Pierwszy stycznia, czas więc na refleksje noworoczne.
A może i postanowienia?
Pierwszy stycznia, czas więc na refleksje noworoczne.
A może i postanowienia?
Leżałam w płytkim pisarskim grobie
Na pustyni bezsłowia
Na pustyni milczenia
Gdzie nic nie powstaje
i nic nie jest zapamiętywane
Dziesiątki podobnych do mojego
Płytkich dołów, szarych trumien
Jednakowych nagrobków
nieruszonych dłutem
Wątły był nasz płomień
Zgasł od najlżejszego podmuchu
Pozostały nam proch i popiół
i cisza
Leżałam w płytkim pisarskim grobie
Pod pustą kamienną płytą
Bez nazwiska czy daty urodzenia
ani śmierci
A jednak ktoś
Znał moje imię –
Ktoś pamiętał
Ktoś czekał
Na tej pustyni
Za wcześnie było na nagrobek
Sama się złożyłam do dołu
A może czas przemówić
i wstać
Witaj. :)
Z początku utwór jest mocno przytłaczający i – nomen, omen – dołujący, potem jednak daje nadzieję i w sumie kończy się pozytywnie. :)
Nigdy nie należy się poddawać. ;) Trzeba wierzyć w siebie. ;)
Do Siego Roku, Anonimie, pozdrawiam serdecznie, klik. :)
Witaj!
Moim zdaniem to ładna refleksja noworoczna, trochę korzysta z utartych klisz, ale niektóre frazy trafiają głęboko (zwłaszcza “Gdzie nic nie powstaje / i nic nie jest zapamiętywane”). Nie czuję się znawcą nowoczesnego wiersza nieregularnego, ale wydaje mi się, że masz tutaj jakieś próby świadomego kształtowania rytmu, chociaż trudno byłoby mi je opisać.
Gdyby nie znajomość jednej czy dwóch portalowych sztuczek, nie miałbym szans odgadnąć Twojej tożsamości. Wciąż jestem tylko na 99% pewien, ale już wiem, że mój pierwszy typ był kompletnie błędny. Jak najbardziej jestem za tym i proszę, byś przemówiła i wstała: na pewno masz nam wiele do powiedzenia, poza tym podobno zbliża się Mityczna Nowa Wersja i doświadczeni użytkownicy bardzo się przydadzą.
Pozdrawiam,
Ślimak
P.S. Malutka odpowiedź liryczna…
Pytałem o jej grób. Mówili mi: srebrzysty
cmentarzyk jest w pustyni, gdzie nikt nie zagląda
oprócz może turysty, lecz mapę wpierw zgłęb:
tam tylko piach nonsensu w powietrznych płynie prądach,
na słupie siada sęp, na sępie siada słup.
Wziąłem sześć litrów wody i kilka czekolad…
Po całodziennym marszu dotarłem tam. Nie umiem
zgadnąć, gdzie ona leży wśród identycznych trumien,
więc stoję jak turysta, jak niepyszny małolat.
Wtem jedna z srebrnych pokryw uniosła się jawnie
i z pustej jamy świetlik wiódł mnie w mrok pustyni,
aż zaszliśmy do puszczy. Leśna gospodyni
(hipopotamy dwa zza drzew widziałem i lwa)
rozpoczyna opowieść. Słucham jej jak dawniej.
bruce, dziękuję ślicznie <3 szczęśliwego Nowego Roku! Dobrze widzieć, że wciąż gościsz tu na portalu, Twoja obecność zawsze była niesamowicie pozytywna :) No i prawda – trzeba w siebie wierzyć, ale z tym bywa ciężko, i to częściej niż czasem, niestety.
Ślimaku Zagłady, ach, nic się nie ukryje przed portalowymi detektywami :D Wolałam opublikować anonimowo, na wypadek, gdyby wiersz okazał się kompletną grafomanią i był wstyd :D Z przyjemnością przeczytałam liryczną odpowiedź – mam nadzieję, że istotnie rozpocznę znów opowieści… Wiersz zatytułowałam “Za wcześnie”, teraz pozostaje tylko liczyć na to, że nie jest za późno ;)
zbliża się Mityczna Nowa Wersja
Nie może być! Tak jak ze szkołą, ledwo się ukończy edukację i opuszcza gmach, a zaraz rusza generalny remont ;)
Pozdrawiam, Anonimie, i także dziękuję. 