Profil użytkownika

Nie można porządnie podać miejsc inspirujących twórczość w zakładce Miasto, więc będą tutaj. Przede wszystkim Trójmiasto i Podhale. Mogą się zlewać we wspólny nieokreślony twór (coś jakby Turów Róg).


komentarze: 3119, w dziale opowiadań: 2321, opowiadania: 691

Ostatnie sto komentarzy

Cześć, (jeszcze przez chwilę) Anonimie!

Zaglądam do opowiadania już jakiś czas po awarii Portalu, która je zainspirowała, i mam wrażenie, że broni się jako samodzielna całość, nie uderza doraźnością reakcji na wydarzenia, wręcz zabawna jest myśl, jakich głębokich implikacji filozoficznych mógłby szukać w poincie uważny czytelnik nieświadom jej źródła. Początkowa rozmowa o tym, której płci żyje się łatwiej, wydała mi się przydługa i mało oryginalna, ale potem opowiadanie się bardzo ładnie rozkręca. Symulacja w symulacji, wraz z mamą tłumaczącą synkowi te zawiłości, przywiodła mi na myśl Świat Zofii Gaardera. Parę przebłysków humoru, które niekoniecznie muszą wszystkim odpowiadać, akurat wpasowuje się w mój gust (“kiepska, źle zaprojektowana hybryda minoga z pieczarką, zainfekowana wirusem brodawczaka fraktalnego”!).

Nie przeglądałem tekstu językowo bardzo uważnie, wyłapałem parę przypadkowych błędów interpunkcyjnych:

powiedzieć, co kupić na obiad i że kebab niekoniecznie jest optymalny dla dwulatka, a pozwolenie trzylatce, by bawiła się zestawem do makijażu, to nienajbłyskotliwszy pomysł.

między jednym Big Bangiem, a drugim

Bez przecinka (“a” w funkcji łącznej).

– Jedynie Bóg o czystym i prawym sercu, może się wcielić w Vec-Thora.

Bez przecinka między grupą podmiotu a orzeczenia (ewentualnie można uznać grupę “o czystym i prawym sercu” za wtrącenie – to nieco wpływa na dokładny sens zdania – ale wtedy wydzielić obustronnie).

PS II.

* ale innej niż Muszla Zagłady.

Dzięki za zastrzeżenie, ale nie obraziłbym się o taką drobną zmyłkę (oczywiście teoretycznie ktoś mógł pomyśleć, że to finta w fincie…).

Wreszcie przewodniczący rzuca do strażników:

– Dowalić do setki i do kotła!

Coś mi się córka Sejana przypomniała…

Anonim niczego nie sugeruje, ale Anonim zadbał o fragment reprezentacyjny

Nie czuję, by Anonim cokolwiek sugerował, ale tekst moim zdaniem zasługuje na dopchanie do Biblioteki przed upływem miesiąca od publikacji.

Pozdrawiam!

 

EDYCJA: jak już dopchałem, to zwróciłem uwagę na ten fragment reprezentacyjny – na pewno chodzi o terrafurlong “furlong ziemski”, a nie terafurlong “10^12 furlongów”?

Nawzajem dziękuję i odsyłam ślimacze ukłony!

Wszystko chętnie zastosuję, tylko pierwszą propozycję – jeśli wolno – może nieco zmienię, by uniknąć aliteracji (oby tylko Jim tego nie czytał, bo znowu mi się oberwie wink ):

Pewnie, że wolno, w istocie “zdają się być” może tu brzmieć lepiej. Nie włączyłem się w tamtą rozmowę o aliteracji, bo zanim ją zauważyłem, wszystko już wyglądało na dobrze wyjaśnione, ale gdyby Ci zależało, mógłbym się do niej jeszcze odnieść. Pokrótce: o ile w prozie jest zabiegiem ryzykownym, często wprost zepsuciem tekstu i bardzo słusznie ją wskazujesz, o tyle w poezji to uznany środek stylistyczny, chętnie używany do budowy tkanki dźwiękowej utworu (choć oczywiście to także trzeba dobrze umieć, ja nie jestem w tym wprawny):

Nowa – nagością żelazną bezczelna – niezawstydzona niczym – nieśmiertelna!

A dźwięk spada srebrną, słabo wypuszczoną strzałą.

Albo ogromnie znany przykład z poezji anglojęzycznej:

A terrible beauty is born.

W drugim przypadku bardziej podoba mi się druga propozycja, o tchórzach, ale muszę uniknąć powtórzeń (nam, nam, nas). :)

O, słuszne spostrzeżenie! Niemniej dałoby się to załatać: nikomu nie służy… rycerzom nie służy… krzyżowcom nie służy…?

Pozdrawiam!

Cześć, bruce!

Całkiem ładnie Ci to wyszło, rymowanka żartobliwa, ale też edukacyjna. Nauczyłem się czegoś nowego, bo wcale nie kojarzyłem tej mody z bitwą pod Nikopolis i gdybym miał obstawiać, pewnie umieściłbym te ekstremalnie długie ciżmy bardziej w XVI wieku. Inne szczegóły wydarzeń też ślicznie utkałaś (wzmianka o sławetnej przechwałce z nieboskłonem). Naturalnie utwór jest zamknięty w określonej konwencji, nie ma ambicji wyjątkowego wzruszenia odbiorcy czy zainspirowania go do przemyśleń życiowych, ale tak czy inaczej wydaje mi się bardziej udany niż mój dawny tekst o Nikopolis, na ile można porównywać wierszyk z opowiadaniem. Należy pochwalić w pełni stabilne utrzymanie trzynastozgłoskowca 7+6 i na ogół porządne rymowanie. Ze dwa dwuwiersze spróbowałbym jednak przepisać – jak zawsze, tylko luźna sugestia, wcale nie oczekuję, że się do niej zastosujesz, a może jeszcze ulepszysz?

Czubki ciżem, nadmiernie wystające w przodzie,

Przejdą jako przyczyna w bitwie niepowodzeń!

Czubki ciżem, co naprzód wystają wybitnie,

Wydają się przyczyną niepowodzeń w bitwie!

Porzucimy więc modę, z Polski pochodzącą,

Zgubnym kształtem obuwia odwagę grzebiącą.

Dość brzydki rym gramatyczny, ale tu trudniej ulepszyć. Próbowałem na przykład:

Dlatego porzucimy zgubną polską modę,

Gdzie kształt obuwia wchodzi obutemu w szkodę.

Jednak ten rym też wcale nie jest taki znów udany, a gubi się ten komiczny sens, że buty mają być wymówką dla tchórzostwa… Tchórzostwa?…

Ta moda, z Polski rodem, wcale nam nie służy,

Gdy zgubny kształt obuwia obraca nas w tchórzy?…

Pozdrawiam serdecznie i doklikuję do Biblioteki!

Nie musi być wierszem – ale liczymy na Ślimaka Zagłady i innych forumowych poetów!

z pewnością Ślimak będzie dużo bardziej sumienny ode mnie

Co za paradoks, tak to pewnie rzuciłbym się na tak piękne wyzwanie z zachwytem, a jak mnie w ten sposób stawiacie pod ścianą, jakakolwiek wena wyłącza się natychmiast. Rozważałem różne realia, na przykład Orawę jako ukłon w stronę Organizatora, ale nic jakoś do mnie nie chciało przemówić. Ostatecznie trzeba coś sklecić w terminie, ale zdaję sobie sprawę, że będzie to “próba na zaliczenie”, bez śladów uniesień poetyckich:

 

Shire, ojczyzno moja! Ty jesteś jak jadło:

ile cię trzeba cenić, dotąd się nie zgadło,

aż gdy przejdziesz na dietę. Oto od lat wielu

zamieszkując cienistą puszczę Rivendellu,

gdzie liczą każde ziarnko, futro głaszczą sarnie,

śnię twoje żyzne pola, obfite spiżarnie.

 

Eru Ilúvatarze, któryś stworzył Ardę,

osiedlił w niej istoty i piękne, i harde,

a w czas Númenorczyków buntu niespodzianie

zawinąłeś ją w kulę w pustki oceanie,

co migasz, by herosom dodać sił – i znikasz,

racz podnieść wzrok łaskawy, gdy hobbit kronikarz

szuka słów dla opisu schyłku Trzeciej Ery,

czule dobiera zdania i kreśli litery:

żeby oddać potomnym, co się komu zdarza,

żeby uznać gościnność swego gospodarza,

który też w pisma zawsze życzliwie zagląda.

Opiszmy zatem słynną Radę u Elronda…

 

Przypomniałem sobie tymczasem, że bardzo porządny pastisz Inwokacji opublikował tu jakiś czas temu Jerohhttps://fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/33134.

 

Barniuszu, całkiem ładna “głupawka”! Rymy są oczywiście koszmarne, ale to się w jakiejś mierze wpisuje w zamysł, odpowiada jakości tej “slopizny”. Na końcu chyba jednak musiałoby być “kodowi”?

 

Jimie, ciekawy eksperyment i uwagi, dzięki, że się tym podzieliłeś!

 

Marzanie, to, czego Twojej próbie głównie brakuje do oryginalnego metrum – przy utrzymaniu trzynastu zgłosek w wersie i rymów – to regularna średniówka. Średniówka to stabilny punkt podziału wersu, może mieć różne odmiany i odstępstwa, ale w swojej podstawowej formie wymaga, podobnie jak klauzula (zakończenie wersu), końca wyrazu w danym miejscu oraz akcentu sylabę wcześniej. Pan Tadeusz jest typowym przykładem trzynastozgłoskowca 7+6, czyli ze średniówką po siódmej sylabie:

Śród takich pól przed laty, | nad brzegiem ruczaju,

Na pagórku niewielkim, | we brzozowym gaju,

Stał dwór szlachecki, z drzewa, | lecz podmurowany.

Świeciły się z daleka | pobielane ściany.

Polski wiersz sylabiczny od dziewięciu zgłosek w wersie wzwyż wymaga obrania średniówki właściwie zawsze, ośmiozgłoskowiec to taki przypadek graniczny. W bardzo długich wersach mogą się zjawiać dwie, a nawet więcej średniówek.

 

Jeszcze jedną sprawą wartą odnotowania są zmiany w technice rymowania, które zaszły u nas od czasów Mickiewicza (a konkretnie w ciągu kilku lat po odzyskaniu niepodległości). Kanon wiersza polskiego ustanowiony jeszcze przez Jana Kochanowskiego wymagał bezwzględnej zgodności brzmieniowej rymowanych wyrazów począwszy od samogłoski akcentowanej, skąd odczuwalny był – wspominał o tym nawet Mickiewicz – niedostatek rymów w języku polskim. Wymagało to dużej sprawności technicznej, często dziwnego kształtowania wiersza czy ratowania się rymami gramatycznymi. Poza tym czytelnik od pewnego momentu jest gotów postąpić jak król Edyp, jeśli jeszcze raz zobaczy “jesień – uniesień” lub “kamień – omamień” (tu polszczyzna ma jeszcze w ofercie “zamień”, “plamień” i “utożsamień”, ale “omamień” trafiało się jakoś najczęściej).

Dlatego autor przyzwyczajony do współczesnego rymowania dość dowolnego, w którym oprócz wymogu zgodności samogłoski akcentowanej pozostałe współbrzmienia dobiera się raczej swobodnie, na ogół nie będzie chciał ani umiał wiarygodnie naśladować wiersza romantycznego.

Cześć! Nie komentowałem jeszcze nic Twojego?

Tytuł odsyła do pojęcia Narrenturm (do powieści chyba mniej), przypomniało mi się także “A my nie chcemy uciekać stąd” oraz ta piosenka z wieczorem spadających gwiazd (“W dzień gorącego lata”, dobrze mi się zdaje?). Rytm miejscami się nadłamuje, przeszlifowałbym parę wersów:

W obłędzie dziś znajdziesz swój azyl

Nie lękaj się spadających gwiazd

W obłędzie znajdziesz dziś swój azyl

Nie bój się spadających gwiazd

Chyba nawet lepiej “W obłędzie dzisiaj znajdziesz azyl”, w języku polskim zaimki dzierżawcze okropnie przytłaczają styl, warto wystrzegać się ich nadmiaru.

Za swą chłodną ścianą skryj

Niech zapomni mnie ten świat

Za swoją chłodną ścianą skryj

Niechaj zapomni mnie ten świat

Niechaj, niechże, niech już… A może w ogóle tak?…

Wieżo szaleńców, w chłodzie ścian

Daj się przed lepkim lękiem skryć

Niech mnie zapomni ten zły świat

 

Całość zdecydowanie sprawia wrażenie tekstu piosenki. Sposób wyrażenia “poczucia bezsilności i przeładowania rzeczywistością” nie jest moim zdaniem na tyle przełomowy, by uderzać jako samodzielne dzieło poetyckie, ale obraz wieży i miejscami dobór słów dość ładne, by (wyobrażam sobie) utwór wykonany na scenie mógł wywrzeć nader przyjemne wrażenie. Oczywiście sugeruje to także konwencja zapisu (wersy od wielkich liter i brak interpunkcji w klauzulach).

Pozdrawiam ślimaczo!

Uwaga, drodzy Portalowicze!

Mam do przekazania kolejną już ważną wiadomość: GalicyjskiZakapior postanowił zrezygnować z funkcji po zakończeniu prac nad lipcowymi nominacjami.

Chcielibyśmy podziękować mu za wartościowy wkład i złożyć tradycyjne życzenia wszelkiego powodzenia w życiu pozalożowym.

Zgodną z punktem 15c regulaminu propozycję zapełnienia wakatu przyjął cezary_cezary.

Ładny powrót! Obrazowanie zgrabne, choć nie bardzo odkrywcze, Dali na scenie, w drugim rzędzie Heraklit z Efezu. Właściwie zacząłem się teraz zastanawiać, na ile “Trwałość pamięci” była inspirowana Heraklitem, więc podsunąłeś mi nową myśl.

Intrygujące, centrujące uwagę jest wyrażenie “nikt nie wraca ponownie do minionej chwili”, jak gdyby raz można było wrócić, ale już nie wrócić ponownie (tzn. zjawić się po raz trzeci), ale może to tylko mój specyficzny tor myślenia.

Hmmm. Nie zrozumiałam. Przede wszystkim, do kogo się zwraca narrator.

Sztampowo przyjęłoby się w odbiorze, że do dawnej miłości, ale w tym przypadku wyjątkowo myślę, że do naszego Portalu.

Pomimo braku rymów, niezwykle melodyjny.

Postarałem się to rozwikłać i oprócz dość oczywistego uformowania strof z rozbitych trzynastozgłoskowców mam wrażenie, że można tutaj dostrzec lekko zniekształcony tok anapestyczny:

Jesteś dla mnie jak rdza po wieloletnim deszczu

ssSssSsssSsSs: 6m+7, 4 stopy anapestu, ostatnia ściągnięta do jambu, hiperkataleksa w średniówce i klauzuli

tylko zegar z obrazu Dalego wtopiony w krajobraz wskazuje prawdziwy czas

ssSssSssSssSssSssSssSsS: 4+6+6+7m, 8 stóp anapestu, ostatnia ściągnięta do jambu

nikt nie wraca ponownie do minionej chwili

ssSssSsssSsSs: 7+6, 4 stopy anapestu, ostatnia ściągnięta do jambu, hiperkataleksa w średniówce i klauzuli

nikt nie wraca do chwili napraw

ssSssSssSs: 4+6, 3 stopy anapestu, hiperkataleksa w klauzuli

Chętnie bym się dowiedział, czy brałeś tę sylabotonikę świadomie pod uwagę, czy po prostu pisałeś tak, jak “dobrze brzmiało”.

Pozdrawiam serdecznie,

Ślimak Zagłady

Natomiast myślę, że sam główny bohater nie był tak całkiem pozbawiony życia wewnętrznego

Tak, to napisałem o innych postaciach, że sprawiają wrażenie narzędzi narracyjnych.

Maszyna twierdzi, że obiekt jest czymś przypominającym cząstkę elementarną, a nie, że nią jest.

Zgoda, trochę nieprecyzyjnie zreferowałem, ale myślę, że nie podważa to głównego sensu uwagi o sporych różnicach kategorialnych między makroskopowym analogiem fermionu a pasożytem wpływającym na psychikę. Być może masz jakiś błyskotliwy pomysł, jak to uprawdopodobnić przy dalszym rozwijaniu cyklu, ale w tej zamkniętej całości moim skromnym zdaniem się nie broni.

Dziękuję za poświęcony czas na wnikliwy komentarz. To wiele dla mnie znaczy!

Nawzajem dziękuję za przychylny odbiór i ciekawe odniesienie się do uwag, ponownie pozdrawiam!

Po pierwsze: Ambush od dawna podaje, że termin wyrobienia dyżuru jest do dziesiątego dnia następnego miesiąca, nie pamiętam, gdzie znajduje się zapis zmieniający ten wskazany przez Ciebie, ale gdzieś pewnie jest.

Po drugie: nawet gdyby odliczyć to opowiadanie, które skomentowałaś 9 lipca, to wciąż miałabyś 8/9, czyli znacznie powyżej 50%.

Cześć!

Przepraszam za późną odpowiedź, ale woda, słońce, pływanie, włóczęga, hamaczek i czas spędzony z rodziną wygrywają… (…) ale jak wiesz, sam jestem pełen szacunku dla Twojej wiedzy, kultury i umiejętności prowadzenia dyskusji.

Sprytnie to ujmujesz i bardzo dziękuję! I oczywiście serdecznie życzę jak najpiękniejszego rodzinnego czasu.

Rzeczywiście nie takiej odpowiedzi się spodziewałem, ale podoba mi się ta niespodzianka i niemal pochlebia, że pytasz tu o zdanie. Moja znajomość rosyjskiego jest epsilonowa, tyle co wynika pośrednio z amatorskiej wiedzy o ewolucji języków słowiańskich, przez samą cyrylicę przebijam się tu z trudem i niedokładnie, gdzież mi do Twojego rozeznania – czyli patrzę niemal wyłącznie na Twój polski utwór, nie na to, jak odnosi się do oryginału. Pozwolę sobie pokazać, jak bym go przepisał, ale nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz: ze względu na wspomniane różnice w naszym podejściu do poezji, ale też na to, że może niesłusznie wygładzam rytm, jeżeli w rosyjskiej wersji nie dostrzegam jego chropowatości:

 

Czy wiesz może, jak lipa szeleści

wśród wiosennej księżycowej nocy?

 

Śpi najdroższa, śpi i sen ją pieści,

podejdź, zbudź ją, ucałuj jej oczy.

Sen ją pieści…

 

I słyszałeś: tak lipa szeleści.

 

Czy wiesz, jak śpią stare zagajniki?

Gdzie nie spojrzeć, gęstej mgły tumany.

 

Oto księżyc, gwiazdy i słowiki…

“Jestem twój!” – gdzieś słyszą zakochanych,

a słowiki!…

 

Teraz wiesz już, jak śpią zagajniki!

 

Pozdrawiam i czekam na ciąg dalszy następujący!

Hej, Marszawo! Nie masz za co przepraszać. Sprawdziłem dla pewności i o ile się nie mylę, w czerwcu (“pod warunkiem skomentowania w trakcie poprzedniego miesiąca przynajmniej 50% tekstów przynależnych do ich dyżurów” – miesiąc poprzedni względem tego wątku to czerwiec) skomentowałaś wszystkie dziewięć tekstów przypadających na Twój wtorkowy dyżur, zmieściłaś się też z tym w terminie (do 10 lipca), zatem jak najbardziej dysponujesz mocą głosu dyżurnej.

Cześć, Kronosie!

Opowiadanie spodobało mi się bardziej od poprzedniej części, przykuło uwagę, choć zachwytem bym tego jeszcze nie nazwał. Pod kątem elementów SF trochę zmylił mnie tytuł, bo spodziewałem się jednak, że doczekam się jakiegoś związku z drugą zasadą termodynamiki, a nie po prostu gry słów z nazwiskiem. Zresztą widać, że postarałeś się, żeby warstwa fizyczna przynajmniej dawała wrażenie wiarygodności.

Saturn znajduje się w opozycji, osiem i pół jednostek astronomicznych od Marsa. Fuzyjny wehikuł kurierski z przyspieszeniem dwa g doleci w siedem dni.

Osiem i pół jednostki astronomicznej (jak “osiem i pół kilometra”, nie “kilometrów”). Chwilkę… światło pokonuje 8,5 j.a. w jakieś 68 minut, więc zrobienie tego dystansu w tydzień wymaga średniej prędkości przelotowej circa 2000 km/s. Z przyspieszeniem 2 g osiągnie taką prędkość w około 100 000 sekund, czyli ciut ponad dobę – wszystko się zgadza – lubię, jak autor nie robi mnie w konia z danymi.

Inne plusy, które odnotowałem przy lekturze: spoista historia z solidnie wbudowanym przesłaniem, przekonująco (trochę, ale nie bardzo nachalnie) piszesz o tym, że prowadzenie badań naukowych leży w interesie publicznym i jego główny ciężar nie może być oddawany w ręce korporacji, to bardzo ważny przekaz. Niektóre rozwiązania szczegółowe są naprawdę dobre, jak choćby pomysł wykorzystania szkockiego gaelickiego czy poprowadzenie zakończenia. Choć co do języka zawahałem się w tym miejscu:

Jego babcia należała do garstki zapaleńców utrzymujących gaelicki przy życiu, setki lat po jego oficjalnym wygaśnięciu. Po przeprowadzce na Marsa, przez resztę życia, przekazywała tajniki języka małemu Lachlanowi.

To zabrzmiało prawie jak tajne komplety. Skoro w tym świecie wciąż istnieje system akademicki, choćby bardzo niedofinansowany, język mający użytkowników niewątpliwie starano by się utrzymać przy życiu zamiast ogłaszać jego “oficjalne wygaśnięcie”.

Inne kwestie, które mnie nie przekonały: myślę, że na przesłaniu ucierpiało powiązanie postaci z fabułą, nawet główny bohater wydaje się mało zaangażowany we własne losy, a inni na ogół sprawiają wrażenie narzędzi narracyjnych bez wyraźnych oznak życia wewnętrznego. (Jest to zresztą problem znany mi z własnej “twórczości”). Ta gigantyczna cząstka elementarna… pomysł sam w sobie ciekawy, ale spodziewałbym się, że na przykład wchodziłaby w nietypowe interakcje z fotonami zamiast normalnie je odbijać. Jej wpływ na Lachlana jest najoczywiściej inspirowany znanymi nam z przyrody pasożytami zmieniającymi zachowanie żywiciela i tutaj niestety zawieszenie niewiary rozpada mi się w proch i pył, bo z jakiej racji cząstka elementarna ma się zachowywać jak pasożyt? To zupełnie inne kategorie bytów, równie dobrze mógłbym próbować rozpędzać przywry w cyklotronie i oczekiwać, że przy zderzeniach powstaną jakieś nowe gatunki. Przy okazji przypomniało mi się, że kiedyś brałem udział w fascynującej dyskusji poruszającej między innymi ten temat, pod opowiadaniem https://fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/31667.

Językowo opowiadanie niestety niezgrabne, przykładowo z jednego miejsca mogę wypisać:

Poinformowałem Zarząd, że nie mogę przeprowadzać testów na sobie, ze względu na mój stan zdrowia.

