- Opowiadanie: Prestidigitator - Opowieści z Verdis: Lombard

Opowieści z Verdis: Lombard

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Opowieści z Verdis: Lombard

Sabriel wyczuwał srebro w tym miejscu już od wejścia. Aby odwrócić od niego myśli, odkaszlnął, przy okazji zwracając na siebie uwagę łysego lombardzisty. Ten powoli podniósł wzrok znad swoich notatek, przewrócił oczami skrytymi za okularami, odłożył długopis i przez zaciśnięte zęby wycedził.

– Słucham.

Nie dał się zbić z tropu. W jego mniemaniu to lichwiarz powinien cieszyć się, że klient do niego przyszedł. Ale z jakiegoś powodu ci, co posiadali trochę pieniędzy, uważali się za lepszych. Czuł na sobie jego taksujące spojrzenie, oceniające, od góry do dołu jego szare, postrzępione ubrania i buty, które niejedno już przeszły i na których zakup ledwie mógł sobie pozwolić przed laty.

– Mam do zastawienia łańcuszek. Srebrny. – Starał się, by jego ton nie zdradzał zirytowania.

– Czy sprzedawał “pan” – słowo to w ustach staruszka zabrzmiało prawie jak obelga – już coś u nas?

– Nie. To pierwsza moja wizyta, przejeżdżałem niedaleko. Już dawno miałem się udać do lombardu, ale nie było ku temu dobrej okazji.

Była to tylko częściowa prawda. Tak, zasadniczo szukał gdzie upłynnić wisiorek, ale przyjechał tu raczej celowo. Wszystkie sklepy w jego pobliżu już go znały. Teraz musiał stawać się coraz bardziej kreatywny, aby nie zostać oznaczony jako złodziej.

– Skąd osobnik taki jak ty ma tak dobry łańcuszek? – lichwiarz zerknął na Sabriela podejrzliwie. Ten w duchu tylko przewrócił oczami. Za każdym razem to samo.

– Niedawno kupiłem go na prezent dla żony, ale niestety okazało się, że przez to zabrakło nam pieniędzy na jedzenie i muszę go zastawić.

Kredytodawca zastanowił się chwilę. Chyba uznał wyjaśnienie za prawdopodobne, bo zaczął dokładnie się przyglądać naszyjnikowi przez szkła powiększające.

– Mistrzowska robota. Na łączeniach nie widać absolutnie żadnej wskazówki, że łańcuszek nie był kiedykolwiek jednością. To gdzie go kupiłeś?

– W stolicy, gdy byłem na jednej z robót mijałem jakiegoś jubilera. Ale nawet nie pamiętam nazwy, a na ulicach stolicy znam się wcale, za rzadko tam jestem.

– Skąd, mówisz, że miałeś pieniądze? – Jego wzrok rozmył się na chwilę, gdy spojrzał na naręczny terminal. Coś na ekranie wyraźnie go zadowoliło. Podniósł palec wskazujący dając do zrozumienia, żeby jednak nie odpowiadał. Kliknął jakiś przycisk i z zimnym uśmiechem, nieobejmującym oczu, zwrócił się z powrotem do Sabriela. – Jak dotąd wiarygodna historia, dobrze się przygotowałeś.

Zastygł w bezruchu. To zwykle nie było częścią przesłuchania lichwiarzy. Teraz powinien go zapytać o to, gdzie pracuje, że miał okazję podróżować do stolicy. Miał odpowiedzi na wszystkie podobne pytania wyryte na pamięć.

Dreszcze przebiegły mu po kręgosłupie, a oddech przyspieszył. Czuł, jakby jego życiu zagrażało natychmiastowe niebezpieczeństwo. Być może tak nawet było? Dla kogoś jego postury to naprawdę rzadkie odczucie. Złodzieje, szubrawcy, pijacy zwykle omijali kogoś, kto pracuje fizycznie, szerokim łukiem. A jednak ten drobny człowieczek, ze swoją pomarszczoną twarzą i trzęsącymi się dłońmi, wywołał w nim całą gamę emocji, o które siebie nawet nie podejrzewał.

– Obserwujemy cię od pewnego czasu. Szczerze mówiąc, naprawdę jestem pod wrażeniem twojego talentu. I związanego z nim kunsztu.

