Profil użytkownika

Górnik, podróżnik, strzelec sportowy, miłośnik filmów o zombie, bez wzajemności zakochany w starych motocyklach. Nałogowy czytacz wszystkiego, co wypuści Komuda, Gołkowski i Noczkin. Ceni dobry absurdalny, a najlepiej czarny humor i niebanalne plot-twisty. Samozwańczy ekspert od broni palnej i materiałów wybuchowych.

 

Chętnie betuję zombie, zarazy, kataklizmy i tym podobne. Obyczajówek, nastrojówek i wszelkich lawstory nie trawię :].

 

Audiowersje moich tekstów w fenomenalnym wykonaniu Marek-Sen:

https://www.youtube.com/@mareksen

 

 

 

 


komentarze: 870, w dziale opowiadań: 719, opowiadania: 225

Ostatnie sto komentarzy

Cześć,

 

Dawno nie czytałem na portalu czegoś równie dobrego. Opowiadanie ma świetny pomysł – choć można dostrzec inspiracje „A.I.” Spielberga i „Łowcą androidów”, historia została poprowadzona w nieco innym kierunku. W kilku momentach naprawdę chwyciło mnie za serducho ;] – scena z nożem, spokój i rezygnacja Mileny, sztos . Pod względem technicznym nie mam się do czego przyczepić – tekst czyta się bardzo płynnie i nie złapałem żadnego babola.

Ale może nawet nie szukałem ich zbyt uważnie, bo historia mnie mocno wciągnęła ;].

 

Gratuluję bardzo dobrego opowiadania. Klik się należy jak mało komu ;].

 

pozdro

M.

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć,

 

Kto jest bez flowa, niech pierwszy rzuci notatnikiem :D. Fajny pomysł, ale imho trochę za wcześnie zdradziłeś o co chodzi :P. Początek mocno wkręcający, też myślałem że będzie o jakimś erośku, czy tam innym narkosie. Super operujesz niedopowiedzeniami. Spokojnie mogłeś podkręcić jeszcze temat i zachować puentę do samej końcówki. Mam trochę niedosyt, jak przy lekko spalonym dowcipie ;]. Ale nadal jestem mucho entertained XD.

 

 

 

Z łapanki tylko jedno: 

kiedy Myszka zadzwoniła i powiedziała, że nie chce na urodziny kolejnego opowiadania, tylko iść na lodowisko. I poszedłem, tylko gwizdnęli mi laptopa z tej cholernej szafki, która się ledwo zamykała. Nie pamiętam, co się dalej działo, ale Misię odwiozła do domu policja,

Myszkę?

 

 

Pozdro

M.

 

 

 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć,

 

Jako byłemu emigrantowi, którenemu ze Slunzakamy, Kaszejbamy i Gurulami niejeden dżob w Jukeju zrobił, sie mie łezka w oku zakręciła ze wzruszenia :D. Doobre, panie, dobre. 

Trochę Expanse, trochę Sybirpunk, ale raczej w kategoriach inspiracji, niż kalki. Fabuła prosta, ale opowiedziana z ciekawej perspektywy. 

Jedno, co mi się nie zgrało, to że Ziemniak był wiotki, a Marsjanie przysadziści. Ciążenie na Marsie jest mniejsze niż na Ziemi, więc na moje oko powinno być odwrotnie. 

 

Przeczytałem z przyjemnością. 

 

Pozdro

M. 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć,

 

Potem szybko wyczyściłam się od środka tą ściereczką od ciebie. Tą kolorową, miłą w dotyku. Ja tak bardzo lubię tę chusteczkę, że noszę ją wszędzie, a czasami nigdzie.

 

To w końcu ściereczka, czy chusteczka ? ;] 

 

 

Ubrudziałam się bardzo, ich słowa kleiły się do nóg i głowy przede wszystkim. Brzydkie słowa, ostre słowa. Niedopowiedziane, fałszywe, skomplikowane słowa.

Dalej masz ubrudziałam, zamiast ubrudziłam. Poza tym kiksem, cały akapit na plus :D. 

 

Poczekajmy aż tamten wysoki się nachleje, a ten gruby wkurzy.

Wcześniej kobieta mężczyzna, a teraz wysoki gruby?  Coś mi się tutaj nie sztymuje ;]. No, chyba że para z wcześniejszego akapitu obserwuje teraz rozmowę kogoś innego. 

 

Fabularnie ciekawe :D. Kiedyś mi ktoś napisał pod moim tekstem, że był swoisty. Tutaj chyba też takie określenie pasuje. Tak mało pytań, tak dużo odpowiedzi… czy jakoś tak ;]. Magia prestydygitatorska, a poza tym nie fantastyki nie re-re. Chyba, że kobieta i mężczyzna są np. aniołami, które oglądają sobie świat i od czasu do czasu zostają pobrudzone słowami? Tak to sobie tłumaczę :D. 

 

Pozdro

M.

 

 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Reg,

 

Nie, Morderco, znów będziesz zdumiony, ale tak się składa, że połać, tak jak opuszka, jest rodzaju żeńskiego – ta połać;) 

Akurat tutaj nie będę zdumiony, bo już mi to tłumaczyłaś :D. Pięć lat minęło jak jeden dzień, a ja dalej pamiętam naszą rozmowę przy komentowaniu mojego opowiadania: 

Kowal. Szabla Marszałka 

 

 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Bardziej chodziło mi o sam moment przejścia, gdy ktoś umiera to w zasadzie nie wiemy, co się z nim dzieje,

Ok, to na to nie wpadłem ;]. Widać, że bardzo ambitnie podeszłaś do ćwiczenia techniki show– not tell. I generalnie wszystko jest jasno pokazane za pomocą symboli – nitka skojarzyła mi się z Mojrami z mitologii greckiej, które tkały ją dla każdego człowieka i przecinały z chwilą jego śmierci. Dziewczynka ma nitkę zawiązaną na ręce i zacieśnia supeł, kiedy chce sobie coś przypomnieć. 

Żeby poczuć motyw śmierci zabrakło mi chyba gdzieś małej wzmianki o ostateczności, nieuchronności albo coś w tym stylu.

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć,

 

Ścieżka prowadząca przez las była wąska i porośnięta długą trawą, jakby od dawna nikt tędy nie przechodził.

Trawa zwykle jest wysoka, chyba że to jakiś specjalny gatunek? 

 

Na jednej siedział nieruchomo ptak o czarnych piórach z chłodnym połyskiem, podobnym do światła uwięzionego w nocy.

Podwójny podmiot w zdaniu sprawia, że niepotrzebnie się tu utyka. Ja bym rozbił na dwa osobne:

 

Na jednej siedział nieruchomo czarny ptak. Jego pióra błyszczały chłodno, jak światło uwięzione w mroku. 

 

 

Dotyk miał przypominać coś ważnego, choć pamięć nie potrafiła nadać temu kształtu.

Ładne zdanie :]. 

 

 

Kroki nabrały gniewnego tempa, chcąc ruchem zmusić świat do odpowiedzi

A tu przekombinowane upodmiotowienie kroków. 

 

Ulice traciły sens, zakręty prowadziły w miejsca, które wyglądały znajomo, ale nigdy nie dawały wyjścia.

Nie rozumiem sensu zdania :/ 

 

Dopiero po chwili zwróciła uwagę, że coś w nich było dziwnego.

 

Lila zamarła, zawiesiła wzrok dalej niż sięgała zabudowa, próbując odnaleźć właściwy kierunek.

Tu też przekombinowane. Czy chodziło, o to że skupiła wzrok na czymś, co było dalej niż sięgała zabudowa? 

 

Oczom ukazały się pojedyncze drzewa, potem kolejne, aż w końcu dotychczasowe otoczenie zupełnie zmieniło wygląd.

Niepotrzebne, szkoda rytmu ;]. 

 

Pośrodku stał ogromny dąb, stary i rozłożysty, z szeroko rozciągniętą koroną rzucającą cień na przestrzeń dookoła.

Tu też. Tylko ewentualnie można zmienić szyk zdania: 

Pośrodku stał ogromny stary dąb z rozłożystą koroną rzucającą szeroki cień. 

 

Z mały zgrzytków – nazywanie kruka zwierzęciem.  Z logicznego punktu widzenia, to oczywiście prawda, ale pierwsze skojarzenie jest z jakimś czworonogiem – ssakiem lub gadem. W tekście nie widzę zbyt dużo powtórzeń słowa ptak, więc można by było to spokojnie zamienić. 

 

Jeśli chodzi o warsztatówki, to poza listą powyżej, nie widzę nic więcej. Bardzo płynnie się czytało :]. Pewnie Reg zaraz Ci zrobi tu masakrę przecinkowo-fleksyjną, ale dla mnie jest ok :D. 

 

Fabularnie – bardzo fajny początek, dobre rozwinięcie, ale w końcówce zabrakło puenty. Na tyle, ile zrozumiałem, to mamy do czynienia z jakąś formą portalu, który przenosi do onirycznego miasteczka, z którego nie ma wyjścia. Przewodnikiem po tej i tamtej stronie jest kruk. Dla świata realnego jest czarny, a dla drugiej strony lustra  biały, tak? Motyw z krukiem – przewodnikiem jest zrozumiały i znany chociażby z mitologii nordyckiej – Odyn-kruk. 

Nie rozumiem tylko, po co matka idzie z córką do tego lasu. Czy to jest rodzaj testu, albo może ofiary? 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Agroeling

 

Gramatycznie się nie zgadza, tak jak jest np. Cmentarz Zasłużonych Wielkopolan (to niedaleko mnie), albo Cmentarzysko połamanych, pokiereszowanych bloków.. Nie może być cmentarzysko po czymś czy po kimś.

 

Teraz rozumiem :] . Dogadaliśmy się jak dwaj nie-poloniści :D. Zmieniam na: 

 

Drapieżca popędził przez zwały cegieł, góry połamanego betonu, przez cmentarzysko bloków z wielkiej płyty.

 

Kiedy się okazało, że cel jest chłopcem, to lepiej byłoby pisać o nim już jako o chłopcu. Pamiętaj, ze czytelnikami Twojego tekstu nie są inni Drapieżcy, a inni… po prostu czytelnicy.

O, ale dalej pokazujemy świat z perspektywy Drapieżcy. Myślę, że Czytelnik się połapie ;].

 

 

 

Reg

 

Krakoskim targiem proponuję tak:

O świcie pierwsze promienie słoneczne rozświetliły połać brunatnej trawy. Obmyły złocistym światłem poczerniałe kikuty drzew. Wplotły palce w kłujące ostowate gałązki krzewów.

 

I konsekwentnie w poprzednich akapitach określam ten teren jako połać brunatnej trawy. 

 

Ech, jak mi nie gra ta połać ;].  To powinno być to połacie, czyli powierzchnia dachu pokryta łatami, na którą kładzie się to poszycie,  czyli blachę lub dachówki. 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Reg

 

W parkach mamy zazwyczaj kępy drzew i krzewów rozdzielane trawnikami.

Proponuję: O świcie pierwsze promienie słoneczne rozświetliły to, co kiedyś było trawnikiem

OK, tylko już widzę oczyma wyobraźni mej nieograniczonej, jak się tu zaraz zjawi jakiś Kapitan Maruda – Niszczyciel Dobrej Zabawy i zapyta: 

Jak to kiedyś było trawnikiem, to czym jest teraz?  ;]

 

A jakby tak: 

O świcie pierwsze promienie słoneczne rozświetliły porośnięty perzyną trawnik spalonego parku. 

Nie za dużo grzybków? 

 

 

Cześć, Agroeling

 

“…przez cmentarzysko po blokach z wielkiej płyty”. “Cmentarzysko” w dopełniaczu powinno być.

Przyznam szczerze, że mi zabiłeś ćwieka ;]. Dlaczego w dopełniaczu, a nie w bierniku? 

 

 

I mam zagwozdkę z tym Celem. Dziwne, że nikt tego w komentarzach nie podniósł. Piszesz go z dużej litery, choć przecież to nie imię.

Tak, to jest kwestia sporna. Od czasu do czasu się pojawiają nawet zażarte dyskusje po różnymi opowiadaniami, czy tak można i wypada :D. Jedni piszą, że tak nie wolno, bo to nie imię, ani nazwa własna. Inni powołują się na “personifikację”, albo że jest to przezwisko lub przydomek. Ja jestem zwolennikiem tej drugie opcji. Dla Drapieżcy [ tez z wielkiej litery], cel stał się Celem, gdy zobaczył w nim chłopca zamiast obiektu operacyjnego. Tak to uzasadniam :].

 

Można do sprawy podejść też, tak jak w tym starym memie :

 

Ale może zagmatwanie to tłumaczę…

A może, to ja zagmatwanie rozumiem :D ? 

 

 

bruce

 

On stał się kimś (a nie – czymś!) innym.

Dziękuję Ci, Honoratko! :D Po prostu przybiłaś gwoździa, którego ja nie umiałem. Dokładnie o to mi chodziło. 

Impulsem do takiego przedstawienia sprawy był filmik z tujuba, przedstawiający tzw pranki. Młodzi żołnierze, a może bardziej kadeci, bo wyglądali na nastolatków, są właśnie prankowani najczęściej przez rodzeństwo. Gdy taki żołnierz wraca na przepustkę do domu i zdarzy mu się zasnąć na kanapie albo na fotelu w salonie, to młody podchodzi cichutko z komórką, przykłada do ucha śpiącemu i na cały regulator puszcza dźwięk trąbki sygnałowej. Wtedy żołnierz zrywa się na równe nogi, większość po prostu wyskakuje w górę jak sprężyna i jeszcze w locie “staje” na baczność i dopiero po chwili dociera do niego , gdzie jest. Oczywiście śmiechu co niemiara, ale ja miałem dość smutne przemyślenia po tych filmikach. Jeśli takiego nastolatka, bo to zwykle byli bardzo młodzi ludzie, można zwarunkować do tego stopnia, że nawet wyrwany ze snu od razu reaguje instynktownie na bodziec, to co się będzie działo, gdy argumentacja bioinżynieryjna wejdzie nam w życie na pełną skalę? 

