Cześć, Holly!
No to jak? Nie umie rozróżnić słów, a imię już tak? Przecież imię to też słowo.
W późniejszym fragmencie sam używam “słów” w kontekście pieśni, ale też zaznaczając, że gdy śpiewane od serca, słowa nie mają znaczenia. To miała być właśnie magia pieśni
Awww, sweet :)
Masz na imię Kalina? ;)
Kogo uciszają, skoro chłopi milczą?
chłopi uciszają swoje żony ;) to zdanie można różnie rozumieć – przemyślę je jeszcze
Hm. Zastanawiam się, w jaki sposób Jaroszek rzucał lub usuwał klątwy? Czy wszystko było dziełem przypadku?
Potrafił to robić – wspominałem o jego zdolnościach we fragmencie, gdy Gniewko spędza u niego zimę. Choć tam były ledwie magiczne sztuczki, a nie klątwy – też do przemyślenia.
Wiele innych rzeczy pozmieniałem, serdecznie dziękuję za łapankę!
Godna pochwały i pozazdroszczenia jest znajomość dziewiętnastowiecznych realiów i dopasowania do nich stylu.
Nie będzie fałszywej skromności w tym, że nie czuję się wcale jakoś mocno obeznany, a wszystko wzięło się z przeczytanych książek, najbardziej z mojej ukochanej “Baśni o wężowym sercu”.
Bardzo się cieszę, że się podobało, w sumie o warstwę fabularną trochę się bałem, ale widzę, że akurat Tobie siadło ;)
Dziękuję za lekturę, komentarz i nominację!
Cześć, Jolko!
Chciałem ten finał poprowadzić nieco inaczej – to może nie nowość, że cięższą karą może być zostawienie kogoś z jego winą, ale w kontekście baśni miałem nadzieję, że zaskoczy – cieszę się zatem z Twoich wrażeń.
Bardzo mi miło, że się podobało!
Dziękuję za lekturę, komentarz i nominację (aż mi się nie chce wierzyć, że pierwszy raz to robisz ;) tym bardziej mi miło!)!
Pozdrówka!
Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.