→ Audiobooki:
Dom z duszą
Strażnik
→ Publikacje:
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4995984/magazyn-histeria-xxxv
https://encyklopediafantastyki.pl/index.php?title=Histeria_6_(35)_2019
komentarze: 2279, w dziale opowiadań: 1594, opowiadania: 540
→ Audiobooki:
Dom z duszą
Strażnik
→ Publikacje:
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4995984/magazyn-histeria-xxxv
https://encyklopediafantastyki.pl/index.php?title=Histeria_6_(35)_2019
komentarze: 2279, w dziale opowiadań: 1594, opowiadania: 540
Gratulacje dla Anonima oraz Michaela, który chyba pobił nieosiągalny dla pozostałych rekord! 

Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
No cóż, Teo Max, nie mam dobrych wieści. Jestem rozczarowana twoją postawą, i myślę, że nie tylko ja.
Zakapior miał podejrzenia co do tego, że tekst nie jest w całości napisany przez człowieka i ja podzielam jego wątpliwości.
Fragmenty typu:
Za nimi stali świadkowie ich życia. W tym tłumie ludzi była kobieta w czerwonej sukni. I kobieta w bieli. Był mężczyzna w mundurze. Dziecko trzymające matkę za spódnicę. Ludzie, których znała historia i tacy, których nikt nie pamiętał.
– Ale prawda jest prostsza. Mogłem odejść. Nikt by mnie nie ścigał. Mogłem być żebrakiem. Mógłbym być parobkiem. Mógłbym robić cokolwiek. Ale wybrałem to. Ja lubiłem swoją robotę. Żona była zadowolona, bo dobrze płacili. Żartowała, że do twarzy mi ze śmiercią.
– Na ulicach Petersburga leżał śnieg. Kanał Katarzyny. Carska kareta to prawdziwe cacko. A dookoła wszystko było jasne. Pamiętam, jak światło tańczyło na śniegu. Bomba Rysakowa wybuchła przed końmi. Byli ranni. Ludzie krzyczeli. Car ocalał. Mógł odjechać. Ale on wysiadł z karety i poszedł do rannych. Pytał, czy żyją.
wydały mi się szczególnie podejrzane. Kto pisze tak maszynowo i absurdalnie nienaturalnie? Są dwie opcje: świeżynki i maszyny.
Dopóki promocja do Biblioteki nie ujawniła twojego pseudonimu, milczałam, nie chciałam rzucać bezpodstawnie oskarżeń, mając nadzieję, że tak sztywno pisze ktoś zaczynający przygodę z piórem. Niestety moje podejrzenia się potwierdziły. Niestety twoje poprzednie dokonania grają tu na twoją niekorzyść – chyba w każdym twoim tekście czytelnicy wytknęli ci użycie AI do obszerniejszych celów niż zwykły research i korekta. I co gorsza, przyznałaś się do tego dopiero gdy lud postawił cię pod ścianą. Mimo próśb, żebyś zamieszczała informacje o użyciu AI, nadal tego nie robisz. Pod opowiadaniem, które zostało nominowane do Piórka, nie wyraziłaś zbytniej skruchy, toteż wnioskuję, że niestety twoje zachowanie jest nieuczciwe i szkodliwe dla Portalu.
Z tych powodów powołuję się na zapisy z Zasad zamieszczania treści na portalu fantastyka.pl:
8. Zabronione jest publikowanie Wątków które zostały wygenerowane, w całości lub w części, przez sztuczną inteligencję.
9. Wątki, które powstały przy wykorzystaniu, ale nie zostały wygenerowane przez narzędzia sztucznej inteligencji (np. do korekty językowej) muszą być oznaczone odpowiednią informacją, opisującą zakres zastosowania oraz wykorzystane narzędzie, umieszczoną w przedmowie.
i zgłaszam nie tylko ten tekst, ale cały twój profil moderacji.
Nie pozdrawiam.
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Dziń dybry!
wkrótce po wyruszeniu w trasę znów byli przemoknięci.
Dopiero zaczęłam lekturę, ale mam wrażenie, że akcja toczy się w średniowieczu/wczesnej nowożytności. Trasa brzmi więc zbyt nowocześnie. Może zastąpić ją podróżą?
Uporczywa mżawka zamieniała drogi w błoto, a dachówki pokrywała śliskim połyskiem.

Uporczywa mżawka zamieniała drogi w błoto, a dachówki pokrywała śliskim połyskiem. Wozy na głównej ulicy toczyły się wolno, skrzypiąc pod ciężarem towarów. W powietrzu unosił się zapach mokrego drewna, końskiego nawozu i przypraw przywiezionych z dalekiego południa.
Ogólnie bardzo ładny i sprawny opis. Mamy wszystko: widok, dźwięki, nawet zapachy. Tylko ten śliski połysk mi nie gra.
Mykel wskazał
ręką.
Automatycznie zakładamy, że coś wskazuje się ręką. Dopisujemy część ciała dopiero wtedy, gdy nie wskazujemy oczywistą ręką, np. głową czy nogą.
→ Mykel wskazał rozciągające się przed nimi budynki/budowle.
Moneta wielkości dłoni z niewielkim otworem w samym środku. Z jednej strony widniały zamknięte drzwi, z drugiej prowadzące w dół schody.
Jak mogły widnieć obie strony naraz? Rozumiem, że to narrator wszechwiedzący, więc widniały lepiej zastąpić pokrywały (ją) na przykład. Bo widniały sugeruje, że obserwator widzi to w tym momencie.
Na twarzy kroczącego z tyłu Mykela zatańczył drwiący uśmiech.
Chyba przesadzona personifikacja.
Arved nie był pierwszym, który rozmawiał wyłącznie ze Schodzącym, jego strażnika szybko zaczynając traktować jak powietrze.
Końcówka bardzo niezgrabna.
→ Arved nie był pierwszym, który rozmawiał wyłącznie ze Schodzącym, traktując jego strażnika jak powietrze.
Arved usiadł w fotelu i gestem zaprosił Corina do tego samego.
Fotela?
Mykel
przystanął przy drzwiach.
Martwię się o niego, a pańska profesja… powiedzmy, że nie poprawia mi nastroju.
Hm, chyba bardziej tu pasuje obecność niż profesja.
Cały dygotał, pomimo pierzyny i tego, że noc była ciepła.
→ Cały dygotał, pomimo pierzyny i ciepłej nocy.
Zamrugała, by powstrzymać łzy.
– To w taki dzień próbował…?
Domyślam się, że nie ona to powiedziała, ale zapis tak sugeruje.
Mykel otworzył drzwi i gestem zachęcił gospodarzy do wyjścia. Zamknął za nimi drzwi.
Kłopotliwe powtórzenia. Hm, jak sobie z tym poradzić?
→ Mykel otworzył drzwi, i po tym, gdy gestem zachęcił gospodarzy do wyjścia, zamknął je za nimi.
Nie jest idealnie, ale nic lepszego na razie mi nie przychodzi do głowy.
Choć widział Zejście już kilkukrotnie, nie przywykł.
Czegoś mi tu brakuje.
→ Choć widział Zejście już kilkukrotnie, nadal nie przywykł do rytuału.
– Wiesz, że tu jestem! –
powiedział głośno.
Zbędne, wiemy to dzięki wykrzyknikowi.
Odpowiedziała mu kakofonia.
Nie jestem pewna, czy nie trzeba dookreślić, jakich dźwięków kakofonia, może ktoś mądrzejszy ode mnie się wypowie.
Labirynt zniknął.
Ale to nie wszystko.Ktoś przyglądał mu się z daleka
Totalnie zbędne.
Gdy byli tu poprzednio, na podwórzu tętniło życie. Rozładowywano towary do wtóru pokrzykiwań woźniców, próbujących doprowadzić wozy pod odpowiednie wrota. Dziś przed posiadłością Arveda Mornesa panował spokój.
Ładnie pokazany kontrast atmosfery.
Obejmował
rękomapodwinięte nogi
No chyba nie obejmował nóg nogami? :P
Zbliżał się do nich Ravek – prawa ręka dowódcy królewskiej straży, a niedługo podobno jego następca.
Lepiej: wkrótce.
Jak na moje,
jestto przyznanie się i do winy
– Arved musiał liczyć na to, że jeżeli wyczeka odpowiednio długo, uda mu się wysłać Lucana na dwór.
Na dwór? W sensie, że na zewnątrz?
Dodałabym: królewski.
Chłopa miał dowiedzieć się o królewiczu jak najwięcej
Zjedzona literówka.
W odbiciu w szybie zobaczył, jak strażnik delikatnie kręci głową.
→ W odbiciu szyby zobaczył, że strażnik delikatnie kręci głową.
Ale Ty ładnie piszesz! Tak bardzo obrazowo, kadrowo. Tutaj ktoś się pogładził po szyi, tam ktoś obraca sygnet w palcach… Ładne to i wiarygodne, lubię, gdy pisarz dba o takie szczegóły.
I nie tylko o takie szczegóły: np. pół dnia drogi od stolicy. Taka schludność stylistyczna bardzo mi imponuje, brawo!
Wątpliwości mam takie, że w sumie nie zrozumiałam, o co chodzi z tym Zejściem i co ona miała wspólnego z tą całą intrygą.
Ale i tak kliczek się należy, pozdrawiam serdecznie!
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?

Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Tarnino, raczej to nie jest kwestia biurokracji. Ale wkrótce poznasz przyczynę. Mam nadzieję ;p
Nie widziałam żadnych prób ciśnięcia ;)
Chciałam napisać durny tekst dotyczący fizjologii, ale może lepiej się powstrzymam ;p
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Witaj serdecznie, krarze!
Fajnie, że wróciłeś na Portal i mogę Cię ugościć pod moim opowiadaniem.

Z pół roku miałem to w kolejce, ale wreszcie wróciłem do czytania opek i jestem.
No właśnie czekałam cierpliwie :)
Dość dziwny tekst, fabuła z jednej strony trochę toporna, ale w taki nieco rubaszny sposób i ta toporność pasuje do miejsca, gdzie trafił bohater.
Hm, a co masz dokładnie na myśli, pisząc toporna?
Stultus pachnie Idiokracją w wersji mobilnej, strach się bać.
Pewnie podświadomie się inspirowałam Idiokracją, fakt, ale impulsem była frustracja na to, jak funkcjonuje teraz świat i jak ludzie stają się coraz głupsi.
Dziękuję bardzo za wizytę i pozdrawiam również!
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
wykonując dziś proste prace domowe, które nie angażują mózgu, mogłem rzeczony zaangażować do przemyślenia Twojego tekstu. Odpowiednie zgłoszenie zostanie zaraz poczynione w przeznaczonym do tego wątku.

No, Ramshiri, powiem Ci, że zazdraszczam! Nominacja od takiej wygi Portalowej to chyba nawet lepsza niż Piórko :)
Ale mam nadzieję, że i tak je dostaniesz. A skoro już i tak dojdzie do głosowania, to mogę zdradzić, że sama nominowałam tekst.
Powodzenia!
Loża!

Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Dziń dybry!
No, w końcu udało mi się do Ciebie dotrzeć :)
Czytanie może też nie być zalecane, jeśli ktoś ma poważną arachnofobię.

Zaryzykuję. Może w moim przypadku nie jest aż tak poważna ;p
jakby chciał mnie wciągnąć i
takocalić przed grzechem, który zamierzałam popełnić.
– Któraś zdecydowanie – kiedy to mówiła, jej twarz skrzywił grymas zdradzający niesmak.
Myślę, że wiedźma widziała już niejedno, więc czemu się tak krzywi? No ale to nie jest aż tak rażące, idźmy dalej.
Nie rozumiałam czemu, w tym piekielnym domu zawsze było tak głośno.
→ Nie rozumiałam, czemu w tym piekielnym domu zawsze było tak głośno.
Nim zadecydowałam co dalej
→ Nim zadecydowałam, co dalej
Czemu nie wyglądał równie szczerze
A jak się wygląda szczerze? Może miałaś na myśli: szczerze strapiony, zmartwiony?
Wiem, że to słowo występuje wcześniej, ale ja bym je przeniosła właśnie tutaj.
Mnie też zaczynało się chcieć wymiotować
Trochę niezgrabne. Może:
→ Mnie też zaczynało się robić niedobrze
– Cudowne wieści kochanie.
→ – Cudowne wieści, kochanie.
Poczułam uderzenie gorącego płynu.
Hm, coś mi tu nie gra. Może to, że płyn nie może chyba… uderzyć?
– Zachowujecie się, jak dzieci – powiedziałam.
→ – Zachowujecie się jak dzieci – powiedziałam.
Wtedy, zapanowała cisza
→ Wtedy zapanowała cisza
Najpierw miałam koszmar, a po tym poczułam
a potem
Marianna wyglądała znaczenie gorzej, niż ja
→ Marianna wyglądała znaczenie gorzej niż ja
Usta kobiety popękały, kiedy patrzyłam, jak je, niemal spodziewałam się zobaczyć mieszającą się z mlekiem krew.
→ Usta kobiety popękały. Kiedy patrzyłam, jak je, niemal spodziewałam się zobaczyć mieszającą się z mlekiem krew.
Nie ostrzegłam jej, nim włożyła pająka do ust. Wydawało mi się, że usłyszałam chrupnięcie, z jakim przegryzła pancerzyk.

Nie mam pretensji, ostrzegałaś!
Po tym ponownie były wrzaski i wymioty, a ja odpowiadałam na ogłoszenia o pracę.

Wzdrygnęła się, jakbym spróbowała ją uderzyć.
– Co dokładnie ci się śniło?
Domyślam się, że to główna bohaterka zapytała, ale zapis sugeruje co innego.
Po tym chwilę milczałyśmy, a ona wciąż tkwiła na podłodze między mną, a sedesem.
→ Milczałyśmy, a ona wciąż tkwiła na podłodze między mną a sedesem.
– Możesz wyjść? Muszę siku.
Kto to zapytał?
Wiesz coś się z nią dzieje?
→ Wiesz, co się z nią dzieje?
– Wiesz co się jej śni?
→ Wiesz, o czym śni?
Dużo się, zredukujmy je trochę.
– Możliwe… coraz bliżej porodu pewnie jest zestresowana.
→ – Możliwe… coraz bliżej porodu, pewnie jest zestresowana.
– To nie do końca wyglądało, jak omdlenie
→ – To nie do końca wyglądało jak omdlenie
To twoja żona do kurwy, nędzy! Czemu bym miała wiedzieć o twojej żonie coś więcej, niż ty?!
→ To twoja żona do kurwy nędzy! Czemu bym miała wiedzieć o twojej żonie więcej niż ty?!
Rwący kaszel brzmiał, jakby ledwo pozwalał jej oddychać.
→ Rwący kaszel ledwo pozwalał jej oddychać.
Musiałam kucnąć, przy łóżku, żeby dostrzec
→ Musiałam kucnąć przy łóżku, żeby dostrzec
Po tym, jak opuścili dom, cieszyłam się niemal całym dniem ciszy, później zadzwonił mój telefon.
Masz skłonność do używania sformułowania po tym, przyjrzyj się temu.
→ Gdy opuścili dom, cieszyłam się niemal całym dniem ciszy, dopóki nie zadzwonił mój telefon.
Po tym, jak opuścili dom, cieszyłam się niemal całym dniem ciszy, później zadzwonił mój telefon. Kazali mi jechać do szpitala, a na miejscu trzymać dziecko. Emil znowu pytał, czy zostanę chrzestną, jakby przypomniał sobie, że poprzednio nie odpowiedziałam.
Nie wydaje mi się, by to był naturalny moment na zadanie takiego pytania, i to jeszcze przez telefon.
Przybierała ten jej typowy, łagodny uśmiech, którego od zawsze nienawidziłam.
→ Przybierała ten swój łagodny uśmieszek, który od zawsze nienawidziłam.
Łatwo było mi obserwować reakcje Marianny. Wyglądała źle, jak pierdolona męczennica. Uśmiechała się tylko, kiedy inni na nią patrzyli. Przybierała ten jej typowy, łagodny uśmiech, którego od zawsze nienawidziłam. Im dłużej inni nie skupiali się na niej, tym głębiej oddychała, jakby za wszelką cenę starała się zapanować nad czymś, co rodziło się w jej wnętrzu. Kiedy patrzyła na dziecko, w jej oczach dało się dostrzec lęk.
Nie rozumiem tego akapitu. To są wspomnienia Misi, czy to wydarzyło się już po powrocie do domu ze szpitala? Bo dopóki nie dotarłam do ostatniego zdania, byłam pewna, że Misia sobie rozmyśla o przeszłości. Powrót ze szpitala z dzieckiem jest dość istotną sceną, nie rozumiem, czemu została pominięta.
Wrócili szybciej, niż miałam nadzieję. Kiedy Marianna była w szpitalu, a Emil jeździł do niej w każdej wolnej chwili – miałam spokój.
Eee, czyli Marianna nie wróciła jeszcze ze szpitala? To o co tu chodzi, o jakim dziecku wcześniej była mowa?
→ Wrócili szybciej niż miałam nadzieję.
Obudziłam się na tyle wcześnie, że z pewną radością poszłam do kuchni.
?
Po pierwsze: czemu pewną, a po drugie co ma wspólnego wczesne wstawanie z radością?
Spodziewałam się być tam sama i móc zjeść śniadanie bez towarzystwa tych idiotów.
→ Spodziewałam się spędzić czas sama i zjeść śniadanie bez towarzystwa tych idiotów.
Zaskoczona widokiem zatrzymałam się w bezruchu na tyle długo
→ Zaskoczona widokiem, zatrzymałam się w bezruchu na tyle długo
Po raz pierwszy od dawna wyszłam z domu na dłużej, tylko po to, by nie musieć znosić obecności Marianny.
To dziwne, że dopiero teraz pierwszy raz to robi, skoro jej tak nie cierpi.
Zaskoczył mnie na tyle, bym przez chwilę brała pod uwagę, że ktoś jedynie zbyt głośno oglądał telewizję.
Upraszczajmy:
→ Zaskoczył mnie na tyle, bym pomyślała, że ktoś jedynie zbyt głośno oglądał telewizję.
Nie usłyszałam końca ich rozmowy, bo dostrzegli mnie przez otwarte drzwi i zamilkli.
(…) Kiedy wróciłam do nich z butelką, zamilkli.
znów przerwali rozmowę
Nie był długi i okazał się stanowić przyjemną lekturę.
→ Nie był długi i okazał się przyjemną lekturą.
Maleńkie usta opuszczał odgłos pasujący do dorosłej osoby.
→ Z maleńkich ust wydobywał się głos dorosłej osoby.
Wyglądało, jakby próbowało przed nią uciec
, ale nie potrafiło się jeszcze szczególnie sprawnie turlać.
Dlatego jedyniemachało rączkami i nóżkami, rozbryzgując krew we wszystkie strony.
Mało kto naprawdę wierzył w magię. To, że najgłośniejszymi specjalistami byli oszuści, nie pomagało.
Nie rozumiem.
Poszukiwanie pracy szło, jak krew z nosa
→ Poszukiwanie pracy szło jak krew z nosa
Pytania i rozmowy prowadzone szeptem
, nawet jeśli nie miał ich kto usłyszeć,nie ustawały, bo każdy chciał szczegółowo poznać historię o tym, jak popieprzyło idealną Mariannę.
Rozłączyła się
od razu po tym.
po tym, po tym…
Świetnie zaczęłaś opowiadanie. Zarzuciłaś haczyk i ja go połknęłam. Karty są odkrywane powoli, w odpowiednim tempie.
Całkiem niezły horror, chociaż myślę, że byłoby straszniej, gdyby te okropne akcje nie były snami.
Wiele momentów zostało opowiedzianych (tell) zamiast pokazanych (show). Na przyszłość staraj się nam więcej pokazywać niż opisywać.
Nie dostrzegłam większych luk fabularnych czy logicznych oprócz tego momentu ze szpitalem, czytało się płynnie.
Wiarygodnie przedstawiłaś niechęć, żeby nie powiedzieć, nienawiść Misi do Marianny. Sposób, w jaki bohaterka opisuje ją w głowie, nie pozostawia żadnych wątpliwości.
Jest jednak jeden dość poważny mankament tej powieści, bo stanowi główną oś opowiadania: jaki był motyw Misi, by zaszkodzić Mariannie?
Gratuluję dobrego opowiadania i dostania się do Biblioteki. Pozdrawiam serdecznie!
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Kurnia, miałam na myśli właśnie wątek do zgadywania ;p Co jest ze mną nie tak.
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Kiedy jest przewidziane zdjęcie masek?
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Cześć, Melya!
Jeszcze nie miałyśmy okazji się widzieć/czytać, więc witam Cię serdecznie na Portalu i pod moim szalonym opowiadaniem!
Na początku pomyślałam, że bohaterka jest odważna, bo nie boi się kleszczy na łące XD
Hahha :P Nie wiadomo, czy to odwaga czy już głupota :P Ale w sumie ona nie żyje, więc nie przejmuje się już kleszczowym zapaleniem mózgu.
Rodzinny obiad przez całą wieczność… Istny czyściec, jeśli nie piekło.
Dokładnie.
Twist mnie zaskoczył, uśmięchnęłam się kilka razy. Najszerzej przy Syrence i Władcy Pościeli :).
Haha, cieszy mnie to.
W tym tekście najbardziej urzekło mnie, jak odsłoniłaś obłudę i hipokryzję.
O, popatrz, nawet w takich durnotkach można znaleźć jakieś drugie dno.
Serio udany szort! Dzięki.
Dziękuję bardzo, pozdrawiam!
Witaj, Beta-Besti!
nie spojrzałam na tagi ani przedmowę, tylko od razu zabrałam się za tekst. Biegnę sobie, biegnę przez te chryzantemowe pola, śmieję się z popieprzonego chomika i nagle…
Ahahhaha, ale ostrzegałam, zrobiłam, co mogłam! :)
Pojechane po bandzie! :D Dziewczyno, świetnie Ci wychodzą te absurdalne teksty. Są zabawne i balansują na krawędzi dobrego smaku, ale wydają mi się nieprzesadzone.
<rumieni się>
Pozdrawiam również!
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Dziń dybry!
Jakby usłyszał moje myśli, łowca puścił dziewczynę i odwrócił się z powrotem do łóżka.
A kiedy ją złapał? Przecież “tylko” stał przed nią i się gapił?
Dziękuję, mistrzu Augustynie, dziękuję.
Lepiej by wybrzmiało:
→ Dziękuję, mistrzu Augustynie. Dziękuję.
że nie wszytsko jest w porządku.
Literówka.
– Piotrze… – zawołałem jeszcze, lecąc w ciemność.
– Czego?
– Będę mógł wrócić do nieba, prawda?
Stary stróż uniósł głowę i uśmiechnął do mnie szczerze.
Eee, ale skoro on leciał, to jak mógł zobaczyć twarz Piotra?
Potem spojrzałem wyżej i poczułem, jak umieram po raz trzeci.
Ładne.
Nie, nie, nie, błagam!
To nie jej wina, nie dała rady! Nie mogli skazać Basi na gwoźdźnię, jak jakiegoś łachudrę! Widziałem już takie przypadki nieraz, nawet wśród sąsiadów. Wsadzali powrotnika, który nagrzeszył za życia, do trumny pełnej długich gwoździ przebijających mięso na wylot. Dusza nie miała wstępu do nieba, ale jakoś trzeba było unieszkodliwić ciało, żeby nie zrobiło krzywdy żywym. Brutalne i konieczne. Ale nie dla mojej słodkiej Basi!
Cały akapit też powinien być kursywą, skoro to myśli bohatera.
Chłopak poleciał do tyłu, rypnął głową o podłogę
Nie pasuje mi ten potocyzm. Zwykłe uderzył byłoby lepsze.
obserwował szarpiącą się dziewczynę. Najpierw
najej bose stopy
Skoro wcześniej napisał_ś obserwował, to na jest zbędne.
Fioletowo-czarne, nieregularne ślady ciągnęły się pod zakrwawioną bieliznę.
Ale jak wyglądały te ślady? To były pasma, siniaki? Jak mam to sobie wyobrazić?
Leżał podparty na łokciach i obserwował szarpiącą się dziewczynę. (…) Powoli wstał z kolan.
Kiedy zdążył zmienić pozycję?
Dużo tu skrótów myślowych. Znalazłam też wcześniej podobny skrót, ale nie chciałam już wyjść na taką czepialską. To się jednak powtarza, więc o poprzednim też wspomnę:
Chłopak poleciał do tyłu, rypnął głową o podłogę, a krzyż potoczył się z głośnym brzękiem pod (…). Leżał podparty na łokciach
Ten adept to jakiś ninja, że tak błyskawicznie zmienia pozycje.
Basia parła coraz wścieklej, charcząc przez zęby.
A można charczeć przez uszy?
W izbie zapadła nagła, potworna cisza.
Dlaczego? Demon, czy co tam opętało Basię, nagle się zmęczył? Dziwne to.
W izbie zapadła cisza, jakiej ten dom nie słyszał od miesięcy.
Halo, dosłownie chwilę wcześniej zapadła potworna cisza?
Podoba mi się pozytywne zakończenie, które osłodziło wcześniejsze dramaty i rozlew krwi.
Dobrze zrozumiałam, że to Augustyn zamieniał ludzi w powrotniki? Swoją drogą, fajna nazwa na potwory.
Nieszablonowy pomysł z tym, że Bóg sobie po prostu odszedł i miał gdzieś, co się dzieje z duszami po śmierci. Zostawił biednego Piotra samego na straży biurokracji.
Ładne opisy, plastyczne, filmowe, bez trudu można sobie (prawie) wszystko wyobrazić. Dobra robota!
Dziękuję za satysfakcjonującą lekturę i powodzenia w konkursie! Wirtualny klik leci :)
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
A gdyby opakować opowiadanie w taki zabieg ramowy, że niby tłumaczysz odnalezione łacińskie oryginały, to może pozwoliłoby częściowo ominąć kłopot z wyważeniem stylizacji językowej, żeby była wiarygodna i czytelna?
Jest to dobra myśl, na którą nie wpadłam niestety. Ale jak szybko znalazłeś rozwiązanie! To tylko potwierdza po raz setny moje zdanie o Tobie 
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
No witam, witam krwiożerczą LOŻĘ szyderców… :P
Dziń dybry, Jolko K.!
Ależ interesującą formę sobie wybrałaś! Te listy robią robotę. Czułam, jakbym czytała faktycznie listy dalekiego wujka znalezione na strychu.
Dziękuję! Forma interesująca, ale też bardzo komplikująca pisanie i trudna. Możliwe, że gdybym wybrała tradycyjną formę, tekst bardziej by przemówił do większości i może by się nawet opierzył… Jednak mnie bardziej ekscytuje próbowanie nowych rzeczy i eksperymentowanie, to przynosi największą satysfakcję :) Nie wszyscy tu są dla Piórek.
Sama fabuła całkiem dobra, byłam zainteresowana, co będzie dalej, opowiadanie pisane w stylu podróżniczym, więc nieco wynudziły mnie opisy miejsc, ale to taki drobiazg. Prawdę mówiąc cały czas czekałam, aż bohater dojedzie wreszcie na miejsce. :)
To zrozumiałe, następnym razem postaram się bardziej skupić na akcji, choć forma epistolarna niejako wymusza opisowość.
Mnie się podobało. Pewnie, że nie wszystko jest dopieszczone, ale dobrze się to czyta.