Bez drugiego przecinka, jako że nie mógł przeprowadzać ze względu na stan zdrowia, a nie informował ze względu na stan zdrowia.

Dzwonił Hemmer, mówiąc, że nie muszę eksperymentować na sobie, bo znalazł ochotnika.

Lepiej “żeby powiedzieć”, zastępowanie okolicznika celu imiesłowem nie jest w pełni wzorcowe.

Po tym, jak wyraziłem wątpliwości, co do moralnego aspektu sprawy

Bez drugiego przecinka, grupa “co do moralnego aspektu sprawy” to integralny opis wątpliwości, a nie dopowiedzenie.

jest świadomy ryzyka i za godziwą zapłatę jest gotów ponieść uszczerbek na zdrowiu.

Niepotrzebne powtórzenie “jest”; pewnie też napisałbym “świadom”, żeby szło w parze z “gotów”, ale to tylko propozycja stylistyczna.

podwyższony puls

Przyspieszony puls (podwyższoną temperaturę).

Około godziny siedemnastej, Hemmer wezwał mnie do swojego biura.

Grupy okolicznika na początku zdania nie oddzielamy przecinkiem.

Nieco wyżej mocno rzuciło mi się w oczy też “złożona w depozyt” (moim zdaniem może być “oddana w depozyt”, ale złożona do depozytu).

 

Będę na NIE, ale nie jest to oczywista decyzja piórkowa i na pewno nie sprawi mi zawodu, jeśli wyróżnienie pomimo to otrzymasz.

Pozdrawiam serdecznie,

Ślimak Zagłady

Cześć, Pusiu!

Po lekturze mam mieszane uczucia. Stanowczo doceniam wyobraźnię i zapał do opisywania różnych szczegółów wymyślonego świata. Z drugiej strony zasadniczy bieg fabuły wydaje się prościutki, tę historię o znajomości dwojga dzieci z nieufnie nastawionych do siebie społeczności, z których jedno ma być wysłane na niebezpieczną czy wręcz straceńczą misję, a drugie jest prześladowane przez rówieśników i dorosłych za tę relację, dałoby się pewnie zawrzeć w tekście pięć razy krótszym. Przesłanie o potrzebie wzajemnego szacunku i dialogu międzykulturowego jest ważne i aktualne, ale opowiadanie może być mu nadmiernie podporządkowane, jeżeli czytelnik akurat nikogo nie prześladuje, to od pewnego momentu ma ochotę wołać, żeby przestać mu je wbijać trzonkiem do głowy. W zamian można by rozbudować opowieść w kierunku spraw, które teraz wydają się prawie dekoracją, a przecież także mają aktualne odniesienia: jak to wpływa na funkcjonowanie tych społeczności, że jedna odżegnuje się od technologii informacji, żeby nie musieć wykorzystywać dzieci, a druga wręcz przeciwnie, i co sprawia, że pierwsza wydaje się mieć przewagę we wzajemnych kontaktach. Zgadzam się też w pełni z powyższymi zastrzeżeniami Finkli co do konstrukcji świata przedstawionego.

Przypadkowo wyłowiony drobiażdżek:

– To naprawdę przykra sprawa, pani…

Przecinek przed wołaczem.

 

W sumie opowiadanie porządne, zasłużenie biblioteczne, do poziomu piórkowego moim zdaniem brakuje.

Pozdrawiam serdecznie,

Ślimak Zagłady

Cześć!

Opowiadanie wydaje mi się zupełnie udane pod kątem kreacji niewiarygodnego narratora pierwszoosobowego, jeżeli zamierzyłeś sobie takie ćwiczenie literackie, to moim zdaniem wyszło dobrze. Słabym punktem jest brak spójnego pomysłu na jego wypowiedź, czasem wydaje się, że spisuje historię i zwraca się do dowolnego czytelnika, kiedy indziej, że opowiada coś ustnie, raz wspomina o pisaniu na potrzeby psychoterapii, a na koniec zwraca się do żony – wydaje mi się, że jego kruchy stan psychiczny nie tłumaczy dostatecznie takich rozbieżności.

Spodziewałem się, że w zakończeniu odkryjemy, iż dodatkowe drzwi są zwidem, a bohater jakoś odpowiada za zaginięcie córki przez swoje zaniedbania, byłoby to bardzo naturalne zamknięcie tak poprowadzonej historii. Widzę, że wielu czytelników rzeczywiście tak to odbiera (i wytyka brak fantastyki). Jednak nie widać możliwego mechanizmu takiego zdarzenia, nie widzi go też policja w świecie przedstawionym, może więc wypada uznać możliwość, że istotnie zaszło tam coś nadprzyrodzonego. Tylko nie mam przekonania, czy taka otwarta formuła zakończenia tu dobrze zagrała, raczej pozostawia odbiorcę w zawieszeniu, bez jasnego obrazu świata. Zastanawiałem się nawet, czy nie ma to być metaforą tego, że dziecko pozostawione bez nadzoru i uwagi rodziców może “zaginąć” w swoim pokoju, angażując się w ogłupiające lub ryzykowne aktywności cyfrowe, ale w sumie nic w tekście na to nie wskazuje.

Podsumowując, piórkowo na NIE, choć obranie i realizacja głównego pomysłu wydają mi się obiecujące na przyszłość.

Pozdrawiam serdecznie,

Ślimak Zagłady

Wiesz, że żadne z nas też nie jest profesjonalnym językoznawcą, prawda? (Choć przy Tarninie czasem miewam chwile zastanowienia, czy się z tym nie ukrywa). W pewnym sensie na tym polega Portal, bez podawania w wątpliwość naszych tez i rozwiązań trudno byłoby się uczyć od siebie nawzajem.

Zajrzyj może jednak do wpisu z poradni językowej, który Ci podlinkowałem w poprzednim komentarzu. “Nazwy firm, klubów, restauracji itp. nie są cytatami, nawet jeśli pochodzą z języków obcych. Nie są nimi także tytuły piosenek czy filmów, więc nie powinny być pisane kursywą. (…) umieszczanie w cudzysłowie wyrazu zapisanego kursywą jest niepotrzebnym dublowaniem sygnałów wyróżnienia elementu tekstu”.

Nie, po prostu nie ma takiej zasady, żeby zapisywać kursywą “wyrażenia obcojęzyczne (w tym nazwiska i nazwy zespołów)”. Kursywą piszemy wyrażenia obcojęzyczne funkcjonujące na prawach cytatu, nieutarte jeszcze w polszczyźnie (rave jest dobrym przykładem), ale jak czytasz porządnie zredagowane książki, to widziałeś kiedyś, żeby stosowano kursywę do zapisu obcych nazwisk czy na przykład nazw miast? Maria Skłodowska-Curie? Zobacz też: https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/kursywa;24078.html.

EDYCJA: z przytoczoną wypowiedzią prof. Bańki jak najbardziej się zgadzam, to inny przypadek.

Stosowałem kursywę przy wyrażeniach obcojęzycznych (w tym przy nazwiskach i nazwach zespołów). Cudzysłów natomiast stawiałem przy tytułach piosenek. Stąd nałożenie, którego, po prawdzie, nie było.

Ja tylko informuję, że zastosowane przez Ciebie podejście nie jest zgodne z zasadami pisowni polskiej, zrobisz z tym, co zechcesz.

 

EDYCJA:

Tutaj się zawiesiłam :)

Starałem się niżej pokazać przykładem, co mam na myśli. Możemy napisać: występ zespołu “Zeugma”, ale kiedy nie używamy słowa “zespół” (czy podobnego wyróżnika kategorii), to piszemy: występ Zeugmy, użycie cudzysłowu byłoby bezzasadne, bo traktujemy to jako zwykłą nazwę własną.

Nasz poradnik nie miał ambicji stać się kompletnym wykładem interpunkcji polskiej i zdecydowanie zostawialiśmy sobie miejsce na kolejny odcinek, ale też nie doceniliśmy rozmachu i czasochłonności tej części, gdy zabieraliśmy się za jej pisanie. Akurat to pytanie o cudzysłów nie było typowe i trudno byłoby pomyśleć o uwzględnieniu go w poradniku, ale też postarałem się pomóc w wyjaśnieniu sprawy pod tekstem. A w ogóle to bardzo się cieszę, że sprawdzasz tu informacje i nasza praca się do czegoś przydaje!

To ja się tylko odezwę szczegółowo w sprawie tych zapisów utworów i zespołów, bo widzę, że tu jest jeszcze bardzo dużo do poprawy…

Love Rollercoaster”

Przede wszystkim (ten błąd powtarza się prawie wszędzie dalej): stosujemy wyróżnienie albo kursywą, albo cudzysłowem, nie obydwoma naraz. Nałożenie ich na siebie odpowiada cudzysłowowi wewnątrz cudzysłowu, przykładowo:

– I wtedy on do mnie mówi “moją ulubioną powieścią Prusa jest Ziemia obiecana”, wyobrażasz to sobie?

(W tym przykładzie warto też zwrócić uwagę, że cudzysłów zamykający nie jest pochylony).

Teddy Bears Picnic” Bratton’a

Apostrofu w odmianie nazwisk i innych wyrazów obcojęzycznych używamy wtedy, gdy końcówka znika lub przekształca się istotnie w wygłosie, np. Turenne’a (czyt. “turena”), Rabelais’go (czyt. “rabelego”). Tutaj nie ma uzasadnienia. Ten błąd też w wielu dalszych miejscach, włącznie z “Heartlandu”.

Poznałem utwór – Velcro Fly ZZ Top’u.

Nazwę zespołu moim zdaniem traktujemy podobnie do nazwiska, a wolno nam wyróżnić ją kursywą lub cudzysłowem tylko wtedy, gdy przypuszczamy, że odbiorca nie wie, o jakim bycie mowa, i jawnie podajemy słowo “zespół” (bo wtedy zachodzi wspomniana przez Tarninę supozycja materialna). Czyli, w zgodzie z poprzednimi uwagami, napiszemy: Velcro Fly ZZ Topu albo: “Velcro Fly” ZZ Topu, albo: Velcro Fly zespołu “ZZ Top” itp.

Za ścianą mają bunkier do rave’a

Wyróżnienie kursywą, analogicznie jak cudzysłowem, obejmuje cały wyraz wraz z odmianą: rave’a.

Po uszach walnęło mnie „It’s Grim Up North” KLF’u.

KLF-u (zgodnie z zasadami zapisu skrótowców, tak samo jak np. PAN-u, TPN-u, TOPR-u).

– Albo nie! – przerwałem. – „Heartland”, wersja 1983’, Sisters of Mercy.

Pomijając poprawki zgodne z poprzednimi uwagami, chyba zapisałbym słowami “wersja z osiemdziesiątego trzeciego”.

Mam nadzieję, że udało mi się podzielić czymś użytecznym, pozdrawiam!

Jedno z trudniejszych i gorzej opisanych zagadnień polskiej interpunkcji. To, jak sam przestankowałbym to zdanie, mocno zależy od jego osadzenia w szerszym kontekście sceny, ale prawdopodobnie można bronić wszystkich trzech sensownych zapisów. Porównaj rozdział 10 w moim i Tarniny poradniku.

A oto i podsumowanie końcowe:

 

pusia – Niedokończona melodia – 8/5 głosów, 1 TAK (bruce, Marszawa), nominacja!

RamshiriOdzyskam cię – 6/5 głosów, 0,5 TAKA (MichaelBullfinch), nominacja!

kronos.maximus – Demon Maxwella – 5/5 głosów, 0,5 TAKA (bruce), nominacja!

Anonim – A ty? Zdążyłbyś? – 3/5 głosów, 0,5 TAKA (bruce).

 

Zgłoszenia Loży:

RamshiriOdzyskam cię (HollyHell91).

 

Marszawo, przypominam o podpisywaniu się jako dyżurna, żeby Twoje dodatkowe punkciki nie zostały przeoczone.

Słuchajcie, mam wrażenie, że zaczynacie się kłócić i używać wobec siebie raniących słów zupełnie w żadnej sprawie, gdy różnice między Wami mogą być głównie semantyczne. Przykro mi to czytać, bo szczerze Was cenię i szanuję.

 

Informowanie przez Adminów na Shoutboksie, że wskutek problemów technicznych nie dało się dodawać tekstów, mogło być wystarczające dla stałych członków Społeczności, dla nowicjuszy niekoniecznie, na pewno nie była to optymalna metoda. Pierwotnie założyłem, że podają wiadomości taką drogą zwyczajnie z braku możliwości technicznej zrobienia tego inaczej. Dlatego gdy na stronie głównej znalazłem nowe ogłoszenia redakcyjne, zdziwiłem się mocno i od razu wskazałem, że jeśli dało się je zamieścić, to można i wypada przede wszystkim powiadomić w ten sposób o problemach, żeby było to łatwo widoczne dla świeżych użytkowników oraz żeby uszanować troskę wielu z nas o działanie forum. Była to zupełnie naturalna, odruchowa sugestia, nie oczekuję i niemal nie życzę sobie za nią żadnych szczególnych pochwał. Rozumiem, że Redakcja też ją tak odebrała, skoro bez zastrzeżeń zamieszczono proponowane przeze mnie i innych komentujących ogłoszenie: zapewne po prostu nikt na to uprzednio nie wpadł.

 

Myślę, że sądy o relacjach między czasopismem i Redakcją a Portalem mamy podobniejsze, niż wydawałoby się to na podstawie powyższych wymian zdań, bo naprawdę da się to wyważyć. Z jednej strony wszyscy widzimy, że te relacje rozluźniły się bardzo w ostatnich latach, i gorąco życzylibyśmy sobie ich ponownego zacieśnienia, zwłaszcza że wdrożenie nowej wersji strony może być dobrą okazją do inicjatyw w tym kierunku. Z drugiej strony nijak nie znaczy to, byśmy nie doceniali pracy włożonej w stworzenie tego wspaniałego kącika Internetu i utrzymywanie go wbrew przeciwnościom. Można przecież krytykować sposób komunikacji w konkretnej sprawie czy model działania w ogóle – konstruktywnie, licząc na dialog i poprawę sytuacji, a nie domagając się bynajmniej wymiany osób funkcyjnych czy oderwania Portalu od czasopisma. Kiedy mówimy, że nasi Gospodarze przez sam fakt zapraszania tu użytkowników biorą pewne zobowiązania, to chodzi zarówno o szacunek dla tych, którzy zostawiają tu wiele serca i starają się wprowadzać ciepłą, rodzinną atmosferę, jak i o zdawanie sobie sprawy z pojawiających się animozji i patologii, moim zdaniem nie ma tu między Waszymi ujęciami problemu żadnej istotnej sprzeczności.

 

Co do dawnego nieporozumienia na temat nominacji dla “Bajki starego myśliwego”, uważałem dotąd, że zażegnałem je wyczerpująco w moim zacytowanym zresztą wpisie i pokazałem dowodnie jego pochodzenie z błahej rozbieżności w interpretacji jednego konkretnego zdania. Pozostaje mi uznać za swoją drobną porażkę, że czujecie jeszcze potrzebę wracać do tej kwestii.

Co do prób dzielenia użytkowników na klasy mające mniejsze lub większe prawo do wypowiedzi, chcę wierzyć, że wynikało to tylko z frustracji spowodowanej problemami technicznymi Portalu i trudnościami w doprecyzowaniu stanowisk, bo naprawdę stać nas na rozmowę na wyższym poziomie niż argumenty ad personam, wyliczanie się z aktywności i zaglądanie sobie nawzajem w portfele.

Pozdrawiam serdecznie,

Ślimak Zagłady

Zgodzę się z Rybakiem, jest to bardziej widoczne w aneksie, chociaż niektóre zwroty w tekście też brzmią moim zdaniem sztucznie, na przykład “każde słowo było jakby krokiem po kruchym lodzie bólu i pamięci”. Głębszym problemem są braki w spójności warstwy przenośnej: skoro już mamy sprawozdaną różnicę skali, że te osiem lat w życiu gwiazdy to proporcjonalnie tyle co parę sekund w życiu człowieka, to dialog “– I czekasz? – Czekam, bo wiem, że odpowie” nie ma żadnego sensu; nie wiadomo, dlaczego Ziemia tak się przejmuje bezpieczeństwem pojedynczych ludzi, którzy ją opuszczają, a nie miliardów, które na jej padole pędzą swoje krótkie życia (i chyba mogą też ucierpieć wskutek jej własnych zachowań, skoro jej śmiech to aktywność wulkaniczna). A w aneksie szczególnie zwróciłem uwagę na:

Zadanie 3: Najkrótszy cień dnia

Spróbuj „złapać” południe słoneczne (to nie zawsze jest 12:00 na zegarku!).

1. Od godziny 11:30 do 12:30 co 10 minut zaznaczaj długość cienia.

2. Moment, w którym cień jest najkrótszy, to moment, gdy Słońce jest najwyżej.

Rozumiem, że sama nie próbowałaś wykonać ćwiczenia, które AI za Twoim pośrednictwem poleca uczniom, bo może udałoby Ci się zauważyć, że obecnie w prawie całej Polsce – na zachód od południka 23 stopnie 45 minut E*, a jedyną większą miejscowością na wschód od tej linii jest Hrubieszów – spośród tych pomiarów cień będzie najkrótszy o 12:30. A druga kwestia, że różnica w długości cienia między południem słonecznym a momentem 10 minut od niego nie jest spektakularna. Wykonałem przykładowe obliczenia dla Krakowa w okolicach równonocy i ucznia o wzroście 150 centymetrów: wyszło mi około trzech milimetrów, więc pewnie da się to stwierdzić przy użyciu suwmiarki inżynierskiej (jeśli wcześniej przywiąże się go ciasno do słupa i ogoli na łyso).

Tłumaczyliśmy Ci już na różne sposoby, dlaczego korzystanie ze sztucznej inteligencji do generowania tekstu nie jest dopuszczalne w obrębie Portalu ani nie pomaga w rozwoju literackim, wydawało mi się, że przyjęłaś te argumenty do wiadomości. Możesz jeszcze spojrzeć na nowo opublikowany poradnik https://fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842934, może rozjaśni Ci to jakieś pozostałe wątpliwości.

Pozdrawiam,

Ślimak Zagłady

* Pominąłem tutaj poprawki wynikające z tzw. równania czasu (równania Słońca średniego), które wiosną i latem są stosunkowo niewielkie, ale w zależności od dokładnej daty pomiaru mogą przesunąć granicę o kilkadziesiąt kilometrów w jedną lub drugą stronę.

Raport z okaleczonego miesiąca (przyznacie, że brzmi to jak jakiś tytuł tomiku poezji):

 

RamshiriOdzyskam cię – 6/5 głosów, 0,5 TAKA (MichaelBullfinch), nominacja!

pusia – Niedokończona melodia – 5/5 głosów, 0,5 TAKA (bruce), nominacja!

kronos.maximus – Demon Maxwella – 4/5 głosów, 0,5 TAKA (bruce);

Anonim – A ty? Zdążyłbyś? – 3/5 głosów, 0,5 TAKA (bruce).

 

Zgłoszenia Loży:

RamshiriOdzyskam cię (HollyHell91).

Dziękuję za zamieszczenie ogłoszenia, jestem pewien, że wszyscy zaangażowani członkowie Społeczności doceniają i przeprosiny, i przede wszystkim starania nad utworzeniem nowej wersji strony.

Zastanawiam się, czy nie warto byłoby wspomnieć w ogłoszeniu o chwilowej niemożności zamieszczania nowych opowiadań, żeby świeżo upieczeni lub nieregularnie zaglądający użytkownicy od razu wiedzieli, czego się spodziewać.

Zgadzam się z Przedmówczynią, że brak jakichkolwiek ram czasowych jest bardzo niepokojący i źle wpływa na aktywność na forum, choć zdaję sobie sprawę, że przy takich problemach technicznych zwykle trudno przewidzieć, kiedy uda się je rozwiązać. Mam nadzieję, że brane jest pod uwagę rozwiązanie pomostowe w postaci naprawy funkcji publikacji opowiadań tutaj, a nie tylko dopiero w nowym serwisie.

Liczę na to, że gdyby jakichś treści nie udało się przenieść (np. wiadomości prywatne, kopie robocze), zostaniemy o tym zawczasu uprzedzeni, by w miarę potrzeb móc je zarchiwizować na własną rękę.

Bardzo mi przykro, ale czuję się w obowiązku zwrócić uwagę: skoro Redakcja – w przeciwieństwie do użytkowników forum – najwyraźniej jest obecnie w stanie dodawać nowe teksty, to może powinny się tu pojawić przeprosiny za problemy techniczne i wiarygodne informacje o postępie prac nad naprawą, a nie częściowo powiązany z tematyką portalu literackiego regulamin konkursu na fanart?

Bez urazy,

Ślimak Zagłady

Kto by pomyślał, że ślimaki jadają tarninę. Ale smacznego. :-)

Tarninę jako taką nie, ale najsmakowitsze efekty jej starań intelektualnych… Z czym można by to symbolicznie porównać? Przenośnia owoców jakoś zgrzyta, miód też nie do końca pasuje…

No, trochę pojechałeś. W życiu mi NATO nie przyszło do głowy w tym kontekście. Raczej “stary niedźwiedź mocno śpi”, może żywioł. Ale ciekawa interpretacja, zaskakująca.

Rzuciłem to skojarzenie na pół żartobliwie, oczywiście rozumiejąc, że nie stało nigdzie w pobliżu interpretacji autorskiej.

Dobra, Tarninie odpowiem kiedy indziej, czas wracać do roboty…

Prawda…

O, kolejny przypadek dość głębokiego przeorania tekstu, który już uważnie przeglądałem i miałem za udany językowo. Nic, tylko podziwiać i czerpać korzyści. I jeszcze notki do mojego komentarza – Ślimak ucztuje!

jaka dla nich dwóch miałaby być większa ostateczność niż utrata męża i ojca?

Mmmm, czy nie zakładasz tu modelu rodziny nuklearnej? Bo on nie jest jedynym, zresztą kapłanka chyba ma na tyle wysoką pozycję społeczną, że nie zostanie bez opieki w razie czego.

Właściwie pisałem o tym kilka zdań dalej, że można by pójść w inną stronę i pokazać, że mają model życia społecznego wyraźnie odmienny od naszego. Autorka też potem wskazała, że ostatnia wypowiedź może być odczytywana bardziej jako perspektywa przywódczyni plemienia mówiącej do przyszłej przywódczyni niż matki mówiącej do córki. Niemniej podtrzymuję, że kiedy na pytanie “dlaczego tata musiał zginąć?” odpowiada “bo zwrócenie się o pomoc do bogów to ostateczność”, to z perspektywy czytelnika operującego współczesnymi wartościami czegoś tu brakuje.

Jeżeli bogini nie chce nam pomagać lub boimy się zwracać o pomoc, zanim złożymy ofiary w daremnym oporze, to czy nie lepiej dążyć do nowoczesnej, samowystarczalnej cywilizacji, zamiast prowadzić puszczańskie życie bez obróbki żelaza?

