Profil użytkownika


komentarze: 45, w dziale opowiadań: 43, opowiadania: 18

Ostatnie sto komentarzy

Hmmm starałem się tak pisać, żeby dało się przeczytać bez potrzeby googlania tych wrzutek. Ale jeśli to lubisz, to spoko :)

Oczywiście, że bez problemu można przeczytać to bez googlowania. Ja po prostu jestem ciekawski. Nawet filmy w domu tak oglądam. Coś mnie zaciekawi zatrzymuję i sprawdzam. Później mogę zapomnieć i coś mi ucieknie. 

Dla mnie to zaleta tekstu, kiedy czegoś mnie uczy. Schuma, to temat, który bardzo mnie zainteresował. Czytając wiedziałem, że to jakieś zbrodnicze jednostki wojskowe, ale musiałem sprawdzić o co dokładnie chodzi. Ostatnio interesuję się tamtym okresem i każda nowa informacja mnie cieszy. 

 

 

Za…e :) Mega fajne opowiadanie. Na pewno nie idealne, ale ja nie jestem redaktorem, więc nie będę ci nic radził. 

Uwielbiam moment, kiedy czytając muszę co jakiś czas zerkać do google, aby sprawdzić informacje. Może komuś to przeszkadza w czytaniu, mi absolutnie nie. Schuma, hanabo, klan Tokugawa, hakama, mino, chąśnik – sprawdzałem o co chodzi. Hanabo wyjaśniłeś, ale nie mogłem się powstrzymać czytając. 

To nie jest tak, że opowiadanie mnie nie wciągnęło, googluję czytając Mastertona, albo Kinga, więc jesteś w dobrym gronie. 

Trochę mnie początek wystraszył, bo niedawno czytałem Chłopki i nie chciałem obrazu jakichś zwyrodniałych praktyk, ale na szczęście opowieść poszła w inną stronę.

Fabuła jest fajna, a czy coś zgrzyta? Nie zwracałem uwagi. Bawiłem się coraz lepiej z każdym kolejnym akapitem. 

No i zakończenie ładne.

Perfect.

 

Pojazd szynowy powoli wytoczył się z tunelu

Troszeczkę patosem trąci ten pojazd, ale zobaczymy, co będzie dalej.

Rzeczywiście niech będzie pociąg.

 

 Mimo że dzielnica Folkestone nic się nie zmieniła i wciąż była zapadłą dziurą, cuchnącą wodą z kanału La Manche – to było miejsce jego urodzenia.

A dlaczego miałoby się to wykluczać? Czy po prostu kalkujesz angielską konstrukcję? Może tak: Dzielnica Folkestone nic się nie zmieniła i pozostawała zapadłą dziurą, cuchnącą wodą z kanału La Manche – ale to było miejsce jego urodzenia.

Rzeczywiście tak lepiej brzmi. Zaczynam mieć wrażenie, że rzeczywiście mam problem z angielską konstrukcją.

 

Jego usta i nos zasłaniała maseczka filtrująca

Anglicyzm: Usta i nos miał zasłonięte maseczką filtrującą.

wrócić do swojego biura w tunelu

????

 

Lepiej: do mojego biura (bo zdanie jest z perspektywy Taylora).

Rzeczywiście

 

gardził Calais i Folkestone, a tym bardziej terenami poza SeaMare

Czy można gardzić terenami?

Nie wiem. Może i rzeczywiście to głupio brzmi. Uwaga do przemyślenia na przyszłość.

 

Raport, który trafił do skrzynki Williama, był bardzo skromny.

Hmm. Raport mógłby być zwięzły, lakoniczny, skąpy – ale skromny?

Słusznie. No i ten przysłówek też nie potrzebny. Był lakoniczny – wystarczy.

 

zagłębiać w analizę śmierci

Hmm? 

Rzeczywiście, hmm… ????

 

 technika, żyjącego ponad trzysta kilometrów od stolicy

Anglicyzm. Mieszkającego.

 

Przesłuchanie ma być na żywo (…) Pokaż to. Daj haczyk wyobraźni. I szyk: można było to załatwić (nie dawaj enklityk na miejsca akcentowane). 

Ok, tu się muszę „zagłębić w analizę”.

 

wiedział, że inspektor tego nie oczekuje

Mmmm, no to co?

No nie wiem. Po prostu do przemyślenia na przyszłość.

 

 przeglądać wyświetlacz

Nie przegląda się wyświetlacza, tylko wyświetlone na nim treści. Może: zajął się wyświetlaczem?

 

 Olbrzymi krater, otoczony gruzowiskiem, z którego co chwilę unosiły się kłęby kurzu poruszane wiatrem, przypominał Williamowi, do czego doprowadziła dawna cywilizacja.

Niezłe, obrazowe, tylko zaraz to psujesz smrodkiem dydaktycznym o dawnej cywilizacji.

Może, ale to jest ważne. Tu właśnie jest błąd w tłumaczeniu świata. Ważne na przyszłość.

 

Później pojawiły się już tylko puste przestrzenie i pola usiane farmami wiatrowymi. 

Hmm? Pola mogły być usiane wiatrakami (farma wiatrowa to właśnie pole usiane wiatrakami), ale – puste przestrzenie? Czyli co?

Zmieniam to. Dzięki.

 

domyślał się, że mina Taylora nie wyraża radości

Może ciut konkretniej?

 

Nie zachował należytej uwagi i tyle.

Nie pasuje do raczej kolokwialnej reszty wypowiedzi, chociaż w ogóle ton tekstu trochę się kłóci z brudnym cyberpunkiem świata przedstawionego.

