- Opowiadanie: bruce - Apartamentowiec

Apartamentowiec

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Biblioteka:

Użytkownicy, MichaelBullfinch, Finkla

Oceny

Apartamentowiec

Tkwi­łem przy do­mo­fo­nie, nie bar­dzo wie­dząc, który przy­cisk wy­brać. Przede mną wzno­sił się pro­sty gmach, się­ga­ją­cy chmur.

– Tak? – Usły­sza­łem męski głos chwi­lę po tym, gdy zde­cy­do­wa­łem się za­dzwo­nić.

– Ja do pana Prze­szłe­go.

Do­mo­fon za­rzę­ził.

Prze­ni­kli­wy dźwięk uzmy­sło­wił mi, że po pchnię­ciu mo­sięż­nych drzwi do­stą­pię za­szczy­tu po­zna­nia wnę­trza naj­słyn­niej­sze­go bu­dyn­ku Wszech­świa­ta.

Roz­glą­da­łem się po nim w nie­mym za­chwy­cie. Wszę­dzie pełno było lu­ster, ścia­ny ob­le­czo­ne w ozdob­ne dy­wa­ny, po­dob­nie jak pod­ło­gi i su­fi­ty. Prze­pych czuło się na każ­dym kroku.

Ele­ganc­kie scho­dy prowadziły na prawo w dół, a są­sied­nie – na górę, te po lewo – po­dob­nie. Były też scho­dy na wprost, wio­dą­ce na wyż­sze kon­dy­gna­cje.

Sta­łem przez mo­ment, roz­glą­da­jąc się nie­pew­nie.

– Prze­szły. – Niski, kor­pu­lent­ny je­go­mość wy­rósł nagle przede mną i podał pra­wi­cę, którą z sza­cun­kiem uści­sną­łem, przed­sta­wia­jąc się:

– Ważny. Miło mi.

– Wza­jem­nie.

– Kto to wszyst­ko fi­nan­su­je? – Wy­ko­na­łem dło­nią owal­ny ruch.

– Lu­dzie.

– Do­praw­dy?

– Nie­po­ję­te, co? – ro­ze­śmiał się, ki­wa­jąc głową. – Za­wsze na­rze­ka­li, lecz nie po­tra­fi­li się bez nas obejść. Wiecz­nie by­li­śmy im po­trzeb­ni.

Po­szli­śmy scho­da­mi na prawo w górę.

– Czy za­sta­łem może pana braci?

– Nie­ste­ty – za­prze­czył, otwie­ra­jąc ga­bi­net i za­pra­sza­jąc do środ­ka. – Mu­sie­li pil­nie po­je­chać.

Wska­zał fotel, zaj­mu­jąc są­sied­ni.

– Wy­ba­czy pan do­cie­kli­wość, ale z ja­kiej racji tak nie­wie­lu miesz­kań­ców zaj­mu­je tak ol­brzy­mią po­sia­dłość?

Przez twarz Prze­szłe­go prze­biegł de­li­kat­ny uśmiech.

– To złu­dze­nie, sza­now­ny panie – od­po­wie­dział uprzej­mie. – Wszy­scy mu ule­gli.

– Mógł­by pan to roz­wi­nąć?

– Oczy­wi­ście, że mo­głem. Lo­ka­to­rzy tego apar­ta­men­tow­ca za­wsze byli w jego wnę­trzu. I to się nigdy nie zmie­ni­ło.

Nie na darmo nosi takie na­zwi­sko. Zna­ko­mi­cie opo­wia­da o tym, co było kie­dyś, prze­mknę­ło mi przez myśl, choć nie po­ją­łem, co kon­kret­nie prze­ka­zał w tak za­wi­łych zda­niach.

– Mnie­mam, że bez udzia­łu w roz­mo­wie pana braci, nie­wie­le wskó­ra­my. A, czy można wie­dzieć, gdzie się obec­nie znaj­du­ją?

– Udali się windą na wyż­sze kon­dy­gna­cje. – Wy­mow­nie wska­zał sufit.

– Z pa­na­mi nie miesz­ka na tym pię­trze nikt inny?

– Je­dy­nie Dobre i Złe. – Zre­zy­gno­wa­ny wzru­szył ra­mio­na­mi.

– A tuż nad pana miesz­ka­niem? – do­cie­ka­łem.

