Profil użytkownika

Stu­diu­ję we­te­ry­na­rię, śmiesz­ku­ję i piszę opo­wia­da­nia. Do tego gram na gi­ta­rze i wy­cho­wu­ję świn­ki mor­skie. Po­sta­no­wi­łem roz­wi­jać swoje umie­jęt­no­ści tutaj, na por­ta­lu, ale tak samo chciał­bym po­ma­gać innym.

 

Certyfikowany koneser prozy Joe Abercrombiego.


komentarze: 2148, w dziale opowiadań: 1747, opowiadania: 440

Ostatnie sto komentarzy

Cordyceps Cat – Kitty – Sticker | TeePublic

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Demon Cat

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Cats and the Internet – Wikipedia

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Squid cat Royalty Free Vector Image – VectorStock

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

ZiZi!

 

Są to dwa bardzo różne uniwersa – nie wiem, w czym trudno się połapać, bo jeśli nie ma odnośnika do innego tekstu, to nie jest z nim bezpośrednio powiązany. :D

Ten tutaj, owszem, korzysta ze świata Dzieci Śniącego Boga, ale cała jego treść należy do tego opowiadania i nie wynika z innego opublikowanego i nieopublikowanego tekstu. Zakończenie miało być sugestią, że to przyszłość, a cały tekst wcześniej to była opowieść Ahmesa, która mogła, czy też nie, być prawdziwa, ale już krótko po publikacji zauważyłem, że był to zabieg nietrafiony. Trudno.

 

Dzięki za przeczytanie i komentarz!

 

 

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

No, dobrze.

Po pierwsze – gdy ktoś od razu stawia science-fiction jako rzekomo gatunek znacznie dojrzalszy od fantasy, to już wiem, że będzie nieźle.

Ale! Nie powinno mnie to zniechęcać do dyskusji, bo dyskusja jest nieodłącznym elementem życia.

Mamy zarówno dojrzałe fantasy, jak i infantylne science-fiction. Zamiana koni na statki kosmiczne, mieczy na emitery wiązek rozgrzanych fotonów czy inne technologie, a elfów na roboty naprawdę nie są rozwiązaniem, by z historii infantylnej zrobić coś dojrzałego.

Dojrzałość tekstu kryje się w jego przekazie. W jego konstrukcji. Gatunek, w tym przypadku, nie definiuje odgórnie wartości intelektualnej tekstu. Definiuje ją sam tekst.

Poza tym, sposób, w jaki, autorze, wypowiadasz się na temat tego rzekomo infantylnego fantasy świadczy o tym, że o fantasy wiesz niewiele – najpewniej utknąłeś gdzieś na etapie właśnie Tolkiena, Le-Guin i czasów, gdy DnD dopiero powstawało. Być może tak nie jest. Być może czytałeś więcej współczesnego fantasy. Ale po Twoim poście wnioskować można, że liznąłeś jedynie czubka góry lodowej, a próbujesz wypowiadać się o tym, co znajduje się w głębinach.

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Nati!

 

Dobrze Cię znów widzieć!

Bardzo się cieszę, że postęp jest tak widoczny. To opowiadanie z pewnością stanowi wielki kamień milowy ma mojej pisarskiej drodze i cieszę się, że je skończyłem i opublikowałem. Nie spodziewałem się, że otrzyma aż takie wyróżnienia, a tu proszę – zastrzyk motywacji jak nigdy. :D

 

Pozdrawiam!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Gravel!

 

No, doczekałem się <3333

Kopę lat (pół roku z hakiem).

Baaardzo się cieszę, że polubiłaś ten tekst. Gdyby nie ten konkurs i Twoje namowy długo przed nim, to pewnie to opowiadanie by nie powstało, a wtedy bym stracił tyle fajnych emocji. Nie spodziewałem się, że taką furorę zrobi! Warto było tak nad nim ślęczeć. :D

No i bardzo żałuję, że musiałem go skrócić xD Postanowiłem już, że nigdy już nie będę przycinał opowiadań w taki sposób – jak się nie mieści w limicie, a nie da się go tylko “estetycznie” okroić, to trudno, znajdę dla niego inne zastosowanie.

Dzięki wielkie! :3

 

Verus!

 

W sumie to samo, co napisałem gravel <3

No i jestem bardzo szczęśliwy, że nawet pomimo pójścia w raczej specyficzne, brązowo-egipskie klimaty i osobom nieześwirowanym na punkcie Bliskiego Wschodu się tekst podobał. Po napisaniu Ahmesopka zacząłem jeszcze bardziej doceniać konstruowanie postaci w tekstach, i tak jak wcześniej raczej nie myślałem o tym jako o priorytecie (szukałem raczej miliona sposobów jak uczynić fabułę bardzo skomplikowaną xD), to teraz myślę o tym jako o pierwszej rzeczy – kim będzie główny bohater? Jakie będą postaci poboczne? Jaka jest ich historia? Co ich motywuje? I jakie quirki mają? xD

Kopa pokornie przyjmuję i obiecuję już tak nie ciąć. XDD

 

Dzięki Wam jeszcze raz i pozdrawiam!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Jerohu!

 

Cieszę się, że dało się przełknąć. :3

 

Rybu!

 

Miło Cię widzieć po moim opkiem z tak dobrym słowem w komentarzu <3

Będę unikał zdradliwych szyszek :D

 

Dzięki Wam i pozdrawiam!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Edwardzie!

Dzięki za odwiedziny i tak miły komentarz! :D

Cieszę się, że przygody Ahmesa dalej cieszą czytelnika – i dzięki temu też autora.

