- Opowiadanie: Bardjaskier - Hodowcy dusz

Hodowcy dusz

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Hodowcy dusz

Noc przynosi mi taką chwilę wytchnienia, jaką psu daje spuszczenie ze smyczy. Jest tym, czym uchylone okno dla spragnionego wędrówki kota. Pamiętam, że opuściłem Jakuba i pofrunąłem plątaniną rur ku powierzchni. Wyskoczyłem przez właz kanalizacyjny nad popękany od słońca asfalt. Ach, co za rozkosz dawały przenikające mnie ciepłe promienie, po wyjściu z ciemnych i zimnych podziemi, były niczym zanurzenie się w ciepłej kąpieli. Resztę nocy, w rozumieniu czasu, gdy Jakub śpi, spędziłem na buszowaniu po ruinach miasta. Wlatywałem przez okna do domów i przyglądałem się starym fotografiom. Próbowałem odgadnąć, który z butwiejących szkieletów w mieszkaniu należy do osoby ze zdjęcia. Rozmyślałem też o tym, jak wygląda świat po drugiej stronie. Tam, gdzie słońce nigdy nie świeci, odkąd Ziemia przestała się kręcić. 

Pierwszy znak, że czas wracać, przyszedł, jak zawsze, zbyt szybko. Poczułem, że budząca się świadomość Jakuba przyzywa mnie, jak zmartwiony właściciel zagubione zwierzę. Złapałem trochę ciepłego powietrza i pomknąłem przez rurę w stronę domu.

Labirynt przewodów kanalizacyjnych jest fascynujący. Są tu niezliczone przedmioty, grzyby i stworzenia. Były też dźwięki, dochodzące czasem z najdalszych zakamarków nieskończonej plątaniny rur. Niektóre ciche, lękliwe. Inne głośne i straszne. A przynajmniej tak było kiedyś, gdy w podziemiach poza Jakubem byli też inni mieszkańcy. Teraz rury wypełnia tylko szum wiatru, czasem szmer buszujących w odpadach owadów.

Wpadłem do domu i wypuściłem trochę ciepła zabranego z powierzchni. Jakub poczuł je i otworzył oczy.

– Witaj, wietrzyku – powiedział.

– Witaj – odpowiedziałem.

 Jakub przeciągnął się na kartonach. Zrzucił koc, poskładał go i położył starannie na poduszce.

– Co mamy dzisiaj na śniadanie? – zapytał, sięgając do szafki.

– Obawiam się, że możesz się rozczarować. 

Wyciągnął plastikowe pudełko z usmażonymi prusakami.

– Zostały trzy – zauważył.

– Mówiłem, że się rozczarujesz – westchnąłem, bo to oznaczało, że dzisiaj będziemy szukać jedzenia.

Przeleciałem obok sterty książek, dając Jakubowi w spokoju zjeść śniadanie, z tęsknotą spoglądając na tytuły. Dzisiaj mieliśmy wybrać nową historię do czytania. Jakub wodziłby dłonią po grzbietach powieści, powtarzając:

– Co by tu…? Co by…?

A ja czekałbym, aż palec dotknie tytułu, który wpadł mi w oko, i wtedy przeleciałbym przez Jakuba. Nie mam pojęcia, co się dzieje w głowie mojego właściciela, gdy przenikam skórę, mięśnie, kości i organy. Ale wiem, że zamiera na krótką chwilę. A potem Jakub sięga, ot tak, zwyczajnie, jakby chciał to zrobić od samego początku, po tytuł, który mnie interesuje.

Och, jak bym chciał, zwinięty w kłębek, zalec wśród kartonów, czekając, aż Jakub usiądzie na poduszce, otworzy książkę i zacznie czytać, bym mógł utonąć w kolejnej historii. Nic jednak na to nie wskazywało. Jakub włożył palce do ust, wyciągnął kawałek pancerza ze skrzydłem, zmarszczył czoło i sięgnął ponownie. Za drugim razem wyjął ząb.

– Potrzebuję czegoś pożywniejszego – powiedział.

To prawda, wyglądał strasznie. Bosy, chudy, z pokręconą brodą i włosami sięgającymi ramion. Przez skórę na twarzy można było zobaczyć kości policzkowe, a oczy sprawiały wrażenie, jakby miały wytoczyć się z czaszki.

 

Wspominam z nostalgią dni, które może nie były łatwe, ale na pewno ciekawsze. Jakub wstawał wraz z ciepłym powietrzem, które przynosiłem. Podchodził do rur i zaczynał koncert. Czerwona, stalowa, uderzona śrubokrętem, drżała – miała metaliczny, wysoki, nieprzyjemny dźwięk. Żółta, żeliwna, stara i zardzewiała, niemal natychmiast pochłaniała odgłos, zupełnie tak, jakby go zasysała. Szara, plastikowa, dudniła nisko, basowo. I zielona, która brzęczała wysoko, ale przyjemnie, niemal śpiewnie, przywodziła na myśl sopran aktorki operowej.

Potem szybkie śniadanie – a była to czasem konserwa, czasem żaba lub mały gryzoń – i książka. Jakub czytał, a ja słuchałem, aż nie zabrzmiała któraś z rur. Wtedy mój właściciel przerywał lekturę i notował kawałkiem węgla usłyszane dźwięki. A każdy przewód wydawał inne. Rozszyfrowanie ich było niełatwe, ale Jakub jakoś sobie poradził i z czasem potrafił odpowiedzieć na każdą dźwiękową wiadomość. Wyjątkiem była rura pomalowana na zielono – ta uparcie milczała. 

Każdy kontakt był niczym małe zwycięstwo, święto, które wprawiało mojego właściciela w ekstazę.

– To mężczyzna! – krzyczał. – Ma trzydzieści lat i nazywa się Tomasz. Czy zapytać go, gdzie mieszka?!

– Nie odpowie na to pytanie – mówiłem, a Jakub kręcił głową, przyznając mi rację, zupełnie jakby mógł mnie usłyszeć.

– Szum. Słychać tylko szum – irytował się Jakub przy żeliwnym przewodzie. – Raz na kilka tygodni „dzień dobry”, a poza tym tylko ten irytujący dźwięk.

– Może się boi, bardziej niż ty – mówiłem, choć mój właściciel wiedział to równie dobrze jak ja.

– Ten ktoś, na końcu szarej, znów mnie o coś pyta. – Jakub chodził, drapiąc się po czole. – W jakiej dzielnicy mieszkałem? A czy pamiętam rzeźnika na Złotym Rogu? A kwiaciarnię na Placu Wyzwolenia?

– Musisz być ostrożny, nie wiesz, jakie zamiary ma ten ktoś po drugiej stronie – ostrzegałem.

– Nie mogę się dać podejść – przyznawał Jakub. – To niewinne pytania, ale odpowiedzi mogą dać wskazówkę, jak dojść do mojego domu.

I tak to szło. Najczęściej odzywała się rura czerwona. Tematy były błahe, ale sprawiały wiele radości mojemu właścicielowi. Niestety ten przewód ucichł najszybciej. A po nim kolejne, aż wszystkie sterczały ze ścian nieme, tak jak ten zielony. Choć to właśnie w ten Jakub jeszcze czasem uderzał, ale już nie z takim entuzjazmem i nie tak regularnie jak kiedyś.

Dobrze wiedzieliśmy, kto stoi za ciszą w przewodach. Kronos. Tak go nazywaliśmy. Pan podziemnych tuneli. Każda wyprawa w głąb czeluści niosła za sobą ryzyko, że padniemy ofiarą tej bestii. Inni też wiedzieli o istnieniu Kronosa i bali się tak bardzo, że nieraz milkli na długie tygodnie w obawie, że bestia ich usłyszy i odnajdzie. Tak było z panem Tomaszem od czerwonej rury. 

Doszedł nas dziki wrzask, który poniósł się przewodem. A potem cichy, chrapliwy głos:

– Już dobrze, dziecino. Nie bojaj. 

Wciąż słyszeliśmy jęki i piski z czerwonej rury, przerywane gadaniem Kronosa:

– Nie bojaj, dziecino. Nie bojaj. Zaraz będzie po wszystkim.

I było. Ale przewód nie zamilkł. Niósł cichy chrzęst i mlaskanie. Ledwo słyszalne. Powtarzały się dzień za dniem, gdy Kronos siedział po drugiej stronie czerwonego przewodu. Aż pewnego dnia dostaliśmy wiadomość:

– Dzieciaczki, znajdę i was. Bojacie się? Nie bojacie, idę po was.

Potem czerwona rura umilkła na zawsze.

Po tym wydarzeniu na długi czas wszystkie rury ucichły. A mój właściciel już nigdy nie sięgnął po mity greckie.

Dlatego tak baliśmy się wychodzić na poszukiwanie jedzenia. Zawsze mieliśmy nadzieję, że bestia nasyciła się i gdzieś odeszła. Płonne były to nadzieje. Przemierzając ciemne tunele, ciągnąc za sobą czerwoną nić, by nie zgubić drogi na rozwidleniach, nieraz słyszeliśmy odgłos kroków za nami. Czasem daleko, a czasem tuż za ostatnim zakrętem. Wtedy Jakub zrywał nić i zaczynaliśmy szaleńczy bieg. Byle dalej od prześladowcy. Oby trafił na tunel z pozostawionym śladem. A potem nawijanie nici na szpulę w drżących dłoniach. Szybciej, by nie pozostawić tropu. A co, jeśli Kronos czeka, na kolejnym rozwidleniu? A jeśli dotarł po nitce do naszego domu? Co zrobisz, Jakubie, gdy z ciemności wyszepcze ci do ucha?

– Bojasz? Nie bojaj. Już jestem.

Nie musiałem o to pytać swojego właściciela – widziałem, że prześladują go te same obawy.

 

Jakub ściągnął z półki szpulę nici i spojrzał posępnie na metalową szafę. To były drzwi do świata ukrytego w ciemności. Patrzyłem, jak mój właściciel wyciąga latarkę, chowa do kieszeni śrubokręt i gasi świece.

 W takich chwilach czułem jego samotność. Rozsadzała Jakuba niczym powietrze starą dętkę. Choć był już pełny otaczającej go pustki, to ta wciąż znajdowała kolejne przestrzenie, do których mogła się jeszcze wedrzeć. Czy Jakub miał w sobie miejsce na więcej samotności? Czy pęknie jak stara dętka, jeśli nie będzie miał już gdzie jej gromadzić? Czy ja eksploduję razem z nim?

