Pisze ambasador Teodor Bałwan
Wasza Zmrożoność, cel dzisiejszych negocjacji
jest wypełniony i umowa nie ma wad:
cały ląd już od pięćdziesiątej deklinacji
niezaprzeczalnie w Wasze władztwo teraz wpadł.
Złożony podpis fetowano, ludu siła
trzykrotnie podrzucała mnie, wołając „bis!”,
aż dolna kula mi się lekko odkręciła
i mój marchwionos w lewą stronę nieco zwisł.
Zresztą glacjarium sprawdza mi się znakomicie
i niewątpliwie dzięki niemu wrócę zdrów,
czego nie mogę się doczekać, bo tu życie
rozlazłe, ciepłe, na kulturę szkoda słów.
Ludzie nie myślą w perspektywie pory roku,
politykuje sobie każdy z dnia na dzień,
aż mnie guziki świerzbią, by im zburzyć spokój,
żeby ich przykrył Waszej Zmrożoności cień.
Królewna Wiosna ma tak nikły autorytet,
że byle motyl może robić jej na złość,
więc będzie łatwo obśmiać jako hipokrytę,
kto się sprzeciwi, gdy zmrozimy ją na kość.
Święty Mikołaj, stary dziwak z wielkim worem,
już tak się roztył, że po prostu chapeau bas,
jego sympatie babka wróżyła na dwoje,
prezenty bierze w komis, licząc sześć od sta.
Zajączek, strój zielony, strzygł uszami w stójce,
gdy podejść, czuć od niego saletrzany dym,
siekacze odrastają mu po jakiejś bójce,
jeżeli będzie jeszcze kłopot, chyba z nim.
Jeden wierszopis siadł z notesem w kącie sali
i zapowiadał, że urządzi nas na fest,
lecz tego byśmy się przesadnie nie lękali,
bo wiecie, nie jest z niego żaden William Yeats.
Słowem, jest chaos, każdy ciągnie w swoją stronę,
Wasza Zmrożoność może łatwo objąć tron
i nasze kraje będą świetnie rozszerzone,
stanowczość działań to conditio sin’ qua non.
Życzę, by rząd Wasz objął całą kulę ziemską,
by cały letni świat przed Wami padł na twarz.
Przyznam, że do powrotu bardzo mi już tęskno.
Podpisał się: T. Bałwan, uniżenie Wasz.