- Opowiadanie: Gomez - Odwaga

Odwaga

Odwaga, głupota i konsekwencje w krótkim szorcie dark fantasy.

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Odwaga

Kolejny cios smolistej klingi kreślił ślad w stalowym stylisku dwuręcznego młota. Odziana w czarne, gorejące żelazo sylwetka popielnego rycerza, wyższa o stopę od rosłego człowieka, emanuje budzącą grozę aurą.

Hanar nie czuł strachu. Mówi się, że lęk chroni przed głupotą. Problem w tym, że granica między głupotą a odwagą jest nadzwyczaj cienka.

Młody wojownik lubił myśleć o sobie w kategoriach odwagi. Twierdził, że Kowal, jeden z bliźniaczych bogów, wykuł jego duszę z najtwardszego, Aldermarskiego metalu, tak by sprostała najbardziej przerażającemu wyzwaniu.

Odepchnął miecz przeciwnika i uderzeniem obucha wypracował kilka kroków luzu, by zaczerpnąć haust gorącego, suchego powietrza.

Tylko dla kogo toczył tę walkę? Fort został otoczony. Nie było odwrotu. Zapasy skończą się wcześniej niż później.

Gdy wrogi czempion pojawił się przed główną bramą, rzucając nieme wyzwanie, nikt nie był w stanie odpowiedzieć. Tylko on – Hanar, „Nieulękły” – stał gotów.

Tytuł mu się podobał. Powtarzał go w myślach, spoglądając we własne odbicie w tafli wody czy powłoce szkła. Inni woleli nazywać go inaczej.

Każde kolejne uderzenie młota rozbijało gardę przeciwnika, wyrzucając tumany żarzącego się popiołu. W pyłowej chmurze Hanar dostrzegał własne wspomnienia: twarze ludzi mijanych przed walką, teraz złamanych i pełnych strachu, wtedy zadufanych i pogardliwych. Wszyscy nazywali go Hanarem głupkiem, kretynem, durniem.

Hans powiedział kiedyś, że nie odważy się wyciągnąć gorącego węgla z ogniska. Elma, że nie odważy się wejść nocą do piwniczki przy winnicy. Gunther szepnął, że nie ma w wiosce nikogo tak odważnego, by powiedział wielebnemu, iż cuchnie jak stara, wypchana rybimi flakami onuca.

Hanar pamiętał każdą scenę. I zawsze w każdej był odważny.

Ostatni cios w furii miażdżył hełm buchający ogniem. Ciało przeciwnika waliło się na ziemię, wzbijając kolejne tumany iskier.

Czy to dla nich walczył? Czy dla ich oczu miał wyjść poza mury i zmierzyć się sam z wrogiem? Czy to dla nich zmiażdżył rywala, który samym spojrzeniem rzucił ich na kolana?

Nie.

Z wściekłością ruszył naprzód, wdychając kolejne porcje gorącego, suchego powietrza. Zrobił to dla siebie. Udowodnił, że zawsze był, jest i będzie Hanarem „Nieulękłym”. Nie głupcem. Nie kretynem. Nie durniem. Wykutym ze stali wojownikiem.

Miejsce takich ludzi nie jest wśród skąpanych w smrodzie strachu tchórzy. Idąc w kierunku szeregu nieumarłych, gorący pył topił i ciosał skórę, wdzierał się w usta i nozdrza, palił tors i płuca – a jednak umacniał odwagę, której Kowal nie poskąpił jego nowej, rodzącej się właśnie popielnej duszy.

Koniec

Komentarze

Witaj. :)

Tu mam wątpliwość, czy przymiotnik powinien być wielką literą:

Twierdził, że Kowal, jeden z bliźniaczych bogów, wykuł jego duszę z najtwardszego, Aldermarskiego metalu, tak by sprostała najbardziej przerażającemu wyzwaniu.

 

Całość odbieram jako ciekawą opowieść o dzielnym i ambitnym wojowniku, lecz wydaje mi się, że to jedynie fragment/rozdział obszerniejszej powieści na jego temat. ;)

Pozdrawiam serdecznie. ) 

 

 

Pecunia non olet

surprise

Kolejny cios smolistej klingi kreślił ślad w stalowym stylisku dwuręcznego młota. Odziana w czarne, gorejące żelazo sylwetka popielnego rycerza, wyższa o stopę od rosłego człowieka, emanuje budzącą grozę aurą.

Użyte w szorcie metafory trochę mnie oszołomiły…heh.

Ale tegoż zrobić się nie da:

 cuchnie jak stara, wypchana rybimi flakami onuca.

Nie wypchasz niczym onucy, na bank…

cheeky

Dum spiro spero. Albo coś koło tego...

Cześć!

Szczerze mówiąc po tym fragmencie (?) raczej skojarzył bym to z jakimś heroic fantasy w klasycznym settingu, a nie dark fantasy.

Brakuje jasnej puenty, domknięcia. Myślę, że trochę jest zachwiana też proporcja między scena walki, a opisem bohatera. Akcja toczy się w przewidywalny sposób, dlatego jako samodzielny tekst, nie zrobiło to na mnie wrażenia. 

 

Według mnie brakuje tutaj puenty, zakończenia shorta, nawet zakończenia, które sugeruje dalszą część. Wchodzimy w środek najciekawszej akcji, mamy trochę retrospekcji i kończymy nic nie osiągając. 

Ale generalnie czyta się bardzo fajnie, płynnie, żeby nie zostawiać tylko negatywów ;) 

Prestidigitator

Nowa Fantastyka