 

 Kiedyś chciałem temu zapobiec i znaleźć remedium na trawiącą mojego właściciela samotność. I gdy Jakub zamykał oczy, ja wymykałem się przez rury, by sprawdzić, kto mieszka na ich końcu i czy może wraz z naszymi sąsiadami żyją towarzysze tacy jak ja. 

Na końcu czerwonego przewodu był ktoś podobny do Jakuba. Pan Tomasz mieszkał w zaułku, gdzie rozbił trzy namioty. Jeden służył za kuchnię, drugi za sypialnię, a w trzecim leżały książki. Koło rury wystającej ze ściany, a po stronie pana Tomasza od Namiotów miała ona kolor pomarańczowy, ustawił taboret, obok którego leżała powieść. Pewnie siadał tam i czytał w oczekiwaniu na wiadomość od Jakuba. Czy towarzysz pana Tomasza od Namiotów równie chętnie słuchał lektur, co ja? Tego nigdy się nie dowiedziałem. Gdy tylko przeleciałem przez przewód i zacząłem buszować po obozowisku, wyskoczył na mnie spomiędzy bujnie oblepiającej jeden z kątów pleśni. Był większy niż ja i szybszy, o czerwonawej barwie. W jednej chwili otoczył mnie całym sobą, wirując jak oszalały. Syczał wściekle:

– Odejdź, albo cię zaduszę!

Był bardzo zaborczy. Strzegł swojego właściciela, tak jak pan Tomasz od Namiotów pilnował, by nie zdradzić nic o sobie Jakubowi. Nigdy już tam nie wróciłem. A nim odwiedziłem żółtą rurę, minęło trochę czasu.

Tym razem byłem ostrożniejszy. Na końcu żeliwnego przewodu ukradkiem wyjrzałem. Zobaczyłem małe pomieszczenie z telewizorem o strzaskanym kineskopie i szumiące radio. To ten dźwięk doprowadzał Jakuba do pasji, gdy z uchem przy wylocie rury powtarzał:

– Co to za szum? Co to może być?

Była też sterta zużytych ubrań, na których spała wynędzniała kobieta o trudnym do określenia wieku. Nazwałem ją Damą w Szmatach. Jej towarzysz był prawie niewidoczny. Leżał zwinięty u jej nóg i zaczął drżeć, gdy tylko mnie zobaczył. Kobieta rzadko stukała w rurę, a jak już to robiła, ograniczała się do “dzień dobry”.

– Tylko tyle – dziwił się Jakub z uchem przy żeliwnej rurze. – Jak zawsze.

Taką samą wiadomością odpowiadał Damie w Szmatach, której taka zażyłość najwidoczniej wystarczała.

Nie chciałem bardziej straszyć towarzysza kobiety i zostawiłem ich w spokoju.

Szara rura zaprowadziła mnie do stacji metra, gdzie pachniało smażonym mięsem. Ten zapach był odurzająco przyjemny. Między dwoma filarami wisiał hamak, na którym spał mężczyzna w kurtce moro. Na torowisku leżały puszki po konserwach, butelki i inne śmieci. A między nimi kości.

Otumaniony zapachem panującym w domu pana Ciekawskiego – bo tak go nazywał Jakub – prawie wyskoczyłem z plastikowej rury. Jednak w ostatniej chwili zawróciłem, gdy tylko zobaczyłem towarzysza mężczyzny w hamaku. Był czarny i nieruchomy. Przypominał węża przygotowanego do ataku, ze ślepiami utkwionymi w ofierze. Zapytałem go o pana Ciekawskiego. Jak sobie radzi? Towarzysz milczał. Czy ktoś jeszcze z nim mieszka? Nawet nie drgnął – tylko patrzył. A gdy zapytałem o możliwość spotkania naszych właścicieli, odpowiedział szybko:

– Tak. Musimy się spotkać.

Nie podobał mi się zimny, zły, metaliczny głos towarzysza pana Ciekawskiego ani jego długie, białe zęby.

 

Patrzyłem, jak Jakub gasi kolejne świeczki. Wyjście z domu nie podobało mi się tak samo jak mojemu właścicielowi i zacząłem myśleć nad tym, czego jeszcze nie zrobiliśmy tego dnia.

– Nie wysłałeś wiadomości zielonym przewodem – powiedziałem.

Jakub stanął przy ostatniej ze świec i włożył rękę do kieszeni. Wyciągnął śrubokręt. Spojrzał na rurę.

– Czy jest sens jeszcze próbować? – zapytał. – Ona od zawsze milczy. Tam po drugiej stronie nikogo nie ma.

Mimo zwątpienia podszedł do przewodu. Bawił się chwilę śrubokrętem, obracając go w dłoniach. I wtedy rura zabrzęczała. Jakub nawet jej nie dotknął. Dźwięk dochodził gdzieś z wnętrza, niesiony przewodem. Mój właściciel rzucił się do notatek. Odnalazł skrawek niezapisanego papieru i zaczął notować:

– Długi, trzy szybkie, dwa długie… 

Przysiadłem na głowie Jakuba, obserwując notatki.

– Co to może oznaczać? – zapytał.

– Komunikuje się tak jak pan Tomek od Namiotów w pierwszej części wiadomości – podpowiedziałem. – W kolejnej jak pan Ciekawski.

– Była tam cały czas i słuchała, jak rozmawiam z innymi! – krzyknął Jakub. – Dobrze, zobaczmy, co chce nam przekazać!

„Nie mam już siły. Już się nie boję. Chcę się spotkać. Obyś był dobrym człowiekiem. Sama już nie daję rady” – odczytałem wiadomość.

Jakub był przejęty jak nigdy. Wiedziałem, że bardzo potrzebuje czyjegoś towarzystwa. Widziałem, jak samotność trawi go pomału, nieubłaganie.

– Czy to rozsądne? – zapytałem, gdy podszedł do rury ze śrubokrętem.

Wahał się przez chwilę, w końcu wystukał.

„Jestem w składziku przy trasie podziemnej A7. Niedaleko stacji metra” – odczytałem wiadomość Jakuba i zaraz odpowiedź. – „Dziękuję. Idę”.

Mój właściciel odskoczył od rury jak oparzony. Stał chwilę oniemiały, a po chwili zaczął krążyć wokół posłania, mamrocząc coś pod nosem. Uśmiechał się i zasępiał na przemian.

– Wszystko będzie dobrze – próbowałem go uspokoić, i wtedy padło to imię.

– Kronos! – krzyknął nagle. – Zupełnie zapomniałem! Co, jeśli wpadnie na nią w ciemności!?

O tym nie pomyśleliśmy. Jakub bezskutecznie nadawał kolejne ostrzegawcze wiadomości. Zielony przewód milczał, tak jak nas do tego przyzwyczaił przez lata.

– Za późno. Musiała już wyruszyć – powiedział Jakub.

– Dźwięk jej wiadomości był wyraźny – podpowiedziałem. – Musi być niedaleko.

– Muszę jej wyjść naprzeciw – postanowił Jakub. 

Włożył śrubokręt do kieszeni i przesunął metalową szafę, odsłaniając przejście do tunelu.

– Rura wychodzi na wschód – mówił, przywiązując nić do drzwi szafki. – Może idzie wzdłuż któregoś z tuneli… Jeśli nie jest wkopana w ziemię, to podążając za nią, powinienem… 

Urwał, nim jeszcze usłyszeliśmy z ciemności:

– Bojasz się? Nie bojaj, dziecino.

Kronos wypadł z mroku, zamknął w silnym uścisku ramiona mojego właściciela, nim zdążył się odwrócić, i wbił żółte zęby w szyję Jakuba. Bestia szarpała szczękami ciało, do chwili, gdy oderwała kawałek skóry, który od razu połknęła.

Wirowałem po domu, oszołomiony strachem, nie wiedząc, co robić. Mój właściciel nawet nie drgnął. Nie wydał najcichszego dźwięku. Zupełnie jakby spodziewał się, że do tego dojdzie. Otworzył usta, po których spłynęła krew. Kronos rozluźnił uchwyt, a wtedy Jakub osunął się na ziemię. Bestia otarła wierzchem dłoni twarz i weszła do naszego domu. W świetle jednej świecy, która jeszcze się paliła, widziałem, jak ogląda książki, rury i notatki mojego właściciela. Był wielki i łysy, ze strzępami włosów na skroniach i potylicy. Usta mu świeciły od krwi i śliny. Oczy miał w ciągłym ruchu, zupełnie jakby nie mógł ich skupić w jednym miejscu. Jakub leżał i patrzył, z dłonią przystawioną do rany.

– Długo czekałem, by tu wejść – powiedział Kronos. – Byłem ciekawy, jak wygląda lokum mojego chlebodawcy. 

Podniósł kartkę z szyfrem pana Tomka od Namiotów.

– Te wasze stukania były niczym drganie pajęczej nici, w którą wpadł owad. Tak, musiałem czekać i słuchać. A ty wskazałeś mi drogę.

Widziałem, że słowa Kronosa bolały Jakuba bardziej niż rana na szyi.

– Tego znalazłem dość szybko. – Kronos pomachał kartką papieru podpisaną „Czerwona rura”. – Długo się powstrzymywałem, by was nie spłoszyć. Ale jedzenie jest paliwem dla ciała. Bez niego nie ma życia. 

Podszedł do szarej rury.

– Z tym nawet przez chwilę mieszkałem – powiedział. – Mieliśmy podobne spojrzenie na świat. Polubiłem go tak bardzo, że zjadłem go od nóg, żebyśmy mogli sobie dłużej pogawędzić.

Jakub spróbował coś powiedzieć, ale usta zalała mu krew.

– Nie denerwuj się, jestem ci wdzięczny. Do tego stopnia, że nigdy cię nie zaatakowałem w tunelach. Nie przyszedłem do ciebie, gdy spałeś. Pozwoliłem ci żyć, bym mógł słuchać twoich wiadomości. – Podszedł szybko do żeliwnej rury. – Ta była prawdziwą zagadką. Długo nie mogłem jej znaleźć. Ale w końcu się udało. Niestety, ta stara kobieta już nie żyła. Nic się w przyrodzie nie marnuje. Choć nie było to paliwo pierwszej jakości.

Kronos oparł łokieć o wylot zielonej rury.

– Długo się zastanawiałem, czy czekać na efekty tej komunikacji – powiedział tonem osoby skarżącej się w urzędzie. – Ale się opłaciło. Prawda? 

Podbiegł i przykucnął nad Jakubem.

– Sprawiłeś mi wielką radość, wiesz? – mówił szybko, dźgając mojego właściciela brudnym palcem w pierś. – Marzyłem o kobiecie. Mam nadzieję, że nie jest stara. Będzie miała jedno zadanie, urodzić mi córkę. Wtedy będę mógł pomnażać paliwo dla ciała. Będę się mnożył i jadł. Ludzkie perpetuum mobile. Czemu tak patrzysz? Kanibalizm i kazirodztwo w naturze są powszechne.