 

 Według mnie na tym polega przesłanie opka. :) OGROMNE i wielopłaszczyznowe przesłanie!

Oj, powiem szczerze, że zaczerwieniłem się po same uszy ;D. Aż takich aspiracji to nie miałem, ale dzięki :D. 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć Reg,

 

Nawet nie wiesz jak szeroko się uśmiechnąłem, kiedy zobaczyłem charakterystyczny styl Twojego komentarza korekcyjnego :D ! Brakowało mi tego. 

Serdecznie dziękuję za poświęcony czas i jak zwykle skrupulatną korektę. W czasie Twojej pracy już poprawiłem część błędów, wskazanych przez innych komentujących. Pozwolę sobie skomentować kilka uwag: 

 Opuszka jest rodzaju żeńskiego, więc: Opuszka wskazującego palca dotknęła na wpół spalonego przekaźnika

O_o – jak by mi to ktoś inny napisał, to bym nie uwierzył. Zawsze mi się wydawało, że to je ten. :] 

 

 

Podniósł dłonie do oczu i przyjrzał się im w blasku zachodzącego słońca. → Kilka zdań wcześniej napisałeś: Niebo pociemniało, a z łuny zachodu został tylko wąziutki pas jaśniejszego granatu. Zaraz miał zapaść zmrok. ->…więc skąd tu nagle blask zachodzącego słońca?

Tak, tutaj JolkaK już mi zwróciła uwagę. Przeredagowałem chwilkę przed Twoim wpisem. 

 

po tym, jak ostatni potrącone gałązki nie znieruchomiały. → …po tym, jak ostatnie potrącone gałązki znieruchomiały.

Tutaj też za jej radą przeredagowałem cały fragment:

Patrzył, dopóki nie zniknął między rachitycznymi zaroślami. Patrzył, aż ostatnie gałązki przestały się poruszać.

Mam nadzieję, że brzmi bardziej naturalnie. 

 

O świcie pierwsze promienie słoneczne rozświetliły polanę. → Czy tam na pewno była polana?

Tu przyznam, że nie wiem co odpowiedzieć. Jak inaczej nazwać “łąkę” w parku, okoloną spalonymi kikutami drzew oraz odrastającymi zaroślami? Nie mam pomysłu na inne określenie :/ 

 

Cóż, Morderco, w zasadzie bez entuzjazmu czytam podobne opowiadania, ale musze przyznać, że tę historię opowiedziałeś w sposób szalenie malowniczy, a lektura nie była przykrością. :)

Dziękuję, i tym bardziej doceniam :) . Naprawdę brakowało mi pozytywnego vibe tego forum. Za długo tu nie zaglądałem. 

 

 

Finklo,

 

A to jest standard po bitwie?

Po jednej może nie, ale po kliku, kilkunastu albo całej kampanii żołnierz, jak każde narzędzie się zużywa.  

 

 

OK, czasami strzelanie przed zadawaniem pytań może mieć sens, ale i tak wydaje mi się, że lepiej, jeśli żołnierz rozróżnia między groźnym wrogiem a starym trupem.

A do tego najlepiej, żebyśmy wszyscy młodzi, zdrowi i bogaci byli :P. A co jak się nie da rozróżnić, albo sytuacja jest tak dynamiczna, że nie ma na to czasu? 

 

 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Ok, a to że on taki poharatany, bez kurtki, w bliznach nie sugeruje, tak chociaż trochę ? ;]

 

I będę się upierać, że żołnierzowi może się przydać wiedza, do którego celu strzelać najpierw.

Żołnierzom stojącym na warcie nawet w czasie pokoju mówi się “ lepiej, żeby cię dziesięciu sądziło, niż czterech niosło”.

Poza tym tutaj nie było dylematu – do którego? Był tylko jeden, bardzo słabo rozpoznany, w ciemności, na terenie , na którym wcześniej usłyszano strzał i wykryto sygnaturę cieplną. Teraz tego nie można zweryfikować, bo nasz wojak nie ma już podczerwieni. Ja bym na jego miejscu zaatakował. Najpierw wyeliminował potencjalne zagrożenie, wykorzystując element zaskoczenia, a dopiero potem dozbierał resztę danych i się zastanawiał czy było warto. W takie sytuacji mogą decydować ułamki sekund. Równie dobrze wróg mógł sobie w tej jamie spać, albo po porostu się ukrywać. 

 

Tak trochę, jak na polowaniu – jak nie wiesz czy to dzik, czy rowerzysta to strzelaj, bo skąd wiadomo , że dziki nie potrafią jeździć na rowerach :D.  

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Finklo

 

Tak, pod warunkiem, że prawidłowo działa. To tak, jak ze sztuczną inteligencją – jeżeli ma za mało danych [ uszkodzone czujniki “skorupy”] i / lub zasoby obliczeniowe są mocno ograniczone [wyczerpanie i zużycie niekonserwowanego przez lata systemu, dodatkowo zapchanego przez dane], AI zaczyna lecieć po linii najmniejszego oporu. Wykonuje podstawowe dyrektywy, nie przejmując się szczegółami i niuansami.

Można to zaobserwować podczas próby zadania trudnego pytania np. Gemini AI na mocno obciążonym sprzęcie. Jeśli proces będzie trwał za długo, to program wypełni sobie luki na oko, bo podstawowym priorytetem jest szybkość odpowiedzi, a nie jej dokładność.

Dla żołnierza, zwłaszcza szturmowca działającego na linii frontu każdy, kto nie jest swój, jest wrogiem. Najpierw strzelaj, potem pytaj. Nie potrzeba mu więcej. 

Ma to sens ;] ?

 

 

JolkaK,

 

 

Podniósł dłonie do oczu i przyjrzał się im w blasku zachodzącego słońca.

Nie wiem, czy dobrze widać, ale słońce jakby wraca, czasowo się to nie zgadza, zwłaszcza że akcja idzie jednak do przodu, mijają minuty, pojawia się mrok, nocne powietrze, a tu nagle  blask. Czytając miałam wrażenie, że coś mi tu nie gra, bo wyobraźnia podpowiadała ciemności, a tu oślepia mnie jeszcze słońce. 

O jaaa, teraz widzę :D . Rzeczywiście wtopa. Zaraz ogarnę . 

Dzięki :D 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć JolkaK

 

Trochę jest niekonsekwencji – mamy zachód słońca, potem nocne powietrze, a potem bohater ogląda coś w promieniach zachodzącego słońca – generalnie noc przeplata się ze zmierzchem i słońcem. Trzeba by przejrzeć pod tym kątem.

 

Hmm? Nie widzę, ale może źle patrzę :D. Któryś konkretny fragment nie zagrał, czy po prostu jest tego za dużo?

 

Ale drapieżca nie zamierzał spać. Mrok należał do niego. To też wiedział.

Wywaliłabym ostatnie zdanie.  To tylko sugestia, bo to żaden błąd, jedynie myślę, że zdanie jest niepotrzebne. 

Masz raję – nic nie wnosi, a brzmi tak chłopko-rostropko. Tnę ;].

 

 

Patrzył jeszcze długo po tym, jak ostatni potrącone gałązki nie znieruchomiały.

To nie jest dobre zdanie. 

W tekście mi nie wybiło, ale jak zwróciłaś uwagę , to rzeczywiście nie brzmi najlepiej. Poprawię. 

 

Bardzo dobry początek, tworzy fajną atmosferę, dobrze wprowadza w nieznany świat. 

Super :D. Cieszę się, że przypadło do gustu. Dziękuję serdecznie za uwagi. Biorę się za korektę. 

 

 

 

Cześć Finklo,

 

Do luftu taki żołnierz – zawiesił się na ścianie (w dwóch znaczeniach), zgubił właściwie bez przyczyny ważną część ekwipunku, jeśli nie wręcz siebie, nie potrafi odróżnić groźnego wroga od starej mumii, porzucił broń i wygląda na tego partyzanta, który kryje się w lesie dwadzieścia lat po wojnie.

No właśnie taki, co nie zauważył, że się wojna skończyła. Trochę jak ci japońscy żołnierze, których znajdowano po jeszcze kilkadziesiąt lat po wojnie. W łachmanach, chorzy i wychudzeni, ale prawie zawsze z dokładnie wyczyszczoną i w pełni sprawną bronią. 

Z tą starą mumią chodziło mi o to, że dalej jest niebezpieczny, ale działa zupełnie na oślep. Gdy sygnał jest mocny, to atakuje bez namysłu i robi to, co głos mu nakazuje. Dopiero w ostatniej scenie się sprzeciwia i tak naprawdę zaczyna myśleć samodzielnie. Chciałem go pokazać jako takie brutalne, ale zepsute narzędzie. Ech, szkoda że to nie wybrzmiało :/ .

 

Odnoszę wrażenie, że tak bardzo chciałeś wzruszać emocjami, aż ucierpiała logika.

Miałem pomysł na klamrę opartą na dzieciństwie – pokój dziecięcy w pierwszej scenie i chłopiec w ostatniej. Uczuć miało nie być za dużo, przynajmniej poza tymi scenami, ale chyba mi się za bardzo rozlało. 

 

Niczym nuta wybita dziecięcą rączką, uderzającą w zabawkowy bębenek.

Nie znam się, ale czy na bębenku wybija się nuty? Bo mnie się wydaje, że raczej rytm.

Racja. Zmienię na ton. 

 

Niczym ton wybity dziecięcą rączką, uderzającą w zabawkowy bębenek. 

 

 

Ok, wiem na co zwrócić uwagę następnym razem :D. Teraz biorę się za poprawianie baboli.

 

Dzięki serdeczne za pomoc 

 

 

 

 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć,

 

Wrześniem ubiegłego roku tu dołączyłem i od razu wrzuciłem kiedyś pewną 100k-znakową cegłę. Nikt nie przeczytał tego poza Robertem Raksem i połowicznie przez reg.

Kto z nas nigdy nie wrzucił cegły na forum, niech pierwszy rzuci… cegłą? :P

 

Tekst celowo bez bety świadom ryzyka i ewentualnej łapanki.

Sam musiałem się z tym tekstem zmierzyć.

I dobrze. Do odważnych świat należy :]!

 

którzy zjechali tedy na zimowanie do twierdzy, rzucali jej wrogie spojrzenia,

Anachronizm, czy literówka?

 

 wynosząc drobne ciało przykryte zakrwawionym płótnem

A ona nie była postawna? 

 

monecie w sakiewce dumać zaledwie w ostateczności.

Ok, tu na 100% jest anachronizm. Imho w narracji nie pasuje, od biedy mogłoby iść w dialogu, jako maniera postaci.

 

Nawet Gryfy, wiedźmini w magii najlepiej szkolone,

 Szkoleni? Tylko inwersja w tym miejscu zupełnie nie pasuje. Niepotrzebnie próbujesz wplatać staropolski styl. 

 

– Wsadź se w rzyć te swoje iskierki! Gówno ci dadzą, jak ci zaraz gnaty połamię! 

Tutaj pasuje bez pudła :].

 

-Nieźle, młody.

dywiz

 

Tyle z łapanki ;]. Generalnie czytało się łatwo i przyjemnie. Jedynie te anachronizmy w narracji wydają mi się nie na miejscu. W dialogach jak najbardziej pasują. To, co mi zgrzytnęło, to niektóre przekombinowane zdania, np. w pierwszym akapicie, gdzie natłok różnorakich informacji, odnoszących się do niepowiązanych aspektów tekstu, powoduje, że Czytelnikowi ciężko jest się nie zgubić, a przede wszystkim – zapamiętać, o czym był… he he – tak to trochę brzmi :P. Proponuję krócej, a dosadniej. 

 

Sama historia, jak rozumiem, ma być wstępem do dłuższej fabuły. Jak na razie jest ciekawie. Zakolejkuję sobie następne i zobaczę co będzie dalej ;]. 

 

Pozdro

M.

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Czyli nick to jednak droczenie się z użytkownikami, bo skoro ten kawałek poruszył, to jednak “Morderca” ma serce ;)

Prawdziwy morderca nie ma serca. Prawdziwy morderca ma… pompę paliwową ;D 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć,

Przedpiśćcy solidnie skomentowali, więc pozostaje mi tylko pogratulować :D. Paradoks Fermiego na plus, Apollo 11 również, budyń na początku wywołał u mnie WTF, ale po chwili: a właściwie, to czemu nie? 

Całość kojarzyła mi się z Autostopem przez galaktykę, potem trochę z szortem netflixa z serii Miłość, śmierć i roboty / Gdy zapanował jogurt, a przy scenie, gdy Armstrong, Buzz i Colins przelatują na ciemną stronę miałem nadzieję na trochę Iron sky, ale w sumie dobrze, że tego ostatniego nie było. 

Warsztatowo jest ogarnięte. Widać, że Reg była, ale chyba się dużo nie napracowała :D. Z detali lekko zgrzytnął mi tylko otwierający dialog :

– Bardzo dziękuję, panie profesorze, za ten fascynujący wykład o architekturze wszechświata. – Ewa spojrzała w kamerę numer jeden, posyłając widzom wyćwiczony uśmiech.

W słuchawce zabrzmiał głos realizatora:

– Kończ to, Ewka. Dwie minuty do zejścia.

Ja bym napisał bez inwersji:

– Panie profesorze, dziękuję bardzo za ten…

– Ewka, kończ to… 

Imho brzmi naturalniej, ale to subiektywne :D.

 

Poza tym fajny pomysł na historię i bardzo sprawne wykonanie. Przeczytałem z przyjemnością :D. 

 

pozdro

M.

 

 

 

 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć,

 

To jest jedno z tych bardzo niewielu opowiadań, o których nie wiem co napisać. Nie wiem, dlatego, że nie umiem pisać o uczuciach. Opis syna zajmującego się matką po prostu rozwalił mnie na kawałki. Musiałem zrobić sobie przerwę w czytaniu i odejść od kompa na kilka minut. A najlepsze jest to, że napisałaś te sceny bez jednego fajerwerku, bez efekciarstwa, bez ozdobników. Bardzo prosta, stonowana narracja. To nie jest poziom forumowy, to się powinno wydać i to dla szerokiej publiki. 

