- Opowiadanie: marzan - Wyzwanie #44 Jedna scena, dwa różne tempa
Wyzwanie #44 Jedna scena, dwa różne tempa
Tradycyjnie (choć to tradycja krótka) wyzwanie publikujemy zanim skończy się poprzednie – żebyście mieli dwa weekendy na walkę z tematem :)
Bieżące wyzwanie zakończy się w niedzielę 19.04.
Tym razem temat nieco lżejszy, bez łamańców językowych – ale za to wymaga podwójnej pracy!
Obrazek to jedynie inspiracja, niekoniecznie chcemy mieć same sferyczne smoki ziejące ogniem w różnych tempach :) Na zamku Alergiusza równie dobrze może wylądować zagubiony Klapaucjusz albo Trurl!
Trafiasz na dwór Króla Alergiusza, na którym doszło do pewnego incydentu. Nikt nie jest pewny, co dokładnie się wydarzyło, ale wszyscy zgadzają się co do jednego – rozegrało się to bardzo szybko… albo bardzo wolno (w zależności od tego, kogo zapytać).
Władca wzywa Cię do siebie i zleca zadanie.
Najpierw masz sporządzić raport dla posłańca, który musi natychmiast ruszyć w drogę i przekazać wieści dalej. Nie ma czasu na szczegóły, liczy się samo sedno opowieści.
Następnie masz przygotować zapis do kroniki dworskiej, w której każde wydarzenie powinno zostać dokładnie opisane z uwzględnieniem nawet najmniejszych detali.
Twoje zadanie – opisz to samo zdarzenie dwa razy:
– raz jako krótki, szybki raport (maksimum treści i minimum słów),
– drugi raz jako rozwlekły, szczegółowy zapis kronikarski (w granicach rozsądku, bo kronikarz spisuje wszystko ręcznie ;))
Obie wersje mają dotyczyć dokładnie tej samej sceny, ale różnić się tempem, długością i liczbą szczegółów.
Koniec
Komentarze
Super sprawa. Coś dla mnie
Moje uszanowanie!
Bardzo ciekawy pomysł, a zarazem, na pewien sposób, przydatne ćwiczenie. Teksty zamieścić tutaj w komentarzu, tak?
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Robercie, tak, w komentarzu. Chyba że wyobraźnia tak Cię poniesie, że naskrobiesz opowiadanko powyżej 8000 znaków, wtedy komentarz może pęknąć :) Ale zawsze można opublikować otwarcie i dać tutaj link.
Czarna, miło znów Cię widzieć! Staramy się dawać na zmianę wyzwania językowe i wyzwania dla wyobraźni, choć oczywiście nie ma jednego bez drugiego!
– Raptosławie, cóż stało się tej nocy? Tylko składnie, bo kat się spieszy na urodziny babki. A do babki nie warto się spóźniać, prawda, Wyrwizębie?
Kat przerwał dłubanie w zębach sztyletem i demonstracyjnie zadrżał ze strachu.
– Ukradli kiełbasę! I gorzałkę! A Mąciwład wszystkich wybił! Tylko herszta ostawił! – Świadek wskazał skutego w łańcuchy brodatego draba. Ów otworzył usta, lecz wydobył z siebie ledwie bełkot. Zamiast języka miał w ustach kikut, obwiązany pokrwawioną szmatą.
– Zaprotokołować! – zakrzyknął królewski sędzia prosto w ucho przysypiającego skryby. – I miało być składnie, od kiedy astrolog zajmuje się kiełbasą?
Kat uniósł krzaczastą brew i pokiwał głową, a potem, niby od niechcenia, pokazał długą rózgę, tu i wódzie nabijaną ćwiekami.
– No… Obserwowaliśmy niebo, ja i mój brat, a wtem, pod nami, straszliwy rumor! Drzwi od spiżarni pękły! Wylegli zbójcy, cała banda! Dwóch z kiełbasami, pęta takie, że ledwo biegli. A trzech toczyło beczki, hurgot nieziemski, bach, trach, obijały się o ściany! Pędzili jak diabły, już znikali w uliczce, jak ich Mąciwład dopadł. Dobył miecza i rach, ciach, walił, po czym popadnie! Głowy leciały, ręce, flaki, wrzask i jęk okrutny! A jak tylko jeden pozostał, w łeb go huknął i za kudły powlókł, ot i cała historia!
