Profil użytkownika

DJ/producent, historyk-amator, typowy humanista. Raczej czytam niż piszę. A jak nie czytam, to rysuję, oglądam filmy albo uzupełniam kolekcję miniaturek.

#teamfantasy. Chociaż jakbym miał wskazać ulubionych autorów, to Lovecraft i Gibson.


komentarze: 1524, w dziale opowiadań: 1027, opowiadania: 607

Ostatnie sto komentarzy

Wybacz, że tak późno, ale byłem chory i nie miałem siły pisać komentarza.

Aequis po Ciemnej Stronie Mocy zaczyna mi przypominać księcia Arthasa. :) Całość tym razem jakoś mnie nie porwała, myślę o niej jako odpowiedniku tych scen z filmowego ,,Władcy Pierścieni”, w których podglądamy, co porabia Saruman. Rozumię sens ich umieszczenia, ale chciałbym jednak wiedzieć, co słychać u ,,tych dobrych”.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

No. Czyli moja druga interpretacja była właściwa. :P

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Ale jednak głupie zachowanie bohatera nie odbiera mu autentyczności, w mojej opinii nawet go często dodaje. Staram się tworzyć bohaterów żywych, popełniających też błędy. Czy to wychodzi, to inna sprawa, ale jednak nie przepadam za tekstami, gdzie bohater zawsze zachowa się logicznie, bo tak życie nie wygląda.

Tym się literatura różni od życia – oczekujemy (my, SNDWLKR), że będzie logiczna. ;)

Podejrzewam, że historia po prostu opowiada o rzeczach, które są mi, chwała Yog-Sothothowi, raczej odległe. Może gdybym wiedział, jak to wygląda, miałbym mniej wątpliwości (pytanie, czy chcę wiedzieć).

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Vaterland… Nie. Zapamiętam.

Odpowiadając gifowi na pytanie – nie do końca rozumiem, dlaczego ludzi pociągają wizje, w których najbardziej zbrodniczy i kreskówkowo zuy reżim w historii nie został pokonany i dalej hasa sobie bezkarnie. Rozumiem wszystko, co mogłoby się znaleźć na jego miejscu – Rzymian, Mongołów, ruskich – ale tego nie.

P.S.

Ogólnie to jakoś w styczniu pisałem opowiadanie opierające się na pomyśle “Traktat z Tordesillas wszedł w życie, a Hiszpania i Portugalia rzeczywiście mają świat po połowie”, ale kompletnie się na tym przejechałem i teraz leży sobie na dysku, a do drugiego podejścia do historii alternatywnej wybrałem najczęstszy motyw.

O, widzisz, to jest IMO bardziej interesujące!

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

O pomyśle na świat już się wypowiadałem i nadal nie do końca mnie on przekonuje. Postanowiłem jednak myśleć o utworach z tego cyklu jak o horrorach – jeśli horror jest straszny, to jego założenia nie są istotne. A pomysł ze stalkerem zabierającym twarz straszny jest, bez wątpienia.

Końcowy zwrot akcji z początku sprawił, że pacnąłem się w czoło – Adam to Marek, a Nadia bez zastanowienia jedzie na jakieś zakuprze, prosto w paszczę lwa, zamiast pójść na policję. Potem do mnie dotarło, że problem leży gdzie indziej. Kwestię Adama/Marka zainspirowały, jeśli dobrze zrozumiałem z jednego z komentarzy, faktyczne sylwetki klienteli, ahem, domu uciech wirtualnych. Policja z kolei odpada, bo w futurystycznej dystopii przypadkowa dziewoja w prawnej konfrontacji nie ma szans z bogatym biznesmenem. Reasumując, wydaje mi się, że historia potrzebuje trochę ,,zewnętrznego”, kulturowego kontekstu, żeby ją zrozumieć. Pytanie, czy to dobrze.

Pokusiłem się o jeszcze jedną interpretację, w kluczu, że tak powiem, parabolicznym. Jeśli uznać sprzedawanie twarzy za metaforę dowolnego systemu r***ającego wszystkich po równo, to Marek i Lena jawią się w interesującym świetle. Z początkowej retrospekcji wynika, że ich małżeństwo było udane, dopóki on nie postanowił zmienić twarzy po raz pierwszy – ergo, zgodził się grać zgodnie z regułami systemu. Zmienił się w tyrana, czyli można uznać, że system go skorumpował i wywlókł na wierzch jego najgorsze cechy. A pod koniec Lena ma dość przemocy i upokorzeń, zabija męża, przejmuje jego majątek i planuje zrobić jakiemuś prolkowi to samo, co Marek zrobił jej. Pętla się zamyka.

Możliwe, że przy głębszym zbadaniu ta teoria się rozlezie, ale tak łatwiej mi wytłumaczyć przemianę Marka i Leny.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Mi się bardziej skojarzyło z Nietzschem (niczym, he he) – przynajmniej sposób, w jaki bohater odrzuca bogów. Trudno powiedzieć coś więcej, ale skoro praca nad rozwinięciem w toku, czekam.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Rzesza wygrała WW2 – nie przepadam za tym motywem, a wciąż trwającą fascynację nim uważam za cokolwiek niepokojącą (nie żebym ci cokolwiek zarzucał, Boże broń). Przeczytałem głównie z ciekawości, co jeszcze można wycisnąć z takiej kliszy, i przyznaję, że chyba jak dotąd nie spotkałem się z przedstawieniem dalszych (alternatywnych) losów historycznych postaci w beletrystyce (w publicystyce – już tak). Prawdopodobieństwa przedstawionych wydarzeń nie jestem w stanie ocenić, bo druga wojna to nie jest epoka, którą się szczególnie interesuję (poza tym, że ten najbardziej sensacyjny scenariusz ogólnie wydaje mi się mało prawdopodobny, bo sporo czynników musiałoby się zgrać na korzyść A. H.).

Ale fakt, że udało się zbudować Volkshalle, to chyba najbardziej fantastyczny element. ;)

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Uuu, sonet. Na temat jakości się nie wypowiem, bo się nie znam, ale szanuję próbę. Przesłanie nie wiem czy dobrze zrozumiałem, więc zaczekam na innych.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Ale co? Ten opis jest z książki.

Gramatycznie nie gra:

Przy falujących wodach laguny stały dwie granitowe kolumny, przedstawiające świętego Teodora tuż po pokonaniu smoka na jednym, na drugim zaś lwa symbolizującego świętego Marka

Dwie granitowe kolumny przedstawiały świętego Teodora (?) na jednym nie-wiadomo-czym, a na drugim nie-wiadomo-czym te same dwie kolumny przedstawiały lwa? O co tu miało chodzić? Czy to moja ślepota się pogłębia? cool

A to określenie też jest z książki, więc zarzut do pana Anthony’ego Bale’a

Ale skoro to współczesny badacz, to raczej wiadomo, że używa współczesnej terminologii. To tak jakby neandertalczycy nazywali sami siebie neandertalczykami.

Dziękuję Ci bardzo, to wysoka ocena jak na tak mało popularny tekst :) Cieszę się niezmiernie, również z obserwacji, że tekst jest autentyczny. Szczególnie w tych czasach to ogromny komplement.

heart

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

w fotelu akceleracyjnym

:D

W sumie patrząc na te próbki, dochodzę do wniosku, że twory SI (nie lubię określenia ,,AI”, wybaczcie) trudno odróżnić od pospolitego grafomaństwa. Z drugiej strony, jak głosi internetowa mądrość, skoro 90% wszystkich treści publikowanych w sieci to g*wno, nie dziwota, że algorytm zasysający arcydzieła pokroju ,,My firts vampire romans by Madzia z IIIb” wypluwa takie potworki.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Doprecyzuj proszę, bo na wielu wykresach jest już podział na fantasy, SF i horror.

