

 

A teraz małą literą? To w końcu jest nietypowe imię czy po prostu informacja, że bohater jest smykiem, to znaczy małym dzieckiem? (Dlaczego małe dziecko miałoby czytać grozę gotycką przy ścianie grobowca i niedbale poprawiać kołnierz?)

Jest dzieckiem, ale nie już tak znowu małym. Nie wiem, 12,13 lat. A co do nazewnictwa, to w pierwszej wersji wiersza narrator mówił o bohaterze “gówniarz”, więc mogło być gorzej haha. 

 

Mam nadzieję, że wpis się choć trochę przyda. Pozdrawiam, życzę wiele chęci do dalszych prób i rozwoju!

Dziękuję, dziękuje, na pewno się przyda, zwłaszcza ta koncepcja z rymami. Co do życzeń, to po takowych chęci będą na pewno, ale przyznam, że teraz czuję się nieco niedorozwinięty.:D

 

Pozdrawiam serdecznie i raz jeszcze dziękuje za obszerny komentarz i rady!!!

 

Rybak

 

ja bym powiedział nawrt – parafraza. Trochę Leśmiana, trochę nie wiadomo kogo:D

No i jest zagadka! 

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Storm 

 

Dziękuję bardzo!!! heart Cieszę się, że chociaż stylizacje mi wychodzą 

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Tak jest ;)

Jasny gwint, to dziękuje bardzo za zachętę. Zobaczę, chętnie wstawiłbym ten fragmencik. Najpierw bym go jeszcze tylko uprzednio dopieścił i może podbetował. No i oczywiście przy publikacji zaznaczę, skąd pochodzą bohaterowie i inspiracja.

 

Przyznam jedynie, że u mnie Lysanthir i Zumra to była jedna osoba (imię i nazwisko :P)

No ładnie hahaha

 

A szczelina to szczelina, właśnie w ten sposób ją widziałam, jako miejsce mocy (teraz sobie przypominam, że fragment powstał chyba wtedy, gdy ogrywałam Dragon Age Inkwizycję ^^)

Ooo i gdzie ona tam była? Też pod górą?;D

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Mehiko

 

Bo dla mnie rzeczywistość nadprzyrodzona jest jak najbardziej rzeczywista

Wierz mi, że dla mnie również! Szczerze powiedziawszy, świat duchowy jest dla mnie bardziej nawet realny niż świat, tak zwany, rzeczywisty. Jestem idealistą do szpiku kości.  Można mnie wręcz uznać za medium cool

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

OldGuard

 

Takie zacne rozwinięcie mojego dość nijakiego fragmentu nie powinno "marnować" się w wyzwaniach. To pełnoprawne opowiadanie! Zachęcam do publikacji ;)

Haha mówisz poważnie?

 

Czy mi żal, że Lysanthir zginął? Bynajmniej. Zresztą sam jest sobie winny – mógł siedzieć w wirtualnej szufladzie kolejne lata :D

Otóż to! 

 

Robercie, mam nadzieję, że będziesz zaglądać do naszych kolejnych wyzwan, bo wychodzą Ci one doskonale!

Jasny gwint, bardzo dziękuję za te słowaheartheartheart Myślałem szczerze, że skonfrontujesz moje rozwinięcie z pryncypiami/prawami Twojego uniwersum, które wykluczyłyby taki ciąg zdarzeń, bądź (a tego chyba bałem się najbardziej), że szczelina to czysta przenośnia, jakiś eteryczny portal, a nie rzeczywiste rozdarcie światów w posadzce:DDD

 

No nic, szalenie miło mi, że Ci się podoba!

 

Pozdrawiam serdecznie!!!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

marzan 

 

I rzeczywiście trudno skrócić, żeby zachować pozory realizmu, ponieważ uśpienie czujności Lysanthira wymagała zarówno czasu, jak i zmęczenia przeciwnika :)

Otóż to! Chciałem, by trochę jednak ta akcja płynęła. 

 

 

Skuteczność fortelu i tak wymaga od czytelnika przymrużenia oka. Jestem jednak zdania, że mity greckie znały intrygi szyte znacznie grubszymi nićmi, nie wspominając o europejskich baśniach.

Zgadzam się, podstęp Zumry czuć z kilometra:D Myślę, że fajnie podkreśla to pychę Lysanthira.

 

Naprawdę świetny recykling, z takiego fragmentu zrobić cudeńko.

Bardzo cieszę się, że przypadło Ci do gustu!  Ja ze swojej strony gratuluję wspaniałego pomysłu na wyzwanie! Recyklomat musi jeszcze kiedyś wrócić!!! 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Wszystko to rozumiem, spokojnie, spokojnie. Ale dziękuję za odpowiedź i życzenia!

 

Pozdrawiam serdecznie, również miłego dnia dla Ciebieheart

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Rybak3

 

Dobrze, że nie paszkwil haha! Dziękuje bardzoheart

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Marzan 

 

Postąpiłem zatem wielce nierozsądnie, bo trochę popłynąłem z objętością:D Nie obraź się proszę również i za lekkie spóźnienie.

 

A zatem, kontynuacja do fragmentu od OldGuard;

 

***

 

Zumra z gracją padł, a raczej spłynął na kolana. Przez pochodzenie i koleje młodzieńczego losu gest ten wychodził mu naturalnie. Ba! Wręcz mistrzowsko. Pochylił głowę, aż czarne kosmyki zleciały mu na kaprawe oczka, a broda wbiła się w mostek.

– O wielki! – syknął przez obnażone zęby w niewidocznym spod kłaków uśmiechu. – Przyznaję, zaskoczyłeś mnie.

– I co, szujo!? Nie sądziłeś, że dam radę? – Lysanthir dumnie wypiął pierś obleczoną w srebrzystą kolczugę.

– Szczerzę to nie, no, ale cóż zróbię. Nie będę podważał faktów. Wygrałeś.

–  No coś ty! – Nowy władca szczeliny zarechotał – Pewnie, że wygrałem! Jestem cholernym Dziedzicem Świtu, Panem na Zenicie! A ty kim? No, Zumra, kim jesteś?

– Nikim, panie!

– I taki nikt, taki szelma, wyrwikufel, mały kradziejek, śmiał wątpić w moje powodzenie! O bogowie! Cóż za krnąbrność, cóż za hańba! No, Zumra, powtórz więc, kim jesteś?

– Jestem nikim, Lysanthirze, nikim… – czarownik schylił głowę jeszcze bardziej.

– Otóż to, Zumra, otóż to! Miło, że się zgadzamy. Nie podejrzewałem cię, o taki rozsądek, myślałem, że będziesz się jeszcze miotał. Dobrze, dobrze… Podoba mi się twoja uległość, a w swej małości nie stanowisz już dla mnie zagrożenia. Chyba pozwolę ci zachować życie. Co powiesz na to?

– Kajam się i składam dzięki, o, łaskawy! Ale poczekaj! Błagam, nie odpędzaj mnie! – Przegrany zacisnął pięści przy piersiach i błagalnie rozwarł przekrwione oczy. – Pozwól zobaczyć to wielkie wydarzenie, te święto mocy, o którym tyle czytałem w księgach!

– Zumra, co ty?!  Do reszty cię już przysmaliło na umyśle! Wstydu nie masz? Chcesz dalej pławić się w upokorzeniu? Chcesz się w nim utopić? Jak rak rzucony w spienione źródła? Bierz te swoje pergaminy i zmykaj stąd, kuglarzyć dalej na festynach i rzucać nożami w pachołków!

– Pięknie mówisz, Lysanthirze, doprawdy, zawsze uwielbiałem twoją złotoustość. Będziesz wybornym władcą szczeliny, jesteś do tego stworzony. Słyszę jak ona świętuje, ach, słyszę jej głos! Jest tobą zachwycona!

– Gorzałkę słyszysz, Zumra, gorzałkę!

Coś jednak zadudniło. Obaj spojrzeli w stronę wielobarwnej, plującej ogniami i zimną magmą szczeliny. Ziała ona w kamiennej posadzce, do tej pory przedziwnie cicho, dzieląc ogromną pieczarę na pół. Teraz jednak coś rzeczywiście zdawało się świętować. Na przemian bębniło i szumiało w rozognionych trzewiach cudownej otchłani. Z rzędów błękitno-zielonych płomieni strzelił w górę pióropusz czarnego ognia, który jarzył się i drżał niesamowicie, podbity purpurowymi cieniami. Przedziwnie opalizujące powidoki wirowały tak, że aż oczy nie nadążały tańcami czarnego płomienia. Zupełnie, jakby percepcja śmiertelników nie była gotowa mierzyć się z jego naturą, ani tym bardziej jej pojąć. Spomiędzy cichych, basowych pomruków i zgrzytów przywodzących na myśl toczące się kamienie, słyszalny był szept, tak cichy i zatarty, że całkowicie niezrozumiały, a jednak przedziwnie wwiercający się w umysł. Głos chwilę kluczył falującym echem, odzywał się i milknął. Wreszcie zamilkł zupełnie, a jęzor płomieni cofnął się w szczelinę.

– Widzisz sam Lysanthirze! – Zumra patrzył zawadiacko z podłogi. – Coś niecoś wiem na ten temat!

Dziedzic Świtu z kwaśną miną cofnął wzrok od płomieni.

– Mogę być przydatny! – kontynuował czarownik, wyczuwszy chwilę.

– Doprawdy? Coś nowego! – Lysanthir odzyskał rezon. – A w jaki to sposób, Zumra?

– Jak to „jaki”? Tyle lat studiowałem znaki, rytuały, samo otwarcie… Znam szczelinę, jak własną kieszeń!

– Czyżby? To czemu żadnej nigdy nie otworzyłeś?

– Widać nie miałem twojego talentu!

– Ach tak. – Lysanthir podrapał się po grdyce.

– Niestety… Ale znam wszelkie prawidła i zaułki tej materii! Pokieruję cię!

– Nie potrzebuję twoich popisów! Sam widzisz, do czego jestem zdolny. Nie chcę już niczyich rad. Koniec! A już na pewno nie chcę rad rad kogoś takiego, jak ty.

– Oczywiście, że ich nie potrzebujesz, Lysanthirze, ale ze mną zaoszczędzisz sporo czasu! Pozwól że wyjaśnię. – Czarownik błysnął okiem odgarniając tłustą grzywkę. – Mogę już wstać?

– Śmiało. Przykro się na ciebie patrzy w takim stanie.

– Dziękuję. – Zumra podniósł się i otrzepał kurz z wełnianej szaty. – A zatem. W całym swym zachwycie twoim tryumfem, nieśmiało pozwolę sobie zauważyć, iż nie ślęczałeś wiele nad księgami, prawda? Cóż, dla kogoś z twoimi umiejętności to strata czasu, prawda, ale przyznaj, przydałby Ci się jaki drogowskaz?

Lysanthir zbył zaczepkę milczeniem. Zumra więc kontynuował;

– Nie nauka, bogowie brońcie, ale właśnie drogowskaz. Uczciwe pokierowanie, pomocna dłoń. Abyś nie musiał wędrować po świecie, zaklinać, uczyć się korzystać z mocy szczeliny, i tak dalej…

– Do rzeczy, Zumra, do rzeczy!

– Tak, tak, oczywiście. To wszystko można zrobić tu i teraz! Słyszałeś o Próbach Wejścia?

– Nie, co to za bzdury?

– Żadne bzdury, Lysanthirze! Próby to właściwie ceremonia, stanowią ukoronowanie nowego władcy szczeliny i są przybiciem jego zwycięstwa. A przy okazji wprowadzają w arkana przyszłej mocy!

– I na czym niby polegają?

– Próby są trzy. Musisz trzy razy wypowiedzieć inkantacje i odpowiednio pokierować siłami szczeliny.

– Jakie inkantacje!?

– No właśnie! Nie znasz ich, a ja tak! Pozwól mi sobie potowarzyszyć, a cię pokieruję.

– No nie wiem, Zumra, coś mi tu śmierdzi, i bynajmniej, nie mówię tu o tobie.

– Czemuż to? Wszystko będziesz robił sam! Ty tu rządzisz, jak coś ci się nie spodoba, zawsze możesz mnie spalić jednym spojrzeniem.

– Prawda, prawda… No, Zumra, ha! – Lysanthir znów w charakterystycznym dla siebie gestem wypiął pierś. – Nie wiem, co się dzisiaj ze mną dzieje, ale dam ci szansę. Cóż, po prawdzie, niczego więcej się już po tobie nie spodziewam….  Jesteś niegroźny – dodał już bardziej do siebie, jakby dla spokoju.

– Dziękuję ci, Lysanthirze, zaprawdę jesteś dzisiaj nie do poznania! Jakiś ty potężny, a jakiś łaskawy!

– Dobrze, już dobrze. Tylko się pilnuj! I pamiętaj, że znam na wylot twoje sztuczki i kuglarstwa! No, mniejsza. To jaka jest ta pierwsza próba? I o co w tym wszystkim dokładnie chodzi?

– Pierwsza jest Próba Harmonii. Potwierdza twoją zgodność z wolą szczeliny i jej siłami.

– Co mam robić?

– Powtarzaj za mną. Słowo w słowo. Ja Lysanthir. No, dalej!

– Ech. Ja Lysanthir.

– Wzywam duchy szczeliny, by w majestacie bogów.

– Wzywam duchy szczeliny, by w majestacie bogów.

– Potwierdziły swą najwyższą harmonię ze mną, jako swym nowym panem.

– Potwierdziły swą najwyższą harmonię ze mną, jako swym nowym panem.

Nic się stało. Płomienie w szczelinie wciąż falowały leciutko i jednostajnie w absolutnej ciszy.

– No i co? Co jest? – wysyczał Lysanthir.

– Spokojnie. Teraz musisz dać im zadanie. Pomyśl o czymś, a one rozpoznają twoje pragnienie. O, na przykład zmień nieco wystrój tej zatęchłej hali. No, śmiało! Co byś tu widział?

– Hm, może trochę zielonego? Jakieś rośliny, drzewka owocowe?

– Bardzo dobrze! Tak! Wyczaruj nam las! Zamknij oczy, skup się na obrazach.

Lysanthir zamknął powieki i położył palce na skroniach. Myślał intensywnie, a wraz z postępem jego imaginacji płomienie zaczęły dygotać. Wśród koncertu syków i trzasków rosły i rosły, aż wreszcie ich blask całkowicie wypełnił lochy. W pewnym momencie oczy Zumry nie mogły już znieść tej jasności, więc zakrył on twarz rękawem. W sali zaś szumiało na przemian i dudniło, trzaskał ogień, a między kolumnami wył straszliwie wiatr poruszony gorącymi masami gorejącego powietrza. W końcu wszystko ucichło, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Zumra powoli odsłonił twarz.

