Co prawda nie mają kciuków, ale kto wie?
Co prawda nie mają kciuków, ale kto wie?
Hrumblgl właśnie skończył ostatnie z wyznaczonych mu zadań na przedpołudnie. Postanowił, że wykaże się inicjatywą i rozmasuje kopytkami kark jednej ze swoich żon.
Musi ją już bardzo boleć po tak długim czasie czytania – pomyślał i podbiegł ochoczo do Pifrbr.
– Och, Hrumblgl, pomyślałeś… jesteś jak zawsze niezastąpiony – zamruczała, gdy rozpoczął powolne ugniatanie.
– Dziękuję, ale wiesz, że to mnie uszczęśliwia służyć tobie – odpowiedział bez cienia ironii.
– Tak, wiem. – Uśmiechnęła się, odłożyła pyskiem książkę na półkę obok i odchyliła, aby ułatwić zadanie mężowi.
Do szopy weszła nieliczna grupka kolejnych żon Hrumblgl. Jedna z nich głośno zakwiczała na widok pary przy fotelu.
– Iiik!! Przedpołudniowe ugniatanko?! – skakała na kopytkach jak jakaś gazela.
– Uspokój się, Fiukrtl! – krzyknęła Olalal. – Musimy najpierw umyć futerka, bo pamiętasz, że ostatnio nie zaczekałaś i nasz biedny Hrumblgl złapał jakieś robactwo – dodała już spokojniej.
– Nie przejmujcie się mną. Najważniejsze, abyście wy były zadowolone – machnął nóżką Hrumblgl po czym wrócił do ugniatania ze zdwojoną siłą.
– Ja idę się umyć. I tak będzie kolejka – zawyrokowała Javppv. Obróciła się, ale pozostałe dwie samice wyprzedziły ją, wskakując na raz do obszernego, ziemnego zagłębienia, gdzie zbierała się woda z przyszopowego, sztucznego wodospadu.
– Iiik!! Pierwsza! – zaczęła kwiczeć i śmiać się Fiukrtl. – Pośpiesz się, bo będziesz ostatnia!
– I tak się szybciej myję od was – odfuknęła Javppv. – Ale zaczekam spokojnie na swoją kolej i zobaczę przy okazji, co Hrumblgl przygotował dla nas do zjedzenia.
– Ojej… ja też jestem głodna. – Ryjek Fiukrtl na chwilę się zmarszczył, ale szybko odzyskała humor wracając do radosnego chluptania w "wannie".
– Pierwsza! – wykrzyknęła Olalal i wyskoczyła na brzeg.
– Nieee, Olalal oszukiwałaś! – Tym razem Fiukrtl zasmuciła się na dłużej. Zanurzyła się w wodzie po pysk. – To ja zostaję tutaj.
– Ah, przydałoby się więcej samców… – Olalal westchnęła. – Hrumblgl jest taki cudowny, a my ciągle musimy na coś czekać. – Stuknęła ze zdenerwowaniem kopytkiem w klepisko.
– Niestety. Taki okaz zdarza się tylko raz na pięć tysięcy. Wiesz o tym. To i tak nie do przejedzenia. – Tym razem to Pifrbr westchnęła.
– Powinnyśmy dopuścić też brzydsze okazy. Do ugniatanka się nadadzą. – Fiukrtl wyszła powoli z wody i się otrzepała, zachlapując przy okazji połowę szopy.
Reszta samic zajęczała chóralnie.
– Teraz wszystko jest mokre! Czy ty się nigdy nie nauczysz? – krzyknęła Olalal, która stała najbliżej, co zwielokrotniło szkody.
– Przestań! Wiesz, że to nie moja wina! – odpyskowała Fiukrtl szczerząc kły.
– Ojejej, bardzo was przepraszam. To ja powinienem pomyśleć, aby ustawić ekrany… Ojejej. – Hrumblgl zaczął skakać po całej szopie wycierając wszystko tkaniną niewiadomego pochodzenia, złapaną w biegu.
Miał bardzo zwinny pysk, więc po chwili wszystko było już suche.
– Jeszcze raz was przepraszam, naprawdę, to się już nigdy nie powtórzy.
– Jemu przynajmniej można uwierzyć. – Olalal pokazała język w stronę Fiukrtl i nadstawiła się do ugniatanka.
– Wracając do tematu – zaczęła wciąż trochę obrażona Pifrbr. Niechciany prysznic zepsuł całą magię chwili z Hrumblgl. – Teoretycznie można by ich dzielić zadaniowo. Plomba mentalna by to ogarnęła.
– Albo, mimo wszystko, zwiększyć produkcję, żeby każda miała jednego na własność – nie ustępowała Olalal mrużąc ślepia z przyjemności. Pośpiech pod wodospadem się opłacił.
– Coś ty, obory musiałyby pokryć chyba cały glob, a ciała trzeba by zacząć wysyłać w kosmos. Po tym, jak już zapełniłybyśmy nimi wszystkie jaskinie – wtrąciła się Javppv, wchodząc do zbiornika. Wcześniej pożarła na szybko dwadzieścia kilo przyprawionego mięsa i trochę ją mdliło.
– No i co z tego? Nie należy się nam? – Olalal zafalowała futerkiem przy okazji nieomal tracąc równowagę.