– A zatem, sprawa jest prosta! – Zadowolony sędzia skinął na kata.
– Wysoki Sądzie, czcigodni panowie… – odezwał się nieśmiały głos z kąta sali – …sprawa zaiste jest prosta, należy bowiem uwolnić zbójcę, ściąć Mąciwłada, wojów i magów szykować, a królewskie dzieci jak najdalej od dworu wyprawić…
– Ktoś ty?
– To mój brat, Guzdromir – przyznał zakłopotany astrolog. – On zawsze tak plecie, wybaczcie.
– Był z tobą na wieży tej nocy? A zatem, niech mówi!
– Może lepiej nie? To potrwa wieki! I co z babcią Wyrwizęba?
– Posłać po nią lektykę! – zawyrokował sędzia – Niech też posłucha! A ty, skrybo, obudźże się wreszcie, bo robota czeka!
Ciąg dalszy nastąpi
Kurtyzana, kiedy ten czas mija?
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
– Kiedy kości poległych w bratobójczej walce tytanów światła i mroku upadły do wszechoceanu… – zaczął Guzdromir.
– Skrybo, ile wieków obejmują zapiski historii naszego królestwa? – przerwał sędzia.
– Hmm, ze dwanaście?
– A to się wydarzyło na długo zanim zaczęto je prowadzić, prawda?
– Zapewne, Wysoki Sędzio!
– Guzdromirze, czy mógłbyś zatem przejść do meritum, czyli dzisiejszej nocy? Obawiam się, że w tym tempie nie tylko nie wydamy wyroku, ale obecna tu dostojna jubilatka może nie doczekać końca opowieści…
Babka Wyrwizęba nie wydawała się zachwycona żartem. Łypnęła na sędziego spode łba, wyjęła zza pazuchy zasuszoną łapę krogulca i wymamrotała coś ze złośliwym uśmieszkiem na twarzy.
– Kiedy to ważne dla dzisiejszych wydarzeń! Bo jak już te kości wpadły do wszechoceanu, to wytworzył się z nich ląd. A nowi bogowie zaczęli go zaludniać zwierzętami podle swej fantazji. Były tam dzikosarny, i szczurowrony, i żukoglizdy, pćmy, murkwie…
– Do rzeczy! – warknął sędzia.
– I Dziad!
– Dziad?
– No, musieli od czegoś zacząć. Więc stworzyli Dziada. Łaził po pralesie, wróblożaby lęgły mu się w brodzie, tu przystrzygł krzaczek, tam zerwał kwiatek, a i jeżostrzębia uwolnił, co się wbił w drzewo przy polowaniu…
Sędzia znacząco chrząknął.
– Przepraszam, jeżoco? – odezwał się skryba.
– Jeżostrzębia! Ale szybko się znudził bogom. Dziad. I jeżostrząb zresztą też. Więc przykuli go do płonącej skały, Dziada znaczy się. Dwa węże wyjadały mu wątrobę, a nad głową rosła jabłoń z wielkim głazem zamiast jabłka.
– Ale dlaczego, przecież nic im nie zrobił? – zaciekawił się skryba, lecz sędzia zgromił go wzrokiem.
– Nieważne, czyż nie miałem przechodzić do sedna? – zirytował się Guzdromir. – Więc potem stworzyli kobietę i mężczyznę, i jakoś poleciało. A o Dziadzie zapomnieli. Ale w końcu węże straciły wzrok i zjadły się nawzajem, jabłoń się przewaliła, bo uschła od gorąca i głaz był za ciężki, a łańcuchy przerdzewiały, też od płomieni. I Dziad powrócił. Wyrył na skale symbole. Tam, za rzeką, w Szumolesie.
– Czy możemy trzymać się historii najnowszej? I co to wszystko ma do rzeczy?