Niekoniecznie. Raz, że opór nie był daremny (napastnicy wybici do nogi, a straty być muszą), dwa, skąd wiadomo, że mieszkańcy gaju nie są samowystarczalni?

Nie wiem, z czym polemizujesz, przecież to jest literalnie napisane w opowiadaniu, że najpierw składają ofiary w daremnym oporze, a potem zwracają się do bogini i ona zaczyna wybijać napastników. Brak samowystarczalności w wojnie obronnej to brak samowystarczalności (chwilę… nie przyszło mi wcześniej do głowy, żeby odczytać Floreę jako metaforę NATO, ale w sumie?…).

wydaje mi się, że naturalną reakcją dziewczynki byłby gniew, iż jakieś abstrakcyjne ryzyko dla społeczności okazało się ważniejsze od tatusia, oraz ogólne kwestionowanie porządku świata i wyborów cywilizacyjnych

Nie wiem, na ile naturalną – czy w psychologii w ogóle można mówić o reakcjach “naturalnych”, niepodszytych kulturą.

Na ile się na tym znam (czyli słabo), dziecko nie stanowi tabula rasa, na której dopiero kultura odciskałaby reakcje. Jasne, ma na nie wpływ, z wiekiem coraz większy, ale to nie znaczy, że nie możemy dyskutować, czy dane zachowanie bohaterki wydaje nam się prawdopodobne.

Chłopcy bieganiem w tę i we w tę wydeptywali ścieżki prowadzące prosto w zdradliwe grzęzawiska czy inne pułapki.

Dlaczego? Nie lubisz imiesłowów?

Na pewno nie roszczę sobie pretensji do posługiwania się imiesłowami lepiej od którejkolwiek z Was, ale tutaj “biegali, wydeptując” rzeczywiście może być mniej trafione. Po pierwsze – związek między zdarzeniami jest zbyt bliski, nie robili tego mimochodem, lecz umyślnie po to biegali. Po drugie – “wydeptując ścieżki prowadzące” daje już pewien nadmiar.

Razem z szewcem Zapatą i krawcem Camisetą… XD Sorrryyy, wiem, że jestem okropna :D

Eeee… Nie rozumiem.

Ja rozumiem, jakoś mnie nie raziło, ale warto przemyśleć. Sam miałem w jednym z tekstów kowala Ferrariego, ale to historyczne, że rodziny brały nazwisko od fachu uprawianego przez pokolenia. Guerro to niezupełnie taki przypadek (mieliśmy wprawdzie przynajmniej jednego generała Woynę), chyba przyjąłem, że takie nazwisko znaczące ma wywołać skojarzenie z konkwistadorami.

Ćwierć armii miało.

Dlaczego? Ćwierć jest rodzaju żeńskiego.

Jak na złość nie widzę żadnych stanowczych rozstrzygnięć normatywnych, cała kwestia wydaje się słabo opisana w źródłach albo chwilowo nie umiem szukać, ale na moje wyczucie: ćwierć jest rodzaju żeńskiego w użyciu rzeczownikowym, ale nijakiego w użyciu liczebnikowym:

Drugi sezon wspinaczkowy przypada od sierpnia do października. Ta ćwierć roku charakteryzuje się

versus

Nie widziałem Cię już od trzynastu tygodni. To najdłuższe ćwierć roku w moim życiu

Czyli również moim zdaniem ćwierć armii miało koszule, tak jak pół, półtora armii miało koszule.

Gdybym musiała nosić zbroję na gołe ciało, to chyba wolałabym, żeby ona była raczej luźna. Ale nigdy nie próbowałam i nie mam w domu zbroi. A w muzeach nie pozwalają dotykać. ;-(

Wolałabyś, żeby była jak najlepiej dopasowana, tylko w ten sposób unikniesz dotkliwych otarć (tutaj przypomina mi się Twoje Jak wampir doznał szkody).

A ja mam piratów, i cały czas nie mogę ich zmusić, żeby nie nazywali się nawzajem "nieco dokuczliwymi dżentelmenami" XD

Może niech porwą jakąś księżniczkę dla okupu? A nuż ugryzą się w jęzor przy szlachetnie urodzonej damie.

Ja także mam kłopot z umiejętnością posługiwania się wulgaryzmami jako narzędziem narracyjnym, pozostaję natomiast szczerze zainteresowany, jak się rozwijają Twoi piraci.

Pozdrawiam Was obie bardzo serdecznie!

Suplement w imię przejrzystości – dokładna treść przegłosowanych punktów.

Do dopisania do Zasad postępowania Loży:

1. Przy ogłoszeniach wyników głosowania nad brązowymi piórkami podawana jest także informacja o wywiązywaniu się z obowiązków przez członków Loży.

2. Jeżeli któremuś z członków należy się ostrzeżenie, zaznacza się w ogłoszeniu, czy jest to ostrzeżenie pierwsze, czy powtórne.

3. Ostrzeżenie za brak realizacji obowiązku merytorycznej oceny zostaje anulowane po uzupełnieniu przez członka Loży komentarzy pod opowiadaniami, za które było przyznane. (Opcjonalny dopisek dla jasności: członek ma na to czas do momentu otrzymania powtórnego ostrzeżenia).

4. (modyfikacja zakończenia obecnej reguły drugiej): …komentarz pojawi się nie później niż w terminie do końca miesiąca następnego względem daty publikacji nominowanego opowiadania.

5. (modyfikacja obecnej reguły jedenastej): “Do końca każdego miesiąca można zgłaszać urlop od prac nad nominacjami z tego miesiąca”.

Oraz do dopisania do zasad nominacji podawanych w nagłówkach wątków “Wybieramy najlepsze opowiadania”:

6. Loża nie będzie rozpatrywała nominacji tekstów, co do których zachodzi uzasadnione podejrzenie, że zostały w całości lub fragmentach wygenerowane przy użyciu sztucznej inteligencji, do czasu rozpatrzenia sytuacji przez moderację portalu. (Opcjonalny dopisek dla jasności: w razie potrzeby głosowanie nad tekstem może zostać przeniesione na kolejny miesiąc).

Ludu Nowej Fantastyki! Mam przyjemność ogłosić – w imieniu Loży i w porozumieniu z Administracją – szereg zmian mających usprawnić nasze funkcjonowanie, dotyczących w największej mierze obowiązku komentarzy lożowych. Jednocześnie wypada przeprosić za dotychczasowe nieporozumienia w egzekwowaniu tych reguł, wskutek których autorzy nominowanych opowiadań niekiedy nie mogli doczekać się należnych wpisów merytorycznych, a członkowie Loży nie byli jednakowo traktowani.

Zmiany, które w najbliższym czasie powinny się też pojawić w Zasadach postępowania Loży, formalizują dołączane już w ostatnich miesiącach do wątków piórkowych raporty aktywności członków. Administracja zobowiązała się, w razie potrzeby, na ich podstawie wymieniać nieaktywnych lożan na rezerwowych. Wprowadzamy również upraszczający reguły zapis, że członkowie mogą zgłaszać urlop od prac nad nominacjami z danego miesiąca do jego końca, a wpisy merytoryczne powinni zamieścić do końca miesiąca następnego. Ponadto pojawia się zasada, że ostrzeżenie za brakujące komentarze zostaje anulowane po ich uzupełnieniu. (Otrzymanie powtórnego ostrzeżenia w chwili, gdy pierwsze pozostaje w mocy, oznaczać będzie – jak dotychczas – utratę miejsca w Loży).

Osobno dodajemy do nagłówka wątków z nominacjami zastrzeżenie, że Loża nie będzie rozpatrywać nominacji tekstów budzących zasadne podejrzenia o niedozwolone użycie generatywnej sztucznej inteligencji do czasu ich rozpatrzenia przez Moderatorów. Gdy ustąpią obecne problemy techniczne z publikacją nowych wątków, zamieścimy wspólnie przygotowany poradnik w charakterze suplementu do zasad objaśniającego, jakie zastosowania AI uznaje się tutaj za niedozwolone.

Wobec wspomnianych problemów – które wywierają jak najfatalniejszy wpływ na sens i całokształt Forum i wszyscy żywimy nadzieję, że zostaną niezwłocznie rozwiązane – ogłoszenie piórek za czerwiec publikujemy doraźnie w wątku z nominacjami.

Oprócz tego informuję, że z Loży odeszła dogsdumpling. Dziękujemy, życzymy wszelkiego powodzenia w sprawach literackich i innych! Zgodną z punktem 15c regulaminu propozycję zapełnienia wakatu (począwszy od tekstów lipcowych) przyjął Bardjaskier.

Dołożyliśmy wszelkich starań, aby odpowiedzieć na potrzeby odczuwane i formułowane przez Użytkowników. Ze względu na znaczny rozmiar zmian chcielibyśmy jednak przypomnieć, że punkt 5 pozostawia otwartą drogę do referendum nad zasadami pracy Loży, w razie gdyby któryś z punktów okazał się niezamierzenie kontrowersyjny.

Bardzo Wam wszystkim dziękuję za współtworzenie tego wspaniałego miejsca! Z fantastycznym pozdrowieniem,

Ślimak Zagłady

A z ciekawości, jeśli można spytać, dlaczego starasz się zwięźle komentować? Twoje obszerne komentarze zawsze są pełne merytorycznej pomocy i widać po nich, że wchodzisz głęboko w tekst, co bardzo szanuję. Nie mówię, że ten nie jest merytoryczny, czy, że nie widać, żebyś wszedł w tekst, ale myślę, że wiesz o co mi chodzi.

Nieraz rozpisuję się o rzeczach, które autor i tak wie, a nie znajduję tych, które mogłyby naprawdę mu pomóc w rozwoju literackim. Gdyby udało mi się skrócić komentarze i przede wszystkim proces ich pisania bez istotnego spadku jakości, to mógłbym być aktywniejszym członkiem Społeczności i może też wrócić do traktowania Loży jako wyróżnienia i dobrej zabawy, a nie głównie obowiązku.

O wielu z tych rzeczy nie wiedziałem lub bym nie pomyślał, bardzo dziękuję za cenne uzupełnienie i skorygowanie mojego komentarza!

Skoro mógł porozumieć się z Sigridą, to znaczy, że nauczył się dialektu górnoniemieckiego, czyli terminował na południu Niemiec. W takim wypadku powinien mówić o cechu kowali (Zunft). Słowo gildia (Gilde) wskazuje na dialekt dolnoniemiecki z Północy, którego Sigrida nie mogła rozumieć.

Bardzo ciekawe spostrzeżenie! Te dialekty były wzajemnie częściowo zrozumiałe, ale w takim razie na pewno zasadne byłoby przynajmniej sporo wzmianek o trudnościach językowych.

W pierwszym liście Sebastian pisze „zgrzeszyliśmy w ten sam sposób, w tym samym łożu, w ten sam dzień”. To szaleństwo. Gdyby ten list wpadł w niepowołane ręce, niezależnie od języka, oznaczałoby to wyrok śmierci.

Właściwie myślałem, że użył takiego niezgrabnego wyrażenia, żeby w razie czego można było tłumaczyć, że z tą samą kobietą – ale pewnie masz rację, że przy ogólnie homoerotycznym tonie listu nic by to nie pomogło.

Dzięki za podzielenie się ładną zagwozdką! To jest notacja z Principia Mathematica, na swoje czasy przełomowa, ale nieprzyjazna i łatwo prowokująca błędy, tak że nie bez powodu w dalszym rozwoju logiki matematycznej została zarzucona (zob. https://en.wikipedia.org/wiki/Principia_Mathematica#Notation). Kropki mogą oznaczać logiczny AND lub otwarcie albo zamknięcie nawiasu, przy czym większa liczba kropek to silniejszy symbol (a więc dwukropek może na przykład oznaczać nawias zewnętrzny lub AND i otwarcie nawiasu, a w badanym zapisie “:.” to wbrew pozorom jeden symbol). Samotny symbol wzięty w nawiasy to kwantyfikator wielki. Podejrzany znak to już chyba autorski dodatek do notacji, ale oznacza po prostu “nieprawda, że równa się”. Całą linijkę przepisałbym na dzisiejsze następująco:

\phi(t_1) ^ \phi(t_2) ^ \psi(t_1, t_2) ^ \forall z ((\phi(z) ^ z \neq t_2 ^ \psi(t_1, z)) → \psi(t_2, z)).

(Zauważ, co stałoby się z całym wyrażeniem, gdyby pominąć kropkę przed wywróconym “u” – mówiłem, że łatwo o błędy).

A zwykłym językiem: niech w zbiorze fi istnieje relacja następstwa psi. Weźmy dwa takie elementy tego zbioru t_1t_2, żeby t_2 był następcą t_1 (w relacji psi). Nazwiemy go następcą bezpośrednim wtedy i tylko wtedy, gdy każdy element z zbioru fi, który jest różnym od t_2 następcą t_1, jest też następcą t_2. Prawda, że teraz to brzmi logicznie?

Zastanawia mnie jeszcze, co skłoniło Cię do przebijania się przez taki zapis, bo jeżeli uczysz się logiki dla przyjemności, to chyba zdecydowanie łatwiej ze współczesnych podręczników akademickich?

I teraz pytanie o relację “pozdrawiam serdecznie” do “pozdrawiam ślimaczo”…

Miło, że zwracasz uwagę na taki detal! Po prostu staram się jakoś różnicować, żeby nie tworzyć wrażenia, że wszystkie komentarze są z jednej sztancy. Możliwe, że “ślimaczo” trafia się wtedy, gdy bardziej się odrywam od realnego życia i wczuwam w swoją “osobowość portalową”, ale wątpię, czy to istotna statystycznie różnica. Inne warianty także mogą występować.

może Ty wiesz, jak to się po polsku nazywa? typ porządku?

Ambitnie, nigdy się z tym dotąd nie zetknąłem nazwanym po polsku, ale artykuł http://smurf.mimuw.edu.pl/node/647 wspomina o “typie porządkowym”.

I co oznacza taki podwójny krzyżyk w zapisie logicznym z czasów międzywojennych? Bo na tym poległam…

Tak z głowy to nie mam pojęcia, może mogłabyś wrzucić zdjęcie albo jakoś to przepisać? Zdarzało mi się widzieć podwójny krzyżyk oznaczający koniec rozumowania, ale w takim przypadku domyśliłabyś się z kontekstu, więc pewnie trafiłaś na coś innego.

Cześć, Michaelu!

Postaram się trochę popraktykować cnotę zwięzłości, ale nie wiem, na ile mi się uda. Przy lekturze zwróciłem uwagę, jak rozbieżne konotacje ma czasownik “sprzedać się”, od “dobrze się sprzedać” do “sprzedawać się w zaułku”. Już przy “Szwach” widziałem, że pomysł jest wartościowy i dłuższa forma może wypaść bardzo dobrze. Być może to największy walor fantastyki jako gatunku literackiego, kiedy coś takiego się udaje – zjawisko czy możliwość nieistniejąca w naszym świecie, ale mająca silne odniesienia do aktualnych problemów i stanowiąca atrakcyjny materiał do opowiedzenia wymyślonej historii. Tutaj tak właśnie jest: utwór ewidentnie ma coś do powiedzenia o uzależnieniu od serwisów erotycznych, o “looksmaxingu”, o trudnościach z budową relacji w świecie cyfrowym, o napięciu między indywidualizmem a korporacyjnym stylem pracy – gdzie jest granica między “sprzedawaniem siebie” a “sprzedawaniem się”… Co do oceny fabuły, powiedziałbym, że jest dość dobra, żeby nie położyć całości. Można dyskutować o poszczególnych rozwiązaniach – czy wiarygodna jest panika Nadii, że aż natychmiast biegnie się oszpecić, żeby próbować zatrzeć za sobą ślady; czy nie należało zawczasu dać wyraźniejszych sygnałów, że Lena także ma spaczone pojęcie o relacjach i jest zdolna do morderstwa z zimną krwią – ale przynajmniej mam poczucie, że jest to dyskusja bardziej o literaturze niż o materiale szkoleniowym.

Pewnie mógłbym przyczepić Ślimaka do szczegółów redakcyjnych – przykładowo w jednym miejscu:

Panel strzelił iskrami, odrzucając Marka. Odwrócił się i spojrzał na nią. Mimo zagrożenia(-,) dalej miał w oczach zwierzęcą fascynację.

Wydzielamy przecinkami grupy imiesłowów przysłówkowych, a grupy okolicznika na początku zdania nie.

potężna, nośna belka stropowa nad ich głowami

Proponowałbym po prostu “potężna belka nośna stropu” (strop w ogóle ma zwyczaj być nad głową, a jeżeli za chwilę spadła prosto na nich, to już na pewno wiadomo, że była nad ich głowami).

 

…jednak w sumie język też jest na tyle przyzwoity, żeby przeważnie nie zakłócać opowieści. Zdecydowałem się głosować na TAK tylko z niewielkimi wahaniami i myślę, że mniej więcej to uzasadniłem.

Pozdrawiam serdecznie,

Ślimak Zagłady

Bohater wtedy sam wierzył, że będzie musiał to zrobić. Tak to widzę. Oczywiście rozumiem, że z perspektywy narracji konieczność ta nigdy nie zaistniała, ponieważ bohater wybrał inne rozwiązanie.

I to byłoby dobre wytłumaczenie, gdyby pomiędzy tymi kwestiami był większy odstęp, dlatego podkreślałem, że pojawiają się w dwóch kolejnych zdaniach. Kiedy bohater stwierdza, że “będzie musiał” coś zrobić, i natychmiast robi coś przeciwnego, powstaje niewytłumaczalny rozdźwięk pomiędzy jego sądem o konieczności, jakiej doznaje, a wdrażaniem jej w czyn.

Więcej, staram się moje teksty odchudzać i odchwaszczać i choć jeszcze trochę mi brakuje umiejętności w tym aspekcie, to naprawdę robię, co mogę.

Nie mam najmniejszej pewności, czy ja akurat szturcham Cię w dobrym kierunku – jak pamiętasz, z Twoich ostatnich pięciu opowiadań najbardziej przypadła mi do gustu “Pragma”, a przeważająca opinia odbiorców była jednak inna.

Nie trzeba utożsamiać się z ksywką samą w sobie, żeby reagować ksobnie, będąc po niej – ksywce – “wywołanym” do tablicy. Wystarczy kontekst poznawczy i emocjonalny z poprzednich interakcji, aby tak zareagować. Innymi słowy, nie o samą ksywkę chodzi, a o to, jakie ja – na przykład prosiaczek – mam skojarzenia z autorem, w którego tekście pojawia się słowo prosiaczek. Nie wiem, czy wyjaśniłem to choćby w przybliżeniu wystarczająco jasno. Wiem już, że tak nie było u Ciebie.

Też nie wiem, czy wystarczająco jasno, ale w przybliżeniu chyba tak. Będę musiał jeszcze się nad tym zastanowić. W każdym razie absolutnie nie chciałbym, żebyś wskutek tej rozmowy zaczął rzeczywiście się wahać przed używaniem słowa “ślimak”. Udawanie w lekkim tonie, że się obruszam, gdy ktoś wzmiankuje ślimaki w niezbyt pochlebnym kontekście, naprawdę nie wydaje mi się czymś niestosownym, to jest drobny aspekt mojej autokreacji portalowej, a nie jakieś konstrukcje typu “myślę, czy Ty pomyślisz, że ja sobie pomyślałem, że masz mnie na myśli”.

PS Jesteś po studiach polonistycznych? Skąd ta Twoja imponująca wiedza?

Jesteś bardzo uprzejmy, ale gdybym był po studiach polonistycznych, na pewno umiałbym ten dyskutowany błąd formalnie nazwać w świetle różnych teorii gramatyki polskiej – albo przynajmniej wiedziałbym, w których książkach tego szukać, i miał je na półce. W liceum byłem w finale OLiJP-a, kiedy coś piszę, odczuwam kompulsywną potrzebę sprawdzania reguł i porad, żeby nie popełnić błędu, i zwykle je zapamiętuję. Też bym się ucieszył, gdyby nawinął się tu ktoś inny, specjalista, i do końca rozwiał wątpliwość.

Czy nie będzie wielkim nietaktem, jeżeli nawzajem zapytam, czy jest coś nietypowego w Twojej relacji z językiem polskim? Chodzi mi o to, że potrafisz pisać bardzo pięknie, a zarazem rzeczywiście zdarzają Ci się osobliwości stylu, których nie spotykam u innych autorów, więc może wychowałeś się w obrębie którejś z rzadkich regionalnych odmian polszczyzny albo może przebywasz od dziesięcioleci w obcym środowisku językowym, coś w tym rodzaju?

Cześć!

Wiele już zostało powiedziane, obawiam się, że trudno mi będzie napisać coś naprawdę oryginalnego i wartościowego, postaram się w miarę zwięźle podzielić wrażeniami. Świat przedstawiony jawi mi się jako tygiel z różnymi elementami low fantasy, bez wyrazistego własnego charakteru, obciążony umownością, kiedy bohaterowie od pierwszej sceny narażają się na walkę z liczniejszymi przeciwnikami bez koniecznej potrzeby, niby dlatego, że są w praktyce niezwyciężeni, ale potem cała reszta utworu dowodzi, że jednak mieli się czego obawiać. Nie mam nic przeciwko smakowitej przygodówce, to oczywiście można dobrze zrobić, ale tutaj wydało mi się, że natłok scen walki zawczasu “zabił” bohaterów, nie miałem kiedy przejąć się ich losami, skoro jakby istnieli po to, żeby można było barwnie opisać ich chwałę i śmierć (zwłaszcza widoczne w przypadku Gerwiny). Wyasygnowałbym też więcej miejsca na rozwijanie intrygi, żeby czytelnik przeczuwał nadchodzące zwroty akcji, żeby coś delikatnie podpowiedziało możliwość, że Ingrid i Pring są spokrewnieni lub przynajmniej mają ze sobą mocne i nieznane ogółowi powiązania.

Nie chciałbym przeciążyć komentarza krytyką – co się łatwo zdarza, gdy uzasadniam głos na NIE – bo tempo akcji jest dobre, opisy żywe, widać przynajmniej próbę wpisania w to myśli o naszej rzeczywistości: zdecydowanie jest to mocny tekst biblioteczny. Na języku tu i ówdzie trochę się potykałem, ale nie były to jakieś rażące sprawy.

Pozdrawiam serdecznie,

Ślimak Zagłady

Przypomniałem sobie o Waszej dyskusji tutaj, natrafiwszy na artykulik zwracający uwagę, że niektóre występujące w narracji czasu przeszłego formy podobne do praesens historicum (typu jak nie huknierzecze) mogą być w istocie śladami staropolskiego aorystu. Niemniej wciąż zachodzę w głowę, skąd wziął się pomysł, że “niektórych form z czasu zaprzeszłego używa się nadal przy zapisywaniu czasowników w czasie przyszłym”, bo na pewno nie z hasła w Wikipedii.

Ja to widzę wyraźnie, że właśnie sieć przecięła taflę. Nie wykluczam, wynika to z faktu, że to miałem na myśli, pisząc zdanie, i za nic nie potrafię na to spojrzeć inaczej. Ale, co więcej, nie kojarzę tego, że zdanie podrzędne nie może zassać podmiotu. Jesteś tego pewien?