– Już jesteśmy tłuste, a co dopiero przy takiej ilości – pokiwała łbem Pifrbr.
– Pfff, Hrumblgl nie narzeka, prawda Hrumblgl? – Olalal odwróciła się do ugniatającego ją męża i roześmiała w głos.
– Jesteście idealne – skomentował, a jego pysk był esencją bezbrzeżnej fascynacji.
***
Lisa odwróciła się od głównego ekranu mostka, okrętu „Jedna Wizja”, znajdującego się obecnie na orbicie. Jak zwykle siedziała w fotelu z nogami położonymi na blacie i przygryzała zębami starodawny długopis. Zamiast komentarza, mignęła tylko dwukrotnie brwiami do Adama i uśmiechnęła się szelmowsko.
– Lecimy stąd – powiedział krótko Kapitan.
Nieliczna, męska załoga, bez zbędnej zwłoki za to z potrojoną determinacją rozpoczęła manewr opuszczania orbity tego dziwnego, samiczego świata.
Musi ją już bardzo boleć, po tak długim czasie czytania
Zbędny przecinek.
– Ohhh
Och.
– Dziękuję, ale wiesz, że to mnie uszczęśliwia służyć tobie
Może: …uszczęśliwia mnie służenie tobie?
– Iiik!! Przedpołudniowe ugniatanko?! – skakała na kopytkach jak jakaś gazela.
Skakała z wielkiej litery.
– Uspokój się Fiukrtl!
Przecinek przed wołaczem.
– Nie przejmujcie się mną. Najważniejsze, abyście wy były zadowolone – machnął nóżką Hrumblgl po czym wrócił do ugniatania ze zdwojoną siłą.
Kropka po zadowolone. Machnął z wielkiej. Przecinek przed “po czym”.
dwie samice wyprzedziły ją wskakując na raz do obszernego,
Przecinek przed wskakując.
– Ahhh, przydałoby się więcej samców…
Wiem, że chcesz podkreślić przeciągłe wzdychanie, ale to źle wygląda. Ah.
Fiukrtl wyszła powoli z wody i się otrzepała zachlapując przy okazji połowę szopy.
Przecinek przed zachlapując.
– Hrumblgl zaczął skakać po całej szopie wycierając wszystko, złapaną w biegu, tkaniną niewiadomego pochodzenia.
Może: – Hrumblgl zaczął skakać po całej szopie, wycierając wszystko tkaniną niewiadomego pochodzenia, złapaną w biegu?
Olalal pokazała język w stronę Fiukrtl i naddała się do ugniatanka.
Co znaczy naddała się?
– zastanawiała się.
Do wykreślenia.
Po tym jak już zapełniłybyśmy nimi wszystkie jaskinie – wtrąciła się Javppv wchodząc do zbiornika.
Przecinek po “po tym” i przed “wchodząc”
bez zbędnej zwłoki za to z potrojoną determinacją
Przecinek przed za to.
Hmm. Dziwne, końcówka ratuje. Nie powiem, jest tu pomysł, próba humoru, troszkę w stronę weird. Nawet ciekawe. Gubiłem się troszkę przy takiej ilości dziwacznych imion, skąd Ty to brałeś? :D
Niestety jest sporo błędów – szczególnie, że to bardzo krótki tekst. Ale życzę powodzenia w kolejnych opkach!
Pozdrawiam.
You cannot petition the Lord with prayer!
Cześć, dzięki wielkie za komentarz i wskazanie błędów. Większość już poprawiłem. Będę wdzięczny jak odpiszesz na moją odpowiedź, bo cały czas się uczę tych dialogów i nie wiem, a do kilku uwag bym się niekoniecznie zgodził.
– Dziękuję, ale wiesz, że to mnie uszczęśliwia służyć tobie
Podobno obie wersje są poprawne. Mnie się ta bardziej podoba, ale jeszcze zobaczę.
Iiik!! Przedpołudniowe ugniatanko?! – skakała na kopytkach jak jakaś gazela.
– Nie przejmujcie się mną. Najważniejsze, abyście wy były zadowolone – machnął nóżką Hrumblgl po czym wrócił do ugniatania ze zdwojoną siłą.
W tych dwóch dialogach zrobiłem tak, ponieważ skakała i machnął w trakcie wypowiedzi, więc wziąłem to za didaskalia. W takim przypadku to dalej jest błędnie napisane?
Naddała się, u mnie znaczy tyle co nadstawić się. Często używam w kontekście oparcia się o kogoś, podstawić. Sprawdziłem, że według słownika to zupełnie co innego znaczy, więc zmieniam na nadstawiła się.
bez zbędnej zwłoki za to z potrojoną determinacją
Tutaj dostałem cynk, że jak usunę przecinek to wrażenie pośpiechu będzie większe. Podobno poprawnie, więc wstrzymam się jeszcze i zobaczę.
Imiona wymyślałem na bieżąco :) Nie dziwię się, że się gubiłeś, bo sam to też odczułem, ale podobają mi się :)
Bardzo fajnie się czytało, taki tekścik troszkę o matryjarchacie, wiec wcale się nie dziwię, że obcy uciekli statkiem. Miła odmiana.
Dzięki Czarna2 :) Cieszę się, że się podobało :)