Nevermind. Coś się musiało nie wczytać. cool

Najbardziej mnie zaskoczyło, że fantasy przoduje (czasem nieznacznie, ale jednak) w kwestii wyróżnień. Natomiast statystyki dot. złotych piórek zdają się potwierdzać moją tezę, że papierowy NF preferuje science fiction.

z jakiego festiwalu wracasz?

Silesia Beats. Kupiłem sobie wejściówkę na dwa dni i to był błąd, bo po pierwszym już mi się nie chce. Tak że obejrzałem support i wróciłem. :P

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Trudno nazwać to ,,miłym” zaskoczeniem (helou, bohater, ginie!), ale rozumiem, co masz na myśli. ;) (Jak szedł ten cytat z ,,Django”? ,,Miałeś moje zainteresowanie, teraz masz moją uwagę”.) Jak już mówiłem, nie wiem, w jaką stronę zamierzasz poprowadzić tę opowieść, ale nagle przypomniało mi się ,,Arcane” – pierwsze dwa odcinki obejrzałem z myślą ,,No dobra, zobaczmy, co z tego będzie”. Przy trzecim szczęka mi opadła i została w tej pozycji do końca sezonu. Nie chcę zabrzmieć jak juror z talent show, ale mam nadzieję, że w twoim przypadku będzie podobnie. ;) I wybacz, że nazwałem pierwszą część ,,sztampową” – zwracam honor.

W tej części w zasadzie nie widzę niczego, do czego mógłbym się jakoś bardzo przyczepić, chociaż osobiście drażni mnie używanie bardzo współczesnego języka w literaturze fantasy (,,zniwelować”, ,,komórki”, w poprzedniej części było ,,pole minowe”). Ja wiem, że to nie jest ,,prawdziwe” średniowiecze, ale zżymałem się na to przy Wiedźminie, zżymam się przy polskiej wersji ,,Berserka” i teraz, dla zasady, również będę się zżymać. :P Zwykle staram się nie ingerować za bardzo w styl autora, ale to – do przemyślenia.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Powracam, zgodnie z zapowiedzią.

Wydaje mi się, że większość zarzutów, które miałem wobec tego tekstu, została już wyżej omówiona. Od siebie dorzucę ogólnie, że wydaje mi się za bardzo uwspółcześniony. Nie wiem czy w średniowieczu/renesansie dwóch gejów pisałoby do siebie tak otwarcie o swoich uczuciach. Wtedy sodomia była ścigana prawnie – a gdyby ten list dostał się w niepowołane ręce?

Przy falujących wodach laguny stały dwie granitowe kolumny, przedstawiające świętego Teodora tuż po pokonaniu smoka na jednym, na drugim zaś lwa symbolizującego świętego Marka.

Coś tu nie gra.

fasadzie w stylu bizantyjskim

Określenie ,,bizantyjski” wylansowali zachodni historycy na przełomie XVI i XVII w., bo mieli ból zadka, że Wschodnie Cesarstwo Rzymskie istniało znacznie dłużej niż Zachodnie. Wcześniej nazywali ich po prostu ,,Grekami”, więc dałbym ,,grecki”.

Blemmjowie, ludzie bez głów, mający oczy i usta na klatce piersiowej. Według angielskich podróżników i pisarzy – kanibale.

Akurat Blemmjowie byli znani już w starożytności, więc możesz zamienić Anglików na Greków/Rzymian i nie będą się tak rzucać w oczy. :P

Dobra, już się nie pastwię. Dobre to było, pomijając wszystkie merytoryczne sprawy, których czepiałem się wcześniej. Czuć klimat podróży w egzotyczne kraje plus taki specyficzny ,,ciężar”, kiedy widać, że tekst jest autentyczny, a nie tylko próbuje wymusić na czytelniku jakąś reakcję. Ogólnie mocne 7,5/8 na 10.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Oczywiście, życzę miłej lektury i jazdy pociągiem!

Dziękować. :)

A ja dokopałam się do artykułów, w których mowa, że wbrew powszechnej opinii kiła dotarła już wcześniej…

Wikipedia twierdzi, że pierwsza wzmianka w 1494 r., ale zachowałbym wobec niej odrobinę zdrowego sceptycyzmu. Zawsze wszędzie pisało, że kiła pochodzi z Ameryki, ale nie będę się przy tym upierać. Jak mówiłem – jakieś pojęcie mam, ekspertem nie jestem.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Tematyka bardziej na Halloween lub Dziady, ale w wakacyjnym okresie – fajnie.

Japończycy obchodzą zaduszki w lecie. :)

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Cześć!

Tekst jest dość długi, więc na razie tylko go przeskanowałem, ale jutro czeka mnie dwugodzinna jazda pociągiem, więc całość postaram się przeczytać tam. Na razie widzę jeden anachronizm, niestety chyba dość istotny z punktu widzenia fabuły – Europejczyk żyjący w pierwszej połowie XV w. nie mógł mieć kiły, bo ta choroba została przywleczona z Nowego Świata. Jeśli się mylę, może ktoś lepiej obeznany w historii medycyny mnie poprawi.

Trzymaj się.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Ale to oznacza, że boisz się ciemności czy obcych miejsc?

U siebie mam latarnię zaraz za oknem; podejrzewam, że gdyby jej nie było, też świeciłbym światło. Koszmary robią swoje. :P

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Bo muzułmanie podobno uważają psy za nieczyste, więc MR nie mógł go mieć, a drobiazgi typu świnki morskiej nie robiłyby należytego wrażenia. :-(

):

Ale kto obecnie boi się ciemności?

Ja w obcych miejscach śpię z zapalonym światłem. :P

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

nie wiem, jak było z pismem Słowian

Pisma Słowian nawet nie wymyślili Słowianie. ;) 

również słyszałem niepochlebne opinie. problemem jest chyba brak źródel.

Aaa. No to bez źródeł można powiedzieć wszystko. :)

polski jest rzekomo jednym z najtrudniejszych języków do nauczenia

Ta legendarna trudność polskiego polega na tym, że nasz piękny, szeleszczący, niemelodyjny język jest cholernie niekonsekwentny jeśli chodzi o gramatykę (chorwacki np., który też jest fleksyjny, okazuje się bardzo prosty, jeśli wkujesz na blachę wzory odmian; z polskim się tak nie da). Plus nietypowa fonetyka (’ź’, ‘y’). Nie wyobrażam sobie jego nauki od podstaw. XD

istnieją języki które mają KILKADZIESIĄT przypadków, węgierski prawie dwadzieścia

Tyle że to nie są, technicznie przypadki, tylko partykuły, i też wystarczy się ich nauczyć na pamięć (w ogóle upieranie się przy nazywaniu ich ,,przypadkami” jest dla mnie trochę dziwne, ale niech im będzie).

Kiedyś obiecuję wyzwanie z językiem wymyślonym.

To my już z góry prosimy o duuużo czasu. :P

podział na te, których używają ludy nieznające radia, witamin i odrzutowców, i te, którymi posługują się lepsi i mądrzejsi, jest bezużyteczny

Tajes.

 

Teraz zauważyłem, że to jublieuszowe, pięćdziesiąte wyzwanie. Sto lat! :D

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Na oczach polityka niewidzialna siła uniosła Sahasiego z jedwabnej błękitnej poduszki, potrzymała przez pół sekundy w górze, po czym cisnęła o ścianę.

GRRR!!!

Dlaczego to musiał być kot? crying

 

A tak poza tym to… Hmm, chyba zbyt idealistyczne dla mnie. Nie wiem, czemu, ale teraz, w trakcie pisania tego komentarza, pomyślałem o plagach egipskich (śmierć pierworodnych…). 