– Pan Upo­rząd­ko­wa­ny. Potem zaś, ko­lej­no: pan Krót­ki, pan Długi, pan Zmar­no­wa­ny, pa­no­wie: Roz­wle­kły, Od­po­wied­nio Zde­fi­nio­wa­ny, Uni­wer­sal­ny i Pre­cy­zyj­ny.

– Aha – stwier­dzi­łem, prze­cią­ga­jąc ostat­nią sy­la­bę.

– Środ­ko­wo­eu­ro­pej­ski to już pię­tro szó­ste, lecz wy­je­chał wczo­raj na wcza­sy. Do Eu­ro­py. Środ­ko­wej – dodał celem do­pre­cy­zo­wa­nia.

– Jasne! Gdzież­by in­dziej! – ro­ze­śmia­łem się, lecz py­ta­łem dalej, pa­trząc na pul­pit te­le­fo­nu, aby nie po­my­lić cza­sem in­te­re­su­ją­cych mnie na­zwisk: – a pa­no­wie: Mię­dzy­na­ro­do­wy i Ziem­ski?

– Kon­dy­gna­cje naj­wyż­sze. Po­dob­nie – pan Urzę­do­wy. Obok miesz­ka­ją jesz­cze tyko pa­no­wie: Letni i Zi­mo­wy. Mia­łem na­dzie­ję, że zro­zu­miał pan sza­now­ny, z ja­kie­go po­wo­du nie po­da­łem imion – uśmiech­nął się zna­czą­co.

– To zbęd­ne, gdyż wszyst­kie brzmią iden­tycz­nie.

Ski­nął głową.

Zanim zdą­ży­łem zadać ko­lej­ne py­ta­nie, gdzieś nad nami roz­legł się po­tęż­ny wy­buch.

Spoj­rza­łem zdez­o­rien­to­wa­ny na roz­mów­cę.

– Bez obaw – uspo­ko­ił mnie, po­kle­pu­jąc de­li­kat­nie po ra­mie­niu – to tylko pan Do­świad­czal­ny prze­pro­wa­dził nowy eks­pe­ry­ment.

Mimo to usły­sza­łem od­głos wa­lą­cych się pię­ter.

– Czy na pewno nic nam nie grozi? – Nie­prze­ko­na­ny wy­bie­głem na ko­ry­tarz i na­słu­chi­wa­łem.

– Psy­cho­lo­gicz­ny zajął się już wszyst­kim – od­po­wie­dział z uśmie­chem Prze­szły, po­dą­ża­jąc za mną.

Za­uwa­ży­łem, że wnę­trze bu­dyn­ku nieco się zmie­ni­ło, przy­by­ło zło­ceń, kwia­tów i lamp.

Obok prze­szedł nie­ty­po­wo wy­glą­da­ją­cy osob­nik, przy­po­mi­na­ją­cy do złu­dze­nia wiel­ką mo­ne­tę, tyle że ubra­ną w ob­ci­sły, czar­ny gar­ni­tur. Uchy­lił me­ta­lo­wą dło­nią w rę­ka­wicz­ce czar­ny ka­pe­lusz, kiw­nął nam na po­wi­ta­nie, po czym znik­nął za ro­giem.

– Pie­niądz – wy­ja­śnił Prze­szły, wi­dząc moje zdu­mio­ne spoj­rze­nie.

 

 

 

– Witam panów – wy­stę­kał do nas ko­lej­ny je­go­mość, uno­sząc me­lo­nik. Jego znisz­czo­na, po­kry­ta głę­bo­ki­mi zmarszcz­ka­mi twarz wska­zy­wa­ła na po­de­szły wiek. – Znowu ten Do­świad­czal­ny robi wy­bu­chy! – sap­nął nie­za­do­wo­lo­ny, mach­nął laską ku górze, po czym po­kuś­ty­kał, szep­cząc prze­kleń­stwa i zni­ka­jąc za ro­giem.

– Pan Sta­ru­szek – uprze­dził moje za­py­ta­nie Prze­szły.

Na­tych­miast obok wy­rósł, ni­czym spod ziemi, inny miesz­ka­niec apar­ta­men­tow­ca. Tym razem był to nad­zwy­czaj otyły męż­czy­zna w roz­cheł­sta­nej ko­szu­li, spod któ­rej wy­sta­wa­ły (co stwier­dzi­łem z nie­ma­łym za­sko­cze­niem) vo­uche­ry po­dróż­ni­cze.