– I jak!? Co powiesz? – Lysanthir promieniał. Skinieniem wskazał na otoczenie. Rozległą posadzkę podziemnej hali znaczyły teraz garby ziemi, a po kafelkach między nimi biegły żywe korzenie. Niewysokie pagórki porastała zieloniutka trawa, a na niej pyszniły się krzaki z wielobarwnym kwieciem. Nad tym wszystkim w mrokach sklepienia rozłożyste drzewa szumiały na resztkach wichru dopiero co zagasłej, magicznej pożogi. Gałęzie uginały się pod ciężarem dorodnych owoców. Zewsząd dobiegał śpiew rajskich ptaków, na swych nóżkach grały koniki polne, a świetliki wesoło oblatywały pnącza. Pachniało, jak w samym Niebie.

– O bogowie! – szepnął Zumra podchodząc do krawędzi jednego z cudownie wyrosłych zagajników. – Zasadziłeś tutaj las! – Zerwał jedno z ciemnych jak krew jabłek.

– Zgadza się! Identyczny jak w moich ojczystych krainach. To co, przeszedłem próbę?

– O tak, wielki, przeszedłeś! Przeszedłeś, a jakże!

Zumra zaczął zbierać jabłka do wyświechtanej torby podróżnej.

– Hola, hola! Później będziemy się zachwycać. Dawaj następną próbę!

– No dobrze, ty tu rządzisz. – Zumra zarzucił sobie torbę na ramię. – A zatem czas na Próbę Władzy. Musisz coś rozwalić.

– Rozwalić? Nie po to nasadziłem tutaj las!

– Hm, może faktycznie źle to ująłem. No dobrze, a zatem… Musisz pokazać siłę, próbkę władzy i mocy, z jaką będziesz te władzę egzekwował.

– To co proponujesz?

– Hmm. – Zumra podrapał się po głowie. – Mam! Twoje rośliny potrzebują słońca! Tak! Słońca i deszczu! Rozwal strop od wschodu, tam góra jest cienka!

– Strop? Czyś ty zdurniał, chcesz nas pogrzebać?

– W żadnym wypadku! Cenię bardzo swoje życie, wierz mi!

– Wierzę, więc zapytam raz jeszcze. O co dokładnie ci chodzi?

– Spokojnie, spokojnie. A więc tak… Pokierujesz mocą w taki sposób, by na nas choćby kamyczek nie spadł. Nie musisz się starać, wystarczy, że zaznaczysz to w treści swojego wewnętrznego zaklęcia.

– Niby jak?

– Po prostu skup myśli na swoim rozkazie. A, no i znów powtarzaj za mną: Ja Lysanthir…

– Ja Lysanthir wzywam duchy szczeliny, by w majestacie bogów.

– Potwierdziły mą władzę pierwszym uderzeniem bożego błysku z mojej woli.

– Potwierdziły mą władzę pierwszym uderzeniem bożego błysku z mojej woli.

– No, a teraz do dzieła, rozwalaj!

Lysanthir spojrzał na wschód, gdzieś w głąb rzędowych filarów ginących w mroku. Uniósł nad głowę prawą rękę i rzekł donośnym głosem;

– Tamta grań góry ma się oderwać, wpuszczając tutaj światło, wodę i życie!

Słowa rozległy się echem po pieczarze, a na ich dźwięk ognie szczeliny znowu zadygotały. Na wszelki wypadek Zumra przykucnął do posadzki i zwinął się w kłębek, ginąc gdzieś w połach rozłożystej szaty. Poczuł jak kafelki pod nim wibrują. Po chwili halę przeszyły potężne grzmoty, zupełnie, jakby gdzieś w podziemiach rozszalała się burza. Przez ściegi płaszcza Zumry przebijało się raz po raz do jego oczu białe, oślepiające światło, jakby tuż nad ich głowami strzelały prawdziwe, podniebne pioruny. W końcu wszystko ucichło. Zumra zdjął z głowy skrawek szaty, a jego pooraną bliznami twarz musnęły ciepłe promienie słońca.

– No, chyba i teraz się udało! –  Lysanthir dumnie przechadzał się w świetle poranka. Góra rozwarła się w posadach, a pół hali wyleciało w kawałach na zewnątrz. Zaklęte lochy zostały otwarte. Spomiędzy tumanów kurzu i kamiennych żlebów, ziało teraz błękitne niebo i przeciwległa do pieczar, porośnięta sosnami Dolina Thar.  

– O, bogowie! – Zumra wstał z podłogi. – Zaprawdę, będziesz potężnym panem szczeliny! Potężniejszym niż myślałem.

– Co proszę? – Lysanthir zamrugał wymownie. – Nadal we mnie wątpisz?

– Nie, nie, o, potężny, nic z tych rzeczy! Ale czas na trzecią próbę, chyba najprzyjemniejszą, wręcz deserową.

– No, dalej. – Ponaglił Zumrę wierzchem dłoni. – Jeszcze dzisiaj chcę stąd wyjść.

– Już, już. Jest to, tak zwana, Próba Marzeń. Musisz wezwać szczelinę do okazania ci największego ze swych darów, czyli przenajświętszego spokoju i pełnej łączności ze światem bogów!

– Szybciej! Mów co mam mówić!

– Inkantacja jest krótka, powtarzaj. Wzywam duchy…

– Nie mam pamięci złotej rybki! – przerwał Zumrze Lysanthir. – Wzywam duchy szczeliny, by w majestacie bogów.

– Eee, by w majestacie bogów obdarzyły mnie przenajświętszym spokojem.

– By obdarzyły mnie przenajświętszym spokojem.

– I wpuściły na niwy wielkiego snu, do wiru marzeń pod egidą Wielkiego Nieba, by ucztować z najwyższymi.

– Wpuście mnie na niwy wielkiego snu! – wydarł się Lysanthir. – By ucztować z najwyższymi!

Płomienie w szczelinie zawirowały, czarny ogień znów wychylił się z otchłani. Chłodny wiatr pachnący kwieciem zaszumiał zrywając kurz z posadzki.

– No, i na co tera… – urwał Lysanthir, bo niewidzialna siła złapała go za gardło. Poczerwieniał na twarzy, a białka oczu zaszły mu posoką. Uniósł się w powietrze dygocząc cały, aż wreszcie pobladł w ułamku sekundy jak kartka papieru, a głowa opadła mu bezwładnie na piersi. Koniec konwulsji. Cisza. Zumra podszedł bliżej wiszącego bez życia w powietrzu Lysanthira. Z szyderczym uśmiechem wyciągnął rękę, i pstryknął go w obleczone zbroją udo. Spomiędzy płyt pancerza posypał się jasnoszary popiół, który porwany został od razu do tańca przez kwiecisty wiatr. Wewnątrz srebrzystej kolczugi bielała teraz gładka czaszka, patrząc pustymi oczodołami na szczerzącego się Zumrę. Po chwili kościotrup z chrzęstem uwolnionego z uścisku niewidzialnych sił żelastwa runął z eteru na posadzkę. Wiatr coś wyszeptał jeszcze, jakby na pożegnanie, i porwał prochy Lysanthira w stronę słonecznej doliny. Szczelina zajaśniała na moment wszystkimi kolorami świata w mroku zachodniej strony pieczary, by w nieuchwytnym mgnieniu zamknąć się z krótkim sykiem. Nie pozostał nawet po niej ślad, no, nie licząc oczywiście rozerwanej góry i rosnącego w jej trzewiach rajskiego lasu.

– I po cóż ci były te próby, Lysanthirze? – pokręcił głową Zumra wspinając się po zwalonych kamieniach. – Wiesz, że takowe nie istnieją? Szczelina po prostu się ciebie słuchała. No i posłuchała również wtedy, gdy zażądałeś od niej śmierci. Cóż, śmierć również może być darem, na pewno spodoba ci się w zaświatach, ale ja osobiście, póki co, za taki dar  podziękuję! Ale popatrz jeszcze, jaki piękny las zasadziłeś! Zostanie tu na tysiąclecia. Coś dobrego w życiu jednak zrobiłeś. A właśnie, byłbym zapomniał.

Zumra sięgnął do wełnianej torby. Grzebał w niej chwilę, po czym wyciągnął wielkie, nabrzmiałe i czerwone jak krew jabłko. Wgryzł w nie swoje żółte zęby i oderwał kawał, aż sok pociekł mu na brodę. Z rozkoszą na twarzy ruszył między drzewami w stronę wschodzącego słońca.

 

 

 

 

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Semrau heartheartheart

 

!!! G O TY K  M A  B Y Ć  O D C Z U W A L N Y !!!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Finkla

 

Bardzo jestem dumny z takiego porównania! Za brak jednoznacznej fantastyki przepraszam, choć pozwolę sobie zaznaczyć, że wierszyk mimo wszystko otwarty jest na interpretacje.

 

OldGuard

 

Coś niecoś będzie chyba powiązane:D 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Finkla

 

Bardzo jestem dumny z takiego porównania! Za brak jednoznacznej fantastyki przepraszam, choć pozwolę sobie zaznaczyć, że wierszyk mimo wszystko otwarty jest na interpretacje.

 

OldGuard

 

Coś niecoś będzie chyba powiązane:D 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Dziękuję niezmiernie za komentarz i klika Bruce !!!heartheartheart

 

Budzi się smyk z krzykiem i szyje obejmuje (…) – tu mam wątpliwość, czy nie chodzi o liczbę pojedynczą (?)

Masz rację, już poprawiam.

 

Pozdrawiam Cię serdecznie!

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie! Przeczytane.

 

Niestety muszę zgodzić się z Bruce, która poniekąd wyręczyła w postawieniu największego zarzutu. Strasznie dużo się dzieje, potok esencjonalnych informacji pod dużym ciśnieniem, i szczerze to nie jestem do końca pewien, co właśnie przeczytałem. Choć przyznam zachwycił mnie ten plot twist na końcu. Dwie warstwy fabularne nie do końca się uzupełniają, a już na pewno nie współpracują. I mam tu na myśli samą akcję – o naszym księgowym mamy bardzo mało, a to on jest, jak mniemam, głównym bohaterem. Bo pod względem czysto merytorycznym rozumiem przekaz, jednak nie wybrzmiewa on niestety prawie w ogóle. Dobrze, gdyby w tekście pojawiły się jeszcze jakieś zabiegi, np. przemyślenia księgowego/aluzje/parabole łączące pisarza z wykreowanym przez niego światem, który staje się światem groźnie realnym.

 

Pochwalić muszę natomiast lekkość pióra, płynność języka, bogate słownictwo, i (na moje oko) brak błędów. Stawiam zawsze bardziej na treść, niźli na formę, toteż ode mnie lecą mocne cztery gwiazdki.

 

Pozdrawiam serdecznie!

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Robert Raks

 

Ale kapitalny kawałek!

Bardzo mi się podoba.

Jak dla mnie to naprawdę udany trzynastozgłoskowiec.

Bardzo dziękuję!!!heartheartheart

 

Zauważyłem, że średniówka nie wszędzie trzyma się sztywnego wzorca 7+6, ale – jak to w poezji bywa – „rytm czasem pływa”.

Ano, liczyłem parę razy, tej średniówki widać nie przypilnowałem. Dzięki za wyrozumiałość! 

 

Jeśli chodzi o rymy, na początku są bardziej wyszukane, natomiast końcówka staje się gramatyczna – To też mi nie przeszkadza.

Zgadzam się, nie wyrobiłem tutaj konsekwencji w rymach. Osobiście wolę asonanse, tutaj troszkę poszedłem w oczywistość, może kosztem wyrazistości. Co do dziwnych rymów, to zachęcam do zajrzenia do mojego wiersza “Barok”. Tam troszkę popłynąłem. A w ogołe coś mi świta, że chyba już i tamten wiersz komentowałeś, za co też przy okazji podziękuję. 

 

To też mi nie przeszkadza. Wiersz, mimo mrocznego, gotyckiego klimatu, zachowuje lekki, zabawny ton coś w kierunku… ballady?

Haha, przy ulubionym poecie nie jestem oryginalny, moim faworytem zawsze będzie Mickiewicz. Chyba troszkę to wybrzmiewa, choć oczywiście, proportion garde:D

 

Świetna tematyka i znakomicie oddany klimat.

Pozdrawiam i klikam

rr

Bardzo dziękuję!!! Cieszę się, że wierszyk przypadł Ci do gustu! 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie!

 

Halo, czemu wszystko takie grube? 

 

Hm. Po czym? Piłem to, co zwykle i tyle co zwykle.

Nagła zmiana narracji, może wyodrębnij to jako cytat?

 

Osunął się na podłogę, wyczerpany.

Niepotrzebny przecinek.

 

Skolopendra podniosła łeb

Powtórzenie. Zmień może tę drugą skolopendrę na “stawonóg”?

 

Zaczęła rosnąć. Zauważył, że ślepia są częścią twarzy, żółtej, pomarszczonej twarzy starca z bezzębną szparą ust. Skolopendra wpatrywała się w inspektora hipnotycznie. Wymiociny wokół niej zaczęły wirować. Wir się powiększał, skolopendra była już wielkości dorosłego człowieka.

Tutaj trochę się chyba pogubiłeś z kolejnością przedstawień w tym opisie. Już widać starca, a jednak wciąż mowa o skolopendrze. 

 

Było coraz bliżej.

Była*

 

Siedział za swoim biurkiem w komendzie. Nikogo nie było, poza Herringiem.

Dziwnie to brzmi w takim szyku. Postaw może na prostotę, i daj “nikogo poza nim nie było”? 

 

Nie ma tragedii, doceniam wizyjność, jednak stwierdzę pewien przerost formy nad treścią. O cóż bowiem tu chodzi? Czy to opis delirium tremens? Nie doświadczyłem jeszcze, więc nie wiem czy wierny, może ktoś inny się wypowie.

 

Pozdrawiam serdecznie! 

 

 

 

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

ośmiornica

 

Dzięki! Cięszę się, że mogłem pomócheartheartheart

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

marzan 

 

Nade mną sprawdzanie kolokwium z zeszłego tygodnia też wisi. Na szczęście (albo nieszczęście) nie z prawa, tylko z ogniw paliwowych. No i po co komu te sprawdziany, po co, pytam? Samo zło!

