- Opowiadanie: Bolly - Drzewo

Drzewo

Historia bardzo osobista. Uwaga, są wulgaryzmy!

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Biblioteka:

Użytkownicy, AP, Użytkownicy V

Oceny

Drzewo

Odkąd pamiętam, miałem sny, które można byłoby nazwać proroczymi. Nie mam tu na myśli, że widuję w marzeniach sennych przyszłe wydarzenia tak, jakbym oglądał przedpremierowy pokaz filmu – objawiają mi się one w sposób zawoalowany i metaforyczny, często stanowiąc jedynie mgliste wskazówki, które odczytuję właściwie dopiero po fakcie.

Tej nocy przyśnił mi się szkarłatny zachód słońca, na jego tle krzyż, a na nim Chrystus, zakrwawiony, cierpiący. Krzyż stał w miejscu drzewa na skraju parkingu pod moim blokiem, drzewa, pod którym na rozklekotanej ławeczce lubiły przesiadywać, plotkując, starsze panie z klatki od ulicy. Nie mam pojęcia, jakiego gatunku było to piękne drzewo, którego liście przez cały sezon pozostawały żółtozielone jak skrzydła motyla cytrynka, wiem natomiast, że w Warcabkach rosły tylko cztery takie, wszystkie widoczne z mojego balkonu na czwartym piętrze. Teraz zostały trzy.

Gdy przebudziłem się ze snu o ukrzyżowanym Nazarejczyku, drzewo jeszcze stało. Zupełnie jak wtedy, gdy byłem małym chłopcem, z grupką rówieśników urządzającym piknik na trawniku w jego cieniu. Zupełnie jak wtedy, gdy próbowałem wspinać się na gałęzie, nic sobie nie robiąc z gróźb i wyzwisk rzucanych pod moim adresem z parterowych okien przez starsze panie z klatki od ulicy. Zaniepokoiłem się jednak, kiedy w drodze powrotnej z pracy dobiegły mnie strzępy rozmowy dwóch sąsiadek, z której wynikało, że drzewo ma zostać wycięte w związku z planowaną rozbudową parkingu.

– Rybicki mówi, że ono ma korniki czy coś i tak czy siak uschnie – powiedziała jedna z pań, kiedy włączyłem się do dyskusji, dopytując o szczegóły.

Zacisnąłem zęby. Pamiętałem, jak nowy mieszkaniec bloku nr 14, wspomniany Rybicki, biegał po sąsiadach, zbierając podpisy pod wnioskiem do Spółdzielni Mieszkaniowej o usunięcie drzewa i powiększenie parkingu. Sam nie mam auta i nie znoszę samochodziarzy, zatrzasnąłem mu więc drzwi przed nosem, naiwnie licząc, że skoro ja nie podpisałem się na wniosku, do rozbudowy parkingu nie dojdzie.

– Srorniki nie korniki – burknąłem, nim zniknąłem w drzwiach do klatki. Wspiąwszy się po schodach na czwarte piętro, wzburzony zasiadłem przed komputerem i zalogowałem się do poczty. W polu „Odbiorca” wstukałem znaleziony w sieci adres Warcabkowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej i zacząłem nadawać emocjom formę e-maila.

Chciałbym wyrazić stanowczy sprzeciw wobec projektu wycięcia drzewa pod rozbudowę parkingu pod blokiem nr 14 na ulicy Cichej. Dopóki nie zrodził się pomysł powiększenia parkingu, drzewo i jego rzekomy zły stan nikomu nie przeszkadzały. Latem zapewnia zacienione, chłodne miejsce na odpoczynek, które jest mieszkańcom potrzebne o wiele bardziej niż podjeżdżające pod blok kolejne cuchnące spalinami auta. Dość już stopniowego rugowania zieleni miejskiej z przestrzeni publicznej w dobie niekorzystnych zmian klimatu! – napisałem, po czym, zadowolony z siebie, wcisnąłem przycisk „Wyślij”.

Mój e-mail musiał trochę namieszać, albo po prostu w Spółdzielni poszli po rozum do głowy, bo w jakiś czas potem rozeszła się wieść, że parking jednak nie będzie rozbudowywany. Wydawało się, że drzewo jest bezpieczne.

