Profil użytkownika

Młody fantasta uwięziony w ciele dorosłego inżyniera.

 

Zdjęcie z awatara, wstawione za zgodą autora, pochodzi ze strony fotografa i blogera, Łukasza Kędzierskiego: https://www.lkedzierski.com/


komentarze: 2523, w dziale opowiadań: 1877, opowiadania: 1012

Ostatnie sto komentarzy

Gratulacje dla wszystkich!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Gratulacje!

Edit: gratuluję również Holly uporania się z konkursem w iście ekspresowym tempie!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Dziękuję za wiele pracy włożonej w portal, Irko!

Powodzenia Realucu oraz Ślimaku!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Gratulacje!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Chalbarczyk!

 

Bardzo to pospieszne – trochę taka saga fantasy w 15k znaków.

Zaskoczyłaś mnie (pozytywnie), gdy na scenę wkroczył Archistrateg – myślałem, że wszystko potoczy się już sztampowo.

Przy takiej długości tekstu skróciłaś i spłyciłaś motywację i pragnienia bohaterki. Siły dobra i zła mają swoje domyślne motywacje, ale one z kolei wpadają do tekstu (i wypadają) szybko i niespodziewanie. 

Nie jestem docelowym czytelnikiem tego tekstu, więc nie ma co też brać mojego marudzenia za prawdy objawio

ne ;)

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Ośmiornico!

 

Motyw zabierania duszy w zamian za spełnienie pragnień w skondensowanej, odświeżonej wersji.

Sam konkurs prosi się o takie historie, które literatura przemaglowała już niezliczoną ilość razy, więc biorę na to poprawkę. I tutaj wychodzi naprawdę dobrze – niby od początku, z racji faktu, że przeczytałem tytuł, wiadomo, kto za tym wszystkim stoi, a jednak wprawnie szafujesz motywami działania głównej bohaterki. W zwięzły sposób kreślisz motywacje poszczególnych osób, ukazujesz beznadzieję, którą bohaterka, wydaje się, decyduje zignorować i ostatecznie dokonuje wyboru. To trochę jak zagrać w totolotka, mając świadomość, jak działają loterie.

Lektura może nie odkrywcza i wyrywająca z butów, ale bardzo wiarygodna.

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, SkrytyPanzer!

 

Postawiliście na cyberpunk połączony z piekielnymi wizjami. Można snuć domysły co jest onirycznym przedstawieniem sił diabelskich, a co przedstawieniem komputerowego wirusa z perspektywy hmm… cyborga?

No właśnie – kim tak dokładnie był bohater? Tutaj zabrakło mi trochę światotwórstwa. W tej kwestii poszliście w stronę ograniczenia tłumaczenia świata, jak również tła historii – to wychodzi z kontekstu, aczkolwiek po lekturze pozostaje też niedosyt. Z drugiej strony to nadaje tekstowi dynamikę. No wszystkim nie dogodzisz! ;) Ups… *nie dogodzicie XD

Zakończenie wydaje mi się trochę urwane, aczkolwiek, po zastanowieniu, pasuje, może skłonić do jakiejś refleksji nad żołnierzem tylko wykonującym swoje rozkazy.

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Michael!

 

Masz bardzo fajne otwarcie, jest intrygująco, ładnie językowo, ale później niestety mi nie siadło.

Stawianie gwałtu obok tak lekkiego podejścia zbytnio mi się rozlazło i już nie potrafiłem wejść w klimat. Ale to rzecz bardzo subiektywna, tak po prostu bywa z tekstami humorystycznymi.

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Ambush!

 

Zastanawiam się, czy nie popełniłem błędu nastawienia się na coś innego. Zobaczyłem, kto jest autorką, w tekście występuje cyniczna bohaterka, trochę groteskowy wysłannik piekła, który składa zwyczajową ofertę nie do odrzucenia i wszystko idzie dość lekko (z małym, dwunastoletnim “zgrzytem”), żeby na koniec skręcić w ciężkie tony.

Czy gdybyś publikowała jako anonim, podszedłbym do tego inaczej, bez nastawienia na lżejszy, zabarwiony humorem tekst? Być może. Stąd trudno mi opowiadanie obiektywnie ocenić. 

Samo to “większe zło” opisane z wyczuciem, bez epatowania tanimi emocjami i obrzydliwościami.

Napisane solidnie – dobry konkursowy tekst, choć można dyskutować, czy Zły byłby końcówką taki zaskoczony. Może faktycznie ten od wielkich biznesów nie interesował się takimi sprawami?

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Robercie!

 

Przyjemne.

Technicznie dałoby się to dopracować, albo napisać inaczej, żeby uniknąć chwilowych wytrąceń z rytmu, ale ekspertem od wierszy nie jestem ;)

Bajko-fraszkowe podejście, którego może nie nazwałbym fabułą, ale robi dobrze tekstowi. Widać, że jest tu konkretny zamysł, napisany w spójnej konwencji.

Na plus.

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Bruce!

 

Przejście do lochów skojarzyło mi się z Cylindrolandią – jak widzę, nie tylko mi ;)

Początek był intrygujący. Widać było, że mąż jest opanowany przez jakąś złą siłę, wiadomym było, co jest jej źródłem, ale miałem wrażenie, że to opętanie może wprowadzić ciekawą sytuację konfliktową.

I faktycznie wprowadziło, ale w momencie, gdy zaczęło się wyliczanie i tłumaczenie, tempo i moje zaciekawienie siadły – jest to wszystko z bardzo wprost, przy zbyt dużym natłoku postaci.

Natomiast sam temat przemocy w związkach na przestrzeni wieków trochę mnie uwierał – co rusz z innej strony. Najpierw było na wskroś pro-kobiecy, potem przeszedł na dokładnie przeciwną stronę i aż się wkurzyłem, bo odbierałem go jako mocno polaryzujący w nieszczęsnej wojnie płci, ale potrafiłaś to wszystko wypośrodkować, tak że mam poczucie silnego skłonienia do refleksji. Dobra robota!

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Gratulacje opierzonym i nominowanym!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Freki!

 

Potwierdzam, ja również nie znalazłem humoru ;)

Mamy złego kapłana, który natchnął mocą chłopaka poniewieranego przez ojca. Przemiana wzmocniona działaniem złego – czy on teraz będzie miał jakąś władzę nad Kaiem? To by tłumaczyło, dlaczego chciał zabić ojca – Kai zostanie tylko marionetką, a właściwą władzę będzie sprawował kapłan.

Napisane jest ok, choć język nie powala i można jeszcze nad nim popracować.

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Sajmon!

 

Bardzo fajnie zarysowany klimat. Cała otoczka badań nad odnalezionym szkieletem, historia wiedźmy itd. stawia bohaterów w interesującej sytuacji, gdzie echa dawnych wierzeń otwierają drzwi na fajną, osadzoną w folklorze fantastykę. Masz tendencję do opisywania wielu rzeczy bardzo wprost – dzięki temu tekst jest jasny, ale brak mu subtelności. Przydałoby się więcej "show, don't tell".