 

 

tak bardzo ceni procedury

Ceni? Trochę słabe słowo. Tak uwielbia procedury?

 

 

Budynek okazał się dużo bardziej przestronny niż sprawiał wrażenie z zewnątrz.

Trochę niezręczne zdanie. Hmm. Może: Budynek okazał się dużo bardziej przestronny niż z zewnątrz wyglądał.

maksymalne wykorzystanie przestrzeni

Hmm. "Maksymalnie wydajne wykorzystanie" by aliterowało…

Poprawiłem nieco.

 

Według niego był sumiennym i pracowitym technikiem z kilkuletnim stażem.

Staż nie zależy od zdania kolegi z pracy.

 

Wyszedł na zewnątrz gondoli, aby sprawdzić mocowania wiatromierza i spadł. 

Wyszedł na zewnątrz gondoli, żeby sprawdzić mocowanie wiatromierza, i spadł.

stwierdził O'Shea

W zasadzie poprawne, ale "stwierdził" jest nadużywane.

 

– A czy tobie zdarza się działać w podobny sposób? – zapytał Taylor.

Nienaturalne, poza tym niby akcja rozgrywa się w Anglii, ale piszesz po polsku i obowiązują Cię polskie normy uprzejmościowe: – A czy panu się to zdarza? – zapytał Taylor.

 

 

Podczas przesłuchań Fernandez i Clarke potwierdzili niemal dokładnie słowa O'Shea.

A kiedy indziej mieli? Przesłuchiwani po nim Fernandez i Clarke niemal dokładnie potwierdzili słowa O'Shea'y.

 

odparł z kpiną w głosie Taylor

Nie wiem, po co wszyscy dopisują to "w głosie". A tu wystarczy: zakpił Taylor.

Słusznie ????

 

uprząż bezpieczeństwa nie była rozpakowana

… w ogóle?

 

Szkoda tylko, że przez przeklętego Lefevre’a muszę spać na twardym łóżku, w jakimś baraku i tracić czas.

Mam na co dzień styczność z marudami i oni tak okrągle nie mówią :)

 

 

by kontynuować sen

Bardzo sztuczne – nie wysilaj się na książkowe słowa, bo to rzadko kiedy daje dobry efekt.

 

Obudziły go silne ramiona Patricka O'Shea, krępujące jego ręce.

Autonomia części ciała, uważaj na to. Ponadto: krępujące mu ręce.

Słuszna uwaga.

 

William nic z tego nie rozumiał, szarpał się, ale O'Shea był zbyt silny, natomiast Fernandez i Clarke bardzo sprawnie zakładali węzły.

Ja też nie rozumiem. "Natomiast" oznacza przeciwstawienie, którego tu nie widać https://wsjp.pl/haslo/podglad/7767/natomiast 

 

 

Na szczęście pomylił się. Taylor siedział pod ścianą jadalni, związany podobnie jak on. Williama rzucili obok. Uderzenie o twardą podłogę było bolesne.

Zapewniasz. Każdy wie, że boli, kiedy człowiek walnie w coś twardego. W ogóle warto rozwinąć te kilka zdań, bo są strasznie suche.

Nie wiem, czy będę jeszcze na tym tak szczegółowo pracował, ale tnę uwagę o bólu. To zabawne jakie pierdoły umieszczam w tekście i po kilkukrotnym przeczytaniu nadal tam zostają.

 

 

Will, niestety miałeś dobre przeczucie.

Tylko wyjątkowy twardziel konwersuje w takiej sytuacji z kolegą, jakby pili herbatkę.

Taylor miał sprawiać wrażenie gościa, któremu się wydaje, że nic mu nie grozi, bo technicy się po prostu poddadzą. Widzę, że rzeczywiście to głupio wygląda w tym momencie. Niedopracowane.

 

Grozi wam od dziesięciu lat wzwyż. Zacznijcie od teraz współpracować.

Ale to już albo jawne kozaczenie, albo zupełne niezwracanie uwagi na rzeczywistość.

Rozkładam ręce :/ 

 

– To nie była potrzebna deklaracja – odparł O'Shea. – Chyba zwariowałeś ,inspektorze, grożąc nam w tej sytuacji. 

Bardzo nie po polsku i nienaturalnie. Hmm: – Źle pan robi, inspektorze, grożąc nam – ocenił O'Shea.

Fajne zdanie.

 

 

 

Aos Si dostanie kolejne niezaplanowane ofiary.

"Kolejne niezaplanowane" sugeruje, że było ich więcej.

Poprawiam, też na dostaną. Przecież to nie jedna istota.

 

Jak się wytłumaczycie? Wciąż macie szansę na przeżycie.

Rym.

Hip hop ???? poprawiam.

 

 

Ofiara ze sceptyków może będzie smakować lepiej.

Sceptyk i ateista – to nie to samo.

To prawda, ale czy ma to znaczenie w tym kontekście? Tak czy inaczej, poprawiam.

 

Podróż na szczyt turbiny była nadzwyczaj ciężka, poza tym, że musieli pokonać ponad 100 metrów, wciąż mieli związane ręce. 

Zaraz podróż. Liczebniki słownie i nie zapewniaj, a pokazuj: Wspinaczka na szczyt stumetrowej turbiny, ze związanymi rękami, nie należała do łatwych.

Fajne zdanie.

 

więzy poluzowali im na tyle, aby mogli się chwytać szczebli drabiny

Kto poluzował? Gramatycznie?

Tu mi wszystko się zaczęło rozjeżdżać. Na razie po prostu wytnę. Muszę to jakoś sensownie poprawić.

 

William cały czas zastanawiał się, jak się oswobodzić, ale nic nie przychodziło mu do głowy, zwłaszcza że w wieży było dość ciasno.