 

Pozdrawiam!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Piachołazie!

 

W głębi serca zrozumiałeś, wszyscy zrozumieliście, tylko nie chcecie się pochwalić :((

Dzięki za komentarz i odwiedziny!

 

Pozdrawiam

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Black Cape!

 

Aż mi głupio strasznie, że nie odpisałem ;_; Myślałem, że to zrobiłem, ale widocznie zostało to w mojej głowie tylko.

Owszem, zdarza mi się pisać w takiej konwencji; ba, jest jedną z moich ulubionych, więc zapraszam do lektury. :D

Dziękuję za odwiedziny i komentarz!

 

Reg!

 

Piękny byłby świat, gdyby to porozumienie się pojawiło. Ale wtedy nie byłby tak ciekawy ;)

 

Dziękuję za komentarz i wskazanie usterek, idę je naprawić.

 

Pozdrawiam!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Na czerwiec też poproszę urlop :P

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Sonato!

 

Dziękuję bardzo za miłe słowo. ^^

Myślałem, że do więcej osób trafię z tym Minotaurem, ale trudno, spróbowałem. :D

Dzięki i pozdrawiam!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Kam!

 

Hej, dzięki za przeczytanie – zaraz wezmę się za korektę xD Ale najpierw odpiszę tu.

Najbardziej mnie cieszy, że mimo bycia chonky tekstem w specyficznym settingu opowiadanie Ci się podobało. Sam uwielbiam cwaniackich bohaterów, więc uczynienie Ahmesa kimś takim sprawiło mi przyjemność – i cieszę się, że czytelnikom też. :D

Zaplątanych muszę obejrzeć w końcu.

I książkę napisać ^^ Chociaż idę w dobrym kierunku.

 

Pozdrawiam!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Outta!

 

Rasowa creepypasta, poziomem nieodbiegająca od internetowych klasyków. Jako że za dzieciaka siedziałem w creepypastach i czytałem je, drżąc potem w ciemności na widok gęstniejących kształtów na granicy wzroku, ten tekst odebrałem jako nostalgiczną podróż do wybryków z dzieciństwa. :D

No, fajnie przedstawiony potwór (potwory w sumie), oparte na idei wróżki zębuszki. Podobało mi się. Klimat budowałeś konsekwentnie, opisy malowały obrazy w głowie – chociaż imo niektóre przemyślenia Lilki wydawały się napisane zbyt… dojrzale? Niby były kalką z myśli dziewczynki, ale sposób ich przedstawienia mógł nieco wybijać z tej immersji.

Ale to w sumie jedyny mankament, który w sumie niekoniecznie musi być obiektywnym problemem. To po prostu mój odbiór. ^^

Pozdrawiam!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

A gdzie ja pisałem o kosmosie prócz erotyku? :O

Zrobiłem sobie niespodziankę i nie zerknąłem na tagi xD Zobaczyłem na początku skafander i kapsułę, to myślę sobie: tylko nie kosmos!

Ale pozytywnie zaskoczyłeś :D

 

ale mam nadzieję, że nie psuje odbioru

Nie, nie, git jest. Szczęśliwe zakończenie by nie pasowało ;)

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Zanais!

 

Chciałbym kiedyś znaleźć Twój tekst, który mi się nie spodoba, ale to nie jest ten dzień. xD

Na początku chciałem się obrazić za kolejny tekst sci-fi o kosmosie, a tutaj proszę – podróże międzywymiarowe i wizja piekieł. Dobre. Obrazowo przedstawione, opisy da się zobaczyć, wyczuć i dotknąć, a w tym przypadku to robi podwójną robotę. Niezły morał – zadzierasz z Piekłem, to Piekło spuszcza Ci wpierdziel. No i fajne zwrócenie uwagi na kwestię Jabłek – jak to Ewa kiedyś się skusiła i odmieniła świat nie do poznania, tak i ludzkość z opowiadania dokonała tego samego – ale tym razem nie było drugiej szansy.

Pozdrawiam!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

BMA!

 

A mi się też podobało. :)

Styl, jako niejako taki strumień świadomości Stefana, który opowiada Ci jakąś historyjkę niestworzoną pasuje. Może i przeskakiwałem kilka słów czasami, ale wciąż – dopełniło to klimatu, który tutaj robi robotę. Bo historia nie jest jakaś nie wiadomo jak porywająca, ale właśnie całokształt tutaj jest ważny. :D

Pozdrawiam!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Dzieliushu!

 

Usterki językowe wskazali moi przedpiścy, więc sobie odpuszczę. ^^

To Twoje początki na portalu, więc jest nieźle. Czytało się płynnie, natomiast właśnie – główny problem to przewidywalność. Czytałem już bardzo dużo podobnych tekstów, gdzie zmarły spotyka kogoś ubranego na biało i na czarno, potem okazuje się, że to diabeł etc… Natomiast myk z siarką fajny. Tego akurat wcześniej w podobnych opkach nie widziałem. ;)

Pozdrawiam!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Ja już z góry poproszę o urlop na maj.

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Zalth!

 

Dziękuję Ci za przeczytanie i komentarz! <3

Przyrównanie do Howarda odbieram pokornie – fajnie by było, gdyby udawałoby mi się to utrzymać – ten przygodówkowo-starożytny klasyk to coś, z czego najwidoczniej świadomie czy mniej świadomie korzystam (a nawet jeszcze nie czytałem xD).

