Jestem jasnym punkcikiem.
Sąsiedzi już dawno śpią. Moja córka śni. Mam nadzieję, że o jednorożcach lub wróżkach. Śmieje się przez sen.
Nie gaszę jeszcze światła. Chcę, żebyś znowu mnie znalazła. Wczoraj tu byłaś. Wniosłaś światełko.
Gdy sama zostałam matką, bez przerwy myślałam o tobie. Zadawałam ci mnóstwo pytań, na które nie dostawałam odpowiedzi.
Mamo, a co robić, kiedy bolą piersi przy karmieniu?
Mamo, a co robić, gdy małej się ulewa?
Mamo, czy to normalne, że dziecko nie śpi w ciągu dnia?
Czekałam. Było warto.
Zawsze szkoda mi było spać. Bo przecież, gdy zamknę oczy, pozwolę, żeby dzień się skończył. A wtedy nie dam mu szansy na zostanie najlepszym dniem mojego życia. Więc zasypiałam, dopiero gdy oczy zamknęły mi się same.
A wczoraj…
Wczoraj przyszłaś.
Najpierw poczułam zapach dymu papierosowego. Dochodził z kuchni. A przecież nie palę. Zapaliłam światło. Stałaś oparta o blat. Miałaś takie same falowane włosy jak dwadzieścia lat temu. Patrzyłaś na mnie tymi błękitnymi oczami, w których nie było już tej mgły, jak w momencie twojej śmierci. Wyciągnęłaś do mnie ręce. Wtuliłam się i poczułam ten zapach. Papierosy, proszek do prania, szampon pokrzywowy. Wyszeptałaś:
– Mam tylko pół godziny.
Chciałam zapytać o tyle rzeczy, ale nie mogłam. Słowa utknęły mi w gardle. Wtulona w ciebie, płakałam. Obejmowałaś mnie i mówiłaś, że wszystko jest już dobrze. Stałyśmy tak kilka minut, aż w końcu udało mi się zapytać:
– Chcesz zobaczyć swoją wnuczkę?
Stanęłyśmy przy jej łóżku. Pogłaskałaś ją delikatnie po policzku. Nie zbudziła się.
– To najpiękniejsza dziewczynka na świecie. Jestem z was taka dumna.
Położyłam się w łóżku i trzymałam cię za rękę. Opowiadałaś mi bajkę o Czerwonym Kapturku, jak dawniej. Zasnęłam. To był najpiękniejszy dzień w moim życiu.
Pojawiłaś się nagle. Usiadłaś przy stole. Powiedziałaś tylko:
– Opowiadaj.
Zaczęłam mówić. O tym, że zaraz wakacje i Misia jedzie na obóz. Że nie chce się uczyć tabliczki mnożenia. Że pięknie rysuje. Mówiłam o mojej pracy. O tym, że znalazłam twój zeszyt z przepisami i robię z niego sernik z brzoskwiniami. O ażurowej bluzce, którą kupiłaś mi w czasach liceum, a którą wciąż mam w szafie. Nagle zniknęłaś. Minęło pół godziny, a ja ten czas wykorzystałam na gadanie.
Wstałam, żeby zgasić światło. Na podłodze znalazłam popiół z papierosa.
Przyszłaś kolejnego wieczoru. Zaczęłaś mówić. O pustce, w której się znajdujesz. O otaczającej cię ciemności. O światełku, które z daleka dostrzegłaś. O drodze pod wiatr. O tysiącach kroków, które pokonałaś, by mnie znaleźć. I o tym, że nie będziesz mogła już przychodzić. Byłam załamana. Chciałam, żebyś ze mną została już na zawsze. Wytłumaczyłaś mi, że przynosisz ze sobą pustkę, a nie chcesz, by się rozgościła w moim życiu. Że złamałaś zasady, ale świeciłam tak jasno, że musiałaś spróbować. Wzięłaś mnie za rękę, opowiedziałaś bajkę. Zasnęłam.
Rano znalazłam w kuchni trzy kanapki z dżemem porzeczkowym. Jak w podstawówce. Misia przybiegła i szybko porwała jedną prosto z talerza. Nigdy nie widziałam, żeby wstała tak wcześnie i to sama. Zapytała, czy mogę jej codziennie robić takie śniadanie.
Chcę jej robić kanapki i piec sernik z brzoskwiniami. Chcę maczać rabarbar w cukrze. Zjemy chleb w jajku. Będziemy żyć.
Ładnie opisana ciągłość pokoleń i to, że bliscy wciąż żyją w nas. Wzruszający koniec, całość bardzo ciepła, ale i zastanawiająca.
Motywuje, żeby żyć tak, żeby nas zapamiętano!
It is not who I am underneath, but what I do that defines me
Dużo emocji i smutku w tym tekście. Więcej nie umiem powiedzieć :) Bardzo mocny, uderzejący w rytmy które nie do końca lubie :P (bo trafiają).
Szkoda, że ten tekst nie wylądował tagiem konkursowym, bo w tym KONKURSIE, pasuje ten tekst(traktuje o przemijaniu/ciągłości pokoleń jak marzan pisał).
Ale imho konkurs stworzony dla ciebie :)
Mocą nadaną mi przez portal, udaje się do klikarni.
Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"
Smutne. Wręcz mroczne, niedające nadziei. Ładnie napisane.
Godzina publikacji koresponduje z utworem.
melendurze, dziękuję za informację o konkursie :) Umknął mi, a jest to tak bardzo mi bliski temat. Jeszcze w dzień wdowy :D
Dziękuję, chłopaki, za kliki.
AP, niedające nadziei? Chodziło mi właśnie o to, że nadzieja jest. Tęsknota za zmarłymi bliskimi jest rzeczą naturalną, ale koniec końców, aby naprawdę żyć po stracie, trzeba dać tym zmarłym być zmarłymi. Niech pozostaną z nami poprzez pamięć lub takie drobnostki dnia codziennego jak kanapki z dżemem.
melendurze, dziękuję za informację o konkursie :) Umknął mi, a jest to tak bardzo mi bliski temat. Jeszcze w dzień wdowy :D
No worries. Masz jeszcze sporo czasu :]
Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"
niedające nadziei? Chodziło mi właśnie o to, że nadzieja jest.
Hmm…
Przyszłaś kolejnego wieczoru. Zaczęłaś mówić. O pustce, w której się znajdujesz. O otaczającej cię ciemności. O światełku, które z daleka dostrzegłaś. O drodze pod wiatr.
Wytłumaczyłaś mi, że przynosisz ze sobą pustkę, a nie chcesz, by się rozgościła w moim życiu.