Nie mniej jednak czytałem z zainteresowaniem, trochę krzywiłem się, gdy Laura i Szymon zaczęli się że sobą kochać, ale zgrabnie wykorzystałeś motyw snu – jako coś pomiędzy lękiem, a pragnieniem bohaterki.

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Cesare!

 

W takim konkursie musiał pojawić się tekst z Piekłem Sp. z n.b.o., pewnie nawet nie jeden, ale byłem niemal pewny, że to właśnie Ty będziesz jego autorem.

To są imo trudne teksty, bo bazują na podobnym humorze i masie oklepanych motywów. Nie mogę powiedzieć, że wyprowadziłeś tu jakąś świeżość, ale poradziłeś sobie bardzo dobrze. Miałeś konkretny zamysł i doprowadziłeś go sprawnie do końca. No i klimat jest typowo Cezarowokwadratowy – lekki i przyjemny w lekturze. 

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Spieszę wyjaśnić – prowadzenie własnej kancelarii (ale też praca na etacie, B2B z inną kancelarią, etc.) nie stoi w opozycji do wpisania się na listę pełnomocników z urzędu. Tyle tylko, że sprawy z urzędu potrafią być tak nisko opłacane, że człowiekowi się potem nawet nie chce wystawiać faktury, bo za dużo zachodu :P

A to cofam cały zarzut – powinienem się bardziej przyłożyć do research'u, zanim zacznę się wymądrzać XP

 

Zakapiorze,

Myślę, że z Tobą wszystko ok – ja po prostu wolałbym więcej czegoś innego – ot, oczekiwania każdego z nas ;)

 

Teraz dopiero zerknąłem na przedmowę – JPolsky, dałeś się nabrać na pierwotny termin :( faktycznie, gdybyś miał czas, tekst mógłby sporo zyskać 

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, JPolsky!

 

Cała historia ładnie przemyślana, ale bardzo sprawozdawczo napisana. Po lekturze aż sprawdziłem ile Ci brakło do limitu, bo tekst sprawia wrażenie umyślnie skracanego. Unikasz też szczegółów (np. „pewien dobrze znany w półświatku przestępczym gangster”), które pozwoliłyby zbudować klimat i sprawić, że świat zacząłby żyć.

No i takie opowieści o piekle bywają mocno oklepane, z bardzo podobnym humorem, który raz siądzie, raz nie, i jest między tymi dwiema opcjami naprawdę cieniutka granica. U Ciebie mi nie siadło, ale też nie czułem zażenowania.

Nie siedzę w prawniczym światku, ale Pawlak raz jest obrońcą z urzędu, a raz bierze swoje zlecenia, jakby pracował w prywatnej kancelarii. Kilka adwokackich rzeczy mi zgrzytnęło i warto tu przyłożyć się do research’u.

Zatem ogólny zamysł mi się podobał, podprowadziłeś historię do założonego końca i to się chwali, ale przydałoby się więcej życia w bohaterach i świecie.

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Finklo!

 

Słyszałem, że Lucek cały czas udoskonala swój plan, a nawet w jego ramach zaplanował ekspansję na inne planety. Dlatego dołożył kolejnego pomocnika i nazwał go Mózgiem. Tylko skryba diabła okazał się nienajlepszy z ortografii.

Ładnie wyrzucona frustracja, o ile tak mogę to nazwać. Literacko i z elegancją, czego o owych "dżentelmenach" pomiedzieć nie można. No niestety mało to śmeszne :/

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Układasz książki kolorami grzbietów! XD I jest Shantaram

 

 

Zresztą widzę kilka naprawdę dobrych książek!

 

Komin ze smokiem kozacki! A ja na co dzień noszę bardzo podobne okulary XD

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, tu Zlatan. To wszystko prawda, a Krokus ma na imię Mateusz

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Holly, czekam – jestem ciekaw, Twojego wzoru ;)

Realuc, no i +100 do lansu :>

Outta, Zlatan mówi, że ta szata bez niego jest niewarta oglądania. Ja się kompletnie nie zgadzam, ale Zlatan jest Zlatanem ;)

Jim,

Nie masz czasem na imię Wojtek?

Dementuję!

Tarnino, od kiedy noszą nowe szaty cool

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Jeszcze raz dziękuję i wpadam się pochwalić, bo wczoraj przyszła do mnie moja nowa szata cool

 

 

Biegam względnie regularnie, dresik przyda się też na siatkarskie turnieje – mega podziękowania dla organizatorów, w szczególności dla Realuca. Realizacja mojego widzimisię bardzo sprawna! Polecam tego portalowicza!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Teksty muszą pachnieć świeżością jak bułeczki w piekarni o 5.00 rano.

 

Jak dosłownie w kilka komentarzy przeszliśmy z niewinnych roślinek do płonących konarów?

ale gdzie jest napisane, że roślinki mają być niewinne? To wyklucza np. winorośle. I rosiczki.

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

GRUBYMI płonącymi konarami!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

O, gdzieś miałem opowiadanie o pornodrzewach…

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

o które konkretnie momenty ci chodzi?

Przykładowo – jeden komar wypluł z siebie ciało mężczyzny, czyli musi być naprawdę gigantem, a w innej scenie Dart kopie innego komara i ten leci w sufit. To jakie te komary w końcu są? Wielkie, czy leciutkie?

mnie by to zmotywowało do dalszego czytania, to taki trochę hak

Chodzi o balans – zbyt mało informacji irytuje, zbyt dużo tępi ten hak. Każdy z nas ma pewnie inną “tolerancję”.

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Skryty!

 

Istotnie są robale, nawet dużo. Brutalność również, szczególnie w ostatniej scenie. Ciśnie się na usta “a gdzie byli rodzice”. Ojciec był z pewnością w d… dalekich krainach. A gdzie matka?

Nieco zdziwił mnie klimat opowiadania, bo spodziewałem się raczej horroru, a dostałem przygodówkę w robaczywym, dziwnym świecie. To już zmartwienie jurorów, bo mi coś takiego pasowało.

Na początku irytował mnie fakt, że nie znam celu misji, przez co na początku trudno mi było się wciągnąć w opowieść. Do tego te walki i dialogi pachniały kreskówkowym patosem. Końcówka wyszła zdecydowanie lepiej i bardzo sprawnie posplatałeś wszystkie wątki.

W kilku miejscach zawieszenie wiary nie wytrzymało. Parsknąłem też przy:

Komar pochylił głowę, posmutniał.

Posmutniał? XD

Ogólnie opowiadanie odbieram dość pozytywnie, choć nie brakuje mu wad.y

Skojarzył mi się z tekstem Gruszel – Gdzie diabeł mówi “Dzień dobry”.

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Zygfrydzie!

 

Bardzo się cieszę i serdecznie dziękuję – za lekturę, budujący komentarz i TAKa!