 

Romain patrzył na Juliet i myślał o tym, że przez wiele sobót siedzieli w tym samym barze, rozdzieleni tylko przez dwa metry powietrza i tysiące nieistotnych myśli.

zdanie – perełka, zostanie ze mną na długo

 

Dzięki za to opowiadanie. 

 

M.

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć, Robercie

 

Czytanie dośc mocno mnie zmęczyło, zdania są potężnie obwarowane epitetami (bardzo dobrymi swoją drogą), co niestety utrudnia przebrnięcie. Wada to duża, ale nie skreślająca.

Tak, zgadzam się. Jestem świadom tej wady i staram się ją kontrolować za pomocą Brzytwy Ockhama, ale tu mi się chyba trochę stępiła ;]. Miałem w przeszłości tendencję do piętrowych epitetów i, kiedy się nie pilnuję, to stare nawyki wracają. Dzięki za zwrócenie uwagi :D. 

 

Zakończenie troszkę zagmatwane, i jakby nieco okrojone (czyżby ramy objętościowe wydawnictwa podcięły Ci skrzydła?), choć śmiem twierdzić, iż przesłanie zrozumiałem.

Tak, limit był ciasny, ale nie to było powodem. Zakończenie napisałem pod siebie, tzn. tak, jak sam lubię przeczytać w czyimś opowiadaniu – trochę niedopowiedzenia, trochę spekulacji, za to beż żadnej łopatologii. Po prostu nie mam cierpliwości do holliłudzkich heppi endów :D. 

 

Czuję przemożną chęć do napisania pewnej krótkiej formy. Gdy ją opublikuję, dodam na wstępie adnotację o inspiracji Twoim tekstem. Oczywiście niczego nie zerżnę, jednak format i klimat będą bliźniacze. Nie będziesz miał nic przeciwko? :D

Łooo Panie, ależ rżnij na zdrowie! XD To forum cierpi na chroniczny brak postapków i każde, nawet najkrótsze opowiadanko jest na wagę złota. Jak skończysz to upraszam się o PW z linkiem, na 100% przeczytam. Jeśli potrzebna beta, to też się zgłaszam. 

 

 

Cześć tlok303

 

nie grałem w cyberpunka, bo ten klimat mi nie podchodzi :/

Ja też nie :D. Dużo bardziej podchodzą mi filmy, książki i komiksy z tego gatunku. Akurat ta gra, nie mój dżem. 

 

Jestem w obozie przeciwników rozpoczynania akapitów Drapieżcą i ten moment odpuszczenia Celowi też mnie zastanowił, co to się podziało. 

Ok, notuję :]. Na razie jest mocna przewaga sceptyków akapitowej anafory ;D. Warto było sprawdzić jak to zostanie odebrane, ale chyba nie warto ciągnąć tego na siłę. 

Co do zakończenia, to się zgadzam, że jednak za dużo akcyjniaka, a za mało realizmu psychologicznego.

Wartościowe uwagi. Dzięki :].

 

 

Cześć OldGuard

 

Co się na pewno rzuca w oczy to fakt, że praktycznie każdy nowy akapit zaczynasz od “drapieżca”. Staje się to szybko monotonne i przewidywalne. 

Ok, przyjmuję bez uwag ;]. 

 

Tę konwencję psuję jednak trochę nierówny styl – czasami jest to mocno metaforyczny, wręcz nimi przeładowany, innym razem oszczędny w słowach. Wybijało mnie to z rytmu. Być może taki jest zamysł, bo ścierasz tutaj cyborga/żołnierza z protokołem w głowie z jego bardziej ludzką stroną, i te dwa style mają to jakoś oddawać, ale w moim odczuciu nie do końca to zagrało.

Tak, taki był plan – długo i sentymentalnie, z akcentami wybitymi krótko i dosadnie. Kiedyś opanuję tę technikę. Na razie jeszcze sobie nie do końca radzę z proporcjami, a zwłaszcza z przejściem między jednym typem narracji a drugim. Dzięki za zwrócenie na to uwagi.

 

Wszystko jest bardzo fajne i wszystko już w sumie było :) Nie jest to problem sam w sobie, bo przecież wszyscy lubimy to, co już znamy.

Wszyscy jesteśmy inżynierami Mamoniami XD. 

 

Tu nie trafiłam jednak na nic takiego, co sprawiłoby, że tekst wybiłby się ponad znane schematy i zaproponował w nich coś nowego.

Za swoje grzechy przyjmuję. Poza akapitami nie wpadłem tu na nic szczególnie odkrywczego, ale zawsze powtarzam, że ja to nieaspirujący jestem :D.

 

 

Cześć melendur88

 

Akruat jestem po serialu Fallout, cybera prowadziłem/grałem więc siadłem z zaciekawianiem.

O jaa, ale bym sobie bachnął sesyjkę fabularnego cybera, nie za długą taką :D. Jedna z tych rzeczy, które mnie w życiu ominęły. Kilka razy byłem widzem, jak znajomi grali w akademiku, ale nigdy sam nie uczestniczyłem. Może kiedyś, na emeryturze …

 

Ewidetnie nawiązanie, możesz dać taga fallout :) 

Nie chcę zabijać w Tobie oczarowania falloutem, ale motyw różnego rodzaju “mózgo-wszczepów” jest w s-f tak oklepany jak laserowe pistolety. 

Ale w fellka grałem i lubiałem. Zwłaszcza 1,2 i BOS Tactics. 

 

 

 

Patrzył, dopóki nie zniknął pomiędzy rachitycznymi zaroślami.

Po co rachityczne?

 

Może po prostu powykręcane? Pamiętam, że Gemini ai kiedyś mi to podpowiadał, jak mi sprawdzał tekst pod kątem błędów. 

Rachityczne i powykręcane to nie to samo. Skarlałe, chore, atroficzne – to są dosadne polskie  epitety ;] . Gemini jest hamerykancki i się nie zna :D. 

 

Za mało po prostu tego :) Ale być może, ja nie do końca kupuje inwersyjnych zabiegów i takich melancholicznych w Cyberze? Nie wiem. 

Ok, biorę to na klatę. Takich typowych akcyjniaków napisałem już kilka. Tym razem chciałem iść trochę ambitniej i zobaczyć co mi z tego wyjdzie. Nie chcę jeszcze klepać opowiadań od jednej sztancy. Mogę sobie pozwolić na szukanie innych dróg i próbowanie nowych rzeczy. 

 

Z przyjemnością czytnę coś dłuższego u ciebie z tych klimatów. 

Mamy umowę :D.

 

pozdro

M.

 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

 

burce,

Cel się poddał. On pierwszy opuścił broń. Drapieżca byłby skończonym draniem, gdyby to wykorzystał. Oczywiście mógłby, wszak zwyrodnialców i bestii nie brakuje. Tu jednak mówimy o resztkach człowieczeństwa, bo to o nich traktuje opko i to całkiem inna bajka. :) 

Dosłownie przed chwilą czytałem Twojego drabbla o Ameneh Bahrami i jak umiejętnie opisałaś, jak ważnym jest, żeby nie poddawać się i pozostać człowiekiem. Nadajemy na tych samych falach :D

 

Robercie,

Przyznaję, że koncept z akapitami jest udziwniony, ale bardzo chciałem coś takiego napisać. Napisałem i mam z głowy :D. Raczej nie będę stosował w przyszłości, bo tak naprawdę nie ma on wartości dodanej. 

Dziękuję serdecznie za klika :D. To już czwarty do brydża. 

 

 

Pozdro

M. 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Morderco, jak widać, czytając mój tekst nie byłeś wkurzony. :)

Zdecydowanie! Mój zapach oscylował wokół zaciekawienia z lekką nutką dociekliwości ;D

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć,

 

Z łapanki mam tylko dwóch kandydatów

 

Tęskniła za przyjaciółmi wpadających bez zapowiedzi,

wpadającymi

 

Wzdrygnęła się, kiedy naga gałąź drzewa zgrzytnęła

Tautologia imho – sama gałąź by wystarczyła. 

 

Jeśli chodzi o resztę, to jaaaa :D. Ale fajnie zbudowany klimat! Mokra, szara, dżdżysta, ciemna jesień pokazana tak sugestywnie, że aż się robi zimno. Do tego poprowadziłaś narrację bardzo umiejętnie – dużo szczegółów, a wcale nie ma poczucia infodumpów, tylko smaczki i detale, które podkreślają daną scenę. 

Bardzo dobre dialogi. Czuć mrukliwość i nieobecność męża, gderliwość wiejskich babek i nieufny dystans bohaterki. Umiesz w to :D.

Napięcie stopniowane. Dobry foreshadow z lampką samochodu, z zasięgiem internetu i komórek. Jest wrażenie takiej zacieśniającej się powoli pętli :D. Zakończenie mocne i odpowiednio dynamiczne. 

 

Dobre opko, gratuluję :D

 

pozdro

M.

 

 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć, bruce

 

Kolejne mocny drabel na ważny temat. Bardzo podobał mi się pomysł oparcia akcji o Głosy Świata. Podkreśla to dehumanizację czasu wojny oraz tego jak łatwo oceniać i pogardzać innymi, samemu pozostając w cieniu. Bardzo mi to przypomina obecną sytuację z Ukrainą i Palestyną. 

“Cud portalu” jest bardzo trafną metaforą, tego czego musieli dokonać Hindusi pod względem organizacyjno – logistycznym, żeby zapewnić sierotom bezpieczeństwo. 

 

Pozdro

M.

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć, Brusiu :D 

 

Bardzo trudny i poważny temat. Widać, że podeszłaś do sprawy ambitnie. Narracja drugoosobowa to nieława technika, ale poradziłaś sobie pierwszorzędnie. Dzięki temu króciutki tekst jest mocny i wbija przekaz. Trochę przypomina modlitwę, a trochę akt oskarżenia. 

Zakończenie z jednej strony gorzkie, a z drugiej kojące. Siłę pokazuje się przez sprzeciwienie się złu, a nie uleganie mu. 

Jeden z tych tekstów, które zostaną mi w pamięci. 

 

Dzięki :D

 

Pozdro

M.

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cieszę się, że mogłem coś podpowiedzieć :D. Jak będziesz potrzebował bety do następnego opowiadania do dawaj znać. Chętnie pomogę :]

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć,

 

Najsamprzód, to co mi zgrzytnęło przy czytaniu :D

 

Utrwalona żywicą farba nie utraciła blasku mimo wielu lat, nie mógł jej zaszkodzić także wiatr i deszcz, które zamknęły przedmieścia w uścisku tego popołudnia.

Tzw szalejące podmioty. Dla mnie jest ich trochę za dużo w tym jednym konkretnym zdaniu. Zwłaszcza, że jest to otwierający akapit, w którym Czytelnik dopiero zaznajamia się z tekstem. Dałbym tu coś prostszego, ale to subiektywna mojsza opinia :D.

 

wyglądał jak kolejny dystyngowany i ekstrawagancki mebel,

 Mnie te terminu kojarzą się przeciwstawnie – w sensie, że coś jest dystyngowane, czyli eleganckie i klasyczne, a ekstrawaganckie, to bardziej efekcjarskie i zalatujące kiczem. Przynajmniej tak bym ich użył ;]

 

Szacowny Magister Harreth podniósł wzrok, praktycznie się nie ruszając zza biurka,

Nazwałbym go zdecydowanie wcześniej, bo w tym miejscu złapałem lekką czkawkę o kim mowa. 

 

stanowiący dla elfich uszu Magistra zbrodnię równą wlewaniu wody do kwasu.

He, he – pamiętaj chemiku młody… :D , w tym świecie jest odwrotnie niż u nas? 

 

 

poinformował z takim entuzjazmem,

j.w. entuzjazm kojarzy mi się z pozytywną emocją, a on tutaj był bardziej poirytowany, więc może np. egzaltacja? 

 

Mistrz miecza, a amator szczypców, co?!

Tu też musiałem przeczytać dwa razy, bo amator w pierwszej chwili skojarzyło mi się z miłośnikiem, np. amator kobiecych wdzięków :D. Poza tym elf jest dystyngowany, więc chyba powinien powiedzieć szczypiec, a nie szczypców? 

 

Rzucił się do biurka jak wojownik do walki i zaczął schładzać napełnioną formę w przygotowanym uprzednio lodzie o temperaturze, której nie osiągał żaden inny alchemik wśród elfów.

Tutaj też się musiałem mocno skupić, żeby złapać o co chodzi :D. Dużo infów w tym zdaniu.

 

Całe szczęście sprowadziłaś dwa niemal pełne komplety.

W sensie, że to ona przyprowadziła rycerza i tego pobitego? Bo mi się wydawało, że się sami przywlekli. No chyba, że to ona ich wcześniej załatwiła. 

 

Ok, a z tematów zdecydowanie na plus, to w tak krótkim opku dałeś naprawdę sporo klimatu. Zręcznie poprowadzony opis pracowni, zwłaszcza wiarygodne zasady działania sprzętu laboratoryjnego. Dystyngowany elf alchemik ze swoimi nawykami i natręctwami dobrze wybrzmiał. Rycerz na jego tle trochę mniej, za to ffiedźma pomimo zdawkowego opisu pozwala się bardzo łatwo wyobrazić. 

Humor niewymuszony i dobrze wyważony ;]. Nie próbujesz na siłę bawić Czytelnika, tylko puszczasz mimochodem oko i całkiem dobrze to wychodzi. 

 

Przeczytałem z przyjemnością :D

 

pozdro

M.

 

 

 

 

 

 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

autor wiadomości mógł, wkurzony, nie pilnować poprawności języka. Może był “techniczny”. ;D

Jako człek techniczny potwierdzam, że przy wkurzeniu level gramatyki też u mnie spada ;] 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Nie dalej jak wczoraj otrzymałem mądrą odpowiedź od Koala75, że lepiej pisać szorty, bo się nikogo nie zanudzi.