Nazajutrzstatek do Cypru rusza o świcie.Dla mnie pierwszy wyraz niczego nie wnosi – do wywalenia. :)
Racja, poprawione.
Logika gdzieniegdzie szwankuje, np. Co się stało z resztą jednorożca, gdy jego róg przebił dziewczynę?
Yyy, poszedł sobie i wyhodował nowy róg?
Dlaczego Stanisław zabawia się w podróżnika odkrywcę, gdy jego ukochany umiera?
Hmm, nie wiedziałam, że to tak wygląda, jakby się zbawiał, myślałam, że pędzi po ten róg najszybciej jak się da :P
Przekonanie o cudownym leku jest niby silnie podkreślone, ale nie przekonuje mnie w momencie, gdy ten drugi prosi, by przyjechał się pożegnać.
To była z pewnością trudna decyzja, trudności której nie pokazałam zapewne należycie.
Piórkowo będę na nie, ale to dobry tekst biblioteczny i fajnie, że został nominowany.
Mua! <to buziak jakby co ;p>
Dziękuję pięknie, pozdrawiam!
Witam Pana Prezydenta Rzeppospolitej!
Moje główne wahanie dotyczyło tego, że wybrałaś nową forę, trudną fabularnie. Długo myślałem, ale ostatecznie nie uznałem, by za tą okoliczność dodać aż tak wiele, by podciągnęło to tekst do piórka – w mojej ocenie. Stąd NIE.

Hehe, żartuję, to tylko niestrawność :P
Przewidywałam od Ciebie NIEta! Twój TAK byłby jak Jehowi w tłusty czwartek: zaskoczenie kompletne. I nie dlatego, że ja sama ostatnio dałam Ci NIEta, tylko dlatego, że gdybyś uważał, iż tekst zasługuje na Piórko, to byś je nominował jako dyżurny.
Językowo jest po prostu okay, nie doznałem szału.
hahhah

Struktura – tu epistolarność i baczna analiza oraz słuchanie porad komentarzy zrobiło robotę, doceniam tutaj też wyliczenia czasowe między listami i ich korekty.
Jestem pilną uczennicą, córką nauczycielki, kujonką nie z wyboru :P
Ale wszystko u mnie ok!

Tempo łączę z klimatem – to się ładnie wiąże w relację z podróży, a to, jak pisałem, największa zaleta tekstu.

Fabuła i spójność – tutaj największe wątpliwości, bo ten szatan taki okay, ale nic ponad to. Trochę to przerywało ciągłość narracji. Już pisałem wyżej.
Ślimak pisał podobnie i chyba Michael wcześniej też, więc coś w tym jest. Może się bałam, że będzie za mało fantastyki. Ale w sumie jest jednorożec i blemmjowie… No już sama nie wiem, co ja miałam w tej główce.
Przesłanie – daję punkty za efekt końcowy (otwarte zakończenie – moim zdaniem), ale chyba za mało jest głębszej refleksji bym przyznawał za samo przesłanie.

No i efekt końcowy – no i tutaj już tak, za epistolarność, za zakończenie i motyw podróży.

Fajną masz tę tabelkę <wink>. Nie, serio, fajnie ją sobie opracowałeś. I nie mam żadnego minusowego punktu, uff!
Odpowiednio rzepiaście wyszło? :)
Nieee, za mało!
Dzięki wielkie, duża rzepa się należy! Albo dużo rzepów, jak wolisz ;p
Cześć, Ślimaku!
Czytałem ten tekst niedługo po publikacji i zbierałem się już do komentarza, ale inni czytelnicy uprzedzili mnie we wskazywaniu kwestii, które wydały mi się najważniejsze, i straciłem chęć.
O, to miłe zaskoczenie, że zaglądnąłeś do mnie bez nominacji, bardzo się cieszę :)
Niemniej po ponad miesiącu dobrze pamiętam zarys koncepcji i kluczowe wątki, co korzystnie świadczy o opowiadaniu.
O kureczka, no pewka!
że para jednopłciowa pisałaby do siebie w taki sposób i w ogóle pisała listy po polsku, a nie po łacinie (w zasadzie tu dodatkową motywacją mogło być większe bezpieczeństwo, w razie gdyby korespondencja wpadła w ręce kogoś niepowołanego).
Hahahha, Ślimaku drogi, co to za wymagania wyciągnięte ze skorupy! :P Miałam co prawda łacinę na studiach, ale nic z niej nie pamiętam, byłoby trudno napisać listy w tym języku 
Duża szansa, że gdybym od początku czytał utwór w tej wersji, całościowo wyrobiłbym sobie o nim lepsze zdanie.
Staram się od siebie za wiele nie wymagać i być dumna z malutkich kroczków, bo inaczej można wpaść w depresję, której bardzo się boję i robię wszystko, żeby mnie nie dopadła.
Tak więc dla mnie sukcesem jest to, że zrealizowałam swoje zachcianki: średniowieczne opowiadanie w formie epistolarnej – i że tak wiele osób ten tekst przeczytało i jeszcze niektórym spodobało się na tyle, żeby je nominować. To jest naprawdę super i nie spodziewałam się tak pozytywnego odbioru, oczekiwałam też więcej krytycznych komentarzy. A to, że tekst jest teraz lepszy, wynika właśnie z tego, że tyle osób zechciało mnie odwiedzić i pozostawić merytoryczny komentarz, za co bardzo dziękuję i jestem wdzięczna!
Jednak uczynienie głównego bohatera kowalem wciąż wydaje mi się decyzją dziwną i źle ugruntowaną, przecież widać, że musi być kimś dobrze wykształconym i sytuowanym, szlachcicem, jeżeli sam nie po studiach w Italii (lepiej wiedziałby, czego się spodziewać w podróży), to obracającym się w takim towarzystwie. Zwróciłem uwagę na zręczne opisy Wenecji.
Hm, ale czy niewieściuchowi pozwoliliby studiować w Italii?
Zwróciłem uwagę na zręczne opisy Wenecji.

Szatan wydaje się zupełnie zbędny, swobodnie można było bez niego przeprowadzić, że Stanisław owładnięty wizją polowania na jednorożca przy użyciu dziewicy i pomocy Janowi nie zauważa, jak towarzyszka próbuje i wstydzi się z nim podzielić tym, iż uciekła z klasztoru, bo padała w nim ofiarą przemocy seksualnej – co prowadzi do tragicznego finału – najlepiej byłoby dawać subtelne sygnały, żeby czytelnik miał szansę dostrzec to odpowiednio wcześniej.
Coś musi w tym być, bo to nie pierwsza taka opinia, ale moim zdaniem bez Szatana byłoby trochę nudno.
Ten pomysł jest błyskotliwy, ale poza tym wydaje mi się, że całości tekstu brakuje pewnego napięcia dramatycznego, od początku widać, że bohater nie pomoże ukochanemu i zmarnuje szansę na pożegnanie z nim.
Ale to już wynika chyba z Twojego oczytania i dużego doświadczenia, zarówno pisarskiego jak i czytelniczego. Nie moja wina, że jesteś taki mądry!
Mam też taką ogólniejszą myśl, że trudno o satysfakcjonujący utwór epistolarny osadzony w tak dawnej epoce, ten gatunek literacki jak chyba żaden inny domaga się dosłownej stylizacji, którą oczywiście mógłby zrealizować tylko filolog historyczny, a przeczytać także byłoby niełatwo. Piórkowo będę na NIE, ale doceniam ambitną próbę!
Dziękuję, że doceniasz, bo ja sama jestem mega dumna z tej próby!
– Chcesz t dokument czy nie?
Tu coś jakby zeżarło.
Oj, już poprawiam.
Najserdeczniejsze dzięki i pozdrowienia!
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Poza językiem nic nie ma? Hmm, hmm, pff. Ahha, ha, ok :-P

Poczuł swędzenie głęboko, w końcu to opowiadanie o hemoroidach i pozszywanym pooperacyjnie tyłku. Dokładnie tak. :-)
Ajajaj, współczuję. Mam coś dla niego!
Pozdrawiam! :D
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Dziń dybry! Mój komentarz wygląda nietypowo, bo piszę z telefonu, mam nadzieję, że nadal będzie w miarę czytelny. Zacznę od niefortunnej nazwy wydarzenia, które nazwałeś Powstaniem, bo przez to skojarzyłam sobie z wojną i przez kilka chwil myślałam, że to monolog powstańca. Nie rozumiem też, o co się kłóciły zombiaki a parę razy o tyn wspominasz, co wskazuje na to, że było to istotne, ale tego nie wyjaśniasz. Zdarzyło się parę językowych czy składniowych potworków, jak: "otrzepanie się mrugnięciem" czy "puściłem się biegiem, żeby uciec", lecz można przymknąć na to oko, bo generalnie językowo jest w porządku. "Bo chociaż wiemy, co czeka po, to nie jesteśmy pewni…" nie rozumiem tego zdania. Czeka kogo i po czym? Poza tym kilka zdań wcześniej podmiot liryczny twierdzi, że nie wie, po co powstali, a teraz wie? Hm. Nawet ciekawy pomysł, podoba mi się też tytuł. Tylko, kureczka, za wiele w sumie się tu nie dzieje i nic prawie nie wiemy. Dlaczego bohater tak uciekał przed swoją żoną? Jakie są skutki Powstania, w sensie, dlaczego miałabym się tym przejąć? No nie wiem, przepraszam, ale nie poruszył mnie tekst w żaden sposób. I jeszcze ta depresja, po co w ogóle została wspomniana? Mam wrażenie, że zostało tu wiele wątków wspomnianych, które w ogóle się ze sobą nie łączą. Tak czy siak życzę powodzenia w konkursie i wszystkiego dobrego!
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Dziń dybry, piszę z telefonu, bo jestem poza domem i wzięłam nie tę ładowarkę do laptopa co trzeba, dlatego mój komentarz wygląda inaczej niż zwykle :) Na szczęście nie zauważyłam jakichś większych błędów, za co Ci dziękuję, bo dzięki temu mogłam spokojnie czytać bez konieczności poprawiania, co jest moim natręctwem. Lubię takie creepy pasty i historie z dreszczykiem związane z grotołazami, zresztą sama nawet napisałam kiedyś horror w tej tematyce na konkurs Bruno Siaka. Więc o tym przypadku, o którym wspominasz w przedmowie, też oczywiście słyszałam. Zawsze przechodzą mnie ciarki, jak o tym myślę, brr! Zacznę od minusów. Myślę, że przedmowa jest zbędna i bardziej zaszkodziła niż pomogła. Bo, po pierwsze, nie dajesz czytelnikowi samemu odkryć, co się dzieje, a po drugie, odczułam rozczarowanie, że tak szybko wyszliśmy z tej jaskini i w sumie niewiele się w niej wydarzyło. No, oprócz aktu kanibalizmu, który też od razu odkryłaś, nie było żadnych zaskoczeń. Dużo jest też byłozy, prrzyjrzyj się temu. I teraz plusy. Sprawnie oddane poczucie klaustrofobii i wejście w buty bohaterki. W sumie dobrze, że zjadła tego Karola, jednego chama na świecie mniej. Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia w konkursie!
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Dziń dybry,
Ooo Paaanie, to ty na mnie spojrzaaałeś…
XD
A ja lubię pieśni religijne.
Twoooje uuuusta dziś wyrzekły me imię…
– Szybko, proszę. Mamy katastrofę kolejową w Indiach, lokalne zamieszki w Meksyku i Trumpa, który w ramach parady pokoju spuścił kilka bomb na Bliski Wschód. Jednym słowem sajgon.

Nawet po śmierci biurokracja komplikuje sprawę, grr!
Twoooje uuusta dziś wyrzekły me iiimię…
O właśnie :P
I ja siedzący w białej sukni i z długimi włosami spływającymi na ramiona.
Yy, nie rozumiem. On siebie widział tam w ławce, czy mówi o sobie, siedzącym/siedzącej w trumnie?
Swoją baaarkę pozostawiam na brzeeeguu…
Znałem proboszcza na tyle dobrze, że mogłem przysiąc, iż w tym momencie zobaczyłem w jego oczach nie tyle Boga, co nowy dach na plebanii.
Hahahha :)
to znaczy poklepałem się po dekolcie
Zjedzona kropka.
– Wiem, że teraz nie chcesz. – Uśmiechnęła, a był to uśmiech
uśmiechnęła się
Za to roboty, by to odkręcić co niemiara.
→ Za to roboty, by to odkręcić, co niemiara.
Razem z Tobą nowy zacznę dziś
ŁÓóW!!! (Tutaj zawsze staram się zrobić growl, ale mi nie wychodzi)
Ej, ładne to! I zabawne. No, no, zacny tekścik!
Znalazło się nawet miejsce na refleksję i niegłupie wnioski. Podoba mi się.
Stylistyka fajna i fajna też, że konsekwentna. Taka prosta, bezpośrednia, miejscami trywialna – ale taka właśnie miała być, przecież to opowieść prostego organisty, pijaka.
W satysfakcjonujący sposób pokazał_ś tę cząsteczkę dobra, która tli się nawet w zgorzkniałym alkoholiku. Życiowe (i śmierciowe) mądrości ubrał_ś w zabawny kostium i świetnie wyszło to połączenie.
Do tego bohater jest wiarygodny, świetnie skonstruowany. No, miodzio.
.jpg)
I wyszedł nam TAK.
Serdeczne gratulacje i dziękuję za zabawną lekturę!
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Mogą być niewielkie niespodzianki ????

Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Dziń dybry,
Krzyki dziecka oznaczają, że wszystko jest w porządku.
Hm, krzyki raczej kojarzą się z czymś negatywnym.
Może:
→ Hałasy dobiegające z pokoju dziecka znaczą, że wszystko jest w porządku.
Dopiero po pół godziny zobaczył mnie sąsiad i zaangażował w poszukiwania.
Zaangażował się. Bez czasownika zwrotnego brzmi to tak, jakby dopiero sąsiad zaangażował w poszukiwania głównego bohatera.
I po pół godzinie.
Mocny tekst, a jednocześnie napisany lekko. Jestem pod wrażeniem.
Na uznanie zasługuje też rzadka umiejętność wcielenia się w bohatera, zadbałeś o bogaty i wiarygodny portret psychologiczny, co trudno jest zawrzeć w szorcie. Pijak zawsze obwinia otoczenie, a nie siebie. No i kłamie.
Tekst pięknie wygładzony, chwała autorowi i betującym.
Zastanowię się nad nominacją.
Pozdrawiam serdecznie, pisz częściej.
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Dziń dybry!
Patrząc na tytuł opowiadania można odnieść wrażenie, że zrobiłeś jakiś crossover z Michaelem ;p
Pod osłoną nocy zdawała się ożywać, tu pluskiem spowodowanym zrywem ryby, tam szumem zakwitających wirów czy chlupotem pod naporem wiosła – wyhamowało łódkę, na której Adam, nie mogąc zmrużyć oczu, postanowił wypłynąć o tej późnej porze.
Brak podmiotu. Co wyhamowało łódkę? Gdyby stało: wyhamowała, pomyślałabym, że woda.
Gejszę z częściowo rozmazanym makijażem oraz ze szramą na brzuchu.
Czy to nawiązanie do Twojego wcześniejszego opowiadania?
popłynął na drugi brzeg.
Tylko że wcale tak nie zrobił. Chciał, ale zamiast tego zarzucił sieci raz jeszcze
Co tu się wydarzyło? Po co tak oszukiwać czytelnika? Może to jest jakiś zabieg, którego nie znam?
ale krab wciąż tam był.
Zamknął oczy, sen wciągnął go niczym wir.
Krab zamknął oczy?
Koszmar wypluł Adama spoconego.
O, zacne.
Starzec musiał jakoś zdobyć łódkę. Nie wyobrażał sobie życia bez łowienia. Umarłbym z nudów. Jak marynarz w kałuży.
Skąd ta nagła zmiana perspektywy?
poczuł przyjemne swędzenie.
Mmm, gdzie? W całym ciele? Czy w jednym, konkretnym miejscu? XD
Hm, hm, hm.
Hm.
No i znowu wyjdę na wredotę, bo moim zdaniem przepiękna stylizacja językowa to jedyny pozytyw w tym tekście.
Miasto Pozszywane miało duży potencjał, odnoszę wrażenie, że nie został wykorzystany. Na początku wzbudziło we mnie ogromne zainteresowanie, a potem się okazało, że nie dostaniemy tam zbyt wiele akcji.
Nie umiem też połączyć miasta ze zwłokami wyławianymi z jeziora/oceanu, spotkania ich potem na dworcu w Pozszywanym i nie wiem, co ma do tego wszystkiego relacja Adama z córką. Co ma wspólnego z tym wszystkim Seweryn? Czy to on przetrzymuje Wiolę w Pozszywanym? I na co mu te artefakty? Mnóstwo pytań, prawie żadnych odpowiedzi.
Z tych powodów uznaję opowiadanie za zbyt chaotyczne. Nie uwierzyłam w historię, nie zanurzyłam się w niej.
.jpg)
Będę na NIE.
Mimo wszystko pozdrawiam serdecznie i gratuluję dobrego tekstu :)
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Betowanie to normalna sprawa. Może jeszcze nie róbmy korekty i redakcji książkom, bo to przecież też taka beta?
O to to, właśnie to miałam pisać. Beta tutaj pełni identyczną funkcję jak redakcja i korekta w wydawnictwach.
Nowe zasady spoko, poczekajmy na poradnik Holly i beeeeckiego, zanim zaczniemy krytykować. Przecież nawet nie wiemy co tam będzie, a już jest tu dyskusja negująca zmiany. Chill…
Właśnie, zachowajcie energię na poradnik :)
Michaelu, w punkt, w pełni się zgadzam z Twoją wypowiedzią.
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Jednak rymowanka nie dotyczy tej konkretnej dziewczyny. Napisałam, co mnie skłoniło do jej stworzenia. Są dziewczyny czy chłopcy porzucani przez “ukochanych” w sposób bezczelny, chamski i nieludzki. I to jest fakt. Znam niestety wiele takich przypadków. Nieraz kończyły się tragicznie. Wspomniałam o horrorze “Carie”. Moja strofa rymowanki o porzucaniu dziewczyny, jak przedmiotu, który znudził się po zabawie nim, dotyczy takiej właśnie sytuacji. Nie wolno bawić się uczuciami innych.
Oczywiście się zgadzam, tamten wpis dotyczył tylko social mediów.
Natomiast co do (nie)udzielania pomocy, też Cię rozumiem, szanuję Twoje stanowisko, choć uważam inaczej. Skoro jest obawa (możliwe, że uzasadniona), zawsze można odejść na bezpieczną odległość i zadzwonić, powiadomić kogoś, zgłosić odpowiednim służbom. Takie jest moje zdanie. :) Z pewnością mężczyznom jest łatwiej, zgadzam się z Tobą, ale moim zdaniem to nie znaczy, że my, kobiety, powinnyśmy przechodzić obojętnie i udawać, że nie widzimy tego, co się dzieje. Bo stawka jest zbyt wysoka: czyjeś życie. Powie ktoś: “A moje życie? Nie jest ważne?”. Ok, jasne, to nie podlega żadnym wątpliwościom – każde życie jest ważne; dlatego, skoro mamy obawy, nie podchodźmy, ale pomóżmy w inny sposób. Nie twierdzę, że się nie mylę, ale tak to czuję. Noga z rymowanki, czyli nasza obojętność, jest łatwiejsza do “użycia” przy leżącym. Wygodniejsza. Tylko – czy ludzka? Ręka/pomoc znajduje się wyżej. Trzeba się schylić/wykonać telefon, aby mu pomóc. Naprawdę nie warto?
Myślę o tej sytuacji na festiwalu piwa i jestem pewna, że gdybym była sama, to bym jakiejś grupce osób powiedziała, co się dzieje i z kolei ich poprosiła o pomoc. Bo znając siebie, nie dawałaby mi spać ta myśl, że może tej dziewczynie dzieje się teraz krzywda.
Także znając siebie to wiem, że w takiej sytuacji robiłabym wszystko, żeby pomóc, ale tak jak mówisz, nie w pojedynkę (chyba że sytuacja i warunki na to pozwalają). Schować się w bezpiecznym miejscu, zadzwonić chociażby.
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Wypowiem się tylko w dwóch kwestiach, które mnie zainteresowały i w sumie mnie samej dotyczą.
Jeśli chodzi o social media, to ja nie wierzę, że zdjęcia i relacje, które ludzie tam wrzucają, są odbiciem ich rzeczywistości. Ludzie wrzucają tylko piękne obrazki, piękne chwile. Nie pokazują złych momentów. Może ta dziewczyna wcale nie była dla tych partnerów taka dobra? Może ich nie szanowała, może nawet wyzywała? Nie mówię, że tak musiało być, nie znam jej, ale różnie bywa. Też to, że faceci nic nie pokazywali w swoich social mediach, nie znaczy, że nic do niej nie czuli. Ja jestem od dziesięciu lat szczęśliwa z moim partnerem, a na moich socialach (czyli w sumie moim ubogim instagramie, na który wrzucam raz na rok zdjęcie z wakacji, bo nawet facebooka nie mam) nie uświadczysz nawet jednego zdjęcia przedstawiającego nas razem, więc pewnie moi byli koledzy i koleżanki ze szkoły lub studiów myślą, że jestem sama.
Jeśli chodzi o pomaganie obcym ludziom na ulicy, to… nie pomagam. Chyba że jestem z kimś, to wtedy lecę. Ale gdy jestem sama, to nie pomagam. Nie dlatego, że jestem złą osobą, przeciwnie. Jestem bardzo empatyczna, gdy się ktoś przewróci, to mam wręcz odruch, że się pochylam nad osobą. Nie pomagam w takich sytuacjach, bo się boję. Wielokrotnie słyszałam o takich podstępach robionych przez mężczyzn, że podstawiają jakąś kobietę bądź mężczyznę, którzy niby słabo się czują, a gdy dziewczyna chce chce pomóc, oni nagle wyskakują zza winkla w kilka osób i można się domyślić, co dalej jej robią. Zresztą Ted Bundy też tak robił: pozorował, że potrzebuje pomocy i porywał te biedne dziewczyny.
Przytoczę pewną sytuację, która mogła skończyć się przykro, mam nadzieję, że się ostatecznie nie skończyła. Byłam kiedyś z moim partnerem i jego kolegą na festiwalu piwa i zobaczyliśmy w pewnym momencie sytuację, która nas zaalarmowała: dwóch facetów prowadziło dziewczynę, która się szamotała i coś krzyczała. Mój pierwszy odruch był taki, że zaczęłam tam iść. Ale po kilku sekundach się zatrzymałam, bo pomyślałam: a jak mi też będą chcieli zrobić krzywdę? Ich jest dwóch? To ciekawe, że zapomniałam w tamtej chwili całkowicie o moim partnerze i koledze, którzy na szczęście szybko wkroczyli do akcji. Okazało się, że to było takie dziwne droczenie się, rozmawiałam też z tą dziewczyną, która zaczęła mnie obmacywać podczas rozmowy XD więc chyba bawiła się dobrze. Upewnialiśmy się kilkakrotnie, że nic jej nie grozi, sama dziewczyna nawet zaczęła nam grozić, więc w końcu odpuściliśmy.
Po co to wszystko piszę? Bo mam wrażenie, że jak bym była facetem, to chyba bym częściej pomagała, mniej bym się bała. A tak przez moje lęki i bujną wyobraźnię nie jestem w stanie pomóc obcym ludziom na ulicy, bo zwyczajnie się boję o swoje bezpieczeństwo.
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Witaj, nul,
chyba jeszcze nie mieliśmy okazji się poznać, witam, witam, bardzo mi miło!
Długo zwlekałem z przeczytaniem, bo obawiałem się, że epistolarna forma będzie trudna w lekturze, a chciałem przeczytać uważnie. Obawy były zupełnie bezpodstawne, wprost nie mogłem się oderwać!