Pewnego wieczoru Gośka, moja dziewczyna, wyszła na balkon na papierosa, a kiedy wróciła, powiedziała mi, że była świadkiem dziwnego zdarzenia.

– Kojarzysz tego Rybickiego, nie? Tego, co domagał się powiększenia parkingu, bo mu się ta jego landara nie mieści? – zapytała, a gdy potwierdziłem ruchem głowy, podjęła: – Wyszedł przed blok i rozejrzał się, jakby się upewniał, że go nikt nie widzi, a potem wylał coś ze słoika pod tym drzewem, co to chciał, żeby je wycięli, i uciekł z powrotem do klatki.

– Pewnie roundup albo inne świństwo. – Nerwowo podrapałem się po głowie. – Jebany kutasiarz! Musimy to gdzieś zgłosić…

– Gdzie? Komu? – Gośka zaplotła ręce na piersi. – Poza tym nie mamy na niego żadnych dowodów.

– Trzeba go było nagrać – warknąłem.

– No wybacz, że o tym nie pomyślałam! Zresztą ciemno jak w dupie u Murzyna, chuja byłoby widać na takim nagraniu.

„Stało się” – pomyślałem, przypominając sobie ociekającego krwią Chrystusa z mojego snu.

Mijały tygodnie, a drzewo marniało i schło. Co dzień, wychodząc do pracy i wracając z niej, przyglądałem mu się w milczeniu, ze smutkiem. Pewnego ranka spostrzegłem, że na pniu zawisła karteczka, na której nabazgrano odręcznie kilka słów: „CHUJU! OBYŚ ZDECHŁ JAK TO DRZEWO”. Gdy wracałem do domu, kartki już nie było.

Kiedy z drzewa pozostał żałosny kikut, zostało ono wycięte. Parking poszerzono, jednak Rybicki nie nacieszył się nim zbyt długo, bo wkrótce potem wyprowadził się nie wiadomo gdzie.

Koniec

Komentarze

Ciekawy tekst. Dobrze ukazana zawiść ludzi i ich często egoistyczna postawa na przykładzie postaci Rybickiego. Powiązanie tego ze znikającą naturą, która bezpośrednio łączy się z dzieciństwem głównego bohatera, dodaje emocjonalnego wyrazu. 

Smutny obraz rzeczywistości, ale prawdziwy. Już oprócz samej tej podłości wobec natury, uderza właśnie skłócenie ludzi i to, że niektórym się wydaje, iż wszystko im wolno. 

Pozdrawiam. 

Sen jest dobry, ale książki są lepsze

Samo życie.

Gdzie to miało miejsce? Pan Rybicki serio przeniósł się na łono Abrahama?

Przyjemnie się czyta. Najbardziej mi się jednak podoba to, co tekst pozostawia po sobie -przemyślenia nad tym, że dla jednej osoby coś może być niemal Chrystusem, a dla innego zwyczajną przeszkodą.

Hej @Bolly,

Zupełnie jak wtedy, gdy próbowałem wspinać się z kolegami na gałęzie, nic sobie nie robiąc z gróźb i wyzwisk rzucanych pod moim adresem z parterowych okien przez starsze panie z klatki od ulicy.

Bardzo długie zdanie Ci wyszło. Spróbowałbym skrócić.

Pewnego dnia, późnym wieczorem, moja dziewczyna, Gośka,

Imo: Pewnego wieczora Gośka, moja dziewczyna,

 

Chyba największy zarzut, to brak fantastyki. Z tego co pamiętam, dość restrykcyjnie podchodzili tu do tej kwestii.

Całkiem sprawnie napisane. Dobre, otwarte i nie tłumaczące niczego zakończenie, pozwalające na różne interpretacje. Mimo prostej historii, jest to nieoczywiste, budzące emocje i otwierające miejsce na przemyślenia.

Dialogi naturalne, chyba aż za bardzo. Sporo bluzgów, jak na tak krótki tekst.

Udany szort.

 

Dziękuję bardzo za komentarze!