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

tak na szybko to Cywilizacja Słowian Janickiego,

Nie czytałem tej książki, ale mój tata (historyk) wyrażał się na jej temat niepochlebnie. Powinienem w końcu zajrzeć. 

ale też gdzieś czytałem, że ludy niepiśmienne nie miały tak rozwiniętego języka jak te piśmienne.

Hmm… Indianie północnoamerykańscy, Polinezyjczycy, starożytni Celtowie, Inkowie (poniekąd)… Trzy kultury z bardzo dobrze rozwiniętą tradycją ustną i jedno wielkie imperium, a to tylko przykłady z głowy. Raczej nie stworzyliby ich bez ,,rozwiniętego” języka (zresztą, ,,rozwinięty” to w tym kontekście nieładne określenie – chiński jest ,,prymitywny” w porównaniu z polskim, a zobacz, gdzie byli Polacy, a gdzie Chińczycy, ot, choćby w X w.).

też mi coś chodzi po głowie, że ludy żyjące bliżej z naturą częściej używały opisów porównawczych do przyrody niż tworzyły zwroty im odpowiadające.

Możliwe, chociaż to mi zalatuje takim przesadnie romantycznym obrazem ,,szlachetnego dzikusa”.

 

Trochę trudno sobie wyobrazić ewolucję języka od zera…

Właśnie do tego zmierzam, że to się raczej nie wydarzyło. :)

 

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Też mi się kojarzy z opętaniem (i trochę z Lovecraftowym ,,Coś na progu”).

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

marzan – niby fajne, ale szkoda, że zakończyło się pętlą czasową. :P

 

Ponadto prawdopodobnie ówczesny język nie operował na pojęciach abstrakcyjnych.

Oj, a mogę spytać o źródło, bo mi się zapaliła czerwona lampka? W sensie, wiesz, to nie był język, który pojawił się ot tak, w próżni, i wyewoluował sam z siebie, tylko efekt tysięcy lat rozwoju z praindoeuropejskiego. Do tego czasu takie pojęcia powinny się już pojawić.

Jak opisać chatę bez słów: dach, komin, mur?

Kominów wtedy nie było. Jeden problem rozwiązany. :)

stylizacja języka nie ma sensu

Powtórzę to, co chyba już kiedyś mówiłem – idąc tym tropem, który tu zgłębiamy, jeśli akcja dzieje się w Chinach, to bohaterowie powinni mówić po chińsku. I bez przypisów, bo w rzeczywistości nie ma przypisów. :P

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Te dwa zdania powtarzają informację. Jeżeli Twoim celem było napisać krótko, ale treściwie, to spokojnie jedno można by wywalić.

Widzę, że już za późno, ale tu bym polemizował. Kiedy czytałem pierwszy raz, razem z przedmową, pomyślałem, że chodzi o operację… plastyczną. :P (Po co ktoś miałby zbierać kasę na operację plastyczną? Ciul wie, ale moja mama mówi, że jak tylko skończę studia, to strzeli sobie botoks. Tak że różne są podejścia do życia). Dopiero dalszy ciąg rozjaśnił. 

 

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Dzięki za komentarz i, że zawsze wpadasz przeczytać, bardzo to cenię!

To akurat świadczy o tym, że autor zna się na rzeczy. ;)

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Nie pasowało mi po prostu wklejenie kolejnej sceny walki.

Jasne, ciągła rozwałka też będzie czytelnika męczyć. :)

Dzięki wielkie, że dajesz mi taki wielki kredyt zaufania :)

yeswink

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

TheGuru – śmieszne, nawet gdzieś czytałem, że gdyby kosmici przylecieli na Ziemię, mogliby uznać krowy (lub dowolnych innych przedstawicieli inwentarza żywego) za dominującą formę życia, bo po prostu tyle ich jest. :)

Jedna rzecz psuje efekt – dlaczego ,,kwintopody”? Gdzie ta piąta kończyna? Ogon liczą?

Bardjaskier – WW2 to zdecydowanie nie jest moja ulubiona epoka historyczna, ale fabuła trochę mi się kojarzy z oldskulowymi komiksami (znaczy, czytałbym).

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Kurczę… Mam z tą historią dokładnie ten sam problem, co z ,,Modyfikowanym węglem”. Trudno mi kupić taką wizję świata (może to i dobrze?…). W sensie, ,,kradzież” twarzy (oraz cycków) to jest coś żywcem wyjętego z horroru i nie do końca rozumiem, jakim cudem weszła do mainstreamu. Próbuję sobie wyobrazić, jak to wyglądało na początku – podstarzała aktoreczka pojawia się pewnego dnia na gali z twarzą przeszczepioną od imigrantki ze wschodniej Europy? Nikt nie pomyślał, że to chore? Jasne, widzę, że to metafora, ale jednak…

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Dobry wieczór. :)

Skierował się w stronę najdalszej, zacienionej loży…

Opisałeś tę karczmę tak, że loża to ostatnia rzecz, jakiej bym się spodziewał.

Napięcie natychmiast opuściło ramiona, a na twarzy wykwitł szczery uśmiech ulgi.

Pierwsza część zdania na pewno do przeróbki, ale jest późno i w tej chwili nie mam pomysłu, co z nią zrobić. Słowo ,,wykwitł” kojarzy się raczej negatywnie i nie pasuje do uśmiechu. ,,Zakwitł”, od biedy?

Wczoraj piątka heretyków Solastry. (…) A dzisiaj… trójka mi podobnych próbowała zgwałcić bezbronną luminatkę…

Kurde… Może za wcześnie, żeby oceniać takie rzeczy (nie wiem, jaki masz plan na dalszą część), ale osobiście jestem przyzwyczajony do tego, że nowy rozdział (z reguły) zaczyna się w tym samym miejscu, w którym skończył się poprzedni. A tu jest dzień przerwy – w sumie nie wiem, po co. Nie mógł iść do karczmy tego samego dnia, w którym walczył z heretykami?

Ale to twoja historia, więc ufam, że wiesz, co robisz.

 

Dobra, z tego, co jak dotąd przeczytałem, wynika, że sceny akcji wychodzą ci jednak lepiej. TheGuru ma rację, trochę przegadane wyszło.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Hej, dlaczego wstawiłeś ten sam tekst do działu opowiadań (dobrze) i do publicystyki (niedobrze)? Tak tylko zwracam uwagę.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Sympatyczne. I walory edukacyjne są. :)

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Gratulacje. :)

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Dzięki, w przypadku Chestertona postanowiłem się zadowolić ebookiem z Projektu Gutenberg, ale ta książka może się przydać jako całokształt. heart

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Sympatyczne. Czasem trzeba wpuścić taki promyczek. :)

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

OK, wróciłem.

Poświęciła na pisanie twórcze kawał życia…

Musi być, że twórcze? Chyba każdy, słysząc ,,pisanie” pomyśli o pisaniu książek, a to dookreślenie mi się bardziej kojarzy z nazwą kierunku na studiach.

Rysia rozpięła koszulkę…

Err… Może ,,rozpięła kołnierzyk/rozpięła górny guzik koszulki”?

– Jupi! – krzyknął Jasiu.

Przed chwilą płakał. Taki przeskok jest normalny? (Tylko pytam, nie znam się.)

logo Motorhead

Mają umlaut nad przynajmniej jednym ,,o”. ;)

Ostatecznie została w łóżku, nie chcąc obudzić Jasia.

Pokój chłopca wypełniała szarość poranka.

Wydaje mi się, że tu zabrakło gwiazdki (nagły przeskok).

Jestem Wiewiór Rudawy i przybyłem z planety O – rzech.