– Kiedy to się wczoraj stało! Ten oto zbójca przyszedł do mnie, bo Dziad był dość hałaśliwy, zbójców pobudził owym kuciem w skale. Herszt myślał, że to jakaś klątwa, i prosił, bym wyjaśnił mu znaczenie tajemniczych znaków. Spojrzałem zatem do starych ksiąg i znak po znaku, z mozołem…
Sędzia westchnął i skinął na kata, który niby przypadkiem zaczął ostrzyć długie nożyce.
– … odcyfrowałem przesłanie. Dziad przyszedł odebrać to, co dziadkowskie.
– I jaki w tym problem? Królestwo pozbędzie się dziadostwa, a ja nadal nie widzę związku z kiełbasą!
– Sędzio, jeśli mogę zauważyć… – odezwał się skryba – … czy dzieci Alergiusza nie noszą czasem imion Dziadumiła i Miłodziad?
– Otóż to! Zbójcy jak to zbójcy, z prawem są na bakier, ale królowi źle nie życzą, bo miewali gorszych. Więc zaczęli dumać, co by można Dziadowi oddać, żeby potomstwa królewskiego poniechał. A że herszt, który tutaj z nami siedzi, jeszcze pamiętał swego dziada, to przypomniał sobie, co ów lubił – kiełbasę i gorzałkę. Tylko że zbójcy już swoje zapasy przejedli i przepili. Uprosili mnie, żebym pogadał z Mąciwładem, co pilnuje spiżarni. Ja i tak na zamek wracać musiałem, bo zmierzch zapadał, więc chętnie się zgodziłem. A i Mąciwład, zdawało mi się wtedy, plan pojął, bo im więcej mówiłem, tym szerzej się uśmiechał. Myślałem – ściszył głos – że z troski o rodzeństwo, bo jego matka królowi służy i chodzą plotki, że…
– Hę? Można głośniej, bo nie zapisałem?
– Tego nie protokołować! – odezwał się sędzia, który nieco poczerwieniał na twarzy.
– Więc, jak zbójcy drzwi rozwarli i wybiegli z zapasami na dziedziniec, to tylko się ucieszyłem, bo wiedziałem, że w słusznej sprawie. I skręcali już do bramy, kiedy Mąciwład zaszedł im drogę. Myślałem, że chce im dać klucze. Wyciągnął coś przed sobą na dłoni, ale kiedy jeden ze zbójców podszedł, rycerz ciął go prosto w szyję.
Zanim się pozostali połapali, jeszcze jednemu wbił klingę prosto w trzewia. Biedaczysko zgiął się wpół, a ten drań zamierzył się jeszcze raz i rozłupał mu czaszkę. Z kolejnym nie poszło mu tak łatwo, bo chłop był na schwał, ale że akurat obwieszony pętami kiełbasy, to i ruszał się wolno. Więc w końcu Mąciwład mu rękę uciął, a potem sieknął w czoło, i tyle zbój powalczył.
Próbowali jeszcze rycerza powalić, tocząc na niego beczkę, lecz Mąciwład w porę uskoczył. Sięgnął za połę płaszcza, wyciągnął coś małego, zbyt ciemno było, by dojrzeć co, lecz musiał to być instrument magiczny, bo wydał z siebie jęk tak przeraźliwy, że nawet nam, na wieży, kolana zmiękły. Zbójcy też się za głowy złapali i na ziemię padli, a rycerz podbiegł do nich i rąbał mieczem, jak prosiaki!
Tylko herszt dał radę zatkać uszy szmatą. Krzyczał coś do Mąciwłada, nawet błagał na klęczkach, usłyszałem tylko imiona królewskich dzieci. Rycerz podniósł pałkę jednego z martwych zbójców i zdzielił go w głowę, a kiedy dowódca już padł, dobył sztyletu i uciął mu język. A zanim go tutaj przywiódł, rozrzucił kiełbasy psom i podziurawił beczki.
Wszyscy patrzyli na Guzdromira w oczekiwaniu na dalsze słowa, lecz ten już skończył opowieść.
– Zatem… cóż mamy czynić… szykować armię, jak mówiłeś? Rekwirować kiełbasy po gospodach? – zapytał sędzia głosem wcale nie sędziowskim.
