Cześć, dziękuję, że tu jesteś!
Ten tekst nie należy do wesołych. To jest coś zupełnie innego z mojej strony niż dotychczas.
Ojcostwo, rodzina, tragedia.
Dziękuję serdecznie betującym!
Cześć, dziękuję, że tu jesteś!
Ten tekst nie należy do wesołych. To jest coś zupełnie innego z mojej strony niż dotychczas.
Ojcostwo, rodzina, tragedia.
Dziękuję serdecznie betującym!
Śpię w dzień, w nocy obserwuję ścianę. Zanim stwierdzisz, że zwariowałem, przeczytaj to do końca.
Zacznę od samego początku. Od momentu, gdy dowiedziałem się o ciąży. Joasię poznałem na domówce u znajomych. Niewiele pamiętam z imprezy, ale między nami od razu zaiskrzyło. Skłamałbym, mówiąc, że zawsze chciałem być ojcem. Nie mogłem ogarnąć własnego życia, a miałbym zająć się dziewczyną i krzyczącym niemowlakiem. Spakowałem się więc i wyjechałem jeszcze przed narodzinami małej. Zostawiłem je.
Wróciłem zaraz po porodzie. Ostro mi się oberwało od Asi. Dopiero kilka miesięcy później ochłonęła – kiedy włożyłem jej pierścionek na palec. Zabrałem świeżo upieczoną narzeczoną od teściów i zaczęliśmy nowy rozdział w małym, wynajmowanym mieszkaniu. Czy dobrze zrobiłem, wracając?
Cholerne gdybanie.
Cieszyła mnie każda chwila spędzona z tym szkrabem. Wspólne pieczenie naleśników, herbata pita z pustych filiżanek i wypady na lody miętowe, o których jej matka nie musiała wiedzieć. Tak, zaangażowałem się dopiero wtedy, gdy Madzia zaczęła mówić. Obowiązki związane z niemowlakiem przerażały mnie, więc poczekałem, aż Asia ją trochę odchowa.
W moim sercu było miejsce tylko dla jednej kobiety i była nią Madzia.
Zostawiłbym ją jednak. Wyprowadziłbym się tego samego dnia, gdyby mogło to coś zmienić.
Żadnych gofrów, noszenia na barana, obserwowania uśmiechu małej i jej słodkiego seplenienia. Zrezygnowałbym z tego wszystkiego, aby tylko zachować jej przyszłość. Byłbym nieobecnym, znienawidzonym ojcem, ale dzięki temu ona wciąż by…
Nie pozostało mi nic innego, jak przejść przez te cholerne drzwi.
Wszystko posypało się tuż po czwartych urodzinach małej, choć psuło się już wcześniej. Zacementowaliśmy związek z Asią hipoteką, ale to nie poprawiło sytuacji. Ciężko jest zbudować cokolwiek z osobą, która z charakteru najpierw wydaje się ułożona, a później przypierdziela do wszystkiego, co robisz. Nie wyrzuciłeś skarpetek, źle porozkładałeś pranie, zapomniałeś o urodzinach, a na koniec – śmierdzi ci z pyska i ciężko z tobą wytrzymać. Już na tym etapie coraz więcej czasu spędzała u kochanej mamusi. Chwała Bogu!
Felerne urodziny zorganizowaliśmy w klimacie Bahamów. Salon zamieniliśmy w tropikalną wyspę, a za stołem dla mojego słodziaka zamontowałem dwie ogromne palmy. Na okna wleciały zasłony z wylegującymi się na piasku misiami w okularach przeciwsłonecznych. Moja kochana żonka przyjechała na gotowe, ale przywiozła kilka wielkich roślin od koleżanek. Nie wiem, co to były za krzaki. Muszę przyznać, dopełniły klimatu.
W trakcie imprezy obyło się bez kłótni między nami. Dzieci z przedszkola jeszcze przez długi czas opowiadałyby o tym spotkaniu, ale życie miało inne plany.
Joasia rozwoziła rośliny do właścicieli. Młoda błagała mnie, żebym nadmuchał wielką ogrodową palmę od Marysi. Ja natomiast miałem potworny ból głowy i plan na odpoczynek. Dałem córeczce naklejki z egzotycznymi zwierzętami i poprosiłem, żeby poszła bawić się na górze.
Tak, wypiłem piwo.
Moja wielce szanowna żona lubiła później opowiadać, że jej nic niewart mąż spuścił córeczkę z oka tylko na moment:
– … tylko na jedno piwo.
Rozniosło się, że jestem pijakiem.
Bardzo szybko zrozumiałem, że coś musiało się wydarzyć. Krzyki dziecka oznaczają, że wszystko jest w porządku.
Cisza mnie zaniepokoiła.
Popędziłem schodami na górę, prawie się przewróciłem. Pokój Madzi był pusty. Gabinet, łazienka, sypialnia dla gości – wszędzie pusto. Odetchnąłem z ulgą dopiero wtedy, gdy zobaczyłem naklejki ze zwierzętami w mojej sypialni – już wtedy spaliśmy z Joasią osobno. Skoro są zabawki, to i dziecko jest niedaleko, prawda?
Jednak szybko strach o małą przekułem we wściekłość. Jednej naklejki brakowało. Jak nic, zaczęła oklejać moją komodę albo, co gorsza, szafę z lustrzanymi drzwiami. Jak mogłem o tym wcześniej nie pomyśleć? Wysłać czteroletnie dziecko z naklejkami, żeby bawiło się samo. No nic, zdarzyło się!
– Co robisz?! – warknąłem, przeciskając się przez drzwi.
Dopiero wtedy zauważyłem, że wciąż ściskam w dłoni to cholerne piwo. Od tamtego czasu nie wypiłem ani kropli alkoholu – wbrew temu, co mówi o mnie była.
Stałem tam dobrą chwilę, próbując dostrzec córeczkę. Nie było jej ani tu, ani w garderobie.
Gniew zamienił się w panikę – nawoływałem bez końca:
– Madzia! Córciu! Gdzie jesteś?
Kolejne pokoje otwierałem wściekłym kopniakiem. Piwo wylałem sobie na koszulkę, ale wtedy nawet tego nie zauważyłem. Musiałem ją znaleźć! Przeszukałem trzy razy cały dom. Dopiero po pół godzinie usłyszał mnie sąsiad i zaangażował się w poszukiwania. Oczywiście znalazł się ktoś, kto zadzwonił do Asi i powiedział jej o wszystkim. Wtedy jeszcze panowałem nad sytuacją.
Poszukiwania nabrały rozpędu, przyjechała policja, ale mnie nie zastali. Biegałem po okolicy, szukając małej. Czy jakikolwiek ojciec postąpiłby inaczej, traciłby czas na posterunkowego?
Dopiero następnego dnia pojawiłem się na przesłuchaniu. Policjanci patrzyli na mnie tak, jakby odpowiedź była oczywista.
Łatka pijaka przyklejona – ciekawe, kto mógł im podsunąć taki pomysł?
Mijały tygodnie. Rozwieszaliśmy zdjęcia małej na słupach, roznosiliśmy po restauracjach, pytaliśmy o nią ludzi na ulicach. Gazety pisały o zaginięciu. Joasia organizowała swoje poszukiwania, a ja swoje.
I nic. Mijały miesiące, a mnie zaczęło odbijać.
Asia wróciła do mamusi, a dom wystawiliśmy na sprzedaż, żeby spłacić kredyt. Cement nie okazał się wiążący.
Jak dotąd wszystko jest dla ciebie jasne? Mam nadzieję, że tak, bo dalej zaczyna być dziwnie.
Zastanów się, jak czteroletnie dziecko może zniknąć z domu, przy zamkniętych drzwiach i oknach. Nie mogła ich otworzyć – zamontowałem w nich zabezpieczenia. Mała musiałaby je odbezpieczyć, wyjść, zamknąć je za sobą od zewnątrz – co jest niemożliwe. Potem i tak nie dałaby rady sama opuścić podwórka.
Oczywiście powiedziałem o tym wszystkim policji, byłem na komendzie kilka razy. Co oni na to?
– Ma pan absolutną rację. Niemożliwe, żeby dziecko samo uciekło. – Zazwyczaj w tym momencie spoglądali na mnie znacząco. – Gdybyśmy tylko mieli dowody, winny siedziałby za kratami.
