komentarze: 282, w dziale opowiadań: 243, opowiadania: 106
komentarze: 282, w dziale opowiadań: 243, opowiadania: 106
Racja!
Myślisz? Ja trochę się zgadzam, ale równocześnie nie. :D Może gdyby był to tekst o bohaterze, który zajmuje się pomiarami – krawcu czy nawet poborcy podatkowym – i miary występowałyby często, jako ważne dla fabuły, byłoby to rzeczywiście wartością dodaną. Ale w takim przypadku jak tutaj, gdzie do wzrostu odwołuje się bodaj raz, a miecz określam po prostu jako długi, wolałbym chyba pozostać przy słowach, które przynajmniej się jakoś kojarzą.
Aha, mogę przecież wymyślić kojarzące się słowa i pozwolić Mykelowi mierzyć dwie włócznie i ważyć półtora beczki.
Hmmm… :s
Dziekuję! Mykel ma więc sążeń i sztych wzrostu! :D (No dobra, wiem, prawie siedem stóp).
Dziękuję, regulatorzy, super mi miło! :)
Błędy poprawione, dzięki za łapankę. Tylko te metry zostawiłem, kwestię jednostek miary muszę w przyszłości lepiej rozkminiać, ale to chyba w ogóle trzeba będzie uniwersowy układ SI stworzyć (bo póki co mamy uniwersalny, a nie uniwersowy XD).
Aaa, dobra. W pierwszej chwili zrozumiałem , że te frazy są dla Ciebie mega rażące i zastanawiasz się, czy je zgłaszać do forumowej prokuratury. :)
Kurczę, zarówno ujadanie przerażonych psów jak i beczki po kapuście są wyrażeniami, które nie tylko nie budzą moich podejrzeń, ale także wydaje mi się, że spokojnie mógłbym ich samemu użyć.
No dobra, może ujadałyby raczej wściekłe psy, bo przerażone (na tyle, na ile je znam) raczej się kulą, warczą lub uciekają (choć agresja jest też formą radzenia sobie z lękiem), ale muszę zapytać – co w tych frazach nie gra? Boję się, że nieświadomie zostałem zainfekowany AIzmami.
Nie możecie pisać, to rysujcie!
Interesujący fragment – widać, że masz jakiś pomysł na świat i konkretne role w nim. Póki co jest dość tajemniczo, ale też interesująco. Trzymam kciuki za dalsze fragmenty, bo punkt wyjścia jest na tyle mocny i zajmujący, że chce się wejść w tę opowieść głębiej. ;)
Hej, L.Keller!
Serdecznie dziękuję za wizytę i komentarz. Szalenie mi miło, że lektura była dla Ciebie przyjemna! :) Dzięki za miłe słowa i wskazanie słabszych punktów. Będę nad nimi pracować przy kolejnych tekstach! :)
Dziękuję, Michaelu! Szalenie mi miło, że tekst Ci się spodobał!
Mam nadzieję, że w kolejnej odsłonie przygód Corina i Mykela sprostam oczekiwaniom. Póki co się zapowiada, bo i w opowieść, mam wrażenie, wchodzę nieco głębiej, i nawet tu i ówdzie coś pachnie lub wali stęchlizną! :D
Bardzo, bardzo ładny tekst. :)
Hej,
nie powiem za wiele nowego – początek był obiecujący, jeżeli chodzi o historię, ale potem za dużo, za gęsto i zbyt chaotycznie. Nie mniej, na duży plus pomysły ogólny, czyli Siostry, które tym trzęsą i zostanie szklaną rurką do wciągania syfu. Zwłaszcza ten drugi mnie zmiótł (pozytywnie), bardzo niecodzienny. :)
Hej,
ależ zatrzęsienie akapitów na kilka słów. W pewnym momencie przestały już działać jako narzędzie do pokazania dynamiki, a stały się upierdliwą przeszkadzajką w czytaniu. Część zdań spokojnie mogło stanowić jeden dłuższy akapit, na przykład:
Wpadł między wrogów i wbił ostrze w pierwszego przeciwnika.
Pancerz ustąpił.
Ale kolejny Milczący był już przy nim.
Zbyt szybko, by zareagować inaczej niż ciałem.
Cios z boku uderzył w naramiennik i przeszedł w bark.
Bogdan zacisnął zęby.
Pchnął napastnika łokciem, zyskując ułamek sekundy.
Wystarczyło.
Ostrze znalazło szczelinę pod pachą.
Mężczyzna osunął się bez słowa.
Do zbudowania dynamiki w zupełności wystarczający jest w mojej ocenie fakt, że scena składa się z serii krótkich zdań. (Dodam, że ta enteroza to mocno GPTowy styl pisania, więc tym większą niechęcią na nią reaguję).
Redukując ją, sprawisz, że miejsca, w których faktycznie pojawi się nowy akapit, zyskają. I łatwiej będzie wyłuskać z tekstu to, co najważniejsze dla opowiadanej przez niego historii i co miało być nośnikiem największych emocji.
Decyzja dowódcy sprawia, że tekst zostaje w głowie na nieco dłużej. Imo – mądry chłop. Ale pewnie jest spore grono ludzi, które się ze mną nie zgodzi i powie, że rozkaz jest najważniejszy. To dobrze, gdy tekst zostawia takie rozterki, za to szacuneczek. :)
Jak na to, że opowiadanie porusza bardzo mocny temat – kanibalizm – to zaskakująco mało mi zrobiło. Cała otoczka była na tyle nudna, że i samo zjedzenie człowieka przyszło bez jakichś większych wrażeń. Szkoda.
Gdy pojawiły się obrazy, liczyłem na jakąś fantastykę z nich wypływającą. :
Miałem ten tekst w kolejce od lat, w końcu się dokopałem. Czytając, czułem, że to inspiracja jakimś obrazem – nieco za krótka była to opowieść, za mało się działo, żeby było inaczej. Więc czekałem, aż pojawi się obraz. I gdy w po przescrollowaniu strony się pojawił, wszystko jest już kompletne. Ładna opowiastka, z inspiracją stanowi przyjemną całość. :)
Nie martw się, już nie istnieje!
Moje skojarzenie ze Staruszkiem Czasem było jedno: https://www.youtube.com/watch?v=geWtkbBeIcQ ;)
Szacun! :)
A wynik 9:0 – wow, robi wrażenie. Co prawda sam kiedyś miałem 8:1… ale na NIE. :D
Zacznę. :) Krótko, pobetowo.
Najmocniejszym elementem tego tekstu jest dla mnie to, jak łączysz opowiadaną historię ze stylem, w jakim ją opowiadasz. Nie ma tu sprawozdania – są zdania napisane z pomysłem, w taki sposób, aby nie tylko treść przemawiała. Widzę w tym ogromny potencjał i mam nadzieję, że będziesz ten zestaw kompetencji rozwijać, bo myślę, że pozwolą Ci pisać naprawdę wysokiej jakości teksty.
Nawet jeżeli teraz jeszcze czegoś na tym polu brakuje – na klika, moim zdaniem, tekst w pełni zasługuje, więc idę kliknąć. :)
Dzięki za wizytę i komentarz, Kristoporos!
(P.S. o warsztacie kiedyś się wypowiedziałem, jak sam opanuję.)
Rozumiem nawiązanie do betowanego tekstu. ;) Zapewniam, że możesz i powinieneś wypowiadać się o warsztacie innych – w tym, co samemu piszesz, są widoczne Twoje wyczucie i wrażliwość na to. A że trzeba cyzelować, no to cóż, taki urok pisania.
Jeszcze jak, Rycerzu! Konsekwentnie pojawiające się podobne komentarze dają do myślenia. :)
Spodziewałem się raczej mechanicznego ramienia i zastanawiałem się, czym mocnym zakończysz – sam masażysta-robot zostawiałby niedosyt, a przywykłem, że Twoje teksty kończą się przewrotną puentą. Ośmiornica zaskoczyła!
Mam tylko wrażenie, że została nazwana odrobinkę za wcześnie, bo w ostatnich zdaniach napięcie już zeszło (jak z pleców) i doczytałem końcówkę bez większych emocji.
Nie mniej, napisane lekko i przyjemnie, z paroma potknięciami językowymi, które zostały już wspomniane w komentarzach. :)
Ależ mi ten tekst odblokował wspomnienie. Jakieś 25 lat temu, jeszcze strachliwym nie-nastolatkiem będąc, wpadłem na wakacje do taty. Ten musiał wieczorem wyskoczyć coś załatwić, więc zostałem sam w mieszkaniu, chroniąc wiotką psychikę graniem na komputerze. Wtedy zadzwonił telefon stacjonarny. Myśląc, że coś się mogło stać, odebrałem.