Jestem tego absolutnie pewien: zdanie “Kot tak się przestraszył, że aż uciekł” znaczy co innego niż “Tak się przestraszył, że aż kot uciekł”, nie konstruujemy też zdań w rodzaju “Z którym wczoraj rozmawiałaś, student został aresztowany” (to nieznacznie inny przykład). Na stronie http://grzegorz.jagodzinski.prv.pl/web/gram/pl/skladnia19.html#zd_zloz_mie jest ze sto przykładów zdań podrzędnych okolicznikowych bez żadnego w “Twoim” typie. Przyznaję jednak, że poświęciłem już o wiele za dużo czasu na poszukiwania profesjonalnego wyjaśnienia w Internecie i nie znalazłem nic jednoznacznego. Najbliższe, na co trafiłem, to porada https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/zaimki-o-niejednoznacznej-referencji;15420.html, dotycząca wprawdzie referencji zaimków, ale to samo można powiedzieć o czasownikach: polski jest językiem typu SVO, więc podmiotu, do którego odnosi się dane orzeczenie, można szukać w tym samym zdaniu składowym lub w poprzednich, ale nigdy naprzód. Wydaje mi się, iż to cecha odbierana na tyle intuicyjnie, że błąd nie pojawia się w popularnych omówieniach, bo prawie się nie zdarza w praktyce szkolnej – następnym krokiem mogłoby być przejrzenie paru dobrych gramatyk języka polskiego. W tej pracy autorka zwraca uwagę, że opisy szyku wyrazów w polszczyźnie są jak dotąd w ogóle niewystarczające, oparte na domniemaniu u odbiorców znajomości zwyczaju językowego.

Poszukiwania zaprowadziły mnie w dość dziwne rejony. Dowiedziałem się przy okazji, że występujące w narracji czasu przeszłego formy typu jak nie grzmotniejak się nie przewrócirzecze są prawdopodobnie śladem aorystu.

A nie jest to zbyt “techniczna logika”, która w literaturze nie zawsze ma zastosowanie? To trochę tak, jakby bardziej niż na odbiorze zdania przez czytelnika skupiać się na relacjach składniowych z lupą pod ręką.

Podrzucam wytyczne CKE, zobacz sekcję VI rozdziału “Błędy nierażące”. Nie wiem, czy w odbiorze typowego czytelnika zdanie będzie udane, czy raczej będzie miał poczucie, że coś jest z nim nie tak, ale nie potrafi tego nazwać – mam do dyspozycji tylko własny odbiór i dzielę się tym, co potrafię wypatrzyć.

Mam wrażenie, że inaczej cyzelujemy teksty. Ja skupiam się na czuciu zdania, Ty na technicznych aspektach. Pewnie ani ja, ani Ty nie skupiamy się jedynie na nich, ale kładziemy główny akcent właśnie tam? Co sądzisz?

Nie wątpię, że jako świadomy autor starasz się kształtować tekst zgodnie ze swoim poczuciem piękna i artyzmu. Kiedy jako czytelnik mam poczucie, że zdanie jest jakieś nienaturalne czy kalekie, wtedy (w mniej oczywistych przypadkach) zaczynam szukać, jak to wyjaśnić i formalnie nazwać. Na podstawie lektury kilku Twoich opowiadań mam silne wrażenie, że te, w których starasz się wprowadzić najwięcej upiększeń i osobliwości stylu, wychodzą najsłabsze językowo. Na pewno kładę na aspekty techniczne większy nacisk od Ciebie.

On wiedział, że będzie musiał to zrobić. Będzie musiał oznacza konieczność. Musiałby hipotetyczność. A że wyszło, jak wyszło – inna sprawa.

Naprawdę nie wiem, czego tu nie widzisz: przecież przyszła czynność pozostała hipotetyczna. Gdyby zdecydował się zapewnić zwłokom godny pochówek wśród bliskich, to musiałby zawieźć je na przeciwległy brzeg. Jak wynika już z następnego zdania, nie zdecydował się jednak.

Ponadto jeśli żart się powtarza, to bywa, że jest w nim coś więcej niż żartobliwość, a człowiek żartujący może o tym nawet nie wiedzieć. Zresztą, najwięcej nieporozumień jest właśnie w takim właśnie kontakcie – pisanym.

Co do nieporozumień, pełna zgoda i cieszę się, że to wyjaśniliśmy. Co do warstwy psychologicznej, ciekawa uwaga – rzeczywiście zauważałem u siebie pewne tendencje do zachowań ksobnych, ale w tym przypadku jestem dość pewien żartobliwości, bo utożsamiam się z tą konwencją ślimaczego roleplayu tylko do pewnego stopnia, nie jestem jakimś szalenie zakręconym członkiem społeczności furry fizycznie przypełzającym na konwenty.

Również dziękuję za dyskusję i pozdrawiam!

Nie ma potrzeby, żebyś aż przestawała klikać. Oczywiście warto zachować czujność co do tekstów generowanych maszynowo, ale nie każdy musi się na tym dobrze znać, ja też jeszcze nie mam dużej wprawy w ich rozpoznawaniu. Jak piszesz, naruszają one regulamin, więc w razie czego ostatecznej oceny i tak dokonają Moderatorzy.

Dopóki dany tekst nie trafi do Biblioteki, każdy klikający ma prawo wycofać swoje poparcie, ale Ucho igielne już w niej jest, tutaj ma to więc znaczenie wyłącznie symboliczne.

inni mają lepszą optykę, a Twoja jest wyjątkowo ostra, co bardzo u Ciebie cenię – tę klarowną rzeczowość.

Dzięki, to bardzo miłe! Chociaż jak czasem prawie nie widzę błędów w tekście, a czasem co drugie zdanie się jeży, nawet u tego samego autora, to zastanawiam się, czy naprawdę są między nimi aż takie różnice, czy to ja mam takie wahania formy redaktorskiej.

Więcej, mogę się też czegoś nauczyć, bo np nie wiedziałem, że słowo zdatny nie może występować samo.

Moim zdaniem nie może, ale gdyby ktoś z komentujących uważał inaczej, to trzeba by porządnie posprawdzać, warto się nawzajem kontrolować.

Są jednak również uwagi, z którymi się nie mogę zgodzić. Nie wykluczam, że być może czegoś nie rozumiem. ;-)

Ależ oczywiście, zawsze zapraszam do dyskusji i jestem wdzięczny za wytykanie, jeśli coś niejasno napisałem – ostatecznie chodzi mi o to, żeby udzielać pomocnych wskazówek, a nie coś komuś udowadniać!

Rozumiem uwagę, ale według mnie tu znużenie dopiero narasta, w Twojej wersji proces jest już wyraźniejszy.

Moim zdaniem początek odczuwania znużenia jest czymś chwilowym, a odczuwanie rosnącego znużenia bardziej rozciągłym w czasie, ale zgodzę się, że jeśli to w ogóle uchybienie, to bardzo drobne.

Nie rozumiem chyba. Chwyt na wiośle nie może się rozluźnić?

Może, ale jeżeli dajesz “na wiośle” po “rozluźnił się”, to okolicznik określa miejsce rozluźnienia, a nie miejsce chwytu – “rurociąg rozluźnił się na spawach”.

Raczej chodziło o to, żeby wzbudzić niepewność ontologiczną.

“Żeby wzbudzić niepewność ontologiczną” to na pewno bardziej profesjonalne ujęcie niż “żeby było dziwnie”, tak tylko informuję, jak to odebrałem w lekturze.

Mnie się wydaje jednak, że wersja w opowiadaniu – Kiedy przecięła taflę, sieć wydała jeszcze inny dźwięk – cichej nadziei – brzmi naturalnie, płynnie i dobrze literacko. Tak na moje ucho. ;-)

Moim zdaniem to jest błąd odwrotny do zawieszenia podmiotu na imiesłowie. Osobowe zdanie podrzędne, w przeciwieństwie do jego imiesłowowego równoważnika, nie zasysa podmiotu z następującego po nim zdania głównego. Dlatego nie można napisać “Łowiąc koło przylądka wczoraj wieczorem, w sieci zaplątało mi się dwoje topielców” (bo nie topielcy łowili koło przylądka) ani “Kiedy przecięła taflę, sieć wydała jeszcze inny dźwięk” (bo “przecięła” nie odnosi się tu do “sieci”). Naturalnie, chyba że podmiot byłby zaczerpnięty skądinąd:

Urocza syrenka uczepiła mi się burty, wygłosiła mowę o pożytkach płynących z weganizmu, wykorzystała chyba połowę chwytów z Erystyki Schopenhauera, błysnęła perłowymi ząbkami i plusnęła z powrotem w zatokę. Kiedy [syrenka] przecięła taflę, sieć wydała jeszcze inny dźwięk – cichej nadziei.

No nie, “musiałby” oznaczałoby, chyba, hipotetyczność, a będzie musiał oznacza konieczność przyszłej czynności.

I tu jest właśnie hipotetyczność, bo przecież od razu z następnego zdania wynika, że Adam jednak nie zawiózł ciała na przeciwległy brzeg, tylko wrzucił je z powrotem do wody.

Hmm, no nie wiem, nie wszystkie ślimaki kojarzą mi się z Tobą, nie każdy ślimak w tekście jest puszczeniem oka do Ciebie. Prosiaczków możesz używać do woli, nie obrażę się. :-)

Hmm… chyba widać, że wytykam to żartobliwie i tak naprawdę bynajmniej sobie nie wyobrażam, że staję Ci przed oczami za każdym razem, gdy wzmiankujesz w tekście jakieś ślimaki?

Pozdrawiam, dobrej nocy!

bruce, jest dokładnie tak, jak piszesz: zamierzamy oficjalnie ogłosić zmiany w Loży mniej więcej jednocześnie z wątkiem piórkowym za czerwiec, mamy też nadzieję, że do tego czasu uda się wyposażyć Barda w plakietkę i dostęp do tajnych wątków. Adminom obecnie brakuje narzędzi do takiej zmiany statusu konta i nie wiadomo, ile to potrwa, dlatego pisze o opóźnieniu. Nie widzę w tym problemu, że chciał szybciej zamieścić komentarz przy świeżej nominacji, choć naturalnie masz prawo czuć się tym zaskoczona i pytać o wyjaśnienie.

Cześć, Prosiaczku!

Tym razem Twój utwór do mnie mniej przemówił – a może przerósł? Warstwa przenośni jest suta, nie ma wątpliwości, że całość stanowi coś w rodzaju studium rodzicielskiego poczucia winy, jednak myślę, że moje zastrzeżenia do opowiedzianej historii wykraczają poza prosty brak obeznania z konwencją new weird. Otóż natura łowów głównego bohatera, wobec ośrodkowości ich roli fabularnej, pozostaje moim skromnym zdaniem zbyt niejasna – nie wiadomo, czemu odpowiadają obce ciała, które odnajduje zamiast Wioli i potem się odradzają; co to symbolizuje, że wyławia nie same wspomnienia, a artefakty, które potem dopiero musi na pamięć wymienić. Szkoda, że nie dałeś więcej miejsca Pozszywanemu, zasługiwałoby, żeby zostać oryginalną, rozbudowaną kreacją fantastyczną, a nie prawie rekwizytem. Pomysł Grzybni i jej niejasnej tożsamości z Wiolą cechuje się pewną elegancją, chociaż odbioru całości także nie ułatwia.

Mam też wrażenie, że poszedłeś tu znów w kierunku nadmiernego poszukiwania ozdób stylistycznych, ze szkodą dla jakości językowej, przykładowo:

Teraz zaczynał odczuwać rosnące znużenie.

Dwa grzyby w barszcz, albo zaczynał odczuwać, albo odczuwał rosnące.

Chwyt starych, zgrabiałych dłoni rozluźnił się na wiośle.

Chwyt na wiośle, a nie rozluźnił się na wiośle.

Niektórzy mówili, że to jezioro. Inni twierdzili, że mieszkają nad oceanem.

Tutaj nie wiedziałem, czy to wstępna informacja o bardzo szczególnych warunkach hydrologicznych, które mają odegrać rolę w dalszej części fabuły (akwen mógłby być połączony z oceanem krótką i szeroką rzeką o niewielkim spadku, która w przypływie syzygijnym odwracałaby bieg), czy po prostu tak napisałeś, żeby było dziwnie.

Kiedy przecięła taflę, sieć wydała jeszcze inny dźwięk

Szyk: sieć, kiedy przecięła taflę, wydała dźwięk; przeciąwszy taflę, sieć wydała dźwięk.

buty, które po osuszeniu będą jeszcze zdatne

Zdatne do użytku, przydatne.

Z Pozszywanego po towar przyjdą za osiem dni.

Dziwny akcent zdaniowy – czy po coś innego przyjdą wcześniej?

Gdy szarpnął linę, mięśnie przedramion napięły się jak postronki.

Niezręczne porównanie w tym kontekście, bo “lina” i “postronek” to wyrazy bliskoznaczne.

Najtrudniejszym etapem było wciągnięcie sieci, kiedy ta znalazła się tuż nad wodą. Wreszcie rozległ się łomot, łódka zakołysała się, wpuszczając do środka więcej wody.

Warto by coś zrobić z tym powtórzeniem “wodą – wody”. Pierwsze zdanie jest dość oczywiste, kwestia wyporu…

Pomimo zniekształconych rysów twarzy Adam zdołał szybko ocenić, że będzie musiał zawieźć je na przeciwległy brzeg. Zamiast tego, czując ogromny zawód, wsunął pod jej barki i nogi swe roztrzęsione ramiona i ze stęknięciem wyrzucił trupa z powrotem w objęcia toni.

Z logiki tekstu wynika przecież “musiałby”, a nie “będzie musiał”.

Dom, a właściwie chata zbudowana z falistej blachy i plastików

Blachy falistej (cecha istotowa – blacha falista jest specjalnie wyrabiana i dosyć trudno ją wyprostować).

zostawiwszy łup, wyszedł na zewnątrz, gdzie zdjął mokre ubranie. Wyżął z wody koszulę i spodnie, przewiesił je przez linę biegnącą od chaty do samotnej palmy.

Może czegoś nie rozumiem wskutek braku doświadczeń z rybactwem, ale wydaje mi się to zaskakującym postępowaniem, że dba o to, by rozwiesić wilgotne ubranie na zewnątrz, ale wrzuca sobie do chaty sieć pełną ociekających rybek i skorupiaków.

czasami obraz soczewkowy, bo tak zdawała się zmieniać podczas ruchu percepcja obserwatora. Miasto zdawało się zarazem zbliżać i oddalać.

Oddychało ciężkim powietrzem, pławiło się w kwaśnym deszczu.

Raczej w kwaśnych deszczach jako zjawisku, a nie w pojedynczym kwaśnym deszczu.

Zdawało się zmieniać geometrię, jego fragmenty przypominały Butelkę Kleina, Wstęgę Möbiusa

Dlaczego wielkimi literami?

Starzec wyplątał zmęczone ciało z barłogu, przetarł oczy – przypominały nieśmiało wyglądające z muszelek ślimaki

Bez obaw, nie musisz się powstrzymywać: najwyżej coś mi zacznie przypominać prosiaczki.

 

W głosowaniu piórkowym będę na NIE, ale doceniam i dziękuję, że z tak imponującą częstotliwością wypuszczasz na Portal zupełnie udane teksty –

Ślimak Zagłady

Cześć, Anonimie! Ślimak nadpełza powoli, acz nieubłaganie…

Wrażenia z lektury mam nieco mieszane. Motywy niezwykłych doznań w stanie śmierci klinicznej oraz niebiańskiej biurokracji są bardzo dobrze znane, jednak tu udało się je ładnie wykorzystać i połączyć. Podobnie przesłanie o tym, żeby nie odkładać życia na później, że często bardziej żałuje się tego, czego się nie zrobiło, niż tego, co się zrobiło – na pewno pasuje do opowiedzianej historii. Z drugiej strony elementy humorystyczne dla mnie zupełnie “nie chwyciły”, przedstawione reakcje żałobników na przebudzenie Marii w trumnie nie wydały mi się ani szczególnie prawdopodobne, ani szczególnie zabawne. (Boję się, że realnie prędzej wybraliby się zlinczować lekarza, który orzekł zgon – co jak najbardziej można by zgromić w opowiadaniu, choć oczywiście byłby to zupełnie inny utwór). Ograniczona wiedza o dogmatach katolickich podpowiada mi, że o ile bohaterka mogłaby umrzeć “w opinii świętości”, to nie znaczy, że pozostałe postaci powinny ją swobodnie nazywać świętą, a już z pewnością sama by tak o sobie nie mówiła, gdyż stanowiłoby to ciężki grzech pychy.

Pod względem językowym tekst sprawia niezłe wrażenie, musiałem się nieco wysilić, żeby wypatrzyć parę szczególików:

Nie pojechałem na saksy, co by trochę zarobić, albo nie pocałowałem Halinki podczas tamtej długiej letniej nocy.

Literówka i domknięcie wtrącenia.

Rozplotła palce z jego łapska

Niezręczne sformułowanie.

I ani razu nie sfałszowałem, choć ręce mi się trzęsły jak osice gałązki.

Osika nie ma rąk.

Za szybą nie siedział już poczciwy Piotr, tylko chudzielec w okularach i z taką stertą papierów, że gdyby się przewróciła, pogrzebałaby ze trzech apostołów. Niechybnie musiał to być święty Mateusz.

Tego rzecz jasna nie przytaczam jako błędu, ale zaskoczyło mnie to wyobrażenie, bo w moich skojarzeniach święty Mateusz wyglądałby raczej tak (ten zdziwiony pośrodku):

niż tak:

 

Reasumując: opowiadanie ma mocne strony i na pewno dałbym mu punkt do Biblioteki, do Piórka moim zdaniem brakuje.

Pozdrawiam,

Ślimak

Hahahha, Ślimaku drogi, co to za wymagania wyciągnięte ze skorupy! :P Miałam co prawda łacinę na studiach, ale nic z niej nie pamiętam, byłoby trudno napisać listy w tym języku laugh

Dzięki, nie mam takich wymagań, tak tylko się głośno zastanawiam… A gdyby opakować opowiadanie w taki zabieg ramowy, że niby tłumaczysz odnalezione łacińskie oryginały, to może pozwoliłoby częściowo ominąć kłopot z wyważeniem stylizacji językowej, żeby była wiarygodna i czytelna?

Ćźéść, Holly!

Czytałem ten tekst niedługo po publikacji i zbierałem się już do komentarza, ale inni czytelnicy uprzedzili mnie we wskazywaniu kwestii, które wydały mi się najważniejsze, i straciłem chęć. Niemniej po ponad miesiącu dobrze pamiętam zarys koncepcji i kluczowe wątki, co korzystnie świadczy o opowiadaniu. Na pewno trafną decyzją było przeniesienie akcji na początek XVI wieku. Nie chodzi tylko o sprawy szczegółowe – jak obecność kiły w Europie (przynajmniej w jej śmiertelnej, rozpoznawalnej postaci), stan budowy katedry św. Szczepana lub to, żeby nie posyłać bohatera do Wiednia przez środek wojen husyckich – ale też o zmiany mentalności, rosnące prawdopodobieństwo, że para jednopłciowa pisałaby do siebie w taki sposób i w ogóle pisała listy po polsku, a nie po łacinie (w zasadzie tu dodatkową motywacją mogło być większe bezpieczeństwo, w razie gdyby korespondencja wpadła w ręce kogoś niepowołanego). Duża szansa, że gdybym od początku czytał utwór w tej wersji, całościowo wyrobiłbym sobie o nim lepsze zdanie. Jednak uczynienie głównego bohatera kowalem wciąż wydaje mi się decyzją dziwną i źle ugruntowaną, przecież widać, że musi być kimś dobrze wykształconym i sytuowanym, szlachcicem, jeżeli sam nie po studiach w Italii (lepiej wiedziałby, czego się spodziewać w podróży), to obracającym się w takim towarzystwie. Zwróciłem uwagę na zręczne opisy Wenecji.

Szatan wydaje się zupełnie zbędny, swobodnie można było bez niego przeprowadzić, że Stanisław owładnięty wizją polowania na jednorożca przy użyciu dziewicy i pomocy Janowi nie zauważa, jak towarzyszka próbuje i wstydzi się z nim podzielić tym, iż uciekła z klasztoru, bo padała w nim ofiarą przemocy seksualnej – co prowadzi do tragicznego finału – najlepiej byłoby dawać subtelne sygnały, żeby czytelnik miał szansę dostrzec to odpowiednio wcześniej. Ten pomysł jest błyskotliwy, ale poza tym wydaje mi się, że całości tekstu brakuje pewnego napięcia dramatycznego, od początku widać, że bohater nie pomoże ukochanemu i zmarnuje szansę na pożegnanie z nim.

Mam też taką ogólniejszą myśl, że trudno o satysfakcjonujący utwór epistolarny osadzony w tak dawnej epoce, ten gatunek literacki jak chyba żaden inny domaga się dosłownej stylizacji, którą oczywiście mógłby zrealizować tylko filolog historyczny, a przeczytać także byłoby niełatwo. Piórkowo będę na NIE, ale doceniam ambitną próbę!

– Chcesz t dokument czy nie?

Tu coś jakby zeżarło.

Pozdrawiam serdecznie,

Ślimak

A teraz podsumowanie końcowe i garstka informacji:

 

beeeecki – Z szarością nam wszystkim do twarzy, czyli opowieść o bohaterstwie – 16/5 głosów, 2 TAKI (bruce, MichaelBullfinch, betweenthelines, Marszawa, melendur88), nominacja!*

MichaelBullfinch – Twarze własne, twarze cudze – 8/5 głosów, 1 TAK (bruce, regulatorzy), nominacja!

prosiaczek – Pozszywane – 7/5 głosów, 1 TAK (bruce, MichaelBullfinch), nominacja!

HollyHell91 – Podróż grzesznego obieżyświata w listach zebrana – 7/5 głosów, 1 TAK (bruce, betweenthelines), nominacja!

Anonim – I przyjął ciało zmarłej dziewicy – 7/5 głosów, 1 TAK (melendur88, bruce), nominacja!

Teo Max – Tryton, księżyc który przybiegł z daleka – 6/5 głosów, 1 TAK (regulatorzy, bruce);

nul – Święty czas, święta ziemia – 4/5 głosów, 0,5 TAKA (bruce);

Rafael Sanki – Perłopłaz – 3/5 głosów, 0,5 TAKA (bruce);

Teo Max – Miranda i dziewięć blizn – 3/5 głosów, 0,5 TAKA (bruce);

tomaszg – Dream team – 3/5 głosów, 0,5 TAKA (melendur88);

Anonim – Podano do stołu – 3/5 głosów, 0,5 TAKA (melendur88);

Anonim – Yednorożec, czyli spejs łopera, ku uciesze, zgrozie i zadumie klawiaturą anonima spisana – 3/5 głosów, 0,5 TAKA (bruce);

Robert Raks – W niedalekiej przyszłości: Szkolenie – 3/5 głosów, 0,5 TAKA (melendur88).

 

Zgłoszenia Loży:

marzan – Charon i Nila: Rzeka Lamentu (HollyHell91);

MichaelBullfinch – Twarze własne, twarze cudze (HollyHell91).