I mądrego warto posłuchać :D. Na szortach masz szybszy feedback co zagrało, a co do zmiany. Dzięki temu nauka idzie błyskawicznie. 

 

Szopa istnieje tam, ponieważ to są inteligentne świnie/dziki i jakoś głupio mi było je wstawić do murowanego domu. To są istoty żyjące w zgodzie z naturą :)

No i właśnie to mi zazgrzytało, bo mają raciczki, a żeby postawić szopę potrzebne są przeciwstawne kciuki ;]. Sorry, ja inżynierski jestem, dlatego mi się od razu rzuciło, że ktoś te zwierzaki hoduje, bo same nie byłyby w stanie wybudować schronienia. Ale jak to jest w ramach licentia poetica, to się nie czepiam :D. 

 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć,

Dzięki za przeczytanie i za komentarze. 

 

The Guru, 

dobrze, że nie poszło. kolejny tekst opisany w ten sposób, czemu to ma służyć? autor od razu próbuje się pozycjonować “konkursowo”.

Łoj tam, zaraz pozycjonować “konkursowo”. Zwyczajna próżność i desperacka próba podbudowania nadwątlonego ego. Nazywajmy rzeczy po imieniu :D.

 

moim zdaniem tekst jest bardzo słaby warsztatowo

Szanuję Twoje zdanie. 

 

Jeśli dłonie są ceramiczno-tytanowe, skąd „zerwane paznokcie”?

Paznokcie zrywa się zwykle z palców. Znajdują się na ich końcach. 

 

Bohater traci hełm, staje się „prawie ślepy”, a chwilę później przeskakuje przez poręcze, pokonuje dwie kondygnacje i wspina się na żuraw budowlany w ciemności.

Tak, nogi i ręce ma dalej sprawne. 

 

czyli co? cyborg zawiesza program bojowy, upuszcza broń bo… się wzruszył? 

Skoro androidy mogą śnić o elektrycznych owcach, to cyborgi mogą chyba mieć uczucia? 

 

Czołem, beeeecki

Zu lange, mein Gefährte, zu lange! :D

 

Zastanawiam się, czy nie lepiej wypadłoby jednak w narracji pierwszoosobowej.

Był zamysł i pewnie by się to dało zrobić, bo narracja i tak jest przyklejona do protagonisty, ale przyznam się szczerze, że tutaj wybrałem dystans. Czy się obroniło, nie wiem, ale chętnie się dowiem ;]. 

 

Chociaż ten schemat z zaczynaniem od “Drapieżca” każdego akapitu, jest niezły.

Zastanawiałem się, czy ktoś mi to wypunktuje in minus, czy jednak to zagra. Oryginalny pomysł był bardziej brawurowy, bo akapity miały być przeciwstawne – jeden zaczynał Drapieżca, a drugi Cel. Ale tutaj przyznaję, że zabrakło mi i cierpliwości i umiejętności, żeby to dało się czytać. 

 

Przez ten styl narracji nie jestem też pewien, czy zrozumiałem akcję i czy główny bohater wypadł dla mnie wiarygodnie psychologicznie. Bo w sumie nie widzę jakiegoś przełomu, momentu, w którym się zbuntował i podjął inną drogę.

O! I to jest konstruktywna krytyka, na jaką liczyłem :D. Szczerze dziękuję. Jak ciąłem dłużyzny w początku, to widocznie przyciąłem za dużo, żeby wyszło to wiarygodnie. Generalnie to “szukanie celu” i “obieranie drogi” trochę mi się rozmydliło w całym tekście. Zwrócę uwagę i przemyślę co z tym fantem zrobić. 

 

Cześć, bruce :]

 

Ślicznie dziękuję za babolarium :D. Nie nauczę się chyba interpunkcji do końca życia. Poprawię przed końcem weekendu. 

 

Jak zwykle u Ciebie – genialne opisy: plastyczne, pełne reala i świetnie rozwijające wyobraźnię. :) Jestem pod wielkim wrażeniem. :)

Miód na moje serce :D. 

 

Koniec tekstu w moim odczuciu daje pewną, minimalną nadzieję. Porzucenie broni pokazuje, że pierwiastek ludzki wygrał w świadomości Drapieżcy, w jego psychice i „częściach” osobowości. Pytanie (retoryczne, bo jakżeby inaczej?) – na jak długo…

To znaczy, że mi się udało co sobie wykoncypowałem :]. Przekaz może banalny i oklepany do bólu, ale przynajmniej czytelny :D. 

 

 

Kapitalnie sformułowany, symboliczny tytuł. :)

Echo wystrzału, echo krzyków we wspomnieniach, echo ludzkich uczuć. Tutaj nie jestem do końca zadowolony, bo trochę tego nie widać w tekście i trochę się boję, że tu też za dużo wyciąłem. 

Dzięki za pomoc i za kliki :D. 

 

Cześć Adamie, 

 

Fajnie, że klasyczne,  a nie oklepane ;].

 

Co do logiki, to z kim walczyć, jeśli z wrogów zostały już tylko zasuszone szkielety?

“Gdy człowiek trzyma w ręku kij, to zawsze znajdzie kogoś, kogo nim uderzyć” – podobno tak Ghandi tłumaczył na czym polega pacyfizm. Jak chcesz przestać zabijać, to zostaw pistolet na trawie. 

 

Dlatego, że logika nakazywałaby jednak odnaleźć hełm i podnieść pistolet.

I wtedy nic by się nie zmieniło. Hełm znowu połączyłby się z mózgiem Drapieżcy i kazał wykonywać procedury, które już dawno stały się bezprzedmiotowe. Wojna się skończyła. Wszyscy przegrali. 

 

Cześć, betweenthelines

 

Jedyne, co mnie wybijało z rytmu, to to, że sporo fragmentów zaczyna się od „Drapieżca”. Miałam wrażenie, jakbym co chwilę zaczynała czytać od nowa, zamiast płynnie iść dalej.

A jednak :D. Dziękuję i za grzechy swoje przyjmuję! Tak, przyznaję że koncept nietypowy, chociaż nie do końca oryginalny. 

 

Duży plus za sposób stopniowego odsłaniania Drapieżcy oraz motyw Głosu, który buduje ciekawy konflikt między procedurą a czymś, co wygląda na resztki człowieczeństwa.

Ok, czyli jednak było to widać. Już się bałem, że wcale nie wybrzmiało. 

 

W moim odczuciu najlepiej wypada końcówka. Relacja z dzieckiem i decyzja bohatera są pokazane bez nadmiernego tłumaczenia, dzięki czemu wybrzmiewają naturalnie.

Dzięki, wartościowa uwaga. Trudno mi czasem wyważyć, co jest dla Czytelnika nieczytelne, a gdzie zaczyna się łopatologia. Cieszę się, że tu zagrało.

 

Cześć, ośmiornico 

 

Dzięki za dobre słowo. Niedosyt, to chyba najlepszy komplement i motywacja do działania. 

 

 

Jeszcze raz Wszystkim serdecznie dziękuję za uwagi. Zabieram się za poprawki i korekty. 

 

Poza tym fajnie widzieć, że stara gwardia działa prężnie, a i nowych twarzy przybyło :D.

 

pozdro 

M. 

 

 

 

 

 

 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć! 

 

Sorry, będę marudził :D. 

 

Mało widać w temu opku. Rozumiem, że miało być bez łopatologii i świat przedstawiony miał się rozwijać przed Czytelnikiem w trakcie czytania, ale… się nie rozwinął ;]. Czekałem na puentę, albo ciekawy twist fabularny, a tu, Panie, nic. Tylko jakiś statek, jakiś kosmonautów, którzy patrzą na scenę na jakiejś planecie, po czym odlatują, bo im się nie podoba. 

Szkoda, bo fabuła jest całkiem bogata. Bohaterowie mają całkiem sporo do pokazania, tylko skrótowość i małoopisowość nie daje im szansy. Aż się prosi [ he, he] o zdanko wytłumaczenia, czy to były zwierzaki gospodarskie [szopa], czy inteligentne istoty [książki]. Zachowania społeczne pasują do jednych i drugich. Znowu samiec rozpłodowy, choć tutaj raczej usługowy, sugeruje trzodę. 

 

Gdybyś w zakończeniu przybił gwoździa solidną puentą, to całość by się obroniła. A tak, to niestety nie daje satysfakcji. 

 

pozdro

M. 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć, Miś! 

 

– John, znikłeś nam z ekranów i nie dajesz znaku życia. Jeżeli to kolejny kawał, wiesz co ci zrobimy, jak wrócisz.

Znikł a nie zniknął, gdyż miał niedaleko ;] ? Wiem, czepliwy jestem :D. 

 

Przedni koncept z uczuciowymi zapachami. Ciekawe jak pachaniałoby takie solidne wnerwienie ;] ? Stawiam na siarkowodór z lekko oleistą nutką industrialną. 

Generalnie optymistyczne opowiadanko, w sam raz na słoneczny poranek :D. 

 

pozdro

  1.  

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

 

Cześć

 

Słońce przepalało rzeczywistość na wylot, zostawiając po sobie tylko spłowiałe odcienie sepii i wszechobecny, suchy kurz. Stoję na środku jałowej łąki i czuję, jak żar wyciska ze mnie resztki przytomności.

Niezgodność czasów. Pierwsze zdanie w przeszłym, a reszta w teraźniejszym,

 

Po prostu inwentaryzował, przesuwając pędzelkiem po jej skórze, zbierając niewidoczne ślady z taką samą obojętnością, z jaką muchy spacerowały po jej rozchylonych ustach.

Lekka zaimkoza. Spokojnie wszystkie trzy możesz wyautować imho. 

 

Byli do siebie podobni, technik i te muchy. Wykonywali swoją robotę w tym sennym, lepkim upale.

Powtórzenie. Jeśli miało to być podkreślenie podobieństwa między nimi to raczej skupiłbym się na “tej samej robocie” niż na upale. 

 

Na horyzoncie, po drugiej stronie Schowka, majaczy gargantuiczna bryła Kombinatu. Choć dzieli nas cała szerokość dzielnicy, jego czarne kominy i tak wydają się być nienaturalnie blisko, jakby wyrastały prosto z moich pleców.

Nie rozumiem sceny. On patrzy na kombinat, którego kominy mu wyrastają z pleców? Ciężko to sobie wyobrazić. 

 

Wtedy słyszę wysoki, urwany krzyk, przecinający ciężkie powietrze powoli niczym tępy nóż.

Pierwsze skojarzenie z urwanym krzykiem to, że jest on nagły, gwałtowny. Nie łapię porównania do powolnego cięcia. 

 

Jej krzyk rani moje uszy i drażni moje zmęczone neurony,

Moje ciało stało się ciężkie i obce. Poruszam się jak automat, wykonując wyuczone czynności, podczas gdy moje myśli dryfują gdzieś daleko, poza zasięgiem logiki.

Bardzo dużo dzierżawczych w całym tekście. Spokojnie możesz wyciąć z 70% z nich bez szkody dla zrozumiałości tekstu. 

 

 

Ponownie mijam technika i martwe ciało, upiorny duet spleciony w niemalże nieruchomym tańcu.

Pierwsze skojarzenie – co ten technik robi, że są ze sobą spleceni? To porównanie sugeruje coś niestosownego. 

 

 

Jestem tu obcy, ale Schowek zdaje się tego nie zauważać. Kiedy przejeżdżałem przez rdzawą bramę dzielnicy, poczułem, jak wszystko, co było wcześniej, zostaje starte przez ten wszechobecny, żółty pył.

Sporo mieszasz czasami przeszłym i teraźniejszym. Dezorientuje to Czytelnika, bo zwykle taki zabieg wprowadza się do podkreślenia retrospekcji, albo wspomnień bohatera oddzielonych od teraźniejszej akcji. 

 

Sprawy, które prowadzę, morderstwa dzieci, są dla nich tylko kolejną warstwą brudu osiadającego na oknach.

Tu ciekawie. Trafne porównanie :] 

 

Przemysłowy sektor miasta, jego dymiące płuca i tłoczące stal serce, zamieniły się w jedną, niepodzielną bryłę. 

Tu też. Generalnie cały akapit bardzo dobry. Jest klimat ;]

 

 

Schowek to nie tylko miejsce. To stan skupienia materii, która przestała być użyteczna, ale wciąż zajmuje miejsce w przestrzeni. Mieszkańcy są jak kurz osiadający na wielkich maszynach Kombinatu, nieistotni, dopóki nie wpływają na pracę.

Proponuję mały eksperyment – wrzuć proszę dokładnie ten fragment na sam początek tekstu, jako otwierający akapit. Wstęp zabrzmi zupełnie inaczej ;]. 

 

Podchodzę do okna i opieram czoło o szybę. Kusi mnie, żeby je uchylić okno  i przewietrzyć wilgotny zaduch,

 

Przesuwa nim nad ciałem, a urządzenie wydaje ciche, miarowe tykanie. Sprawdzam tylko przepustowość, mówi, nie podnosząc wzroku.

Przesuwa nim nad ciałem, a urządzenie wydaje ciche, miarowe tykanie.

– Sprawdzam tylko przepustowość – mówi, nie podnosząc wzroku.

 

Ew. z zapisem w cudzysłowie, jeżeli nie chcesz wprowadzać dialogów. 

 

Musi zamykać obwód. Inaczej ciśnienie w kotle czwartym rozerwie rury.

Nie rozumiem tego zdania w scenie. 

 

Wchodzę w ciemną bramę, która zamienia się w głęboki, betonowy szyb. Na jego dnie, czterdzieści lat stąd, stoi moja siostra.

Dobre :D. Całkiem zgrabnie to wyszło. 