– To pan o na­zwi­sku: Z Po­dró­ża­mi Weń.

Spo­glą­da­łem onie­mia­ły.

– A to z kolei pan Się Wle­ką­cy. – Po­ka­zał stą­pa­ją­ce­go wolno męż­czy­znę w ubo­gim ubra­niu.

– Za­wsze to­wa­rzy­szy­li mu pa­no­wie: Pę­dzą­cy i Upły­wa­ją­cy. – Prze­szły ukło­nił się dwóm iden­tycz­nie wy­glą­da­ją­cym bie­ga­czom w dre­sach, któ­rzy, jak po­przed­ni­cy, nie­spo­dzie­wa­nie zja­wi­li się nie­da­le­ko, po czym szyb­ko znik­nę­li za ro­giem.

– I pan Zło­dziej. – Nie­chęt­nym ru­chem brody skie­ro­wał mój wzrok na spusz­cza­ją­ce­go się po linie za nie­wiel­ką szyb­ką nad drzwia­mi, za­ma­sko­wa­ne­go osob­ni­ka.

Nie­ocze­ki­wa­nie wyjął z kie­sze­ni spodni wi­bru­ją­cy te­le­fon i spoj­rzał na ekra­nik.

– Na­resz­cie! Moi bra­cia: Przy­szły i Te­raź­niej­szy już wsie­dli do windy i zaczęli zjeżdżać! – oznaj­mił z ra­do­ścią.

– A zatem przy­ja­dą tu nie­dłu­go?

Po­twier­dził, ki­wa­jąc głową.

– Jest pan prze­ko­na­ny, że tam na górze nic złego się nie dzie­je? – Wska­za­łem sufit. Wy­bu­chy wpraw­dzie usta­ły, lecz gmach nie wy­da­wał mi się stu­pro­cen­to­wo sta­bil­ny. – Sły­szę po­dej­rza­ne dźwię­ki.

– Pan Le­czą­cy Rany już po­mógł po­szko­do­wa­nym – uspo­ko­ił mnie.

– I rze­czy­wi­ście mogę się wpro­wa­dzić? – do­py­ty­wa­łem, kiedy otwarł drzwi pu­ste­go miesz­ka­nia na końcu ko­ry­ta­rza, po czym uprzej­mym ge­stem za­pro­sił do środ­ka.

– Jakże nam miło! Dzię­ku­je­my za przy­ję­cie na­sze­go za­pro­sze­nia, panie Ważny! – ser­decz­ny głos z za­trzy­mu­ją­cej się wła­śnie windy był skie­ro­wa­ny do mnie. – Je­stem Te­raź­niej­szy – przed­sta­wił się jego wła­ści­ciel, brat Prze­szłe­go i, przy­by­łe­go z nim, Przy­szłe­go.

Uści­snę­li­śmy sobie dło­nie.

– Pro­szę się roz­go­ścić! – dodał, wcho­dząc do miesz­ka­nia. – Wi­ta­my w Domu Cza­sów!

– Cała przy­jem­ność po mojej stro­nie. A kto tym wszyst­kim kie­ru­je?

– Nie­do­ko­na­ny, hun­cwot jeden! – wy­pa­ro­wał nagle roz­złosz­czo­ny Sta­ru­szek, nad po­dziw dziar­sko ści­ga­ją­cy i okła­da­ją­cy laską ja­kie­goś ło­bu­za, ucie­ka­ją­ce­go w pod­sko­kach tuż obok wej­ścia do mo­je­go no­we­go miesz­ka­nia.  I, jeżeli nie przyciśniesz go skutecznie, jak trzeba, panie Ważny – spojrzał wymownie na moje umięśnione ciało, ledwo mieszczące się w garniturze, po czym kontynuował pościg, wołając na koniec: – to co dzień będą te same fanaberie! 

Uśmiech­ną­łem się i po­pra­wi­łem kra­wat. Już wie­dzia­łem, z ja­kie­go po­wo­du mnie tu za­pro­szo­no. 