Pokaż to. Daj spokój zbędnym szczegółom (w wieży było ciasno) albo wykorzystaj je do zrobienia atmosfery (niech, np. te ściany wąskiego korytarza napierają na niego, powodują klaustrofobię).

Ok. Coś z tym zrobię.

 

 

Inną opcją było poddać się i zginąć, spadając z wysokości.

Opcją? To ile on ma tych opcji?

Rzeczywiście, zbędne zdanie.

 

 Młody konstabl usłyszał dźwięki walki. 

Konkretniej!

Młody :D Już coś poprawiam.

 

Technik chwycił go za łydkę.

Po co? Są na drabinie, może go najwyżej ściągnąć w dół.

William próbował go kopnąć, ale mężczyzna okazał się nadzwyczaj silny.

Hmm?

 

Kiedy w otworze prowadzącym do gondoli 

W otworze gondoli. Otwór donikąd nie prowadzi.

 

, William się poddał.

Czyli co? Zamarł?

 

William zaczął się wspinać ponownie.

Angielski szyk: William ponownie zaczął się wspinać.

 

To nim pozbawił inspektora przytomności.

Zbędne, lepiej pokaż inspektora leżącego na podłodze.

 

Byli ściśnięci, co jeszcze bardziej utrudniało ruchy skrępowanemu konstablowi. Hałas łopat i drżenie całej konstrukcji przeszkadzały w zebraniu myśli.

Pokaż to (wiem, wiem, to się łatwo mówi). Zaczynaj od tego, co bohater zauważa jako pierwsze, co jest najbardziej widoczne albo odczuwalne.

 

 

 

 

 

 

 odbił się tylko i usiadł na dachu

Hmm? Jak on to zrobił?

Heh. Do przemyślenia.

 

Po kilkunastu sekundach odzyskał spokój.

Osiągnął nirwanę, znaczy :) A może ochłonął? Krew przestała mu zalewać oczy? Tętnić w uszach?

 

Po chwili z otworu w dachu wyłoniła się głowa O'Shea. Zobaczył, co się stało, i wrócił do środka.

Kto zobaczył? Bo ostatnim podmiotem rodzaju męskiego był William.

Dzięki. Nienawidzę tego, a to się zdarza nie tylko w opowiadaniach na portalach literackich, ale w książkach, które można kupić. Jeszcze pół biedy, kiedy to jest książka drukowana, ale jeśli audiobook, to czasem się gubię.

 

 

Policjant mógł…

Dynamiczna scena, więc trzeba ją odchudzić: Policjant rozejrzał się w poszukiwaniu ostrej krawędzi. Zaczepy klamer uprzęży bezpieczeństwa mogły się nadać, było ich kilka na środku gondoli. Kucnął przy najdalszym od włazu i zaczął piłować sznury, którymi związano mu nadgarstki. Kątem oka zerkał w stronę wyjścia.

 

 

Zrobił kilka kroków, uklęknął i odpiął klamrę, aby zamknąć ją na kolejnym zaczepie, w ten sposób zmniejszając dystans do policjanta. 

To ma być takie spowolnione?

Niby nie. No, ale chodzi o to, że chcę napisać tak, aby to wyglądało realistycznie, a później wychodzi tak jak wychodzi. Cała scena mogłaby być całkowicie przebudowana, ale cóż… Wyszło jak wyszło.

 

 

 Kiedy O'Shea się zbliżył, jedną ręką chwycił go za nogę i zaczął nią szarpać, w drugiej trzymał klucz, którym się zamachnął.

Karkołomne. Hmmm. Musiałabym to sobie odegrać, a piszę to w biurze.

:D

 

Jedną rękę wsunął pod uprząż na piersiach technika, a drugą zamachnął się na mężczyznę.

Hmm?

No właśnie. Jak to opisać, aby wyglądało tak jak wygląda w głowie. Nieprzemyślane.

 

Ten zablokował cios i pchnął go, ale policjant za pomocą uprzęży był złączony z O'Shea

Hmmmm. Ten zablokował cios, pchnął, ale uprząż wiązała ich ze sobą.

Dobre zdanie.

 

Musiałby go obezwładnić, aby wysunąć jego rękę spod ciasno zapiętych pasów.

Hmmm.

No i jak to dobrze opisać? Może kiedyś mi się uda. Do przemyślenia.

 

Później uderzył jeszcze dwa razy. 

A może tak: Uderzył znowu. I znowu.

 

William oddychał jeszcze przez chwilę

To dobrze, żeby żyć, trzeba oddychać ;)

:D

 

 

Nie było to proste – ciało technika było ciężkie, a William nie miał doświadczenia z uprzężą bezpieczeństwa na turbinach wiatrowych. Poza tym śpieszyło mu się i był w ogromnym stresie. 

Pokaż to. Ciężkie ciało, trzęsące się ręce, wszystko dookoła dygocze. Więcej zmysłowych szczegółów, po prostu.

 

Skupił się na czynności i postanowił nie myśleć o kolejnym przeciwniku.

Zbędne. Znacznie lepiej wypadłaby scena, w której mu się ledwo udaje.

 

Ostatecznie stanął w pełnej uprzęży, przypięty do uchwytu, spoglądając na martwego O'Shea.

Który w ogóle nie spadł?

No tak, a jest sugestia, że spadł? Zrzucił Fernadeza, a O’Shea, był przypięty pasami. Jeśli to nie wynika, to mój błąd. Muszę po tych wszystkich poprawkach, które nanoszę jeszcze raz to przeczytać.

 

William poczuł ulgę. 