– Eee tam – odezwała się niespodziewanie babka Wyrwizęba. – Małżonek mój odszedł już dawno, a taki Dziad na stare lata by mi się przydał!
Od razu składam samokrytykę: dużo tutaj biegania wokół tematu i ozdobników, a sam opis w nich ginie, zwłaszcza w pierwszym fragmencie, gdzie zajmuje ledwie akapit i dwie kwestie dialogowe. Forma dialogu również trochę oszukuje zadanie i nie trafia dokładnie w cel.
Przyznam jednak, że dawno nie bawiłem się tak dobrze przy pisaniu, więc wybaczcie te harce. Żeby nie było wątpliwości, nie ja wymyśliłem to wyzwanie – czyli wychodzi, że jednak potrzebuję zewnętrznych bodźców do działania :)
Tekst pisany na szybko, może być trochę zachwaszczony!
P.S. Duża dziura logiczna właśnie usunięta, teraz (chyba) tylko językowe.
Tarnino, sferyczne smoki czekają na swoją panią! :P
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Co za ciekawe ćwiczenie!
Marzan,
co do 1#
I miało być składnie, od kiedy astrolog zajmuje się kiełbasą?
W pierwszym opisie jest trochę “ozdobników”, więc nie jest on absolutnie minimalistyczny, ale w sumie nie sam opis wydarzenia jest rozwleczony, co forma przedstawienia go.
Za to wersja kronikarska, zgodnie z wymogiem, jest rozwlekła i szczegółowa :P przy czym nie jest to lanie wody, ale świadome spowalnianie narracji, o co w zasadzie chodziło w zadaniu ;)
***
PS. Chociaż bawimy się tutaj stylem, także w przedstawianiu wyzwań, nie oznacza to, że taka stylistyka jest wymagana. Macie więc pełną dowolność :)
Those who don't believe in magic will never find it
Podejmę się wyzwania, aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że jestem kiepska w tworzeniu stylu dworskiego:
Raport dla posłańca:
Niech to dunder świśnie! Nikt by się nie spodziewał, że Dziadumiła złamie przysięgę małżeńską… I to z Grzmociworem! Przecież tak grzecznie do ołtarza szła, przytrzymywana silną ręką jednego z Moczywojów….
Pakt pokojowy między Alergiuszami i Moczywojami zostaje więc zerwany! Dziadumiła powrócić musi na dwór króla. Nie chcę nawet myśleć, jaka kara ją czeka. Biada niewieście niewiernej, oj, biada…
Zapis do kronik:
Nasz dwór nawiedziło wielkie nieszczęście z powodu niewiasty. Otóż najukochańsza córka Króla Alergiusza, Dziadumiła, dopuściła się zdrady małżeńskiej. Nakryta została przez służbę dworską, która daremnie usiłowała pierzynę wymienić, gdy Dziadumiła nieprzerwanie harce uskuteczniała, wespół z Grzmociworem.
Biada naszemu dworowi! Strach pomyśleć, jak dalekie będzie miał skutki tenże występek. Pokojowy pakt między rodami Alergiuszów i Moczywojów zostanie z pewnością zerwany. Utracimy wiele dobrodziejstw, jak dostęp do jedynej rzeki, z której można było wody naczerpać i nawet nią pragnienie ugasić, bez lęku o częste i bolesne wizyty w latrynie.
Król Alergiusz zamknął się w swojej komnacie i zapewne się z myślami bije. Nikt nie śmie wątpić, że ukaranie ukochanej córki przyjdzie mu z ogromnym trudem, jednakże musi to uczynić, by nie stracić w oczach nie służby jedynie, lecz i wszystkich rodów z nami sąsiadujących.
Niech to będzie przestrogą dla dziewek na przyszłość! Nie warto dla nocy jednej zaprzepaścić tyle dobrodziejstw i udogodnień. Wierność popłaca!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
marzanie,
po długości tekstu myślałam, że pierwsza część jest tą dłuższą wersją do kronik :P
A do babki nie warto się spóźniać, prawda, Wyrwizębie?
