Profil użytkownika

Początkujący pisarz SiFi. Moją ambicją jest zbudować serię książek w świecie Verdis. Póki co publikuję moje teksty w ramach ćwiczeń - jeżeli masz do mnie jakiś komentarz będę niezmiernie wdzięczny!


komentarze: 34, w dziale opowiadań: 32, opowiadania: 19

Ostatnie sto komentarzy

Czytając komentarze zachciało mi się obejrzeć Doktora Who. Widziałem nowe sezony z nowymi aktorami, ale wiem, że jest jeszcze ze 20 poprzednich. I do tej pory wahałem się, czy oglądać broken heart

 

A stosik wstydu patrzy z zazdrością. 

 

Buying books like I'm immortal

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

Dziękuję regulatorzy za Twoje rady, naprawdę je doceniam, zwłaszcza, że wyłapujesz już takie rzeczy, których mój mózg w życiu by nie uznał za błędy! 

Mam wrażenie, że ten mój draft już był o niebo lepszy niż pierwsza wersja “Lombard”, właśnie dzięki komentarzom między innymi Twoim, w_baskerville, bruce. A czuję i mam nadzieję, że będzie tylko lepiej. 

 

Wiem, że może przeginam z prośbami, ale i tak zapytam, jeżeli znalazłabyś dla mnie czas :) Czy byłabyś w stanie powiedzieć, chociażby górnolotnie, co rozumiesz przez:

choć wykonanie pozostawia nieco do życzenia.

Czy to kwestia między innymi błędów technicznych, które mi wypisałaś, całokształtu, historii, może tempa?

 

Nie biorę tego personalnie, po prostu chcę się stawać coraz lepszy, a wiem, że mogę się jeszcze nauczyć mnóstwa rzeczy! 

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

Dzięki OldGuard za komentarz!

 

Zastanowiłem się nad twoimi słowami i dzięki nim zauważyłem jeden duży mankament mojego opowiadania: mało w nim wyborów. 

Wszystkie decyzje Fexa nie mają znaczenia fabularnego, bo rzeczy, te same, przydarzyłyby się gdziekolwiek indziej. Mógł zostać w teatrze i Resa, albo ktoś inny, też by powstała. 

 

Muszę dawać postaciom więcej swobody w przyszłych opowieściach.

 

Nie wiem, czy to jest ta część, która mogła Ci się nie podobać? 

Tak czy tak, dziękuję za ten komentarz, bo dał mi do myślenia! 

 

 

 

 

 

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

MichaelBullfinch masz rację, że robiąc „ na koniec można trochę oszczędzić czasu, dzięki! Aczkolwiek jeżeli kiedyś będę mieć jakikolwiek głos w sprawach polskiej konwencji, to będę głosować przeciwko „” laugh

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

MichaelBullfinch

To teraz ja sprostuję, absolutnie nie poczułem się urażony! To szczere pytanie, wynikające z chęci zostania jak najlepszym pisarzem, a nie przez zranioną dumę! Ale teraz widzę, dlaczego tak mogło zabrzmieć. Liczyłem, że to się da się to nazwać i naprawić.

Dzięki, że doprecyzowałeś, szkoda, że niestety nie ma takiej łatwej rzeczy typu zrób x, y i z a będziesz 10% lepszym pisarzem laugh 

 

A co do “”, wiem, że bezdyskusyjny błąd, ale mam jakieś opory, to mi będzie utrudniać pisanie kolejnych tekstów, a nie wnosi nic do samego odbioru. Piszę w notion, tam mi tego nie poprawia automatycznie, musiałbym każdorazowo Alt+0132, żeby zacząć. 

Literówki, zaimki, interpunkcja, powtórzenia – to wszystko jest mega istotne. Ale konwencja “ w j.p. jest po prostu niewygodna! 

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

Fajne opowiadanie!

Tak z ciekawości, myślę, że spokojnie mogłeś dać kategorię Science-Fiction, z jakiego powodu wybrałeś “inne”? 

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

MichaelBullfinch

Dzięki za komentarz i wyłapane błędy! Oprócz “” poprawiłem.

 

Zastanawia mnie, co odróżnia początkującego pisarza od zaawansowanego? Jak różni się warsztat? Nie potrafię tego uchwycić, ale czytając na przykład Twoją ostatnią przypowieść, czuję różnicę. Ale nie potrafię jej dostrzec. 

 

Może ktokolwiek z Was będzie potrafił to skwantyfikować, co oznacza, że pisanie stało się dojrzałe, a nie początkujące? 

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

Podoba mi się przypowieść, zwłaszcza symbolika złota/bogactwa, które na koniec dnia jest bezwartościowe, jeżeli nie ma drugiej strony transakcji. W trakcie wojen ludzie często oddają całe swoje zapasy złota za wodę czy jedzenie.

 

Bawi mnie myśl, że ludzie w wiosce mają żołądek, serce, twarz człowieka, który tyle dla nich zrobił. Każdy po trochu. I każdy będzie mógł się przyglądać części Chrysaima w momencie własnej śmierci, rozmyślając co by było, gdyby posłuchali nauk mistycznej postaci, która z jakiegoś powodu postanowiła im pomóc.