Podejrzewali porwanie. Winny jak zawsze ojciec lub ktoś z rodziny, a może nieznajomy? Obstawiali ojca, ale chyba było im to obojętne.
Mówię ci, to te drzwi!
Tkwiłem w sypialni godzinami, zastanawiając się, gdzie też moja słodka córeczka mogła pójść. Siedziałem na skraju łóżka i patrzyłem raz na okno, raz na ścianę z dwojgiem drzwi. Jedne prowadzą na korytarz, drugie do garderoby, która stała pusta, odkąd Joasia mnie zostawiła.
Po miesiącu gapienia się w ścianę wreszcie coś się wydarzyło.
Gdy wstałem do łazienki, poczułem, że robi mi się duszno. Cofnąłem się odruchowo, zamroczony nieco alkoholem, potknąłem i runąłem na łóżko.
Dobra, kłamałem. Dopiero od tego momentu przestałem pić.
To, co zobaczyłem, było jednak prawdziwe. Przeraziło mnie, mimo że samo w sobie nie było niczym strasznym. Jednak mówię ci, zupełnie jakby ktoś nagle pokazał mi fragment świata, którego nie powinienem zobaczyć.
Zapaliłem światło. Zniknęło.
Na ścianie przed sobą widziałem dwoje drzwi: po lewej prowadziły na korytarz, po prawej do garderoby. Dzieliło je najwyżej trzydzieści centymetrów białej ściany.
A jednak chwilę wcześniej stały tam jeszcze jedne drzwi. Trzecie.
Od tamtego czasu widziałem je jeszcze kilka razy – tylko mignięcie. W głowie ciągle krąży mi pytanie: czy Madzia też je widziała?
Śpię w dzień, w nocy obserwuję ścianę. Możesz nazywać to obsesją, chorobą psychiczną – na tym etapie jest mi to obojętne.
Rzuciłem pracę i skutecznie sabotowałem sprzedaż domu. Bałagan w środku, zamykanie zainteresowanym drzwi tuż przed nosem i wydzieranie się na nich. Asia przyjechała zapytać, dlaczego utrudniam jej życie. Odrzekłem jedynie, że odzyskam naszą córeczkę.
– Znów piłeś? – rzuciła.
Nic nie odpowiedziałem.
Postanowiłem odnaleźć Madzię.
Na początku wzrok mi się rozmywał, głowa świdrowała z bólu, zupełnie jakby organizm ostrzegał, że nie tam powinienem szukać odpowiedzi. Dopiero po tygodniu na bezrobociu dostrzegłem kilka detali. Drzwi były drewniane, zwykłe, takie same jak wszystkie inne, szerokie na około siedemdziesiąt centymetrów. Na nich, tuż przy samej podłodze, widniała naklejka z czerwoną papugą przykładającą skrzydło do czoła, jakby salutowała.
To ta brakująca naklejka. Moja słodka córeczka musiała widzieć te drzwi!
Sam nie wiem, po co zacząłem to spisywać. Może psycholog kazał? Nie pamiętam. Teraz przynajmniej wiem, do kogo to kieruję.
Długo zastanawiałem się, czy mi palma nie odbiła – Madzia uwielbiała ten żarcik.
Ale do rzeczy. Na widok tego przejścia, portalu, czy cholera wie co, zawsze ogarnia mnie strach. Tak, strach. Gdybyś zobaczyła to na własne oczy, uwierzyłabyś mi! Nie miałabyś wyboru.
Tak sobie myślę – może to jakiś cholerny test?
Pokonaj siebie, bądź lepszym, udowodnij, że jesteś wart… czego? Wart wychowywania dziecka? Posiadania żony, która kochała cię mimo twoich wyskoków?
Opiekowałaś się dzieckiem i zapijaczonym mężem. Rano pieluszki, wieczorem wymiociny z dywanu.
Spieprzyłem. O Boże, tak spieprzyłem.
Siedzenie i patrzenie w ścianę to jedyna terapia, jaka mi została.
W dniu, w którym zniknęła Madzia, ledwo co się wtoczyłem po schodach. Nie było mnie, gdy przyjechała policja, bałem się, że zobaczą, do jakiego stanu się doprowadziłem. Nie tylko wyglądałem na winnego – byłem winny.
Przejdę przez te drzwi. Zdam test i przyprowadzę córeczkę z powrotem do domu. Teraz jestem czysty. Tym razem naprawdę.
Dlaczego ci o tym mówię? Jeżeli drzwi nie będą chciały jej wypuścić, będę błagał, żeby zamienić się z Madzią miejscami.
Jest już wieczór, zaraz gaszę światło. Siedzę na brzegu łóżka, dokładnie tak jak wtedy, gdy zobaczyłem je po raz pierwszy. Dziś strach nie wygra.
Jeżeli to czytasz, Asiu, to znaczy, że nie udało mi się wrócić. Mam nadzieję, że nasza córeczka jest już w domu.
Przepraszam za ból, który ci sprawiłem. Kocham cię, potrzebowałem tylko czasu, aby to zrozumieć.
Faktycznie niewesoły tekst. I piękny. Wciągający. Gratulacje.
Pozdrawiam serdecznie.
P.S. Mam nadzieję, że nie powstał na autentycznych wydarzeniach
Hej, Teo Max
Ekspresowo czytasz :o Dopiero co opublikowałem.
Dziękuję za miłe słowa, ciszą mnie bardzo.
P.S. Nic mi o tym nie wiadomo ;)
Siedzę nad tekstem, poleruję – patrzę, wrzuciłeś coś :) zrobiłam sobie przerwę, i nie żałuję :)
Pozdrawiam :)
Pobetowo:
Tekst jest piekielnie smutny na wielu płaszczyznach, a warstwa psychologiczna robi wrażenie. Przez większość tekstu nic wielkiego się nie dzieje, a jednak czyta się płynnie, potrafiłem się nawet wciągnąć od nowa, jak przeczytałem po czasie. Ale uderza najmocniej dopiero w końcówce, kiedy dowiadujemy się, że bohater kłamie. Genialne zdanie, że kłamał, że od teraz nie pije. Ale powiedziane tak lekko, jakby nie przywiązywał do tego wagi. Jakby nie widział w tym dalej problemu.
Ten lekki chaos w historii, wtrącanie z pozoru nieważnych uwag, jak to jaki żarcik lubi Madzia, czy, że chciała dmuchaną palmę – to tak dobrze pokazuje jego stan psychiczny i daje wrażenie rozmowy terapeutycznej, gdzie takie fakty z życia się przemyca, jednak zaraz wracając do wątku głównego. Tak jak mówiłem na becie, poświęciłeś troszkę poprawności, żeby wprowadzić troszkę chaosu – ale moim zdaniem naturalność w tym konkretnym tekście drastycznie rośnie. Ja to kupuję.
Jak pisałem wcześniej, jedyne na ten moment co mi nie gra, to od kiedy pisze, a kiedy mówi (sam do siebie, ewentualnie do terapeuty). Wydaje mi się, że ciągle pisze, a na końcu dopiero zdaje sobie sprawę do kogo, więc pasowałyby te kłamstwa stopniowo przechodzące w prawdę. Jak teraz o tym myślę, to może nawet to jest spoko.
Bardzo dobry tekst.
Dzięki za zaufanie na becie, pozdro!
You cannot petition the Lord with prayer!
Bardzo dobry tekst.
Niezwykle podoba mi się konstrukcja narratora – świetnie podany jest ten okołonarcystyczny sposób opowiadania o sobie i bliskich, stawiający się w dobrym świetle i obwiniający innych o wszystko. Dopełniony przyznaniem, że w sumie to nas okłamał, bo jeszcze nie rzucił piwa, choć się zarzekał. Jestem pod wrażeniem.
Klik.
Teo Max
zrobiłam sobie przerwę, i nie żałuję :)
Dziękuję, najbardziej cieszy mnie ostatnia część tego zdania ;)
Hej, MichaelBullfinch
Dziękuję teraz za wyczerpujący komentarz oraz za komentarze podczas bety. Twoja obecność dużo zmieniła w tym tekście na plus. Polecam tego allegrowicza ;)
Ale uderza najmocniej dopiero w końcówce, kiedy dowiadujemy się, że bohater kłamie.