Z grzechów postaram się poprawić. *salut*

 

Dzięki i pozdrawiam!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Zalthu!

Ej, fajne to. W sensie, pod koniec miałem taką myśl – dobra, a gdzie połączenie wątków Bartka i Wiśni?

I jeb.

Ładnie podsumowane. Podobało mi się. Narracja bartkowa to raczej wypełnienie, czuć, że to Wisienka jest główną postacią, ale to pasuje. Zabójstwo, którego dokonał Jakub – zaskoczyło. Wiadomo, mamy tutaj jakiegoś Heisenberga, więc pewnie zatłukł meksykańskiego gangusa w piwnicy… Nie, chodziło o pieski. No i nie dziwota, że nasz Heisenberg miał po tym mocny zjazd.

Niezłe połączenie patowarszawki i cyberpunka. W sumie rzadko widuję takie połączenia, a to mi się podobało. Czuć ten klimat cyberblokowisk i dobrych chłopaków z ulic. Świetnie Ci to wyszło.

Było nieco literówek i brakujących przecinków, ale nie ujmuje to za bardzo tekstowi. Czytało się płynnie i dobrze, a to jest najważniejsze!

Pozdro!

 

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Sekrecie!

 

A ja dam tekstowi szansę. Znaczy się, biblioteczną. Bo może i nie jest to konkretnie mój typ opek, ale właśnie, przeczytałem go bez przykrości. I nawet pomimo tego, że polega głównie na strumieniu świadomości narratora, to jakoś podążałem za tą ścieżką i szukałem jej celu. Cel był, więc daję kciuka w górę. :)

Pozdrawiam!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

JardBaskier!

Znacznie gorzej wypadał, gdy spodobał się którejś

 

Imo “gdy którejś się spodobał” brzmiałoby lepiej

Wtedy Daan(-), wpadał w panikę

 

– Idealnie, to znaczy, że dopiero co ja przywieźli.

 

Mam podobne wrażenia, co niektórzy z przedpiśców. Początek, w sumie opowiadanie tak do połowy, obiecywało coś więcej, niż późniejsze wydarzenia. Przeszło w, imo, zbyt duży chaos, jatkę i nielogiczne zachowania bohaterów. Nie rozumiem też czemu Daan został wskrzeszony. W którymś z poprzednich komentarzy wrzuciłeś fragment o dwóch strzykawkach, ale to i tak zbytnio nie tłumaczy, dlaczego Daan ożył. Wstrzyknął sobie to, nie wiedząc czym to jest? Ukradł to, nie wiedząc, czym to jest? Zabrakło tu lepszej sugestii.

Ale widzę progress językowy i w dialogach, tak trzymać :3

Pozdrawiam!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Merenptahu!

 

Biblioteczne opowiadanie, więc kliknę. :3

Natomiast czuję delikatny ból mojej katafrackiej, pokrytej lamelkowym pancerzem dupki, bo opko całkiem przewidywalne. ;_;

Już od początku dało się wyczuć, że Michał to bardziej Adramelech, aniżeli Misza z Bielan. Teksty protagonistki były bardzo sugestywne, że owszem, Robert pójdzie do piekła. Zwłaszcza, że wiemy, że mamy do czynienia z horrorem. Więc przeczytałem całe, ale czuję spory niedosyt. Bo założyłem sobie z dużą dozą pewności, że zakończenie będzie takie, i takie było.

Ale napisane dobrze, jeśli chodzi o całą resztę. Emocje bohaterki przedstawiłeś przekonująco, showowałeś, nie tellowałeś, więc duży plus – zwłaszcza w przypadku narracji pierwszoosobowej. Twoja wizja piekła też ciekawa – te demony korposzczury/potępione dusze etc. – podobało mi się. :3

Pozdrawiam!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Szyszkowy!

 

Hej, dzięki za odwiedziny! :D

Bardzo mi miło, że syreny i klimat się spodobały. :3

Co do końcówki – cóż, czasem się faktycznie autor przejedzie. Czasem zabraknie jednego czy dwóch kluczowych słów, które zwiększyłyby procent zrozumienia z 25 do 90, ale zasady konkursu są takie, jakie są i zachowam się sprawiedliwie. Biorę to na klatę ^^

 

Pozdrawiam!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Irko!

 

Dziękuję za miłe słówka dla klimatu :3

 

to coś w podziemiach, to czemu, przecież też było dokarmiane ;)

A na pewno było? :D

 

Dzięki i pozdrawiam!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Heskecie!

 

Z moim najlepszym kumplem Tonym rozpoczynaliśmy sezon pod tytułem picie wódki i palenie trawki.

Tutaj bym jakoś wydzielił ten tytuł sezonu, bo to zdanie mi zgrzyta nieco.

 

Tony – łysy koleś z długim nosem, wąskimi ustami(-), i ogromnymi,

 

Doceniał krytykę, ale nie uznawał nic nie wnoszących wypowiedzi osób, które nie miały jakiegokolwiek pojęcia na temat malarstwa, a chciały uchodzić za znawców.

Rozbiłbym jakoś to zdanie, bo jest imo siermiężne.

 

Mokra od potu twarz i wzrok szaleńca sprawiły, że przez moment poczułem strach.

To już trochę głębsza sugestia, ale dobrze w takich momentach zastosować metodę “show, don’t tell” – bohater poczuł strach, okej. Ale opisanie tego w taki sposób jest bardzo suche, surowe. Trudno nam się jakoś zidentyfikować z bohaterem.