Kat przerwał dłubanie w zębach sztyletem i demonstracyjnie zadrżał ze strachu.
Hahahha, leżę :P
Świetne raporty i zapisy! Jedyne, do czego bym się przyczepiła, to do tego, że jest to właściwie przedstawienie scen, a nie stricte zapisy raportów czy w kronikach :)
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Holly, chyba bardzo lubisz Grzmociwora, skoro tak mu się upiekło – jak rozumiem, jego winy w tym nie było żadnej :)
Przypieczętowałaś też wybór Wielkiej Stopy z poprzedniego wyzwania na żonę Miłodziada. Jej żaden sąsiad nie podskoczy :)
Nakryta została przez służbę dworską,
Hm, można to było rozwinąć w grę słów nakryta-odkryta, bo mowa o łóżku ;)
W trakcie czytania długiej wersji czułem brak symetrii – skutki były całkiem zgrabnie opisane i tam naprawdę wydłużałaś tekst i rozwodziłaś się nad konsekwencjami, ale czułem niedosyt tego, co doprowadziło do zdrady, albo chociaż zdziwienie, że ledwo weszła w związek małżeński, a już zabawia się z innym (wpadł jej w oko na castingu :) ). Gdybyś na przykład wyszła z biadania w stylu “o tempora, o mores” – Twój kronikarz i tak nie jest obiektywny – to całość miałaby “ząb”, i to jaki!
Szkoda, że zużyłem moje wyzwanie, bo kusi mnie ogromnie, żeby napisać Twoją scenkę z perspektywy Dziadumiły w formie dwóch listów – jeden do ojca, drugi do męża, i zgadujemy, który dłuższy :)
Jedyne, do czego bym się przyczepiła, to do tego, że jest to właściwie przedstawienie scen, a nie stricte zapisy raportów czy w kronikach :)
Wiem, Holly, wiem. Jak czasem zacznę się bawić tekstem, to trochę zapominam o celu. Muszę nad tym popracować. Dobrze, że na to zwracasz uwagę!
Szkoda, że zużyłem moje wyzwanie, bo kusi mnie ogromnie, żeby napisać Twoją scenkę z perspektywy Dziadumiły w formie dwóch listów – jeden do ojca, drugi do męża, i zgadujemy, który dłuższy :)
A co stoi na przeszkodzie? Przecież to ćwiczenia. Pisz!
W trakcie czytania długiej wersji czułem brak symetrii – skutki były całkiem zgrabnie opisane i tam naprawdę wydłużałaś tekst i rozwodziłaś się nad konsekwencjami, ale czułem niedosyt tego, co doprowadziło do zdrady, albo chociaż zdziwienie, że ledwo weszła w związek małżeński, a już zabawia się z innym (wpadł jej w oko na castingu :) ). Gdybyś na przykład wyszła z biadania w stylu “o tempora, o mores” – Twój kronikarz i tak nie jest obiektywny – to całość miałaby “ząb”, i to jaki!
Masz rację, dziękuję za uwagę!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Wersja demo:
To chłopiec!
Wersja kronikarza:
Królowa powiła syna. Medycy orzekli, że dziecię jest zdrowe. A z pewnością ma zdrowe płuca – od jego wrzasku drżą ściany pałacu. To dorodny chłopiec, waży prawie dziewięć min.
Trzeba było wezwać nadwornego inżyniera, aby zbudował przybytek stosowny dla malca. Mistrz niezwłocznie przystąpił do pracy i projektowania, zamówiono marmury i inne kamienie odpowiednie dla królewskiego potomka.
Chłopiec kaprysi przy jedzeniu, nie chce ssać piersi. Woli się w nie wgryzać. Wszystkie mamki porzuciły pracę.
Dziecku nadano imię Minotaur. Po ojcach ojcu.
Babska logika rządzi!
Finkla,
No i to chodziło. Zwłaszcza wersja demo jest oszczędna w słowach, ale bardzo treściwa
Those who don't believe in magic will never find it
Finklo, po pierwsze świetnie sobie poradziłaś z zadaniem, po drugie zadałaś krótką wersją zagadkę, a po trzecie uśmiałem się przy rozwiązaniu, choć już w trakcie czytania domyślałem się, że chodzi o mity!