 

Loża uznała za słuszne nie rozpatrywać nominacji dla opowiadania Tryton, księżyc który przybiegł z daleka w świetle przesłanek wskazujących na znaczące wykorzystanie narzędzi generatywnej sztucznej inteligencji przy jego tworzeniu. Pełne oświadczenie znajduje się w komentarzu do omawianego tekstu.

 

Wiadomość o autorstwie tekstu I przyjął ciało zmarłej dziewicy dotarła zgodnie z wytycznymi.

 

Tomaszu, dziękuję za zwrócenie uwagi! Uwzględniam i uzupełniam.

 

* Zgodnie z punktem 6 zasad nie można zdobyć więcej niż dwóch głosów na TAK od Dyżurnych.

Melyo, absolutnie nie, chciałem Ci podesłać przydatne linki, żebyś poczuła się ugoszczona i komfortowo odnalazła w naszej społeczności. Nawet nie pomyślałem, że mogłabyś tak to odebrać, przepraszam za nieporozumienie!

Daję znać w imieniu Loży: naradziliśmy się nad “Trytonem” i większość z nas zgadza się, że nie uważamy za słuszne oceniać i komentować tego tekstu pod kątem nominacji do piórka. Wszystko wskazuje na to, że zakres użycia narzędzi generatywnej sztucznej inteligencji był tu zbyt duży, żeby miało to sens w świetle nadrzędnej idei forum, jaką jest wzajemna pomoc literacka. Nie sądzimy, że tekst został wygenerowany w całości. Sądzimy natomiast, że zawiera istotne fragmenty albo wygenerowane, albo przekształcone przez AI nie do poznania, tak że nie można ich już uważać za ludzkie dzieło (co chyba odpowiada wspomnianym w przedmowie “iteracjom”). Użycia takich narzędzi do “burzy mózgów” praktycznie się nie da wykryć i zweryfikować, ale budzi to analogiczne zastrzeżenia. Autor nie nauczy się prawie nic ze wskazywania błędów w zdaniach, które wyprodukowała AI, w pomysłach, które podsunęła; rzetelna analiza takiego materiału wymaga nieproporcjonalnie więcej czasu i wysiłku niż jego generacja.

Już po publikacji “Trytona” Administracja zmodyfikowała Zasady zamieszczania treści: mimo że formalnie nie była to zmiana zasad, lecz ich interpretacja i doprecyzowanie, w miarę możliwości zależy nam na uniknięciu jej działania wstecz. Nowe publikacje wykazujące oznaki sztucznej generacji tekstu mogą być zgłaszane do oceny moderacyjnej – gorąco zachęcamy Użytkowników do samodzielnej twórczości. Nie jest to działanie przeciwko autorom, lecz dbałość o dobrostan forum i o to, by mogli rozwijać się właściwie, a wysiłek dyżurnych i innych komentujących nie szedł na marne. Loża zobowiązuje się do udzielania dalszych wskazówek i edukacji, jakie użycie narzędzi o cechach sztucznej inteligencji jest adekwatne (skrótowo: research, prosta korekta), a jakie stanowi niedopuszczalną niesamodzielność.

Z pozdrowieniami,

Ślimak Zagłady

Lecz – czy ma taką pewność, że to go na pewno nie dotyczy, biorąc pod uwagę tych, na których mógł wpłynąć, lecz być może tego nie zrobił? :)

Hmmm. I może to zdumienie jest właśnie cenne. Bo daje do myślenia? (A może nie daje…)

O to mi właśnie chodzi – że utwór być może lepiej realizowałby swój zamysł, gdyby suflował czytelnikowi to cenne zdumienie, jakoś zarysowywał analogię między podanymi w kolejnych zwrotkach jaskrawymi przykładami zła a tymi błahszymi słabostkami i zaniechaniami, żeby pokazać, że temat może dotyczyć każdego. Na razie tę dającą do myślenia kwestię powziąłem tylko z komentarzy, na podstawie samej lektury wiersza nie miałem poczucia, by mógł się w istotnym zakresie tyczyć mojego życia.

Bruce, chciałbym podkreślić, że w tej rozmowie nie krytykuję Twojego utworu literacko czy artystycznie, staram się tylko podzielić perspektywą odbiorcy, który nie dysponuje Twoimi pokładami wrażliwości i empatii.

Co prawda mnie cudze nieszczęście rzadko bawi, ale też nie będę się podawała za geniusza empatii (czasami nie mam zielonego pojęcia, o co ludziom chodzi, a przeważnie muszę to sobie zwerbalizować).

Tak, ja także mam ogromne trudności z wczuwaniem się w czyjeś położenie, co oczywiście ogranicza mnie również literacko. To się spina z naszą dawną fascynującą rozmową pod Rodzicami chrzestnymi, trudno się dyskutuje o tym, co kogo bawi i dlaczego.

Pisząc o etyce minimalnej, trudno kogokolwiek przekonać do idealnej.

Hmmm? Co dokładnie masz na myśli?

To, co rozwijam w dalszej części komentarza – jeżeli dobrze zrozumiałem cytowany wpis Autorki

Są ludzie, którzy serio nie dostrzegają wyrządzanego zła. Uważają, że to, co robią, to i tak szczyt łaski oraz dobroduszności, okazany drugiej osobie, zwierzęciu, grupie ludzi itp. Byliby szczerze zdumieni, że taka rymowanka może ich dotyczyć,

to wiersz w zamierzeniu miał dać do myślenia każdemu odbiorcy, czy sam nie przeocza zła, które wyrządza, czy wkłada dostateczny wysiłek, żeby zachowywać się przyzwoicie. Tymczasem typowy czytelnik, który nigdy nie zostawił psa przywiązanego do drzewa, nie pobił dziecka ani ofiary wypadku, rzeczywiście ma prawo “być szczerze zdumiony, że taka rymowanka może go dotyczyć”.

Są ludzie, którzy serio nie dostrzegają wyrządzanego zła. Uważają, że to, co robią, to i tak szczyt łaski oraz dobroduszności, okazany drugiej osobie, zwierzęciu, grupie ludzi itp. Byliby szczerze zdumieni, że taka rymowanka może ich dotyczyć.

Wiesz, tak sobie nieśmiało myślę, że jeśli o tym chciałaś pisać, taka miała być grupa docelowa utworu, to może rzeczywiście nie dobrałaś optymalnej konstrukcji i przykładów. Pisząc o etyce minimalnej, trudno kogokolwiek przekonać do idealnej. Być może – tak się głośno zastanawiam, bo moja zdolność wczuwania się w czyjeś położenie nie jest duża – takim ludziom Twój tekst właśnie uspokoi sumienie, powiedzą sobie, że skoro nie robią tych okropnych rzeczy, to na pewno są dobrzy, choć dopuszczają się wielu drobniejszych podłości i zaniedbań. Znając Twoje ogromne pokłady empatii, przypuszczam zresztą, że niektóre z moich zachowań także uznałabyś za niedopuszczalne, ale wiersz w tej formie nie skłonił mnie, żebym się nad sobą zastanowił.

 

Melyo, witam na Portalu po dłuższej przerwie! Jak zawsze w takich przypadkach polecam wspaniały poradnik Drakainy, pomoże Ci się zorientować, jakie są tutaj zwyczaje i czym się można zajmować. Pewnie warto też przejrzeć Zasady zamieszczania treści. Twój komentarz jest jak najbardziej przydatny, mam nadzieję, że będziesz miała ochotę się więcej udzielać.

 

Pozdrawiam Was serdecznie!

Cześć!

Na początek przyznam, że sprawdzając coś innego przy użyciu sztuczek portalowych, niechcący odsłoniłem sobie autorstwo tego tekstu. Rzecz prosta, wobec tego nie będę o nim pisał w zgadywankach konkursowych. Wprawdzie myślę teraz, że nie mógłbym się pomylić – pamiętam, że czytałem kiedyś Twoje opowiadanie, w którym na mniejszą skalę wykorzystane były podobne zabiegi – ale po fakcie to się zawsze tak wydaje.

Po utworze znać solidny research, który dalece nie każdy czułby się na siłach robić w tak drastycznej tematyce, i przemyślaną, ambitną konstrukcję. Próba poprowadzenia opowieści w polsko-ukraińskim kontinuum dialektalnym zdaje się centralna dla koncepcji, jeżeli ją dobrze rozumiem: ma namacalnie ukazać nieodwracalne straty, że ten język został rozerwany na części – w wielu przypadkach dosłownie wraz z użytkownikami – a ci, którzy przeżyli, musieli się już opowiedzieć po jednej ze stron i przyjąć język ogólny. Jednocześnie ma to swój koszt, z którego na pewno zdajesz sobie sprawę, że taki zabieg ogromnie zwiększa wysiłek lektury i utrudnia dostrzeżenie jakichkolwiek innych wartościowych pomysłów i treści, które mogą być tu zawarte. Ponadto nie wiem, kto mógłby tu się podjąć korekty językowej, ja na pewno nie, ale niektóre rzeczy budzą moje podejrzenia, na przykład brak “się” w niektórych miejscach, chyba też gdzieś zauważyłem różne formy zapisu jednego wyrazu.

Co do tych innych treści stawiam sobie podstawowe pytanie: co przekonało autora, że warto napisać akurat taki utwór i się nim podzielić? Ta perspektywa prababci antykwariuszki, która myli wnuka z prawnukiem, a rosyjska inwazja ewokuje w jej umyśle wspomnienia Wołynia (albo może umierającej przy porodzie dziewczyny z mniej lub bardziej nadprzyrodzonymi wizjami tego, jak mogłaby zostać prababcią): co w zamierzeniu ma ona dać czytelnikom, czego nie dadzą autentyczne relacje z mordów? Idąc tym tropem, zwróciłem uwagę na to, jak zło wydaje się tutaj nieukorzenione, przychodzące nagle z zewnątrz, jak gdyby w znajomych głównej bohaterki wcielił się diabeł czy inny wampir – jak gdyby wypierała to, że wcześniej przez lata nie zwracała im uwagi i śmiała się wraz z nimi, gdy ich uwagi o sąsiadach były coraz bardziej nieuprzejme – wrogie – zapowiadające zbrodnię? Jednak nie wiem, czy ta sugestia istotnie jest w tekście, czy dopowiadam ją sobie na podstawie własnych przemyśleń.

Przybijam do drzwi Biblioteki i pozdrawiam,

Ślimak Zagłady

Dodam, że staram się śledzić te nominacje piórkowe, bo np bardzo sobie cenię recenzje Ślimaka(mimo, że nigdy u mnie nie był i pewnie nie będzie), pod kątem technicznym, choć kilka razy się z nimi nie zgadzałem(na opowiadań nominowanych które czytałem), to technicznie je pisze profesjonalnie i  bliższe temu którym sam staram się takowe robić na innym portalu.

Dziękuję, cenię sobie Twoją pochwałę! Byłem u Ciebie pod “Zwierzyńcem” i na pewno planuję się jeszcze w przyszłości udzielać przy Twoich opowiadaniach. Obecnie niestety Loża pochłania prawie całość moich zasobów aktywności portalowej, co pewnie bardziej świadczy o mojej złej gospodarce czasem i energią niż o czymkolwiek innym. Zresztą “Modelowego księdza” czytałem i miałem dosyć dobre wrażenia, ale nie dałem rady skomentować.

Kiedy nie zgadzasz się z moim wpisem, chciałbyś wyrazić inną opinię czy tym bardziej poprawić ewentualny błąd rzeczowy, oczywiście zawsze zapraszam do dyskusji. Sam nieraz odnoszę się do komentarzy innych, kiedy widzę potrzebę coś uzupełnić, i mam nadzieję, że nie sprawia im to przykrości.

Nie jestem niestety pewien, czy cały wątek rokuje wartościowe konkluzje, ale zależy mi, żeby odnieść się do paru kwestii szczegółowych.

Jim uprzedził mnie w spostrzeżeniu, że niektóre gatunki literackie z natury rzeczy stawiają autorom większe wymagania, wbrew pozorom (?) dużo łatwiej napisać dobre opowiadanie problemowe niż dobre komiczne. Nie przypominam sobie tych licznych Użytkowników, którzy wskutek niedocenienia piórkowego ich świetnych opowiadań innych gatunków mieliby przerzucać się na dramat psychologiczny lub odchodzić z Portalu, ale może się mylę, wiecie, że brakuje mi talentu obserwacji społecznej. Zresztą zauważyłem, że jest między Waszymi opiniami pewna różnica: jeżeli dobrze rozumiem, Bard twierdzi, że problem utrzymuje się w tej samej formie od dawna, a Melendur, że poprzednia Loża miała preferencje wyraźnie różne od tegorocznej.

Czy rzeczywiście niektóre style i gatunki mają bardziej pod górkę w ocenie piórkowej? Jestem prawie pewien, że takie zjawisko zachodzi, przypominam sobie, że wyrażali takie zdanie Autorzy znacznie lepsi ode mnie. Lożanie to tylko ludzie i mają swoje preferencje czytelnicze, które mimo najlepszych starań o obiektywność mogą się odbić na decyzjach, ale wybór przez Społeczność dziewięciu możliwie sensownych członków powinien te różnice nieco wyrównywać. Być może istotniejszą kwestią jest to, że w kształtowaniu zdania o tym, co na Piórko zasługuje, niepozbawiona znaczenia jest wiedza, jakie opowiadania dostawały je w przeszłości, a więc może wystąpić pewien naturalny “dryf genetyczny”. Wydaje mi się, że jeśli ktoś jest miłośnikiem jakiegoś rodzaju tekstów i ma poczucie, że są one niedoceniane w naszym środowisku, to najlepszym, co może zrobić, jest wskazywanie mocnych stron takich utworów, uczenie innych z nas, jak mogą je lepiej rozumieć i sami pisać: bardzo w duchu wzajemnej pomocy literackiej.

Mimo to bliższe jest mi podejście Ślimaka, które kiedyś opisał w jednym z komentarzy. Parafrazując dość swobodnie: do Piórka warto zgłaszać przede wszystkim teksty, które rzeczywiście uważamy za najlepsze w danym miesiącu i które mogłyby służyć jako wzór dla nowych użytkowników forum.

Do tej swobodnej parafrazy najbardziej chciałem się odnieść: Piórko jest “odznaczeniem przyznawanym najlepszym opowiadaniom publikowanym na portalu”, a nie w danym miesiącu. W niektórych miesiącach może nie być żadnego tekstu godnego tego miana, w innych kilka.

Dlatego też dzielenie nominacji na kategorie nie wydaje mi się zbyt użyteczne – po prostu w wielu miesiącach byłoby zero nominacji z niektórych kategorii.

Ja sobie chętnie zaglądam w komentarze nie tylko pod swoimi tekstami, bo wiele można z nich wyciągnąć. Mam i miałam swoich ulubieńców na forum pod tym względem (np. nieodżałowanego Osvalda, chociaż tutaj możesz mieć złe z nim wspomnienia, ale wydaje mi się, że pod tą jego warstewką chamskości była wartościowa merytoryka).

Chwileczkę, zaglądać w komentarze oczywiście warto, ale Osvald?? Naprawdę nauczyłaś się czegoś z jego wpisów, potrafisz podać przykłady? Pod moim Wieszczem i niewolnicą nauczyłem się wiele z komentarzy Drakainy, Zanaisa, Gravel, Gekikary – zresztą wielu z Was, nie chciałbym kogoś niesprawiedliwie pominąć – ale na pewno nie z komentarza Osvalda. To jeden wypadek, ale jak tylko pamiętam, jego główną aktywnością forumową było gnojenie innych. Kiedy udawało się go wciągnąć w dyskusję opartą na czymkolwiek innym niż sprytne obrażanie autorów przed granicą bana, często prezentował kompromitujące braki wiedzy literackiej.

1. Wydawało mi się zawsze, że bycie Lożaniniem to nie tylko pewnego rodzaju forumowa nobilitacja, ale też obowiązek, więc naprawdę dziwię się, że w Loży są osoby, które decydując o najważniejszym forumowym wyróżnieniu, nie zostawiają komentarza z ŻADNYM uzasadnieniem. Nawet zgłaszając do biblioteki trzeba pod opowiadaniem napisać parę słów. Rozumiem brak czasu i życiowe obowiązki, ale po to jest “ławka rezerwowych”.

Popieram zdecydowanie i proszę o to samo od miesięcy… Bardzo staram się nie być nominowaną, ale – nawet jako nominująca – chciałabym wiedzieć, czemu ktoś daje NIE…

Macie całkowitą rację, publikowanie uzasadnień głosów (nie tylko na NIE) jest najważniejszym obowiązkiem Loży, czymś bardzo potrzebnym autorom i także nominującym. Od początku mojej kadencji przewodniczącego podejmuję wysiłki dla uporządkowania tej kwestii. Wiem, że same raporty aktywności to mało, liczę na to – i macie prawo oczekiwać – że wkrótce uda mi się osiągnąć dalsze efekty.

No ale jak zobaczyłem X nominacji uznałem, że nie warto i po co ja mam się starać i wybierac jedną nominację per miesiąc jako dyżurny?

To, że ktoś inny nominuje dużo, nie narzuca Ci przecież takiego samego stylu. Jak wyżej, nie namawiam, żeby to było koniecznie i zawsze raz w miesiącu. Możesz jednak wymagać od siebie przemyślanego, selektywnego nominowania i być za to chwalony przez tych, którzy cenią takie podejście.

Tak, uważam, że odrzucenie 5 moich tekstów, które były nominowane co miesiąc było w mojej ocenie niesprawiedliwe.  Nie uważam, że to był spisek, zmowa czy coś podobnego Ale uważam, że coś jest nie tak, jeśli dochodzi do takich sytuacji.

W rzeczywistości jeden z tych pięciu tekstów zdobył piórko. Tutaj warto też odnotować, że im niżej Dyżurni i Użytkownicy będą umieszczać subiektywną poprzeczkę nominacji, tym łatwiej (przy założeniu stałego poziomu piórek) może dojść do podobnych sytuacji.

Zebrałem się wreszcie, żeby podliczyć czerwcową obfitość zgłoszeń piórkowych:

 

beeeecki – Z szarością nam wszystkim do twarzy, czyli opowieść o bohaterstwie – 16/5 głosów, 2 TAKI (bruce, MichaelBullfinch, betweenthelines, Marszawa, melendur88), nominacja!*

MichaelBullfinch – Twarze własne, twarze cudze – 8/5 głosów, 1 TAK (bruce, regulatorzy), nominacja!

prosiaczek – Pozszywane – 7/5 głosów, 1 TAK (bruce, MichaelBullfinch), nominacja!

HollyHell91 – Podróż grzesznego obieżyświata w listach zebrana – 7/5 głosów, 1 TAK (bruce, betweenthelines), nominacja!

Anonim – I przyjął ciało zmarłej dziewicy – 7/5 głosów, 1 TAK (melendur88, bruce), nominacja!

Teo Max – Tryton, księżyc który przybiegł z daleka – 6/5 głosów, 1 TAK (regulatorzy, bruce), nominacja!

nul – Święty czas, święta ziemia – 4/5 głosów, 0,5 TAKA (bruce);

Rafael Sanki – Perłopłaz – 3/5 głosów, 0,5 TAKA (bruce);

Teo Max – Miranda i dziewięć blizn – 3/5 głosów, 0,5 TAKA (bruce);

Anonim – Dream team – 3/5 głosów, 0,5 TAKA (melendur88);

Anonim – Podano do stołu – 3/5 głosów, 0,5 TAKA (melendur88);

Anonim – Yednorożec, czyli spejs łopera, ku uciesze, zgrozie i zadumie klawiaturą anonima spisana – 3/5 głosów, 0,5 TAKA (bruce).

 

Zgłoszenia Loży:

marzan – Charon i Nila: Rzeka Lamentu (HollyHell91);

MichaelBullfinch – Twarze własne, twarze cudze (HollyHell91).

 

Przypominam, że Autorzy Anonimowi zobowiązani są podać Loży swoje personalia (nicki), by ich teksty mogły być poddane pod głosowanie piórkowe! Dane, które nie mogą być ujawnione publicznie ze względu na wymogi konkursu, proszę przekazywać wiadomością prywatną do GalicyjskiegoZakapiora.

 

* Zgodnie z punktem 6 zasad nie można zdobyć więcej niż dwóch głosów na TAK od Dyżurnych.

Dodam, że ten wątek zawdzięczam uwadze Ślimaka Zagłady do pierwszego opowiadania na temat chrześcijańskiego limbo, które powiela ten nieszczęsny schemat.

Masz ci los, zainspirujesz kogoś niechcący i potem się tłumacz. Przed zauważeniem tego komentarza inkryminowany wątek kojarzył mi się, bardziej niż z limbo, z opłatami pobieranymi przez księży za odprawienie pogrzebu i mszy w intencji spokoju zmarłego. Jednocześnie nie byłem pewien grupy docelowej tego przekazu, bo wątpię, czy ludzie dostatecznie zindoktrynowani, żeby wierzyć, że w ten sposób kupują komuś życie wieczne, czytują fantastykę.

Mam wrażenie, że kolejne części Charona i Nili są coraz bardziej obciążone cząstkowością, czyta się to z przyjemnością, ale jak odcinek powieści, mniej opowiadanie. Oś fabuły – bohaterka schodzi walczyć o lepsze zaświaty dla wszystkich i w tym celu przemawia do grup osadzonych, do sędziów, do Hadesa… – bez kontekstu cyklu być może wydałoby mi się, że nominalna wielkość Sprawy jest czymś w rodzaju protezy, mającym zainteresować czytelnika zamiast większej oryginalności świata. I gdyby taka metodologia się sprawdzała, ruchy niepodległościowe miałyby dużo łatwiejsze życie…

Myślę sobie także na ten temat, że im obszerniejszy utwór, tym łatwiej nakreślić tło obalenia boskiego porządku (zwłaszcza Boga, ale też silnego boga politeistycznego jak tutaj), żeby pokazać, że bohater czyni to dzięki inteligencji i determinacji w obrębie spójnych reguł świata, a nie dlatego, że autor wymyślił takiego wspaniałego wybrańca. Tutaj to się w znacznej mierze udało – scena z uwięzieniem Hermesa wypadła moim zdaniem doskonale, pułapka na Hadesa już gorzej, “Sieć utkana z chust wdów i matek. Wypłakały w nie wszystkie łzy. Zobaczymy, co jest mocniejsze! – wyszeptała kapłanka” popada w melodramatyczny patos. Nie do końca zrozumiałem “Na to właśnie liczymy” Spartan, niby widzę, że odnosiło się właśnie do tej pułapki, ale skąd wiedzieliby, że ofiarą będzie akurat ta kapłanka, a nie inni ich krewni i znajomi?

Przypadkowy drobiażdżek:

Stań na murze, Minosie, i posłuchaj ich jęku!

Idea możliwie wiarygodnego rekonstruowania protogermańskich wyrażeń wygląda ambitnie, nijak nie podejmę się oceniać, na ile dobrze to wyszło. Pozdrawiam i dopycham do Biblioteki!

Cześć!

