Tkwiłem przy domofonie, nie bardzo wiedząc, który przycisk wybrać. Przede mną wznosił się prosty gmach, sięgający chmur.
– Tak? – Usłyszałem męski głos chwilę po tym, gdy zdecydowałem się zadzwonić.
– Ja do pana Przeszłego.
Domofon zarzęził.
Przenikliwy dźwięk uzmysłowił mi, że po pchnięciu mosiężnych drzwi dostąpię zaszczytu poznania wnętrza najsłynniejszego budynku Wszechświata.
Rozglądałem się po nim w niemym zachwycie. Wszędzie pełno było luster, ściany obleczone w ozdobne dywany, podobnie jak podłogi i sufity. Przepych czuło się na każdym kroku.
Eleganckie schody prowadziły na prawo w dół, a sąsiednie – na górę, te po lewo – podobnie. Były też schody na wprost, wiodące na wyższe kondygnacje.
Stałem przez moment, rozglądając się niepewnie.
– Przeszły. – Niski, korpulentny jegomość wyrósł nagle przede mną i podał prawicę, którą z szacunkiem uścisnąłem, przedstawiając się:
– Ważny. Miło mi.
– Wzajemnie.
– Kto to wszystko finansuje? – Wykonałem dłonią owalny ruch.
– Ludzie.
– Doprawdy?
– Niepojęte, co? – roześmiał się, kiwając głową. – Zawsze narzekali, lecz nie potrafili się bez nas obejść. Wiecznie byliśmy im potrzebni.
Poszliśmy schodami na prawo w górę.
– Czy zastałem może pana braci?
– Niestety – zaprzeczył, otwierając gabinet i zapraszając do środka. – Musieli pilnie pojechać.
Wskazał fotel, zajmując sąsiedni.
– Wybaczy pan dociekliwość, ale z jakiej racji tak niewielu mieszkańców zajmuje tak olbrzymią posiadłość?
Przez twarz Przeszłego przebiegł delikatny uśmiech.
– To złudzenie, szanowny panie – odpowiedział uprzejmie. – Wszyscy mu ulegli.
– Mógłby pan to rozwinąć?
– Oczywiście, że mogłem. Lokatorzy tego apartamentowca zawsze byli w jego wnętrzu. I to się nigdy nie zmieniło.
Nie na darmo nosi takie nazwisko. Znakomicie opowiada o tym, co było kiedyś, przemknęło mi przez myśl, choć nie pojąłem, co konkretnie przekazał w tak zawiłych zdaniach.
– Mniemam, że bez udziału w rozmowie pana braci, niewiele wskóramy. A, czy można wiedzieć, gdzie się obecnie znajdują?
– Udali się windą na wyższe kondygnacje. – Wymownie wskazał sufit.
– Z panami nie mieszka na tym piętrze nikt inny?
– Jedynie Dobre i Złe. – Zrezygnowany wzruszył ramionami.
– A tuż nad pana mieszkaniem? – dociekałem.
– Pan Uporządkowany. Potem zaś, kolejno: pan Krótki, pan Długi, pan Zmarnowany, panowie: Rozwlekły, Odpowiednio Zdefiniowany, Uniwersalny i Precyzyjny.
– Aha – stwierdziłem, przeciągając ostatnią sylabę.
– Środkowoeuropejski to już piętro szóste, lecz wyjechał wczoraj na wczasy. Do Europy. Środkowej – dodał celem doprecyzowania.
– Jasne! Gdzieżby indziej! – roześmiałem się, lecz pytałem dalej, patrząc na pulpit telefonu, aby nie pomylić czasem interesujących mnie nazwisk: – a panowie: Międzynarodowy i Ziemski?
– Kondygnacje najwyższe. Podobnie – pan Urzędowy. Obok mieszkają jeszcze tyko panowie: Letni i Zimowy. Miałem nadzieję, że zrozumiał pan szanowny, z jakiego powodu nie podałem imion – uśmiechnął się znacząco.
– To zbędne, gdyż wszystkie brzmią identycznie.
Skinął głową.
Zanim zdążyłem zadać kolejne pytanie, gdzieś nad nami rozległ się potężny wybuch.
Spojrzałem zdezorientowany na rozmówcę.