Twoje kontakty z bliskimi są bardzo ważne – rozległ się przerażający głos w słuchawce, a ja – który nigdy jeszcze wtedy nie zetknąłem się z telemarketingiem puszczającym nagrane hasła reklamowe, odłożyłem przerażony słuchawkę, bojąc się, że była to groźba, a nie reklama tanich połączeń do rodziny.
Nooo, na szczęście ojciec wrócił parę minut później.
Tekścik napisany tak, że empatyzowałem i wróciły myśli o dziecięcych strachach, więc bez dwóch zdań – udany.
Klika nie daje, bo widzę, że właśnie wpadł komplet. Zasłużenie. :)
– Plawo?! Ja ci tu zaraz dam plawo! – uniósł wielką pięść.
Rozeźlony Dobromir to i “r” zaczął wymawiać, żeby podkreślić gniew!
– Do Mysłodala, powiadas? – Napierał. Niemal wbił się w pierś Mściwoja. Do tego obsego, co w glinie się nola? Toś sobie umyślił!
Zaczął też wypowiadać didaskalia, co już w ogóle dobitnie świadczy o kiepskim stanie psychicznym. ;)
Nie czytałem poprzednich rozdziałów, a mimo tego ten wciągnął od początku. Bardzo plastycznie zobrazowana sytuacja z chłopskiej chaty, a seplenienie Dobromira to niby prosty, ale zarazem świetny zabieg, żeby ośmieszyć patologicznego gościa i… dać mu coś, za co choć trochę się go lubi?
Szanuję za research i uczciwe podejście do faktów! :)
Historyjka przyjemna – czytałem poprzedniego Belzebuba, przeczytałem tego, sięgnę pewnie także po następnego, bo czyta się gładko, jest w tym trochę humoru, a objętość pozwala na zrobienie z tego lektury do kawki. W małych porcjach wchodzi dobrze. ;)
Niestety nie mogę podobnie miłych słów powiedzieć na temat dbałości o język, bo pojawiają się błędy wszelkiego rodzaju – sporo, jak na tekst na pięć tysięcy znaków.
Jak się nią Alastor zajął, (!) wszystko powiedziała.
Pomieszczenie było białe z kilkoma krzesłami i zdjęciami kotów oraz psów zdobiących ścianę.
Przedsiębiorca był wielki jak szafa. Robak czuł się przy nim jak tania komoda z Ikei.
Bardzo ładne. :D
Tekst nie jest wolny od potknięć językowych czy interpunkcyjnych (np. dlatego niewielu miało okazję zobaczyć,(!) jakie trofea udało mu się zdobyć), ale nie przyćmiły one tego, że ogólnie napisany jest całkiem obrazowo i zręcznie. Dobrze zbudowałeś trzymającą w niepewności atmosferę grozy.
Nie wiem, czy wprowadzenie Mi-Go było dobrym pomysłem. Rozbudziłeś ciekawość na chwilę przed tym, gdy tekst się urwał. :) Skąd miał tę czaszkę?!
NIe współczułem dziennikarzowi, bo nieszczególnie go polubiłem. W ogóle obu ich nie polubiłem – z jednej strony myśliwy, który de facto jest kłusownikiem, a z drugiej strony zachłyśnięty dopuszczeniem do tajemnicy dziennikarz, który nie zareagował, tylko ucieszył się, że dostąpił zaszczytu zobaczenia trofeów. I za kim tu być? :D
Styl masz taki, że chętnie przeczytałbym coś więcej, tylko opowieści nieco zabrakło. :)
Mem, którego wrzucił ac, nie jest imo spłaszczeniem problemu. Jest ilustracją jednej z jego odnóg, czyli fałszywego zrównania wszystkich w byciu twórcami sztuki, które jest prostą drogą do bylejakości.
Hej,
jako że po wcześniejszej lekturze fragmentu nabrałem ochoty na całość – przeczytałem! Jest nieźle, czytało się dobrze. Duże zastrzeżenia mam w zasadzie dwa.
Po pierwsze, nastrój. Widzę, że DreadyVibe także o tym wspomina. Opowieść miejscami wpada w patetyczne rejestry, aby zaraz zejść na ziemię w rubasznych dialogach o okładzie z cycków. Wiadomo, w każdej historii jest miejsce i na rzeczy wysokie, i na rynsztok, ale tutaj miałem wrażenie, że nie wynika to z potrzeby sceny, tylko z tego, jaki akurat miałeś klimat przy pisaniu. Może się mylę!
Po drugie, Rajko i Etok stworzyli w mojej głowie jedną postać. Zabrakło mi wyraźnego rozróżnienia między nimi, nadania im jednoznacznie odmiennych motywacji, może jakiegoś konfliktu w tym duecie. (Konfliktu w rozumieniu nośnika napięcia, niekoniecznie sporu).
Z rzeczy mniejszych, rzuciło mi się w oczy kilka fragmentów, które z powodzeniem mógłbyś usunąć. Na przykład tutaj:
Siedzieli przy stole w karczmie. Etok wgryzał się w nogę kurczaka, a Rajko dopijał wino, oblewając się przy tym jak dziecko.
– Ufff. Ale pojadłem – powiedział.
Etok tylko skinął
Gdy się posilili, wyszli w ciepłą noc.
Dowiadujemy się, że Etok się najadł, a Rajko ufajdał. Konkrety zaczynają się dopiero na dworze. Nie zrozum mnie źle – takie kolory są super, ale siadłyby chyba lepiej, gdybyś wplótł je w fabularne mięsko, zamiast od niego oddzielać.
Powyższe nie zmienia faktu, że czasu poświęconego na lekturę nie żałuję i mam nadzieję, że mówiąc o odpuszczaniu całego tego pisania, mijasz się z prawdą. :)
DreadyVibe, bardzo dziękuję. :) Zależało mi, żeby w ich relacji przemycić ten rodzaj sympatii i szacunku, który z jednej strony owocuje szczerością, z drugiej – pozwala na kąśliwe żarciki.
Cieszę się, że widzisz w historii potencjał na zapadnięcie Ci w pamięć! :)
Hmm, ale do 24 chyba będzie już działać, prawda?

Portal nie pozwala na publikacje, ale bieżąca awaria nikogo nie powstrzymuje przed pisaniem. Natomiast może rzeczywiście, konkurs powinien zostać przedłużony o kilka dni, bo wyobrażam sobie sytuację, że ktoś dziś kończy tekst, a jutro śmiga na wakacyjny urlop i wraca dopiero kiedyś, więc mimo utrzymania terminu po swojej stronie, z powodu przywołanej siły wyższej, nie może zgłosić pracy.
Dobra, po namyśle – nie wziąłem pod uwagę niemożliwości wrzucenia tekstów na betę, która także w konkursie jest dozwolona. Na to kontry nie mam, więc chyba pokornie przystąpię do grona tych, którzy optują za dorzuceniem kilku dni (równowartości portalowej niemocy?) do czasu trwania konkursu.
Sami chcielibyśmy to wiedzieć! :D
Cześć, Zielony Rycerzu!
Bardzo się cieszę, że pozostałeś sobą i nie zakończyłeś posta po pierwszym akapicie. Zwróciłeś uwagę na istotne rzeczy, co na sto procent wyjdzie na dobre kolejnym tekstom.
Jeżeli chodzi o Mykela – w pierwszym pomyśle na opowiadanie w ogóle go nie było. Stanąłem jednak przed problemem – skoro Corin, schodząc, przenosi jaźń do umysłu innej osoby, jego ciało pozostaje bezbronne. A wrogów pewnie co najmniej kilku ma (i właśnie zrobił sobie kolejnego). Nie podobała mi się wizja magicznych barier czy wielkiego zaufania do świata, stąd pomysł na Mykela. Potem ucieszyłem się, że rzeczywiście dzięki niemu Corin może pozostać mrukowaty, a świat i tak się opowiada, więc strażnik został.
Wspominając, że jest w tej historii bezużyteczny, powiedziałeś na głos moje myśli z dzisiejszego poranka. Rozkminiałem, jakie rzeczy mógłby robić Mykel w kolejnych historiach, żeby nie był tylko przedłużeniem narratora, ale miał realny wpływ na fabułę. Kilka pomysłów mam – liczę, że uda mi się je przekuć w teksty i nadać Mykelowi trochę więcej sensu. Uwagę na jego temat przyjmuję w pełni i zgadzam się!