 

Trzeba też postawić sobie pytanie, nieuniknione w przypowieściach, jak ja bym się zachował w takiej sytuacji? Czy stałbym ponad to? Czy jednak mimo bólu pogrążyłbym się w szale kradzieży mojego byłego mentora. Sądzę, że zachowałbym się jak Belor, głosowałbym przeciwko egzekucji, ale nie stałbym z boku ryzykując głód, tylko w imię zasad. Dlatego nie potrafię kibicować głównej bohaterce, nawet jeżeli moralnie ma nade mną wyższość i rację.

 

I teraz rzecz bardziej merytoryczna, od amatora. Akurat uczę się o stylach narracji i jestem skonfundowany strukturą w tej przypowieści. Chyba już gdzieś to w komentarzach padło, ale główna bohaterka służy jako narzędzie do popchnięcia fabuły, nie jako realna protagonistka. Raz widzimy świat jej oczami, by zaraz wcielić się we wszechwiedzącego narratora, który wie więcej, niż człowiek jest w stanie dostrzec. Pewnie taka konwencja, eksperyment ze stylem, który przychodzi wraz z doświadczeniem, ale to zgrzytało u mnie akurat z lekcjami, które w tej chwili próbuję sobie przyswoić, pewnie tylko dlatego zauważyłem.

 

A generalnie super, nie mogę się doczekać następnych! 

 

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

Hej, trochę biorąc przykład z marzan, wplotłem krótką, telegraficzną wersję wydarzeń w dłuższy tekst, żeby tego nie oddzielać. 

 

Z kronik Króla Alergiusza. Dzień Pański 10285.

Dzień niezwykły nam się dzisiaj objawił. Incydent zaiste niespotykany stał się częścią naszej historii. Ja, będący skromną pamięcią wielkiego królestwa Michalandii, od ponad dziesięciu tysięcy dni, jestem zszokowany i niczego nie pominę, aby przyszłe pokolenia mogły nauczyć się na naszych doświadczeniach.

A więc zaczęło się od depeszy, którą do celów kronikarskich zacytuję w całości.

“Czujki donoszą atak ogromnego smoka. STOP. Szykować wojska. STOP. Jednostka doborowa Mastocytów. STOP. Obładować ich trującymi granatami IGE. STOP. Mają być gotowi na wszystko. STOP. Nie bójcie się zginąć. STOP. Po drugiej stronie czeka was wieczna chwała. STOP. Limf OcyBiusz niech wznowi produkcję broni. STOP. Ten smok nie ma z nami szans STOP. Ku chwale Króla Alergiusza. STOP. Mówił Limfocytiusz Teusz. STOP.”

Jakże wyniosłym widokiem było oglądać naszych Mastocytów, szykujących się do walki. Każdy z nich, w lśniącym pancerzu, obładowany Granatami Histaminowymi od góry do dołu. Nasza twierdza rzadko kiedy urządza defilady, ale to było wspanialsze od jakiegokolwiek pochodu.

Aż miło było się przyglądać młodym i starszym, stojącym ramię w ramię i wiwatującym na cześć naszych bohaterów. Dzieci podbiegały do żołnierzy, aby ich dotknąć. Kobiety, z oczami pełnymi łez od wzruszenia, rzucały im pod nogi kwiaty. Wszyscy chcieliśmy, aby naszym żołnierzom się udało.

Również nasz cudowny OcyBiusz wspiął się na wyżyny swojego kunsztu. Razem ze swoimi pracownikami, w mniej niż godzinę od otrzymania depeszy, stworzyli już tyle zapasowych granatów IGE, że pewnie moglibyśmy wysadzić nimi nasz potężny zamek. Bardzo dumnie zaprezentował też linię większych, przewożonych na wózku pocisków ciskanych IGE, specjalnie zaprojektowanych na ogromne smoki.

Nasze wojsko ruszyło, zwarte i gotowe stawić czoła temu przerażającemu wrogowi.

I tu niestety, moi mili, muszę napisać smutną część dla naszego królestwa. Na polu bitwy zdarzyła się tragedia. Ja, sam, osobiście, oglądałem te zdarzenia z pobliskiego wzgórza, tak, aby móc je wam jak najlepiej zrelacjonować. Najpierw, zacytuję depeszę, którą Teusz wysłał do Króla Alergiusza.

“Nienaturalna mgła wszędzie. STOP. Walczymy. STOP. Mastocyci rzucają granatami. STOP. Ponosimy straty. STOP. Smok się przed nami ukrywa. STOP. Podejrzewamy, że potrafi stawać się niewidzialny. STOP. Jest też bardzo szybki. STOP. Histaminiam z pocisków przesłania nam widok jeszcze bardziej. STOP. Przysłać wsparcie. STOP. Pomocy. STOP.“

Tutaj jestem zmuszony niestety trochę wydać naszego dzielnego dowódcę, że mgła wcale nie pojawiła się nienaturalnie. Gdy wszystkie jednostki były już ustawione, jeden z wózków się przewrócił, sprawiając, że zapasowe granaty wybuchły, tworząc chmurę z trucizny. Sami siebie oślepiliśmy. Ale to, co wydarzyło się później, jest już prawdą.