Od tej pory rozwiązania wyzwań mierzymy w Finklach. Przekroczenie jednej Finkli grozi deformacją czasoprzestrzeni!
Mam dłuższą wersję tej informacji. Otóż, skoro stałaś się wzorcem, zostaniesz zamknięta pod szklanym kloszem. Będziemy podawać Ci strawę intelektualną w odpowiednich dawkach, żebyś czasem nie schudła, oraz usuwać niestrawione resztki poza klosz (nie, dziura jest za mała, nie przeciśniesz się). Będziemy przewozić Cię (również w kloszu) na procesy tych autorów, którzy będą mieli czelność stwierdzić, że wartość literacka ich rozwiązania przekracza jedną Finklę. Oczywiście będziemy chłodzić klosz w trakcie palenia owych autorów na stosie ich wypocin, żebyś przypadkiem nie rozszerzyła się z gorąca.
Raport rozesłany do wiosek, miast i miasteczek w okolicy:
Egzekucja królewskiego posłańca została zaplanowana na samo południe najbliższej niedzieli. Powód: przesadne użycie przymiotników, co wywołało gniew króla Alergiusza.
Zapis w kronice:
W dniu pochmurnym, acz nad wyraz spokojnym, przed obliczem Króla Alergiusza stanął posłaniec. Był to człowiek niepozorny, chociaż językowo nadmiernie ambitny. W swej przemowie użył takiej liczby przymiotników, że miłościwie nam panujący Władca, znany ze swej alergii na nadmiar ozdobników słownych, aż poczerwieniał ze złości. Królewski policzek począł drgać mu w mało majestatyczny sposób, co niechybnie zapowiadało kłopoty. Pan nasz wydał wyrok szybki, a sala audiencyjna zamarła. Straż przyboczna, przyzwyczajona jednak do królewskich decyzji, wykonała rozkaz bez słowa sprzeciwu, zabierając nieszczęśnika do lochów, gdzie oczekuje teraz na topór katowski.
Egzekucja królewskiego posłańca została zaplanowana na samo południe najbliższej niedzieli. Spodziewamy się przy tym dobrej pogody, umiarkowanie ciepłej i wystarczająco suchej, aby dziedziniec mógł przyjąć większą liczbę obserwatorów bez nadmiernych utrudnień. Z tego powodu zamkowe kucharki rozpoczęły odpowiednie przygotowania. Wypieki oraz potrawy przewidziane na ten dzień mają charakter prosty, lecz obfity, tak aby nikt z przybyłych gości nie mógł zarzucić dworowi ani przesady, ani niedostatku. Straż zamkowa natomiast przeprowadziła już standardowe oględziny dziedzińca, usuwając zbędne elementy, a pozostawiając wyłącznie te, które uznano za konieczne.
Those who don't believe in magic will never find it
OldGuard, jeśli kiedyś przyjdzie mi napisać scenkę, w której główny bohater musi mową-trawą odwlec poczynania arcyłotra do momentu przybycia odsieczy, zgłoszę się do Ciebie na konsultacje. Albo jak będę chciał rozwałkować jeden klusek do wielkości pizzy – Twój ostatni akapit jest przecudowny!
Marzanie, to dyplomacja! Chociaż teraz myślę, że nie wykorzystałam tutaj okazji i zamiast planować egzekucję nieszczęsnego posłańca lubującego się w przymiotnikach, mogłam napisać dwie odpowiedzi na pytanie “ile kosztuje chleb” ;)
Those who don't believe in magic will never find it
Przekroczenie jednej Finkli grozi deformacją czasoprzestrzeni!
Czyżbyś sugerował, że za dużo ważę i obiekty cięższe ode mnie zakrzywiają czasoprzestrzeń i ocierają się o czarnodziurskość? ;-)
Mam dłuższą wersję tej informacji.
Zapachniało incepcją – wersja dla Finkli i kronikarska. ;-)
Chyba proponujesz życie w złotej klatce. Ale najpierw musiałbyś mnie złapać. ;-p
Babska logika rządzi!