Dobrze, że stylizacja jest minimalna, bo język jest bardzo przystępny, a jednocześnie buduje klimat.
A widzisz, a inni narzekali, że tekst jest za mało wystylizowany. I właśnie to był też mój argument, że zbytnio wystylizowany byłby już niezrozumiały dla współczesnego czytelnika i też byłyby narzekanka. Nie dogodzisz XD
Ze swoją naiwnością, dobrodusznością i gorącym uczuciem, jakie żywi do Jana, Stanisław jest bohaterem, którego losy chce się śledzić. Najbardziej polubiłem Sigridę i ogromnie mi było jej żal.
Aww, bardzo się cieszę, że przywiązałeś się do bohaterów, to znaczy, że nieźle ich wykreowałam!
Szesnasty wiek to akurat czasy, które mnie bardzo interesują, więc opowiadanie przestudiowałem pod kątem merytorycznym i jestem pod ogromnym wrażeniem. Realia są doskonale oddane ze wszystkimi szczegółami.
Gdy zaczęłam czytać początek zdania, to się zestresowałam, a gdy skończyłam, wielce się ucieszyłam!
Rogal w tamtych czasach to był kozioł sarny albo mąż niewiernej żony. Pieczywo o takiej nazwie to XVII/XVIII wiek. Może lepiej półksiężyc (według ówczesnej pisowni pułksiężyc, to tylko ciekawostka oczywiście), serce, litera U, albo po prostu rogi? Zdaje się, że escoffion był zabroniony przez weneckie prawa sumptuaryjne, ale te nagminnie łamano, więc to realistyczne nakrycie głowy. Jan na pewno je kojarzył, było bardzo popularne we Francji.
Dzięki za tę uwagę! Nie chciałam używać należytej nazwy, bo Jan przecież na pewno się nie znał na niewieścich fatałaszkach i próbowałam sobie wyobrazić, jakby on to mógł opisać na swój męski rozum. Użyję półksiężyca w takim razie.
Jedyne zastrzeżenia mam do czasu dostarczenia listów.
Wierzę, że tutaj poległam, trudno to oszacować. O ile byłam w stanie jako tako ocenić czas podróży konno, o tyle podróż statkiem była już totalnie na oko. Dziękuję Ci za mapkę, jest bardzo ciekawa! Poprawię daty na bardziej realistyczne.
Dziękuję Ci bardzo za tak miły i merytoryczny komentarz, zrobiłeś mi wieczór i pewnie kilka kolejnych dni! 
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Był kiedyś konkurs bodajże “Dragoneza” organizowany przez Loże. 200 zgłoszeń, może 250… Nie pamiętam dokładnie, ale coś koło tego.

Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Nie znam się na wierszach, ale ten mnie wzruszył i zasmucił, a jednocześnie zmusił do refleksji.
Podoba mi się ten wiersz. To naprawdę ładny wiersz.
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Hallelujah! Zmiany dotyczące SI zostały wprowadzone, raduje to wielce serce me!
Wspomnę też, o czym zresztą już wspomniał beeeecki, że przewidzieliśmy też trudności w określeniu granicy SI, kiedy właściwie uznać, że tekst został wygenerowany a kiedy nie i dla tych osób tworzymy poradnik, który wkrótce zostanie upubliczniony. Mamy nadzieję, że dzięki niemu przynajmniej większość wątpliwości zostanie rozwiana.
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
W sumie mój też. I mój brat. Hm.
Ja też lubię!

Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Serdeczne gratulacje!

Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
SNDWLKR,
Czy ja wiem? Mój tata też lubi. :)
W sumie mój też. I mój brat. Hm.
regulatorzy,
no witam, witam!
trafnie przewidziałaś, że być może ten rodzaj humoru nie każdemu przypadną one do gustu. No i, niestety, nie przypadł.
Uf, co za ulga! Gdyby Ci się tekst spodobał, to przestałabym wierzyć we wszelkie mechanizmy rządzące wszechświatem.
Poprawki wprowadzone, dziękuję stokrotnie i pozdrawiam!
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Szanowni Nominujący ten tekst, bardzo Wam dziękuję, jestem głęboko poruszony i ucieszony, że tak dużo osób tak wysoko oceniło ten tekst, by go nominować.

Reszta w rękach Lożan i na ich srogi wyrok się zdaję!

Drogi Prezydencie Rzeppospolitej,
jak ja nie cierpię oceniać opowiadań Pisarzy, których lubię i szanuję! Zwłaszcza gdy moja ocena raczej się im nie spodoba.
.jpg)
3 TAKi + 6 NIEtów = NIE.
Nominujący, Dyżurni i wszyscy pozostali możecie rzucać we mnie pomidorami, nawet nie będę się zasłaniać :P
Wydaje mi się, że wszystkie NIEty zostały wyjaśnione w moim poprzednim komentarzu, jeśli jednak będziesz miał jakieś pytania, chętnie na nie odpowiem.
Gdybym miała głosować za tym, czy należy Ci się Piórko, (czyli w głosowaniu na całokształt twórczości Autora) zagłosowałabym na TAK. Naprawdę uważam, że jesteś już na poziomie Piórkowicza, ale… nie z tym tekstem. To nie jest to opowiadanie, takie mam odczucia, mam nadzieję, że rozumiesz, muszę głosować zgodnie z własnym sumieniem.
Ale mimo wszystko mam też nadzieję, że jednak to Piórko zdobędziesz, a wiele na to wskazuje! (Damn, teraz już wiem, o co chodziło Cezaremu, gdy pisał, że jest na NIE, ale życzy Piórka :P Wtedy tego nie rozumiałam…)
Pozdrawiam najserdeczniej i mam nadzieję, że przyjaźń rzepo-smocza nadal trwa!
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Podejrzewam, że również za życia obiadki przebiegały w podobnej rodzinnej atmosferze, a matka mogła mieć inne powody niż te, o których dowiedziała się po śmierci. A poza tym za coś przecież trafiła do tego piekiełka.
No mogła. Ciekawe, co zrobiła, że trafiła do piekła/czyśćca, taka święta.
To mnie miło zaskoczyłaś. Tytuł piosenki ma już ponad dwa lata. Tematycznie rzeczywiście pasowałby do konkursu, ale to był szort. Chyba opowiadaniu zaszkodziłoby dodanie kliku tysięcy znaków.
A tak, Tytuł piosenki, wiedziałam, że coś z piosenką :)
Hmmm… Może wycofam do roboczych, coś zachachmęcę i i zgłoszę na konkurs. Myślisz, że jury się połapie?
Jest tylko jeden sposób, żeby się dowiedzieć :P
A tak na serio, to nie polecam XD Ja sama chętnie przeczytałabym od Ciebie coś nowego, tym bardziej że swoim opowiadaniem na bizarro “Domator” pokazałeś, że piszesz coraz lepiej. Jak wyjdzie już Antologia (albo: jeśli wyjdzie :P), to zamierzam polecać moim bliskim przeczytanie Domatora, bo uważam, że jest – uwaga, brzydkie słowo – zaje*iste :)
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Aaa, faktycznie, to skojarzenie ma sens :P Skojarzenie z rodzicami Rossa i Moniki na obiedzie też zasadne.
Ale zaskoczyłeś mnie sympatią do Przyjaciół, przeważnie kobietki lubią ten serial :)
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Faktycznie niefortunne porównanie. Nijak nie mogę sobie tego wyobrazić, w ogóle co to znaczy sflaczała guma do żucia, sflaczała to może być opona na przykład XD
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Kurnia, no to jak nie chodzi o obiad, to nie zgadnę ;D Powiedz. Powiedz, czemu świat Twój milczy cały blady od wzruszeń.
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Mmmm, odcinek, w którym wystąpił gościnnie Brad Pitt?
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?

Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
AP,
Dziękuję za miłe przymiotniki :)
Twoja sugestia/wniosek/interpretacja byłaby bardzo dobra, gdyby nie to, że matka dowiedziała się o grzeszkach dopiero po śmierci.
Swoją drogą przypomniało mi się Twoje opowiadanie, które pasowałoby teraz na konkurs, nazywało się bodajże “Ostatnia piosenka”? Bardzo fajne jest, do dzisiaj je pamiętam.
Pozdrawiam serdecznie!
fanthomasie,
dziękuję, że mnie odwiedziłeś! Tego się obawiałam, że to nie jest jednak do końca bizarro…
Pozdrawiam najserdeczniej!
Kapibaro,
dziękuję za odwiedziny i komentarz, choć nie do końca rozumiem skali ocen, ale zgaduję, że nawet się podobało :)
Kroczący przez Dźwięki,
Po takiej przedmowie czytelnik spodzewa się nie wiadomo czego, a tu… Eee, znam gorsze rzeczy. ;P
Teraz sama widzę, że nie doceniłam użytkowników, jeśli chodzi o tolerancję na absurd i sprośności ;p
Wizja czyśćca jako wiecznego obiadu z rodziną bardzo przekonująca. Ogólnie całość trochę mi przypomina współczesne przedstawienia teatralne (nawet sobie można wyobrazić scenę ze stolikiem pośrodku). Brakuje tylko rzucania jedzeniem. :P
Dziękuję, to już druga osoba, która o tym wspomina, jest coś w tym.
Swoją drogą, przypomniałaś mi jeden z moich ulubionych odcinków ,,Przyjaciół”. XD
Jeeeej, kocham “Przyjaciół”, znam wszystkie odcinki na pamięć! Spróbuję zgadnąć, który odcinek masz na myśli… Ten z Amy, siostrą Rachel, która ją zaprosiła na kolację do Moniki na Święto Dziękczynienia?
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Hejooo,
super audycja, dzięki!
Holly, brawa za utwór!
I szacun za Roba, Holly.

Napisałam dwa komentarze na facebooku, dotarłam :) tylko muszą przejść weryfikację. A ta może się nie powieść, bo funkcjonuję tam w charakterze starej Niemki :P
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Wiedziałam, że wybierzesz Roba Zombie ;p
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?

Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Lesnylutku,
dobrze dedukujesz! Prędzej jest to czyściec. I tak, chciałam, żeby czytelnik pomyślał: “Oo, idą na dywanik!” 
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
bruce,
Twoja obecność szczególnie mnie cieszy, bo byłam pewna, że zniechęcą Cię liczne ostrzeżenia.
Wydoroślałam.
A ja zdziecinniałam, co się dzieje :P
Bo ja się wgryzam w fabułę.
(→ brak emotki: “hy-hy” z ruszającymi się brwiami, zatem zastąpię ją inną, mniej treściwą:
)

Pozdrowionka.

UnaBomba,
– Przestańcie! – Brat już przypomina wrzeszczącego bakłażana.
Ten bakłażan w kontekście orientacji brata mnie rozbawił :D
Haha, fakt. Początkowo chodziło mi o sam kolor fioletowy, ale w sumie dobrze, że wyrobiło się jeszcze jedno znaczenie :P
To takie moje poczucie humoru, więc miałam ubaw. Pod płaszczykiem żartu, czarnego humoru jest jednak prosta prawda: każdy w rodzinie ma swoje tajemnice.
Cieszę się, że miałaś ubaw! O to chodzi.
Niekończący się rodzinny obiad brzmi jak prawdziwy Czyściec. Oby bohaterka resztę wieczności spędziła z babcią :D
Miałyby o czym rozmawiać :P
Dziękuję i pozdrawiam!
Teo Max,
Nieczęsto zaglądam z tagami erotyka+wulgaryzmy, ale chciałam zobaczyć, jaki jest tutaj poziom.

Już w trakcie czytania pamięć nasunęła mi obraz starego dowcipu – tego “a w tym pokoju (w piekle) Stalin trzyma na kolanach panienki” :))
Chyba nie znam…?
W sumie żal mi tej matki. Jedyna z innego kółka. Być może z kółka różańcowego. Ale zawsze mi było żal odmieńców.
Prawda, biedna.
Żarty żartami, a co – jeśli w piekle/w czyśćcu czeka na mnie każde niewypowiedziane słowo, niewykonany dobry uczynek? Na wszelki wypadek może postaram się być uprzejma, czy coś takiego?…
Dobra rozkmina. Idealna na obecnie trwający konkurs :)
Czyli – warto było czytać :)
Dziękuję i pozdrawiam równie serdecznie!
Kolanem, beeeecki!
Można mlaskać bezlitośnie?
To taka jedna uwaga dla wiarygodności.
bruce już wyjaśniła, za co dziękuję 
Wow, Twoje słowa zrobiły mi wczorajszy wieczór i dzisiaj ranek też, w sumie uczucie dumy trwa nadal, za co Ci bardzo dziękuję 
Dzięki wielkie, Prezydencie Rzeppospolitej!

L.Keller,
Przyjemny tekst, można się uśmiać, czytając go po ciężkim dniu.
Oo, jaki wspaniały komplement!
Postacie zostały bardzo sprawnie zbudowane, jak na tak krótką formę. Ładne zakończenie, ciekawie kontrastuje z resztą tekstu.
I fajnie, bo zakończenie nie każdemu się spodobało, ale do Ciebie trafiło :)
Pozdrawiam również!
Finkla,
dziękuję za ostatniego klika i umieszczenie szorcika w Bibliotece :)
Spoczko tekst, humor mieści się w moim spektrum.
Właśnie byłam ciekawa, czy do Ciebie trafi :)
Nie bardzo rozumiem, dlaczego oni wiecznie jedzą obiad.
Bo są żarłokami. Żart ;p
Dlaczego siedzą razem przy stole, chociaż ewidentnie umierali oddzielnie?
Żeby się męczyli! <evil laugh>
I wtedy nasuwa się pytanie, dlaczego
hydradziadek wszedł akurat wtedy? Przypadek, czy najpierw musieli sobie wszystko wygarnąć.
Może już miał dosyć tego pierdzielenia :P
Dlaczego nie ma z nimi dziadka?
Przyznam, że powód jest banalny: miałam takie flow ze wszystkimi członkami rodziny, że dopiero pod koniec tekstu zorientowałam się, że nie ma przy stole dziadka. A jednocześnie się uparłam, żeby to był szort i nie mogłam przekroczyć limitu znaków. Stąd to enigmatyczne zakończenie.
Hmmm, hipoteza czyśćca wydaje się tu nieźle pasować.
A może nawet piekła. Wiecznie trwający obiad z rodziną? Masakra.
Faktycznie, tekst by nieźle pasował do konkursu, musiałabyś parę zdań dopisać, żeby dobić do limitu i gotowe. I nawet byłoby trudno zgadnąć, kto tak pojechał po bandzie…
To prawda. Ale na konkurs chciałabym wysmażyć coś ambitniejszego.
Dzięki wielkie!
Lesnylutek,
Już sama przedmowa mi się spodobała:)

p.s. a gdyby być konsekwentnym w świecie wyznaniowym, to co ta cała grzeszna czereda robiła w niebie? ;)
Że co? Wiecznie trwający obiad z rodziną kojarzy Ci się z rajem/niebem? :P
Pozdrawiam i dzięki!
Młody pisarz,
dziękuję za miłe słowa, pozdrawiam!
melendur88,
Jednakże, nie do końcaa do mnie trafił.
Spodziewałam się większej ilości tego typu komentarzy :)
Zatem twój humor nie nazwałbym specyficznym, najwiczoniej jest common bo jak widać wstrzeliłaś się w gusta :]
To też jest dla mnie zaskoczeniem!
Co do wulgaryzmów i seksu miało to swój potencjał ale trochę brakło puenty.
A wymyśl puentę do bizarro… Toż to potrafi chyba tylko Portalowy Mistrz gatunku, fanthomas.
Plus za naturalne dialogi.
Dziękuję.
I pozdrawiam!
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Czas się pochylić w końcu nad mega turbo giga analizą Tarniny!