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Dziękuję za wyróżnienie, gratuluję Jolce, nad którą od teraz będzie czuwało srogie oko Finkli (i Barda, z tego co widzę – kiedyś mieliśmy łatwiej).

Serdeczne podziękowania kieruję też do wszystkich, którzy nominowali – gracias, Amigos!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Ambush!

 

Wiadomo, że las i smok zawsze będą wygrywały z naszą ludzką codziennością ;) a do śpiewania namawiam – możesz pod prysznicem, możesz przy omywaniu garów, wylegiwaniu się na kanapie, aż w końcu możesz też śpiewać w lesie – kto wie co Cię wtedy spotyka?!

Dziękuję za lekturę, miły komentarz i TAKa!

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Nikodemie!

 

Przyjemna lektura. Całość przygotowana pod końcowy akapit i bardzo fajnie się z nim zgrywa. Początkowo myślałem, że pójdzie to w inną stronę, ale ostatecznie zagrałeś całkiem zgrabnie. Całość utrzymana w lekkiej, nieco absurdalnej konwencji, przez co moje zawieszenie niewiary trzymało się całkiem dobrze. Całość może nie wyrywa z butów, ale to zdecydowanie dobre opowiadanie.

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Irko!

 

Jest też minus – historia trochę się rozmywa i po jakimś czasie pamięta się klimat, ale już niekoniecznie fabułę.

To uwaga z tych, która przynosi ulgę, bo niejednokrotnie czytałem opowiadania i książki, które mnie pochłaniały klimatem, ale po lekturze miałem problem z powiedzeniem o czym to było. Zatem ulga, bo to znaczy, że inni też tak mają… uff!

I chyba nie dałbym rady pisać na dłuższą metę w takim stylu ;) a że książka wydaje się na ten moment ponad moje siły, to nie masz się o co bać XD

Bardzo serdecznie Ci dziękuję za lekturę i przemiły komentarz!

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Witam ponownie, Finklo!

 

Witam również Winnetou! Rozumiem, dlaczego go do mnie przysłałaś ;)

 

 

Witam, Tarnino Ślimaku!

 

Potężna porcja poprawek do wprowadzenia, za którą serdecznie dziękuję! Wprowadziłem zdecydowaną większość i z przykrością przyznaję, że mam potężny problem z domykaniem wtrąceń oraz przecinkami, zwłaszcza przed “czy”. A to dopiero początek moich grzeszków.

Z wyszukanymi przyprawami i słodyczami miał do czynienia ten chłop pańszczyźniany. Już nie mówię o zakupie, ale gdzie miałby je choćby powąchać – na jarmarku w powiatowej mieścinie?

Przechodziło mi to przez myśl, nie ukrywam, i podkolorowałem, bo znane chłopom przyprawy mają zapachy w większości mało zmysłowe. Od siebie też dodam, że często występujący kolor oliwkowy również mógłby być chłopu nieznany. Osobiście wolałbym inne określenie, mając “oliwkowy” za nieco oklepany, ale to właśnie ten odcień jest najbardziej pasujący do opowieści.

 W sumie miałem już dawno zapytać – wszystko ma u Ciebie głowy zamiast łbów, nogi zamiast łap – to świadomy wybór stylistyczny?

Uśmiechnąłem się przy tej uwadze – nie, zdecydowanie to nie jest zabieg stylistyczny, a pewnie fakt, że miałem psa i może “dawał łapę”, ale nie potrafiłbym chyba powiedzieć, że miał “łeb” czy choćby “łebek”. To nawyki nabyte ;)

Wprawdzie różne detale wydają się sugerować XIX wiek, ale mam wrażenie, że chcesz pozostawić opowieść trochę zawieszoną w bezczasie

zawieszenie w bezczasie nie było moją intencją, nawet wrzuciłem XIX wiek do tagów ;) Ale nieco zmieniłem słowa Dęba, bo faktycznie powiedział to w sposób hmm… godny filozofa :P

 

Bardzo dziękuję też za komentarz do tekstu, Twoje wrażenia są mi szczególnie miłe. Niezależnie od ostatecznej decyzji, cieszę się, że sięgniesz po Baśń o wężowym sercu, bo to moja ulubiona książka i serdecznie polecam ją każdemu, kto lubi pięknie napisane teksty. Siłą rzeczy mniej lub bardziej świadomie się nią inspirowałem. W powyższym tekście z pewnością da się też znaleźć inspiracje czerpane z opowiadania Oswoić noc tegoż samego autora.

 

Pozdrawiam i strzepuję śluz z płatków kłaniam się nisko!

Krokus

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, CC!

 

komentarz piszę po przeczytaniu wszystkich tekstów, po ponownej lekturze.

Czekej, czy Ty przeczytałeś wszystkie teksty konkursowe dwukrotnie? To całkiem fajna supermoc, ale nie ma w związku z tym jakichś… efektów ubocznych, że kury nie niosą, albo odpływ pralki się zatyka?

Ale oczywiście musiałeś wszystko schrzanić

Przyznaję się do winy, ale jako okoliczność łagodzącą dodam, że zrobiłem to niechcący ;) no i jeszcze nic straconego – zawsze serdecznie zapraszam pod swoje teksty, jeszcze zdołasz zrównać mnie z ziemią ;)

Fabuła wyszła rzeczywiście baśniowa.

To trochę efekt uboczny – nie taki był pierwotny zamysł, ale wyszło jak wyszło ;)

Bardzo serdecznie dziękuję za wszystko: współorganizację konkursu, docenienie tekstu w konkursie i w kontekście piórka, a ponad wszystko za rozbudowany komentarz!

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Dziękuję! Pierwszy raz wygrywam jakiś krokus na portalu i jest to szalenie miłe! Gratuluję wszystkim wyróżnionym – czytałem te teksty i zdecydowanie zasługują na uwagę. Każdego, kto jeszcze nie czytał – zachęcam do lektury!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Czyli to jest ten moment, w którym wszystko co dało się ustalić polubownie, zostało ustalone i teraz będzie decydowało to, który z jurków ma największy miecz…

Pamiętajcie, żeby w trakcie walki unikać gwałtownych ruchów i schylania się ze zgiętymi plecami, bo oprócz bandaży, będzie jeszcze potrzebny Voltaren.

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, N!

 

Trochę wstyd przyznać, ale nie znam oryginału. To jedna z tych historii, o której wiem, że są, gdzieś tam mignęła w tle, ale nigdy nie podjąłem wyzwania przebrnięcia przez to z pełną świadomością (bo chyba oglądałem film jako dzieciak).