Koniec

Komentarze

Hej,

czytało się ok, jeżeli chodzi o język (dosłownie parę uwag zostawiam niżej), ale mam jeden zasadniczy problem – zabrakło mi puenty. Z początku spodziewałem się, że zrobisz tu, Anonimie, jakąś Opowieść Wigilijną i pozostaniemy przy trzech czasach, ale gdy zaczęły pojawiać się kolejne, nieco mnie straciłeś. 

Większość tekstu to po prostu wymienianie kolejnych czasów. Uśmiechnąłem się przy Pieniądzu, bo ciut odstawał od schematu, delikatnie zaśmiałem przy tym, że ten, który Leczy Rany zajmuje się ofiarami. W większości jednak po prostu przyjmowałem, że wymieniasz kolejne czasy, zastanawiając się, do jakiej puenty dotrzemy.

No i szorcik jest już w czasie przeszłym, a puenta niedokonana. Albo coś zgubiłem.

 

Przede mną wznosił się prosty gmach, sięgający chmur.

Raczej wznosił. Chyba że wzniósł się na oczach bohatera?

 

Eleganckie schody wiodły na prawo w dół i górę, na lewo – podobnie, oraz na wprost.

Nie podejmę się rozbioru gramatycznego tego zdania, ale potknąłem się o nie. 

 

 

 

 

@Barniuszu, pełna zgoda, dopiszę, dzięki. :)

 

Przede mną wznosił się prosty gmach, sięgający chmur.

Raczej wznosił. Chyba że wzniósł się na oczach bohatera?

Tego nie rozumiem. 

Pecunia non olet

O kurczę, nie dziwię się, że nie rozumiesz, bo musiałem być niespełna rozumu, pisząc ten ostatni komentarz. Nie wiem dlaczego, ale uroiłem sobie, że w Twoim tekście jest „wzniósł”. Nie było tematu, mam omamy. :)

O kurczę, nie dziwię się, że nie rozumiesz, bo musiałem być niespełna rozumu, pisząc ten ostatni komentarz. Nie wiem dlaczego, ale uroiłem sobie, że w Twoim tekście jest „wzniósł”. Nie było tematu, mam omamy. :)

Wszystko spoko, ten gmach to robi. :)

Pozdrawiam, dzięki. :) 

Pecunia non olet

Cześć

Zaczarowany apartamentowiec. Więzień czasów, tylko nikt nie udzielił odpowiedzi, czym jest czas :-) Podobało mi się. Szczególnie przpadła mi do gustu postać pieniążka, niby niewinnie wygląda, a niczym nóż do smarowania masła, lub narzędzie zbrodni.

Klik!

Pozdrawiam

Ukłony i podziękowania, Heskecie. :)

Pozdrawiam. :)

Pecunia non olet

Cześć, ciekawy pomysł i metafora :) Pozdrawiam

Marcfry, wzajemnie – dziękuję i pozdrawiam. :) 

Pecunia non olet

Pomysł z różnymi nazwiskami wychodzi po za utarte schematy. Dobrze się czytało. Może warto rozwinąč temat w dłuższym opowiadaniu. :)

Dziękuję, Biegaczu, pomyślę nad tym. :)

Pozdrawiam. :) 

Pecunia non olet

Bardzo intrygujące. Ciekawa metafora. Nie jestem w 100% pewien, czy wszystko dobrze zrozumiałem, ale i tak mi się podobało. Świetny pomysł. Kliknę.

You cannot petition the Lord with prayer!

Ukłony i podziękowania dla MichaelaBullfincha. :)

Pecunia non olet

Skoro to Dom Czasów, to jaki czas reprezentują panowie Doświadczalny, Psychologiczny, Pieniądz, Staruszek – chyba czegoś nie zrozumiałam. :(

 

– Witam panów – wy­stę­kał do nas ko­lej­ny je­go­mość, uno­sząc swój me­lo­nik. → Zbędny zaimek.

 

otyły męż­czy­zna z roz­cheł­sta­ną ko­szu­lą… → Czy on tę koszulę miał przy sobie? Jeśli nie, to: …otyły męż­czy­zna w rozchełstanej koszuli

 

iden­tycz­nie wy­glą­da­ją­cym bie­ga­czom w spor­to­wych dre­sach… → Zbędne dookreślenie – dres jest sportowy z definicji.

 

wsie­dli do windy i za­czę­li zjeż­dżać na dół! → Masło maślane – czy mogli zjeżdżać na górę?