Ale nie do końca. Hipokryzja, jak mówią mądrzy ludzie, to hołd, który występek oddaje cnocie. A samo to, że ktoś postępuje jakoś, nie oznacza, że nie widzi wad takiego postępowania i nie należy go słuchać, kiedy je odradza. Podręcznikowym przykładem argumentacji (a naprawdę – chwytu retorycznego) tu quoque jest syn wyrzucający ojcu, że zabrania mu palić, kiedy sam pali jak smok. Co prawda verba docent, exempla trahunt, ale exemplum niekoniecznie musi być życie autora. Życie autora nie jest kluczem do interpretacji jego twórczości – dostarcza materiału, tak, ale nie ono jedno, i ten materiał podlega obróbce, której rezultaty mogą kogoś z zewnątrz mocno zdziwić. Autor piszący bardzo mądrze wcale nie musi dorastać do tej mądrości, nie piszemy bowiem tak zupełnie od zera i własnymi siłami, a każde z nas może i powinien czasami powiedzieć video meliora, proboque, deteriora sequor (oj, mamy dzisiaj dzień łaciński) – ale to jest materiał na długą, nudną rozprawę filozoficzną, tylko troszkę a propos Twojego tekstu. No i – rozumiem, oczywiście, ten sposób przepracowania frustracji – pisanie służy też do tego. Więc ad rem.
Ugh, spadło na mnie kowadło łaciny i filozofii! Ała XD
Może jestem zbyt prostym człowiekiem, ale na mój chłopski rozum, jeśli ojciec pali papierosy, a synowi mówi, że nie wolno palić, to nadal hipokryzja…
Każdy tak zasklepiony w swojej, śmiesznej dla każdego z zewnątrz, idiosynkrazji
Litości, kobieto XD
Tłumacz jak krowie na rowie.
Ja być Kasia :P
Zaznaczam, że to jest moja interpretacja, na podstawie innych rzeczy, które ja przeczytałam, i Saint Exupery wcale nie musiałby się pod nią podpisać.
Chyba nawet w Małym Księciu zostało to wyraźnie napisane na wypadek, gdyby ktoś nie zrozumiał :)
A o co chodzi w podróży Twojego narratora? Co mają ze sobą wspólnego dorośli, których on spotyka?
Nie myślałam o tym, żeby mieli ze sobą coś wspólnego. Myślę, że zbyt wiele się doszukujesz w prostym tekście napisanym przez prostego człowieka, który lubi po prostu pisać :)
Twój Król chce sobie porozkazywać, bez jakiegoś szczególnego sensu.
Niektórzy przeglądają tik toki przez kilka godzin dziennie bez jakiegoś szczególnego sensu.
Już dobrze nie pamiętam, ale podejrzewam, że chciałam pokazać, że to jest właśnie bez sensu. Tak jak liczenie mórz i rzek przez Geografa. A co to zmienia?
Wobec tego muszę stwierdzić, że Twoi Król i Geograf już zupełnie porzucili cele sensowne. Nie wykluczam, że taki był Twój zamysł. Że krytykujesz tu właśnie to, o czym mówię. Jeśli tak, to dobrze. Trzeba to krytykować, choć jest to głos wołającego na puszczy. Ale jeśli nie?
No właśnie coś podobnego napisałam przed chwilą :)
Jeszcze jedno – skąd Geograf miałby wiedzieć, że Książę boi się węży? Nie było o tym mowy w ich dialogu w oryginale, a później się chyba nie spotkali. Zresztą – obchodziłoby go to? (A Książę wcale się nie bał).
Jak się nie bał? Przecież była nawet scena, że siedział na murku, bo na ziemi był wąż i Książę nie chciał zejść.
A że Geograf o tym wiedział, to faktycznie niedopatrzenie z mojej strony.
Polityk w sumie daje się wpasować w schemat oryginału – jak sądzę, w Lewisowskim piekle roi się od polityków. Dialog narratora z nim jest uczciwie bezsensowny i wyraźnie taki ma być, chociaż ten "niewolnik" to już chyba leciutka przesada.
No nie wiem ;p
Urzędnik skarbowy jest jednak parodią (w rzeczywistości skarbówka działa o wiele bardziej podstępnie XD). Jasne, owładnięty jedną myślą – ale jakoś tak… głośno, hałaśliwie, natarczywie i bez związku z oryginałem. Ta hałaśliwość kieruje czytelnika w stronę kabaretu, satyry, nie refleksji.
Moim zdaniem większość dorosłych była krzykliwa, dlatego urzędnik też musiał taki być.
Ale też – Ogrodnik jest Ci w fabule potrzebny.
Kieruje narratora do celu podróży. Do Księcia.
Dokładnie. A o tym powiązaniu do Latarnika nie myślałam, ale w sumie pasuje :)
Książę, jak się okazuje, "wydoroślał". W tym ujemnym sensie, oczywiście. Nie do końca rozumiem, dlaczego tak się stało.
Bo autorka miała taki kaprys?
Czy nieszczęście czyni nas gorszymi? Zdania są podzielone. Jedni wołają "tak" (i przywołują przykłady), inni mówią "wręcz przeciwnie" (i przywołują nie gorsze przykłady). Ja uważam, że pytanie jest źle postawione. Nieszczęście jako takie, czyjaś śmierć, niesprawiedliwość, choroba to jedno, a to, jak ktoś się do niego odniesie, czy się załamie, czy nabierze mądrości – to drugie. To drugie zależy również od tego, czy ziarna mądrości były już w delikwencie (nie, ja też nie wiem, skąd one się biorą i czy nie przychodzą dopiero po fakcie – to nie są łatwe sprawy).
No właśnie, niektórzy na swoje nieszczęście pracują, np. leń, który zostaje zwolniony z pracy, albo inny leń, który w ogóle się nie rusza z kanapy i potem ma zawał. Ale co innego nieszczęście, które jest decyzją kapryśnej Fortuny. I tak, masz rację, że gorszy będzie ten, który w przypadku nieszczęścia tylko płacze i nic nie robi, nie wyciąga wniosków i bardzo prawdopodobne, że w podobnej sytuacji w przyszłości znowu z tym nic nie zrobi zamiast wykorzystać poprzednią tragedię.
Wymówki Twojego Księcia (przecież każda zasługuje na miłość!) są zresztą powszechne w dzisiejszym dyskursie publicznym. Nie jestem specem od ordo amoris (staram się, ale na razie nie jestem), więc nie chcę tu robić wykładów. Chodzi mi o to, że nie do końca wierzę, żeby tak łatwo mu było zapomnieć to, czego nauczył się z pewnym trudem i co dobrze zrozumiał, i co było dla niego ważne. Inna rzecz, że Książę rozkoszujący się wyrzutami sumienia (w końcu to on nie upilnował Baranka…) wydałby mi się tutaj równie niewiarygodny, a na pewno bardziej kliszowaty (samobiczowanie jest jeszcze nie do końca wyeksploatowanym tematem, ale łatwo to zrobić źle). Tak czy siak, Książę Exupery'ego rozumiał, że nie chodzi o to, żeby było miło, łatwo i przyjemnie. Chodzi o to, żeby coś było dla człowieka ważne. A Twój nie rozumie.
Jak wspomniałam wcześniej, tutaj chodziło mi o to, by pokazać hipokryzję Exuperyego i że skakał z kwiatka na kwiatek. I już. Tu nie ma żadnej filozofii.
A zatem pytanie numer jeden brzmi – co krytykujesz? Mówisz, że hipokryzję, dobrze, ale kto tu właściwie jest hipokrytą? Kto mówi tak, a robi inaczej? I co z tego wynika? Książę jest szczery, po prostu się zmienił. Nie przeczę, że na gorsze. Nie przeczę, że coś udaje. Ale nie wiem, czy to, co chcesz, żeby udawał. A narrator? Trochę z niego egocentryk, skoro nie obchodzi go ból Księcia, tylko własne rozczarowanie, prawda? Ale czy jest hipokrytą? Hmmm. Nie wiem.
Książę wydaje się sobie dobrze radzić, rekompensuje sobie wszystko różami.
No chyba Mały Książę jest hipokrytą, skoro wmawiał sobie i innym, że ta jedna Róża jest wyjątkowa, po czym “przygruchał” ich sobie potem całą planetę…
Wyraźnie starasz się imitować język oryginału, co jest i uzasadnione faktem, że tworzysz pastisz, i samo w sobie całkiem sensowne, bo "Mały Książę" jest napisany ładnie, przejrzyście, bezpretensjonalnymi zdaniami. Nie do każdego tekstu pasuje taki styl, ale do tego jak najbardziej.
Tylko wprowadzenie w życie tej dobrej decyzji nie do końca Ci się udało.
XD

Ok, do uwag technicznych odniosę się wkrótce :)
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Dziń dybry!
Cytując Kota w butach ze Shreka:
“Boże w niebiosach! Nie będę płakać. Przecież nie będę tu płakać…”
No i płaczę, a jestem w pracy i muszę się chować za monitorem, wielkie dzięki :P
Malutkie to, ale jakie wzruszające! Tyle emocji upchać w tyci szorciaku to też sztuka.
Dlatego klik. Pozdrawiam!
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Raczej nie, tam był – "Wyciąg z fiuta" ;)
No, ale tak mi się skojarzyło :)
To jest ten gest – przeniesienie spojrzenia.
Hm…
Myślałam, że gest może być wykonany tylko ręką, ale z definicji wynika, że chyba niekoniecznie.
https://sjp.pwn.pl/slowniki/gest.html
Tak, ale niektóre osoby tak zaczynają rozmowę Słucham? – Kto dzwoni?
Ale on nie :P
Zgadza się ale to jest o starym człowieku, którego przerasta technologia i otaczających świąt, którego nie potrafi i nie chce zrozumieć.
Rozumiem, ale ekran odblokowuje się automatycznie, gdy ktoś dzwoni. Jeśli chcesz pokazać nieporadność Filipa, to możesz wspomnieć, że, nie wiem, może tym palcem nie umie wycelować i nie umie przesunąć słuchawki na ekranie czy coś.
Dla każdego inaczej :)
No tak, ale to określenie nic nie mówi, bo zboczeniec nie ma wypisanego na czole, że jest zboczeńcem, wygląda jak normalny człowiek.
Literówki! Są jak mrówki, zawsze jakąś się znajdzie
To prawda.
Patrzymy na nie oczami Filipa i bardziej chciałem pokazać jak bohater nie odnajduje się w świecie niż wyśmiać rzeczywistość– to tak wyszło bonusowo ;)
Rozumiem :)
Zemsta na kim? Na synu? Chyba nie, to raczej jest klęska Filipa, gdy zamiast naprawić relacje z synem postanawia je zniszczyć. No tu pokazałem to jako pożarcie potomka :)
A, myślałam, że to zemsta za to, że syn chce przejąć majątek czy coś.
Akt dziedziczenia, podbity przez notariusza i podpisany przez jedną ze stron, powoli sfrunął na podłogę, tuż pod ekran telewizora.

Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?

Filip siedział w fotelu, ukryty przed rzeczywistością.
O, pierwsze zdanie i już jakie dobre!
Był bardzo zmęczony i głodny. To były ostatnie potrzeby, które jeszcze rozumiał.
Może:
→ Czuł zmęczenie i głód; ostatnie potrzeby, które jeszcze rozumiał.
Filip patrzył na biust blondynki w przezroczystym staniku. Dopiero po chwili zorientował się, że dziewczyna myje zęby. Wsadziła szczoteczkę w usta i erotycznymi ruchami przesuwa włosiem po szkliwie.
Czyżby nawiązanie do filmu “Dzień świra”?
Przeniósł wzrok na kolorowy wyświetlacz, jednym gestem ucinając niewygodne emocje.
Jaki to był gest?
„Została ci ostatnia próba”.
Telefon brzęczał:
„Odbierz, odbierz, odbierz, ooooodbierz”.
Filip odblokował ekran. Dzwonek ucichł.
Eee. Ale przecież jak telefon dzwoni, to nie trzeba odblokowywać ekranu…
pląsających z kimś, kto wyglądał jak zboczeniec.
A jak wygląda zboczeniec?
– Słucham?
– To ja, tato. – Głos Miłosza brzmiał ponuro. – Przecież telefon wyświetla, kto dzwoni.
Ale Filip nie zapytał przecież: “kto mówi?”
Tak trudno odebrać za pierwszym?
– Ekran…
To, co już wspomniałam wcześniej.
Azjatka o długich nogach w bikini
Nogi były w bikini?
Oczy zaczęły swędzieć.
Łatwo wpaść w pułapkę nadużywania “zaczął, zaczęła, zaczęli”, dlatego lepiej unikać tych słów, gdzie tylko się da.
→ Oczy zaswędziały.
Drzwi uchylił się
→ Drzwi uchyliły się
Miłosz zamarł i patrzył jak rulon znika w czymś pod sufitem.
→ Miłosz zamarł i patrzył, jak rulon znika w czymś pod sufitem.
W mroku błysnęły wielkie owadzie oczy.
Miłosz pędem ruszył do salonu.
Hm, mało naturalna reakcja. Nie krzyknął, nie zabiło mu mocniej serce ani nic?
Tekst przypomniał mi o Twoim znakomitym horrorze Ciemny las: Tom i Kevin.
Trochę nie rozumiem, co reklamy miały wspólnego z przemianą bohatera w robala, ale podobało mi się ich przedstawienie. Faktycznie większość reklam jest seksualizowana i sugeruje, że jesteś gorszy, bo czegoś nie masz i musisz coś kupić, żeby być lepszym od innych.
No i swoista zemsta, nawet satysfakcjonująca.
Pozdrawiam!
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Witaj, jfrydr!
masz rację, tekst to jakieś 80% tell, wynika to pewnie z tego, że dialogi mi pisać łatwiej niż opisy :)
mimo to mam poczucie, że przysłuchując się rozmowie przy niedzielnej kawusi, osobiście siedzę przy tym stole razem z bohaterami.
to bardzo dobrze, czyli mimo przaśności wczułeś się w klimat, super!
Pozdrawiam bardzo serdecznie!
O, dzień dobry, Bardzie, fajnie, że jesteś!
Brakuje mi puenty, która by tłumaczyła rubaszny humor.
Mi też :P Ale to moje nieśmiałe podrygi w bizarro, jeszcze długa droga przede mną, zanim chociaż częściowo zrozumiem ten gatunek :)
Na początku masz dobry punkt wyjścia – córkę, której nie wspierała matka. Ale ten wątek przykrywa fala porno i tak już jest do końca. Hmmm dziadek wyskakuje trochę jak hydraulik w filmie xxx, w chwili kiedy jest potrzebny ale nie ratuje sytuacji, jest narzędziem do zakończenia historii.
Haha, fajne skojarzenie z tym dziadkiem, pasuje :P
Więc historia opiera się wyłącznie na wątku humorystycznym, a to jest mi trudno ocenić– każdego śmieszy coś innego.
Dokładnie, dlatego trudniej jest ludzi rozbawić niż przestraszyć :)
Serdeczne pozdrowienia!
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?

Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Zakapiorze,
No mnie humor nie przekonał. Nie wydaje mi się, żeby winą był tu przesadny konserwatyzm xd – jak słusznie zauważył marzan, nie ma tu nic obrazoburczego. Ale, często mi tu się zdarza, że żarty do mnie nie trafiają, więc tym się raczej nie przejmuj.
Tego akurat się spodziewałam, że tekst nie trafi do każdego, ba, nastawiałam się, że nie trafi do większości.
Bardziej podobało mi się to, o czym pisze bruce, portret psychologiczny córki.
bruce ma zawsze ciekawe spostrzeżenia, często dostrzega w tekście to, co dla innych niewidoczne :)
Przyjrzałbym się za to troszkę wykonaniu – szczególnie miszmaszowi czasów (wkradł się czasem odruchowo przeszły, “Wysunęłam rękę”, “powiedziała”), ale serii powtórzonek też się dopatrzyłem.
Ajć, no jakoś czas przeszły przychodzi naturalniej niż teraźniejszy i zdarzają się chochliki czasowe, zaraz znów zeskanuję tekst pod tym kątem.
Powtórzenia również usunięte. Dziękuję Ci za odwiedziny i komentarz, pozdrawiam!
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Michaelu,
po raz setny dziękuję Ci za betę i że od początku chciałeś mi pomóc w realizacji tego odważnego, jakby nie patrzeć, pomysłu.
Cieszę się, że mogłem być częścią tego, że odkrywasz karty swojego humoru przed portalem. Bawiłem się bardzo dobrze betując.

Powoli zamieniasz się w Netflix, opowiadanie bez geja to nie opowiadanie dla Ciebie haha XD
Ej, bez kitu XD
Fajnie napisała bruce, jest gdzieś z tyłu coś więcej, chociaż umiejętnie przykryte masą czarnego humoru. Rzeczywiście szkoda, że nie dodałaś na konkurs, bo chciałbym widzieć komu by przypisywali to opko XD
Haha, tak, trochę szkoda. Ale może z konkursowym tekstem też nabiorę ochoty, by zaskoczyć i utrudnić zgadywanie?
Żarty były lepsze i takie, które mniej do mnie trafiły, ale całościowo oceniam bardzo dobrze, a pomidory to banger! :D
Już nigdy nie spojrzysz na pomidora tak samo… :P
Ciekawe jak będą wyglądać kolejne rodzinne obiady, matka to już chyba będzie siedzieć cicho. Przynajmniej ojciec spędzi wieczność ze swoją idolką :D
Ahaha i już nie będzie musiał pisać komentarzy :P
Pozdrawiam, dzięki za zaproszenie mnie do zwariowanej bety, gdzie naprawdę fajnie spędziłem czas dyskutując o rzeczach o których w życiu bym nie podejrzewał, że będę na tym portalu!
Ja również dziękuję, też się świetnie bawiłam przy becie! Pozdrawiam naj(x do nieskończoności)serdeczniej!
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Jury uważa, że 30K znaków to dużo, a słowa nie rzeka, można ograniczać bez ryzyka powodzi ;)
Czytając liczne opowiadania, odczuwam potrzebę lekkiego wyciśnięcia.
Około 25% znaków jest zbędne – z własnego doświadczenia. Więc z 40k można bez problemu zredukować do 30k. Tekst tylko na tym zyskuje.
Też tak uważam. Szczególnie dla mnie to dobra okazja do ćwiczeń, bo ostatnio mam skłonność do przedłużania.
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
A my się z prosiaczkiem nie poddajemy!
MichaeluBullfinchu, jasna sprawa!

Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Hm, no, powiem szczerze, że nie spodziewałam się tak pozytywnego odbioru, raczej nastawiałam się na 90% krytyki, 10% pochwał, a tu proszę :)
Heskecie,
dziękuję za piąteczkę!
Zapachniało mi Sokiem z żuka, ale to bardzo dobrze.
W sumie skojarzenie jest zasadne :)
No dobra… Seledynowy to taki szpitalny w weselszym wydaniu. Ale za chryzantemy masz plus.

Dziękuję i pozdrawiam!
marzanie,
Po zapowiedziach spodziewałem się nie wiadomo czego, a tutaj, hm, trochę ostrzej niż zwykle, ale nie jest obrazoburczo ani perwersyjnie.
Ta wersja jest troszkę złagodzona i bardziej subtelna od oryginalnej, ale myślę, że wyszło na plus.
Dobrze opisałaś postaci – szybko je sobie wyobraziłem, co później pomagało w odbiorze. Dialog dynamiczny, czyta się gładko, pojawiają się emocje. Od początku wpleciony czarny humor, ale było też miejsce na zastanowienie – taki śmieszno-straszny klimat okraszony psychologią mi się spodobał.
To chyba nieźle jak na szort?
Każdy bohater jest inny i ma specyficzne zachowania. Można było bardziej zróżnicować język i wpleść naleciałości, ale i tak jest nieźle.
Pewnie, ale chciałam się zmieścić w szorcie :)
Bardzo teatralny tekst, łatwo to wystawić na scenie bez większych przeróbek.
Uu, porównanie do teatru, odbieram to jako komplement!
Kliknąć do biblioteki też łatwo – choć wolę klikać debiutantów niż takie wygi jak Ty :P
O, jestem już wygą, popatrz, jak ten czas szybko mija. A całkiem niedawno przeglądałam swoje stare opowiadania i pod nimi komentarze, gdzie nie ogarniałam Portalu, nie wiedziałam, czym są kliki, haha :) Dołączenie do tej społeczności było jedną z moich najlepszych decyzji :)
Dziękuję pięknie za, tym razem, miłe słowa :P i pozdrawiam serdecznie!
tomaszug!
cieszę się, że szort wyszedł znośnie, to chyba lepiej niż średnio!
Tylko trochę szkoda, że nie trafiło na konkurs “jak wyobrażamy sobie życie po śmierci” (o innej nazwie, ale trwa prawie do końca lipca).
Też mi przeszła przez głowę taka myśl, że nadawałoby się na konkurs. I trudno byłoby zgadnąć, kto napisał tekst XD
Dziękuję i pozdrawiam!
Witaj, bruce!
Twoja obecność szczególnie mnie cieszy, bo byłam pewna, że zniechęcą Cię liczne ostrzeżenia.
“Łąka chryzantem” od razu mi jakoś nie pasowała i skojarzyła się z grobami oraz zmarłymi. :)
Zastanawiałam się nad liliami, ale chryzantemy są bardziej kolorowe a jednocześnie również symboliczne.
Przez mnóstwo szokujących treści przemycasz ogromny żal i ból niedocenionej latami córki. A to problem bardzo złożony i dotyczący niestety mnóstwa dzieci. Wydźwięk szorta, umiejętnie zakamuflowany, wydaje mi się być mocno dobijający i przeraźliwie smutny.
To prawda, całkowicie nie udało mi się uciec od smutku. Dziękuję za komplement: umiejętnie zakamuflowany 
Za czarny humor i pomysł – klik. :)
O, dziękuję pięknie! Nawet odwiedzin się nie spodziewałam, a tu jeszcze klik…
Dziękuję za oznaczenie wulgaryzmów oraz erotyki.
Przy takich eksperymentach oznaczenia są niezbędne!
Pozdrawiam serdecznie. :)
Pozdrawiam serdeczniej! 
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Gratulacje nominowanym i opierzonym!
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Lesmylutku, dziękuję za polecenia! Niedługo się wybieram do Biblioteki oddać książkę, więc może w tej samej uda mi się wypożyczyć te dzieła. Bardzo dziękuję!
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Gratulacje, Marcinie Maksymilianie!!
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Rozumiem, Grześku :) nie pozostaje mi nic innego jak wierzyć Ci na słowo i zapamiętać Twój odmienny styl. Dziękuję jeszcze raz za odwiedziny i pozdrawiam również!
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
HollyHell91, głos od Ślimaka jest bardzo cenny, ale Wasze głosy równie mocno doceniam. Każdy jest merytoryczny i sporo wnosi. Za każdym razem się cieszę, widząc Twój komentarz, choć od jakiegoś czasu zawsze zaczynam przewidywać, że będziesz zła, że znów musisz czytać mój tekst. :-P
Hahha, no co Ty, prosiaczku, ja zawsze z ogromną chęcią i ciekawością czytam Twoje teksty :)
Dziękuję, Holly, to ogromnie miłe z Twojej strony, ale naprawdę nie czuję się bardziej wykwalifikowany w ocenie tekstów od Ciebie ani reszty Loży. Zresztą wcale nie daję TAK-ów tak rzadko, raz na przysłowiowy “ruski miesiąc”. Nie widzę racji, żeby pojedynczy TAK od kogoś smakował lepiej niż Piórko (może ewentualnie od Ninedin).
No już tak nie musisz chować tych czułków w akcie skromności! To nie tylko moje zdanie :)
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
SNDWLKR,
Dwie granitowe kolumny przedstawiały świętego Teodora (?) na jednym nie-wiadomo-czym, a na drugim nie-wiadomo-czym te same dwie kolumny przedstawiały lwa? O co tu miało chodzić? Czy to moja ślepota się pogłębia?
Faktycznie, coś tu się pokiełbasiło. Poprawione.
Ale skoro to współczesny badacz, to raczej wiadomo, że używa współczesnej terminologii. To tak jakby neandertalczycy nazywali sami siebie neandertalczykami.
Hm, w sumie racja, historyk nie musi, a nawet nie powinien używać tamtejszej terminologii, bo przecież współczesny czytelnik musi go zrozumieć. Zmieniam na grecki.
Dziękuję jeszcze raz!
betweenthelines,
bardzo dziękuję, kompletnie się nie spodziewałam, serio 

Grzesiek12,
przyznam, że Twój komentarz wprawił mnie w niemałe zakłopotanie. Nie rozumiem, czemu streszczasz mi mój własny tekst i to chyba jeszcze przy pomocy AI…? Przynajmniej tak to wygląda. Jeśli Cię uraziłam, to przepraszam, ale uważam, że powinieneś zmienić styl na mniej maszynowy, bo chyba nie jestem pierwszą osobą, u której zrodziłeś wątpliwości swoim sposobem komentowania.
Tak czy siak dziękuję za odwiedziny!
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Uuu, prosiaczku! Co tam nasze NIEty, TAK od Ślimaka smakuje lepiej niż Piórko!
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Szort jest kieszonkową wersją meksykańskiego myślenia o śmierci, zawartej w (mam nadzieję) ładną oprawę. I jest to tekst bardziej dla klimatu, po to, żebym za kilka lat powspominał sobie moje podróże, ale nie jak większość, po zdjęciach, a czytając moje bazgroły.

Nikt jeszcze mi nie dał tylu komplementów przy ocenie NIE, więc nawet się umocniła :D

Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
„Moja zbroja warta jest dziesięciu tarcz, zęby służą mi za miecze, pazury – za włócznie, cios mojego ogona to grom, skrzydła niosą huragan, a mój dech – śmierć!” – Nie wiem czemu tak Cię opisywał Tolkien, ja uważam, że jesteś całkiem miłym smokiem.
Hmm. Nie wybrzmiało, że wchodzi do pomieszczenia obok? Wezmę to pod lupę. Może po prostu zamienię na gabinet, bo potem też nazywam to tym słowem, z tego co pamiętam?
Gabinet jest lepszy IMO.
Znaczy tam wcześniej jest o wywołaniu jej przez głośnik i, że pielęgniarka otwiera drzwi. Ale pominąłem opis tego, że idą we dwie, zostawiłem w domyśle, żeby fajnie wybrzmiało to na czym skupia się Lena. Że jest zestresowana i widzi tylko ten korytarz.
Bardziej miałam na myśli to, że nie wiozą jej na tę salę. Chodzi tu o przeszczep twarzy, więc podejrzewam, że anestezjolog i łóżko byłyby niezbędne.
To miało pokazać, że zawsze tak siedzą. Nie jak małżeństwo. Wszystkich nawyków nie zmienisz w ułamku sekundy. Przynajmniej ja to tak widziałem.
A, to nie skumałam.
Ona nie wie, że Marek wie, bo on nie wie.