Nie zapewniaj mnie o uczuciach bohatera. Pokaż je. Poza tym – ulżyłoby Ci w takiej sytuacji? Lepiej wiedzieć, gdzie jest wróg.

 

Przez chwilę był sam i pozwolił sobie na emocję.

Nie zapewniaj mnie o uczuciach bohatera. A już zdecydowanie nie podkreślaj tego tak mocno, bo wychodzi bardzo sztucznie.

Tak, bo już pędziłem aby zakończyć.

 

Jako najmłodszy inspektor w SeaMare będzie miał trudność ze zdobyciem autorytetu wśród podwładnych, z których wielu będzie starszych od niego.

Autorytetu się nie zdobywa, ale jak to zdanie przeformułować, hmm.

 

Został szefem zespołu zajmującego się likwidacją sekty Aos Si jedynie dlatego, że sprawa nabrała medialnego rozgłosu, a przełożeni uznali, że w policji przyda się nowa gwiazda. 

You kill it, you bought it? 

William jednak wierzył, że wykorzysta okazję i nie będzie jedynie pionkiem w grze między wydziałami. 

Grunt to optymizm :)

 

Zastanawiałem się nad każdą uwagą, nie wszystkie skopiowałem. To co uważam za szczególnie interesujące pogrubiłem. Większość poprawek naniosłem, bo uważam, że są dobre, albo oczywiste, ale oczywistości tu nie wklejałem. Bardzo dużo materiału do przemyślania. Aczkolwiek uważam, że głównym powodem, też, że opowiadanie wygląda tak jak wygląda był mój pośpiech. Dawno nic nie publikowałem, a w Nowej Fantastyce to chyba ostatni raz w 2012, więc chciałem jak najszybciej coś wrzucić. Co było błędem. 

Jestem przekonany, że mogłem jest napisać znacznie lepiej. Natomiast, niektóre uwagi, twoje i innych najprawdopodobniej by mi nie przyszły do głowy. Wezmę je pod uwagę. 

 

Niektórych rzeczy nie zmieniłem, bo wymagają większej pracy, nie wykluczam, że w ramach ćwiczeń popracuję nad nimi.

 

Dziękuję za bardzo dużo poświęconego czasu. 

 

Pozdrawiam. 

Czy właśnie zniszczyłem to, o co starali się moi przodkowie? Czy sprowadziłem na ludzkość zagładę? – Nie.

 Najwidoczniej ludzkiej natury nie da się tak łatwo zmienić. A może August posiadał tylko mutację, której nie przekaże kolejnym pokoleniom, bo zostanie aresztowany? Obstawiam opcje numer jeden, ludzie pozostali ludźmi.

 

Kapitalne opowiadanie o ludzkiej naturze, o literaturze i bezduszności systemów władzy. 

Poza tym uwielbiam koncept archeologów z przyszłości.

 

Bardzo szybko się czytało. 

Dla mnie rewelacja. 

 

Pozdrawiam

 

Dobrze, że laser trafił w bioniczną część. – ja bym zmienił na promień lasera. 

Jak dla mnie ten sposób zapisywania dialogów jest męczący. 

 

Myślę, że jest tu bardzo dużo informacji w bardzo krótkim opowiadaniu. Świat może jest ciekawy, ale chyba to trzeba rozbudować. 

Pozdrawiam. 

chalbarczyk – dzięki za kliknięcie i za uwagi. Chociaż ktoś wspomniał, że mało tu kryminału w kryminale i chyba miał rację. Zresztą ty też na to zwracasz uwagę. Chociaż czy nie byłoby lepiej, pozostawić pytanie “kto zabił?” dłużej bez odpowiedzi? 

 

Kolejny tekst będzie znacznie lepszy pod względem konstrukcji. 

 

Pozdrawiam. 

 

Tarnina – sęk w tym, że jeśli my nie znamy tego świata, to oczywiste nie jest oczywiste dla nas i możemy się pogubić. – Dlatego zgadzam się, że mogłem pewne rzeczy wykonać lepiej. 

Chyba jak większość lubię pisać takie teksty, jakie lubię czytać. Rzeź w Blaviken – Sapkowskiego, to coś co mi się przypomina, a co jest idealne pod tym względem. Niby mamy fantasy, a tu nagle jakieś eksperymenty, mutacje itd. A dla wszystkich postaci to jest oczywiste i Sapkowski nie musi robić ekspozycji.

Oczywiście to mistrzostwo Sapkowskiego i jego redaktorów, tylko się uczyć. 

 

A teraz przeglądam resztę twoich uwag. Wydają się bardzo ciekawe. Zwłaszcza anglicyzmy, nigdy się nad tym nie zastanawiałem, bo chyba nigdy nikt mi nie zwrócił na to uwagi. 

 

AdamKB – rzeczywiście mogłem poinformować, że to jest nawiązanie do powieści, którą piszę. Właściwie przedstawienie jednej z postaci.  

 

Natomiast uważam, że nie trzeba w pełni wyjaśniać świata, w którym dzieje się akcja. Na pewno mogłem to napisać lepiej, ale sama koncepcja, aby wrzucić czytelnika do jakiegoś uniwersum bez wyjaśniania wszystkiego jest według mnie, ok. Historia jest pisana z perspektywy Williama, więc dla niego wojny, które rozdarły Europę i Azję są oczywiste. Zwraca uwagę na rzeczy, które go ciekawią. 

Aos Si nie są wymyślone przeze mnie, ukradłem je z mitologii celtyckiej, a skoro Celtowie składali ofiary z ludzi, to dlaczego nie mogą ich składać dla Aos Si?

 

Być może podałem za mało tu informacji o świecie, w którym dzieje się akcja, albo popełniłem jakieś inne błędy narracyjne. Niemniej uważam, że niedopowiedzenia są w porządku.