W ramach ciekawostki: plan na opowiadanie był inny, ale jak to zwykle bywa, coś pojawia się podczas pierwszych poprawek i zmienia zupełnie wydźwięk tekstu… z czego jestem bardzo zadowolony.
Jak pisałem wcześniej, jedyne na ten moment co mi nie gra, to od kiedy pisze, a kiedy mówi (sam do siebie, ewentualnie do terapeuty). Wydaje mi się, że ciągle pisze, a na końcu dopiero zdaje sobie sprawę do kogo, więc pasowałyby te kłamstwa stopniowo przechodzące w prawdę. Jak teraz o tym myślę, to może nawet to jest spoko.
Nad tym pewnie będę się jeszcze zastanawiał przez jakiś czas. Podczas bety przesunąłem ten moment uświadomienia sobie. Może to wpisuje się pozytywnie w ogólny chaos tekstu… sam nie wiem ;)
Dzięki za zaufanie na becie, pozdro!
To ja dziękuję ;) Pozdro!
Hej, barniusz
Miło mi bardzo, cieszę się, że tekst przypadł Ci do gustu. Jak czytam Twój komentarz, to tym bardziej podoba mi się ten bohater i cieszę się z tego, w jakim kierunku poszedł ten tekst.
Jeszcze raz dziękuję za przeczytanie, miłe słowa i za klik ;)
To jest ekstra. Przejmująco i niepokojąco. Nie powiem, że miło się czyta, ale… nie można przestać przed doczytaniem do końca. Do Biblioteki nominować jeszcze nie mogę, ale mam nadzieję że i tak znajdzie się w Bibliotece. Pozdrawiam!
Hej, Grzesiek_W
Łał… dziękuję serdecznie. Wydawało mi się, że tekst jest chyba-dobry, ale zaskakuje mnie ilość pozytywnych komentarzy. Cieszę się bardzo, że tak dobrze Ci się czytało :)
Nie powiem, że miło się czyta…
Hehe :P
Do Biblioteki nominować jeszcze nie mogę, ale
Gwiazdki są dla mnie również mega motywacją, a Ty mi dałeś maksymalną ich ilość – dziękuję serdecznie i pozdrawiam :)
Zapomniałam Cię zagwiazdkować :) tekst zasługuje na szóstkę :) gwiazdkuję :))
Pozdrawiam :)
Dziękuję! Miło mi bardzo! Pozdrawiam :)
Cześć! Ramshiri
Bardzo zgrabnie napisany tekst. :)
Najbardziej kupiły mnie emocje – przez całe opowiadanie czuć smutek, poczucie winy i rozpacz ojca. Wg. mnie, to właśnie one niosły tę historię, a nie sam motyw fantastyczny. Uwielbiam takie depresyjne klimaty. Może za dużo naczytałem się pana Hłasko, albo Bukowskiego?
Podobało mi się też, że narrator nie wybiela się. Najpierw poznajemy go jako człowieka pełnego wad, a dopiero z czasem zaczyna się z nich rozliczać. Szczególnie zapadł mi w pamięć moment, kiedy przyznaje się do wcześniejszego kłamstwa. Dzięki temu stał się dla mnie wiarygodny.
Warsztatowo również bardzo dobrze(pozazdrościć ;)). Tekst czyta się płynnie, dialogi brzmią naturalnie, a narracja jest ciekawa.
Końcówka zostawiła mnie z przyjemnym niedosytem. Nie przez sam motyw drzwi, ale przez emocjonalne domknięcie historii.
Dzięki za dobrą lekturę!
Cześć :)
Mam mieszane uczucia, ale wobec samej siebie. Kiedy z tekstu zaczęło wynikać, że to dziecku stanie się jakaś krzywda, chciałam przerwać czytanie. Mam galante jaja, ale na cierpienie dzieci jestem szczególnie wrażliwa. Niemniej czytałam dalej, a potem czułam niedosyt, że najgorszy scenariusz z mojej głowy się nie ziścił. I weź tu bądź mądry.
W każdym razie dobrze opisałeś rozterki bohatera, a chaos – zamierzony czy nie – jest jak najbardziej na miejscu. Czuć zdecydowanie poczucie winy, a jednocześnie w tym widać ogromny narcyzm. Bo to jest charakterystyczne dla uzależnionych – “może i spieprzyłem, ale zobaczcie, jaki jestem smutny, samotny i biedny”. Trudno mi uwierzyć, że gość tak naprawdę kocha żonę i rozumie, jaki ból spowodował. Ukryte drzwi są jak symbol jego tchórzostwa. Nakręcam się już :)
Gratuluję udanego tekstu. Wcale nie jest taki smutny, jak zapowiadałeś :)
Właśnie o takie teksty nic nie robiłem.
Narrator wiarygodny w swej niewiarygodności – pięknie odmalowany obraz psyche osoby uzależnionej – w jakże krótkim tekście.
Fajne są te sygnały, które od początku rozsiewasz (to się chyba foreshadowing nazywa czy jakoś tak?) – jak budujesz to, w co jeszcze nie dowierzamy. Cóż, przyznam się, że spodziewałem się, że to zmierza do czegoś dużo bardziej drastycznego (choć jest na tyle niedopowiedziane, że to drastyczne można sobie wciąż dopowiadać).
Dobrze odrobiona lekcja z psychologii. Ogólnie – utwór na poziomie, chciałbym tu więcej takich. Klikam.
Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, indioto Ty, nadal chyba nie rozumiesz
Cześć
Przejmujący tekst. Widzę tutaj świetne oddanie charakterystyki postaci. Socjopatyczny bohater z lekkością okłamuje, przez całość historii czuć, że ma w nosie wszystkich. Myślałem, że pójdziesz bardziej w stronę wątku z drzwiami, ale widzę, że były tylko pretekstem do pokazania obsesji.
Klik!
Pozdrawiam
Witam :]
Noo bardzo ładnie.
Powtórzę po Jimie, bo lepiej bym tego nie ujął: “Narrator wiarygodny w swej niewiarygodności”.
Ta niewiarygodność potężnie dodaje tu smaku, bo tak naprawdę do końca nie wiemy – czy te drzwi to tak na serio, czy może on coś temu dziecku zrobił i to taka jego schiza z wyparcia. Podobnie z tą jego przemianą bohatera – czy faktycznie ten strach nie wygra, czy on tak sobie tylko wmawia każdej nocy, że owszem, to jest ta noc.
Bardzo udany szort, pozdroklik!
Jak mogłem o tym wcześniej nie pomyśleć? Wysłać czteroletnie dziecko z naklejkami, żeby bawiło się samo. No nic, nie pomyślałem!
Raczej nieatrakcyjne powtórzonko.
Odrzekłem jedynie, że odzyskam naszą córeczkę.
– Znów piłeś? – rzuciła.
Nic nie odpowiedziałem.
Postanowiłem odzyskać córkę.
j.w.
Dopiero po pół godziny zobaczył mnie sąsiad i zaangażował w poszukiwania. Oczywiście znalazł się ktoś, kto zadzwonił do Asi i powiedział jej o wszystkim.
Eeee ale skąd taki ktoś się wziął? W sensie, skąd wiedział? Chodzi o to, że narrator darł japę i ktoś przez to sąsiad do Asi zadzwonił?
Długo zastanawiałem się, czy mi palma nie odbiła – Madzia uwielbiała ten żarcik.
Jaki żarcik?
Ale do rzeczy – jak widzę to przejście, portal, czy cholera wie co – zawsze ogarnia mnie strach.
Pierwszy myślnik zastąpiłbym kropką albo dwukropkiem może. Bo teraz wygląda jak wtrącenie. A nie jest nim.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Też mam obsesję, ale nie na punkcie drzwi. Fajne.
To że potrafisz nieźle pisać, pamiętałem po “Uczcie” :)
Trudne i ciężkie, nie lubie takowych ale przeczytałem. Bardzo ważny szort w kwestii krzywdzenia dzieci.
Zasłużenie w bibliotece, naprawdę dobra robota!
Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"
Hej,
Dziękuję wszystkim! I już staram się odpowiedzieć na każdy komentarz…
NomadFromNowhere
Końcówka zostawiła mnie z przyjemnym niedosytem. Nie przez sam motyw drzwi, ale przez emocjonalne domknięcie historii.