Na blat lady wyciągnął teraz grubą teczkę z dokumentami. Na jej wierzchu widniały oficjalne pieczęcie rządu. Widoczny fragment tytułu wskazywał nazwę “Test DNA…”, dalsze litery zasłaniała dłoń starca. Każdy urodzony na ziemi, wiedziałby z czym ma do czynienia, nie inaczej było z Sabrielem. Widział te dokumenty w domu rodzinnym wielokrotnie. To wyniki jego klasyfikacji DNA, które miał za dzieciaka. W nich stwierdzono, że ma tylko dodatkowy organ. Nieprzydatna rządowi moc filtrowania toksycznych substancji.

– Ewidentnie źle cię zaklasyfikowaliśmy, a ty też nie dałeś nam znać, jak już się dowiedziałeś.

Przełknął ślinę. Faktycznie, dopiero wiele lat później odkrył, że potrafił gromadzić srebro, a następnie kształtować z niego drobne przedmioty. Pewna groźna nuta w ostatnim zdaniu lichwiarza unosiła się cały czas w powietrzu. Zaczerwieniona do tej pory skóra twarzy niedoszłego zastawcy stała się teraz śnieżnobiała. W kącikach jego oczu pojawiły się łzy. Słyszał już legendy o ludziach źle zaklasyfikowanych, którzy okazywali się niebezpieczni według definicji rządu. Podobno w takich sytuacjach znikali po prostu z powierzchni ziemi, jakby nigdy nie istnieli.

Sabriel pomyślał o swojej niepełnosprawnej żonie, która nie może zarobić na utrzymanie dzieci. Trafią do slumsów. Zginą.

Jedyne, co mu w tej chwili zostało, to negocjować. Z drżącymi dłońmi i umysłem pędzącym od jednej myśli do drugiej chciał już zabrać głos. Zanim jednak zdążył się odezwać, agent kontynuował.

– Widzę desperację. Nie zrób czasem nic głupiego. I nie przejmuj się, dziecko. Znaleźliśmy cię, aby się dogadać, nie aresztować…

– Jasne! – prawie krzyknął Sabriel – Cokolwiek chcecie, cokolwiek potrzeba!

– Nie. Przerywaj. Mi. Nigdy. Więcej. – Starszy człowiek się skrzywił. – Od tej pory dostajesz nową pracę. Zatrudnisz się jako parobek dla obwoźnego handlarza lub kurier.

Przerwał i zatoczył koło ręką.

– Podróżuj. Zostawiamy ci pewną dowolność, jak się zdecydujesz na coś, to szepniemy o tobie dobre słowo, komu trzeba.

Lichwiarz-urzędnik wstał, przeciągnął się i zaczął spacerować za zagraconą ladą. Jego ton również stawał się łagodniejszy. Brzmiał teraz bardziej, jak podekscytowany dziadek tłumaczący wnukowi co ma robić, a nie ktoś, kto mógł zadecydować o życiu lub śmierci Sabriela i jego rodziny.

– Jak już będziesz podróżować – kontynuował – zbieraj oczywiście srebro. Raz w miesiącu przekażesz nam wszystko w postaci sztabek. Zapłacimy ci stawkę lombardową za każdy gram. Czy wszystko jasne?

Raz w miesiącu. Poczuł, jak żołądek mu się ściska. Wiedział, co go czeka, gdy będzie się forsować.

– Tak, jak najbardziej – odparł jednak potulnym tonem.

Nie chciał ryzykować, że zmniejszą mu wynagrodzenie. Mimo, iż wiedział, że to tempo może go zabić. Raz na kwartał już bolało. Spróbuje renegocjować, gdy spotka bardziej przychylnego agenta. Ten drobny człowiek nie wyglądał na kogoś, kto dobrze przyjmuje sprzeciw.

– Wspaniale. Skoro mamy konsensus, to zmykaj już, dziecko. Tutaj masz pieniądze za wisiorek. Spodziewaj się kontaktu, gdy zaczniesz szukać pracy.

Ostrożnie stawiając kroki, Sabriel złapał pieniądze z ręki urzędnika i następnie niemal wybiegł na zewnątrz. Zanim jednak drzwi się zatrzasnęły, usłyszał jeszcze tylko, jak starzec mówi do krótkofalówki.