Swoją drogą – jeden z pomysłów na jego wykorzystanie brzmi: a co, gdyby Corin musiał zejść, nie mając pod ręką Mykela? Skubany, niby nic nie zrobił, ale docenisz go, jak go zabraknie! XD
Jeżeli chodzi o demona, także się zgadzam, że mógłby wybrzmieć bardziej. Jeszcze pisząc, zakładałem, że na tym opowiadaniu historia Corina i Mykela się nie skończy, stąd wzbraniałem się przed wykładaniem wszystkich kart na stół. Jak widać, błędnie, bo tekst powinien w pełni bronić się także jako samodzielny twór, a wszyscy zgodnie podnosicie, że nie do końca to robi. :)
No i wreszcie intryga – trzeci strzał, trzecie trafienie. Widzę dziury logiczne, o których mówisz. Do następnego tekstu usiądę dopiero z rozrysowanym schematem. ;)
Hej,
przeczytałem i pozostaje mi chyba zgodzić się z przedpiścami, choć wstrzymam konie (he, he) w kwestii LLMa. No i powiedzenie, że zgadzam się we wszystkim z Tarniną, byłoby pójściem na łatwiznę, bo sam jej komentarz przeczytałem – jak zwykle – z zainteresowaniem i chcąc jaka najwięcej wyciągnąć z niego dla siebie.
Mam nadzieję, że uwagi Cię nie zrażą, tylko będą wodą na młyn do dalszego pisania – i publikowania tutaj. Powodzenia!
Anonim: Bezduszni
Świetne otwarcie. Zważywszy na dość rozbudowane światotwórstwo, osadzenie czytelnika od razu w czymś co zna jest bardzo dobrym pomysłem. Gdy za chwilę zaczęło robić się dziwnie, punkt odniesienia stanowił solidny fundament.
Bardzo spodobało mi się też określanie miejsca akcji na podstawie wysokości nad poziomem morza. Pierdółka, ale zrobiła robotę.
Mocny pomysł, bardzo dobrze napisany tekst. Nie czytałem jeszcze wszystkich prac konkursowych, ale trzymam kciuki za wysoki wynik. Uważam, że się należy.
Idę klikać.
(W miarę) kumam. : )
Dzięki!
Hej,
wstęp – jak z sekcji otwierających koncerty Bring me the Horizon. ;)
Obawiam się jednak, że mam problem z body horrorem w formie pisanej. Film ma pod tym względem znacznie łatwiej, bo nawet jeżeli nie przerazi, to zszokuje, obrzydzi. Stworzenie takich obrazków tekstem jest znacznie trudniejsze, bo musisz polegać nie tylko na swoim warsztacie, ale też na wyobraźni czytelnika.
Tutaj czegoś zabrakło. Nie będę miał przed oczami tych scen z okrwawionymi tasakami i bryzgającą posoką. Chyba po prostu nie mój klimat.
Wiem jednak, że da się takie obrazki podać w sposób, który zostanie ze mną na lata. Wydaje mi się, że to w jakimś opowiadaniu Wegnera natknąłem się z dekadę temu na scenę, którą do dziś mam w pamięci. Przytaczając bardzo niechlujnie, wyglądało to tak:
Pole po bitwie. Piętrzą się stosy ciał.
– Żyjesz?
– Żyję.
Obaj leżą, ranni pośród trupów.
– Gdzie jesteś, nie widzę cię? Pomachaj.
– Nie mogę. Jak zabieram ręce, to wszystko ze mnie wylatuje.
Oczywiście, Twój tekst jest oparty na całkowicie innych założeniach i chciałaś w nim wprost nazywać flaki, krew, serca, ścięgna i mięśnie. Minęliśmy się. :)
Nie mniej, gratuluję konsekwentnego poprowadzenia historii na 30k znaków, już samo to zasługuje na uznanie!
Hej, Rybaku,
dzięki za wizytę! NIe wiem do końca, czego sobie gratulować, bo do Twojej decyzji o odejściu od zwyczajów i chwycenia za betę ręki nie przyłożyłem. Nie mniej, jako beneficjent tejże, cieszę się niezmiernie – zwłaszcza na taką opinię.
Decyzję o nieklikaniu do biblioteki szanuję, w końcu ileż można nagiąć zasad dla jednego tekstu. :) Chciałbym jednak, z czystej ciekawości, zapytać, w jaki sposób rozgraniczasz sobie w podejściu betę i opowiadania opublikowane. Chodzi mi o taki konkretnie moment jak teraz, kiedy już po otwartej publikacji pojawiło się kilka komentarzy, z których autor czerpał, wygładzając tekst.
Jak postrzegasz betę, a jak szlify po publikacji? ;)
Jeżeli chodzi o bycie częścią większej całości – intuicja cię nie zawodzi. A raczej, mam podobną, bo póki co tylko o przeczuciach mogę mówić – do planu im jeszcze daleko. :)
Raz jeszcze dzięki, że wpadłeś!
Nie czytałem całego wątku (jedynie pobieżnie), więc odnoszę się głownie do wiadomości, którą zostawiła Melya.
Czym jest sztuka albo czym jest literatura to są pytania, na które odpowiedź zawsze będzie rozmyta. Lub sztywna ale subiektywna i rozmyje się przy zderzeniu z inną. Warto je zadawać i o tym dyskutować, ale moim zdaniem – nie w kontekście tej rozmowy. (Nie wyganiam. XD Jedynie też mnie tchnęłaś do jakiegoś zastanowienia się – chociaż wiem, że zaszły już zmiany w regulaminie i zastanawiam się nad słoikiem musztardy przy pustych półmiskach).
Kiedy wątek jest bardzo szeroki, mnożą się subwątki i tysiąc razy dodajemy do niego ale weźmy pod uwagę jeszcze, lubię cofnąć się do początku i jeszcze raz zdefiniować pytanie.
I to pytanie nie brzmi: co myślicie o korzystaniu ze sztucznej inteligencji przy pisaniu tekstów?
Tylko: czy na portalu fantastyka.pl powinny pojawiać się teksty, do tworzenia których była wykorzystywana sztuczna inteligencja, a jeżeli tak, to na jakich zasadach?
Oczywiście, odpowiedź na to drugie będzie w pewnej mierze wynikać z tego, jak każdy sobie odpowie na pierwsze, wydaje się to nieuniknione, ale mnie znacząco ułatwia objęcie tematu rozumem. Może komuś też. :) I na tak postawione pytanie mogę odpowiedzieć.
Zaglądam tutaj z trzech powodów. Żeby podzielić się swoimi tekstami i nauczyć się czegoś z Waszego feedbacku. Żeby pomóc innym swoim feedbackiem. Żeby przeczytać fajne teksty.
Pierwszy wątek dotyczy tego, czy sam publikowałbym treści, które stworzyła (wrócę do tego) dla mnie sztuczna inteligencja. Nie. Trudno byłoby mi zostać lepszym pisarzem, dostając feedback do tekstów stworzonych przez AI. Co najwyżej byłbym od tego lepszym redaktorem, ale nie jest to moją główną aspiracją. Wyobrażam sobie, że można wrzucić tekst AI-owy po prostu z nadzieją na poklask i dobre przyjęcie. W tym przypadku decyduje już chyba indywidualne podejście. Moje jest takie, że nie znam Was i dobre słowa od Was (wynikające ze ściemy dotyczącej autorstwa) nie mają wpływu na mój dobrostan i poczucie własnej wartości. Otrzymać miłe słowo za własny tekst – super, pobiegnę do Żony i powiem, że X mi powiedział/a, że fajne!, a potem trochę bardziej uśmiechnięty wrócę do zmywania naczyń.
Drugi wątek, czyli pomoc innym. Czytałem w którymś z przewodników, że fundamenty forum są zbudowane na zasadzie wzajemności. Ma to swoje bolączki, ale lepszego darmowego modelu nie umiem sobie wyobrazić. Staram się tej zasadzie wychodzić na przeciw i – samemu oczekując rozwijającego feedbacku – podchodzić uczciwie do lektury publikowanych tu tekstów. Oznacza to, że nie do końca czytam dla przyjemności, bo lektura dla przyjemności, a lektura dla feedbacku, to dwie zupełnie inne lektury. Oczywiście trafiają się teksty, gdzie jedno idzie z drugim w parze, ale w większości przypadków głównie inwestuję swój czas, licząc na to, że komuś pomogę (oraz, rzecz jasna, że w przyszłości na podobną pomóc będę mógł liczyć). Przede wszystkim dlatego, że – wyolbrzymiając dla potrzeby wywodu, nie traktujcie mnie dosłownie – nie czytam Waszych tekstów dla przyjemności, czułbym się bardzo zawiedzony, że zfeedbackowałem AI. Wynika to z tego, że mam wątpliwości, że dla osoby publikującej ten feedback byłby jakkolwiek rozwojowy.
No i wreszcie wątek trzeci, czyli czasem jednak czytam dla przyjemności. Bywa, że nie mam głowy do uważniejszej lektury, a po prostu mam ochotę coś na szybko przeczytać. W tym przypadku jest mi w zasadzie wszystko jedno, czy autor jest białkowy – bardziej liczy się dla mnie, co mi dany tekst robi, czy spędzę przy nim miło czas. Pod tym względem prędzej zaufałbym autorowi-człowiekowi, ale nawet paliczka nie dam sobie uciąć w imię tezy, że żaden wygenerowany tekst nie przypadłby mi do gustu.