Tutaj fantaści, czyli sporo znajomych nicków, wrzuconych w kontekst, który nie raz, nie dwa, spowodował, że się uśmiechnąłem. I, jak to w fantastach bywa, ciąg scenek, małych skeczy. Natomiast udało Ci się to bardzo fajnie połączyć – jest tu logiczna ciągłość, a do tego każda kolejna scenka niesie ze sobą wyraźny konflikt, który sprawia, że chce się czytać dalej. Domyślam się, że plan wziąłeś z pierwowzoru (tak to przynajmniej przedstawiałeś na nieistniejącym discordzie), ale wplotłeś w to fantastów w sposób, który sprawia, że tego nie widać, to jest dość naturalne.

A do tego Twój nick, który w pewnym momencie brzmi “Niebie”, a potem “Nie” – może jeszcze tu byłby potencjał, na wyciągnięcie z tego jakiegoś żarciku – ale w każdym razie, to dopełnia wrażenie, że miałeś to pod kontrolą.

W ogóle dałem temu tekstowi szansę po dość ciężkim dniu, a po kilku stronach już wiedziałem, że przyjemnie będzie przeczytać do końca.

Dziękuję za bardzo przyjemną rozrywkę!

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Krarze!

 

Na początku nie skumałem, o jakim tekście mówisz w przedmowie, ale szybko sobie przypomniałem – wszak jurkowałem w tamtym krokusie ;) Nawet odkopałem plik z komentarzami, które wrzucałem, ale obiecuję, że swój stary komentarz przeczytam dopiero po napisaniu tego komentarza.

Pamiętałem chłopaka i kurierkę – już wtedy te sceny “zobaczyłem” na tyle sugestywnie, że zapadły mi w pamięć, ale jeśli dobrze kojarzę, byłem delikatnie zagubiony, a tutaj wszystko bez problemu zrozumiałem. Mam wrażenie, że najwięcej zmian jest w drugiej części tekstu.

Pandemiczny klimat wisi nad tekstem, ale u mnie akurat nie budzi złych skojarzeń – to były moje początki na forum, które wspominam z dużym sentymentem.

Przez tekst przeszedłem bardzo płynnie, aczkolwiek na końcu trochę się zawiodłem, bo poczułem, jakby to był pierwszy rozdział czegoś większego, że to dopiero początek. Jestem ciekawy co się wydarzy dalej, bo historia ma potencjał, ruszyłeś kilka wątków o zostawiłeś bardzo otwarte zakończenie.

 

A teraz otwieramy puszkę Pandory stary plik z księżniczkowymi komentarzami…

 

Hmm… Dobrze to pamiętałem XD miałem poczucie zagubienia, które tutaj jest wyprostowane, a całość dobrze się spina. Cóż tu dużo mówić – mogłeś rzucić się na dwukrotnie dłuższy tekst ;)

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, NiKo!

 

A czy krokusy lubią Liśnę? Krągłości i włosy po ciele tańczące? Ujęłoby się je swymi płatkami, prawdaż.

Prawdaż.

 

Bardzom rad, że Tobiesię ;)

 

Dziękuję za lekturę i komentarz!

 

Cześć, Jimie!

 

Pewnie sagę dałoby się ciągnąć jeszcze długo, ale w międzyczasie rozsypała się szata z łusek, toć do konkursu już nie pasowało ;)

Jaroszek z całą pewnością nie był zły do cna, a to co zrobił miało źródło w przeszłości, do której w tekście nie sięgam, bo pewnie w wielu sytuacjach tak właśnie jest – niedobrze jest oceniać kogoś, jeśli się nie przeszło w jego butach choćby metra.

Cieszę się z wrażeń!

 

Dziękuję za lekturę i komentarz!

 

Cześć, Chalbarczyk!

 

Aż sam się musiałem zastanowić o jakim tekście piszesz, wszak wiele wody upłynęło odkąd “Dziadyga…” ukazał się na łamach portalu. I faktycznie tam również swoją rolę odegrały wilki, a ponad wszystko siła natury. Podziwiam za pamięć!

Bardzo mi miło czytać takie opinie!

 

Dziękuję za lekturę i komentarz!

 

Pozdrówka!

 

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Caern!

 

Trafiłeś na nieczułego czytelnika, który nie jest fanem Lema (albo po prostu za mało go czytał). Ale abstrahując od tego…

Ogólnie ciekawe spojrzenie na konsekwencje relatywistyki, podbudowane chociażby językiem. To dobry zabieg, mocno ugruntowany, z którym w sumie trudno mi polemizować.

Światotwórstwo jest takie mimochodem. Uznaję to za solidny plus tekstu, jak również… hmm… “niepewny” minus. Unikasz wykładania faktów na talerz, starasz się je podrzucać kawałek po kawałku, co jest bardzo dobre w zamyśle i pozwala stopniowo odkrywać realia, a jednocześnie pozostawia mnie z nutą niepewności, czy na pewno wszystko zrozumiałem.

Nie mniej jednak to bardzo dobrze napisane opowiadanie, doceniam jako osoba nieobeznana z SF.

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Realuc!

 

Ej, na początku dodawałeś obrazki… A teraz “Przeczytane”, jeszcze z tą złowróżbną kropką na końcu…

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Jolko,

W Twoim wypadku najpierw przyszedł Bard, czyli lożanin, który wprost napisał, że będzie nominował w rzeczonym przez Ślimaka tajnym wątku. Po nim przyszła Finkla, która w trakcie lektury już wiedziała, że tekst jest nominowany, więc dała Ci znać, jaki będzie jej głos. W podsumowaniu Ślimaka zobaczysz swój tekst w nominacjach loży z dopiskiem, kto nominował. A z Finklą, cóż… No oby się nie rozmyśliła ;)

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Oj, przepraszam Ślimaku – jako rasowy inżynier przeszedłem do liczb, olewając wstęp XD tak mi coś nie pasowało, że mógłbyś walnąć taką pomyłkę ;)

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Holly!

 

No to jak? Nie umie rozróżnić słów, a imię już tak? Przecież imię to też słowo.

W późniejszym fragmencie sam używam “słów” w kontekście pieśni, ale też zaznaczając, że gdy śpiewane od serca, słowa nie mają znaczenia. To miała być właśnie magia pieśni

Awww, sweet :)

Masz na imię Kalina? ;)

Kogo uciszają, skoro chłopi milczą?

chłopi uciszają swoje żony ;) to zdanie można różnie rozumieć – przemyślę je jeszcze

Hm. Zastanawiam się, w jaki sposób Jaroszek rzucał lub usuwał klątwy? Czy wszystko było dziełem przypadku?

Potrafił to robić – wspominałem o jego zdolnościach we fragmencie, gdy Gniewko spędza u niego zimę. Choć tam były ledwie magiczne sztuczki, a nie klątwy – też do przemyślenia.

 

Wiele innych rzeczy pozmieniałem, serdecznie dziękuję za łapankę!

 

Godna pochwały i pozazdroszczenia jest znajomość dziewiętnastowiecznych realiów i dopasowania do nich stylu.

Nie będzie fałszywej skromności w tym, że nie czuję się wcale jakoś mocno obeznany, a wszystko wzięło się z przeczytanych książek, najbardziej z mojej ukochanej “Baśni o wężowym sercu”.