 

Dziękuję za komentarz i pozdrawiam :)

 

 

 

 

 

GalicyjskiZakapior, poprawiłem. Dzięki za komentarz. 

Rzeczywiście przesadziłem z oszczędnością, chyba chciałem być zbyt zwięzły. 

 

Pipboy79, kolejny komentarz, który zwraca uwagę na brak przemyśleń bohaterów. Ok :)

 

Świat jest bardzo rozbudowany. Jeśli chodzi o kulty w tym uniwersum, religijność, a zwłaszcza negatywne podejście władz miast do niej, jest jednym z istotnych elementów. William jest bohaterem drugoplanowym w powieści, którą piszę, postanowiłem go pobocznie rozbudować. 

 

BosmanMat, kolejna uwaga, o zwięzłości, wezmę to koniecznie pod uwagę. 

Ciekawy komentarz odnośnie wciśnięcia dialogu – do przemyślenia.

Konstabl – też lubię takie drobnostki, w celu zaznaczenia, że chodzi o konkretne miejsce. Natomiast wstawiłem też nazwiska pochodzące z różnych nacji, aby pokazać, jak ten świat jest międzynarodowy. 

 

regulatorzy, dziękuję za komentarz. Poprawki naniosłem. Zgadzam się, że mogłem bardziej rozbudować całe śledztwo. Kolejna uwaga tego typu. Trzeba wziąć to pod uwagę. 

 

Dużo komentarzy. Do wszystkich się oczywiście odniosę. Do uwag Tarniny, na końcu, bo jest ich sporo, więc potrzebuję na to czasu. 

 

Dziękuję za wszystkie. 

Witaj TomaszuObłudo i gratuluję debiutu na forum. – Zasadniczo to nie debiut. Bo moje ostatnie opowiadanie pojawiło się tu w 2012 i było strasznym gniotem. No, ale można powiedzieć, że po tylu latach, to jest debiut. 

 

Muszę się zgodzić, że opowiadanie jest dość pospiesznie poprowadzone, nie ma momentu oddechu, epilog też mógłbym lepiej rozbudować, ale jest jak jest. Jeśli kolejny raz coś opublikuję, będzie lepiej dopracowane. 

 

Dziękuję, za wszystkie techniczne uwagi. Chętnie je naniosę, aby innych mniej tekst uwierał. 

 

Pozdrawiam was również. 

Bardzo fajna i aktualna opowieść. Gdybym nie czytał informacji, o czym utwór jest, to bym nie pomyślał, że nie chodzi konkretnie o podejście naukowców, ale ogólnie o politykę i zarządzanie państwem. Eksperymentowanie na społeczeństwie. Pojawia się nowy problem, to wymyślamy jakiś prosty sposób i będziemy go stosować do usranej śmierci. Bo to przecież musi działać, na chłopski rozum, w tym wypadku rozum naukowców. 

Smok to zwierzę, zwierzęta się boją naturalnych wrogów, innej opcji nie sprawdzimy, bo przecież tak to musi działać. Niskie podatki wszystko rozwiążą/wysokie podatki wszystko rozwiążą, ostre kary wszystko rozwiążą/resocjalizacja wszystko rozwiąże. 

Twoje opowiadanie, masz swój zamysł, ale ja tu widzę właśnie takie ideologiczne zacietrzewienie władz. Coś sobie wymyślili, a jeśli nie działa to wszystko inna należy zmienić, a nie metodę. 

Brakowało tu jeszcze sondaży, gdzie król się dowiaduje, że obywatele jednak lubią smoki i państwo zaczyna smoka dokarmiać. Albo w innej opcji, marsze przeciwko smokom, stop smokizacji królestwa. Smok to agenda z obcego królestwa, albo smok jest karą za grzechy. Z innej strony, smok też ma swoje prawa i należy go zrozumieć, to nie jego wina, że żyje po smoczemu. Do wyboru, do koloru.

 

Bardzo fajny tekst, skoro wzbudza tyle emocji. Zabawny, a jednocześnie smutny. 

Wydaje mi się, że to jest bardzo skomplikowane uniwersum. To znaczy pewnie da się to napisać prosto, ale wtedy jest ryzyko dziur i nieścisłości. Jeśli potrafisz stworzyć opowieść w tym świecie, która będzie zrozumiała i zamknie się w opowiadaniu, to będę pod wrażeniem. Ja bym tu widział powieść i to dość długą; najlepiej cykl. 

Pomysł mi się wydaje ciekawy zwłaszcza w tej formie, z jakiś specjalnymi służbami itd. Ciekaw jestem jakie miałeś inspiracje. 

Pozdrawiam 

 

Wydaje mi się, że to jest bardzo skomplikowane uniwersum. To znaczy pewnie da się to napisać prosto, ale wtedy jest ryzyko dziur i nieścisłości. Jeśli potrafisz stworzyć opowieść w tym świecie, która będzie zrozumiała i zamknie się w opowiadaniu, to będę pod wrażeniem. Ja bym tu widział powieść i to dość długą; najlepiej cykl. 

Pomysł mi się wydaje ciekawy zwłaszcza w tej formie, z jakiś specjalnymi służbami itd. Ciekaw jestem jakie miałeś inspiracje. 

Pozdrawiam 

 

Bardzo ładne malowanie słowami. Chociaż niewiele się działo, czytało mi się lekko i przyjemnie, a takie budowanie narracji to duża umiejętność. Szkoda, że tyle tu tajemnic, bo chętnie bym lepiej poznał bohaterki opowiadania, ale wiem, że taki był zamysł. 

