- Opowiadanie: MadPilgrim - Galeria myśliwska

Galeria myśliwska

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Galeria myśliwska

 Zaproszenie do posiadłości Ryszarda Krasickiego było prawdziwym zaszczytem.

 Kiedy Marek Robak zobaczył je na skrzynce mailowej, nie mógł uwierzyć własnym oczom. Krasicki był znanym przedsiębiorcą, który pewnego dnia postanowił zamienić długopis na strzelbę. W wywiadzie dla Gazety Wyborczej powiedział prosto z mostu: „Znudziło mi się siedzenie za biurkiem, więc postanowiłem postrzelać do zwierząt”. Krasicki cenił sobie prywatność, dlatego niewielu miało okazję zobaczyć jakie trofea udało mu się zdobyć.

 Zaproszenie było zaskoczeniem też z innego powodu. Robak pracował jako dziennikarz dla magazynu Nimrod, który jest największym w Europie periodykiem o wszystkim związanym z szlachetnym rzemiosłem myśliwego. Parę numerów temu Marek subtelnie zasugerował w artykule, że opowieści Krasickiego o gigantycznej kolekcji upolowanych zwierząt mogą być odrobinę przesadzone. Najwidoczniej ostre pióro dziennikarza ukłuło ego myśliwego i teraz postanowił udowodnić całemu światu, że jego dokonania nie są jedynie wymysłami megalomana.

 Jadąc samochodem do posiadłości, dziennikarz bębnił wesoło palcami po kierownicy. Śpiewał nawet razem z piosenkarzami, których głosy wydobywały się z radia. Był w tak dobrym humorze, nie przeszkadzało mu nawet, że to gówniany pop z RMF FM.

 Kiedy wjechał na posesję, Krasicki już czekał na niego na schodach. Promienie słońca oświetliły jego sylwetkę, nadając mu boski wręcz charakter. Przedsiębiorca był wielki jak szafa. Robak czuł się przy nim jak tania komoda z Ikei. Gospodarz uścisnął dłoń gościa niemal łamiąc mu palce.

 – Społeczne konwenanse sugerują zaproszenie na kawę lub coś mocniejszego – powiedział Krasicki. – Jednak nie osiągnąłbym spektakularnych sukcesów, gdybym się przejmował takimi pierdołami. Zapraszam od razu do galerii myśliwskiej.

 Po krótkim marszu przez obrzydliwe bogaty dom stanęli przed szmaragdowo zielonymi drzwiami, za którymi znajdowała się sala z trofeami.

 – Śmiało – zachęcił Krasicki otwierając drzwi. – Niech się pan nie wstydzi.

 Marek wkroczył, niepewnym krokiem, do królestwa umarłych.

 Były tu chyba wszystkie zwierzęta z czerwonej księgi gatunków zagrożonych: lwy, nosorożce, tygrysy, orangutany, goryle, słonie, hipopotamy, gepardy, zebry, żyrafy, lepilemury, makaki, łuskowce, gibony, kanguroszczurniki, koczkodany, zębiełki, mikruski, tubonosy, gerezanki. Znalazł się nawet adaks pustynny. Nie wiedział, dlaczego zwrócił na niego szczególną uwagę. Pewnie przez imponujące poroże.

 Marek Robak był kompletnie oszołomiony. Nie tylko ilością, ale przede wszystkim bezwstydną nielegalnością eksponatów. Gdyby wydało się, co Krasicki ma w domu, cały świat domagałby się jego głowy (na ścianie). Dziennikarza rozpierała duma, że został obdarzony takim wielkim zaufaniem. Z milionów ludzi na świecie to on został wybrany na świadka myśliwskiego mistrzostwa Krasickiego.

 – Nie uznaje czegoś takiego jak gatunek zagrożony – wyznał Ryszard. – To zwykła selekcja naturalna. Prawo, które istniało na długo zanim człowiek pojawił się na tej planecie. Myśliwi są jedynie instrumentami, działającymi według planu matki natury i nie zamierzam go kwestionować.

 Robak chciał paść na kolana i całować mu stopy. Facet nie boi się mówić tak jak jest! Pieprzyć poprawność polityczną!

 Trofea były imponujące, jednak oczy Marka ciągle wędrowały do żółtych drzwi znajdujących się na końcu galerii.

 – Co znajduje się za tamtymi drzwiami? – zapytał gość nie mogąc opanować dziennikarskiej ciekawości.

 – Jak się pan dowie, co tam jest, będę musiał pana zabić! – odparł wesoło gospodarz.

 Ryszard był doprawdy czarujący. Nic dziwnego, że udało mu się ożenić z czterema kobietami, a z piątą miał teraz postępowanie rozwodowe.

 – Nie pisnę słowa nikomu – zapewnił, puszczając oko, Marek.

 Krasicki bez słowa otwarł drzwi, po czym gestem zaprosił gościa do środka. Robak wszedł do pokoju spowitego ciemnością.

 Światła zapaliły się i jego oczom ukazał się pokój wypełniony czaszkami.

 Ludzkimi czaszkami.

 Wisiały na ścianach patrząc bezmyślnie przed siebie. Tabliczki pod nimi informowały o narodowości, płci oraz rasie nieszczęśników. Wydawało mu się, że jedna z nich ma trzy oczodoły, ale po bliższej inspekcji okazało się, że otwór w czole to dziura po kuli.

 Były tu nawet czaszki dzieci.

 Desperacko doszukiwał się oznak plastikowego prymitywizmu w zawieszonych egzemplarzach. Na próżno.