Raczej ,,O-rzech”, bez spacji, bo to jedno słowo.

setki, miliony, miriady gwiazd!

Miriada to 10 000. Umieszczenie jej po milionie trochę psuje efekt (chyba że miało być ,,miliardy”).

– Niech mi pan powie – zapytał Dukla, nachylając się w stronę przesłuchiwanego.Ggdzie pan był o dwudziestej drugiej we wtorek?

Zginęła pauza.

pt. Czarodziejski kapelusz

Żelazna zasada – żadnych skrótów w beletrystyce! O zapisie tytułu powiedziała już bruce.

 

Tyle z łapanki. Zaskoczyło mnie, że Pan Wiewiór jest tym dobrym (jego rozmowa ze Stefanem raczej to potwierdza, zjawia się, aby po swojemu wymierzyć sprawiedliwość), bo z początku wyglądał mi na postać mocno zainspirowaną tytułowym bohaterem filmu ,,Babadook”. Szkoda tylko, że efekt psuje wielka dziura fabularna – nic nie wskazuje na to, że Stefan zamierza zabić Rysię! Nie ma motywu, nic.

Chyba że jestem w błędzie i zabójcą jest od początku upiorny wiewiór, który chce mieć chłopca tylko dla siebie. Ale wtedy sensu nie ma ostatnia rozmowa, w tym Stefanowe ,,co ja zrobiłem”.

Nie zmienia to jednak faktu, że czytałem z zainteresowaniem (a Pan Wiewiór ma zadatki na postać kultową).

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Hej, napiszę bardziej rozbudowany komentarz, jak włączę komputer, ale na razie mam jedno pytanie – to w końcu Rysia/Ryszarda czy Renia/Renata? Dwa razy się zmienia.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

– Zgodnie z wolą… Khe, khe! – Pan Gąsienica zaniósł się kaszlem od oparów fajkowego ziela. – Zgodnie z wolą Jaśnie Oświeconego Saurona Kier obecne tu Alicje, w liczbie trzech, oraz Gandalf Biały zostają skazani na śmierć… przez ścięcie!

– Ściąć ich! – ryknął entuzjastycznie tłum orków.

– Niedoczekanie wasze! – Gandalf dobył miecza o rękojeści zwieńczonej główką białego królika. Wyzionął z fajki potężny kłąb dymu o duszącym zapachu i już go nie było.

– Khe, khe!… Zaraza… – wydusił starszy sierżant Hubrggog, kiedy oszałamiające działanie fajkowego ziela ustąpiło. – No, na czym żeśmy to stanęli?

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Dwieście lat, Bil… sir Davidzie! ;)

W tym roku chyba Mel Brooks też obchodzi setkę. 

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

W samym środku rozjarzonego kręgu klęczał poturbowany młody chłopak. Wypaleniec.

Miał przypiętą do pasa nietypową broń – misterną rękojeść, z której opadał pęk elastycznych, segmentowych ostrzy. Urumi.

Na twoim miejscu unikałbym takich jednowyrazowych dookreśleń, a przynajmniej nie wkładałbym ich w usta narratora. Show, don’t tell.

Co do urumi – obiło mi się o uszy, że nie wiadomo, czy ta broń faktycznie była używana (i skuteczna) w prawdziwej walce. Osobiście nie jestem zwolennikiem wydziwianego uzbrojenia, nawet w fantasy – ale to już moje widzimisię.

Przestrzeń wokół pękła, gdy z ciał buchnęły słupy oślepiającej jasności, a uświęcone hełmy uległy metamorfozie. Przybrali postacie awatarów. Fizyczne powłoki zniknęły pod mocą ofiarowaną przez Solastrę.

Ojjj, będzie Dragon Ball?

 

Nie dajesz czytelnikowi taryfy ulgowej i na dzień dobry zarzucasz go dużą liczbą pojęć i nazw własnych – szanuję to. Z drugiej strony, warto się pokusić o bardziej szczegółowe opisy – ja na przykład teraz nie wiem, jak wyglądają te całe awatary. Wyobraziłem sobie połączenie Son Goku z paladynem z Might & Magic, tak miało być?

Skumulował w dłoniach potężną kulę skondensowanego światła i cisnął nią prosto w pierś przeciwnika.

HADOUKEN! :D

Nie będzie żadnego zakonu, żadnej Złotej Gwardii ani Dziedzica.

Jaaasne. ;)

Z początku chciałem powiedzieć coś zgryźliwego na temat ekspozycji w drugiej części tekstu, ale po namyśle uważam, że wybrnąłeś całkiem zgrabnie. yes Zastanawiam się, czy uderzenie w tony najbardziej sztampowego fantasy (Dziedzic, złamany miecz…) nie ograniczy ci liczby czytelników. Ja lubię te klimaty, ale obawiam się, że jestem w mniejszości. :P

 

Mimo podśmiechujek ze sztafażu anime, muszę przyznać, że mnie wciągnęło (inaczej bym nie doczytał do końca) – być może zasługa świata przedstawionego, bo widać, że pomysł masz, tylko pytanie, co z nim zrobisz. Tak że – czekam na dalszy ciąg.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Oj, Chesterton jest w domenie publicznej i znajdziesz go ho-ho i trochę wszędzie w Internetach…

O, a to nowość, dobrze wiedzieć.

Ale dzieła wszystkie? Pendrive Ci wybuchnie laugh

Licznik pokazuje, bagatela, 20 000 stron. Wyobraź sobie moją zgrozę, kiedy otwarłem książkę w aplikacji i coś się zaczęło pobierać… XD

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Amazonki na ziemiach dzisiejszej Polski przyjmuję bez zastrzeżeń, bo Scytowie. :) Niemniej jednak, jako człek wścibski i złośliwy oczywiście sprawdziłem, skąd się wzięła nazwa ,,Mazowsze”. Wikipedia twierdzi, że od błota. :I Ale OK, baja.

Natomiast bardzo podoba mi się tytuł, pasowałby do jednej z ,,moich” piosenek. ;)

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Poszperałem. Wersji papierowej nie znalazłem, za to dotarłem do ebooka na Legimi. :D

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Trochę nielogicznie wypada dla mnie wątek, że nagle przyjeżdza sam Cesarz(sic!) do jakiejś zapyziałej dziury żeby wymierzyć sprawiedliwość na proroku. Nawet Chrystusa nie karał sam władca z oliwkami na skroniach, a miejscowy prefekt (namiestnik), czyli Pontius Pilatus(nie lubie wersji polskiej tego imienia :P). To mi lore’owo bardzo zgrzytło.

Nie chcę się wtrącać w dyskusję, ale jakie to ma znaczenie? Równie dobrze można stwierdzić, że książę próbujący znaleźć miłość życia na podstawie zgubionego pantofla jest nierealistyczny. W przypowieści, jak w baśni, ważniejsza od wiarygodności jest rola postaci w historii. W sumie nietrudno sobie wyobrazić, że hipotetyczni późniejsi wyznawcy złotokrwistego opowiadają taką właśnie, podkoloryzowaną wersję jego żywota – z cesarzem zamiast jakiegoś lokalnego biurokraty. ;)

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Historię o samicach, zjadających większość samców i pozostawiająca sobie, tylko nieliczne okazy, aby im służyły, po praniu mózgu, nie uważasz za dziwaczną

No właśnie nie jest dziwaczna, bo po zeskrobaniu warstwy zewnętrznej zostają międzygwiezdni podróżnicy podglądający obcą, egzotyczną cywilizację – czyli standard w SF (zresztą ,,feminist fantasy” to nie jest znowuż taki nowy wynalazek). Może to wina tej nieszczęsnej końcówki. Chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że ,,dziwaczność” to pojęcie względne. ;)

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Nie zrozumiałem. Myślałem, że to świnie. blush

Wydaje mi się, że w takich króciutkich tekstach musi być jakiś twist na końcu, zwłaszcza jeśli historia jest w jakiś sposób dziwaczna (ta w sumie nie jest, ale na pierwszy rzut oka sprawia takie wrażenie). Inaczej czytelnik zostaje z odczuciem ,,WTF?”.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Musiałem sobie skopiować cały komentarz do analizy. :P

Ale tak, myślę o tym, żeby wysyłać bezpośrednio do redakcji.