Krążyłem nad bestią, szukając sposobu, by pomóc Jakubowi. I nagle to dostrzegłem. Kronos był uboższy o towarzysza. Nigdzie nie widziałem nawet śladu po nim. Nic. Zupełnie jakby odszedł lub nigdy go nie było. Postanowiłem wypełnić ten brak. Wleciałem prosto do wnętrza bestii.

Krążyłem po ciele Kronosa sam nie wiem, jak długo. Nie odnalazłem żadnych marzeń, fantazji czy wspomnień – jedynie plany, straszne i wyrachowane. Mające jeden cel – trwać za wszelką cenę. Było coś jeszcze, dziki, nieokiełznany strach przed nieznanym. Ten sam, który trawił mojego właściciela. Spojrzałem na Jakuba oczami Kronosa. Zobaczyłem, jak bestia chwyta go za gardło.

– A jeśli pani z zielonej linii nigdy nie dotrze? Rozmnażanie paliwa pozostanie tylko mrzonką – zacząłem szeptać. – Jeśli usłyszała cię i zawróciła. Może gorzej, odeszła z tej części podziemi. To został tylko Jakub. Jeśli go zabijesz, zostaniesz tu sam na zawsze. Paliwo będzie z ciebie uchodzić z każdym dniem, aż staniesz się słaby. Dobrze wiesz, że nie znajdziesz w sobie tyle odwagi, by powędrować w głąb tuneli, bo za bardzo się boisz.

Kronos rozluźnił palce na szyi Jakuba, spojrzał na krew oblepiającą dłoń. Tylko tyle mogłem zrobić. Na krótką chwilę zasiać wątpliwość w sercu bestii. To wystarczyło, by Jakub wyciągnął z kieszeni śrubokręt. Jednym silnym uderzeniem wbił trzpień w kość policzkową Kronosa. 

Coś wypchnęło mnie z ciała bestii, która szalała po naszym domu, biegając od ściany do ściany, trzymając się oburącz za twarz, a spośród palców wystawała rękojeść śrubokrętu. Kronos przebiegł nad Jakubem i, wyjąc z bólu, zniknął w ciemności tunelu.

 

Epilog

Wylecieliśmy na powierzchnię poprzez studzienkę kanalizacyjną. Wirowałem wraz z towarzyszką pani z zielonego przewodu, a promienie słońca przyjemnie grzały, przenikając nasze bezcielesne powłoki. Nim zbudzą się właściciele, przeniesiemy odrobinę tego ciepła do podziemi. Na razie spuszczeni ze smyczy rozkoszowaliśmy się wolnością.

Dużo się zmieniło, odkąd pani z zielonego przewodu uratowała Jakuba. Mam przyjaciółkę o jasnopomarańczowej barwie. Nasi właściciele planują ruszyć w głąb tuneli, by odnaleźć innych podobnych sobie ludzi. To będzie wyzwanie. Ale nim do tego dojdzie, czekamy na trzeciego członka naszej rodziny. Jestem ciekaw, jak będzie wyglądał jego towarzysz. Mam nadzieję, że będzie miał coś ze mnie i mojej przyjaciółki.

Pamiętamy też o Kronosie i jemu podobnych. Choć od tamtych złych dni nikt taki się nie pojawił, musimy zachować ostrożność, by nie stać się paliwem dla ludzi uboższych o towarzyszy.

Koniec

Komentarze

Witaj. :)

 

Sprawy techniczne, które mnie zatrzymały przy lekturze, to głównie powtórzenia – może celowe, dla podkreślenia wagi zdań (?):

Każda wyprawa w głąb czeluści niosła za sobą ryzyko, że padniemy ofiarą tej bestii. Inni też wiedzieli o istnieniu Kronosa i bali się tak bardzo, że nieraz milkli na długie tygodnie w obawie, że bestia ich usłyszy i odnajdzie.

Zawsze mieliśmy nadzieję, że bestia nasyciła się i gdzieś odeszła. Płonne były to nadzieje.

Jakub ściągnął z półki szpulę nici i popatrzył posępnie na metalową szafę. To były drzwi do świata ukrytego w ciemności. Patrzyłem, jak mój właściciel wyciąga latarkę, chowa do kieszeni śrubokręt i gasi świece.

Tym razem byłem ostrożniejszy. Na końcu żeliwnego przewodu ostrożnie wyjrzałem.

Mój właściciel nawet nie drgnął. Nie wydał nawet najcichszego dźwięku.

 

Tu nie mam pewności, czy na samym końcu nie powinien być pytajnik, skoro zdanie zaczyna się pytaniem (?):

Co zrobisz, Jakubie, gdy z ciemności wyszepcze ci do ucha:

– Bojasz? Nie bojaj. Już jestem.

 

 

Tutaj (wytłuszczone zdanie) chyba brak części zdania albo posypała się składnia (?):

Na końcu czerwonego przewodu był ktoś podobny do Jakuba. Pan Tomasz mieszkał w zaułku, gdzie rozbił trzy namioty. Jeden służył za kuchnię, drugi za sypialnię, a w trzecim leżały książki. Koło rury wystającej ze ściany, a po stronie pana Tomasza od Namiotów miała ona kolor pomarańczowy, ustawił taboret, obok którego leżała powieść.

 

Określenie: „pan Tomek od namiotów” piszesz dwojako, trzeba to ujednolicić?

Co, jeśli wpadnie na nią w ciemności! – czy to nie zdanie pytające?

 

 

Świetna sprawa, jestem ponownie pod wielkim wrażeniem stworzonego przez Ciebie, tym razem – makabrycznego świata postapo, a także opisu emocji bohatera oraz działań jego właściciela. :) I te powtarzane, złowrogie słowa Kronosa… :) Genialny horror! :) Czyta się do końca z zapartym tchem, a to najlepsza rekomendacja. :) Happy end całkiem nieprzewidywalny, ponowne brawa! :)

Klikam podwójnie, powodzenia przy nominacjach oraz w Konkursie, Bardjaskierze, pozdrawiam serdecznie. ;) 

Pecunia non olet

Komentarz pobetowy.

 

Mam wrażenie, że nie zrozumiałam jeszcze kompletnie tego opowiadania i jest jednym z tych, które dłużej dojrzewa w czytelniku. Tekst ten można czytać kilkakrotnie i za każdym razem można zinterpretować go sobie na inny sposób. Bardzo takie dzieła doceniam i szanuję, toteż nie pozostaje mi nic innego, jak zgłosić opowiadanie Panu Büchergeistowi.

 

Pozdrawiam serdecznie smiley

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Witam :) 

 

dziękuję za odwiedziny kliki i nominację oraz za pomoc w becie :) 

 

bruce

 

Nie ukrywam, że część powtórzeń jest celowa, na przykład te przy Kronosie, gdzie na przemian jest on nazywany to bestią albo Kronosem :) 

 

Zawsze mieliśmy nadzieję, że bestia nasyciła się i gdzieś odeszła. Płonne były to nadzieje.

Tu również powtórzenie jest celowe, ale tylko dlatego, że wygląda lepiej niż “siękoza” :) 

 

A reszta została zlikwidowana, bo były to moje niedopatrzenia :) Dziękuję też za wyłapanie drobniejszych usterek. 

 

To zdanie ma długie wtrącenie, które pogrubiłem, co może faktycznie powodować mały dyskomfort, ale jeśli dodamy do niego kolejne, to całość wydaje się już logiczna i czytelna :) 

Na końcu czerwonego przewodu był ktoś podobny do Jakuba. Pan Tomasz mieszkał w zaułku, gdzie rozbił trzy namioty. Jeden służył za kuchnię, drugi za sypialnię, a w trzecim leżały książki. Koło rury wystającej ze ściany, a po stronie pana Tomasza od Namiotów miała ona kolor pomarańczowy, ustawił taboret, obok którego leżała powieść. Pewnie siadał tam i czytał w oczekiwaniu na wiadomość od Jakuba.

 

Jeszcze raz dziękuję za podwójnego klika :)

 

 

HollyHell91

 

Mam wrażenie, że nie zrozumiałam jeszcze kompletnie tego opowiadania i jest jednym z tych, które dłużej dojrzewa w czytelniku. Tekst ten można czytać kilkakrotnie i za każdym razem można zinterpretować go sobie na inny sposób.

Jest to komplement, którego się nie spodziewałem :) Bo jeśli tekst zostaje z kimś na dłużej, to trudno o lepszą pochwałę :) 

 

Jeszcze raz dziękuję za klika i pomoc w becie :) 

 

 

Serdecznie pozdrawiam :)

 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Hej, 

Genialne. Ze mną, myślę, że też zostanie na dłużej. Tak nieoczywiste, do tego z dreszczykiem emocji ciągle towarzyszącym mi podczas czytania. Czułem taki dziwny dyskomfort jakby ktoś za mną podążał. Postać Kronosa, który jak rozumiem, w domyśle nie miał „duszy”, był wypłukany z uczuć – fascynująca. O ile wiele osób chce uderzać w tym konkursie w humor – i słusznie, Ty postawiłeś na horror w klimacie postapo, co w takim wydaniu jakie zaprezentowałeś, było strzałem w dziesiątkę. Zwróciłem też uwagę na przedstawiony przez Ciebie świat, jest tak dziwny, ale tak ciekawy, słusznie niedopowiedziany, że naprawdę moja wyobraźnia działała na najwyższych obrotach. Jak tylko powstanie wątek do nominacji grudniowych od razu nominuję do piórka. Gratuluję, powodzenia w konkursie. Oczywiście klikam też do biblioteki.

Pozdrawiam serdecznie!

You cannot petition the Lord with prayer!

Hej Mi­cha­el­Bul­l­finch. Dziękuję za odwiedziny i komentarz. Nie spodziewałem się tak ciepłego przyjęcia:). Bardzo się cieszę, że opowiadanie się podobało. Dobrze odczytaleś Kronosa :). Jeśli chodzi o humor, to już dawno pogodziłem się z tym, że lepiej mi wychodzi straszenie. Więc, właściwie nie miałem wyjścia ;). Dziękuję za klika i nominacje, pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Jeśli chodzi o humor, to już dawno pogodziłem się z tym, że lepiej mi wychodzi straszenie.

Udowodniłeś, że nawet w tak zakręconym konkursie można napisać świetne opowiadanie: mroczne, straszne i trzymające w napięciu, więc nie ma czego żałować.