Oj, znam to też od tej strony, mama jest nauczycielką, też wiecznie ślęczała nad klasówkami. Jak widać, sprawdzanie wiedzy to bardzo obosieczny mieczcool

 

OldGuard

 

 

 to koniecznie trzeba uciekać spod katowskiego miecza (powodzenia!) A skoro mój bohater czekał chyba 3-4 lata na rozwinięcie swojej historii, to parę dni nie zrobi mu większej różnicy ;)

 

Haha, taka już rola bohaterów z szuflady. Dzięki za wyrozumiałość! 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

MordercaBezSerca

 

Tak, zgadzam się. Jestem świadom tej wady i staram się ją kontrolować za pomocą Brzytwy Ockhama, ale tu mi się chyba trochę stępiła ;]. Miałem w przeszłości tendencję do piętrowych epitetów i, kiedy się nie pilnuję, to stare nawyki wracają. Dzięki za zwrócenie uwagi :D. 

Haha, nie ma za co. Znam dobrze te pułapkę, często w nią wpadam, bo czuję przemożną, prymalną chęć oddania na papier wszystkiego, co akurat jawi mi się w głowie. No i potem mi na zdaniach rosną kwiatki…

 

Zakończenie napisałem pod siebie, tzn. tak, jak sam lubię przeczytać w czyimś opowiadaniu – trochę niedopowiedzenia, trochę spekulacji, za to beż żadnej łopatologii. Po prostu nie mam cierpliwości do holliłudzkich heppi endów :D. 

Wszystko rozumiem, acz nieśmiało stwierdzę, iż takowy holliłudzki heppi end właśnie miał tutaj miejscecool

 

Łooo Panie, ależ rżnij na zdrowie! XD To forum cierpi na chroniczny brak postapków i każde, nawet najkrótsze opowiadanko jest na wagę złota. Jak skończysz to upraszam się o PW z linkiem, na 100% przeczytam. Jeśli potrzebna beta, to też się zgłaszam. 

Dziękuję bardzo heartheartheart Zanotuję, by nie zapomnieć, i gdy nasmaruję tekst, wyślę do oceny! 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

OldGuard

 

cieszę się, że Bartkowski.robert jednak pociągnie ten fragment, bo im więcej osób w wyzwaniach, tym lepiej. Czekam więc niecierpliwie :D

Pociągnę, pociągnę, mam już zamysł, tekst ładnie zaczęty, jednak niestety muszę przeprosić za niedotrzymanie zadeklarowanego terminu. Ciągu dalszego Twego akapitu nie sfinalizuję bowiem raczej na pewno przed środą, gdyż kolokwium z prawa pracy wisi nade mną jak katowski miecz:((

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Oj, będzie ciężko znaleźć, ale spróbuję. Dziękuję!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie!

 

Czytanie dośc mocno mnie zmęczyło, zdania są potężnie obwarowane epitetami (bardzo dobrymi swoją drogą), co niestety utrudnia przebrnięcie. Wada to duża, ale nie skreślająca. Opisy świata same w sobie wyśmienite, uwielbiam takie klimaty. Pomysły z Głosem i funkcją Drapieżcy, choć prawie w ogóle przed nami nie rozwinięte, to arcyciekawe i nawet spójne dla tak skrajnego postapo. Zakończenie troszkę zagmatwane, i jakby nieco okrojone (czyżby ramy objętościowe wydawnictwa podcięły Ci skrzydła?), choć śmiem twierdzić, iż przesłanie zrozumiałem.

 

Bardzo podoba mi się oprawa i świat przedstawiony, wprowadziłeś mnie na moment w bardzo specyficzny, duszny klimat. Czuję przemożną chęć do napisania pewnej krótkiej formy. Gdy ją opublikuję, dodam na wstępie adnotację o inspiracji Twoim tekstem. Oczywiście niczego nie zerżnę, jednak format i klimat będą bliźniacze. Nie będziesz miał nic przeciwko? :D

 

Pozdrawiam serdecznie!!!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie!

 

Bardzo zgrabne, jednak chyba nie do końca rozumiem przesłanie:((

Duży plus za genialny pomysł fantastyczno-fizjologiczny z zapachami ufoków!

 

Pozdrawiam serdecznie! 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

A zatem ośmiornico, powracam.

 

Czytanie było przyjemnością, tyle w temacie, więc bez lania wody od razu przejdę przy tej pochwale do warsztatu. I właściwie to dostrzegam w nim niemal same zalety. Masz bardzo dobry język, jednak bez przesadnie wyszukanego słownictwa, które osobiście ubóstwiam (a w szczególności lubię, gdy muszę wygooglować jakieś słowo, i cóż, tutaj niestety mnie ta konieczność nie dotknęła). Jest to jednak moja osobista preferencja, nie traktuj tego jako wady sensu stricto. Kolejną zaletą, która jest wręcz rdzeniowa, i świadczy chyba o naprawdę niezłej wprawie, jest naturalna, i przede wszystkim poprawna konstrukcja zdań. Brzmi błaho, ale robi robotę. Stylizacja też niczego sobie, zabiegi trafione i odpowiadające gatunkowi. To samo tyczy się opisów i scenerii, głównie przyrody, które choć miejscami oklepane, wręcz do bólu, to jednak wciąż poprawne i ponownie odpowiadające gatunkowi, a co za tym idzie, udane. Klimat został zbudowany, to nie ulega wątpliwości. A, no i byłbym zapomniał. Nie dostrzegłem błędów, a to zasługuje na osobną pochwałę. Czy wynika to z naturalnych/wypracowanych umiejętności, czy też z wielokrotnego przejrzenia testu, to już zupełnie nieważne. Obydwa scenariusze dobrze o Tobie świadczą. Jeśli chodzi o wady, a właściwie to mankamenty warsztatowe, to wskazałbym dwa. Po pierwsze, owe udane konstrukcje, są dosyć powtarzalne. Jest mała dywersyfikacja zdań, a tego nie lubię. Po drugie, dialogi nie wypadły moim zdaniem naturalnie.

 

Jeśli chodzi o fabułę, to mam mieszane odczucia. W żadnym wypadku nie było źle, jak już mówiłem, czytało się przyjemnie, i całkiem się wciągnąłem, jednak historia zakrawa na przerost formy nad treścią. Formy bardzo dobrej, ale jednak. Baza fabularna została zbudowana, pojawiło się sporo wątków, z potencjałem na całkiem straszne, jednak nie zostały one chyba one dobrze poplecione w solidną oś. Grasujące psy, zgon staruszki, mechanika smakowania krwi przez zwierzęta/opętanie, motyw schodów i strychu, potencjalny (!) zły byt, charakter kocura. Elementy te łączą się ze sobą mniej, lub bardziej, ale na pewno nie łączą się w zgraną całość. Rzecz analogiczna z tempem akcji. Wszystko idzie powoli, napięcie ładnie się buduje, czuć w dworku niepokój. Finalna scena, a zatem rozwiązanie akcji, zawsze winno być szybsze, jednak u Ciebie było ono chyba nazbyt szybkie. Straszliwe zdarzenia w finale opisano zbyt oszczędnie, przez co jawią się co najwyżej jako niepokojące. Jest jakaś tam groza, ale na pewno nie taka, na jaką zasługuje opowiadanie z tak dobrze zbudowanym klimatem. Mój lekki zawód z tego powodu spotkał się w finale właśnie z brakiem należytego powiązania owych rozrzuconych wątków, na jakie to powiązanie czytelnik zasługuje.

 

Wręczam solidne cztery gwiazdki, może nawet z dużym plusem.

 

Pozdrawiam serdecznie!!! Na pewno od Ciebie coś jeszcze przeczytam.

 

PS

 

Zgadzam się z Finklą, tytuł nie do końca zagrał. Wskazuje na jakieś turpistyczne, apokaliptyczne opowiadanie o grasujących bestiach, tutaj mamy raczej spokój i subtelne przestrachy. Plus faktycznie owa sierść nie odgrywa w tekście żadnej wiodącej roli. Wiem, że zmiana tytułu to rzecz dla autora bardzo inwazyjna, jednak sugerowałbym powiązać go jakoś bardziej z treścią opowiadania, choćby z motywem genezy owej grozy. “Smak krwi”, “Jakby opętał je diabeł…”, coś takiego? 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

heartheartheart

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Może też po niego w końcu sięgnę… Polecasz coś?

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

MOJE USZANOWANIE, CZY KTOŚ POWIEDZIAŁ KOTY? 

 

Wrócę jutro i przeczytam! Bo teraz Schlafengehen angel

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

marzan

 

Hm, widzę, że w wątku odbył się desant dwóch historii Melenedura, ale gdzie dalsze losy Lysanthira i Zumry z fragmentu OldGuard?

Spieszę na ratunek! Swoją drogą, świetny pomysł na wyzwanie!

 

A zatem OldGuard, jutro spodziewaj się kontynuacji swojego zarzuconego dzieła, bo już zacząłem coś klecić, ale no, czas spać! 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie!

 

Świetny szort, wzięło z zaskoczenia. A tak na marginesie, to chyba najbardziej optymistyczny scenariusz o sygnale z kosmosu, jaki słyszałem:D

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

KOMBINAT TO TKANKA, JA JESTEM – KOMÓRKĄ!!!

 

Moje uszanowanie! Gratuluję udanego debiutu!

 

Dociera do mnie, że wszędzie wokół dostrzegam wzory. Pęknięcia na tynku układają się w schematy połączeń hydraulicznych. Cienie rzucane przez latarnie tworzą na chodniku rzuty pionowe turbin. Wszystko jest połączone. Każde ciało, które znalazłem tego lata, było tylko wymianą zużytego podzespołu.Dociera do mnie, że wszędzie wokół dostrzegam wzory. Pęknięcia na tynku układają się w schematy połączeń hydraulicznych. Cienie rzucane przez latarnie tworzą na chodniku rzuty pionowe turbin. Wszystko jest połączone. Każde ciało, które znalazłem tego lata, było tylko wymianą zużytego podzespołu.

Genialny fragment!

 

Warsztatowo całość wypada świetnie, opisy tych wszystkich miejsc i przemyślenia bohatera genialne, choć momentami lejesz wodę do bólu, a nic nowego się nie pojawia. Także popracowałbym nad proporcjami i ewentualnie nad płynnością. 

Co do treści, to najbardziej podoba mi się oprawa akcji. O ile uwielbiam rozbudowane opisy świata przedstawionego i skomplikowane schematy światotwórcze, to tu tutaj urzekła mnie ta oszczędność, która przedziwnie przechodzi w monumentalizm. Świat jest prosty, toporny, archetypiczny, a zarazem ulotny, eteryczny, na pewien sposób senny, baśniowy, podatny na wizje. Wiem, dziwne zestawienie, ale nie potrafię tego inaczej określić. Ogrom kombinatu, który niczym zamek bajkowego złoczyńcy góruje nad doliną uśpionych w złym czarze maluczkich. Do tego zero polityki, szczegółów, danych, czy historii. Jedyne co mamy to zaklęty, industrialny świat i jego geneza, która przypomina najlepsze legendy. Mglista opowieść o powstaniu kombinatu i Schowka zakrawa na kosmogonię. Ten anturaż to tutaj istny majstersztyk, naprawdę udana fuzja.

Jednak zakończenie, i cała ta sprawa zgonów, którą podejrzewałem o bycie motywem przewodnim, a który to motyw nie do końca spracował, lekko mnie zawiodły. Przy takim umocowaniu akcji przydałoby się jeszcze dokręcić parę śrub. I nie twierdzę, że zabójstwa winny być rdzeniem opowiadania, pozostawmy ten prymat Kombinatowi, jednak obie warstwy mogłeś scalić jakoś bardziej widowiskowo.

 

Na zachętę ode mnie leci pięć gwiazdek i klik do biblioteki. Pozdrawiam serdecznie, i życzę kolejnych udanych tekstów!!!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie!

 

– zakaz używania w Celach dodatkowych piecyków elektrycznych. Powodem był zbyt duży pobór mocy owych piecyków.

Powtórzenie, sugeruję zmienić te drugie “piecyków” na “urządzeń”. 

 

Pierścień bardzo dbał o swoją hierarchię, która była bardzo rozbudowana. Im bardziej rozbudowana i szczelna hierarchia, tym większa kontrola słabszych nad silniejszymi

Kolejne powtórzenia. Czy to celowy zabieg? 

 

– Niech to szlag! Zaklął.

Wszędzie brak pauz na zakończeniach kwestii. 

 

Bardzo, bardzo dobry tekst, podoba mi się Twój styl. Warsztatowo bardzo dobrze, aczkolwiek na Twoim miejscu tekst bym jeszcze trochę przejrzał. Pod kątem powtórzeń i płynności przede wszystkim. 

Sposób narracji i przedstawione wydarzenia bardzo przypominają mi pierwsze strony “Wyjścia z cienia” Janusza Zajdla, które zrobiły na mnie duże wrażenie. Jeśli chodzi o oś fabuły, to pomimo krótkości, ma ona solidne ramy. Na pewno wpływa na to śmierć bohatera, która nie dość że historię jego życia przed nami domyka, to jeszcze jawi się w tym wszystkim jako happy end.

 

Zwięzły, zgrabny, mocny tekst. Chyba rozumiem wizję.

 

Pozdrawiam serdecznie!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Zgodnie z obietnicą, choć spóźniony okrutnie, powracam, by wyrazić swoją opinię.

 

Pod względem warsztatowym, jest naprawdę świetnie. Przychylam się do zdania Bruce odnośnie języka i stylistyki, wypada to wszystko genialnie. To samo tyczy się narracji, tempa akcji, opisów, turpizmów, aluzji, no, słowem – wszystkiego. Nie będę się rozwodził, zazdroszczę warsztatu. 

 

Co do samej treści, nieco się zawiodłem. Po bardzo przychylnych komentarzach spodziewałem się czegoś zgoła innego, a przynajmniej nieco bardziej odkrywczego. A w literaturze grozy motyw upiornej zemsty zabitej/zabitego na mordercy przewija się prawie tak często, jak motyw marnotrawienia funduszy przez polskie jednostki samorządu terytorialnego w lokalnej grze o tron. To samo z widmowym psem. A właśnie, oś zdarzeń niemalże do złudzenia przypomina “1922” S. Kinga. 

Mój zawód nadrabia trochę wybornie utworzona warstwa plastyczna, jeśli chodzi o umocowanie akcji. Komuna, robotnicy, wątki, wąteczki, dawny Poznań, tutaj jest fajnie. Sam wstęp odnośnie tytułowych “głupich suk” bardzo przypomina mi monolog Edwarda Środonia otwierający film “Dom zły”, a wiedz, że film ten uwielbiam, więc tym zaplusowałeś. 