 Nagle zrozumienie trafiło Marka błyskawicą prosto w mózg. Ryszard robił sobie z niego po prostu jaja! Zapłacił grabarzom, żeby wykopali szczątki z zaniedbanych grobów. Gdzieś czytał, że w ten sposób studenci medycyny zdobywają czaszki do nauki anatomii. Krasicki ma tyle forsy, że mógł zlecić ogołocenie całego cmentarza.

 Zerkał z nadzieją na gospodarza oczekując wybuchu śmiechu, jednak gospodarz nie zamierzał zdejmować śmiertelnie poważnej maski. Psychiczny dyskomfort wrócił ze zdwojoną siłą.

 – Robi się późno – powiedział Marek patrząc na nadgarstek bez zegarka. – Muszę wrócić do żony, na pewno się martwi…

 – Nie jest pan ciekawy, co jest za czerwonymi drzwiami? – zapytał Ryszard ignorując prośbę.

 ‘Ja pierdolę’ – pomyślał Marek. – ‘Kolejne przeklęte drzwi’.

 Nie czekając na odpowiedz przedsiębiorca udał się do piekielnych wrót. Otwarł je szeroko i spojrzał oczekująco na gościa. Dziennikarz, jak zahipnotyzowany, zbliżył się do nich. Podświadomość krzyczała z całych sił, że to pułapka, jednak ciekawość była silniejsza. Nie wspominając o strachu przed tym, co może zrobić myśliwy jeśli usłyszy odmowę.

 Można było torturować Robaka całymi dniami i nocami, ale nie potrafiłby powiedzieć czegokolwiek o pokoju, do którego wszedł. Cała jego uwaga została pochłonięta przez przedmiot leżący w centrum, który Howard Phillips Lovecraft opisałby jako groteskowo bluźnierczy. Coś mówiło mu, że była to czaszka, ale nie należała do żadnego zwierzęcia stąpającego po ziemi. Umysł, domagając się jasnej klasyfikacji, skakał między skojarzeniami. Raz widział w niej płaza, a później ssaka, by po chwili doszukiwać się ptasich cech.

 I tak w kółko, i tak bez końca.

 Poczuł ból głowy tak przenikliwy, wydawało mu się, że pisklę chcę się wydostać na zewnątrz wiercąc dziurę w czole. Zamknął oczy z całych sił, żeby zatrzymać szaloną gonitwę myśli.

 Wielka dłoń Krasickiego wylądowała na ramieniu Robaka.

 – Proszę się nie martwić – powiedział, prawie ze współczuciem, myśliwy. – Czaszka Mi-Go tak działa na ludzi, ale można się przyzwyczaić.

 Dziennikarz nie zamierzał się przyzwyczajać do niczego. Najwyższa pora wiać jak najdalej.

 – Naprawdę muszę już iść – Robakowi kompletnie wyschło w gardle. Język, jak papier ścierny, skrobał mu nieprzyjemnie jamę ustną.

 – Nie będę pana zatrzymywał – zapewnił Krasicki z cieniem uśmiechu na ustach.

 Zataczając się jak pijany szedł przez korytarze. Bogactwo posiadłości nie robiło na nim już najmniejszego wrażenia, a od trofeów zbierało mu się na wymioty. Starał się skupić na ucieczce, ale nie było to łatwe, bo nie mógł zapomnieć tego… tego czegoś. Swoją nadprzyrodzoną ohydą wypchnęło z pamięci nawet czaszki ludzi.

 Kiedy opuścił posiadłość słońce schowało się za chmurami. Najwidoczniej też nie chciało dłużej patrzeć na przeklęty dom. Drżącą ręką szukał kluczy do auta w kieszeni. W końcu je znalazł, ale wyślizgnęły się upadając na żwir. Z przekleństwem na ustach sięgnął po nie i zamarł jak sarna w świetle reflektorów.

 Koła w samochodzie zostały przebite.

 Odwrócił się powoli i zobaczył gospodarza na schodach. Wszystko wyglądało tak, jak podczas przybycia parę godzin temu. Poza jednym szczegółem.

 Teraz myśliwy miał w rękach dwururkę.

 To był ostatni obraz jaki ujrzał w życiu.

 Po życiu oglądał pustymi oczodołami głównie czaszki, które wisiały na przeciwnej ścianie. I czasami Ryszarda Krasickiego oprowadzającego nowego gościa.

Koniec

Komentarze

Witaj, MadPilgrim. :)

Na początek – 7711 znaków to SZORT, a nie opowiadanie, zatem zmień kategorię. :)

Pozdrawiam. :) 

Pecunia non olet

Opowieść jest świetnym horrorem i zastanawia mnie, czemu tak jej nie sklasyfikowałeś. :) 

Warto też dodać kilka tagów i fragment reprezentacyjny. :) 

Zdarzają się powtórzenia, literówki, trzeba także poprawić dialogi, lecz najważniejsze, że całość fabuły trafia do świadomości Czytelników mroczną grozą. :) 

Aż dziw, że nie zechciałeś dopisać czegoś jeszcze i zgłosić opka na trwający właśnie Konkurs. :) 

 

W pewnym momencie podczas lektury przypomniałam sobie oglądany dawno temu żart rysunkowy: na jednym obrazku mąż siedzi w fotelu, spokojnie czyta gazetę, a obok stoi wrzeszcząca na niego, potwornie wyglądająca żona. Na ścianie ponad fotelem – masa imponujących trofeów myśliwskich. :) Mąż ma wyraźnie niezadowoloną minę.

Drugi obrazek prawie identyczny. Brak jedynie krzyczącej żony. Za to na ścianie przybyło jedno trofeum – jej głowa. Mąż czyta gazetę z błogim uśmiechem. :)) 

 

Pozdrawiam serdecznie, klik. :) 

Pecunia non olet

Nowa Fantastyka