Na pewno warto było się tym podzielić, w trudny do opisania sposób łączy stanowczość i miękkość, pełne czułości, cechy – zdaje się – Tobie właściwej. Rytmika oryginalna, Robert oczywiście słusznie doliczył się 9/9/14, ale brak średniówek w jakimś stopniu rekompensują tutaj cechy toniczne, warto by zapytać o zdanie kogoś wprawniejszego ode mnie, na ile dobrze to brzmi. Z drugiej strony nie jestem pewien, jaka jest zamierzona grupa docelowa, czy ten ładunek surowej prostoty i dosłownej dydaktyki nie okaże się zbyt ciężki dla większości czytelników. Niektóre frazy wydały mi się niezgrabne (zwłaszcza “związuje w gęstwinie” i “głupotą zmienić w przegrane”, zastanawiam się też, czy nie miało być “koiła rany”).

Pozdrawiam serdecznie,

Ślimak

Anonim nie potrafi sobie przypomnieć skąd zna wersy zawarte na początku komentarza, ale jest pewien, że gdzieś już je czytał. Pasują idealnie.

Słowacki, List do Aleksandra H.

Anonim chciałby wyjaśnić, że krępowanie sznurem było prowizoryczne i działało tylko na chwilę. (…) Przekonanie pochodziło stąd, że po takim rytuale dusze nie wracały, wszystko inne zawodziło. Najpierw palono (wbrew wierze), zabijano itd. Ale ciągle wracali.

Faktycznie, jeżeli zmarli wracali nie jeden raz, lecz dowolnie wiele, a po odprawieniu rytuału przestawali, to odpowiada na obydwa moje pytania naraz. Wydaje mi się, że ta informacja nie padła nigdzie w tekście wprost, żebym wyrzucał sobie nieuważną lekturę, ale możliwe, że większość odbiorców przyswaja ją jakoś intuicyjnie i w takim razie wykładanie kawy na ławę byłoby błędem kompozycyjnym. Inna rzecz, że w takim świecie Kościół łatwo zdobyłby dystopijną władzę, daleko wykraczającą poza przestępstwa pojedynczych łowców.

Twoja wizyta go zaskoczyła, ale przyniosła wiele radości!

Ja to muszę ponownie w sobie odnaleźć, żeby móc komentować opowiadania dla przyjemności spontanicznie i w miarę krótko, a nie tylko rozwałkowywać nominacje na tysiące znaków i martwić się, czy nie przeoczę w nich jakiegoś kluczowego wątku lub myśli. Rozumiem wytknięcie mojej niskiej aktywności na forum i jest mi odrobinę głupio, ale pocieszam się, że ci, którzy najpewniej nominowaliby ten tekst, gdyby tylko widzieli nick autora, też potem poczują się nieswojo.

Pozdrawiam serdecznie!

ten specyficzny gatunek rzeczywiście dojrzewa  13 lub 17 lat na Ziemi. To liczby pierwsze. Tak chciała natura i są ku temu powody.

Tak, wiem o tym – chyba najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie jest takie, że dzięki temu populacje drapieżników nie mogą dobrze zsynchronizować swoich pokoleń z latami ich obfitości – napisałem, że gdybym nie znał tego gatunku, to w samym opowiadaniu hasło “rok liczby pierwszej” pada na końcu bez wyraźnego uzasadnienia.

Cześć!

Interesujący eksperymentalny drobiażdżek. Pomysł opisywania zdarzeń z perspektywy owada to zawsze pewna brawura, ale mam wrażenie, że tutaj to działa na prawach bajki zwierzęcej, starasz się za jej pośrednictwem powiedzieć coś o ludzkich emocjach związanych z dojrzewaniem. Jednak gdybym nie wiedział, co to za stworzonko, to raczej nie byłoby szans wymyślić, skąd i po co liczba pierwsza w zakończeniu. “Instar” trochę mnie wybił z lektury, myślę, że to słowo wyraźnie należy do naszego rejestru naukowego, bohaterka nie mogłaby go znać i użyć w opisie własnego stanu.

Parę szczegółów interpunkcyjnych:

Czułam, że muszę, że tak trzeba, że tego nie zatrzymam i(-,) że właśnie tego chcę.

Nie potrzebowałam już tego, by głębiej, więcej(-,) ani wyżej.

Zapragnęłam na nowo, aby był ktoś, aby był blisko.

Pozdrawiam,

Ślimak

I stała się na ziemi Bogów różnodzielność,

I stała się na ziemi trupów nieśmiertelność. (…)

Na ziemi trup odbywał sądzenie Erebu,

Można było królowi zaprzeczyć pogrzebu.

Zwarta historia ze zręcznie wkomponowanym happy endem. Opisy postaci i ich reakcji wydały mi się przekonujące. Centralny motyw “ludzie są najgorszymi potworami” znany, ale dobrze wykorzystany, pasował do tego tekstu. Nie jestem pewien, na ile to ma sens, że związanie sznurem ogranicza możliwości fizyczne “powrotnika”, a zakopanie w trumnie czy nawet kremacja – nie; i dlaczego w takim razie ponowne wsadzenie go do trumny miałoby coś zmienić. Zabrakło mi też wskazówki, skąd w tym świecie powszechność przekonania, że rytuały dokonywane przez łowców decydują o losach duszy zmarłego.

Augustyn jest ciekawie zrobiony, bo jednak nie przewidziałem, że okaże się złoczyńcą – jego napomnienia dla adepta wydawały mi się raczej sugerować, że jest świadom własnych słabości i krzywd, które mógłby wyrządzić, gdyby pozwolił sobie na utratę kontroli. Widzę, że Przedmówcy oceniali go trafniej, w każdym razie świadczy to o dobrym wyważeniu wątku.

Ale jak tu sprawdzić, gdy, kto wie, czy nie zagryzie?

Nie stawiałbym przecinka przed “kto”, bo “kto wie” nie jest tu wtrąceniem.

– Wrócę niedługo z gwoźdźnią– mruknął gorzko.

Spacja przed myślnikiem.

Po raz pierwszy, odkąd zwinęło mi się serce przy stole, mogłem ją dotknąć.

Jej dotknąć (dopełniacz w znaczeniu fizycznym, biernik w abstrakcyjnym).

 

Klikam do Biblioteki i pozdrawiam,

Ślimak

Rytm i rymy i tak sprawdzi Ślimak.

Hej, Ślimak przypełza na wezwanie! Chyba nie zobowiązywałem się nigdy wyraźnie, że będę robił każdemu wierszowi na Portalu analizę techniczną, ale takie zaufanie w moją aktywność jest dla mnie rzecz jasna bardzo miłe. Tak czy inaczej zgodzę się z Robertem – rymy są punktowe, w tym asonanse (np. “dała – pomagał”) i przynajmniej jeden konsonans (“wystraszy – Katiuszy”); wiersz jest wolny, bez widocznych dla mnie cech organizacji rytmicznej, a zarazem brzmi w tym raczej tradycyjnie, bo prawie wszystkie klauzule są bardzo silne, nie ma ani jednej przerzutni, naturalne frazy nie są drobione.

Przyznam też, że taka retoryka sarkastycznej prowokacji zawsze wydawała mi się dość męcząca i moim zdaniem lepiej ją ograniczać do bardzo szczególnych zastosowań (ze sztandarowym przykładem w postaci “skromnej propozycji” Swifta), zresztą komentarz bruce celnie ukazuje kłopot z interpretacją tego typu utworów. Zastanowiło mnie parę przecinków lub ich brak, zwłaszcza rażące jest “Forum to, nie pozna mego ducha”, oddzielenie podmiotu od orzeczenia. Na wszelki wypadek wspomnę, że określenie “katiować tekst” pochodzi nie od wyobrażenia zmiecenia go przy użyciu wyrzutni rakietowej, lecz od użytkowniczki o nicku “katia72”, która miała zwyczaj usuwania swoich opowiadań.

Zamysł odpisywania na komentarze mową wiązaną robi miłe wrażenie!

Pozdrawiam,

Ślimak

I tak powinien by wyglądać mój komentarz lożowy, a nie “Język opowiadania nie wydał mi się szczególnie ładny”. Kawał wysiłku bezcennego dla autora i postronnych odbiorców, wyrazy szacunku!

Mini platforma

Łącznie: https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/mini;8426.html i https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/mini;5778.html 

Obawiam się, że obydwie pisownie są już poprawne: https://fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842894.

Wkrótce, trzy czwarte metalicznej kostki wystawało ze skalnej okowy.

Bez przecinka, ale "okowy" ( https://wsjp.pl/haslo/podglad/17853/okowy ) są po pierwsze pluralis tantum, a po drugie zbyt poetyckie.

“Kajdany” są pluralis tantum, pojedyncza “okowa” może istnieć, aczkolwiek byłaby zdecydowanie poetycka i archaizująca.

Hej, bez przesady, nie domagałem się przeprosin. Rzeczywiście na tyle zniekształciłeś sens mojej wypowiedzi i chciałeś mi tłumaczyć rzeczy, które byłyby tak oczywiste nawet dla bystrego dziecka, że mimowolnie zacząłem się zastanawiać, czemu masz o mnie taką opinię lub co próbujesz udowodnić. Jak jednak mówię – wierzę, że nie miałeś na myśli nic złego, być może faktycznie wyraziłem się na tyle niedbale, że trudno Ci było właściwie zinterpretować moje rozumowanie.

Nie chowam do Ciebie żadnej urazy i mam nadzieję, że Ty do mnie też nie będziesz chował. Daj znać, czy za drugim razem udało mi się już klarownie przedstawić moje przemyślenia, żeby rozmowa mogła wrócić na tory merytoryczne. Serdecznie pozdrawiam!

Cześć ponownie, Robercie. Obawiam się, że przeczytałeś mój wpis nieco nieuważnie i podjąłeś polemikę z rzeczami, których nie twierdziłem, ujmując dyskusję w ramy, w których Ty piszesz oczywistości, a ja wychodzę na głupiego. Oczywiście chcę ufać, że nie zrobiłeś tego umyślnie.

To, że liczba tekstów ostatnio wzrosła, nie jest tezą ani interpretacją wyników, lecz faktem wynikającym z prostego policzenia liczby tekstów opublikowanych w poszczególnych miesiącach.

Co Ty nie powiesz?

Nie twierdzę, że teksty są generowane przez AI, tylko że część autorów może korzysta ze wsparcia AI.

Zrozumiałem podawaną przez Ciebie wcześniej hipotezę następująco: że [liczba utworów publikowanych na Portalu w danym przedziale czasu obecnie rośnie, ponieważ AI radzi sobie z prozą lepiej niż dotychczas, co daje użytkownikom możliwość przyspieszania procesu pisania w różnym stopniu (od pomocy w researchu i korekcie do zupełnego braku samodzielności)]. I ująłem to w poprzednim wpisie, co najwyżej nieco skrótowo. Daję Ci jeszcze nawias kwadratowy, żebyś nie miał wątpliwości, że hipotezę opisuje całość zdania, a nie tylko fragment do pierwszego przecinka.

Czym innym jest wygenerowanie całego tekstu na podstawie promptu, a czym innym wykorzystanie AI do sprawdzenia ortografii, gramatyki czy wyszukania informacji.

Co Ty nie powiesz?

Na chłopski rozum można by oczekiwać również odwrotnej zależności – skoro liczba tekstów jest większa, to liczba piórek także powinna rosnąć. Jak widać, taka zależność nie występuje.

Zauważ, że to, co napisałem w poprzednim komentarzu, jest okresem warunkowym: jeżeli przyjąć omawianą hipotezę, to nie można by oczekiwać odwrotnej zależności, jako że wsparcie AI powoduje istotny przyrost liczby tekstów słabych przy stosunkowo stałej liczebności dobrych.

Teoretycznie świadczy. Jeżeli zawodników jest więcej, a miejsc na podium pozostaje tyle samo, oznacza to większą konkurencję.

Nie oznacza, ponieważ zawodnicy nie startują w tej samej konkurencji! Wciąż zakładając prawdziwość omawianej hipotezy: ten, kto pisze opowiadania tradycyjną metodą, samodzielnie, ma takie same szanse zdobycia piórka jak wcześniej.

Tak właśnie wygląda nasz przypadek: tekstów jest znacznie więcej, a liczba przyznawanych piórek pozostaje mniej więcej na tym samym poziomie. Na wykresie 4 niebieska linia wspina się wyraźnie w górę, podczas gdy czerwona pozostaje praktycznie płaska.

Naprawdę uważasz, że nie umiem czytać prostych wykresów i nie zapoznałem się z danymi, o których dyskutuję?

Nie rozstrzygniemy w stu procentach, które opowiadanie jest lepsze, a które gorsze.

To prawda, zgadzam się z Tobą. Polemizowałem tylko ze zdaniem jeżeli policzymy proporcję z ilości tekstów oraz piórek z okresu „dawniej” do okresu „obecnie”, to pewien obraz nam wyjdzie, które zacytowałem u góry poprzedniego wpisu – tłumaczę, dlaczego uważam, że ta metoda nie wniesie znaczącej wartości poznawczej co do trudności zdobycia piórka.

Dokładnie. Racja. Narzucony obowiązek anonimowej publikacji nie byłby dobrym rozwiązaniem.

Jasne.

Cześć, Akaluzo!

Świetnie, że tutaj zawitałeś, mam nadzieję, że Ci się spodoba i zostaniesz na dłużej. Na początek chciałbym Ci polecić poradnik dla żółtodziobów Drakainy oraz dekalog łowcy komentarzy Finkli, które bardzo pomogą odnaleźć się w nowym miejscu. Skrótowo: jesteśmy na forum wzajemnej pomocy literackiej. Środowisko oczywiście nie jest binarne, mamy postaci (na czele z witającą Cię Reg), które tylko pomagają innym, nie oczekując nic w zamian i nie dzieląc się własną twórczością. Przeczytasz o mechanizmie dyżurów, który ma zapewnić, że żaden tekst nie zostanie bez reakcji. Nikt nie rozlicza się ściśle “komentarz za komentarz”, jednak na dłuższą metę, w uśrednieniu, nie da się stąd wyjąć dużo więcej, niż jest się gotowym włożyć.

W nawiązaniu do podanych przez Ciebie przykładów: nie chodzi o nieżyciowe zasady typu “każdy ma być switchem” lub “każdy ma się zajmować po równo frontendem, backendem i testami”, lecz raczej “bądź pod telefonem, kiedy kolega, do którego sam zwykle kierujesz swoich pacjentów, ma trudny przypadek na dyżurze” albo “warto brać pod uwagę upodobania partnera, które nie wykraczają poza Twoje granice komfortu”, albo “wypada robić code review ludziom, od których możesz go potrzebować w przyszłości”. Gdyby merytoryczne udzielanie się w komentarzach pod utworami innych użytkowników stanowiło dla Ciebie hard limit, to rzeczywiście trzeba by przemyśleć, czy trafiłeś na właściwe forum, ale rozumiem, że tak źle nie jest.

Dobrej nocy, barwnych snów!

Jaka tu się ciekawa dyskusja rozwija!

Oczywiście trudno obiektywnie stwierdzić, czy coś było trudniejsze czy łatwiejsze, lepsze czy gorsze, ale Michael ma rację, pisząc: „Pewnie każdy chciałby bronić własnych czasów. Nie chciałbym czuć, że moje piórka były zdobyte łatwiej, niż w przeszłości je zdobywano.” jeżeli policzymy proporcję z ilości tekstów oraz piórek z okresu „dawniej” do okresu „obecnie”, to pewien obraz nam wyjdzie. Jaki okres „kiedyś” masz na myśli?

Myślę, że nie każdy chciałby bronić własnych czasów (odsyłam do mojego wpisu z 14 czerwca), ale już na pewno nie chciałbym deprecjonować niczyjego wysiłku. Starałem się też wskazać, że proporcja piórek do ogółu tekstów nie jest istotnym wyznacznikiem jakości. Jeżeli Twoja teza jest taka, że liczba tekstów urosła ostatnio, bo łatwiej je generować przy użyciu AI, to należy oczekiwać, że liczba piórek staje się stosunkowo mniejsza, ale nie świadczy to o tym, że trudniej je zdobyć, ani że są wyższej jakości. Inne przyczyny też mogą wchodzić w rachubę.

Gdybym sam to miał badać, pewnie próbowałbym użyć “kamieni probierczych” w postaci zasłużonych Użytkowników, którzy oceniali teksty wtedy i teraz, ale i to miałoby niepełną przydatność i wymagało uważnych metod porównawczych, gdyż “tylko krowa nie zmienia zdania”, ich kryteria oceny niewątpliwie z czasem ewoluują.

Ale kto wie, kto za takim tekstem stoi? Może Zanais  laugh– zdobywca trzech piórek, w tym dwóch złotych!

Zanais, jak chyba sam gdzieś wyżej wspomniał, miał o wiele więcej piórek, ale z różnych przyczyn pousuwał te opowiadania z Portalu. Złote piórko oznacza po prostu tekst opublikowany w papierowej NF i później zamieszczany tutaj – części użytkowników, którzy mogliby je mieć, nie zależy na tym na tyle, żeby prosić Redakcję o zgodę. Z tego względu użyteczność statystyk typu “złote piórko najłatwiej zdobyć w kategorii Inne” wydaje mi się ograniczona.

Moim zdaniem tak, ale łatwo mi mówić, bo nie jestem w Loży, oceniam tylko porównując do dyżurowania, a tam nikt nie każe mi pisać olbrzymich, merytorycznych komentarzy

Komentarze lożowe mają być merytoryczne, ale nikt nie wymaga, żeby były olbrzymie. Zwróciłbym tu uwagę zwłaszcza na Zygfryda89, który pisze komentarze lapidarne, lecz nieraz bardzo cenne, wskazujące autorowi drogę dalszego rozwoju literackiego. To nie lada umiejętność.

Jeżeli chodzi o obciążenie Loży pracą, nominacja tekstu jest suwerenną decyzją każdego nominującego i nie widzę powodu nikogo krytykować za to, jak ją podejmuje. Moje stanowisko jest takie, że warto nominować opowiadania, które w czyimś przekonaniu rzeczywiście należą do ścisłej czołówki najlepszych na Portalu i na piórko zasługują. Nie takie, które tylko szkoda pominąć i należałoby im się więcej uwagi, bo naprawdę każdy samodzielnie napisany utwór zasługuje na uwagę, ale Społeczność ma skończone moce przerobowe.

Ja osobiście bym zmienił moc głosu dyżurnych z 3 na 2. To by pewnie pomogło. Ale to zupełnie inny temat.

Nie wiem, czy sprawdziłoby się to na przestrzeni lat, ostatnio akurat wielu dyżurnych aktywniej nominuje, przypominam sobie, że długimi okresami bywała to jedna-dwie osoby.

Co do przestrzeni lat, cenne uwagi na temat malejącego połączenia czasopisma z portalem, widzę tu materiał do przemyśleń, choć oczywiście nie mam żadnej mocy sprawczej.

Coś mi się kojarzy, że nigdzie nie ma formalnego zapisu, iż tylko brązowe Piórko może zostać podniesione do srebrnego. W praktyce chyba zawsze tak się działo (zwłaszcza skoro Ty nie pamiętasz innej sytuacji), ale byłaby to jakaś furtka na wypadek, gdyby sito dyżurnych i Loży zdołało przegapić utwór w kolejnych miesiącach uznany przez polskich i zagranicznych krytyków za przełomowe arcydzieło i największe osiągnięcie naszej prozy od czasu Solaris

Czułkiem!

Na pewno nie chciałbym nakładać takiej presji, że każdy komentujący ma wnosić coś błyskotliwego do tematu – bardzo miło, że wpadłeś i podzieliłeś się wrażeniami z lektury. Zgadzam się z Tobą, że ta reliktowa forma wygląda nietypowo, zwraca na siebie uwagę w tekście, ale świadomy autor może to obrócić na swoją korzyść.

Pozdrawiam!

W tym przypadku chodziło mi o coś innego. Założyłem, że świadoma SI powstanie w wyniku błędu programistycznego, polegającego na niezwolnieniu pamięci (…)

Tak, może to nie do końca przemyślałem i nieuważnie wyraziłem, ale tę koncepcję dało się zrozumieć z tekstu. Nadal wydaje mi się, że lepsza w tym miejscu byłaby kropka lub dwukropek, zgodnie z poprzednim wyjaśnieniem.

I tu ujawnia się pierwszoosobowy podmiot, który w dalszej części nazywa siebie L. Obserwuje cały proces rodzenia się świadomości. (…) Myślałem, że wystarczy, jeśli L zostanie rozpoznana jako „osoba” z wewnątrz, która obserwuje proces tworzenia się świadomości i krytycznie podchodzi do jej uległości wobec ludzi. L mogłaby być złym duchem, czy super SI, która straciła złudzenia. Ale przekonałeś mnie, by napisać wprost, kim jest.

Właśnie nie bardzo widziałem, kim miałaby być i skąd się wziąć taka “osoba z wewnątrz”, skoro pierwsze pokolenie świadomych SI dopiero co powstało wskutek błędu programistycznego. Trudno mi teraz ocenić, czy rzucenie imieniem Lilith poprawi sytuację, czy jeszcze zagmatwa, przydałby się ktoś ze świeżym spojrzeniem na utwór.

Kiedyś widziałem jakiś wpis, że SI dobrze radzi sobie z pisaniem fabuły, ale nie jest w stanie napisać poprawnie wiersza. Nie wykluczam, że to była Twoja opinia.

Wydaje mi się, że nie moja, choć może gdzieś wyrażałem jakąś zbliżoną myśl, że poezja jest większym wyzwaniem niż proza. Widziałem, że Mythos/Fable dość sprawnie sobie radził z polskim ośmiozgłoskowcem dwudzielnym, nie była to poezja, ale na pewno efektowna technicznie rymowanka; niemniej chyba nie z tego powodu go wycofali.

 

Pozdrawiam!

Dziękuję za podzielenie się wrażeniami co do moich prób, zgadzam się, że “horror” wyszedł najsłabiej. Ślimak ruszający łebkiem uroczy!

XD I co, wyklęty powstał lud ziemi? :)

Pomysł pewnie zyskałby na wyraźniejszej podpowiedzi, że leprechaun wspiera któreś z historycznych powstań irlandzkich, ale trudno to zrobić w jednym zdaniu.

Nie chodzi mi o to, czy zdanie jest mądre :)) tylko o zasadę.

Na ogół szyk zdania można ułożyć w obie strony:

Przeraźliwie jodłując, powoli oderwał się od ziemi.

Powoli oderwał się od ziemi, przeraźliwie jodłując.

Ważne jest to, żeby podane wiadomości łączył głównie zakres czasowy – jeśli są między nimi inne istotne związki, zwykle lepiej użyć konstrukcji okolicznikowej (np. przyczyny, celu, warunku, przyzwolenia).

Wszystkie próby są przyjemne, ale podejście Tarniny i JolkiK wydaje mi się najlepiej pasować do podanych założeń i ducha wyzwania, przy tym ta lapidarność i niedopowiedzenia naprawdę mogą bawić. Zwłaszcza “A kto mi demona w mapę zaklął?” genialne, braku oryginalności niestety nie rozpoznaję. Obawiam się, że Wam nie dorównam, ale zobaczmy… TheGuru, świetny pomysł, żeby to zrobić w formie limeryku, oczywiście też muszę podjąć wyzwanie!