Powodzenia! 

Zawsze byłem team “Princess Mononoke” :D

 Dwa razy próbowałem to obejrzeć i ani razu nie dokończyłem. XD Wynudziłem się, co trochę zaskakujące, bo to chyba najbardziej typowe fantasy w dorobku Miyazakiego, więc powinno mi się podobać. Ot, zagadka. Natiomiast ,,Spirited Away” oglądam minimum raz do roku. ;)

… chciałem dać większą moc samej historii, to jednak tekst trochę odbija pod tym kątem od klasycznej przypowieści.

Tak, za dużo szczegółów jak na przypowieść.

Chrysaim celowo jest prowadzony bez wyraźnego charakteru, tajemniczy, tak naprawdę do końca nie wiemy o nim nic, poza kilkoma zasadami, czy specyficzną pomocą. Nawet nauki pozostawiłem w tle, żeby nie wychodziły na wierzch historii. (…) nagle ktoś oddaje życie i nie wiemy do końca jakie słowa z nauk go do tego skłoniły. Możemy zadawać sobie pytania czy słusznie.

Hm, może znowu mnie poniosło z interpretacją, bo w ,,Utopii” też się dopatrywałem różnych rzeczy, których tam wcale nie było (z wykształcenia jestem literaturoznawcą, tak w ogóle XD). Ale teraz lepiej rozumiem zamysł. 

Potem pojawia się Vorian i Chrysaim mimo wszystko nie ratuje tej kobiety. Ma na to swoje wytłumaczenie, jakąś wielką mądrość, ale czy jest to słuszne zachowanie z punktu widzenia każdego czytelnika?

No właśnie w tym momencie ,,prorok” (kurczę, przepraszam, że tak się uczepiłem tego słowa, ale mam fatalną pamięć do imion i przez większość czasu tak o nim myślałem) zaczął mnie wkurzać, bo o ile akcję z dzieciakiem jeszcze zrozumiałem, to odrzucenie ofiary żołnierza jawi mi się już w kategoriach ,,nie, bo nie”.

Nie zgodzę się, że jeśli cesarz jest zły, a tutaj rzeczywiście jest, ale bardzo chciałem zrobić odwróconą psychologie Piłata (tamten nie chciał zabić Jezusa, ale to zrobił bo lud tego chciał, po czym umył ręce – tutaj cesarz chciał go zabić, ale to on przekonywał lud, po czym wyszło to tak, jakby lud tego chciał sam, troszkę zrzucenie odpowiedzialności na ludzi), to znaczy, że nie może mieć racji. Najgorszy człowiek świata może mieć racje w niektórych dyskusjach. I tutaj dochodzimy do punktu, czy myślałeś o tym, że on może mieć w ogóle rację. Jak nie – zawaliłem, ale po dyskusjach na becie, jak i po komentarzach wiem, że sporo osób to tak odczytało. Mamy tu dość poważny problem moralny, a to, że Sera była zdruzgotana i odeszła nie znaczy, że cesarz nie miał trochę racji w całym swoim byciu złolem. 

Troszkę nie rozumiem. Bo zobacz:

– Dobrze wybraliście – oznajmił Kaelion, a jego głos niósł się nad placem niczym wyrok. – Wróciliście na jedyną drogę, jaka wam przysługuje. Drogę porządku, na której nikt nie musi dźwigać ciężaru zrozumienia rzeczy zakazanych.

Cesarz milczał przez chwilę, pozwalając, by to upokorzenie wsiąkło w ich serca. Potem zrobił pół kroku w stronę Chrysaima i nachylił się do jego ucha.

– Możliwe, że masz rację – szepnął Kaelion tak cicho, że usłyszał to tylko skazaniec. – Widziałem to w ich oczach.

Ja ten moment zrozumiałem tak – cesarz zna nauki Chrysaima, wie, że będą zagrożeniem dla jego władzy, więc manipuluje ludźmi, żeby sami przestali wierzyć ,,prorokowi”. Może to kwestia tego, że nie znam szczegółów jego doktryny, ale podświadomie założyłem, że głosi to, co każdy prorok (kochajcie się, troszcie się o siebie nawzajem, bla bla bla) – i tak wpadłem w pułapkę tropów zakorzenionych w naszej kulturze, bo wiadomo, że guru-hipis musi być dobry, a cesarz, przedstawiciel grzesznej ziemskiej władzy – zły. Ciekawa sytuacja.

Ewentualnie, okopując się na mojej pierwotnej interpretacji postaci Chrysaima, obaj są źli i obaj manipulują.

Zachowanie wioski, ale przede wszystkim Tarina i Belora też dają dużo pola do interpretacji. 

(Boziu, ile razy ja przeczytałem ,,Tarnina” zamiast ,,Tarina”… XDDD)

Wcześniej jakoś nie zwróciłem na to uwagi, ale właśnie teraz, przy ponownym przeglądaniu tekstu, się zastanawiam, dlaczego wieśniacy tak szybko przeszli od bycia gorliwymi zwolennikami ,,proroka” do rozrywania na strzępy. Cesarz jest aż taki złotousty (jakkolwiek niefortunnie to nie zabrzmi w tym kontekście), że przekonał wszystkich? Bo jego wypowiedzi nie są jakoś szczególnie sugestywnie, przynajmniej dla mnie.

Dzięki za obszerny komentarz i wybacz za taką litanię w ramach odpowiedzi!

Nie ma za co i nic się nie stało – też sobie lubię pogadać. :) 

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

OK, jestem.

Jeśli chodzi o walory literackie tekst jest moim zdaniem bardzo dobry, a przy tym nie wstydzi się tego, że jest fantastyką (bo mamy trochę worldbuildingu). Na czysto dosłownym poziomie przypomniał mi wątek Boga Bez Twarzy ze ,,Spirited Away” i to mogło trochę wypaczyć mi odbiór (to i ,,Diuna” :P).

Największy problem mam z główną myślą. Ja wiem, że przypowieści są po to, żeby przekazać jakąś myśl, a nie zachęcać do interpretacji, ale właśnie to mi najbardziej przeszkadzało. Bo mówię, mam trochę inne podejście, i dziwaczny facet, który nagle pojawia się w wiosce i zaczyna się bawić w guru, a przy tym chyba nie do końca jest człowiekiem, jawi mi się jako dość podejrzane indywiduum. Na końcu ginie rozerwany (umęczony?) przez tłuszczę, a jedyna sprawiedliwa, która od razu mu uwierzyła, odchodzi zniesmaczona.

Cesarz to populista, co o lud się nie troszczy i widzi w złotokrwistym tylko zagrożenie dla swojej władzy, czyli standard – kiedy w fantasy pojawia się cesarz/imperator, można stwierdzić z 90-procentową, że jest zły. W efekcie konflikt jest zupełnie czarno-biały, a czytelnik zostaje na końcu z wbitym do głowy przekonaniem, komu powinien przyznać rację.

Te, powiedzmy, ideologiczne przyczyny powstrzymują mnie przed nominacją (spokojnie, na pewno ktoś jeszcze przyjdzie), ale uważam, że sam pomysł, wykonanie i przemyślana konstrukcja nakazują przynajmniej rozważyć publikację w druku.