 

Ok, przeczytałem do końca z przyjemnością. Początek trochę słabo się rozkręca, ale im dalej tym bardziej tekst do siebie przekonuje. Zaproponowałem mały eksperyment z przerzuceniem jednego akapitu na sam początek, żeby trochę go uatrakcyjnić i przykuć uwagę Czytelnika. 

 

Trochę zgrzytają warsztatówki, zwłaszcza mojoza swojoza, ale to są rzeczy do szybkich poprawek ;]. Mieszanie czasu przeszłego i teraźniejszego nie jest błędem samym w sobie, ale powinno mieć cel – np. wspomnienia bohatera lub podkreślenie światotwórstwa. U Ciebie brzmi raczej randomowo.

 

To, czym wygrywa opowiadanie, to klimat. Ciężki, przytłaczający i konsekwentnie budowany. Bardzo świeżo na jego tle wybrzmiewa zakończenie. Jest to najlepszy imho element opowiadania. Dobrze przemyślane i podbudowane wcześniejszą fabułą daje sporo satysfakcji :D. 

 

Gratuluję dobrego tekstu. 

 

pozdro

M.

 

 

 

 

 

 

 

 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć,

 

Najpierw, to co mi zgrzytało: 

 

Z oddali dostrzegł polanę w niewielkiej kotlinie.

Raczej W oddali

 

Gdy kopyta rumaka dotknęły ziemi, przeszli jeszcze kilka kroków,

Jeździec szedł obok rumaka, czy jeździec pozwolił zwierzęciu na kilka kroków?

 

obserwując linię lasu – Kaspars wzrokiem, a elefantus uniesieniem trąby w kierunku nawietrznej

Rozumiem zamysł, ale brzmi tak, jakby elefantus miał w trąbie oczy. Może lustrując/sprawdzając będzie bardziej pasować ?

Obaj przez chwilę chłonęli zapach,

j.w. – Kasparach chłonął zapach oczyma?

 

Młodzieniec wyjął suszone mięso, bukłak z wodą, rozłożył pled i zapalił naftolampion. Położył się, rozprostował ciało na kocu. W brzuchu mu zaburczało. Mimo podenerwowania poczuł narastający głód. Wtem elefantus uniósł łeb i niespokojnie parsknął. Chłopak wstał, rozejrzał się dookoła i popatrzył w górę. Na wschodzie dostrzegł ruch. Ktoś nierównym, niskim lotem zbliżał się do Kasparsa.

Mega sprawozdawczo. Aż się prosi o jakąś opisówkę światotwórczą :D, bo to strasznie suche. 

 

– Witaj, dobrze spotkać kogoś na takim pustkowiu. – Jeździec zeskoczył i ruszył powoli w stronę chłopaka.

Nie wiadomo kto to powiedział. 

 

Uścisnęli dłonie, patrząc sobie w oczy, ale zachowując dystans.

Jak długie mieli ręce, żeby sobie uścisnąć dłonie i zachować dystans? Taka pierwsza myśl, gdy próbuję sobie wyobrazić scenę.

 

Nieznajomy jadł niespiesznie, popijał szybko.

j.w. – dysonans 

 

Starszy z mężczyzn rozłożył się na wilgotnej trawie

Wystarczy Stary  , nie musisz go zaimkować porównawczo.

 

Patrząc Janowi w oczy, chłopak nagle stwierdził, że dorównuje mu wzrostem.

Chłopak urósł, czy Jan się skurczył? Skąd taka nagła informacja? 

 

 

To co zagrało: 

– Ciekawy pomysł na latające słonie. Informacje dość zdawkowe ale widać więź chłopaka ze zwierzem i to, że elefantusy w Twoim świecie odgrywają bardzo ważną rolę. 

– Realizm na poziomie. Czasem aż za bardzo, bo wpadasz w sprawozdanie zamiast opowiadać. Ale łatwiej ze sprawozdawcy zrobić dobrego opowiadacza niż bredziarza nauczyć konkretu. Jesteś na dobrej drodze :]. Widać, że miałeś całą scenę przemyślaną i zaplanowaną w detalu. Może jeszcze nie jak u Hemingwaya, ale poćwiczysz, to może coś z tego być . 

– Dialog mimo kilku potknięć brzmi wiarygodnie. Widać, że nieznajomi traktują się z rezerwą, dobrze operujesz pół słówkami i niedopowiedzeniami. Niby rozmawiają o duffie Maryni, ale przemycasz sporo wiadomości o świecie opowiadania i robisz to umiejętnie. 

 

Podsumowując – niezła wprawka warsztatowa, ale z kilkoma babolami do poprawy. Fabularnie się broni i powiem szczerze, że bez bólu przeczytałbym dalszy ciąg. 

 

Pozdro

M.

 

 

 

 

 

 

 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć

 

Za szybą automatu mieściły się ułożone w kilku rzędach karabiny.

Łooj tam, wielkie mycyje. W Hameryce to taki na każdym rogu stoją :D.

 

Podniosłem karabin i wystrzeliłem w powietrze. Huk wystrzału przeraził wszystkich, zaś mnie najbardziej. Bo oprócz instynktownej reakcji na głośny dźwięk, mój strach składał się też z przerażającej do granic świadomości. Świadomości, że karabin był pozbawiony jakichkolwiek naboi. A jednak wystrzelił.

Jeden w komorze? Stare typy tak mają. W Hameryce nawet muszą mieć to wybite na korpusie jako ostrzeżenie. Tak jak to, że kawa może być gorąca i nie wolno używać elektrycznej suszarki do włosów siedząc w wannie pełniej wody. Ot, mentalność :D.

 

W Fornite nie grałem. Z racji wieku zatrzymałem się gdzieś na poziomie CoD MW ;], ale rozumiem umowność tematu. Fajnie pokazałeś psychozę, jaką są w stanie rozkręcić ludzie na podstawie domniemanego zagrożenia. Jak ktoś kupi broń na osiedlu, to wszyscy muszą kupić, żeby się bronić. Dokładnie taką paranoję mają u siebie Amerykanie. Czasami jak rozmawiam ze znajomymi ze Stanów, to nie mogę wyjść z podziwu dla ich pokrętnej logiki. Wg nich im więcej broni tym jest bezpieczniej. Ostatnio jeden się do mnie nie odzywa, bo zapytałem ile jeszcze broni trzeba im sprzedać, żeby nie było sztrzelanin w szkołach :D. U nas ten problem jakoś nie występuję. Ciekawe dlaczego? :D

 

pozdro

M.

 

 

 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć

 

Ostatnio mamy na portalu urodzaj na postapy i niezmiernie mię to cieszy, bo to moje najulubieńsze klimaty.

 

I to właśnie klimatem wygrywasz. I to nie tylko pod pojęciem zwycięstwa, ale też wygrywania jak melodii. Sprawnie połączyłeś wątki z Metro2033 – czarni, naboje jako waluta, ze S.T.A.L.K.E.R.E.m – anomalie, mutanci. Wątek flashbacków głównego bohatera mocno przypomina ten, z Gołkowskiego, gdzie Miszy odbija po spotkaniu z kontrolerem. 

Z minusów – zakończenia nie zrozumiałem :P. Nie bardzo łapię, o co chodziło z księdzem, cieniami i doktorem/naukowcem. 

 

Ale to szczegół. Generalnie fajne opowiadanie.

 

Pozdro

 

M.

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

GalicyjskiZakapior, piotr_jbk, 

 

Bo w sercu ułana, gdy je położysz na dłoń, na pierwszym miejscu panna, przed nią tylko koń.

:D

 

reg

Jak zobaczyłem, że zakolejkowałaś, to wiedziałem, że jest  po ptokach :D, bo Ty na pewno się zorientujesz :D. 

 

Bardzo zacny tekst – mnóstwo w nim emocji i magicznych reminiscencji, które obudziły także moje dobre wspomnienia. Wspomnienia pasażerki. ;)

I to dla mnie jest największa przyjemność z publikowania tekstów na tym Szacownym Forum. Dobra energia się mnoży, gdy się ją dzieli z innymi :D.

 

 

Finkla

 

Jak dla mnie – za dużo tu emocji.

 

Rozumiem i za grzechy swoje przyjmuję. Dla mnie melancholia to terra incognita i nie do końca odnajduję się w takim anturażu. Sam też wolę prosto i na temat, ale od czasu do czasu trzeba wyjść ze strefy komfortu. 

 

Mnie przyszła do głowy kocica i samochód.

W sensie, że dżaguar? ;]

 

Jim

Trzeba zawiązać komitet w celu zmiany awataru bruce na młodą Honoratę :)

Popieram wniosek! Uroczość level expert ;]. Ewentualnie możemy pójść na kompromis i dodać Brucowi Lee z obecnego avatara warkoczyki :D.

 

bruce

You live more in five minutes on a bike like this going flat out than some people live in a lifetime.

Na dwóch kołach zbiera się najwięcej wspomnień :D. 

 

Dziękuję wszystkim za kliki. Chyba jeszcze nigdy nie wpadłem do biblio poniżej 48 h :D

 

pozdro

M.

 

 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć,

 

Oj, jak ja lubię postapy :D. Nawet takie świeże, zaraz PO. 

 

Bardzo sprawnie i wprawnie podane. Bez zbędnego pitololo i purpury. Fajnie gra niezaangażowana, obojętna, jakby sterylnie sprawozdawcza narracja. Ot, wyginęli, a świat kręci się dalej. I to właśnie oddaje klimat. 

Czekam na następne :D

 

pozdro

M.

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Jim

No cóż mogę powiedzieć :D. Chapeau bas! :D

 

 

Zagadka chyba nie była aż taka zagmatwana jak mi się wydawało :D. 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć, czołem, kluski z rosołem :D

 

Bruce

A miałaś w sobie taki gorąc jak Basia Krafftówna w Czterech pancernych :D ? 

 

 

chalbarczyk

Dzięki, ale melancholia chyba najlepiej smakuje w małych dawkach. To miała być właśnie migawka z przyszłości, a nie depresyjny epos. Takiego miałem na to pomysła :D

 

beeeecki

Dzięki za docenienie warsztatu. Miło, że nadal potrafię napisać coś strawnego. Zakończenie domknę, obiecuję, ale jeszcze nie chce psuć zabawy ;]

 

pusia

Wszyscy kiedyś będziemy starzy. Statystycznie zostało mi jakieś 260 000 godzin życia. Z tego pewnie połowa w jako takim zdrowiu. Ale czy mamy się tym przejmować? ;]

 

AdamKB

Od pewnego mądrego księdza usłyszałem kiedyś, że trzeba tak żyć, żeby było wstyd się wyspowiadać, ale miło powspominać :D

 

Jim

Jesteś dowodem na to, że wielkie umysły myślą podobnie :D. Jam też człek prosty i zamysł miałem nieskomplikowany. Nie trafiłeś może dokładnie, ale tok myślenia jak najbardziej celny :D

 

pozdro

M.

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć,

 

Nawet wtedy, kiedy pijany dowódca kazał mi i kilku moim kamratom biec przez otwarte pole, na którym leżały już tylko porozrywane salwami karabinów maszynowych szczątki.

Salwa to w potocznym rozumieniu jednoczesny wystrzał pojedynczy z wielu luf. Zaproponuje:

 

 seriami karabinów maszynowych. 

 

 

– Zamknij się – syczę, udając, że wcale nie zdycham teraz ze strachu.

Formatowanie po dywizie się skursywiło ;].

 

Odwróciłem się z zamiarem powrotu do łóżka, po czym znowu to usłyszałem. Puk. Puk. Puk. Trzy wolne, głośne puknięcia. Nie mogłem się przesłyszeć. Spojrzałem jeszcze raz. Znowu nic. Miałem złe przeczucia, więc poszedłem do kuchni i wziąłem nóż. Potem wróciłem do przedsionka, założyłem łańcuch na drzwi i uchyliłem je.

Początek fajnie buduje napięcie, ale końcówka mocno sprawozdawcza, tak jakbyś chciał odbębnić kolejne punkty relacji o tym, co zrobił bohater.

 

Nie, nie zabiłem go od razu, choć chciałem to zrobić. Poszedłem za nim, starając się, aby mnie nie zauważył. Po jakiejś chwili doszliśmy do wsi, znajdującej się po drugiej stronie lasu. Musieli widzieć, skąd startują drony, więc szybciutko przekazali to do SZU, które załatwiło sprawę. Widziałem, do którego domu wszedł, więc od razu poszedłem za nim. Dużo ryzykowałem. Nie miałem przy sobie broni palnej, bo wszystko zostało w zniszczonym UAZie.

j.w. – aż się prosi o trochę emocji :)

 

Reszta IMHO super :D. Płynne zdania, jasna narracja, poza tymi dwoma fragmentami powyżej bardzo sprawnie grasz na emocjach i potrafisz je plastycznie pokazać. Sama historia może dość krótka, ale za to spójna, z wyraźnym motywem przewodnim w postaci prześladującej “zjawy”. 

 

pozdro

M.

 

 

 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Bierwiono to jedynie “pień drzewa oczyszczony z gałęzi[l.m.] i z kory [l.p.]”,

To też ciekawe, bo dlaczego nie z gałęzi[l.m.] i kor[l.m.]

 

Czasami działa to w drugą stronę, bo np. fachmani od transportu ładunki zawsze określają liczbą pojedynczą:

Lecę z Hiszpanii z ogórkiem.  

A wiezie tego całego tira 40 ton brutto :) a nie jedną sztukę. 

 

 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć Tarnino,

 

W pierwszych słowach mojego posta wyrażam szacun za tytaniczną pracę :D. Artykuł może i sążnisty, ale napisany tak, że nawet ja zrozumiałem prawie wszystko. 

 

Jedno, czego nie zrozumiałem to:

 

 

Po polsku nazwy substancji (metal, żywność, powietrze – ale p. dalej!) i wielu abstraktów stanowią singularia tantum – nie tworzy się od nich liczby mnogiej.

Metale? Każdy z nich jest odrębną substancją [ potocznie: stal, znal, żeliwo] albo pierwiastkiem [ naukowo: glin, żelazo, sód, cynk etc]. W tym drugim ujęciu wyróżniamy też niemetale [wodór, hel, węgiel, azot].  W związku z tym czy “metal” na pewno nie ma pluralizmu w języku polskim? 