Drugi wątek jest najważniejszy w tym temacie, bo jako jedyny dotyczy poniesionego przeze mnie kosztu. Jeżeli notorycznie będę się przekonywać, że uczestnicząc w życiu portalu, topię swoje zasoby – pójdę być wartościowym gdzie indziej XD.
Miałem wrócić do tego, co to znaczy, że sztuczna inteligencja stworzyła tekst. W tym kontekście chciałbym pochwalić wprowadzoną zasadę. Myślę, że każdy inaczej zdefiniuje, co to znaczy, że AI stworzyło tekst i gdzie zaczyna się współtwórstwo AI, więc wymóg oznaczenia, w jakim stopniu sztuczna inteligencja była zaangażowana, wydaje się najbardziej przejrzysty. Dajmy każdemu czytającemu zdecydować, czy to przekracza jego granicę, czy nie.
Z powyższych powodów, proposuję wprowadzone zmiany. Uważam je za dobre, nie dlatego, że coś uważam lub czegoś nie uważam na temat AI, tylko dlatego, że w moim odczuciu przekładają się pozytywnie na realizację głównej misji portalu.
Nie ma to jak zabrać głos w zamkniętej dyskusji!
Ewidentnie potrzebujecie tego wątku na głosowanie. :D
Grzesiek, dzięki raz jeszcze za wsparcie podczas bety. :)
Bolly, dziękuję za wizytę. Cieszę się, że zyskałem przyszłego czytelnika, mam nadzieję, że nie rozczaruję. :) To, co wskazujesz, jako słabsze elementy, nie pozostawia miejsca do dyskusji. Celem na przyszłość pozostaje dla mnie, żeby w tych elementach się rozwinąć, nie tracąc w pozostałych.
Myślę, że zostanę jeszcze na przynajmniej jeden tekst przy Corinie i Mykelu – dają fajny punkt zaczepienia do prac nad warsztatem.
Cześć, Hesket.
Bardzo się cieszę, że Ci się spodobało! O dialogach widziałem różne opinie, miło więc przeczytać, że Tobie przypasowały. :)
Dziękuję za poświęcony czas!
Uprzejmie dziękuję, Bolly! Przepraszam, że rozdygotałem twoje OCD, już nareperowane. :) Widziałem klika – dziękuję, kłaniam się w pas!
A co do tego, czy to na pewno wizja przyszłości… No obawiam się, że nawet jeśli, to niedalekiej. ;)
Smakuje głównie piwem i wąsami.
Wujas, co się zowie!
Tak jak pisałem w becie – bardzo przyjemny tekst. W formie opowiadania jest po prostu dobry, ale dla mnie to niezły materiał źródłowy na odcinek jakiejś kreskówki dla dzieciaków lub gry video, będącej mixem It takes two i Stray. :)
Na pewno dużo zyskuje dzięki luzackiemu stylowi narracji, świetnie pasującemu do tego, o czym opowiadasz. Ta sama historia, napisana w inny sposób, broniłaby się prawdopodobnie znacznie gorzej.
Gratulacja ode mnie. ;)
Albo można tutaj XD
Oczywiście. ;) Założyłem, że pójście za moją propozycją, da:
– większy porządek (wszystkie typy zebrane w jednym poście, niepoprzetykane gifami :D)
– opcję do większej grywalizacji, jeżeli na przykład uznamy, że typy wysyłamy do 31 lipca (tydzień po zakończeniu naboru) i dopiero wtedy są ujawniane, więc każdy typuje poniekąd w ciemno, bez sugerowania się innymi. :D
Bardzie, dziękuję raz jeszcze za wskazanie błędów i potknięć w tekście. Jak pisałem wcześniej – większość po prostu wprowadzam bez dyskusji. ;) Poniżej kilka miejsc, o których możemy ciut podyskutować.
(Właśnie) Rozmawiamy. I zaczynam (tę rozmowę) od pytania, gdzie jest chłopak.
Tak w mojej głowie brzmiała pełna wypowiedź, ale skróciłem zbędności.
Sufit zdobił – dziś wyblakły – gwiazdozbiór Kupca.
Poprawiłem zgodnie z Twoja sugestią, jednak daję znać, że wcześniej celowo było to rozdzielone, aby zatrzymać na chwilę wzrok na tym fragmencie. Liczyłem, że w tym miejscu czytelnik przekona się, że może i jest tu tak jakby luksusowo, ale także pewne niedociągnięcia są, co świadczy o problemach Arveda.
A ja sądzę, że marnujesz swój cenny czas, Arvedzie – przerwał mu Corin. – Jeżeli uważasz, że twoja małżonka nie ma nic ważnego do powiedzenia, możesz odejść, zająć się niecierpiącymi zwłoki sprawami.
Czaję, że występują tu zaimki, których w teorii mogłoby nie być, ale… powiedziałem sobie tę wypowiedź bez zaimków na głos i kompletnie mi nie brzmi jak kwestia, którą ktoś by wypowiedział. Jak napisana przez narratora – może jeszcze, ale w dialogu jej nie czuję.
Wiemy jak było. Może: Przed domem kupca nie było nikogo. Posiadość wyglądała na opuszczoną itp.
Wiem, że wiecie – mimo wszystko chciałem zagrać kontrastem. ;)
Dziękuję serdecznie, tekst dużo zyskał!
HollyHell91 (ilekroć natknę się na Twój nick, nucę Architects), również serdecznie dziękuję, że wpadłaś i poświęciłaś czas na wskazanie potknięć. Naniosłem również poprawki, które sugerowałaś. Jedynie z ostatnią rzeczą mam problem i będę musiał trochę poguglać, żeby uwierzyć. Serio w odbiciu szyby? To mi brzmi, jakby to szyba się odbijała w czymś (np. w lustrze). Ale bardzo możliwe, że masz rację, tylko muszę włożyć palec w potwierdzenie z poradni językowej.
Za miłe słowa na końcu i za kliczka bardzo dziękuję, przyjmuję z rumieńcami na twarzy.
ac, idź być mądry gdzie indziej. XD
Jako że aktualna data końcowa wypada akurat w moje urodziny, zapraszam do stronnictwa cisnących na utrzymanie bieżącego terminu.
Nie pozostaje nic innego, jak mianować jednego szefa zgadywanek, do którego chętni wysyłają PW, a on w tym wątku zamieszcza komentarz zbiorczy z głosami, konsekwentnie edytowany. ;) (Ja jak pisałem, nie mam pojęcia, kto jest kim, więc dla mnie zgadywanki są nie do przejścia – mogę, jeżeli organizatorzy uznają, że to pora i pomysł jest dobry, wziąć na siebie ogarnianie tego :P).
Przypominam też, że pierwsza próba ciśnięcia o przesunięcie terminu pojawiła się już 3 czerwca! :D
Bardzie, dziękuję serdecznie za wizytę!
Wprowadzeniem poprawek w oparciu o Twoje wskazówki zajmę się wieczorem lub jutro – przejrzałem, większość bardzo celna i na pewno wyjdzie tekstowi na dobre.
Jeśli chodzi o uwagi końcowe, to:
po pierwsze, niech wybrzmi, że przeczytałem je głosem aca, który w becie napisał bardzo podobne rzeczy. To właśnie tę część zakwalifikowałem do opisanych w przedmowie uwag, które uważam za mega trafne, ale przerastające moje aktualne kompetencje pisarskie. Fakt, że też je podnosisz, po dwakroć upewnia mnie, że to ćwiczenie było ważne i zrobiło, co zrobić miało – a także dało jasno do zrozumienia, jakie powinny być kolejne kroki w rozwoju;
po drugie, dzięki za klika. Czuję się zachęcony! :)
Zrozumiałem niewiele – zarówno z tekstu, jak i z zasad nie-konkursu. :D Tekst mimo wszystko zostawił w głowie jakieś obrazy, a w odczuciach emocje. Nie wiem, o czym to było, ale coś mi zrobiło. ;)
Proszę uprzejmie. Pierwsze moje piórkowe zgłoszenie ever, więc trochę musiałem się z nim obwąchać. Ostatecznie uznałem, że przez półtora miesiąca nie trafiłem na portalu na tekst, który zrobiłby na mnie większe wrażenie i został w głowie na dłużej. :)
Wow, Wy serio macie jakieś typy? :D
Ja jestem w szoku każdorazowo, gdy bruce zdejmuje maskę anonima przy swoich tekstach, więc nie wróżę sobie zbyt wielu ustrzelonych autorów. (Co wyjdzie na zdrowie autorom).