– Zdolności potwierdzone. Można rozpocząć operację “Złota gęś”.

Koniec

Komentarze

Witaj. :)

Gratuluję Ci debiutu i to już w dniu rejestracji. :)

Zachęcam do zapoznania się z działem Publicystyka i zawartymi w nim – pomocnymi nam wszystkim – Poradnikami, w tym – Drakainy – dla Nowicjuszy, a także: językowymi, dialogowymi, myślowymi, interpunkcyjnymi, ortograficznymi itp. :)

 

Kwestie językowe i dotyczące nich sugestie oraz wątpliwości (zawsze – tylko do przemyślenia):

Już dawno miałem się udać do lombardu, ale nie miałem ku temu dobrej okazji. – powtórzenie?

Tak, zasadniczo szukał (przecinek?) gdzie upłynnić wisiorek, ale przyjechał tu raczej celowo.

– Skąd osobnik taki jak ty ma tak dobry łańcuszek? – lichwiarz zerknął na Sabriela podejrzliwie. Ten w duchu tylko przewrócił oczami. Za każdym razem to samo. – błędny zapis dialogu?

– W stolicy, gdy byłem na jednej z robót (przecinek?) mijałem jakiegoś jubilera.

– Skąd (i tu?) mówisz, że miałeś pieniądze? – Jego wzrok rozmył się na chwilę (i tu?) gdy spojrzał na naręczny terminal.

Coś na ekranie wyraźnie go zadowoliło. Podniósł palec wskazujący wyraźnie chcąc, żeby jednak nie odpowiadał, kliknął jakiś przycisk i z zimnym uśmiechem, nieobejmującym oczu, zwrócił się z powrotem do Sabriela. – powtórzenie?

Teraz powinien go zapytać o to (przecinek?) gdzie pracuje, że miał okazję podróżować do stolicy.

Dreszcze przebiegły mu po kręgosłupie (i tu?) a jego oddech przyspieszył. Czuł, jakby jego życiu zagrażało natychmiastowe niebezpieczeństwo. Być może tak nawet było? Dla kogoś jego postury to naprawdę rzadkie odczucie. – powtórzenia?

Złodzieje, szubrawcy, pijacy zwykle omijali kogoś, kto pracuje fizycznie (przecinek?) szerokim łukiem.

A jednak ten drobny człowieczek, ze swoją pomarszczoną twarzą i trzęsącymi się dłońmi (i tu?) wywołał w nim całą gamę emocji, o które siebie nawet nie podejrzewał.

Szczerze mówiąc (i tu?) naprawdę jestem pod wrażeniem twojego talentu.

Widoczny fragment tytułu wskazywał nazwę “Test DNA…” (przecinek?) dalsze litery zasłaniała dłoń starca.

Każdy urodzony na ziemi wiedziałby (i tu?) z czym ma do czynienia, nie inaczej było z Sabrielem.

To wyniki jego klasyfikacji DNA, które miał za dzieciaka, w których stwierdzono, że ma tylko dodatkowy organ. – powtórzenie?

Faktycznie, dopiero wiele lat później, (zbędny przecinek?) odkrył, że potrafił gromadzić srebro (przecinek?) a następnie kształtować z niego drobne przedmioty.

I nie przejmuj się dziecko. – przecinek przy Wołaczu?

Skoro mamy konsensus, to zmykaj już dziecko.

– i tu?

Zostawiamy ci pewną dowolność, jak się zdecydujesz na coś, to szepniemy o tobie dobre słowo (przecinek?) komu trzeba.

Lichwiarz-urzędnik wstał, przeciągnął się i zaczął spacerować za zagraconą ladą. Jego ton również zaczął łagodnieć. – powtórzenie?

Brzmiał teraz bardziej (przecinek?) jak podekscytowany dziadek tłumaczący wnukowi co ma robić, a nie ktoś, kto mógł zadecydować o życiu lub śmierci Sabriela i jego rodziny.

– Jak już będziesz podróżować – kontynuował – zbieraj oczywiście srebro. Raz w miesiącu przekażesz nam wszystko w postaci sztabek. Oczywiście zapłacimy ci stawkę lombardową za każdy gram. – powtórzenie?