 

Podsumowawszy, nie porwało mnie, ale opowiadanie w żadnym wypadku nie jest złe. Ba, pod paroma kątami, może jawić się jako dobre, wręcz bardzo. Po prostu zabrakło w nim najmocniejszego dla mnie punktu – dobrej historii.

 

Pozdrawiam serdecznie!

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie!

 

Bardzo ciekawy pomysł, a zarazem, na pewien sposób, przydatne ćwiczenie. Teksty zamieścić tutaj w komentarzu, tak?

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

TheGuru

 

Nie wystarczy wyśmiać

daleki jestem od wyśmiewania, dostosowałem formę do wypowiedzi autora

Faktycznie, teraz to widzę. Swoje wtrącenia wydziel z cytatu oznaczonego kursywą, bo zlewają się z komentowanym przez Ciebie tekstem. 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Tak to jest z konkursami, nie dają dość czasu, a ja akurat lubię podłubać przy tekście.

Znam ten problem. Do tego jeszcze te ramy objętościowe…

 

Tak że konkurs właściwie je skrócił, i zazdroszczę tym autorom, co potrafią skroić epicki tekst w trzy miesiące. Zwłaszcza przy moim stylu – tydzień pisania i dwa tygodnie przerwy…

O właśnie, widzę sporo nas łączy:D

 

Ale mój bohater, kapitan Wiggs, nie miał być zwykłym żołnierzem, a takim trochę dziwakiem, oficerem intelektualistą, co przyznaję, nie wybrzmiało za bardzo w tekście. 

Myślę, że wybrzmiało. Znam dobrze ten typ. Bohater taki trochę pilipiukowsko-lemowski, a, że obydwu autorów uwielbiam, wyczułem te energię bijącą od bohatera, mimo, iż, jak mówisz, nie zarysowałeś tego jakoś dobitnie. 

 

Dziękuję za replikę i pozdrawiam serdecznie! 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Zajrzę później!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie!

 

Stracili oni życie,

A znaleźli istnienie

 Mistrz Eckhart

Wspaniały cytat na otwarcie!

 

etapie rozwoju zajmowała sie hodowlą bydła, uprawą zbóż oraz rzadką odmianą lnu.

Błąd, niespójność w odmianie. 

 

Później kapitan się zastanawiał

Niezgrabny rytm, sugeruję zamienić dwa ostanie wyrazy tego wycinka miejscami. 

 

Miał rzecz jasna na myśli tubylców.

No właśnie – rzecz jasna, więc zdanie to jest nieco zbędne w tym miejscu. Sugeruję je usunąć, poprawi to ponadto dynamikę na starcie dialogu.

 

 – No i co co to ma kurwa znaczyć? – Sierżant jak zwykle nie przebierał w słowach. Nikt nie zareagował. Kapitan postanowił zakończyć dyskusję.

W takim użyciu kurwę oddzielamy przecinkami.

 

Najchętniej napiłby się kawy i położył do łóżka z książką w ręce, tym staroświeckim nośnikiem, przywołującym urok dawno minionej epoki.

Mam wątpliwości, co do tego zdania, jest trochę na wyrost. Książka już w tym momencie, od dawna nie jest wiodącym nośnikiem pod kątem technologicznym, a co dopiero w odległej przyszłości. Zaznaczenie tego wypada więc kliszowo. Do tego, o jakiej konkretnie epoce mowa? Dziwne zdanie, nie gra mi, oj nie gra. Na marginesie dodam, że książka w swej formie jest tak unikatowym obiektem, że jej popularność nie wynika z efektywności, tylko z szeregu innych rzeczy, wszystkim nam, literatom, dobrze znanym. Jestem święcie przekonany, że ludzie nigdy od książek nie odejdą. 

 

Przeczytane! Bardzo podoba mi się uplasowanie akcji i świat przedstawiony. Jest przyszłość, jest imperium, są ludzie, nie ma ufoków. I bardzo dobrze, bo, moim zdaniem, ufoki komplikują zazwyczaj sprawę, nie wnosząc do fantastyki niczego dobrego. Bardzo cieszy więc fakt, że tubylcami na Tantalu są jednak ludzie. Jak tam trafili, czemu zdziczeli, to pytania, które rodzą się w głowie, jednak odpowiedzi na nie, nie są nam w tym przypadku potrzebne, toteż ich brak nie wadzi w żaden sposób przy odbiorze. Cała ta kolonizacyjno-polityczna otoczka, choć skromna, przyjemnie wprowadza nas w nakreśloną Twoją ręką przyszłość i w wizję tryumfu ludzkiego ducha. I choć aspekt ten, nie odgrywa tutaj większej roli, to jednak cieszy oko. Koncepcja ekspedycji, kolonii i placówki to motyw dla gatunku tak klasyczny i sprawdzony, że nie będę się już nad nim rozwodził. Może i nie jest oryginalnie, ale na pewno jest solidnie. Plus ja sam uwielbiam te wszystkie gwiezdno-osadnicze ceregiele. 

 

Co zaś tyczy się ściślej fabuły, to widzę sporo podobieństw z “Niezwyciężonym” Lema. Choć tam dostaliśmy na koniec wyjaśnienia i jasne, dość ciężkie w swym wydźwięku refleksje, a tutaj takowych jednoznacznie stwierdzić nie można. Cieszą mnie symbolizmy, i polemika z dziełami kultury, cóż, sama nazwa planety jest tutaj wymowna, choć mam wrażenie, że trochę na symbolizmach się kończy. Szerokie pole do interpretacji pozostawione czytelnikom może jawić się jako zaleta, lub wada. Tutaj nie jestem w stanie stwierdzić, jak to finalnie wypada, ale myślę, że przydałoby się trochę więcej wyjaśnień. 

 

Co do warsztatu, to do niczego nie mogę się przyczepić, poza paroma uwagami wypisanymi na wstępie, wprost z czytania. Świetnie operujesz słowem, używasz wysublimowanego słownictwa, neologizmy też cieszą. Klimat został zbudowany, napięcie też niczego sobie. Opisy dobre, choć o tym stworzonym przez Ciebie świecie jeszcze bym poczytał. Sugeruję osadzić na Tantalu jeszcze jakąś akcję, bo czuję ostry niedosyt. Zwłaszcza w kontekście chudego, jak dla mnie, zakończenia.

 

Pozdrawiam serdecznie, i czekam na więcej!

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

 

Moje uszanowanie bruce!

 

Jak zwykle, dobrze ugryziony dobry temat. Dobry, bo prawdziwy. I ugryzienie tutaj nie jest ściśle odtwórcze, ale, tradycyjnie już dla Ciebie, smakowicie twórcze. Ciekawostkowanie splecione ze zwięzyłym, acz kwiecistym prozatorstwem. Podoba mi się dosadna, literalna wręcz interpretacja motywu interwencji świętego, rodem ze wczesnośredniowiecznych legend. Interpretacja bardzo katolicka, może nie do końca w moim guście, pozbawiona miraży, fajerwerków, ale niewątpliwie urokliwa. Gdybym to ja dostał zadanie przedstawienia tej sytuacji, popadłbym niewątpliwie w monumentalizm, tworzył jakieś dziwne, gnostyckie warstwy palca bożego na ziemi, i zapewne wyszłoby to nieznośnie. A tutaj? Jest mało, a zarazem dokładnie tyle, ile trzeba. Zazdroszczę umiaru i wyważenia.

 

Pozdrawiam Cię serdecznie!!!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Dobra, a zatem, witam ponownie! Recenzja dopieszczona (przywilej debiutanta). 

 

Całkiem obszerny tekst, gratuluję wytrwałości. Na portalu preferowane są raczej formy krótkie, jednak ja osobiście, lubuję się we wszystkim po równo, a więc i dłuższe teksty narażone są na mój komentarz. A zatem;

Zacznijmy od warsztatu, czyli w tym przypadku materii mniej przyjemnej. Jesteś młody, więc, siłą rzeczy, masz prawo błądzić, i wszystkiego jeszcze zdążysz się nauczyć. No, ale usterki wskazać trzeba.

WADY:

 

 – Mnóstwo błędów/chochlików. Zarówno językowych, jak i stylistycznych. Nie wiem których jest więcej, ale wiem, że tekst wymaga bardzo, bardzo dokładnego przejrzenia, wręcz przewąchania, pod tym właśnie kątem.

– Duża ilość przydługich zdań, z dziwnie poprowadzonym sensem i akcentowaniem zdań. Warto przeczytać sobie parę razy na głos, lub, co najmniej, w głowie, co bardziej złożone konstrukcje, bo często jest tak, że to, co ma absolutny sens przy pisaniu, okazuje się gubić go przy odczytywaniu.

– Niedopasowanie słownictwa do przedstawianych w konkretnej chwili rzeczy i zdarzeń, a przy tym jeszcze częste udziwnianie ich do przesady. Co ciekawe pamiętam, że w Twoim wieku miałem identyczny problem. Może to młodzieńcza potrzeba cudowania zmieszana z podświadomą żądzą uznania przez „finezję”? Możliwe. Nie przejmuj się, to minie.

– Miałem mieszane zdanie względem dialogów. Długo nie wiedziałem, gdzie je przypasować, ale finalnie trafiły one do wad. Moje rozterki w tej materii wynikły z tego, iż na początku opowiadania były nawet niezłe, jednak ich poziom sukcesywnie spadał. Pod koniec były już niestety słabe. Jaki był powód? Zmęczenie treścią, czy może rozprzężenie twórcze?

 

ZALETY:

 

– Masz bogate słownictwo, i w większości przypadków umiesz poprawnie, adekwatnie do kontekstu je stosować.

– Budowa zdań. Podoba mi się jako taka dywersyfikacja używanych przez Ciebie wyrażeń i sprawne operowanie dłuższymi konstrukcjami (z wyłączeniem tych, o których wspomniałem przy wadach).

– Opisy są fajoskie, niewątpliwie działają  na wyobraźnie, i czuć w nich wizję, chodź niestety momentami ich forma nie nadąża za treścią. Jak mówiłem ­­– wszystko do przejrzenia.

Teraz czas na kwestie fabularne, czyli sprawy przyjemniejsze;

 

WADY:

 

– Akcja bywa prowadzona nie do końca klarownie. Zdarza się to głównie w drugiej części. Nie wiadomo kto, co robi, zwłaszcza przy co bardziej dynamicznych scenach.

– Dojrzałe, niepozbawione sensu przemyślenia czasem, jakby to powiedzieć, gubią się we własnym sensie. Tutaj też jedynym remedium byłoby przejrzenie tekstu, bo podstawy masz dobre.

– Dziwna dynamika wprowadzenia bestii, oraz brak należytych wyjaśnień fabularnych we względzie rozpoczętej apokalipsy. Trochę to wszystko wypada z góry jak gameplay niedopracowanej jeszcze gry.

– Zakończenie trochę mi napsuło krwi. A dlaczego? Motyw wyśnienia całej tej draki jest okrutnie wręcz cliche. Mógłby w jakichś tam warunkach spracować, ale nie jest na tyle dobrze podbudowany sugestiami fabuły/przedstawieniem bohaterki, by należycie się obronić. Do tego cała świetnie (i budująco dla rdzenia postaci CJ) utworzona historia z Jasonem poszła się… poszła w las. Nie do końca jasne przebłyski pod koniec, i wiadomość z radia o, w domyśle, Tony’m, są jakąś tam transgresyjną osłodą tego gorzkiego finiszu, ale mogłoby być to wszystko zrealizowane lepiej.

* Oczywiście mam świadomość, że w przypadku kanwy oniryzmu, no i też prawideł świata rzeczywistego, sny mają nierzadko ogromnie rozbudowaną, a nawet i dość spójną fabułę, pod której to spójności fasadą kryją się pewne bezsensy, których przedstawienie zakrawa nawet i na zaletę. Jednak warto, by w tym chaosie powiązań i randomizacji zdarzeń przekazać jakąś głębię, oddać pewno niepokoje i kąty podświadomości. Tutaj widać tego zalążki, ale zostały one ucięte.

 

ZALETY:

 

– Szczerze się zaciekawiłem. Bezlik błędów powinien zniweczyć moją przyjemność z czytania, a jednak tak się nie stało. Przy owej wadzie, zaleta ta świeci jeszcze mocniej.

– Świetnie budujesz klimat, i to praktycznie wszędzie, przy każdej sytuacji. Cóż, w literaturze grozy, ale i również w fantastyce, jest to dla mnie jednym z pryncypiów geniuszu. Czy o takim można w Twoim przypadku mówić? Nie wiem, ale możliwe, że masz talent.

 

HONORABLE MENTION – Owa randomizacja i pewien bezsens zdarzeń, o którym wspomniałem przy wadach, mógłby spracować jako wyborna zaleta w kontekście interpretacji, gdybyś nie pochował jej przy okazji zakończenia. Bo oto, gdyby całe zmagania/cierpienia związane z jestestwem CJ były prawdziwe, a nie istniały tylko na kanwie pociągowego snu, wtedy chaos i bez przyczyny, bez ostrzeżenia spadające na bohaterów krwiożercze monstra byłyby niezłą metaforą okrutnej przekorności ludzkiego losu.

 

Coś tam z zalet jeszcze bym wypisał, ale już musiałbym wchodzić w rzeczy ogólne, wizyjne, które najlepiej zawrzeć teraz w podsumowaniu. Cóż, w końcu trochę się już rozpisałem.

 

Pomimo, iż w tym, co wypisałem, dominują wady, to podobało mi się. Szczerze, nie osładzam niczego. Opowiadanie na pewno plasuje się po stronie tych dobrych, ponadto trafiło w moje dość powiedzieć, że specyficzne gusta. Jakkolwiek nierzeczywiście to zabrzmi, mam słabość do opuszczonych autostrad. Nie chodzi tylko o sam anturaż i gęstość atmosfery, ale też o udaną budowę niezłego tła dla dziwnej akcji, idącego dalej w symbolizm wędrówki, zagubienia, drogi jako takiej. Jeszcze te wszystkie stacje, motocykle, jazda ku przetrwaniu. Te wilkołaki nawet mogłyby nie być pokazane, i tak byłoby dobrze. Ale to już śmiała opinia, osobista.