Proponuję: …wsie­dli do windy i jadą na dół!

 

– I, je­że­li nie przy­ci­śniesz go sku­tecz­nie, jak trze­ba, panie Ważny – spoj­rzał wy­mow­nie na moje umię­śnio­ne ciało, ledwo miesz­czą­ce się w gar­ni­tu­rze, po czym kon­ty­nu­ował po­ścig, wo­ła­jąc na ko­niec: – to co dzień będą te same fa­na­be­rie! → – I, je­że­li nie przy­ci­śniesz go sku­tecz­nie, jak trze­ba, panie Ważny – spoj­rzał wy­mow­nie na moje umię­śnio­ne ciało, ledwo miesz­czą­ce się w gar­ni­tu­rze, po czym kon­ty­nu­ował po­ścig, wo­ła­jąc na ko­niec: – to co dzień będą te same fa­na­be­rie! 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Skoro to Dom Czasów, to jaki czas reprezentują panowie Doświadczalny, Psychologiczny, Pieniądz, Staruszek – chyba czegoś nie zrozumiałam. :(

Mieli oni nawiązywać do powiedzeń, porzekadeł i przysłów o czasie, podobnie jak wielu innych mieszkańców. :) Są tam rozmaite czasy, także te zawarte w maksymach. :) 

Dziękuję bardzo, zaraz wszystko poprawiam. :) 

Pozdrawiam serdecznie, Regulatorzyheart

 

Edit:

wsiedli do windy i zaczęli zjeżdżać na dół! → Masło maślane – czy mogli zjeżdżać na górę?

Proponuję: …wsiedli do windy i jadą na dół!

Poprawiłam nieco inaczej, ponieważ Przeszły nie mógł mówić w innym czasie. :) 

Pecunia non olet

Bruce, rozumiem, że czas to Pieniądz, ale dla panów Doświadczalnego, Psychologicznego i Staruszka nie znalazłam uzasadnienia. Uświadomisz mnie?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bruce, rozumiem, że czas to Pieniądz, ale dla panów Doświadczalnego, Psychologicznego i Staruszka nie znalazłam uzasadnienia. Uświadomisz mnie?

 

Przyznam, Regulatorzy, że pisząc ten tekst pogrzebałam w necie i znalazłam takie nazwy (zresztą dodatkowo – masę innych) czasu. :) A “Staruszek Czas” to nawiązanie do najpopularniejszego chyba wizerunku czasu, pojawiającego się w rozmaitych dziełach literackich, filmach czy dziełach malarskich . :) 

Pecunia non olet

Bruce, dziękuje za wyjaśnienia, coć szczerze wyznam, że nie spotkałam się z pojęciem „Staruszek Czas”, znam tylko przebój Anny Jantar „Staruszek świat”.

Wiem też i to z własnych obserwacji, że można boleśnie doświadczać upływu czasu, ale o „doświadczalnym czasie” nie słyszałam, tak jak obce jest mi pojęcie „psychologicznego czasu”.

No cóż, wniosek nasuwa się sam i godzę sie z tym, że nie wiem wszystkiego. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Rzeczywiście, Regulatorzy, i ja byłam zaskoczona, bo określeń, nazw i powiedzeń o czasie, zupełnie mi nieznanych, znalazłam całe mnóstwo. :)

 

Barniuszu, bardzo trafne skojarzenie. :) 

 

Pozdrawiam Was. heart

Pecunia non olet

Barniuszu, Bruce – nie mogłam mieć podobnego Wam skojarzenia, bo nie miałam pojęcia, że taki zespół istnieje. :(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie martw się, już nie istnieje! 

Barniuszu, wystaw sobie, że wcale mnie to nie martwi. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć! Dzięki za tekst. Bardzo ciekawy, wręcz abstrakcyjny pomysł na historię! Personifikacja form czasu i pojęć (Czas Przeszły, Zmarnowany, Pieniądz) przypomina trochę stylistykę "Alicji w Krainie Czarów" albo bajek filozoficznych. Super wyszła Ci ta zabawa słowem i żonglowanie abstrakcyjnymi pojęciami.