Bardzo się cieszę, że się podobało, w sumie o warstwę fabularną trochę się bałem, ale widzę, że akurat Tobie siadło ;)

Dziękuję za lekturę, komentarz i nominację!

 

Cześć, Jolko!

 

Chciałem ten finał poprowadzić nieco inaczej – to może nie nowość, że cięższą karą może być zostawienie kogoś z jego winą, ale w kontekście baśni miałem nadzieję, że zaskoczy – cieszę się zatem z Twoich wrażeń.

Bardzo mi miło, że się podobało!

Dziękuję za lekturę, komentarz i nominację (aż mi się nie chce wierzyć, że pierwszy raz to robisz ;) tym bardziej mi miło!)!

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Skryty,

Tak to bywa z grafikiem ;) wyrobionym marcowym będziesz jak wyrobisz normę – po prostu czytaj opka opublikowane w dniu Twojego dyżuru i będzie ok. W każdym razie dziękuję za dyżurną nominację ;)

 

Reg,

O, miło Cię znów tu widzieć, tym bardziej że przynosisz bardzo radosne dla mnie wieści – serdecznie dziękuję!

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Doppelcesare!

 

Z żalem przyznaję, że nie odgadłbym, że to Ty. Z jednej strony jest absurdalnie, ale jakoś jednak inaczej.

Wyszło w sumie takie lekkie bizarro, tylko zamiast ekskrementów mamy otyłość ;)

Podobnie jak narrator, ja również toczę tę walkę i piątkowy wieczór jest od tego, żeby przegrywać. Szkoda. Chociaż może to i lepiej?

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Skryty, cieszę się, że dotarłeś!

 

Ja nigdy w całości nie wchłonąłem “Gwiezdnego pyłu”, gdzieś mi się tam fragmentami przewijał i od dobrych pary lat się zbieram, żeby to nadrobić – teraz dałeś mi dodatkową motywację ;)

Wow

Wow, że “wow” ;)

 

Dziękuję za lekturę, komentarz i nominację!

 

PS. A pozwolę sobie spytać, czy Ty jesteś wyrobionym lutowym dyżurnym?

 

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Ambush!

 

Coś dużo ostatnio na portalu czytam rzeczy inspirowanych mitologią ;) Nie przeszkadza mi to – tutaj nawet zajrzałem do spisu 12 prac Asterixa Herkulesa Heraklesa.

Sprytnie sobie poczynał, choć nie zawsze tak, jak by chciał. Ale dzięki temu uśmiechnąłem się tu i tam. Mi się w sumie bardziej podobał “Darmowy transport dla latawców”, ale tu też bym klikał!

 

Pozdrówka

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Gratuluję wszystkim wyróżnionym!

Żałuję, że trochę przegapiłem ten konkurs, bo teksty czyta się naprawdę przyjemnie! Jeszcze na pewno zostawię kilka słów pod kilkoma.

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Bardzie!

 

Cieszę się, widząc, że kryzys osobowości zostawiłeś w tyle, albo przynajmniej na boku. ;)

Spodziewałem się, że to tekst nie dla Ciebie, toteż niespecjalnie dziwi mnie, że męczył Cię sposób rozmowy – znam już mniej więcej Twoje upodobania. 

jakoś bardziej mnie interesował los Jaroszka

Pewnie dlatego pomysł na zakończenie uznałeś za ciekawy – wszak przeżył :D

I na pewno duży plus za ciekawe podejście do hasła konkursowego

Nagrody są w dechę, to się starałem! Tylko jurków (poza jednym, podwójnym) coś nie widać…

 

Dzięki za lekturę i komentarz!

 

Cześć, Skryty!

 

 

Proszę bardzo!

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

owiedział wtedy słowa, których nigdy nie zapomnę i które nadały mu wątpliwej sławy

Ugh. Jeżu Borowy!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Ananke!

 

Gra o tron w Układzie Słonecznym. Podobało mi się. Trochę jazdy bez trzymanki, picia nie tych musów, co trzeba – dobre podejście do tematu zabawnego opka, bo gdzie jest szansa, że coś pójdzie nie tak, jest miejsce na sytuacyjne żarty… i dałaś radę.

Spaghetti, cóż… chyba będę na nie patrzył już trochę inaczej. Szczęście, że niedawno było, więc trochę czasu minie, zanim znowu upichcę.

Teraz tak patrzę na tytuł i faktycznie próbowałaś podszywać się pod Doppelcesare. Myślę, że całkiem udanie ;)

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Skryty!

 

Takie skrzyżowanie “Samych swoich” z Wędrowyczem i “Weselem”. W każdym razie jest jazda bez trzymanki od początku do końca. W ogóle jestem pod wrażeniem, ile wydarzeń zmieściłeś w 20k znaków. Początkowo bałem się też, że będzie to seria słabo powiązanych ze sobą scenek, ale sprawnie wszystko połączyłeś.

Może nie jest to mój humor, ale rozmachu odmówić Ci nie mogę ;)

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Holly!

 

No powiem Ci, że humor momentami ryzykowny, ale granicy nie przekroczyłaś ;) na początku bałem się, że wyjdzie naiwna bajeczka, ale złamałaś to właśnie żartami i to się dobrze skomponowało. 

Nie wiem, czy wiesz, ale legenda głosi, że gdy Uniwersytet Wrocławski ukończy dziewica, to szermierz z fontanny uniesie swą szpadę. Tak tylko mówię, żeby smoki we Wrocławiu nie szukały…

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Ślimaku!

 

Zaczynam żałować, że trochę przegapiłem ten konkurs, bo okazuje się świetnym remedium na moją niemoc czytelniczą.

Stylem tekst skojarzył mi się z “Wigilią u Pana Zmierzchu”, stąd raczę twierdzić, że dałbym radę zgadnąć, że jesteś autorem ;)

Humor się przewija, może bez parskania, ale utrzymuje lekki poziom konwencji z nutą absurdu. A że do tego bardzo porządnie, po ślimakowatemu napisane, toteż wychodzę usatysfakcjonowany.

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Krarze!

 

jeżeli opublikować anonimowo, to i tak sporo forumowiczów domyśliłoby się autora

Bardzo dziękuję – nigdy jakoś nie zastanawiałem się nad tym jak chciałbym pisać, a takie teksty “wychodzą same”. Choć warto też próbować sił w innych konwencjach ;)

nieco przejaskrawione, z kolei to, co zło nazywa złem jest tajemnicze i kuszące (i robi wrażenie kogoś/czegoś, kto służy lasowi właśnie, lub siłom wyższym, w każdym razie nie ludziom, przez co musi budzić lęk).

Przyznaję się do przejaskrawienia, ale też świetnie ująłeś całokształt.

Końcówka dosyć otwarta, niespieszna, co nie do końca pasuje mi do baśni

Bardzo słuszna uwaga, o czym wcześniej nie pomyślałem

Świetny tekst, masa radości z czytania, łezka, że tak szybko się kończy.