 

Gdzie to miało miejsce?

W Warcabkach. ;-)

 

Pan Rybicki serio przeniósł się na łono Abrahama?

Wyprowadził się. Nigdzie nie sugerowałem, że umarł. Ale kartka życząca mu śmierci faktycznie przez chwilę wisiała.

 

Chyba największy zarzut, to brak fantastyki. Z tego co pamiętam, dość restrykcyjnie podchodzili tu do tej kwestii.

Proroczy sen to nie fantastyka?

Rozdzióbią nas kruki, wrony i ptaki ciernistych krzewów.

Proroczy sen to nie fantastyka?

Zaowalowane, metaforyczne i mgliste wskazówki, które można odczytać po fakcie oraz takie, które

można byłoby nazwać proroczymi

to cóż. Wydaje mi się nieco naciągane. Ale mogę być w tej ocenie osamotniony.

Czy fakt, że jest to sen proroczy lub nie miałoby jakikolwiek wpływ na opowiadanie? Fabuła przebiegłaby dokładnie tak samo. Zmienia się jedynie interpretacja. 

Pamiętam, jak było mi przykro, gdy za dzieciaka obserwowałem, jak wycinali drzewa na mojej ulicy – takie, na które wielokrotnie się wspinaliśmy, na których bawiliśmy się w chowanego i które zawsze były. Dawno o tym nie myślałem – dzięki za przypomnienie, lubię nostalgię. ;) 

Sam tekst, poza poruszeniem odpowiedniej struny, jest dla mnie ok. Zgadzam się z acem, że dialogi trochę zbyt wulgarne, bezzasadnie. W ogóle zastanawiałem się trochę, czy wprowadzanie Gośki w drugiej połowie tak krótkiego tekstu miało sens, czy nie lepiej byłoby nie dodawać już wtedy nowych bohaterów i dać narratorowi samemu to dostrzec z balkonu. 

Dzięki. Idę powspominać drzewa.

Takie sentymentalne, czytało mi się to dobrze. Zgadzam się z ac że fantastyka dyskusyjna.

Tymczasowy lakoński król

Scenka życiowa. Niestety w latach 90 mieszkałam w blokach i takie potajemne spacery pod drzewa przez sąsiadów były częstym widokiem. Tak jak i podtruwanie głębi, albo wyprowadzanie piesków wieczorową porą do pisakownicy. Czego to się człowiek nie naoglądał wtedy, to można by powieść spisać :) U ciebie zabrakło mi fantastyki, gdyby te prorocze sny, trochę podrasować, albo Chrystusa na drzewie, byłoby świetny szocik.

Hejka!

Historia jest prosta, ale chyba właśnie dzięki temu łatwiej się w nią wczuć. Podoba mi się motyw snu i drzewa jako symbolu. Trochę smutny, refleksyjny klimat, ale uważam, że to naprawdę przyjemny tekst.

Pozdrawiam!

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

barniusz, OneTwo, CZARNA2, betweenthelines – dzięki za komentarze!

Rozdzióbią nas kruki, wrony i ptaki ciernistych krzewów.

Ten krótki tekst współbrzmi z moimi życzeniami, nie wypowiadanymi na głos, bo chcę umrzeć śmiercią naturalną, żeby szlag trafił wszystkie samochody poza tymi naprawdę potrzebnymi. Straż pożarna, karetki, radiowozy, służby techniczne, a reszta na złom. Zaraz by lekarze mieli o połowę mniej roboty.

Pociągi górą! ;-D

Rozdzióbią nas kruki, wrony i ptaki ciernistych krzewów.

Cześć!

 

Przeczytałem kilka Twoich tekstów i chyba jeszcze pod żadnym nie zostawiłem komentarza (poza jednym, którego usunąłeś). Wszystkie mi się podobały, ale w sumie nie wiedziałem, co oprócz tego napisać.