UnaBomba: Oplotę cię jak bluszcz
Hej,
zazdrość i zaborczość tak silne, że aż wyrósł z nich potwór? :) Podoba mi się! Brak pewności siebie i potrzeba kontroli ze strony bohaterki na początku zarysowane tak mocno, że aż do porzygu, ale w szorcie inaczej się chyba nie dało.
Dobra robota!
Odwracam się i nic już nie czuję.
Tego zdanka tylko nie skumałem. :)
Kliknę, myślę, że warto.
Siemanko,
super, że zdecydowałeś się opublikować swoje teksty! Bruce słusznie radzi w kontekście zasad publikacji na portalu, ale rozumiem nagły zryw i potrzebę chwili. :D
Drogi Aidenie, Dawno do ciebie nie pisałem.
Abstrahując od tego, że brakuje akapitów (w całym tekście, więc nie będę do tej uwagi wracać), dawno powinno być małą literą.
Japończycy zaatakowali.
Ze względu na ten zapis, przed długą część tekstu myślałem, że autor listów jest Chińczykiem. Skoro jest Japończykiem – czy nie powinien powiedzieć nasze wojska zaatakowały lub zaatakowaliśmy?
Był jakiś incydent i tak rozpoczęła się wojna na pełną skalę.
To nie musi być słuszna uwaga, ale dzielę się odczuciem – jeżeli właśnie trwa wojna, to spodziewam się, że ludzie tym bardzo mocno żyją. Nazwanie bezpośredniej przyczyny jakimś incydentem – jak na moje – nieco za bardzo spłaszcza dramat, jaki się rozgrywa. (Po przemyśleniu – skoro to nie wojskowy, tylko chłopak, który dowiedział się od podróżnego, że jest wojna… No dobra, może nie zna szczegółów i ten jakiś incydent się broni).
Matka pamiętała poprzednie wojny.
Skoro mówi o niej w czasie przeszłym – czy matka umarła gdzieś pomiędzy nadejściem wojny a pisaniem listu?
Jak razem lamentujemy w polach ryżu i pszenicy, gdy łodygi delikatnie smugają jej miękką twarz.
Dlaczego lamentują? :D Myślałem, że on wymienia wszystkie miłe rzeczy, które wojna mu odbiera.
Uznałaby, że zhańbiłem rodzinę. Już na zawsze byłbym plamą na honorze naszej rodziny. Dużo mówiła o ojczyźnie jako o najważniejszej rzeczy obok rodziny, ale moim zdaniem to wcale nie jest nawet trochę tak ważne jak rodzina.
Przybyłabyś tutaj i sama mnie zabrała. Jednak też napisała, jak jest w domu i nie jest najlepiej, Aiden. Hao zachorował. Matka próbuje go wyleczyć, ale nie jest najlepiej.
Ostatnio zapomniałem o tym napisać, bo dostałem za duży mundur.
Raczej zapomniałem napisać, że dostałem za duży mundur. Rozmiar munduru nie ma chyba bezpośredniego wpływu na pamięć. ;)
żołnierzy w tych samych za dużych mundurach
Takich samych. Nie nosili tych samych równocześnie. :)
Nie wiem, ile lat leżałem.
To metafora czy pomyłka? :)
Bardzo cię przepraszam.Dawno nie pisałem.
Zjadłeś spację. Zdaje się także, że na początku tego listu zapomniałeś umieścić informację o dacie.
Większość czasu spędziłem z tobą niż bez ciebie.
Więcej czasu.
Jako dziecko szybko straciłem matkę.
Jak to, przecież wcześniej wielokrotnie się do niej odnosi.
Gdy miałem może osiem lat, na jednej z lekcji malarstwa namalowałem niemal magicznie piękny i przerażający obraz upiora. Jeden z moich przyjaciół bardzo chwalił mój obraz i powiedział, iż na pewno zostanę malarzem. Nasza nauczycielka podzielała jego opinię. Tak więc od tamtej pory zacząłem z zapałem oczekiwać na kolejne lekcje malarstwa. Minęło parę lat, a moja pasja do malarstwa tylko stawała się większa, podobnie jak moje umiejętności. Malowałem najróżniejsze obrazy i zacząłem się nazywać artystą. Pomimo tego, że społeczeństwo nie uznawało artystów za godnych ludzi, to dla mnie w tamtym czasie artyści mieli jakąś aurę, której, nie wiedząc czemu, chciałem być częścią. Postanowiłem bez wiedzy ojca uczęszczać na dodatkowe lekcje w kole malarskim. Te parę godzin malowania było najlepszą częścią całego tygodnia, a ja sam zacząłem myśleć o przyszłej karierze malarza.
Choć nie powinienem, zawsze na jej widok serce biło mi szybciej.
Choć nie powinno.
Hanako, w nocy próbuję przypomnieć sobie zapach deszczu w twoim ogrodzie. Tutaj wszystko pachnie tylko pastą do butów i prochem.
Bardzo ładny konkret z tym zapachem pasty do butów i prochu, fajnie buduje kontrast.
Aidenie, wydaje mi się, iż mam obowiązek poinformować cię o tym, co stało się z tym, kto wcześniej do ciebie pisał. Należał do grona partyzantów. Nasi złapali jego grupę i rozstrzelali. Ukrywali się w pewnej wsi. Dostałem raport, co tam się stało. Nasi wymordowali każdego we wsi. Dzieci i kobiety. Wraz z większym oporem dostaję coraz więcej takich raportów. Dlaczego cena za to, co robimy, jest tak duża?
Tego nie rozumiem. Wróg (Chińczyk?) zwierza się w liście do losowego Japończyka ze zbrodni wojennej?
Dobra, to teraz wrażenia ogólne. :)
Nie czytało się źle, choć formatowanie tekstu nie ułatwiało sprawy. Zbudowałeś ciekawą postać romantyka, którego los wrzucił w dalece nieromantyczne okoliczności. Są fajne momenty – na przykład wspomniane już zestawienie zapachu ogrodu z wonią koszar.
Największe zastrzeżenie mam chyba do końcówki. Nie kupuję tego, że wróg przeczytał list i postanowił dopisać kilka swoich zdań, a potem go wysłać. Myślę, że mógłbyś sporo zyskać na rozbudowaniu tego fragmentu, oddać narrację drugiej stronie, pogłębić też profil psychologiczny piszącego. A może w ogóle pójść w twist i wysłać jeszcze kilka listów jako wróg podszywający się pod nadawcę, który cierpi z wyrzutów sumienia i ratuje psychikę, udając przed rodziną swojej ofiary, że ta dalej żyje. ;) Opcji pewnie jest jeszcze mnóstwo, bo w obecnej formie niestety nie do końca się broni.
Drugi zarzut – no, nie ma tu fantastyki. Przez jakiś czas myslałem, że Aiden jest wymyślonym przyjacielem, duchem czy czymś w tym guście, ale nie wynika to jednoznacznie z tekstu.
Cześć!
Przy wklejaniu tekstu rozjechało Ci się formatowanie – popraw proszę, inaczej trudno będzie to komukolwiek przeczytać.
Przy okazji zmień także oznaczenie z opowiadania na szorta. Opowiadania na portalu zaczynają się od 10k znaków. :)
Wybacz, że pierwszy komentarz pod jakimkolwiek Twoim tekstem na forum jest tak formalno-marudny!
No dobra, dałem sobie parę dni i mi nie minęło.
Ramshiri – Odzyskam cię
XD
"Bagaż" w sensie plecaka to metonimia, nie oznacza samego plecaka.
Tarnino, jak ty mi imponujesz. :O
Uff, to nie aż tak źle. Bałem się, że grozisz, że mi nakopiesz. ;)
Tarnino, cóż oznacza solidna łopata w twoim slangu? :D
Mniej więcej nie istnieje – Fantasy – 25964 znaków.
Napisałem ten tekst przede wszystkim z potrzeby sprawdzenia, czy będę w stanie wyjść poza ramy szorta. Chciałem sprawdzić, czy potrafię zbudować nieco dłuższą narrację i nie stracić po drodze kontroli nad opowieścią. Jako że u podstaw opowiadania leży właśnie ćwiczenie warsztatowe, zachęcam do brutalnego pastwienia się nad literkami.
Triggery: przemoc wobec dzieci, przemoc wobec kobiet.
Hej, Koalo!
Dwa najlepsze elementy to urzędnik, który ma całą wieczność i potępieńcy, którzy siedzą za niewinność.
Tekst z prostym, ale fajnym pomysłem. Mam tylko wrażenie, że w ostatnim akapicie aż nazbyt łopatologicznie wyjaśniasz, o co chodzi.