To była gdzieś moja obawa: kończenie historii w takim momencie.
Warsztatowo również bardzo dobrze(pozazdrościć ;))
Dziękuję za miłe słowa – wszystkie, które padły z Twojej strony.;)
UnaBomba
Kiedy z tekstu zaczęło wynikać, że to dziecku stanie się jakaś krzywda, chciałam przerwać czytanie. Mam galante jaja, ale na cierpienie dzieci jestem szczególnie wrażliwa. Niemniej czytałam dalej, a potem czułam niedosyt, że najgorszy scenariusz z mojej głowy się nie ziścił. I weź tu bądź mądry.
Rozumiem, o co Ci chodzi. Chyba sam miałbym opory przed pokazaniem takiej krzywdy. Stąd też wynika kierunek, w jakim poszedł ten tekst.
Wcale nie jest taki smutny, jak zapowiadałeś :)
O proszę :)
I dziękuję za miłe słowa, cieszę się, że tekst Ci się podobał ;)
Jim
Właśnie o takie teksty nic nie robiłem.
Twój komentarz robi robotę ;) Także dokładasz cegiełkę do tego, żebym pisał więcej takich tekstów.
Dobrze odrobiona lekcja z psychologii. Ogólnie – utwór na poziomie, chciałbym tu więcej takich. Klikam.
To bardzo miłe. Dziękuję!
Ten tekst był formą protestu… odnośnie do poprzedniego opowiadania. Zawsze jak w czymś nawalę, to próbuję udowodnić sobie, że potrafię, przy kolejnym tekście. Stąd ta lekcja psychologii.
Hesket
Dziękuję za miłe słowa i za klik :) Rozważałem, czy nie pójść dalej, ale stwierdziłem, że cały ten wątek psychologiczny mógłby na tym ucierpieć. No i tak wyszło :)
Pozdrawiam!
homar
Też mam obsesję, ale nie na punkcie drzwi. Fajne.
Dziękuję :)
Ja swoich obsesji nie wyliczam, bo szkoda czasu ;)
GalicyjskiZakapior
Zostawiłem komentarz od Ciebie na koniec i pewnie wrócę do niego jeszcze później – jak już zrobię poprawki. Mam nadzieję, że zrobię to do wieczora, jak uda mi się usiąść do swojego komputera.
Ale od razu mogę podziękować Ci za miłe słowa. Cieszę się, że tekst Ci się spodobał.
Ta niewiarygodność potężnie dodaje tu smaku, bo tak naprawdę do końca nie wiemy – czy te drzwi to tak na serio, czy może on coś temu dziecku zrobił i to taka jego schiza z wyparcia. Podobnie z tą jego przemianą bohatera – czy faktycznie ten strach nie wygra, czy on tak sobie tylko wmawia każdej nocy, że owszem, to jest ta noc.
Bardzo podobają mi się te rozważania ;)
Czy, aby na pewno narrator przestał pić? Może nadal chla i ma jakieś omamy, które pozwalają mu poradzić sobie z traumą? Przecież nie raz złapaliśmy go na kłamstwie.
A może nakrył dzieciaka z naklejkami i wściekł się?
Może to nie są tajemnicze drzwi a zwykłe okno balkonowe, przez które planuje wyskoczyć? Może odnajdzie tam córkę?
Pozdrawiam!
Hej, melendur88
To że potrafisz nieźle pisać, pamiętałem po “Uczcie” :)
Dziękuję za miłe słowa :) Uczta to była przygoda. Tutaj mamy do czynienia z leżeniem na kozetce.
Trudne i ciężkie, nie lubie takowych ale przeczytałem.
Tym bardziej cieszy mnie, że przeczytałeś ten tekst i pozytywnie się o nim wypowiadasz.
Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam ;)
Twój komentarz robi robotę ;) Także dokładasz cegiełkę do tego, żebym pisał więcej takich tekstów.
To pewnie częściej będę zaglądał, zobaczyć, jak się wywiązałeś z obietnicy ;-)
Jednego przyszłego czytelnika już masz – choć mój notoryczny brak czasu sprawia, że będzie to czytelnik sporadyczny ;-)
Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, indioto Ty, nadal chyba nie rozumiesz
Jestem pod wrażeniem przede wszystkim konstrukcji i przedstawienia bohatera, oddanie charakteru i psychiki. Historia pisana z jego punktu widzenia, próbuje się usprawiedliwiać i wybielać, ale stopniowo wychodzą jego kłamstwa. Bardzo dobrze napisane, gratuluję
Dziń dybry,
Krzyki dziecka oznaczają, że wszystko jest w porządku.
Hm, krzyki raczej kojarzą się z czymś negatywnym.
Może:
→ Hałasy dobiegające z pokoju dziecka znaczą, że wszystko jest w porządku.
Dopiero po pół godziny zobaczył mnie sąsiad i zaangażował w poszukiwania.
Zaangażował się. Bez czasownika zwrotnego brzmi to tak, jakby dopiero sąsiad zaangażował w poszukiwania głównego bohatera.
I po pół godzinie.
Mocny tekst, a jednocześnie napisany lekko. Jestem pod wrażeniem.
Na uznanie zasługuje też rzadka umiejętność wcielenia się w bohatera, zadbałeś o bogaty i wiarygodny portret psychologiczny, co trudno jest zawrzeć w szorcie. Pijak zawsze obwinia otoczenie, a nie siebie. No i kłamie.
Tekst pięknie wygładzony, chwała autorowi i betującym.
Zastanowię się nad nominacją.
Pozdrawiam serdecznie, pisz częściej.
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Witaj. :)
Podziękowania za oznaczenie wulgaryzmów. :)
Sprawy techniczne i sugestie oraz wątpliwości (do przemyślenia):
Nie mogłem ogarnąć własnego życia, a miałbym zająć się dziewczyną i krzyczącym niemowlakiem? – tu mam wątpliwość, czy to zdanie pytające
Dopiero po pół godziny zobaczył mnie sąsiad i zaangażował w poszukiwania. – się?
Dopiero następnego dnia pojawiłem się na przesłuchaniu. Policjanci patrzyli na mnie tak, jakby odpowiedź była oczywista. – celowa aliteracja?
Nie mogła ich otworzyć – zamontowałem w nich zabezpieczenia. Mała musiałaby otworzyć okno, wyjść, zamknąć je za sobą od zewnątrz – co jest niemożliwe. – powtórzenie?
– Ma pan absolutną rację. Niemożliwe, żeby dziecko same uciekło. – Zazwyczaj w tym momencie spoglądali na mnie znacząco. – Gdybyśmy tylko mieli dowody, to winny siedziałby za kratami. – czy celowo taki błąd gramatyczny w ustach policjanta?
Zrobił to ojciec, ktoś inny z rodziny, a może nieznajomy? Obstawiali ojca, ale chyba było im to obojętne. Mówię ci, to te drzwi! – powtórzenia?
Ale do rzeczy – jak widzę to przejście, portal, czy cholera wie (przecinek?) co – zawsze ogarnia mnie strach. Tak, strach. Gdybyś zobaczyła to na własne oczy, to byś mi uwierzyła! Nie miałabyś wyboru. Tak sobie myślę – może to jakiś cholerny test? – i tu?
Doskonały horror. Rzeczywiście poruszający do głębi i niedokończony, zawieszony w próżni, aby Czytelnik jeszcze bardziej się bał. W sumie nie wiadomo nawet, czy my, jako Czytelnicy, mamy możliwość poznania tej historii tak przypadkowo, czy list czyta już żona, czy też krąży on gdzieś pomiędzy światami.
Przyznam, że jest tu dużo zastanawiających spraw. Przez tekst przewijają się dość często ewidentne złośliwości pod adresem Asi/byłej, jednak na końcu ton ten wyraźnie łagodnieje, a bohater przeprasza ją. To brzmi podejrzanie i sztucznie. Jako zrozpaczeni po stracie, powinni być sobie bliżsi i szukać wspólnie. A może nie? Bo przecież wyraźnie się od siebie oddalili…
Początkowo współczułam mu i traktowałam całość jako prawdziwą opowieść, potem jednak zaczęłam zastanawiać się, czy te drzwi nie są zmyślone lub – czy nie są urojeniem alkoholika, który popadł w depresję.