 

Co do klimatu jeszcze, to słów kilka względem konotacji, jakie w głowie mi się zapaliøy. Miałem mocne skojarzenia z filmem „Od zmierzchu do świtu” Tarantino. Kto oglądał, ten przyzna mi rację. Kolejna sprawa. Same działania bohaterów sensu stricto, ich atrybuty, ekwipunek, i to, jak pakują się do przydrożnych ruder w poszukiwaniu fantów, pod barwami apokalipsy, wygląda kropkę w kropkę, jak jedna z moich ulubionych gier ­– 7 Days to Die. Wyjątkowo poruszę jeszcze warstwę, że tak powiem, audio. Przez całą lekturę grał mi bowiem w głowie utwór „Phantom” autorstwa Sisters of Mercy.

Więc wiadomość do przyszłych czytelników Twego dzieła – puscie sobie w tle, spracuje.

 

Pozdrawiam serdecznie, i gratuluje debiutu! Pisz dalej!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

TheGuru

 

Halo, a gdzie konstrukcja w tej krytyce? Nie wystarczy wyśmiać, trzeba pokierować. 

 

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie! Powitać debiutanta!

 

Wysmaruję wkrótce recenzję, bo, póki co, przeczytałem połowę i muszę znikać, by robić plecy. Pozwól, że zapiszę sobie w komentarzu moment, na którym skończyłem;

 

Powoli przeraźliwy koncert ustał by oddać pełnię ciszy zakończeniu symfonii mordu. Wilcze wycie.

 

Także no – wrócę! 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Marszawa 

 

Bartkowski.robert, ale czy to wtedy jeszcze kurz czy już błoto? :D 

Kwestia wizji. 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Nie ma za co! Pozdrawiam! 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie! Powitać debiutanta!

 

Najpierw przedstawię swoje uwagi, bezpośrednio z czytania.

 

Ośmioletnia Kasia wstała wcześnie, ubrała się, zrobiła sobie kakao przed wyjściem do szkoły.

Trochę dziwny zabieg na otwarciu. Jest poprawnie, ale nie najlepiej to brzmi. Proponuję zwyczajnie;

“(…) zrobiła sobie kakao i wyszła do szkoły.”

 

dziewczynką o jasnych włosach, spinanych często w warkoczyki.

Też dziwnie. Ładniej byłoby; “które często spinała w warkoczyki”.

 

bułkę z dżemem śliwkowym. Przejrzała

Tutaj przez przypadek podzieliłeś zdanie na pół.

 

grach, w które lubiły grać 

W grę zazwyczaj się gra, więc opcja “grach, które lubiły” zupełnie by wystarczyła.

 

“Dziwny jesteś, Arielu. Muszę już iść do szkoły, bo się spóźnię na matematykę. Nauczycielka tego nie lubi” 

Ach tak, czyli wtedy na początku, jeszcze nie wyszła. Początek jest więc trochę mylący, do tego ten opis słońca i kasztanowca. Przeredaguj to może jakoś wtedy, podkreśl na wstępie, że dopiero zbiera się do wyjścia, czy coś.

 

“Acha!” 

Ten wykrzyknik piszemy przez samo “h”.

 

Bardzo prosta, ale urokliwa opowieść. Koncept z wirtualnym bytem (samoświadomym, czy też nie), który w przedziwny sposób przyjmuje rolę anioła stróża małej dziewczynki? Ma to spory potencjał, również w formie szorta. Jakiś taki również, prawda, znak czasów. 

 Myślę, że Twój debiut można traktować jako udany. Zastanów się nad moimi uwagami, poczekaj na komentarze i sugestie następnych czytelników, dodaj może gdzieniegdzie coś jeszcze od siebie, i będzie to naprawdę, naprawdę dobra opowiastka.

 

Pozdrawiam Cię serdecznie!!!

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Semrau

 

MOJE USZANOWANIE! Nie chwaląc się, dostałem tekst przedpremierowo coolcoolcool, ale przedstawię jeszcze na forum swoje zdanie.

 

Warsztatowo jest dobrze, dobrze, coraz lepiej. Przychylę się jedynie do dwóch zarzutów Marszawy, mianowicie parę zdań tłumaczy już jasne dla czytelnika kwestie, co nieco spowalnia akcję, no i czasami zdarzają się te powtórzenia. 

Przejdźmy do treści. Najbardziej podoba mi się chyba sam koncept, pomysł, i to, jak został przeprowadzony. Wyodrębnienie z bitwy konkretnego rycerza, konkretnych zmagań, konkretnych fatyg i równie konkretnej śmierci łączy historię wielką z historią małą, bieg dziejów splata się z jestestwem jednego człowieka. Pomijając aspekt symboliczny, duchowy wręcz, zwyczajnie dobrze się to czyta. Ten bitewny, a raczej pojedynkowy kęs z tej uczty, dobrze jawi się jako odrębne danie główne. Takie małe, ale pyszne, drogie, finezyjne, dobrze wyeksponowane, które podają na dużym talerzu w wykwintnej restauracji. Oś zdarzeń prosta, czytelna, i przez swą naturę dynamiczna. Akcje wytworzyłeś wartką, niepewną, trzymającą w napięciu, mimo pewnych zwolnień. Opisy bezpośredniego otoczenia walki i świata przedstawionego oszczędne, czego nie lubię, ale w takowej formie tekstu, jaka jest, jak najbardziej wystarczają. O bogatym języku nie muszę wspominać. Świetnym jest, że z dobrze Ci znanej nomenklatury rekonstrukcyjno-militarnej czerpiesz garściami, i umieszczasz te wszystkie jelce i wypady. Z chęcią przeczytałbym więcej naparzanki Twego pióra, więc bierz się do roboty!

 

Marszawa

 

Mokry kurz? :D

PRZEPRASZAM BARDZO, KURZ NIE MOŻE ZMOKNĄĆ?

 

Pozdrawiam Was serdecznie!heart

 

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

MichaelBullfinich

 

Umknęła mi Twoja odpowiedź!

 

To jest sedno problemu. Nasz bohater bije się z myślami co o tym sądzić. Boi się odwiedzić brata, bo nie może zrozumieć dlaczego to zrobił, boi się jego czynu i tego kim teraz jest. A z drugiej strony to jego brat. Nazywa go mordercą, bo brat nim jest, zastrzelił innego mężczyznę z zimną krwią. To fakt, którego nasz bohater nie może zrozumieć. 

Wszystko rozumiem, tylko tekst sugeruje nam z drugiej strony, że zabójstwo popełnił w afekcie. A nawet, jeśli nie był to afekt, to na zimną krew to nie wygląda. Jaka była więc Twoja wizja na ten element pod tym konkretnym kątem? 

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Bruce

 

Pozdrawiam Was. smiley

Również pozdrawiamheart

 

Marzanie, ja bym umarła ze strachu… Jednak oglądanie horrorów od niepamiętnych czasów ma swoje konsekwencje… laugh

Lasy są cudowne, nawet te nawiedzone. Pod takie aktywności najlepiej podpadają lasy odludne, gdyż, cytując klasyka, żywych trzeba się bać, nie zmarłych:D

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

marzan

 

Ale z polityką to żart był laugh

UFFF

 

Zależy, w jakim środowisku się obracamy. Stąd pewnie jedne osoby odczytają kontekst i będą czuły atmosferę zbiorowej “śmiechawki”, inne nie.

Też prawda. Ja akurat ze zjawiskiem spotykam się dość często, i widok jest co najmniej przykry. Żałosny, w klasycznym tego słowa znaczeniu, bez cienia szyderstwa.

 

Przypomniałem sobie, jak kiedyś w opowiadaniu Ambush bohater zabłąkał się zimą w lesie, co symbolizowało jego śmierć. Zupełnie tego nie zrozumiałem, bo las jest dla mnie naturalnym miejscem do nocowania. więc dopytywałem się, dlaczego tak urwała wątek :)

Ciekawa sprawa. Pamiętasz może, jak nazywało się to opowiadanie? Z chęcią bym przeczytał.

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

marzan

 

Wydaje mi się, że gdyby lepiej osadzić początek w realiach społecznych, to dobrze wybrzmiałaby myśl, którą poczułem wyraźnie dopiero wpisie OldGuard; ci ludzie przyszli specjalnie, żeby się pośmiać, ponieważ być może nie mają już do tego okazji. Może to jakiś oczyszczający rytuał, więc dowcipy mogą być czerstwe, równie dobrze mógłby wyznaczać je śmiech puszczany z taśmy. Widzowie śmieją się z czegokolwiek, bo specjalnie tam przyszli i zapłacili, więc trzeba się bawić.

Ciekawe ruminacje, zapewne również poprawne, jednak nie do końca się z Tobą zgodzę. Opowiadanie nie jest o widowni, a stricte o artyście. Dodatkowe wątki, zwłaszcza te wznioślejsze, zabagniłyby, rozmydliły wydźwięk. Sprawa ze śmiechem, jako rytuale, jest prawdziwa, mnóstwo ludzi daje upust beznadziei w ten właśnie sposób. Często przybiera to właśnie formę masowej śmiechawy, a jeszcze częściej sam obiekt tego poruszenia jest zwyczajnie denny i bezpłciowy. Zjawisko to jednak jest tak powszechne, że pisanie o nim w tle tego szorta, mijałoby się z celem. Propozycji osadzenia tego wszystkiego jeszcze w jakichś tam konkretnych realiach politycznych, nawet nie skomentuję. 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

To słowo jest podkreślone, ponieważ to neologizm nazewniczy. Kursywa pełni tu rolę taką, że ja to słowo wymyśliłem w tym kontekście – na potrzeby nazwania projektora. W takim momencie dobrze jest to zaznaczyć, najczęściej robi się to kursywą. 

Hm, dalej nie czuje się przekonany. Ale cóż, twój tekst, twoje zasady. 

 

Ten oksymoron tutaj specjalnie? W amoku z zimną krwią?

Tak.

No cóż, w takim razie sugeruje nam to jakiś konflikt interpretacyjno-moralny w głowie bohatera, który od razu zostaje ucięty stwierdzeniem, że brat to nie brat, a morderca. Jaki jest właściwie stosunek artysty do brata siedzącego w kiciu? Bo w sumie, nie zostało nam to jednoznacznie przedstawione. Są poszlaki, ale poszlaki te sobie przeczą. A może tak jest lepiej? Sam nie wiem.

 

Bardzo dziękuję za obszerną opinię i klika!

Pozdrawiam!

Nie ma za co, czytanie było przyjemnością. Również pozdrawiam!!!

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie!

 

W półmroku sali pulsowały tysiące punktów światła – opaski neuronowe widzów, przypominające stado uśpionych świetlików.

Coś mi zgrzyta (jak zwykle zresztą w otwierających zdaniach). Zrobiłbym tak;

“W półmroku sali pulsowały tysiące punktowych światełek – opaski neuronowe widzów, migoczące jak stada odpoczywających po figlach świetlików”.

Wiem, trochę grafomania. Ale cóż, świetliki nie świecą, gdy śpią, plus sam ten sen tutaj niezbyt mi pasuje. W końcu rzecz dzieje się na widowisku.

 

projektora Aura,

Bardzo nie lubię używania kursywy w tekstach. Nie wiem jak z poprawnością tego zabiegu, niech ktoś mnie douczy, ale moim zdaniem, proza to nie obraz. Twórca winien unikać graficznego wpływania na odbiór treści, również w kontekście wyróżniania pojęć/rzeczy. Pogrubienie, podkreślenie itp. to droga na skróty. 

 

Edit po przeczytaniu: słowo to nie odgrywa w tekście żadnej roli, toteż tym bardziej sugerowałbym jego odkursywowanie.

 

Tysiące gardeł skandowało pseudonim artysty, a rytmiczny okrzyk wstrząsnął fundamentami teatru.

Lekka niezgodność czasów, zmień może na “trząsł”. Rytm też wtedy jakoś lepiej. 

 

Ten sam, który w amoku miłości zamienionej w przekleństwo, zabił obcego faceta z zimną krwią.

Ten oksymoron tutaj specjalnie? W amoku z zimną krwią?

 

Co do warsztatu, to wszystko inne na moje jest w porządku. Język zgrabny, zabiegi wyważone, nic nie przynudza, nic nie odciąga. Chyba trafiłeś w złoty środek. Szort całościowo jak najbardziej udany, a forma, o której wspomniałeś na wstępie, wpada przyjemnie w tryby umysłu. Do tego wtóruje wybornie temu całemu przenikaniu się warstw, które to urzekło mnie najbardziej. Scena z keczupem na końcu genialna, niby groteska, a jednak istny retrospektywny koszmar. Z jednej strony keczupowa transcendencja dobra na pierwszy lepszy szort, z drugiej plastyczne ukazanie stanów granicznych i przytłoczenia rzeczywistością. 

 

Klikam do biblioteki, pozdrawiam serdecznie!!!

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie!

 

w naszym małym przytulnym gniazdku.

Przecinek zjedzony.

 

A jednak okazały się prawdą.

Krótsza forma mi tutaj jakoś nie gra. Dołożyłbym “one być”.

 

Dobrze się czytało, nawet z jakimś tam napięciem, mimo krótkości. Podoba mi się maniera, z jaką budujesz zdania. Co do fabułki, to rozumiem zamysł (a przynajmniej taką mam nadzieję), ale mam wątpliwości, czy zakończenie tutaj spracowało. Ani jest zarysowana tendencyjnie, ze wskazaniem na potencjalną antagonistkę, co przy tym zakończeniu, jakie dostaliśmy, rodzi pewne problemy. Dobra, załóżmy, że bliźniaczki stały się jedną osobą. Mogło do tego dojść w różnych konfiguracjach transcendencji, ale tekst wyraźnie wskazuje nam, że inicjatorką tej draki była jednostronnie Ani. I z tego wynika właśnie garść dziur, których nie sposób przykryć wymówkami o niedomówieniach czy interpretacji. Emi zaprasza siostrę, co wskazuje nam, że są w dobrych stosunkach. Cóż, w końcu bliźniaczki. Dlaczego Ani chciałaby narzucić siostrze fuzję dusz? To trochę niegrzeczne. Nikt nie zauważył też zniknięcia Emi, mimo iż, piastuje znaczące stanowisko. No i po co Ani miałaby się łączyć z siostrą w jedną osobę? Im nas więcej, tym weselej. 

 

Podsumowując, za dużo spraw, za mało kaw. A tłumacząc na polski; za dużo pytań, za mało odpowiedzi. Same niedopowiedzenia, które się pojawiły, mimo iż, dziwne, nie są same w sobie złe, jednak forma szorta nie pozwoliła im należycie wybrzmieć, dojrzeć, i rozkwitnąć. Problem tutaj to nie to, co jest, a to, czego brakuje. Kontynuacja w której Ani-Emi znika, a facet próbuje odkryć tę całą czarną magię, mogłaby odkupić Twoje grzechy.

