– Halyna! Nie możesz tego zrobić! – krzyczał Belzebub. – Słyszysz mnie! Przecież on mnie zabije!
Halina zapięła obrożę Balbinie, widząc jak drugi z jej podopiecznych rzuca się po małym transporterze.
– Oj nie przesadzaj. Choć po ostatnim twoim numerze byłoby dla mnie chyba lepiej.
– Lepiej! Lepiej! Broniłem twoich złotych pierścionków po babci! – wrzasnął kocur.
– Skąd o tym wiesz? – zdziwiła się.
Kolekcja złota była dość spora.
– Od babci. Jak się nią Alastor zajął wszystko powiedziała. Jak to żydów ratowała, oczywiście nie za darmo. A jak ktoś nie zapłacił… no to cóż, trafiał pod nóż.
– Zamilcz – warknęła Halina. – Babcia była dobrą kobietą.
Belzebub wywrócił oczami, próbując otworzyć transporter.
Balbina zamerdała ogonem i radośnie zaszczekała.
– Ale słuchaj… zrobimy tak. Ty mnie wypuścisz i zapomnimy o Michale, a ja wydam babcię do czyśćca. Co ty na to?
– Nie.
– No weź. Obiecuję! Przysięgam na wszystko!
– Jesteś diabłem. A diabeł kłamie, zawsze i w każdym temacie.
– Ale teraz mówię prawdę! Poza tym Halyna, ja się zmieniłem! Jestem inny niż wszyscy!
– Och… naprawdę? Jakoś w to nie wierzę.
– On mnie zabije, wypatroszy. Wyrwie serce i zje. Michał to potwór!
– Nie przesadzaj – odparła Halina.
– Ja się nie poddam. Będę krzyczał całą drogę!
– Wezwę egzorcystę – powiedziała zrezygnowana.
Belzebub na moment przestał szaleć w transporterze.
– Nie ładnie z twojej strony – warknął kot. – Tak chcesz pogrywać? Michał albo egzorcysta? Ja to zapamiętam. Zobaczysz!
Balbina szczeknęła i zamerdała ogonem, ciesząc się ze spaceru.
******
Pomieszczenie było białe z kilkoma krzesłami i zdjęciami kotów oraz psów zdobiących ścianę.
Halina zamknęła oszklone drzwi gabinetu weterynaryjnego.
– Bardzo ci dziękuję, Michale, że zgodziłeś się mnie przyjąć tak późno – powiedziała kobieta, stawiając transporter na krześle i ciągnąc w stronę przystojnego lekarza Balbinę, która zaczęła się właśnie opierać.
– Nie ma sprawy – odparł mężczyzna. – Cześć Bezii, jak się dziś czujemy?
– Spadaj – prychnął kot.
Weterynarz uśmiechnął się.
– Powiem ci Halinka, że to chyba pierwszy taki przypadek w dziejach świata. Gadający kot, ze schizofrenią. Niesamowite. Aż żal, że chcesz to ukrywać – rzekł z przekonaniem, zerkając na kocura.
– To chyba jedyny sposób. Bo wiesz podaje się za diabła, szatana, antychrysta pod postacią kota. Nie brzmi to najlepiej, poza tym chyba zdajesz sobie sprawę co by z tego wynikło.
Weterynarz skinął głową i sięgnął po transporter
– No Bezii, ty pierwszy – powiedział Michał. Drzwi do gabinetu zamknęły się za nimi i przez chwilę panowała cisza.
Halina spojrzała na zestresowaną Balbinę.
– To tylko szczepienie – mruknęła uspokajająco. Zwierzę skuliło się i wpełzło pod stołek. – Nic wam nie będzie. No wyłaź.
Balbina ani drgnęła.
Zza drzwi dobiegł podniesiony głos weterynarza, przekleństwa i wrzask Belzebuba.
– Halyna gwałcą mnie! Słyszysz! Gwałcą mnie, Halyna! Nie pozwól na to!
– Temperaturę mierzę! – usłyszała odpowiedź Michała. – To gdzie ci mam wsadzić? Do gardła?
– Do ucha se wsadź, zboku!
Chwilę słuchała, pyskówek jednej i drugiej strony, aż ją głowa rozbolała.
– Bub! Bo egzorcystę zawołam! – krzyknęła wreszcie.
– Wołaj – odwrzasnął kot. – Trzeba do tego wariata. Najlepiej niech go utopi w wodzie święconej.
Przez chwilę panowała niczym nie zmącona cisza.
– O! O! Z igłą do mnie! Narkomanie jeden! Puszczaj!
Przez moment słychać było szamotaninę, a potem wrzask Belzebuba. Zaraz po tym drzwi się otworzyły i stanął w nich Michał z transporterem. Halina uniosła brew, widząc rozczochranego mężczyznę z kilkoma głębokimi rankami na dłoniach i przedramionach.
– Oddaję ci tą bestię. Kota z piekła rodem – uśmiechnął się słabo.
– Strasznie mi przykro – powiedziała Halina zasłaniając usta.
– Tobie przykro – prychnął z klatki Belzebub. – A to mnie zgwałcono termometrem.
– Nie potrzebnie. Ale może byśmy poszli gdzieś na kolację – powiedział Michał.
Balbina ciekawie zerkała spod stołka.
– Halyna, nie jada kolacji – krzyknął z transporterka, Belzebub, błyskając białymi ząbkami.
Niestety nikt na niego nie zwrócił uwagi.
– Może kiedyś… na razie nie jestem gotowa – odpowiedziała cicho.
Belzebub polizał się po nodze, zadowolony z odpowiedzi.
Mężczyzna pokiwał głową i zabrał Balbinę do szczepienia.
– Bardzo dobrze, Halyna – mruknął Belzebub. – Nie wiadomo co tobie by wsadził.
Halina wywróciła oczami.
– Mamy w piekle cały rejestr gnojków – szepnął po chwili i polizał bok. – A w nim właśnie jego. Znajdź sobie jakiegoś fajnego gościa, a nie tego zboka.
– Naprawdę Bub? A skąd mam wiedzieć, że nie kłamiesz? Jesteś przecież diabłem.
– No weź… jesteś moją kumpelą, zupełnie jak ta ciepła parówa, Balbina.
Przez długą chwilę milczeli.
– Halyna? Dlaczego on nie jest zdziwiony, że mówię?
– Hmm. Powiedziałam, że wojsko robiło na tobie eksperymenty ale uciekłeś.
– I łyknął taką bzdurę?
– Tak. Miał jeszcze do wyboru, że jesteś księciem piekieł zaklętym w kota.
– Taa… – prychnął Belzebub. – W to, to to raczej nikt nie uwierzy.