Co zrobił? Potarł spocone dłonie? Przełknął ślinę? Albo po prostu poczuł się speszony? Lepsze to, niż poczucie strachu per se.

 

 – Roti, pamiętaj – powiedział cicho. (+)– Gdy będę po drugiej stronie, masz być wtedy grzeczny. Zrozumiano?

Zabrakło półpauzy.

 

Pies przechylił łeb w prawo. Wyraz jego mordki zdawał się mówić: o co ci chodzi(+), człowieku?

 

Hm. Chyba po prostu nie trafiło do mnie. Końcowe wspomnienie o słowach bohatera fajne, ale czegoś mi zabrakło tak poza tym. Tak jakby opko dokądś zmierzało… ale dokąd w sumie? Okej, przetestowania hełmu boga. Ale brakuje mi większego zarysowania potrzeb bohaterów, motywacji… Jasne, jest to szort, ale no, trochę zbyt skrócony według mnie.

Dialogi imho trochę surowe, ale to do wyklepania, jak zresztą wszystko :)

Pozdrawiam!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Janie Pasnostroński!

 

Skrzętnie wprowadziłeś medycynę w fantastykę – ciekawe połączenie między magią a immunologią powstało. Nie każdy eksperyment przynosi zamierzone efekty, co nie? Tym bardziej, jeśli to wybitnie ryzykowna próba. Fajnie wyszło budowanie niechęci do odmieńców, którą potem Lenah musi skonfrontować – i to jeszcze wobec własnego dziecka.

Pozderki i klikerki!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Finklo!

 

Tak jest – człowiek się poci, krwawi, robi wszystko, by czemuś zapobiec, a niebezpieczeństwo nadchodzi z drugiej strony

To jeszcze jeden tip:

Modliłam się bez wytchnienia do Wężowej Pani, ale ona tylko powtarzała moje myśli niczym złośliwe echo.

Trzeba było udobruchać naturę. Składać ofiary. Czyli składać ofiary i dla Wężowej Pani, i dla Góry, tak!? Ile tych ofiar miałam składać?

No, może pomoże :3

Dzięki za odwiedziny!

 

Panie Jasnostroński!

 

Zawsze się trochę tupie nóżką – naleciałość z pracy z królikami :>

Dziękuję za miłe słowa i odwiedziny <3

 

Pozdrawiam Was!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Cytując Anetę Anetowską: Fajne :)

 

Nie no, serio. Morał w sumie podstawiony czytelnikowi jak na formie do lasagne. A w sumie można jeszcze doszukać się innego – odniesienie do bakterii Serratii na opłatkach liturgicznych xDD

 

Ale poza tym, tak. Swoje zadanie opko spełniło. :)

 

Pokonszenia na wondzursie!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Cockussy!

 

To ja :3 Dziękuję, że tak mnie postrzegasz, to bardzo miłe. Lubię ciepłą kąpiel, ale nie gorącą – chociaż niektórzy preferują, jak woda smaży im skórę xD (ale na pewno nie Syreny).

 

Dziękuję i pozdrówka!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Reg!

 

Dziękuję za uwagi i miłe słowa, cieszę się, że chociaż trzon tekstu się spodobał. ^^

 

Varg!

 

No cóż, inszallah zobaczymy dalsze przygody opowiadania. Może jeszcze nadarzy się okazja, żeby rozszerzyć ten motyw do większej liczby znaków ze spacjami. ;)

Kurde no, bidny Minotaur, niezrozumiany przez większość. Teraz będzie potrzebował turapii :((

 

Dzięki Wam i pozdrawiam!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Staruchu!

 

Dziękuję Ci bardzo, taki był właśnie cel. Cieszę się, że przypadło Ci do gustu :D

 

AnonieRa!

 

Kłaniam się nisko – ponownie me serce radują wieści, że syrenia rozmowa zrobiła wrażenie. :>

Dzięki za klika <3

 

SPW!

 

Odrzwia mogą być także dużymi, zabytkowymi drzwiami i takie też mogą się ruszać :3

https://wsjp.pl/haslo/podglad/77337/odrzwia/5194616/drzwi

https://sjp.pwn.pl/sjp/odrzwia;2493701.html

 

W tekście jest “nie miała wyboru, jak w końcu się uciszyć.” Nic nie trzeba poprawiać.

Dzięki za odwiedziny!

 

Koalo! 

 

Cieszę się, że znalazłeś coś ciekawego dla siebie. Dziękuję za odwiedziny :3

 

Raz jeszcze zbiorczo odpowiem – klucz do zakończenia leży w pierwszym fragmencie. ;)

A jeśli jeszcze kogoś to nie przekonuje, to rzucam słowo klucz (chociaż i bez niego powinno dać się zrozumieć tekst – specjalnie nie chciałem podawać konkretnych nazw własnych): Knossos.

 

EDIT:

 

Yantri!

 

Dzięki za jurorskie odwiedziny ^^

 

Pozdrawiam wszystkich!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Gravel!

 

Cieszę się strasznie, że zwróciłaś szczególną uwagę na ten fragment. <3 Też go lubię, chyba najbardziej w tym tekście.

No, bohaterce poświęciłem mniej uwagi niż klimatowi i ogólnemu kontekstowi, nie bij ;_; Odkupię te grzechy w postaci Aesuka, Ahmesa i Firari :>

Dziękuję za kliczka i komentarz <3

 

Bardzie!

 

Tak jest, fajnie, że zwróciłeś na to uwagę Dziękuję za komentarz i klika :3

 

Ambush!