 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Skądinąd właściwie nie wiem, dlaczego bryły platońskie to Twoim zdaniem “polskie zwierzęta” – z tego, co kojarzę, nie wiążą się jakoś szczególnie z historią polskich odkryć matematycznych?

Nie gniewaj się, Ślimaku :). Moje ADHD mi odpaliło w głowie motyw z Chłopaki nie płaczą. 

 

https://www.youtube.com/watch?v=2jAbD-LFmm4

 

 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć

 

Na potencję mędrcy wchodu od wieków polecają korzeń żeń-szeń. Niezwykle skuteczny, tylko ciężko przymocować :D.

 

Ależ mię zrobiłeś smaka na grafomanię tem opowiadaniem. Czem prędzej pędźmy do Beryla, by zgodę wyraził na języka polskiego masakrowanie! 

 

Lubię Twój humor. Niebanalny i bezpretensjonalny. 

 

pozdrawiam 

M. 

 

 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć

 

A dlaczego nie “sześciokąt, heksagon”?

Dlatego, że to figury płaskie. Czworościan, sześcian, ośmiościan, dwunastościan – to są polskie zwierzęta :D .

 

 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

 

bruce – Prezent dla córki

 

https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/32744

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć,

 

Może niezbyt wygórowany i oryginalny podarunek, ale liczą się chęci.

Zwykle występuje w związku fraz wygórowane oczekiwania. Zaproponuję podmiankę na:

 

Może niezbyt wyszukany i oryginalny podarunek, ale liczą się chęci.

 

Kiedy podjęte zadanie uznałam za w pełni ukończone, poczęłam raz jeszcze starannie przeglądać całość swego dzieła,

Spokojnie możesz wyrzucić. IMHO zdanie zyska na lekkości

 

Więcej nic mi nie zazgrzytało w oczach :D. Napisane bardzo sprawnie i lekko się czytało. Umiejętnie zbudowałaś ciepły rodzinny nastrój. Trochę w stylu Harrego Pottera, zwłaszcza rodziny Weasley’ów :].

 

Chyba jeszcze nie jest w biblio, więc zgłaszam :D

 

pozdro

M.

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć Tarnino,

Problem z wikipedią jest taki, że ona sama ze sobą się rzadko zgadza :D. Pryzem niekoniecznie musi być jednostka cywilna.  Np tu:  https://pl.wikipedia.org/wiki/USS_Chesapeake_(1799) i tu :https://pl.wikipedia.org/wiki/Edward_Pellew piszą, że pryzami były okręty wojenne. 

 

Delecrict też nie pasuje, bo to podpada pod sam ładunek a nie całą jednostkę. 

 

Wrzucę temat na jakieś forum wilków morskich :D może mnie nie przeciągną pod kilem 

 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć Finklo,

Autor bardzo chciałby nadać fabule pozory realizmu, więc zakłada, że XI konwencja haska obejmie w przewidywalnej przyszłości także przestrzeń kosmiczną ;]  

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć,

 

Pytanie z marynistyki:  Czy pojęcie pryz może odnosić się do jednostki porzuconej i odnalezionej już po zakończeniu działań wojennych? Ewentualnie – czy przejęcie porzuconego statku w czasie pokoju jest określane innym mianem? 

 

Sytuacja: przyszłość, przestrzeń kosmiczna, załoga statku cywilnego kosmicznego napotyka dryfujący wrak z dawno zakończonej wojny  i postanawia go wziąć na hol celem spieniężenia w najbliższej stacji kosmicznej. Czy w takim przypadku można powiedzieć, że wzięli pryza? 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć

 

Przeczytałem, ale przyznam szczerze, że nie zrozumiałem :]. Najbardziej podszedł mi biało-wierszowany wstęp. Mocne, prawdziwe i bez ozdobników. To do mnie trafiło. Reszta za bardzo purpurowo-pistacjowe jak na moje chamskie gusta ;], ale szanuję i podziwiam za ambicje. 

 

pozdro

M.

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć,

 

Po chwili wszystkie ogniwa były gotowe do pochłaniania energii słonecznej. Rozruch pochłonął niemal całą,

powtórek

 

Nic innego mi się nie rzuciwszy.

 

Napisanie zgrabnie, czyta się płynnie, tylko trochę pazura brakuje. Już myślałem, że będzie jakieś napięcie na linii Misiek-Bobrzyca, z Bobrem w roli zdradzonego konkubenta, a tu nic :]. Jakby chociaż te panele się zacięły i musieli szukać pomocy na elektroda.pl z nieśmiertelnym “było, użyj szukajki”, to by sobie można było jakieś nowe inwektywy chociaż przyswoić. A tak? Całkiem ładne, zgrabne, ale trochę za grzeczne jak na moje gusta :D. 

 

powodzenia w konkursie

 

pozdro 

M.

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Ok, czyli zapis z jednym przecinkiem? Bo z dwoma to wygląda dość brawurowo :D

 

– Próżne słowa! Takich nikt już nie wychowa! – gromko zakrzyknęła kura, bo (,) jak mawiała jej mamusia: “gromkie zakrzyknięcie przy bezpośrednim zwrocie do adresata jest gwarantem przykucia uwagi tegoż”. – Trudno. Wszyscy się wynoście!

No i poszli sobie goście. 

 

 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Ktoś chlusnął mi w twarz cebrem zimnej wody. Dobrze, bo powoli dochodzę do siebie i mogę zebrać myśli.

Moje wczorajsze przesłuchanie przebiegło spokojnie. Sędzia nawet nie podnosił głosu. Ale później chcieli potraktować mnie, jak pierwsze lepsze popychadło. W efekcie tego posprzeczałem się nieco ze strażnikami. Czterech na jednego, ja ze skutymi rękami – wynik był przesądzony. Powiem jedno: noc w areszcie zapamiętam na długo.

Teraz jest ok. Zgrzytają tylko te podkreślone. Dla mnie za miękko. Dałby dosadniej ale kwestia gustu

 

Nazywam się Nellgalen de Kellaneve, mam dwadzieścia cztery lata. Mój ród? Ani wielki, ani starożytny. Nie mamy słynnych przodków opiewanych w pieśniach, a jedyna rodowa legenda dotyczy gigantycznych rozmiarów knura, wyhodowanego niegdyś w jednej z naszych wsi.

Dobre :]

 

To babka uczyła mnie wielu przydatnych rzeczy: jak trafiać z procy w cel z drugiego końca podwórka, jak skrycie aplikować zioła przeczyszczające. Najważniejszą lekcję dała mi, kiedy miałem zaledwie dziesięć lat: zawsze stawać w obronie słabszych.

Wstawka robi robotę. Cały fragment teraz brzmi spójnie :]

 

Wraz z nią odeszła radość życia ojca i naszym domu nastała cisza, nie ta spokojna, ale ciężka i duszna, po której zawsze nadciąga burza.

Dobrze wybity akcent. Wcześniej jej śmierć była poprowadzona płasko, a teraz widać, że to ważne.

 

 

Zawsze lubiłem święto zimowego przesilenia. Było w nim coś magicznego – nadejście czasu, gdy Twarz Północy przejmowała władzę nad światem, a w świątyni odsłaniano jej straszliwą podobiznę. Chłód, zapach kadzidła, śpiew… to wszystko miało swój niepowtarzalny urok. W tym roku magię przesilenia zapewni mi miecz – niestety, ten w rękach kata.

tu też te parę zdań zrobiło robotę :]. Teraz wiadomo, że to święto jest ważne

 

Zabiłem Henavalda de Bellengeara siekierą do rąbania drewna. Jego słowa o mojej siostrze ugodziły mnie jak nóż w serce. Byłem tak wściekły, że nie zapanowałem nad sobą. Był synem podskarbiego, kuzynem wojewody Południowych Rubieży, z rodu, który wydał hetmanów i senatorów. Gdybym uśmiercił go w pojedynku, włos by mi z głowy nie spadł. Ale nie – musiałem to zrobić po chłopsku, z siekierą w ręku.

 

Dobrze, tylko teraz pierwsze zdanie brzmi cyniczno-cwaniacko. Jak zostaje samo, to odstaje od reszty, ale ja bym tu dał coś w stylu. 

 

Zabiłem Henavalda de Bellengeara siekierą do rąbania drewna. No cóż, należało mu się. Nie trzeba było wygadywać głupot o mojej siostrze. Byłem tak wściekły, że nie zapanowałem nad sobą. Pech w tym, że chłystek był synem podskarbiego, kuzynem wojewody Południowych Rubieży…

 

Ale nie – musiałem to zrobić po chłopsku jak cham z chamów, z siekierą w ręku.

 

Kiedy zaczynał mnie przesłuchiwać, a oskarżający nazwał mnie prostakiem, odpowiedział:

Dla­cze­go oskar­ża­ją­cy wciął się sę­dzie­mu w cza­sie jego prze­słu­cha­nia? Jak sę­dzia mówi to resz­ta sie­dzi cicho.

> tutaj mamy ofia­rę z wiel­kie­go rodu, na pro­ce­sie mogła być różna dy­na­mi­ka. Nie wiem jak to ugryźć ina­czej.

To rozwiń scenę. Dej co o tym, że proces przyciągnął tłum gawiedzi, sala ratusza pękała w szwach, instygator/akuzator wywrzaskiwał pod moim adresem kalumnię za kalumnią aż sędzia stracił cierpliwość, wstał, a na sali zapanowała cisza. I wtedy powiedział te swoje mądrości. Teraz tam tego po prostu nie widać :]

 

– Najgłupsi także zasługują na drugą szansę, ponieważ oni mogą naprawdę coś zmienić. Wielkość nie zawsze rodzi się w pałacach, czy na szczytach wzgórz. Czasem pochodzi z błota, potu i upadków. Kto chce się podnieść, może osiągnąć wszystko.

Niezbyt porywająca ta przemowa. Nie bardzo widać, dlaczego sędzia miałby motywację, żeby tak powiedzieć. Może coś o Święcie, w stylu: “dziś obchodzimy dzień Czterech Twarzy. Dziś jest czas przebaczenia, odkupienia i drugiej szansy”. Trzeba dać podstawę do tego, że sędzia mimo ewidentnej winy podsądnego, nacisków ze strony możnej rodziny i tłuszczy, żeby chłopaka powiesić, daje jednak światełko nadziei, że to się tak nie skończy. 

 

Sam z tą kobietą o spojrzeniu pełnym czystej nienawiści. Wygląda jak purchawka, zachowuje się jak królowa, śmierdzi jak ja po treningu z mieczem, a całe jej wiano to dwie małe wioski.

 

Całość super, tylko ten trening nie pasuje. Dej co o tym, że żydziła na mydle, albo śmierdział dziegciem i baranim sadłem. Trening jest za współczesny 

 

 Biorę wszystkie Cztery Twarze na świadków, że chciałem poprawnych relacji.

 

j.w. 

 

Krzepki mieszczanin w czerwonej czapce ciska we mnie twardym jabłkiem.

Pomyśl o pierwszym skojarzeniu. Krzepki jest pozytywnym określeniem, a tu mamy kogoś kto atakuje bohatera, więc w domyśle powinien być tym złym. ”Zwalisty”, “Barczysty”, “Tęgi”

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć,

Potrzebuję wstawić komentarz narratorski w monologu. Czy taki zapis będzie poprawny?

 

– Próżne słowa! Takich nikt już nie wychowa! – gromko zakrzyknęła kura, bo jak mawiała jej mamusia: gromkie zakrzyknięcie przy bezpośrednim zwrocie do adresata jest gwarantem przykucia uwagi tegoż. – Trudno. Wszyscy się wynoście!

No i poszli sobie goście. 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Finkla – "Sanktapokalo elfów" 

https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/32677#koniec

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć Finklo

 

Skoncentrowali się na przeklętych trzech P

;] doooobre 

 

na dobitek archaicznym językiem

dawno już nie słyszałem/czytałem tego wyrażenia. A takie ładne :D

 

Ostatnio panuje na portalu moda na nazywanie opowiadań jednym przymiotnikiem. Do Twojego jak ulał pasuje kunsztowne :D. Tło opowieści jest tak ładnie zszyte, postaci wyraziste ale nieprzerysowane, a wątek przewodni umiejętnie poprowadzony do samej puenty. 

 

Gdyby moje Młode było młodsze, to pewnie przeczytałbym mu to do poduszki :D. 

 

pozdrawiam i skarżę na Ciebie do klikarni

M.

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć Reg,

Miód na moje serce :D. Oczywiście z tym szwungiem wyszło szydło z wora i okazało się, że ja cham z chamów i pisać po polsku nie umiem :D. Już poprawiam. 

Dzięki za nominację!

 

Cześć Panzer Division

Osobliwy swoisty, jak napisał wcześniej beeeecki, czyli taki, jak miał w zamyśle być :D.

 

dzięki i pozdrawiam

M.

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć,

 

Niesamowity klimat :). Napisane bardzo umiejętnie i do samego końca nie spodziewałem się takiego twistu. Grozy jako takiej w tekście prawie nie ma, za to Czytelnik sam sobie dopowiada, co może się zaraz stać z dziewczynką albo ojcem.

Zakończenie bez happy endu chyba IMHO bardziej by pasowało, ale szanuję wybór. Tylko trochę nie zrozumiałem – matka z Julką przeniosły się gdzieś do innego świata, gdzie zaopiekował się nimi inny mężczyzna? 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć

 

Minęła kolejne połacie terenu planety,

Trochę orzechy orzechowe ;] 

 

której znaczną większość zajmowały pustynie. Co jakiś czas pojawiały się na niej również większe miasta, jednak nie wyglądały na gęsto zaludnione. Dopiero ostatnio zaczęło przybywać więcej ludzi,

Pogrubione -- powtórek 

Podkreślone –  trochę zgrzyta. Zwykle używa się zwrotu znaczną część. 