Bardzo serdecznie dziękuję za rozbudowaną opinię i cieszę się z wrażeń! To zawsze przyjemne, kiedy czytelnicy wyciągają z tekstu to, co chciałem przekazać w mniej lub bardziej zawoalowany sposób.

No i oczywiście dziękuję za nominację!

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Bardzie!

 

Na cwaniaka czytam sobie teksty z Fun-tastyki, gdzie już wiem kto jest autorem/autorką. I myślę, że gdyby nie to, nie odgadłbym, że jesteś odpowiedzialny za ten tekst. Przede wszystkim dlatego, że nie wykorzystałeś limitu pod korek XD

Złodziejopko to pomysł, za który sam bym się brał w takim kontekście – wszędzie tam, gdzie wszystko musi pójść perfekcyjnie, jest wiele przestrzeni na sytuacyjne żarty. Fajnie to wykorzystałeś.

Jest w tekście kilka rzeczy, które można wygładzić, ale ogólnie bardzo przyjemne opowiadanie. 5-metrowy elf zrobił robotę ;)

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Marzanie!

 

No i już wiem skąd się wziął niedźwiedź. W zasadzie 3 części składają się w jeden tekst – wydarzenia następują jedno po drugim, a nawet warto by było pewne rzeczy doprecyzować, jak to sam przyznałeś pod pierwszą Żabą.

Całość kojarzy mi się z cyklem Mortki o Kociołku i jego drużynie. A to pozytywne skojarzenie ;)

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Marzanie!

 

A więc tu zaczyna się saga…

Lekko i przyjemnie, mimo latających tu i tam flaków, czaszek, czy innych mózgów.

Żaba zaskoczyła. Początkowo myślałem, że może Ortek jest tą żabą, bo taką też minę zrobił na początku. Ogólnie to może nie jest nowa koncepcja, ale ładnie wpleciona w tekst.

Trochę byłem zdziwiony rozmiarem powozu do przewiezienia żaby – przydałby się jej solidny wóz na 4 kołach. Rozmiar eskorty też symboliczny, choć dopiero co umknęli napaści – to da się poskładać do kupy.

Jak czas pozwoli, sięgnę jeszcze po część drugą ;)

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Ambush!

 

Ocenię już bez perspektywy konkursu, na jaki tekst powstał, w dodatku jako cwaniaczek, który już wie, kim jest autorka ;)

Tekst ma Twój sznyt, a dwie panie, które próbowały ubrać Purpurinę na wyprawę skojarzyły mi się z dwiema paniami, które szyły suknie w Twoim opowiadaniu na konkurs karnawałowy (chyba).

Przyjęłaś konwencję, że o masakrowaniu ludzi piszesz w sposób lekki, do cna absurdalny – to ma prawo się nie udać. Czy mi to przeszkadzało? Taka konwencja – najważniejsze, że jest spójnie od początku do końca.

Nie jest to tekst, przy którym można parsknąć śmiechem, bardziej zbiór pojedynczych żartów w absurdalnej osnowie. Czytało się całkiem przyjemnie.

EDIT: na koniec w sumie nie wiedziałem, skąd miała taką pewność, że przeżyje i będzie musiała wracać, ale wtedy mój wzrok znów padł na tytuł – chyba wszystko jasne ;)

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Gochaw!

 

Owszem, tak może wyglądać miłość, czy jej hmm… równoważnik? Nie wiem, czy to dobre słowo. Ogólnie należałoby się zastanowić, co jest miłością, a co nie.

Widzę dyskusję powyżej na temat konkursu o miłości – wbrew pozorom, mogłoby wyjść całkiem fajnie ;) Na romanse wiele osób ma uczulenie, ale dobrze przedstawiony ma szanse trafić do niejednego serduszka ;)

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Jimie!

 

Początek trochę rozwleczony, a mało istotny – przerzuciłem sobie na Kindle’a i na koniec pierwszej sceny pokazało mi 40%.

Bohater przez większość tekstu wydawał się działać wbrew logice, ale wszystko naprostowałeś na sam koniec – ciekawy twist. Co teraz z Feliną? Każe ją sprowadzić do siebie?

W ogóle starożytny Rzym to bardzo wdzięczny temat, szczególnie w połączeniu z mitami – wykorzystałeś to w dobry, satysfakcjonujący sposób. Pewnie nie wszystko jest według kanonów mitologicznych, ale masz bardzo wyraźne nawiązania, co może skłaniać do samodzielnych eksploracji tematu.

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Gratulacje!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Meksico!

 

Ahrun wiedział, że mogą. Mają prawo zatrzymać każdego do czasu, aż uznają za stosowne go wypuścić. Przewodnicząca rady miała swoich popleczników, którzy przyklepią każdą jej decyzję. Ahrun zszedł z miejsca

Dwukrotnie zjadło “t”.

 

SF to nie mój gatunek, a tutaj wprowadziłeś wiele takich elementów. Nie zgubiłem się, przedstawiłeś je w sposób jasny. Nie było tu nic, czego w sf byśmy wcześniej nie uświadczyli, ale potem wleciał końcowy twist.

Ciekawe rozwiązanie, wprowadzające trochę weirdu do tekstu, ale jest trochę pospieszne – sądząc po godzinie publikacji, chyba trochę gonił Cię czas. To olśnienie przyszło nagle, bez wcześniejszych zapowiedzi (albo ja ich nie wyłapałem). Zresztą będąc pod koniec tekstu zastanawiałem się, jak to rozwiążesz, bo zostało już tylko kilka akapitów. Zabieg ten oceniam dobrze, jeśli chodzi o pomysł, ale moim zdaniem zabrakło mu trochę miejsca na wykrzesanie pełnego potencjału.

Ogólnie bardzo fajny tekst, starannie napisany. Wyłapałem jeszcze dwie usterki w wersji, którą zrzuciłem wieczorem na kindle’a, ale widzę, że są już poprawione ;)

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Fanthomasie!

 

Zabawiłeś się ze mną i ostatecznie zostawiasz i trochę rozczarowanego, i uśmiechniętego, kiwającego głową z uznaniem.

Jest tu kilka niedopowiedzeń, które wiodą nas do końca, a motyw szaty fajnie oddany.

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Finklo!

 

Mit po finklowemu – a dlaczego by nie? Trochę w klimacie “Mitologii nordyckiej” Gaimana. Jest bardzo wyraźnie wyjaśnione skąd co się wzięło, może i są jakieś półprawdy w kwestii prawdziwej mitologii, ale to chyba wciąż trzyma się kupy.

Humor w stylu współczesnych bajek – dziecko się uśmiechnie, ale dorosły trochę bardziej ;)

 

Pozdrówka!

 

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Zakapiorze!

 

Lekkie science-fiction, chyba czegoś takiego jeszcze nie czytałem.