Z kolei pojawia się niepokojące pytanie – czy aby na pewno nie skrzywdził on córeczki? Nie jest stuprocentowo zdrowy, a zbrodnie takie zdarzają się nazbyt często. Dziecko ma matkę, a on powtarzał wiele razy, że kocha tylko córkę. Może bał się odebrania mu jej? Niepoczytalni tak robią – zabijają, aby „posiąść na stałe”.
Przy czytaniu przypomniałam sobie dwa wątki filmowe, obejrzane dawno temu. Jeden – mała dziewczynka zaginęła podobnie. Nikt nie wiedział, gdzie jest. Przepadła nagle z domu rodziców, w środku dnia. Okazało się, że to tytułowe Wiedźmy zamknęły ją w wiszącym na ścianie obrazku, tam ciągle siedziała przed domem na ławeczce i spoglądała smutno do wnętrza pokoju, żyła, dorastała, aż zestarzała się i zmarła, czyli zniknęła z obrazka. Nie można było zdjąć tego zaklęcia. To był oczywiście wątek fantastyczny. :)
Lecz drugi, wspominany już przeze mnie kiedyś na Portalu, był niestety oparty o wydarzenia autentyczne. To film amerykański. Tytuł: „Nasz mały chłopiec” z 1993 roku. W pokoju w łóżeczku leżało niemowlę. Ojciec był w pracy, matka postanowiła wziąć kąpiel, ale co jakiś czas śpiewała i wołała do synka, aby ją słyszał. Dzień wydawał się być zwyczajny, ich zachowania także. Pewnie często tak postępowali. Kiedy kobieta wróciła do pokoju, dziecka nie było. Jej odczucia – podobne do tych, o jakich piszesz w szorcie. Panika, szukanie. Rozpacz, wyrzucanie sobie zaniedbania, oskarżanie się. O ile dobrze pamiętam, mąż tu ją ciągle wspierał, nie atakował i nie oskarżał. Policja, śledztwo, dochodzenie. Nic. Kamień w wodę. Mijały lata. Powoli zaczęli oboje rozumieć, że synek przepadł i już go nie znajdą. Matka uczyła w szkole średniej i rzuciła się w wir pracy, aby jakoś wytrzymać tę pustkę. I kiedyś, po kilkunastu latach, siedząc z mężem przy łóżeczku i płacząc, dostrzegła dziwny przedmiot zawieszony na szczebelkach. To był medalionik z wizerunkiem świętego z łańcuszkiem. Chociaż mąż (grał go ojciec „Kevina samego w domu”) tłumaczył jej spokojnie, acz stanowczo, że to pewnie pomyłka i zwyczajny przypadek, może robotnicy przy którymś remoncie zostawili ten wisiorek, przecież policja wielokrotnie wszystko starannie przeszukała, żona uczepiła się tego śladu. Z czasem zaczęła zachowywać się, jakby popadła w obłęd. Wierzyła, że to znak i że dzięki niemu znajdzie syna. Wreszcie dotarła do osoby, która rozpoznała w wizerunku świętego patrona osób chorych na – o ile dobrze pamiętam – gruźlicę. No i teraz znowuż matka zaczęła w panice szukać takich chorych w okolicy. Film kończy się szczęśliwie, choć i szokująco dla chłopaka. Zdesperowana matka odkryła po długich poszukiwaniach, że jakaś emigrantka z Włoch, mieszkająca w tej samej dzielnicy, ukradła przed laty jej niemowlę i zabrała do siebie, wychowywała, jak swoje, choć typem urody jej nie przypominało: było całkiem odmienne: blondyn o błękitnych oczach. Jak się okazało, to ona zgubiła medalionik, była gruźliczką, a ten chłopak nawet potem uczęszczał do szkoły, w której uczyła jego matka. Oczywiście oboje nie mieli pojęcia o swoim pokrewieństwie. Wstrząsający dramat. :)
Czytając miałam ciągłe skojarzenia z oboma wspomnianymi filmami i sądziłam, że w kierunku, podobnym do któregoś z nich, potoczy się fabuła. :) A tu – takie zaskoczenie… :))
Kliczek, pozdrawiam serdecznie. :)
Pecunia non olet
Zostawiłem sobie jeszcze czas na ochłonięcie, czy nie patrzę zbyt subiektywnie po becie, żeby nominować. No i się zastanowiłem. Powodzenia.
You cannot petition the Lord with prayer!
Hej
Narracja robi tu wszystko. Podoba mi się jak bohaterem oszukuje siebie, innych i czytelnika. Opowiedzenie histori w formie pamiętnika– a raczej opowieści patologicznego ojca daje możliwość sterowania uwagą czytelnika i Ty robisz to dobrze. Do końca nie wiemy ile winy w historii ponosi ojciec i co jest prawdą, a co nie.
Ale z drugiej strony, ta forma narracji utrudnia przedstawienie emocji bohatera. Bo emocje powinny wynikać z zachowania i podejmowanych decyzji, a nie zapewnień narratora. A u ciebie mamy zapewnienia, a nie mamy efektów. Możesz napisać o smutku ale to jeszcze musisz go pokazać inaczej to tylko słowo.
Mamy też bardzo otwartą końcówkę. Która nie mówi nam – oszalał albo tak te drzwi istnieją. A więc nie mamy tu fantastyki. Zostaje historia pijaka, który stracił córkę.
Klikam i pozdrawiam :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Przeczytałem opowiadanie ponownie, także w kontekście niedawnej dyskusji dotyczącej różnych narzekań odnośnie działań loży.
I doszedłem do wniosku, że sam jestem takim narzekaczem trochę, bo marudzę, że utwory o dobrze przedstawionej psychologii postaci i ukazujące głębię ludzkiej psyche nie uzyskują piórek ani nominacji.
W ramach więc rachunku sumienia…
…uznałem, że utwór zasługuje na dużo więcej niż Bibliotekę.
Dwuklik.
Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, indioto Ty, nadal chyba nie rozumiesz
Hej, już odpowiadam i poprawiam. Na razie część pierwsza, ale odezwę się do wszystkich ;)
GalicyjskiZakapior
Wcześniej odniosłem się do Twojego komentarza, a teraz wprowadziłem też poprawki. Dziękuję Ci serdecznie!
Jaki żarcik?
Tylko nad tym muszę się jeszcze zastanowić. Bo coś co miało wybrzmieć, najwidoczniej nie wybrzmiało. Zostawię to na razie w komentarzu u siebie na docs. :/
Jim
To pewnie częściej będę zaglądał, zobaczyć, jak się wywiązałeś z obietnicy ;-)
Jednego przyszłego czytelnika już masz – choć mój notoryczny brak czasu sprawia, że będzie to czytelnik sporadyczny ;-)
No to teraz czuję presję :)
Jednak bez obaw! Widząc, jak ten tekst został przyjęty, postanowiłem przesunąć wyżej w kolejce pewne opowiadania, które kojarzą mi się z wysoką dawką emocjonalną. Może political fiction, które leży jako trzeci draft od 5 lat na dysku? Kiedyś trzeba to puścić w świat.
I od razu lecę do kolejnego Twojego komentarza.
…uznałem, że utwór zasługuje na dużo więcej niż Bibliotekę.
:o Dziękuję! Miło mi bardzo… przy okazji zerknąłem do wątku, o którym mowa. W takim razie mam wyjątkowe szczęście ;)
Dodatkowo jestem zszokowany, że ktokolwiek napisał:
Przeczytałem opowiadanie ponownie
Jeszcze raz dziękuję!
Hej, Melancholia…
Dziękuję Ci serdecznie – są miodem na moje uszy! ;) Cieszę się, że tekst Ci się podobał.
Dzyń dybry, HollyHell91
Od razu powiem, że poprawki zrobione, ale nie wszystkie.
krzyki raczej kojarzą się z czymś negatywnym.
W moim zamyśle właśnie o to chodziło. Narrator nie powie, dzieci hałasują. Może nawet nie powiedziałby krzyki. Zastanawiam się, czy nie powinienem zmienić nawet na:
Jak dzieci się drą, oznacza to, że wszystko jest w porządku.
Mocny tekst, a jednocześnie napisany lekko. Jestem pod wrażeniem.