 

Niby tak, ale może to ich ofiary są biedniejsze? ;)

Cieszę się, że opowieść wyszła niepokojąca i wciągająca – mój zamiar został osiągnięty. :D

Dzięki za komentarz i klika!

 

Nova!

 

Kurdebele, szkoda, że do samego końca nie było fajne :((

 

Zbiorczo dla Was – kluczem do odpowiedzi jest początek opowiadania i słowo “zaniedbanie” ;)

Mam nadzieję, że to nieco rozjaśni pewne wątpliwości.

 

EDIT:

 

Cezary!

 

Wrzuciłeś komentarz akurat w momencie, gdy pisałem ten. :D

Dziękuję za miłe słowa. Cieszę się, że klimat stworzyłem na tyle spójnie, że czytelnicy zgadzają się co do odczuć.

A odnośnie opacznego zrozumienia – rzeczywiście, pierwotnie jej wniosek w mojej głowie wyglądał przekonująco, ale dodałem kilka słów we fragmencie, gdzie narratorka opowiada o “odpowiedziach bogini niczym złośliwe echo”. Teraz to powinno być bardziej jasne. Dzięki za zwrócenie uwagi ;)

No i dzięki jeszcze raz za klika ^^

Pozdrawiam!

 

Pozdrawiam!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Cockusie!

 

Steampunkokus widzę dominuje Twoje pisanko ostatnio ;)

Czasem odkrycie znajduje się na wyciągnięcie ręki, czasem nie trzeba odkrywać Ameryki, żeby znaleźć złoto.

Czy coś.

Stoicki naukowiec denerwujący kapitana – złoto. Wspaniała, organiczna scena z dobrym podsumowaniem. Podobała mi się najbardziej.

No i końcówka. Fajnie zbierasz cały tekst w jeden punkt zborny, rzucając powtórzeniem kluczowej frazy.

Pozderki :3

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Ośmiornico!

 

xD

Zaskoczyłaś mnie końcówką. W sumie rozwinięciem też, bo coś za mało ośmiornicowej przemocy tam było. Jasne, bohater, wyrazisty i przekonujący, dawał znać, że to Twój tekst, ale czegoś mi brakowało…

…aż do końcówki, którą wywaliłaś czytelnika z kapci. Biedny kot :((

Ale podsumowując – uczucia Szymona pokrywają się z tym, że może stać się jakimś wampirołakowykładopcem, co dobrze dopełnia obraz. :3

Pozdrawiam!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Bardzie!

 

Faktycznie, lepiej nie mieszać czasów w jednym akapicie ;)

Mieszanie czasów w jednym tekście jest trudne samo w sobie, bo często może wybić z immersji – nawet jeśli czas zmienia się w narracji dwóch różnych fragmentów.

Nawet aniołowie stróże miewają problemy ze swoimi klientami, w końcu muszą użerać się z najbardziej upierdliwym gatunkiem – ludźmi. Nic dziwnego, że też mogą między sobą narzekać na pracę. Niebiosa faktycznie wydają się jednym wielkim korpo. ;)

Pozdrawiam!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Może to jakaś awangarda, może po prostu nieudana do końca próba jej osiągnięcia, ale niestety czytało się słabo. Szort zdaje się losowym zbitkiem słów, który niczego za bardzo nie przekazuje.

Dialogi bez zapisu dialogowego, literówki, braki interpunkcyjne…

Ale może taki był zamiar. ;)

Pozdrawiam

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Gra-tu-la-cje!!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Tylko no antologia wykluczyłaby pojawienie się opowiadań piórkowych w FP… a trochę ich raczej będzie :D

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Darconie!

 

Bardzo się cieszę, że opowiadanie aż tak przypadło Ci do gustu! :D

Doceniam zwrócenie uwagi na początek – jakiś czas temu ktoś mi powiedział, że często gdy sam początek tekstu jest dobry, ba, pierwsze zdanie przyciąga uwagę czytelnika, to potem jest już z górki.

No, nie zawsze jest to tak proste, ale z pewnością zachęcenie czytelnika wstępem to jeden z najważniejszych kroków. I bardzo mi miło, że tym razem tak było. ;)

Dzięki za przeczytanie i miłe słowo!

Pozdrawiam

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Caernie!

 

Podobało mi się. Na pierwszy plan wychodzi inspiracja Szóstką Wron, a że niedawno skończyłem właśnie tę powieść, to wciąż mój umysł oscylował gdzieś w okolicy quasi-steampunkowych Niderlandów ;)

Też postawiłeś na złożoną fabułę i mnogość intryg, ale ostatecznie to wszystko składa się do kupy. Nie jest to proste, zwłaszcza w opowiadaniach z limitem, ale według mnie w ostatecznym rozrachunku podołałeś i dostarczyłeś opowiadanie, które niebanalnie podchodzi do tematu. Kradzież i temat konkursowy pokazałeś nieco od innej strony, ale nie mogę powiedzieć, że to wada – po prostu inne podejście.

Czytało się dobrze, co do tego nie ma wątpliwości. Nie potykałem się za bardzo; no, może czasem musiałem upewnić się co do imion i nazwisk, bo te niderlandzkie to jednak mają swój bardzo ciekawy krój, ale ostatecznie wiedziałem co i jak, a to najważniejsze.

Moją uwagę zwróciła maniera Leeny – i to na plus. Może niektórych to drażnić, ale dla mnie te wtręty dodawały kolejnych szczegółów bohaterce, a to lubimy – wyrazistych bohaterów. Może konflikt Vos-Leena momentami wychodzi zbyt dobro-zło, ale pokazałeś też Leenę od gangsterskiej, agresywnej strony, więc starałeś się wyważyć i to widać.