Pomysłowo rozwiązałeś kwestię światotwórczą – wstawki z encyklopedii na bieżąco wyjaśniały aspekty świata, same w sobie ewidentnie będące zszargane jedynym słusznym światopoglądem. Może nie był to zabieg najbardziej subtelny, ale skuteczny.

Sama historia w prosta, ale opowiedziana przyjemnie, z humorem, który może nie sprawił, że parskałem śmiechem, ale utrzymywał konwencję na stałym poziomie. A dzięki konwencji można spokojnie przymknąć oko na uproszczenia i nielogiczności, które tu i tam się wkradły.

Tekst, przy którym przyjemnie spędziłem czas.

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Zakapiorze!

 

Nie wiem, czy ta nieprzyjemna to wciąż erotyka ;) ale łapię o co chodziło – dziękuję za komplement, lekturę i komentarz!

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Część, Adexx!

 

Bardzo się cieszę z wrażeń! Dziękuję za lekturę i komentarz!

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Finklo!

 

Inspiracja słusznie zauważona – w “Baśni o wężowym sercu” jest Sława i Mruk, którymi rzecz jasna się inspirowałem, ale czerpałem również z Oswoić noc tego samego autora, bo, cóż tu gadać, jest moim ulubionym.

Element szaty bardzo wyraźny, myślę, że ten tekst może sporo zdziałać w konkursie.

a to zobaczymy, bo przecie jurki też ludzie i swoje gusta mają. Ale nie przeczę, że na dobre miejsce liczę, bo nagrody niczego sobie!

 

Dziękuję za lekturę i komentarz!

 

Cześć, Cezary^2

 

Dobrze Cię tu widzieć, szczególnie w tak stylowym wdzianku!

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Reg!

 

Poprawki wprowadzone, serdecznie dziękuję!

Bardzo mi miło, że się podobało! I tak, czasem lepiej nie opisywać wszystkiego, niektóre rzeczy dzieją się tylko na oczach krokusów i niech tak zostanie ;)

 

Serdecznie dziękuję za lekturę, komentarz i klika!

 

Cześć, Misiu!

 

Zażartowałem z tymi smokami ;) wszak wiadomo, że każdy miłośnik fantasy smoki uwielbiać musi ;) ale to prawda, że są integralną częścią powyższego tekstu i żadną brzytwą bym ich nie usunął.

Bardzo się cieszę, że przepłynąłeś, a pieśni dały radę Cię unieść!

 

Dziękuję za lekturę, komentarz i klika!

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Bruce!

 

Serdecznie dziękuję za sugestie techniczne – wprowadziłem ;)

Cieszę się z odbioru, jak również z tego, że udało się zaskoczyć na koniec.

Serdecznie dziękuję za lekturę, komentarz i podwójnego klika!

 

Cześć, MGZ!

 

Również dziękuję za technikalia – wprowadziłem. Przeczytałem o “póki co” i aż wstyd mi lica spłonił. Fe! Już nie będę!

Również bardzo się cieszę z odbioru tekstu. Bardzo lubię tego typu klimaty, więc cieszę się, że udało się zabrać Cię w magiczny las ;)

Trochę boli brak kary dla złoczyńcy, przydałby się chociaż jakiś samosąd ;)

Rozumiem, ale właśnie tego chciałem uniknąć – może odezwały się moje podskórne pokłady idealizmu ;)

Edytka: Dlaczego pieśni smocze?

Liśna i Kalina mają sporo ze smoków, a na pewno z gadów. Są jakimś stadium pomiędzy człowiekiem a smokiem, ale nie precyzowałem dokładnie. To mogło nie wybrzmieć dostatecznie w opisach pełzania gniewoszy i żmij po ciele Liśny.

Serdecznie dziękuję za lekturę, komentarz i klika!

 

Pozdrówka

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Marzanie!

 

Zaryzykowałem lekturę – widziałem, że to część trzecia i bałem się, że zwyczajnie nie ogarnę.

Ogarnąłem.

Nie wszystko, ale na tyle, żeby wyjść zadowolonym z lektury.

Nie rozumiem nawiązań do samej żaby i stąd też nie wiem, dlaczego tytułem jest “Żaba”. Podejrzewam, że drugą rzeczą, która jest wyjaśniona w poprzednich częściach jest niedźwiedź i jego obecność w drużynie.

Ale dość marudzenia. Całość jest fajnym złodziejskim tekstem, coś w klimacie konkursu “Honor wśród złodziei”. Bardzo fajnie rozpocząłeś – bez bawienia się w tłumaczenia co i jak, tylko od razu do akcji. Utrzymałeś to tempo do końca, nudy nie było.

Trochę skakałeś z narracją – jest pierwszoosobowa z różnych perspektyw, a do tego jeszcze trzecioosobowa, też z perspektywą konkretnego bohatera. Dałem radę się w tym odnaleźć, więc dramatu nie ma, ale te przeskoki między pierwszą, a trzecią osobą bym wyrzucił i postawił na pierwszą osobą – moim zdaniem dałbyś radę. Z drugiej strony, poszedłeś w tym temacie odważnie i nie poległeś, za co też plus.

Sama konwencja lekka, przygodowa, humor może nie powalił, ale pasował do ogółu.

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Marzanie

 

Nie wiem jak odpowiedzieć, bo czytać takie komentarze jest bardzo miło ;) tym bardziej, że 

Felerów nie znalazłem.

Cieszę się z takiego odbioru, szczególnie że na niektórych wymienionych przez Ciebie aspektach bardzo mi zależało.

Dziękuję za komentarz, lekturę i klika!

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Chalbarczyk!

 

Masz baśniowy klimat, który lubię, miejscami trochę cukierkowy (co lubię trochę mniej), co jest uzasadnione, ale nagle ciach! Rozszarpane gardło! To był dość duży przeskok.

Rzuciło mi się też kilka nielogiczności do wygładzenia, jak np. kupiec, który niby utknął, niby nie, a podczas walki ze szklanymi mrówkami najpierw idą na walkę wręcz, a potem zaczynają strzelać z kusz – powinno być na odwrót.

Fabularnie odkąd Wanda zbratała się z dziewczynami, było czuć, co się święci, ale w ramach baśniowej konwencji miało to swoje uzasadnienie.

Natomiast światotwórczo dostaliśmy bardzo mały wycinek świata, który aż prosi się o rozszerzenie – szklane mrówki i mechaniczne gryfy – czuję, że mógłbym się polubić z taką kreacją. W tej kwestii wychodzę z niedosytem.

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Bruce!

 

Tekst, który gdybym przeczytał bez informacji o autorce, mógłbym Ci bez problemów przypisać. Zło ukazane z dystansem, optymistyczne zakończenie i dialogi z lekko absurdalną, ale jednak przyjemną nutą.

Sama konkursowa szata to taki szwajcarski scyzoryk wśród szat ;) całkiem spora gama możliwości. Wokół niego tekst się kręci, więc myślę, że jurki powinni popatrzeć na to przychylnym wzrokiem.