Cóż począć, regulatorzy, miło to łechce. ;)
AP, dziękuję za wizytę. Faktycznie, przeoczyłem ten detal w biografii Tomczyka – cieszę się, ze udało Ci się znaleźć własne wytłumaczenie dla tego potknięcia. Zmieniłem w tekście, że nie był już fanem piłki nożnej. :)
O kurczę, nie dziwię się, że nie rozumiesz, bo musiałem być niespełna rozumu, pisząc ten ostatni komentarz. Nie wiem dlaczego, ale uroiłem sobie, że w Twoim tekście jest „wzniósł”. Nie było tematu, mam omamy. :)
Jestem zaszczycony!
Hej,
czytało się ok, jeżeli chodzi o język (dosłownie parę uwag zostawiam niżej), ale mam jeden zasadniczy problem – zabrakło mi puenty. Z początku spodziewałem się, że zrobisz tu, Anonimie, jakąś Opowieść Wigilijną i pozostaniemy przy trzech czasach, ale gdy zaczęły pojawiać się kolejne, nieco mnie straciłeś.
Większość tekstu to po prostu wymienianie kolejnych czasów. Uśmiechnąłem się przy Pieniądzu, bo ciut odstawał od schematu, delikatnie zaśmiałem przy tym, że ten, który Leczy Rany zajmuje się ofiarami. W większości jednak po prostu przyjmowałem, że wymieniasz kolejne czasy, zastanawiając się, do jakiej puenty dotrzemy.
No i szorcik jest już w czasie przeszłym, a puenta niedokonana. Albo coś zgubiłem.
Przede mną wznosił się prosty gmach, sięgający chmur.
Raczej wznosił. Chyba że wzniósł się na oczach bohatera?
Eleganckie schody wiodły na prawo w dół i górę, na lewo – podobnie, oraz na wprost.
Nie podejmę się rozbioru gramatycznego tego zdania, ale potknąłem się o nie.
Dziękuję, @regulatorzy, za wizytę i wskazanie błędów. Poreperowane! :)
Cieszę się, że udało mi się CIę zaskoczyć, ale przede wszystkim, że dobrze się bawiłaś. :
@ac, obiecywałem Ci, że wprowadzę poprawki na drugi dzień po Twoim komentarzu, ale do tej pory tego nie ruszyłem. Wybacz, seria niefortunnych zdarzeń! Spróbuję w weekend. :)
Jak on trzonki w rękach łamie, to może i Skrzypkowi lampę zgasi na strzała.
Zaśmiałem w głos. :D
@Ambush, dzięki za wizytę. Nie spodziewałem się, że początek może być za mocny i sprawić, że reszta blednie. Ale w zasadzie powiedziałaś to i ty, i powiedział to kawałek wyżej ac. Może coś w tym jest. Cieszę się, że mimo wszystko zainteresowanie zostało utrzymane!
Ok, kontekst intertekstualny całkowicie mi umknął. Ewidentnie nie jestem targetem. :)
Hej,
to może być kwestia świrowania portalu od wczorajszego wieczora, ale wrzuciło Ci ten tekst w paskudnie niesformatowanej formie. I zrobiło mnóstwo kopii. : )
Spróbuj usunąć duble i zostawić jedną wersję wątku, w której poprawisz formatowanie. Na tę chwilę lektura jest w zasadzie niemożliwa.
Pamiętam, jak było mi przykro, gdy za dzieciaka obserwowałem, jak wycinali drzewa na mojej ulicy – takie, na które wielokrotnie się wspinaliśmy, na których bawiliśmy się w chowanego i które zawsze były. Dawno o tym nie myślałem – dzięki za przypomnienie, lubię nostalgię. ;)
Sam tekst, poza poruszeniem odpowiedniej struny, jest dla mnie ok. Zgadzam się z acem, że dialogi trochę zbyt wulgarne, bezzasadnie. W ogóle zastanawiałem się trochę, czy wprowadzanie Gośki w drugiej połowie tak krótkiego tekstu miało sens, czy nie lepiej byłoby nie dodawać już wtedy nowych bohaterów i dać narratorowi samemu to dostrzec z balkonu.
Dzięki. Idę powspominać drzewa.
nieodpowiednich słów w nieodpowiedniej godzinie
Czepialstwo, ale imo zyskałoby na dodaniu wypowiedzianych w nieodpowiedniej godzinie.
Jeśli jednak to nie była ułuda, to możliwe, że trochę przesadziłem.
Ów mistrz, przynajmniej wedle szyldu, serwował najlepsze drinki w mieście. Diabelsko dobre.
Szybko przechodzisz z przynajmniej według szyldu do diabelsko dobre, które – chyba – jest opinią narratora. Brakuje mi jakiegoś I rzeczywiście – były diabelsko dobre.
do takich uważam się zaliczać
Za takiego się uważam / do takich się zaliczam.
pięć jasnych fulów z Biedry.
Przywołujesz istniejący sklep (Biedrę) i – chyba – nieistniejące piwo (jasny ful). Przynajmniej gugl mi takiego nie znalazł. Nie wiem więc, czy to prawdziwy świat (choć Iksowo), czy zmyślony. Chyba że jasny full to ogólnikowe określenie na piwa jasne pełne i tutaj wychodzi moja nieznajomość tematu browarniczego i socjolektu piwoszy. :)
Kiepścić, zaczęło się dopiero wtedy
Zbędny przecinek.
Hej,
kurczę, obawiam się, że całkowicie minąłem się z sensem tego tekstu. Pierwsza i druga połowa są czymś zupełnie innym, przy czym dziać zaczyna się w drugiej – pierwsza zdaje mi się więc nieco przeciągniętym wstępem lub po prostu nie udało mi się z niej wyciągnąć tego, co wyciągnąć powinienem.
Całość odbieram jak pijacki powrót do domu gościa, który do piwka dolał nie wódę, a najprawdziwszy absynt.
Wybacz, ale nadaję z tym tekstem na zupełnie innych rejestrach.
Hmm, przecież Stara Wieś brzmi bardzo wiarygodnie jako nazwa – choć jest pewnym problemem, że w WH nazwali tak stolicę :D
Bruce, w wierszu przedstawiasz bardzo radykalne sceny (przywiązany pies, kopany bezbronny), podczas gdy w komentarzu mówisz o rzeczy dużo bardziej przyziemnej – nie znam kawałów o porzucaniu psa, ale znam kilka o podpuszczaniu innych do siadania na świeżo malowanej ławce.
Myślę, że w komentarzach ta dyskusja skręca w ciekawszą stronę. Na nie kop psa większość z nas tutaj zareagowała stwierdzeniem, że no pewnie, w życiu. Natomiast zastanawiam się, jak wyglądałyby te reakcje, przy wymienionych w wierszu rzeczach mniej radykalnych, ale wciąż obiektywnie “dobrych/złych”, jak np.
Nie pozwól pasażerowi,
by usiadł na miejscu obszczanym,
może jedzie na randkę lub do chorującej mamy?
Swoją drogą – nawet ten fragmencik ma zupełnie inny wydźwięk, gdy są w nim wszystkie 3 wersy, a zupełnie inny, gdyby trzeci wers ściąć (to jest to, o czym mówiłaś uczniom na lekcji).
I przyznaję – ja bym chyba, nomen omen, olał temat tego fotela w autobusie.
Edit:
W sumie, żeby lepiej oddać formę Twojego wiersza, to powinno być:
Nie śmieje się w busie gdy człowiek
usiądzie na miejscu obszczanym
może jedzie na randkę lub do chorującej mamy…
Hej!
Fajny pomysł na zawiązanie akcji – instynktownie niezgodne z procedurami otrzymanie „na własność” nieswojej paczki, do tego dwie pracownice poczty, które ewidentnie chcą podrzucić bohaterowi kukułcze jajo. Szybko łapiesz uwagę i sprawiasz, że chcę dowiedzieć się, co dalej.
Na początku drugiej sceny brakuje mi trochę wyjaśnienia, skąd zmiana decyzji bohatera – jeszcze chwilę temu deklarował, że wywali paczkę do śmietnika. To może być jakiś błahy powód (choćby brak śmietnika – lub śmietnika odpowiedniej wielkości – po drodze), ale fajnie, gdyby się pojawił. Doda „budowaniu relacji z paczką” więcej sensu i przypadku równocześnie.
Nie dziwię się, bo Volvo jej ojca tylko gwiżdże turbosprężarką
Ładny smaczek. Przez jakiś tydzień byłem pewny, że to świszcze coś w bagażniku na dachu Kii mojej żony, zanim okazało się, że to turbosprężarka. :D W ogóle bardzo podoba mi się, ile tutaj jest konkretu, budującego ładne obrazki. Ubranie bohatera w cosplay Kakashiego to złoto dla tych wydarzeń. ;)
A po drugie: jej ojciec od początku jest jakoś negatywnie do mnie uprzedzony, choć jesteśmy w bardzo podobnym wieku, więc powinniśmy się świetnie rozumieć.