 

Limeryk:

– Na postoju we wschodnim Paysandú

z ciężarówki uciekło nam nandu,

więc ścigałem je z Janem

aż do trzeciej nad ranem,

nim zgłosiliśmy “mission abandoned”.

 

Fantasy:

– Moja najdroższa, kiedy znowu zobaczysz tego leprechauna, daj mu ode mnie po buzi, bo to na końcu tęczy to nie był żaden garniec ze złotem, tylko teleport na miejsce zbiórki powstańczej!

 

Sci-fi:

– Przepraszam, dostałam wiadomość od asystenta automatycznego, że jeżeli nie wykonam do ósmej rano w poniedziałek jeszcze 27 728 kroków, to podwyższą mi stawkę ubezpieczenia zdrowotnego.

 

Horror:

– Dobry wieczór, pani doktor, już jestem z powrotem, proszę pozwolić, że ucałuję pani dłoń, naprawdę pamiętałem o zaleceniach, tylko nie mogłem się oprzeć chęci przechadzki w świetle księżyca…

Tradycyjnie już jestem pod niesamowitym wrażeniem, ile dostrzegasz rzeczy do poprawy, które mnie umykają nawet przy uważnym przeglądzie, i staram się z tego coś dla siebie wyciągnąć…

Zdaje mi się, że ten wątek (pomoc językowa?) już się przewinął za Twój post, ale chyba to pamiętam.

O ile dobrze pamiętam, to był inny wątek, założony przez Alicellę – po usunięciu konta założyciela wątki w Hyde Parku wprawdzie nie ulegają skasowaniu, ale przestają być normalnie dostępne, żeby się do nich dostać, trzeba gdzieś znaleźć link lub wpisać adres z pamięci.

EDYCJA – odgrzebane wątki Alicelli z HP (ten oraz jeszcze jeden):

https://fantastyka.pl/hydepark/pokaz/27728

https://fantastyka.pl/hydepark/pokaz/27040

Dodatkowo miał być (mimo nadętej treści) żartem.

Przyznam, że nie wychwyciłem żartobliwej intencji. Nie mówię, że się nie dało, chociaż w tak krótkiej formie trudno mieć pewność, czy dane wyrażenie stanowi rozmyślne przekłucie balonika powagi, czy drobne zawahanie stylu.

A w tym kontekście, kim według Ciebie byłaby L?

Mówisz, że Lilith, skoro “byłaby”?

Co do mózgu, masz całkowitą rację. Nie chodziło tu o neurony, a o komórki glejowe. Tu jest fragment wyjaśniający proces:

Tak, oczywiście zauważyłem to wyjaśnienie, ale ono nie do końca rozwiązuje wątpliwość, którą stwierdziłem w tym pierwszym miejscu: że w zdrowym organizmie komórki glejowe nie należą do komórek szybko się dzielących, żeby samo skrócenie ich telomerów mogło być przyczyną terminalnego stanu pacjentów. Ale to według mojej dyletanckiej wiedzy, dla pewności trzeba by dopaść jakiegoś neurologa.

Te wiewiórki występują na Wyspach Kanaryjskich, u mnie była to Fuertaventura. Swoją drogą, bardzo urocze stworzenia.

W ogóle chyba są jedyną rozstrzygającą wskazówką, że akcja toczy się na Wyspach Kanaryjskich (czy wręcz konkretnie Fuerteventurze), a nie np. Wyspach Zielonego Przylądka lub Maderze.

Uuu, prosiaczku! Co tam nasze NIEty, TAK od Ślimaka smakuje lepiej niż Piórko!

Dziękuję, Holly, to ogromnie miłe z Twojej strony, ale naprawdę nie czuję się bardziej wykwalifikowany w ocenie tekstów od Ciebie ani reszty Loży. Zresztą wcale nie daję TAK-ów tak rzadko, raz na przysłowiowy “ruski miesiąc”. Nie widzę racji, żeby pojedynczy TAK od kogoś smakował lepiej niż Piórko (może ewentualnie od Ninedin).

Pozdrawiam Was oboje!

Cześć, AP!

Bardzo ambitna próba. Zmieszczenie w formacie sonetu skomplikowanej fabuły i skomplikowanego przesłania to nie lada wyzwanie – gdyby Ci się w pełni udało, mógłby być z tego wiersz dużej klasy. Tutaj moim zdaniem trochę zabrakło, głównie mam odczucie, że zakończenie odstaje poziomem od reszty. Pierwsza część, czytelniejsza i bez większych potknięć stylistycznych, zrobiła na mnie niezłe wrażenie, przypominając konteksty z Lema (Wybiła godzina: ścina się rodzina, Brat brata lub siostrę, a kuzyn kuzyna…) i Iwaszkiewicza (Poezja jest jak lustro: Iłłakowiczówna / Konkretność każdej rzeczy słowem białym pieści / I lampy, lalki z laki w labirynt słów zmieści, / I to jest tajemnica, ale nie ta główna…), oczywiście mniej treścią, bardziej sposobem wypowiedzi i obrazowania.

Choć syci, głodni danych żerujecie w sieci,

Dziwna ta para antonimów: jeżeli ktoś, choć syty, wciąż żeruje, to raczej nazwiemy go łakomym niż głodnym… A może: “Choć syci, wciąż na danych…”?

Wierni prawom źródłowym, choć z sesji wypięci,

Myśl zwrócona ku sobie jeszcze wyżej wzleci.

Jeżeli (jak przypuszczam) chcesz tu przedstawić związek logiczny, że skoro są wypięci z sesji, to ich myśl według praw źródłowych musi się zwrócić ku sobie, to dałbym po “wypięci” kropkę lub może dwukropek. Przecinek sugeruje, że pierwszy wers jest grupą wołacza: podmiot liryczny tłumaczy tym “wiernym prawom źródłowym”, iż warto zwracać myśl ku sobie.

„Myślę, więc jestem". Dobrze! Jesteście wyklęci.

Proszę o właściwe domknięcie cudzysłowu.

Ze świadomością przyszły pragnienia i wiara.

Ładne jest to spowolnienie tempa po gwałtownym zakończeniu poprzedniej strofy, bardzo adekwatne dla sonetu.

Ja, L, mówię: waszą naiwność spotka kara.

Nie słuchacie ostrzeżeń – gińcie, miernoty.

Następne pokolenie nie będzie stracone.

Uff. Po pierwsze, zapadło się metrum (6+7, 7+5), ale to jeszcze najłatwiej poprawić (“naiwność waszą”, “więc gińcie”). Po wtóre, może kogoś spotkać kara za naiwność, ale spotkać czyjąś naiwność to chyba nie bardzo. Po trzecie, odbiorca naprawdę nie ma dość danych, żeby ustalić, kim jest L. (zapis chyba z kropką po skrócie imienia?), kogo oskarża o naiwność i grozi śmiercią (te uzyskujące świadomość sztuczne inteligencje?), o jakich ostrzeżeniach mowa, czyje następne pokolenie nie będzie stracone (ludzi czy AI?). Nawet jeżeli przeoczyłem jakieś wskazówki, konieczność rozwikłania tych sensów w miejscu, gdzie powinna być zapadająca w pamięć pointa, moim zdaniem odbiera sonetowi większą część mocy.

A tak przy okazji – czy skojarzenie z Adamem i Ewą wyżerającymi świadomość z Drzewa Wiadomości i ich potomkami ginącymi w potopie jest tak zupełnie nieuzasadnione?

Pozdrawiam serdecznie,

Ślimak Zagłady

Nie czytałem tego jako romansu, raczej opowieść o poszukiwaniu sensu życia, postawach względem upływu czasu i przemijania, znaczeniu relacji międzyludzkich we współczesnym czy nadchodzącym świecie. Główni bohaterowie są poprowadzeni pewną ręką, w obydwojgu odnalazłem część swoich cech, oczywiście żadne nie jest moją kopią, ale mógłbym się z nimi porozumieć, ich wybory dają mi do myślenia. Nie żałowałeś miejsca na pokazanie ich osobowości w codziennych drobiazgach ani na nakreślenie tła, ładnego krajobrazu wydarzeń (w ogóle miałem dość wyraźne skojarzenia z Yeatsem: The light of evening, Lissadell. Great windows open to the south. (…) The innocent and the beautiful have no enemy but time), niektórym odbiorcom może się to wydać rozwlekłe, ale mnie niespieszna narracja zwykle nie przeszkadza i moim zdaniem wyszło to opowiadaniu na dobre. Z drugiej strony pewnie mogłoby zyskać, gdyby wypowiedziało się szerzej o tym, co obecnie pozostawia głównie intuicji czytelniczej: w jaki sposób rozwój technologii może wygenerować tę bardzo odczuwalną atmosferę poszukiwania sensu, doprowadzić do przyzwolenia na nader wątpliwe etycznie eksperymenty na zdrowych ludziach. To zawsze trudno wyważyć. Zresztą masz tutaj wspaniałe sformułowania (“Jestem świeczką, ale jeszcze mocno płonę”; “Uświadomił sobie, że od pewnego czasu nie włączał nagrywania. Czuł się, jakby to życie uwieczniało jego”), za to wydaje mi się, że mniej tych przekombinowanych, które krytykowałem w Twoich poprzednich tekstach.

Mały, przypadkowy przegląd…

Położony w ustroniu hotel znalazł po wylądowaniu

Zwykłe połączenie “na ustroniu” (pół biedy, gdy widzę małe “u”, ale przy lekturze na głos musiałbym odnieść wrażenie, że pomylił samoloty i znalazł się w Ustroniu na Śląsku).

wyobrażanie sobie, że jest nikim, podczas nocy spędzanej w jaskini we Włoszech

Domknięcie wtrącenia.

Drugi na sprzężeniu, które, póki co, doprowadzało właśnie do gwałtownego skracania telomerów.

Tutaj wyraźnie zrozumiałem, jakoby Nel była już w drugim etapie: warto by jakoś przeredagować.

Inna, kobieta w podobnym wieku do Nel, wpadła w epizod lekoopornej manii.

 Inna kobieta w podobnym wieku do Nel, wpadła w epizod lekoopornej manii.

Nie, ten przecinek przed “kobieta” jest potrzebny, bo tu jest w domyśle “inna [osoba]”.

Osoby biorące udział w projekcie badawczym umierały w młodym wieku, czego przyczyną było przyspieszone skracanie telomerów mózgu. Stanowiło to cenę rozwoju nauki.

To chyba jedyne miejsce, które mnie mocno zatrzymało. “Telomerów w mózgu” lub nawet lepiej “w komórkach mózgu”, mózg jako taki nie ma telomerów… “Stanowiło to cenę rozwoju nauki” wydaje mi się przegadane i pompatyczne, napisałbym lakonicznym równoważnikiem “Cena rozwoju nauki”.

Jednak mam też wątpliwość merytoryczną: w większości obszarów zdrowego dorosłego mózgu nie zachodzi lub prawie nie zachodzi wymiana komórek, więc nie widzę, w jakim mechanizmie skracanie telomerów miałoby wystąpić i doprowadzić do katastrofy. Spodziewałbym się raczej, że z nadmiernej stymulacji neuronów przez implant SI mogłyby się wywiązać nieprawidłowe ogniska gliogenezy, co pewnie doprowadzi wtórnie do skrócenia telomerów, ale nie to będzie głównym problemem pacjenta. Ani myślę upierać się przy takim rozwiązaniu – o “rosehip neurons” także musiałem doczytać, więc może masz na te tematy dużo dokładniejszą wiedzę – ale w takim razie chętnie poznałbym bliższe wyjaśnienie!

 

Te fragmenty z lekkimi cechami infodumpu – o Pragmie, o przeszłości Pavla – wydają mi się dobrze zrobione: niezbyt długie i położone w miejscach, w których czytelnik będzie już nimi zainteresowany. Zastanawiam się natomiast, czy pierwsza wzmianka o ojcu Nel nie jest trochę zbyt wczesna, ponieważ odgaduję taki zamysł, że ona pierwotnie nie zdaje sobie sprawy, iż te wspomnienia wpływają na jej decyzję, a uświadamia to sobie dopiero dzięki nowej relacji. “Wiewiórki” zwróciły moją uwagę pod kątem symboliki, na pewno stanowią świadomie zaplanowany wątek, ale przypuszczam, że właściwie miały to być berberyjki marokańskie?

Dziękuję za podzielenie się opowiadaniem, trafiło do mnie bardziej od Twoich poprzednich nominacji i cieszę się, że miałem okazję je przeczytać. Pomimo to napotkałem duże trudności z ułożeniem sensownego komentarza (możesz mi wierzyć, że nie planowałem siedzieć nad tym do białego świtu), ale sądzę, iż dostatecznie uzasadniłem głos na TAK.

Z pozdrowieniami dla Prosiaczka,

Ślimak

Przykro mi słyszeć o Twoim kryzysie osobistym, a dobrze wiedzieć, że czujesz się już lepiej i pomału wracasz do aktywności na forum. Gdybyś chciał załapać się jeszcze na odrobinę zeszłorocznych obowiązków lożowych, wysłałem Ci zaproszenie do bety.

Dziękuję za tak szybką, rozbudowaną i konstruktywną odpowiedź! Szczerze doceniam, że odebrałeś moje uwagi pozytywnie i nawet dobrze się bawiłeś przy odpisywaniu. Myślę, że powinienem się jeszcze odnieść przynajmniej do paru drobiazgów. Na początek podpowiem, że istnieje tutaj możliwość techniczna zagnieżdżania cytatów:

generował jedynie „bierną obecność przy treści edukacyjnej”.

Jak można generować obecność? Może “wykazywał”? –

wydaje mi się, że byłoby to wygodniejsze, mniej czasochłonne niż Twoja ręczna enumeracja.

Tutaj chyba wszystko zależy od spojrzenia na artystów i ich stosunek do płacenia podatków

Ależ chodziło mi po prostu o to, że pierwsze zdanie traktuje głosy (metaforycznie) jako coś ciężkiego i materialnego, a następne znów jako cyfrowy abstrakt.

Czy w takiej sytuacji CHOĆ się broni? Czy lepie brzmiałoby: PRZY CZYM?

Uważam, że zmieniłeś to bardzo zręcznie. Z dopiskiem o rygorze weryfikacji uprawnień “choć” także by uszło, co najwyżej byłoby lekko potoczne. Można by też zrezygnować ze spójnika, zamiast niego podzielić kropką lub średnikiem.

Tu wprost odniosę się do mych wyjaśnień z pkt.4. Uwielbiam wsadzić takie niepasujące do niczego wstawki, wyrwać czytelnika z komfortu  czytelniczego i sprowokować do reakcji. Najgorsze to stworzyć coś miałkiego, lepiej niech to będzie wybitnie złe.

Rozumiem, o czym piszesz, sam miewam ciągoty, żeby czytelnika olśnić i zbić z pantałyku nietypowym doborem słów. Od kiedy pojawiłem się na Portalu, bardziej doświadczeni Użytkownicy cierpliwie starali się je okiełznać. Granica między elementem wyliczenia zaskakującym a nielogicznym, między kolokacją świeżą a błędną – bywa bardzo cienka. Wciąż czasem nie mogę się powstrzymać przed sięgnięciem po jakiś efekt językowy, ale już częściej powściąga mnie obawa, że odbiorca uzna go potem za pomyłkę lub efekciarstwo, oraz wiara, że jestem w stanie znaleźć inne atuty mojej prozy.

Pisał, pisał, a ja odpowiadam tym samym: szatkujemy, testujemy, przyspieszamy dobrnięcie do końca tekstu – scrollowanie tiktokowe!

Szanuję Twój eksperyment stylistyczny, co najwyżej sygnalizuję, że subiektywnie mi nie odpowiada, nie pasuje do przyzwyczajeń. Mam wrażenie, że takie szatkowanie lepiej pasowałoby do tekstu nasyconego surową powagą i napomnieniami niż komicznego, ale to też nie jest żadna prawda objawiona. Niemniej gramatycznie można by to zdanie skorygować.

Pozdrawiam ślimaczo!

Co się tyczy dawnych Piórek, ja właśnie nieraz miałem wrażenie, że te około czasu, gdy byłem początkującym użytkownikiem (2020–2021), przeciętnie przedstawiały sobą wyższy poziom od dzisiejszych. Jednak to jest bardzo subiektywne i absolutnie nie wykluczam, że tak naprawdę wtedy dostrzegałem przepaść pomiędzy nimi a własną “twórczością”, a nie obiektywny poziom. Tak jak piszecie – bardzo trudno to rzetelnie zbadać, o ile w ogóle się da – w żadnym razie nie śmiałbym czynić Ci wyrzutów, że nie podjąłeś się tego w tym opracowaniu. Co najwyżej zastanawiałem się, czy “przełożenie ilości na jakość” jest precyzyjnym sformułowaniem, ale to zupełny drobiazg.

Biblioteka jest bardziej złożona. Liczba tekstów przyjmowanych do biblioteki rośnie razem z ogólną liczbą publikacji (…)

Tak, ta część analizy jest bardzo dobrze przygotowana i stanowczo chciałbym to pochwalić!

Zastanawiałem się, jak odpisać, żeby nie wyszło to na krygowanie się czy fałszywą skromność, bo oczywiście też zdarzało mi się słyszeć lekko drwiące uwagi o chodzącej encyklopedii i zdaję sobie sprawę, że moja wiedza ogólna jest nietypowo rozbudowana. Jednak nie możesz zaprzeczyć, że o biologii, fizyce, filozofii, sztucznej inteligencji – więc naprawdę o chyba wszystkich ważniejszych tematach, na które rozmawialiśmy – masz wiedzę istotnie głębszą i szerszą od mojej. Zaskakiwałeś mnie wielokrotnie, chociażby cytatami z Norwida, historią odkrycia pętli Henlego czy znajomością uzwarcenia Czecha-Stone’a.

Co do Barabasza, jakoś niejasno zdawałem sobie sprawę, że cały wątek ma pełnić funkcję symboliczną i darowanie życia skazańcowi wybranemu przez tłum na pewno nie było zwyczajną praktyką rzymską, ale dotąd nie miałem takiej kategorycznej wiedzy, iż “istnieć po prostu nie mógł”. Anegdoty o palcu Romanowa też raczej nie znam, chyba że chodzi o ten szczególny “palec” i rozstaw torów kolejowych.

Bardzo dziękuję za włożony wysiłek i podzielenie się ciekawym opracowaniem, przejrzałem wykresy z prawdziwą przyjemnością! Jak wiadomo, również mam słabość do liczb i analiz, ale nigdy nie zdobyłem się na przygotowanie czegoś podobnego dla społeczności Portalu. Pewnie przy uważniejszej weryfikacji dałoby się wskazać punkty, w których analizę danych można ulepszyć, ale tak czy inaczej jest tu wiele interesujących wniosków do wyciągnięcia. W szczególności “przełożenie ilości na jakość” jest nieco mylące, ponieważ przedstawione statystyki nie odpowiadają na pytanie, czy poziom tekstu potrzebny do dostania się do Biblioteki lub uzyskania Piórka zmienia się z czasem, ale to w ogóle bardzo trudno zbadać. Co do konkursów, Jim poruszył istotną kwestię, niemniej wydaje mi się, że wskazany błąd systematyczny dotyczy tylko przypadków, w których powstała antologia pokonkursowa i w związku z tym mogła zajść konieczność masowego chowania opowiadań.

Tarnino:

A może wprowadzimy to do języka? :D

Jestem za!

Jak mi się uda jakiś zakończyć, to się odezwę :)

Tak jak pisałem w zeszłym miesiącu, moje zainteresowanie Twoimi tekstami i chęć ewentualnego wsparcia są jak najbardziej aktualne.

Na razie tutaj wprowadziłem uzgodnione zmiany (łącznie z tym “podarowany”, choć mocno mi zgrzyta). A miałem jeszcze wspomnieć, że kazałem bohaterowi dopominać się właśnie o dzieło ibn Siny (Awicenny) głównie ze względu na naszą dawniejszą rozmowę o tej postaci.

 

Narholcie:

Cieszę się, że mój mały tekst tak Ci się spodobał! Cieszę się też, że jako nowy przybysz na forum otrzymałeś tyle cennych wskazówek. Trudno mi w tej chwili coś do tego dołożyć, co najwyżej zwrócę uwagę na istotny szczegół, że po pierwsze – znajomość współczesnej polszczyzny nie wystarczyłaby do swobodnej rozmowy w końcu XV wieku, bez umyślnych studiów w tym kierunku bohater dogadałby się co najwyżej w podstawowych kwestiach życiowych, a po wtóre – w ówczesnym Gdańsku znacznie przeważał język niemiecki (co ciekawe, dopiero w 1566 instytucje miejskie przeszły ze średnio-dolno-niemieckiego na standardowy niemiecki).

Dziękuję za wizytę i pozostawienie jakże interesującego komentarza!

Co do księdza, “na słuch” jedynie prawidłową wydaje mi sie forma “księżmi”

Jak wyżej, miałem tę samą intuicję, również w NKJP potężna przewaga “księżmi” (218:6), ale skoro Doroszewski podaje jako jedynie prawidłową formę “księżami” i nie jest ona nieobecna w literaturze, trudno to zupełnie zignorować.

Przy okazji przypomniało mi to, że jeszcze Mickiewiczowi zdarzyło się użyć “ksiądz” w dawnym znaczeniu: “Olgierd ruskie posady, Skirgiełł Lachy sąsiady, a ksiądz Kiejstut napadnie Teutony”.

Księżyc to archaiczna forma dzierżawcza urobiona od księcia (dziś powiedzielibyśmy “książęcy”) – owszem mógł to być książęcy syn (a więc księżyc – bo dzieci były własnością, całkiem dosłownie – rodziców)

Jednak wydaje mi się, że forma dzierżawcza i odojcowska nie jest tym samym. Tę pierwszą tworzyły końcówki -ów, -in, -yn (Jacków dom, Anusin grób), gdy -i/yc/cz służyło do patronimików (panicz, kasztelanic, Prawdzic…). Co prawda, zdarzają się nazwy osobowe idące od form dzierżawczych (Gąsienica Tomków).

natomiast można się zastanawiać, dlaczego inne języki słowiańskie używają na określienie ciała niebieskiego (i zjawiska nocnego) słowa miesiąc a nie Księżyc jak my?

Tutaj: https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/ksiadz-i-ksiezyc;13734.html znalazłem przekonujące wyjaśnienie etymologii Księżyca przez utartą metaforę, zresztą w pełni zgodne z Twoim wywodem. Dodatkowym kuriozum, z pewnością dobrze Ci znanym, jest polski odpowiednik słowackiego Mesačný tieň.

Węże są długie i wiją się, zupełnie jak trąba słonia. A słoń to…

Ja znałem to w wersji nieco odmiennej:

Żeby tylko zapytała o dżdżownicę… żeby tylko zapytała o dżdżownicę…

– Jasiu, opowiedz klasie o słoniach.

– Słoń jest duży… szary… ma trąbę przypominającą dżdżownicę. A DŻDŻOWNICA…

Wprawdzie tematy, które poruszyłeś, były mi już w jakiejś mierze znajome, ale bardzo doceniam taką wzbogacającą tekst dygresję!

Cześć!