 

jak większość krótkich broni, co wcale nie znaczyło o mniejszej skuteczności.

j.w – albo nie oznaczało mniejszej skuteczności,  albo  nie świadczyło o mniejszej skuteczności

 

– Nie chcę… lecieć.Głos mu się urywał, nie został w nim nawet ślad dawnej pewności.

nieczasownik, więc dałbym z małej

 

 Babole typowo małokalibrowe ;]. Widać, że tekst jest dopracowany technicznie. Sama fabuła na początku sprawia wrażenie kalki Rey z “Przebudzenia nieMocy”, ale od 4-5 akapitu zgrabnie wymanewrowałeś w innym kierunku. Jest tajemnica, którą powoli odsłaniasz przed Czytelnikiem, bez walenia łopatą po oczach. Nie spodziewałem się, że jednak Era odstrzeli delikwenta, nawet w imię dobrej sprawy.

 

gratuluję dobrego opowiadania i powodzenia w konkursie 

 

pozdro

M.

 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć Finklo,

 

Przecież po to zawiesiłem w pierwszym akcie kurę na ścianie, żeby w ostatnim z niej wypalić ;]. 

 

 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć,

 

musiała zadrzeć do góry piegowatą twarz.

Jak dla mnie trochę tautologia w stylu zejść w dół po schodach

 

Patrzyła w moim kierunku, ale wyraźnie widziałem, że jej spojrzenie nie zatrzymuje się na mnie, jakbym był przeźroczysty.

Tutaj subiektywne – zdanie sugeruje, że on powinien być przeźroczysty. Ja bym zmienił na:

Patrzyła w moim kierunku, ale wyraźnie widziałem, że jej spojrzenie nie zatrzymuje się na mnie, tylko przechodzi na wskroś jakbym był przeźroczysty.

 

Doprawdy nie wiem, jak to się mogło stać. Drzwi były zamknięte. Nie powinien był wypaść.

Czas przeszły, tryb przypuszczający. Chociaż wtedy wejdzie trochę byłoza z poprzednim zdaniem.

 

Traktuj proszę moje uwagi jak mega-czepialstwo ;]. Tekst jest napisany bardzo sprawnie i czysto. Czyta się płynnie i od razu widać, co jest napisane :D. Dobrze wyważyłeś szczegóły w opisówkach i nie ma odczucia infodumpów. 

Fabularnie jest króciutko – ot scena otwierająca dłuższe opowiadanie. Postaci trochę sztampowe, ale za to ładnie dopracowane zarówno w opisówkach, jak i w dialogach. Chętnie przeczytałbym dalszy ciąg tej historii :D.

 

pozdro

M.

 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć,

 

koty obsiadły ją wokoło, łasząc się i mrucząc cichutko.

literówka 

 

– Pierwsza zasada lwa – głos kota brzmiał jak milion paznokci trących o ścianę – już nigdy nie zwrócisz się do mnie w ten sposób przy innych kotach, zrozumiano?

ja bym dał z małej

 

– Do Bystrej Wody, chłopie. Tej łebskiej, zgrabnej panny z toporkiem, co z gramatyką jest trochę na bakier.

i z fleksją też trochę :D

 

– Podbijasz, stary! – Pomarańczowy kocur z uniesionym wysoko ogonem otarł się o wstającego Aleksandra. – Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta.

– Gdzie wszyscy się biją, tam łatwo dostać w łeb.

Gdzie dwóch się bije, tam korzysta dentysta :D

 

Na konie i koniaki! Dooobree :D. Trochę mi się skojarzyło z Westworld – imersja, doświadczanie doświadczeń i ogólnie pojęte przeżywanie życia w życiu. Napisane bardzo sprawnie – opisy wystarczająco szczegółowe, ale bez infodumpów, a dialogi fajnie moderują tempo akcji. 

 

przeczytałem z przyjemnością :D

 

pozdro

M. 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć,

 

Tak se czytam, czytam i czytam – no dopszsz… nie takie purpury na tym portalu w scenach batalistycznych wstawiawszy. Dopiero tutaj do mnie dotarło :D 

 

Wypieprzy się – stwierdził w myślach półkownik. – A może nie. Lewa ręka mówi, że się wypieprzy. Prawa, że… ach. Jednak się wypieprzył.

Ja to qrna widze :D! Ja to widze!

 

– Ta ja mu mówił! – jęknął rozpaczliwie posłaniec. – Nu un słuchać ni kcy.

– Ni kcy?

– Ni kcy.

– Ni kcy – powtórzył ze złością Podkurzyk. – Ta ja mu zara zakcy, jak un ni kcy. Dawaj, idziem wywgór.

A tu słyszę :D

 

Najlepsza z tego wszystkiego była chyba lornetka przytknięta do oczu jak pięść milicjanta, ale te wszystkie haubice, krasnoludy, brzuchatki? Co to w ogóle jest brzuchatka?

A co to jest “świerzop” ? ;]

 

Super tekst! Po prostu po mojemu. Taki humor to ja rozumiem i mogę zawsze i w każdych ilościach :D

 

gratulacje!

 

pozdro 

M.

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

 

beeeecki, dzięki :). Swoisty to taki osobliwe słowo, że chyba rzeczywiście najlepiej oddaje, czym ten mój słowotok jest :D.

 

 czeke, również dziękuję za miłe słowo :). Ja mam tak stary PESEL, że pamiętam jak na wsi królowały syreny bosto i żuki. Tym ostatnim to nawet uczyłem się jeździć :D. 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć,

 

Opowiadanie miałem zakolejkowane już dawno, dawno, ale dopiero teraz znalazłem czas, żeby przeczytać i wrzucić komenta ;]. 

Przede wszystkim super pomysł na oś fabularną :D. Opowieść zaczyna się dość sztampowo – ot, kolejny samotny, zgorzkniały, co to nie wiadomo ile nie widział, idzie gdzieś do miasta, żeby zrobić COŚ. Ale potem wprowadzasz ten szum i “pikselozę” i tak naprawdę zupełnie odmieniasz oblicze całej historii. To jest nowe i świeże, chociaż też miałem skojarzenie z Drogą McCarthy’ego, ale raczej w charakterze inspiracji niż ordynarnej kalki. 

 

Technicznie jest trochę nierówno. Mnie osobiście dialogi trąciły lekko kartonem w stylu: on jej coś powiedział, a ona się zasmuciła. Za to opisy – majstersztyk :D. Te dwa IMHO wypadły szczególnie dobrze:

 

 Typowe polskie przedmieście w czasach ostatecznych. Zawsze zaczynało się od płotów, podobnych do nierówno poobgryzanych paznokci. Jednorodzinne domy obrośnięte wilgotnym mchem. Natura zawsze wygrywa, nawet z porządną apokalipsą. Dalej bloki, częściowo rozsypane jak domki z kart,

Wyszedł z namiotu i rozciągnął się. Kiedy otworzył oczy, ruin już nie było. Znikły pod warstwą zimnej, ciężkiej mgły. Miasto jakby chciało wybić człowiekowi z głowy pomysł odwiedzin.

– Wiem, że mnie nie chcesz – powiedział, rozwieszając na gałęzi śpiwór – wiem to.

Gratuluję dobrego opo i pozdrawiam

M.

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Barbórka dopiero co była, toż wykopałem :D.

 

Chciałem zgłosić, że niektóre tagi z podstrony OPOWIADANIA nie działają i nie da się wyfilować np: postapo, dramat, historia alt. thriller, 

Wszystko wywala błąd: 

 

Oops! An Error Occurred

The server returned a "500 Internal Server Error".

 

Akurat, te co mi podchodzą najbardziej >:[ . Socjo SF np hula i buczy }:[ 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Street Freighterze, czyli jest jeszcze nadzieją XD

 

Cześć Realuc, 

Tekst miał być jak jazda na motórze – niby bez sensu, ale radocha jest, przynajmniej dla mniej jako pisacza ;] . Fajne, że kura weszła na ostro i się spodobała :D

 

Byłby rosół bez maggi – tam literówka się wdarła.

Wot, solole oko :D. Dzięki, już poprawiam 

 

pozdro

 

M.

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć,

 

Lubię postapo i to bardzo, a postnuki to mój drugi ulubiony podgatunek po zombiach, więc nie mogłem sobie odmówić przeczytania :).

 

Wiwisekcję zrobili Przedpiścy, więc nie ma sensu się powtarzać. Podkreślę tylko to, co napisał Pipboy79 – to rzeczywiście wygląda jak transkrypcja jutubowego kanału o jakimś FPSie.

 

Mnie osobiście najbardziej zazgrzytało w oczach:

 

Nie miałem pojęcia, gdzie jadę. GPS padł, tak samo jak cała reszta elektroniki. Dobrze, że nigdy nie dałem się przekonać do zakupu elektrycznego auta.

Komputer sterujący układem paliwowym jakoś przeżył EMP i auto jechało dalej? Chyba, że to był jakiś klasyk na gaźniku. 

 

Przebrany w mundur martwego żołnierza, szukałem sekretnego schronu

Nawet jak zdjął mundur ze sztywnego, to jakimś cudem pasował?

 

Z MP5 w ręku i masce przeciwgazowej na twarzy, cudem udało mi się zmrużyć oko na kilka godzin w przydrożnym lesie,

Jak się zaśnie w masce z pochłaniaczem, to ma się duże szanse, że się nie obudzi. Człowiek nawet nie będzie wiedział kiedy pochłaniacz się będzie powolutku zapychał, a oddech stawał coraz płytszy. 

 

Historia jako wstęp do dłuższego opowiadania broni się całkiem dobrze – mnie też ciekawi, dlaczego go nie odstrzelili, tylko uśpili i przenieśli do lasu. Jak napiszesz ciąg dalszy to chętnie przeczytam :D

 

pozdro

M. 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć,

 

Sprawnie napisane, a przede wszystkim opisane. Naprawdę plastycznie i niebanalnie. Ciekawy zabieg ze zmianą czasu narracji w dwóch ostatnich akapitach. Ten czas przeszły lekko zoomuje akcję na starym Rudym ;]. 

Amerykańscy naukowcy stwierdzili podobno w badaniach, że psy rozumieją około stu komend głosowych. Koty nawet więcej, tylko mają je w głębokim poważaniu :D. 

 

pozdro

M.

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Na wszystkim możesz ćwiczyć, ważne żeby ćwiczyć :D. Na fragmentach możesz ogarnąć pisanie pojedynczych scen, pokazanie emocji, tempo dialogów itp.

 

Na pełnych, chociaż krótkich opkach załapiesz kompozycję: wstęp → rozwinięcie → pozorny punkt kulminacyjny → plot twist → właściwy punkt kulminacyjny → zakończenie z puentą 

 

 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Street,  to przyznaj się jeszcze, że schabowych nie lubisz i będzie komplet :P

 

Bardzie,

Hej, tyle gadania o tym jak chłop się z passatem zderzył przez kurę,

To się nazywa słowotok samouwielbiony XD 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć

 

Canulasie, Bruce, dzięki za miłe słowa :D. Fajnie, że tak do końca nie zardzewiałem i jeszcze potrafię wyskrobać coś zjadliwego. 

 

A kura potrzebuje nóg także do rozgrzebywania… – tu takie niedopowiedzenie. :)

A dzioba też ma do gdakania ;]. 

 

A obrabianie kury przed rosołem – masakra. Najgorszemu wrogowi nie życzę wdychania oparów. angry

Nie dane mi było! U nas to chłopy były od morderstwa, a dziewuchy od oprawiania. Wyjątkiem były świnie, ale to już inna historia ;]. 

 

Mamy konkurs na Portalu, zgłaszaj się! :)

Ja tam nieaspirujący jestem :D. Niech ambitniejsi idą, ale już przeczytałem kilka konkursówek i nie powiem, niezłe – niezłe :D.

 

<Edit>

Street Fighterze, jak Waszmość możesz? Rosołu nie teges? XD. Toż to zbrodnia na tradycji :P

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

A kojarzysz talię grotu w normalnej łajbie? Starożytni używali czegoś podobnego do podnoszenia ciężarów. To taki pierwowzór dźwigu. Najpierw miał trzy bloczki, a potem pięć. I to był właśnie pentaspasstos.

Taki wielokrążek n-krotny :D. Liczyło się to na mechanice dobre 20 lat temu :P. Tylko nie wiedziałem, że się to tak ładnie nazywa. 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć,

 

Dooobreee :D. Nie umiem w poezję, ale przeczytałem na jednym wdechu. Umiejętnie balansujesz na granicy pastiszu i czarnego humoru, a to niełatwe. 

 

pozdro

M.

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

 

Cześć,

 

W kuchni pachniało pieczoną rybą, grzybami i smutkiem. Złociste światło choinkowych lampek ślizgało się po surowych belkach kuchni.

Taki powtórek, żeby nie było, że nieuważnie przeczytałem. 

 

Sama fabuła mi przypomniała taki stary kawał, jak to siedział se chłop w parku, spoglądając na przechodzące w w tę i we w tę trzymające się pod rękę pary i wzdychał:

– Każdy kogoś ma. Kogoś kto przytuli, pocieszy, doradzi w potrzebie. No każdy kogoś ma, tylko ja qrna żonaty! XD

 

Fajnie wplecione wątki z różnych bajek i wiarygodni bohaterowie. Dobrze się to czytało :D.

 

pozdro

M.

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć

 

Finklo, fajny pomysł na re-telling starego mitu, chociaż miałem te-że-ve z “Goście, goście” i “Blast From The Past” i “Hibernatusa”. Sporo żargonu technicznego z klasycznej greki, ale to tylko dodaje uroku. Akcja wartka i nawet nie zauważyłem kiedy przeczytałem do końca. Tylko szkoda mi trochę Syzyfa, że tak brutalnie mu odebrałaś marzenia :[. 

 

pentaspasstos z pięcioma bloczkami

Od pół godziny próbuję to wygulgulać i nic ;]. Cóż to takiego? 