Wiedział (przecinek?) co go czeka, gdy będzie się forsować.

Nie chciał ryzykować, że będą chcieli zmniejszyć mu wynagrodzenie. – powtórzenie?

Mimo (przecinek?) iż wiedział, że to tempo może go zabić.

Zanim jednak drzwi się zatrzasnęły (przecinek?) usłyszał jeszcze tylko (i tu?) jak starzec mówi do krótkofalówki. (dwukropek zamiast kropki, bo poniżej jest ta wypowiedź?)

– Zdolności potwierdzone. Można rozpocząć operację “Złota gęś”.

 

KONIEC. – tego wyrazu już nie piszemy, bo Portal robi to za nas.

 

Rewelacyjny pomysł na bohatera, mającego takie wyjątkowe zdolności. Świetnie opisujesz emocje Sabriela. :) W tekście, stanowiącym w sumie jedynie scenkę, podajesz zdawkowe informacje o jego życiu, rodzinie, przeszłości, nakazanej przez urzędnika przyszłości, a także – operacji o tajemniczym kryptonimie (przy okazji czemu “Złota gęś”, a nie “srebrna”?). W moim odczuciu jest to fragment/rozdział (nie zaś – osobny szort) większej powieści, do której napisania gorąco zachęcam. :)

Pozdrawiam serdecznie, powodzenia w dalszej twórczości. :)

Pecunia non olet

Dziękuję Ci serdecznie @bruce!

Boże, nawet nie zdawałem sobie sprawy ile błędów interpunkcyjnych popełniłem, masakra. Chyba muszę sobie przypomnieć zasady “,”. Wszystko oczywiście poprawione.

 

Co do samej historii, mam za dużo w głowie z Verdis, żeby skupiać się na tak przeciętnym protagoniście jak Sabriel. Nie ma on co prawda “character arc” w tych ~1k słów, ale jego historię uznaję raczej za zamkniętą. Jest zwykłym człowiekiem, który trafia na zagrożenie i reaguje jak zwykły człowiek by zareagował – pasywnością, akceptacją. Być może to jedyny ciekawy, warty opisania moment jego życia. 

A może faktycznie wrócę kiedyś do niego zobaczyć, jak się wszystko potoczyło. Ale chyba będę mieć ciekawsze pomysły na dłuższe treści (mam nadzieję, w sumie).

 

Co do “Złota gęś”, chcę zasugerować, że Sabriel jest jednym z wielu źle sklasyfikowanych, których rząd będzie chciał wykorzystać do swoich celów. I już tutaj widzę większy potencjał na kontynuację i mam nawet jakiś zarys, niestety w głowie. 

 

Jeszcze raz dzięki za wszystkie sugestie. To mi na pewno otworzyło oczy, że muszę się skupić na tych “kropeczkach z ogonkiem”, których często nawet nie zauważam jak samemu czytam :/ 

 

 

Prestidigitator

I ja dziękuję, każda sugestia jest tylko do przemyślenia, nie jestem tu żadnym autorytetem, absolutnie!; poprawki wprowadzam zawsze “na czuja”; każdy z nas tutaj na Portalu to tylko amator i też uczymy się poprawnie pisać, wpierając wzajemnie. :) 

Pecunia non olet

Hej!

Przyjemny shorcik!

Miałem jedynie mały problem z wizualizacją sobie tego wszystkiego. Początkowo uznałem, że to jest raczej jakieś fantasy-średniowiecze. Później okazało się, że jest tu jakaś elektronika! A na koniec, że w ogóle inżynieria genetyczna i rządowa agencja :P

Jeżeli to świadomy zabieg, to winszuje – to poczucie dezorientacji było poniekąd atrakcyjne :P 

Pozdrawiam!

Dzięki khomaniac, na pewno nie chciałem dezorientować, nie na tylu poziomach. Faktycznie, ja mam cały wszechświat już nawet opisany fizycznie, natomiast czytelnik dostaje fragmenty. To cenna uwaga, muszę to mieć z tyłu głowy, gdy będę następne opowiadania tworzył i/lub udoskonalał. Chociaż pociesza fakt, że mogło to być atrakcyjne :) 

Prestidigitator

Nowa Fantastyka