Udaję się do Nominowalni. ^^

Pozdrawiam i powodzenia!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Krarze!

 

Czy brakowało tagu absurd? Imo nie, dla mnie opko trzymało się wciąż w konwencji śmiesznego fantasy i nie było aż tak absurdalne, żeby pod takim znakiem je przedstawiać. Krowa mi podpasowała! Może ma to związek z tym semestrem, który głównie składał się z przedmiotów o krowach, więc się uśmiechnąłem, gdy Henryk popylał po dachach pod postacią krowy. :D

Większość tekstu jest naprawdę dobra – jest fajne tempo, ładnie zarysowałeś świat i kwestię Klejnotu (który chyba najbardziej przypadł mi do gustu). Klejnot sam w sobie przypomniał mi Bartimaeusa z Trylogii Bartimaeusa, upierdliwego, nieco zadufanego dżina, który pracuje ze swoim magiem, bo musi. Teksty Klejnotu trzymały się w idealnych wymiarach śmieszności i nie przekroczyły górnej granicy. Było też dużo innych dialogów, które obrazowo nakreślały charakter bohaterów i czyniły świat barwnym.

Intryga pod koniec trochę za bardzo imo przyspieszyła i zacząłem się trochę gubić. Sam zresztą jestem winien przyspieszania końcówek, więc nie będę Cię łajał za to za bardzo (PRZEKLĘTE LIMITY). Był pewien moment, gdzie musiałem wracać o kilka akapitów, żeby ogarnąć co i jak, natomiast sama końcóweczka i podsumowanie – miodzik.

Większość tekstu czytała się sama.

Wybieram się do Nominowalni. ;)

Pozdrawiam i powodzenia!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Jak wolisz.

 

Pozdrawiam i powodzenia w dalszym tworzeniu!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Racja, mój błąd. Natomiast, jak już wspomniałem, warto poprawić publikowany tekst jeszcze przed udostępnieniem go światu.

I warto jakoś inaczej ustosunkować się do komentarzy czytelników, niż odpowiadając jedynie w taki sposób, bo użytkownicy preferują autorów, którzy nie ignorują komentujących i treści ich komentarzy. ^^

Pozdrawiam

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Pawle!

 

Oj, bardzo dużo baboli. Nie wiem, czy po prostu nie przeczytałeś tekstu przed publikacją, czy miałeś trudności z zauważeniem błędów, ale przed przedstawieniem swojego tekstu światu lepiej byłoby go doprowadzić chociaż do jakiegoś porządku. :P

Czytało się całkiem słabo, mimowolnie przeskakiwałem przez linijki tekstu, do których potem wracałem kilkukrotnie. Przekaz mi nie podszedł, bo jest zbyt hiperbolizowany, żebym mógł go potraktować poważnie. I to, co zauważyli moi przedpiścy – to bardziej opis, a nie opowiadanie/szort. Ale niektórzy takie teksty lubią i przypisują im miano opowiadania czy szorta, więc to bardziej moje widzimisię.

Pisz dalej, postęp przychodzi, babole znikają, a teksty zyskują na przejrzystości i atrakcyjności. ;)

Pozdrawiam!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Mesembri! (swoją drogą, fajny nick. Od Mesembrii się wziął?)

 

Szorciak niczego nie urywa, ale chyba też nie miał tego robić. Pisałeś, że musiałeś odreagować po pracy i mam nadzieję, że udało Ci się uzyskać zamierzony efekt. Ot, historyjka o absurdalnym rozkładzie pracy, chociaż faktycznie – element fantastyczny… jest, bo jest, ale mogłoby go nie być.

Ale czytało się dobrze ;)

Pozdrawiam!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Tak, laureat będzie wyłoniony po naszym pojedynku 

 

szykuj miecz

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Nikodemie!

 

a oni po krót­ce mu mnie przed­sta­wi­li

pokrótce

 

– Jak­by­śmy wszy­scy nie byli ory­gi­na­ła­mi – za­śmiał się Szy­na­lew­ski.

oryginałami czy oryginalni? Bo coś mi w tej wypowiedzi nie pasuje

 

Ja zaś po­rzu­ci­łem na dobre myśli o uciecz­ce

na dobre bym dał między zaś porzuciłem (wybacz, musiałem się czepnąć xD taka uwaga czasem wkurza, wiem, ale dzięki temu można uczynić tekst bardziej przejrzystym)

 

W dole mie­ści­ła się spo­rych roz­mia­rów ka­te­dra z ogrom­ną ta­bli­cą, przy kró­tej . Masa osób sie­dzia­ła roz­pro­szo­na po całej auli, szep­ta­jąc, krę­cąc; za­rów­no się jak i gło­wa­mi i wska­zu­jąc pal­cem na no­we­go pre­le­gen­ta.

Coś tu się zadziało

 

nie wy­róż­niał by

nie wyróżniałby 

 

– Wy­pro­wa­dzić tę panią! 

tą panią

 

O dziwo au­to­mat zna­la­złem bez pro­ble­mu i ku mojej ucie­sze kawa była za fra­jer. Roz­ko­szu­jąc się świet­nym latte za­czą­łem się za­sta­na­wiać czy stwo­rze­nie tego no­we­go ko­lo­ru jest w ogóle moż­li­we i jeśli tak, jak je osią­gnąć? Co tak na­praw­dę chce zo­ba­czyć ar­ty­stycz­ny ko­lek­tyw? I jak w ogóle wy­obra­zić sobie coś, czego nie znają naj­bar­dziej świa­tłe ar­ty­stycz­ne umy­sły, a z pew­no­ścią takie się tutaj ze­bra­ły, razem z nowym stań­czy­ko­twór­cą na czele. Co można by…

Ru­ną­łem jak długi, gdy nagle coś twar­de­go po­ja­wi­ło się tuż przed moją stopą.