Ona nie wie, że Marek wie, bo on nie wie. Ona przestraszyła się tych wiadomości i widząc determinację Marka i groźbę, że ją odszuka, impulsywnie postanowiła pozbyć się twarzy i pozostac anonimowa. Na to składa się wiele czynników – zrozumiała, że Marek zamienił twarz własnej żonie, żeby wyglądała jak ona, co Nadia uważała za chore. Do tego zagroził jej w wiadomościach, że ją odnajdzie, co przy tym jakiego psychopatę w nim widziała, uważała za całkiem prawdopodobne. I w końcu to, że kupił twarz jej siostry (sądząc, że to twarz Nadii) i nadal to nie zadziałało w spełnieniu jego pragnień, zrozumiała, że jego iluzja prysła i teraz jest w furii i zrobi wszystko, żeby ją odnaleźć i mieć dla siebie (pomimo tego, że nie ma już takiej twarzy). A na dokładkę jeszcze rozmowa z siostrą, która dała jej do zrozumienia, że to co robi i tak przekracza pewne granice, więc sprzedanie twarzy wcale nie jest tak złe jak myślała wcześniej, w porównaniu do jej działalności, którą wcześniej uważała za mniejsze upodlenie niż to co zrobiła siostra.
Hm. Trochę skomplikowane XD Więc pozostanę przy tym jednym głosie na NIE, bo ta konkluzja nie przychodzi naturalnie, przynajmniej u mnie. Ale w głosowaniu ostatecznym ten punkt niczego nie zmienia.
Rozkład jazdy znamy!
:D

Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Dziń dybry,
Mam nadzieję, że dzięki Wam, zachowam twarz :D
→ Mam nadzieję, że dzięki Wam zachowam twarz :D
:D
że ta buźka zarobiła więcej, niż on sam.
→ że ta buźka zarobiła więcej niż on sam.
Marek wrócił raz z pracy wcześniej, niż zwykle.
→ Marek wrócił raz z pracy wcześniej niż zwykle.
https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/przecinek-przed-niz;17490.html
Kobieta wbiła wzrok w idealnie gładką podłogę.
A dlaczego podłoga miałaby być chropowata?
Lena natychmiast podniosła ścierkę. Wiedziała, że mąż nie lubi bałaganu.
Marek wszedł do biura.
Rozdzieliłabym te sceny akapitem.
Zamknął drzwi, a magnetyczny zamek kliknął z suchym fuknięciem.
A nie lepiej: zgrzytem lub kliknięciem?
Za ścianą Lena cicho odkurzała salon, ale on ledwo to słyszał.
Aaa, to on ma biuro w domu. No to moim zdaniem trzeba to doprecyzować.
ciało, którym potrafiła przyprawić go o stan najwyższej gotowości.
Zgrabne zdanie.
I natychmiast następny, od którego skóra jej cierpła: „Wiem, że byłabyś szczęśliwa ze mną. Albo przynajmniej Twoja część”.
Faktycznie brr!
Ola przez chwilę milczała, wpatrując się w luksusowy salon, po czym usiadła na krześle przy stole.
Hm. Luksusowy i ogólne przymiotniki, jak ładny, brzydki, itd. za bardzo nie przemawiają do wyobraźni. Może lepiej wskazać na jakiś przedmiot, chociaż jeden, który ten luksus czytelnikowi zasugeruje.
Przykładowo:
→ Ola przez chwilę milczała. Patrzyła na swoje odbicie w ekranie ogromnego telewizora, po czym usiadła na krześle obitym czarną skórą.
Nie jest to idealny przykład, ale wiesz, o co mi chodzi.
Ola skrzywiła się z potępieniem.
Hę? Dlaczego z potępieniem? W sensie, że potępia tego Marka?
To już lepiej: z niesmakiem albo obrzydzeniem.
– Sprzedajesz siebie kawałek po kawałku!
– Jak wszyscy w tym mieście!
O, to jest super. Jednocześnie metaforyczne i dosłowne. Najss.
– Nie wszyscy ludzie mają swoją cenę!
Hm, wiem o co chodzi, ale to zabrzmiało, jakby niektórzy się nie cenili, mieli niską wartość, czy po prostu niską samoocenę czy coś.
delikatnie dotykała palcem górnej wargi. Później tej niżej, dużo niżej.
Hahha, genialne!
W prywatna klinice chirurgii estetycznej
prywatnej
Nieznajoma wyglądała na szczerze
, głębokozdziwioną
Odwróciła się i ruszyła w głąb długiego, białego korytarza, prosto pod oślepiające światła lamp operacyjnych.
Hm. Sama poszła na operację? Może w tych klinikach chirurgicznych faktycznie idzie się samemu na salę operacyjną, nie wiem, nigdy w takowej nie byłam.
Z przedniego fotela dobiegł ją ciepły, pełen chłopięcej ekscytacji głos Marka.
Dlaczego nie siedzieli obok siebie? Myślałam, że Lena wróciła do jego łask, skoro zmieniła twarz? Na jego życzenie…
wtapiając się w błysk miejskich neonów.
Neony robią klimat, to fakt. Ale występują już za często w tekście. Może neony zastąpić oświetlonymi billboardami?
modląc się, by umysł po prostu błędnie interpretował znaki na wyświetlaczu.
Ładne zdanie, ale po prostu jest zbędne.
„Muszę być z Tobą. Z tą prawdziwą”.
Hm. No ale to teraz chyba nie ma za wiele sensu, skoro ona już nie ma tej swojej twarzy? Będą ją przeszczepiać jej z powrotem?
Nadia siedziała skulona, wpatrując się z paraliżem w ekran telefonu.
Paraliż też się wpatrywał? :P
Tymczasowa powłoka ze śladami po wcześniejszych użytkownikach.
Ble!
– Jesteś kurwą – syknęła jadowicie Nadia.
Biedna bruce :O
– On mnie dalej chce, Ola. Twarz mu nie wystarczyła. Jestem przerażona.
To zdanie w środku w czasie przeszłym bardzo gryzie.
→ – On mnie dalej chce, Ola. Twarz mu nie wystarcza. Jestem przerażona.
Prawda była żałosna: śmiertelnie bała się psychopaty, którego sama stworzyła.
No, nie wiem. Psychopaci chyba po prostu się rodzą psychopatami. Ok, może Nadia nie jest idealnie białą postacią, ale nie należy jej winić za zachowanie Marka. To tak, jakby usprawiedliwiać gwałciciela, bo ofiara miała krótką spódniczkę.
Teraz druga strona tego zdania, nie wiem, czy dobrze rozumiem, co tu zaszło. Dlaczego Nadia uważa, że Marek wie, że ona z siostrą go oszukały? Przecież to wychodzi dopiero później. Teraz, póki tego nie wie, nie powinna chcieć sprzedawać twarzy i się bać Marka. Chyba że chce się pozbyć tej twarzy po to, by uniknąć podobnych sytuacji w przyszłości. W takim razie tak czy siak musiałbyś przekształcić to zdanie, zmienić powód.
→ śmiertelnie się bała powtórki tych potwornych wydarzeń w przyszłości.
Wpatrywała się z bolesnym skupieniem
Tak bardzo jest głupia, że aż ją boli, gdy się skupia, czy o co chodzi? Pytam niezłośliwie, bo tak to zdanie wybrzmiało.
zamajaczyło
jedno,słabe, żółte światło u szczytu dachu.
Za dużo przymiotników.
Nadia spojrzała na wyświetlony adres po raz ostatni, upewniając się, że dotarła w dobre miejsce. Potem, biorąc głęboki oddech, zablokowała ekran i schowała urządzenie do kieszeni kurtki. Drzwi kapsuły rozsunęły się z cichym sykiem, wpuszczając do środka lodowate powietrze.
(…)
Na drewnianej werandzie paliła się pojedyncza, staromodna lampa. Nadia podeszła do masywnych drzwi i zapukała. Raz. Drugi. Trzeci.
Moment. To ile razy ona wchodziła do tego domu?
Wcześniej wspominasz o drzwiach kapsuły, czyli najwyraźniej wtedy jeszcze nie weszła do domu. Ale o jakiej kapsule mowa w takim razie, skoro chwilę wcześniej piszesz, że jest już na miejscu?
Patrzył na nią z boku paskudnie.
Można paskudnie wyglądać, ale czy można patrzeć paskudnie?
Bardzo ciekawe zakończenie. Zemsta jest słodka!
Zacznę od małej dygresji.
Nie wiem, czy świadomie, ale poruszyłeś też ważną kwestię społeczną i etyczną, nad którą wielokrotnie się zastanawiałam. To kontrowersyjna teza, ale ja uważam, że… większość z nas się sprzedaje tak naprawdę. Bo ile ludzi na świecie ma ten komfort, żeby zarabiać na życie zgodnie z własnymi przekonaniami? Czy wszyscy pracownicy biurowi popierają działania korporacji, która odcina wodę mieszkańcom Afryki dla zysków? Czy youtuberzy nie nagrywają filmów na aktualne gorące tematy zamiast mówić o tym, co faktycznie dla nich samych jest ważne? Czy ja sama też się nie sprzedaję, skoro piszę artykuły o tym, jaka praca w opiece osób starszych jest fajna, a tak naprawdę uważam, że to bardzo ciężka i niewdzięczna robota, której nigdy nie chciałabym wykonywać?
Większość z nas się sprzedaje, tylko po prostu za mniejsze lub większe pieniądze.
“We are all prostitues anyway…” – jak śpiewała moja ulubiona artystka, Dżulia Marsel.
https://youtu.be/6mkz3N75KLY?list=RD6mkz3N75KLY
No ale wracajmy do opowiadania.
Dialogi są bardzo wiarygodne i naturalne. Umiesz też przeklinać: wulgaryzmy są w punkt, nie jest ich za dużo, ale występują tam, gdzie aż się prosi o ich obecność.
Świetnie przedstawiony świat, widać, że o niego też zadbałeś, nie tylko o fabułę. A łatwo można byłoby zapomnieć o opisie otoczenia, przy tak ciekawym i pędzącym głównym wątku opowiadania. Cyberpunk pasuje do niego fantastycznie.
Tekst jest brudny, miejscami nawet odpychający i makabryczny… Ale właśnie taki miał być. Bo jak inaczej opisać ten zawszony świat? Pięknymi słówkami? Po pierwsze, tekst straciłby wtedy na autentyczności, nikt by nie uwierzył nawet w jedną scenę. Po drugie, gdyby próbować upiększyć opowiadanie gładkim stylem, zahaczałoby to nawet o hipokryzję narratora. Więc brawa się należą za odwagę, by pokazać te paskudne wątki wprost, bez eufemizmów, bez owijania w przysłowiową bawełnę.
Aż chce się napisać: jazda z kurami! XD
Myślę, że spokojnie mógłbyś rozwinąć ten pomysł do szerszego formatu – książki. Szkoda, żeby taki intrygujący temat się zmarnował.
CÓŻ MAM RZEC, JESTEM ZACHWYCONA.

Dałam NIE przy ósmym punkcie ze względu na to, co wspominałam wcześniej o scenie z VII rozdziału. Możliwe jednak, że coś przegapiłam, więc jeśli wytkniesz i uargumentujesz moje niedopatrzenie, zmienię głos w tym punkcie.
Tak czy siak, mamy 1 NIEta i 8 TAKów, czyli będę na TAK.
Gratulacje! To chyba Twój najbardziej dojrzały i satysfakcjonujący tekst.
Tylko nie zmieniaj się z gila w pawia :P Niech Ci sodówka nie uderza, pracuj nadal ciężko, żebym mogła kiedyś kupować Twoje książki 
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Mam wrażenie, że z linkami i źródłami zaczynamy dochodzić do ustaleń. Co więcej, polepszy to poziom niektórych opowiadań (historycznych i SF) oraz kreatywność tworzenia nowych światów, do których research w ogóle nie jest potrzebny.
Tylko że z linkami do źródeł jest podobny problem jak z notatkami. Czasami tworzymy coś na podstawie swojej zdobytej już wcześniej wiedzy, albo tekst jest skutkiem przemyśleń na jakiś temat.
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Może to ostatni konkurs na forum, kto wie?

Nie powiem skąd wiem, ale na pewno nie :P
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Dybry!
Delikatnie, palcem przewracała stronę i uśmiechała się.
→ Delikatnie przewracała palcem stronę i uśmiechała się.
Na moment żadne z nas nie przerywało śpiewu ptaków niosącego się z ogrodu.
Wydaje mi się, że powinno być śpiewom. Bo dopełniacz sugeruje, że to bohaterowie śpiewają jak ptaki.
Zazwyczaj nie wchodzę do pokojów w posiadłości, ale czasami jestem zmuszony, jak choćby teraz. Stawiam drobne kroki, a dębowa podłoga skrzypi, jakby chciała opowiedzieć swoją historię.
Słyszę na zewnątrz rozmowę.
z zewnątrz, z dworu, z podwórza
– Zostaw mnie chamie!
→ – Zostaw mnie, chamie!
Z trzech krów została mi tylko jedna, a to wszystko przez tę czarownicę!
– Nigdy nie słyszałem niczego bardziej niedorzecznego
Trzeba usunąć tę przerwę, bo sugeruje nową scenę, a tutaj mamy kontynuowany dialog.
Widziałem jak zniknęła za kamiennym murem.
→ Widziałem, jak zniknęła za kamiennym murem.
Albo:
→ Obserwowałem, jak znika za kamiennym murem.
Wszędzie, gdzie się szedłem
Od kiedy iść jest czasownikiem zwrotnym?
Gdy wiatr zelżał postanowiłem się przejść.
→ Gdy wiatr zelżał, postanowiłem się przejść.
Chodziłem dotąd, aż poczułem zmęczenie.
dopóty
Podążyłem za nimi, lecz zostałem momentalnie zatrzymany przez właścicielkę domu.
Brzmi zbyt współcześnie. Może lepiej: gwałtownie?
Wczorajszy dzień był dla mnie trudny. I dodała po chwili namysłu: Chciałabym z tobą porozmawiać.
→ Wczorajszy dzień był dla mnie trudny. – Po chwili namysłu, dodała: – Chciałabym z tobą porozmawiać.
Choć nie jestem pewna, czy ten zapis dialogu jest poprawny.
Zrobiłem jak kazała.
→ Zrobiłem, jak kazała.
Albo:
→ Usłuchałem.
Przytaknąłem
, czekając, co powie dalej.
Padło na nią i może to okrutne, ale dziękuję losowi, że to nie ja. Ale przejdźmy do rzeczy.
Drugie ale można zastąpić jednak. Albo po prostu usunąć.
Najlepiej jeśli zrobisz to tam. – Wskazała ogród.
→ – Najlepiej będzie, jeśli zrobisz to tam. – Wskazała ogród.
dźwigając wielką
ciężkąskrzynię
Wskazałem
rękąmiejsce
Trudno wskazać czymś innym niż ręką.
Przerzucałem ziemię raz za razem z czoła kapał mi pot, a koszulkę miałem całą mokrą.
→ Przerzucałem ziemię. Z czoła kapał mi pot, koszula całkowicie przemokła.
Fredo popatrzył na mnie z politowaniem
Zjadłeś kropkę na końcu.
ale
za nic w świecienie widziałem chłopaka.Onco chwilę wyrzucał kolejne porcje ziemi.
Czekaj pomogę ci.
→ Czekaj, pomogę ci.
Wydostaliśmy się na zewnątrz i zmęczeni, klapnęliśmy na trawę.
→ Wydostaliśmy się na zewnątrz i zmęczeni klapnęliśmy na trawę.
Upuściliśmy ją w tym samym czasie.
→ Upuściliśmy ją jednocześnie.
Kilka desek naruszonych przez naszą nieostrożność, obluzowało się
→ Kilka desek naruszonych przez naszą nieostrożność się obluzowało
Upewniłem się, że nikt mnie nie widział.
→ Upewniłem się, że nikt mnie nie widzi.
Ciekawe zakończenie, każdy pewnie spodziewał się trupa, a tu bum! – morze :)
Niektóre wstawki wydały mi się całkowicie zbędne. Na przykład ta o upomnieniu Elizy, by ogień nie był za duży czy o pielęgnacji ogrodu. I w sumie czemu w skrzyni jest akurat morze? I kim jest syrena? Co ma do tego wszystkiego skarżąca się sąsiadka i jej zdechła krowa?
Za dużo niewiadomych, nie umiem sensownie połączyć ze sobą tych wszystkich wątków.
Jednak, dziwna rzecz, mimo braku logiki w moim skromnym mniemaniu czytało się bardzo przyjemnie, jest w tym tekście coś relaksującego.
Życzę powodzenia w dalszym rozwoju i pozdrawiam serdecznie!
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Realuc!!!!

Jeeej, jak wspaniale, że wracasz!
Moim zdaniem wcale nie musisz przepraszać, życie potrafi dokopać, ale w sumie fajnie, że chciałeś wyjaśnić, co się z Tobą działo. Mam nadzieję, że Fortuna spojrzy na Ciebie łaskawszym okiem i teraz czekają Cię same radości, skoro już tyle wycierpiałeś.
Czekamy z ekscytacją na Twoje opowiadania!
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Widełek nie wydłużymy, bo jury są leniwe i nie chce im się czytać grubasów. Jest nieco w nagrodę za komentarze, ale to chyba wszystko, jeśli chodzi o naszą pracowitość… :)
Hahha, uwielbiam!
Szczerość zawsze w cenie :)
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Dziń dybry,
Sięgnął po chłodną krę szkła.
Hm?
Kra to tafla lodu. Tafla lodu szkła?
Lubię bardzo takie poetyckie miniaturki. Ładnie im starzec wytknął. Niech sobie bogowie nie myślą!
Kliczek na zachętę, by rozwinąć myśl w coś dłuższego.
Pozdrawiam!
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Dzień dobry marzanie,
– Eir, jesteś moją przyjaciółką?
Nie zaczęła od powitania. Nie sprawdziła, czy kobieta jest w domu.
Nie rozumiem. Zadała jej pytanie, nie wiedząc, czy kobieta jest w domu? Poza tym chyba już jest w środku, więc… no nie wiem, chyba zaszedł tu jakiś skrót myślowy.
– Czemu boisz się staruszki, któr za chwilę i tak przyjdzie nad Styks?
Literówka, a raczej jej brak.
Hadesowi pokręcił głową z niesmakiem
Hm?
Hadesowi pokręcił głową z niesmakiem
Radamantys skrzywił się z niesmakiem.
Dużo tych niesmaków w dość krótkim czasie.
Nila zastanawiała się nawet, co odróżnia dusze zamknięte wewnątrz murów od tych zabłąkanych nad Kokytos: wędrowcy tracili siebie stopniowo, być może długo walczyli z pustką i obłędem. Ci, którzy weszli na Pola Asfodelowe, oddawali pamięć dobrowolnie, w jednej chwili.
Super, że to zostało wyjaśnione.
Właśnie o tym powiedziała duszom. Szarawe kwiaty prześwitywały przez blade istoty, które początkowo tylko stały, bezwolne, jakby słuchały szelestu liści albo bębnienia deszczu o dachówki. Potem zaczęły się ku niej odwracać i podchodzić, aż w końcu tłum zgęstniał tak, że znalazła się na środku wielkiego morza dusz. Dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że to jedyne słowa, jakie kiedykolwiek tu usłyszeli. Poczuła się jak oszustka: może wcale nie rozumieli treści, a łaknęli samego kontaktu? Zebrali się wokół niej ciasną gromadą, bo po raz pierwszy ktoś dał im pretekst, żeby się zbliżyć?
O i to też jest fantastyczne. Już miałam w głowie: co ona, taka krasomówczyni zdolna, że wszystkich tylko kilkoma zdaniami przekonuje? Ale rozwiałeś moje wątpliwości bardzo szybko, kończąc akapit. Brawo!
Potem młody dowódca podszedł, uśmiechnął się, nadstawił tarczę i zaprosił ją gestem. Podniósł wysoko nad głowę i tak trwał, niczym żywy postument.
Eee, ale co lub kogo podniósł?
jedni tylko się śmieli i kręcili głowami
Chyba śmiali?
Uuu, a ten twist na końcu z Helą, wow! Bardzo satysfakcjonujące zakończenie 
Zdaje się, że nie zrozumiałam, jak ważną postacią jest Nila, skoro może sobie tak o przyjść do Króla i najwyższych sędziów, bez wsparcia żadnego boga czy glejtu i z nią jeszcze w ogóle rozmawiają.
Zrozumiały za to jest jej motyw i jest solidny: dobrze wie, jak to jest się błąkać w zaświatach bez obola przy sobie.
Jak zwykle mistrzowsko budujesz świat, jest on wiarygodny, można się w nim bez przeszkód zanurzyć. Takie niepozorne zdania jak:
Labirynt wąskich, rozgrzanych uliczek wypełniała woń ryb i małży.
Kiedy powiew poruszył źdźbła słomy, leżący na progu stary pies leniwie uniósł ucho.
Zapach mięsa, przypraw i miodu rozszedł się po wnętrzu pomieszczenia.
świetnie budują klimat. Nie zauważyłam nic, co by wybiło mnie z imersji.
Podoba mi się też ten crossover, jakby to nazwał jakiś młodzieniaszek, mitologii nordyckiej z grecką. Wyszło bardzo zgrabnie i przekonująco.
Jestem zachwycona też tym, jak przekonująco wytłumaczyłeś motywacje wszystkich postaci: Nili, by pomóc innym duszom, samych dusz z każdego zaświata, czy kapłanki Afrodyty.
Zakończę swój wywód standardowym w takich sytuacjach: cóż mam rzec, jestem zachwycona.
Pozdrawiam.
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
To się tylko pana zdaje ^^ (muszę wreszcie przeczytać te cukinie…)
Coo, nie przeczytałaś jeszcze zwycięskich cukinii? Bój się Odyna!
Choć temat jest świetny, czuję klimat, więc na pewno pisałbym z wielką przyjemnością. Niestety realia mają w dupie radości i przyjemności, dlatego postanowiły uprzykrzyć mi życie nadmierną ilością pracy.
Z jednej strony szkoda, Cearnie, a z drugiej konkurencja pewnie się cieszy, bo wzrasta ich szansa na wygraną (nie, wcale nie myślę o sobie, pff).
A może to tylko zagrywka, bo wiesz, że tekst ma być Anonimowy? Panie Caern, Pan jest może po prostu przebiegły? I mam też taką nadzieję, bo to by znaczyło, że coś jednak napiszesz, a na to czekam!
Oooo, właśnie!
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?

cierpliwość niektórych więdła niczym zbrązowiała sałata leżąca w skrzyni pod fartuchem sprzedawczyni.
Uwielbiam te Twoje porównania 
Idąc najkrótszą drogą do kas, Nel obserwowała ludzi robiących zakupy. Niezdecydowanych, rozkojarzonych, nerwowych. Chaotycznych jak dzieciństwo, które zgotował jej ojciec. Nigdy nie wiedziała, czy jest zadowolony, zły czy smutny; nastroje, jeśli w ogóle je miewał, skrywał pod gęstymi wąsami. Oczy – wolałaby ich nigdy nie ujrzeć – przez większość czasu chował za przeciwsłonecznymi okularami. Kiedy je zdejmował, gadzie spojrzenie…
Hm, jak dla mnie ten przeskok nie wybrzmiewa zbyt naturalnie. Chociaż… moje myśli też często skaczą jak zające, więc czemu nie.
– Niedługo sztuczna zabierze nam każdą pracę.
Chyba zjadłeś inteligencję?
Miała lekkie zakupy, a spacer jej się przyda.
Konflikt czasów. Może tak:
→ Miała lekkie zakupy, a spacer by się przydał.
Chociaż nie wiem, czy nadal nie ma tu konfliktu czasów…
wyspa połknęła jego dźwięki, czknęła silnym podmuchem wiatru.
Hm, trochę przesadzona ta antropomorfizacja IMO.
pod adidasami chrzęścił żwir.
Zamieniłabym adidasy na buty. Przeczytaj oba warianty na głos. Który brzmi lepiej?
W domu zaparzyła
sobiemelisę.
Wiatr bawił się jej grzywką.
Dużo tych grzywek. Spokojnie możesz zamienić na włosy.
Mimo to panował na niej przyjemny klimat, dzięki słońcu, które oblewało ją niczym lukier croissanta.
A może jednak nie jestem fanką purpury? ;p
Nie no, lubię, ale taką wyważoną, a tutaj znowu jest to przesadzone. Oczywiście to tylko moje zdanie, jak cały i każdy komentarz zresztą.
W środku nie było kierowcy. Na początku Pavel pomyślał, że się dokądś udał, ale prędko pojął, że ma przed sobą autonomiczne auto.
Pomieszanie podmiotów.
→ W środku nie było nikogo. Na początku Pavel pomyślał, że kierowca dokądś się udał, ale prędko pojął, że ma przed sobą autonomiczne auto.
Ucztowały w nich tłuste karaluchy.