Na uznanie zasługuje też rzadka umiejętność wcielenia się w bohatera, zadbałeś o bogaty i wiarygodny portret psychologiczny
Dziękuję Ci serdecznie za komentarz. Z racji tego, że wiesz, co działo się przy “Uczcie” dodam, że pierwszy draft tego tekstu powstał dwa dni po nieotrzymaniu piórka. Chciałem sobie udowodnić, że potrafię robić postaci, które nie są typu “zły, bo zły”.
pisz częściej.
Postaram się pisać trochę więcej opowiadań… nie obiecuję jednak natychmiastowej poprawy ;)
Tekst pięknie wygładzony, chwała autorowi i betującym.
Zastanowię się nad nominacją.
Chwała im i chałwa! Sporo byłem maglowany, przyznaję.
Dobrze, zastanawiaj się nad nominacją. Może kiedyś obrosnę w piórko ;) Dziękuję Ci i pozdrawiam serdecznie.
Reszta komentarzy – już do Was idę, ale najpierw zrobię poprawki od Ciebie, Bruce.
Hej, bruce!
Podziękowania za oznaczenie wulgaryzmów. :)
Proszę. Staram się, żeby zawsze były nieliczne. Nie wiem czemu, w każdy tekst muszę wpakować co najmniej jedno :)
Sprawy techniczne i sugestie oraz wątpliwości
Poprawione prawie wszystko.
celowa aliteracja?
Nie. Powinienem unikać tego?
dziecko same uciekło.
To przypadkiem. Samo się tak zrobiło. Dziękuję i poprawiłem.
A teraz do komentarza. Dziękuję Ci za miłe słowa.
Przez tekst przewijają się dość często ewidentne złośliwości pod adresem Asi/byłej
Przy szlifowaniu zastanawiałem się, gdzie też mogę jeszcze jakąś szpileczkę wbić tej dziewczynie :)
Z kolei pojawia się niepokojące pytanie – czy aby na pewno nie skrzywdził on córeczki?
Ja mam swoją interpretację tego tekstu, ale jej nie zdradzę. Te rozważania bardzo mi się podobają.
Jeżeli chodzi o filmy, które opisałaś, to przeczytałem prawie cały Twój komentarz – ale końcówkę omijam, bo filmów nie widziałem, a wydają się ciekawe. Jest taka szansa, że sobie obejrzę, więc nie chcę wiedzieć, co się wydarzyło ;)
A tu – takie zaskoczenie… :))
Kliczek, pozdrawiam serdecznie. :)
Tym bardziej cieszy mnie, że nie wpadłem na ten sam pomysł co filmowcy. Dzięki temu tekst jest dla Ciebie ciekawszy. Dziękuję serdecznie za klik i obszerny komentarz z łapanką.
Pozdrawiam serdecznie.
MichaelBullfinch
O proszę :)
Dziękuję Ci serdecznie. Dodatkowo rozumiem Twoje rozterki, odnośnie tego, że betowałeś ten tekst. Ja kiedyś rozkminiałem czy mogę klikać do biblioteki, jeżeli byłem na becie :)
Dziękuję Ci za pomoc z tym tekstem. Spędziłeś nad nim sporo czasu, a ja to jeszcze przeciągałem ;)
Hej, Bardjaskier
Cieszą mnie wyłapane przez Ciebie zalety tego tekstu.
Co do wątpliwości:
Ale z drugiej strony, ta forma narracji utrudnia przedstawienie emocji bohatera. Bo emocje powinny wynikać z zachowania i podejmowanych decyzji, a nie zapewnień narratora.
Myślę, że da się emocje pokazać w takim sposobie narracji i wydawało mi się, że są one obecne. Być może gdzieś zbłądziłem, ale leszcze nie wiem w jaki sposób. Do zastanowienia.
Mamy też bardzo otwartą końcówkę. Która nie mówi nam – oszalał albo tak te drzwi istnieją. A więc nie mamy tu fantastyki. Zostaje historia pijaka, który stracił córkę.
Jestem fanem otwartych zakończeń i/lub trzęsień ziemi na samym końcu. Jeżeli uznasz, że interpretacja może być tylko jedna, to możesz wybrać tę bez fantastyki. Czy to plus, czy minus, że mamy tę dowolność? Może być minus, jeżeli wrzucam na “fantastykę” tekst, który 90% osób zinterpretuje jako pozbawiony magii :)
Ja interpretuję ten tekst na jeden, własny sposób, ale podobają mi się te rozważania.
Dziękuję za klik i również pozdrawiam ;)
Ramshiri,
Proszę. Staram się, żeby zawsze były nieliczne. Nie wiem czemu, w każdy tekst muszę wpakować co najmniej jedno :)
Wiem i chwała Ci za to.![]()
A że są one w naszym życiu? Cóż, nie da się ich uniknąć. :)
Nie. Powinienem unikać tego?
Pojęcia nie mam, ale mnie Komentatorzy wypisują aliteracje, zatem wolę zapytać. ;)
Przy szlifowaniu zastanawiałem się, gdzie też mogę jeszcze jakąś szpileczkę wbić tej dziewczynie :)
To się czuje. Ja ją od początku postrzegam jako typową awanturnicę, czepiającą się dosłownie wszystkiego. :)) Święty by nie dał rady…
Ja mam swoją interpretację tego tekstu, ale jej nie zdradzę. Te rozważania bardzo mi się podobają.
Tak go widzę od początku – i, przyznam, żal mi bohatera. To, co zrobił (cokolwiek to było), podyktowane zostało miłością do córki, takie jest moje odczucie, chęcią ochronienia jej. :)
Inne sprawy – jasne. :)
Do wspomnianych filmów gorąco zachęcam. :)
I ja dziękuję, pozdrawiam serdecznie, powodzenia. :)
Pecunia non olet
celowa aliteracja?
Nie. Powinienem unikać tego?
Osobiście mam to za portalową fanaberię. Serio Ci @bruce przeszkadzają w czymkolwiek aliteracje?
Mam wrażenie, że ktoś tak wpisuje jedynie wtedy, gdy nie ma nic mądrego do napisania, choć widziałem tę plagę tutaj.
Czy ktoś tak kiedyś tu, na portalu powiedział, że to nieładne i nagle się zaczęły nie podobać?
Wydaje mi się, że aliteracje mogą rzeczywiście przeszkadzać w językach, w których jest dużo krótkich słów, na przykład w angielskim – w polskim słowa są długie, dostojne, dwu-, trzy– lub czterosylabowe albo nawet dłuższe, a prozy nikt przecież nie czyta wokalizując, więc co to ma za znaczenie, jakie tam po drodze migną literki na początku wyrazów?
Może polonistki na to zwracają uwagę? Nie wiem. Czytelnicy? Nie sądzę.
Kiedyś nawet stworzyłem taką bohaterkę, która nie cierpiała aliteracji, ale w chwilach stresu się nią uspokajała – że tak zacytuję sam siebie (jak już cytować, to kogoś mądrego, prawda?):
„Stukotem stóp stworzyłam straszliwy, sygnalizujący spóźnienie, solidnie ssący szemrzącym staccato, szarpiący sumienie spiętrzonym spokojem spadających sekund, spychający w szczelinę szaleństwa stoper” – próbowała uspokoić się aliteracją. Cóż jednak to mogło pomóc? Aliteracja była niekompletna, wadliwa i bezsensowna – psuł ją spójnik „w”, psuły dwuznaki „sz” w miejscach gdzie powinna się pojawić pojedyncza litera „s”, psuła ta „szczelina” na siłę przyklejona do „szaleństwa”. Ale nawet gdyby aliteracja była idealna i tak by nie mogła zmienić faktu, że spotkanie się już rozpoczęło. I to dziesięć minut temu (…)
Ja też jestem fanem otwartych zakończeń. A jeśli gdzieś jest i 10% fantastyki, to znaczy, że więcej niż zero.
Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, indioto Ty, nadal chyba nie rozumiesz
Jimie
Osobiście mam to za portalową fanaberię. Serio Ci @bruce przeszkadzają w czymkolwiek aliteracje?
Mam wrażenie, że ktoś tak wpisuje jedynie wtedy, gdy nie ma nic mądrego do napisania, choć widziałem tę plagę tutaj.