 

Bardzo fajny pomysł. Szkoda, że utwór jest taki krótki. Rozumiem konwencję, szkoda jednak, że nie rozbudowałaś go nieco bardziej. Może więcej interakcji z Prokrustem. Oczywiście mam świadomość, że to w rzeczywistości tylko symboliczna postać, która ma pokazać walkę sportowca o odzyskanie sprawności, ale i tak bym chciał nieco więcej, bo czyta się dobrze. Pozdrawiam 

:) Pierwszy raz chyba mam taki komentarz :) w życiu :) A pisałem prawie zawsze dłuższe :) opowiadania :)

Przyznam szczerze, że pomijając kwestie upodobań i gustów, to dla mnie dotkliwa porażka :/

Co mi pozostaje? Przeanalizować konstrukcję i więcej tak nie pisać. Właściwie dużo tu nie trzeba analizować, błędem jak widzę był wybór formy, a tematyka też podejrzewam interesująca dla mniejszości. heh

Mhm, tak mówisz z tym dialogiem wewnętrznym? Może być bo nigdy nie przapadałem, za takim typem narracji. I może rzeczywiście jest przez to zbyt rozlazłe, zbyt dużo słów. Mi ciężko ocenić. Zobaczę co mówią inni, ale tak czy siak, to już powód do zastanowienia.

Fragment czegoś większego? Mhm, mi się wydawało, że i tak jest długie, jak na to co miałem napisać.

Co do końcówki. Ja osobiście tego typu zakończenia kocham. Wiem, że wielu ludzi takie coś wkurza, ale no przecież tak czasem musi być. W sumie jak miałbym kogoś zachecić, do przeczytania, to bym powiedział - stary, tekst może ci się nie spodobać, ale końcówka, jest fajna.

Ale co zrobić, rzecz gustu.  

Masakra, wrzuciłem normalnie. Ten edytor tak dziwnie działa. Dobrze, że jeszcze mogę poprawić. Nie no dialogi są normalnie, tylko mi tak dziwnie zapisało ;/

Aha dzię :D za komentarz. Poprawiłem. Bo uwagi rzeczywiście słuszne. Fajnie, że się podobało. Mi bardzo brakuje tego rodzaju s-f przynajmniej w filmach. 

Serio? Przypomina "Przetrwanie" - no to może zmęczę ten film do końca. Kiedyś go próbowałem oglądać, ale nie dałem rady. Poprawki wezmę pod uwagę. 

Ile, samo opowiadanie około 2 tygodni, ale praca nad nim z miesiąc  :D trochę zmieniałem itd.  Dzięki wielkie :)

Ta ocena się nie liczy, niechcący kliknąłem w ocenę. I wyszło mi sześć. Nie oceniam sam swojego tekstu. Jakoś głupio wyszło. Informuję, żeby nikt się nie sugerował, że ktoś oceniał ten utwór na sześć. A chyba się nie da tego cofnąć, więc ;/ 

Tzn, mogło być pięknie gdyby ten tekst był dobrze napisany, podstawowe błędy w konstrukcji fabuły, które sprawiają,że akcja nie jest tak wartka jak być powinna. I to mnie boli. Ehhhhh :( 

"Nie no, ostatnie zdanie to idiotyzm nad idiotyzmy" - ok. ;/ "ale faktycznie, jeszcze dużo roboty" - tzn? Można rozwinąć?

Co do resty komentarzy?Co mam pisać? Chyba nic.

Czy ja się kłócę z komentarzami? Sami zobaczcie moje teksty. Raczej nie. Ale ten ten niezgody.b mnie rozbawił. Może sobie kopię grób, ale było się czego czepić. heh

A ogólnie, fajnie jak się komuś podobało. Mi się podobało, ale fakt, popełniłem ważne błędy i wiem o nich. A mogło być tak pięknie ; /

Aha, co do włosów. Mhm. Masakra :(

Co do Madrytu i Leningradu. Zbyt duży przeskok? No nie wiem, trochę osób to czytało i nikt na to nie zwócił uwagi. Wydawało mi się logiczne, że  wysiada w Leningradzie już po swoim "turne" europejskim i, że będzie jasne skąd przyjechał. No nie wiem, może mogłem jakoś to zaznaczyć. Wyszło jak wyszło. Trudno. Nie mówię, że jest dobrze. 

Dzięki :)

 Odniosę się do uwag z pierwszej części. Poczułem się zdruzgotany. Dostałem cięgi. Najgorsze, że część uwag co do sposobu narracji jest ch... i ku... słuszna. Cóż, widać bardziej pisałem dla siebie niż dla innych. Obawiam się, że po tej części mogą się pewne zarzuty okazać w pełni zasadne.

 Co do Htlera itd. Uniwersum to taki świat, w którym Polska dostaje bencki w 1920 i Armia Rewolucyjna zalewa Niemcy, a później pędzi dalej. Hitler jeszcze wtedy nie był nazistą dopiero poszukiwał intensywnie, a cóż tak "wybitna" jednostka dałaby sobie radę w państwie Radzieckim. Widziałem i czytałem o różnych alternatywnych wizjach, a jakoś mi umknęła taka ze zwycięstwem ZSRR, więc postanowiłem taką wymyśleć, dla własnej uciechy. Wiem, że dużo chciałem pokazać. Zepsucie władzy, niezaleznie od ideologii, strach i głupotę obywateli w takim systemie. Kurcze dużo wątków chciałem ruszyć, może dlatego przegadałem. No cóż. Jest jak jest. 

A przecinki? Biję się w piersi, ale czy się staram (tu się starałem) czy się nie staram, i tak zawsze są źle.  