 

Pozdrawiam, i czekam na “Bliźniaczki Bis”. 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

StaryScislaka 

 

Przepraszam Cię najmocniej za zniknięcie. Sprawy wokół mnie mnożą się, nie wszystko mogę robić, jak należy. 

Ze spraw technicznych to pododawaj wszędzie pauzy do dialogów, i przeczytaj tekst raz jeszcze, bo miejscami widać, że się zgubiłeś przy poprawianiu zdań; czasem czegoś brakuje, czasem jest coś, czego nie powinno być. Ogólnie nad tekstem bym jeszcze popracował. Dialogi wypadły moim zdaniem drętwo. 

Bardzo spodobało mi się to fikcyjne państwo, i ciekawy, dystopijny anturaż, który może z jednej strony jest już trochę oklepany, to jednak ty ugryzłeś ten komunizm z ciekawej strony (fuzja NRD, Czechosłowacji i Polskie nie jest taka oczywista dla laika, a z drugiej strony, wypada całkiem logicznie). Cieszy też bogate słownictwo, jednak największą, moim zdaniem, zaletą tekstu, są przemyślenia narratora. Masz dryg do ruminacji, i przedstawiasz swoje refleksje w bardzo ludzki, przystępny, a przede wszystkim klarownym sposób. Warto byś skupił się na tym w przyszłości, i z tego talentu starał się wyciągać możliwie jak najwięcej.

 

Pozdrawiam serdecznie!!!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie!

 

Napisałem ogromną recenzję, i przy wstawianiu mi ją usunęło. Zaraz mnie szlag jasny trafi. Teraz muszę już wychodzić z domu, więc zajrzę później.

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

To ja majestatycznie dziękuję za pofatygowanie mnie! Współpraca była przyjemnością.

Wiele się, przyznam, nie dołożyłem, tekst trafił do mnie już pod postacią nad wyraz smaczną. Cóż więcej mogę powiedzieć? Niech każdy sam przeczyta.

 

Jeszcze raz pragnę pochwalić, tym razem na forum, bardzo oryginalną formę (z naciskiem na samą budowę), która od razu, gdy tekst ten ujrzałem, skojarzyła mi się z surowymi, eksperymentalnymi, ale też niewątpliwie wizyjnymi dziełami dawnych klasyków science fiction. Na pewno uderzyłeś w czułe struny, mam nadzieję, że starszych użytkowników przyjemnie otuli nostalgia. Rzecz tyczy się również przedstawionego w tekście łańcucha dowodzenia i opisanych funkcji. Surowa, szorstko zarysowana, ale niemalże archetypiczna sprawa. Tutaj więcej nic nie mówię, bo nie chcę spojlerować. Warto jeszcze dodać, że sama akcja, mimo że prostolinijna i nieprzesadnie długa, potrafi zaskoczyć, a karty odkrywają się powoli, do samego praktycznie końca. Nie wszystkie oczywiście, ale to tylko kolejny pazur tego dzieła. 

 

Pozdrawiam serdecznie!!! 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

MichaelBullfinich no właśnie mi się nie udało:(( Ale tak, jak mówisz, planuję jutro, pojutrze wrzucić na ostatku. Im więcej tekstów tym lepiej, zwłaszcza, że taka przyjemna tematyka!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

MichaelBullfinich

 

14 marca? Coś pięknego. Dzięki za odpowiedź! Już nie będę dalej żebrał, termin ostateczny, terminem ostatecznym. 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

!!! JAKO PIERWSZY UDERZĘ W DZWON O PRZEDŁUŻENIE TERMINU !!!

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Semrau 

 

Poprawkami się zajmę,

 

Cieszę się, że mogłem pomóc!

 

co do kontekstu to postaram się jeszcze co nieco powrzucać, żeby nieco przybliżyć charakter bohaterów i ogólny zarys świata.

Ooo, byłoby super! (Mimo, iż nie chwaląc się, świat ten znamcool No, ale inni na pewno za kontekst Tobie podziękują.)

 

Jeśli chodzi o pyskówkę, czy rękoczyny, to niestety z racji dość poczciwej natury Garfiela nie wchodzą one w grę, ale o tym da się przekonać na łamach całej książki.

Ajaj, no cóż. Z zamysłem twórcy nie wygrasz!

 

Jak Bóg pozwoli to kolejne fragmenty, które ewentualnie zamieszczę, będą lepiej doszlifowane.

Czekamy!

 

POZDRAWIAM SERDECZNIEangel

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

MOJE USZANOWANIE 

 

Debiutu nie pogratuluję, gdyż żaden z Ciebie debiutant, tylko stary pisarzyna, dziadek literacki wręcz. A zatem;

 

Nie pamiętam tych widełek, ale 7k znaków to chyba jeszcze szort. Jak, źle mówię, niech mnie ktoś poprawi.

 

Garfiel, który już do pewnego stopnia zaczął na piciu polegać w swym codziennym życiu, patrzył jak jego kompan, który to jakiś czas temu przedstawił mu owe cudowne rozwiązanie, na męczący go od tygodni problem, tak jak i on próbuje teraz zalewać smutki, ale osiąga zgoła odmienny efekt.

Dużo powtórzeń, zaś sam początek drugiego akapitu wygląda bliźniaczo w stosunku do otwarcia pierwszego. Końcówka trochę niezgrabna, jest natłok informacji na krótkim odcinku tekstu. Moja propozycja;

 

“Garfiel zaczął do pewnego stopnia polegać na piciu w swym codziennym życiu. Owe cudowne rozwiązanie na każdy problem przedstawił mu pewnego razu właśnie jego kompan, który teraz siedział obok niego również próbując zalewać smutki. Efekt osiągał on jednak zgoła odmienny.”

 

Skoczna muzyka, która przygrywała z drugiej strony wyraźnie kontrastowała z białym obliczem At Avarusa, którego uśmiech żadną miarą nie mógł wywrócić się do góry.

Nie wiem, czy to błąd, raczej nie, ale ta muzyka kontrastująca bezpośrednio z obliczemm trochę mi zgrzyta. A co do uśmiechu, to słowo to niepotrzebnie tutaj padło, skoro zdanie wskazuje na tegoż uśmiechu brak. Jeszcze przydałoby się nieco podkręcić te zgorzknienie bohatera. Przeredagowałbym tak;

 

“Wesoły ton skocznej muzyki, która przygrywała z drugiej strony, kontrastował wyraźnie z bladym, marsowym obliczem At Avarusa, którego kąciki ust za żadne skarby świata nie chciały unieść się do góry.”

 

– Widzi pan, jeszcze do niedawna w moim rodzinnym mieście żyły syreny. – Powiedział niespeszony brakiem zainteresowania ze strony kolegi.

Przydługie to didaskalium. Zrób może tak;

 

(…) syreny. – Kontynuował niespeszony postawą kolegi.

 

– Widzi pan, jeszcze do niedawna w moim rodzinnym mieście żyły syreny. – Powiedział niespeszony brakiem zainteresowania ze strony kolegi.

Tu też Beelz pierwszy raz od jakiegoś czasu wykazał zainteresowanie. Nie zmieniając pozycji wbił spojrzenie w chłopaka i uważnie mu się przyjrzał.

Powtórzenie, a do tego zmiana jego postawy nie została dobrze nakreślona. Ogólnie sprzęgnąłbym to jeszcze jakoś bardziej z dialogiem. Czyli uznaj moją poprzednią propozycję za niebyłą, bo całokształt proponowałbym taki;

 

– Bo widzi pan. – Kontynuował niespeszony postawą kolegi. – Jeszcze do niedawna w moim rodzinnym mieście żyły syreny.

Beelzowi drgnęła głowa. Podniósł wzrok z blatu i zaczął uważnie lustrować chłopaka. Minę dalej miał srogą, ale jego gadzie oczy płonęły płomieniem fascynacji. Widać pierwszy raz tego wieczoru coś szczerze go zainteresowało. Odłożył naczynie i z lekka nachylił się nad stołem.

– Niemożliwe. Atowie wybili całe to nieludzkie ścierwo zaraz po tym, jak tu przybyli.

 

Wywaliłem dwie rzeczy, już mówię dlaczego. Informacja o tym, że nie zmienił pozycji jest tutaj zbędna, zaś fakt, że Beelza zaintrygowało, wynika już z całości fragmentu.

 

– Nie całe. Ja już tego nie pamiętam, ale w mojej rodzinnej miejscowości jeszcze nieco ponad dekadę temu żyło wiele syren. – Mówił Garfiel plącząc niekiedy słowa, ale za każdym razem szybko się poprawiając

Błędu nie ma, ale jakoś zgrzyta. Nie wiem czemu. Zmień może na;

 

– Mówił Garfiel plącząc czasem słowa, jednak szybko się poprawiał

 

Sam nie wiem, nawet moja wersja mi zgrzyta xddd. Może w ogóle wywal to o poprawianiu? Wiem, co miałeś na myśli pisząc to , ale nie mam pomysłu jak zrobić wersję która by to oddawała i jednocześnie nie zakłócała w tym miejscu płynności. 

 

Podobnie zresztą robili ludzie unikali ich.

Tu chyba zjadłeś myślnik lub przecinek.

 

Beelz teraz już z nieukrywaną ciekawością usadowił się nieco wygodniej na krześle i założył rękę na rękę, jednocześnie jeszcze się trochę przysuwając.

Kolejność czynności do poprawy. W sumie to “usadowił” można wyrzucić, bo w końcu on cały czas siedzi, do tego za dużo orzeczeń by było. No ale może zostać, jak już wolisz. Moja propozycja;

 

Beelz, nie ukrywając już swojej ciekawości, przysunął się nieco bliżej. Usadowiwszy się wygodniej w fotelu skrzyżował ręce na piersiach.

 

– Powiedział Beelz bardziej do siebie niż do Garfiela, po czym odchylił się na siedzeniu.

Powtórzenie imienia. Można wyciąć. 

 

Tak, tak panie At Avarus. – Odparł roztargnionym głosem Varnan.

Zmień na “odrzekł”, to nie kłótnia.

 

. W śpiewie tym natomiast rozkochał się mój stryj, który codziennie szedł nad rzekę i przysłuchiwał się syrenom, które nazywał rzecznymi damami.

To “natomiast” tutaj jest bez sensu. Usuń lub wstaw tam “właśnie”

 

Te rzeczne damy zawsze trzymały się na dystans, gdy tylko ktoś zbliżał się do brzegu, albo przechodził przez most, to te do niego podpływały i przyglądały mu się, przysłuchiwały.

Logicznie trochę to błądzi. Ponadto tego olbrzyma podzieliłbym na mniejsze zdania i zgoła pdrasował;

 

Te rzeczne damy zawsze trzymały się na dystans. Gdy tylko ktoś zbliżał się do brzegu, lub przechodził przez most, chowały się w szuwarach. Z moim stryjem było jednak inaczej; Podpływały i przyglądały mu się, słuchając, jak gra.

 

Zatrzymał się na chwilę, by przetrzeć nos i podnieść jeszcze raz kufel. Ta pauza wyraźnie zirytowała serpenta siedzącego naprzeciw, który nic nie powiedział, tylko nerwowo pstryknął stawami.

==> Przerwał, by przetrzeć nos i raz jeszcze podnieść kufel. Nagła pauza zirytowała siedzącego naprzeciw serpenta, który z niecierpliwości zaczął aż pstrykać stawami. 

 

Okazało się, że stryj nie był tak dobrym śpiewakiem, jak mu się wydawało, a jego rzeczne damy nie były mu szczególnie wdzięczne za dotrzymywanie czasu.

==> Towarzystwa.

 

Beelz pobujał się chwilę na krześle, po czym podniósł głowę i spojrzał z zamyśleniem w sufit. Na jego twarzy malował się duży, wredny uśmiech. Mężczyzna po chwili lekko parsknął i zwrócił się do Garfiela.

To “mężczyzna” zbędne, psuje rytm.

 

Odparł Garfiel, którego pogodny nastrój nieco przygasł, gdzieś w połowie opowieści, a dość osobliwa reakcja na wieść o śmierci jego krewniaka nie do końca pomogła mu odzyskać dobry humor.

==> jeszcze pogorszyła jego humor.

 

Beelz dopił ostatni, mały łyk i z wrednym uśmieszkiem rozejrzał się dookoła. Opowieść o śpiewaku ewidentnie poprawiła mu humor, ale tak samo jak dobry nastrój do niego przyszedł, tak samo, a może nawet szybciej, owy huraoptymizm go opuścił, pozostawiając go raz jeszcze zgorzkniałym. Jego uśmieszek nie zanikł całkowicie i nie od razu. Powoli przemieniał się w grymas niezadowolenia, pozostawiając jego bladą twarz pochmurną. Ta drastyczna i w zasadzie dość dziwna zmiana w wyrazie twarzy rudego serpenta, nie umknęła Garfielowi, którego zdrowe zmysły jeszcze nie opuściły mimo dobrych paru kolejek.

Pan wybaczy, Panie Von Samplau, ale w tym fragmencie dzieje się jakieś absolutne trünzledage. No, ale spróbujmy;

 

Beelz dopił ostatni, mały łyk i z wrednym uśmieszkiem rozejrzał się dookoła. Opowieść o stryju-śpiewaku ewidentine poprawiła mu humor, ale cóż, nic nie trwa wiecznie. Mina w końcu zaczęła mu znów tężeć, i to w takim nie tempie, że krótką chwilę później, po junackim nastroju serpenta, nie było nawet śladu. Sam uśmieszek nie znikł jednak od razu, o nie! Przemieniał się on, wykrzywiał, by wreszcie ozdobić, w nowej, przedziwnej odsłonie, jego bladą, znów zgorzkniąłą mordę. Te mimiczne akrobacje straszące zza kosmyków rudej czupryny, nie umknęły uwadze Garfiela, który ciągle zachowywał czujność mimo wielu kolejek za sobą.

 

Opowieść o stryju i syrenach wspaniała, wyczuwam głębię, choć na ścisłą interpretację nas nie naprowadziłeś. Fabularnie rzecz ujmując, przedstawiona scena nie jest wyodrębniona jakoś brutalnie, nie trzeba znać całego kontekstu, by ją enjoyować, ale sugerowałbym dodać/dokleić jeszcze coś na końcu. Jaką konkluzję, lub pyskówkę bohaterów na przykład. Może jakieś filozofowanie? Rękoczyny też mile widziane.

 

SŁODKICH SNÓW! 