Z tekstu nie wynika, że bohater szedł. Pierdoła, ale wybiła mnie z rytmu, bo myślałem, że stoi w miejscu

 

Wszy­scy ze­bra­li wy­da­li z sie­bie okrzyk zdu­mie­nia. Ko­lo­ry prze­cho­dzi­ły jeden w drugi, trze­ci w czwar­ty i tak do nie­skoń­czo­no­ści. Nie spo­sób było po­wie­dzieć, gdzie znaj­du­je się gra­ni­ca mię­dzy choć dwoma z całej pa­le­ty barw, jaka prze­ta­cza­ła się przez szkło. Spek­trum ko­lo­rów ude­rzy­ło z całą mocą we wszyst­kich ze­bra­nych, two­rząc fan­ta­sma­go­rie nie z tego świa­ta. Nie była to jed­nak w żad­nej mie­rze ilu­zja, gdyż kolor fak­tycz­nie tam był, choć fak­tu­ra ma­te­ria­łu spra­wia­ła, że zaraz zmie­niał się w inny, a może ra­czej sta­wał się nim, prze­ina­czał, prze­bie­rał się za niego w prze­cud­nym te­atrze barw. Nowy kolor nie był więc ko­lo­rem sam w sobie. On był wszyst­ki­mi ko­lo­ra­mi, jakie kie­dy­kol­wiek ludz­kie oko mogło do­strzec. Był wszyst­kim i ni­czym za­ra­zem, gdyż nie dało się go w ogóle kla­sy­fi­ko­wać. Ulot­ny mo­ment, efe­me­rycz­na roz­kosz, próż­na eks­ta­za zmy­słów w nie­ist­nie­ją­cej chwi­li. Hip­no­ty­zo­wał, wo­dził, za­chę­cał, kusił, in­spi­ro­wał. Pięk­no. Pięk­no w naj­czyst­szej po­sta­ci po­chło­nę­ło nagle mnie, moich to­wa­rzy­szy i całą salę z hi­sto­rycz­nym ma­la­rzem na czele.

 

:>

 

Całkiem fajne opko wyszło, w klimatach nieco retro – skąd mam takie wrażenie? Nie wiem do końca, może to skojarzenie z fragmentami tekstów sci-fi z ok. połowy XX wieku (a może i nie). Ostateczna puenta – że w grupach społecznych zawsze będą kłótnie, niezależnie jak blisko celu społeczności się będzie – wybrzmiała przekonująco. 

Kilka wersji określeń na potomka Matejki wyszło ci śmiesznie i tak jak pewnie niektórzy będą narzekać, tak do mnie trafiło. xD Miało wyjść zabawnie i wyszło.

Było kilka miejsc, w których się nieco zatrzymałem czy wypadłem z rytmu, ale znaczną większość tekstu czytało się przyjemnie. Jakieś uwagi wymieniłem powyżej – takie, które uznałem za najważniejsze.

Kliknę do Biblioteki. :3

Pozdrawiam!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Żonglerze!

 

Limity dorywają nas wszystkich xD

 

Fajnie prowadzona intryga, chociaż imo zbyt gęsta jak na takie opko. To co zauważyli moi przedpiścy – ostateczne rozwiązanie wyskakuje jak przemytnik z wody… czej co… a tak, no i na sam koniec czytelnik zostaje zbombardowany masą informacji. Sam pomysł fajny i bardzo niezła wychodzi z tego wojna szpiegów, ale wg mnie nie wybrzmiała tak, jak powinna.

Ale hej, cała reszta. Czuć gęsty mrok, rozpacz, błoto i katorgę. Miało być dark fantasy, jest dark fantasy. :3

Cendri okazuje się przypadkowym czynnikiem na drodze większych sił, co interesująco wpływa na zagrywki zza kulis. Mamy starą babę, mamy bandę złodziei, która w większości ginie, a ostatni z jej członków szaleje i staje się personifikacją wrocławskiej starówki. Pełny obraz, który aż zachęca, by przeczytać jakąś powieść w takich klimatach.

No i inspiracja Baldwinem IV – prima sort. Jak tylko zobaczyłem rozpadającego się władcę z maską na twarzy, to serce mi szybciej zabiło. <3

Główny element złodziejstwa w tym opku rozgrywa się w tle, poza naszym spojrzeniem, ale w sumie nie jest to wada, bo sam element złodziejski jest (i nawet nie chodzi mi o Cendriego i Bandę, a główną intrygę) – szkoda tylko, że tak chaotycznie się zakończyła.

Ale i tak mi się podobało i klikam (HEHE PIERWSZY RAZ GUZICZKIEM).

 

Pozdrowionka i powodzonka!

 

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Dziękuję wszystkim <3 I adamowi też gratuluję! Tak się zamotałem z serduszkami w oczach, że zapomniałem o innych opierzonych

 

A wafelek Hanuta będzie mnie już prześladował, wciąż bawi xD

 

Jak mam napisać powieść, skoro bohaterka będzie ciągle przypominać mi wafelka??