Zaszczytem są takie porównania mojego skromnego szorcika. :) 

Podziękowania dla Ciebie, DreadyVibeheart

Pecunia non olet

No nie wiem. Przede wszystkim, nie wydaje mi się żeby w języku polskim funkcjonował taki idiom jak “ważny czas”, więc nie bardzo łapię znaczenie całości. Żeby był chociaż najwyższy! Taka wyliczanka, bardzo sympatyczna, ale nie zrozumiałem ni w ząb puenty. Na szczęście czas poświęcony na lekturę nie był stracony!

 

“Eleganckie schody prowadziły na prawo w dół, a sąsiednie – na górę, te po lewo – podobnie. Były też schody na wprost, wiodące na wyższe kondygnacje.”

 

Czy to jest nawiązanie do schodów Eschera? Jeżeli tak, to super, ale jeżeli nie, to opis jest nie dość, że kulawy, to jeszcze niepotrzebny.

 

“Wykonałem dłonią owalny ruch”

 

Myślę, że nawet czasowi “owalny ruch dłonią" mógłby utknąć w gardle.

 

“Oczywiście, że mogłem!”

 

A to świetne. Dopiero w tym momencie zorientowałem się kim są lokatorzy apartamentowca.

jerry_gainer, miło mi, że poświęciłeś czas lekturze tak skromnego tekstu. :)

Pozdrawiam serdecznie i dziękuję. :)

Pecunia non olet

Ech, znowu się zakamuflowałaś i prawie przegapiłam Twój tekst. 

Fajnie pobawiłaś się powiedzonkami. Sympatycznie wyszło.

Z co bardziej znanych zabrakło mi panów Ciężkich, Straconego i Ojca. 

Mnie też wydaje się, że nie zaszkodziłoby jakieś fabularne łupnięcie pod koniec. Bo powstała jakby wyliczanka.

Babska logika rządzi!

Rzeczywiście, Finklo, tych Panów Czasów brakuje. :) Wybrałam wielu, wielu pominęłam. :) 

Przytupem miało być, że Czas Niedokonany, kierując tytułowym gmachem, sprawia ciągły “kołowrotek”, dlatego bez przerwy mieszkańcy przechodzą z miejsca na miejsce, jeżdżą w górę i w dół, nie potrafiąc owego szaleństwa zatrzymać, zaś Pan Ważny, mający należyty autorytet, powinien to nareszcie zmienić zmienić. :) 

Pozdrawiam serdecznie, dziękuję za odwiedziny. kiss

Pecunia non olet

Ale dlaczego akurat on? Dokonany nie sprawdziłby się lepiej?

Babska logika rządzi!

Dokonany pewnie próbował, jest w końcu dokonanym. :) Każdy tutejszy próbował i nikt nie podołał “huncwotowi jednemu”, stąd szukano krewniaka spoza apartamentowca. :) 

Pecunia non olet

Dokonany tylko próbował? No, on akurat powinien spróbować. ;-)

Babska logika rządzi!

laughheartlaugh

Pecunia non olet

Ciekawy pomysł na szort.

Niedawno czytałem opowiadanie Teda Chianga, gdzie natknąłem się na angielskie słowo: “aptonym“ albo “euonym”, oznaczające nazwisko, pasujące do zawodu, charakteru lub życiowej roli osoby, która je nosi. Nie jestem pewien czy istnieje polski odpowiednik. 

To jest to! 

Ukłony, Kronosie.maximusie, za poświęcony czas i opinię. :)

Pozdrawiam serdecznie. heart

Pecunia non olet

Dobrze się czyta, zgrabnie napisane.

Jednak jak rozumiem cały koncept krąży wokół różnych przymiotów czasu, spersonifikowanych i wrzuconych do jednego domku. Niby ok, ale zabrakło mi jakiejś kropki nad i. A może to powinien być tylko początek dłuższej historii? Choć wtedy nie wiem, czy koncept nie zrobiłby się szybko nurzący.

 

Jedna uwaga:

– “– Mógłby pan to rozwinąć?

– Oczywiście, że mogłem.” – chyba mogę?

 

Kiedy czynić dobro jest słusznie, zyskownie i praktycznie, zło staje się oznaką szlachectwa duszy.

Wtedy nie byłby Przeszłym. :)

O, Barniuszu, dziękuję, w punkt. heart

Najwyraźniej to, co chciałam przekazać, nie jest zbyt jasne… wink

Mimo to, dziękuję Wam, BarniuszuSzafirowy Smokusmiley

Pecunia non olet

Nowa Fantastyka