Zaśmiane :D
Rozładowanie w ostatniej scenie – zaskakujące, choć jak zostało już wspomniane w komentarzach, zaskakuje nie tylko pomysł na historię, ale też zmiana klimatu tekstu.
Sekcja „czepialska”:
Nawet nie przeprasza tylko goni do sali obsługi.
Brak przecinka przed tylko
Za to drzwi Nissana GT-R otwierają się tak bezgłośnie, że słyszę, jak chrupie mi w kolanach, kiedy się do niego pakuję.
Drzwi nie mogłyby tego zagłuszyć, więc to, że są bezgłośnie, nie ma znaczenia. Najpierw otwiera drzwi, potem wsiada.
Niby taka nowoczesna strategia marketingowa, budowanie świadomości marki przez darmowe próbki.
Tutaj trochę się zgubiłem. Skoro to działania marketingowe, to czemu paczki w szarym papierze, bez brandu? Chyba za mało wiem o strategiach budowania marki, żeby skumać korzyści z opisanego sposobu działania.
“Nie strać sumienia ani serca…”. Ja bym napisał: “Nie bądź bez sumienia ani serca…”
Wchodzimy na teren widzimisiów, ale mnie się tracenie bardziej podoba, bo jest o bardziej o tym, że to codzienna walka, codzienne pielęgnowanie takiej, a nie innej postawy. Bycie odczuwam jako zbyt stateczne i jednoznaczne.
Cześć, nul!
Pisanie mnie tak wymęczyło, że stwierdziłem, że to jednorazowa przygoda. Okazało się jednak, że Jonas z Mirellą zamieszkali w mojej głowie na stałe, a wokół nich rozwijają się głębokie, wielowarstwowe struktury. Zacząłem pisać dalej, ale już się oszczędzam.
Nie da się ukryć, że w pisaniu najbardziej męczące bywa pisanie. :) Mnie nieco ratuje fakt, że najłatwiej myśli mi się, pisząc – zazdroszczę ludziom, którzy potrafią przeprowadzić sobie w głowie pełny przewód myślowy i dojść do jakichś wniosków, mój mózg nie ma tej funkcji. Dochodzę do czegoś, pisząc / mówiąc.
Nie mniej, w ostatniej dekadzie porzuciłem pisanie na rzecz teatru improwizowanego, bo tam jest szybciej, prościej – pomysł równa się realizacji. Teraz staram się przede wszystkim pracować w pisaniu nad konsekwencją i wypracowaniem nawyku, żeby to “męczenie się” przezwyciężać. :)
Super, że wykreowałeś bohaterów, którzy pochłonęli Cię na tyle, by o nich powalczyć!
Czyżby ten Ted mieszkał teraz z kotem na Żoliborzu, knując kolejną rewolucję? ;)
– Ileż mam tak klęczeć? Noga całkiem zdrętwiała, o wyciągniętej ku przodowi ręce już nawet nie wspomnę…
Wyciągnięta ku przodowi ręka zabrzmiała mi trochę nienaturalnie w wypowiedzi bohatera. Skróciłbym chyba, pozbywając się tego ku przodowi.
W ocenie blisko mi do tego, co napisał melendur88. Tekst poprawny, jakościowo podany, ale korowód postaci i żonglerka odniesieniami do historii nieco przytłacza, zważywszy na tak krótką formę. Skończyłem czytać, będąc nieco zmęczonym, a to nawet nie siedem tysięcy znaków. :)
Natomiast! Lektura zmusiła mnie do wyguglania tego i owego, za co dziękuję i co szanuję. :)
Kliken.
Hej,
nie był to tekst zaskakujący, końcówkę dało się przewidzieć. Mimo wszystko, w udany sposób łączysz dobrze znane klocki – śmierć jako ponadczasową urzędniczkę, zakład ze śmiercią, który nie może się udać, zgubienie sensu w utopii i tak dalej. Wszystko to sprawdzone kawałki, ale sprawnie i z pomysłem wykorzystane.
Swoją drogą, osiemdziesiąt cztery rewolucje w trzysta lat to nowa rewolucja co trzy i pół roku – pod warunkiem, że Ted zaczął knuć już na dzień dobry. Trzeba przyznać, że chłop nie próżnował. :D
Ramshiri: Odzyskam cię
Anonim: Mistrz i Michał
Bardzo dobry tekst.
Niezwykle podoba mi się konstrukcja narratora – świetnie podany jest ten okołonarcystyczny sposób opowiadania o sobie i bliskich, stawiający się w dobrym świetle i obwiniający innych o wszystko. Dopełniony przyznaniem, że w sumie to nas okłamał, bo jeszcze nie rzucił piwa, choć się zarzekał. Jestem pod wrażeniem.
Klik.
Dzięki. :)
Jimie, wywołany do tablicy, zapytam – w jaki sposób wyrażenie smutku, że ludzkość funkcjonuje tak a nie inaczej, oznacza według Ciebie równoczesny brak zainteresowania złożonymi powodami tego typu zachowań? :)
TeoMax, kompletnie zgubiłem Twój komentarz, najmocniej przepraszam! Obawiam się, że firmy tego typu zaczynają powoli istnieć. Inspiracją do opowiadania było usłyszenie właśnie o takim koncepcie w jednym z odcinków podcastu Czas Odzyskany. Myślę, że nie jeszcze nie działają aż tak radykalnie. Jeszcze :)
Bardzo przyjemna bajko-lekcja, milutki tekst!
Przeszkadzały mi nieco zawirowania wokół rodzaju Słońca, ale cała reszta super. Odświeżająca zmiana perspektywy :)
Cześć, fajnie, że się pojawiłaś! :)
W pierwszej części tekstu trochę mnie zgubiłaś – jest w niej dużo naukowych określeń, ale mam wrażenie, że nieszczególnie kryje się pod nimi konkret. Tak naprawdę zastanawiam się, czy bez tej pierwszej sceny tekst nie byłby mocniejszy, to jest gdybyś zaczęła od tego, że stacja badawcza, obserwująca Ziemię z daleka, nagle traci z nią kontakt i naukowcy rozkminiają z odczytów, co mogło pójść nie tak.
Miałabyś wtedy ekspozycję wymieszaną z emocjami i – w moim odczuciu – mogłoby to wypaść ciekawiej.
Fajna książka – dorzucił Varga.
Za mało znam pana Vargę, może jest takim totalnym luzakiem, co zawsze wrzuci komentarz nie na miejscu. I za mało znam świat, może ziemianie rozprzestrzenili się już mocno w kosmosie i potencjalny reset Ziemi ich nie boli. Ale tym komentarzem sprawił, że trochę przestałem się przejmować sytuacją, bo skoro Varga ma czas i głowę do tego, żeby polecać jakąś książkę, to chyba nic strasznego się nie dzieje.
Mimo powyższych, czytało się w porządku i chętnie poznam inne rzeczy z tego zbiorku.
Zdanie wyjaśniające jak dla mnie ciut za bardzo wprost, ale nie przyćmiewa to faktu, że tekst bardzo udany, a ta zawieszona w czasie wioska mogłaby się stać bohaterką czegoś większego :)
Ups, przywołałem traumę x)
No dobra, to życzę organizatorom, żebyśmy utrzymali zdrowy dystans od rekordu :D
W ostatnich latach niewiele zaglądałem na forum – czy idziemy na jakiś rekord pod kątem liczby zgłoszonych prac? :D Biorąc pod uwagę, że jeszcze 18 dni, będzie tego mnóstwo.
Dziękuję, Lesnylutku! Pozdrowienia :)
Osobiście nie jestem przeciwnikiem wspierania się możliwościami AI, jeżeli jest to robione z głową. Tutaj natomiast wygląda to niestety jakby AI wsparło się Tobą, Robercie, żeby opublikować swój tekst. :/
Cieszę się, jednocześnie biorąc sobie do serca, żeby w kolejnych tekstach nie polegać na wyjaśnieniach w komentarzach, tylko dowieźć konkret w opku! :)
bruce, u mnie było sadzenie kwiatów. :D Dziś już na szczęście pogoda zatrzymała mnie w domu, więc naniosłem poprawki.
ac, dzięki za lekturę. Poprawiłem część fragmentów, na które zwróciłeś uwagę. Zabawne, że zwróciłeś uwagę na Renault, bo przy pisaniu tego zdania także naszła mnie myśl, że kurczę, chyba wcześniej zabrakło takich konkretnych obrazków. Ważna notatka na przyszłość. :)
SNDWLKR, pusia, zakładam, że najbardziej fantastyczne mogły być metody działania TheCleanacji, ale cóż – działali w cieniu.