Masz rację, bo znasz mnie szmat czasu. Nie mam nic mądrego do napisania. :)
Słowem już nikomu o aliteracji nie wspomnę.
Pozdrawiam. :)
Pecunia non olet
Osobiście mam to za portalową fanaberię.
Może polonistki na to zwracają uwagę? Nie wiem. Czytelnicy? Nie sądzę.
Wiesz, no zależy trochę. Aliteracja może przyciągać uwagę tam, gdzie jej nie chcesz, i ogólnie robić dziwne rzeczy.
Może niekoniecznie taka jak tu, rozbita kropką, albo w utartych zwrotach („X wbił wzrok w Y” → nikt nie zwróci na to uwagi, bo tak się po prostu mówi).
Ale jeśli sędziwy satanista sepleni, to nagle masz jakiś dziwny efekt groteskowo-komediowy, nie?
Jeśli o to chodziło – spoko. Ale gdyby takie coś wyskoczyło w horrorze, to może lepiej, żeby jednak był leciwy?
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
@bruce <3
Oj bruce, bruce, bruce, dobrze, że i Ty mnie znasz szmat czasu i wiesz, że 99,999% czasu żartuję, a pozostałe 0,001% czasu się nabijam ;-)
Ale dla tych, którzy by mieli tego nie zrozumieć – @bruce zawsze ma dużo ważnego i mądrego do napisania.
A moja uwaga była tylko względem tych, którzy wyskakują z aliteracją jaką jedyną rzeczą w komentarzu.
Pewnie masz rację, choć ja bym akurat na tego sędziwego sepleniącego satanistę uwagi nie zwrócił, widocznie jestem zbyt mało spostrzegawczy, a może po prostu inaczej odbieram teksty (zwykle jako zdania, nie jako literki) – samo seplenienie jest trochę groteskowe i pewnie na nie bym bardziej zwrócił uwagę, a może i na to, że “sędziwy” sugeruje też znaczeniowo pewne poważanie i szacunek, a “sepleni” jest wyrazem pozbawionym poważania i szacunku, więc powstaje swoisty oksymoron i dlatego “seplenienie” tu nie pasuje.
Przykładowo: stary satanista sepleni – nie miałoby dla mnie już ładunku komediowego, więc uważam, że chyba jednak nie o literki chodzi a o znaczenia.
Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, indioto Ty, nadal chyba nie rozumiesz
Przykładowo: stary satanista sepleni – nie miałoby dla mnie już ładunku komediowego, więc uważam, że chyba jednak nie o literki chodzi a o znaczenia.
No, dla mnie wciąż ma, choć istotnie, jakby nieco mniejszy.
Jak ze wszystkim w naszej dziedzinie bywa, trochę wedle uznania.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Hej ho,
bardzo udany szort! Smutny i zagadkowy. Porusza tragedię całej rodziny i pozostawia czytelnika z nieprzyjemnym mrowieniem, bo tak naprawdę nie wiemy, co wydarzyło się w tym domu.
Chcę wierzyć, że za drzwiami ukryłeś szczęśliwe zakończenie, a główny bohater wraz z córką popija herbatkę goszcząc się u borsuka Truflogona. 
Warsztatowo świetnie! Nic mnie nie zatrzymywało i mimo smutnej tematyki przeczytałam z przyjemnością. :)
Pozdrawiam serdecznie!
Podążaj za białym królikiem.
OK, jest historia.
Mocno grasz emocjami, które ostatnio mają zły PR na portalu.
Trochę mi tu brakuje fantastyki. Owszem, masz tajemnicze drzwi. Ale. Czy one tam naprawdę są? Bo narratorowi nie bardzo można ufać – wypił jedno piwo/był narąbany, sprzedali dom/udaremniał sprzedaż, przestał pić/nie przestał… To i z drzwiami może być różnie.
Zaskoczyło mnie, że zapamiętał tak dokładnie te naklejki – ile ich było, której brakowało. A w końcu się okazuje, że był pijany w trzy d.
I trochę dziwne, że matka zostawiła dziecko z takim ojcem. Skoro w końcu się dowiadujemy, że był alkoholikiem i rzygał gdzie popadnie.
Ale czytało się całkiem przyjemnie.
Babska logika rządzi!
bruce
To się czuje. Ja ją od początku postrzegam jako typową awanturnicę, czepiającą się dosłownie wszystkiego. :))
O proszę. To jest lekkie zaskoczenie dla mnie :)
Pojęcia nie mam, ale mnie Komentatorzy wypisują aliteracje, zatem wolę zapytać. ;)
Wbiję sobie do głowy, żeby mieć świadomość o istnieniu czegoś takiego. Muszę tego świadomie używać.
Dziękuję serdecznie i pozdrawiam ;)
Jim
Ja też jestem fanem otwartych zakończeń. A jeśli gdzieś jest i 10% fantastyki, to znaczy, że więcej niż zero.
Otwarte zakończenia kiedyś mocno mnie frustrowały. Najwidoczniej teraz piszę po to, żeby frustrować innych :)
Ostatnio jestem wielkim fanem “very low fantasy”. Prawdopodobnie odbije się to na moich tekstach w przyszłości.
GalicyjskiZakapior
Wiesz, no zależy trochę. Aliteracja może przyciągać uwagę tam, gdzie jej nie chcesz, i ogólnie robić dziwne rzeczy[…]
Dziękuję za wytłumaczenie tego. Wbijam sobie to do głowy :)
Ale jeśli sędziwy satanista sepleni, to nagle masz jakiś dziwny efekt groteskowo-komediowy, nie?
Chciałbym to usłyszeć :)
Hej, Marszawa
Dziękuję za miłe słowa. Cieszę się, że tekst Ci się spodobał, a warsztatowo nic Cię nie zatrzymało w czytaniu.
Chcę wierzyć, że za drzwiami ukryłeś szczęśliwe zakończenie
Nic nie powiem ;)
Pozdrawiam!
Hej, Finkla
Mocno grasz emocjami, które ostatnio mają zły PR na portalu.
Trochę czytałem wątku, który się zrodził na ten temat. O ironio! To jest pierwszy mój tekst, który gra na emocjach. Wstrzeliłem się idealnie :)
Ale. Czy one [drzwi] tam naprawdę są?
To już zostawiam interpretacji.
Zaskoczyło mnie, że zapamiętał tak dokładnie te naklejki
I trochę dziwne, że matka zostawiła dziecko z takim ojcem
Myślę, że miałbym na to jakąś obronę, ale po prostu o tym nie pomyślałem. Powinienem przemycić w tekście coś, co rozwiałoby te wątpliwości i usprawiedliwiło te rzeczy.
Ale czytało się całkiem przyjemnie.
Cieszy mnie to bardzo :)
Pozdrawiam!
O proszę. To jest lekkie zaskoczenie dla mnie :)

Pecunia non olet
Naklejki. Łatwo wyliczyć, ile ich jest, jeśli to cały arkusz, na przykład 4x5.
Babska logika rządzi!
Finkla
Miałem w głowie te naklejki, które po odklejeniu pozostawiają pusty obrys. No ale właśnie – czasem w głowie autora jest coś tak oczywiste, a potem okazuje się, że nie jest :) Każdy ma inne doświadczenia, inny obraz w głowie, gdy mówimy o jakiejś rzeczy.
Fajny szort. Przygnębiający i dość ciężki, ale taki miał być, uzależnienie to niełatwy temat. Psychologia postaci wypadła bardzo dobrze, momenty, w których boahter zapewnia nas, że już nie pije, że zaczęło się od jednego browarka, niepokojąco realistyczne.
Według mnie, zasłużona biblioteka.
Czytałem zaraz po opublikowaniu, ale nie miałem kiedy napisać komentarza. Zwykle nie robię tego do tekstów, które mają już tyle opinii, bo co więcej mogę powiedzieć ponad to, co zostało powiedziane. Ale w tym wypadku po prostu powtórzę walidację innych.
Tekst jest wciągający i mówi w sposób taktowny o emocjach i postawach, które ciężko jest napisać ‘poprawnie’.
Dodatkowo mignął mi komentarz, że bohater jest wiarygodny w swej niewiarygodności i to zdecydowanie jest mocną stroną, którą doceniam jako czytelnik. Zostajemy z pytaniem, czy drzwi są prawdziwe? Czy to kolejna narracja, która zmieni się z czasem?