 

 

 

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Faktycznie! To żeśmy się dogadali:DD Nie wiem czy coś mam z głową, ale przysiągłbym, że jak to sprawdziłem po Twojej uwadze widziałem “opacznie”. Dramat… Już lecę poprawić.

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Tak. “Opatrzny” znaczy “ostrożny, dbały, wynikający z opatrzności” (dziś niemal wyłącznie “nieopatrzny”). “Opaczny” to “przeciwny do typowego, pożądanego, właściwego”.

No, czyli w tamtym zdaniu użyłem właściwego słowa.

 

Przy okazji, jak widzisz, nie stawiałbym tu przecinka przed “przez”. W tym przypadku istnieje odrobina swobody autorskiej, ale moim zdaniem “przez serca żale” to zwykły okolicznik przyczyny wiążący się z “cofnął”, niemający cech dopowiedzenia. Zresztą to zdanie ma już sporo przecinków i ten dodatkowy raczej utrudnia odczytanie składni.

Faktycznie! Nie wiem, czemu przed tymi żalami wstawiłem przecinek. Dzięki, już poprawiam. 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Napiszę raczej tylko, że sam mocno boję się zmian i nieprzewidywalności, ale tym bardziej staram się doceniać racjonalny ogląd i systematyczne poznanie świata.

Masz prawo!

 

To trochę złożone pytanie. Rymy, których współbrzmienie pochodzi wyłącznie z końcówki gramatycznej, są uważane za uchybienie, mogą się trafić pojedyncze w długim poemacie. Takie, w których końcówki też są składniowo takie same, ale współbrzmienie zachodzi na rdzeń, moim zdaniem nie są wadą tekstu, aczkolwiek niektórzy uważają je za mało kunsztowne. Tak czy inaczej nie jest to zagadnienie centralne dla współczesnej poezji polskiej, w której samo rymowanie pojawia się rzadko.

Dziękuje za wyjaśnienie!

 

Pewne, ponieważ zgodność samogłoski akcentowanej jest warunkiem koniecznym dla zaistnienia rymu.

Kurka rurka…

 

“Patrzymy czule więc”.

Czyli zmienić na tę wersję?

Tak proponowałem.

Zaraz tak zrobię!

 

Przy okazji: nie wiem, czy zauważyłeś mój komentarz do wersu “Wróci, wznowi bieg”.

Pominąłem, teraz spostrzegłem. Brzmi faktycznie lepiej, ale to byłaby zbyt duża ingerencja, która dodatkowo zmieniałaby, jak wspomniałeś, wątpliwy sens.

 

Przecież jak pływa, to używa tych łapek jako tylnych płetw? Właśnie, może “łapką”. Nawet jeśli “stopa” jest określeniem najpoprawniejszym w sensie zootechnicznym (tego nie wiem, ale zakładam, że Ty sprawdzałeś), to moim zdaniem nie pasuje do języka poetyckiego w kontekście ptaka, a “stópka” jeszcze gorzej. To trudno zobiektywizować, raczej kwestia wyczucia języka.

Może zmienie na tę łapkę. Ale to już pachnie ssakami:))

 

Zaznaczam błąd w przysłówku, nie żeby się czepiać, ale skoro już rozmawiamy o poprawności językowej…

Jaki błąd? “Opacznie”?

 

gdybyś to przepisał prozą “mózg tego ptaka wykazuje zmiany organiczne, naraża na śmierć”, nie mielibyśmy większych wątpliwości, że bez dopisku “co go” zdanie wypada nieszczęśliwie.

ugh

 

W zapisie dialogów tworzy się je dosyć typowo:

Babcia powiedziała:

– Chodźcie na obiad.

Tak, tak, ale tutaj nie myślałem o dialogu. Bardziej jako takie pauzie, coś jak;

 

Ten to dopiero wariat – pomalował psa na niebiesko. 

 

Naprawdę się cieszę, że doceniasz mój przegląd, pomimo że część uwag mogła zabrzmieć dość surowo. Ponownie, serdecznie pozdrawiam!

Nie ma najmniejszego problemu! Twoje komentarze są dla mnie bardzo edukacyjne, rozwijające. Plus uwielbiam dyskutować. Zamiast pozdrowień więc, czekam na Twoją replikę:D

 

 

 

 

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

bruce

 

Miałem na myśli koty domowe. Tygrysa demonizujcie, droga wolna;))

 

A, co do tych ostatnich – obejrzyj kilka odcinków “Kot z piekła rodem”. Zagryzienia jeszcze chyba tam nie było, chociaż… ;)))

Oglądało się, oglądało. Ale też z własnego doświadczenia poznałem koty z charakterem. Zdarzają się kociska grube, muskularne, lub zgoła ogromne. Takie często nie dają sobie w kaszę dmuchać! Zwłaszcza, jak na ich drodze stają krnąbrne dzieci, no, gówniaki zgoła, przy których taki kocur wygląda jednak, jak ten tygrys. Może pacnąć, chapnąć, ba, zaszarżować nawet!

 

Ale i tak kochamy je wszystkie!!!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Finkla 

 

Masz na pewno słuszność, ale owe zmiane nie mogą w tym układzie trwać wiecznie. Ja zmiany w nauce widzę jako doskonalenie, właśnie dla uzyskania pewności, a nie dla zmian samych w sobie.

 

Ślimak Zagłady

 

Cześć! Dziękuje bardzo za odwiedziny i komentarz! heart

 

To doskonały podkład do opowiedzenia o tym, że istotne znaczenie sceny dla świadomego odbiorcy wykracza poza jej materialistyczny opis, tak jak Tatry są czymś więcej niż zwałem wapieni i granodiorytów.

Niezwykle trafnie zinterpretowałeś moje motywy!

 

Jednak istotna treść reszty wiersza to oskarżenie rzucone przeciw nauce i naukowcom: o kwestionowanie indywidualności i godności jednostki (“dla niej jesteś ściek”), o przyjmowanie dogmatów zamiast weryfikowania hipotez (“na pewność skazani”), o oszukiwanie laików.

To prawda, ale spokojnie, z moimi poglądami nie trzeba się zgadzać. Ba, taki stan byłby wręcz dla mnie nienaturalny! 

 

, że podmiot liryczny nie przejął się naprawdę jego losem, lecz wykorzystał go jako pretekst do wylania jakichś absurdalnych żalów.

Może masz rację, wyszło zbyt dosadnie, i przez to podmiot liryczny słabo mi się ukształtował. O jego przemianie, którą miałem z tyłu głowy, nie wspominając – po prostu jej nie widać. 

 

– …dziewczyna duby smalone bredzi,

a gmin rozumowi bluźni.

– Dziewczyna czuje – odpowiadam skromnie –

a gawiedź wierzy głęboko.

Czucie i wiara silniej mówią do mnie

niż mędrca szkiełko i oko.

Oj, do mocnej konfrontacji mnie wystawiłeś. Chyba się przed wieszczem nie obronię:DDD Zwłaszcza, że jest w mojej absolutnej topce poetów (wiem, bardzo oryginalnie). 

 

Który wypada lepiej i wiarygodniej – ten, co staje w obronie, czy ten, co napada?

Hmm, potężne pytanie, wręcz pytanie pierwotne, podyskutowałbym, ale z marszu odpowiem, że to co się broni. Wynika tak chyba już z ludzkiej natury. Ale swoje pozycje określiłbym bardziej jako kontratakcool

 

Wiele jest gramatycznych (“zębami – zwojami”, “mierzymy – zliczymy”, te wszystkie na “-anie”…), inne bardzo niedokładne (np. “prawej – strasznej”

Możne takie stosować, czy jest to błąd?

 

“dotknąłeś” nie rymuje się tu w ogóle).

To pewne, czy po prostu źle brzmi? Jeśli to pierwsze, to będę musiał jakoś to poprawić.

 

“Patrzymy czule więc”.

Czyli zmienić na tę wersję?

 

Znów dość wyraźne obciążenie toku przed średniówką, bo przecież akcentuje się “do gór”, nie “do gór”. Jednak nie jestem pewien, czy “w góry” byłoby zmianą na lepsze.

To jest ciekawa sprawa! Chciałem dać “w góry” ale uznałem, że może przed odbiorcą wyglądać to tak, jakby akcja działa się w górach, i pingwin już przez owe góry szedł. Tym “do gór” chciałem podkreślić celowość jego marszu, a także nieosiągalność celu.

 

To jest 6+5. Z kolei słyszę po lewej mądralę

Cóż, tego już nie będe zmieniał chyba. To “nosi” zbyt mi się tutaj podoba.

 

To jest 6+5, a stópka pingwina budzi we mnie nieokreślony lęk egzystencjalny.

CZEMU?crying

 

“Bo życia płetwą błoniastą dotknąłeś”.

Miałem z tym problemy natury anatomicznej, ale tutaj już wchodzi bezlitosna biologia. Płetwy nie mogą być błoniaste, plus służą ona pingwinowi do pływania (jego przekształcone skrzydła). Co zaś się tyczy marszu, to pingwin chodzi właśnie na stopach. Wiem, dziwnie to brzmi w przypadku ptaka, ale tak mi research powiedział. 

 

ale wkradły się przypadkowe zwroty potoczne, jak “pingwinowanie” czy “nosi mądralę”. W tak krótkim utworze wydaje mi się to rażące; warto byłoby to wyrugować, a w zamian może postarać się sięgnąć po zwroty właściwe dla stylu naukowego.

Cóż, teraz już za późno, plus byłaby to już zbyt duża ingerencja we wiersz. Ale dziękuje bardzo za tę uwagę! W przyszłość będe starał się być wierniejszy zasadzie decorum. 

 

Ależ zwój nie służy do mierzenia, to bardzo niezręczna metafora…

Być może, ale to mierzenie użyłem bardziej w znaczeniu sensu largo, jako określanie/pojmowanie, nie w znaczeniu linijkowym.

 

“Choćby go cofnął kto”…

O, i to zaraz zmienię!

 

Może raczej “wyniku”, to chyba lepiej oddaje sens myśli?

Sam nie wiem… Pomyślę.

 

Lecz, po śmierć swą idąc, naprawdę żyłeś.

“Lecz po śmierć idąc swą”… – Albo dać “Lecz po swą śmierć” i wtedy bardzo silny akcent na czwartej sylabie pozwala przeskoczyć średniówkę.

Może przykład twój natchnie myśli czyjeś,

Tutaj obciążenie toku przed średniówką jest kompletnie niepotrzebne, “może twój przykład” to i tak naturalniejsza składnia.

O, to pominąłem. Zastanowię się, ale moja wersja (mimo zauważaonej ułomności) ma w sobie jakąś, nie wiem, pradawność. Przeczytałem te dwa wersy z Twoją korektą, i jakoś mi nie siadły. Ich chyba nie zmienię, nie wiem, mam nauczkę na przyszłość, by to wszystko bardziej dopracowywać na bieżąco pod kątem technicznym, gdy wiersz tworzę.

 

“Forować” znaczy “zapewniać komu niesprawiedliwą przewagę” (lub, mocno archaicznie, “wypędzać kogo”) i w ogóle nie łączy się z celownikiem.

Na SJP przeczytałem, że to znaczy “popierać”. Cóż, popierać też może być niejasne, może opacznie je zrozumiałem w tym kontekście, jako popieranie obiektywne, dystansowe. 

 

Może lepiej “naturze”, personifikowanie biologii wypada tu cokolwiek ekscentrycznie.

Tu się nie zgodzę. Być “miłym naturze” wypadłoby zbyt ogólnie, a do tego wręcz, w moim odczuciu, błaho. Owa biologia tutaj nie dość, że precyzuje, plasuje sens właśnie w okolicach biologii/anatomii, wskazuje na wiodącą rolą instynktu, to jeszcze podkręca “naukowy” akcent we wierszu. Akcent, który chyba, średnio mi finalnie wyszedł.

 

nie można powiedzieć “krzyk znaczy ból” w sensie “świadczy o bólu”.

Tu mnie zaskoczyłeś:0

 

Mózg ptaka w sidłach choroby jest strasznej,

Na śmierć naraża.

Nieszczęśliwe wyrażenie, jak już, to przecież choroba naraża go na śmierć, a nie mózg.

Choroba psychiczna to nie aura wisząca nad pingiwnem, czy zły duch, tylko zmiany w mózgu, często fizyczne, obserwowalne zmiany w jego budowie, które mogą być permanente. Myślę, że można to naciągnąć (przynajmniej w poezji) i stwierdzić, że mózg naraża ptaka na śmierć. Wiem, jestem bezczelny.

 

Może dałbym dwukropek przed myślnikiem, żeby nikt się nie zastanawiał, skąd tu nagle jakiś gad, a może lepiej w ogóle to zmodyfikować.

To można takie kombinacje tworzyć? Myślałem, że ten myślnik właśnie mi zastąpił dwukropek.

 

Nijak nie mogę wymyślić, skąd tu jakiś “kawał błahości” i do czego ma się odnosić.

Nauka w swych korzeniach jest błaha, stąd ten kawał. Kwestia wizji, it’s a vision thing…angel

 

Na koniec parę drobiazgów interpunkcyjnych:

Badań, szacunków i reguł zwojami,

Świat ten mierzymy.

Ptaków orężem na lądzie straszliwym,

Instynkt i zgraja.

Mierzymy świat (czym?) zwojami reguł. Instynkt i zgraja [są] (czym?) orężem ptaków. Nie oddzielamy przecinkiem grupy orzeczenia od grupy dopełnienia, również w inwersji.

O, już poprawiam! To z piórami też.

 

Mam nadzieję, że udało mi się dokonać rzetelnej analizy, z której można będzie odnieść jakiś pożytek.

Bez wątpienia! Dziękuje Ci bardzo, że poświęciłeś na mnie czas, i zarazem bardzo mi pomogłeś!heartheartheart Do tego komentarza będę wracał w przyszłości, przy kolejnych poetyckich próbach. Dużo nowych zasad mi przedstawiłeś, o których nie miałem nawet pojęcia!

 

Pozdrawiam serdecznie!!!

 

 

 

 

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Wiem, wiem, ale projekt publikowania tej serii w odcinkowej formie tutaj całkowicie zarzuciłem, nie przyjęła się. Pracuje teraz nad pełnoprawną książką:DD

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Hmmm. Nie przemówiło do mnie.

:((( 

 

Pewnie głównie dlatego, że nie znam filmiku, o którym wspominasz. Jeszcze zjeżyło mnie to:

https://youtu.be/JxI8D1IN5eI?si=D-EDmXUBaE1VenBT

 

Proszę bardzo, jeden z editów!