P.S. Żona Elora to postać IMO o zmarnowanym potencjale. Nie ma jej w scenie jego śmierci, nie widać, by rozpaczała, i wyskakuje jak królik z kapelusza dopiero w momencie, w którym na gwałt potrzeba powodu, dla którego ktoś opowiada się po stronie takiego buca jak cesarz. :P Skoro on i tak jest zły, ,,prorok” dobry, a ludzie zaślepieni, to po co w ogóle ją wprowadzać?

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

W domu napiszę merytoryczny komentarz, tymczasem – nie uważasz, że zmarnowałeś na internety tekst, który spokojnie mógłby polecieć do papierowego NF-a? ;P

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Ooo, zgadywanki! Nie znam biografii Goi (poza tym, że na koniec ogłuchł i oszalał) ani tym bardziej wszystkich jego obrazów, ale Maya podpowiedziała klucz interpretacyjny. Kolejnych dzieł nie kojarzę (zresztą teraz zacząłem się zastanawiać, czy faktycznie opisujesz obrazy, czy tylko do nich nawiązujesz), aż do ,,Saturna…”. Potem jest chyba ,,Sabat czarownic”, ale on też mi się kojarzy inaczej (albo to inny obraz :P). Na końcu ,,Okropności wojny” i ,,Rozstrzelanie powstańców madryckich”, a małpa jest chyba z ,,Kaprysów”.

Historii żadnej tu raczej nie ma, bardziej ciąg impresji, ale podziwiam ludzi, którzy potrafią wysmażyć opis obrazu inny niż ,,Na pierwszym planie drzewo. Na drugim tańczące Eurydyki”. :)

Starzec dostrzega w ciemności nagi tors, tuż za kobietami. Umięśniony, o jędrnych bicepsach.

Niby wiem, o co chodzi, ale… Czy tors może mieć bicepsy? W sensie, czy bicepsy można uznać za na tyle integralną częścią torsu, żeby usprawiedliwiały taką konstrukcję? :P

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Dobry tytuł to 50% sukcesu. :P

,,Dziecka Rosemary” nie oglądałem, więc historia kojarzyła mi się głównie z filmem ,,Niepokalana” (gniot jakich mało, unikać). Zastanawiam się, czy nie zrobiłoby jej lepiej osadzenie w czasach historycznych – nie jestem ekspertem od życia zakonnic, ale zawsze mi się wydawało, że teraz zakony bardziej się troszczą o zdrowie psychiczne członków. Z Brygidą trudno mi było sympatyzować, bo miałem wrażenie, że jej problemy są sprzężone właśnie z tym, że sama się uparła, że nie będzie szukać pomocy. Trochę dziwna postawa – no dobra, ona jest ze wsi, pewnie konserwatywne wychowanie, ale jednak…

Nie rozumiem też, dlaczego zło uwzięło się akurat na Brygidę, akurat teraz. ,,Nie czytaj fantastyki, bo przyjdzie diobył i cię zgwałci”? Ja bym pociągnął dalej wątek z siostrą Aleksandrą – eksploracja takich, niezgodnych ze światopoglądem bohaterki uczuć moim zdaniem byłaby bardzo interesująca. No, ale to nie mój tekst, tylko sugeruję.

Żeby nie było, że cały czas narzekam – podoba mi się ostatnie zdanie:

Obudziła się jako Magdalena w ciemnym miejscu, gdzie czekał na nią ukochany z oczami jak kule ognia.

I fajny, choć nie wiem, czy zamierzony, zabieg z prawdziwym imieniem, które w katolickim folklorze jest kojarzone z nawróconą grzesznicą.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

W sumie nie wiem, co powiedzieć – uwielbiam, kiedy fantasy wykracza poza standardową Słowiano-Celto-Skandynawię, ale ten ten tekst jest dla mnie stanowczo za krótki. Może dlatego, że Afryka jednak kojarzy mi się z takimi epickimi wędrówkami przez sawannę i ogólnym rozmachem.

To nie był tylko krzyk – ściana dźwięku, która miała przypomnieć bestii, że ta ziemia wciąż należy do żywych.

Przepraszam, śmiechłem. Ściana dźwięku kojarzy mi się wyłącznie z metalem. ;)

Też mi przeszkadzało, że wódz przynajmniej dwa razy używa słowa ,,nienaturalny”, które IMO jakoś nie pasuje do afrykańskiej mitologii.

Plus jednak za sam nieoczywisty sztafaż – teraz czekam na historie z kolejnych zakątków świata. ;)

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Hmm… Hmmm… HMMM…

10 piórek granatowych.

7 zielonych.

3 czerwone/bordowe (dla mnie wsio rawno :P).

I aż 6 złotych.

Pięć tekstów na razie pozostaje bez oceny.*

No to może złote, zielone, granatowe i bordowe tworzą skalę, a czerwony, jak napisała OG, oznacza dyskwalifikację? Nie wiem, nie znam się, idę spać. XD

*Dane z godziny 17, może od tego czasu coś się zmieniło.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

O widzisz, ilu czytelników, tyle opinii, bo wyżej pojawiły się głosy, że zakończenie jest oczywiste.

Znaczy, ja obstawiałem, że rzuci się do tej studni (nie wiem, dlaczego, ale taki sposób zejścia wydaje mi się bardzo ,,romantyczny” :P; pewnie zasługa prerafaelitów) albo odwiozą ją do wariatkowa, jak w porządnym kosmicznym horrorze. Asymilacji przez roślinki nie wziąłem pod uwagę, ale mówię, wydaje mi się lepsza niż moje pomysły. :)

planuję popełnić coś w tym klimacie w przyszłości. Mam nadzieję, że wyjdzie dłuższe.

Powodzenia!

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Złoty – 5/5 punktów,

zielony – 4/5,

granatowy – 3/5,

bordowy – 2/5,

czerwony – 1/5?

Jak dotąd najwięcej jest granatowych, a statystycznie największe szanse są właśnie na to, że większość zgłoszeń znajdzie się w kategorii ,,OK, ale niczego nie urywa”. :P

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Legitny staroszkolny horror. Skończył się trochę inaczej niż oczekiwałem, chyba nawet lepiej. ;) Przyczepiłbym się tylko do tego, że akcja leci ciut za szybko – takie utwory stoją głównie klimatem, więc nie obraziłbym się za więcej opisów, zwłaszcza że czyta się je przyjemnie.

Nie o dzikie chwasty tu szło, ni o glinę, co po dżdżu kleiła się uparcie do trzewików. (…) W trawie, co wzgardziwszy światłem dnia, ku ziemi źdźbła kierowała…

Mam wrażenie, że tu pocisnęłaś za bardzo. Stylizacja miała być na XIX-wieczną angielską literaturę grozy, a SOV kieruje skojarzenia raczej ku przegiętemu średniowieczu/wczesnej nowożytności. No i to ,,co”, ,,ni”, ,,dżdż”… Później jest już OK.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Dwudziestowieczna ludzkość jest dużo głupsza niż w czasach świetności Persji.

Też tak czasem myślę. :\

Tę historię akurat znam, tylko nie do końca zrozumiałem, czy to Persowie polecieli w kosmos, czy to byli zwykli Starożytni Kosmici. Ale tajemnicze szyfry zostawione dla jaj nieodmiennie bawią. :D

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Bułgarii w ogóle nie znam.

Szkoda, piękny i ciekawy kraj, u nas niesłusznie traktowany z lekceważeniem. :)

Nie, to absolutny przypadek.

Raczej szczęśliwy zbieg okoliczności. Widzisz, ja byłem pewien, że to coś znaczy – taka fajna liczba. ;)

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

A miałeś jakiś pomysł na fabułę do tego obrazu?