– Bez obaw – uspokoił mnie, poklepując delikatnie po ramieniu – to tylko pan Doświadczalny przeprowadził nowy eksperyment.
Mimo to usłyszałem odgłos walących się pięter.
– Czy na pewno nic nam nie grozi? – Nieprzekonany wybiegłem na korytarz i nasłuchiwałem.
– Psychologiczny zajął się już wszystkim – odpowiedział z uśmiechem Przeszły, podążając za mną.
Zauważyłem, że wnętrze budynku nieco się zmieniło, przybyło złoceń, kwiatów i lamp.
Obok przeszedł nietypowo wyglądający osobnik, przypominający do złudzenia wielką monetę, tyle że ubraną w obcisły, czarny garnitur. Uchylił metalową dłonią w rękawiczce czarny kapelusz, kiwnął nam na powitanie, po czym zniknął za rogiem.
– Pieniądz – wyjaśnił Przeszły, widząc moje zdumione spojrzenie.

– Witam panów – wystękał do nas kolejny jegomość, unosząc melonik. Jego zniszczona, pokryta głębokimi zmarszczkami twarz wskazywała na podeszły wiek. – Znowu ten Doświadczalny robi wybuchy! – sapnął niezadowolony, machnął laską ku górze, po czym pokuśtykał, szepcząc przekleństwa i znikając za rogiem.
– Pan Staruszek – uprzedził moje zapytanie Przeszły.
Natychmiast obok wyrósł, niczym spod ziemi, inny mieszkaniec apartamentowca. Tym razem był to nadzwyczaj otyły mężczyzna w rozchełstanej koszuli, spod której wystawały (co stwierdziłem z niemałym zaskoczeniem) vouchery podróżnicze.
– To pan o nazwisku: Z Podróżami Weń.
Spoglądałem oniemiały.
– A to z kolei pan Się Wlekący. – Pokazał stąpającego wolno mężczyznę w ubogim ubraniu.
– Zawsze towarzyszyli mu panowie: Pędzący i Upływający. – Przeszły ukłonił się dwóm identycznie wyglądającym biegaczom w dresach, którzy, jak poprzednicy, niespodziewanie zjawili się niedaleko, po czym szybko zniknęli za rogiem.
– I pan Złodziej. – Niechętnym ruchem brody skierował mój wzrok na spuszczającego się po linie za niewielką szybką nad drzwiami, zamaskowanego osobnika.
Nieoczekiwanie wyjął z kieszeni spodni wibrujący telefon i spojrzał na ekranik.
– Nareszcie! Moi bracia: Przyszły i Teraźniejszy już wsiedli do windy i zaczęli zjeżdżać! – oznajmił z radością.
– A zatem przyjadą tu niedługo?
Potwierdził, kiwając głową.
– Jest pan przekonany, że tam na górze nic złego się nie dzieje? – Wskazałem sufit. Wybuchy wprawdzie ustały, lecz gmach nie wydawał mi się stuprocentowo stabilny. – Słyszę podejrzane dźwięki.
– Pan Leczący Rany już pomógł poszkodowanym – uspokoił mnie.
– I rzeczywiście mogę się wprowadzić? – dopytywałem, kiedy otwarł drzwi pustego mieszkania na końcu korytarza, po czym uprzejmym gestem zaprosił do środka.
– Jakże nam miło! Dziękujemy za przyjęcie naszego zaproszenia, panie Ważny! – serdeczny głos z zatrzymującej się właśnie windy był skierowany do mnie. – Jestem Teraźniejszy – przedstawił się jego właściciel, brat Przeszłego i, przybyłego z nim, Przyszłego.
Uścisnęliśmy sobie dłonie.
– Proszę się rozgościć! – dodał, wchodząc do mieszkania. – Witamy w Domu Czasów!
– Cała przyjemność po mojej stronie. A kto tym wszystkim kieruje?
– Niedokonany, huncwot jeden! – wyparował nagle rozzłoszczony Staruszek, nad podziw dziarsko ścigający i okładający laską jakiegoś łobuza, uciekającego w podskokach tuż obok wejścia do mojego nowego mieszkania. – I, jeżeli nie przyciśniesz go skutecznie, jak trzeba, panie Ważny… – spojrzał wymownie na moje umięśnione ciało, ledwo mieszczące się w garniturze, po czym kontynuował pościg, wołając na koniec: – …to co dzień będą te same fanaberie!