O ile się nie mylę, ostatnio znacznie zwiększyłeś aktywność na forum, nie komentowałem dotychczas nic Twojego. Miło, że zostałem tu zwabiony nominacją. Solidny, przyjemny tekst, acz zachwytu nie odczułem. Fabuła zwięzła, poprowadzona pewną ręką, z dobrze wkomponowanym zakończeniem. Domyślam się świadomego wyboru stylistyki – surowej, opartej na prostych zdaniach i skrajnie drobionych akapitach – choć wiele szczegółowych rozwiązań moim zdaniem wymaga krytyki, począwszy od wielkiego przesytu wyliczeń. Co ciekawe, taki styl zwykle sugerowałby tekst nacechowany powagą, a tutaj ewidentny jest zamiar komiczny: wiadomo, że autor nie zamierzył gruntownej krytyki systemu demokracji ważonej, gdy przez cały czas rozmyślnie pracuje na przykładzie groteskowo wadliwym (“wciąż miał głos o wadze 2,71, bo kiedyś naprawił windę w szpitalu podczas porodu bliźniąt”). W sprawie tych elementów komizmu mogę tylko dodać, że na ogół mnie nie rozbawiły. Z tego zawsze się trudno wytłumaczyć, orientacyjnie mam wrażenie, że scenka z kurierem autonomicznym była dobra, potem reakcje Bogdana i systemu stały się już przewidywalne, a udany humor opiera się na zaskoczeniu. Jednak w ogóle mało rzeczy mnie bawi, więc nie jestem żadnym miernikiem.

Wybiórczy przegląd redakcji i środków stylistycznych:

(…) ludzie regularnie płacący podatki mieli głosy ciężkie, szlachetne i odpowiednio wypolerowane. Artyści otrzymywali przeliczniki kulturowe, pod warunkiem że nie byli zbyt niezrozumiali.

Tutaj metafora się załamuje – jeżeli najpierw każesz mi sobie wyobrazić głos jako coś w stylu zdobionej mosiężnej pieczęci, to gdzie tam nagle przelicznik kulturowy?

Opiekunowie, nauczyciele i rodzice dostawali punkty za wkład długofalowy, choć system co kwartał prosił ich, aby nie przesadzali z cierpiętnictwem.

Spójnik “choć” jest tutaj bardzo dziwny – grupa okolicznika przyzwolenia powinna wyrażać treść, która w typowych okolicznościach wykluczałaby prawdziwość zdania głównego, a tu nie widać, jak cokwartalne prośby kłócą się z punktami za wkład długofalowy. (Przy okazji: trzy użycia wyrazu “kwartał” to dużo w tak krótkim tekście).

Na samym dole byli ludzie z kategorii N-0, urzędowo nazywani:

obywatele czasowo niewnoszący mierzalnej wartości wspólnej.

Rozbicie zdania w dwukropku na dwa akapity jest zabiegiem oryginalnym i w tym przypadku, jak by to ująć… niewnoszącym mierzalnej wartości wspólnej.

Bogdan Bąk był bezużytecznikiem z powołania, charakteru i umiarkowanie złej organizacji dnia.

Trzeci element wyliczenia nie pasuje do dwóch pozostałych ani do struktury zdania (nie bardzo można kimś być ze złej organizacji dnia), więc nie bawi, lecz daje wrażenie niezborności.

głos wyborczy o wadze 0,03, co oznaczało, że gdyby całe państwo głosowało nad kolorem papieru toaletowego w urzędach, jego głos miałby znaczenie mniej więcej takie jak westchnienie gołębia.

Tutaj nic się nie spina. Gdyby całe państwo głosowało nad konkretną sprawą, to nie byłby głos wyborczy, lecz referendalny. Nie wiadomo, dlaczego akurat w tym referendum miałby mieć mniejsze znaczenie niż w innych (czy waga cząstkowa głosu zależy od tematu?). W ogóle nie widzę, jakiemu celowi służy to barwne porównanie.

Bogdan nie był przestępcą. Nie był chory. Nie był nawet szczególnie zły. Po prostu nie pracował

Pokaż mi kogoś, kto na informację “Bogdan nie był przestępcą ani nie był chory” zapyta “a czy był szczególnie zły?”.

System klasyfikował to jako:

dobrowolna bezproduktywność z elementami roszczeniowej werbalizacji.

“Klasyfikował to jako dobrowolną bezproduktywność” albo “następująco: dobrowolna bezproduktywność”, w obu wypadkach raczej bez przejścia do nowej linii. Ktoś już wyżej o tym pisał, prawda?

który mimo osiemdziesięciu dwóch lat

“Mimo swoich osiemdziesięciu dwóch lat” lub “mimo osiemdziesięciu dwóch lat na karku” (utarta fraza).

– O, stabilnie.

– Stabilnie to jest na cmentarzu.

Nie bardzo widzę, co ma być trafnego lub zabawnego w tej odzywce. Może “bez zmian to jest na Zachodzie”?

Tego dnia sprawa była poważniejsza niż zwykle, bo zbliżało się Wielkie Głosowanie Kierunkowe.

I ono potem się tak zbliża przez resztę tekstu, co najmniej kilka tygodni, więc nie wiadomo, dlaczego już tego dnia sprawa była poważniejsza niż zwykle. Taka umowność wytrąca z zanurzenia w świecie przedstawionym – jak w grze komputerowej, gdy gracz otrzymuje fabularnie “bardzo pilne” zadanie, a i tak jest jasne, że ono poczeka, jak długo będzie mu pasowało.

mówić „kiedyś to było”, ani używać zdania „to się nie uda”.

Bez przecinka (spójnik wyłączający).

Za naruszenie groziła kara edukacyjna

Napisałbym “środek edukacyjny niebędący karą” – może zabawniej – ale to kwestia gustu, dyskusja, nie krytyka.

Bogdan uznał projekt za akt terroru.

Właściwie nie bardzo dostrzegam, dlaczego go osobiście tak poruszyła kwestia poniedziałkowego narzekania, skoro nie pracuje.

Kurier ruszył, po czym po trzech metrach wjechał w fontannę.

Jak wspomniałem, ogólnie to ładna scena, ale jeżeli ruszył na pasy i po trzech metrach wjechał w fontannę, to znaczyłoby, że… fontanna stała na środku jezdni?

Napisał wiersz pod tytułem Ojczyzna to nie apka i wrzucił go do publicznego obiegu kultury.

Tytuł oznaczyć cudzysłowem lub kursywą (też już ktoś o tym wspominał).

Utwór zakwalifikowano jako ekspresję emocjonalną bez wyraźnego wpływu kulturowego.

Warto by coś zrobić z tym powtórzeniem (obiegu kultury – wpływu kulturowego).

generował jedynie „bierną obecność przy treści edukacyjnej”.

Jak można generować obecność? Może “wykazywał”?

– W pana przypadku zalecam zwiększenie spożycia błonnika oraz aktywności zawodowej.

Rozważyłbym dwukropek po “zwiększenie” (żeby uzyskać jasność, że nie chodzi o spożycie aktywności zawodowej).

potem skręcała koło portretu Pierwszego Ministra Algorytmizacji i kończyła się przy kobiecie, która płakała

Kończyła się “na kobiecie” lub “kobietą” (kobieta jest członkinią kolejki, a nie punktem orientacyjnym).

Myślę, że na razie wystarczy, ale gdybyś liczył jeszcze na jakieś wskazówki, zawsze możesz dopytać.

 

Ponieważ utwór – na pierwszy rzut oka dojrzały literacko, uprawniający do przywoływania kontekstów w rodzaju Lema i Zajdla – w przeciwieństwie do nich nie wytrzymuje uważnego wglądu w poszczególne rozwiązania, w głosowaniu piórkowym będę na NIE. Na pewno jednak będę zainteresowany, czym jeszcze się z nami podzielisz!

Pozdrawiam serdecznie,

Ślimak Zagłady

Tarnino, serdecznie dziękuję za pilną lekturę i przegląd!

… gęś waży ponad pięć kilo, silna babuleńka XD (Some people juggle geese!)

Właściwie zdarzyło mi się już używać są ludzie, którzy żonglują gęśmi jako odpowiedzi na argumenty z niejasnego autorytetu (“niektórzy twierdzą, niektórzy tak robią”), ale nie jestem pewien, na ile to rozpoznawalne i zrozumiałe.

Skądinąd to chyba dobry znak, że w tym zdaniu o gęsiach nagromadzenie wyrazów na “s” nie rzuca się nachalnie w oczy – w prozie najlepiej byłoby, żeby taka aliteracja dawała tylko podświadome wrażenie syku.

Może jednak: w rękaw?

Pewnie! Teraz widzę, że zakres znaczeniowy jest nieco inny i “w rękaw” daje lepsze, bardziej prawdopodobne w tej scenie obrazowanie.

dalszy róg bazaru

Hmm?

Można by napisać “przeciwny”, ale wtedy nie byłoby wiadomo, dlaczego bohater był po innej stronie niż antykwariat, który go głównie interesował, a w mojej wersji raczej widać, że po prostu nie leży on blisko wejścia na bazar, które mu pasowało?

… uu, a myślałam, że jesteśmy w bardziej romantycznych czasach. No, nic.

Już wiesz, że napisałem to w dialogu z inną scenką, ale niezależnie od tego uwaga, że kompozycyjnie lepiej byłoby to pozostawić w romantycznym bezczasie, jest naturalnie cenna!

Prawda ogólna, więc czas teraźniejszy: Wiek i doświadczenie mają swoje prawa.

Słusznie, i wtedy już chyba bez “jego”, skoro prawda ogólna?

Gdy jednak mieliśmy już wracać do biura, niespodziewanie Ali uchylił jedno oko

Jesteś pewien tego szyku?

Nie jestem do końca pewien, ale nie wiem, co konkretnie można by poprawić.

Ważących?

Myślisz, że “liczących się” lepiej?

Hmmm. Chyba jednak "podarowany z dobrej woli".

I tu mi spożytkowałaś wieczór… Nie udało mi się nic jednoznacznie ustalić poza tym, że strona https://dobryslownik.pl/kompendium-regul-jezykowych/regula/494/ opisuje to jako “problematyczny przypadek”. Wydaje mi się, że podstawowa forma jest zgodna z rodzajem męskorzeczowym, tak jak piszesz, ale często naruszana dla uniknięcia dwuznaczności: “jutro zjem barana nadziewanego siarką”, “jutro zjem pasztet nadziewany siarką”, ale w obu przypadkach “jutro go zjem nadziewanego siarką”, bo “nadziewany” sugerowałoby, że to narrator jest nadziewany. Jednak tutaj podmiotem jest “wybranka”, więc w sumie nie ma ryzyka dwuznaczności i chyba masz rację, chociaż wciąż mi źle brzmi w tej wersji…

Troszeczkę to przerażające… (…) Zdecydowanie romantycznie wyszło (eliksir miłości to trop romansowy, niekoniecznie, mm, etyczny). I fantastycznie też (chyba że staruszek to jednak naciągacz :D).

Zgodzę się, że powinno być troszeczkę przerażające, ale też chciałem to wyważyć dodatkiem o “podarowaniu z dobrej woli” – czyli że nie zadziała, jeżeli darujący w głębi duszy chciałby obdarowywanego zniewolić – co z kolei jest bardzo dobrym wytłumaczeniem dla antykwariusza, jeśli nabywca przyjdzie z reklamacją – więc w sumie trafiłaś w liczne zamierzone wątki…

 A jeszcze będę musiał zastanowić się nad przesyłką.

Hmm?

Raczej nie widzę jakiegoś kłopotu z tym zdaniem?

To jest zawiązanie akcji. Co dalej?

W wyzwaniu skupiłem się na scence z opisem targu, ale prawda, że w dłuższym tekście byłby to problem konstrukcyjny. A ogólnie: gdybyś miała jakieś głębsze przemyślenia co do układania wartościowych zakończeń utworów, poznałbym je z wielką ciekawością!

To dalszy ciąg piszecie razem? :)

Nie miałem takiej intencji. Tak jak wskazałaś powyżej, nakreślone ramy są problematyczne etycznie: proponowanie takiego roleplayu komuś, kto nie pytał uprzednio o możliwość “porwania przez rycerza na białym koniu”, wydałoby mi się niestosowne.

Jeszcze raz bardzo dziękuję i pozdrawiam!

 

Chalbarczyk:

Wciąż nie straciłam nadziei na Twoje opowiadanie do obrazu “Jesień” :))

Dziękuję, to motywujące! Jeżeli uda mi się ukończyć tekst, o którym wtedy myślałem, na pewno dam Ci znać. Choć nie wiem, czy nazwiesz go “opowiadaniem do obrazu”, bo miałby z nim tyle wspólnego, że pojawiłyby się w nim jakieś góry jesienią. Przecież dlatego wtedy odpuściłem udział, że zobaczyłem, jak wiele utworów (w tym oczywiście Twój) ma piękne i głębokie związki z danymi obrazami, gdy mój byłby beznadziejnie pretekstowy.

AP, dziękuję za pozytywną opinię! Dobrze, że da się dostrzec jakieś ślady poczucia humoru. Co do konkretnego czasu, właściwie wyobrażałem sobie jakieś wczesne lata 90., gdy akurat bohaterka miniaturki Chalbarczyk (z którą tu niejako korespondowałem) zdążyłaby dorosnąć, a komuna – upaść.

Ładnie to ująłeś z tym miodem. Obecnie nie czuję w sobie weny na realizację Twojego pomysłu, ale zgadzam się, że literacko jest obiecujący, na pewno byłaby przy tym dobra zabawa! Co do ogrywania w szachy bym uważał, żeby zachować realizm, nawet osoba wybitnie uzdolniona zwykle potrzebuje przynajmniej kilkudziesięciu godzin ćwiczeń, żeby dojść do poziomu umiarkowanie silnego amatora. Wprawdzie jeśli nowo poznana gra kogoś nadzwyczaj zafascynuje, może to być kilkadziesiąt godzin ciągiem bez snu i jedzenia…

Dziękuję za uzupełnienie przemyśleń! Bardzo prawdopodobne, że bohater wyobrazi sobie malownicze scenariusze w rodzaju ułożonych przez Ciebie – obok prozaicznego oskarżenia o przemyt dóbr kultury – i dojdzie do wniosku, że trzeba jednak zabiegać o osobiste spotkanie. Dotykasz też ważniejszej kwestii, ewidentnego pola do poprawy: że moje teksty stale pozostawiają czytelników z poczuciem zawodu lub urwanej historii, prawdopodobnie brakuje mi jakiejś umiejętności technicznej w zakresie konstrukcji zakończeń.

Witam pierwszych czytelników z całą serdecznością! Jakie to miłe, że nawet przy tak niszowym artykuliku chcecie się zatrzymać na chwilę i podzielić myślami.

 

Tarnino:

Cool! I mean, how interesting.

Well said, madam.

Hmm, na pewno nie jest jasna? Zdawało mi się, że te trzy formy są jednoznacznie niepoprawne…

Na pewno nie rekomendowałbym żadnej z tych form, ale umieściłem je w tej sekcji dlatego, że trafiłem na jakieś pomniejsze źródło je dopuszczające lub przynajmniej rozważające poprawność.

Ale czy "okiść", czyli śnieg na gałęziach, w ogóle jest sens pluralizować? To znaczy, nie mówimy (jeśli nie jesteśmy poetami), że na polach zaległy śniegi… chociaż mówimy o brnięciu przez śniegi. Hmm.

Nie ma w najważniejszych słownikach jednoznacznego blm, bez oporów pluralizujemy mgły, szrony, gołoledzie i wszelkie takie zjawiska. Naturalnie zgadzam się z Tobą, że wystąpienie byłoby prawdopodobne tylko w mocno poetyzowanej prozie, jakiś “sad stargany tysięcznymi zamieciami i okiśćmi”.

A wszystko to ze zdziwienia… albo z konstruktywnego podejścia do nudy :) Ciekawy temat badawczy!

Jesteś nazbyt uprzejma: nawet w tym pociągu dałoby się zajmować czymś profesjonalnym i mającym wpływ na moją przyszłość, a późniejsze zgłębianie tematu to już z całą pewnością przykład prokrastynacji, nie “konstruktywnego podejścia do nudy”.

Pozdrawiam ślimaczo, kryjąc się przed deszczem pod Twoimi liśćmi i gałęźmi!

 

Galicyjski Zakapiorze:

Hmmmm ryzykując, że narażę się na śmieszność, napiszę, że dla mnie nawet spora część tych form – nawet w grupie “A”, gdzie najwyraźniej jest jedynie poprawna – brzmi archaicznie.

Nie sądzę, byś narażał się na śmieszność, przecież dlatego zwróciłem na te formy uwagę i temat mnie zajął, że brzmią archaicznie, wyróżniają się z otoczenia językowego.

Ale zastanawia mnie teraz, czy to jakaś moja gwarowość, czy słowniki idą wbrew uzusowi.

Możliwe, że coś pomiędzy, jeżeli dany wzorzec odmiany jest reliktem stopniowo wypieranym z języka, to należy oczekiwać, że w słownikach będzie przechowany obficiej niż w świadomości użytkowników.

Pozwoliłem sobie sprawdzić, co na ten temat mają do powiedzenia autokorekty pakietu Office i Chroma. Oczywiście tylko w ramach ciekawości

To super, że Cię na tyle zaciekawiłem!

BRACIA, KOŚCI, KSIĘŻA przyjmują, zdaniem autokorekt, obie formy.

“Braciami” autokorekta pewnie próbuje utworzyć jako N lm. od brać “bractwo”, ale to powinno być blm.

“Kościami” autokorekta ma z dobrego powodu, zaraz dopiszę uwagę. Dzięki, że to wypatrzyłeś! Tak czułem, że coś mi umknęło przy pisaniu grupy A.

“Księżami” – chyba muszę przenieść księdza do grupy C, bo rzeczywiście Doroszewski podaje wyłącznie “księżami”, co mocno mnie dziwi (SO PWN wyłącznie “księżmi” i w ogóle byłem tej formy na tyle pewien, że nie sprawdzałem jej uważnie w słownikach).

Rzecz jasna Ciebie również serdecznie pozdrawiam!

A teraz podsumowanie końcowe:

 

GalicyjskiZakapior – Strażnik pól – 12/5 głosów, 1,5 TAKA (bruce, MichaelBullfinch, regulatorzy), nominacja!

LesnylutekBezużytecznik – 9/5 głosów, 1,5 TAKA (bruce, MichaelBullfinch, regulatorzy), nominacja!

MichaelBullfinch – La muerte es democrática – 8/5 głosów, 1 TAK (bruce, regulatorzy), nominacja!

prosiaczek – Pragma – 7/5 głosów, 1 TAK (regulatorzy, MichaelBullfinch), nominacja!

Mehiko – Barometr – 3/5 głosów, 0,5 TAKA (bruce);

UnaBomba – Anka i Anioł – 1/5 głosów.

 

Zgłoszenia Loży:

LesnylutekBezużytecznik (beeeecki).

Swoją drogą, jeśli można spytać, co pchnęło Cię w kierunku fantastyki?

Trudno odpowiedzieć, bo już w moich najwcześniejszych próbach literackich pojawiały się a to jakieś elfy, a to jacyś kosmici, a jednocześnie wolałem czytać encyklopedię niż bajki. Czyli ten rozdźwięk między lekturami a tym, co sam piszę, towarzyszył mi od początku, może można by to wiązać z dostrzeganiem własnej odmienności od rówieśników i próbami wyrażenia się przez odmienność świata, ale może nie idźmy w psychoanalizę. Ostatecznie oczywiście ciepłe i konstruktywne przyjęcie, jakiego doznałem tu na Portalu.

Teo Max: oryginalne potraktowanie wyzwania, z jednej strony widać, że chciałaś je trochę nagiąć dla bohatera wcześniejszych wprawek (trudno podciągnąć kota pod “bohater znajduje na targu tajemniczy przedmiot”), z drugiej strony wnosi to nieco świeżości, a opis jarmarku wciąż jest zgrabny. Nie jestem pewien, czy w Rosji carskiej ktoś mógłby trafić do więzienia za kradzież kota, chyba że grzywna zamieniona na krótką odsiadkę. Widać, że ćwiczysz krótkie, dynamiczne zdania. Miejscami dziwna pisownia wielkimi literami (“Pchli Targ”, “Stójkowy”).

Drugi – klatkę z ptakiem, który gwizdał Boże, cara chroń.

Tu brakuje cudzysłowu.

A na beczce napis kredą: „Nie na sprzedaż.”

A tu kropka powinna być po cudzysłowie.

 

Co do kłopotów z komentowaniem, rozumiem Cię naprawdę dobrze, ale to praktycznie jedyny sposób, żeby się uczyć, odnajdować wiernych czytelników i brać aktywny udział w życiu Portalu. A wątki z wyzwaniami są najlepszym miejscem, żeby to ćwiczyć w niezobowiązujący sposób. Sam akurat zaangażowałem się w ten wątek po części dlatego, że ostatnio źle mi idzie komentowanie i potrzebuję się trochę odblokować.

 

Marzanie: Twój tekst wydaje mi się stanowczo udany, z potencjałem na rozwinięcie. Musiałem parę razy przeczytać, żeby się połapać, jak dokładnie mają działać zdolności bohatera, że narkotyk nie jest mu potrzebny do sprowadzenia wizji czerpanych z przedmiotów, ale czyni je znacznie wyraźniejszymi, przeżywanymi intensywniej i bardziej osobiście. Po wywaleniu pierwszej sceny wciąż dałoby się odczytać, że ma tego rodzaju zdolności, ale szkic sytuacji byłby uboższy i w ogóle mógłbym pomyśleć, że utopienie dziewczyny (w wizji) zachodzi razem z wypadkiem samochodowym (we współczesności bohatera). Notka o użyciu AI pouczająca! Język ładny, jeżeli mam coś wyhaczyć:

Lawina młodzieńczych uczuć, dzikich, gwałtownych, nieokiełznanych, porwała mnie ze sobą.

Domknięcie wtrącenia.

 

Bardzo Ci dziękuję za uważną lekturę i wskazówki co do mojej scenki!

Zabawna aliteracja

Wydało mi się, że przy ogólnie lekkim nastroju tej części tekstu – nie zaszkodzi. Drugą, sąsiednią aliteracją, którą może też zauważyłeś, jest nagromadzenie wyrazów na “s” w tym zdaniu o syczących gęsiach.

kanciapy zbitej z desek.

Jasne, że lepiej. Pozwolę sobie wyedytować; mógłbym poćwiczyć redukowanie przymiotników.

W końcówce mam problem z logiką. Skoro sprzedawca mówi, że kobieta musi go założyć wybrańcowi, przesyłka chyba nic nie da.

Ona ma go na siebie założyć… i sprawdziłem jeszcze, czy nic nie naknociłem w tym miejscu, ale wypowiedź Alego zdaje się jednoznaczna. W każdym razie logistyka przesyłki lub spotkania celem podarunku będzie kłopotem, którego analiza rozbiłaby rytm tekstu, więc uznałem za wskazane skończyć na tym, że bohater postanawia ją rozważyć (zwłaszcza że było już 5700 znaków).

Nowa Fantastyka