Chciałem wreszcie zrobić coś z Bułgarią, ale to był raczej mglisty zarys niż pomysł. Co prawda oni mają te kościółki trochę inne (nie takie cebulaste kopuły, tylko bardziej jak Hagia Sofia), więc trzeba by było odpowiednio zmrużyć oczka. Ale cóż, jak już mówiłem, w między czasie wyleciałem myślami na orbitę i porzuciłem zamiar pisania na konkurs.

Przeglądałam listę rosyjskich imion męskich i szukałam takich, które nie mają związku z szeroko pojętym chrześcijaństwem, a najlepiej mają jakieś mroczno-agresywne korzenie.

Aaa, dobra, to ma sens.

A poza tym poza moralnym upadkiem chciałam pokazać coś jeszcze, ale o tym nie chcę mówić na głos. Niech czytelnicy sami szukają.

Ech, coś mi te interpretacje słabo idą ostatnio. :\

Tak swoją drogą, czy podział na dwanaście rozdziałów miał nawiązywać do dwunastu przykazań Daniły Filipowicza (założyciela sekty chłystów)? Na dosłownym poziomie nie widzę niczego, co miałoby z nimi związek, ale to było moje pierwsze skojarzenie.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Ten obraz to był mój pierwszy wybór, ale się spóźniłem. :\

Nie, no moim zdaniem fantastyka ewidentna, historii alternatywnej co prawda nie wyłapałem (chyba że z tym zamykaniem cerkwi, bo wydaje mi się, że coś takiego się nie zdarzyło… Rosja nie leży w orbicie moich zainteresowań), ale kulawego L. Świetłego rozgryzłem od razu (nie wiem tylko, czemu Martinowicz; Martin, Martin… z niczym mi się nie kojarzy).

Ogólnie bardzo ,,rosyjski” tekst (przynajmniej dla mnie – patrz wyżej), tzn. jest wschodni klimat, religia i bezsens istnienia. Tylko nie do końca rozumiem, po co kolejny raz opowiadać tę samą historię moralnego upadku, która pojawiła się już w dziesiątkach filmów, książek i tak dalej. Inni czytelnicy pewnie będą zadowoleni, ale mi tym razem nie siadło.

Lonia obracał się…

Literówka? Wszędzie jest ,,Lionia”.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

SNDWLKR (nie podejmę się robić wołacza laugh)

(:

Czyli najlepiej żebyś nigdy nie zdążał na klikanie, bo zostanie Ci tylko nominacja?

Heh, chciałem wreszcie użyć sformułowania ,,podwójny klik”, ale nie było mi to dane. ;(

Co do oryginalności, nie pamiętam, kiedy ostatni raz czytałem tekst z diabłami i aniołami, w którym diabły byłyby faktycznie złe, a anioły faktycznie dobre. Ciekawych czasów dożyliśmy, że taki ,,naturalny” w sumie układ stanowi ciekawą odmianę, ale tak jest. :)

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

XVII. Roztańczony Anioł

Lubię ten tekst. Nie powiem, żeby zmienił moje życie, bo moje życie zmieniło ,,O baśniach” ;), ale to i tak jedna z najmądrzejszych rzeczy, jakie czytałem. On jest dostępny w Polsce, tzn. na papierze?

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Chwała ci za to, że nie użyłeś tagu ,,angel fantasy”, bo przy całej mojej miłości do prozy pani Kossakowskiej zwykle unikam tego gatunku jak ognia – a przegapiłbym przez to świetny tekst.

Angel fantasy nie lubię m. in. ze względu na zamiłowanie autorów do uczłowieczania Lampki w imię modnego współcześnie podejścia ,,a, bo przecież on nie mógł być taki zły, to wszystko propaganda, wysłuchajmy jego wersji”. Tylko że diabeł to nie jest ,,postać”, którą należy rehabilitować, ale symbol/personifikacja Zła, którą czytelnik ma potępić. Dlatego bardzo mi się podoba w sumie prosty zabieg, jaki tu wykorzystałeś – tym razem Lucyfer jest twardogłowym służbistą, a idealistyczny Michał stanowi jego przeciwieństwo. W tej chwili to przejaw szalonej oryginalności. :D

Kosmologia też jest ciekawa, z abstrakcyjnym Bogiem i tak dalej. Na twoim miejscu pewnie poświęciłbym więcej miejsca konstrukcji świata (apokryfy to niewyczerpany skarbiec inspiracji), ale ja fetyszyzuję mitologię i lubię plastyczne opisy. :)

Więcej grzechów nie pamiętam. Nie mogę już kliknąć, za to chętnie nominuję do Piórka. Powodzenia w konkursie!

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Jak całkiem niedawno mówiłem, nie lubię fanfików, ale dla Cyberpunka jestem skłonny zrobić wyjątek. :) Nawet wciągające, ale nie czarujmy się, literatura wysokich lotów to to nie jest. Przez cały czas po głowie kołatało mi się porównanie z moją ulubioną grzeszną przyjemnością, cyklem ,,Sigma Force”. Szkoda, że to ewidentnie fragment (jest taki tag, możesz – powinieneś – zmienić), więc szumne zapowiedzi ze wstępu można między bajki włożyć – a przyznaję, chętnie poczytałbym cyberpunk z fabułą w stylu fantasy. Duży minus też za to, że poświęcasz sporo miejsca na ekspozycję, a najciekawsze fragmenty streszczasz.

P.S. Nie jestem fanem Johna Wicka, więc sekwencję hurtowego wyrzynania gangusów skwitowałem uniesieniem brwi.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Nigdy o czymś takim nie słyszałem, ale szczerze wątpię. Raz, że od gejsz jako luksusowych pań do towarzystwa raczej trudno było wymagać zachowania czystości (z drugiej strony, moje źródła nie są zgodne w kwestii tego, jak często i czy w ogóle gejsze sypiały z klientami). Dwa, że w japońskiej kulturze, w przeciwieństwie do naszej, nie ma kultu dziewictwa.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Wspólnymi siłami dojdziemy do sedna. :D

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Ja w pierwszym momencie (tzn. kiedy się okazało, że jest w ciąży) pomyślałem, że to jedna z ,,żon” Celeba, który ,,był złym człowiekiem”… Ale jak to się ma do reszty tekstu?

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Uznam pojawienie się tego tekstu akurat teraz za znak od Wielkiego Ducha – dopiero co wczoraj sam zacząłem pisać historię w podobnym klimacie (dla której zresztą zrezygnowałem z udziału w konkursie). XD

Przyznaję, forma nie przypadła mi do gustu. Trochę przypomina teledysk – krótkie ujęcia, szybkie przejścia. Ledwie przetrawię jedną scenę, już dzieje się coś nowego. No i te krótkie, telegramowe zdania… To już kwestia preferencji, bo osobiście nie cierpię takiego staccato i nie mogłem się przez nie skupić.

W efekcie nie za bardzo jestem w stanie powiedzieć, co właśnie przeczytałem. Indianin stracił syna, więc jeździ za gościem, który kradnie ludziom twarze(?), a mormoni (swoją drogą, czemu z wielkiej litery?) są chyba źli. Ale nie mam pojęcia, o co chodzi z dziewczynką.

Sporo literówek, ale widzę, że bruce już zrobiła łapankę.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Kurczę, nie chcę, żeby to wyglądało jak próba szantażu z mojej strony… ale tak, już zająłem się czymś innym i szczerze mówiąc do tamtego pomysłu nie bardzo mam ochotę wracać.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Przykro mi, ale chyba też się wycofam. Wiem, że nie skończę tego tekstu, a jeśli ktoś ma pomysł i motywację, nie chcę blokować kolejki.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Łolaboga, chatboty groźniejsze od T-800! :\

Yep, są AI artyści, AI writerzy, AI piosenkarze itd. Kutas Records mają miesięcznie ponad 700 000 słuchaczy na Spotify, a to muzyka od A do Z stworzona przez AI.