Niby sprawa jest jasna. Też wolę drzewo niż kolejne miejsce, na którym można zaparkować samochód. Z drugiej strony, nie znamy motywacji Rybickiego. Czy rzeczywiście przyczynił się do uschnięcia drzewa? A jeśli tak, to może miał powody. Codziennie musiał wozić chorą córkę na jakąś terapię i to miejsce było mu bardzo potrzebne, by sprawnie wywiązywać się z obowiązków. Teraz gdy umarł, córka została sama – skazana na powolną śmierć w cierpieniu, bez siły, by powalczyć o swoje zdrowie. Takie dywagacje…

Tekst o egoizmie, zawiści, sprawnie napisany, niejednoznaczny.

 

Pozdrawiam!

Cześć, AP!

 

Przeczytałem kilka Twoich tekstów i chyba jeszcze pod żadnym nie zostawiłem komentarza

Mam nadzieję, że z czasem to nadrobisz. ;-)

 

(poza jednym, którego usunąłeś)

Nie usunąłem, a cofnąłem do kopii roboczych, bo był faktycznie niesmaczny i taki… nie w moim stylu.

 

Niby sprawa jest jasna. Też wolę drzewo niż kolejne miejsce, na którym można zaparkować samochód. Z drugiej strony, nie znamy motywacji Rybickiego. Czy rzeczywiście przyczynił się do uschnięcia drzewa? A jeśli tak, to może miał powody. Codziennie musiał wozić chorą córkę na jakąś terapię i to miejsce było mu bardzo potrzebne, by sprawnie wywiązywać się z obowiązków. Teraz gdy umarł, córka została sama – skazana na powolną śmierć w cierpieniu, bez siły, by powalczyć o swoje zdrowie. Takie dywagacje…

W tekście jest jasno wspomniane, że Rybicki miał “landarę”, a mógł sobie przecież sprawić mniejsze auto. No i wcale nie umarł, tylko się wyprowadził. ;-)

Rozdzióbią nas kruki, wrony i ptaki ciernistych krzewów.

Rybicki miał “landarę”

To subiektywna opinia osoby niechętnej. A jeśli nawet, to mógł być stary samochód, a na nowy nie było go stać. Poza tym duży samochód, przy tym założeniu, że woził kogoś jeszcze (np. razem z wózkiem) mógł być mu niezbędny.

No i wcale nie umarł, tylko się wyprowadził. ;-)

A tego nie wiemy.

 

Oczywiście droczę się. Chodzi mi to, że oceniając innych, patrzymy na ich problemy powierzchownie. Nie znamy motywacji itd.

 

Mam nadzieję, że z czasem to nadrobisz. ;-)

Nie wykluczam, ale zapewne raczej zdecyduję się skomentować jakiś nowy tekst, niż wrócić do tych, które już wcześniej przeczytałem. Chyba że jakiś z tych wcześniejszych mi polecisz.

Nie wykluczam, ale zapewne raczej zdecyduję się skomentować jakiś nowy tekst, niż wrócić do tych, które już wcześniej przeczytałem. Chyba że jakiś z tych wcześniejszych mi polecisz.

Szczególnym sentymentem darzę “Bartka” – szort również o tematyce, że tak powiem, dendrologicznej. ;-)

Rozdzióbią nas kruki, wrony i ptaki ciernistych krzewów.

Witaj Bolly!

 

Podobało mi się! Bardzo sprawnie napisane.

Też miałem “swoje” drzewo na osiedlu. Była to stara, pęknięta wierzba, którą pewnego razu wycięto. Nie, żeby powiększyć parking, ale chyba dlatego, że była prawie martwa. Zdziwiłem się, bo wydawała mi się nieusuwalną częścią krajobrazu. Bez niej, miejsce straciło charakter.

Na szczęście szybko posadzili tam nowe drzewko. Polecam do biblioteki.

Dzięki za odwiedziny i klik, kronosie!

Rozdzióbią nas kruki, wrony i ptaki ciernistych krzewów.

Obawiam się, że nie zrozumiałem przekazu albo po prostu go nie było.

Zdecydowanie za dużo zdań zbyt wielokrotnie złożonych – to utrudnia czytanie.

No i te jak dla mnie zbędne wulgaryzmy rażą. 

Kiedy czynić dobro jest słusznie, zyskownie i praktycznie, zło staje się oznaką szlachectwa duszy.

Nowa Fantastyka