You cannot petition the Lord with prayer!

Skojarzenie tego opowiadania z “Deus Irae” Dicka tak mi siedzi w głowie, że muszę nominować do Piórka, bo się uduszę.

MichaelBullfinch, jest już wątek grudniowy, można nominować :)

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Wow Holly bardzo dziękuję – miło jest, jak pierwsze trzy komentarze to kliki, ale nominacje… Jeszcze raz wow bardzo dziękuję :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Dzięki HollyHell, no to lecę!

You cannot petition the Lord with prayer!

Wow Holly bardzo dziękuję – miło jest, jak pierwsze trzy komentarze to kliki, ale nominacje… Jeszcze raz wow bardzo dziękuję :)

Miłe uczucie, prawda? wink

Proszę bardzo i trzymam kciuki za kolejne Piórko :)

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Bardzie, tekst jest napisany właściwym dla Ciebie znakomitym piórem do horroru. Napięcie, klimat, wszystko na tak. Zaciekawiłeś mnie jednak odmiennością tego opka, intrygującą narracją “towarzysza”, osobliwym światem podziemi i rur. Niewiele szczegółów wyjaśniasz, a jednak wszystko jest zrozumiałe. Choć, pełna zgoda z Holly, że tekst za każdym razem zapewne wybrzmiewa inaczej. Bardziej chodzi mi o zrozumienie bohatera i jego wietrzyku, ich emocji i działań.

Na marginesie, nie mam pojęcia, czy jest to dość bizarne i weirdowe, nie wydaje mi się jakoś bardzo. Nie zmienia to faktu, że tekst się pochłania.

 

Zgadzam się z przedmówcami, klik podwójny i gratki za rozpoczęcie miesiąca z przytupem! Jak na wstępie, oczywistym jest dla mnie, że horror napiszesz świetny, ale urzekłeś mnie tą odmiennością.

Powodzenia!

I ja dziękuję, wszystkie sprawy jasne, powodzenia, pozdrawiam serdecznie, Bardjaksierze! :) 

Pecunia non olet

Serwus, Bardjaskier.

Bardzo udany, klimatyczny horror. Motyw odosobnienia i stukania w rury świetnie buduje napięcie. Podobał mi się.

Klik

rr

Hej be­eeec­ki

 

Odmienność wynika z tematu, to mnie właśnie przyciąga do konkursów – rygor, który sprawia, że trzeba się gimnastykować i jak widać czasem to wychodzi na dobre:). 

 

Dziękuję za podwójnego klika komentarz i taki miły prezent przedświąteczny :) 

 

 

Hej Ro­bert Raks

 

Dziękuję za odwiedziny, komentarz i klika. Miło mi, że udało się stworzyć odpowiedni klimat i że opowiadanie się podobało :) 

 

Pozdrawiam :) 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Cześć Bardzie, 

o tej porze mogę już tylko dołączyć do innych komentujących :) Opowiadanie jest bardzo dobre ma swój klimat i, co dla mnie bardzo ważne, jest bardzo spójne. Bohaterowie są doskonale wkomponowani w stworzony przez Ciebie świat, podobnie jak fabuła. Niczego nie wyciągasz “z kapelusza”. Wszystko ma swoje uzasadnienie. 

Gratuluję świetnego tekstu. 

“Biblioteka” już jest, więc klik będzie tylko honorowy, ale jak najbardziej zasłużony:)

Bardzo ładnie napisane, fantastyczna atmosfera i dużo napięcia.

 

Nie do końca zrozumiałem, czym są te kolorowe cosie. Mam wrażenie, że one mają coś reprezentować, hmm.

 

Klikał nie będę… bo już oba liczniki na full zapełnione. I słusznie.

 

Bardzo dobry tekst.

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Hej czeke 

 

A ja dziękuję za betę, bo tam tekst otrzymał ostatnie szlify :). Spójność fabuły, to dla mnie najważniejsza rzecz w opowiadaniu, bo nie raz piękny język, czy wyszukane metafory idą w las, gdy pojawiają się luki fabularne :). Tym bardziej miło mi, że tym razem udało się tę spójność uzyskać:)

Pozdrawiam serdecznie :) 

 

 

 

 

Hej Ga­li­cyj­ski­Za­ka­pior

 

Dziękuję za komentarz i miłe słowo, cieszę się, że opowiadanie się podobało :).

 

Obawiam się, Zakapiorze, że jeśli uleciało Ci znaczenie kolorowych cisów, to masz trzy wyjścia ;) 

 

Przeczytać komentarze, tam znajdziesz podpowiedzi – opcja średnio zaawansowana :) 

 

Czytać tekst do skutku, aż wyrobisz sobie opinię – opcją zaawansowana, która ucieszy autora ;) 

 

Możesz też zostać z niewiedzą – opcja wygodna, którą autor poleca ale nie pochwala;) 

 

Dziękuję jeszcze raz za odwiedziny i pozdrawiam :) 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Ave, Bardzie!

 

Noc przynosi mi tę chwilę wytchnienia, jaką daje psu spuszczenie ze smyczy.

A czasem nie: “jaką psu daje spuszczenie ze…” ?

 

No, to jak “łapankę” mamy z głowy, to możemy przejść do oceny tekstu, prawda? ;]

 

W pierwszej kolejności muszę zauważyć, że postęp, jaki zrobiłeś pod względem literackim, jest wprost niesamowity. Cholera, dosłownie na skórze poczułem tę atmosferę zaszczucia i zacząłem wypatrywać Kronosa za oknem…

 

I właśnie, Kronos. Trochę zbyt mocno się rozgadał, ale z drugiej strony dzięki temu mogliśmy przeczytać takie perełki:

Polubiłem go tak bardzo, że zjadłem go od nóg, żebyśmy mogli sobie dłużej pogawędzić.

 

Nie mogę napisać, że się przestraszyłem (bo i mało co mnie jest w stanie przestraszyć), ale klimat zrobił robotę, więc uczucie niepokoju się pojawiło i za cholerę nie chciało puścić. 

 

Jeżeli dobrze odczytuję symbolikę opowiadania, to rury pełnią funkcję relacji międzyludzkich, a kolorowe “głosy” są osobliwą mieszaniną emocji i duszy. To by zresztą tłumaczyło “pustkę” Kronosa. Ostatecznie psychopaci są pozbawieni emocji (czy tam, nie są w stanie ich odczuwać).

 

Najbardziej natomiast zdziwił mnie w opowiadaniu pewien paradoks. Bo tak, w sumie nie ma prawie żadnej akcji, a czyta się to z zapartym tchem i nie da się oderwać od ekranu. Jak Ty to robisz? Serio, jak?! :D

 

Spóźniłem się na kliknięcie do biblioteki, a szkoda. Nie chciałbym natomiast żebyś odebrał to za formę “rewanżu” za Twoją ostatnią nominację, ale “Hodowcy dusz” jest tak dobrym tekstem, że nominowanie go do piórka jest wręcz moim obowiązkiem.

 

Powodzenia! ;]

 

 

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Witaj cezary_cezary :)

 

A czasem nie: “jaką psu daje spuszczenie ze…” ?

Poprawione :)

 

 

W pierwszej kolejności muszę zauważyć, że postęp, jaki zrobiłeś pod względem literackim, jest wprost niesamowity. Cholera, dosłownie na skórze poczułem tę atmosferę zaszczucia i zacząłem wypatrywać Kronosa za oknem…

 

A dziękuję bardzo :). Dużo piszę ostatnio, a to co trafia na forum to zaledwie ułamek tego co napisałem w moim małym projekcie. A jak już przy tym jestem to się pochwalę, że ostatnio naliczyłem około 370 tysięcy znaków, mam nadzieję, że chociaż połowa z nich spotka się z takim zainteresowaniem jak to opowiadanie :).

 

Najbardziej natomiast zdziwił mnie w opowiadaniu pewien paradoks. Bo tak, w sumie nie ma prawie żadnej akcji, a czyta się to z zapartym tchem i nie da się oderwać od ekranu. Jak Ty to robisz? Serio, jak?! :D

 

A to akurat jest pokłosiem po Ciemnym lesie, pamiętasz Toma i Kevina ( tekst, który jest pierwszy z serii, a który jeszcze się nie pojawił na forum)? W nim był podobny klimat, który też starałem się przenieść na inne części ( możliwe, że z różnym skutkiem ;)). Wdaje mi się, że to właśnie ten klimat również jest w Hodowcach dusz :). Tylko, że tu jest coś jeszcze, to co pisałem beeeeckiem, narzucony temat, który zmusza do zejścia z dobrze znanej ścieżki :)

 

Jeżeli dobrze odczytuję symbolikę opowiadania, to rury pełnią funkcję relacji międzyludzkich, a kolorowe “głosy” są osobliwą mieszaniną emocji i duszy. To by zresztą tłumaczyło “pustkę” Kronosa. Ostatecznie psychopaci są pozbawieni emocji (czy tam, nie są w stanie ich odczuwać).

Dobrze odczytałeś :)

 

 

Spóźniłem się na kliknięcie do biblioteki, a szkoda. Nie chciałbym natomiast żebyś odebrał to za formę “rewanżu” za Twoją ostatnią nominację, ale “Hodowcy dusz” jest tak dobrym tekstem, że nominowanie go do piórka jest wręcz moim obowiązkiem.

 

Jest już wystarczająco nominacji, więc możemy spokojnie potraktować Twoją za Tak w głosowaniu :)

 

Kurcze, naprawdę się nie spodziewałem tak dobrego przyjęcia, ale miło wiedzieć, że czas który poświęcam na pisanie nie powędrował w ciemny las :) 

 

Dziękuję Cezary i pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Przeczytałem i teraz chętnie ograniczyłbym się do stwierdzenia, że mi się podobało, bo mam kłopot z pisaniem komentarzy.

Gratuluję błyskawicznego rajdu do biblioteki, a skoro spóźniłem się z klikiem, to mimo że chyba już masz nominację w kieszeni, zgłoszę opowiadanie do piórka. Robię to pierwszy raz.

Świetne opowiadanie. Fajny pomysł z tym “dajmonem”.

Pozdrawiam!

Podobało mi się. Jest w tym wszystkim pewna dziwność, ale przede wszystkim udało ci się stworzyć świetną, niepokojącą atmosferę. I faktycznie historia zaciekawia. Dobra robota. Większych zgrzytów nie dostrzegłem, a tajemniczość i niedopowiedzenia bardzo mi pasują. 

To chyba nostalgia, jedna wielka tęsknota za tamtymi czasami, tamtą modą, muzyką, stylem, życiem...