Mastocyci, mimo oślepienia, wyczuli wroga i zaczęli ciskać w niego pociskami. Na szczęście większość z nich nosiła maski przeciwgazowe, ale odłamki często trafiały i w naszych żołnierzy. Wiem, że każdy z nich był gotowy zginąć dla sprawy, bo i ja jestem na to gotów. Oczywiście lepiej, żebym przeżył, bo mam ważną misję zapisywać to wszystko, ale poświęcenie ku chwale Króla Alergiusza byłoby zaszczytem, gdyby sprawa tego wymagała.

Smoka faktycznie ujrzałem tylko jak przez mgłę, kształt, jego odnóża lub ogon, fragmenty. Ale też nigdy tego nie zapomnę. Poniżej szkicuję naszego wroga, aby łatwo go rozpoznać w przyszłości.

W pewnym momencie bitwy przyszła do nas depesza od wielkiego, łaskawie nam panującego Króla Alergiusza.

“Głupcy. STOP. Trucizna do nas dotarła. STOP. Poddani umierają. STOP. Wycofać się. STOP.”

Limfocytiusz Teusz, w akcie ostatecznej odwagi rozkazał szarżę przed siebie wszystkim jednostkom Mastocytów. Ci, cały czas strzelając, pokonali wreszcie smoka!

W dumnym marszu triumfalnym powróciliśmy z wojskami do naszej twierdzy. Uratowaliśmy nasz niesamowity dom, nasze królestwo. Michalandia była bezpieczna.

Spodziewaliśmy się ciepłego przyjęcia, lecz widok, który zastaliśmy, daleki był od naszych oczekiwań. Oto wieśniacy, zamiast nam wiwatować, trzymali się za opuchnięte twarze, załzawione oczy i sączące się nosy. Wszyscy mieli ponure miny. Zrozumieliśmy jednak to przygnębienie. Nasi dzielni Mastocyci ponieśli ciężkie straty, połowa żołnierzy została za nami.

Odczuwaliśmy smutek całej sytuacji i utożsamialiśmy się z nim.

Ale smok został pokonany, to jest najważniejsze.

Jedynie niektórzy szeptali, że ten cały smok był tylko nic nieznaczącym kołtunem. Ale takie osoby szybko ścinaliśmy. Nie możemy pozwolić, aby kłamstwo szerzyło się w królestwie.

Od jutra Limfocytiusz zarządził pobór obowiązkowy do wojska, w celu uzupełnienia brakujących jednostek. OcyBiusz cały czas produkuje nową broń IGE, w tym nowoczesne miny. Musimy być przygotowani na wszystko.

Kończę te słowa na szybko, ponieważ dostaliśmy doniesienie o ponownym ataku smoka. To musi być inna bestia. Skąd się tyle ich wzięło? Ale ruszam za wszystkimi obserwować przebieg bitwy, aby jak zawsze wiernie oddać przebieg wydarzeń.

Wasz uniżony,

Pamiętus Limfobeusz

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

melendur88

Dzięki za komentarz i słowa wsparcia w walce z zaimkami!

 

 

Może trzeba utworzyć jakąś grupę wsparcia dla pisarzy? angel

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

Myślałem, że to będzie opowieść o nieuznawaniu rozbiorów przez Imperium Osmańskie, a tu myk, zupełnie nowy fakt historyczny, dzięki bruce!

 

Chociaż przy ponownym czytaniu już pierwsze zdanie pokazuje inny kierunek, a to podobno jedna z cech najlepszych pisarzy, więc gratuluję i dobra robota!

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

bruce

To niestety smutna wiadomość, że zmaganie z zaimkami zostanie na zawsze :(

 

Robert Raks

Dzięki za komentarz! Tak, Verdis jest całym wszechświatem, który chciałbym opisać, na razie jednak szkolę się na pojedynczych historiach takich jak ta.

 

 

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

maciekzolnowski

To ciekawe spojrzenie z tą przemianą, w sumie nie myślałem o tym w ten sposób.

Ale czy sięgając po biografię kogoś znanego nie stajemy się częścią jego świata? Czy doczytując szczegóły życia aktora/autora/reżysera/kompozytora nie przyjmujemy części jego cech?