Heh, dzięki. Widać analfabeta ze mnie, skoro takie błędy robię, ale dzięki.

 Jutro dodam 2 część. Mam nadzieję, że się nie zawiedziesz.

Pozdrawiam. 

Od tygodnia do kilku mcy :D od pierwszego zdania do finalnego efektu. Najgorsze jest poprawianie i czytanie po kilka razy. Samo napisanie dwudziestu stron, to około trzech tygodni, niestety rzadko mam tak, że mogę usiąść i pisać sobie kilka godzin. Moje najszybsze dziesieć stron to było w kilka godzin, ale nikt ani nic mi nie przeszkadzało.

Niestety najgorsza jest proza życia ;p 

Fakt była literówka. Dziękuję, poprawiłem.

Dziękuję również za pozytywny komentarz.

Już nie mogę edytować :(

Co do uwag, ja się wciąż staram znaleźć granicę między łopatologią, a niedomówieniami. Właśnie chcę sporo zostawić czytelnikowi, ale też chcę napisać wszystkie myśli wystarczająco jasno, i jak zauważyłaś, zawsze można to trochę poprawić.

Co do ostatniego akapitu. Jak już wcześniej powiedziałem, interesuje mnie moralność w nauce, ile można, jak daleko? Oczywiście, pytanie kiedy człowiek jest człowiekiem też jest ważne. Wizja, świata, w którym rządzą naukowcy i naukowe teorie, raczej jest niemożliwa to wprowadzenia, ale never said never, więc fajnie się tak literacko zabawić.

Flesz, ale ja właśnie usiłuję powiedzieć, że prawda leży po środku. Że żadne skrajne podejście nie jest właściwe, a może być niebezpieczne. Nie mam także poglądów moich postaci. :) wręcz przeciwnie.

http://archiwum.polityka.pl/art/co-mamy-w-genach,423518.html

Artykuł, który znalazłem na poczekaniu.

Studiowałem socjologię, a proces socjalizacji zawsze mnie najbardziej kręcił, więc wiem, jak to mniej więcej wygląda w nauce. Może ty wietrzysz międzynarodowy spisek i propaganę. Tak samo jak wiara w eugenikę i moc sprawczą genów ,jest niebzpieczna wiara, w to, że ludzie rodzą się równi. Stalin, Lenin, Mao głosili takie idee i zabijali "kułaków". Bo wszyscy muszą mieć te same warunki, wtedy będzie dobrze. To skrajny socjalizm, a od takich "humanistycznych" teorii tylko kilka kroków do tego socjalizmu. Jak mogę się z czymś takim zgadzać?

Ja jestem przeciwnikiem wszelkich skrajności :tych, które wierzą w inżynierię genetyczną, oraz tych, które wierzą w inżynierię społeczną. Człowiek, powinien być wolną jednostką, a nie tresowaną przez nazistów czy socjalistów małpką.

Przepraszam, za uniesienia, ale nie mogę się z pewnymi teoriami spokojnie zgadzać.

Kwestii wyjaśnienia, nie popieram skrajnie socjobiologicznej szkoły, która wszystko tłumaczy genami, ale jeszcze bardziej, śmieszna jest skrajnie "społeczna" szkoła, która uważa, że wszystko zależy od wychownia(nawet nie od socjalizacji, ale wychowania-wtf?) Takie skrajne teorie nie są chyba nigdzie wykładane, mam nadzieję, że nie są. Może kiedyś w USA, przed wojną, oni się tak jarali socjobiologią, a druga skrajność to pewnie w ZSRR, oni wierzyli, że ludzie rodzą się równi. 

To co piszesz odrobine mija się z faktami. Otóż, wpływ socjalizacji, nie samego wychowania, ale wszelkich także niezamierzonych bodźców dostarczanych jednostce przez całe życie, bodźców zewnętrznych, składa się na ukształtowanie osobowiści, ale nie wyłącznie. Geny, zaburzenia chemiczne, hormonalne, różne choroby, mają także ogromny wpływ na to kim jest człowiek, niektórzy naukowcy twierdzą, że nawet znacznie większy niż elementy zewnętrzne - tu oburzają się obrońcy praw człowieka, bo wszyscy rodzą się równi, i jakby każdemu dać tyle samo, to by każdy był dobry, mądry i miły. Taziu był po prostu chory psychicznie, a dr Herbart, albo dzięki swojej metodzie wykrył to odpowiednio wcześnie, albo jak twierdził profesor miał szczęście.

Bardzo dobry tekst - ktoś już to mówił? Chociaż klimat nie dla mnie. Nie lubię o rycerzach i wiedźmach. Napisane jakoś tak, że bym nie pomyślał, że to tej autorki. Co mi się nie podobało, zbyt długi opis tego zmagania się przy klatce, jak dla mnie zbyt długi, ale ogólnie chyba, jest ok. Bohater Piprek to zdecydowanie najciekawsza postać, jak dla mnie, nawet byłbym ciekaw rozwinięcia tej postaci. 

mhm - czyli spieprzyłem - skoro jest niejasne. Chodziło o metode selekcji dr Herbarta, który stwierdził, że potrafi znajdować destruktywne jednostki odpowiednio wcześnie. Taki system prewencji. Oczywiście, opowiadanie jest o moralności w nauce, i chorych pomysłach, które już proponował Platon, a później uskateczniali min radzieccy komuniści, które polegały na systemowym wychowaniu dzieci. Tu mogę się kojarzyć z Pilipiukiem, bo on także jest zajadłym przeciwnikeim wciskania się systemu w prywatne życie jednostek.

Moim zdaniem też ;/ Ale fajnie, że ktoś to czyta do końca i komuś się chce jeszcze dyskutować. Lepiej niż się spodziewałem. Thanks.