Dzięki za ten tekst :)
Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.
Cześć.
Polecono mi Twojego szorta, więc jestem.
O motywie fantastycznym mógłbym się tutaj rozpisywać, bo raz, że jest niepokojący, a takie lubię, a dwa, bo przypomina mi pewne tytuły. Dość powiedzieć na jego temat, że blisko "Backrooms" leży, a jeszcze bliżej "Domu z liści" Danielewskiego. Motyw zaginionego dziecka w tajemniczym pomieszczeniu z kolei przywodzi na myśl krótki serial sprzed dwudziestu lat – "Zaginiony pokój".
Ale nie o podobieństwach chciałem pisać, tylko o postaci ojca. Ale to chyba nie ma sensu bo przedpiścy napisali na jego temat już wszystko to, co sam mógłbym. Podoba mi się ta postać ojca, zaklinajacego rzeczywistość; okłamującego samego siebie, że to tylko jedno piwo; wmawiajacego sobie, że to nie tylko jego wina, a jednocześnie boleśnie zadreczajacego się poczuciem winy, które chce sobie uświadomić, jednak nie do końca potrafi, bo prawda jest zbyt straszna. Psychologia postaci na wysokim poziomie wiarygodności. Zastanowię się jeszcze nad nominacją piórkową.
Pozdrawiam serdecznie
Q
Known some call is air am
Hej, Storm
Dziękuję, cieszę się, że tekst Ci się spodobał!
Zawsze zaczyna się od jednego browarka ;)
Hej, Prestidigitator
To miło, że wróciłeś po takim czasie od przeczytania.
bohater jest wiarygodny w swej niewiarygodności
Też bardzo spodobało mi się to określenie.
Zostajemy z pytaniem, czy drzwi są prawdziwe? Czy to kolejna narracja, która zmieni się z czasem?
Dokładnie. Nie mogę potwierdzić ani zaprzeczyć.
To ja dziękuję!
Hej, Outta Sewer
Możesz wydać tę osobę, która poleciła Ci ten tekst? Obiecuję, że nic jej nie zrobię ;)
Dość powiedzieć na jego temat, że blisko "Backrooms" leży, a jeszcze bliżej "Domu z liści" Danielewskiego
"Zaginiony pokój".
Nie znam, ale się zapoznam. Dom z liści to chyba ten eksperyment literacki.
Mogę ze swojej strony powiedzieć, że największą inspiracją dla tego tekstu była książka “Szczelina” autorstwa Jozefa Karika.
Psychologia postaci na wysokim poziomie wiarygodności. Zastanowię się jeszcze nad nominacją piórkową.
Dziękuję i dziękuję! Oczywiście w temacie nominacji jestem stronniczy, więc będę milczący jak te drzwi, ale będę niepokoił swą obecnością.
Dziękuję i pozdrawiam ;)
barniusz
Widziałem nominację. Dziękuję!!!
Proszę uprzejmie. Pierwsze moje piórkowe zgłoszenie ever, więc trochę musiałem się z nim obwąchać. Ostatecznie uznałem, że przez półtora miesiąca nie trafiłem na portalu na tekst, który zrobiłby na mnie większe wrażenie i został w głowie na dłużej. :)
Czy mogę wydać tę osobę? Nie wiem. Ale podpowiem, że zostawiła tutaj, pod tekstem, cztery komentarze (jak na razie).
Z "Domem z liści" masz wspólne pojawiające się znikąd drzwi. "Zaginiony pokój" to tylko trzy odcinki, więc możesz sprawdzić – mnie się podobał, bo stojąca za nim koncepcja zrobiła na mnie duże wrażenie. "Backrooms" to z kolei horrorowaty twór, który grają teraz w kinach, a który wyrósł z internetowej zajawki. Karika nie czytałem, jednak opis blurbowy jest zachęcający – może mi się kiedys uda przeczytać.
Nad nominacją nadal myślę, ale szalka ciut-ciut od wczoraj przechyliła się na Twoją korzyść. Rozkmina in progress w każdym razie.
Pozdrawiam serdecznie
Q
Known some call is air am
barniusz
Tym bardziej dziękuję… i szokuje mnie, jak bardzo ten tekst został dobrze przyjęty przez wszystkich :)
Outta Sewer
Ale podpowiem, że zostawiła tutaj, pod tekstem, cztery komentarze (jak na razie).
Policzyłem ;)
W takim razie zacznę od “Zaginionego pokoju”.
Karika słuchałem audiobook, zrobił na mnie wrażenie.
Nad nominacją nadal myślę, ale szalka ciut-ciut od wczoraj przechyliła się na Twoją korzyść.
:) <uśmiech>
Pozdrawiam!
Dwie informacje, compadre.
Pierwsza: machnąłem się w liczeniu, bo to nie cztery ale pięć komentarzy było.
Druga: wykonując dziś proste prace domowe, które nie angażują mózgu, mogłem rzeczony zaangażować do przemyślenia Twojego tekstu. Odpowiednie zgłoszenie zostanie zaraz poczynione w przeznaczonym do tego wątku.
PS. Jak już (jeśli) obejrzysz "Zaginiony pokój", daj znać tu albo w PW jak Ci się podobało (i czy w ogóle się podobało).
Pozdrawiam serdecznie
Q
Known some call is air am
wykonując dziś proste prace domowe, które nie angażują mózgu, mogłem rzeczony zaangażować do przemyślenia Twojego tekstu. Odpowiednie zgłoszenie zostanie zaraz poczynione w przeznaczonym do tego wątku.

No, Ramshiri, powiem Ci, że zazdraszczam! Nominacja od takiej wygi Portalowej to chyba nawet lepsza niż Piórko :)
Ale mam nadzieję, że i tak je dostaniesz. A skoro już i tak dojdzie do głosowania, to mogę zdradzić, że sama nominowałam tekst.
Powodzenia!
Loża!

Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Outta Sewer
Pierwsza: machnąłem się w liczeniu, bo to nie cztery ale pięć komentarzy było.
To dobrze, że mówisz. Bo wygląda na to, że ja też machnąłem się w liczeniu :)
Odpowiednie zgłoszenie zostanie zaraz poczynione w przeznaczonym do tego wątku.
Dziękuję! Podejrzałem wątek, zanim zobaczyłem Twoją odpowiedź.
A więc głosowanie ;) Zero stresu…
PS. Jak już (jeśli) obejrzysz "Zaginiony pokój", daj znać tu albo w PW jak Ci się podobało (i czy w ogóle się podobało).
Dam znać. Niestety przygotuj się, że potrwa to trochę. Mam problem z zebraniem się i obejrzeniem czegokolwiek ostatnio. To chyba kwestia sezonu ;)
Dzięki serdeczne jeszcze raz i pozdrawiam!
HollyHell91
Nominacja od takiej wygi Portalowej to chyba nawet lepsza niż Piórko :)
Czuję to, czuję. Outta Sewer, czytałem Twoje teksty, zanim dowiedziałem się, że przed “który” stawia się przecinek… i bałem się odezwać z komentarzem – z tego samego względu. :)
Ale mam nadzieję, że i tak je dostaniesz. A skoro już i tak dojdzie do głosowania, to mogę zdradzić, że sama nominowałam tekst.
Nie czuję się pewniakiem w tej kwestii, ale mam wrażenie, że ten tekst wpisuje się mocniej w standardy piórkowe, niż “Uczta”.
Dziękuję Ci serdecznie! Twój głos też wiele dla mnie znaczy :)
Pozdrawiam
Hej
Ponownie :). Gdzieś przeczytałem, że szort powinien być wyjątkowy, jeśli chce zawalczyć o piórko.
Napisałeś dobrego szorta, fabularnie i technicznie jest super ale nie wyjątkowo.
To smutna historia z patologią w tle, która doprowadza do tragedii, gdzie jedyny fantastyczny element, w mojej ocenie, to pijackie urojenia. Może gdyby końcówka poszła w fantastykę… ale tu otwarte zakończenie działa na niekorzyść – sugeruje finał jak z wiadomości.
Więc będę na NIE ale życzę Ci powodzenia przy pozostałych ocenach :)
Pozdrawiam
P.s Jak coś, to czekam jeszcze na doczepienie plakietki z loży :), to tak informacyjnie;).
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."