 

Pamiętam, jak czytałem kiedyś biografię Steva Jobsa i potem starałem się w pracy dopieszczać detale i nie dopuszczać ‘przeciętności’. To była przemiana, taka jak opisana w twojej opowieści, tylko bardziej symboliczna. Dzięki za otworzenie mi nowej klapki w mózgu! laugh

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

bruce

Dziękuję Ci za przeczytanie i komentarze! Zaimki sprawiają mi jeszcze trudność, zwłaszcza, że ciężko je wyłapać przy trzydziestym czytaniu, bo oczy już same przeskakują. Czytanie na głos też nie pomogło najwidoczniej :/

Dziękuję za zwrócenie mi na nie uwagi, dopisuję sobie do checklisty rzeczy do sprawdzenia przed opublikowaniem! coollaugh

 

 

Co do przecinków przed wołaczem, strasznie mi one nie pasują, zwłaszcza przy powitaniach. Czuje się wręcz fizycznie niekomfortowo, jak po “witaj/cześć” muszę dać przecinek, czy tylko ja tak mam? Myślisz, że lepiej pozostać zgodnym z zasadami pisowni?

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

Podoba mi się motyw bohatera, który jest cieniem schowanym za dziełem, nierozpoznawalnym na pierwszy rzut oka niczym redaktorzy opowiadań, to zawsze autorzy będą na pierwszym planie. 

 

Nie do końca natomiast rozumiem kto jest narratorem, widzę, że następuje magiczna przemiana kogoś w Ricka, potem już do końca śledzimy Ricka bez wspomnienia poprzedniego narratora. To zabieg czysto po to, żeby to zaklasyfikować do fantastyki, prawda?

 

No i jako aspirujący pisarz, przemawia do mnie motyw ‘zostaw jak jest’. Ostatnio usłyszałem cytat dosłownie w tym klimacie, który świetnie oddaje tę samą myśl ‘[Pisarz] nie przestaje pracować nad tekstem. Po prostu stwierdza, że dalsze zmiany go nie poprawią.' I w muzyce, i w pisaniu chodzi o to samo: umiejętność odpuszczenia, uznania, że niedoskonałość bywa częścią całości.

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

Hej,

Po pierwsze, wszystko co napiszę jest subiektywne! Będę pisać w trybie oznajmującym, bo tak wygodniej, ale to tylko spekulacja :p

 

Jest w tekście parę zgrzytów, które mi się rzuciły w oczy jako laikowi, np.:

Patrzy się, jakby chciał coś powiedzieć.

 

– Mów do cholery! – krzyczę w bezsilności.

– Pomachaj jej – odpowiada.

Przy pierwszym czytaniu nie zauważyłem, że to pająk jednak odpowiada, skoro tylko się patrzył.

 

Jest jakieś wspomnienie o nożu, który może być metaforą dalszej kartki rzuconej na ziemię, która może być papierami rozwodowymi, albo paktem z diabłem, albo czymś, ale to wszystko umyka. Jeżeli to celowy zabieg, to bardzo konfundujący, bo masz i unikalny styl tekstu (językowo) i wielopoziomowe metafory rozsiane na wiele linijek.

 

Miała mnie w garści. W końcu mnie dopadła.

Tu chyba wypadałoby więcej kontekstu, rozbudowania, co, jak, dlaczego, kiedy go wcześniej próbowała dopaść?

 

Trochę bardziej technicznie, narrator mdleje, umiera, ma pianę na ustach, dogorywa a potem spokojnie relacjonuje dalsze wydarzenia, jak wygląda ziomek schodzący z obrazu i co się dalej dzieje. Raczej z pierwszej osoby nie możesz mieć wiarygodnej narracji (w sumie w żadnej sytuacji, a zwłaszcza takiej)

 

I jeszcze jedno techniczne, mieszasz czasy, przeszły i teraźniejszy:

 

– Że co? – zapytałem zdumiony, udając przesłyszenie.

a parę linijek niżej 

 

– Ukochana, jakże to? – pytam szeptem. – Po tylu latach? Co cię opętało?

zapytałem = czas przeszły, pytam = teraźniejszy, znaczenie to samo, więc gdzieś po drodze przeszliśmy z przeszłości na teraźniejszość i nie wiem gdzie (to nie jedyne przykłady, ale najwyraźniejszy).

 

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

w_baskerville

Jestem Ci i tak bardzo wdzięczny za Twój czas włożony w komentarz, nie oczekiwałem, że faktycznie będziemy wchodzić w dalsze rozmowy, bo pewnie też nie mają sensu, ot, bardziej się usprawiedliwiłem w drugim komentarzu z tego co nie wprowadziłem ;) Dzięki jeszcze raz!

 

regulatorzy

Dziękuję za komentarz! Wprowadziłem poprawki (poza kurierem, to osobny zawód) i nauczyłem się nowej zasady w j. polskim (z nutą jakąś i którąś), dziękuję! 

 

 

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

Ciekawa historia. Wciągnąłem się, chociaż nie uśmiałem, ale stawiam, że tak miało być. Twist przewidziałem szybko, po pierwszych drastycznych linijkach, ale nie zmniejszyło to jakości czytanego tekstu. 

Jedynie sos tysiąca wysp mi nie gra, gdyby ostatni płyn to była np. gęsta kawa, moment wciągnięcia miałby większą wagę. Teraz trochę ten sos odwraca uwagę, bo jest po prostu komiczny.