Szczerze mówiąc mnie bardziej zastanawia, dlaczego ktoś chce to czytać/oglądać/słuchać…

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

słyszałeś o przypadku z Belgii, gdzie mężczyzna popełnił samobójstwo po rozmowach z chatbotem Eliza?

Nie… surprise

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Hej!

Wiedźmin + fraszka = ,,Lambert, Lambert, ty…” ;) (Wciąż jestem bardzo dumny z każdego nawiązania, jakie uda mi się wyłapać. :P)

Dobra, a tak na serio – nie komentowałem jeszcze żadnego twojego tekstu, bo szczerze mówiąc nie lubię fanfików i nie przepadam za Wiedźminem, ale ten jest króciutki, więc dałem szansę. Zagadka akurat była łatwa (o Dijkstrze z książki zapamiętałem tyle, że wygląda jak prosiak, Filippy główną cechą było to, że zamienia się w sowę, a gryfa można się domyślić z tytułów pozostałych tekstów). O formalnościach Ślimak napisał już bardzo mądry komentarz, więc nie będę nic dopowiadać. Mogę tylko życzyć powodzenia w dalszym rozwoju twórczym. :)

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Będziemy się śmiać, póki jakiś idiota faktycznie nie zginie w ten sposób. :P

 

Holly,

Dalej nie rozumiem. Ona grała w jakimś filmie?

Sarah to postać z filmu. Nie oglądałaś ,,Terminatora”?

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Zawiązało się już jakieś lobby na rzecz przedłużenia terminu? :P

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Z początku olałem ten tekst, bo ,,miłość” (chociaż czy to na pewno miłość?…), ale potem trafił na główną, zobaczyłem zdanie o klubie i postanowiłem zajrzeć. Akurat te klimaty są mi bliskie, czy tego chcę czy nie. :P

Trudno powiedzieć, żeby mi się podobało, bo przedstawiona sytuacja jest niefajna, niezależnie od tego, jak ją rozumieć, ale czytałem z zainteresowaniem, chcąc wiedzieć, jak się skończy. Wieloznaczny finał zdecydowanie na plus. Nie wiem, czy moja interpretacja jest tutaj słuszna, jednak odniosłem wrażenie, że Lola-lalka nie do końca posiada własną osobowość – tak mi się wydaje po końcówce, gdzie zmienia styl i zaczyna słuchać jazzu; dostosowuje się do nowego ,,pana”. Jeśli tak, to całkiem ciekawy i niepokojący pomysł.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Za dużo do komentowania tu nie ma, ot, scenka z wodnikiem(?) na łowach. Przypomina sekwencję z początku filmu, przed napisami, która ma wprowadzić w klimat zanim na scenę wkroczy główny bohater.

Miło cię znów widzieć. :)

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

A to ciekawe. Nie widziałem tego filmu. Zawsze myślałem, że to seria o ściganiu się samochodami, a że średnio mnie to interesuje to nigdy się za to nie zabrałem.

Sprawdziłem i tak, to faktycznie było ,,2 Fast 2 Furious”. Mnie też niespecjalnie rajcuje tematyka okołomotoryzacyjna, ale kiedyś leciało w TV, więc postanowiłem sprawdzić, o co tyle krzyku. Niestety strumień głupoty lejący się z ekranu mnie pokonał. :P Dokładnie, to scena ze szczurem* była kroplą, która przelała czarę. A tu proszę, niespodzianka…

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Nie wiem, co powiedzieć. Na dzień dobry ujrzałem taki oto kwiatek:

niczym sen przesuwający się po granicy jawy i snu

więc podszedłem do tekstu, no, z mało optymistycznym nastawieniem. Drażniły mnie gawędziarskie wstawki – ,,drogi czytelniku, to ja, narrator; będę ci przypominać, że to tylko bajka” – i niespójności fabularne. Najpierw przedwieczni gonią Marzenę, żeby ją siłą ,,reinkarnować”, a chwilę później są już zakolegowani i pozwalają jej pomagać? To jakaś demonstracja logiki snu, bo inaczej nie umiem tego wytłumaczyć?

Odnoszę wrażenie, że celowałeś w pixarowskie klimaty, ale moim zdaniem nie do końca wyszło. Z drugiej strony, sam nie lubię rzewnych opowieści (poważnie, skąd ta moda na epatowanie żałością?) i jestem raczej odporny na próby wzbudzenia emocji. Tak czy inaczej, opowiadanie nie przypadło mi do gustu. 

P.S. Nie chcę się czepiać, ale tag ,,dark fantasy” moim zdaniem jest tu nie na miejscu – ani to fantasy, ani szczególnie mroczne.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Może doprecyzuję – kojarzę ten motyw głównie ze sceny w jakimś sensacyjnym filmidle (drugiej części ,,Szybkich i wściekłych” bodajże). Dopiero później się dowiedziałem, że to rzeczywista praktyka. :P

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Fuj. Nie zgadłbym.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Czekam na twój tekst. Chyba weźmiesz udział w konkursie?

Wybrałem sobie obraz, zobaczymy, co z tego wyjdzie. ;)

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Jeden z lepszych tekstów w twoim dorobku. To chyba kwestia tego, że tym razem postawiłeś na duet, chemia między bohaterami ładnie napędza opowiadanie. Obraz wykorzystany IMO naprawdę nieźle i oryginalnie, ale o tym, że pomysłów można ci tylko pozazdrościć, już wiesz. :)

Z drugiej strony – historia urywa się w tym momencie, w którym właściwie powinna się zacząć. :P Osobiście chętnie bym poczytał o perypetiach dwójki zakapiorów w obcym świecie. To zresztą bolączka wszystkich twoich tekstów – zawierają sporo opisów, a przynajmniej szczegółowych objaśnień działania świata, podczas gdy fabuła jest, cóż, pretekstowa.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

bruce & Holly,

no dobrze, przyjmuję do wiadomości. Chociaż sam za tym zabiegiem nie przepadam.

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Władza dynastii Tauronów sięgała bowiem ku Bosforowi, wybrzeżom Morza Śródziemnego i aż po dolinę Nilu. Od roku 1615 Konstantynopol – perła znad Bosforu – pozostawał w rękach polskich.

Taaa…

Jeśli chodzi o treść, to mamy a) wprowadzenie (jakie długie! O:), jako żywo przypominające przebieg jednej z moich bardziej udanych kampanii w Total Wara, b) dwa rozdzialiki, z których nie wynika absolutnie nic. Jeśli to ma być zajawka książki/jakiegokolwiek innego projektu, to nie czuję się zachęcony.

Warsztatowo też nie najlepiej, szczerze mówiąc, chociaż wielkiej tragedii też nie ma. We wprowadzeniu jest gorzej niż w części fabularnej, tamto wygląda jakby było sklejone z kilku różnych notatek (obok siebie są dwa akapity o Bałkanach niepowiązane w żaden sposób).

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Hmm… Tylko czy to na pewno fantastyka? Bo jeśli dobrze zrozumiałem (a ostatnio niezbyt dobrze mi to idzie), nie ma diabłów, nie ma aniołów, jest tylko chora psychicznie bohaterka, która widzi różne rzeczy. Innych elementów stricte fantastycznych nie dostrzegłem, a jeśli te nie są ,,prawdziwe”, to mam wątpliwości.

cholernej wieży

Nie za współczesne aby?

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Nowa Fantastyka