Hej AP :) 

 

Dziękuję za komentarz, tym bardziej, że jak napisałeś, masz z tym problem – mam nadzieję, że to problem tylko ze sprzętem, a nie natury zdrowotnej. 

 

Tak, opowiadanie ( na pewno wśród moich) bije rekordy – biblioteki i nominacji, a jest wrzucone od niecałych 48 godzin :). 

 

Miło mi, że jest też pierwszym opowiadaniem, które nominujesz. Czuję się wyróżniony. 

A najzabawniejsze jest to, że jeśli miałbym wskazać któreś z moich opowiadań, które zasługuje na nominację, to w pierwszej kolejności na pewno bym nie wskazał tego :). To trochę jak z przebojami znanych kapel, których największe hity miały się nie pojawić na płycie :).

 

Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam :) 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Hej fan­tho­mas :)

 

Miło mi, że opowiadanie się podobało, a przede wszystkim, że spełnia kryteria konkursowe – gatunki typu weird są ciągle dla mnie zagadką:). I dlatego, jak zauważyłeś, głównie postawiłem na niepokojącą atmosferę, czyli coś w czym czuję się dobrze.

 

Powodzenia z konkursem i pozdrawiam :) 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

mam nadzieję, że to problem tylko ze sprzętem, a nie natury zdrowotnej. 

Ani jedno, ani drugie. Mam problem ze skleceniem sensownego uzasadnienia, dlaczego mi się podoba. Jak mi się coś nie podoba lub według mnie jest takie sobie, to raczej nic nie piszę.

A najzabawniejsze jest to, że jeśli miałbym wskazać któreś z moich opowiadań, które zasługuje na nominację, to w pierwszej kolejności na pewno bym nie wskazał tego :).

A które?

Chyba Panią Sowę, ale tego opowiadanie obecnie nie ma na portalu, drugi typ to Poprzez czarny monolit, ale tego też nie ma :D. Widmo z przeszłości – tez lubie, to opowiadanie jest :) 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Chyba Panią Sowę, ale tego opowiadanie obecnie nie ma na portalu, drugi typ to Poprzez czarny monolit, ale tego też nie ma :D.

A gdzie są?

 

Widmo z przeszłości – tez lubie, to opowiadanie jest :) 

Zajrzę, bo chyba nie czytałem.

W szufladzie, przegrały walkę z redakcjami wszelkiej maści:). Zajrzyj, będzie mi miło :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Niesamowicie podoba mi się Twoje opowiadanie. Nie każdy, kto pisze postapo potrafi przedstawić dojmująca samotność, ale Tobie się udało. Bardzo ciekawy pomysł i gęsty klimat. Gratuluję.

 

Jeśli usłyszała cię i zawróciła. Może gorzej, odeszła z tej części podziemi.

 

Wydaje mi się, że zamiast pierwszej kropki powinien być znak zapytania.

Hej Wachu :) Dziękuję za odwiedziny i komentarz. Miło mi, że opowiadanie się podobało:). Tak, samotność, jest ważnym bohaterem tego opowiadania. Tak zdecydowanie pytajnik, jak tylko będę przy komputerze to poprawę. Dziękuję i pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Opowiadanie naprawdę wysokich lotów! Klaustrofobiczna atmosfera, poczucie beznadziei i dołująca samotność robią klimat. Motyw komunikacji za pomocą systemu rur przy użyciu kodu Morse'a, według mnie, dodał historii realizmu. Podsumowując: -… .– .-. -.. --.. – / – .. / … .. . / .--. – -.. – -… .– .-.. ---

Hej MCM :) 

 

Tak, widzę, że to na co stawiałem w opowiadaniu wyszło jak trzeba. Pozostaje mi tylko podziękować, w odpowiedni sposób, za komentarz: -.. --.. .. . -.– ..– .– . / --.. .– / – -.. .– .. . -.. --.. .. -. -.– / .. / – .. .-.. – / – .. --.. . / – .--. – .– .. .– -.. .– -. .. . / … .. . / .--. – -.. – -… .– .– .– .-.. ---

Pozdrawiam :)

 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Piórko, piórko! Ależ horror! No, nie lubię horrorów, ten przeczytałam, bo lubię Twoje opka, i nie żałuję! Jest niesamowita atmosfera, mało akcji, ale nie można się oderwać od czytania!

 

Każda wyprawa w głąb czeluści niosła za sobą ryzyko, że padniemy jego ofiarą tej bestii.​

Coś tu nie zadziałało dobrze. 

 

Budujesz napięcie niedopowiedzeniami. Genialnie! Nie wiadomo do końca, kim są towarzysze, nie wiadomo, co się stało ze światem, nie wiadomo, jak wygląda komunikacja rurami i czy to wyobrażenia bohaterów, czy prawdziwa komunikacja. Dajesz nam, czytelnikom okruchy, emocje towarzysza, wrażenie samotności, opis wyglądu bohatera – i to wystarcza. Ta oszczędność środków robi robotę. Doceniam też użycie kolorów – rury mają kolory, towarzysze też – uplastycznia to obraz, ożywia.

Gratulacje!

Wiem, że masz już pełno, ale i tak idę nominować, bo po prostu chcę! 

Pozdrawiam ciepło! 

Witam Żyrafy :) Tak, mam do poprawy jeszcze jeden zaległy błąd, może dzisiaj uda mi się dopchać do komputera i to załatwić:) No i dziękuję za komentarz i nominację, bardzo się cieszę, że opowiadanie się podoba. Nie spodziewałem się, że tak przypadnie czytelnikom do gustu :). Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Bardzo dobre opowiadanie! 

Podobało mi się to nawiązanie „fruwającego towarzysza” do psa i kota. Często w trudnych czasach, jak już ludzie zwrócą się przeciw sobie, to zwierzęta pozostają jedynym przyjacielem człowieka. I chociaż narrator nie jest żadnym zwierzakiem, to nadanie mu takich cech, to bardzo oryginalny sposób pokazania duszy/bytu/sumienia, w zależności w co tam sobie wierzymy. 

Naprawdę wyszło super i nie dziwią mnie te wszystkie nominacje. Gdyby ich zabrakło, też oddałabym podwójnego klika. 

Jedna drobnostka:

Wtedy Jakub zrywał nić i zaczynaliśmy szaleńczy bieg. Byle dalej od prześladowcy. Oby trafił na tunel z pozostawionym śladem. 

Chyba zabrakło „nie” w zdaniu „Oby trafił na tunel z pozostawionym śladem?”. Kronos raczej nie miał zauważyć nici?

No, no, no Bardzie… Piszesz takie historie, grasz na lutni, malujesz bombki… Ej, zostaw może trochę weny i talentu dla reszty z nas, co? :D 

Serdecznie pozdrawiam! 

Hej rywalko adwentowa:). Dziękuję za odwiedziny, komentarz i chęci nominacyjne:). Tak, zwierzęta są bezinteresownie wierne i dlatego też porównuje towarzyszy do nich :). "Nie" w zdaniu nie brakuje, bo odnosi się do śladu pozostawionego przez Jakuba by mógł wrócić po nić do domu. Dlatego w następnym fragmencie zwija ją:). A, właśnie, bo miałem pisać w sprawie pojedynku :D – bo przekroczyłem limit, więc też przekraczaj :). I może umówimy się, na wrzucenie tekstów 13.12 o konkretnej godzinie, by był jeden pod drugim :) Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Aaa ok, to coś pokręciłam z tym zdaniem! 

Mój pojedynkowy szort jest jeszcze w rozsypce, ale dobrze wiedzieć, że mogę przekroczyć 300 słów :D  

To może jakoś wieczorem? 20/21? :) 

Dobrze, a więc 13.12 o 20:30 :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Hmmm. A do mnie jakoś opowiadanie nie przemówiło.

Sorry, Winnetou, ale będę na NIE.

Narrator skojarzył mi się z aniołem stróżem, ale one chyba raczej nie zwiedzają sobie świata podczas snu. Pewnie więc nie chodzi o to, ale innego rozwiązania mi nie podsunąłeś, więc pozostaję ze swoimi słabymi skojarzeniami.

Rozumiem, że Kronos pozbawiony tego czegoś jest psychopatą. Czyli co to ma być? Sumienie, empatia? Nadal nic z tego nie pasuje.

Przedpiścy wychwalają nastrój. No, OK, jest strasznie i beznadziejnie, ale dla mnie to za mało na pióro.

Komunikacja przez rury. OK, ciekawy pomysł. Jak daleko niesie się dźwięk po rurach? Wydaje mi się, że szału nie ma. I nasunęło mi się pytanie, skąd te rury tam się wzięły. Kto buduje w ten sposób? Trochę życzeniowa architektura wychodzi, specjalnie pod opowiadanie.

Ale cieszę się, że wszystko dobrze się skończyło.

Babska logika rządzi!

Sorry, Winnetou, ale będę na NIE.

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Ej! Proszę mi tu nie grać na emocjach małpkami! ;-)

Babska logika rządzi!

Użyję innego argumentu: jeśli teraz znowu przeczytam: “bruce, co cię skłoniło do tej nominacji, przecież nawet Finka była na NIE?”, to się zwyczajnie pochlastam… laugh

Pecunia non olet

Zabraniam przesłuchiwania Bruce na temat pobudek nominacyjnych. ;-)

Babska logika rządzi!

laughkiss

Pecunia non olet

Ale Finkla, ja już to pisałem, w którymś z komentarzy:) To, według mnie, nie jest najlepsze moje opowiadanie :) Więc, ok :) Przyjmuje z pokorą:)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

nie jest najlepsze moje opowiadanie :)

Fakt, najlepsze z niezrozumiałych dla mnie powodów najpierw nie dostało piórka, a potem je usunąłeś z portalu… ;)

 

(Tak, dla mnie dalej numerem 1 jest Monolit)

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Tak, też tak uważam :) 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Ono jest znakomite, Bardjaskierze, właśnie dlatego, że jest w nim tyle dołujących niedopowiedzeń i tajemniczości. :) Ja się teraz boję każdej rury, każdej ściany, każdego stuknięcia. :)

Pecunia non olet

Miło mi, że opowiadanie zostało z Tobą na dłużej :) 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

O, tak. :)

Pecunia non olet

Narrator skojarzył mi się z aniołem stróżem, ale one chyba raczej nie zwiedzają sobie świata podczas snu. Pewnie więc nie chodzi o to, ale innego rozwiązania mi nie podsunąłeś, więc pozostaję ze swoimi słabymi skojarzeniami.

Ja w sumie skojarzyłem od razu z duszami. Jakoś mi się to zgrywa całościowo.

You cannot petition the Lord with prayer!