 

 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć,

 

Dobry pomysł z szortem. Łatwiej będzie wyłapać babole. 

 

Najpierw techniczne:

Deszcz spływał strugami po stertach żelastwa na złomowisku, gdzie rdza i zapomnienie pochłaniały resztki dawnej technologii. Nad wszystkim unosił się metaliczny odór wilgoci, smaru i rozkładu.

Dużo lepsze otwarcie niż w poprzednim. Krótsze zdania, a dużo treści. Gładko wprowadza w atmosferę i nie ma wrażenia słowotoku. Dobra robota :D.

 

– Jesteś pewny, że to tutaj? – zapytała zakapturzona postać w płaszczu, z nutą niepokoju w głosie.

Tu za szybko. Albo płaszcz, albo niepokój. Zobacz jakby to zabrzmiało w rozbiciu na dwa:

 

– Jesteś pewny, że to tutaj? – z nutą niepokoju w głosie zapytała zakapturzona postać. Z jej długiego płaszcza skapywały na ziemię koraliki kropel.

 

Cztery cienkie jak szpilki, zbyt długie jak na jej masę nogi uginały się pod nią. Mimo to poruszała się płynnie, niemal z gracją. Jej wzrost mógł sięgać nawet pięciu metrów.

 

tzw. zaimkoza – stosunkowo łatwe do wyleczenia. 

 

Po wielu miesiącach zdobywania części Johan wyjechał do Goldranch, małej, spalonej słońcem pustyni, dziury daleko za miastem. Tam, w miejscu zapomnianym przez bogów mógł w spokoju i ciszy pracować nad swoim opus magnum. Trzy lata. Tyle czasu zajęło mu zbudowanie marionetki. Jego syn widząc narastające w ojcu szaleństwo, porzucił plan i wyjechał.

Najpierw Johan wyjechał w liczbie pojedynczej, a potem okazało się, że jednak z synem. 

 

Marzył o marionetce doskonałej – sprawiającej wrażenie niegroźnej; delikatnej i niewinnej, ale w rzeczywistości śmiertelnie niebezpiecznej. Tykającej bombie, która w decydującym momencie obróci się przeciwko swoim właścicielom

IMHO brzmi płynniej niż w mianowniku.

 

Reszta dla mnie jest ok. Dużo płynniejsza narracja niż w Niando. Jaśniej opisałeś sceny, po prostu lepiej widać co jest napisane :D. 

 

Fabularnie trochę płasko. Nie za bardzo klei mi się scena dynamiczna z otwarcia z resztą, ale to kwestia gustu. Ogólnie bardzo pozytywnie odbieram tego szorta ;]. 

 

 

pozdro

M.

 

 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć, Ślimaku!

 

Dziękuję i jestem pod wrażeniem pamięci Waszmości :D. Toż to było napisane 100 lat temu :P

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć

 

Outta, widzę że trzymasz Waćpan poziom :D. Doobre. Przedpiścy napisali wszystko, ja tylko dodam, że przeczytałem na jednym bezdechu :D. Naprawdę fajne. 

 

Doczepię się tylko tu: 

Ktoś gdzieś właśnie gubił pantofelek, gdzie indziej inny ktoś popełniał błąd, karmiąc gremlina, a na arenie NLB Denis Rozpierdalacz przechodził pierwszą w życiu transformację w wilkołaka.

a nie mogwai’a ? Gremlinem stawał się dopiero po karmieniu po północy.

 

pozdro 

M.

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć,

 

Początek super – Gołota i Pakto robi robotę :D. Potem trochę siadło w akcji, ale za to punkt zwrotny z nie-tą-nogą – sztos :D! Tego się nie spodziewałem. 

 

pozdrawiam

M.

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć,

 

Golden naprawdę nazywał się Goldstein i pracował dla Mossadu :]. Ha! I teraz się wszystko zgadza! 

 

Dobre opko, panie Miśku! Psycho-fiction pełną gębą. 

 

pozdrawiam

M.

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć Bruce, cześć Reg :]

 

Oj zima ma być długa i mroźna, to rzeczywiście się tu przytulę na dłużej i poczytam, poczytam, a może nawet coś napiszę :D 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć

 

daleko w dole majaczy się miasto. 

To niby nie-po-polsku, ale jak to fajnie pasuje do klimatu narracji :D. 

 

Jego wielkie gmachy z marmuru, wzniesione na wyszukanych kolumnach, nie różnią się widokiem od dziecięcych konstrukcji z kamyków.

Wywal. Bez tego widać ozzo choozzi. 

 

Są też nieznaczne kropki poruszające się ulicami.

j.w.

 

 

Zrobił skrzydła, ale nawet nie umie się tym cieszyć. Przeklęty pracoholik. Alkoholik zresztą też.

Doobreee :D

 

 

O teraz słyszę starego, krzyczy chyba „wosk”. Tylko co na Hadesa ma do tego wszystkiego Wielka Orkiestra Symfoniczna Knossos?

<wyciera monitor opluty sokiem z porzeczek> XD Śmiechłem XD

 

Dobre! Narracja taka jak lubię. W kilku miejscach bym trochę przygolił, żeby wyszło bardziej dosadnie, ale i teraz jest git. Od razu widać to cwaniactwo i pychę podmiotu satyrycznego. Naprawdę dobra robota.

Z technikaliów – pewnie zaraz tu wpadnie któryś z guru interpunkcji i wyliczy brakujące przecinki, ale to szczegóły. 

 

pozdrawiam i powodzenia 

M.

 

 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Ja nie jestem nowy, ale tyle mnie tu nie było, że się wypada przywitać :D. 

 

Cześć i Czołem Szanownym! 

 

Fajnie znowu tu być i móc poczytać najlepsze i najświeższe opowiadania S-F w internetach :D

 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć,

 

Niestety też odpadłem w trakcie. Widać, że masz pomysł i chęci, ale podszedłeś do sprawy trochę zbyt ambitnie. 

 

Niando siedziała na huśtawce leniwie oglądając list otrzymany z dalekiego kraju, położonego na odległym, znajdującym się za oceanem, kontynencie Godfall. Jej długie kasztanowe włosy z grzywką zakrywającą znaczą część czoła, wydawały się nie reagować na lekki wiosenny wiatr.

Wyrazić to, co się ma w głowie za pomocą długich zdań, które zabiorą Czytelnika do miejsca, które chcesz mu pokazać, jest niezwykle trudne i skomplikowane, a zbyt wiele informacji podanych na raz, to jak my to tu mawiamy: “za dużo grzybków w tym barszczu”.

 

Sam widzisz, jak brzmią takie makarony :D. Spróbuj krócej, prościej i na temat. Jak o liście, to o liście. Jak o grzywce, to o grzywce. Lepiej trochę za krótko niż dużo za długo ;]. 

 

Leżała tak w bagnie ale zbawienie nie nastąpiło. Zamiast niego, na jej twarz zaczął wspinać się dość duży śniętoliść – powolny drapieżnik imitujący lilię wodną. Dziewczyna wrzasnęła uderzając pięścią w bagno. Nie zrobiła tego z powodu strachu tylko z rozgoryczenia. Uderzenie rozchlapało brudną wodę i błoto po całym jej ciele.

 

Nagle nad jej głową pojawiły się dwie postacie. Jedna z nich, wysoki chłopiec o twarzy szarego kota wyciągnął w jej pomocną dłoń. Był to jej dobry przyjaciel, uczęszczali razem na medytacyjne zajęcia zen.

W Murasawie nie było szkół w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Mieszkańcy uważali że cała, niezbędna na życia wiedza może spłynąć na ciebie jeśli tylko zrobisz jej miejsce.

Przeczytaj proszę ten fragment na głos i zadaj sobie pytanie – o czym to jest? Najpierw o mocnych uczuciach, potem o śniętoliściu [ fajna nazwa BTW ;) ], potem o postaciach, a na końcu o szkole w Murasawie. Zaproponuję to troszkę usystematyzować. Wrzuć kontrapunkt w rozmyślania o zbawieniu kończący się atakiem tego leniwego liliowego predatora, a dopiero potem o historii z dzieciństwa i o szkołach. Rozkładanie akcji na wątki poboczne też jest bardzo trudne i trzeba mieć naprawdę sporo przeklikane w palcach, żeby to wyszło sensownie. 

 

Dziewczyna poddała się grawitacji i bezwładnie tonęła w bagnie gdy jednak nagle ktoś wyciągnął po nią rękę. Ktoś wskoczył w to samo bagno i wyciągnął pomocną dłoń. Było to falujące w brudnej tafli wody odbicie. Druga Niando płynęła chcąc uratować samą siebie. Ta tonąca popatrzyła w dół i ujrzała jak bagienne dno pokrywają setki martwych Niando. Dziewczyna preraziła się. W tej samej chwili doszło do niej że nie może oddychać co tylko spotęgowało to uczucie. Wtedy jednak złapana została przez płynącą w jej stronę wybawczynię. Wybawczynię która łapiąc ją, złączyła się z nią w jedno i nastało światło.

Takie uczycie jak w tym starym memie: “To który jest k… synem kogo” :) Nic nie czaję. Naprawdę ciężko mi sobie wyobrazić tę scenę i zrozumieć o co w niej chodzi. 

 

Jeśli mogę pozwolić sobie na dawanie rad, to z własnego [ bolesnego ;)] doświadczenia wiem, że łatwiej zacząć od czegoś krótszego. Łatwiej będzie Ci poprawić błędy, a później doszlifować umiejętności warsztatowe na shortach i drabblach. Napisać książkę to brzmi dumnie, ale daj sobie na to czas. 

 

pozdrawiam i powodzenia 

 

  1.  

 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć

 

Trochę się powtórzę z bety, bo niebetujący nie widzą tamtych komentarzy. 

 

Pierwsze primo: od początku miałaś w głowie pomysł na tę historię i konsekwentnie go realizowałaś. Nie mieliśmy z Ambush zbyt wiele do roboty odnośnie do ewentualnych zmian fabuły. Wszystko było spięte i logiczne, był pomysł na protagonistkę, antagonistę i tego trzeciego, co mam nadzieję widać w efekcie końcowym :]. Całość ma trochę wydźwięk klasycznej Wyspy doktora Moreau i pokazuje do czego może prowadzić zabawa z eksperymentami na żywych organizmach.

 

Drugie secundo: od strony łapankowej też nie było za dużo roboty. Amerykańskie podejście do przecinków wprowadziło nieco zamieszania, ale wstępnie chyba ogarnęliśmy temat :]. Pewnie niedługo wpadnie nieoceniona i przenikliwa Reg  i nam uświadomi, że jednak nie, ale na razie cieszmy się z małych rzeczy XD.

 

Trzecie tertio – bardzo fajnie rozwinęłaś wskazówki, które rzucaliśmy Ci w trakcie rozpisywania poszczególnych fragmentów :]. Zwolnienie czasu, pokazanie akcji oczami najpierw jednej, potem drugiej postaci, moment obudzenia się bohaterki – to wszystko autorskie pomysły. Wystarczyło Cię lekko naprowadzić na trop rozwiązania i sama byłaś w stanie napisać naprawdę mocne sceny.

 

Gratuluję dobrego opowiadania. Jako betujący nie zgłaszam do biblioteki, ale zachęcam Szanownych do lektury i rozważenia naskarżenia ;].

 

pozdro

M.

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć, Boski :]

 

Jak ja lubię niebanalne plot twisty! Dobre, śmiechłem nie raz i to z satysfakcją.

Odnosząc się do wypowiedzi Przedpiśców – nie widzę nic zdrożnego w tym, że dorośli wierzą , że Święty Mikołaj istnieje. W końcu są tacy, co wierzą, że dostaną emeryturę z ZUSu a to przecież jest jeszcze mniej prawdopodobne. 

 

pozdro

M.

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Asylum, zgadzam się w całej rozciągłości ;]. O ile pierwszy tom skupiał się na przygodach Vuko Drakkainena, i był naprawdę ciekawą wersją “Swiata Roccanona” [wikingowie, magia, technologia, cyfral zamiast nanokombinezonu], tak drugi tom bazujący na równoległej linii fabularnej z tym całym rozwlekłym opisem feministycznej rewolucji w alternatywnej wersji Azejberdżanu to po prostu jakieś… przepraszam za wulgarność, ale aż się ciśnie na usta: jung adult z łottpada :D.  

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Dzięki Drakaino,

 

Nie brzmi mi jak Broniewski, to był wybitny poeta, a ten wierszyk to straszny kiczor ;) Podejrzewam jakiegoś amatora grafomana.

Hy hy hy :> Słowo o Stalinie 

 

pozdro 

M.

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

 

Do wszystkich którzy nie zrozumieli i nie łapią przekazu. Przekazu… Jakiego przekazu? Ja tu tylko obraz przedstawiłem, bez jakiegoś morału i przekazu. Jak widziałem, tak przedstawiłem i tyle.

W sensie, że chopa po prostu krew zalała XD. No i dla mnie git! Taki przekaz to ja rozumiem. 

 

pozdro

M.

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Cześć 

Szukam autora tego tekstu:

Pracą dziś naszą nauka,

Po wiedzę sięgaj z zapałem,

Tego więc celu dziś szukaj

I ucz się ucz wytrwale.

 

Ref. Po książkę sięgaj codziennie

Bierz z bohaterów przykłady

Bądź pilny i pracuj sumiennie

Posłuchaj pieśni tej rady.

 

W życiu nie łatwo Ci będzie

Bez wiedzy i bez zawodu

Mądry potrzebny jest wszędzie

Jest On radością Narodu

 

Ref. Że Polski jesteśmy warci

My światu też pokażemy

Słowami poety wsparci

Za jego wzorem iść chcemy.

Ten tekst w różnych formach był wykorzystywany jako hymn szkół podstawowych za komuny. Do niedawna wydawało mi się, że to tekst W.Broniewskiego, ale nie mogę znaleźć potwierdzenia. 

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Żelazna logika :D

Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!

Nowa Fantastyka