Spojrzał w kierunku, w którym pojazd jechał.
Nie wiadomo, czy chodzi Ci o ślad czy o to, że nagle pojazd ruszył. Trzeba to doprecyzować. Jeśli chodziło Ci o ślad, sugeruję coś na kształt:
→ Spojrzał na ślady kół/opon.
Poklepał plastikową maskę i ruszył w stronę
niedalekiegołagodnego wzniesienia.
Zastanawiał się, kim jest osoba, która złożyła zamówienie
na jedzenie.
Zamówienie na jedzenie, a może i jeżdżenie na palca skinienie, joł! :D
wyplątując umysł z popołudniowej drzemki.
O, to ładne!
Sztuczna inteligencja, Pragma, miała dostęp do jej umysłu, ale nie mogła weń ingerować.
Kto lub co nie może ingerować, SI czy bohaterka?
– Nel – oparła sztywno.
Literówka.
– Nie przygotowałam się na gości.
To jest mocne zdanie.
Kiedyś to było normalne, że sąsiedzi, przyjaciele i rodzina odwiedzali nas znienacka. Teraz przyjście do kogoś do domu bez zapowiedzi jest nie do pomyślenia, ba, jest uznawane za niegrzeczne. Tutaj akcja opowiadania wybiega jeszcze dalej w przyszłość (mam nadzieję, że bardzo daleką) i zachowaniem bohaterki pokazujesz nam, jak b a r d z o niemiło bohaterka jest zaskoczona obecnością obcego człowieka.
Nie wiem, czy taki dokładnie był Twój cel przedstawienia tej sceny, ale mnie taka interpretacja bardzo zadowala.
Tak znajdziesz pieczarę.
zamierając na moment
w bezruchu
Pleonazm.
że momentami
bez maławpadała w tryb zamrożenia.
Zamknął oczy i dał kołysać się szumowi oceanu.
Ładniej: pozwolił.
Postanowił zostawić jej niespodziankę.
Mam chory mózg, bo wyobraziłam sobie coś nieobyczajnego :P Za dużo Walaszka.
Jego głos miał jednostajną, lepką słodycz.

– Nie
Zjedzona kropka, om nom nom.
Teraz widocznie pobudzona zapachem wędliny, wskoczyła mu na ramię. Pavel zamrugał trzy razy, chcąc uwiecznić tę chwilę.
– Zatem twierdzisz, że oswoiłeś wiewiórkę? – zapytała sarkastycznie Diana.
W tym samym momencie odpalił wideorozmowę? Czy to się wydarzyło później?
Z rozważań wyrwała ją niespodziewana wizyta mężczyzny. Miał na ramieniu pręgowca berberyjskiego. Pavel, z tym swoim beztroskim uśmiechem
Dlaczego mężczyzny? Przecież już znamy Pavla, a tym zapisem sugerujesz nową postać.
Tym razem zgodziła się.
Szyk:
→ Tym razem się zgodziła.
Na razie Sztuczna uczy się.
I znów:
→ Na razie Sztuczna się uczy.
– Mam ochotę się przejść – powiedziała.
Pavel skinął głową. Wstał i ruszyli w głąb lądu.
Mam nadzieję, że za wszystko zapłacili z góry :)
W oczach zapiekły ją łzy.
Miała zapalenie spojówek?
A co z żywymi opowieściami, reagującymi na twój stan emocjonalny
i się wraz z nim zmieniającymi?
„A problemy z gospodarką hormonalną? Czy Sztuczna może w niej namieszać?”.
„Sztuczna ogranicza się do mózgu. Ma wpływ na Pani funkcje poznawcze. Tylko tyle i aż tyle”.
Halo, a podwzgórze?
w piersi ekscytację,
tak częstolatami tłumioną przez ojca.
niczym wiatr mierzwiącą półpustynną roślinność.
mierzwiący
Inna, kobieta w podobnym wieku do Nel, wpadła w epizod lekoopornej manii.
→ Inna kobieta w podobnym wieku do Nel, wpadła w epizod lekoopornej manii.
– Wiec jesteś z Pragi – powiedziała z zaciekawieniem
Zjedzona kropka.
Zacznę od minusów. Jeden z nich jest bardzo poważny, bo jest zaraz po relacji Nel i Pavla, drugim ważnym wątkiem.
Motywacja do wzięcia udziału w eksperymencie jest zbyt drastyczna, aż absurdalna. Nel zgodziła się na to, by niedługo umrzeć przez daddy issues? Można przecież iść na terapię to przepracować, mnóstwo ludzi ma podobne problemy. Do końca opowiadania czekałam na logiczne uzasadnienie tej decyzji, ale się nie doczekałam. Co prawda opowiadanie dobrze się zakończyło i Nel się opamiętała, ale motyw towarzyszył nam przecież przez całą historię.
Scena z ojcem stojącym na androidach również jest dla mnie niezrozumiała. To były jakieś zwidy czy faktycznie on tam stał? Tak czy siak, uporanie się z demonami przeszłości poszło zbyt gładko i po raz kolejny oderwało mnie od zawieszenia niewiary. Popłakała sobie, powiedziała do ojca jedno zdanie i już, po kłopocie. No nie, nie kupuję tego.
A teraz plusy.
Twój styl pisania nie jest w porządku. To nie jest fair.
Bo jestem wobec niego całkowicie bezbronna. Moim zdaniem mógłbyś napisać nawet instrukcję glebogryzarki w porywający sposób. Daj namiar na diabła, z którym zawarłeś pakt. Niemiecki już znam, więc się z nim dogadam.
Mimo że w opowiadaniu nie znajdziemy pościgów i wybuchów, lekturę uważam za bardzo przyjemną. Mam wrażenie, że przeczytałam jakąś dobrą książkę. A to jest sztuka napisać spokojne, niemal obyczajowe opowiadanie w taki sposób, by czytelnik nie popadł w nudę.
.jpg)
Mimo że ogólnie Twoja twórczość mnie zachwyca i tekst uważam za wyższą półkę, do najwyższej półki nieco zabrakło. Będę na NIE.
Tak czy siak, dziękuję za satysfakcjonującą lekturę, życzę powodzenia w dalszym rozwoju pisarskim i pozdrawiam serdecznie!
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Dziń dybry!
Przybywam z oceną Piórkową!
Głos każdego obywatela ważył dokładnie tyle, ile wynikało z jego przydatności dla społeczeństwa.
O! Masz moją uwagę :)
Opiekunowie, nauczyciele i rodzice dostawali punkty za wkład długofalowy, przy czym system co kwartał prosił ich, aby nie przesadzali z cierpiętnictwem, pod rygorem weryfikacji uprawnień.
Hahhah ;p
jego głos miałby znaczenie mniej więcej jak trzepot skrzydeł motyla w Indiach na zaawansowanie badań nad zapisem cyfrowym fal mózgowych człowieka.
Zabawne, ale nieco przydługie zdanie.
Utwór zakwalifikowano jako ekspresję emocjonalną bez wyraźnego wpływu kulturowego.

Godność.
Albo zgagę. Nie był pewien.

Od tego dnia zaczął działać.
Chyba tamtego, skoro akcja jest w czasie przeszłym?
„Miłego dnia, obywatelu” zastąpiono po jego interwencji tekstem:
Winda jedzie.
→ „Miłego dnia, obywatelu” zastąpiono po jego interwencji tekstem:
“Winda jedzie”.
Bogdan zaproponował odpowiedź „Nie Państwa sprawa”.
Po dwóch dniach dodano ją jako opcję.
Szczerze wątpię :P
Radziłabym rozdzielenie tekstu na akapity, żeby płynniej się czytało.
Nie znam za bardzo twórczości Lema, próbowałam kiedyś czytać ‘Bajki robotów”, ale strasznie się męczyłam i odłożyłam książkę. (A może mi coś polecisz od niego, co mnie przekona? Bo dziwnie się czuję z tym, że większość pana Stanisława tak ubóstwia, a ja tego ubóstwiania kompletnie nie rozumiem. Maybe I am stupid.) Więc nie interesuje mnie, czy pachnie tu Lemem, czy też nie.
Co mnie powinno interesować: czy mi się podobało. Tak, nawet bardzo.
Dawno nie przeczytałam czegoś tak zabawnego. Jak ja to szanuję! Sama bym tak chciała, ale ni cholery nie potrafię, same smutne treści z siebie wypluwam. Naprawdę zazdroszczę.
Zgrabnie przedstawiłeś klasyczny paradoks: niby wszyscy chcemy równego traktowania, ale za wybitne osiągnięcia dobrze byłoby otrzymać jednak jakieś wyróżnienie.
Mimo komediowej otoczki możemy też dostrzec smutną prawdę: nigdy nie stworzymy systemu idealnego.
Cóż mam rzec, jestem zachwycona.
.jpg)
Wyszła beczka TAKów z łyżką NIEta :)
Gratuluję i pozdrawiam serdecznie!
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Już raz mnie podpuściliście z cukiniami. Drugi raz się nie dam wrobić.

Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Vacterze,
Beta wydaje się bardzo bliskim zjawiskiem do AI, pod tym względem, że dotyka sprawy samodzielności w tworzeniu tekstów, a następnie kwestii wyróżnień portalowych. Jeżeli ludzie sobie wzajemnie betują, to nie chcą upubliczniać prawdopodobnie tego w jaki sposób ich teksty ewoluowały. Gdyby jednak nie było bet na forum, albo byłyby one zabronione przed konkursami, to po prostu… ludzie by się organizowali poza forum w celu sprawdzania wzajemnie swoich tekstów.
Absolutnie się z tym nie zgadzam. Beta dotyka sprawy samodzielności w tworzeniu tekstów. A co z korektą i redakcją w wydawnictwach? Przecież to standardowa procedura. Mamy teraz odebrać wszystkim autorom Noble, Pulitzery i inne Nike? Przecież każdy autor korzysta z pomocy innych, niektórzy mają nawet po kilkunastu betareaderów, to jest tak oczywiste, że aż dziwnie się czuję, pisząc o tym, nie powinno się tego nigdy nikomu tłumaczyć. Idąc dalej: zabierzmy muzykom wszystkie Grammy i w ogóle najlepiej całe wynagrodzenie, bo przecież nad utworami pracowali inni muzycy, instrumentaliści, producenci i masterowcy. Nigdy nie pomyślałabym, że kiedykolwiek i ktokolwiek skojarzy betowanie z oszustwem i jeszcze to porówna do używania AI.
AI generuje tekst i myśli za Ciebie; podczas bety Ty nadal musisz myśleć, nie inni za Ciebie. To, co wychodzi od betujących, to propozycje, które rozważasz i ewentualnie uwzględniasz albo odrzucasz. Przecież to samo się dzieje po publikacji opowiadania, bez bety: czytasz komentarze innych i pod ich wpływem poprawiasz swoje opowiadanie. Może to też jest oszustwo? Przecież komentarze też dotykają sprawy samodzielności w tworzeniu tekstów. Litości.
marzanie,
podobają mi się Twoje pomysły, zwłaszcza ten z piaskownicą. W piaskownicy można eksperymentować sobie do woli, a taki tekst nie może dostać nominacji ani do Biblioteki ani do Piórka.
SI jako wyszukiwarka to jest i tak coś, na co nie mamy wpływu – przecież chcąc nie chcąc, wpisując coś w Google’a, odpowiada nam AI, jak już Michael wielokrotnie wspomniał, więc za to nie można być karanym.
Jeśli chodzi o poprawki ortograficzne, literówki i interpunkcję to nadal bym się upierała przy korzystaniu z bety, a nie AI.
silverze,
dzięki za podesłanie przykładów tekstów z AI. Faktycznie trudno je czytać :P
Zastanawiam się, czy nie sprawdziłoby się wyznaczenie kogoś z Loży jako “specjalisty od AI”? Choć w sumie to bardzo niebezpieczne, zapewne byłaby to najbardziej znienawidzona osoba na Portalu i nikt nie chciałby się tego zadania podjąć :P
Lesnylutku,
cieszę się, że podałeś konkretne propozycje i angażujesz się w rozwiązanie problemu :) Jednak moim zdaniem dzielenie wkładu człowieka a wkładu AI na procenty nie przyniesie zauważalnych efektów.
Michaelu,
Uważam, że na ten moment, poza tekstami perfidnie przeklejonymi z chata, bez przyznania się do winy Autora, nie jesteśmy w stanie być pewni, czy to AI, czy nie. Ale jeśli będziemy zadawać pod takim tekstem pytania, jeden po drugim, czy przypadkiem to nie chat, to jeśli się pomylimy, łatka zostanie przypięta i kolejni komentujący albo nie przeczytają, albo będą już nakierunkowani.
W stu procentach się zgadzam. Po pierwsze, chcąc nie chcąc takimi pytaniami przyklejamy łatkę ejajowca do autora, co może doprowadzić nawet do tego, że ten przestanie publikować. A po drugie: jeśli ktoś oszukuje z generowaniem tekstu, to trzeba być bardzo naiwnym, żeby myśleć, że autor się przyzna do użycia AI. Wiem, że jest kilka osób na Portalu, które by się przyznały, ale nie wierzę, że wszyscy ejajowcy by się przyznali.
Najgorszym jest, jeśli ktoś nawet fabuły nie ma i AI wymyśla za niego. To już mnie przeraża, bo dla mnie to pomysł, to co chcesz przekazać od siebie, ta TWOJA historia, Twoja refleksja, która prowadzi potem do dyskusji, ma największe znaczenie w całości pisania. Bez tego, nie ma w tym Ciebie. I takie teksty powinny być automatycznie nieakceptowane w jakichkolwiek bibliotekach i nominacjach.
Amen.
Pierwszy progres osiągnęliśmy, bo zamierzam wrzucić w nowym tekście link do artykułu o fotelach, który podesłało mi AI, bo nie byłem pewien czy nie napisałem głupoty, więc sprawdziłem. Marginalna sprawa nie mająca wpływu na historię, ale jednak jak chcemy coś zmienić, to trzeba zacząć od nas samych.
I tutaj mam podobny pomysł. Teraz się nim podzielę.
Oczywiście pragnę podkreślić, że to jest tylko luźna propozycja, pomysł, więc jeśli ktoś jest ich przeciwnikiem, proszę o zostawienie piesków w spokoju i nie myśleć o wieszaniu ich na mnie :)
Może dać wymóg, że przy każdym opowiadaniu w przedmowie trzeba zawrzeć źródła? Książki, artykuły, filmy z youtube’a, cokolwiek. Albo bardziej ekstremalnie, choć raczej się to nie przyjmie, screen z notatek jako dowód? Bo pewnie każdy z nas robi notatki w trakcie tworzenia, więc to byłby dowód na to, że tekst został napisany przez człowieka? Albo dzielić się tym screenem tylko w szczególnych przypadkach, na prośbę administracji.
Inna kwestia; jeśli już mamy dopuścić teksty AI do Portalu, trzeba je wyraźnie zaznaczyć jakimś tagiem czy innym wyznacznikiem. (Albo dać je do piaskownicy właśnie). I takie teksty nie mogą się dostać do Biblioteki i nie mogą dostać Piórka.
Jeśli uprzeć się przy tagach, tekst takowy dostaje, gdy zbyt dużo wskazuje na to, że został napisany przez AI i autor nie potrafi udowodnić, że jest inaczej (nie podaje żadnych źródeł, screena z notatek, nie ma dosłownie nic).
Co o tym myślicie?
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
O nie! Taki temat, a ja akurat kompletnie nie mam czasu!

Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Witaj, Kroczący Przez Dźwięki!
Nie wiem czy w średniowieczu/renesansie dwóch gejów pisałoby do siebie tak otwarcie o swoich uczuciach. Wtedy sodomia była ścigana prawnie – a gdyby ten list dostał się w niepowołane ręce?
Podejrzewam, że takie ryzyko było z prawie każdym listem. List do króla o zbliżającym się wrogu, list o zdradzie małżeńskiej… Poza tym weryfikacja podczas podróży listu nie była łatwa. Ktoś mógł przeczytać list i zapytać posłańca: a kto to napisał? A posłaniec na to: No, taki brunet, wysoki, ubrany jak mieszczanin, z miasta leżącego pięć dni drogi stąd.
Przy falujących wodach laguny stały dwie granitowe kolumny, przedstawiające świętego Teodora tuż po pokonaniu smoka na jednym, na drugim zaś lwa symbolizującego świętego Marka.
Coś tu nie gra.
Ale co? Ten opis jest z książki.
fasadzie w stylu bizantyjskim
Określenie ,,bizantyjski” wylansowali zachodni historycy na przełomie XVI i XVII w., bo mieli ból zadka, że Wschodnie Cesarstwo Rzymskie istniało znacznie dłużej niż Zachodnie. Wcześniej nazywali ich po prostu ,,Grekami”, więc dałbym ,,grecki”.
A to określenie też jest z książki, więc zarzut do pana Anthony’ego Bale’a :P
Dobra, już się nie pastwię. Dobre to było, pomijając wszystkie merytoryczne sprawy, których czepiałem się wcześniej. Czuć klimat podróży w egzotyczne kraje plus taki specyficzny ,,ciężar”, kiedy widać, że tekst jest autentyczny, a nie tylko próbuje wymusić na czytelniku jakąś reakcję. Ogólnie mocne 7,5/8 na 10.
Dziękuję Ci bardzo, to wysoka ocena jak na tak mało popularny tekst :) Cieszę się niezmiernie, również z obserwacji, że tekst jest autentyczny. Szczególnie w tych czasach to ogromny komplement.
Pozdrawiam najserdeczniej!
Witam ponownie reg,
Holly, pewnie nie był to komentarz na jaki czeka piszący, ale cóż… potknięcia zdarzają się wszystkim. Cieszę się, że mimo wszystko zachowałaś równowagę i jasność spojrzenia.
Cóż, tyle razy już upadałam i wstawałam, że aż zrobił mi się z tego nawyk.
Poprawki wprowadzone. Twoja umiejętność dobierania odpowiednich i licznych synonimów, które jednocześnie wpasowują się do stylistyki tekstu, zawsze wzbudzają we mnie podziw i zachwyt.
Turyści mnożą się szybciej niż króliki w Australii. :)
Oj, tak!
Dziękuję jeszcze raz za wszystko!
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Heeeejcia!
Wpadam z komentarzem pobetowym.
Szacunek za stworzenie wiarygodnych bohaterów! Są bardzo charakterystyczni i nawet bez podawania imion nie miałabym problemu z rozgryzaniem, kto co powiedział lub zrobił. Choć moim zdaniem, jak już wspomniałam na becie, Ingrid wyszła zbyt “patusiarsko” z tą przesadzoną ilością wulgaryzmów. Nie polubiłam jej, ale też wspominałeś, że taki był cel, więc został on osiągnięty!
Jedyna postać, która została ukazana zbyt płasko, to Wielki Piromanta. Nie czułam przed nim lęku i w sumie nie rozumiem, czemu się przeniósł i zostawił jad (bo jego bestia została pokonana?)
I właśnie, mam niedosyt bestii! Świetnie ją przedstawiłeś i miałam nadzieję, że jeszcze będzie ona trochę męczyć bohaterów, chodzić za nimi po lesie czy coś, żeby podbić napięcie, ale niestety tak się nie stało i mimo że bohaterowie potrzebowali dwóch podejść, by ją zabić, nadal mam wrażenie, że coś za łatwo poszło. Ale sama doskonale wiem, jak trudno jest balansować między wyczerpującą fabułą a limitem znaków, która nie odrzuci potencjalnych czytelników, więc rozumiem, dlaczego nie chciałeś przeciągać.
Co mi najbardziej zgrzytało:
– mieszanie realiów fantastyczno-średniowiecznych ze współczesnymi (tawerna, policja, gazeta, wampiry)
– zbyt szczegółowe opisy walki
Na plus ciekawy plot twist, którego w ogóle się nie spodziewałam. To sztuka wyprowadzić czytelnika w pole, bardzo trudno jest się nie zdradzić w trakcie trwania powieści. Choć zabrakło mi jakichkolwiek poszlak, że Ingrid i Pring są rodzeństwem, tak żeby pobawić się z czytelnikiem w kotka i myszkę. Chyba że takie poszlaki były, a ja ich nie zauważyłam…?
Tak czy siak, opowiadanie jest naprawdę dobre, zdecydowanie Biblioteczne i wyraźnie widoczny jest postęp w rozwoju warsztatu. Pozdrawiam serdecznie! 
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Pamiętaj, że wnioskowania statystyczne są niepewne
To jest akurat wniosek wysunięty na podstawie własnych obserwacji :)
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Robercie Raks!
Naprawdę czapki z głów za tytaniczną pracę! Arcyciekawa analiza, chapeau bas!
Dość często nowi użytkownicy mają tendencję do wrzucenia kilku swoich tworów w krótkim czasie, a jednocześnie ich aktywność pozostaje dość niewielka i nie uzyskują nawet prawa do nominowania w bibliotece (to może w jakiś sposób przekładać się na rozjazd pomiędzy liczbą tekstów ogółem, a liczbą tekstów trafiających do biblio).
To prawda. Większość nowych użytkowników (nie wszyscy, ale większość) chyba myśli, że jeśli wrzucą swoje teksty, to będą dostawać same pochwały. Gdy się tak nie dzieje, szybko się zniechęcają. Nie rozumieją też, że aby samemu być odwiedzanym, trzeba również innych odwiedzać.
Jeśli w okresie wakacyjnym jest mimo wszystko jakaś niższa aktywność, to statystycznie i tekstów wyróżniających się będzie mniej.
To po pierwsze, a po drugie, stali użytkownicy rzadziej odwiedzają Portal, bo są po prostu na wakacjach, przez co też mniej nominują.
Wydaje mi się, że największą szansę na dostanie się do Biblioteki czy uzyskanie Piórka daje grudzień. Wszyscy jesteśmy wtedy zmuszeni do siedzenia w domu, więc jest też większa motywacja do pisania, czytania czy nominowania. Udziela się nam też pozytywny, świąteczny nastrój, wizja spotkania z rodziną i więcej dni wolnego. Widać to zresztą po wynikach z zeszłego roku: aż siedem opowiadań dostało wtedy Piórka!
Tu chyba nie ma czego omawiać. Ciekawe jest jednak, że na portal trafia niemal dwukrotnie więcej mężczyzn niż kobiet.
Nie ma w tym nic dziwnego – mężczyźni z natury są bardziej pewni siebie, toteż częściej zdobywają się na odwagę, by pokazać światu swoje dzieła. Kobiety z kolei częściej analizują i się zastanawiają, czy jest sens w ogóle cokolwiek publikować. Dziewczyny, raz na jakiś czas warto być samcem i wrzucić tekst z myślą: “Niech się dzieje wola nieba!” <girl power>
Tak, ta motywacja jest kierowana głównie do Ciebie, Tarnino :P Mniej myśl, więcej pisz! 
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Sehr geehrter Herr Gimpel!
(Oczywiście chodzi o nazwę ptaka, nie to drugie znaczenie)
Komentarz już zostawiłam wcześniej, teraz przybywam z oceną Piórkową.