Podkreślam, to tylko ja, widzę, że short wywołał już całkiem spory odzew :) 

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

w_baskerville

Jeszcze raz dziękuję ci za te wszystkie rady. Ostatnie dwa dni spędziłem na ich przeglądanie i wdrażanie. Generalnie czuję, że bardzo dużo mi uświadomiłaś rzeczy, o których nie wiedziałem wcześniej, za co będę ci na zawsze wdzięczny. Tekst po poprawkach też czyta się lepiej (chociaż dopiero za jakiś czas przeczytam go jeszcze raz od zera, żeby spojrzeć na świeżo).

W paru przypadkach, tak jak uprzedziłem, się nie zgadzam, opisałem je niżej, jakbyś chciała ze mną podyskutować, na co jestem otwarty! 

Wszystkie kwestie, do których się nie odniosłem, poprawiłem w ten czy inny sposób.

Jeżeli recenzujesz/korektujesz (dziwne słowo) zawodowo teksty, to z chęcią bym został Twoim klientem, nie żartowałem z tym wink

 

Nie można ocenić czegoś albo kogoś „od góry go dołu”.  Można kogoś obrzucić taksującym spojrzeniem.

Nie mogę się zgodzić, że nie można ocenić czegoś od góry do dołu. Ale po głębszej analizie, uznałem, że lepiej będzie pasować “taksować od stóp do głów”, jako bardziej powszechny związek frazeologiczny.

Stan ciuchów bohatera świadczy pośrednio o jego nieciekawej sytuacji życiowej, jest ważny, ale „buty, które niejedno już przeszły” (sic!) darowałabym sobie, podobnie jak postrzępioną koszulę (?) czy tam inny kubraczek. Wystarczyłoby dobitnie stwierdzić, że przyodziewek Sabriela był lichy/znoszony/nędzny.

Ha, nie zaważyłem gry słów przy butach, ale teraz niestety mi się spodobała. Mimo to usunąłem, nie chcę komizmu w tym momencie.

Co do reszty, skrócenie tego za bardzo by zubożyło cały tekst. Jedno słowo zamiast 2 zdań opisu wydaje się radykalne, show don’t tell! Poza tym w Verdis kolor ubrania miewa znaczenie, co oczywiście nie widać w tym tekście, ale staram się trzymać jednego zbioru zasad i siać ziarno. 

 

– Czy sprzedawał “pan” – słowo to w ustach staruszka zabrzmiało prawie jak obelga – już coś u nas?

 

Przekombinowałeś. Powtórzenia, jeśli są zamierzone, nie są grzechem. Mogłeś zapisać tę wypowiedź dużo prościej: – Czy już sprzedawał pan coś u nas? – Słowo „pan” w ustach staruszka zabrzmiało prawie jak obelga. Przy okazji ujęty w cudzysłów „pan” w partii dialogowej, nie zdumiewałby tak, jak teraz zdumiewa!

Nie mogę się zgodzić, przerwanie w trakcie dialogu dodaję pauzę, którą wyobrażam sobie, że staruszek faktycznie zrobił, musząc wypowiedzieć “pan” do Sabriela. Przeniesienie komentarza narratora na koniec osłabia ten efekt w moim odczuciu.

Co do “pan“ masz rację, że to zaskakuje. Myślałem nad kursywą, ale potem zdałem sobie sprawę, że nie każda platforma ma takie bajery. Jak w przyszłości będę przeklejał gdzieś tekst, to wolałem mieć pewniejszą formę podkreślenia dziwności słowa. 

 

Pierwsze zdanie – wypowiedź lichwiarza – brzmi kiepsko i nienaturalnie. Przemyśl go.

Tu się totalnie nie mogę zgodzić. To agent, udający lichwiarza, w świecie, gdzie ludzie są bardziej rzeczami. określenie go jako ‘osobnik’ już trochę zdradza, że hej – to jest ktoś, kto nie zważa na ludzi. 

 

Zamieniłabym niedawno na kiedyś, bo mało prawdopodobne jest, aby gość w styranych przez lata użytkowania ciuchach „niedawno” dysponował taką kasą, że obrzucał żonę cennymi precjozami. No, chyba, że wydał w tym celu wieloletnie oszczędności. Oczywiście, Sabriel ściemniał, ale musiał to robić przekonująco – łysol powiedział przecież: „Jak dotąd wiarygodna historia, dobrze się przygotowałeś”, więc nie można gościa rozczarować.

Ta prosta zmiana sprawiałaby, że reszta zdania nie miałaby sensu. Linią obrony Sabriela jest: kupiłem łańcuch [niedawno, za oszczędności], ale za dużo wydałem i teraz od razu zastawiam. 

Dodatkowym argumentem jest, że ‘kiedyś’ sugerowałoby znoszony łańcuszek, a on, pochodząc z mocy Sabriela, nie miałby śladów użytkowania. 

 

Jego wzrok rozmył się na chwilę, gdy spojrzał na naręczny terminal.

Po pierwsze czyj wzrok?