 

No, dla mnie brzmi jak oksymoron.

Czy ja wiem? Nauka dąży do pewności, toteż naukowiec jest na nią skazany, a dokładniej skazany na jej wypracowywanie. 

 

Dziękuję za odwiedziny i komentarz!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Anet

 

trafić

Faktycznie, już poprawiam!

 

Przyjemnie się czytało :)

Bardzo mi miło! Dziękuje Ci za odwiedziny i komentarzheart

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

może uderzenia mikrometeorów w rakietę, ale skoro ich nie było to najwyraźniej tor nie przecinał ogonu pyłowego ;-)

O właśnie! O to chodziło! 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Bomba. Nastrojem przypomina księdza Bakę.

Wow, czuję się zaszczycony takim porównaniem! 

 

Może zamówię u Ciebie coś dla swojej powieści.

Jestem otwarty na współpracę! 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Nikolzollern 

 

Czo­łem. Je­stem z re­wi­zy­tą. 

Haha, dzięki! Miło tu jeszcze kogoś zobaczyć!

 

Mam niedosyt informacji o świecie i realiach, co nie pozwala zrozumieć miejsce bohatera w kontekście otaczającej rzeczywistości. Wyszło kinowo.

Wiesz co, to była tylko mała próbeczka Uniwersum, napisana do gazety. Ograniczała mnie wtedy pojemność, wszystko jest skrótowe. Jeśli masz ochotę na więcej, to zapraszam do części drugiej, czyli opowiadania “Predyktor i piraci”. Ogólnie pomysł z odcinkami zarzuciłem, bo teraz pracuje nad tą historią w ramach powstającej książki.

 

Brakuje mi czegoś, co by sugerowało, dlaczego ten świat jest taki a nie inny.

A propos! W owej kontynuacji, którą właśnie wspomniałem, jest trochę wyjaśnień względem świata. 

 

Nadałeś im charakter instytucjonalny. Rekieterat mnie dopiero rozbawił. Bandycki rektorat? Na czele stoi rekietektor? Mam nadzieję, że masz w głowie logicznie przemyślaną całość, która z czasem znajdzie swój wyraz.

Gwardia Dyrektorska to jeden z rodzajów Sił Zbrojnych Unii Technicznej, państwa, w którym dzieje się akcja. Z założenia są formacją elitarną, składają się z jednostek prestiżowych, paradnych, ale też najnowocześniejszych i najbardziej bitnych. W praktyce zajmują się też bezpieczeństwem wewnętrznym, są rozsiani po sektorach. Nie chcę używać tego porównania, ale historycznie patrząc najbliżej im chyba do SS. Co do samego rekietera, to upatrzyłem go sobie jako stopień wojskowy (tylko właśnie w GD występujący) pomiędzy pułkownikiem i generałem brygady. Zajmowałby się on jedynie koordynacją machiny gwardyjskiej bezpieki, oraz innych służb działających w tym polu, na obszarze podlegającym jurysdykcji jego rekieteratu. A rekieterat to po prostu biuro rekietera przy danej jednostce administracyjnej. Potocznie zwać też można sam ten obszar. Co do rodowodu nazwy, to uznałem, że po prostu słowo to zmieniło przez setki lat swoje znaczenie, i w czasach, w których dzieje się akcja, nie ma już wydźwięku stricte gangsterskiego (choć źródło i pewne podobieństwa są oczywiste) 

 

Po techniku dałbym akapit.

Już poprawiam.

 

Dziękuję Ci bardzo za komentarz!!!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Robercie, witam w klubie miłośników Uniwersum Wielkiej Rzeszy. Jeśli podejmiesz się napisania recenzji, dostaniesz pierwszy tom na papierze.

Cóż za zaszczyt! Żaden ze mnie jednak recenzent, co najwyżej krnąbrny komentator;))

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Nieźle prezentuje refleksję dzięki krótszym wersom.

Też tak myślę!

 

. Nie mam przekonania do tego, że motyw krytyki nauki to pojawia się, to znika, troszeczkę mnie to wybijało, czy chcesz głównie o tym, czy raczej o heroizmie

Coś w tym jest, obmyśliłem sobie podmiot liryczny jako naukowca, który pod wpływem pingwina zaczyna kwestionować dotychczasowy światopogląd, buntuje się wewnętrznie przeciwko nauce i własnym kolegom z branży. 

 

Niemniej, powiodło się przekazanie tych myśli, a każdy może wyłowić swoją myśl.

:DDD

 

A to wszystko przez pingwina, który postanowił sobie pobiegać laugh

W sumie, może i taka była jego intencja? Los samobójczego nielota z dokumentu pozostaje w końcu zagadką…

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

TheGuru

 

rakujący czas możesz zmieścić w trakcie snu lub medytacji… a pod koniec piszesz o dłużyźnie ;-)

Kurczę, coś w tym jest. Zwracam honor!

 

powiedzmy, że kometa i rakieta była na kursie kolizyjnym ;-)

Hmm, sprytnie, sprytnie. Ale wtedy przydałoby się większe show, jakieś barwy, jakieś spalanie, jakieś odpryski. Może i nawet kosmiczne turbulencje? 

 

– tak rozwinę wątek

Właśnie planuje się zabrać wkrótce za Twoje następne dzieła, które już widziałem w poczekalni. Sesja co prawda, mnie dręczy, ciężko z czasem, ale, jak już wspomniałem, seria “Cuiavia” całkiem, całkiem mnie zaintrygowała.

 

Zacząłem od tego, miało być krótkie opowiadanie z silnym wątkiem filozoficznym ale historia potoczyła się zupełnie nie w tą stronę, w którą planowałem. Rozrastała się o kolejne wątki.

Takie właśnie odniosłem wrażenie.

 

Włożyłem w to dużo pracy i szkoda mi było ją stracić, dlatego podzieliłem się nią jako osobnym opowiadaniem. Wasze uwagi pozwalają mi dopieścić formę, za co jestem BARDZO wdzięczny.

Masz rację, a ogrom pracy doceniam!

 

zapraszam, licząc na kolejną krytykę, do kolejnych fragmentów i głównego opowiadania, jako Kujawiak z pewnością znajdziesz odniesienia naszego regionu.

Po takim zaproszeniu, nie sposób odmówić!

 

Do zobaczenia! Pozdrawiam serdecznie!!!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Nikolzollern wybacz za spóźnienie, już jestem. 

Uwzględniłem twoje uwagi.

Cieszę się, że mogłem pomóc! A teraz wracam do recenzji;

 

– Owszem – odrzekła Fay von Thierheim – pewna wielka pani chce, żebyś poskładała koszule w jej w szafie .

Naprawdę, naprawdę fajny cytat. Oprócz tego zgrabnie kończy on i spina cały fragment (w znaczeniu opowiadanie), który, nomen omen, skupia się na przyjeździe dziewczęcia z pierzyną. 

 

Jeśli chodzi o technikalia, to nic szczególnie nie rzuciło mi się oczy, poza tym, co już wymieniłem. Widzę, że Bruce wyłapała już sporo innych spraw, toteż chwała jej za to. Ja nie mam dobrego oka do błędów. Wracając; Czytało się się dobrze, widać wprawę. Masz fajne, bogate słownictwo. Zwłaszcza ta “sygnaturka” na koniec mnie urzekła. Słowo raczej niszowe, ja znam je jako znawca architektury-amator. Ale podobnych smaczków było o wiele więcej. Dialogi też niczego sobie, fajnie postarzane. Z wad w warstwie technicznej wysuwa się naprzód chaos, który momentami wkradł się między partie tekstu. Zwłaszcza na początku trochę się gubiłem, trudno wyczuć, gdzie kończy się jedna scena, a zaczyna druga, to samo się tyczy scenerii. Warto jakoś to uporządkować, choćby przy pomocy gwiazdek, lub innych symboli, podzielić tekst na sceny. Oczywiście nie jest to konieczność, jednak ja bardzo cenie sobie ten zabieg.

Co do warstwy fabularnej, to sama akcja we fragmencie jest na pewno urokliwa, jednak niespecjalnie mnie porwała (kwestia gustu). Na ogromną, naprawdę ogromną pochwałę zasługuje natomiast Twoje światotwórstwo. Pierwszy raz mam styczność z wykreowanym przez Ciebie uniwersum, toteż nie wszystko jest dla mnie jasne, jednak przedstawia się to wszystko bardzo oryginalnie, i szczerze – znakomicie. Fuzja średniowiecza, czasów wiktoriańskich, podróże międzygwiezdne, a do tego jeszcze ten złożony wątek technikaliów. Bardzo ciekawa, i piękna mieszanka! Na pewno jeszcze kiedyś sięgnę po więcej!

 

Pozdrawiam serdecznie!!! 

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Beeeecki dziękuje bardzo za odwiedziny i pierwszy komentarz!!!heartheartheart

 

O rytmie i sylabach to niech się wypowie ktoś mądrzejszy, w mojej ocenie dobrałeś odpowiednie dla klimatu, który chcesz nadać.

O, to, to! Wyczekuję brutalnej analizy od jakiegoś fachury lub fachurki;) Co do do rymów (no i układu wersów) to jest to tzw. strofa Burnsa, którą ostatnio bardzo lubię. Wychodzi, mam wrażenie, jakoś tak moralizatorsko, średniowiecznie haha.

 

Tu mi zgrzyta, może jednak “się kręcisz”? Jednak “się” na końcu zdania podrzędnego zawsze wygląda źle.

Pamiętam że miałem z tym miejscem problem, jednak tak, jak jest teraz, pozostanie. Kwestia wizji! (i gustu autora)

 

Nie do końca łapię refleksję, którą nam dajesz, ponieważ mam wrażenie, że każda zwrotka, a nawet część wersów mają swoje osobne przemyślenie. Ale może tak miało być?

Cóż, poniekąd tak jest. Lubię sobie wiersz zaplanować, zwłaszcza pod względem zawartości strof, głównie przez ograniczone za ich sprawę miejsce. Jeśli nie wyszło klarownie, to szkoda, ale w założeniu miało być tak;

 

Strofa 1 – Motywem jest zerojedynkowość i surowość nauki. Pod jej władzą wszystko musi być wyjaśnione, a na każde pytanie trzeba znaleźć odpowiedź.

Strofa 2 – Wprowadzenie w polarny anturaż wiersza oraz wskazanie uporządkowanych zwyczajów pingwinów jako swoistego zwycięstwa nauki, odbicie biologicznej teorii w praktyce.

Strofa 3 – Fragment czysto fabularny, ale można się pobawić w motywy wyłamania z ram, nagłego buntu, czy też w ogóle nonkonformizmu. 

Strofa 4 – Też niby czysto fabularnie, ale pojawia się element anomalii i natychmiastowej reakcji nauki, która “czuję się” zagrożona i z miejsca podaje odpowiedź.

Strofa 5 – Tutaj chciałem podkreślić, jak okrutny jest materializm (w znaczeniu filozoficznym), który w tym przypadku za sprawą nauki spłaszcza wszystko właśnie do praw i dziejów materii, poniekąd okradając żywych z godności poprzez negowanie spraw wyższych. 

Strofa 6 – Tutaj, już można pisać elaborat. Ale tak w skrócie, i cytując klasyka – celem życia nie jest przeżycie:D

 

Na pewno wyszło Ci oddanie prostego heroizmu, który towarzyszył całemu temu nagraniu.

Bardzo dziękuję!

 

Oczywiście czytane w głowie tym pięknym, zarówno majestatycznym, jak i lekko niepokojącym głosem :).

Oj tak. I ten, chciałoby się rzec, staropruski akcent:D

 

Nawet nie wiedziałem, że ten filmik teraz odżył, ale bardzo dobrze!

Niesamowite, prawda? Ale, jak to mówią, w internecie nic nie ginie. I chwała mu za to! Możem jestem niepopoprawnym neoromantykiem, ale ten fragment naprawdę mnie zachwyca. Takie małe zwierzę, taki impakt…

 

Wpasowałeś się w klimat.

 

Jeszcze raz dziękuję!!! Również pozdrawiamheart

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Wspaniały pomysł na konkurs! Postaram się przyłożyć:D 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Moje uszanowanie!

 

– …poszukać wśród młodych talentów. – Fay znowu się „zawiesiła”, zaczarowana ruchem srebrnej łyżeczki we własnych wspomnieniach i nie usłyszała początku wypowiedzi profesorki. – I znalazłam! Na liście stypendystów Jej Cesarskiej Mości w dziedzinie informatyki znalazłam zwyciężczynię konkursu optymalizacji oprogramowania, pewną pannę z Armavivy. Tak się składa, że wybrała Betelgezę jako miejsce studiów, nie Clorimonde wprawdzie, ale namówiłam rektora, żeby zaprosił ją osobiście. Panno Fay!

 

Trochę te didaskalia mylące, wychodzi, że Fay mówi do samej siebie. Wiem, wiem, jest to jej “stosunek” do słów profesorki, jednak zrozumiałem to za trzecim czytaniem. Rozumiem zabieg i jego cel, ale możesz to zrobić nieco jaśniej (mam świadomość, że w tym miejscu będzie to trudne, ale warto spróbować, bo teraz naprawdę jest pokręcone).

 

„To pewnie być tragarze z jej bagażem” – stwierdziła panna von Thierheiem.

 

Tutaj zostało coś chyba zjedzone. 

 

 

„Inny świat” – zdała sobie sprawę Fay – „my, kosmiczni wasale, ciągle się przemieszczamy w swoich blaszanych skorupach, wszędzie nam dom.”

Ci wasale trochę nie pasują w tym kontekście. Zamień może na panowie/feudałowie?

 

– Biedy Till!

Literówka.

 

Fay uśmiechała się pobłażliwie, choć i sama nie potrafiłaby określić skład i technologię owych specjałów.

 

***(bede od teraz pisal bez polskich znakow, bo jezyk mi sie popsul w laptopie)***

 

Tutaj co sie rozjechalo, powinno byc "Fay usmiechala sie poblazliwie, choc i sama nie potrafilaby okreslic skladu i technologii owych sepcjalow"

 

Nowoprzybyła opowiadała śmieszne szczegóły swojej podróży z pierzyną, którą co rusz strącała kapelusze a raz nawet utkwiła śluzie powietrznej,Nowoprzybyła opowiadała śmieszne szczegóły swojej podróży z pierzyną, którą co rusz strącała kapelusze a raz nawet utkwiła śluzie powietrznej

Zjedzone w.

 

Zaraz wroce dopisze reszte, jak naprawie jezyk bo mnie to zbyt denerwuje.

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Nowa Fantastyka