Ale nie kierowałeś się babską logiką ;)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Hmmm. Ja stoję na stanowisku, że psychopata ma duszę. Może trochę wybrakowaną, ale ma.

Babska logika rządzi!

Niesamowita historia. Wizja plastyczna, obrzydliwa, wręcz lepiąca się, ale mimo wszystko budząca sympatię do bohaterów. Jakub jest ohydny fizycznie, ale słodki w swojej bezbronności i licznych fiksacjach. 

Nie wiem czym jest towarzysz, ale i tak mnie porwał. 

Dziwności po pachy!;)

 

Piórkowo będę na TAK. 

delulu managment

Hej Ambush :) i dziękuję bardzo:). Cieszę się, że mimo dziwności ten element horroru został w historii:). A w kometarzach część czytelników sprawnie rozszyfrowała towarzyszy, jak coś :). Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Sympatyczne :)

Przynoszę radość

Hej Anet:). Dziękuję za odwiedziny i sympatyczny kmentarz:) Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

To jedno z tych opowiadań, po przeczytaniu którego zawsze zostaje we mnie żal, że już się skończyło…

Owszem opisałeś paskudne i szalenie trudne życie Jakuba, i pewnie wszyscy po drugiej stronie rur nie mieli innego, pokazałeś Kronosa, a jednak całość zakończyłeś w sposób szalenie optymistyczny, pozostawiający nadzieję na nieco lepszą przyszłość.

Bardziejaskrze, jeśli poprawisz usterki, a ufam że to zrobisz, nie pozostanie mi nic innego, jak tylko udać się do nominowalni (i nie powstrzyma mnie panuje tam spory tłok). :)

 

nio­sła za sobą ry­zy­ko, że pad­nie­my jego ofia­rą tej be­stii. → Albo: …nio­sła za sobą ry­zy­ko, że pad­nie­my jego ofia­rą. Albo: …nio­sła za sobą ry­zy­ko, że pad­nie­my ofia­rą tej be­stii.

 

A potem zwi­ja­nie szpu­li w drżą­cych dło­niach. → Można nawinąć nić na szpulę, ale obawiam się, że nie można zwinąć szpuli.

 

Pod­niósł kart­kę z szy­frem pana Tomka od na­mio­tów. → Chyba powinno być: Pod­niósł kart­kę z szy­frem pana Tomka od Na­mio­tów.

 

Kro­nos był ubogi o to­wa­rzy­sza. → Można być ubogim, ale chyba nie można być ubogim o coś.

Proponuję: Kro­nos był uboższy o to­wa­rzy­sza.

 

nie znaj­dziesz w sobie na tyle od­wa­gi… → …nie znaj­dziesz w sobie tyle od­wa­gi… Lub: …nie będziesz na tyle od­wa­żny

 

Mam przy­ja­ciół­kę o ja­sno-po­ma­rań­czo­wej bar­wie. Mam przy­ja­ciół­kę o ja­snopo­ma­rań­czo­wej bar­wie.

 

by nie stać się pa­li­wem dla ludzi ubo­gich o to­wa­rzy­szy. → …by nie stać się pa­li­wem dla ludzi uboższych o to­wa­rzy­szy.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hej regulatorzy :)

 

Jak zawsze miło mi Cię widzieć w komentarzach i dziękuję za wyłapanie błędów :). Poprawione, choć szpula i nić sprawiły mi trochę problemu. 

 

Bardzo się cieszę, że opowiadania się podobało :). Niestety dla tej opowieści nie widzę kontynuacji, a przynajmniej w najbliższym czasie. Ale może to i lepiej, niektóre historie lepiej zostawić w spokoju :). 

 

Dziękuję za nominację, ostatnio odczuwam spadek… entuzjazmu, a pozytywny komentarz zawsze trochę pomaga :) – jeśli piekło istnieje, to na bank mam rezerwacje w loży próżności :)  

 

Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Bardzie, nie śmiałabym sugerować Ci kontynuacji opowiadania – ono kończy się we właściwym miejscu i w odpowiedni sposób. Wyraziłam tylko, że żal, że to co dobre, zazwyczaj szybko się kończy. Z pewnością napiszesz jeszcze niejedno opowiadanie, a ja je z przyjemnością przeczytam. 

Przykro mi, że szpula i nici sprawiły problem, ale tego trudno uniknąć – nici lubią się plątać, a tu jeszcze pociągnęły za soba szpulkę. Ale wybrnąłeś i to się liczy.

Idę nominować! :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć, Bardzie!

Na pewno udało Ci się wykreować efektowną, niepokojącą atmosferę. Czytelnik może wczuć się w położenie bohatera i autentycznie zająć jego losem, akapity wydają się przewlekać, na pewno umiesz to osiągać znacznie lepiej ode mnie. Jednak po przejrzeniu tej warstwy pozostała treść wydaje mi się zagmatwana, stanowiąca mozaikę przypadkowych pomysłów i zachowań.

O co chodzi z tym, że Ziemia “przestała się kręcić”? Jeżeli w Twoim świecie ma “ciemną stronę”, to pewnie znaczyłoby, że obrót wokół własnej osi zsynchronizował się z obiegiem wokół Słońca, nie zaś całkiem ustał; niemniej nie ma żadnej znanej katastrofy naturalnej, wskutek której mogłoby do tego dojść szybciej niż na przestrzeni miliardów lat. Dziwne są też te rury, pozwalające komunikować się niemal jak przez telefon. Postaci regularnie wychodzą ze swoich kryjówek w poszukiwaniu jedzenia, cierpią też z samotności, nie jest zatem jasne, czemu nigdy wcześniej nie próbowały spotkać się i połączyć sił. Wydaje mi się, że w sytuacji postapokaliptycznej, ewentualnie z wyjątkiem pandemii, ocalali raczej naturalnie staraliby się tworzyć grupy. Nie wiadomo, jak Kronos wyrobił sobie opinię i urósł do rangi mistycznego zagrożenia, skoro w praktyce wystarczyło go dziabnąć śrubokrętem i czmychnął jak niepyszny. Fragment o “zjedzeniu od nóg” wydał mi się raczej groteskowy niż straszny, a ten o “ludzkim perpetuum mobile” mocno bezsensowny. Co do zakończenia, mam wątpliwości, czy w opisanych warunkach bytowych bohaterowie w ogóle zachowaliby płodność, a tym bardziej co do pomyślnego urodzenia i opieki nad dzieckiem.

Zastanawiam się, jak interpretować “towarzyszy”. Mam wrażenie, że nie są to dusze ludzkie jako takie, coś niezbędnego do istnienia samoświadomości, lecz chyba tytułowi “hodowcy dusz”, fantastyczne byty symbiotyczne, które pomagają ludziom wykształcać osobowość i rozwijać się duchowo, osiągać walory takie jak empatia czy potrzeba wspólnoty. W każdym razie nie jest to zbyt czytelne – jak patrzę na poprzednie komentarze, chyba nikt nie nazwał tego podobnie (choć może skojarzenie z dajmonami z Mrocznych materii jest zbliżone, tylko że ich utrata prowadziła do śmierci?) – i wraz z tą dziwną katastrofą astronomiczną stanowi dwa bardzo duże grzyby w krótkim barszczu.

Mam wrażenie, że pod względem redakcyjnym uczyniłeś istotne postępy, przy lekturze Twoich najnowszych tekstów potykam się wyraźnie rzadziej niż dawniej.

Noc przynosi mi tę chwilę wytchnienia, jaką psu daje spuszczenie ze smyczy.

“Tę, którą” albo “taką, jaką”.

Nie podobał mi się zimny, zły, metaliczny głos towarzysza pana Ciekawskiego ani jego długie, białe zęby.

 

Patrzyłem, jak Jakub gasi kolejne świeczki. Wyjście z domu nie podobało mi się tak samo jak mojemu właścicielowi

Spróbowałbym usunąć powtórzenie.

 

Podsumowując, Twój utwór raczej mnie zmieszał niż zachwycił, ale na pewno będę o nim jeszcze myślał. Pozdrawiam serdecznie i noworocznie!

Hej Ślimaku :)

 

Dziękuję za odwiedziny i komentarz :) To zacznę od katastrofy.

 

Sam kataklizm jest tylko pretestem do postawienia bohaterów w trudnej sytuacji, dlatego nie poświęcam mu więcej miejsca, a skupiam się na bohaterach, bo to o nich jest opowiadanie :). A skoro nie chcę opowiadać o katastrofie, to chyba bezcelowe jest tłumaczenie dlaczego i jak do niej doszło. 

 

Dziwne są też te rury, pozwalające komunikować się niemal jak przez telefon. Postaci regularnie wychodzą ze swoich kryjówek w poszukiwaniu jedzenia, cierpią też z samotności, nie jest zatem jasne, czemu nigdy wcześniej nie próbowały spotkać się i połączyć sił.

 

To chyba jest oczywiste, każdy z opisanych bohaterów jest przestraszony, boi się innych ludzi, ale też ich potrzebuje dlatego gdy Jakub zaczyna wysyłać komunikaty rurami inni zaczynają odpowiadać. Rury nie działają jak telefony, wybacz ale trywializowanie tego fragmentu powoduje, że chyba nie poczułeś opowiadania lub zwyczajnie Ci się nie podobało – co oczywiście nie jest niczym złym, czasem coś nam się zwyczajnie nie podoba :).  

 

Wydaje mi się, że w sytuacji postapokaliptycznej, ewentualnie z wyjątkiem pandemii, ocalali raczej naturalnie staraliby się tworzyć grupy.

 

No właśnie, opowiadanie jest o lękach, samotności, niepewności – bohaterowie są w ciągłym strachu. Kilka razy wspominam w tekście, że nie wiadomo co jest dalej w tunelach. Czy jest cokolwiek. Kronos też się tego boi. Tylko, że tłumaczenie tego jest, wybacz, męczące. Bo jeśli nie przekonałem Cię do tego czemu każdy z bohaterów wolał pozostać w bezpiecznym schronieniu – to znaczy, że zwyczajnie to nie jest opowiadanie, które by Cię interesowało.  

 

Nie wiadomo, jak Kronos wyrobił sobie opinię i urósł do rangi mistycznego zagrożenia, skoro w praktyce wystarczyło go dziabnąć śrubokrętem i czmychnął jak niepyszny.