Uśmiechnąłem się i poprawiłem krawat. Już wiedziałem, z jakiego powodu mnie tu zaproszono.
Hej,
czytało się ok, jeżeli chodzi o język (dosłownie parę uwag zostawiam niżej), ale mam jeden zasadniczy problem – zabrakło mi puenty. Z początku spodziewałem się, że zrobisz tu, Anonimie, jakąś Opowieść Wigilijną i pozostaniemy przy trzech czasach, ale gdy zaczęły pojawiać się kolejne, nieco mnie straciłeś.
Większość tekstu to po prostu wymienianie kolejnych czasów. Uśmiechnąłem się przy Pieniądzu, bo ciut odstawał od schematu, delikatnie zaśmiałem przy tym, że ten, który Leczy Rany zajmuje się ofiarami. W większości jednak po prostu przyjmowałem, że wymieniasz kolejne czasy, zastanawiając się, do jakiej puenty dotrzemy.
No i szorcik jest już w czasie przeszłym, a puenta niedokonana. Albo coś zgubiłem.
Przede mną wznosił się prosty gmach, sięgający chmur.
Raczej wznosił. Chyba że wzniósł się na oczach bohatera?
Eleganckie schody wiodły na prawo w dół i górę, na lewo – podobnie, oraz na wprost.
Nie podejmę się rozbioru gramatycznego tego zdania, ale potknąłem się o nie.
@Barniuszu, pełna zgoda, dopiszę, dzięki. :)
Przede mną wznosił się prosty gmach, sięgający chmur.
Raczej wznosił. Chyba że wzniósł się na oczach bohatera?
Tego nie rozumiem.
Pecunia non olet
O kurczę, nie dziwię się, że nie rozumiesz, bo musiałem być niespełna rozumu, pisząc ten ostatni komentarz. Nie wiem dlaczego, ale uroiłem sobie, że w Twoim tekście jest „wzniósł”. Nie było tematu, mam omamy. :)
O kurczę, nie dziwię się, że nie rozumiesz, bo musiałem być niespełna rozumu, pisząc ten ostatni komentarz. Nie wiem dlaczego, ale uroiłem sobie, że w Twoim tekście jest „wzniósł”. Nie było tematu, mam omamy. :)
Wszystko spoko, ten gmach to robi. :)
Pozdrawiam, dzięki. :)
Pecunia non olet
Cześć
Zaczarowany apartamentowiec. Więzień czasów, tylko nikt nie udzielił odpowiedzi, czym jest czas :-) Podobało mi się. Szczególnie przpadła mi do gustu postać pieniążka, niby niewinnie wygląda, a niczym nóż do smarowania masła, lub narzędzie zbrodni.
Klik!
Pozdrawiam
Ukłony i podziękowania, Heskecie. :)
Pozdrawiam. :)
Pecunia non olet
Cześć, ciekawy pomysł i metafora :) Pozdrawiam
Marcfry, wzajemnie – dziękuję i pozdrawiam. :)
Pecunia non olet
Pomysł z różnymi nazwiskami wychodzi po za utarte schematy. Dobrze się czytało. Może warto rozwinąč temat w dłuższym opowiadaniu. :)
Dziękuję, Biegaczu, pomyślę nad tym. :)
Pozdrawiam. :)
Pecunia non olet
Bardzo intrygujące. Ciekawa metafora. Nie jestem w 100% pewien, czy wszystko dobrze zrozumiałem, ale i tak mi się podobało. Świetny pomysł. Kliknę.
You cannot petition the Lord with prayer!
Ukłony i podziękowania dla MichaelaBullfincha. :)
Pecunia non olet
Skoro to Dom Czasów, to jaki czas reprezentują panowie Doświadczalny, Psychologiczny, Pieniądz, Staruszek – chyba czegoś nie zrozumiałam. :(
– Witam panów – wystękał do nas kolejny jegomość, unosząc swój melonik. → Zbędny zaimek.
…otyły mężczyzna z rozchełstaną koszulą… → Czy on tę koszulę miał przy sobie? Jeśli nie, to: …otyły mężczyzna w rozchełstanej koszuli…
…identycznie wyglądającym biegaczom w sportowych dresach… → Zbędne dookreślenie – dres jest sportowy z definicji.