 

Na pewno nie na głodno

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

O wowowow, dziękuję heart

 

Nawet w życiu barbarzyńcy nadchodzi taki dzień, gdy dostaje piórko :D

 

Postaram się wykorzystywać moce klikajskie – dobrze się złożyło, że wróciłem do dyżurowania ^^ 

 

Dziękuję raz jeszcze za nominacje i głosy <3 

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Duago!

 

Tak, to to samo uniwersum, dobrze zauważyłeś :D Miło zobaczyć pewną ciągłość czytelniczą u użytkowników, podnosi na duchu. Dziękuję za zaufanie dla autora, widząc takie opinie czuję bardzo duży kop motywacji, by dalej pracować nad uniwersum!

 

Prince of Persia i Assassin’s Creed miały duży wpływ na kreację nefertańskiej części uniwersum więc skojarzenia słuszne. I niejako chciałem, żeby tempo było właśnie takie – gdy słyszę “łotrzykowe”, przed oczami właśnie mam susy, przewroty, szybkie twisty i tego typu rzeczy (oraz skradanie i nieco tego też wcisnąłem, chociaż wiadomo, chciałoby się więcej ^^). Natomiast rozumiem, że nie dla każdego jest to optymalne tempo, zwłaszcza w tekście pisanym.

 

Ech, na limity mógłbym psioczyć godzinami, no masz rację xD 

Powoli zaczynam odchodzić od opowiadań i chylę się ku powieściom, bo parę osób mi mówi, że Time is Highest na taki manewr – zobaczymy. Mam co najmniej jedno opko jeszcze na warsztacie, więc z pewnością tego nie odrzucę w pełni. :D

 

Dzięki za odwiedziny i komentarz!

 

Outta!

 

Na początku chciałem podziękować za miłe słowa odnośnie warsztatu, zwłaszcza od takich użytkowników jak Ty, którzy przewijali się w komentarzach moich tekstów od początku tak naprawdę – a Wy macie najlepszy pogląd na to, jak to wyglądało wcześniej i jak to się zmieniło. Też ten feedback buduje, mam wrażenie, najbardziej (oczywiście nie umniejszając innym – każdy feedback jest ważny :D).

Już od jakiegoś czasu słyszę, że najmocniejszą stroną moich tekstów jest świat – więc na nim pracuję najwięcej, bo przychodzi mi to całkiem automatycznie. A jak słusznie zauważyłeś, przedstawienie złożonego świata wymaga wielu znaków. I no właaaaśnie…

 

Ceterum censeo Limitem esse delendam!

 

A tak na poważnie, coś w tym jest. Generalnie pomysł na tekst powstał już wcześniej, miałem w planach opowiadanie łotrzykowe z Ahmesem w roli głównej, a tu gravel mi mówi Hold your horses Medjay, bo będzie konkurs na takie właśnie opko. No to co mi tam, poczekam na regulamin i napiszę dla konkursu.

I właśnie może to był błąd.

W sensie inaczej – konkurs był świetną motywacją i punktem zapalnym żeby tekst napisać. Bez tego nie wiem, czy bym się za to zabrał (pewnie tak, ale z mniejszym zapałem) – tutaj miałem pewność, że więcej osób przeczyta (bo jednak kolosy po 70/80k znaków naturalnie cieszą się mniejszym zainteresowaniem), więc popłynąłem z prądem.

Mogłem po prostu rozpisać końcówkę i wrzucić z tagiem, ale poza konkursem – duch łotrzykowego opowiadania by został, a sam tekst byłby pełniejszy.

Henutta i Wazad są kluczowi dla całego uniwersum i dalszych opowieści – co, no cóż, jest pewnym strzałem w stopę w przypadku limitu. Autor chce ich wcisnąć, ale raz – zużywa więcej limitu, a dwa – nie pozwala im wybrzmieć tak, jak powinni.

Postaram się nie popełnić już tego błędu – jak mam historię na jakąś konkretną długość, to nie będę jej skracał pod limit, bo i tekst traci, i czytelnik traci wrażenia, które mógłby dzięki usuniętym znakom zyskać. Rozumiem Twoją decyzję odnośnie głosowania, nawet jeśli boli w serduszko, i postaram się poprawić z wszystkich grzechów. :D

Dzięki za wyczerpujący komentarz!

 

Pozdrawiam!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Gratki!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Powrót klasycznego fantasy sword&sandal (to nie spekulacja, to pragnienia, które póki co lądują wraz z moimi rzewnymi łzami w poduszce)

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Perruxie!

 

Chciałem, żeby tekst był dynamiczny, więc cieszę się, że tak też jest postrzegany. <3

Jest to też wynik tego, że limit był jaki był, to też nie mogłem sobie pozwolić na pitu pitu (a kusiło :P).

Co też nieco ugodziło w końcówkę, bo tam należałoby pewnie dodać jeszcze z kilka dobrych tysięcy znaków ze spacjami, ale no cóż xD Chyba nastał czas na powieść, zobaczymy.

Miałem pewien cel w przerysowaniu niektórych aspektów języka, żeby postawić na “gawędziarstwo” bohatera, ale racją jest, że może w niektórych miejscach poszło to za daleko. Wezmę pod uwagę na przyszłość!

Bardzo mi miło, że tak się spodobało, dziękuję za odwiedziny i komentarz! Spróbuję jeszcze dopieścić tekst z niektórych zaimków i pierdółek :P

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Sasi się zapodziali w Jutlandii xD

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Nowa Fantastyka