Nie napisałem, że ludzie ich nie ściągali. Napisałem, że Marcin ich nie ściągał i nie widział siebie. Mhm, dlaczego to jest niemożliwe, ludzie z przyzwyczajenia robią masę absurdalnych, rzeczy, nie będę wymieniał, głównej, bo to nie forum filozoficzne. Jednakże, jak pokazuje rzeczywistość za oknem, ludzie robią masę nielogicznych rzeczy, które przynoszą im szkode, lub nie przynoszą zysku jeśli im się tylko mówi od dziecka, jak powinno być. To opowiadanie też jest o tym, jak ludzie są głupi, np głosują na polityków tylko dlatego, że są ładni. Być może źle to przekazałem, ale ludzie zasadniczo są bezrefleksyjni i prości. Wmówisz im, że piękno jest najważniejsze, to będą się zachwycać pięknem, powiesz, że inteligencja to uwierzą w to, jak wmówić ludziom, że posiadanie wielkich kolczyków w nosie jest czymś super, to będą sobie te kolczyki wkładać i nie wpadną na to, że bez nich jest wygodniej.

gwidon. Co powiedzieć? Jesteś dociekliwy, warto komuś takiemu pokazać tekst przed publikacją.

Fasoletti dzięki. Może i epilog był zbędny, ale miał cholerną ochotę dokopać Izabeli, należało się jej. Najchętniej bym napisał, że Piotr oddał ją jako niewolnicę drużynie wikingów, ale to już wogóle by się kupy nie trzymało :D

AdamKB super, że mogę się do tego odnieść :) Bo tak właśnie wg mnie jest, że geniusze intelektualni władzy nie posiadają. Właśnie chciałem pokazać, że za wysokim IQ nie idzie umiejętność radzenia sobie z wieloma sprawami. Wybitni naukowcy pracują dla szalonych polityków, a światem rządzą raczej sprytni i wyrachowani. Triumf mądrych ludzi, jest pozorny, bo świat wraca do dawnego porządku, a najinteligentniejsi są zaprzęgani do pracy dla struktur różnych organizacji, czy to politycznych czy gospodarczych. No, tyle. fajnie, że ktoś takie coś zauważył. Już postaram się milczeć bardziej. Bo ja w tym wypadku powinienem raczej słuchać, nie mówić.

Mhm co do pierwszego punktu, no, tak można się przyczepić. Ale po pierwsze DSC miało tylko wpływy a nie były rządami, to jak teraz by mówić, dlaczego zakończono zimną wojnę, skoro producentom broni się to opłacało? Władze wybiera społeczeństwo, ludzie też mają coś do powiedzenia, a skoro im źle, to się buntują. Jest tam mowa o tłumach, które wiwatują na ulicach.

Co do pkt 2 Deeammy jasno to opisał. Piotr ma go przekonać, jest tylko zachętą.

Co do pkt 3, to też kwestia, do której można się przyczepić. No pewnie, mogli ko zaprosić na kawę, ale mógł się też nie zgodzić na współpracę. Chcieli go po prostu złamać, dlatego też poddano go kwarantannie, aby zrozumiał, że nie ma wyboru.

4. No jak już powiedziane było, Piotr był w tamtym momencie tylko pracownikiem, i tylko pracownikiem naukowym.

5. Piotr zgodził się być pracownikiem DSC. Nie miał żadnej władzy. Zemścił się na Izabeli, bo go oszukiwała. I w sumie dobrze jej tak ;)

A, że tekst jest nudny, mhm może i jest. W sumie, jestem zdziwiony, aż tak pozytywnymi reakcjami. Nie każdemu się musi podobać. Co w tym dziwnego, że jeden się zachwyca Gaimanem, a Kinga nazywa partaczem, a inny zachwyca się Kingiem, i twierdzi, że Gaiman to nudy (nie porównuję się w żadne sposób, z którymkolwiek, to tylko przykład).

Dzięki za pozywne oceny i za konstruktywną krytykę.

Już tłumaczę. Otóż słuszne zwrócenie uwagi powinienem zaznaczyć pewne rzeczy. Co do samobójstwa i zmartwychwstania. Grzesiek chciał się zabić, chciał aby zabójstwo dyrektora wyglądało na atak szaleńca, bo nie chciał mieszać Natalii.

Co do głowy, skąd inąd wiem, tzn odrobinę się orientuję w tym, jak się oporządza zmarłego. Nie chowa się ludzi z głową obok( szacunek dla zwłok) głowa została przyszyta. Mogłem zaznaczyć, że miał szwy na szyi, albo coś w tym stylu. Moje niedopatrzenie słusznie stwierdzone.

A co do metod, Grzesiek nie miał przy sobie broni, a nie chciał aby go zatrzymała policja, kiedy będzie poszukiwał katany ;)

Co do postaci, czy zły czy dobry. Mówię o tym, że on chce odkupić winy, chce się zmienić, w sumie bardziej dlatego, aby wcześniej umrzeć, ale ma rzeczywiście odkupić winy, a jest zbyt impulsywny i nie jest geniuszem, ma pecha.

Dziękuję za pozytywny odbiór opowiadania.  Pozdrawiam

Jakubie wiatr kołysał, tak właśnie miało być. Jak w Anime. Tam wiatr zawsze kołysze włosami. Tak właśnie, raz w jedą stronę, raz w drugą stronę. To miałbyć kicz i ośmieszenie POPowych wampirów. Przyznaję jednak, że nie wyszło tak jak chciałem. Cieszę, się jeśli kogoś rozśmieszyłem.

Nowa Fantastyka