Hej!
OldGuard, miło mi, że tamten głupkowaty tekścik Cię tu przyciągnął. :) Jak być może widziałaś w komentarzach, zdania są różne. Ty mówisz, że warto to rozbudować – kto inny wyciąłby połowę. Wygląda na to, że postawiłem na kompromisowe rozwiązanie, rozczarowując wszystkich!
regulatorzy, legendę skrzypka-wodnika mogłem potraktować zbyt skrótowo. Zależało mi na uniknięciu infodumpa, a nie bardzo miałem jak wpleść jego historię w dialog. Założyłem, że coś sobie domyślicie – moja idea była taka, że jego ukochana utonęła, a on z rozpaczy zawarł z jeziorem układ, że wymieni ją na sto innych ciał.
Co za końcówka xD. Piękna!
Bardzo miła groteska, mimika i gestykulacja plecaka skradły mi serce.
Dzięki! To prawda – limit znaków mnie dojechał. :D Nie mniej, wyzwanie naprawdę przyjemne, gratulacje za pomysł!
Pewnego ranka odkryłem, że mój plecak ma drugie życie i pracę na pół etatu. Nigdy nie byłem szczególnie bogaty. Na studiach związałem się z drugim nieszczególnie bogatym chłopakiem, Miłoszem – zachwyciła mnie przede wszystkim jego miłość do podróżowania.
Podczas letnich wakacji jeździliśmy razem w Tatry, a jeżeli w zimowej sesji udało się zaliczyć wszystkie egzaminy we wczesnych terminach, organizowaliśmy wyjazdy w niższe góry.
Na drugim roku, gdy szykowaliśmy się do wyjazdu w Izery, plecak Miłosza odmówił dalszej współpracy. Już w wakacje dawał znaki, jak zacinający się zamek, ale zimą ostatecznie wyzionął ducha.
Jako że mój plecak także nie był już najnowszy, podjęliśmy decyzję, że zrzucimy się na nowy, profesjonalny plecak w góry. Nigdy nie braliśmy ze sobą zbyt wielu rzeczy, więc uznaliśmy, że będziemy go nosić na zmianę i jakoś to będzie.
Jeszcze podczas tego wyjazdu Miłosz wpadł na pomysł, żeby wystartować z nowym kontem na instagramie: Oni i ja. Cała idea opierała się o to, żeby tworzyć treści z perspektywy plecaka, który jest trzecim członkiem naszej ekipy i prowadzi rzekomo ukryte przed nami konto, na którym narzeka na nasze wolne tempo czy pomyłki w czytaniu mapy.
Siadło zaskakująco dobrze. Jeszcze w trakcie tego pierwszego wyjazdu przeskoczyliśmy tysiąc obserwujących, a komentarze pod postami zostawiali ludzie, których żaden z nas nie znał osobiście. Plecak odniósł sukces.
Niestety nie można tego samego powiedzieć o naszej relacji z Miłoszem. Nie przetrwała próby czasu. Rozstaliśmy się jeszcze w przed ukończeniem magisterki. Gdy doszło do podziału naszego skromnego majątku, wziąłem książki i moje ulubione miski do ramenu, Miłoszowi pozostawiając komodę i sprzęt podróżniczy. I tak nie sądziłem, żeby bez niego chciało mi się gdziekolwiek wyjeżdżać.
Przez kolejne miesiące starałem się zapomnieć o Miłoszu, a tym samym o naszych podróżach i plecaku. Dlatego kiedy pewnego ranka zobaczyłem, że przyjaciółka podesłała mi rolkę z profilu Oni i ja, w pierwszej chwili się we mnie zagotowało. Wiedziała przecież, ile kosztowało mnie zamknięcie tego związku.
Chyba nie do mnie to miało być?
Do ciebie. Czemu mi nie powiedziałeś?
Niechętnie kliknąłem w relację. Był na niej filmik z górskiego szlaku. Widać było plecak – ten sam, który tak często nam towarzyszył – na plecach kogoś z postawy podobnego do Miłosza, tylko z nieco dłuższymi włosami. Nagranie było robione z ręki, przez osobę idącą z tyłu.
Wydawało mi się, że plecak porusza się trochę nienaturalnie, ale poza tym było to normalne nagranie z trekkingu. Kiedyś miałem takich setki w galerii.
Wróciliście do siebie?!
Wiadomość od przyjaciółki pojawiła się na górze ekranu. Wtedy zrozumiałem, że telefon jest wyciszony. Nacisnąłem przycisk z boku obudowy.
– Na swoje usprawiedliwienie mam tylko tyle, że to Miłosz planował tę trasę! – Usłyszałem swój głos zza kamery.
– No ale panooowie – odpowiedział niskim głosem plecak. – Umawialiśmy się. Ja jestem od zaopatrzenia, wy od myślenia.
Zgłupiałem. Nie kojarzyłem tej trasy. Na sto procent nigdy mnie tam nie było, a już na pewno nie z Miłoszem.
Halo halo!
Nie ogarniam. Potem się odezwę!
Przewinąłem do wcześniejszych postów. Niewątpliwie był to ten sam profil, który założyliśmy z Miłoszem. Nie obserwowałem go od czasu rozstania, ale kojarzyłem większość najstarszych zdjęć.
Od zakończenia naszej relacji profil przez jakiś czas był martwy. Miłosz zaczął postować jakieś pół roku temu. O ile wcześniej ograniczaliśmy się do zdjęć z zabawnymi opisami, teraz treści składały się przede wszystkim z filmików.
Filmików, na których plecak gadał. I na których było słychać głosy: Miłosza i mój.
Tego było za wiele. Niech sobie palant prowadzi dalej nasz profil, niech korzysta ze sztucznej inteligencji, żeby ożywić plecak na filmikach, ale nie miał prawa mnie w to mieszać. I jeszcze brał do tego płatne współprace!
Choć zarzekałem się, że już go nie pamiętam, wpisałem numer Miłosza i zadzwoniłem. Odebrano po trzech sygnałach.
– Miłosz? – zapytałem. – Tu Jarek.
– To nie Miłosz – usłyszałem odpowiedź. – Miłosz nie może rozmawiać.
– A kiedy będzie mógł?
– Niestety nigdy – odezwał się niski głos w słuchawce. – Miłosz nie żyje. Spadł ze szlaku na Orlą Perć trzy miesiące temu.
***
Przez trzy dni chodziłem struty. Wiadomość o śmierci Miłosza bardzo mnie zabolała. Z tyłu głowy ciągle krążyły mi myśli o wciąż aktywnym koncie i tajemniczym rozmówcy. Zrozumiałem, że nie uspokoję się, dopóki nie rozwiążę tej zagadki.
Nie wiedziałem tylko, jak zacząć. Nie chciałem odzywać się do rodziców Miłosza. Jedyny trop prowadził do Orlej Perci, więc wsiadłem w pociąg do Zakopanego. Znalazłem na profilu filmy z wyjazdu w tamte strony, wiedziałem więc, o jaką datę powinienem rozpytywać.
W trasie czytałem o tym wypadku. Znaleźli ciało Miłosza, ale nie miał ze sobą plecaka. Komentujący nie zostawili na nim suchej nitki, zarzucając, że szedł kompletnie nieprzygotowany.
Na stacji w Zakopanem trafiłem na wyjątkowo miłą obsługę. Widzieli chyba, że bardzo mi zależy, bo sprawdzono dla mnie grafiki i już wkrótce mogłem porozmawiać z konduktorem, który obsługiwał pociąg do Warszawy tamtego dnia wieczorem.
– Co pan kojarzy z tego dnia? – zapytałem. Siedzieliśmy przy kawie w bistro obok dworca.
– Zaskakująco dużo. Wie pan, nie codziennie zdarza się, że jednym z twoich pasażerów jest gadający plecak.
– Gadający plecak? – Zakrztusiłem się kawą. Choć to podejrzewałem, usłyszenie tych słów z ust drugiej osoby obnażyło absurd sytuacji.
– Tak. Był bardzo brudny. Pamiętam, że bilet pokazywał mi na tak potłuczonym ekranie, że trudno było go zeskanować.
– Pomarańczowy iPhone?
– Nie pamiętam modelu, ale tak, telefon był pomarańczowy.
– Nie zaskoczyło to pana?
– Zaskoczyło, ale cóż miałem zrobić? Miał bilet.
– Pamięta pan, dokąd jechał?
– Wydaje mi się, że do Warszawy. Tam pełno takich cudaków.
Rozmawialiśmy jeszcze chwilę, ale nie dowiedziałem się niczego więcej.
Śledztwo trwa. Jeżdżę za tropami z Instagrama. A konduktor do dziś twierdzi, że wszystko było zgodne z regulaminem.