Tu toczy się dialog, była kolej lombardzisty na wypowiedź, więc wydawało mi się to naturalne, że nie trzeba precyzować o kogo chodzi. Ale narracja faktycznie jest od strony Sabriela. Masz rację, że to jest skomplikowane. 

 

Coś na ekranie wyraźnie go zadowoliło.

 

Nie ma co aż tak oszczędzać na informacjach. Ich nadmiar szkodzi, ale i niedobór nie pomaga. Przecież to informacja, która wyświetliła się na ekranie/którą odczytał z ekranu sprawiła demonicznemu dziadkowi satysfakcję, po co sztucznie tworzyć zbędne tajemnice.

Jednocześnie jej treść nie wniesie nic do historii, to zapewne jakiś rozkaz działania, wdrożenia operacji w życie. IMO nie wymaga rozwinięcia, ufam czytelnikowi! 

 

Następstwo zdarzeń podejrzane: wszak najpierw Sabriel został zaskoczony nietypowym przebiegiem przesłuchania prowadzonego przez lichwiarza, a dopiero potem poczuł się tym zagrożony tak mocno, że aż zastygł z wrażenia/zamarł w bezruchu/zesztywniał z wrażenia. 

Najpierw zastygł zbity z tropu, potem połączył fakty i poczuł zagrożenie.

 

Pewna Groźna nutajaką można było wyczuć//jaka zabrzmiała//w ostatnim zdaniu lichwiarza [przecinek] nadaunosiła się cały czas w powietrzu. Zaczerwieniona z emocji do tej pory skóra twarz niedoszłego (raczej potencjalnego, a nie niedoszłego, bo w końcu sfinalizował interes) zastawcy stała się teraz śnieżnobiała. (po co ta śnieżnobiała poezja, skoro istnieje konkretna nazwa) pobladła.

Nie mogę się zgodzić, że potencjalny wchodzi tu w grę. Jesteśmy w momencie historii, gdzie niedoszły sugeruje, że deal jest niemożliwy do osiągnięcia, potencjalny, że nadal toczą się negocjacje. Inna sprawa, że potem stał się po prostu producentem, nie zastawcą. nie miał już możliwości odkupienia, więc niedoszły IMO pasuje.

Tak samo pobladła, zostawiam śnieżnobiała, to do mnie bardziej przemawia.

 

W kącikach jego oczu pojawiły się łzy.

 

Wydawało mi się, że kreujesz silnego bohatera, przed którym respekt czuło nawet szemrane, bandyckie towarzystwo, a tu nagle okazuje się, że gość ma ochotę zaszlochać, rozbeczeć się i pewnie obsmarkać. Dla mnie to niekonsekwencja, ale może taka jest twoja koncepcja, więc OK.

 

Hahaha, Sabriel nie jest bossem! Jest rosłym mężczyzną, który zwykle nie musi się przejmować o swoje bezpieczeństwo, bo są łatwiejsze cele. A to różnica! Postarałem się lepiej to podkreślić w poprzednim akapicie.

 

 

Na blat lady wyciągnął teraz grubą teczkę z dokumentami. Na jej wierzchu widniały oficjalne pieczęcie rządu.

Wyciągnąć coś można np. Z szuflady, ale NA blacie kładziemy/stawiamy/umieszczamy itp. Błędny przyimek.

Trochę przerobiłem, ale generalnie słusznie zidentyfikowałaś, że chciałem, żeby to brzmiało jako wyciągną z szuflady i położył na blacie, bo w przeciwnym razie te dokumenty pojawiłyby się znikąd. 

 

 I cóż my za myśl mamy, tak w skrócie? Ano taką, że złole pojadą po kasie gościowi, pomimo że tenże gość wiedział, że może paść trupem! Logika jakby odfrunęła, nieprawdaż?

Naaah, nie doceniasz chciwości ludzkiej! Po pierwsze, wiedział, że będzie renegocjować, a nie chciał negocjować stawki jedynie częstotliwość (nie odzywał się, mimo iż tempo mogło go zabić). Po drugie to tylko “może” go zabić. Ludzie palą trzy paczki fajek dziennie, bo daje im to satysfakcję, mimo iż tempo może ich zabić. Co z tego, że 3 paczki to 60% szans na zachorowanie na raka płuc (liczba z podsumowania google AI, nie sugerujcie się nią, nie sprawdziłem!).

 

 

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

Fajny debiut ;) 

Zgodzę się z Storm, że klasyczna struktura byłaby w tym wypadku lepsza. Długie zdania wybijają z rytmu, zwłaszcza, że jest ich niewiele. 

 

Jako również debiutant, mogę powiedzieć tylko, pisz dalej. Wierzę, że kiedyś będzie prościej, bo to kwestia warsztatu! 

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

w_baskerville dziękuję ci za tak szczegółową analizę! Przeczytałem od początku do ostatniego słowa i jestem naprawdę wdzięczny za każdą uwagę, każdą rozważę, chociaż nie z każdą mogę się oczywiście zgodzić! 