Na początku trochę się zwiesiłem, zastanawiając się kim są bohaterowie, bo padło stwierdzenie „spasione szczury Rudego z pałkami” i zastanawiałem się, czy czasem nie są to bohaterowie w stylu Motomyszy z Marsa, i czy Czesio też czasem nie jest uczłowieczonym zwierzęciem. Ale później wszystko się wyjaśniło :)

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Bardzie!

 

Bórlingi, część 2.

Nie jestem obiektywny, ale udało Ci się stworzyć sequel, który nie wymaga przeczytania pierwowzoru – szacun, bo to trudna rzecz.

Operujesz trochę stereotypowym podejściem, ale dzięki temu budujesz klimat totalnego zadupia, gdzie funkcjonuje, jakby nie patrzeć, zorganizowana grupa przestępcza, o małym zasięgu, ale strasznie pokręconych możliwościach XD

Nie podobała mi się, jak również uważam ją za zbędną, scena rozmowy Pawła i Aleksa z czasu przed wyruszeniem na poszukiwanie Jacka. Lepsze napięcie i klimat zrobiła by rozmowa przy stole, nad herbatą parującą w literatce w wiklinowym koszyczku.

Od strony technicznej poleciłbym popracować nad dynamicznymi scenami. Masz tam całe akapity, które są wypełnione zdaniami „Paweł to. Andrzej to. Paweł tamto. Andrzej siamto”. To cholernie trudna rzecz, szczególnie, w chwili konfrontacji w zwarciu, ale dobre wykonanie takiego fragmentu dodaje sporo punktów uznania, które czytelnik wykorzystuje na pakiety przymykania oczu na inne potknięcia ;)

Natomiast najbardziej podobało mi się wykorzystanie domu Burlinga jako czegoś złego, do czego historia zmierza. Wiemy, że musimy się tam w końcu znaleźć, że będzie tam źle, a na pewno nie znajdziemy Jacka, ale proces dotarcia tam jest wysoce satysfakcjonujący, stopniowy, co dobrze buduje napięcie.

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, HollyHell!

 

Po lekturze pierwsze pytanie, jakie mi się nasuwa, to czy Czarny Kot dalej działa, czy Ty, podobnie jak ja, żyjesz Wrocławiem sprzed 10 lat? To była knajpa końca studiów/początków pracy, obok jeszcze Felicita i wiem tylko tyle, że odwiedzaliśmy zawsze oba te kluby, a ja nigdy nie wiedziałem który jest który – taki byłem szczęśliwy…

Tekst bardzo na plus. Ciąg zdarzeń bardzo prawdopodobny, potrafiłem zrozumieć bohaterkę i to co się z nią dzieje.

W ogóle bohaterka to mocny punkt tekstu. Nie powiem, żebym ją jakoś polubił, wręcz kilka jej zachowań na początku mnie odrzucila, ale chciałem śledzić jej poczynania. Była bardzo daleka od ideału, a jednocześnie potrafiłem wczuć się w jej skórę – dobra robota!

No i część psychologiczna – jak niewiele czasem trzeba, żeby zupełnie zmienić człowieka. Ujęłaś to względnie subtelnie, bez rzucania wnioskami w twarz. Gdybym miał marudzić, to stwierdziłbym, że musiałaby się trochę lepiej kryć – tego aspektu nie uwzględniłaś, a przecież we Wrocławiu monitoring jest prawie wszędzie i gdyby było trzeba, odpowiednie służby mogłyby dojść do Marty poprzez np. jej ubranie i to, skąd przyszła. Wybaczam ze względu na limit, bo byłaś już załadowana pod korek.

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Jolko!

 

Przed lekturą przeczytałem „Dziewczynę” – nie pamiętam, czy w szkole zdarzyło mi się przerabiać, a wiersz faktycznie dobry – nawet ja, na liryce się nie znający, potrafiłem docenić ;)

I czytając zaraz potem Twój tekst, miałem trochę deja vu, bo dostałem rozszerzenie i interpretację wiersza. To jest ok, choć przyznam, że spodziewałem się czegoś innego.

Zaczęłaś z wysokiego C, bo wstęp mnie kupił – lubię wejścia w tego typu klimaty. Potem ten poziom trochę falował. Kilka razy jeszcze weszłaś wysoko, ale też kilka razy zgrzytnęły mi  zbyt bezpośrednie stwierdzenia, które burzyły oniryczny klimat tekstu.

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

po zmianie bohaterów na ludzi powstałaby powieść realistyczna, czego raczej nie dałoby się zrobić w przypadku utworu fantasy.

w fantasy to jest niemożliwe. Nigdy żaden pisarz fantasy nie zamienił człowieka na smoka, nie zamienił człowieka na wilkołaka. Nigdy żaden pisarz fantasy nie pisał o quasiśredniowiecznym świecie, przedstawiając w nim problemy aktualne – ten gatunek pisarzy jest po prostu do tego niezdolny. No i magia – to zawsze jest głupiutka magia i pożywka dla dzieci.

 

Konkludując – lubisz SF, nie lubisz fantasy – to jest OK. Napisałeś elaborat, że jedno jest lepsze od drugiego, przy czym fantasy traktujesz bardzo powierzchownie – quasiśredniowieczny świat, smoki i magia – takie podejście już nie jest OK. Corinn świetnie Ci odpowiedział, pokazując jak to może wyglądać z drugiej strony.

Smuci mnie wciąż, że ludzie nie akceptują, że każdy z nas jest inny i lubi inne rzeczy. O tym nie pisał nigdy żaden pisarz SF?

Przepraszam, ale ode mnie bez odbioru, bo ani ja nie przekonam Ciebie, ani Ty mnie – jesteśmy w końcu w internecie.

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

No to ja zacznę: a będzie przedłużenie terminu?

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Zygfrydzie!

 

Gratuluję w pełni zasłużonego piórka, w dodatku bez nawet jednego NIEta!

Opowiadanie jest nie tylko znakomicie skonstruowane, ale też przemyślane. Na początku złapałeś mnie na fałszywej pewności, że już wiem o co chodzi, ale później mąciłeś i mąciłeś, a mi oczy otwierały się szerzej i raz po raz stwierdzałem, że to zdrowo poj… pokręcona akcja.

Złapałem kilka zgrzytów, ale to drobnostki, które rozpłynęły się w całości. Ja średnio przepadam za horrorami, ale ten trafia do mojej topki nie tylko gatunku, ale też ogólnie tekstów tegorocznych.

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Finklo!

 

Syzyf po Finklowemu, więc musiało być lekkie pióro, humor i dobrze pomyślany sens tekstu. Nie znam się, ale to pewnie nie bizzarro, ale czy mi to przeszkadza? Ani trochę!

Cóż, zdziwił się Syzyf, kibicowałem mu szczerze, ale jak ktoś tyle lat siedzi w jednej robocie…

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Nowa Fantastyka