Mimo zachwytu zarówno nad tym tekstem, jak i całym Twoim warsztatem, uważam, że miniaturka to za mało jak na Piórkowe opowiadanie. Przyznam szczerze, że nie przepadam za ocenianiem Piórkowym (podkreślam: ocenianiem, nie czytaniem!) krótkich tekstów, bo zazwyczaj niewiele się w nich dzieje, często są to przypowiastki filozoficzne lub miniaturki właśnie, stojące nastrojem, a nie akcją, i w rezultacie nie ma w nich za wiele fabuły, by można było na nich zbudować solidne zawieszenie niewiary czy wykreować odpowiednio bogato świat i bohaterów. Nie jest to oczywiście wina autora, że taką formę wybrał, ja bardzo lubię takie szorciki budowane nastrojem. Więc mam nadzieję, że mi wybaczysz mój głos na NIE, bo Piórka są przecież tylko dodatkiem, a nie piszemy dla Piórek… Prawda?
Prawda? :P
Wyjaśnię jeszcze jeden punkt – bo nie chcę, żebyś go źle odebrał – mianowicie: NIE zaskakuje kreatywnością. Nie miałam na myśli tego, że nie potrafisz kreatywnie stworzyć światów: wręcz przeciwnie, udowodniłeś to wielokrotnie! Tutaj miałam na myśli to, że w sumie w tym tekście nie jest nic od nowa stworzone, La Catrina to znany symbol na całym świecie, to, że śmierć jest sprawiedliwa i równa wobec wszystkich, też wszyscy wiemy. Poza tym skupiłeś się tutaj na przekazaniu symbolu i uniwersalnej prawdy a nie na tworzeniu światów czy indywidualnych bohaterów. Oczywiście, powtórzę to po raz kolejny: tutaj nie zawiniłeś, wybrałeś taką formę, a nie inną, i ona wyszła znakomicie. Ale jak już mam oceniać, to oceniam według własnych kategorii, jak to zwykle z ocenianiem bywa i akurat taka skromna (skromna nie znaczy uboga! to nie jest pejoratyw) forma nie spełnia moich Piórkowych wymagań.
Uf, no mam nadzieję, że wyłożyłam wszystko należycie i przyjaźń gilo-smocza nadal trwa :)
Pozdrawiam serdecznie i czekam z wypiekami na twarzy na Twoje kolejne teksty!
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Hejoo! Treść już znam, więc klikam Bibliotekę, bo tam tekst powinien się znaleźć. Wrócę z komentarzem pobetowym, jak będę miała już dostęp do komputera. Pozdrawiam serdecznie prezydenta Rzeppospolitej!
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Serdecznie witam, MichaelBullfinch!
Świetny gif na początek :D
Jakby tego było mało, w każdej gospodzie znajdzie się ktoś, kto śmierdzi i puszcza gazy, bez przerwy, przez całą noc. Obrzydliwe.
Delikatniś się znalazł, to przecież średniowiecze, dobrze, że wychodząc, nie dostał wiadrem fekaliów na łeb XD
To prawda, ale też jest niewieściuchem :)
Hmm. Już kilka osób zauważyło, ale ja też uważam, że albo stylizacja języka, albo odpuszczamy takie pojedyncze wstawki, które w takiej formie wybijają z rytmu.
Rozumiem, tylko że jeśli całkowicie zrezygnuję ze stylistyki, nawet okazyjnie, to już nikt nie uwierzy w tę historię. Tak mi się przynajmniej wydaje.
Ale faktycznie mogłam popracować bardziej nad stylistyką, która jednocześnie byłaby zrozumiana. To trudne.
to bardzo ciekawe i mądre istoty, mądrzejsze od nas. Każdy mąż o tym wie, ale przecież tego nie przyzna, nawet na najgorszych torturach
Co to za kręcenie głową :D
Choć niektóre w istocie niebezpiecznie się przechylają i wyglądają, jakby kucały, gotowe defekować.
Hmm. Znam już trochę Twój humor, ale w tym konkretnym wypadku chyba niepotrzebne XD
To porównanie akurat zostało zaczerpnięte z książki, jest skojarzeniem prawdziwego średniowiecznego podróżnika XD
które przywodzą na myśl długi i gruby rogal upinający włosy…
A co znaczył “rogal” dla ludzi w 1430 roku?
No taki rogal do jedzenia…?
Ależ świeca dogasa, dokończę hist
orię jutro, czyli w sumie dziś. Wybacz te gryzmoły, próbowałem dokończyć list w ciemnościach.
Fajny zabieg, fajny.
A, dziękuję, dumna z niego jestem :)
znamię na ramieniu się otworzy. Robią to umyślnie. Wiedzą, co to znamię znaczy…
Zamienione na bliznę.
– Leamas jestem.
No dla mnie zbyt oczywiste jak mam być szczery.
Jak wspomniałam wcześniej, miało być oczywiste.
gęste lasy drzew oliwnych
No raczej gaje oliwne, nie lasy.
Uuu kureczka.
Nie znano wtedy jeszcze kawy, dla Europejczyka to były jakieś tak krzewy, co najwyżej mógł je opisać.
W sumie racja.
Że jest bezwartościowa dla sił piekielnych. A nie, że jest ogólnie bezwartościowa. Sorry, ale ja też wolałbym być bezwartościowy dla sił piekielnych. Dla mnie albo usunąć to “dla sił piekielnych”, abo nie wiem. Nic złego nie powiedział, to jest wręcz fakt danej sytuacji, nie zniewaga. I tak był delikatny, bo przypominam, że zawaliła mu cały plan kłamstwem.
Hm.
Masz rację. A wtrąciłam to o siłach piekielnych, bo nie byłam pewna, czy każdy wyłapie, dlaczego Szatan w ogóle chciał ją porwać. Ale zaufam bardziej wiedzy czytelnika i usunę te siły, bo to faktycznie całkowicie zmienia sens.
Chciała udowodnić, że nie jest bezwartościowa.
Ale komu :D Diabłu? No tak, łobuz kocha najbardziej XD
:D
Usunęłam te siły piekielne, więc teraz wszystko się zgadza.
Bardzo dobrze oddana forma epistolarna. Imponuje mi głównie przez to, że opowiadanie jest bardzo długie, więc raczej nie należało do najłatwiejszych do napisania w takiej formie. Zgadzam się z niektórymi, że dialogi mi zgrzytały, nie było ich aż tyle, ani nie były tak trudne do “opowiedzenia”, żeby musiały się tu znajdować. Ale tak wybrałaś i nie psuło mi to lektury, podrzucam bardziej na przyszłość, że listy to jednak listy.
Dziękuję, że doceniasz moją ciężką pracę, choć nie chciałabym dostawać pochwał tylko za nią.
Wiele osób zwraca mi uwagę na ten zapis dialogów; byłam tego świadoma podczas pisania i wielokrotnie się zastanawiałam, jak to ugryźć. Zdecydowałam się jednak na standardowy zapis dialogów mimo formy epistolarnej, bo bałam się, że wielka ściana tekstu zniechęci większość czytelników, tym bardziej że tekst nie jest krótki. Choć teraz myślę, że zamiast myślników, mogłam dawać wszystko w cudzysłów… Czy to jednak nie uratowałoby sytuacji, jak myślisz?
Znasz moje zamiłowania do podróży, więc pewnie spodziewasz się, że wstawki opisowe, również pokazujące, że Stanisław rzeczywiście fascynował się tym co go otacza, bardzo mi się podobały. Było kilka nieścisłości, widzę, że inni też coś poznajdowali, ale to nie zmienia faktu, że bardzo przyjemnie mi się te opisy czytało, nadawały klimatu i cieszę się, że dzielisz się czymś takim. Co do natury Afrykańskiej to wyznaczyłem kilka nieścisłości, ale ogólny opis się zgadza, szczególnie, że mówimy o północnej Afryce, a tam jest bardzo różnorodnie. Bardzo prawdopodobne, że właśnie podobne widoki widział, szczególnie w 1430. A to, że więcej jest innych, jest argumentem bezsensownym dla mnie.
Bardzo mnie to cieszy, bo zwracałam na to szczególną uwagę.
Największy minus opowiadania, dla mnie, to Leamas.
Tak, zgadzam się, że Szatan był najsłabszym ogniwem opowiadania.
Nie zorientował się Stanisław – okej, zaślepiony miłością. Ale zakonnica? Jan, ten to zazdrosny, ale żeby się nie zorientować? Jakby tak dokładnie się temu przyjrzeć to Leamas nic nie wnosi poza tym, że na koniec wiemy, że Jan to troszkę zdrajca. Chociaż to wpadło mi do głowy od razu, wiedząc, że nasz bohater nie zachorował, ale jednak dobrze, że zapomniałem o tej mysli dalej, bo zakończenie mnie zaskoczyło.
Coo?
Jan zdradził Stanisława? Nie gadaj!
Nie było to moim zamiarem, ale hej, ciekawie to zinterpretowałeś :)
Ale to, że jego cała podróż była na darmo, bo robił to dla kogoś, kto nawet “nie był jego”, to już stawia sytuację w nowym świetle i bardzo mi się podoba to rozwiązanie. Jest to częsta życiowa puenta, smutna, ale prawdziwa. I tutaj pasowała, ładnie spięła opowiadanie.
Dokładnie tak i nie ma co tu się doszukiwać jakichś ukrytych metafor czy symboli.
Tekst ma kilka wad, ale o czym my mówimy, to jest naprawdę dobre opowiadanie. Chcesz się sprawdzać w średniowieczu, interesuje Cię to i super. Moim zdaniem widać dużą różnicę między tym tekstem, a Ale zbaw nas ode złego, na plus oczywiście. To wierzę, że kolejne średniowieczne to juz w ogóle będzie kozak.

Kliknąć, kliknąłem. Czy nominuję? Wybacz, musisz dać mi czas do namysłu.
A daj spokój. Nawet jeśli dojdzie do obrad Loży, to i tak tekst nie zostanie wyróżniony Piórkiem, czuję to w kościach. Ale wiadomo, to zawsze miło :)
Pozdrawiam serdecznie x3!
Witaj, regulatorzy!
ale jednocześnie trudno mi uwierzyć, że średniowieczny kowal jest oczytany w romansach i bestiariuszach, tudzież biegły w pisaniu sążnistych listów z podróży – gdzie i kiedy nabył tych umiejętności?
W sumie racja, mogłam wybrać inne rzemiosło…
Opowieść zepsuła mi obecność szatana. Mniemam, że Stanisław zdobyłby wymagany dokument o stanie zdrowia, niekoniecznie za sprawą sił piekielnych, a niektóre wydarzenia mające miejsce wcześniej i później też można było uzasadnić niekoniecznie obecnością Leamasa, tak jak zbędny wydał mi się opis spotkania Blemmjów, no, chyba że Stanisław miał omamy ze zmęczenia i niedożywienia.
Pewnie można byłoby uzasadnić to inaczej, wszystko można byłoby zrobić inaczej. Ale wybrałam Szatana i wyszło jak wyszło. Czy żałuję? Raczej nie, bo tak wtedy postanowiłam i nie wiedziałam, że pomysł się nie wybroni, widzę to dopiero po reakcjach czytelników. Jednak nie ma co żałować, że się tak wybrało a nie inaczej, tylko trzeba wyciągnąć wnioski na przyszłość.
Co do Blemmjów, to zawsze wspomnienie o nich w jakiejkolwiek lekturze wywoływało u mnie ciarki ekscytacji przemieszanej ze strachem i musiałam ich tu wrzucić!
Mnie ta opowieść zdała się bajką, trudną zarówno do przeczytania, jak i przejęcia się losami bohaterów.
Przykro to czytać, ale jestem już duża i jakoś to przełknę.
Teraz odwołam się do współczesnych zwrotów:
…każde zagajenie brzmi w mojej głowie irracjonalnie.
a absurdalnie?
Trzeba pozytywnie przejść badania i oczywiście za to zapłacić
→ Medyk musi cię uznać za wolnego od wszelkiej niemocy.
?
I to wszystko powstało ręką człowieka, zaprawdę fascynujące!
niesamowite?
Kapitan tłumaczy to złymi warunkami pogodowymi.
niesprzyjającymi warunkami do żeglugi?
Chcesz to zaświadczenie czy nie?
dokument?
To prawdziwy raj dla handlowców i pielgrzymów! – Szkoda, że zamiast współczesnych handlowców nie użyłaś słowa kupców.
Wielka szkoda. Zmieniam.
…wspaniałe zabytki, tak wiele znaczące dla historii ludzkości… – To zdanie brzmi jak z reklamy współczesnego biura podróży.
Racja.
Przecież to jest typowe zagranie przewodników.
→ Przecież to jest klasyczna taktyka przewodników.
?
by nastraszyć turystów i wyciągnąć od nich pieniądze. – Obawiam się, że tego słowa nie używano w średniowieczu.
Ci przeklęci turyści! Myślałam, że już wszystkich się pozbyłam.
I na tym poprzestanę.
Mocne, stanowcze i dołujące.
…majętnego, ale niestety tak skorego do picia, jak i do pracy. → Czy to znaczy, że jednakowo lubił się upijać i pracować? Bo mam wrażenie, że te zamiłowania w zasadzie się wykluczają.
Nieprawda! Teraz takiego osobnika nazwalibyśmy wysokofunkcjonującym alkoholikiem… Naprawdę są tacy ludzie, jednego nawet znam.
Wstał i poprawił swoją koszulę, już z tylko jednym ramieniem. → Czy tu aby nie miało być: Wstał i poprawił swoją koszulę, już z tylko jednym rękawem.
O cholibcia, tak!
o tkaninach z jedwabiu czy adamaszku… → Adamaszek to tkanina (jedwabna lub bawełniana). Jest adamaszek, nie ma tkanin z adamaszku.
Dobrze wiedzieć! Tkaniny usunięte.
Czułem się paskudnie, tak bezradnie, żałośnie….! → Zbędna kropka po wielokropku. Po wielokropku nie stawia się kropki, tak jak nie stawia się jej przed wykrzyknikiem.
Zmieniłam na sam wykrzyknik.
…dwa zakrzywione kozie rogi, każde w inną stronę. → Piszesz o rogach, a te są rodzaju męskiego. Proponuję: …dwa kozie rogi, każdy zakrzywiony w inną stronę.
Fakt.
…wskazał na dziwny las… → …wskazał dziwny las…
Wskazujemy co, nie na coś.
Ugh, czy ja kiedyś w końcu to zapamiętam?
Serdecznie dziękuję, regulatorzy! Choć ten komentarz miał bardziej gorzki niż słodki wydźwięk, zawsze jestem wdzięczna za Twoje odwiedziny i uwagi. Pozdrawiam najserdeczniej!
Czeeeeść, beeeecki!
To przybywam ponownie z Rzeppospolitej z mymi przemyśleniami
Ahahha, świetne!
Epistolarność ma taką ciekawą cechę odsłaniania tylko części i to subiektywnego oglądu na wydarzenia. Pozwala się zżyć z piszącym, bo chcąc nie chcąc, jego perspektywa jest jedyną, jaką znamy. Stąd też dość naturalnym jest, że narracja nie zwraca uwagi na inne postaci, jeśli autor listu o nich nie myśli tak bardzo.

Tutaj ten świat żyje, tętni kolorami, zapachami i osobami, zaczarowanymi stworzeniami
i jak je znaleźć. Fajnie, że ugryzłaś to od takiej strony.
To spostrzeżenie osładza mi niemal wszystkie negatywne uwagi. Bo taki był mój cel, żeby średniowiecze pokazać jako kolorowe i żywe, a nie szare i dołujące.
W tym kontekście najsłabiej wypadł dla mnie Szatan, bo jego rola jest epizodyczna. I o ile “nieobecność” Sigridy kupuję, o tyle on jakoś tak się pojawił i zniknął. Ale też wyjaśniłaś, dlaczego paktu z diabłem nie było już na początku, więc rozumiem. Część moich przemyśleń na jego temat Przedpiścy zapisali mądrzej niż ja bym potrafił.

Zostaje pytanie o dialogi, które słusznie postawił melendur, didaskalia niekoniecznie występowałyby w liście. Ale też uważam, że do pewnego stopnia można iść na kompromis z Autorką, która chce nam coś opowiedzieć spójnie i w całości. Czysto teoretycznie Stanisław zapewne nie byłby w stanie zacytować żadnej wypowiedzi dokładnie.
No właśnie i też o tym myślałam, jeszcze pisząc. Próbując cytować wypowiedzi z pamięci, wyglądałoby mniej więcej to tak: no więc, wspominał coś o tym i tamtym…, nie jestem pewny, ale… o ile mnie pamięć nie myli…, itd. Kto by chciał to czytać?
Już kolejny raz widzę od kogoś, że zakończenie usatysfakcjonowało, więc postęp jest odczuwalny, bo najczęściej psułam efekt zakończeniem właśnie. Jest co świętować :)
Ostatecznie, naprawdę udany tekst. Nie każdemu siądzie forma, pewnie mniejszej ilości odbiorców niż klasyczna opowieść. Ale w dalszym ciągu uważam, że zdaje egzamin.
Tak, też to zauważyłam, że fanów tego opowiadania jest raczej mniej niż więcej, ale nie żałuję, że je napisałam, taką miałam potrzebę, by spróbować czegoś nowego i już. Cieszę się, że sumarycznie uznajesz tekst za udany.
Nie jest to tekst bez wad, ale jest JAKIŚ i jest O CZYMŚ. Przeczytanie go coś wnosi, nie pozostawia mnie obojętnym, a na niedociągnięcia jestem skory przymknąć oko wobec mocnych stron. A właściwie taki jest główny cel pisania.
Amen 
Pozdrawiam najserdeczniej i jeszcze raz dzięki za betę!
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?

Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Samael chyba zbyt łatwy do rozszyfrowania.
Faktycznie, Finklo, zwracam honor :)
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Witaj, kronosie,maximusie!
To, a potem jego imię pisane wstecz, to trochę za dużo sygnałów z kim mamy do czynienia (dla czytelnika, ale też dla Stanisława, który powinien był od razu się zorientować, że coś jest nie halo z tym gościem). Osobiście, wolałbym diabła nieco bardziej ukrytego, ale Leamas widać lubi od razu rzucać karty na stół.
Jesteś jedynym, który zauważył (albo przynajmniej wspomniał o tym), że Leamas jest od Samaela. Brawo za spostrzegawczość! Tutaj akurat faktycznie się nie kryłam z tym diabłem, bo nie tutaj chciałam lokować napięcie. Chciałam, żeby czytelnik pomyślał: O nie, to diabeł, Stanisław, uciekaj!
A sam Stanisław, cóż, na pewno również się domyślił z kim ma do czynienia, ale desperacja potrafi zmusić człowieka do jeszcze bardziej nieroztropnych czynów.
To niekonwencjonalne podejście, bo to raczej za grzech idzie się do piekła. A tu dziewczę ma być porwane za brak grzechu, a wręcz za przebyte cierpienie (gwałt). Teologia à rebours. ;)
Według średniowiecznych wierzeń siłom szatańskim najbardziej zależało na czystych duszach, czyli dziewicach, księżach i innym służącym Bogu i dlatego często Szatan pod postacią człowieka lub diabła zstępował na ziemię.
A do piekła za grzechy idzie się po śmierci, a nie jeszcze za życia.
Ciężko uwierzyć, że czternastoletnia dziewczyna wybrałaby śmierć, bo diabeł nie zechciał jej porwać do piekła.
Nie, nie, nie… Poszła na jednorożca, bo nie potrafiła żyć z poczuciem winy, że przez nią Stanisław nie osiągnął celu.
Poza tym – jak to się stało, że wszystkowiedzący diabeł sądził, że dziewczyna jest dziewicą?
A kto powiedział, że jest wszystkowiedzący?
Myślę, że średniowieczny człowiek raczej by nie użył w tym kontekście imienia pogańskiej bogini.
Zgoda, zmieniam na los.
Zastanawiam się również dlaczego Stanisław wplatał dialogi w listy? To raczej dziwne.
Ano dziwne. Ale jakbyś zobaczył samą ścianę tekstu bez dialogów, to podejrzewam, że nie chciałoby Ci się go czytać. Nie byłam pewna, jak rozegrać kwestię dialogów, toć to pisałam listy pierwszy raz.
Podobał mi się za to opis placu św. Marka i bazyliki.
A to zasługa książki, o której wspomniałam wcześniej :)
I sama warstwa przygodowa, podróż, opisy miejsc, również ciekawe. Ogólnie język swobodny i dobrze się czytało. Nie domyśliłem się też, że diabeł ostatecznie zabierze Jana. To dobra, zaskakująca klamra.
Bardzo się cieszę, dziękuję za merytoryczny komentarz i pozdrawiam!
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
melendur88,
Sprawdzajac w necie, jak pisałem komentarz nic takiego nie znalazłem. Ale z kronikarskiej ciekawości podeślij źródło :) Tą książkę z bestiariusza również, bo to interesujący temat :)
Bestiariusz akurat znalazłam online w języku angielskim:
https://bestiary.ca/beasts/beast140.htm
A książka, z której najwięcej zaczerpnęłam, to:
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5132165/przewodnik-sredniowiecznego-obiezyswiata
OldGuard,
Jeśli masz czas i/lub ochotę, to podrzucam Ci swój twór, gdzie bawiłam się stylistyką. Po publikacji komentujący też wyłapali sporo baboli, więc człowiek uczy się całe życie.
O, dziękuję, chętnie zajrzę!
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Finklo,
Tak, teraz lepiej.