Zdecydowanie muszę popracować nad polszczyzną i interpunkcją i na pewno poprawię niedługo opowiadanie pod wskazówki językowe, których mi udzieliłaś. Plus rozważę resztę sugestii. Ale muszę do tego usiąść na spokojnie i może napisać nową wersję, bo wskazałaś mi sporo rzeczy. 

Najbardziej mnie rozbawił fragment o wisiorku/naszyjniku/łańcuszku, bo w mojej ignorancji ja naprawdę wierzyłem, że to synonimy. Nie spodziewałem się, że to się rozróżnia. Dzięki Ci i za to! laugh

 

Widać, że czujesz język i jesteś wrażliwa na tekst, to rzadkie. Tak z ciekawości i może dla mnie na przyszłość (angel), czy zajmujesz się może profesjonalnie korektą? 

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

Podobnie jak u Ambush, od razu mi się skojarzyła Gra o Tron, co ten serial zrobił z pop-kulturą! Ale dzięki temu mnie też złapał twist ;) 

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

Ha, fajny tekst, uśmiechnąłem się przy sobocie, dzięki! :) devilangel

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

Napisał(e/a)ś to przed snem? Ale rozumiem, że były potem poprawki, to nie jest pierwszy draft? Bo jeżeli jest, to jest on niesamowicie dobrze zrobiony. Podoba mi się twist i to jak do niego poprowadził(e/a)ś

 

Jedyna rada, jaką widzę, to za często użyte jest imię. Przy takim stylu narracji często można zamienić

“Bill po drodze zabrał wiadro i mopa. Zerknął jeszcze w stronę topoli.”

na

“Po drodze zabrał wiadro i mopa. Zerknął jeszcze w stronę topoli.”

i wszyscy i tak zrozumieją o kogo chodzi. 

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

Dzięki Krzysztof Kapibara za komentarz i radę! Czy jesteś w stanie podpowiedzieć która część dialogów brzmi nienaturalnie? Czytam to już pewnie pięćdziesiąty raz i chyba nabawiłem się niestety ślepoty autora :( 

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

Ucisk w klatce piersiowej dławił, wnętrzności wywracały się na drugą stronę. Kości trzasnęły. Mrowienie uniosło włosy na karku, ciało przeszył dreszcz, skręcając kręgosłup. Świat zgasł, zmiażdżony otępiającym uciskiem skroni.

Ładnie napisane. Dużo na raz, ale w dalszej części historii wyjaśnia się dlaczego jest takie skupienie na tej scenie. Szczerze, dobra, krótka historia, bez happy-endu, podoba mi się. 

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

Jestem z osób, które skupiają się raczej na historii, nie na stylistyce, więc też i ten komentarz będzie o historii. A ta jest dobrze poprowadzona, buduje napięcie i zachęca czytelnika do dalszego czytania. Cały czas czuć progres i czuć, że dokądś to zmierza, nie ma zbędnych opisów i info dumpu. Cyrograf z miejscem na podpis rycerza: miodzio.

 

To wszystko powiedziawszy, czas na rzeczy, które jako czytelnika trochę gorzej dla mnie zadziałały: 

  1. Rycerz jest płaski, jest tylko nośnikiem historii, nie postacią godną uwagi
  2. Porzuciłeś całkowicie wątek ‘skąd ja to wiem’ w kontekście klasztoru, a szkoda, to mógł być ciekawy subplot. Klątwa? Sam diabeł chciał nowego sługę? Znowu, rycerz jest tylko nośnikiem historii, nie jej częścią. Historia bez rycerza niczego by nie straciła (poza może zakończeniem)
  3. Erem jest klasycznym deus ex machina, pojawia się i rozwiązuje wszystkie problemy. Dla shorta w sumie spoko, zwłaszcza, że nie budujesz świata, tylko zamkniętą historię.

     

    Co oznacza łacina podana w tekście, podasz trochę BTS? 

 

 

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

Super przydatny post! Jestem od niedawna i szczerze doceniam.

Chciałem zauważyć, że dwa razy jest ten sam link na końcu, ale widzę, że Jim już to wypunktował. Czy ma może ktoś prawidłowy link? :) 

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

Ha! Sprytne użycie drabble, aby przemycić ciekawostkę historyczną!

Dużo takich opowiadań tworzysz? I czy miałaś już coś z D.B. Cooper (pytam, bo jedyna taka ciekawa sytuacja, jaką kojarzę).

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

Przeczytałem, mam parę uwag, mam przemyśleń, subiektywnych (bo jakżeby inaczej), więc potraktuj je proszę z przymrużeniem oka, zwłaszcza, że miałaś dobrych betareaderów ;)

 

Pierwsze akapity i opisy przyrody były bardzo dokładne. Aż za dokładne, tonąłem w nich, nie dowiadując się niczego nowego o postaciach. A tutaj idealnie można by było wpleść coś w stylu "Sken poczuł, że ostra trawa zraniła mu łydkę, spojrzał z grzbietu konia i […]", krajobraz nadal byłby opisany, ale również postać byłaby trochę bardziej rozwinięta.