 

Tu jest taka sama sytuacja ja wyżej – jak mam Cię przekonać do tego, że wszyscy się bali Kronosa, skoro Ty uważasz, że wystarczyło się postawić. To jak dyskusja na temat – czy smoki mogą latać, albo ziać ogniem :D. Jasne bohaterowie mogli się spotkać i skopać tyłek Kronosowi, ale nie o tym jest opowiadanie i uważam, że poświęciłem wystarczająco dużo znaków na to by przedstawić to w możliwie wiarygodny sposób :). Ale jak już wspominałem, jeśli klimat opowiadania Cię nie przekonał, to co ja mogę ;) Nic. Finkla twierdzi, że każdy ma dusze, tu też trudno prowadzić polemikę – to jak próbować przekonać weganina do jedzenia mięsa ;). 

 

W dalszej części komentarza tylko utwierdzasz mnie w tym, że to nie jest opowiadanie dla Ciebie – i jak już wspominałem, to jest ok :).

 

 

 

Pozdrawiam :)

 

 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Hej, dzięki za szczegółową odpowiedź! Parę razy piszesz o tym, że opowiadanie mi się nie podobało czy nie jest dla mnie. Pewnie jest w tym część prawdy, bo nigdy nie byłem fanem horrorów i czytałem ich bardzo niewiele, ale tutaj – jak od razu zaznaczyłem – Twoja zdolność kreowania atmosfery wszechogarniającego lęku wywiera dobre wrażenie i chciałbym coś z tego od Ciebie podłapać. Naprawdę poświęciłem sporo czasu na poprzedni komentarz, starając się zobiektywizować te moje wątpliwości, wskazać, co uważam za wady w konstrukcji świata przedstawionego.

Tylko, że tłumaczenie tego jest, wybacz, męczące. Bo jeśli nie przekonałem Cię do tego czemu każdy z bohaterów wolał pozostać w bezpiecznym schronieniu – to znaczy, że zwyczajnie to nie jest opowiadanie, które by Cię interesowało.  

Tylko że nie robię tego po to, żebyś się tłumaczył, absolutnie nie czuj się zobligowany. Staram się przekazać informację zwrotną, co moim zdaniem nie zagrało – ale Ty sam na pewno masz spójną wizję swojego świata i jeżeli uznasz, że inni czytelnicy, może bardziej obeznani z horrorami, odebrali Twoje intencje właściwie, to oczywiście moje uwagi przydadzą Ci się mniej. Po przeglądzie poprzednich wpisów widzę, że większość Przedmówców słusznie zachwycała się atmosferą, niekoniecznie jednak zwracając uwagę na budowę świata i przesłanie.

Sam kataklizm jest tylko pretestem do postawienia bohaterów w trudnej sytuacji (…) No właśnie, opowiadanie jest o lękach, samotności, niepewności – bohaterowie są w ciągłym strachu.

Właśnie przez ten kataklizm (którego dziwność, skądinąd, pewnie pasuje do założeń konkursu) zafiksowałem się na myśleniu, że utwór ma być opowieścią o zachowaniu zwykłych ludzi w sytuacji skrajnej. Jeżeli zamierzyłeś alegorię lęku uogólnionego i izolacji społecznej, może warto byłoby zrezygnować z pretekstowej katastrofy, nawet kosztem pozostawienia bez wyjaśnień, dlaczego bohaterowie żyją tak, jak żyją? Albo dać zakończenie w stylu Seksmisji, że wychodzą na powierzchnię i okazuje się, iż w sumie jest zielono i przyjaźnie (sceny, w których “towarzysze” przynoszą ciepło słońca, poniekąd by to antycypowały)? Oczywiście nie zdawaj się na mnie z tą oceną, nawet gdybyś przypadkiem chciał przerabiać tekst po zakończeniu konkursu, to przy propozycjach głębokich zmian konstrukcyjnych zawsze warto poczekać na opinie większej liczby czytelników.

Rury nie działają jak telefony, wybacz ale trywializowanie tego fragmentu powoduje, że chyba nie poczułeś opowiadania lub zwyczajnie Ci się nie podobało

Nie rozumiem, jak trywializowanie fragmentu miałoby to spowodować, ale postaci dają radę przesyłać sobie długie wiadomości, choć nic nie wskazuje, by wszystkie były biegłe w kodzie Morse’a czy innym znanym systemie, a w scenie, gdy Kronos pożera Tomasza, wprost słychać jego głos i jęki. Czyli owszem, rury działają jak telefony.

Finkla twierdzi, że każdy ma duszę, tu też trudno prowadzić polemikę – to jak próbować przekonać weganina do jedzenia mięsa ;). 

Wiesz: właśnie scena, w której okazuje się, że Kronos nie ma “towarzysza”, przekonała mnie, że nie odpowiadają oni po prostu duszom i trzeba szukać bardziej złożonego wyjaśnienia czy symboliki. Może się mylę, ale moim zdaniem mało który czytelnik założy, że w świecie przedstawionym istnienie duszy ludzkiej jest faktem, a jednak ktoś może duszy nie mieć i mimo to żyć, logicznie myśleć i wykazywać napęd psychoruchowy.

Pozdrawiam!

Naprawdę poświęciłem sporo czasu na poprzedni komentarz, starając się zobiektywizować te moje wątpliwości, wskazać, co uważam za wady w konstrukcji świata przedstawionego.

 

Ok :). Uważam, że nie ma sensu przekonywać kogoś do czegoś tak subiektywnego, jak – czy coś nam się podoba czy nie :). Ale masz rację, trochę uciekam od Twojego komentarza, więc porozmawiajmy :).

 

Zacznijmy od Woodyego Allena :p. To reżyser, którego się ceni lub nie ogląda – nie ma wersji pośredniej. I oczywiście osoby, które nie trawią poczucia humoru Woodyego, maja do tego prawo i nie ma sensu z tym dyskutować. Ale można porozmawiać o tym czemu Allen może się podobać :). Dla mnie to autentyczność – tak nawet w scenie wyścigu plemników do jajeczka ;). Bo komedia i horror mogą bazować na najprostszych instynktach – coś robi “bu” i się boimy lub ktoś upuści tort i śmiejemy się z jego nieporadności. Albo można rozkładać “te najprostsze instynkty” na czynniki pierwsze :). I Allen robi to na podstawie własnej osoby – daje nam wejść w swoją głowę byśmy mogli pośmiać się z jego leków i obaw, tak ja staram się zaprosić czytelnika do mojej głowy, byście poczuli lęk i obawę :). I tu jest haczyk, bo mogę próbować manewrować warsztatem, pomysłem ale ostatecznie na końcu zostaje mi lęk, który ktoś poczuje lub nie.

 

Jednak po przejrzeniu tej warstwy pozostała treść wydaje mi się zagmatwana, stanowiąca mozaikę przypadkowych pomysłów i zachowań.

Tu mnie zabolało, bo widzisz fabułą mogę jedynie sobie pomagać – jeśli czytelnik nie poczuje nic w czasie lektury, to i fabuła nie pomoże. Ale jeśli fabularnie jest coś nie tak, to czytelnik zamiast skupiać się na emocjach będzie myślał o tym, skąd ten gość ma bumerang :) Dlatego dbam o to by fabularnie było dobrze :). I tak, jedyne co w mojej ocenie może być odebrane jako brak spójności, to ten nieszczęsny kataklizm – faktycznie, może lepiej by wyszło gdybym w ogóle nie tłumaczył co się stało. Ale wtedy pewnie było by jeszcze bardziej enigmatycznie :). Właśnie dlatego traktuje go tak szczątkowo by nie rozpraszał czytelnika.

 

No to zajmijmy się światem w podziemiach. Zwracasz uwagę na nielogiczność w działaniu bohaterów. Widzisz w mojej ocenie ich zachowanie wynika z autentyczności, a nie z logiki. Jeśli ktoś interesuje się obroną cywilną, pracuje w jakiś służbach – nawet jako urzędnik, to wie jak działać w sytuacji kataklizmu. Ale większość ludzi tego nie wie, albo nawet jeśli wie, to sama wiedza jest niczym w porównaniu z realną sytuacją. Na przykład, by odstraszyć dzikie zwierzę, przeważnie, należy się nie ruszać, a w skrajnych przypadkach przestraszyć – krzycząc i wyciągając ręce nad głowę. Ma to sens, ale czy widząc 400 kilogramowego niedźwiedzia jesteś pewien, że zareagujesz prawidłowo? A przecież krzyki i unoszenie rąk nad głowę nie wydają się trudne do zrobienia :).

 

Starałem się przedstawić samotność i strach bohaterów. Jakub ma silną potrzebę kontaktu z innymi, może podświadomie czuje, że trzeba to zrobić dla bezpieczeństwa własnego i innych. Ta potrzeba jest podkreślona przez dialogi – gdzie Jakub rozmawia ze sobą ( w domyśle z towarzyszem ). I dlatego rozpoczyna wysyłanie komunikatów rurami. Zwracasz uwagę, że wiadomości są długie przypominają rozmowę telefoniczną – ale czy na pewno? Przecież sens poznajemy z ust Jakuba lub dzięki towarzyszowi, to jest nic innego jak ich interpretacja, a nie dosłowny komunikat, który otrzymali. 

Jakub stara się doprowadzić do spotkania, podkreślam to wielokrotnie, ale to nie jest wola jedynie Jakuba, inni też muszą tego chcieć. I tak pan Tomek od Namiotów, jest zbyt ostrożny. Kobieta na końcu żeliwnego przewodu, jest stara i schorowana – myślisz, że ktoś, kogo może każdy skrzywdzić, tak chętnie by szukał, w świecie bez praw i zasad, towarzystwa? Nie wydaje mi się, ale nawet ona odpowiada na komunikaty, bo potrzebuje kontaktu, świadomości, że może tam gdzieś jest ktoś “dobry”. Mamy gościa od plastikowej rury, który z kolei działa oportunistycznie, jest tym kogo mogą i powinni się obawiać pozostali – czy jest “zły”, w mojej ocenie nie, bo ma towarzysz. Sytuacja zrobiła z niego potwora, ale może w innych okolicznościach zachowywałby się przyzwoicie. I kobieta z ostatniego przewodu, która słucha, ale boi się tak, że nie podejmuje próby kontaktu, aż do końca opowiadania.

Każdy z tych bohaterów zachowuje się inaczej w sytuacji zagrożenia, czy najlepiej jakby mogli się zachować – nie. Ale czy my postępujemy słusznie na co dzień, w najprostszych sytuacjach? Nie. Odpuszczamy, udajemy, że coś nie jest naszą sprawą albo zwyczajnie się boimy reagować. Zastanów się ile razy w życiu mogłeś zareagować, podjąć działanie ale odpuściłeś. Trzeba mieć silny charakter by zawsze postępować “słusznie”, a i tak można wpaść w pułapkę i zacząć traktować własną nieomylność ponad przekonania innych ludzi i egzekwować to z pozycji siły ( nawet nie fizycznej ale właśnie charakteru).