Aha, zapomniałam wspomnieć, że fabuła tocząca się dookoła kiły mi podeszła ze względów sentymentalnych – sama kiedyś popełniłam opko na ten temat.


Trochę dziwnie, że daję serduszka przy temacie kiły, ale co tam :)
Hej, OldGuard!
Podobno od powrotu nie tknął kieliszka, więc surowa pokuta rzeczywiście poskutkowała.
No nie mógł tknąć, bo kieliszki jako takie zaczęły pojawiać się w Polsce w XVIII wieku.
Właśnie to zmieniłam dosłownie chwilę przed Twoim komentarzem, jak wprowadzałam poprawki po komentarzu melendura :P
Za Wikipedią: W 1469 r., za panowania cesarza Fryderyka III, podniesiono kościół do rangi katedry.
Czyli wcześniej był “zaledwie” kościołem.
O cholibcia, to tego nie doczytałam. Tylko teraz jak zmienię na kościół, to pewnie wpadnie tutaj armia poprawiaczy krzycząc, że to przecież katedra XD
W liście z 13 lipca 1430 roku Stanisław pisze, że Anglicy schwytali Dziewicę Orleańską. Joanna d’Arc została schwytana przez Burgundczyków (którzy potem sprzedali ją Anglikom) 23 maja 1430 roku i dopiero w listopadzie sprzedana Anglikom.
A widzisz, sprawdziłam rok, a nie pomyślałam, żeby sprawdzić dokładniej datę. I co teraz, usunę chyba tę Joannę, bo mi za bardzo mąci i zmienię rok znowu… Nie wiem.
Ale SNDWLKR wspomniał już chyba o największym problemie, bo syfilis pojawił się w Europie dopiero w latach 90. XV wieku (dokładnie podczas wojny we Włoszech w 1494/1495 r.), przyniesiony przez załogę Krzysztofa Kolumba z Ameryki, więc w 1430 roku nikt w Krakowie ani w Paryżu nie mógł chorować na tę chorobę, ani tym bardziej nazywać jej francą czy plagą na Zachodzie.
Sprawdzałam to i poczytałam trochę artykułów na ten temat, w skrócie: najnowsze badania wykazują, że najprawdopodobniej kiła była już wcześniej w Europie, tylko nie była tak zajadliwa i zaraźliwa jak ta przywleczona przez Kolumba.
więc w 1430 roku nikt w Krakowie ani w Paryżu nie mógł chorować na tę chorobę, ani tym bardziej nazywać jej francą czy plagą na Zachodzie.
Więc tutaj tak czy siak masz rację. Usunę tę wspominkę o Joannie i zmienię rok, wtedy dacie mi spokój z tą kiłą XD I katedra też będzie się zgadzać.
Gdyby jednak przymknąć oko na nią oraz na historyczne potknięcia i wplątywanie zbyt współczesnych określeń w opowieść, co zaburza imersję, byłoby bardzo dobrze. A tak to najbliżej mi do opinii Marzana, że tekst ma potencjał, który nie został do końca wykorzystany :)
Cóż to byłby za świat, gdyby nam wszystkim się to samo podobało!
Trudno było znaleźć złoty środek między taką stylistyką, która pozwoli na imersję a taką, która pozwoli czytelnikowi na zrozumienie tego, co czyta. No i też nie mam jeszcze tak rozległej wiedzy, która mi pozwoli swobodnie taką stylistyką się posługiwać.
Dziękuję za przeczytanie mimo średniego poziomu zadowolenia z lektury i szczegółowy komentarz, pozdrawiam serdecznie! 
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Witaj, melendur88,
„turyści” (wypowiedź Leamasa) –> wystarczyło zmienić na podróżni, wędrowcy, pielgrzymi :P
Myślałam, że już wszystkich turystów wytrzebiłam :P
Poprawiam!
„kompletnie”–> wcale, zgoła. – tutaj też wystarczyło podmienić, kompletnie brzmi zbyt nowocześnie.
A tak, wystrzegałam się tego słowa, a potem straciłam czujność.
Twoja Próba archaizacji(a raczej jej brak) polega tu niestety na wstawieniu kilku starych słów (np. „mąż”, „niewiasta”, „rycząc”) obok skrajnie współczesnego słownictwa („irracjonalnie”, „turyści”).Daje to trochę efekt wybicia, a nie smaczku. Nie mniej mam świadomość, że to bardzo trudna sztuka, męcząca i bardzo dużo pracy trzeba spędzić.
No właśnie trudno było mi znaleźć złoty środek między odpowiednią stylizacją a komfortem dla czytelnika. Niewystarczająco rozległa wiedza też zrobiła swoje. O tak, jest to arcytrudna sztuka.
Wystarczy gdzienigdzie zastosować tryb przestawny, trochę wejść w lekką gawędę i już wygląda jak stylizacja i nie psuje immersji. Taki drobny hint na przyszłość.
Dzięki, faktycznie brzmi lepiej! Tylko czy teraz nie będzie to za bardzo odstawać od reszty? Tak czy siak, zapamiętam!
Kolejna rzecz z technikaliów która mi najmocniej zgrzytła to coś, co w sumie ci wyszło dość dobrze (forma epistolarna) ale moim zdaniem pszeszarżowałaś z umieszczeniem dialogów w formie listu. Brzmiało to dla mnie stucznie i wepchnięte na siłę. Ta chłopski rozum – pisałabyś komuś dialog w dywizami w liście? Zapewne nie. Opowiedziałabyś się swoimi słowami.
Też się nad tym zastanawiałam, jak to zapisywać, ale doszłam do wniosku, że jeśli pozbędę się zapisu dialogów, może to zniechęcić wielu potencjalnych czytelników, widzący na dzień dobry jedną wielką ścianę tekstu.
Moim zdaniem łatwiej by było, gdybyś po prostu wtedy na chwilę zostawiła formę epistolarną, formą literacką, potem wróciła na końcu listu. Listy mogłby być wrzucone w formie rozdziałów.
Mmm, nie, nie chcę :P Chciałam, żeby to były w stu procentach listy. Ale kto wie, może w przyszłości spróbuję takiego zapisu.
Trochę również, nie do końca kupiłem wersję gdzie jednorożec, stworzenie wytworzone w europejskiej baśni pojawiło się w afrykańskiej dżungli.
Być może, ale ja nie wylosowałam sobie kraju, w którym mieszkają jednorożce. Przeczytałam o tym w bestiariuszach i książce, którą się posiłkowałam.
Abisynia (dzisiejsza Etiopia) to w dużej mierze wyżyny i surowe góry, a nie parna dżungla rodem z Kongo. Ta rozbieżność topograficzna i biologiczna mocno zgrzyta.
Tutaj posiłkowałam się tym, co internet mi wypluł, uwzględniłam również wiek. Poza tym Stanisław wspomina jednym zdaniem, że przechodzili najpierw, cytuję: przez górzyste tereny Abisynii i gęste lasy drzew oliwnych oraz krzewów kawy. Dopiero potem pojawiła się puszcza i to również sprawdzałam.
Uważam, że jakbyś zrobiła 70% dziennika i część finału opartego na dialogach (śmierć zakonnicy) wypadłoby o wiele wiele lepiej.
Jak już wspomniałam, przemyślę to w przyszłości :)
Szacunek za to opowiadanie i włożony trud.
Dziękuję bardzo, a Tobie szacunek za tak wnikliwy komentarz, pozdrawiam serdecznie!
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Hej, Finklo!
Cieszę się, że geje przypadli Ci do gustu :) I że forma epistolarna wyszła całkiem dobrze, mimo że nie byłam pewna, jak to ostatecznie wyjdzie.
Czy ludzie w piętnastym wieku nosili gacie? A jeśli tak, to czy ta nowinka była znana w Polsce?
Tak, sprawdzałam specjalnie i według internetów już to słowo istniało w XV wieku w Polsce.
damy wplotły w nie różane wstążki, perły czy złote siatki.
A nie różne?
Nie, chodziło mi o kolor różany, bo chyba nie mówiło się “różowy”.
Dwaj młodzianie, odziani w obcisłe nogawice koloru czerwieni oraz gorsząco krótki dublet sięgający ledwie bioder,
Jeden dublet na dwóch?
Biedni byli :P
Już poprawiam.
przechodząc przez gęsty las jałowców afrykańskich do naszych uszu dobiegały często dziwne dźwięki.
W zdaniach tego typu nie wolno zmieniać podmiotu, bo wychodzi, że to dźwięki szły przez las.
Poprawiłam:
→ z gęstwiny drzew jałowców afrykańskich dobiegały do naszych uszu osobliwe dźwięki.
Teraz lepiej?
Dziękuję i pozdrawiam serdecznie!
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Nie, HollyHell91, tak mi się powiedziało. Może być jeden zgon, albo tak zwane pozgonie ;)
No to uff.
Chociaż jakieś masowe dobijanie się do wrót niebieskich też byłoby ok.

Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Byle trup sypał się gęsto.
Yyy, a to jest obowiązkowe?
Czyli to nie chodzi o przedstawienie własnej wizji tego, co się dzieje po śmierci? Bo tak na początku zrozumiałam.
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
No bo: spłoszona siedziała, zdenerwowana, rozglądała się, potem tak nietypowo zgodziła na szybki wyjazd (co zdumiało samego Stanisława), zachowanie podczas długiej podróży też wydawało mi się mocno podejrzane, brak np. mowy o jej ciągłych, żarliwych modlitwach, w dodatku nader często była mowa o tym dziewictwie – koniecznym do zdobycia rogu jednorożca. :) Zaczęłam więc podejrzewać, że ona nie jest żadną zakonnicą. :)
A rozumiem :) Była, ale nie z własnej woli, więc to by pasowało, że nie jest tak pobożna, jakby tego można było wymagać od zakonnicy.
Pozdrawiam serdecznie, powodzenia. :)
Dzięki raz jeszcze! 
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
SNDWLKR,
Rozumiem, wydaje mi się jednak, że spokojnie mogę zostawić tę chorobę, bo pojawia się coraz więcej hipotez przemawiających za tym, że kiła panoszyła się po Europie jeszcze zanim Kolumb ją przytargał z Ameryki, tylko nie była jeszcze aż tak powszechna.
No witam moją Beta Besti!
UWAGA SPOILERY :D
:D
Podobało mi się, że chociaż nie pokazujesz listów Jana, to przez krótkie wstawki Stanisława bez problemu domyślamy się ich treści.
Przyznam się, że do tej formy i pomysłu, by nie pokazywać odpowiedzi odbiorcy listów zainspirował mnie adam_c4, którego niestety już dawno nie widziałam na Portalu. Jego “Trzecia noga” zrobiła na mnie ogromne wrażenie, do dzisiaj pamiętam ten tekst i wtedy zamarzyłam, żeby też w takiej formie napisać opowiadanie. Także, adamie_c4, gdziekolwiek jesteś – dziękuję za inspirację!
Do tego stworzyłaś bardzo ładne opisy zwiedzanych przez Stanisława miejsc i faktycznie ma się poczucie towarzyszenia mu w tej podróży.
Niezmiernie mnie cieszy ta uwaga, bo chyba nad tym aspektem pracowałam najciężej.
Ewidentnie widzę myśl przewodnią, puentę i co autor miał na myśli.
Stanisław dla miłości rzucił się w podróż przez pół świata, szukając jednorożców (co w sumie może symbolizować coś nieuchwytnego i nierzeczywistego), trzymał się ostatniej nadziei, tylko po to by ostatecznie i tak wszystko stracić. Przez swoją szaloną podróż nie pożegnał się z ukochanym.
Amen :) O to chodzi, nie ma co się doszukiwać nie wiadomo czego, to dość prosta i smutna historia.
I jeszcze kilka słów o Sigridzie. To bardzo tragiczna postać i choć jest gdzieś w tle, to się o niej nie zapomina. To, że mówi niewiele, podkreśla traumę, w której się pogrążyła po strasznych doświadczeniach. I bardzo pasuje mi to do tej postaci. A szczególnie tragiczne jest to, że dopiero po śmierci przestała być “bezużyteczna”
Tak, nawet Stanisław wspominał, że jest małomówna, co jest zrozumiałe ze względu na rany zadane jej duszy i ciału, i to jeszcze świeże.
Zresztą, narratorem w listach jest Stanisław. Jak sam przyznał nie znał się szczególnie na kobietach, więc to, że poświęca jej zbyt wiele miejsca w swoich wywodach pokazuje, że w kontaktach z nią był raczej… gapowaty.
Chyba zjadłaś “nie”, ale łatwo się domyślić, co masz na myśli :) Haha, fajny gif!
Ogółem czytałam z przyjemnością!
Klikam i pozdrawiam!
Dziękuję serdecznie, jesteś najlepsza! 
I jest mój ulubieniec, Pan Rzep! 
Wrócę z szerszym przemyśleniem, pieczołowicie ewoluującym na becie.
Oouu :)
Zostawię tu jeno gratulacje za udźwignięcie naprawdę trudnej formy. Dawno nie czytałem tak dobrej formy epistolarnej.

I’ll be back.
Czekam, nie uciekam :)
Zakapiorze,
przeczytałam jeszcze raz i tak, masz rację, to ja źle zrozumiałam :P Zmyliło mnie pierwsze zdanie, że miałeś podobne odczucia do Marzana.
Dzięki Ci jeszcze raz!
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
No nic, wciąż na leżąco, ale odpowiadam :)
Zakapiorze,
to ciekawe, że mimo męczenia się z tekstem łyknąłeś go całego naraz! Nie wiedziałam, że tak można, ale to miłe :)
Co do niedosytu i brakującej puenty – cóż, każdy miłość rozumie inaczej, więc może dlatego.
Jana poznajemy właściwie tylko z tej strony, że jest niemiły i opryskliwy
Ahah! Koleś umiera i jest zazdrosny :P (nie, nie bawi mnie to, że umiera)
Dodawszy do tego fakt, że misja ratunkowa sprawia wrażenie mrzonki i fanaberii (nie mamy powodu oczekiwać, że sprokurowane medicamentum będzie szczególnie skuteczne), widzimy, że ciężko od czytelnika oczekiwać, by szczególnie mocno trzymał kciuki za jej powodzenie.
A to już zależy od czytelnika, czy chce odpowiednio głęboko się zanurzyć w tym świecie.
Jest tu jakaś myśl o trudnej sytuacji gejów i niewiast w przedstawionym okresie, ale jeśli to miało być osią fabularną, to zdecydowanie nie zostało to dociągnięte – obiektywnie tekst jest o czym innym.
Tak, tekst jest o czymś innym, trudna sytuacja gejów i niewiast jest dodatkiem.
Możliwe, że to ja zawiodłem jako czytelnik i coś oczywistego mi umyka – many such cases. Ciekaw jestem, co tu powiedzą portalowi spece od metafor i interpretacji. A wiem, że przyjdą xd
XD
Pozdrawiam i klik
Dziękuję serdecznie :) I chyba klik Ci uciekł, ale co to za różnica przy tym opowiadaniu 
Stanowczo odmawiam nazywania mnie bezrozumnym bękartem
On nie odmawia, tylko się sprzeciwia. Chyba że to jakiś archaismus?
A to nie istniało słowo “odmawiam” w XV wieku?
jedna z nielicznych odwiedzających
Hmmm, czy wiedeńska zakonnica modląca się w wiedeńskim kościele to "odwiedzająca"? Turysta w jakimś historycznym kościele, prędzej. Tu bym raczej dał "wierna" albo cuś.
A może jedna z nielicznych przebywających?
łamaną niemczyznę, którą nabyłem
“Której” nabyłem, raczej. Tak jak: "nabyć doświadczenia", nie "nabyć doświadczenie".
Racja.
I to wszystko powstało ręką człowieka
Hm. Stworzone ręką? Chyba że znowu archaizm, którego ja nie znam.
Nie wiem też :O
Dziękuję za szczegółowy komentarz, pozdrawiam!
droga bruce!
Jakże się cieszę, że Cię widzę :)
Główna wieża chyba sięga do samego nieba, a wewnątrz jest tak pięknie, że człowiek nie ma ochoty wychodzić. – tytułem wtrącenia: warto wspomnieć, że w latach, w których toczy się akcja, katedra była ciągle w budowie i części wież jeszcze nie skończono.
Chyba to sprawdzałam, ale możliwe, że w ferworze pisania coś mi umknęło.
W pierwszej ławie, tuż przed wspaniałym ołtarzem Fryderyka, modliła się młoda niewiasta. – nie znam się za dobrze na historii architektury, ale – o ile dobrze widzę w necie – Wikipedia podaje, że ten ołtarz został zbudowany w 1447 r.
Aa, już wiem, co się tu zadziało. Najpierw był inny rok w listach, późniejszy. Potem zauważyłam, że wtrąciłam rozmowy w tawernie o Joannie d’Arc, a Anglicy ją przechwycili w 1430 roku, więc żeby to się zgadzało, zmieniłam też wszystkie daty na ten rok zapominając o ołtarzu Fryderyka.
Chyba wykreślę po prostu ten ołtarz.
podobnie mam z tym ołtarzem w Bazylice św. Marka, czy on na pewno był srebrny?
A ten opis akurat wzięłam z książki, więc tak. Przynajmniej według autora.
I zapomniał, kim właściwie jestem, na Boga? – ostatnie dwa wyrazy są tak dramatyczne, że może dać jeszcze wykrzyknik?
A to tak można? Wydaje mi się, że kiedyś użyłam tego zapisu i ktoś mi zwrócił uwagę, że tak się nie robi.
Jeśli od komisji lekarskiej usłyszę, że noszę znamiona gniewu bożego czy pudendagry, to chyba umrę z rozpaczy. – mam pewną wątpliwość, czy nie wielką literą (?)
Według licznych ksiąg, które wertowałam, z małej.
Wśród instrumentów rozpoznałem portatyw i rebek. – czy celowo pisane przez „k”?
Tak, to też z książki.
Tym bardziej (przecinek?) że uciekła z klasztoru, więc nie miało to żadnego znaczenia. – wtrącenie: już w świątyni, kiedy była spłoszona, miałam wątpliwości, czy to aby na pewno jest zakonnica i teraz się one pogłębiły… :))
A dlaczegóż to?
Los, Bóg, cokolwiek, co włada Ziemią i Niebem, dał mi wyraźny znak, że mam się nie poddawać. – mam wątpliwość, czy to ma być wielkimi literami (?)
Wydaje mi się, że jeśli to są odniesienia biblijne, to tak.
To prawdziwy raj dla handlowców i turystów! – wyraz pada jeszcze raz, ale czy jest odpowiedni dla epoki?
Racja, zmieniłam na pielgrzymów.
Tym bardziej (przecinek?) że wśród drzew widywałem co jakiś czas wielkie ślepia, przypominające ludzkie…
Tym bardziej że to spójnik, więc nie ma tam przecinka.
Dziękuję za szczegółową łapankę, pozostałe uwagi również uwzględnione :)
Nie mogłam nie doczytać, bo to niezwykle oryginalny pomysł. :) Mnóstwo niespodziewanych zdarzeń, zaskakujące zwroty akcji oraz stylizacja języka ogromnie przypadły mi do gustu. :) Świetny pomysł na świat fantasy, brawa! :)
Cieszę się bardzo :)
Targana emocjami, ciągle mając przed oczami te wszystkie ich zmagania, po namyśle, popieram Hesketa.
Powodzenia, Holly!
Dziękować!
betweenthelines,
Bardzo mnie cieszy Twój komentarz! Nie tylko dlatego, że jest pozytywny 
Piszesz konkretnie, umiesz wymienić i zargumentować to, co Ci się podobało, a to się bardzo chwali.
Cieszę się, że Stanisław i jego relacja z Janem oraz raportowanie podróży wypadły naturalnie.
A końcówka? Powiem szczerze, że zrobiło mi się autentycznie przykro. Przez cały tekst człowiek ma nadzieję, że Stanisław jednak zdąży do Jana, że po tym wszystkim będzie jakieś światło na końcu tunelu, a potem przychodzi ten ostatni list i nagle zaczyna się podejrzewać, że cena za tę całą wyprawę mogła być znacznie wyższa, niż Stanisław przypuszczał.
I o to chodzi! Miałam nadzieję, że ktoś tak zareaguje no i jesteś! 
Jan przez chorobę, Stanisław przez to, kogo kocha, Sigrida przez krzywdę, której doznała. Dlatego ta historia działa emocjonalnie dużo mocniej.
Bardzo trafna obserwacja i cieszę się, że to zauważyłaś.
Podsumowując, historia wciągała mnie z każdym kolejnym zdaniem i cały czas chciałam wiedzieć, co wydarzy się dalej.
Jednego męczy, drugiego wciąga :)
Pozdrawiam serdecznie, wielkie dzięki!
Heskecie,
miło Cię widzieć!
Dziękuję za te miłe słowa :)
Brakowało mi trochę więcej wzmianek o Sigridzie, dialogów, w których występowałaby.
Też miałam ten dylemat, ale ostatecznie stwierdziłam, że nie będę z niej robić równoprawnej ze Stanisławem postaci, bo opowiadanie będzie miało wtedy już chyba z 60 tys. znaków.
I zgłaszam do piórka.
O żesz! Bardzo mi miło.
Pozdrawiam również serdecznie!
Szanowny SNDWLKR!
Tekst jest dość długi, więc na razie tylko go przeskanowałem, ale jutro czeka mnie dwugodzinna jazda pociągiem, więc całość postaram się przeczytać tam.
Oczywiście, życzę miłej lektury i jazdy pociągiem!
Na razie widzę jeden anachronizm, niestety chyba dość istotny z punktu widzenia fabuły – Europejczyk żyjący w pierwszej połowie XV w. nie mógł mieć kiły, bo ta choroba została przywleczona z Nowego Świata. Jeśli się mylę, może ktoś lepiej obeznany w historii medycyny mnie poprawi.
A ja dokopałam się do artykułów, w których mowa, że wbrew powszechnej opinii kiła dotarła już wcześniej…
Trzymaj się.
Ty również, do zobaczenia!
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Jeszcze nie doszłam do Twojego, więc jak przeczytam, to pewnie bardziej zrozumiem ;) W sensie, że za mało zostawiłam domysłom czytelnika? Hm, pewnie masz rację. Może uda mi się poprawić :)
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Holly, już dziś jakości Twoich tekstów nie komentuję, ale możesz wymyślić dla mnie pokutę za tamten komentarz – coś, co Cię podniesie na duchu :P
To może jutro. Czy jest tak źle, że już mam NIC kompletnie nie pisać?
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
Bardzie, szczerze mówiąc, nie zrozumiałam Twojego fragmentu :P To było mieszkanie, do którego bohater się włamał? Czy może śledzi kogoś ze swojego mieszkania?
Heskecie,
Na ścianie portrety dziwne portrety.
Hę? Chyba brakuje tam przecinka?
Czyli bohater jest Królewną Śnieżką? Nieźle :)
Grzesiek_W,
kasety z tytułami po niemiecku mnie rozbawiły haha :P to już wiemy dużo o właścicielu mieszkania :)
Końcówka mnie pokonała, biurokracja, bleee!
Do reszty odniosę się wkrótce :)
Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?