…wsiedli do windy i zaczęli zjeżdżać na dół! → Masło maślane – czy mogli zjeżdżać na górę?
Proponuję: …wsiedli do windy i jadą na dół!
– I, jeżeli nie przyciśniesz go skutecznie, jak trzeba, panie Ważny – spojrzał wymownie na moje umięśnione ciało, ledwo mieszczące się w garniturze, po czym kontynuował pościg, wołając na koniec: – to co dzień będą te same fanaberie! → – I, jeżeli nie przyciśniesz go skutecznie, jak trzeba, panie Ważny… – spojrzał wymownie na moje umięśnione ciało, ledwo mieszczące się w garniturze, po czym kontynuował pościg, wołając na koniec: – …to co dzień będą te same fanaberie!
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Skoro to Dom Czasów, to jaki czas reprezentują panowie Doświadczalny, Psychologiczny, Pieniądz, Staruszek – chyba czegoś nie zrozumiałam. :(
Mieli oni nawiązywać do powiedzeń, porzekadeł i przysłów o czasie, podobnie jak wielu innych mieszkańców. :) Są tam rozmaite czasy, także te zawarte w maksymach. :)
Dziękuję bardzo, zaraz wszystko poprawiam. :)
Pozdrawiam serdecznie, Regulatorzy! 
Edit:
…wsiedli do windy i zaczęli zjeżdżać na dół! → Masło maślane – czy mogli zjeżdżać na górę?
Proponuję: …wsiedli do windy i jadą na dół!
Poprawiłam nieco inaczej, ponieważ Przeszły nie mógł mówić w innym czasie. :)
Pecunia non olet
Bruce, rozumiem, że czas to Pieniądz, ale dla panów Doświadczalnego, Psychologicznego i Staruszka nie znalazłam uzasadnienia. Uświadomisz mnie?
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Bruce, rozumiem, że czas to Pieniądz, ale dla panów Doświadczalnego, Psychologicznego i Staruszka nie znalazłam uzasadnienia. Uświadomisz mnie?
Przyznam, Regulatorzy, że pisząc ten tekst pogrzebałam w necie i znalazłam takie nazwy (zresztą dodatkowo – masę innych) czasu. :) A “Staruszek Czas” to nawiązanie do najpopularniejszego chyba wizerunku czasu, pojawiającego się w rozmaitych dziełach literackich, filmach czy dziełach malarskich . :)
Pecunia non olet
Bruce, dziękuje za wyjaśnienia, coć szczerze wyznam, że nie spotkałam się z pojęciem „Staruszek Czas”, znam tylko przebój Anny Jantar „Staruszek świat”.
Wiem też i to z własnych obserwacji, że można boleśnie doświadczać upływu czasu, ale o „doświadczalnym czasie” nie słyszałam, tak jak obce jest mi pojęcie „psychologicznego czasu”.
No cóż, wniosek nasuwa się sam i godzę sie z tym, że nie wiem wszystkiego. :)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Moje skojarzenie ze Staruszkiem Czasem było jedno: https://www.youtube.com/watch?v=geWtkbBeIcQ ;)
Rzeczywiście, Regulatorzy, i ja byłam zaskoczona, bo określeń, nazw i powiedzeń o czasie, zupełnie mi nieznanych, znalazłam całe mnóstwo. :)
Barniuszu, bardzo trafne skojarzenie. :)
Pozdrawiam Was. 
Pecunia non olet
Barniuszu, Bruce – nie mogłam mieć podobnego Wam skojarzenia, bo nie miałam pojęcia, że taki zespół istnieje. :(
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Nie martw się, już nie istnieje!
Barniuszu, wystaw sobie, że wcale mnie to nie martwi. :)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Cześć! Dzięki za tekst. Bardzo ciekawy, wręcz abstrakcyjny pomysł na historię! Personifikacja form czasu i pojęć (Czas Przeszły, Zmarnowany, Pieniądz) przypomina trochę stylistykę "Alicji w Krainie Czarów" albo bajek filozoficznych. Super wyszła Ci ta zabawa słowem i żonglowanie abstrakcyjnymi pojęciami.
Zaszczytem są takie porównania mojego skromnego szorcika. :)
Podziękowania dla Ciebie, DreadyVibe. 