I tak dochodzimy do towarzyszy. Czy są duszą, w mojej ocenie tak. Tylko trzeba się zastanowić czym jest dusza. Dla mnie to nasza osobowość, zbiór przekonań, obaw, wartości, słabości – wszystkiego co w nas siedzi. Więc towarzysz i Jakub to jedność. Jakub przez całe opowiadanie rozmawia sam ze sobą, poznajemy Jakub poprzez towarzysza, poznając jego myśli. Oczywiście dla potrzeb opowiadania, oderwałem towarzysz od Jakuba, jako osobny byt, ale to zabieg dzięki któremu możemy lepiej poznać otaczający Jakuba świat. Więc Kronos nie ma duszy, czyli nie ma w sobie już ludzkich cech. Strach, który paraliżuje bohaterów (którzy walczą z nim, tak jak potrafią, nawet jeśli ogranicza się to tylko do stukania w rurę) zawładnął Kronosem całkowicie, sprowadzając go do pozycji zwierzęcia – odczłowieczył, a więc sprawił, że nie ma duszy. 

I tu przejdę do ostatniego bohatera – strach. Strach ma wielkie oczy ;). Całe opowiadanie jest o tym co lęk robi z ludźmi, jak może doprowadzić do upadku moralnego, a co za tym idzie do utraty “duszy”. Bo to właśnie strach wywołuje w nas najgorsze instynkty – i o tym jest te opowiadanie, a przełamane lęku może doprowadzić do czegoś nowego – tu pacz końcówka, czy “dobrego”… Tego nie wiemy, bohaterowie przełamując strach i komunikując się ze sobą doprowadzili do własnej zguby, ale jednocześnie cześć z nich dostała szansę na nowe życie.

Napisałeś, że Kronosa wystarczyło dźgnąć śrubokrętem. W mojej ocenie nie, trzeba było zrobić coś znacznie trudniejszego, pokonać paraliżujący lęk, przed kimś, kim kieruje instynkt, stawić czoła osobie bezwzględnej, gotowej na wszystko – a było to możliwe tylko dzięki pani z zielonego przewodu, bo Jakub walczył już nie o swoje lecz jej życie. 

 

Reasumując, skupiłeś się na sprawach, w mojej ocenie nieistotnych z pozycji osoby, która w komfortowych warunkach obserwuje wydarzenia i zaczyna się zastanawiać – czemu zrobili tak, a nie inaczej. I tu jest mój błąd, bo nie zabrałem Cię w ten świat lęku. Nie udało mi się przekazać Ci tego co sam czułem podczas pisania – bo gdybym mi się to udało, to byś nie racjonalizował leków bohaterów tylko byś się im poddał. Przekładając na humor Woodyego, śmiałbyś się z jego ułomności i równocześnie zastanawiał nad swoimi, zamiast zastanawiać się czemu ten gość jest tak irytującą ofermą ;)

 

Mam nadzieję, że udało mi się, jeśli nie w całości, to przynajmniej w większość odpowiedzieć na Twój komentarz :).

 

 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Myślę, że każdy Czytelnik ma inne podejście do postapo. Tak samo, jak inne podejście może mieć – że tak tu ujmę – człowiek-bohater. :) Sytuacje ekstremalne (plus to, co się przed nimi przeżyło i czego się doświadczyło) wywołują dziwne reakcje, nie zawsze dające się przewidzieć, a – tym bardziej – ująć w karby logiki i zdroworozsądkowego myślenia. :) W moim odczuciu (wielbicielki horrorów od niepamiętnych czasów) już sama, odpowiednio stworzona i “podrasowana” sceneria postapo, dodaje smaczku klimatowi oraz wrażeniom przy lekturze. :) A tu atutów jest o wiele, wiele więcej. :) Tylko że wielbiciele horrorów na pewno mają łatwiej z wyczuciem tego specyficznego strachu i klimatu. :) 

Brat mi zawsze powtarzał po wspólnym obejrzeniu pierwszego “Obcego”: najstraszniejsze jest nie to, co widać, lecz to, co czai się w mroku, jest ledwo wyczuwalne, lecz – diabelnie groźne. ;) 

Pozdrawiam Was noworocznie! heartkiss 

Pecunia non olet

Brat mi zawsze powtarzał po wspólnym obejrzeniu pierwszego “Obcego”: najstraszniejsze jest nie to, co widać, lecz to, co czai się w mroku, jest ledwo wyczuwalne, lecz – diabelnie groźne. ;) 

Dokładnie, najbardziej straszy nas nasza własna wyobraźnia :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Tak, Bardjaskierze. :) Początkowo nikt nie wiedział, jak wygląda Obcy, przez większą część filmu zresztą – także. Był jedynie wszechobecny mrok i stojący w nim, kolejni pasażerowie feralnego statku, czujący, że “coś gdzieś tam jest”. :) 

Pecunia non olet

Ponownie dziękuję za chęć obszernej dyskusji i tłumaczeń, doceniam Twoje zaangażowanie w dialog! Tak, na pewno w znacznej mierze udało Ci się odpowiedzieć na mój komentarz i co najmniej wskazać, czym różni się nasze podejście. Sedno może tkwić tutaj:

Nie udało mi się przekazać Ci tego co sam czułem podczas pisania – bo gdyby mi się to udało, to byś nie racjonalizował lęków bohaterów, tylko byś się im poddał. Przekładając na humor Woodyego, śmiałbyś się z jego ułomności i równocześnie zastanawiał nad swoimi, zamiast zastanawiać się czemu ten gość jest tak irytującą ofermą ;)

Rzeczywiście przy jego filmach nad tym się głównie zastanawiałem… Trudno mi się powstrzymywać od tej skłonności do racjonalizowania i rozkładania na czynniki pierwsze, można powiedzieć, że to jedna z moich głównych cech jako czytelnika. Twój tekst naprawdę kusił, żeby poddać się lękom bohaterów i nie analizować, ale taki sposób odbioru wydawałby mi się powierzchowny, niedbały. Jasne, że łatwiej byłoby napisać “świetna atmosfera, szczerze się przestraszyłem”, niż rozpisywać się na całe akapity, próbując sprecyzować i naświetlić własne wątpliwości.

W zakresie pytań, powiedzmy, bardziej osobistych… Czy dałbym radę prawidłowo zareagować przy spotkaniu z niedźwiedziem? Myślę, że tak, w przypadku dzików szło mi dotąd dobrze, ale na niedźwiedzia jeszcze się nie natknąłem, więc pewności nie mam. Istotnie w moich eskapadach leśnych i górskich dużo bardziej obawiam się psów (zdziczałych, pasterskich czy po prostu puszczonych luzem), które nie mają naturalnego lęku przed człowiekiem, bez porównania częściej atakują niesprowokowane i nie ma tak prostych metod postępowania. Ile razy w życiu mogłem podjąć działanie, ale odpuściłem? Na pewno wiele razy, zdarzało się też odwrotnie – że reagowałem i może się narażałem w sytuacjach, które nijak tego nie wymagały. Nie mam nic przeciwko pogadaniu o tym, ale przyznasz, że niezupełnie tego dotyczyły moje wcześniejsze uwagi.

Napisałeś, że Kronosa wystarczyło dźgnąć śrubokrętem. W mojej ocenie nie, trzeba było zrobić coś znacznie trudniejszego, pokonać paraliżujący lęk, przed kimś, kim kieruje instynkt, stawić czoła osobie bezwzględnej, gotowej na wszystko

Tu na pewno masz rację, może nieprecyzyjnie się wyraziłem. Miałem tylko na myśli, że po lekturze nie było dla mnie jasne, w którym punkcie i na jakiej podstawie bohaterowie doszli do wniosku, że “Kronos” jest dla nich takim skrajnym, nieprzezwyciężalnym wręcz zagrożeniem.

 

W każdym razie nie chodziło mi przecież o słuszność zachowań bohaterów, lecz o ich wiarygodność. Twierdzę i podtrzymuję, że człowiek jest istotą stadną i starając się przeżyć w sytuacji skrajnej, mamy naturalną skłonność do łączenia się w grupy, kulturową jak i genetyczną, nie jesteśmy samotnie polującymi tygrysami… Czytałeś na przykład o robinsonach warszawskich? Książka Studniarka podkreśla wielokrotnie (np. strona 14, 56 i następne), że spośród nich ukrywający się samotnie byli wyjątkami, prawie wszyscy tworzyli mniejsze lub większe komórki społeczne. W sytuacji, gdy zdrada jednego z członków grupy oznaczała prawie pewną śmierć wszystkich! Nie uważam za realne, że Twoi bohaterowie drżą każde z osobna w strachu przed jednym socjopatą i dają się krzywdzić po kolei, zamiast zgromadzić dla ochrony – oraz oczywiście dla łatwiejszego przezwyciężania innych trudności bytowych. Jeżeli jednak Twój tekst nie miał mówić o zachowaniach zwykłych ludzi w sytuacji krańcowej, lecz stanowić metaforyczne studium zachowań osób dotkniętych ciężkim lękiem społecznym, to apokaliptyczny sztafaż skutecznie udaremnił mi odbiór tego zamysłu.

Co do interpretacji “towarzyszy”, rozumiem teraz Twoją ideę, po prostu wydaje mi się ona trudna do przyswojenia na podstawie samego tekstu, ale oczywiście warto poczekać na kolejne komentarze, być może dla części odbiorców jest to intuicyjne.

 

Także mam nadzieję, że tym razem udało mi się już klarownie podzielić wrażeniami z lektury i nie napisałem niechcący nic, co mogłoby zaboleć. Ponownie i wciąż noworocznie Was pozdrawiam!

Chyba tak Ślimaku, pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Dla mnie to opowiadanie było trochę dziwne i nie do końca oczywiste, ale właśnie to sprawiło, że mnie zaciekawiło. Ma świetny klimat, który wciągnął mnie od pierwszych zdań i sprawił, że chciałam wracać do tekstu, żeby spróbować go rozgryźć na różne sposoby. Ta niepewność i subtelna dramaturgia naprawdę trzymają w napięciu.

 

Bardzo podoba mi się styl  – jest lekki, a jednocześnie przemyślany. Nie wszystko jest podane na tacy, co lubię, bo dzięki temu sama mogę tworzyć sobie obrazy i interpretacje. Odczułam sporą satysfakcję czytelniczą smiley

 

Betweenthelines

Hej be­twe­en­the­li­nes :), dziękuję za odwiedziny. Bardzo się cieszę, że opowiadanie się podobało i wciągnął Cię klimat tekstu. Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Nowa Fantastyka