To przechodzi płynnie do mojego drugiego przemyślenia, że trzech uczniów jest niemal identycznych w dialogach. Uzupełniają swoje myśli, kończą zdania, nie rozróżniałem ich i nie musiałem się na tym skupiać, bo rozróżnienie ich nie wnosiło wiele do historii. Przy dialogu o czarodziejce, którykolwiek mógł mówić którykolwiek z tych tekstów. Tylko Digo miał własny, zirytowany głos, ale nie powiedział nim za wiele.

Podkreślałaś od początku trudność podróży, po czym nagle po śmierci mentora i przewodnika w dwóch zdaniach dotarli na miejsce. To trochę niszczy zbudowany klimat, rozładowuje napięcie. Moją sugestią byłoby skrócenie opisów trudów drogi lub też podkreślenie, że te trudy nadal występowały jakąś dodatkową sceną.

 

To powiedziawszy, podoba mi się koncept przedstawiony w opowiadaniu. Oryginalnie i sprytnie rozwiązałaś, dlaczego wiedźmin mógł zginąć od zwykłego ukąszenia węża. Fajnie przemyślany jest też turniej, trochę taki Harry Potterowy Turniej Trójmagiczny. Wiem, że to stare opowiadanie i czekam, aż opublikujesz coś nowego :) 

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

Dzięki khomaniac, na pewno nie chciałem dezorientować, nie na tylu poziomach. Faktycznie, ja mam cały wszechświat już nawet opisany fizycznie, natomiast czytelnik dostaje fragmenty. To cenna uwaga, muszę to mieć z tyłu głowy, gdy będę następne opowiadania tworzył i/lub udoskonalał. Chociaż pociesza fakt, że mogło to być atrakcyjne :) 

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

Według mnie brakuje tutaj puenty, zakończenia shorta, nawet zakończenia, które sugeruje dalszą część. Wchodzimy w środek najciekawszej akcji, mamy trochę retrospekcji i kończymy nic nie osiągając. 

Ale generalnie czyta się bardzo fajnie, płynnie, żeby nie zostawiać tylko negatywów ;) 

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

Dziękuję Ci serdecznie @bruce!

Boże, nawet nie zdawałem sobie sprawy ile błędów interpunkcyjnych popełniłem, masakra. Chyba muszę sobie przypomnieć zasady “,”. Wszystko oczywiście poprawione.

 

Co do samej historii, mam za dużo w głowie z Verdis, żeby skupiać się na tak przeciętnym protagoniście jak Sabriel. Nie ma on co prawda “character arc” w tych ~1k słów, ale jego historię uznaję raczej za zamkniętą. Jest zwykłym człowiekiem, który trafia na zagrożenie i reaguje jak zwykły człowiek by zareagował – pasywnością, akceptacją. Być może to jedyny ciekawy, warty opisania moment jego życia. 

A może faktycznie wrócę kiedyś do niego zobaczyć, jak się wszystko potoczyło. Ale chyba będę mieć ciekawsze pomysły na dłuższe treści (mam nadzieję, w sumie).

 

Co do “Złota gęś”, chcę zasugerować, że Sabriel jest jednym z wielu źle sklasyfikowanych, których rząd będzie chciał wykorzystać do swoich celów. I już tutaj widzę większy potencjał na kontynuację i mam nawet jakiś zarys, niestety w głowie. 

 

Jeszcze raz dzięki za wszystkie sugestie. To mi na pewno otworzyło oczy, że muszę się skupić na tych “kropeczkach z ogonkiem”, których często nawet nie zauważam jak samemu czytam :/ 

 

 

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

Cześć :)

W tym roku postanowiłem przełamać swoje opory i zrobić coś zupełnie innego niż robię zawodowo (programista), zacząłem pisać. Mam cel od stycznia, codziennie z rana poświęcić co najmniej 5 minut na pisanie oraz publikować 1 gotowe opowiadanie miesięcznie. Jak do tej porty średnio jest to 90 minut, więc działam. Doskonale warsztat i docelowo chciałbym napisać książkę o świecie Verdis, który odkrywam kolejnymi pisanymi szortami.

Skupiam się na publikacjach na Substacku (nie wiem, czy mogę wklejać linki, więc nie będę), gdzie od tego miesiąca planuję też dodawać jeden dodatkowy ‘artykuł’ dotyczący jakiegoś problemu/myśli/koncepcji rozpatrywanej w danym opowiadaniu. 

Fantastyka.pl została mi polecona przez… claude.ai, jako miejsce, gdzie skupiają się osoby lubiące czytać SiFi po polsku. Dlatego dzisiaj dołączyłem, z moim ostatnim opowiadaniem i planuję zobaczyć jak w ogóle korzystać z portalu. 

Dzięki i do zobaczenia w Waszych opowiadaniach 

Prestidigitator (nie jestem na tyle odważny, żeby publikować pod własnym imieniem, wybaczcie)

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

Nowa Fantastyka