Pecunia non olet
No nie wiem. Przede wszystkim, nie wydaje mi się żeby w języku polskim funkcjonował taki idiom jak “ważny czas”, więc nie bardzo łapię znaczenie całości. Żeby był chociaż najwyższy! Taka wyliczanka, bardzo sympatyczna, ale nie zrozumiałem ni w ząb puenty. Na szczęście czas poświęcony na lekturę nie był stracony!
“Eleganckie schody prowadziły na prawo w dół, a sąsiednie – na górę, te po lewo – podobnie. Były też schody na wprost, wiodące na wyższe kondygnacje.”
Czy to jest nawiązanie do schodów Eschera? Jeżeli tak, to super, ale jeżeli nie, to opis jest nie dość, że kulawy, to jeszcze niepotrzebny.
“Wykonałem dłonią owalny ruch”
Myślę, że nawet czasowi “owalny ruch dłonią" mógłby utknąć w gardle.
“Oczywiście, że mogłem!”
A to świetne. Dopiero w tym momencie zorientowałem się kim są lokatorzy apartamentowca.
jerry_gainer, miło mi, że poświęciłeś czas lekturze tak skromnego tekstu. :)
Pozdrawiam serdecznie i dziękuję. :)
Pecunia non olet
Ech, znowu się zakamuflowałaś i prawie przegapiłam Twój tekst.
Fajnie pobawiłaś się powiedzonkami. Sympatycznie wyszło.
Z co bardziej znanych zabrakło mi panów Ciężkich, Straconego i Ojca.
Mnie też wydaje się, że nie zaszkodziłoby jakieś fabularne łupnięcie pod koniec. Bo powstała jakby wyliczanka.
Babska logika rządzi!
Rzeczywiście, Finklo, tych Panów Czasów brakuje. :) Wybrałam wielu, wielu pominęłam. :)
Przytupem miało być, że Czas Niedokonany, kierując tytułowym gmachem, sprawia ciągły “kołowrotek”, dlatego bez przerwy mieszkańcy przechodzą z miejsca na miejsce, jeżdżą w górę i w dół, nie potrafiąc owego szaleństwa zatrzymać, zaś Pan Ważny, mający należyty autorytet, powinien to nareszcie zmienić zmienić. :)
Pozdrawiam serdecznie, dziękuję za odwiedziny. 
Pecunia non olet
Ale dlaczego akurat on? Dokonany nie sprawdziłby się lepiej?
Babska logika rządzi!
Dokonany pewnie próbował, jest w końcu dokonanym. :) Każdy tutejszy próbował i nikt nie podołał “huncwotowi jednemu”, stąd szukano krewniaka spoza apartamentowca. :)
Pecunia non olet
Dokonany tylko próbował? No, on akurat powinien spróbować. ;-)
Babska logika rządzi!



Pecunia non olet
Ciekawy pomysł na szort.
Niedawno czytałem opowiadanie Teda Chianga, gdzie natknąłem się na angielskie słowo: “aptonym“ albo “euonym”, oznaczające nazwisko, pasujące do zawodu, charakteru lub życiowej roli osoby, która je nosi. Nie jestem pewien czy istnieje polski odpowiednik.
To jest to!
Ukłony, Kronosie.maximusie, za poświęcony czas i opinię. :)
Pozdrawiam serdecznie. 
Pecunia non olet
Dobrze się czyta, zgrabnie napisane.
Jednak jak rozumiem cały koncept krąży wokół różnych przymiotów czasu, spersonifikowanych i wrzuconych do jednego domku. Niby ok, ale zabrakło mi jakiejś kropki nad i. A może to powinien być tylko początek dłuższej historii? Choć wtedy nie wiem, czy koncept nie zrobiłby się szybko nurzący.
Jedna uwaga:
– “– Mógłby pan to rozwinąć?
– Oczywiście, że mogłem.” – chyba mogę?
Kiedy czynić dobro jest słusznie, zyskownie i praktycznie, zło staje się oznaką szlachectwa duszy.
Wtedy nie byłby Przeszłym. :)
O, Barniuszu, dziękuję, w punkt. 
Najwyraźniej to, co chciałam przekazać, nie jest zbyt jasne… 
Mimo to, dziękuję Wam, Barniuszu i Szafirowy Smoku. 
Pecunia non olet