Krótko:
Wzywa się natychmiast rycerzy i pogromców smoków na dwór Króla Alergiusza. Do ubicia dorosły osobnik, który spalił jedną z dzielnic stolicy. Szacowany wiek potwora trzydzieści lat, typ złotołuski, uwielbia zwłaszcza barany. Nagroda w srebrze.
Długo:
Trzeci dzień po przesileniu wiosennym był wyjątkowo pogodny. Królewski meteorolog zapowiadał jasne, pogodne niebo, słońce i brak deszczu.
W Myszogardzie, największej dzielnicy stolicy, na ulicach pojawiły się dziesiątki dzieci okolicznych chłopów i ich rodzice, przygotowujący stragany na doroczny jarmark sera. W tym roku spodziewano się wyjątkowej ilości kmieciów i odwiedzających mieszczan. Ze wszystkich stron do stolicy nadciągały setki wozów. Straż królewska i celnicy musieli wystawić dodatkowe posterunki, problemy z noclegami miały również karczmy. Przewidywano, że część odwiedzających musi spać w wozach.
Przygotowania trwały całą parą, gdy około dwunaste zaczęły bić dzwony od strony południowej. Żołnierze zobaczyli ogromnego, dorosłego smoka złotoustego, który kierował się wprost do stolicy. Wielu z nich mówiło potem, że nie widziało nigdy czegoś takiego. Bestia kierowała się do Myszogardu, a jej smród czuć było już z daleka. Dorosły smok zaatakował wpierw stojących na moście, potem zaczął niszczyć kolejne stragany poczynając od placu rybnego. Chłopi i mieszczanie mieli odciętą drogę ucieczki. Bestia nawróciła kilka razy i odleciała dopiero wtedy, gdy łucznicy królewscy zaczęli do niej trafiać z najwyższej wieży.
Król Alergiusz na wiadomość o tragedii od razu wrócił do stolicy i wyznaczył nagrodę za zabicie potwora. Jego wysokość przyjechał do poddanych w Myszogardzie dnia następnego i odznaczył dwóch łuczników, Zbyszka z Próchnowa i Marka z Zaboic, którzy wykazali się mężną postawą i na pewno trafili potwora.
To tak na bardzo szybko :D
Tomaszu, witamy w wyzwaniach!
Propozycja niczego sobie – zwłaszcza jak na szybkie pisanie. Podobało mi się to, że wiadomość krótka i długa dotyczą tego samego wydarzenia, ale wersja krótka nie jest dosłownie rozwinięciem długiej – ta długa to istotnie zapis kronikarski, krótka to wezwanie do boju.
Trafiła się literóweczka – dwunastej.
Miałem też wątpliwości natury logicznej – żołnierze rozpoznali gatunek smoka, ale nie widzieli go wcześniej – czyżby smoki były tam pospolite, ale ten był wyjątkowo paskudny?
Na końcu zazgrzytało troszkę:
i na pewno trafili potwora.
Bo ta pewność trafienia dziwnie tu brzmi, nie wiemy, od kogo pochodzi i kto jest pewny – może lepiej byłoby “według świadków zmusili bestię do odwrotu swymi celnymi strzałami” lub coś w tym stylu?
Najbardziej podoba mi się wersja Finkli, jeśli mam być szczery. Kapitalna zabawa. Powodzenia wszystkim, którzy biorą w niej udział. :)
tomaszg,
miło widzieć nowych uczestników zabawy :D
zgadzam się z Marzanem, fajnie podszedłeś do zadania – jest tu i wprowadzenie historii z wersji krótkiej, jak i jej rozwinięcie. Od razu nasuwa się cytat-klasyczek, czyli “smoku, jesteś piękny”
Those who don't believe in magic will never find it
Macku,
dołącz więc do zabawy ;)
Those who don't believe in magic will never find it
OldGuard, ja nie, ja mam teraz inną zabawę, horror o skrzatach miałem pisać, odbić sobie wszystkie braki fantastyki w moich tekstach, już nawet po lasach, odpowiednio gęstych, zacząłem się szwendać – tak na maksa. ;)